Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 16 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
 Temat postu: Nie tylko Patagonia
#1 PostWysłany: 28 Lut 2016 21:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Lis 2013
Posty: 460
Loty: 151
Kilometry: 350 524
niebieski
Długa podróż z wieloma przesiadkami, wylot gdzieś z Europy, a nie z Warszawy, dla wielu byłaby powodem do narzekań. Nie dla nas. W relacji tej chciałbym ukazać jak można z takich niedogodności zrobić fajny trip.

1 dzień (16 stycznia 2016 r) - przelot do Mediolanu
Przez ostatnie miesiące wiele wieczorów czytania, wyszukiwania w Internecie i planowania całej wyprawy. I wreszcie nadszedł długo wyczekiwany dzień. Mając w świadomości, iż dolot tanimi liniami w dniu wylotu z Mediolanu może zniweczyć całą podróż, decydujemy się na rozpoczęcie całej wyprawy od dwudniowego zwiedzania stolicy mody. Nasze obawy okazały się uzasadnione. Pogoda w ostatnich dniach nas nie rozpieszczała. Jak nie mgły, to mocne opady śniegu. Na szczęście, w dniu wylotu do Mediolanu, nic z tych rzeczy nam nie przeszkodziło w planowym dotarciu. Lot Wizzarem z Poznania wylądował w Bergamo przed czasem. Niecała godzina jazdy autobusem do centrum, dwie przesiadki metrem i o 23.00 meldujemy się w naszym hotelu - Arcimboldo. Hotel zakupiony z promocji na stronie Orbitz .com, był tańszy niż wcześniej zamówiony hostel.

Hotel Arcimboldo
Załącznik:
1.JPG


Widok z ostatniego piętra naszego hotelu
Załącznik:
2.JPG



2 dzień (17 stycznia) - Mediolan
Dzisiejszy dzień upłynął na zwiedzaniu miasta. Metrem dojeżdżamy do stacji Cadorna, skąd udajemy się pod kościół Santa Maria Delle Grazie.

Kościół Santa Maria Delle Grazie
Załącznik:
3.JPG


Następnie Park Sempione i Zamek Sforzesco. W parku napotykamy wielu mieszkańców odpoczywających na ławkach i spacerujących licznymi alejkami.

Arco della Pace - brama miasta Mediolan
Załącznik:
4.JPG


Park Sempione
Załącznik:
5.JPG


Zamek Sforzesco
Załącznik:
6.JPG


Zamek Sforzesco od strony Placu Castello
Załącznik:
7.JPG


Dalej, idąc ulicą Brera, odwiedzamy Pinaconeta Brera i kierujemy się w okolicę Katedry Duomo. Docieramy tam przechodząc przez Galerię Vittorio Emanuele II.

Teatr La Scala
Załącznik:
8.JPG


Galeria Vittorio Emanuele II
Załącznik:
9.JPG


Plac Duomo
Załącznik:
10.JPG


Katedra Duomo
Załącznik:
11.JPG


Okolice Placu Duomo
Załącznik:
12.JPG


Na koniec dzielnice mody z dwiema równoległymi ulicami ( Via Monte Napoleone i Via Della Spiga ) wypełnionymi ekskluzywnymi markami. W niedzielę wszędzie przewija się wielu turystów, najwięcej jest na Placu Duomo. Pogoda dopisywała nam przez cały dzień , słońce i plus 8 stopni. Większość głównych atrakcji jest blisko siebie, więc jak ktoś lubi włóczyć się po uliczkach to nie musi korzystać z komunikacji miejskiej.

3 dzień (18 stycznia) – w oczekiwaniu na lot do Sao Paulo
Po obfitym śniadaniu opuszczamy hotel zabierając ze sobą cały bagaż. Mamy czas do 15.00, który wykorzystujemy na dalsze zwiedzanie Mediolanu. Tą samą linią metra dojeżdżamy nieco dalej, bo do stacji Porta Genova. Stąd jest bardzo blisko do Navigli, najbardziej klimatycznej dzielnicy Mediolanu. Poprzecinana kanałami, usiana w liczne knajpki, kawiarnie i restauracje zawsze przyciąga mnóstwo turystów. Mieści się tu również dużo antykwariatów i galerii, dlatego jest to również miejsce spotkań wielu artystów.

Poprzecinana kanałami dzielnica Navigli
Załącznik:
13.JPG


Navigli
Załącznik:
14.JPG


Navigli
Załącznik:
15.JPG


Następnie wolnym spacerem idziemy do odwiedzonego wczoraj Parku Sempione. Po drodze zaglądamy jeszcze do Bazyliki San Lorenzo Maggiore i Bazyliki Św. Ambrożego.

Plac przed Bazyliką San Lorenzo Maggiore
Załącznik:
16.JPG


Bazylika Świętego Ambrożego
Załącznik:
17.JPG


Pogoda sprzyja, odpoczywamy na ławkach wygrzewając się w słońcu, obserwujemy mediolańczyków. Z Placu Duomo do dworca centralnego, skąd odjeżdżają autobusy na lotnisko są tylko 3 kilometry. Pokonujemy je niespiesznie mając odpowiedni zapas czasu. O 15.35 opuszczamy centrum Mediolanu. Przewoźników na lotnisko jest kilku, my wybieramy linię Terravision płacąc 8 euro. Bilety kupowaliśmy wcześniej przez Internet, ale konkurencja jest tak duża, że nie ma żadnego problemu z nabyciem przed samym wyjazdem. Stojąc przodem do dworca z lewej strony są autokary do Melpansy, natomiast z prawej do Bergamo. W niecałą godzinę dojeżdżamy do lotniska, na Terminal 1(najpierw jest Terminal2). Teraz czekała nas chwila stresu związana z odprawą. A to dlatego, że kupując bilety z błędu taryfowego wszystko może się zdarzyć. Czytałem o przypadku, kiedy ktoś przed samą odprawą musiał dopłacać do podróży. Na szczęście była to naprawdę wyjątkowa sytuacja. Bez problemu odbieramy nasze bilety, na razie do Buenos Aires. Na ostatni odcinek będziemy musieli się odprawić w stolicy Argentyny. Punktualnie o 22 .20 rozpoczynamy nasz najdłuższy lot do Sao Paulo na pokładzie dremlainerea 787, chilijskiej linii Lan, niecałe 12,5 godziny.

Dremlainer 787 linii LAN
Załącznik:
18.JPG


Wyświetlacz w samolocie z trasą lotu
Załącznik:
19.jpg


4 dzień (19 stycznia) – Buenos Aires
W samolocie cofamy zegarki trzy godziny do tyłu. Lot do Sao Paulo upłynął spokojnie. Dostaliśmy dwa posiłki, na początku była kolacja na ciepło, dwie godziny przed lądowaniem jakieś gorące kanapki. To był nasz drugi tak długi lot. Według nas, ten wcześniejszy, Iberią do Rio De Janeiro, miał lepszą obsługę oraz zdecydowanie nowszą i bogatszą ofertę rozrywki multimedialnej. Na pokładzie poznajemy rodaków, którzy skorzystali z tej samej puli tanich biletów. Było nas w sumie chyba jedenaścioro. Większość to forumowicze z portalu Fly4free (@Kefirm, @Gadekk, @Kajak2708 ). Wymieniamy się swoimi nickami, no i zaczęła się dyskusja, oczywiście o podróżach. Przed szóstą rano lądujemy w Sao Paulo na lotnisku Guarulhos.

Na lotnisku Guarulhos w Sao Paulo przeważają samoloty rodzimej linii Tam
Załącznik:
20.JPG


Mamy 6 godzin do następnego lotu. Wolny czas wykorzystujemy na drzemkę i kontakt przez Internet z bliskimi. Wi-fi na tym lotnisku jest darmowe, ale tylko przez 1 godzinę. Z półgodzinnym opóźnieniem, tym razem brazylijską linią Tam , wylatujemy do Buenos Aires. Po czternastej lądujemy na lotnisku Jorge Newbery położonym kilka kilometrów od centrum miasta.

Pod nami Buenos Aires
Załącznik:
21.JPG


Mając sporo czasu do ostatniego odcinka lotu, postanawiamy udać się do centrum. Wymieniamy parę dolarów na peso, zdajemy bagaże do przechowalni i idziemy na przystanek komunikacji miejskiej ( tuż przed terminalem). Do centrum, dworca Retiro, dojeżdżają dwa autobusy : 33 i 45. Wybieramy numer 33, aby dojechać trochę dalej, a mianowicie do portowej dzielnic La Boca. Problemem jest jednak zakup biletu, bo takowych nie ma. Wszyscy mieszkańcy posiadają karty, które przy kierowcy trzeba odbić. Nie chcąc tracić czasu na ich szukanie, prosimy kogoś żeby w zamian za gotówkę odbił za nas swoją kartę. Od razu trafiamy na uprzejmego młodzieńca, który nawet nie chciał przyjąć pieniędzy za użyczenie swojej karty. Dla informacji dodam, że skasowało 3,75 ARS za osobę. Alternatywny sposób dotarcia do centrum to lotniskowy Air Bus. Bilet do kupienia u kierowcy w cenie 30 ARS. Do La Boca dojeżdżamy w niecałą godzinę. Od razu natrafiamy na uliczkę Caminito, będącą turystyczną wizytówką całej dzielnicy.

Caminito
Załącznik:
22.JPG


Ponieważ dawniej często dochodziło tu do powodzi, domy były budowane z blachy falistej i mocowane na palach. Ich kolorowa barwa, to efekt malowania farbami pozostałymi z odświeżania statków.

Av Gregorio Araoz de Lamadrid w La Boca
Załącznik:
23.JPG


Idąc w kierunku centrum mijamy stadion piłkarski drużyny Boca Juniors, w której przez dwa lata grał Diego Maradona. Sama drużyna jest powodem dumy dla mieszkańców, a jej kolor żółty i granatowy stały się również kolorami całej dzielnicy.

Dom pomalowany w barwy klubu piłkarskiego Boca Juniors
Załącznik:
24.JPG


Stadion, na którym Diego Maradona grał przez dwa sezony
Załącznik:
25.JPG


W drodze do centrum mijamy takie malowidła
Załącznik:
26.JPG


Po 4 kilometrach marszu docieramy do Puerto Madero, sięgającej aż do rzeki La Plata. Warto przespacerować się wzdłuż kanału uliczką Juana Manuela Gorriti. Widać z niej całą nowoczesną dzielnicę z wieloma drapaczami chmur.

Dzielnica Puerto Madero
Załącznik:
27.JPG


Zacumowana jest tu fregata ARA Presdente Sarmiento , w której mieści się teraz muzeum. Wzrok przykuwa nowoczesny most Puente de la Mujer przeznaczony tylko dla pieszych. Po drodze mijamy wiele knajpek i kawiarni. Generalnie fajne miejsce na spacery i odpoczynek.

ARA Presdente Sarmiento
Załącznik:
28.JPG


Puente de la Mujer
Załącznik:
29.JPG


Nieopodal mieści się Plaza de Mayo z różowym prezydenckim domem – Casa Rosada. Ten kolor został nadany na pamiątkę doprowadzenia do pokoju za czasów panowania Domingo Sarmiento.

Casa Rosada
Załącznik:
30.JPG


Odwiedzamy jeszcze najszerszą aleję świata, Avenidę 9 de Julio z wielkim El Obelisco pośrodku. Żeby przejść na drugą stronę trzy razy zatrzymują nas światła.

Avenida 9 de Julio
Załącznik:
31.JPG


El Obelisco pośrodku Av 9 de Julio
Załącznik:
32.JPG


Na koniec pobytu w centrum wymieniamy walutę na „niebieskim” rynku, na Av. Florida. Jest tam pełno naganiaczy. Pieniądze wymieniliśmy w dwóch różnych miejscach, uzyskując zadowalający przelicznik. Cała transakcja przebiega w pomieszczeniu i wydaje się bezpieczna patrząc na skalę tego procederu. Na lotnisko docieramy koło 22.00 autobusem numer 33, sprzed dworca Retiro. To jedyne miejsce gdzie trzeba uważać. Kręci się tam wielu podejrzanych typków. Odbieramy bagaże (35-40 ARS za sztukę) i udajemy się w zaciszne miejsce, gdzie będziemy mogli przeczekać do następnego lotu.

cdn...


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
http://swiatwmoimzasiegu.blogspot.com/

Image
Góra
 Relacje PM off
przemos74 lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 08 Mar 2016 20:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Lis 2013
Posty: 460
Loty: 151
Kilometry: 350 524
niebieski
5 dzień (20 stycznia ) - wreszcie Ushuaia
Bilet na ostatni odcinek wydrukowaliśmy z automatu. Oprócz skanowania paszportu przez maszynę trzeba znać jeszcze numer rezerwacji. Podróżując z bagażem podręcznym mamy ten komfort, że nie musimy czekać w kolejce, aby nadać go do luku. O 4.40 rozpoczęliśmy ostatni etap naszej podróży samolotem. To druga nieprzespana nocka, dlatego z czterogodzinnego lotu niewiele pamiętamy. Budzi nas dopiero obsługa roznosząca coś do picia i zestaw słodkości. To najsłabszy posiłek, poprzednio na krótszym odcinku były smaczne kanapki. Wreszcie przed dziewiątą meldujemy się w Ushuaii.

Port lotniczy Ushuaia
Załącznik:
33.JPG


Takie widoki zobaczyliśmy po opuszczeniu lotniska
Załącznik:
34.JPG


Wita nas zachmurzone niebo, ale o dziwo jest bezwietrznie i dosyć ciepło. Bierzemy mapę z lotniska i ruszamy na pieszo do miasta, jakieś 5 km. Pokój mieliśmy zamówiony wcześniej, kwaterę prywatną przez portal airbnb (https://www.airbnb.pl/rooms/4764934 ) . Jest mały, ale bardzo przytulny.

Nasza kwatera z airbnb
Załącznik:
35.JPG


Po drodze mijamy domy przed którymi jest mnóstwo łubinu
Załącznik:
36.JPG


Za trzy noclegi płacimy 590 zł (za dwie osoby). Pierwszy raz spotykamy się z serwowaniem śniadań w kwaterach prywatnych. Dla porównania mogę powiedzieć, że w tym samym okresie najtańsze hostele oferowały noclegi od 300 złotych w górę. Wykorzystując dobrą pogodę nie decydujemy się odespać podróży, tylko postanawiamy zobaczyć, czy da radę wykupić rejs po kanale Beagla. Najpierw jednak udajemy się do miasta.

Centrum mieści się blisko kanału Beagla, pozostała część miasta położona jest na wzniesieniu
Załącznik:
37.JPG


Do ścisłego centrum mamy 1,5 km. Większość sklepów i knajpek jest skupiona wzdłuż długiej ulicy San Martin. Na jej jednym końcu (numer coś koło 1500) znajduje się supermarket, w którym można spotkać wielu turystów.

Ulica San Martin jeszcze w świątecznej scenerii
Załącznik:
38.JPG


Po pierwszych zakupach możemy powiedzieć, że jest bardzo drogo. Byliśmy jednak przygotowani na takie ceny. Równoległą ulicą Av. Maipu dochodzimy do sporej informacji turystycznej. Mając przy sobie paszport można przystawić sobie pamiątkową pieczątkę z Ushuaii. Cieszą się one dużą popularnością, są aż cztery wzory do wyboru. Uzyskujemy informację co do rejsu, i po krótkim rozeznaniu decydujemy się na firmę turystyczną Canoero. Bilety nabywamy po drugiej stronie ulicy, na nabrzeżu. (http://catamaranescanoero.com.ar/eng/principal.htm ).

Budki, w których można nabyć bilety na wycieczki po kanale Beagla
Załącznik:
39.jpg


Miejsce na nabrzeżu przy którym obowiązkowo trzeba zrobić sobie zdjęcie
Załącznik:
40.JPG


Wybieramy najtańszą opcję na 2,5 godzinny rejs, która i tak jest dla nas zabójcza, 750 ARS od osoby. Płyniemy na trzy wyspy oblegane przez ptaki ( kormoran niebieskooki, albatros czarnobrewy, mewy) i lwy morskie (uchatki patagońskie). Za możliwość oglądania pingwinów trzeba było zapłacić dodatkowo 300 ARS i wycieczka trwała o 2 godziny dłużej. Jeżeli chodzi o sam rejs to zrobił na nas pozytywne wrażenie. Mieliśmy również możliwość pospacerowania na jednej z wysp.

Kolonia kormorana niebieskookiego
Załącznik:
41.JPG


Uchatki patagońskie
Załącznik:
42.JPG


Spacer po wyspie Karelo
Załącznik:
43.JPG


Latarnia Les Eclaireurs
Załącznik:
44.JPG



6 dzień ( 21 stycznia ) – Glaciar Martial
Trudy całej podróży sprawiły, iż spaliśmy prawie 12 godzin. Po śniadaniu przygotowanym przez właścicieli domku, udaliśmy się w położone nieopodal miasta góry. Naszym celem było wejście w pobliże lodowca Martial , a konkretnie pod szczyt Cerro Martial (niecałe 1300 m npm). Czoło samego lodowca znajduje się około 1000 m npm. Pierwsze 4 kilometry wiodą wzdłuż drogi asfaltowej. Jeżdżą nią głównie busy i taksówki z turystami. Większość tego odcinka można pokonać po ścieżkach leśnych, tym samym skracając sobie nieco dystans.

Początek trasy wzdłuż drogi asfaltowej
Załącznik:
45.JPG


Wystarczyło odbić trochę w bok i iść ścieżkami leśnymi i łąkami
Załącznik:
46.JPG


Skały porośnięte sukulentami
Załącznik:
47.JPG


Asfalt kończy się tuż pod wyciągiem narciarskim. Mieści się tam fajny kompleks domków do wynajęcia, Cumbers del Martail oraz herbaciarnia, wyposażona we wszelkie akcesoria do picia i parzenia herbaty. Jest również cafe - bar Refugio de Montana, gdzie zatrzymujemy się na krótki odpoczynek.

Refugio de Montana
Załącznik:
48.JPG


Z tego miejsca już rozpościera się fajna panorama na całą Ushuaię. Dalej droga prowadzi kawałek wzdłuż trasy narciarskiej. Po niecałych pięciu kilometrach dochodzimy do końca szlaku. Jest to wysokość 825 m npm, można stąd podziwiać niezłe widoki.

Koryto , którym kiedyś schodził Glaciar Martial
Załącznik:
49.JPG


Po lewej stronie widać ścieżkę z ostatnim podejściem
Załącznik:
50.JPG


Panorama na Ushuaię z wysokości 825 m npm
Załącznik:
51.JPG


Wędrówka na sam szczyt jest możliwa tylko z przewodnikiem i w specjalistycznym sprzęcie, bowiem leży tam już śnieg. W powrotnej drodze odbijamy trochę w bok na punkt widokowy De La Ciudad. Jest z niego lepszy widok na Kanał Beagla, którego całkowita długość to aż 370 kilometrów.

Widok ze szlaku w drodze na Mirador De La Ciudad
Załącznik:
52.JPG


Nie była to jakaś wymagająca wycieczka , chociaż wejście oznaczono jako poziom trudny. Tym bardziej, że z 16 km połowę można pokonać jakimś środkiem lokomocji. Prosto z gór zeszliśmy na dalsze zwiedzanie centrum i części nabrzeżnej miasta.

Część portowa miasta
Załącznik:
53.JPG


Również takie wycieczkowce cumowały w Ushuaii
Załącznik:
54.JPG


Sama główna ulica Av San Martin ma aż 1,5 km długości. Dlatego doliczając spacer po mieście pokonaliśmy dzisiaj 23 kilometry. Chociaż wcześniej zapowiadano opady deszczu to pogoda dopisała. Było pochmurnie, ale nie padało i w miarę ciepło – 15 stopni na plusie.


7 dzień ( 22 stycznia ) – Park Narodowy Tierra del Fuego
Dzisiejszym celem było zdobycie szczytu Guanaco w Narodowym Parku Tierra del Fuego (Tierra del Fuego z hiszpańskiego oznacza Ziemię Ognistą ). Wejście do Parku jest 10 km od Ushuaii, natomiast sam szlak na szczyt rozpoczyna się kolejne 10 km dalej. Można dostać się tam turystycznym busem odjeżdżającym z Av. Maipu, tuż na wprost szkoły. Kursują co godzinę od 8 rano ( ostatni powrotny o 19.00 ), bilet kosztuje 300 ARS w obie strony. Postanowiliśmy dotrzeć tam na stopa. Początkowo mieliśmy duże wątpliwości, bo mijały nas tylko busy i autokary pełne turystów. Dopiero po 40 minutach zabiera nas miejscowy budowlaniec i zawozi pod samą bramę parku, mimo iż swoją budowę miał dużo wcześniej . Wejście kosztuje 170 ARS. Wraz z biletem dostajemy mapę z opisem polecanych tras trekkingowych. Do Lago Roca , gdzie zaczyna się interesujący nas szlak dojeżdżamy z argentyńską rodziną. Łapanie okazji na szutrowych drogach Ziemi Ognistej nie należy do przyjemnych, ponieważ po przejechaniu auta przez kilkanaście sekund widać tylko tumany kurzu.

Szutrowe drogi Ziemi Ognistej
Załącznik:
55.JPG


Lago Roca
Załącznik:
56.JPG


Początkowo idzie się wzdłuż jeziora Roca, później szlak odbija w górę informując, iż na szczyt jest 4 godziny podejścia i jest to trudna droga . Zobaczymy. Na szczycie (973 m npm) jesteśmy po 3 godzinach i stwierdzamy, że jest sporo stromych podejść, trochę błota i dużo korzeni.

Najpierw droga z korzeniami w lesie bukowym
Załącznik:
57.JPG


Przedzieranie się między konarami
Załącznik:
58.JPG


Choroba drzew powstała przez działanie pasożytniczego grzyba Cyttaria darwinii. Jego owoce zwane chlebem Indian są jadalne
Załącznik:
59.JPG


Porosty na drzewach
Załącznik:
60.JPG


Trochę terenu podmokłego
Załącznik:
61.JPG


Naprawdę trzeba mieć dobrą kondycję. Niewielu piechurów decyduje się na tę wędrówkę, ponieważ na całej trasie było zaledwie 20 turystów. Wysiłek został wynagrodzony przepięknymi widokami.

W oddali szczyt Guanako
Załącznik:
62.JPG


Ostatnie podejście było naprawdę strome
Załącznik:
63.JPG


Tuż pod szczytem leżało trochę śniegu
Załącznik:
64.JPG


Trud wysiłku został nagrodzony przepięknymi widokami
Załącznik:
65.JPG


W oddali co rusz wyłaniają się jeziora o różnych barwach
Załącznik:
66.JPG


Kanał Beagle i Ushuaia
Załącznik:
67.JPG


Resztki śniegu na wierzchołkach gór
Załącznik:
68.JPG


Pogoda zmienna, sporo słońca z chmurami, a nawet mieliśmy niewielkie opady śniegu. Nazwa szczytu do czegoś zobowiązuje, bowiem w drodze powrotnej przez pewien okres towarzyszyło nam małe stado miejscowych lam - gwanako andyjskie.

Gwanako andyjskie
Załącznik:
69.JPG


Gwanako andyjskie
Załącznik:
70.JPG


Zanim złapaliśmy stopa do Ushuaii przeszliśmy w kurzu ponad 2 km. Dzień był bardzo intensywny i pełen wrażeń, pokonaliśmy bowiem w sumie 31 km. Było warto.


8 dzień ( 23 stycznia ) – Chile – Punta Arenas
Dzisiejszy dzień był dla nas odpoczynkiem od chodzenia, bowiem spędziliśmy 12 godzin w autobusie. Naszym celem było przedostanie się do leżącego o 652 km od Ushuaii , Punta Arenas.

Ushuaia o poranku
Załącznik:
71.JPG


Autobusy dalekobieżne odjeżdżają z tego samego miejsca co turystyczne busy, czyli z placu przy Av. Maipu na wprost szkoły. Odjazd o 8.00 rano. Bilety mieliśmy kupione wcześniej przez Internet (55 USD), ale było kilka wolnych miejsc, więc pewnie nie byłoby problemów z kupnem przed samym wyjazdem (900 ARS). Autobus dosyć wygodny, ale bez dodatków typu wifi, tv. Przed 13.00 przekroczyliśmy granicę z Chile, w San Sebastian.

Autobus firmy Bus-Sur
Załącznik:
72.JPG


Ten pomarańczowy dach w oddali to przejście graniczne w San Sebastian (Chile)
Załącznik:
73.JPG


Musieliśmy wypełnić deklaracje ( czy nie przewozimy produktów spożywczych ) i wysiąść z całym dobytkiem. Bagaż był prześwietlany i obwąchiwał nas czarny piesek. Generalnie nie można przewozić żywności , tylko słodycze , suche pieczywo, napoje, oprócz mlecznych. Po przekroczeniu granicy zaczęła się droga szutrowa przez dobre 100 km.

Tuż za przejściem robimy postój w barze
Załącznik:
74.JPG


Chile przywitało nas drogą szutrową
Załącznik:
75.JPG


Trochę nas wytrzęsło i było dosyć głośno. Złapała nas również taka nawałnica , że będąc wówczas gdzieś na szlaku to chyba żaden Gore - Tex by nam nie pomógł. Krajobraz bardzo monotonny, obszar półpustynny o charakterze stepowym, fermy z owcami, dużo gwanako chodzących samopas i droga prosta bez końca.

Od czasu do czasu pojawiały się jakieś zabudowania
Załącznik:
76.JPG


Po deszczu przynajmniej się nie kurzyło
Załącznik:
77.JPG


150 km przed Punta Arenas jest przeprawa promowa przez Cieśninę Magellana ( w Bahia Azul ). Jest to chyba najwęższe miejsce, około czterech kilometrów. Po 20 minutach meldujemy się po drugiej stronie cieśniny w Punta Delgada.

Prom na trasie Bahia Azul - Punta Delgada
Załącznik:
78.JPG


Cieśnina Magellana
Załącznik:
79.JPG


Przeprawa promem przez Cieśninę Magellana
Załącznik:
80.JPG


Przed 20.00 dojeżdżamy do Punta Arenas. I tu dobra rada, przy dworcu są dwa kantory, jak ktoś chce wymienić pieniądze to trzeba szybko się zdecydować, bo o 20.00 zamykają, mimo iż są chętni. Nasz hostel Aventura Austarl leży niedaleko dworca, więc idziemy się najpierw zameldować. Okazało się, iż para z Polski jadąca z nami autokarem również ma nocleg w tym hostelu. Po zrobieniu zakupów ( markety otwarte do 21.00 ) jemy wspólnie kolację wymieniając się przy lampce wina wrażeniami z podróży.

cdn...


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
http://swiatwmoimzasiegu.blogspot.com/

Image
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 09 Mar 2016 21:38 

Rejestracja: 10 Lut 2016
Posty: 9
Bardzo ciekawa relacja ,dużo praktycznych rad , znakomite zdjęcia. Czekam na ciąg dalszy tej interesującej wyprawy.
Góra
 Relacje PM off
mmaratonczyk lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 09 Mar 2016 22:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1091
Loty: 215
Kilometry: 404 871
platynowy
Obszernie i szczegółowo - tak jak lubię.
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 11 Mar 2016 19:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Lis 2013
Posty: 460
Loty: 151
Kilometry: 350 524
niebieski
9 dzień ( 24 stycznia ) – Punta Arenas – Puerto Natales
Dzisiejszy dzień zaczęliśmy od zwiedzania Punta Arenas. Jest to największe miasto chilijskiej Patagonii, będące zarazem stolicą regionu Magallanes i Antarktyki Chilijskiej. Miasto utrzymuje się głównie z turystyki, stanowi główną bazę wypadową dla ekspedycji antarktycznych.

Uliczka z hostelem w Punta Arenas - Aventura Austarl (niebiesko-żółty baner)
Załącznik:
81.JPG


Ten szklany budynek to Hotel Dreams del Estrecho - Punta Arenas
Załącznik:
82.JPG


Widok z nabrzeża przy Ruta 9 - Punta Arenas
Załącznik:
83.JPG


Pomnik szkunera Ancud wraz z jego załogą
Załącznik:
84.JPG


Zwróciliśmy uwagę na znaki kierujące na wzgórze w wypadku wystąpienia tsunami. Chile jest bowiem jednym z najbardziej sejsmicznych krajów świata. Widać , że to zagrożenie jest tutaj traktowane bardzo poważnie.

Punta Arenas
Załącznik:
85.JPG


Puerto Natales
Załącznik:
86.JPG


Mimo niedzieli, udało się nam kupić wycieczki zaplanowane na dalsze dni. Biura turystyczne są otwarte dzisiaj do godziny 14.00. Wykupiliśmy rejs na wyspę pingwinów Isla Madalena ( 35 tys CLP ) i całodniową wycieczkę na lodowiec Perito Moreno ( 55 tys CLP). Co ważne , sprawdzona firma Comapa ma swój punkt również na dworcu autobusowym (http://www.comapa.com/inicio). Po rozmowie z dwójką Polaków wiemy, że nie dostali biletów na pingwiny w dniu wycieczki. Mieli również problem ze znalezieniem noclegu w ciemno. Nie ma się co dziwić, w końcu jest to środek sezonu. My jesteśmy już teraz spokojni, mając bilety wiemy, że jedynie pogoda może nam jeszcze pokrzyżować plany. W Comapie w przypadku anulowania rejsu (co się zdarza) jest zwrot całej wpłaconej gotówki. W niedzielę nie ma również problemów z zakupem żywności. Większe markety są pootwierane.
O 12.30 wyjeżdżamy do leżącego 250 km dalej Puerto Natales.

Dworzec autobusowy w Punta Arenas
Załącznik:
87.jpg


Podróż trwa 3 godziny, bilet kosztuje 11 tys CLP w obie strony. Jeżeli kupujemy w jednym kierunku to płacimy 6 tys CLP. Firma przewozowa już nam znana: Bus - Sur. Puerto Natales to już typowo turystyczna miejscowość . Jest to " brama" do Narodowego Parku Torres del Paine. Mnóstwo turystów z całego świata . Pełno hosteli, większość biur turystycznych, sklepów i kantorów pootwieranych po południu (w niedzielę). Kurs CLP minimalnie słabszy niż w Punta Arenas.

Na dworcu w Puerto Natales, każde okienko to inne biuro turystyczne oferujące dojazd do Parku Torres del Paine
Załącznik:
88.JPG


Hotel Indigo Patagonia - Puerto Natales
Załącznik:
89.JPG


Na nabrzeżu przy Av. Pedro Montt - Puerto Natales
Załącznik:
90.JPG


Puerto Natales
Załącznik:
91.JPG


Tutaj dopiero czujemy się jak na końcu świata. Wszystkie budynki wyglądają jakby były zrobione z tego co akurat było pod ręką: blacha, deski, płyty osb, dykty. Do tego tak mocno wieje, że mamy wrażenie, iż nasz Hostel Vaiora zaraz odleci. Większość hosteli w całej Patagonii oferuje noclegi wraz ze śniadaniem. Serwowane jest od wczesnych godzin rannych, żeby można było zdążyć na poranne autobusy i wycieczki.

Hostel Vaiora
Załącznik:
92.JPG


Uliczka w Puerto Natales
Załącznik:
93.JPG


Dzisiaj robimy jeszcze zapasy żywności na dwa dni. Jutro wybieramy się do Torres del Paine na dwudniowy trekking .


10 dzień ( 25 stycznia ) – Torres del Paine
Jakoś przeżyliśmy noc, chociaż strasznie wiało i było zimno. Spaliśmy pod trzema warstwami kocy i narzut. W pokojach zazwyczaj jest ogrzewanie gazowe lub na prąd, ale dla bezpieczeństwa wyłączyliśmy na noc. O 6.15 pobudka i szybkie śniadanie . Do dworca mamy jakieś 10 minut pieszo, ale lepiej być wcześniej. Mijamy kolejnych turystów z plecakami, którzy podążają w tym samym kierunku. Wszystkie autobusy przeróżnych firm odjeżdżają pierwszym kursem o 7.30. Podobnie jak wczoraj kupując bilety w obie strony kosztują tysiąc peso mniej, czyli 15 tys. Koło 9.30 dojeżdżamy do bram parku, jest tutaj również pierwszy przystanek - Laguna Armaga.

Przystanek Laguna Armaga
Załącznik:
94.JPG


Po prawej w oddali wejście do parku - Laguna Armaga
Załącznik:
95.JPG


Wszyscy wysiadają z autokaru, aby nabyć wejściówkę do parku. Wypełnia się krótki formularz , płaci 18 tys CLP i ogląda filmik dotyczący zasad obowiązujących w parku. Jak ktoś ma namiot, opłaca camping. Dostajemy również mapę całego parku. Po tych formalnościach można ruszać dalej. Jeżeli ktoś decydował sie na kilkudniowy trekking wsiada w ten sam autobus i jedzie na następny przystanek. My zostajemy tutaj. Krótkie rozeznanie na mapie i udajemy sie do naszego schroniska - Refugio Chileno. Pierwsze 8 km można podjechać busem (płatnym). My idziemy pieszo.

Dojście do hotelu Las Torres prowadzi drogą szutrową
Załącznik:
96.JPG


Obiekty Hotelu Las Torres
Załącznik:
97.JPG


Po dojściu do hotelu Las Torres zaczyna się dosyć długie podejście. Mijamy wielu turystów podążających w obu kierunkach. Wieże Torres są bowiem ostatnim etapem pełnego trekkingu w parku.

Za nami takie widoki
Załącznik:
98.JPG


Trasa do schroniska
Załącznik:
99.JPG


Trasa do schroniska
Załącznik:
100.JPG


Ostatnia prosta do schroniska, leży tuż przy strumieniu
Załącznik:
101.JPG


Po 5 km meldujemy się w schronisku Refugio Chileno. Dostajemy swoją komnatę ośmioosobową. Nasze łóżka są pod sufitem, jakieś 3,5 metra nad ziemią. Jest wygodnie, mamy poduszki i śpiwory. Noclegi w schroniskach trzeba rezerwować dużo wcześniej. Jest to dosyć droga przyjemność, bowiem te dwa łóżka na jedną noc kosztowały nas 130 USD.

Schronisko Refugio Schileno
Załącznik:
102.JPG


Nad recepcją flaga regionu Magallanes
Załącznik:
103.JPG


Nasz pokój ośmioosobowy, u góry po lewej moje łóżko
Załącznik:
104.JPG


Uszczuplamy nasze zapasy żywności i po 14.00 udajemy się na szlak. Naszym celem jest punkt widokowy Las Torres, na trzy skalne wieże . Trasa w miarę łatwa, nie licząc ostatniego kilometrowego podejścia . W sumie w jedną stronę Endomondo naliczyło 5 km.

Witamy w Torres del Paine
Załącznik:
105.JPG


Na trasie do punktu widokowego Las Torres
Załącznik:
106.JPG


Pogoda nam dopisuje
Załącznik:
107.JPG


Tuż przed ostatnim, kamienistym podejściem
Załącznik:
108.JPG


Pogoda, jak na Patagonię, przyzwoita i co najważniejsze ujrzeliśmy wszystkie trzy szczyty, co nie zawsze się zdarza. Widok jest naprawdę hipnotyzujący. Trzeba to zobaczyć samemu, zdjęcia nie są w stanie tego oddać. Spędziliśmy tam ponad godzinę podziwiając to cudo natury. Najwyższa wieża ma 2500 m npm , a sam punkt widokowy leży niecałe 900 m npm.

Torres del Paine - masyw należący do grupy górskiej Cordillera del Paine
Załącznik:
109.JPG


Torres del Paine
Załącznik:
110.JPG


Zbiornik wodny u podnóża wież
Załącznik:
111.JPG


I jeszcze raz Torres del Paine
Załącznik:
112.JPG


W sumie przeszliśmy dzisiaj po patagońskich drogach i szlakach 24 kilometry. Wieczór jest również bardzo ciekawy. Przed schronisko schodzą się wszyscy biwakowicze, przyrządzają sobie na przenośnych kuchenkach coś do zjedzenia. Jest tu mieszanka wielu narodowości, co nie przeszkadza w wymianie swoich wrażeń z podróży.

Namioty rozbite tuż przy schronisku
Załącznik:
113.JPG


Żywność do schroniska dostarczana jest konno
Załącznik:
114.JPG


Na koniec parę informacji praktycznych. Na terenie parku nie ma sygnału telefonu komórkowego, a internet w schronisku jest płatny. W pokojach nie ma też gniazdek, ponieważ całą energię uzyskują z baterii słonecznych i małych wiatrownic. Bardzo przydatny okazał się power bank umożliwiający naładowanie telefonu komórkowego.

cdn...


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
http://swiatwmoimzasiegu.blogspot.com/

Image
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 12 Mar 2016 13:23 

Rejestracja: 10 Lut 2016
Posty: 9
Torres del Pain- robi wrażenie !Podziwiam kondycję -24 km w nogach jednego dnia!
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 13 Mar 2016 20:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Lis 2013
Posty: 460
Loty: 151
Kilometry: 350 524
niebieski
11 dzień ( 26 stycznia ) – z Torres del Paine do Puerto Natales
Noc upłynęła nadspodziewanie spokojnie. Wczorajsze zmęczenie zrobiło swoje i spaliśmy bardzo dobrze.
Trochę informacji praktycznych co do samego schroniska.
Jeżeli ktoś ma większe bagaże to warto mieć ze sobą jakąś małą kłódkę. W holu są szafki na plecaki. Mniejsze można położyć na łóżku, ale generalnie proszono nas, żeby nie zostawiać bagażu w pokojach, tylko właśnie w tych szafkach. Mając swoją żywność nie można jeść w pokojach, tylko na zewnątrz lub w barze, dopiero po śniadaniu serwowanym za opłatą dla turystów. Posiłki można wykupić oddzielnie na miejscu, nie trzeba ich wcześniej zamawiać wraz z noclegiem. Nie ma problemów z ciepłą wodą. Generalnie wszędzie bardzo czysto. Do godziny 9.30 rano trzeba opuścić schronisko. Tak więc, po śniadaniu, przed dziesiątą wyruszyliśmy w drogę powrotną. Przed nami 13 kilometrów do przystanku autobusowego - Laguna Amarga. Mając duży zapas czasowy pokonujemy tą odległość wolnym spacerem. Podziwiamy widoki i robimy sobie częste postoje.

W powrotnej drodze napotykamy sporą, zorganizowaną grupkę młodzieży
Załącznik:
115.JPG


Pogoda również sprzyjała
Załącznik:
116.JPG


Co jakiś czas dłuższy przystanek na podziwianie takich widoków
Załącznik:
117.JPG


Na ten mostek mogą wejść tylko dwie osoby równocześnie
Załącznik:
118.JPG


Hotel Las Torres
Załącznik:
119.JPG


Jest znacznie cieplej niż wczoraj, w granicach 16 stopni w cieniu. Mimo to nad wieżami Torres cały czas kłębią się chmury.

Wieże Torres w oddali
Załącznik:
120.JPG


Widok na Torres del Paine spod przystanku Laguna Armaga
Załącznik:
121.JPG


Różne źródła podają różne informacje co do wysokości trzech wież Torres
Załącznik:
122.JPG


O 14.30 odjeżdża pierwszy autokar do Puerto Natales. Można wyjechać jeszcze później, bo o 19.45.

Turyści oczekujący na autobus do Puerto Natales
Załącznik:
123.JPG


Gąska z młodymi
Załącznik:
124.JPG


50 km przed miastem, tuż przy przejściu granicznym z Argentyną, kierowca robi postój na kawę. Mamy również możliwość kupienia pamiątek.

Postój na kawę w drodze powrotnej
Załącznik:
125.JPG


W Puerto Natales jesteśmy przed siedemnastą. Uzupełniamy zapasy żywności i udajemy się do znanego nam już Hostelu Vaiora. Wolny czas wykorzystujemy na spacer po miasteczku. Naszą uwagę przykuwają wszechobecne, bezpańskie psy. Jest ich naprawdę sporo, ale na szczęście nie stanowią jakiegoś zagrożenia dla ludzi. Jeżeli kogoś interesują jakieś pamiątki, to więcej jest sklepów ze sprzętem trekkingowym niż typowych suwenirów.

Puerto Natales wita
Załącznik:
126.JPG


Można się obkupić we wszelki niezbędny do wędrówek sprzęt sportowy
Załącznik:
127.JPG


Tutaj można zaopatrzyć się w miejscowe rękodzieło
Załącznik:
128.JPG


Kładziemy się dosyć szybko spać. Jutro musimy wstać przed szóstą, ponieważ mamy w planach całodniową wycieczkę na lodowiec Perito Moreno.


12 dzień ( 27 stycznia ) – Lodowiec Perito Moreno - Argentyna
O 6.25 podjeżdża pod nasz hostel jeep i podwozi na zbiórkę wycieczki na lodowiec. Jedziemy busem, po drodze zabierając jeszcze turystów z różnych hosteli. Jest nas w sumie 15 osób ( komplet ). Przed nami niecałe 400 km w jedną stronę. Po 15 minutach jazdy strzela nam opona. Na szczęście na prostym odcinku. Kierowca szybko uporał się z problemem i ruszamy dalej.

Wczesny poranek
Załącznik:
129.jpg


Szybka wymiana koła w busie
Załącznik:
130.jpg


Dojeżdżamy do chilijskiej kontroli granicznej w Cerro Castillo. Po paru kilometrach szutrowej drogi kontrola argentyńska w Paso Rio Guilielmo. Wszystkie formalności trwają 1,5 godziny.

Przejście graniczne Cerro Castillo - wjazd do Argentyny z Chile
Załącznik:
131.JPG


Miejscowi zaganiają owce na pastwiska
Załącznik:
132.JPG


Jakiś kawałek za granicą argentyńską wjeżdżamy na słynną drogę - RUTA 40. Liczy ona prawie 5 200 km i ciągnie się przez całą Argentynę wzdłuż Andów, od Rio Gallegos na południu do granicy z Boliwią w mieście La Quiaca na północy. Dzisiaj zamiast gwanako często widzimy strusie nandu, zamieszkujące tutejsze bezkresne stepy. To dla nas trochę egzotyczny obrazek. O 12.30 dojeżdżamy do większej miejscowości El Calafate, stąd mamy jeszcze 80 km pod sam lodowiec. Głównym zajęciem tutejszych mieszkańców jest obsługa ruchu turystycznego. Jest tu dużo cieplej, ludzie chodzą poubierani na krótko, mnóstwo zieleni i kwiatów. W końcu oddaliliśmy się od Ushuaii o 1200 km. Wreszcie koło czternastej docieramy do Narodowego Parku Los Glaciares. Bilet wstępu kosztuje 260 ARS.

Pierwszy punkt widokowy w Parku Los Glaciares
Załącznik:
133.JPG


Perito Moreno to trzeci lodowiec świata, który mimo globalnego ocieplenia nie kurczy się, a rośnie. Dzieje się tak, ponieważ jest systematycznie zasilany przez opady śniegu w górach. Zwiększając swoje rozmiary zamyka zatokę jeziora argentyńskiego podnosząc poziom wody w jego odnodze Brazi Rico. Z upływem czasu zapora lodowa pęka, wyrównując ciśnienie pomiędzy odnogą a jeziorem argentyńskim. Cały ten proces powtarza się od nowa.
Na początek decydujemy się na rejs łodzią wzdłuż ściany lodowca. Ma ona w sumie kilka kilometrów długości i około 70 m wysokości nad powierzchnią wody. Reszta 150 -170 metrów znajduje się pod taflą jeziora. Taka przyjemność kosztuje dodatkowe 250 ARS. Ale warto. Widoki i wrażenia są niesamowite. Co jakiś czas z wielkim hukiem odlatują ogromne fragmenty lodu, robiąc niezłą falę. Warto mieć ze sobą okulary przeciwsłoneczne, które ułatwiają obserwację lodowca. Cały spektakl z pokładu łodzi trwa niecałą godzinę.

Wzdłuż tej ściany będziemy pływać łodzią
Załącznik:
134.JPG


Widok lodowca z łodzi
Załącznik:
135.JPG


Załącznik:
136.JPG


Załącznik:
137.JPG


Załącznik:
138.JPG


Załącznik:
139.JPG


Załącznik:
140.JPG


Załącznik:
141.JPG


Następnie bus zawozi nas na wzgórze, skąd z platform widokowych można obserwować lodowiec z góry. Wrażenia również wielkie.

Widok na lodowiec z platform
Załącznik:
142.JPG


Załącznik:
143.JPG


Załącznik:
144.JPG


Załącznik:
145.JPG


Nasz pobyt w Parku trwa 2,5 godziny, trzeba bowiem jeszcze wrócić do Puerto Natales. W powrotnej drodze mamy półgodzinny przystanek w El Calafate. Do hostelu docieramy przed 23.00.

Torres del Paine o zachodzie słońca
Załącznik:
146.JPG


W drodze powrotnej
Załącznik:
147.JPG


cdn...


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
http://swiatwmoimzasiegu.blogspot.com/

Image
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 17 Mar 2016 21:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Lis 2013
Posty: 460
Loty: 151
Kilometry: 350 524
niebieski
13 dzień ( 28 stycznia ) – wyspa pingwinów – Isla Magdalena
O 7.00 siedzimy już w autobusie jadącym do Punta Arenas. Po trzech godzinach jesteśmy na miejscu. Najpierw udajemy się na zakupy do marketu, następnie meldujemy w znanym nam już Hostelu Aventura Austral. Do wycieczki na wyspę pingwinów mamy trochę czasu, więc idziemy zwiedzać miasto. Pogoda nam dopisuje, jest ciepło i słonecznie. Dzisiaj roboczy dzień ( ostatnio byliśmy tu w niedzielę ), na Plaza Munoz Gamero w centrum są porozkładane kramy z miejscowymi wyrobami. Pośrodku wielki pomnik Ferdynanda Magellana postawiony w 1920 roku, w rocznicę czwartego stulecia odkrycia Cieśniny Magellana.

Stragany z miejscowym rzemiosłem i pamiątkami
Załącznik:
148.JPG


Pomnik Ferdynanda Magellana na Plaza Munoz Gamera
Załącznik:
149.JPG


Jeżeli chodzi o samo Punta Arenas, to warto udać się na punkt widokowy De Los Soñadores, z którego roztacza się panorama na miasto.

Punkt widokowy De Los Sonadores
Załącznik:
150.JPG


Panorama na miasto
Załącznik:
151.JPG


Polecamy również odwiedzić Cmentarz Komunalny Sara Braun , robi naprawdę duże wrażenie. Potężne grobowce i aleje z formowanych cyprysów.

Cmentarz Sara Braun
Załącznik:
152.JPG


Aleje z cyprysów na cmentarzu
Załącznik:
153.JPG


Z centrum do portu jest około 6 kilometrów. Można podjechać podmiejskim numer 15, albo przejść się pieszo. Wybieramy tą drugą opcję, aby po drodze zwiedzić wspomniany cmentarz.

W drodze do przystani, wszędzie można spotkać uformowane cyprysy
Załącznik:
154.JPG


Przystań w Punta Arenas
Załącznik:
155.JPG


Koło przystani portowej
Załącznik:
156.JPG


Ten z prawej to prom na wyspę pingwinów
Załącznik:
157.JPG


Prom na Isla Magdalena odpływa o 15.00. Wyspa znajduje się w centrum Cieśniny Magellana, 35 km na północ od Punta Arenas. W jedną stronę płynie się dwie godziny. Na miejscu mamy godzinę na spacer po wyspie. Poruszamy się po wyznaczonych ścieżkach, a dookoła nas mnóstwo pingwinów.

Po dotarciu od razu witają nas pingwiny
Załącznik:
158.JPG


Załącznik:
159.JPG


Załącznik:
160.JPG


Załącznik:
161.JPG


Załącznik:
162.JPG


Załącznik:
163.JPG


Jest to największe skupisko pingwina magellańskiego, ponad 60 tysięcy par. Oprócz tego kormorany i mewy. Ścieżka prowadzi nas na wzgórze z latarnią morską, skąd roztacza się panoramiczny widok na całą wyspę.

Latarnia na szczycie wyspy
Załącznik:
164.JPG


Widok ze wgórza
Załącznik:
165.JPG


Spacer z pingwinami
Załącznik:
166.JPG


Para maluchów jeszcze nieopierzonych
Załącznik:
167.JPG


W tle wyspa Magdalena
Załącznik:
168.JPG


Po przybyciu do portu "busiarze" naganiają do swoich pojazdów. Tym razem skorzystaliśmy, bo było już późno. Przejazd jest tani, tysiąc CLP.


14 dzień ( 29 stycznia ) – Punta Arenas - Ushuaia
Dzisiejszy dzień spędzamy w podróży, całe 12 godzin w autobusie z Punta Arenas do Ushuaii. Wyjeżdżamy o 8.30 z dworca na Av. Colon 842.

Dworzec autobusowy w Punta Arenas
Załącznik:
169.JPG


Mamy szczęście jeżeli chodzi o przydział miejsc, dostajemy tuż za kierowcą, gdzie jest najwięcej przestrzeni na nogi i są najlepsze widoki. A dzisiaj pogoda ładna, więc mieliśmy co podziwiać.

Siedzimy tuż za kierowcą
Załącznik:
170.JPG


Niekończące się proste odcinki drogi betonowej i ...
Załącznik:
171.JPG


...szutrowej
Załącznik:
172.JPG


Ze względu na to, iż opuszczamy Chile i można przewozić żywność, każdy z pasażerów otrzymuje paczkę herbatników, batona i soczek w kartonie. Jak dla nas podróż nie jest męcząca, za oknami zawsze coś ciekawego można wypatrzeć.

Mała blokada na drodze
Załącznik:
173.JPG


Załącznik:
174.JPG


Za oknami autokaru gwanako andyjskie
Załącznik:
175.JPG


Załącznik:
176.JPG


Dojeżdżamy do Punta Delgada, gdzie czeka nas przeprawa na drugą stronę Cieśniny Magellana. Płyniemy promem o nazwie Patagonia.

Punta Delgada
Załącznik:
177.JPG


Punta Delgada
Załącznik:
178.JPG


Promem Patagonia pokonujemy Cieśninę Magellana
Załącznik:
179.jpg


Przeprawa promowa, w oddali Punta Delgada
Załącznik:
180.JPG


Dopływamy na drugi brzeg - Bahia Azul
Załącznik:
181.JPG


W połowie drogi dojeżdżamy do granicy z Argentyną. Najpierw odprawa po stronie chilijskiej, w San Sebastain.

Przejście graniczne w San Sebastian po stronie chilijskiej
Załącznik:
182.JPG


Zbliżając się do Ushuaii krajobraz ulega zmianie, pojawiają się pierwsze drzewa
Załącznik:
183.JPG


Tuż przed Ushuaią
Załącznik:
184.jpg


W Ushuaii jesteśmy godzinę przed czasem, ponieważ w tą stronę formalności związane z przekraczaniem granicy trwają o wiele krócej. Szybko odnajdujemy naszą ostatnią bazę noclegową na Ziemi Ognistej, prywatną kwaterę z airbnb. Mieści się ona w zachodniej części miasta. Idąc tam, mamy wrażenie jakby wszyscy się na nas patrzyli. A to dlatego, że są tu sami miejscowi, nie mijamy żadnego turysty.

Po drodze do naszego mieszkania mijamy murale
Załącznik:
185.JPG


Mieszkamy na ulicy Kuanip 789, za tym sklepem z serduszkiem
Załącznik:
186.JPG


Przyjmuje nas do siebie miła para, posiadająca skromne mieszkanko na zapleczu swojego sklepu. Wspólnie jemy późną kolację, mając możliwość skosztowania miejscowych specjałów. Dowiadujemy się sporo ciekawych rzeczy o tutejszym mieście i okolicy. Na przykład host poleca nam wyjście do kina, w którym wyświetlają Zjawę, film z Leonardo Dicaprio. A to dlatego, iż film ten był kręcony w Ushuaii goszczącej znanego aktora. Warto nocować w takich miejscach. Na pewno w hotelu nie usłyszelibyśmy tak ciekawych opowieści i nie poczulibyśmy klimatu tego miejsca.

cdn...


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
http://swiatwmoimzasiegu.blogspot.com/

Image
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 23 Mar 2016 20:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Lis 2013
Posty: 460
Loty: 151
Kilometry: 350 524
niebieski
15 dzień ( 30 stycznia ) – Laguna Esmeralda
To już ostatni dzień na Ziemi Ognistej. Zamierzamy spędzić go aktywnie. Chcemy zobaczyć Lagunę Esmeraldę, chętnie odwiedzaną przez miejscowych mieszkańców. Jest ona położona 20 km od Ushuaii. Wejście na szlak jest tuż przy głównej drodze RUTA 3, w kierunku na Punta Arenas. Można się tam dostać busami, które wożą turystów (z tego samego miejsca co autobusy dalekobieżne). Tylko przejazd jak na tak krótkim odcinku nie należy do tanich, 250 ARS w obie strony, lub 200 ARS w jednym kierunku. Decydujemy się na okazję, co nie będzie proste. Droga wylotowa w kierunku Laguny jest zupełnie na końcu miasta, jakieś 6 km od centrum. No nic, próbujemy.

Pierwsza próba łapania okazji
Załącznik:
187.JPG


Po 30 minutach zabiera nas jakiś miejscowy pan jadący do pracy. Wysiadamy w połowie drogi do wylotu z miasta. Następnie młody chłopak dowozi nas do końca Ushuaii, skąd już tylko jedna droga prowadzi w interesującym nas kierunku. U bram miasta przechodzimy przez kontrolę policyjną. Pan spisał numery naszych paszportów, po czym życzył przyjemnej wycieczki.

Wjazd do miasta z kontrolą policyjną
Załącznik:
188.jpg


Teraz poszło szybko i przed dziesiątą docieramy do początku szlaku. Mieści się on tuż przy parkingu, po lewej stronie, stojąc przodem do parkingu a tyłem do drogi (samo wejście na szlak jest dosyć słabo oznaczone ).

Mała tabliczka informująca o początku szlaku
Załącznik:
189.JPG


Gdyby nie ta mała tabliczka trudno byłoby znaleźć wejście na szlak
Załącznik:
190.JPG


Do Laguny Esmeralda jest raptem niecałe 5 km, trasa jest bardzo łagodna i dobrze oznakowana. Początkowo idziemy lasem, później wchodzimy na torfowiska. Mamy szczęście, że jest sucho, bo po mocnych opadach deszczu może być grząsko i ślisko.

W drodze do Laguny
Załącznik:
191.JPG


Niebo zaczyna się trochę przecierać, wychodzi słońce
Załącznik:
192.JPG


Jezioro położone jest na wysokości 411 m npm, otoczone górami i ma turkusową barwę.

Laguna Esmeralda
Załącznik:
193.JPG


Laguna Esmeralda
Załącznik:
194.JPG


Laguna Esmeralda
Załącznik:
195.JPG


Warto udać się do źródła Laguny w górę rzeki. Nie prowadzi tam szlak, jest tylko mocno wydeptana ścieżka ( z prawej strony jeziorka ). Idzie się w zupełnej dziczy, dużo poprzewracanych drzew. Tutejsze bobry porobiły tamy, utworzyło się mnóstwo tarasów wodnych z turkusową wodą.

Tamy zrobione przez bobry
Załącznik:
196.JPG


Powstały tarasy wodne na różnych wysokościach
Załącznik:
197.JPG


W górę rzeki przedzieramy się przez las
Załącznik:
198.JPG


Tuż obok nas przelatują, robiąc przy tym sporo hałasu, ptaki z długimi, ostrymi dziobami. To ibis maskowy. Po 3 km kończy się droga, widać źródło Laguny i miejsce gdzie schodzi lodowiec.

Tutaj kończy się droga
Załącznik:
199.JPG


Oprócz ibisów były też inne ptaki
Załącznik:
200.JPG


Wraca się tą samą drogą. W drodze powrotnej napotykamy sporo miejscowych, którzy wykorzystują ładną pogodę na zrobienie sobie pikniku nad brzegiem Laguny. Złapanie podwózki do miasta było dużo prostsze, ponieważ wszystkie jadące auta właśnie tam podążały. Robimy ostatnie zakupy i przygotowujemy się do długiej drogi powrotnej do domu. Pod wieczór idziemy jeszcze na ostatni spacer wzdłuż wybrzeża.

Część nabrzeżna Ushuaii
Załącznik:
201.JPG


Ushuaia
Załącznik:
202.JPG


Natrafiamy na mecz rugby
Załącznik:
203.JPG



16 dzień ( 31 stycznia ) – ponownie Buenos Aires
Dzisiejszy dzień zaczynamy porannym spacerem na lotnisko, cztery kilometry od naszego lokum. O tej samej godzinie odlatują dwa samoloty do Buenos, z tymże każdy na inne lotnisko. Nas interesuje linia Lan i port lotniczy Jorge Newbery AEP. Tym razem udaje się nam odprawić na cały odcinek, dostajemy bilety do samego Mediolanu. Check-in wykonujemy przy stanowisku biletowo-bagażowym. Punktualnie o 9.10 odlatujemy do Buenos Aires. Lot przebiegał spokojnie. Dostajemy ten sam zestaw słodyczy co uprzednio na tej trasie.

W Buenos Aires lądujemy punktualnie
Załącznik:
204.JPG


W stolicy czujemy się już pewniej, w końcu jesteśmy tu drugi raz. Oddajemy nasze bagaże i udajemy się do miasta. Stosujemy tę samą metodę wydostania się z lotniska, tzn. prosimy kogoś, żeby odbił za nas swoją kartę w miejskiej komunikacji. Nie ma z tym żadnego problemu, pierwsza poproszona osoba bez wahania udziela nam pomocy. W centrum jesteśmy już po trzynastej.

Okolice dworca Retiro
Załącznik:
205.JPG


Centrum Buenos Aires
Załącznik:
206.JPG


Buenos Aires
Załącznik:
207.JPG


Tym razem udajemy się do dzielnicy Recoleta. Jest to najbardziej ekskluzywna dzielnica Buenos. Leży w pobliżu zatoki La Platy, w bliskim sąsiedztwie portu i stacji kolejowej. Mieszczą się tu liczne instytucje państwowe, siedziby największych firm i drogie sklepy. Nas jednak przyciąga coś innego. Mianowicie zabytkowy cmentarz - Cementerio de la Racoleta. Wysiadamy przy głównym dworcu kolejowym Retiro, skąd pieszo mamy 1,5 kilometra. Na cmentarz wchodzimy przez neoklasycystyczną bramę z wysokimi greckimi kolumnami.

Brama wejściowa na cmentarz
Załącznik:
208.JPG


Mieszczą się tu grobowce najbardziej wpływowych i znanych mieszkańców Argentyny (pochowanych jest siedmiu prezydentów państwa). Najsłynniejszą jest chyba Eva Peron, przy grobowcu której gromadzą się największe tłumy turystów. Cały cmentarz robi niesamowite wrażenie, naprawdę miejsce warte zobaczenia.

Cmentarz Recoleta
Załącznik:
209.JPG


Potężne grobowce
Załącznik:
210.JPG


Grób rodziny Duarte, gdzie spoczywa Eva Peron
Załącznik:
211.JPG


Załącznik:
212.JPG


Następnie udajemy się do części wypoczynkowej Recolety z licznymi parkami. W jednym z nich jest wielki kwiat wykonany ze stali nierdzewnej - Floralis Genérica, na Plaza Naciones Unidas. Jego płatki otwierają się i zamykają automatycznie w zależności od pory dnia.

Floralis Generica
Załącznik:
213.JPG


Idąc tam minęliśmy po drodze Państwowe Muzeum Sztuk Pięknych i wielki gmach Uniwersytetu Buenos Aires.

Gmach Uniwersytetu
Załącznik:
214.JPG


Dzisiaj jest niedziela, napotykamy wielu miejscowych odpoczywających w cieniu drzew. Bardzo przyjemne miejsce do wypoczynku to Plaza Mayor Alverar. Na jego skraju widać fajny budynek na tle wysokich palm. To Buenos Aires Design Mall, czyli wielki dom handlowy z propozycjami wyposażenia wnętrz.

Plaza Mayor Alverar
Załącznik:
215.JPG


Na koniec udajemy się na Plaza San Martin de Tours. Jest on dzisiaj otoczony licznymi straganami z lokalnym jedzeniem i pamiątkami. Po dokładnym obejrzeniu propozycji tutejszych handlarzy wtapiamy się w miejscową społeczność siadając w cieniu drzew. Jest bardzo ciepło.

Porozstawiane stragany wkoło Plaza San Martin de Tours
Załącznik:
216.JPG


Odpoczynek w cieniu drzew na Plaza San Martin de Tours
Załącznik:
217.JPG


Po dziewiętnastej docieramy na lotnisko. Lot do Sao Paulo jest o 22.10.

cdn...


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
http://swiatwmoimzasiegu.blogspot.com/

Image
Góra
 Relacje PM off
WaldekK lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 25 Mar 2016 22:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Lis 2013
Posty: 460
Loty: 151
Kilometry: 350 524
niebieski
17 dzień (1 luty ) – Sao Paulo
Z dwudziesto minutowym opóźnieniem ( 1.50 ) lądujemy na lotnisku Guarulhos w São Paulo. Mamy zarezerwowany nocleg na Terminalu T2 - Fast Sleep Repouso E Banho. Przejście z T3 na T2 zajmuje jakieś 10 minut. Przed nami całonocny lot, więc 6 godzin snu pozwoli nam zregenerować siły. Sam hotel oferuje małe, klimatyzowane pokoje z piętrowymi łóżkami. Najważniejsze, że jest się gdzie wykąpać. Mimo, lokalizacji w samym centrum lotniska, jest cicho i całkiem przyjemnie. Przed nami cały dzień do następnego odcinka podróży. Wolny czas wykorzystujemy na krótką wycieczkę do centrum miasta. Opuszczenie portu lotniczego zajmuje nam trochę czasu. Najpierw wracamy na Terminal T3, aby pobrać wizę i pieczątkę do paszportu. Oddajemy bagaż do przechowalni znajdującej się w baraku na wprost wyjścia z T3. Są tam szafki, w jedną umieszczamy nasze plecaki ( koszt 30 BRL ). Wracamy z powrotem na T2 , spod którego odjeżdża autobus nr 257 do stacji metra Tatuape ( 5,55 BRL w jedną stronę ). Jedzie się około 30-40 minut w zależności od korków. W Tatuape przesiadamy się w metro, którym dojeżdżamy do centrum. My dojechaliśmy do stacji Paulista, od której biegnie główna ulica miasta Avenida Paulista ( aby tam dojechać metrem na stacji Republica trzeba zmienić linię z czerwonej na żółtą, robi się to na jednym bilecie - 3,80 BRL ).

Muzeum sztuki na Av Paulista
Załącznik:
218.JPG


Centrum Sao Paulo
Załącznik:
219.JPG


Sao Paulo
Załącznik:
220.JPG


Trzeci cmentarz, który odwiedzamy podczas tej podróży
Załącznik:
221.JPG


Samo miasto nie robi jakiegoś wrażenia, może poza wyjątkiem obserwacji go z kawiarni na 42 piętrze. Wstęp kosztuje 30 BRL, ale warto wypić kawę mając całe miasto u swoich stóp. Kawiarnia nazywa się Terraço Italia i mieści się na Avenida Ipiranga 344 na 42 piętrze.

Panorama miasta z kawiarni na 42 piętrze
Załącznik:
222.JPG


Załącznik:
223.JPG


Załącznik:
224.JPG


Poza tym w mieście przewija się mnóstwo ludzi, ciężko się chodzi w takim tłumie, nie mówiąc już o drodze powrotnej metrem, w którym byliśmy upchani jak ryby w puszce. A do tego wszystkiego ten upał, niektóre termometry w mieście pokazywały 36 stopni w cieniu. Ale miasto zobaczyliśmy i teraz mamy o nim jakieś wyobrażenie.

Było bardzo ciepło - 36 stopni
Załącznik:
225.JPG


Sao Paulo
Załącznik:
226.JPG


Sao Paulo
Załącznik:
227.JPG


Generalnie zauważamy, że w Sao Paulo jest trzykrotnie taniej niż na południu Argentyny. Ceny zbliżone do Polski, a nawet może trochę taniej. Przy czym np. w Rio de Janeiro jest już drożej. Z odpowiednim zapasem czasowym wracamy na lotnisko Guarulhos ( 25 km od centrum ). Mając bilety już do samego Mediolanu przechodzimy tylko przez kontrolę paszportową i oczekujemy najdłuższego odcinka całej podróży. Lot mamy o 22.20.



18 dzień ( 2 luty ) – szczęśliwi w domu
Mimo lekkiego opóźnienia, lądujemy punktualnie w Mediolanie Melpansa. Zmieniamy lotniska i z Bergamo o 21.10 wylatujemy do Modlina. Polska przywitała nas deszczową i wietrzną pogodą.

Odcinek GRU-MXP pokonujemy Dreamlinerem 787
Załącznik:
228.jpg




Podsumowanie - ogólne koszty dla dwóch osób


Loty:
POZ-BGY 0 zł (Wizzar)
MXP-USH , USH-MXP 1 277 zł
BGY-WMI 65 zł (Ryanair)
Razem przeloty - 1 342 zł x 2 osoby 2 684 zł
Przejazdy autokarowe:
Bergamo - Milano Centrale RT 8 euro (34 zł)
Milano Centrale - Melpansa RT 14 euro (60 zł)
Ushuaia - Punta Arenas OW 55 USD (212 zł)
Punnta Arenas - Puerto Natales RT 11 tys CLP (60 zł)
Puerto Natales - Torres del Paine RT 15 tys CLP (81 zł)
Punta Arenas - Ushuaia OW 35 tys CLP (190 zł)
Razem przejazdy autokarowe - 637 zł x 2 osoby 1 274 zł
Noclegi (pokoje dwuosobowe):
Mediolan - hotel**** przez Orbitz 190 zł x 2 noce - 380 zł
Ushuaia - pokój prywatny airbnb 196 zł x 3 noce - 588 zł
Punta Arenas - hostel przez Booking 45 USD 1 noc - 172 zł
Puerto Natales - Hostel przez Booking 35 USD 1 noc - 134 zł
Torres del Paine - schronisko 132 USD 1 noc - 496 zł
Puerto Natales - hostel przez Booking 70 USD x 2 noce - 268 zł
Punta Arenas - hostel przez Booking 45 USD 1 noc - 172 zł
Ushuaia - pokój prywatny airbnb 158 zł x 2 noce - 316 zł
Sao Paulo - hotel przez Booking 242 zł 1 noc
2 noce w samnolocie - 0 zł
1 noc na lotnisku - 0 zł
Razem noclegi - 2 768 zł / na 17 noclegów - średnio 163 zł za noc
Oprócz schroniska wszędzie w cenie noclegu było śniadanie.
Opłaty za wycieczki i wejścia do parków:
Wycieczka po Kanale Beagla - 750 ARS (205 zł)
Park Narodowy Tierra del Fuego - 170 ARS (46 zł)
Park Narodowy Torres del Paine - 18 tys CLP (98 zł)
Wycieczka z Puerto Natales na lodowiec Perito Moreno - 55 tys CLP (298 zł)
Park Narodowy Los Glaciares - 260 ARS (71 zł)
Rejs wzdłuż lodowca Perito Moreno - 250 ARS (68 zł)
Wycieczka na wyspę pingwinów Isla Magdalena - 35 tys CLP (190 zł)
Razem wycieczki i parki - 976 zł x 2 osoby 1 952 zł
Ubezpieczenie - 162 zł 2 osoby
Wyżywienie, pamiątki, metro Mediolan - 1 620 zł
Parking przy lotnisku - 55 zł
Paliwo na dojazd do lotniska - 173 zł

Całość razem 10 688 zł czyli 5 344 zł na osobę.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
http://swiatwmoimzasiegu.blogspot.com/

Image


Ostatnio edytowany przez mmaratonczyk, 28 Mar 2016 21:22, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 26 Mar 2016 14:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Lut 2013
Posty: 1606
złoty
Fajnie się czytało, a jeszcze lepiej oglądało - niektóre zdjęcia wymiatają.

Czy mieliście jakieś problemy z dogadaniem się po agnielsku?
Góra
 Relacje PM off
mmaratonczyk lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 26 Mar 2016 15:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Lis 2013
Posty: 460
Loty: 151
Kilometry: 350 524
niebieski
Nie było żadnych problemów z dogadaniem się po angielsku (Argentyna, Chile), pomijając tylko okazję samochodem , gdzie dwójka młodych chłopaczków nic nie rozumiała (ale do centrum nas dowieźli). Mamy porównanie z Brazylią gdzie jest bardzo trudno z komunikacją po angielsku ;)
_________________
http://swiatwmoimzasiegu.blogspot.com/

Image


Ostatnio edytowany przez mmaratonczyk, 26 Mar 2016 17:56, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
WaldekK lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 26 Mar 2016 17:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Lip 2011
Posty: 643
Loty: 125
Kilometry: 288 984
niebieski
ooo... to ciekawe :) Moje wrażenia po pobycie tam są takie, że bez hiszpańskiego miałbym duży problem aby się dogadać (mało kto rozumiał cokolwiek po angielsku)
_________________
Image
Relacja z Malawi
Góra
 Relacje PM off  
 
#14 PostWysłany: 26 Mar 2016 18:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Lis 2013
Posty: 460
Loty: 151
Kilometry: 350 524
niebieski
@gecko, pewnie zależy jak się trafi. Np nasz host z airbnb stwierdził ,że w szkole do angielskiego się nie przykładał (skąd my to znamy :D ), dopiero jak zaczął wynajmować pokój to stwierdził, że dla lepszego kontaktu z turystami (a miał ich z całego świata) warto wziąć prywatne lekcje. Cały czas się szkoli w tym zakresie, przy czym jego małżonka zero znajomości. W każdym parku, schronisku, informacji turystycznej, biurach turystycznych, na promach, nie mieliśmy żadnego problemu z dogadaniem się po angielsku ;)
_________________
http://swiatwmoimzasiegu.blogspot.com/

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 28 Mar 2016 20:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1091
Loty: 215
Kilometry: 404 871
platynowy
Fajna relacja, ale w poście dotyczącym SP wszystkie ceny powinny być chyba w BRL zamiast ARS ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#16 PostWysłany: 28 Mar 2016 21:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Lis 2013
Posty: 460
Loty: 151
Kilometry: 350 524
niebieski
@igore przynajmniej wiem, że ktoś szczegółowo czytał, cenna uwaga. Dzięki :)
_________________
http://swiatwmoimzasiegu.blogspot.com/

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 16 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group