Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 34 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 03 Wrz 2018 20:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Sie 2012
Posty: 371
niebieski
Przygotowania

Luty 2017
Właśnie wróciliśmy z podróży i nie mieliśmy w najbliższych planach nic na przyszłość. A natura jak wiadomo nie znosi próżni (swoją drogą dziwne stwierdzenie, biorąc pod uwagę, że pełno jej w kosmosie :) ). Tak więc nie trzeba było długo czekać, aż pojawił się nowy błąd cenowy, tym razem na forum fly4free. Gorąca dyskusja i po kilkunastu minutach jest już decyzja o kupnie biletów. Mamy loty na trasie Kraków->Helsinki->Singapur i Osaka->Helsinki->Kraków!

Takie open jaw to bardzo komfortowa sytuacja, bo z Singapuru można łatwo dostać się w większość miejsc w Azji, więc program wyprawy można obmyśleć trochę na zasadzie: „co ci w duszy gra”. Ostatecznie zdecydowaliśmy się skupić na Japonii, skoro i tak z Osaki będziemy wracać, odwiedzając jednocześnie Singapur i Kuala Lumpur. Kupno brakujących lotów wiązało się z polowaniem na tanie bilety w AirAsia (ostatecznie udało się w marcowej wielkiej wyprzedaży kupić przelot KUL->Tokio (HND) po 310zł/osobę). Z przelotem Singapur->Kuala Lumpur nie było problemów bo to mała odległość, a więc i ceny niskie i ostatecznie kupiliśmy bilety jakoś po ok. 100zł/os, co pewnie było bardzo zwyczajną ceną.

Finalnie plan wyjazdu przedstawia się następująco:
luty 2018
piątek: Kraków -> Helsinki (przylot ok. 15:00), Helsinki (23:55)->Singapur (Sobota 17:10)
niedziela, poniedziałek – Singapur
poniedziałek, 21:00, Jetstar: przelot Singapur -> Kuala Lumpur
wtorek, środa, czwartek – Kuala Lumpur
czwartek 14:40 Air Asia Kuala Lumpur->Tokio (przylot 22:30)
piątek, sobota, niedziela – Tokio
poniedziałek – Nikko i przejazd do Kioto
wtorek do niedziela – zwiedzanie Kioto i traktowanie miasta jako bazy wypadowej do innych miejscowości (Hiroshima, Miyajima, Uji, Nara, Himeji, Osaka)
niedziela 11:45 wylot z Osaki do Helsinek, a stamtąd do Krakowa (przylot 18:55)
A następnego dnia od samego rana brutalne zderzenie z codzienną rzeczywistością: do pracy! :)


Acha, zapomniałem dodać: lecimy jak zawsze w trójkę tj. razem z naszą 4.5 letnią w momencie wylotu córką, występującą dalej pod ksywką Alex.

Image


Image



Piątek, dzień 1, Helsinki

Po krótkim locie z Krakowa lądujemy o 15:00 bezpośrednio w fińskiej saunie, a przynajmniej tak nam się przez chwilę wydaje.


Image


Ponieważ lot do Singapuru mamy dopiero o północy, to decydujemy wybrać się do centrum Helsinek. Dojazd jest banalny, bo z lotniska kursuje pociąg. Bilety kupiłem trochę „na czuja” w automacie (koszt zdaje się 5 Euro), nigdy się nie dowiedziałem czy wybrałem właściwe, bo nikt ich nie sprawdzał. Są dwie trasy pociągu, ale obie chyba prowadzą do dworca głównego. Przejazd trwał może 30 minut i już jesteśmy u celu.

Słyszałem kiedyś żart, że największą atrakcją Helsinek jest prom do Rygi. Okazuje się jednak, że to nie jest żart. ;) Dobra, nie ma co przesadzać, miasto jest całkiem ok, zwłaszcza gdy udekorowane jest jeszcze świątecznie. No i ta ulica Esplanadia Północna, podgrzewana! :) Włóczymy się po mieście nieco, odwiedzając targowisko Kauppatori, które jest już zamknięte, plac Senacki, kolejną reprezentacyjną ulicę: Aleksanterinkatu i wracamy.


Image


Image


Image

Czas pozostały do boardingu spędzamy w saloniku almost@home. Możemy spróbować pysznej potrawki wołowej, ale hitem i tak są cukierki Karl Fazer. Mmmm, mają pyszny smak czekolady i "jedwabistą" konsystencję. Muszę poszukać gdzie je można kupić w Polsce.
Zbliża się północ, a więc i czas naszego wylotu do Singapuru. Za oknem czeka na nas nowiutki A350 którym polecimy.


Image
Special customers – Moomins?


Image
_________________
Moje relacje: WIetnam - taki piękny chaos
Singapur, Kuala Lumpur, Japonia
Meksyk: Relacje z podróży » Ameryka Północna » Ale Meksyk!
Chiny: Relacje z podróży » Azja Południowo-Wschodnia »Azja Południowo-Wschodnia »Pekin i Szanghaj - czyli nigdzie nie lecimy


Ostatnio edytowany przez amphi, 30 Wrz 2018 07:42, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
#2 PostWysłany: 05 Wrz 2018 20:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Sie 2012
Posty: 371
niebieski
Sobota – dzień 2, Singapur

Wylatujemy o północy, lecimy 11 godzin i lądujemy o .. 17.00 w Singapurze. Gdzie zaginęła nasza sobota? Nic to, „zniknięty” czas odnajdzie się, gdy będziemy wracali do Helsinek. Tak czy owak nie zostaje nam wiele czasu w sobotę by podziwiać Singapur.
Lotnisko okazuje się chyba najpiękniejszym na jakim byliśmy, jest pełnie zieleni i różnych ozdób, często przykuwających uwagę Alex.

Image

Na lotnisku kupujemy trzydniowy bilet na metro (kosztuje 20 SGD + 10 SGD kaucji zwrotnej za kartę). Jak się później okazuje biorąc pod uwagę koszt biletów w Singapurze nie daje on żadnych oszczędności, chyba, że ktoś rzeczywiście intensywnie korzysta z metra. Nie przepłaciliśmy, nie zaoszczędziliśmy, ale i tak było warto, bo brak konieczności kupna jednorazowego biletu za każdym razem to wielka wygoda. Jednocześnie dla Alex za darmo wyrobiliśmy Child Concession Card, która umożliwia bezpłatne przejazdy dla dziecka.


Image
Już oznaczenia w metrze przypominają o tym, że Singapur to „fine city” :) Dostać grzywnę w wysokości kilkunastu tysięcy złotych to żaden problem.

Dojazd do naszego hotelu jest banalny i już wkrótce wybieramy się na kolację. Dobrze trafiliśmy, bo Geylang, czyli dzielnica gdzie mieszkamy jest nie tylko dobrze skomunikowana z resztą Singapuru, ale też obfituje w liczne, tanie knajpki (posiłek za kilkanaście złotych to w miarę standard, ale można oczywiście znaleźć i taniej i drożej).

Image
Zajadając nasza kolację przy stoliku na zewnątrz lokalu (nawet wieczorem jest cieplutko), napotykamy takiego kompana.
_________________
Moje relacje: WIetnam - taki piękny chaos
Singapur, Kuala Lumpur, Japonia
Meksyk: Relacje z podróży » Ameryka Północna » Ale Meksyk!
Chiny: Relacje z podróży » Azja Południowo-Wschodnia »Azja Południowo-Wschodnia »Pekin i Szanghaj - czyli nigdzie nie lecimy
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
#3 PostWysłany: 06 Wrz 2018 09:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Sie 2012
Posty: 371
niebieski
Niedziela – dzień 3, Singapur

Dobrą stroną jetlagu jest to, że niekiedy człowiek budzi się wyspany bardzo wcześnie rano. Tak było też z nami, bo nieco drzemaliśmy w samolocie i w rezultacie nasz sen w hotelu skończył się o 4 rano. Nic to! Ogrody botaniczne w Singapurze czynne są od 5:00 rano i nawet wskazane być tam wcześnie, zanim upały dadzą o sobie znać. Stacja metra zlokalizowana jest tuż przy wejściu, a wstęp jest darmowy (płatna jest sekcja z orchideami, jeśli ktoś lubi). Ogród zajmuje olbrzymi teren i można spacerować tam wiele godzin podziwiając tropikalne rośliny i .. obserwując ludzi. Tak, bo dużo się tu dzieje, co chwila napotykamy grupki ludzi uprawiających najróżniejsze, często trudne do zidentyfikowania dyscypliny.

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Po „zrobieniu” kilometrów w parku jedziemy do kościoła (jest ich całkiem sporo w Singapurze)

Image
W metrze reklamuje się nowy film? Nie to reklama .. policji :)

Image

Potem wygłodniali wybieramy się na być może najbardziej wyczekiwany posiłek tego wyjazdu. Co w nim takiego szczególnego? Otóż idziemy do restauracji która otrzymała gwiazdkę Michelina! Spodziewacie się, że ubieramy się elegancko i szykujemy na wystawny posiłek? Nic z tych rzeczy! Jedziemy do Chinatown, gdzie znajduje się najtańsza na świecie restauracja wyróżniona przez Michelin. Ruch w Hawker Chan, bo o tej knajpce mowa, okazał się duży i musieliśmy czekać 40 minut na upragnione dania. Czy warto było? Nam smakowało, a rachunek był niewysoki (kilkanaście złotych od osoby).

Image

Image

Image

Kiedy brzuchy są pełne od razu lepiej się zwiedza. Na Chinatown widać przygotowania do nadchodzącego nowego chińskiego roku, ale oprócz tego dzielnica nie zachwyca jakoś szczególnie.

Image

Image

Image


Przemierzamy kolejne ulice i przed nami stały punkt naszych wyjazdów: wesele! Tym razem hinduskie.

Image

Image
No pośpiesz się Zygmunt, na sali rosół już stygnie!

Image


Zarówno w Singapurze jak i Kuala Lumpur regularnie pomiędzy 16:00 a 18:00 leje jak z cebra, więc dobrze w tym czasie znaleźć się pod dachem. My zdecydowaliśmy się na kolejną atrakcję z której słynie Singapur – Gardens by the Bay. Cena biletów jest dość wysoka, więc warto kupić je na klook.com (to taki azjatycki odpowiednik groupona, koszt można dodatkowo obniżyć wyszukując kod rabatowy). Pewnie myślicie sobie – drugie ogrody botaniczne tego samego dnia? A jednak ukryte pod kopułami starannie skomponowane układy roślinności, sztuczny wodospad czy wijące się wysoko w górnej części kopuł ścieżki robią zupełnie inne wrażenie niż rozległy, tropikalny ogród botaniczny który odwiedziliśmy z samego rana. Warto!

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Nawet nie zauważyliśmy kiedy deszcz minął i zaczął nadciągać zmrok. A w raz z nim pokaz świetlny w przylegającym do kopuł Supertree Grove. Ta część jest bezpłatna, a ze względu na sporo widzów warto znaleźć dobry punkt obserwacyjny już kilkadziesiąt minut przed pokazem.

Image

Image

Image

Wreszcie zmęczeni trudami długiego dnia wracamy do hotelu i padamy jak kłody :)
_________________
Moje relacje: WIetnam - taki piękny chaos
Singapur, Kuala Lumpur, Japonia
Meksyk: Relacje z podróży » Ameryka Północna » Ale Meksyk!
Chiny: Relacje z podróży » Azja Południowo-Wschodnia »Azja Południowo-Wschodnia »Pekin i Szanghaj - czyli nigdzie nie lecimy
Góra
 Profil Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
      
#4 PostWysłany: 06 Wrz 2018 19:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Lut 2013
Posty: 1506
złoty
amphi napisał(a):
Dojazd do naszego hotelu jest banalny i już wkrótce wybieramy się na kolację.
Możesz podzielić się informacją, gdzie mieszkaliście i, ewentualnie, jak oceniasz ten hotel?
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#5 PostWysłany: 06 Wrz 2018 21:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Sie 2012
Posty: 371
niebieski
@WaldekK Mieszkaliśmy w Fragrance Hotel Ruby. Byliśmy bardzo zadowoleni. Wyszło nas to wtedy niedrogo, bo załapaliśmy się na słynną promocję booking ze zwrotem $40. Pokoje są niewielkie, ale czyste. Hotel położony jest 10 minut piechotą od stacji metra Aljunied, więc dojazd zarówno na lotnisko jak i do różnych atrakcji jest świetny. Do tego w pobliżu jest sporo knajpek dla miejscowych w których można dobrze i tanio pojeść. :)
_________________
Moje relacje: WIetnam - taki piękny chaos
Singapur, Kuala Lumpur, Japonia
Meksyk: Relacje z podróży » Ameryka Północna » Ale Meksyk!
Chiny: Relacje z podróży » Azja Południowo-Wschodnia »Azja Południowo-Wschodnia »Pekin i Szanghaj - czyli nigdzie nie lecimy
Góra
 Profil Relacje PM off
WaldekK lubi ten post.
 
      
#6 PostWysłany: 08 Wrz 2018 09:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Sie 2012
Posty: 371
niebieski
Poniedziałek – dzień 3, Singapur i wieczorna podróż do Kuala Lumpur

Dzień zaczynamy od spaceru po Orchard Street. To długa ulica ze sklepami luksusowych marek. Pewnie wieczorem prezentuje się znakomicie, ale w ciągu dnia to po prostu ciąg pięknych wystaw sklepowych.

Image

Przemierzamy więc Orchard Street szybko i mijając dzielnicę biznesową kierujemy się w stronę parku Merlion, skąd podobno jest świetny widok na Marina Bay Sands.

Image

Image

No i faktycznie, jest pięknie. Warto jednak pójść również dalej, bo architektura teatrów durianowych robi wrażenie.

Image
Dziwne uczucie, w tym miejscu człowiek czuje się jakby był w środku wizualizacji komputerowej :)

Z nieba leje się żar, a ponieważ czeka nas wieczorny lot to Kuala Lumpur decydujemy się na powrót do naszej dzielnicy Geylang, a po obiedzie szykujemy się na kolejny lot . I znowu zachwycamy się singapurskim lotniskiem, ceny tam są bardzo przystępne w porównaniu z drożyzną na innych lotniskach, a Alex szaleje na fajnym placu zabaw. Niektórzy to mają szczęście!

Image

Image

Image

Image

Lecimy do Kuala Lumpur! Samolot Jetstar jest nieco opóźniony, ale bez problemu jesteśmy w stanie zdążyć na autobus Star Shuttle który za 12zł/os dowiezie nas bardzo blisko hotelu (zaraz obok dworca Pudu Sentral, bardzo polecam tą okolicę). Autobus to trochę gracik i żona twierdzi, że widziała w nim karaluchy, ale co tam ważne, że jedziemy. Zastanawiam się czy faktycznie wsiedliśmy do właściwego autobusu, bo cały czas jedziemy wśród plantacji palm i zupełnie nie wygląda to na przedmieścia stolicy, ale nagle jakby znikąd zaczynają się pojawiać budynki i dojeżdżamy szczęśliwie na miejsce i to jeszcze przed północą. Wysiadamy z autobusu i widzimy sporo ludzi kończących odprawiać w warunkach polowych coś jakby hinduskie nabożeństwo oraz .. tony śmieci pozostawione prawdopodobnie podczas uroczystości. Z tą czystością to w ogóle nie trafiamy najlepiej, bo podłoga w naszym hotelu klei się od brudu (w sensie dosłownym, obuwie obowiązkowe :) ), a wykładzina w windzie, mimo mnóstwa śmieci nie została ani raz poodkurzana przez cały czas naszego pobytu. Pościel, łóżko i inne sprzęty są na szczęście czyste.

Image

Czy jest źle? Eee, tam, wcale nie. Kuala Lumpur rekompensuje te niedogodności w niesamowity sposób, ale o tym wkrótce..
_________________
Moje relacje: WIetnam - taki piękny chaos
Singapur, Kuala Lumpur, Japonia
Meksyk: Relacje z podróży » Ameryka Północna » Ale Meksyk!
Chiny: Relacje z podróży » Azja Południowo-Wschodnia »Azja Południowo-Wschodnia »Pekin i Szanghaj - czyli nigdzie nie lecimy
Góra
 Profil Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
      
#7 PostWysłany: 10 Wrz 2018 09:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Sie 2012
Posty: 371
niebieski
Wtorek – dzień 4, Kuala Lumpur

Widok z okna jaki ukazał nam się po przebudzeniu najlepiej chyba podsumowuje Kuala Lumpur.

Image
Wersja oficjalna

Image
Wersja pełna

Wkrótce ruszamy na śniadanie i już wiemy: w okolicy mamy małe knajpki, pełne lokalnych mieszkańców. Jest tanio i pysznie! Czego więcej trzeba..

Image

Image

Image

Przemierzamy senną o poranku ulicę Petaling i kierujemy się w stronę meczetu narodowego. Trochę zawodzi nas nawigacja, bo mało brakowało, a weszlibyśmy na drogę szybkiego ruchu. Potem z kolei drogę blokuje nam rzeka. A jesteśmy tak blisko :)

Image

Kombinujemy trochę i ostatecznie udaje nam się osiągnąć cel. Zaletą meczetu jest to, że w określonych godzinach nawet niewierny może zwiedzać. Do tego zatrudnieni tam przewodnicy anglojęzyczni chętnie opisują szczegóły architektoniczne budynku i ich znaczenie podczas ceremonii. W meczecie można niedrogo kupić wodę (butelkowaną, nie święconą ;) ), co jest całkiem fajnym pomysłem.

Image

Niedaleko meczetu znajduje się KL Bird Park. Podobno to największy park ptaków na świecie, w którym ptaki nie są trzymane na uwięzi. Nawet jeśli tak jest to cena którą należy zapłacić za wstęp (58zł dorosły, 39zł dziecko) jest bardzo wysoka jak na atrakcję w Azji. Widać zresztą , że to celowe „golenie” obcokrajowców, bo bilety dla Malezyjczyków są około trzykrotnie tańsze. Ale nic to! Sam park faktycznie robi wrażenie, sporo różnorodnych ptaków przechadza się/przefruwa tuż obok zwiedzających. Jeden z takich osobników, siedzący na murku ni stąd ni zowąd uderza swoim potężnym dziobem moją żonę w rękę. Kończy się na niegroźnym siniaku i zadrapaniu. Szeroki uśmiech na buzi Alex rekompensuje zarówno kwestie finansowe jak i cierpienia cielesne ;). Zwłaszcza, że papużki dosłownie obskakują nas, gdy częstujemy je zakupionym za niewielką opłatą pokarmem. Do tego dwa razy dziennie odbywa się pokaz tresowanych Ar i dzieciaki, w tym wycieczki szkolne, nieźle się przy tym bawią.

Image

Image
Mam dziób i nie zawaham się go użyć

Image

Image

Przy wyjściu do parku czekają taksówki na taksometr, więc wracamy do centrum zjeść późny obiad.

Image

Potem trochę szwendania się po mieście (okolice placu Merdeka).

Image

Image
Przejazd metrem

I jesteśmy tuż przy Petronas Tower. No ok, to faktycznie robi wrażenie. Zwłaszcza po zmroku. Robimy niezliczoną ilość zdjęć, dajemy się jak chyba wszyscy w okolicy naciągnąć na magiczną nakładkę na obiektyw, która podobno pozwala na uzyskanie jeszcze lepszych selfie (nieprawda! postacie wychodza nieostre) i czekamy na pokaz fontann. Jakieś te fontanny małe i nie bardzo chcą tryskać w widowiskowy sposób. Widać trzeba cierpliwości. Czekamy .. no i nic. Okazuje się, że pokaz odbywa się … ale dokładnie po przeciwnej stronie budynku. :)

Image

Image
To te właściwe fontanny :)
_________________
Moje relacje: WIetnam - taki piękny chaos
Singapur, Kuala Lumpur, Japonia
Meksyk: Relacje z podróży » Ameryka Północna » Ale Meksyk!
Chiny: Relacje z podróży » Azja Południowo-Wschodnia »Azja Południowo-Wschodnia »Pekin i Szanghaj - czyli nigdzie nie lecimy
Góra
 Profil Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
      
#8 PostWysłany: 12 Wrz 2018 06:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Sie 2012
Posty: 371
niebieski
Środa – dzień 5, Kuala Lumpur

Dziś jest wyjątkowy dzień, zwłaszcza dla Hindusów, bo to ich wielkie święto: Thaipusam. Mamy szczęście, bo w Kuala Lumpur obchodzi się je w sposób szczególnie huczny wiec oczywiście wybieramy się do miejsca gdzie odbywają się obchody czyli jaskiń Batu. Planujemy dojechać tam pociągiem ze stacji KL Sentral (ok. 40 min, bilet zdaje się kosztuje 2 MYR, warto od razu kupić powrotny). Gdy docieramy na peron naszym oczom ukazują się widoki .. zupełnie rodem z Indii. :)

Image

Przyznaję: mamy wątpliwości czy damy radę dojechać. Podstawą jest jednak rekonesans. Okazuje się, że znajdujemy skrawek peronu mniej oblepiony ludźmi. Co więcej kiedy nadjeżdża pociąg ludzie wsiadają bez przepychania, mojej żonie i Alex nawet ktoś ustępuje miejsce siedzące. Wszyscy są odświętnie ubrani i podróżują zazwyczaj całymi rodzinami. Nikt nie wciska się na siłę, również dlatego, że następny pociąg ma odjechać za kilkanaście minut. Jakby tego mało pociąg okazuje się klimatyzowany. Nie dość, że dojeżdżamy w zupełnie cywilizowanych warunkach, to na dworcu docelowym służby sprawnie kierują tłumem i bezpiecznie wyprowadzają wszystkich z peronu. Służby medyczne rozstawione są w strategicznych miejscach, ogólnie organizacja imprezy na najwyższym poziomie.
Przed naszymi oczami ukazują się setki straganów ze słodyczami, napojami, jedzeniem, pamiątkami i kto wie czym jeszcze.

Image

Image

Image

Wygląda to trochę jak gigantyczny odpust, nie mogło więc zabraknąć i wesołego miasteczka.
Pierwsze kroki kierujemy do znajdującej się na uboczu jaskini. Mniej tam ludzi, bo obowiązują bilety wstępu (może jakaś specjalna świąteczna wystawa?). Wybór okazał się znakomity, bo oto co zobaczyliśmy.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Kiedy nacieszyliśmy już oczy kolorową wystawą nadszedł czas na główną atrakcję programu czyli obserwację właściwych obchodów święta. Mają one miejsce w głównej jaskini do której prowadzi kilkaset stromych schodów. U podnóża jaskini nieustannie przesuwa się długa kolejka chętnych do odwiedzenia świątyni. Wśród wiernych jest wielu niosących Kavadi, czyli ofiarę związaną z osobistym umęczeniem. Ludzie ci przygotowywali się do tej chwili przez 48 dni postem i różnymi rytuałami, a teraz niosą na sobie misterne konstrukcje, przykute (dosłownie!) do ich ciał łańcuchami.

Image
Only good vibes ;)

Image

Image

Image

Efekt końcowy jest zdumiewający i czujemy się jakbyśmy trafili do zupełnie innego świata. Lokalni myślą o nas chyba tak samo, bo zaczepia nas reporterka regionalnej gazety, prosi o krótki wywiad i sesję foto na której mam pokazywać Alex różne rzeczy związane ze świętem . :) „Oto goście z egzotycznej Polski przyjechali na nasze święto. ”
Następnie mieliśmy najbardziej burzliwą dyskusję podczas tego wyjazdu – pchać się z dzieckiem w tym tłumie do jaskini na górze czy nie? Ostatecznie decydujemy: pchać się! :)
No i słusznie! Tłok co prawda był straszny, ale wszyscy zachowywali się ostrożnie (ostrożność może osiągać nawet nowe wymiary jak się ma kilkadziesiąt dziur w ciele ;) ).

Image

Image

W jaskini wierni składali ofiary, odpoczywali, a niektórzy pozbywali się niepotrzebnego już balastu i opatrywali rany.

Image

Image

Image

Image
Franek podaj czternastkę!


Poszwendaliśmy się jeszcze nieco na dole, obserwując rytualne, masowe golenie i inne ciekawostki po czym szczęśliwie wróciliśmy do Kuala Lumpur.

Image

Trochę nam się spieszyło, bo byliśmy już nieźle głodni, a marzył nam się tradycyjny Nasi Lemak, czyli ryż gotowany w mleku kokosowym z mięskiem, malutkimi wędzonymi rybkami i innymi dobrociami :) Ostre i dobre :)

Image

Na deser tradycyjny Cendol – czyli kruszony lud z mleczkiem kokosowym, specjalnymi fasolkami, galaretkami i innymi niezidentyfikowanymi składnikami

Image

Chcąc zdążyć jeszcze przed ulewnym deszczem który pada tutaj chyba regularnie codziennie przez godzinę o siedemnastej, popędziliśmy do dzielnicy hinduskiej, Little India.

Image

Image
Na koniec jeszcze ostatnie zakupy w Chinatown (Petaling Street ) i … pranie.

Image
Duriany, całkiem dobre i niedrogie w Chinatown. Oczywiście jak ktoś lubi smak budyniu cebulowego.

Z tym praniem, to wyszło tak jak zawsze. Znaleźliśmy samoobsługową pralnię, pan który akurat robił pranie odpowiedział na nasze pytania: tak pralka sama sypie proszek, nie trzeba nic dodawać samemu. Można włożyć tylko pięć sztuk ubrań do pralki. Skoczyliśmy po nasze rzeczy i zostaliśmy skonfrontowani z rzeczywistością: oczywiście do pralki można załadować pięć kilo ubrań, a co do proszku: wrzuciliśmy monety i pralka zaczęła pracować. Na to pani która obok robiła pranie pyta zdziwiona: you don’t need soap? Uhh, ale zrobiliśmy sprint do pobliskiej malezyskiej Żabki po proszek :) Rekord na 300 metrów ustanowiony i tak po jakimś czasie wyjęliśmy nasze ubrania. Czyściutkie, choć kolory miały jakby inne niż zapamiętaliśmy. :)

Image
_________________
Moje relacje: WIetnam - taki piękny chaos
Singapur, Kuala Lumpur, Japonia
Meksyk: Relacje z podróży » Ameryka Północna » Ale Meksyk!
Chiny: Relacje z podróży » Azja Południowo-Wschodnia »Azja Południowo-Wschodnia »Pekin i Szanghaj - czyli nigdzie nie lecimy
Góra
 Profil Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
      
#9 PostWysłany: 14 Wrz 2018 06:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Sie 2012
Posty: 371
niebieski
Czwartek – dzień 6, przelot Kuala Lumpur – Tokio Haneda

Dziś lecimy do Tokio. Ale zanim o tym napiszę jeszcze dwie spożywcze ciekawostki, na które natknęliśmy się w Malezji.

Image
wściekle fioletowe chipsy o smaku batatów. 100% natural ;)


Image
nie ma to jak przelecieć dziesięć tysięcy kilometrów by napić się .. Tymbarka.


Kursy walut na lotnisku w KL nie są najkorzystniejsze, więc lepiej wymienić pozostałe pieniądze „na mieście”. My zrobiliśmy to w kantorze na stacji autobusowej Pudu Sentral, skąd jechał autobus na lotnisko, ale z dostępnością kantorów w KL nie ma generalnie problemów.

Wylatujemy! Air Asia X zaskakuje jakością posiłków. Alex wymiotła wszystko w 100% ale nie ma się co dziwić, jak się spojrzy z czego składa się zestaw dziecięcy. :)
Dla dorosłych jedzenie też jest znakomite, ale następnym razem zamawiałbym po dwie porcje na osobę. Dobre, tanie (około 12zł, w tym butelka wody), ale trochę za mało.

Image
Zestaw dziecięcy.

Image
Przy tak dużej zmianie warunków klimatycznych krótkie spodenki i kozaki nie robią wrażenia.

Tak w ogóle samolot pełen jest młodych Malezyjek, wszystkie miały na sobie fabrycznie nowe buty zimowe :)
Lądujemy kilkanaście minut przed czasem (czyli około 22:00), co ma znaczenie bo zależy nam, żeby dotrzeć kolejką Keikyu do naszego hotelu Horidome Villa. Ostatnie połączenia są trochę po 23:00. Wyobrażałem sobie, że będzie ciężko zdążyć ze względu na wielkość lotniska, ale nic z tych rzeczy. Zamiast tego problemem okazuje się gigantyczna kolejka do kontroli paszportowej. Spędzamy w niej pewnie z 50 minut, po czym sprint do punktu informacji turystycznej po 72-godzinne bilety na metro (1500 jenów za sztukę). To istotne, bo te bilety dostępne są tylko w nielicznych miejscach w Tokio. Warto je kupić, są ważne na wszystkie linie Tokyo Metro and Toei Subway i zaoszczędziliśmy dzięki nim sporo pieniędzy. Przy tej okazji pomocne okazało się zakupienie nieco jenów już w Singapurze i Katowicach, bo inaczej pewnie nie zdążylibyśmy. Emerytowany Japończyk, oddelegowany specjalnie do pomocy podróżnym, pomógł nam z kolei kupić błyskawicznie jednorazowy bilet na metro do hotelu. W ten sposób odjechaliśmy jednym z ostatnich pociągów i dotarliśmy do hotelu biznesowego około północy. Business hotel to ciekawy wynalazek i można powiedzieć, że jest kompletnym przeciwieństwem business class. Mianowicie pokoje są niesamowicie ciasne (po tym doświadczeniu, gdy zdarzy mi się nocować w Ibis Budget czuję się jak panisko ;) ). Po rozłożeniu walizki w jednym wolnym miejscu na podłodze, dotarcie do łazienki, czy otworzenie drzwi pokoju było nie lada wyzwaniem. Nie ma co narzekać, w końcu pokoje zostały zaprojektowane by służyć japońskim pracownikom będącym w delegacji, a nie polskiej rodzinie podczas wyjazdu.

Image
Jedyna wolna przestrzeń w pokoju

Image
Miła niespodzianka: hotel dostarcza nieodpłatnie telefon wraz bezpłatnym internetem.

Image
Latarka jest podobno w wyposażeniu każdego pokoju hotelowego w Japonii, na wypadek trzęsienia ziemi.
_________________
Moje relacje: WIetnam - taki piękny chaos
Singapur, Kuala Lumpur, Japonia
Meksyk: Relacje z podróży » Ameryka Północna » Ale Meksyk!
Chiny: Relacje z podróży » Azja Południowo-Wschodnia »Azja Południowo-Wschodnia »Pekin i Szanghaj - czyli nigdzie nie lecimy
Góra
 Profil Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
marcinsss uważa post za pomocny.
 
      
#10 PostWysłany: 14 Wrz 2018 07:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1873
Loty: 577
Kilometry: 1 419 216
złoty
Dobrze się czytam, czekamy na dalszą część :)
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Profil Relacje PM off
amphi lubi ten post.
 
      
#11 PostWysłany: 14 Wrz 2018 20:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Sie 2012
Posty: 371
niebieski
Dziękuję @przemos74 Miło to słyszeć! Skoro się podoba, to snuję dalej naszą opowieść..

Piątek – dzień 7, Tokio

Brr, ale zimno! Dziesięć stopni celsjusza to prawie mróz po upałach Singapuru i Malezji. :) No nic, najpierw musimy wypłacić pieniądze, bo wydaliśmy prawie wszystkie jeny na bilety. Bankomat w 7 eleven wygląda nieco dziwnie, ale najważniejsze, że przyjmuje polskie karty. Kupuję też Onigiri czyli trójkąciki ryżowe z nadzieniem (tuńczyk, śliwka, wodorosty i inne), cena to ok. 120 jenów. Jemy ze smakiem i już wiemy, że Onigiri pozostaną naszym ulubionym składnikiem śniadania w Japonii.

Image

Jako pierwsze „na tapetę” idzie Takeshita Dori, czyli takie japońskie Krupówki. :) Pełno tam wszelakiego badziewia, ale jedzenie wygląda zachęcająco. Fajnie, że w większości restauracji w Japonii są plastikowe modele oferowanych posiłków. Znacznie łatwiej coś wybrać niż w Chinach.

Image

Image

Na Takeshita Dori jest też Daiso czyli sklepik „wszystko za 100 jenów plus podatek (czyli ok. 3.5zł)”. Ten sklep najbardziej przypomina nam Pepco, ale jakość i wygląd towarów jest całkiem niezła. No i w ten sposób już pierwszego dnia pobytu obkupiliśmy się w niedrogie, ale oryginalne prezenciki dla rodziny, przyjaciół i znajomych dzieciaków.
Niedaleko Takeshita jest Meiji Shrine, wstęp bezpłatny, robi całkiem przyjemne wrażenie.

Image
Beczułki z sake w Meiji Shrine

Z Meji Shrine z kolei już całkiem niedaleko do dzielnicy Shibuya. Wędrując tam, nagle zauważamy siebie samych na dużych telebimach. Zdziwieni zastanawiamy się co się dzieje, rozglądamy się i widzimy ekipę telewizyjną machającą nam zza szyby. :) Naprawdę jesteśmy w TV :)

Image

Image
Niektórzy chodzili tak ubrani, a jednak to my jakoś bardziej rzucaliśmy się w oczy :) Ale mam wrażenie, że Japończycy są najlepiej ubranym narodem świata, są bardziej eleganccy nawet niż Włosi.

Skrzyżowanie Shibuya słynie z bardzo zagmatwanego systemu przejść dla pieszych, które z japońską sprawnością jest pokonywane przez setki osób na minutę.

Image

Image

Image


Image
Niedaleko skrzyżowania znajduje się pomnik pieska Hachiko, który przez wiele lat codziennie wychodził na stację metra wytrwale oczekując swojego zmarłego pana.

Na stacji Shibuya możliwa jest aktywacja Japan Rail Pass, z czego skwapliwie skorzystaliśmy.

Kolejny punkt programu to podziwianie Tokio z 45 piętra czyli wizyta w Metropolitan Government Building. Wstep darmowy, widoki niesamowite, więc stosunek jakości do ceny dąży do nieskończoności. Warto!

Image

Image

Image

Potem jeszcze wieczorny spacer ulicami Tokio, pięknie, tak kolorowo..

Image

Image

I powrót schodami, niemalże spaliliśmy jednego tik-taka . :)

Image
_________________
Moje relacje: WIetnam - taki piękny chaos
Singapur, Kuala Lumpur, Japonia
Meksyk: Relacje z podróży » Ameryka Północna » Ale Meksyk!
Chiny: Relacje z podróży » Azja Południowo-Wschodnia »Azja Południowo-Wschodnia »Pekin i Szanghaj - czyli nigdzie nie lecimy
Góra
 Profil Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
      
#12 PostWysłany: 16 Wrz 2018 08:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Sie 2012
Posty: 371
niebieski
Sobota – dzień 8, Tokio, Odaiba

Chyba za dużo jednak spaliliśmy tych tik-taków, bo byliśmy mocno zmęczeni i zaspaliśmy. :lol: Ma to znaczenie, bo o 10.00 rano chcieliśmy zobaczyć pokaz zegara Ghibli. Niestety doopiero o 10:12 docieramy do Nippon Towers, gdzie znajduje się zegar.. Nic to, kierujemy się do pobliskich ogrodów Hamarikyu. Jeśli chodzi o ogrody w Japonii to byłem bardzo sceptyczny, bo co można zobaczyć w ogrodach początkiem lutego? A w ogóle tego typu rzeczy to nudy.. Ale wizyta w Hamarikyu pokazała jak bardzo się myliłem. Ogrody robią wrażenie. Pięknie wypielęgnowane rośliny i starannie wytyczone ścieżki .. a to wszystko otoczone wieżowcami. Wstęp 300 jenów.

Image

Image

Image


Tak naprawdę jednak to nie perspektywa długich, leniwych spacerów zwabiła nas tam (swoją drogą fajny pomysł, ale może jak będziemy 70+ :) ), ale możliwość wzięcia udziału w ceremonialnym piciu herbaty w pawilonie zlokalizowanym w centralnej części parku. Wersja wraz z tradycyjnymi słodkościami Nirikiri kosztuje 720 jenów, a gdy zamówi się samą herbatę znacznie mniej (nie pamiętam dokładnie, około 300 jenów chyba). Miło, że obcokrajowcy dostają wydrukowaną instrukcję, krok po kroku jak należy pić herbatę. :) Zawikłane, ale do zrobienia :)

Image

Image

W parku nie zabawiliśmy zbyt długo, bo chcieliśmy zobaczyć pokaz zegara Ghibli o 12:00 (odbywają się o 12:00, 15:00 i 20:00, a w weekendy też o 10:00). Tym razem zziajani zdążyliśmy na czas i było warto. Trzyminutowe przedstawienie oddaje świetnie klimat twórczości Miyazakiego, a jeśli chcecie wiedzieć więcej sami musicie to zobaczyć.

Image


Znajdowaliśmy się w pobliżu stacji Shiodome, tak więc z łatwością mogliśmy skorzystać z automatycznego pociągu Yurikamome i w ten sposób dostać się na sztuczną wyspę Odaibę. Przejazd kosztuje 320 jenów, nasz trzydniowy bilet na metro nie obejmował tej trasy. Pociąg odjeżdża co kilkanaście minut, można więc poczekać i dostać się do samego przodu pierwszego wagonu skąd widoki są najlepsze.

Image

Odaiba okazuje się kolejnym zaskoczeniem. Kiedy planowałem wyjazd jakoś atrakcje tej wyspy wydawały mi się takie naciągane. Nic bardziej mylnego, podobało nam się bardzo!
Na samym wstępie znakomite jedzenie w lokalnym food court’cie nastawiło nas pozytywnie do dalszej włóczęgi. :)

Image
Okosaba, pycha! 920 jenów/porcja

Image
Takoyaki czyli kulki z kawałkami ośmiornicy smażone w głębokim tłuszczu. Mniam!


Zaczęliśmy od pasażu handlowego i tutaj natknęliśmy się na pierwsze ciekawostki:

Image
Zauważyliście dla kogo ten wózek został zaprojektowany?

Image


Image
670 tysięcy jenów czyli ponad 20k pln za psa :)

Więcej czasu spędziliśmy w Megaweb (wstęp bezpłatny). Na wystawie znajdują się samochody z różnych okresów i nie tylko Toyoty. Kolejna sekcja Megaweb to wielka hala w której znajdują się chyba wszystkie aktualnie produkowane modele Toyoty i do każdego można wsiąść. Bardzo podobało nam się też kino „4D” w którym można przejechać się Toyotą po pustyni czy po śniegu. Niestety Alex nie mogła skorzystać z tej atrakcji, ze względu na wiek, więc jeździliśmy na przemian z żoną. Dostępne są też niezłe gry wideo, ale czas oczekiwania był za długi. Natomiast jeśli ktoś ma międzynarodowe prawo jazdy, to za drobną opłatą można nawet przejechać się różnymi odjechanymi modelami Toyoty.

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Wieczorny spacer po Odaibie robi szczególne wrażenie.

Image


Image
Komu świński język na patyku?

Image
Jakbym już gdzieś to widział..

Image
20 metrowa statua Gundama wzbudziła emocje nie tylko u Alex
_________________
Moje relacje: WIetnam - taki piękny chaos
Singapur, Kuala Lumpur, Japonia
Meksyk: Relacje z podróży » Ameryka Północna » Ale Meksyk!
Chiny: Relacje z podróży » Azja Południowo-Wschodnia »Azja Południowo-Wschodnia »Pekin i Szanghaj - czyli nigdzie nie lecimy
Góra
 Profil Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
      
#13 PostWysłany: 18 Wrz 2018 06:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Sie 2012
Posty: 371
niebieski
Niedziela – dzień 9, Tokio

Całkiem niedaleko miejsca gdzie mieszkamy znajduje się stajnia sumo Arashio. Można tam obserwować treningi przez duże okno. Brzmi świetnie, więc czemu nie obejrzeć? Niestety nikogo nie ma, pewnie w niedzielę mają wolne.

Image
Zamknięte!

Jak się okazuje nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo zamiast tego urządzamy sobie długi spacer po nieturystycznej, mieszkalnej dzielnicy. Rzecz jasna to jest ciekawsze niż niejedna świątynia. Obserwujemy przygotowania do czegoś w rodzaju festynu. Kluczem do zrozumienia co to jest, jest pewnie napis na kurtkach, jeśli ktoś wie, proszę o informacje.

Image

Image
Widzimy treningi dzieciaków na osiedlowych boiskach

Image

Image
podziwiamy specyficzną architekturę

Image
Rejestrujemy oryginalny sposób tankowania w Japonii

Image
Piętrowe parkingi na rowery to częsty widok, podobnie jak rodzinny rower widoczny po prawej

Image
Znaczna część samochodów to łatwe do parkowania „kosteczki”


I wreszcie docieramy do kościoła katolickiego, schowanego pośród bloków.

Image

Kościół urządzony jest w minimalistycznym, prostym, japońskim stylu, zupełnie odbiega od naszych świątyń.

Później na piechotę idziemy do Akihabara, dzielnicy gier komputerowych i anime. Trochę jesteśmy zawiedzeni, jest mnóstwo ludzi, turystycznie, drogo i jak dla nas mniej ciekawiej niż w zwykłych dzielnicach Tokio. No nie wiem, może trzeba tutaj przyjść nocą, gdy wszystko jest pięknie podświetlone?

Image

Image

Image

Image

Kiedy tak przemierzamy Tokio, narasta atmosfera wyczekiwania. Dziś dla Alex najważniejszy punkt programu, czyli wyprawa do muzeum Ghibli. Dla niewtajemniczonych: Ghibli to wytwórnia filmowa, produkująca filmy animowane, będące naszym skromnym zdaniem, prawdziwymi arcydziełami. Alex uwielbia Totoro i Podniebną pocztę Kiki, my z kolei Ruchomy zamek Hauru i Spirited Away no i wiele innych filmów. Mimo, że atrakcja znajduje się na przedmieściach Tokio (stacja Mitaka), to dojazd jest łatwy, wystarczy wsiąść w linię JR Chuo (JR nie jest objęty naszym trzydniowym biletem na metro). Problematyczny jest natomiast zakup biletów do muzeum Ghibli. Bilety można kupić online w umiarkowanej cenie 1000 yenów. Natomiast jest ich bardzo ograniczona ilość i rozchodzą się w kilka minut. 10 dnia każdego miesiąca wrzucane są do systemu bilety na cały kolejny miesiąc. Dzieje się to o godzinie 10:00 ale czasu japońskiego, co oznacza konieczność wstania w środku nocy, walczenia z obciążonymi serwerami i po kilku emocjonujących minutach cieszenia się zakupem.

Tutaj można kupić bilety jeśli ktoś ma ochotę się wybrać:
https://l-tike.com/st1/ghibli-en/sitetop

Muzeum nie jest duże i dwie-trzy godziny powinny wystarczyć. Czy warto? Absolutnie! Dom urzeka swoim wnętrzem, a wystawy są przemyślane i interesujące. Co więcej w sali kinowej można obejrzeć krótki filmik, który nie jest dostępny nigdzie indziej. Na terenie muzeum obowiązuje kategoryczny zakaz fotografowania, by miejsce nie zatraciło swojej aury tajemniczości i niezwykłości. Jak się domyślacie jest tam też sklepik z pamiątkami i to był jeden z celów wyprawy, Alex sobie wymyśliła, że przywiezie do Polski Totoro. I faktycznie wybór był spory, a Alex wybrała .. największego i najdroższego. Zabawne, bo właśnie tyle dostała pieniędzy na to od swojego ojca chrzestnego.

Image
Do muzeum jeżdżą autobusy, ale poszliśmy na piechotę bo to przecież nieco ponad kilometr dobrze oznaczoną drogą.

Image
Tędy :)

Image
Totoro sprzedaje bilety

Image
Ile szczęścia mogą czasami dać zakupy

Image
_________________
Moje relacje: WIetnam - taki piękny chaos
Singapur, Kuala Lumpur, Japonia
Meksyk: Relacje z podróży » Ameryka Północna » Ale Meksyk!
Chiny: Relacje z podróży » Azja Południowo-Wschodnia »Azja Południowo-Wschodnia »Pekin i Szanghaj - czyli nigdzie nie lecimy
Góra
 Profil Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
      
#14 PostWysłany: 19 Wrz 2018 06:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Sie 2012
Posty: 371
niebieski
Poniedziałek – dzień 10, Nikko, przejazd do Kioto, 1 dzień JR pass

Dziś opuszczamy Tokio, bez żalu, było fajnie, ale czas zobaczyć coś innego. Tym czymś będzie Nikko, czyli niewielkie górskie miasteczko, słynne ze swoich świątyń. Trochę nam nie po drodze, bo planujemy na wieczór być w Kioto, ale szybkie pociągi Shinkansen rozwiązują sprawnie problem. To nasz pierwszy dzień korzystania z karnetu Japan Rail Pass, pozwalającego na dowolną ilość przejazdów pociągami przez tydzień, który aktywowaliśmy na stacji Shibuya kilka dni temu. Mamy tylko dwa bilety, bo dzieci do piątego roku życia jeżdżą za darmo. W teorii nieco to komplikuje przejazd, bo moglibyśmy rezerwować tylko dwa miejsca w pociągu, ale okazuje się to zupełnie bez znaczenia, bo przez cały tydzień korzystania z JRP jeździliśmy w wagonach bez rezerwacji i zawsze znalazły się miejsca dla naszej trójki. Może inaczej jest w czasie wakacji czy świąt. Fajną rzeczą jest gęsta siatka połączeń szybkich pociągów oraz ich punktualność. Wrażenie robi też dokładność z jaką zatrzymują się na peronie. Drzwi otwierają się perfekcyjnie w miejscu gdzie wskazują linie, pasażerowie szybko wysiadają, kolejni wsiadają i tak nawet na dużej stacji pociąg zatrzymuje się raptem na jakieś trzy minuty i to wystarczy. Trochę to było podobne doświadczenie do jazdy innymi szybkimi pociągami np. w Chinach czy TGV, ale te japońskie zdecydowanie są najładniejsze. :) No i unikalny jest poziom obsługi, konduktor czy pani sprzedająca przekąski przy wejściu do wagonu kłaniają się, podobnie przy wychodzeniu odwracają się twarzą do pasażerów i wykonują ukłon. :)

Image

Image
Wrażenie robi ilość miejsca na nogi

Image
Z tego samego peronu pociągi odjeżdżają co kilka minut i nie rodzi to żadnych komplikacji


Wszystko to ciekawe, ale największą niespodzianką okazał się widok za oknem. Oto co zobaczyliśmy w drodze do Nikko. :)
Image
Fuji

Nikko okazało się bardzo ekumenicznym miasteczkiem:

Image

Image

Jak się domyślacie jechaliśmy do Nikko z całym naszym bagażem, ale to nie był problem, bo na stacji kolejowej można zostawić nawet dużą walizkę w skrytce.
Najważniejszym miejscem w Nikko jest świątynia Tosho-gu, która oddalona jest nieco od dworca kolejowego. Kursują do niej autobusy, ale my zdecydowaliśmy się pójść pieszo. Okazało się, że to dobry wybór, bo wcale nie było daleko, a widoki piękne.Przy czym nie poszliśmy wzdłuż głównej drogi, a skręciliśmy raczej najpierw w prawo.

Image


Image

Po drodze rozbawił nas też widok takiego różowego autobusu:

Image

Sama świątynia jest faktycznie warta uwagi, choć mocno podobna do tego co można zobaczyć w Chinach.

Image

Image

Image

Image

Image

Image
Słynne trzy małpki

Dojazd do hotelu zajął nam trochę czasu bo niestety należy wrócić do Tokio, a stamtąd dopiero dostać się do Kioto. Ale wszystko poszło sprawnie i już około 22:00 odpoczywaliśmy w hotelu, by mieć siły na wyzwania kolejnego dnia..
_________________
Moje relacje: WIetnam - taki piękny chaos
Singapur, Kuala Lumpur, Japonia
Meksyk: Relacje z podróży » Ameryka Północna » Ale Meksyk!
Chiny: Relacje z podróży » Azja Południowo-Wschodnia »Azja Południowo-Wschodnia »Pekin i Szanghaj - czyli nigdzie nie lecimy
Góra
 Profil Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
      
#15 PostWysłany: 19 Wrz 2018 12:42 

Rejestracja: 08 Lis 2011
Posty: 400
Loty: 63
Kilometry: 202 612
srebrny
Dobre i ciekawe zdjęcia, świetne opisy. Muszę chyba odgrzebać Twoje pozostałe relacje. :)
Czy można liczyć na jakieś podsumowanie kosztów? Choćby przybliżone....
_________________
Image

Moje relacje:
USA - Roadtrip z namiotem na dachu
Seszele Luksusowo? Budżetowo? Panie, a nie można obu? Można!
Góra
 Profil Relacje PM off
amphi lubi ten post.
 
      
#16 PostWysłany: 19 Wrz 2018 18:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Sie 2012
Posty: 371
niebieski
dzięki @marcinsss ! Co do podsumowania kosztów, to może uda mi się przygotować, ale to pewnie trochę potrwa. O ile z relacją jest łatwo, to co do wydatków musiałbym sobie to i owo przypomnieć i przeliczyć. Będę się też w relacji starał na bieżąco umieszczać ceny jeśli tylko mam je zanotowane.
_________________
Moje relacje: WIetnam - taki piękny chaos
Singapur, Kuala Lumpur, Japonia
Meksyk: Relacje z podróży » Ameryka Północna » Ale Meksyk!
Chiny: Relacje z podróży » Azja Południowo-Wschodnia »Azja Południowo-Wschodnia »Pekin i Szanghaj - czyli nigdzie nie lecimy
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#17 PostWysłany: 19 Wrz 2018 19:28 

Rejestracja: 08 Lis 2011
Posty: 400
Loty: 63
Kilometry: 202 612
srebrny
@amphi nie chodzi o to, żeby Ci dokładać roboty. Sam właśnie zacząłem pisać relację i wiem, ile czasu na to schodzi. :)
Jeżeli o mnie chodzi, to pytając miałem nadzieję, że robiłeś jakieś podsumowanie kosztów na bieżąco. Jeśli nie, to nie zawracaj sobie głowy. :)
_________________
Image

Moje relacje:
USA - Roadtrip z namiotem na dachu
Seszele Luksusowo? Budżetowo? Panie, a nie można obu? Można!
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#18 PostWysłany: 21 Wrz 2018 06:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Sie 2012
Posty: 371
niebieski
Wtorek – dzień 12, Kioto

Dzisiejszy dzień planujemy poświęcić na to, z czego Kioto jest najbardziej znane czyli świątynie. Miasto jest dawną stolicą Japonii, co jednak nie tłumaczy czemu tych świątyń jest tak wiele. :D Czasami dosłownie jedna stoi przy drugiej. W rezultacie trudno jest wybrać, które zobaczyć i oczywiście nie mamy żadnej pewności czy zobaczyliśmy te najciekawsze. Ostatecznie zdecydowaliśmy się pojechać autobusem w okolice świątyni Ginkakuji, ale nie wchodziliśmy do środka. Sporo ludzi, wstęp 500 jenów, a podobno są ciekawsze świątynie, zwłaszcza o tej porze roku. Zamiast tego poszliśmy wzdłuż Philosopher’s Path do Honen-in. Ta świątynia jest za darmo, prawie nikogo nie ma i robi takie przyjemne, spokojne wrażenie..

Image

Image

Image

Obok świątyni jest cmentarz, na który warto też zerknąć.

Image

Image

Idąc dalej Philosopher’s Path można natknąć się na domowe kapliczki i inne ciekawostki
Image

Image

Image
Japońska Żabka

Kolejnych świątyń i mniejszych tym podobnych obiektów jest po drodze wiele, my wstąpiliśmy między innymi do Nanzen-ji
Image

Image

Image

Potem podjeżdżamy kawałek autobusem i spontanicznie wysiadamy sądząc, że to dobra strategia, żeby zjeść coś w totalnie nieturystycznym miejscu. Nic bardziej mylnego, w tym losowym miejscu wszystkie knajpki są pozamykane. Czemu? Chyba dlatego, że ludzie o tej porze pracują. Ostatecznie głodni wracamy w okolice hotelu i tam znajdujemy coś odpowiedniego.
Nieco krótszy ten odcinek dzisiaj, ale trochę wcześniej skończyliśmy wędrować niż zwykle. Dwunastego dnia podróży trzeba było w końcu nieco odsapnąć.. 8-) Zresztą trzeba było zrobić pranie, zakupy i tak dalej. Uwaga: japońskie pralki same dodają proszek :)

Image

Na sam koniec wspomnę o autobusach, które są najbardziej dogodnym środkiem transportu w Kioto. Bilet jednorazowy kosztuje 230 jenów, a całodzienny 500, więc oczywiście lepiej wybrać ten drugi. Tak bilet można nawet kupić w recepcji hotelowej.
To wszystko na dzisiaj. Najbardziej uważne osoby pewnie zauważyły, że nastąpił przeskok z 10 na 12 dzień podróży. :) To drobna korekta, bo „dzień 3” pojawia się omyłkowo aż dwa razy. :D

A już w następnym odcinku do naszego pokoju wkroczą zamaskowane postacie ubrane w fartuchy chirurgiczne. Pozostańcie przy odbiornikach..
_________________
Moje relacje: WIetnam - taki piękny chaos
Singapur, Kuala Lumpur, Japonia
Meksyk: Relacje z podróży » Ameryka Północna » Ale Meksyk!
Chiny: Relacje z podróży » Azja Południowo-Wschodnia »Azja Południowo-Wschodnia »Pekin i Szanghaj - czyli nigdzie nie lecimy
Góra
 Profil Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
      
#19 PostWysłany: 21 Wrz 2018 07:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 3663
HON fly4free
Czy o Kioto będzie cos jeszcze, czy też chirurgia zdominuje dalszą część?
Będę tam w przyszłym miesiącu, więc chętnie zaczerpnę więcej informacji :)

Wysłane z mojego P9 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Profil Relacje PM off
amphi lubi ten post.
 
      
#20 PostWysłany: 21 Wrz 2018 08:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Sie 2012
Posty: 371
niebieski
@tropikey w Kioto bylismy od wtorku do niedzieli, wiec bedzie jeszcze sporo zarowno o samym Kioto jak i o wypadach w okolicy. :)
_________________
Moje relacje: WIetnam - taki piękny chaos
Singapur, Kuala Lumpur, Japonia
Meksyk: Relacje z podróży » Ameryka Północna » Ale Meksyk!
Chiny: Relacje z podróży » Azja Południowo-Wschodnia »Azja Południowo-Wschodnia »Pekin i Szanghaj - czyli nigdzie nie lecimy
Góra
 Profil Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 34 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 4 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group