Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 6 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
 Temat postu: Nie byle jaka Winnica
#1 PostWysłany: 25 Kwi 2019 18:12 

Rejestracja: 04 Lut 2017
Posty: 139
Loty: 80
Kilometry: 85 100
srebrny
- Gdzie by tu uciec przed świętami? Może na Ukrainę? A konkretniej? Może do Winnicy? Co wiem o tym mieście? Nic? Fantastycznie. Jedziemy – tak mniej więcej przebiegła rozmowa moja ze mną około pół roku temu. Początkowo z Kijowa mieliśmy dostać się do Winnicy samolotem (około 280 km), ale po zmianie limitu bagażu przez Ukrainian Airlines wybór padł na pociąg. I była to dobra decyzja.

Wizzair dowiózł nas do Kijowa Żuliany, stamtąd autobusem miejskim przejechaliśmy bezpośrednio na dworzec Kijów Passażyrski. Upewniłem się w okienku, że wydruki z internetu całkowicie zastępują bilety, więc nie ma potrzeby ich wymiany na prawdziwe bilety w kasach biletowych. Dworzec kijowski jest duży, monumentalny, pociągi odjeżdżają co kilkanaście minut. ZSRR się kłania. Wreszcie na tablicy pojawił się peron, z którego miał odjechać nasz pociąg i znaleźliśmy się na peronie w otoczeniu kilkuset innych pasażerów. Jak się okazało, jednocześnie odjeżdżały dwa pociągi i stąd ta kumulacja podróżnych.

Do Winnicy jechaliśmy zwykłym składem z miejscami tylko siedzącymi i powiało nam czasami słusznie minionymi. Jako ciekawostkę można napisać, że każdy wagon jest numerowany (podobno jak miejsce wybierane przy zakupie przez internet) i jest obsługiwany przez własnego konduktora (prawadnika), który pełni funkcje i „wpuszczacza” do wagonu, i stewarda w czasie jazdy. Na podłodze leżały na oko dwudziestoletnie dywany, przez brudne okna niewiele było widać, a o wynalazku typu klimatyzacja można było zapomnieć. W czasie jazdy prowadzony był serwis z napojami i dostaliśmy wcześniej zamówione wodę mineralną i herbatę w – uwaga – szklance z koszyczkiem metalowym, czyli takim, jakimi posługiwaliśmy się lata temu. Można było kupić kawę lub herbatę w symbolicznych cenach, rzędu 1,50 zł za filiżankę. Dla mnie bomba!

Co ciekawe, dystans Kijów – Winnica pociąg pokonał z tylko jednym postojem. W Polsce takie rzeczy są niemożliwe. Bilet nie był drogi, kosztował ok. 23 zł od osoby. Uprzedzając fakt napiszę, że drogę powrotną pokonaliśmy składem oznaczonym już jako IC+, czyli nowszym, szybszym, z bufetem (ceny już na poziomie 6 zł za herbatę w papierowym kubku). Bez dywanu, bez filiżanek, z klimatyzacją. Już tak bardziej po europejsku. Szkoda.

Kto był na Ukrainie to wie, że przed dworcem jest zawsze jak w ulu – genialny nieporządek, pozorny harmider, teoretyczne zagubienie, ale wszystko działa tak, jak powinno. Były autobusy, były trolejbusy, były marszrutki i były tramwaje. My skusiliśmy się na ten ostatni środek transportu i dojechaliśmy do centrum za 60 groszy (bilety u konduktorki – sama was znajdzie, nie trzeba chodzić po pojeździe).

Załącznik:
1.jpg


Winnica – jak na wstępie wspomniałem - była miastem wcześniej zupełnie mi nieznanym. Oczywiście sprawdziłem przed przyjazdem różne atrakcje w mieście i okolicy, więc ogólny plan pobytu był, ale jak to bywa, trochę musiał ulec zmianie. Nie udało się np. pojechać do miejscowości Niemirów (ok. 40 km), gdzie produkowana jest znana na całym świecie gorzałka Niemiroff.

Załącznik:
2.jpg


Informacja turystyczna znajduje się w Wodnej Wieży, czyli charakterystycznym budynku, symbolu miasta. Z jednej strony jest muzeum poświęcone bohaterom z Afganistanu, a z drugiej jest informacja. Całkiem przypadkowo spotkaliśmy przewodniczkę, która zgodziła się za ok. 25 zł przez godzinę oprowadzać nas po centrum i co ważne posługiwała się językiem angielskim. Może ktoś skorzysta z usług tej miłej pani? Numer telefonu to +38 097 5754535.

Załącznik:
3.jpg


Tuż obok Wodnej Wieży znajduje się Memoriał Chwały, czyli miejsce poświęcone ofiarom poległym w czasie drugiej wojny światowej. Rozmach typowo poradziecki, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Bohaterom należy się upamiętnienie. Upamiętnieni są również mieszkańcy Winnicy i okolic polegli podczas pomarańczowej rewolucji na kijowskim Majdanie i na wschodzie Ukrainy w walkach z rosyjskimi separatystami.

Załącznik:
4.jpg


Tak się jednak ułożyło, że los nagrodził nas fajnym wydarzeniem – otwarciem sezonu multimedialnych fontann Roshen. Są to podobno największe tego typu w Europie fontanny, więc nie mogliśmy sobie odmówić przyjemności ujrzenia tej atrakcji. Poszliśmy na nabrzeże, a tam setki funkcjonariuszy policji państwowej, policji municypalnej, gwardii narodowej i innych mundurowych. Wow, dbają o gości – przeszło mi przez myśl. Na scenie występy muzyczne, patos, patriotyzm, nawiązania do niepodległości, Majdanu z Kijowa, wydarzeń na wschodzie Ukrainy. Bardzo podniosła uroczystość i otworzenie sezonu fontann? Coś mi nie grało, ale może tak tam celebrowane są różne wydarzenia?

Ilość służb mundurowych wkrótce wyjaśniła się. Otóż na scenie pojawił się prezydent Ukrainy Petro Poroszenko, dla którego był to prawdopodobnie ostatni publiczny występ przed drugą turą wyborów prezydenckich. Odbyły się one na drugi dzień i jak wiadomo, Poroszenko przegrał je i nowym prezydentem Ukrainy został aktor, komik (taki odpowiednik bohatera polskiego „Ucha prezesa”) Wołodymym Żełenski. Dodam, że najpopularniejsze na Ukrainie słodycze firmy Roshen produkowane są przez zakłady należące do eks prezydenta Petro PoROSHENko, jak więc widać, dobrodzieja nie mogło zabraknąć w Winnicy.

Załącznik:
5.jpg


Sam pokaz był ciekawy. Dotychczas widzieliśmy już kilka różnych pokazów, ale żaden nie był aż tak multimedialny. W Winnicy do muzyki dołączono laserowe prezentacje, oczywiście nawiązujące do historii Ukrainy. Znów patriotyzm, znów historia, znów przyszłość – duma z niepodległości wśród Ukraińców kwitnie.

Załącznik:
6.jpg


Załącznik:
7.jpg


Załącznik:
8.jpg


Załącznik:
9.jpg


Załącznik:
10.jpg


Załącznik:
11.jpg


Załącznik:
12.jpg


W dzień fontanny nie prezentują się efektownie, prawda? Cały urok to oglądanie ich po zmierzchu.

Załącznik:
13.jpg


Załącznik:
14.jpg


Załącznik:
15.jpg


Załącznik:
16.jpg


Kolejna obowiązkowa atrakcja to wg nas Werwolf (istnieją różne formy zapisu tej nazwy), czyli kwatera Adolfa Hitlera, który przebywał w tym miejscu przez kilka miesięcy i stąd kierował działaniami wojennymi. Werwolf położony jest 10 km od Winnicy i można dojechać do niego marszrutką (miejscowość Strzyżawka), skąd pieszo należy podejść jeszcze z kilometr.

Najpierw natkniemy się na wystawę różnego rodzaju wyposażenia wojskowego w budynku byłego domu turysty, który sam przypomina klimaty czarnobylskie – cisza, zniszczenie. Kto był w Czarnobylu, to wie, o czym piszę. Po wystawie oprowadza starsza kobieta, która ma bardzo dużą wiedzę o prezentowanych eksponatach. Są tam i oryginały z czasów wojny, i kopie współczesne, i akcesoria niemieckie, i alianckie. Co ważne, wszystkiego można dotknąć, wziąć do ręki, przymierzyć. Bardzo interesujące miejsce.

Załącznik:
17.jpg


Załącznik:
18.jpg


Załącznik:
19.jpg


Załącznik:
20.jpg


Ciekawostka. Co to jest? Maszyna szyfrująca? Nie, kalkulator produkcji radzieckiej.

Załącznik:
21.jpg


Przed budynkiem można obejrzeć kopię czołgu Tygrys, resztki samochodów i artylerię.

Załącznik:
22.jpg


700 metrów dalej znajduje się już właściwe wejście do Werwolfu. Można samodzielnie obejrzeć zgromadzone eksponaty w małej sali muzealnej, albo wykupić usługi przewodnika (po rosyjsku). My skusiliśmy się na przewodnika i nie żałujemy. Dowiedzieliśmy się, że całość kwatery zajmowała kilka kilometrów kwadratowych, a przy jej tworzeniu zginęło wiele tysięcy robotników, w tym duże ilości Polaków.

Załącznik:
23.jpg


Mitem były powojenne opowieści o tunelach i piwnicach, które rzekomo znajdowały się w tym miejscu, ponieważ pod warstwą ziemi znajduje się podłoże granitowe, które ciężko naruszyć. Adolf Hitler przebywał tutaj przez kilka miesięcy i podobno tutaj podjął fatalną dla siebie decyzję o rozdzieleniu wojsk idących błyskawicznie w głąb ZSRR na dwie armie, co było początkiem końca wojsk niemieckich.

Załącznik:
24.jpg


Załącznik:
25.jpg


Załącznik:
26.jpg


Gdy zbliżał się front, wszystkie budynki na terenie Werwolfu zostały wysadzone i dlatego dzisiaj można zobaczyć tylko kilkanaście pozostałości po konstrukcjach betonowych, a nie całe budowle. W całości ostał się jedynie basen przeciwpożarowy, do którego przylgnęła podobno legenda, że został specjalnie zbudowany dla kochanki Hitlera jako basen do pływania. Wysadzenie kwater betonowych było przedsięwzięciem bardzo spektakularnym, bo użyto do tego kilku ton materiałów wybuchowych, skutkiem czego w promieniu 6 km wypadły wszystkie szyby w oknach, a małe trzęsienie ziemi było odczuwalne nawet za Winnicą.

Załącznik:
27.jpg


Ogólnie w Werwolfie nie należy spodziewać się za wiele do oglądania, ale sam fakt, że przebywa się w tak historycznym miejscu, działa pobudzająco na wyobraźnię.

Załącznik:
28.jpg


Załącznik:
29.jpg


Niedaleko od Werwolfu, ale w miejscu dość trudnym do znalezienia, znajduje się memoriał i miejsce, gdzie pochowano około dwóch tysięcy robotników budujących kwaterę Hitlera. Wprawdzie na monumencie wspomina się o liczbie 14 tysięcy, ale po dokładnych badaniach „doszukano” się 2 tysięcy ofiar. Mocno dziwi, że tuż obok jest plac zabaw i spichlerze.

Załącznik:
30.jpg


Przy memoriale spotkała nas chyba najciekawsza przygoda tego wyjazdu. Zapytałem panią zbierającą trawę o to, czy gdzieś indziej są jeszcze takie miejsca, ale powiedziała, że tylko tutaj. Odeszliśmy, a po minucie słyszymy, że pani woła coś do nas. Okazało się, że … zaprosiła nas do siebie do domu. Szok – dwoje nieznanych ludzi, a tu zaproszenie, jak dla rodziny. Bardzo ucieszyła się, że może ugościć Polaków, ponieważ sama miała polskich przodków, jednak nie rozmawia w naszym języku, a jedynie po ukraińsku, bo po rosyjsku nie lubi i nie chce. Na stole pojawiły się wielkanocne babki (prawosławni mają Wielkanoc tydzień później, niż katolicy), jedzenie, własnej produkcji ser, przetwory rybne, wino i oczywiście bimber. Pytaliśmy się, jak żyje się na wsi, czy ogólnie na Ukrainie i szokiem było, że najniższe emerytury, które pobiera ona i jej mąż, wynoszą ok. 220 zł miesięcznie, podczas gdy ceny mediów i jedzenia są bardzo duże. Młodzi muszą utrzymywać starszych rodziców ze swoich i tak niskich pensji. Służba zdrowia oparta jest na konieczności płacenia każdemu i za wszystko. Znów przypomniały się czasy w Polsce sprzed jakichś 40 lat. Na koniec dostaliśmy butelkę wina i pani odprowadziła nas na marszrutkę, całując na pożegnanie jak rodzinę. Ciekawe doznanie, naprawdę. Zawsze sobie marzyłem, żeby coś takiego trafiło nam się i proszę – poznaliśmy życie normalnych ludzi. Super przeżycie.

A co jeszcze warto zobaczyć w Winnicy? Na mapie miasta atrakcji jest dość sporo, ale można srodze zawieść się przy niektórych. My próbowaliśmy obejrzeć muzeum wojskowe niedaleko dworca kolejowego, ale jak nas poinformowano, odpowiedni wniosek należy … złożyć kilka dni wcześniej i czekać na rozpatrzenie przez dowódcę. W muzeum tramwajów okazało się z kolei, że pana je obsługującego już nie ma w pracy i nie będzie specjalnie ponownie przyjeżdżać, żeby nas wpuścić. Drzwi do muzeum znaczków pocztowych były po prostu zamknięte. Niektóre muzea nie pracują w poniedziałki, inne pracują tak, jak chcą. Wiadomości w internecie często są niedostępne.

Nam udało się odwiedzić muzeum regionalne, które posiada w swoich zbiorach podobno autentyczny szkielet mamuta. W pozostałych salach można oglądać eksponaty z różnych epok związane oczywiście z przyrodą, historią i kulturą Winnicy i okolic. Niestety, muzea ukraińskie mają przeważnie jedną wadę – są starego typu, czyli nie multimedialne.
Przechodzimy, widzimy, czytamy jeśli znamy cyrylicę, idziemy dalej. Napisy np. po angielsku nie są standardem, by nie napisać, że są rzadkością.

Załącznik:
31.jpg


Załącznik:
32.jpg


Szczególnie młodszych ucieszy muzeum miniatur środków transportu (przed nim stoi charakterystyczny Jaguar). Wewnątrz znajdziemy setki, a może nawet tysiące modeli będących częścią kolekcji ośmiu pasjonatów. Są i samochody, i statki, i motocykle, i figurki z gier, i miniaturowe elementy widoczne tylko przez lupę. Co ważne, wszystkie miniatury to odwzorowanie rzeczywistych pojazdów, a nie fantazje ze sklepu zabawkowego. Czasami ciężko uwierzyć, że tak nietypowe pojazdy jeździły/funkcjonowały w normalnym życiu.

Załącznik:
33.jpg


Załącznik:
34.jpg


Załącznik:
35.jpg


Załącznik:
36.jpg


Najbardziej charakterystycznym i znanym w Winnicy muzeum jest muzeum Mikołaja Pirogowa, światowej sławy lekarza, naukowca, twórcy wielu podręczników medycznych, ojca ówczesnej chirurgii. Zjeździł całą Europę (był m.in. w Warszawie i Krakowie), leczył najwybitniejszych polityków, czy koronowane głowy swojej epoki. Muzeum Pirogowa znajduje się na granicy miasta, a dojazd nie jest najłatwiejszy. Wstęp nie należy do najtańszych jak na ukraińskie warunki. Obejrzeć można dwa obiekty – miejsce, gdzie lekarz przyjmował bezpłatnie każdego pacjenta i dom, w którym żył.

Załącznik:
37.jpg


Załącznik:
38.jpg


Nam w wizycie towarzyszyła przewodniczka z muzeum, pasjonatka i skarbnica wiedzy o Pirogowie. Oprowadziła nas po niektórych z dziesięciu sal, opowiedziała o jego rodzinie, dziedzictwie i działalności. Muzeum znów starszego typu, nie interaktywne, ale niektóre eksponaty budziły zainteresowanie, a może czasem i zniesmaczenie. Medycyna nie zawsze jest estetyczna.

Załącznik:
39.jpg


Ówczesna transfuzja krwi:

Załącznik:
40.jpg


Fragment podręcznika medycyny:

Załącznik:
41.jpg


Przekrój głowy. O tym, że to prawdziwy eksponat, świadczyły włosy na czaszce (niewidoczne na zdjęciu):

Załącznik:
42.jpg


Największą niespodzianką było dla nas to, że można Mikołaja Pirogowa … zobaczyć. Jak to? A tak to, że jego zabalsamowane ciało znajduje się w oddalonej o ok. 2 km cerkwi. Schodzi się do podziemnej krypty, gdzie w przeszklonej trumnie leży imć Pirogow, zabalsamowany podobno wcześniej, niż Wołodia Lenin. Co ciekawe, ciało Pirogowa przed zabalsamowaniem nie uległo prawie żadnym zmianom – za przeproszeniem – gnilnym, co samo w sobie było zjawiskiem bardzo dziwnym. Niestety, obowiązuje całkowity zakaz fotografowania zwłok.

Załącznik:
43.jpg


Sama Winnica wydaje się być miastem typowym, ale ma ciągotki do wielkiego świata, do Europy. W przeszłości mieszały się tutaj różne kultury, nie dziwi więc, że można znaleźć nazwy oficjalne lub nieoficjalne typu Jerozolimka, Warszawa, Korea, czy Liverpoolka.

Załącznik:
44.jpg


Jak w każdym przyzwoitym mieście ukraińskim znajdują się bazary, które mogą być „zagrożeniem” dla turystów. Słabsi psychicznie oburzą się widząc żywe karpie leżące bez wody, głowy krów bez skóry, wielkie połacie słoniny nie pierwszej świeżości, sery sprzedawane bez lodówek, czy śmietanę w metalowych wiadrach. Mi jeden dzień z życia wyjęło stoisko z …

Załącznik:
45.jpg


… winem. U nas w ten sposób sprzedaje się piwo, a tam można było nabyć lane wino z okręgu Odessy i zdegustować je na miejscu (kubeczek 180 ml za około 2,40 zł) lub wziąć butelkę na wynos. Wybór był bardzo szeroki, degustacja dość intensywna i przeplatana rozmowami politycznymi i o życiu ze sprzedawczyniami, więc nic dziwnego, że zostałem na jeden dzień wyłączony z turystyki. Szkoda, nie szkoda? Nie szkoda. To również było cennym socjologicznym doświadczeniem.

Co jeszcze ciekawego widzieliśmy podczas naszej wycieczki? Przyjemnym miejscem jest kawiarenka połączona z małym muzeum zegarów pn. „Pan Zawarkin i syn”. Można wypić kawę, obejrzeć ciekawe zegary i inne bibeloty z przełomu wieków. Atrakcja na kwadrans.

Załącznik:
47.jpg


Załącznik:
48.jpg


W tym hotelu („Savoy”) Józef Piłsudski spotkał się z Symonem Petrulą, ukraińskim politykiem. Podobno na drugim piętrze była kawiarnia, gdzie obaj panowie prowadzili polityczne dysputy.

Załącznik:
49.jpg


Można wstąpić do cerkwi, ale nie robią one za dużego wrażenia. Z zewnątrz wyglądają o wiele lepiej, niż wewnątrz.

Załącznik:
50.jpg


Załącznik:
51.jpg


W parku miejskim można pojeździć na krytym naturalnym lodowisku. Popularną grą jest … hokej na trawie, który trenowało kilkudziesięciu młodych winniczan. Można rzucić okiem na wystawę „Winnica w miniaturze” lub udać się do planetarium. Ja w nim prawie zasnąłem, ale dziewczyna była zachwycona. Co ciekawe, projekcja filmu była po polsku.

Załącznik:
52.jpg


Załącznik:
53.jpg


Wielkim „zaskoczeniem” dla mnie był system komunikacji miejskiej. Jak już wspomniałem, po Winnicy można jeździć trolejbusami, tramwajami, autobusami i marszrutkami. Łączy je jedno: są potwornie powolne. Zniszczona infrastruktura nie pozwala rozpędzić się i pojazdy toczą się i toczą. W większości są dosyć zdezelowane, ale widoczne są i nowe pojazdy. Ceny rzędu 60 groszy nie doprowadzą nas do ruiny finansowej, a ilość pojazdów w centrum jest olbrzymia. W ciągu kilku minut można naliczyć około 20-30 przejeżdżających przez dany punkt autobusów, tramwajów, czy trolejbusów. Chyba więcej, niż np. w Warszawie, czy Krakowie. Co ciekawe, w Winnicy działa również Uber.

Załącznik:
54.jpg


Załącznik:
55.jpg


Po kilku dniach wróciliśmy do Kijowa na jedno popołudnie przed porannym lotem do Warszawy. W ciągu tych kilku godzin doświadczyliśmy dwóch ciekawych zdarzeń. Otóż będąc poprzednio w stolicy Ukrainy mogliśmy jedynie z daleko zobaczyć budynek pałacu prezydenckiego, a tym razem dostaliśmy zgodę na podejście praktycznie pod samo wejście.

Załącznik:
56.jpg


Drugim ciekawym doświadczeniem było obejrzenie połowy meczu piłkarskiego na stadionie Dynama Kijów. Zmierzyły się w nim ekipy Arsenalu Kijów i Olimpiku Donieck. Widzów było może z 300, jedni bili brawo kijowianom, drudzy donecczanom i nie było żadnych animozji, nawet mimo sprzedaży piwka. Atmosfera typowo piknikowa, a sam mecz był poprzedzony odegraniem hymnu Ukrainy, co dodało rangi wydarzeniu. W przerwie opuściliśmy już stadion, chcąc zobaczyć jeszcze troszkę centrum miasta. Prawdziwe emocje piłkarskie szykowały się na kolejny dzień, gdy miały zmierzyć się już te bardziej znane zespoły z Kijowa i Doniecka – Dynamo i Szachtar.

Tak wyglądał tzw. młyn zespołu Olimpiku. Cały młyn.

Załącznik:
57.jpg


Załącznik:
58.jpg


Załącznik:
59.jpg


Załącznik:
60.jpg


Na koniec różne luźne spostrzeżenia powinnickie. Mnie zawsze ten samochód rozczula, a na drogach Winnicy był spotykany bardzo często, nawet w wersji autobusowej. Ach, nieśmiertelny ZIŁ.

Załącznik:
61.jpg


Ciekawe uatrakcyjnienie nudnych barierek na moście. Tutaj w wydaniu gołąbkowym. Spotykane również np. w wydaniu kocim.

Załącznik:
62.jpg


Genialne rozwiązanie ściany przystanku. W Polsce jest ona często cała zabudowana, przez co nie widać nadjeżdżającego autobusu. A na Ukrainie da się? Da.

Załącznik:
63.jpg


Jeśli myśleliście, że takie zdjęcia w internecie to kiepski fotomontaż, to odpowiadam, że nie – takie przybytki istnieją naprawdę.

Załącznik:
64.jpg


Winnica w żadnym wypadku nie rozczarowała, a wręcz zachęciła do dalszej eksploracji Ukrainy. Już mamy wykupione wyjazdy do Zaporoża, Dniepropietrowska i Charkowa. Polecam naszych wschodnich sąsiadów, naprawdę warto pojechać co najmniej do Kijowa.

Załącznik:
65.jpg


Załącznik:
66.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 30 Kwi 2019 07:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 Lip 2014
Posty: 197
Loty: 18
Kilometry: 26 076
Super wyjazd i bardzo fajna relacja, dobra robota !
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 30 Kwi 2019 09:58 

Rejestracja: 02 Mar 2012
Posty: 5456
HON fly4free
Cytuj:
Jeśli myśleliście, że takie zdjęcia w internecie to kiepski fotomontaż, to odpowiadam, że nie – takie przybytki istnieją naprawdę.



Wygląda,że dają wybór w zależności od wielkości ....stopy życiowej ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 02 Maj 2019 16:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Kwi 2013
Posty: 125
Loty: 34
Kilometry: 86 685
srebrny
Jeżeli 4 kwietnia byłeś przy Monasterze Św. Michała Archanioła i do nas zagadałeś to się spotkaliśmy :D
_________________
Koleją transsyberyjską do Chin
Indie z podręcznym
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 13 Maj 2019 09:59 

Rejestracja: 20 Gru 2011
Posty: 2424
platynowy
Bardzo fajna relacja, aż zrobiło mi się szkoda, że nie ma już bezpośrednich lotów do Winnicy.
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 13 Maj 2019 11:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Maj 2014
Posty: 688
Loty: 13
Kilometry: 6 623
srebrny
Od znajomych słyszałem, że Winnica jest ciekawym miejscem, wartym odwiedzenia. Mimo osobistych uprzedzeń relacja zachęcająca do penetracji tej części ściany wschodniej dawnej RP.
_________________
e-prezes.livejournal.com
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 6 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group