Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 11 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 09 Lut 2020 22:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 Maj 2012
Posty: 327
srebrny
Jedno zdjęcie wrzucone w otchłań internetu dało impuls całej ekskursji – widok twierdzy Akerman w zimowym słońcu majestatycznie górującej nad limanem Dniestru. Bilet kupiony bez większego zastanawiania, mimo mojego wewnętrznego głosu – „Eee, znowu Ukraina?” oraz głosu osób bliskich - „Nina, bądź człowiekiem, leć na jakiś Cypr”.
Nic to – lecę więc do Odessy.
Nad miasto dolatujemy od strony limanu, z okna nieledwie dostrzec można miejsce gdzie rzeka kończy swój bieg i wąskim wcięciem wbija się w Morze Czarne.

Image


Przyziemienie. Lekko trzęsie na betonowych płytach. Wysiadka.


Image

ODIESITY

Tuż po przylocie, już na ścianie nowego terminala zastanawiać może napis „Odesa Mama” jako główny motyw i logo lotniska. I rzeczywiście miasto przygarniało jak matka kwoka swoje kurczęta pod skrzydła każdego, kto tego potrzebował, zesłańców, szukających pracy, uchodźców, tych którzy szukali swojego miejsca do życia. To niby legenda, ale chociażby po nazwach ulic widać ile i jakie nacje zamieszkiwały miasto tworząc swoje dzielnice i enklawy nadając charakter miastu: „Yevrejska”, „Grecka”, Polska”, „Bułgarska”, "Włoska”.


Po latach zarówno mieszkańcy, jak i ci, którzy do miasta przybyli, wsiąknęli w nie, przyjęli jego ducha i zwyczaje mówią o sobie „Odesyci” – Odiesity.


Image


To również czarno-biały film z 1942 roku. Para: ona - wielkooka blondynka wpatrzona w artystę, Marka Bernesa:

- Вы артист? Pan artysta?
- Нет, Одессит... Nie, Odesyta… Kiedy słyszę dobrą muzykę widzę port, niebieskie, niebieskie morze i wspominam….

Mieszkańcy o swoim mieście mówią z czułością, miękko „Adiessa”. Adiessa Mama….


DWORZEC, RYNEK PRIVOZ


Rozklekotana marszrutka [nr 117, 7 UAH] przeciska się przez przedmieścia, zatrzymując co minutę, co kilka kroków, na żądanie pasażerów, którzy często chcą wysiąść tu i teraz, nawet jeśli do zatoczki, czy przystanku zostało 10 metrów. Krótkie, jednowagonowe tramwaje suną powoli po krzywych torach. W ręku trzymam „Odessa. Geniusz i śmierć w mieście snów”. Ale nie mogę skupić się na lekturze. Dojeżdżam na główny dworzec, dworzec jak pałac, na tylnej ścianie pyszni się napis „Город-Герой” Miasto - Bohater nadany Odessie za zasługi w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej.

Image

Image


Przed wejściem w oczy oprócz tłumu taksówkarzy na pierwszy plan wybija się Monastyr Św. Pantelejmona.


Image


Wiele z odeskich świątyń wrośniętych jest w tkankę miasta, wciśniętych między kamienice. Monastyr, meczet, czy synagoga.


Image


Image



Image


Image


Przechodzę na targowisko. Mówią, że jeśli czegoś nie można kupić na Privozie – nie istnieje – mijam więc stoiska z ciuchami, wszelkiej maści kabelkami, patelniami i nożami, ziołami, przyprawami, których u nas ze świecą szukać. Sprzedawczyni obwieszona sznurami suszonych grzybów na wymyślnej konstrukcji własnego pomysłu zachęca do zakupu. Tu królują cytrusy ułożone w kopce, pomarańcze, mandarynki.

Image

Image


Granaty z odkrojoną kopułką i krwawym wnętrzem, z którego na miejscu wyciska się sok. Domowe wino rozlewane do plastikowych butelek.


Image

Image


Gruzińskie churchele, orzechy, bakalie. I zielenina. Stosy natki pietruszki i kolendry.
Osobna hala z rybami i owocami morza, gdzie żywe raki próbują ostatkiem sił uciec ze styropianowych pojemników, a stosy miniaturowych krewetek, muli, kalmarów przypominają letni okrzyk plażowych sprzedawców „midiiiii, rapaaaany”. W samym centrum hali pomnik rybnej handlarki – Madame Storożenko obok której przycupnął kot czekający czy przypadkiem nie skapnie się mu kawałek rybiego pęcherza, czy głowy, rzucony jako odpadek przez patroszących sprzedawców.


Image


Image


Czy wspominałam o kiszonkach? Nieee? To skarb, to dziedzictwo kulturowe i bomba witaminowa w jednym, kiszone pomidory, kapusta w główkach, marchewka po koreańsku.


Image


Nasyciłam oczy, mogę iść dalej.

ULICE

Od dworca do ulicy Deribasowskiej prowadzą trzy najważniejsze, równoległe ulice: Kateryńska, Ryszeliewska, Puszkińska. Symetria wydaje się nie zostawiać miejsca na szaleństwo, prostopadły układ ulic nie pozwala zagubić się w centrum, a jednak warto zboczyć i pozaglądać w bramy, zwłaszcza poza ścisłym centrum. To wewnętrzny świat podwórek, klatek schodowych, skrzynek pocztowych, balkoników.

Image


Image


Image


Główne ulice obsadzone są platanami, dorodne drzewa, pozbawione w tej chwili liści, nie przesłaniają widoku na niską zabudowę.
Ruszając powoli przed siebie dochodzę do budynku Filharmonii. Niektórym architektonicznie kojarzy się z weneckim Pałacem Dożów, te łuki, arabeski, wykusze. Od zewnątrz osiatkowane wejście, widać remoncik. Pierwotnie budynek służył jako Giełda, podobno mając fatalną akustykę, bo zaprojektowano go tak, aby nie można było podsłuchiwać rozmów toczących się między kupcami. A jednak [o ironio] ktoś zdecydował się umieścić w tymże budynku filharmonię ;) . Rozczarowanie delikatnie łagodzi włoskie podwórko z elegancką restauracją położone bramę dalej [Bunina 15].


Image


Image


Image


ZESŁAŃCY


Na wewnętrznym zesłaniu za krytykę w wierszach tyranii cara przebywał w mieście poeta Aleksander Puszkin, pozostałością jest jego dom i pomnik oraz liczne historie jak to używał życia, nie umartwiając się wcale swoim położeniem. Brylował za to na salonach stając się miejscowym celebrytą, korzystał ze swobód i zainteresowania jakim obdarzały go panie z wyższych sfer. W końcu jego dobrodziej, Michaił Woroncow (gubernator Noworosji) wkurzony wzięciem sobie przez Puszkina jego własnej żony za kochankę i publicznym się z tym afiszowaniem; wysłał poetę do niewdzięcznych prac związanych z przygotowaniem raportu na temat szarańczy, która w tamtych czasach nawiedzała całą Besarabię. [muzeum ul. Puszkińska 13]


Image


Image


Image


Image


Na ulicy Deribasowskiej, na jednej długiej ścianie w ciągu kamieniczek tabliczki upamiętniające dawnych mieszkańców miasta i tejże ulicy – Mendelejewa, Mickiewicza, Puszkina, ci ostatni to zesłańcy, ale jakież przyjemne musiało być to zesłanie, skoro naszego wieszcza natchnęło do napisania „Sonetów Krymskich”. Co ciekawe, pomimo przebywania w tym samym okresie panowie w Odessie się nie spotkali.


Image


PIĘKNO NIEOCZYWISTE ODESSY


Klimat miasta tworzą nie tylko piękne wycacane pastelowe pałace z rzędami Atlasów, kariatyd, puttów.
To również ta biedniejsze zaułki, podwórka, uliczki schodzące w kierunku portu.

Ulicą Bunina dochodzę do Mostu Kotsebu, zawieszonego nad Devolanivs'kyim spuskiem. Ciekawy to widok, elementy mostu wyprodukowano w tej samej fabryce co części składowe wieży pana Gustawa E., w dół prowadzą pompatyczne, zakręcone schody z latarenkami, balaskami, a poniżej rozryta ulica rodem z nowoczesnego westernu, gdzie tylko wiatr hula. Opuszczona, zrujnowana, rozbierana po kawałku, a zarazem… piękna w swej brzydocie.


Image


Image


Image


Dawniej zamieszkiwana przez robotników portowych, bywała podobno planem filmowym, nawet wzięta jest pod ochronę konserwatorską, ale nikt na nią nie ma konceptu i przed wszystkim pieniędzy.
To jak skrzyżowanie zaułków pod kolejką w Chicago i Bronxu. To kolorowe, nieczynne kasyno Cristal Palace, rozszabrowane, pokryte graffiti. Smutny widok, dziurawa nawierzchnia, młodociani pokątnie palący papierosy, rząd garaży.


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Idąc dalej dochodzę do zupełnie innego świata, bokiem, schodami przez Muzeum Archeologiczne przed Ratusz, biały majestatyczny budynek w stylu neoklasycystycznym z rzędem kolumn, gdzie co pół godziny zegar umieszczony nad wejściem wygrywa melodię "Odessa Moje Rodzinne Miasto".


Image


Image


Image


Image



Image


Tu zaczyna się Bulwar Nadmorski, najczęściej odwiedzana trasa spacerowa miasta, pod przeszklonym „akwarium” widać pozostałości greckich osad w Odessie – miasto ma dłuższą historię niż ostatnich 200 lat, kiedy to powstała właściwa Odessa jako kaprys Carycy Katarzyny, która umyśliła sobie zbudować miasto będące Petersburgiem Południa. Stare platany owinięte girlandami światełek, na ławeczce starszy pan na akordeonie gra coś z klasyki, normalnie salon muzyczny pod gołym niebem, choć trochę pochmurno i chłodem zawiewa.

Image]


W połowie długości Bulwaru pojawiają się schody, najsłynniejsza wizytówka Odessy, pomnik sam w sobie, jeśli ktoś miałby mieć tylko jedno, jedyne skojarzenie związane z miastem, to zapewne byłyby to właśnie one.


SCHODY POTIOMKINOWSKIE


192 monumentalne stopnie rozszerzające się ku dołowi z doskonałym widokiem na port i morze.


Image


Image


Image


Rozsławione przez scenę z filmu Eisensteina, gdzie wojska carskie na stopniach dokonują rzezi na cywilach. Co prawda zdarzenie to działo się w bocznych uliczkach miasta, ale ukazane na filmie na schodach nabiera jeszcze większego dramatyzmu.
Motyw wykorzystywany w popkulturze filmowej, choćby w „Deja vu” Juliusza Machulskiego, ale najbardziej chyba znany z „Nietykalnych” Briana de Palmy, gdzie Kevin Costner wespół z Andym Garcią w ostatniej chwili ratują przed roztrzaskaniem staczający się ze schodów wózek dziecięcy, jednocześnie wyrzynając w pień ludzi Ala Capone.
Na dole, pokonawszy przejście podziemne można dojść do dworca morskiego, na końcu którego ckliwa rzeźba żony marynarza, trzymająca na rękach dziecko i wpatrująca się w morze, cóż „navigare necesse est”. Ale może nie dzisiaj. Zadzierając głowę u szczytu schodów widać pomnik pierwszego gubernatora Odessy, diuka de Richelieu, który przyczyniwszy się do ukończenia budowy portu uczynił Odessę jednym z najbogatszych i najszybciej rozwijających się miast carskiej Rosji.


Image


Image


Image


Powrót na Bulwar można ułatwić sobie wjeżdżając funikularą za 5 UAH. Zimą niestety najwyraźniej nie funguje, więc podejście zajmuje chwilę, z tyłu głowy mam uczestników biegów po schodach, które rokrocznie się tutaj odbywają, jak na razie daleko mi do rekordu 22,8 sekundy 😉


Image


cdn...
_________________
Ніночка


Ostatnio edytowany przez Ninoczka 27 Lut 2020 20:26, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
24 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 11 Lut 2020 19:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 Maj 2012
Posty: 327
srebrny
KOTY


O Odessie mówi się, że to miasto kotów, zaczyna się futrzakom stawiać pomniki, widać często, gęsto zblazowane wylegujące się w lichych promieniach zimowego słońca gdzieś na schodach, czy maskach samochodów. Są częścią miejskiego ekostystemu, dokarmiane, mają stawiane budki. Natomiast smutna refleksja nachodzi jeśli chodzi o bezpańskie psy, widoczne zwłaszcza na prowincji, są co prawda zaczipowane, ale nie sądzę, żeby były sterylizowane, bo zbyt wiele podobnych do siebie okupuje skwerki czekając, czy ktoś dorzuci się do ich miski.


Image


Snując się pomiędzy podwórkami, uliczkami wokół Bulwaru przechodzę przez ulicę Woroncowa. Taka mała ciekawostka dla zmylenia oczu – jeden z budynków wydaje się nie mieć tylnej ściany, bądź mieć ją bardzo wąską – ot, złudzenie optyczne, tylna ściana poprowadzona jest po skosie.


Image


Image


Image


Image


Na końcu Bulwaru lekko odrapany, wyłożony kostką brukową most, przez niektórych zwany „Mostem Teściowej” – kolejna urban legend – budowniczy chciał sobie skrócić drogę do teściowej na obiadki, inna wersja mówiąca o tym, że dla Mamusi właśnie, aby mogła na noc wracać do własnego domu, nie zawracając głowy nikomu.


Image


Most ewidentnie chwieje się, gdy stanąć na jego krawędziach, faluje pod nogami dając odczucie lekkiej choroby morskiej. Ze względu na jego niestabilność (oraz zawalenie krótko po wybudowaniu) zakazano popularnego wieszania na nim kłódek, tworząc nowe miejsce do ich przywieszania – ażurowe metalowe serduszko.


Image


Image



Poniżej mostu zaniedbana uliczka prowadząca do portu, dalej widowiskowa kolumnada, niedaleko Pałacu Woroncowa, popularne miejsce ślubnych sesji zdjęciowych.



Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


ULICA DERIBASOWSKA


Tu się bywa, tu się spaceruje, wstępuje na kawę do Manufaktury Czekolady, pije grzane wino, słucha muzyki czy wierszy Lermontowa recytowanych przez emerytowana nauczycielkę.
W dzień całkiem spokojna, wieczorami rozświetla się, szumi, mieni kolorami.
Zamknięta dla ruchu kołowego stanowi centralny punkt wycieczek, turystyki kulinarnej, window-shoppingu czy robienia sobie zdjęć na tle altanki w wiekowym parku, czy przy pomniku krzesła z powieści „Dwanaście krzeseł”.


Image


Image


[Image


Stoję przed „Pijaną Wiśnią”, sącząc z kryształowego kieliszka nalewkę z wisienką w środku, gdy podchodzi do mnie schludnie, ale bardzo skromnie ubrany mocno starszy pan i z uśmiechem przyglądając życzy smacznego. Proponuję, że poczęstuję go papierosem, dziadek nie pali, posługując się moim kalekim rosyjskim wymieniamy uprzejmości. Po chwili dziadek odzywa się „ale wie pani, moja żonka obchodzi dziś urodziny, chciałbym kupić jej mały bukiecik kwiatów”, daję mu co mam w kieszeni nie zastanawiając się, czy kupi coś „żonce”, czy tylko sobie.

Cholerny romantyzm…


PASAŻ

Mieszkam przy ulicy Przeobrażeńskiej, więc najprostszym i niejako naturalnym jest skrót przez hotel „Pasaż”, mijam go więc rano po śniadaniu w drodze na marszrutkę, w ciągu dnia gdy zapełnia się turystami i wieczorem, już po zamknięciu sklepów gdy jest cicho a przygaszone światła i reflektorki ładnie uwypuklają kunsztowne rzeźby i ornamenty.


Image


W latach świetności jeden z lepszych hoteli w mieście połączony z elegancką galerią handlową przypominającą tę mediolańską, czy neapolitańską.


Image


Image



Wychodzę na plac przy Soborze, jedno z moich ulubionych miejsc – w altankach oprócz ławeczek rozstawiono plansze do gry w szachy, miejsce zawsze pełne zarówno graczy, jak i „kibiców”, czasem krzywo patrzących gdy ktoś z aparatem podgląda ich codzienność.


Image


Image


Image


Image


Image



„A NIGHT AT THE OPERA”


Kolejna z wizytówek miasta, barokowy budynek śmiało mogący konkurować z operą lwowską, czy krakowskim teatrem Słowackiego. Obecny kształt zawdzięcza parze jakże płodnych projektantów z biura Fellner & Helmer, spod których kreski wyszedł choćby lwowski hotel „George”, hol w „Kasynie Szlacheckim”, czy rodzimy Teatr Polski w Bielski Białej.


Image


Na wieczorny koncert wpadam w ostatniej chwili, przed wejściem całkiem spory tłumek widzów. Na każdym piętrze wzorem wschodnim, jak w pociągu prowadnica, czy w hotelu etażowa – tutaj zawiadują panie bileterki odpowiedzialne każda za swoje piętro, sprawdzają bilety, kierują do odpowiedniej klatki schodowej, szatni, czy wejścia do właściwej loży. Trochę poganiają, trochę pohukują na opieszałych; po trzecim dzwonku ewentualnie za pomocą klamki uniwersalnej gotowe wpuścić delikwenta do środka.


Image


Z całego serca polecam wizytę, połączoną z przedstawieniem, spektaklem, czy koncertem, bo za śmiesznych nawet 40 hrywien (no, w porywach 100, 150 do 300) można nie tylko mieć ucztę dla uszu, ale też dla oczu, czerwone plusze, kotary, złocenia, balkoniki, ogromny kryształowy żyrandol pod pięknie zdobionym sufitem. Podobno w antrakcie można napić się nawet szampana.


Image


Ja akurat załapałam się na koncert utworów Beethovena, Brahmsa i Straussa. Widownia żywiołowo reaguje po zakończeniu każdego utworu, wykrzykując „brawooo”, czuję się lekko zażenowana, ale może mój gust muzyczny jest nie dość wyrobiony ;)


Image


Image


Image


Pani solistka dostaje bukiet większy od siebie, skrzypek grający na Stradivariusie trzyma z uczuciem instrument oburącz, delikatnie jakby wsadzono mu w ramiona dziecko.

Pełna wrażeń wstępuję na mały koniaczek po drodze i do domu.


Image


Image

cdn..
_________________
Ніночка


Ostatnio edytowany przez Ninoczka, 27 Lut 2020 20:26, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
16 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#3 PostWysłany: 11 Lut 2020 21:47 

Rejestracja: 16 Lut 2018
Posty: 80
Fajna relacja, dzięki. Wrócę do niej jak będę na etapie podróży do Odessy.
Góra
 Relacje PM off
Ninoczka lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 14 Lut 2020 17:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 Maj 2012
Posty: 327
srebrny
ELEKTRICZKA


Niedziela otwiera oczy pogodna, słoneczna nawet, leniwa. Dosyć dobrego, trzeba wstać wcześnie i pomknąć na dworzec kolejowy. Cel – Białogród Dniestrowski. Wychodzę z hotelu, przed Soborem Przeobrażeńskim pierwsi handlarze rozstawiają stoiska z obrazami, słońce podświetla ciemne kopuły świątyni. Z wyciem silnika i szarpaniem marszrutka w kilkanaście minut dojeżdża na wakzał.

Image


Bilet na pociąg kupuję w kasie od strony peronu [26 UAH], do Biełgorodu kursuje pięć par pociągów dziennie.
Image
Image


Czekam na pozwolenie na wejście na platformę. Skład, który lokomotywa ciągnie przez tych 80 kilometrów wygląda jakby miał zawieźć pasażerów hen do Moskwy, kilkanaście wagonów zajmuje cały długaśny peron. Zanim ruszymy przez wagony kilkukrotnie przeparaduje babuszka w jednym ręku oferując naręcze spodni damskich, w drugim maseczki chirurgiczne, za jedyne 10 hrywien. Dziękuję, postoję, to znaczy posiedzę, bo droga długa.


Image


Image


Wagon jest otwarty, każdy kubik/przedział składa się z miejsc dla sześciu pasażerów na plastikowych siedzeniach obitych dermą i oddzielonych stoliczkiem. W głowie bigcycowa przeróbka „Pasażera”:
„Ja jestem pasażerem
Wyrywam dermę z siedzeń
Jadę z niedużym pieskiem
Na miejscu matki z dzieckiem”
😉


Image


Latem musi być tu wesoło, taka ekskursja do kurortu, Karolino Bugaz, Zatoki, wysiadka na jednej z 28 stacyjek, często składających się z samego peronu.
Zanim pociąg wytoczy się poza właściwe granice miasta mija prawie godzina. Przez niemiłosiernie brudne okna mimo pełnego słońca krajobraz lekko rozmyty, rozjazdy kolejowe, zbiorniki z paliwem, rury gazowe biegnące wierzchem, eternit na dachach, ogrodzenia z wkopanych do połowy w ziemię opon.


Image


Pasażerowie drzemią, jedna pani haftuje serwetkę, babcia przepytuje wnuczkę co słuchać w szkole. Dwie i pół godziny mijają dość szybko.
Trasa pociągu wiedzie przez mierzeję, Stacyjka „Morskaja” – na prawo – liman Dniestru, na lewo o długość rzutu kamieniem morze – ktoś spaceruje, ktoś powoli kroczy z wykrywaczem metali. Wrażenie jakby w każdej chwili większa fala mogła zalać torowisko.
Dalej domki, dacze, „bazy otdycha” powciskane w wąski pas ziemi, niektóre w budowie, inne porzucone, a jeszcze inne czekające na sezon i wczasowiczów. Stacyjki „Drużba”, „Słoneczna”. Dalej most postawiony nad miejscem gdzie Dniestr wpada do morza, kilka żurawi portowych.

AKERMAN


Dobijam do stacyjki w Biełgorodzie.


Image


Image

Przez Park Pokoju „główną” ulicą zmierzam w kierunku twierdzy. Gdybym nie wiedziała, że to 50-tysięczne miasto, nie zgadłabym, asfalt w rozsypce, drzewa malowane na biało. Cicho i spokojnie, do czasu - w środkowej części ulicy Dzierżyńskiego coś na kształt targowiska, sklepiki (jeden dla @pabien do jego kolekcji „światów”) ;)


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Półgodzinny spacer i oto jest, stoi, tak jak stała dwa lata temu i jak lat temu dwieście. Potężna.

Image


Image


Image


Akerman. Biała Twierdza. Wśród opisywanych przez Mickiewicza stepów, suchego przestworu oceanów i ostrowów burzanu. Cóż takich stepów już nie ma… Nadal jednak są tu rozjeżdżone drogi i świat sprzed lat, czarnoziem dający siłę i smak tutejszym winom z Szabo, pola uprawne bezsensownie wypalane latem, gdzie wśród pustkowia można w nocy na horyzoncie dostrzec łunę ognia.
Twierdza przez lata przechodziła z rąk do rąk, począwszy od starożytnej greckiej kolonii Tyras (VI w. p.n.e.) przez panowanie tureckie i tatarskie, odbijana kilkukrotnie przez wojska rosyjskie, przez moment była polskim lennem, należała do Rumunii by zatoczyć koło wrócić w ręce rosyjskie, a od 1991 roku znaleźć się na terytorium Ukrainy.


Image


Image


Image


Image


Przebudowywana i umacniana zajmująca spory obszar przez szereg lat służyła obroną na wypadek najazdu ze strony Rzeczypospolitej lub Rosji.
Kupuję dość drogi jak na ukraińskie warunki (80 UAH) bilet i przez nowoczesne bramki, gdzie skanowany jest kod wkraczam na teren twierdzy. Ze świetności niewiele pozostało, resztki meczetu z minaretem przypominającym komin, grube mury, wieże i baszty.


Image


Image


Image


Gdyby puścić wodze wyobraźni można poczuć zapachy z zamkowych kuchni, dojrzeć magazyny, usłyszeć gwar rozmów na pierwszym z dziedzińców gdzie obecnie można postrzelać z łuku, czy wybić pamiątkową monetę.
Dalej przejście do zamku średniego, na kilku hektarach tylko ja i może sześciu innych turystów, wchodzimy na baszty (po murach od pewnego czasu jest to zabronione, zresztą z moim lekkim lękiem przestrzeni byłoby to niewskazane). Wiatr targa włosami gdy wychylam się by lepiej dojrzeć ruiny greckiego miasta Tyras, czy przystań skąd latem statki wycieczkowe i wodoloty obsługują turystów spragnionych prawie_że „morskich pragułek”.


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Na głównym placu spora dziura w ziemi, widać trwają prace wykopaliskowe, ciekawe jakie skarby skrywa jeszcze ta ziemia?
Przechodzę przez kolejny dziedziniec, znajduję strzałeczkę prowadzącą do mini przystani. Dotarłam :)


Image


DROGA

Czasem droga sama w sobie jest celem, mój został w końcu osiągnięty – wejść na kładkę u podnóża twierdzy, nad limanem Dniestru i spojrzeć przed siebie. Błękit wody, pełne słońce. Szczęście?
Ot tak, po prostu, pogapić się, pooddychać. Powinnam właściwie otworzyć szampana, ale nie zawsze dostajemy to, co chcemy, więc muszę zadowolić się piwem.


Image


Image


Image


Image


Pokontemplowawszy stwierdzam, że wystarczy tego napawania i czas na powrót, zatem przez błotniste uliczki, obok zamkniętych sklepików i restauracyjek w zimowym niskim słońcu snuję się w stronę dworca mijając wygrzewające się stada bezpańskich psów, wstydliwego problemu całej Ukrainy.
Tu i ówdzie malownicze artefakty minionego ustroju, stadion, obrzydliwe bloki.


Image


Image


Image


Image


Marszrutka 560, do której po mnie dosiada się jeszcze para już czeka i porywa nas za jedyne 65 hrywien do miasta, kołysząc do snu na wybojach a niskie słońce zmusza do mrużenia oczu. Ciężkie powieki same opadają.

cdn…
_________________
Ніночка


Ostatnio edytowany przez Ninoczka, 27 Lut 2020 20:28, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
Wintermute uważa post za pomocny.
 
 
#5 PostWysłany: 15 Lut 2020 16:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 Maj 2012
Posty: 327
srebrny
PLAŻE


Wymeldowuję się z hotelu „Tsentralnaya”. Ma on kilka zalet, jest blisko Pasażu, blisko Deribasowskiej. I może tyle…
Sam hotel szczyci się tym, że w ciągu ostatnich stu trzydziestu lat nazwa ulicy, przy której stoi (Przeobrażeńska) kilkukrotnie się zmieniała, a hotel niezmienny i stały w uczuciach, jak nazywał się „Centralny”, tak nadal się nazywa. Momentami czuję to dosłownie, ale miejsce ma swój specyficzny urok jeśli ktoś lubi klimat lwowskiego „George’a” w tej nieremontowanej części ;)


Image


Image


W poniedziałek miasto wraca do trybu „roboczego”, więcej samochodów, przechodnie przemykający szybszym krokiem spiesząc się do pracy.
Marszrutką 203 docieram na parking przy parku rozpoczynającym ścieżkę spacerową, wiodącą obok Delfinarium Nemo [300 UAH za pokaz] wzdłuż plaż Lanżeron, Otrada i dalej, dalej aż do Arkadii, najmodniejszej, w europejskim stylu, klubowej wręcz. Ale to w sezonie. Poza nim miejsce lekko opuszczone i nastrajające raczej nostalgicznie.

W sezonie to popularna miejscówka tak dla mieszkańców, jak i turystów korzystających ze ścieżek rowerowych, plażujących, czy kąpiących się w nie najczystszych wodach Morza Czarnego.
Niedaleko nowobogaccy stawiają swoje wille, apartamentowce, które szpecą nadmorski krajobraz.


Image


Ciąg spacerowy inauguruje kilkuprzęsłowy łuk z napisem „Lanżeron”, postawiony na pamiątkę hrabiego Louisa Aleksandera André de Łanżeron (straszne zatrzęsienie tych Francuzów w Odessie). Kiedyś to miejsce rozrywek, potańcówek, bali wszelakich. Dziś miejsce bardzo popularne ze względu na stosunkowo niewielką odległość od centrum i portu latem bywa mocno zatłoczone, choć nie rozumiem tego fenomenu, bo plaża mocno wybetonowana, a potężne falochrony mocno wżynają się w morze.


Image


Image


Rodziny z dziećmi prosto z delfinarium przechodzą nałykać się jodu, nastolatki zdjąwszy wierzchnie okrycia pozują do zdjęć na falochronach uważając, aby nie obryzgały ich fale rozbijające się o betonowe wypustki, a woda wzburzona i zimna.


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Przechodzę na plażę Otrada, centralnym punktem jest „Żółty kamień” również ulubiona miejscówka instagramerek.


Image


Image


Image


Image


Stojąc przy krawędzi chodnika spoglądam w dół na spacerujących. Z zamyślenia wyrywa głos z dołu „niech się pani odwróci!”. Ale, co, jak, dlaczego?
Kątem oka widzę mężczyznę rozbierającego się do naga i wchodzącego pod niewielki, lodowato zimny mini wodospad jak pod prysznic. Trochę pokrzykuje, trochę się otrząsa a po dokonanej ablucji jak gdyby nigdy nic ubiera się i odchodzi…


Image


Wypijam więc co mam do wypicia i również odchodzę…


Image


Umyśliłam sobie, żeby do poziomu ulicy wydostać się kanatką, ale ta zimą oczywiście nie pracuje, słyszałam już określenie „klątwa charkowska”, bo od grudniowej wizyty w Charkowie żadna (z napotkanych przeze mnie i kilka koleżanek) kanatek czy kolejek naziemnych zimą jakoś nie chce współpracować.

Wagoniki wymalowane w postaci z bajek smutno dyndają na wietrze czekając na wiosnę, szkoda, po raz kolejny, bo to atrakcja estetycznie podobna do innych rodem z dawnego Sojuza, wsiada się do niej „w biegu”, licząc, że zdąży się wskoczyć bez uszczerbku na zdrowiu do kubełka z wizerunkiem „Wilka i Zająca”, czy innego „Spidermana”.

Image

Image

Pozostaje mi więc wydostanie się na Bulwar Francuski per pedes pokonując 40 metrów różnicy poziomów schodami.


Image


Wychodzę przez bramę przypominającą mauretański łuk, skąd Uber zabiera mnie do centrum.


Image

Raz jeszcze zaliczam spacer po głównych atrakcjach miasta, tak aby w głowie został ten ładniejszy widok Petersburga Południa.


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Image


Wstępuję do Soboru Przemienienia Pańskiego, akurat odbywa się nabożeństwo więc nieszczególnie wypada mi robić zdjęcia bez skrępowania, zapalam świeczkę, wychodzę.


Image


Image


Image



Łapię Ubera, docieram na lotnisko dużo przed odlotem marnotrawiąc czas w pustej hali nowego terminala gdzie można co najwyżej zrobić zakupy w bezcłówce, napić się kawy, czy zapalić papierosa.


Image


Image


Gdybym miała jeszcze jeden dzień w Odessie wsiadłabym w „bagienny” tramwaj nr 20, który dojeżdża daleko, aż nad Hadżibejski Liman, gdzie gleba jest tak podmokła, że porasta ją gęsta trzcina, a tramwaj przeciska się momentami przez szuwary i zarośla, czy powłóczyła się po uliczkach Mołdawanki, choć z przedwojennego ducha kryminalnej Odessy podobno niewiele zostało. Do zaliczenia kilometry katakumb ciągnących się pod miastem.

ROMANS


Wracając do tytułu relacji. Czy mam romans z Odessą? Zapewne nie… Lubię to miasto, czuję jego magnetyzm, puls, wibracje, ale nie chciałabym tutaj mieszkać, latem przeciskać się wśród tłumu turystów, zimą patrzeć jak wiatr hula po porcie.
To miasto albo się lubi, albo do niego nie wraca. To miasto nieoczywiste, niełatwe. Czasami zwalające z nóg przepychem, pięknem, przesiąknięte historią i kulturą. Momentami jednak małomiasteczkowe, na przedmieściach wyglądające jak ulica Czarnkowska, Białostocka czy Strzegomska, jak w każdej miejscowości o populacji do 20 tysięcy mieszkańców.
Dlaczego więc ciągnie mnie do niego po raz kolejny i powrócę tam w czerwcu? …
_________________
Ніночка


Ostatnio edytowany przez Ninoczka, 27 Lut 2020 20:29, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#6 PostWysłany: 16 Lut 2020 02:02 

Rejestracja: 25 Wrz 2015
Posty: 134
Loty: 84
Kilometry: 146 904
niebieski
Byłem w czerwcu 2019 i dla mnie to był piękny romans, a Akerman to nawet więcej, fajnie sobie popatrzeć jak to wygląda zimą.
Też byłem na tym rozpadającym się pomoście i tam piwko piłem i wyobraźnie uruchomiłem...
Góra
 Relacje PM off
Ninoczka lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 23 Lut 2020 06:17 

Rejestracja: 16 Lut 2018
Posty: 80
Dzięki jeszcze raz. Wróciłem szybciej niż myślałem ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 25 Lut 2020 10:20 

Rejestracja: 07 Kwi 2014
Posty: 644
srebrny
Ładnie napisane. Czuję się zainspirowany.
Góra
 Relacje PM off
Ninoczka lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 28 Lut 2020 18:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 Paź 2016
Posty: 37
spędziłem tam 3 dni w drodze na Krym w '12 roku, no i widzę że nic się nie zmieniło, kompletnie. Miło było poczytać. Czy przed dworcem dalej stoi miafia babuszkowa z kwaterami do wynajęcia ?? A na priwozie najlepsze wino na rozliw nazywało się Izabella. Poranna degustacja wyznaczała rytm dnia....
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 28 Lut 2020 18:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 Maj 2012
Posty: 327
srebrny
Babuszek z tekturowymi tabliczkami z kwaterami jakby mniej, bo to nie lato... Izabela to to słodkie? ;)
_________________
Ніночка
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 04 Kwi 2020 14:10 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Wrz 2011
Posty: 1608
Loty: 145
Kilometry: 154 160
Fajny klimat na zdjęciach. Cała Ukraina jest super :)
Góra
 Relacje PM off
Ninoczka lubi ten post.
 
 
 [ 11 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group