Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 28 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
 Temat postu: Za dużo, za szybko...
#1 PostWysłany: 03 Lut 2018 17:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1067
Loty: 211
Kilometry: 399 765
platynowy
K. kilka dni przed moim wyjazdem:

- To gdzie Ty właściwie lecisz?
- Z Krakowa do Warszawy, z Warszawy do Kijowa, z Kijowa do Dubaju, z Dubaju do Manili, z Manili do Hong Kongu, z Hong Kongu promem do Makau, z Makau do Johor Bahru, później autobusem do Malakki, z Malakki do Kuala Lumpur, z Kuala Lumpur do Singapuru, z Singapuru do Londynu i z Londynu do Krakowa.
- Wszystko w 11 dni? To teraz już wiem, dlaczego lecisz sam.


Podróż zainspirowana tanimi biletami UIA i promocją Cebu Pacific, miała być na początku RTW. Jakieś dwa miesiące przed pierwszym lotem, zmieniłem jednak zdanie, dochodząc do wniosku, że dwutygodniowy RTW to za dużo na moją d..ę. Zastanawiałem się, czy zostać tydzień na jednej z filipińskich wysp, czy zwiedzić kilka azjatyckich metropolii. Wybrałem tę drugą opcję.
Jak zwykle w moim przypadku, nie było mowy o dokładnym planowaniu. Co ma być, to będzie.

Tuż po pracy, w piątkowy wieczór udałem się na krakowskie lotnisko. W drodze na przystanek autobusowy, uświadomiłem sobie że nie dokonałem odprawy na lot. Nieźle się zaczyna, pomyślałem.
W stolicy trafiłem w sam środek imprezy grupy warszawskiej F4F, co przyprawiło mnie o brak snu i ból głowy następnego dnia.
Dobrze, że przezornie poprosiłem recepcjonistę o budzenie, gdyż pewnie przespałbym lot do Kijowa. Podwójne espresso w saloniku trochę postawiło mnie na nogi. Lot do Kijowa minął szybko. Tam, kolejna wizyta w saloniku i dzięki uprzejmości obsługi nie zaspałem na kolejny lot.

Lotnisko w Dubaju przywitało mnie przyjemną temperaturą i tłumem ludzi, którzy próbowali się z niego wydostać. Zapaliłem papierosa, żeby zebrać myśli. Uber życzył sobie 70 AED, taksówkarz mówi, że pojedzie za 120. Nieźle. Byłem zmęczony i jak najszybciej chciałem się dostać do hotelu. W końcu pojechałem taksowką za 40 AED. Hotel znajdował się w Deirze. O czwartej w nocy w recepcji kilku mężczyzn, którzy wyglądali, jakby nigdy się stamtąd nie ruszali. W pokoju do dyspozycji mam 5 łożek ale chyba w żadnym nie zmieniono pościeli po poprzednich gościach. Cóż, nie będę wybrzydzał.

Śpię kilka godzin i rozpoczynam zwiedzanie. Zaczynam od okolicy, starej dzielnicy miasta. Odwiedzam souki, gdzie wyjątkowo nachalni sprzedawcy próbują mi wcisnąć chińskie badziewie. Chwila nieuwagi i juz stałem przed lustrem z arafatką na głowie i wyciągałem portfel. O nie, big boss nie da się tak łatwo namówić . Przepłynąłem na drugą stronę Creek, gdzie w podobnych soukach, podobni sprzedawcy, wciskali mi te same produkty. To nie jest Bliski Wschód, który mnie interesuje. Nie ma tu ciekawości obcego a jedynie chęć zarobku. Wszystko jest wymuszone, nachalne, sztuczne.

Załącznik:
DSC00678.jpg

Załącznik:
DSC00683.jpg

Załącznik:
DSC00686.jpg

Załącznik:
DSC00687.jpg

Załącznik:
DSC00690.jpg

Załącznik:
DSC00691.jpg

Załącznik:
DSC00697.jpg

Załącznik:
DSC00700.jpg


Szukam najbliższej stacji metra, by pojechać do Dubai Mall. Nie przepadam za centrami handlowymi ale to chciałem zobaczyć. W metrze tłoczno i śmierdzi. Jest to drugi najdłuższy, w pełni zautomatyzowany system metra na świecie. Kilkukrotnie zatrzymujemy się z powodu problemów technicznych. Dodatkowo mój bilet jest jakiś felerny i nie działa, gdy chcę wyjść ze stacji. Miasto coraz mniej mi się podoba. Dubai Mall to przepych, drogie sklepy, ogromne akwarium, lodowisko, stok narciarski. Wszystko, czego możecie się spodziewać w centrum handlowym. Wychodzę na zewnątrz, by zobaczyć z bliska to, po co tak naprawdę tu przyjechałem. Burj Khalifa – najwyższy budynek na świecie. Z braku czasu, nie rozważałem wjazdu na górę ale przyznam, że nawet z dołu robi wrażenie. Pokręciłem się trochę po okolicy i załapałem się jako persona non grata na dziesiątki selfie.

Jadę dalej, do Dubai Marina. Jest coraz chłodniej, ulice pustoszeją a sylwetki wieżowców odbijają się w wodzie. Wszystko lśni, błyszczy ale jest takie nieautentyczne, nie na miejscu. Zrobiło się naprawdę zimno, więc postanawiam jechać na lotnisko. Lot do Manili już za kilka godzin.

Czy Dubaj mnie rozczarował? Nie, właśnie tego się spodziewałem. Wiem, że byłem krótko i że miasto ma pewnie swoich zwolenników. Możliwe, że jeszcze kiedyś go odwiedzę, przy okazji jakiejś przesiadki. Nikt mnie jednak nie zmusi, żeby tam jechać na wakacje. Wolałbym je spędzić u mamy na wsi.

Załącznik:
DSC00705.jpg

Załącznik:
DSC00707.jpg

Załącznik:
DSC00711.jpg

Załącznik:
DSC00721.jpg

Załącznik:
DSC00725.jpg

Załącznik:
DSC00728.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
33 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 04 Lut 2018 13:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1067
Loty: 211
Kilometry: 399 765
platynowy
Hong Kong, część I.

Do Manili wyleciałem zgodnie z rozkładem. Cieszyło mnie to, gdyż na przesiadkę do Hong Kongu miałem 3.5h i brak planu awaryjnego w przypadku opóźnienia. Pewnie zostałbym na jeden dzień w Manili. Trudno wypełnić samoloty Cebu Pacific na tej trasie, dlatego też udostępniłem siedzącej obok mnie rosyjskiej parze dodatkowe miejsce, sam zajmując trzy inne w pobliżu. Na moje gabaryty to i tak niewiele. Nie byłem pewien, czy na lotnisku w stolicy Filipin można palić, wyszedłem więc na zewnątrz. Potem szybki check- in, security i wizyta w dość ubogim saloniku. Co ciekawe, jeszcze tydzień przed wyjazdem, nie mogąc znaleźć swojej rezerwacji na ten lot, wymieniłem kilka niepotrzebnych maili z supportem AirAsia, gdyż ubzdurało mi się, że lecę właśnie z nimi. Oczywiście nie mogli mi pomóc, gdyż mój lot był ponownie z Cebu Pacific. Cóż, muszę się lepiej organizować.

Hong Kong przywitał mnie zachodzącym słońcem i przyjemną temperaturą. Sprawdziłem, jak najlepiej dojechać do „hotelu” i po godzinie byłem w Tsim Tsa Tsui. Połowa sukcesu, teraz muszę odszukać Just as Inn, przybytek w którym przyjdzie mi spać najbliższe trzy noce. Byłem pod właściwym budynkiem, pogubiłem się w gąszczu możliwości (różne wejścia, windy, korytarze) i dopiero po poł godziny byłem na miejscu. Mój pokój okazał sie klitką o powierzchni 7m2 ale z oknem. Karaluchy były na tyle miłe, że nie wchodziły do salonu i bawiły się grzecznie w łazience, w której z trudem sam się mieściłem. W Hong Kongu sporo rzeczy dzieje się wertykalnie. Just as Inn zajmował powierzchnię mojego mieszkania i znajdowało się w nim 5 albo 6 pokojów. Pozostałą część piętra zajmowały mieszkania, salon masażu etc. Wsiadam do windy i jadę na dół. Przez przypadek wysiadłem na szóstym piętrze i myśląc, ze to parter szukam wyjścia. Jest jakaś restauracja, pytam kelnera, czy mogę przez nią wyjść na zewnątrz. Chłopie, to jest 6-te piętro, odpowiada ze stoickim spokojem. Witamy w Hong Kongu! Tu Twój krawiec będzie urzędował na 7-ym piętrze, lekerz na 5-ym, szewc na 4-ym, a telefon naprawisz na 8-ym. Wszystko w jednym budynku, w którym będą się jeszcze mieścić dziesiątki podobnych przybytków. Wieczór spędziłem na jedzeniu, łażeniu bez sensu i przypatrywaniu się miastu z Victoria Harbour.

Załącznik:
DSC00755.jpg

Załącznik:
DSC00757.jpg


Nie chciałem marnować czasu, więc na śniadanie była kanapka i kawa z 7/11. Plan na dzisiejszy dzień zakładał The Peak i niespieszne wałęsanie się po mieście. Przepłynałem promem na głowną wyspę, by autobusem wjechać na najwyższy punkt miasta. Widoczność była marna, na górze sporo turystów i odpustowa atmosfera. Nie chciałem wracać autobusem, wybrałem więc jedną z dróg, która doprowadziła mnie do centum. Nie chę Was zanudzac moją konkretną trasą i tym co widziałem . Pewnie i tak miałbym problem z właściwym jej odwzorowaniem. Parki i ulice Central, Wan Chai i Causeway Bay, jazda słynnym tramwajem, mniej i bardziej wąskie uliczki, targi i zatrzymywanie się przy stoiskach z ulicznym jedzeniem, by spróbowac lokalnych potraw. Czułem się jak Bill Murray w jednym z moich ulubionych fimów – Lost in Translation. Dwa razy większy i dziesięć razy wolniejszy od mieszkańców, zagubiony w wielkim mieście.

Załącznik:
DSC00769.jpg

Załącznik:
DSC00772.jpg

Załącznik:
DSC00777.jpg

Załącznik:
DSC00785.jpg

Załącznik:
DSC00790.jpg

Załącznik:
DSC00793.jpg

Załącznik:
DSC00798.jpg

Załącznik:
DSC00807.jpg

Załącznik:
DSC00813.jpg


Wieczór spędziłem w Mong Koku, wałęsając sie gdzieś miedzy Night Market i Ladies Market, namawiany przez pracownice licznych salonów masażu, na wejście akurat do nich. Przed wciągnięciem siłą do jednego z nich uratował mnie John, mój nowy kolega. Mieszka w Hong Kongu od dziecka i zaprosił mnie na piwo, do znajdującego się w pobliżu sklepu. Pogadaliśmy, zapytałem gdzie mogę zobaczyć ten prawdziwy Hong Kong. Po krótkim zastanowieniu odpowiedział: jedź do Sam Shui Po. Musiałem wyjątkowo źle wyglądać, gdyż namawiał mnie głownie na wizyty w sklepach z używaną odzieżą, wielokrotnie powtarzając, że ceny sa niskie. Sugerował również zakup pralki lub telewizora – podobno wyjatkowo okazyjnie można je tam nabyć. Cóż, miałbym pewnie problem z zabraniem ich do mojego podręcznego bagażu. Po pożegnaniu z Johnem, kontynuowałem swoją jet-lagową wałęsaninę, którą zakończyłem satayem z ośmiornicy, piwem i kontemplowaniem nocnego życia miasta.
Aaaa - i targowałem się też trochę.
Pakuję sie zazwyczaj szybko i zawsze o czymś zapominam. Tym razem nie wziąłem ze sobą małego plecaka. Postanowiłem więc nabyć takowy, nie wydając więcej niż 40 PLN. Upatrzyłem sobie jeden w miarę kompaktowy, bez wizerunku Hello Kitty czy innej Myszki Miki. Na Night Market Pan chciał za niego 240 HKD. It is Hong Kong dollar mister, not the American one. Poszedłem na Ladies Market, moze tu znajdę taniej. Był. Pytam pani sprzedającej:

- Ile kosztuje ten plecak?
- 190 HKD.
- Mogę dać 80 HKD, odpowiadam nieśmiało.
- Ok.

Następnego dnia, mogłem go kupić w Sam Shui Po za 50 HKD, bez targowania.

Załącznik:
DSC00816.jpg

Załącznik:
DSC00818.jpg

Załącznik:
DSC00819.jpg

Załącznik:
DSC00820.jpg

Załącznik:
DSC00821.jpg

Załącznik:
DSC00822.jpg

Załącznik:
DSC00823.jpg

Załącznik:
DSC00827.jpg

Załącznik:
DSC00855.jpg

Załącznik:
DSC00858.jpg

Załącznik:
DSC00864.jpg

Załącznik:
DSC00868.jpg

Załącznik:
DSC00870.jpg

Załącznik:
IMG_20180123_230122.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
24 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 06 Lut 2018 22:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1067
Loty: 211
Kilometry: 399 765
platynowy
Hong Kong część II.

Zgodnie z sugestią Johna wybrałem sie do Sham Shui Po. Tuż po wyjściu z metra, wiedziałem że mi się spodoba. Było inaczej – spokojniej i właściwie bez turystów. Chodziłem nieśpiesznie po okolicy i robiłem zdjęcia. Tu rzeczywiście nie było blasku i blichtru centralnego Hong Kongu. Tu niemal każdy coś przewoził, przenosił, transportował a przygotowania do typowego popołudnia rozpoczęły się na dobre. Popołudnia, w którym spotykały się popyt i podaż a każdy chciał zarobić parę dolarów. W Sham Shui Po próżno było szukać znamion finansowej wielkości miasta. Widziałem ludzi, szukających jedzenia w koszach na śmieci, częstowałem bezdomnych papierosami, zaglądałem w brudne i zaśmiecone wąskie uliczki. Dzielnica słynie ze sprzedaży używanej elektroniki, szwarcu, mydła i powidła. Możliwe, że w gąszczu przeróznych rzeczy wystawionych na sprzedaż, znawcy znaleźliby cos wartościowego. Tu po raz kolejny poczułem, jak dobrze jest nie mieć planu, nie gonić za atrakcjami a po prostu wtopić się w lokalny koloryt.

Załącznik:
DSC00873.jpg

Załącznik:
DSC00877.jpg

Załącznik:
DSC00881.jpg

Załącznik:
DSC00885.jpg

Załącznik:
DSC00886.jpg

Załącznik:
DSC00887.jpg

Załącznik:
DSC00889.jpg

Załącznik:
DSC00892.jpg

Załącznik:
DSC00895.jpg

Załącznik:
DSC00896.jpg

Załącznik:
DSC00899.jpg


Zgłodniałem. Wiedziałem, że w okolicy znajduje się Tim Ho Wan, najtańsza restauracja z gwiazdką Michelin, słynąca ze świetnych dim sum. Jedzenie tanie to i knajpa nie wygląda zbyt wyszukanie. Byłem sam, więc udało mi się wejść bez kolejki. Posadzono mnie obok lokalnej rodziny i zabrałem się do zamawiania. Należy zaznaczyć interesujące nas dania na kartce i podac kelnerce. Po chwili smakołyki dotrą na nasz stół. Zamówiłem dim sum (rzecz jasna), pierożki z wieprzowiną i krewetkami i jakieś dziwne kulki z wołowiny. Wszytko bylo bardzo smaczne, na tyle, że pozwoliłem sobie na dodatkową porcję dim sum. Całość wraz z herbatą, kosztowała 74 HKD. Warto. Śmiech współtowarzyszy, gdy starasz się jeść pałeczkami – bezcenny.


Załącznik:
DSC00908.jpg

Załącznik:
DSC00909.jpg

Załącznik:
DSC00910.jpg

Załącznik:
DSC00914.jpg

Załącznik:
DSC00917.jpg

Załącznik:
DSC00918.jpg

Załącznik:
DSC00921.jpg

Załącznik:
DSC00925.jpg

Załącznik:
DSC00928.jpg

Załącznik:
DSC00933.jpg

Załącznik:
IMG_20180124_140132.jpg

Załącznik:
IMG_20180124_141045.jpg

Załącznik:
IMG_20180124_142238.jpg


Pojechałem do centrum, by pzedostać się do całkiem innego świata – świata wielkiej finansjery. Była 21-sza a pracownicy okolicznych biur wychodzili z pracy. Mężczyźni o zmęczonych obliczach. Spotkani przeze mnie mieszkańcy narzekali, że rozwarstwienie Hong Kongu na elitę zarabiającą krocie i resztę, radzącą sobie gorzej coraz bardziej się pogłębia. Byli zresztą gorącymi orędownikami Chin i dziwili się niechęci do tego kraju. Może po prostu znalazłem się w złym towarzystwie. ;) Chiny zobowiązały się do uznania sporej niezależności Hong Kongu do 2047 roku, choć już teraz ingerują w coraz większą sferę życia mieszkańców, między innymi kładąc nacisk na naukę mandaryńskiego zamiast kantońskiego i nie sadzę, by miasto utrzymało względną niezależność aż tak długo.
Zostawmy sprawy pomiędzy Hong Kongiem i Chinami i wybierzmy się na wyścigi konne. Tu okazało się, że brak planowania może mieć też inne, bardziej smutne oblicze. Spodziewałem się, że jadąc do Happy Valley będę świadkiem wyścigów na żywo, dane mi je było jednak oglądać jedynie z telebimu. Towarzyszyli mi głownie starsi panowie, których miny mówiły, że fortuna odwróciła się do nich plecami. Zresztą mnie również nie sprzyjała.
Jet lag nie pozwoilł mi na sen o normalnej porze, włóczyłem się więc znów po ulicach Mong Koku i Tsim Tsa Tsui, zastanawiając się głównie, gdzie znajduje się granica między cżłowiekiem a jego telefonem i czy świat podąża w dobrym kierunku. Konsumpcja i przywiązanie do zdobyczy współczesnej techniki, czasami mnie zatrważają a w Hong Kongu rozmiar tego przywiązania jestogromny. W metrze prawie każdy wpatruję się w ekran swojego smartfona, podobnie na ulicach, w knajpach, parkach. Młodzi ludzie rozmawiając ze sobą, najczęściej omawiając to, co znajduje się na ekranach telefonów. Mój sfatygowany smartfon z pękniętą szybą nie prezentował się najlepiej wśród swoich hongkońskich kolegów. Miałem nawet zamiar kupić sobie nowy w sklepie Xiaomi, ale w ramach protestu przeciwko nadmiernemu konsupcjonizmowi, postanowiłem poczekać jeszcze kilka miesięcy. ;)

Załącznik:
DSC00936.jpg

Załącznik:
DSC00939.jpg

Załącznik:
DSC00941.jpg

Załącznik:
DSC00948.jpg

Załącznik:
DSC00951.jpg


Hehe, widzę że ta relecja zaczyna być równie chaotyczna jak sama podróż. ;)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
30 ludzi lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 06 Lut 2018 23:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
igore napisał(a):
Zostawmy sprawy pomiędzy Hong Kongiem i Chinami i wybierzmy się na wyścigi konne. Tu okazało się, że brak planowania może mieć też inne, bardziej smutne oblicze. Spodziewałem się, że jadąc do Happy Valley będę świadkiem wyścigów na żywo, dane mi je było jednak oglądać jedynie z telebimu.
Raczej brak rozeznania w temacie. W końcu przecież udałeś się tam, gdzie sobie zaplanowałeś.;-)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
igore lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 07 Lut 2018 01:03 

Rejestracja: 06 Lip 2011
Posty: 2776
złoty
Jakoś tak strasznie pesymistycznie zaczyna się ta relacja. Konkluzja smuta czy Polska, czy ZEA, czy Hong Kong wszędzie de facto tak samo.Blichtr na pokaz i dążenie małych by za wszelką ceną zarobić. Niestety udzielił mi się nastrój autora ;)
Góra
 Relacje PM off
igore lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 07 Lut 2018 08:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1067
Loty: 211
Kilometry: 399 765
platynowy
@greg1291 Nie jest aż tak pesymistycznie. Jedzenie było smaczne. ;)
Góra
 Relacje PM off
greg1291 lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 07 Lut 2018 08:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2159
Loty: 381
Kilometry: 447 618
platynowy
No ja nie wiem. W Hong Kongu to wypada siąść wieczorem gdzieś gdzie widać ruch horyzontalny i wertykalny i obserwować. Wyjątkowe wrażenia gwarantowane.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 07 Lut 2018 09:00 

Rejestracja: 25 Paź 2012
Posty: 701
niebieski
Zdjęcia oddające nastrój-klasa!. Jak zawsze, zresztą :)
Góra
 Relacje PM off
igore lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 07 Lut 2018 11:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Paź 2014
Posty: 169
niebieski
Obiecujący tytuł relacji.
Super :)
Góra
 Relacje PM off
igore lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 08 Lut 2018 21:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1067
Loty: 211
Kilometry: 399 765
platynowy
Makau

Początkowo nie miałem zamiaru odwiedzić Makau, ale znalazłem stamtąd tani lot do Malezji. Nie ma to jak umieścić na już zatłoczonej liście kolejne miejsce do zobaczenia.

Terminal China Ferry znajdował się niedaleko, miałem jednak pewne problemy z dotarciem na miejsce. Nie domyślałem się, że będzie się znajdował na pierwszym piętrze galerii handlowej.
Bilet zakupiłem na miejscu a godzinna przeprawę najprawdopodobniej przespałem, gdyż niewiele pamiętam.
Z terminalu w Makau do hotelu miałem ok. 3 km. Wiedziałem, że w okolice mogę pewnie podjechac jednym z darmowych busów, podstawionych przez kasyna, postanowiłem się jednak przejść. Trasa nie dostarczyła mi jednak wrażeń.
Hotel znajdował się blisko centrum w dość nieciekawej okolicy (wg opinii internautów). Mnie się ta okolica podobała. Po zameldowaniu, wybrałem złą windę i złe piętro i przez przypadek trafiłem do lokalnej sauny (domu uciech). Grzecznie podziękowałem roznegliżowanym paniom i trafiłem do swojego pokoju. Nareszcie przestrzeń!
Zwiedzanie rozpocząłem w swoim stylu, czyli bez planu. Centrum jest niewielkie, więc na pewno trafię do wszystkich turystycznych atrakcji. Tak też się stało i po kilkunastu minutach spaceru, znalazłem się na Largo do Senado, głównym placu miasta. Jest niewielki i był prawie w całości oblężony przez turystów. Dość ciekawa dekoracja, była przygotowaniem do chińskiego nowego roku lub po prostu emanacją gustu mieszkańców. Przedzierając się przez tłumy ludzi, zmierzałem w stronę ruin katedry Św. Pawła. Po drodze można próbować wielu lokalnych przysmaków, którymi częstują sprzedawcy. W Makau nietrudno jest zjeść coś za darmo. Miałem trochę dość turystów, skręciłęm więc w boczną uliczkę, która już nikogo nie interesowała. Okolica przypominała troche Lizbonę, było jednak mniej Chińczyków. Wikipedia podaje, że Makau jest najgęściej zaludnionym obszarem na ziemii, lecz w miejscu w którym się znajdowałem aż trudno było w to uwierzyć. Ulice były prawie puste.

Załącznik:
DSC00963.jpg

Załącznik:
DSC00968.jpg

Załącznik:
DSC00970.jpg

Załącznik:
DSC00973.jpg

Załącznik:
DSC00976.jpg

Załącznik:
DSC00981.jpg

Załącznik:
DSC00995.jpg

Załącznik:
DSC00997.jpg

Załącznik:
DSC01016.jpg

Załącznik:
DSC01019.jpg

Załącznik:
DSC01004.jpg

Załącznik:
IMG_20180125_163824.jpg


Spacerowałem po tych mało turystycznych miejscach i chłonąłem atmosferę. Zatrzymywałem się przy ulicznych stoiskach z jedzeniem i zamawiałem to, co miejscowi. Zjadłem między innymi danie złożone z tłustych skór i podróbów. Po takiej ilości tłuszczu, mógłbym pewnie siąść za kierownicą po wyjściu z góralskiego wesela.
Dosyć tego łażenia, jedziemy do kasyna. Miałem mało czasu, wybrałem więc największe z nich – Venetian. Nie ma co ukrywać, Makau bez wątpienia jest stolicą światowego hazardu. Liczba kasyn przytłacza i trzeba przyznać, że wszystko jest zrobione z rozmachem, świeci się i błyszczy.
Chciałbym optymistycznie zakończyć tę część relacji, ale znowu przegrałem. Nie miałem szczęścia na wyścigach konnych, nie miałem szczęścia w kasynie, pewnie mam szczęście w miłości.

Załącznik:
DSC01030.jpg

Załącznik:
DSC01032.jpg

Załącznik:
DSC01035.jpg

Załącznik:
DSC01038.jpg

Załącznik:
DSC01039.jpg

Załącznik:
DSC01045.jpg

Załącznik:
DSC01050.jpg

Załącznik:
DSC01062.jpg

Załącznik:
DSC01065.jpg

Załącznik:
DSC01066.jpg

Załącznik:
DSC01071.jpg

Załącznik:
DSC01073.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 08 Lut 2018 21:46 

Podoba mi się ta relacja, a ta część chyba najbardziej. Rozwijasz się literacko i nabierasz odwagi w gospodarowaniu słowem. Brawo.
Zdjęcia też jakieś lepsze - nowy sprzęt?
Góra
 PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 08 Lut 2018 22:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1067
Loty: 211
Kilometry: 399 765
platynowy
@Don_Bartoss Dziękuję za sarkazm miłe słowo. Ja się już nie rozwijam. Kiedyś byłem rozwinięty, ale nie pisałem relacji. Sprzęt ten sam, tylko światło lepsze. ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 08 Lut 2018 22:08 

To nie sarkazm. Na to przyjdzie czas w innych wątkach :)
"Nie miałem szczęścia na wyścigach konnych, nie miałem szczęścia w kasynie, pewnie mam szczęście w miłości." - po prostu widać, że nie na kolanie napisane.
Góra
 PM off
LaVarsovienne lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 08 Lut 2018 22:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2159
Loty: 381
Kilometry: 447 618
platynowy
Może Ty @Don_Bartoss wrociłbyś do pisania - masz pewne zaległości.
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 08 Lut 2018 22:21 

@pabien, to jest delikatny temat, a nie powinniśmy bałaganić autorowi w jego wątku z relacją, ale zapewniam, że zrobię tak byś był chociaż w miarę zadowolony.
Góra
 PM off  
 
#16 PostWysłany: 09 Lut 2018 09:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Wrz 2011
Posty: 799
złoty
@igore Jaką temperaturę masz tam aktualnie?
Góra
 Relacje PM off  
 
#17 PostWysłany: 09 Lut 2018 09:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1067
Loty: 211
Kilometry: 399 765
platynowy
@Garmond Wróciłem już z podróży. Miałem zamiar pisac live, ale odpuściłem. W Hong Kongu i Makau było przyjemne 20 stopni, w Malezji i Singapurze dla mnie zdecydowanie za ciepło i za wilgotno. Chyba, że pytasz o Kraków, tutaj -2 stopnie i pochmurno. ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#18 PostWysłany: 09 Lut 2018 21:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1067
Loty: 211
Kilometry: 399 765
platynowy
Malakka

To kolejne miejce, które na trasie mojej podróży pojawiło się stosunkowo późno. Na lotnisko w Makau pojechałem miejskim autobusem, w którym po raz pierwszy od wizyty w Dubaju usłyszałem język polski. Nie licząc głosu w mojej głowie - rzecz jasna - mówiącego: zwolnij, daj mi chwilę odetchnąć, wyśpij się w końcu.
Lot liniami AirAsia obfitował w urodziny współpasażerów, gromkie sto lat i upominki od przewoźnika. Niestety, żaden z prezentów nie trafił do mnie.

Lotnisko w Johor Bahru na pierwszy rzut oka wydaję się prowincjonalne. Na drugi rzut oka, prowincjonalność staje się faktem. Panie w informacji turystycznej drzemały i obudziłem je jedynie po to, by dowiedzieć się, że na dworzec Larkin nie pojedzie już dzisiaj żaden autobus. Podziękowałem i życzyłem miłych snów. Uber, w Malezji trudno z niego nie skorzystać. Za przejechanie jakichś 30km zapłaciłem niewiele ponad 20PLN. Kierowca o centymetrowych paznokciach był aż nazbyt gadatliwy. Pytania te same co zwykle: ile masz lat? czy masz żonę? czy masz dzieci? Na dwa ostatnie pytania zawsze udzielam odpowiedzi przeczącej, co wzbudza nie lada zdziwienie u większości rozmówców. Powinienem ich poznać z moją mamą, mają już kilka tematów do wspólnych rozmów.
Dworzec Larkin to brud i hałas, przez który próbował się przedrzeć głos muezina. Kupiłem bilet, zamieniłem parę zdań z przypadkowo poznanym jegomosciem, wypiłem kawę, wzbudziłem zainteresowanie miejscowych i ruszyłem w drogę do Malakki.
Na miejsce przybyłem po zmroku. Byłem głodny. Wybrałem pierwszą z brzegu knajpę, w której na migi udało mi się zamówić roti z jakąś paćką. Zjadłem ich kilka, były przepyszne. Dbali o mnie jak o swojego, co chwilę pytając czy wszystko mi smakuje. Możliwe, że zachęcali mnie też do wyjścia, lub wyzywali od najgorszych, gdyż i tak nic nie rozumiałem. Generalnie mieli niezły ubaw. Najadłem się, wypiłem herbatę i zapłaciłem zawrotną kwotę 5 MYR. Do hotelu dotarłem dość późno. Walnąłem drinka i poszedłem spać.

Po śniadaniu, zostawiłem plecak w hotelu i wybrałem się na piesze zwiedzanie miasta. Gdy zobaczyłem pierwszą rikszę, uświadomiłem sobie, że jestem w centrum. Malakkijskie riksze są kwintesencją kiczu. Kolorowe, upstrzone wizerunkami Hello Kitty, Pokemonów i innych bohaterów nie mojej młodości. Z każdej dobiegała głośna muzyka. Podobały mi się, ale bałem się do nich wsiąść.

Załącznik:
DSC01081.jpg

Załącznik:
DSC01083.jpg

Załącznik:
DSC01086.jpg

Załącznik:
DSC01089.jpg

Załącznik:
DSC01098.jpg

Załącznik:
DSC01101.jpg

Załącznik:
DSC01111.jpg

Załącznik:
DSC01112.jpg

Załącznik:
DSC01117.jpg

Załącznik:
DSC01127.jpg

Załącznik:
DSC01139.jpg


Miasto pozostawiło we mnie ambiwalentne uczucie. Niby ciekawie a jednak odpustowo. Niby ładnie a jednak sztucznie. Wybrałem się na półgodzinny rejs łodką, zrobiłem kilka zdjęć i spragniony, zamówiłem piwo w jednej z nadbrzeżnych knajp. Kiedyś Malakka musiała być bardzo ciekawym miastem, wielokulturowym tyglem. Dziś już chyba niewiele z tego zostało. Wdałem się w rozmowę z Nigeryjczykiem, którego obsługa pobliskiego hotelu próbowała namówić na rychły check- out.

- Proszę Pana, kiedy zamierza się Pan wykwaterować!?
- o 14-ej.
- Ale już jest 16-ta.
- To za chwilę przyjdę.


Trwało to mniej więcej półtorej godziny. Nie miałem czasu, by czekać na zakończenie tej ciekawej historii, gdyż do Kuala Lumpur miałem zamiar dotrzeć o w miarę rozsądnej porze .Prawdę mówiąc, do stolicy przyjechałem i tak później niż chciałem. Podróż bez szczególnego planu ma jednak to do siebie, że prawie nigdzie nie trzeba się spieszyć.

A, próbowałem też dotrzeć do portu, ale zgubiłem się i trafiłem w dziwne miejsce nad wodą. Nie było ciekawie, no może prócz tego, że jakiś ptak usiadł mi na głowie.

Załącznik:
DSC01142.jpg

Załącznik:
DSC01143.jpg

Załącznik:
DSC01145.jpg

Załącznik:
DSC01146.jpg

Załącznik:
DSC01150.jpg

Załącznik:
DSC01153.jpg

Załącznik:
DSC01156.jpg

Załącznik:
DSC01165.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez igore, 09 Lut 2018 21:52, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
18 ludzi lubi ten post.
 
 
#19 PostWysłany: 09 Lut 2018 21:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Kwi 2016
Posty: 3635
platynowy
Kod:
Temat postu: Za dużo, za szybko...
@igore, ciekawy tytul i relacja
igore napisał(a):
Z terminalu w Makau do hotelu miałem ok. 3 km. Wiedziałem, że w okolice mogę pewnie podjechac jednym z darmowych busów, podstawionych przez kasyna, postanowiłem się jednak przejść. Trasa nie dostarczyła mi jednak wrażeń.
Mysle, ze warto podjechac busem do hotelu, podstawionym przez kasyna, ale czasami trzeba troche poczekac.
Pozdr.
_________________
Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe, obróci się p. tobie oraz nie bądź tchórzem i kłamcą!
Brak ochoty i szkoda czasu na forum, nie odpowiadam na pw.

Z Kiruny na Socotrę / zorze polarne
Afryka / Gorilla Trekking
Biegun lodołamaczem atomowym, Antarktyda / Polska Stacja Arctowski, Czarnobyl


Ostatnio edytowany przez cccc 13 Lut 2018 19:34, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
igore lubi ten post.
 
 
#20 PostWysłany: 13 Lut 2018 18:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1067
Loty: 211
Kilometry: 399 765
platynowy
Kuala Lumpur

Do stolicy przyjechałem późnym wieczorem. Zmęczenie dawało się we znaki, więc po zakwaterowaniu w hotelu postanowiłem znaleźć coś do jedzenia i iść spać. Szedłem przed siebie, mijając kolejne jadłodajnie (nie mogłem się zdecydować co zjeść) , ludzi śpiących na ulicach a czasem przez moją drogę przebiegały szczury. Nie było turystycznie. Wbrew powszechnym opiniom, miasto nie jest aż tak bardzo nieprzyjazne pieszym. Czasem trzeba przejść na czerwonym, lub przebiec przez jezdnię, ale nie jest źle... Doszedłem do Bukit Bintang, centrum życia nocnego miasta. Mnóstwo ludzi, uliczni grajkowie akompaniują zadowolonej publice, sporo turystów. Panowie o jasnej skórze przemykają w towarzystwie azjatyckich piekności. Zjadłem coś na Jalan Alor i powoli zmierzałem do hotelu. Miasto jest komunikacyjnym koszmarem a centrum po godz. 1-szej w nocy było kompletnie zakorkowane. Zamówiony samochód Ubera, znajdujący się kilometr ode mnie, przyjechał po 40 minutach.

Kolejny dzień znów wyznaczało piesze zwiedzanie. Zobaczyłem pewnie większość atrakcji znajdujących się w centrum i szczerze powiedziawszy, miasto mnie nie zachwyciło. Nie spodziewałem się wiele, ale mimo wszystko byłem rozczarowany. Możliwe, że to poza centrum skrywane są największe atrakcje miasta, lub po prostu moja trasa wszystkie omijała. Merdeka Square, Masjid Jamek, Masjid Negara, Little India, Chinatown – nie są to miejsca wyjątkowe. A może po prostu zwiedzałem zbyt powierzchownie?

Załącznik:
DSC01169.jpg

Załącznik:
DSC01171.jpg

Załącznik:
DSC01176.jpg

Załącznik:
DSC01177.jpg

Załącznik:
DSC01183.jpg

Załącznik:
DSC01184.jpg

Załącznik:
DSC01185.jpg

Załącznik:
DSC01188.jpg

Załącznik:
DSC01193.jpg

Załącznik:
DSC01195.jpg

Załącznik:
DSC01198.jpg


Trafiłem w okolice Petronas Tower, gdzie zamierzałem coś zjeść w jednym z okolicznych food courtów. Podczas konsumpcji uświadomiłem sobie, że pół godziny wcześniej zostawiem aparat na ławce w parku. Zrezygnowany, udałem się w miejsce, w którym miałem go po raz ostatni. Pusto. Zapaliłem papierosa i kalkulowałem w głowie szanse na odnalezienie zguby. Jakkolwiek bym nie liczył, zawsze były bliskie zeru. W pobliżu zauważyłem sprzątającego pana:

- Nie znalazł Pan przypadkiem małego czarnego aparatu?Zostawiłem go tutaj jakieś pół godziny temu.
- Takiego?
- Tak, dziękuje bardzo. Proszę (podaję mu 100 MYR).
- Nie mogę tego przyjąć, jestem muzułmaninem.
- Ależ proszę.
- Ok.


Cuda się zdarzają. Wiedziałem , że w końcu bedę miał szczęście, bo kilka godzin wcześniej nasrał na mnie jakiś paskudny ptak. Zła passa się skończyła. Teraz mogę grać na wyścigach i w kasynach. Zamiast tego, włóczę się jednak dalej. Trafiam do Kampong Baru. Zaczyna padać i nadchodzi zmierzch. Mimo niekorzystnych warunków atmosferycznych, to chyba właśnie tu podobało mi sie najbardziej. Małe drewniane domki, prawie sąsiadujące z ogromnymi wieżowcami. Jest spokojniej, ciszej.
Pada coraz bardziej. Trafiam na lokalny targ. O mało nie potrąca mnie pan, wiozący na wózku kilka krowich łbów. Pewnie wywozi je z targu na noc, żeby szczury nie grały nimi w piłkę. Jest brudno, śmierdzi, ale jest autentycznie, tak jak lubię. Wieczór spędzam w okolicznych budach, jedząc, pijąc i próbując dogadać się z mieszkańcami. Bariera językowa stanowiła jednak nie lada problem.
Czy będę chciał wrócic do Kuala Lumpur? Raczej nie.

Załącznik:
DSC01202.jpg

Załącznik:
DSC01207.jpg

Załącznik:
DSC01208.jpg

Załącznik:
IMG_20180128_170324.jpg

Załącznik:
DSC01212.jpg

Załącznik:
DSC01233.jpg

Załącznik:
DSC01234.jpg

Załącznik:
DSC01238.jpg

Załącznik:
DSC01244.jpg

Załącznik:
DSC01250.jpg

Załącznik:
DSC01262.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 28 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group