Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 9 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 24 Sty 2018 15:47 

Rejestracja: 16 Lip 2014
Posty: 2
Załącznik:
img19.jpg


Któż z Nas nie przygotowywał sobie ambitnego planu na zwiedzanie – przewodniki, marszruty, założenia. Dochodzi do wyjazdu z przyjaciółmi i następuje weryfikacja planów… Sformułowanie: „Jeszcze 5 minut” potrafi „rozłożyć na łopatki” każde ambitne założenia… Także i nam udało się zobaczyć dużo, chociaż na parę miejsc zabrakło czasu.

Tytułem wstępu…

Wycieczka odbyła się w październiku 2017 roku w składzie mieszanym, 4-osobowym, wieku dojrzałego plus Jaskółka (czyli pingwinka, która jadła po 18.00), która jeździ z nami zwiedzać świat.
Skorzystaliśmy z promocji LOT-u, który to oferował bilety z Lublina do Tel Awiwu w cenie 250 zł w obie strony. Była to dla nas ciekawa propozycja, gdyż z Warszawy to tylko 2 godziny drogi jazdy samochodem, co przy 4 osobach dawało dopłaty 45 zł na osobę +20 zł za 7-dniowy parking przy lotnisku. Niewątpliwą zaś zaletą był fakt, że samolot lądował o 9:35 w czwartek – odpadły więc kłopoty z przedostaniem się do Jerozolimy w szabas (należałoby wtedy korzystać z sheruta – wspólnego busika).

Lotnisko…

Lotnisko Ben Gurion w Tel-Awiwie jest oczywiście nowoczesnym lotniskiem nie różniącym się od innych lotnisk i obowiązują na nim podobne zasady. Jeśli ktoś chce zaoszczędzić czas warto w miarę szybko udać się do okienka kontroli , co pozwoli znacznie skrócić oczekiwanie w kolejce.
Przygotowując się do wyjazdu czytałem wiele o trudnych pytaniach, drobiazgowych kontrolach – nas nic takiego nie spotkało. Był tylko 1 etap kontroli, gdzie sprawdzano paszporty – pieczątka z Turcji nie wywołała żadnego zainteresowania. U jednej osoby zainteresowano się pieczątką z Wysp Zielonego Przylądka, bo Pani nie bardzo wiedziała, czy Izrael może walczy z tym krajem czy nie, a u kolegi chciano zobaczyć rezerwację powrotną. Można podchodzić parami, tłumaczyć sobie wzajemnie pytania, a nawet podchodzić grupą 6-osobową, chyba, że zostaniecie poproszeni o odsunięcie się – lepiej wtedy to zrobić, bo urzędnicy potrafią być stanowczy. Ogólnie biorąc – pomijając godzinną kolejkę – cała kontrola trwała 2 minuty i zakończyła się wydaniem niebieskiej karteczki, która jest traktowana jako wiza wjazdowa, i która przydaje się do wielu rzeczy, począwszy od wyjścia przez bramkę za kontrolą, wypożyczenia samochodu, aż po kontrolę przy opuszczeniu kraju.

Załącznik:
img20.jpg



I to właściwie cała operacja dostania się do Izraela. Dalej już tylko klasyczne lotnisko: bagaż rejestrowany, przyjazna obsługa w Informacji z mapami, kantory i sklepiki. Zgodnie z sugestią jakiegoś forumowicza próbowaliśmy zakupić kartę z internetem w salonie O19, ale nie udało nam się znaleźć taniej karty za 60 NIS – była jedynie karta za 219 NIS – nielimitowane połączenia i 10 GB internetu. Na szczęście okazało się, że w zasadzie Internet w telefonie nie jest konieczny, bo otwarte WIFI jest w wielu miejscach, a nawigacja off-line sprawdza się doskonale. Niestety czasem trzeba dzwonić do właścicieli apartamentów – wtedy to uderza po kieszeni – 8 zł za minutę połączenia i 5 zł za odebrane połączenie. Także: jeśli Wam się uda kupić tanią kartę – myślę, że warto.
W kantorze można też wymienić pieniądze (z dolarów lub euro na szekle). Myśmy tego nie robili, bo w kantorach w Warszawie szekle są dostępne, a bankomaty i sklepy akceptują nasze karty.
W październiku 2017 roku kurs wynosił 1NIS=1,06 zł, więc zaokrąglając łatwo było zorientować się w cenie.

PODRÓŻ DO JEROZOLIMY.

Tel-Awiw z założenia ominęliśmy, gdyż jest to nowoczesne miasto z małą starówką, a znane jest głównie z plaży, nocnego życia [ciach]. My od razu skierowaliśmy się na 2 poziom, gdzie odjeżdżają autobusy do Jerozolimy. Od marca 2017 roku uruchomiono bezpośrednie połączenie z Jerozolimą nr 485, które pozwala w 30 minut (bez korków) dotrzeć do Dworca Centralnego (Central Bus Station). Wcześniej należało wsiąść w autobus nr 5 i po 3 przystankach przesiąść się na stacji Junction do autobusu 947 w ramach tego samego biletu (koszt ok. 19 NIS). Autobus zatrzymuje się po 2 stronie ulicy – należy przejściem podziemnym udać się za teren budowy w kierunku jedynej linii tramwajowej nr 1 nazywanej LIGHT TRAIN.

Załącznik:
img21.jpg



Generalnie jest to najlepszy środek lokomocji po Jerozolimie i jeśli mogę sugerować, to szukajcie noclegów przy tej linii, a jeszcze lepiej – blisko „Old City”. Za przystankiem tramwajowym, po drugiej stronie ulicy znajduje się Dworzec Centralny, który z zewnątrz wygląda jak zwykły dom handlowy. Jest on o tyle ważny, że z 3 piętra odjeżdżają autobusy dalekobieżne np. do Ejlatu, a na końcu korytarza jest pomieszczenie, gdzie można sobie wyrobić kartę RAV-KAV (możecie zobaczyć tam kolejkę, ale jest ona do ładniejszej części pomieszczenia, w której można sobie doładować, kartę – Was interesuje małe pomieszczenie na wprost, gdzie miłe panie pstrykną Wam fotkę i wydadzą ciekawy dokumencik).

Załącznik:
img22.jpg



Czy potrzebujecie tej karty? To zależy, ile będziecie jeździli po Jerozolimie… Generalnie bilety kupujecie w automatach na przystankach. Za jeden przejazd zapłacicie 6,8 NIS. Jeśli kupicie sobie 8 kartoników- - oszczędzicie 10%. Jeśli wyrobicie sobie (bezpłatnie) kartę – zaoszczędzicie 20% i będziecie mieli pamiątkę – kartę ze swoim imieniem i nazwiskiem w języku hebrajskim . Kartę można naładować za 20, 50 lub 100 NIS. Niestety nie zwracają impulsów , więc warto się zastanowić. W tramwaju można było użyć karty tylko 1 raz – wyczytałem, gdzieś informację, że można użyć karty na raz za 4 osoby – być może w autobusach EGGEDu, ale jak się połapać, który to izraelski, a który arabski? Może po kierowcy – kobitce w futerku? ;)

Załącznik:
img23.jpg



BEZPIECZEŃSTWO.

W Izraelu człowiek czuje się całkiem bezpiecznie. W Jerozolimie rzeczywiście widać sporo broni, ale wojskowe małolaty (obowiązkowa służba dla 18-latków, bez względu na płeć) mają magazynki zaczepione na zewnątrz, a prawdziwa policja miejska to tacy twardziele, że


Załącznik:
img24.jpg


Tak naprawdę to odniosłem wrażenie, że jedyne zamieszanie grozi ze strony UltraOrtodoksów, którzy domagają się swoich praw, a policja ustawia się tylko na wypadek, gdyby ktoś zaczął robić coś głupiego. A oni tylko krzyczą w piątkowy wieczór, że ma być cisza i blokują drogi, żeby samochody nie jeździły koło ich dzielnicy. Poza Jerozolimą jest bardzo spokojnie i poza kilkoma posterunkami na drogach 1 i 90 oraz na lotnisku to żołnierzy nie uświadczysz.

PODRÓŻOWANIE SAMOCHODEM

Załącznik:
img25.jpg


Dla osób pragnących zobaczyć coś więcej, niż tylko Jerozolimę polecam wypożyczenie samochodu. My skorzystaliśmy z biura Hertza i na 4 osoby wypożyczyliśmy Toyotę Corollę Verso, co kosztowało 700 zł na 4 dni. Trzeba tu pamiętać o kilku rzeczach:
- Jeśli Was stać – wykupcie udział własny – to dodatkowe 100 zł, ale w przypadku jakiejkolwiek szkody nie strącają Wam najpierw 490 $ kosztów własnych by potem pokryć resztę.
- Jeśli będziecie chcieli oddać samochód na lotnisku – zostanie Wam doliczona opłata w wysokości 46$.
- Pełne ubezpieczenie, wg pana z Hertza nie obejmuje zbitych szyb i uszkodzonego podwozia, więc jeśli marzy Wam się jakiś zwariowany OFF-Road – nie polecam…
- Droga nr 6 jest płatna, a opłata za skorzystanie pobierze się automatycznie z waszej karty po paru dniach, nie jest to jednak jakaś porażająca opłata – my za całą jej długość zapłaciliśmy ok. 30 zł
- Przy wypożyczeniu samochodu blokowany na karcie jest depozyt zależny od samochodu i wieku kierowcy – w naszym przypadku było to 675 $, ale kwota blokady może wynieść nawet 1500$ - warto zabezpieczyć sobie więcej środków na karcie. Depozyt jest zdejmowany w ciągu 3 dni od momentu oddania samochodu.
- Sprawę benzyny traktujcie poważnie, bo możecie się znaleźć w takiej sytuacji jak my – na pustyni z oparami benzyny, kiedy zapomnieliśmy zatankować w Ejlacie. 150 km, żadnej stacji, żadnej miejscowości, droga przez pustynię po horyzont i „mokro w gatkach”.
- Benzyna jest trochę droższa niż u nas, ale nie jest już tak źle jak kiedyś. W październiku 2017 roku kosztowała 6.06, gdy tankuje się samemu i 6,26 NIS, gdy robi to obsługa. Z tego, co się zorientowałem to zatankować samemu jest trudno – trzeba najpierw skorzystać z karty, potem po hebrajsku wpisać „Teudat Zehut”- izraelskie ID – (taki ich Pesel), następnie wpisać nr rejestracyjny i zatankować.
Łatwiej podejść do kasy, powiedzieć że chce się zatankować za 200 NIS i albo obsługa odblokuje możliwość tankowania, a potem zwróci różnicę z kwoty, którą zostawiliście, albo zatankuje osobiście przytykając jakieś urządzenie do dystrybutora.
- Drogi są bezpieczne, proste i w dobrym stanie, jazda przyjemna, a kierowcy tacy jak wszędzie.
- W wypożyczalni uprzedzają, że można jeździć tylko po Izraelu, ale drogi 1 i 90 przechodzą przez Autonomię Palestyńską. Są one jednak pod kontrolą izraelską i są całkiem bezpieczne. Jeśli jednak zdecydujecie się pojechać do Jerycho lub innego miejsca w Autonomii – robicie to na własną odpowiedzialność.
- Na drogach szybkiego ruchu obowiązuje ograniczenie prędkości od 90 do 110 km. Lepiej za bardzo tego nie przekraczać, bo trafiają się odcinkowe pomiary prędkości, jeżdżą też nieoznakowane patrole, które egzekwują przepisy.

JEDZENIE

Tak – jest drogo, ale da radę wytrzymać. Duży chleb kosztował 11 NIS, ale starczał dla 4 osób. Na targu 10 ciepłych pit kosztowało 7 NIS, masło 6,50 NIS, paczka wędliny 18 NIS (ponad 100 NIS za kilogram), ale mniejszy humus 8 NIS, a większy 11 NIS.

Załącznik:
img26.jpg



Falafel w AKKCE to koszt 7 NIS, w Jerozolimie 10-15 NIS, ale w Ejlacie już 25 NIS. SHOARMA analogicznie 15-25-45 NIS. Zestaw w McDonald kosztował 59 NIS. 1 litr napoju to 10NIS, ale w markecie trafiła się też promocja za 2,5 NIS. Wyciskany sok z granatów to koszt 10 NIS, ale mały napój to już 6 NIS. Kawa w sklepie to 30 NIS, parzona przy ulicy to 15 NIS, ale pyszna herbatka z miętą w Betlejem to tylko 4NIS.

ZWIEDZANIE

Jeśli ktoś ma 3 dni to wydaje mi się, że jest to wystarczająco dużo czasu, by wchłonąć trochę nastroju Jerozolimy, Betlejem, a nawet pokusić się o wizytę nad Morzem Martwym. Mając 7 dni oprócz Jerozolimy będziecie w stanie poznać naturalne walory Izraela.

Dzień pierwszy - czwartek.

Samolot wylądował o 9:30, co pozwoliło cieszyć się już wyprawą około godz. 11:00. Miła temperatura ok. 25 stopni nastrajała pozytywnie, a bezpośredni autobus 485 z gniazdkami USB do telefonów sprawił, że podróż do Jerozolimy odbyła się w sposób komfortowy.

Załącznik:
img27.jpg
s

Kierowcy są przyjaźni, mówią dobrze po angielsku i informują o ważnych przystankach – w naszym przypadku Central Bus Station (a to bardzo dobrze, bo okolice często nie wskazują na miejsca docelowe). Szybka kawka i papierosek, wyrobienie RAV-KAV , zakup biletów i przejazd do Hostelu
Linia tramwajowa jest bardzo wygodna, jeśli jednak Wasz termin zahacza o Szabas – warto mieć lokum gdzieś blisko Starego Miasta. My zarezerwowaliśmy noclegi w Abraham Hostel, który mieści się przy skwerze Davidka – 3 przystanki od bramy Jaffa, a 4 od bramy Damasceńskiej. W razie szabasu lub protestu „lokalsów” można 3 przystanki przejść na piechotę, targ jest prawie na przeciwko, Mea Shearim pod bokiem, a ulica King David z wypożyczalniami samochodowymi 2 przystanki, lub 20 minut na piechotkę. Na dodatek hostel ma w cenie całkiem zacne śniadanko, imprezownię na dachu i mnóstwo dodatkowych zalet. Wada tylko jedna – większość pokoi jest 10-osobowych z łóżkami piętrowymi, co może niektórym przeszkadzać (można dopłacić do mniejszego). W pokojach są zamykane szafki, ale trzeba mieć swoją kłódkę, lub kupić w recepcji, można też dostać tam bezpłatne zatyczki i fajne mapki.

Załącznik:
img28.jpg


Załącznik:
img29.jpg


Mimo, że zameldowanie było możliwe dopiero od 14:30, (więc trzeba było trochę poczekać), miejsce jest na tyle klimatyczne, że nie ma z tym problemu. Jeśli ktoś byłby dużo wcześniej to jest obok recepcji pokój na bagaże – można je zostawić i polatać sobie po Yehuda Market, który znajduje się tuż obok. Wieczorem, główna ulica w stronę Starego Miasta zamienia się w deptak, po którym można spokojnie pospacerować wolnym krokiem.
Po krótkim rozpakowaniu pojechaliśmy do Yad Vachem, który znajduje się na końcu linii tramwajowej (Mount Hertz). Muzeum Holocaustu robi wrażenie, ale jeśli ktoś jest bardzo wrażliwy lub był u nas w Oświęcimiu – może ten punkt ominąć. Wejście jest bezpłatne, choć na recepcji można wynająć za 20 NIS audio-przewodnik w języku polskim, co pozwoli Wam dokładniej zapoznać się z historią, a jednocześnie zwiększy czas zwiedzania z 2 do 4 godzin.


Załącznik:
img30.jpg


Bezpośrednio z Yad Vachem tramwajem można dostać się do Starego Miasta, najlepiej wysiadając przy Bramie Damasceńskiej. Nam się to nie udało, bo akurat ortodoksyjni Żydzi postanowili zablokować skrzyżowanie i protestować. Z jednej strony była to ciekawostka – z drugiej konieczność przymusowego spaceru.

Załącznik:
img31.jpg


Ponieważ mieliśmy wykupione bilety do tuneli pod „Ścianą Płaczu” – nas ta atrakcja cieszyła tylko na początku, potem tylko zdeterminowała do szybkiego chodu, co po dniu przygotowań i 2 godzinach snu w samolocie wydawało się trudniejsze niż zwykle.
Wejście do tuneli znajduje się na zachód od Western Wall, a sama wycieczka dosyć ciekawa dla tych, którzy chcą zobaczyć dlaczego „Ściana Płaczu” jest dla Żydów taka ważna i jaka naprawdę była ogromna…

Załącznik:
img32.jpg



Wieczór to już tylko spokojny spacer po Starym Mieście i mozolny powrót po hotelu, bo tramwajom po proteście już nie chciało się jeździć.

Dzień drugi – piątek

Ponieważ szabas zaczyna się o zachodzie słońca, ten dzień postanowiliśmy poświęcić na zwiedzanie miejsc dalszych, w szczególności Bazyliki Narodzenia Pańskiego w Betlejem. Ponieważ śniadanie serwowane było od 6:45 należało wstać wcześniej, zrobić to co należało zrobić, by jak najwcześniej wyjść z hotelu. I tu włączyło się klasyczne „jeszcze 5 minut” – to papierosek, to odświeżająca kąpiel, to jeszcze kawusia po śniadanku . Normalka. Właśnie w takich momentach ambitne plany zamieniają się w dostosowaną rzeczywistość.
A czemu to ważne? Oczywiście kolejki! I nie jest to różnica pomiędzy 5 minut a 20 minut tylko między 1 godziną a 4 godzinami. Jeśli macie ochotę kontemplować aurę jakiegoś miejsca przez klika godzin to nie ma sprawy – w przeciwnym wypadku zaciśnijcie zęby i „do boju”.

BETLEJEM

Do Betlejem można dojechać na 2 sposoby:
1. Spokojniejszy, ale mnie widowiskowy to autobus 231 z głównego dworca przy Bramie Damasceńskiej. Jedzie trochę na około, ale dojeżdża bezpośrednio do Betlejem na Bab El-Zakak, gdzie wystarczy pójść 100 metrów dalej do świateł i ulica w lewo po 2 km doprowadzi Was do Bazyliki.
2. Ciekawszy, ale trochę bardziej angażujący jest autobus 235 z głównego dworca przy Bramie Damasceńskiej. Dojeżdża on tylko do bramy 300, gdzie pieszo pokonujemy mur odgradzający Jerozolimę od Autonomii Palestyńskiej, by następnie po 2 stronie wynająć taksówkę za 20-30 NIS (oczywiście cena jest umowna i trzeba się konkretnie umówić, gdyż może się nagle okazać, że za 200NIS obwiozą Was po Autonomii, albo za dodatkowe 50 NIS obejrzycie graffiti Banksa).

Załącznik:
img33.jpg


Jeśli będziecie stanowczy i spokojni to w tej cenie dojedziecie do Bazyliki.

I tu poznacie przedsmak tego, co Was czeka przy Grobie Pańskim – kolejka. A jaka będzie – to zależy od Was – jeśli przyjedziecie rano możecie zaoszczędzić co najmniej 2 godziny.


Załącznik:
img34.jpg


Obok Bazyliki jest jeszcze kościół Mlecznej Groty, a przed nim sklepiki i fabryczki z pamiątkami z drzewa oliwnego. Nad ostatnim z nim jest bezpłatny taras widokowy – warto na chwilę wejść i odpocząć.
Później już tylko powrót z powrotem do Bramy Damasceńskiej. Warto pójść uliczką przy meczecie (na wprost Bazyliki) by po 2 km dojść do wspomnianego wcześniej skrzyżowania Bab El-Zakak, gdzie po prawej stronie znajduje się przystanek, na którym wsiada/wysiada się z autobusu 231 do/z Jerozolimy.

GÓRA OLIWNA

Jeśli macie ochotę warto dalej kontynuować zwiedzanie w kierunku Góry Oliwnej. Przy bramie Damasceńskiej, idąc wzdłuż murów około 300 metrów znajduje się drugi dworzec (uliczka ze znakiem autobusów), z którego odjedzie autobus 275. Po około 15 minutach należy wysiąść na przystanku za szpitalem i zacząć zwiedzanie w dół zbocza. W drugą stronę jest to baaaardzo męczące i niezalecane. Przy Wieży Rosyjskiej znajduje się Kopuła Wniebowstąpienia, gdzie wg legend Zbawiciel uniósł się do nieba. Tuż obok położony jest kościół Pater Noster z jego 140 tablicami modlitwy „Ojcze Nasz”.

Załącznik:
img35.jpg


Załącznik:
img36.jpg


Załącznik:
img37.jpg


Załącznik:
img38.jpg




Poniżej mamy ładny punkt widokowy na Jerozolimę, słynny cmentarz Żydowski (z jego kwaterami za 1,5 mln $), kościół Dominus Flevit, cerkiew i monastyr Św. Marii Magdaleny oraz ogród Getsemani z jego starymi drzewami oliwnymi. Podróż można zakończyć przy domniemanym grobie Najświętszej Marii Panny.
W przypadku piątku należy pamiętać, że Szabas zaczyna się płynnie o zachodzie słońca, więc jeśli nie załapiecie się na rzadkie autobusy przed 17.00 może Was czekać wędrówka powrotna, a wzgórza robią wrażenie ;)

WESTERN WALL

Piątkowy wieczór warto zakończyć przy Murze Zachodnim. Najlepiej bez kamery i aparatu, wchłonąć trochę klimatu, wyciszyć się, a zapewniam, że dla wielu osób jest to niezapomniane przeżycie. Po piątkowej wizycie nie będziecie już musieli udawać się do Mea Shearim (dzielnicy ultraortodoksyjnych Żydów) – napatrzycie się na całe rodziny w ich odświętnych strojach, posłuchacie śpiewów, możliwe nawet, że zobaczycie tańczących. WARTO!

Załącznik:
img39.jpg


Wieczorny powrót do Hostelu może też obfitować w ciekawostki. Na granicy Mea Shearim przyciągnięci jakimś nieokreślonym szumem mieliśmy okazję zobaczyć, jak wyglądają ”szabasowe protesty” – nawoływanie do ciszy, nie wpuszczanie samochodów do dzielnicy, walenie w bramę posterunku policji. Podsumowując – trochę dziwne, ale dopóki nie zapuścicie się tam do środka – zdecydowanie bezpieczne.


Załącznik:
img40.jpg


DZIEŃ TRZECI – SOBOTA
Do pełni szczęścia brakowało nam tylko Bazyliki Grobu Pańskiego i Kopuły na Skale. Nauczeni doświadczeniem z Betlejem udało nam się wstać w miarę wcześnie i dotrzeć na piechotę (szabas) do Bazyliki około 8:30. BŁĄD! Myślę, że jedyny czas, kiedy można wchłonąć aurę tego miejsca to czas między 5.00 a 7.00 rano. My czekaliśmy tylko godzinę, ale gdy wychodziliśmy kolejka była już na 4 godziny. Myślicie, że po tych 4 godzinach stania będziecie mogli się trochę pomodlić przy Grobie Pańskim? KOLEJNY BŁĄD! Macie na to jakieś 5 sekund i już Was wyganiają.


Załącznik:
img41.jpg


Czy więc warto przychodzić? Warto. Tylko do tego 1 miejsca jest taka kolejka, a przecież Bazylika to szereg bardzo ciekawych miejsc: Kamień Namaszczenia, Golgota, Kaplica Św. Heleny i Chór Łaciński. Po prostu jeśli nie przyjdziecie z samego rana (albo w zimie, gdy turystów jest zdecydowanie mniej) to czekają Was ogromne kolejki i szukanie w Internecie: ”co ja właściwie widziałem”?
Bo Bazylice pędem udaliśmy się do Kopuły na Skale i tu niestety ZONK – wejście zamknięte – nieczynne. Nie wiadomo dlaczego – po prostu. Albo w przewodniku był jakiś błąd, albo akurat mieliśmy pecha…

Załącznik:
img42.jpg


Reszta dnia to już spokojne zwiedzanie: wąskie uliczki Starego Miasta, msza w kościele St James w dzielnicy Ormiańskiej o 15.00, przejście Via Dolorosa, kościół Sw. Anny i Brama Lwów, kościół Zaśnięcia Marii Panny, grób Dawida i Wieczernik.
Tramwaje zaczęły krążyć o 20:30, a o 21:00 otwierał się w ograniczonym zakresie Yehuda Market, gdzie można coś zjeść lub kupić.

<b>DZIEŃ CZWARTY – NIEDZIELA</b>

Opuszczamy Jerozolimę – jest ona ciekawa, ale nie jest jedyną atrakcją Izraela. Po odebraniu samochodu z King David Street udaliśmy się w kierunku Morza Martwego. Najprostszą drogą jest droga nr 1 przechodząca w 90 – obie są pod kontrolą Izraela co oznacza, że są tak samo spokojne, jak wszystkie inne. Co pewien czas rozmieszczone są posterunki wojskowe, w których żołnierze widząc samochód z wypożyczalni tylko machają ręką, by jechać dalej.

Załącznik:
img43.jpg


Pierwszy przystanek to Ein Gedi : oaza z ładnymi widokami i kilkoma wodospadami. Krótsza trasa to około 1,5 godziny i warto ją zacząć względnie rano, gdyż później nadciąga „szarańcza” czyli „piaskowe szkoły” (bo nie wiem jak nazwać ich „zielone szkoły”). Ktoś na necie już o tym pisał, że tych ludzików może być sporo, ale „na żywo” zobaczyć i usłyszeć 10 autokarów dzieciaków na szlaku to coś, czego nikomu nie polecam. A jak zwrócić uwagę opiekunowi, któremu „majta” się giwera u pasa? (a może ten karabin to środek wychowawczy? ;) Krótka seria w powietrze i się wyciszają?).


Załącznik:
img44.jpg


Podsumowując – Ein Gedi to przyjemne miejsce – można tam ujrzeć Onyxy i takie miejscowe świstaki (chyba, ze akurat traficie na wycieczki szkolne – wtedy nic nie zobaczycie…)

Należy tu wspomnieć o izraelskich parkach narodowych – do większości z nich wstęp jest płatny i kosztuje od 25 do 50 NIS. Jeśli ktoś wie, że będzie je zwiedzać, warto zaopatrzyć się w karnet – kartę do wejścia do 3, 6 lub 10 parków. My za wejściówkę do 3 parków zamiast 95 NIS zapłaciliśmy 74 NIS. Przy wejściu do większej ilości parków – zniżka jest większa.
30 km dalej jest cywilizowana plaża nad Morzem Martwym czyli kurort Ein Bokek.

Załącznik:
img45.jpg



Ze względu na to, że brzeg Morza Martwego jest dosyć zdradliwy, większość nabrzeża jest ogrodzona. Warto skorzystać z publicznej plaży z darmowymi prysznicami i darmowym parkingiem. Zabawa w morzu jest świetna, zasolenie ogromne, woda cieplutka, a za 25 NIS można kupić sobie koło McDonalda błotko i nieźle się bawić. Przy okazji – podobno ktoś, chcąc zaoszczędzić mył się w wodzie z butelki, a inna niewiasta spróbowała, czy MM jest słone, by inni nie musieli tego robić. Obie rzeczy są niewykonalne – sól i oleistość MM jest taka, że bez prysznica pod ciśnieniem nie dacie rady się oczyścić, a większość kobiet i tak będzie musiał sprawdzić słoność morza ;)

Załącznik:
img46.jpg


I tu zaczął się nasz rozjazd z harmonogramem. Powinniśmy już lecieć dalej, by zobaczyć Red Canyon, ale jak tu nie mieć serca widząc ludzi, którzy są radośni i bawią się jak dzieci karząc im ruszać dalej? Niestety – zostało tylko bawić się dobrze i liczyć na to, że się nadrobi czas w przyszłości.
Z Ein Bokek pozostała już tylko prosta droga do Ejlatu – kurortu na Morzem Czerwonym. Przy okazji - droga jest bardzo dobra i aż się chce „depnąć” pedał gazu – wg „lokalsów” są tu jednak radary odcinkowe, a sami widzieliśmy nieoznakowane patrole zatrzymujące samochody, więc szarżowanie jest niewskazane – 100-110 km/h i oglądać widoki…
Ejlat to kurort, a jak kurort to i ceny odpowiednie. Shoarma 35-40 NIS, McDonald 59 NIS, duży hamburger – 30 NIS. My zadowoliliśmy się dużą pizza za 70 NIS, co przy 4 osobach wyszła “w miarę” ekonomicznie. Ejlat w nocy żyje, a ich nadmorska promenada jest warta przejścia.

Załącznik:
img47.jpg


Dzień 5 – poniedziałek

25 km od Ejlatu przy drodze 90 znajduje się park Timna, w którym znajdowały się kopalnie króla Salomona – co prawda nie diamentów lecz miedzi, ale kto by się tym przejmował  . Wejściówka jest względnie droga – 49NIS, ale park, wg mnie, wart jest tych pieniędzy. Zwiedza się go samochodem (lub rowerem), niestety nie należy do grupy Parków Narodowych, więc karnet nie obowiązuje. Przy okazji próbowałem się zorientować, czy płaci się od osoby, czy za samochód i do końca nie jestem pewien – w kasie zapłaciliśmy za każdą osobę, a bramka otwiera się dla samochodu 100 metrów dalej na kod z któregokolwiek biletu.

Załącznik:
img01.jpg


Sam park to niesamowite miejsce – świetne formacje skalne, ciekawe szlaki i końcowa oaza, gdzie dostaje się pyszną herbatkę, buteleczkę z kolorowym piaskiem i bilet na seans kinowy ;) My poświęciliśmy na park 3 godziny zatrzymując się tylko w najważniejszych miejscach i robiąc sobie jedną – dwugodzinną, pieszą wycieczkę przy Łuku (szlak czerwony, połączony z czarnym).


Załącznik:
img02.jpg


W październiku było 30 stopni, a woda w butelkach znikała bardzo szybko, więc strach pomyśleć, co się tam dzieje, gdy jest 50 stopni. Na pewno woda, kapelusz/chusta i okulary przeciwsłoneczne to podstawa. Szlaki nie są przesadnie trudne, ale w klapkach bym nie ryzykował…
Po wizycie w Timna warto jeszcze skoczyć do Red Canyon – zajmie Wam to godzinkę, a miejsce ma swój klimat. My w planach mieliśmy jeszcze pływanie przy rafie koralowej, więc oczywiście przełożyliśmy sobie to na dzień następny.
Rafa koralowa jest w Ejlacie łatwo dostępna i ciągnie się aż do granicy z Egiptem. My skorzystaliśmy z płatnego odcinka – Coral Beach, gdzie wykorzystaliśmy 2 wejściówkę do parków.

Załącznik:
img03.jpg


Normalnie wejście kosztuje 35 NIS i otwarte do 17.00, a w ramach tego macie sporą plażę, daszki i prysznice oraz 2 pomosty, między którymi możecie pływać lub unosić się z prądem oglądając piękne rybki. Dla osób słabiej pływających nie bez znaczenia jest fakt, że wzdłuż rafy na powierzchni wody rozciągnięta jest lina, której można się trzymać, co pozwala bezpiecznie przemieszczać się pomiędzy pomostami.

Załącznik:
img04.jpg


Jeśli ktoś pływa lepiej lub nie chce płacić, może skorzystać z bezpłatnej plaży bliżej przejścia granicznego z Egiptem. Jest to też miejsce, gdzie tolerowane jest rozbijanie namiotów – wada jest tylko taka, że należy podjechać autobusem, bo do miasta jest spory kawałek.

Załącznik:
img05.jpg


Ci co maja więcej kasy mogą popływać za 65 NIS z delfinami lub za 130 NIS ponurkować z akwalungiem (ew. za 230 NIS z akwalungiem i delfinami)

Dzień 6 – wtorek

Po porannej pobudce i szybkim spakowaniu postanowiliśmy nadrobić stracony czas i „na szybko” zwiedzić Red Canyon. Jest on położony 12 km od Ejlatu na drodze 12 przy zachodniej granicy z Egiptem. I tu popełniliśmy błąd nie tankując samochodu (no bo przecież mieliśmy jeszcze 1/3 baku). Eee spoko! Zatankujemy na następnej stacji. Ale co zrobić, gdy przez 150 km jedziecie przez górzystą pustynię, gdzie nie dość, że nie ma stacji, to nawet nie ma żadnej miejscowości. Wszystko skończyło się szczęśliwie, ale o tych przeżyciach wolelibyśmy szybko zapomnieć.

Załącznik:
img06.jpg


Red Canyon jest na końcu szutrowej drogi w prawo od drogi głównej ;) Tyle można powiedzieć, jak tam trafić – musicie po prostu obserwować znaki i skręcić, kiedy zobaczycie drogowskaz. Wejście do wąwozu jest bezpłatne, a sam wąwóz godny polecenia. Po 20 minutach spacerku wyschniętym korytem rzeki droga łagodnie schodzi w dół, jest kilka łatwych, krótkich drabinek i rzadko spotykane widoki. Sam wąwóz ma 800 metrów długości i po przejściu można wrócić tą samą drogą, jeśli ktoś jednak nie ma lęku wysokości polecam wrócić czarnym szlakiem górą wąwozu.

Załącznik:
img07.jpg


Następny postój to Mitzpe Ramon, który znajduje się na krawędzi kresowego krateru Ramon. Jadąc od strony Ejlatu dojeżdża się do muru rodem z „Gry o Tron” – krawędź jest na wysokości 1000 metrów n.pm., chodź sama ściana nie jest taka wysoka, bo krater jest położony na wyżynie. Jeśli ktoś ma czas (i pieniądze) może skorzystać z miejscowych szkółek wysokościowych i poczuć się przez chwilę jak Tom Cruize w „Misiu Imbecylu”. Pozostałym pozostaje cieszyć się ładnym widokiem, lub zejść na dół po szlaku i oglądać skamieliny oraz ogrom ściany krateru.

Załącznik:
img08.jpg
z

My oczywiście czasu nie mieliśmy, więc udaliśmy się do naszego ostatniego parku czyli Ein AVDAT. Należy uważać, by nie skręcić do Avdat, bo są to ruiny architektoniczne (chyba, że ktoś lubi, albo chciałby się przejechać na wielbłądach).

Załącznik:
img09.jpg


Wjazdy do Ein Ovdat są 2, myśmy wybrali dalszy, przy Sde Boker, bo umożliwia on podjechanie samochodem pod najbardziej atrakcyjny fragment wąwozu rodem w westernów – wiecie – skały, krzaki, sępy nad Wami, dzikie zwierzaki wokół. Sielanka na 1 godzinę. Niestety tu też nie ma zakazu wchodzenia dla ”piaskowych szkół”, więc tak jak my możecie na 500 rozwydrzonych dzieciaków (o przepraszam – na bogate grono miłujących przyrodę, głośno komentujących dzieci). W tym miejscu użyliśmy naszą ostatnią wejściówkę do parków.

Załącznik:
img10.jpg


Jeśli trzymaliście planu i jest w miarę wcześnie możecie bezpośrednio udać się do Tabgha – kościoła Rozmnożenia Chleba i Wina nad jeziorem Galilejskim lub\i do Nazarethu. My niestety mogliśmy jedynie udać się do Hajfy, gdzie mieliśmy zarezerwowany ostatni nocleg. Nadal mieliśmy nadzieję na nadrobienie zaległości.

Dzień 7 – Środa

Hajfa to duże, nowoczesne miasto położone głównie na wzgórzach, dysponując jednym z najciekawszych ogrodów świata – ogrodami Bahaistów. Zwiedzać je można wyłącznie z przewodnikiem zaczynając od górnego tarasu. Warto być przy wejściu o 9 rano.

Załącznik:
img11.jpg


Niestety jedynym dniem, gdy wejść nie ma jest środa (UPS!). Pozostało więc jedynie popstrykać kilka zdjęć i jechać dalej. Drugiej atrakcji, czyli jednego z najbardziej stromych metr świata też nie udało nam się zobaczyć – niestety w 2017 roku podobno był w nim pożar i zostało na razie wyłączone z użytku.
30 km od Hajfy znajduje się Akka – miasto z ciekawą starówką, z którego kiedyś Krzyżowcy podbijali\wyzwalali Ziemię Świętą.

Załącznik:
img12.jpg


Warto tu pochodzić po Starym Mieście, zrobić zakupy na targu i coś zjeść lub napić się pysznej kawki lub herbatki. Tu niestety kolejny raz zadziałał efekt „jeszcze 5 minut”, który ostatecznie pogrążył pomysł odrobienia straconego czasu.
Na północnym krańcu Izraela, przy granicy z Libanem znajdują się przyjemne jaskinie Rosh Hanikra, które kiedyś można było zobaczyć tylko z morza, a obecnie prowadzi do nich kolejka linowa. Zjazd kosztuje 25 NIS, a same jaskinie są tym ciekawsze im bardziej niespokojne jest morze.

Załącznik:
img13.jpg


Jeśli ktoś chce, może spróbować wejścia od strony plaży (skręt w lewo do Rosh-Hanikra zaraz za zjazdem w prawo do kibucu). To wejście starym tunelem służy głównie jako przejście dla wycieczek rowerowo-melexowych, ale nie widzieliśmy nigdzie żadnego zakazu wejścia – stąd przypuszczam, że płaci się tylko za zjazd kolejką. „Piaskowe szkoły” zgubiły drogę, więc zwiedzanie było bardzo przyjemne, a woda i widoki godne polecenia.
I cóż… Do odlotu zastało nam 6 godzin minus 2 godziny na odprawę, a na nawigacji 2 godziny zapasu. Można by teoretycznie skoczyć do Nazarethu, ale nasze „5 minut” nie pozwoliło ani na rezerwę na ew. kolejki, ani na jakieś „duchowe uniesienia”. I dobrze, że zdecydowaliśmy się na powrót, bo mimo, że jechaliśmy płatną „6” to i tak straciliśmy godzinkę na korki. Pomijam tu jeszcze drobne kłopoty z zatankowaniem na lotnisku i zdaniem samochodu, co kosztowało nas dodatkową godzinkę. Pamiętajcie! W razie czego kierujcie się na Terminal 3, potem na Arrivals, a pod koniec na tabliczki Hertza. I nigdy, ale to nigdy nie ruszajcie się samochodem bez nawigacji.

Odprawa końcowa

Wyjazd z Izraela jest o tyle łatwiejszy, że w zasadzie na pewno wyjedziecie (z wjazdem tak nie musi być). Jest po prostu trochę bardziej czasochłonny. W zasadzie trwa około 1 godziny, ale lepiej zarezerwować sobie 2 godziny. Zaczynacie od odprawy bezpieczeństwa (najdłuższa kolejka), gdzie mili urzędnicy pytają standardowo, czy sami pakowaliście walizki i czy się podobało. Jak byliście grzeczni to zostaniecie nagrodzeni nalepką na tył paszportu, co umożliwi Wam odprawę biletową, gdzie dostaniecie kolejną karteczkę (tym razem na bagaże). Krótki odpoczynek w strefie wypoczynku i kolejna bramka sprawdzająca, czy byliście na kontroli bezpieczeństwa. Potem sprawdzanie bagaży podręcznych i kontrola osobista (taka jak wszędzie). Na koniec kontrola paszportowa, którą dzięki pasportom biometrycznym faceci przechodzą prawie automatycznie, a kobiety (które ponoć zmieniają się po ślubie ;) ) muszą załatwić osobiście przy okienku. W obu przypadkach dostaje się „różową karteczkę”, która uprawnia do przejścia przez ostatnią bramkę automatyczną.

Załącznik:
img14.jpg


I to tyle. Nic niezwykłego. Nadmienię jeszcze, że ponieważ my byliśmy spóźnieni cała procedura odprawy trwała 30 minut – byliśmy automatycznie kierowani do krótszej kolejki bezpieczeństwa, a nasze lekkie zdenerwowanie było rozładowywane uśmiechem.



Izrael to idealny kraj do podróżowania „na własną rękę”, o ile się odpowiednio przygotujecie i wybierzecie właściwy termin. Przemieszczanie jest bezkonfliktowe, ludzie mili, a kraj bezpieczny. Czy jesteście wierzący, czy nie – znajdziecie tu coś dla siebie. 3-4 dni starczą Wam na Jerozolimę i Betlejem, albo na Ejlat i okolice. Jeśli będziecie mieli tydzień – zobaczycie wszystkiego po trochu, a jeśli 3 tygodnie – uda Wam się nieśpiesznie zobaczyć większość rzeczy godnych polecenia: zabawicie się w Tel-Avivie, Hajfie lub Ejlacie, ciszę znajdziecie na Narodowym Szlaku Pieszym, a miłośnicy rowerów wyjadą zmęczeni, ale uśmiechnięci, pochodzicie dłuższymi szlakami w parkach, popływacie z delfinami w Morzu Czerwonym, zobaczycie malowniczy wschód słońca w Masadzie i zachód słońca na Górze Oliwnej, zaliczycie ciekawe ZOO-Safari przy Tel-Avivie lub zjecie „rybę św. Piotra” przy Jeziorze Galilejskim.
Ja zakończę stwierdzeniem, które nie jest zbyt oryginalne, tym niemniej oddaje moje odczucia: „Na pewno tam wrócę z dzieciakami i będę zachęcał innych, by odwiedzili ten zakątek świata”.

Załącznik:
img15.jpg


P.s. Pod koniec 2017 roku, po ogłoszeniu decyzji o uznaniu Jerozolimy stolicą Izraela zrobiło się głośno, że Hamas wzywa do walki. Niepokoje jeśli są, to albo w Autonomii Palestyńskiej, albo poza granicami Izraela. Nie słyszałem, by ktoś w Izraelu ruszył turystów (poza kieszonkowcami), a Arabowie to nie ISIC. Jeśli więc macie wątpliwości – nie zapuszczajcie się do Autonomii, poza utarte szlaki.
Ps2. Przy planowaniu korzystałem z przewodnika Lonely Planet, który jest niezły i przewodnika Pascala, który jest po Polsku. Do tego mapa Izraela, gdyby wysiadła nawigacja i mapy offline Googla i Here Maps. Wystarczyło.

Załącznik:
img16.jpg


Ps3. W Morzu Martwym są bardzo fajne kamyczki i kryształki soli – ze względu na to, że nie znaleźliśmy informacji, czy wolno je sobie wziąć oczywiście kilka wzięliśmy do akwarium. Podróżowały samolotem w bagażu rejestrowanym na wierzchu i nikt się nie czepiał 

Załącznik:
img17.jpg


Pozdrawiam
Sikorka
Załącznik:
img18.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez Japonka76, 26 Sty 2018 16:27, edytowano w sumie 1 raz
ciach - pomówienia
Góra
 Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 24 Sty 2018 20:25 

Rejestracja: 15 Maj 2015
Posty: 105
niebieski
Pingwinek - Obieżyświat mnie rozbroił! :D
_________________
*** podczas samoizolacji nadrabiam czytanie relacji ;) ***
Właśnie się pisze: Chiny w 2 miesiące, czyli oczekiwania kontra rzeczywistość
Przeżyte, obfotografowane i opisane: Kirgistan, Uzbekistan, Tadżykistan - od Wysokiego Pamiru po Morze Aralskie
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 24 Sty 2018 22:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lut 2015
Posty: 539
Loty: 13
Kilometry: 29 525
niebieski
Fajna rzeczowa relacja, po części pokrywa się z naszymi planami na koniec maja/czerwiec :)
_________________
Jak mawiał Kosio "Kto podróżuje ten dwa razy żyje"
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 23 Lis 2019 20:05 

Rejestracja: 05 Lut 2017
Posty: 34
Interesuje mnie najem auta - karta kredytowa czy na debetową ?
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 26 Lis 2019 14:05 

Rejestracja: 16 Lip 2014
Posty: 2
Ja korzystałem z kredytowej, ale bardziej dlatego, że ktoś pisał, że czasem z debetową są kłopoty. Na dodatek lepiej wynająć w Polsce przez stronę, bo często są lepsze ceny :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 29 Lis 2019 13:08 

Rejestracja: 06 Sie 2014
Posty: 329
Loty: 59
Kilometry: 144 206
niebieski
@sikor5 bardzo fajna relacja, dziękuję za nią :D
_________________
zapraszam serdecznie :-) na nasz ig: Podróżnicy z Kórnika :-)
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 29 Lis 2019 13:37 

Rejestracja: 25 Sie 2011
Posty: 5786
Loty: 829
Kilometry: 785 039
platynowy
Byłem w Jerozolimie dwa razy i do tej pory też nie udało mi się dostać do Kopuły na Skale.

W marcu być może będzie trzeci raz, więc do trzech razy sztuka.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 11 Lut 2020 15:17 

Rejestracja: 02 Cze 2017
Posty: 4
@Sudoku Którego marca lecisz ? Ja 24.03 - 01.04
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 11 Lut 2020 20:31 

Rejestracja: 25 Sie 2011
Posty: 5786
Loty: 829
Kilometry: 785 039
platynowy
Ja 2 tygodnie wcześniej.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 9 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group