Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 6 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 03 Paź 2014 22:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 397
Loty: 196
Kilometry: 323 953
niebieski
Jak wielu z f4f, tego lata polecieliśmy do Iranu. Jako że zawsze przed wyjazdem szukam relacji i wskazówek innych, może i Wam przyda się garść informacji po naszym wyjeździe :).

Mieliśmy taki plan:
- KRK – LWO – nocnym autobusem Sindbad, aby spędzić kilka godzin w Lwowie przed odlotem
- LWO – SAW – IKA – Pegasusem, 2 tygodnie w Iranie
- IKA – SAW – LWO – przy czym opuściliśmy ostatni odcinek, aby spędzić kilka dni w Istambule i wrócić stopem do PL - nigdy takiej dalekiej trasy autostopem nie mieliśmy na koncie, więc dlaczego nie spróbować :).

O Lwowie nie będę się rozpisywać, osobiście bardzo go lubię. Polecę jedynie dość oryginalną restaurację (podobno jedzenie marne, więc sobie odpuściliśmy, za to piwo godne polecenia :)) Dim Legend. Dobrze, że miałam adres dokładny, bo ona nie ma szyldu, trzeba popytać wokoło, żeby ktoś wskazał schody na górę. Lokal składa się z kilku pięter, każda sala w dość oryginalnym stylu, ale najciekawsza część jest na dachu. Widok na Lwów, trabant do którego można wsiąść i mały pomnik kominarza…a goście próbują trafić (stojąc w kominie) hrywnami do jego kapelusza. Jeśli zaliczą pudło, monety najczęściej lądują na gościach siedzących piętro niżej. Naprawdę fajny klimacik :D
Załącznik:
Dim Legend2.JPG

Załącznik:
Dim legend.JPG


A teraz wracając do Iranu. Jako że lubię przygotowywać się do wyjazdów, miałam ustalony zarys planu podróży. Spełnił się praktycznie w całości, jedynie Jazd zamieniliśmy na piekiełko o nazwie Bushehr nad Zatoką Perską, głównie dlatego, że każdy nam doradzał, żeby tam nie jechać, bo nie wytrzymamy ciepła :D …Poniżej nasza trasa.
Załącznik:
plan Iran 2014.JPG


Lądujemy w nocy, ok. 45 min trwa wklejenie wizy (60 EUR od osoby). Przed wyjazdem do Iranu doradzono mi, abyśmy na lotnisku wymienili jedynie niewiele dolarów, gdyż w centrum Teheranu kurs jest o wiele lepszy. Mogę teraz stwierdzić, że nie było to prawdą, spokojnie mogliśmy całość wymienić na lotnisku (ale koniecznie na pierwszym piętrze, znacznie lepsze kursy niż na parterze).

Nasze kursy: 1 USD – 30 800 IRR (na mieście kurs 31 300 IRR). Każdy, kto wybiera się do Iranu wie, że w przeliczaniu walut można się nieźle pogubić (nam się to udało zaraz pierwszego dnia, kiedy zdziwionemu taksówkarzowi daliśmy równowartość 0,60 PLN, bo myśleliśmy, że dajemy 6 PLN :D ).

Dla szybkiej orientacji będę podawać ceny w PLN, bo w przybliżeniu 10 000 IRR = 1 000 tomanów = 1 PLN. Warto nauczyć się perskich cyfr albo mieć je gdzieś wydrukowane, przydaje się w drodze…

Pierwszy zakup to oczywiście karta SIM, każdy może ją kupić na parterze lotniska za 15 PLN (w tym jest kilka PLN na koncie, starcza na sporo smsów czy telefonów). Wymieniamy pieniadze i w drogę. Trochę czasu zajmuje nam uwierzenie, że faktycznie nie ma żadnego autobusu z lotniska do Teheranu… jedynie możemy za 50 – 55 PLN pojechać taksówką. W końcu spotkany Irańczyk doradza, żebyśmy ją wzieli jedynie do najbliższej stacji metra (Shahed lub Haram) – wtedy koszt spada do 25 – 30 PLN.

W Teheranie, po wymianie waluty (jak łatwo zostać milionerem w Iranie, w sekundzie jesteśmy w posiadaniu 15 mln riali :)) od razu jedziemy na dworzec, żeby nie marnować czasu. Kupujemy nasze pierwsze bilety na autobus VIP do Rasht (17 PLN), od razu jest klimatycznie – dostajemy bilet, który zupełnie nic nam nie mówi – nawet numery miejsc są zagadką (dlatego dobrze mieć ściągę z cyfr). Od razu pojawiają się gościnni ludzie, na dworcu nieznajomy, miły Pan przynosi mi bez pytania herbatę – tu pierwsze zdziwienie – przecież jest ramadan... No tak, w podróży nie obowiązuje…. :)

Załącznik:
DSC02177.JPG


Nasze zwiedzanie chcieliśmy rozpocząć od rejonu Lahijan na północy Iranu – słynie on z pól herbacianych i ryżowych. Z Rasht docierany taxi typu savaris (naprawdę warto wcześniej przyswoić sobie rodzaje transportu w Iranie. Z czystej troski w Rasht ludzie chcieli nas wsadzić do dar baste, czyli taxi jedynie dla nas, drogiej. Trochę czasu nam zajęło tłumaczenie, że chciemy jechac jak inni – poczekamy, aż taksówka się zapełni – czyli chcemy jechać savaris).

To tyle na dziś, później napiszę o atrakcjach nie tak bardzo znanej północy Iranu, która bardzo nam się spodobała.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#2 PostWysłany: 04 Paź 2014 10:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 397
Loty: 196
Kilometry: 323 953
niebieski
Tak więc co ciekawego jest w tych okolicach?
Po pierwsze pole herbaty i telecabin (16PLN RT), prowadząca na szczyt jednego ze wzgórz.
Załącznik:
DSC02373.JPG

W okolicach są też fabryki herbaty. Nasz znajomy Milad zabrał nas do jednej. Okazała się zamknięta, ale gdy właściciel usłyszał, że jesteśmy z Polski, otworzył ją dla nas i zostaliśmy oprowadzeni. W skrócie opowiedziano nam proces, widzicie na podłodze śmieci po herbacie? To też jak najbardziej się sprzedaje, więc jak pijemy herbatę słabej jakości, to można się domyślać, że została zamieciona z podobnej podłogi jak ta :D .
Załącznik:
DSC02497.JPG

Ciekawy jest sposób picia herbaty w Iranie. Na początku dziwiło nas, że podają nam herbatę, cukier, ale nie ma łyżeczek. Okazało się, że nie słodzi się jej, a bierze się kostkę cukru do ust i przytrzymuje zębami. Kostka osładza pitą herbatę i standardowo wystarcza na 3 szklaneczki.
Załącznik:
DSC02517.JPG

Każde irańskie większe miasto ma swoje tradycyjnie wypiekane ciasteczka. Ot, taka tradycja. My odwiedziliśmy miasto Fuman, wypiekają tam jedne z najbardziej znanych o nazwie Koloocheh. 6 panów ręcznie je wyrabia, każdy ma swoją funkcję. Bez problemu mogliśmy wejść „za ladę”, przyglądnąć się jak to robią, a na koniec dostałam od nich ciasteczka prosto z pieca jako prezent.
Załącznik:
DSC02270.JPG

Mieszkańcy północy Iranu są bardzo dumni z zamku Rudkhan (10PLN wstęp dla turysty zagranicznego), który znajduje się jakieś 2h drogi od Lahijan (po drodze mija się właśnie Fuman), taki fajny mały trekking – bo wychodzi się do ruin ok. 2h. Dla nas nie było to aż taką atrakcją – takich ruin choćby w Polsce mamy sporo. Podczas drogi do zamku można kupić wiele lokalnych przysmaków: herbatę i typowo irańskie na kwaśno marynowane owoce jak na zdjęciu. Przysmakiem Milada okazały się wiśnie mrożone w całości i do tego solone, jak lody na patyku. Takie słone wiśniowe lody – no cóż, nie powalił nas ten smak na kolana :D.
Tu też wspomnę, że umawianie się na randki w Iranie jest dość utrudnione. Zazwyczaj nie wolno dziewczyny/chłopaka przyprowadzać do domu. Dlatego Irańczycy szukają ustronnych miejsc na spotkania. Okolice tego zamku cieszą się wielką popularnością, jeden z naszych znajonych miał wiele gorących wspomnień z okolicznych miejsc :D
Załącznik:
DSC02336.JPG

Załącznik:
DSC02293.JPG

Tradycyjne domy irańskie, chroniące przed skutkami trzęsienia ziemi. Poniżej zdjęcie takiego typowego, teraz jest to już muzeum. Najciekawsza jest konstrukcja przy ziemi. Dom stoi na drewnianych balach, które w przypadku trzęsienia ziemi pracują. Dzięki nim domy tak łatwo nie ulegały zniszczeniu.
Załącznik:
DSC02524.JPG

Załącznik:
DSC02539.JPG

Oczywiście chcieliśmy się wykąpać w Morzu Kaspijskim. Zapytałam Milada, czy jest jakakolwiek szansa na wejście do wody w bikini? On powiedział, że coś wymyślimy :) . W nocy zapakowaliśmy sziszę, jedzenie i pojechaliśmy nad morze. Milad wybrał bardzo ustronne miejsce, praktycznie nic nie było widać i w końcu powiedział: „Teraz możesz wejść w bikini tylko pamiętaj: jeśli kogokolwiek zobaczysz na plaży, zostań w wodzie przykryta po szyję póki ta osoba nie przejdzie” :D . Poniżej zdjęcie za dnia, całkiem ładne – nie wiem dlaczego, ale wyobrażałam go sobie w stylu Morza Czarnego…
Załącznik:
DSC02671.JPG


-- 04 Paź 2014 09:45 --

Nasi znajomi zabrali nas również do miejsca przypominającego rezerwat przyrody, oni nazywają to laguną. Wynajmuje się łódkę z silnikiem i pan ją obsługujący zabiera nas na 15minutową wycieczkę (piękna roślinność, kwiaty lotosu jak niżej na zdjęciu, dużo owadów, ptaków..) – ogólnie bajka. Do tego miejsce w ogóle nieznane, rewelacja. Potem zatrzymaliśmy się też na polach ryżowych. Ryż to podstawa kuchni irańskiej. Ten rodzimy jest lepszej jakości, więc droższy - nie każdego na niego stać. Głównie importuje się go z Indii.
Załącznik:
DSC02634.JPG

Załącznik:
DSC02658.JPG

Załącznik:
DSC02595.JPG

Oczywiście podczas pierwszych dni zaznajamiamy się z kuchnią irańską. Podstawa to próbować dużo nowych rzeczy w każdym kraju :). Ogólnie jedzenie w Iranie nas nie powaliło. Nie mówię, że jest niesmacznie, ale w porównaniu z kuchnią marokańską, tajską, indyjską… Irańczycy uwielbiają kwaśny smak: jajecznice na śniadania skrapiają sokiem z limonki, używają kwaśnych przypraw: do mięsa sumac i zereshk - suszonych kwaśnych owoców dodawanych do ryżu (po ang. barberry), do potraw bardzo często dodają suszone limonki, pistacje nawet nakrapiają sokiem z cytryny…trzeba się przyzwyczaić ;) . W dalszych częściach opiszę niektóre dania. W Lahijan poznaliśmy 4 główne gatunki chleba: barbari, lavash (najbardziej popularny, bo można go dłużej przechowywać), taftan i sangak. Poniżej zjęcia z piekarni sangaka. Jest on wypiekany na drobnych kamyczkach, dlatego trzeba uważać, aby nie ułamać sobie zeba na jakimś odłamku...Ogólnie frajda zobaczyć każdą z takich piekarń, bo bez problemu można wejść do środka, pogadać, zrobić zdjęcia...
Załącznik:
DSC02451.JPG

Załącznik:
DSC02457.JPG

To tyle z najciekawszych miejsc w okolicach Lajihan. Kupujemy bilety na nocny autobus do Kermanshah (21 PLN, ale to autobus normalny, taki jak w PL) i ruszamy w kierunku kurdyjskiej wioski Palangan…


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 04 Paź 2014 15:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Sty 2012
Posty: 3925
Loty: 1
Kilometry: 282
złoty
Cool Basia, poproszę więcej kulinariów ;)
_________________
Jesli planujesz podroz dookola swiata to poczytaj tu o moich.. >>> Relacje
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 05 Paź 2014 16:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Lip 2013
Posty: 475
Loty: 93
Kilometry: 149 830
niebieski
Czekam na dalszą część.
Szybciutko proszę bo za 2 dni wyjeżdżam ;).
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 05 Paź 2014 18:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 397
Loty: 196
Kilometry: 323 953
niebieski
Nie ma sprawy Tomek, o jedzeniu chętnie zawsze ;) .

Tradycyjne śniadanie irańskie składa się ze świeżego chleba (albo lavashu z dnia poprzedniego w przypadku leniwców ;) ), do tego biały, kremowy serek, obowiązkowo dżem marchewkowy (dobry, ale jak dla mnie zdecydowanie za dużo cukru), czasem jajecznica… zdjęcie poniżej to właśnie takie śniadanie, po drodze do ruin nasi znajomi zabrali nas na takie piknikowe nad rzekę, aby nas nikt nie widział – wiadomo…ramadan, którego mało kto przestrzega, ale trzeba udawać…
Załącznik:
DSC02258.JPG

Na koniec naszej wizyty w Lajihan zaprosiliśmy naszych znajomych na obiad. W czasie ramadanu niektóre restauracje mają licencję i można u nich normalnie zjeść obiad. Wiadomo, do najtańszych nie należą (nasz obiad dla 5 osób kosztował 180 PLN), ale tłumy w środku spore… ;)

Danie spotykane na każdym kroku to chelo kebab. Ogromna porcja ryżu (jak dla mnie na 3 obiady :) ), szaszłyki z baraniny lub kurczaka i grillowany pomidor. Smaczne, ale jak można jeść to codziennie? ;)
Bardzo przypadł nam do gustu Tadig - na zdjęciu ten przypieczony żółty ryż. Gotuje się go standardowo, a później bez wody pozostawia na ok. 1h na małym ogniu. Poza tym tam jedliśmy jeszcze bardzo dobre irańskie oliwki w takim orzechowo – bakłażanowym sosie i różne potrawy z bakłażana w stylu naszego leczo. Do tego smaczne sosy, ale już nie pamiętam z czym dokładnie.
Załącznik:
DSC02696.JPG

Poniżej tradycyjny obiad w irańskim domu – obowiązkowo chelo kebab, a w dzbanku ogromne ilości doogh – jogurt z lodem i miętą – hmm co kto lubi :D. W każdym razie Irańczycy piją tego ogromne ilości….
Załącznik:
DSC02360.JPG

I ostatnia ciekawostka z Morza Kaspijskiego. Zdjęcie nie najlepsze, ale pokazuje jak wysokie są płoty ograniczające plaże jedynie dla kobiet. Podobno są na takiej wysokości, aby nawet z budynków przy plaży nikt nie mógł zobaczyć tych niemoralnych widoków...pięknych Iranek w bikini :D
Załącznik:
DSC02437.JPG


-- 05 Paź 2014 18:26 --

Kolejny etap naszej podróży, czyli mała wioska Palangan blisko irackiej granicy.

Mało kto zna tę wioskę w Iranie, troskliwi Irańczycy oczywiście nas zniechęcali: „Po co tam pojedziecie, skoro my tam nie jeździmy? Jest tyle innych znanych wiosek z klimatem, który opisujecie…” – jak to usłyszeliśmy to już wiedzieliśmy, że planów nie zmienimy :) .

Nocnym autobusem dojeżdżamy do Kermanshah – tam poznajemy Meysama, który daje nam sporo wskazówek logistycznym i jest nieocenionym źródłem wiedzy o Iranie. Od niego dowiadujemy się, że każde imię perskie ma znaczenie, a jego pobija wszystkie inne. Otóż Meysam znaczy: „ten, który tak szybko biegnie po piasku, że nie zostawia na nim śladu” :D .

Aby dojechac do Palangan, trzeba odbyć 2 jazdy minibusem jak ze zdjęcia poniżej. Można się domyślać, lokalny klimat w nim jest pewny :D . Najpierw 1h jedziemy do Kamyarah (2 PLN za os), a potem kolejnym już do Palangan (1,75 PLN za os). Po drodze jak wszędzie dużo przygód, ale nie sposób wszystkiego opisać.
Załącznik:
DSC02737.JPG

W minibusie Andrzej poznaje chłopaka, który obiecuje zabrać nas w miejsce, gdzie można zjeść pyszną rybę - maahi kebab (tym żywią się głównie mieszkańcy ten wioski). On nas sprowadza na dół wioski, ku rzecze i bazujemy w „knajpie” jego brata.
Załącznik:
DSC02790.JPG

Załącznik:
DSC02801.JPG

Klimat w Palangan mega. Zdjęcie nie oddają pełnego wrażenia, ale co zrobić ;) . Największy żar przeczekujemy w knajpie jedząc pyszną i ogromną rybę z grilla z lavashem (15 PLN), później kąpiel w lodowatej rzecze – ja oczywiście siedzę na brzegu, bo co za frajda wchodzić w pełnym ubraniu… ;)
Załącznik:
DSC02795.JPG

Załącznik:
DSC02880.JPG

Po kilku godzinach poznajemy dość liczną rodzinę naszego kolegi, na migi dopytujemy czy możemy przenocować w tej knajpce. Oczywiście wszyscy gościnni, próbujemy rozmawiać, jest wesoło ale ciężko się porozumieć. Z pomoca przychodzi jeden z braci, przynosząc słownik angielsko – perski…tyle, że gdzieś zgubił jego część i mamy do wyboru słowa jedynie od A do K :D .
Załącznik:
DSC02883.JPG

Nocne widoki w wiosce też są rewelacyjne, niestety rozmawiając z naszymi nowymi znajomymi przegapiliśmy najlepszy moment na zrobienie zdjęć ;) .
Załącznik:
DSC02837.JPG

Rano, jedynym porannym autobusem wracamy do Kermanshah…


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 08 Lis 2014 23:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 397
Loty: 196
Kilometry: 323 953
niebieski
Kermanshah miło wspominamy dzięki ludziom spotkanym, bo sam w sobie chyba nie jest aż tak ciekawy. Chyba, że ktoś lubi wykopki ;-) których ja fanką nie jestem. Dlatego, że sławny jest on z Behistun i Taghbostan (wstęp dla zagranicznych: 15 PLN, tu więcej http://en.wikipedia.org/wiki/Kermanshah)
My skupiamy się na jedzeniu, bazarze i ludziach ;-)
Z racji ramadanu zostajemy wysłani taksówką do ekskluzywnego hotelu, jego restauracja ma „licencję na karmienie” w czasie ramadanu. Tam poznajemy dość wyluzowaną rodzinkę: matkę, 2 siostry i syna, którzy zabierają nas do centrum, nie posiadają się ze szczęścia, że nas poznali i absolutnie wszystko chcą nam pokazać ;)
Załącznik:
DSC02976.JPG

- bardzo zmęczony (znaczy kontemplujący ;) ) Pan w meczecie
Załącznik:
DSC02985.JPG

- ciasteczka typowe dla tego miasta – muszą być na każdym kroku, w końcu jesteśmy w Iranie ;) - no i Panowie w takiej pracy... czy to nie wygląda pięknie? :lol:
Załącznik:
DSC03003.JPG

- suszone limonki – baaardzo popularne w irańckiej kwaśnej kuchni. Zazwyczaj dodawane do czegoś w stylu naszego gulaszu czy leczo. W PL może nadawałyby się jedynie, hmm, do kompotu? ;)
Załącznik:
DSC03017.JPG

- jak w każdym kraju, gdzie przypraw co niemiara, Iran ma też swoją w stylu „20 przypraw w jednym”. Niestety nie udało mi się ustalić dokładnych składników, a nadaje się oczywiście podobno do wszystkiego ;-) Podobał mi się sposób jej usypania w Iranie.
Załącznik:
DSC03022.JPG

- bazarowy koloryt
Załącznik:
DSC03037.JPG

Wieczorem ruszamy autobusem VIP (18 PLN/os) do Qom – Podobno po Mashad to najbardziej religijne miasto Iranu. W czasie podróży poznajemy Irańczyka, który wraca do domu podczas przepustki z wojska – upiera się, że skoro dojedziemy do Qom już o 5 rano, to koniecznie musimy pojechać do jego domu się przespać. Gościnność na każdym kroku, non stop w tym kraju... :)
Rano przyjeżdża po nas nowy znajomy z CS, dzięki któremu dość ekspresowo zwiedzamy to miasto. Qom to takie miasto, które spokojnie można zwiedzić w kilka godzin i ruszać dalej. Warto je jednak odwiedzić, od razu zauważa się, że jest to bardzo religijne miejsce pełne zasad.

Punkt podstawowy tego miasta to Shrine of Fatema Masume. Okazuje się, że ja bez czadoru nie zostanę wpuszczona, więc zaczynamy szukać miejsca wydawania tych szmatek…Upał niesamowity, gdy w cieniu owiewa moją twarz wiatr, czuję się jak w piekarniku…do tego wdzianko obowiązkowe, łatwo nie było :-)
Załącznik:
DSC03064.JPG

Zostajemy zaprowadzeni do kogoś ważnego w hiererchii tej świątyni , który nam przez kilka minut robi dość ciekawy wykład o tym miejscu (chwaląc się, że od niedawna są otwarci na pokazywanie go innowiercom) a potem następuje niespodzianka ;-) Zjawia się kobieta, z którą mogę zobaczyć wnętrze świątyni… a Jędrkowi pozostaje posiedzieć na dziedzińcu – w końcu trochę „sprawiedliwości” na tym wyjeździe :lol: . Wnętrze mega – pierwszy raz widzę te cuda wykładane kawałkami luster… do tego ta klima, miękkie dywany. Jak w raju ;) , człowiek mógłby tam zostać na wiele godzin...
Załącznik:
DSC03096.JPG

Niestety zdjęć w środku nie mogłam robić (panie utrzymujące porządek były zbulwersowane tym, że wolno mi wejść i pokazywały to na każdym kroku).

Po zwiedzaniu czekam jedynie na zrzucenie wdzianka, a tu się okazuje, że dobrze byłoby, abym je nosiła również po mieście…bo podobno mój strój jest nieodpowiedni! (a celowo ubrałam w ten dzień najbardziej zakrywające ubrania :lol:) – głównie chodziło o bluzkę, która nie sięgała uda i małe rozcięcie w spódnicy – z nim miałam największy problem w Iranie – wzbudzał straszne wzburzenie na ulicach czasem ;)

Na bazarze zgłębiamy tajniki ręcznie robionych sławnych perskich dywanów… ten poniżej to bagatela koszt 10 000 PLN – hmm kwestia gustu ;)
Załącznik:
DSC03109.JPG

Nasz znajomy zabiera nas do ukrytej knajpy, wchodzimy za zasłonę zakupić czelo kebab + Zam Zam (irańska cola, całość 7 PLN), bo w taki świetym mieście nie ma szans na nic ciekawszego w czasie ramadanu…
Umieramy już z tego gorąca, z radością wsiadamy do klimatyzowanego autobusu do Kashan (4,5 PLN/os)…


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
tom971 lubi ten post.
 
 
 [ 6 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group