Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 16 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
 Temat postu: Na południe
#1 PostWysłany: 22 Gru 2017 00:02 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 559
platynowy
Czegoś mi brakuje. Od paru miesięcy tkwię w cywilizowanym świecie, gdzie wszystko działa, jest przewidywalne i zorganizowane. Nie ruszam się poza Europę, nie licząc pobytu w Santiago de Chile, który z egzotyką ma raczej niewiele wspólnego. Powoli się tym wszystkim duszę. Czas ruszyć tyłek i pojechać tam, gdzie ciągnie mnie najbardziej. Czas stawić czołą komarom, wątpliwej jakości jedzeniu i szalonemu ruchowi na drogach. Czas wyjść po raz kolejny poza strefę komfortu i pojechać tam, gdzie będę pewnie porozumiewał się machając rękami i rysując rzeczy na kartce. Najwyższy czas wrócić to Afryki.

Pierwszy raz byłem w Senegalu jakieś dziesięć lat temu. Podobało mi się, ale nie było szansy zobaczyć wszystkiego, co chciałem. Wracam teraz, żeby nadrobić zaległości.

Lecę na południe, daleko od europejskiej zimy. Żeby nie fundować organizmowi terapii szokowej, podczas podróży mam prawie całodniowy stopover w Lizbonie. Idealny na śniadanie, spacer, obiad i wino. Jest 15 stopni i słonecznie.
Załącznik:
IMG-20171204-WA0000.jpeg
IMG-20171204-WA0000.jpeg [ 150.25 KiB | Obejrzany 2989 razy ]

Załącznik:
IMG_20171204_143157.jpg
IMG_20171204_143157.jpg [ 158.81 KiB | Obejrzany 2989 razy ]

Wieczorem wracam na lotnisko i robię szybkie zakupy alkoholowe, żeby zminimalizować ewentualne problemy żołądkowe w Afryce. Znawcy tematu twierdzą, że to rozwiązanie wcale nie działa, ale ja w to silnie wierze, a wiara czyni cuda.

Dłuższą chwilę spędzam przy ogromnym stoisku z sardynkami. Można kupić sobie puszkę z własnym rokiem urodzenia. Gdyby tylko cena była bardziej przystępna...
Załącznik:
IMG_20171204_204244.jpg
IMG_20171204_204244.jpg [ 368.17 KiB | Obejrzany 2989 razy ]

Kolejne 3.5 godziny w samolocie. To mój piąty w przeciągu paru dni, kość ogonowa daje znać o sobie. Wreszcie, pół godziny przed czasem lądujemy w Dakarze.

Druga w nocy a na zewnątrz gorąco i wilgotno. W powietrzu unosi się charakterystyczny, zgniło-stęchły zapach. Biali pasażerowie w koszulkach z krótkim rękawem, kręcą z niesmakiem nosem. Czarni, odziani w swetry i czapki wdychają głęboko zapach ojczyzny.

Szybka kontrola paszportowa, urzędnik pyta mnie o coś po francusku. Moja znajomość tego języka ogranicza się do paru liczebników i kilku słów powszechnie uważanych za obraźliwe. Lepiej więc milczeć i tylko kiwać głową. Pogranicznik macha ręką, skanuje mi odciski palców i wbija stempel w paszport. Nigdy w Afryce nie miałem tak błyskawicznej kontroli.

Wychodzę przez budynek lotniska i zaczynam odganiać się od taksówkowych naganiaczy. Ci przy samym wejściu z reguły są najdrożsi, idę więc na koniec parkingu. Zaczepia mnie jakiś młody chłopak, wygląda w miarę sensownie więc decyduję się jechać z nim.

"Dakar Airport House?" pytam. "Oui, oui. 10 tysięcy". "Coooo? Nie ma mowy, zapłacę najwyżej 3". "Ok, niech będzie". Hm, coś za szybko poszło. Wiem, że przepłacam, za tą cenę można dojechać o wiele dalej niż do mojego hotelu ale po parunastu godzinach na nogach, w środku nocy nie mam ochoty targować się dalej. I tak płacę w końcu tylko niecałe 5 euro, szkoda mi tracić czas na zbicie parudziesięciu centów.

Wsiadamy do samochodu, kierowca pyta, gdzie ma jechać. "Dakar Airport House" mówię i po jego minie widzę, że nie ma pojęcia, gdzie to jest. Zaczepia jednego znajomego, potem drugiego aż w końcy błagalnie patrzy na mnie. Otwieram rezerwacje z bookingu i daję mu numer telefonu do hotelu. Dzwoni, po chwili rozmowy twarz robi mu się jeszcze bardziej zdziwiona, ale przynajmniej odjeżdżamy z lotniska.

Jedziemy paręnaście minut, kierowca cały czas wisi na telefonie ale chyba niewiele mu to pomaga bo kręcimy się trochę w kółko. Zjeżdżamy z głownej drogi gdzieś w jakieś ciemne peryferia. Coś mi tu nie gra, hotel miał być przy głównej drodze. Robi się nieciekawie, ale po chwili dostaję do ręki telefon. Chłopak z hotelu mówi mi, że na google maps miejsce zaznaczone jest w złym miejscu. Na moim maps.me widocznie też. Ale numer, z którym rozmawiam jest tym samym, który mam w rezerwacji a recepcjonista na moje pytanie bez zastanowienia podaje prawidłowy adres hotelu. Aha, dodaje też, że nie mają już wolnych pokoi bo gdzieś im zginęła moja rezerwacja, ale żebym przyjechał, coś się wymyśli. No dobra, to jedziemy dalej.

Dziesięć minut później jesteśmy na miejscu. Biorę swój plecak, chcę płacić za przejazd. "Pięć tysięcy". "??? umawialiśmy się na trzy". "Nie, pięć!". Mam taksówkarza w głębokim poważaniu, mówię chłopakowi z hotelu, żeby zapłacił mu te ustalone 3000 a ja się jutro rozliczę przy regulowaniu należności za pokój.

Pozostaje do rozwiązania ostatni problem - gdzie mam spać. Podobno pomimo pełnego obłożenia hotelu booking cały czas przesyła im nowe rezerwacje. Nie wiem, czy w to wierzyć czy nie, jeszcze dziś rano pisałem do nich, że przyjeżdżam późno w nocy i wtedy nikt nie wspominał nic o braku wolnych miejsc. Ale chłopaki z obsługi są naprawdę sensowne, dają mi swój pokój.

Padam na łóżko. Na chwilę przed zaśnięciem uśmiecham się do siebie. Do takiej właśnie chaotycznej, niezorganizowanej i nieprzewidywalnej Afryki tęskniłem. Ten wyjazd będzie ciekawy.
_________________
Bahrajn - zakończona
Senegal - zakończona
Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą


Ostatnio edytowany przez pbak, 23 Sty 2018 23:54, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
spiggy uważa post za pomocny.
 
      
 Temat postu: Re: Na południe
#2 PostWysłany: 22 Gru 2017 04:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Kwi 2016
Posty: 2601
Ostrzeżenia: 1
platynowy
Ciekawie sie zapowiada i czekam na cd.

pbak napisał(a):
Wieczorem wracam na lotnisko i robię szybkie zakupy alkoholowe, żeby zminimalizować ewentualne problemy żołądkowe w Afryce. Znawcy tematu twierdzą, że to rozwiązanie wcale nie działa, ale ja w to silnie wierze, a wiara czyni cuda.
Zgadza sie i ja tez wierze. :)

pbak napisał(a):
Dziesięć minut później jesteśmy na miejscu. Biorę swój plecak, chcę płacić za przejazd. "Pięć tysięcy". "??? umawialiśmy się na trzy". "Nie, pięć!".
Witaj w Afryce! :D
_________________
Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe, gdyż obróci się p. tobie oraz nie bądź tchórzem i kłamcą!

Miesiąc w podróży / z Kiruny na Socotrę
Relacja z Afryki / Gorilla Trekking
Relacja z wyprawy na Antarktydę / Polska Stacja Arctowski - usunięto
Relacja z Bieguna lodołamaczem atomowym - usunięta
Góra
 Profil Relacje PM off
Don_Bartoss lubi ten post.
 
      
 Temat postu: Re: Na południe
#3 PostWysłany: 22 Gru 2017 08:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Lip 2013
Posty: 3581
platynowy
pbak napisał(a):
Wieczorem wracam na lotnisko i robię szybkie zakupy alkoholowe, żeby zminimalizować ewentualne problemy żołądkowe w Afryce. Znawcy tematu twierdzą, że to rozwiązanie wcale nie działa, ale ja w to silnie wierze, a wiara czyni cuda.

Działa i każdy praktyk medycyny ludowej to potwierdzi. Mocny alkohol pozwala odkazić żołądek i przewód pokarmowy, a przy okazji gardło. Jak mnie boli gardło to wypijam kieliszek wódki zamiast faszerować się chemią :)
_________________
"Niewolnicy wszędzie i zawsze będą niewolnikami – daj im skrzydła u ramion, a zamiatać pójdą ulice skrzydłami." Cyprian Kamil Norwid
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
 Temat postu: Re: Na południe
#4 PostWysłany: 22 Gru 2017 08:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Kwi 2016
Posty: 2601
Ostrzeżenia: 1
platynowy
Zgadza sie, dobra nalewka prawie na wszystko pomaga, szczegolnie przy sztressach zoladkowych w egzotycznych krajach, ja bez duty free mnie sie nie ruszam. ;)
A w CH na ostry bol gardla, nawet przy anginach lekarze zalecaja jesc zimne lody, nawet w zimie. :D
_________________
Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe, gdyż obróci się p. tobie oraz nie bądź tchórzem i kłamcą!

Miesiąc w podróży / z Kiruny na Socotrę
Relacja z Afryki / Gorilla Trekking
Relacja z wyprawy na Antarktydę / Polska Stacja Arctowski - usunięto
Relacja z Bieguna lodołamaczem atomowym - usunięta
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
 Temat postu: Re: Na południe
#5 PostWysłany: 22 Gru 2017 23:17 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 559
platynowy
Kiedyś gdzieś czytałem albo słyszałem, że alkohol tak w zasadzie raczej powoduje zatrzymanie szkodliwych rzeczy w organizmie, a jak już się coś złapało, to lepiej to jednak z ciała wyrzucić. Może się jakiś lekarz wypowie, ja zabieram się za dalszy ciąg pisania :-)
_________________
Bahrajn - zakończona
Senegal - zakończona
Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
 Temat postu: Re: Na południe
#6 PostWysłany: 23 Gru 2017 10:48 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 559
platynowy
Wstaję dobrze po 10. Pakuję swoje rzeczy, gospodarze fundują mi kawę i szukają taksówki. Chcę jechać na dworzec autobusowy a potem na północ Senegalu. Transport znajduje się szybko, cena za przejazd staje na 2000 franków.

Przebijamy się przez korki, żeby dostać się na autostradę a nią na dworzec. Przeniesono go jakiś czas temu na przedmieścia, żeby nie zwiększać ruchu samochodowego w centrum. A zwiększyć chyba nie bardzo się da, samochody tłoczą się w cztery albo pięć na trzypasmowych drogach.
Załącznik:
sen 1.jpg
sen 1.jpg [ 186.54 KiB | Obejrzany 2735 razy ]

Załącznik:
sen 2.jpg
sen 2.jpg [ 131.2 KiB | Obejrzany 2735 razy ]

Dojazd na dworzec zajmuje niecałą godzinę, więcej było stania niż jechania. Daję taksówkarzowi 5000, dostaję 2000 z powrotem. Hę? Zaczynamy się kłócić, on uparcie twierdzi, że umówiliśmy się na 3000. Po paru minutach daję sobie spokój. Nic nie wskóram, mruczę tylko pod nosem parę uwag odnośnie prowadzenia się matki kierowcy. Lekcja na przyszłość, przy jeździe taksówką lepiej mieć dokładną kwotę, na którą się wcześniej umawia.

Idę na dworzec i szukam transportu do Saint Louis. Po Senegalu najlepiej jeździć tzw. sept-place. Są tak samo niewygodne jak autobusy ale za to o wiele szybsze, choć trochę droższe. To stare francuskie samochody kombi, z wmontowanymi trzema rzędami siedzeń, i jak nazwa wskazuję, zabierające siedmiu pasażerów. Nie przeszłyby żadnego przeglądu technicznego w Europie, tu przeżywają swoją drugą albo trzecią młodośc, połatane, posklejane, oblepione rozmaitymi religijnymi i patriotycznymi hasłami przemierzają tysiące kilometrów wożąc ludzi po kraju.
Załącznik:
sen 3.jpg
sen 3.jpg [ 254.02 KiB | Obejrzany 2735 razy ]

Załącznik:
sen 4.jpg
sen 4.jpg [ 210.47 KiB | Obejrzany 2735 razy ]

Znajduję mój samochód. Siedzi tam już jedna osoba, trzeba będzie trochę poczekać, aż się zapełni i będziemy mogli jechać. Zostawiam mój plecak, płacę za przejazd (stawka oficjalna 5000 za przejazd + uznaniowa 2000 za mój plecak, zbijam ją do 500 franków). Z braku innych rozrywek przez najbliższą godzinę włóczę się po dworcu.

Przyglądam się kierowcom grającym w karty, robię zdjęcia miejscowej piękności, na migi dyskutuję o szansach na wyjście Polski i Senegalu z grupy na Mistrzostwach Świata.
Załącznik:
sen 5.jpg
sen 5.jpg [ 165.95 KiB | Obejrzany 2735 razy ]

Około południa wreszcie zbiera się komplet pasażerów ruszamy w drogę. Skrupulatnie omijamy puste ale za to płatne autostrady, mozlnie przebijając się przez przedmieścia Dakaru. Aż do Thies wleczemy się za jakąś cysterną, potem odbijamy w bok i w dosyć szybkim tempie pokonujemy pozostae 200 km do Saint Louis. Trzeba przyznać, że jak na standardy afrykańskie, mój kierowca jedzie nad wyraz ostrożnie. Rzadko kiedy wyprzedza na trzeciego, prawie nie ścina zakrętów. Ciężko coś powiedzieć o prędkości, bo licznik nie działa. Podobnie jak pierwszy bieg, więc każde ruszanie to loteria - uda się czy zgaśnie silnik?

Generalnie można zrobić listę warunków, które spełnia każdy senegalski sept-place:
- popękana przednia szyba
- przynajmniej jedne drzwi nie otwierają się od środka
- brak rączek do otwierania bądź zamykania szyb
- obowiązkowe wisiorki przy lusterku
Załącznik:
sen 6.jpg
sen 6.jpg [ 200.22 KiB | Obejrzany 2735 razy ]

Załącznik:
sen 7.jpg
sen 7.jpg [ 94.79 KiB | Obejrzany 2735 razy ]

Do Saint Louis dojeżdżam przed 17:00. Dworzec jest tradycyjnie na przedmieściach, łapię kolejną taksówkę i jadę do centrum. Wspominam kierowcy nazwę upatrzonego hotelu ale wiem, że i tak nie będzie go znał. Przejeżdżamy most, tam taksówkarz pyta miejscowych o drogę. Nikt nie słyszał o takim hotelu ale jakiś młody chłopak wsiada do samochodu i chce pokazać nam drogę.

Włączam gps i sam kieruję kierowcę pod odpowiedni adres. Dojeżdżamy na miejsce, hotel niby jest ale zamknięty na trzy spusty. Płacę za przejazd 1000 franków, tym razem nie ma żadnej kłótni. Chłopak, który jechał z nami twierdzi, że zna właściciela hoteu i bez problemów załatwi mi nocleg. Aha, najpierw nic o tym miejscu nie słyszał a teraz zna już samego szefa. Macham mu ręką na odchodne i idę w swoją stronę.

Szybko znajduję inny hotel, po długiej podróży funduję sobie odrobinę luksusu. Zostawiam moje rzeczy w pokoju i ze szkaneczką whisky idę na taras. Stamtąd przez najbliższą godzinę podziwiam zachód słońca.
Załącznik:
sen 8.jpg
sen 8.jpg [ 102.18 KiB | Obejrzany 2735 razy ]
_________________
Bahrajn - zakończona
Senegal - zakończona
Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą
Góra
 Profil Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
      
 Temat postu: Re: Na południe
#7 PostWysłany: 27 Gru 2017 21:38 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 559
platynowy
Saint Louis to dawna stolica Senegalu i całej francuskiej Afryki Wschodniej. Widać to już na pierwszy rzut oka, nawet po krótkim spacerze po wyspie, będącej starym centrum miasta. Budynki w stylu kolonialno-śródziemnomorskim, nie powstydziła by się ich Nicea czy Marsylia.

Kiedyś to miasto było piękne, teraz jest tylko pięknie zaniedbane. Widać, że odnową niespecjalnie kto się zajmuje, ludzie mieszkają w starych domach, aż te się zawalą, a jak się zawalą, przenoszą się gdzie indziej. Czasem stare ruiny mieszają się z nowymi śmieciami, wychodzi z tego prawie coś w stylu sztuki nowoczesnej.
Załącznik:
sl1.jpg
sl1.jpg [ 246.47 KiB | Obejrzany 2597 razy ]

Załącznik:
sl2.jpg
sl2.jpg [ 193.65 KiB | Obejrzany 2597 razy ]

Załącznik:
sl3.jpg
sl3.jpg [ 205.37 KiB | Obejrzany 2597 razy ]

Tylko parę ulic jest wyasfaltowanych, reszta wysypana jest piachem. Tu i ówdzie pasą się kozy.
Załącznik:
sl9.jpg
sl9.jpg [ 244.51 KiB | Obejrzany 2597 razy ]

Spędzam cały dzień na włóczeniu się po mieście, bez żadnego większego planu.

Przypadkiem trafiam na warsztat lokalnego artysty-amatora, przerabiającego stare rowery na nowoczesne afrykańskie maski.
Jeszcze bardziej przypadkiem trafiam na miejscowe zgromadzenie religijne. Śpiew roznosi się po całej okolicy, spędzam ponad godzinę słuchająjąc całego repertuaru.
Załącznik:
sl5.jpg
sl5.jpg [ 266.28 KiB | Obejrzany 2597 razy ]


A zaraz po tym przechodzę od sakrum do profanum, rozmawiając z miejscowym metaloplastykiem o wyniku Mistrzostw Swiata. On twierdzi, że Senegal wygra z nami 2:0, daje mi nawet swój numer telefonu, żebym mógł pogratulować mu za parę miesięcy zwycięstwa.
Załącznik:
sl6.jpg
sl6.jpg [ 283.11 KiB | Obejrzany 2597 razy ]

Późnym popołudniem, jak upał już trochę osłabnie, ulice Saint Louis zamieniają się w boiska piłkarskie. Prawie wszędzie młodsi i starsi kopią piłkę, lub to, co z niej pozostało.
Załącznik:
sl8.jpg
sl8.jpg [ 229.75 KiB | Obejrzany 2597 razy ]

Turystów w mieście jest raczej mało, po paru godzinach spaceru znam już prawie wszystkich sprzedawców pamiątek, właścicieli kawiarni czy młodych chłopaków żebrzących na ulicy. Generalnie można powiedzieć, że jeśli tylko ktoś zna angielski (bądź, nie wiadomo czemu, popularny tu hiszpański), to prędzej czy później, będzie coś ode mnie chciał. Zaczyna się niewinnie, od pytania o imię, czy kraj pochodzenia, jak mi się podoba Saint Louis, a potem nagle okazuje się, że mój rozmówca ma tuż za rogiem kawiarnie albo sklep z suwenirami, akurat ma ostatnie wolne na wycieczkę do pobliskiego parku narodowego lub luksusowy samochód, mogący zawieźć mnie, gdzie tylko zapragnę. Grzecznie odpowiadam, że przemyślę sprawę i jakby co, odezwę się. Po czym, bez dodatkowego nalegania i pretensji rozstajemy się z uśmiechem na ustach.

Sądząc po plakatach na mieście, sporo się tu dzieje. Parę tygodni wcześniej był jakiś festiwal jazzowy, za kilka dni mają być pokazy taneczne. A w tym tygodniu jest festiwal filmów dokumentalnych. Po zapadnięciu zmroku w paru miejscach zawiesza się po prostu pomiędzy domami wielki ekran, zamyka ulicę dla ruchu i ustawia na niej plastikowe krzesła. Dokumenty albo są autorstwa reżyserów z Afryki albo jej dotyczą. I chyba nigdzie indziej na świecie nie da się ich obejrzeć w lepszym otoczeniu. W oddali meczą kozy, jakiś spóźniony muezin śpiewa z minaretu, co chwila przed ekranem przebiegają dzieciaki, ktoś kłóci się w pobliskim sklepie o źle wydaną resztę.
Załącznik:
sl7.jpg
sl7.jpg [ 152.92 KiB | Obejrzany 2597 razy ]

Saint Louis wciąga, takie leniwe spędzanie dnia bardzo mi się podoba. Zostaję tu na dłużej.
_________________
Bahrajn - zakończona
Senegal - zakończona
Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą
Góra
 Profil Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
      
 Temat postu: Re: Na południe
#8 PostWysłany: 30 Gru 2017 04:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Lut 2014
Posty: 322
Super się czyta, miło obejrzeć zdjęcia i krótki filmik który hipnotyzuje nie wiadomo czym.. czekam na więcej :)
_________________
Potrzebujesz plastikowe śledzie do namiotu? zapraszam na PW
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
 Temat postu: Re: Na południe
#9 PostWysłany: 02 Sty 2018 00:12 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 559
platynowy
O ile w Saint Louis czuć jeszcze pozostałości Europy, o tyle sąsiedni Langue de Barbarie to już typowa prowincjonalna Afryka. Krótki spacer przez most i przenosimy się do zupełnie innej rzeczywistości.

Bieda piszczy tu jeszcze bardziej, niż po drugiej stronie. Asfalt dopiero jest kładziony, domy wyższe niż jedno piętro dopiero są budowane. Nawet dzieciaki często zamiast prawdziwej piłki kopią kawałki folii albo materiału obwiązane siatką.
Załącznik:
sl11.jpg
sl11.jpg [ 218.57 KiB | Obejrzany 2393 razy ]

Załącznik:
sl12.jpg
sl12.jpg [ 277.81 KiB | Obejrzany 2393 razy ]

To królestwo rybaków. Stąd wypływają codziennie w morze (tzn. w ocean), tu po powrocie sprzedają to, co złowią. Tu buduje się albo remontuje łódki. Poza turystyczną enklawą na samym południowym końcu nie uświadczysz tu hotelu ani restauracji. Za to ludzie są jakby milsi, uśmiechnięci i jeszcze bardziej otwarci niż w Saint Louis.

Spotykam Ahmeda. Ma akurat wolny dzień, jego łódź jest w remoncie. Zaczynamy rozmowę w angielsko-francusko-migowym, wynika z niej, że znalazłem darmowego przewodnika po okolicy. Choć dobrze wiem, że za darmo to w tym kraju nic nie ma.

Najpierw idziemy na targ rybny. Większy ruch jest tu dopiero po 16, kiedy większość rybaków wracają z połowu, ale i tak sporo się tu dzieje. A do tego smród jest niemiłosierny. Patrząc na na warunki, w jakich przechowywane i sortowane są ryby może się odechcieć ich zamawiania w restauracjach. W ramach odreagowania można później popatrzeć na sposób przechowywania mięsa, z dwojga złego wybieram podczas tego wyjazdu wegetarianizm.
Załącznik:
sl13.jpg
sl13.jpg [ 347.62 KiB | Obejrzany 2393 razy ]

Załącznik:
sl14.jpg
sl14.jpg [ 260.63 KiB | Obejrzany 2393 razy ]

Załącznik:
sl15.jpg
sl15.jpg [ 153.69 KiB | Obejrzany 2393 razy ]

Kręcimy się sporo przy nabrzeżu. Wszystko tu tonie w śmieciach. Stare opony, reklamówki, resztki jedzenia, jakieś puszki, leży tego cała masa i chyba nikomu to nie przeszkadza. Rybacy ładują coś na swoje łódki chodząc na bosaka po tym dywanie z odpadów. Chyba trochę im wstyd, bo krzywo się patrzą i kiwają przecząco głową, gdy chcę zrobić zdjęcia okolicy. Godzą się tylko na fotografowanie łódek.
Załącznik:
sl16.jpg
sl16.jpg [ 326.42 KiB | Obejrzany 2393 razy ]

A robić zdjęcia jest czemu. Łódek jest sporo. Wymalowane we wszystkie kolory tęczy, z hasłami religijnymi albo logo klubów piłkarskich. Wiele z nich ma sporej wielkości flagi, mniej lub bardziej znajome choć nie wszystkie politycznie poprawne. Sporo rybaków ma chyba jakieś fascynacje germańskie.
Załącznik:
sl17.jpg
sl17.jpg [ 238 KiB | Obejrzany 2393 razy ]

Załącznik:
sl18.jpg
sl18.jpg [ 342.64 KiB | Obejrzany 2393 razy ]

Załącznik:
sl19.jpg
sl19.jpg [ 257.36 KiB | Obejrzany 2393 razy ]

Turysta jest tu chyba nieczęstym widokiem, co chwilę podbiegają do mnie dzieciaki i proszą o zrobienie zdjęcia. Dorośli trochę się krygują ale co odważniejsi też chcą fotkę.
Załącznik:
sl20.jpg
sl20.jpg [ 171.21 KiB | Obejrzany 2393 razy ]

Załącznik:
sl21.jpg
sl21.jpg [ 218.83 KiB | Obejrzany 2393 razy ]

Tu i ówdzie zobaczyć można pelikana. Rybacy korzystają z ich pomocy przy łowieniu ryb. Nie dowiem się dokładnie na czym ta pomoc polega, Ahmed zaczyna coś mówić o swojej dużej rodzinie, paru żonach, gromadce dzieci i jego łodzi, której remont kosztuje fortunę. Darmowe przewodnictwo ma swoją cenę. Zapraszam go na herbatę, ale chyba preferuję żywą gotówkę. Nie to nie, żegnam się i wracam przez most do Saint Louis.

Włoćzę się jeszcze trochę po mieście korzystając z popołudniowej, przyjemnej temperatury. Rozgrywam partyjkę pseudo-warcabów z miejscowymi chłopakiem (na zdjęciu poniżej, z lewej). Chyba jest mistrzem juniorów albo nie do końca wytłumaczył mi reguły gry bo przegrywam z kretesem.
Załącznik:
sl22.jpg
sl22.jpg [ 236.5 KiB | Obejrzany 2393 razy ]

Sprzedawcy pamiątek dają mi dziś święty spokój. Do Saint Louis przypłynął dziś wycieczkowy statek pływający po rzece Senegal. Na ulicach widać sporo turystów, wielu z nich z siatkami już pełnymi "oryginalnych afrykańskich masek, tarcz czy amuletów, przekazywanych w rodzinie od stuleci z ojca na syna, i dopiero teraz, z powodu trudności finansowych, wystawionych na sprzedaż".

Idę na szybką kolację a potem na kolejny film dokumentalny w plenerze. Dziś wyświetlane jest reportaż o senegalskich więzieniach, idealna rozrywka przed snem.
_________________
Bahrajn - zakończona
Senegal - zakończona
Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą
Góra
 Profil Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
      
 Temat postu: Re: Na południe
#10 PostWysłany: 02 Sty 2018 08:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 2639
platynowy
Flaga III Rzeszy powiewająca nad jedną z łódek mnie rozbroiła. Mają fantazję :D
Gratuluję ciekawej relacji!

Wysłane z mojego P9 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
 Temat postu: Re: Na południe
#11 PostWysłany: 05 Sty 2018 21:36 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 559
platynowy
Po kilku dniach wracam do stolicy. Tym razem mam pecha, trafia mi się miejsce w ostatnim rzędzie sept-place. Chcę czekać na następny samochód i przez z parędziesiąt minut obserwuję życie na dworcu autobusowym. Jest jeszcze bardziej sennie niż w Dakarze.
Załącznik:
sen30.jpg
sen30.jpg [ 197.4 KiB | Obejrzany 2229 razy ]

Mija prawie godzina, nie przychodzi żaden nowy pasażer więc nie chcąc tracić czasu wciskam się na siódmego w kąt samochodu. Ruszamy. Przy każdym wyboju walę głową w sufit, większość podróży spędzam skurczony. Próbuję czytać, żeby czas tak bardzo mi się nie dłużył, ale średnio to wychodzi. W tą stronę droga jest mordęgą. Dopiero pod koniec trasy zwalnia się miejsce z przodu i ostatnich parę kilometrów pokonuję w biznes klasie, z radością rozprostowując wszystkie kończyny.
Załącznik:
sen31.jpg
sen31.jpg [ 184.39 KiB | Obejrzany 2229 razy ]

Sporo w Dakarze widziałem podczas poprzedniego wyjazdu do Senegalu więc odpuszczam sobie centrum miasta, wyspę Goree i muzea. Jadę na północ, do Ngor. Biorę taksówkę z dworca i przeciskam się przez miasto. Zza szyb Dakar wygląda jakby niedawno przez miasto niedawno przetoczyła się wojna. A to tylko jedna z głównych ulic, strach pomyśleć, jak wyglądają te poboczne.


Docieram do hotelu, którego taksówkarz oczywiście nie zna, ale od czego jest nawigacja w telefonie. Zostawiam rzeczy w pokoju i idę na miejscową plażę.
Załącznik:
sen 32.jpg
sen 32.jpg [ 276.2 KiB | Obejrzany 2229 razy ]

Podobno to jedna z lepszych w okolicy, co w praktyce oznacza, że śmieci jest tam niewiele a kozy prawie wcale nie przeszkadzają w opalaniu się. Dla mnie to akurat żaden problem, w planach na popołudnie jest nurkowanie.

Dakar nie jest mekką dla nurków, ale nie schodziłem pod wodę już parę miesięcy więc żeby nie wypaść z wprawy podłączam się pod francuską grupę. Oni spędzają tu cały tydzień, każdego dnia nurkując rano i po południu. Jak dla mnie to podpada pod samoumartwianie się - widoczność pod wodą to parę metrów, rafy koralowej nie ma, ryb też dużo nie uświadczysz a do tego prądy i fale rzucają mną na lewo i prawo. Ale co kto lubi.

Resztę dnia spędzam włócząc się po plaży. Dzieciaki grają w piłkę albo urządzają sobie wyścigi styropianowych statków do brzegu, rybacy wieszają złowione ryby, sprzedawcy próbują wcisnąć ludziom "markowe" okulary społeczne i kapelusze.
Załącznik:
sen33.jpg
sen33.jpg [ 183.49 KiB | Obejrzany 2229 razy ]

Załącznik:
sen 35.jpg
sen 35.jpg [ 213.44 KiB | Obejrzany 2229 razy ]

Załącznik:
sen34.jpg
sen34.jpg [ 252.38 KiB | Obejrzany 2229 razy ]

Przed zachodem słońca wracam do hotelu. Wyszukuję w sieci jakąś dobrą restaurację, jest oddalona ode mnie o kilometr. Pytam recepcjonistę, czy bezpiecznie jest tu chodzić po zmroku. Patrzy na mnie jak na idiotę a potem mówi, że nie ma się czego bać.

No to idę na kolację. Po paru minutach rozumiem już reakcję chłopaka z hotelu. Jestem chyba w jednej z najbardziej prestiżowych dzielnic Dakaru. Po lewo i po prawo ogromne wille, czasami parkują przed nimi suvy (lśniące czystością, pewnie myją je po każdej jeździe), przed domami siedzą ochroniarze a ulicami od czasu do czasu przejeżdża policja.

Na szczęście restauracja cenowo nie równa do bogactwa miejscowych, chociaż jest klasę albo dwie wyżej od miejsc, w których stołowałem się do tej pory. Funduję sobie sporą rybkę oraz drinka z palemką, z tego zestawu to drink kosztuje więcej.

Resztę wieczoru spędzam w hotelu grając z recepcjonistą w Mortal Kombat. Obowiązkowy temat rozmowy to piłka nożna, znowu słyszę, że nie mamy z Senegalem żadnych szans. Mam nadzieję, że naszej drużynie konfrontacją z Afryką pójdzie lepiej niż mi. W Mortak Kombat przegrywam jeszcze bardziej sromotnie niż dzień wcześniej w warcaby.
_________________
Bahrajn - zakończona
Senegal - zakończona
Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą
Góra
 Profil Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
      
 Temat postu: Re: Na południe
#12 PostWysłany: 06 Sty 2018 16:46 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 559
platynowy
Kolejny dzień plażowo-relaksacyjny. Tym razem spędzam go na wyspie Ngor. Idę na znaną już z wczoraj plaże, stamtąd za 1000 franków małą łodką przepływam na wyspę. I ląduję w zupełnie innym świecie.
Załącznik:
ng1.jpg
ng1.jpg [ 137.38 KiB | Obejrzany 2181 razy ]

Na Ngor nie ma dróg, są tylko wąskie ścieżki. Nie ma samochodów, motorów ani żadnego innego ruchu zmotoryzowanego. Jest cisza, spokój, dużo cienia. Są kosze na śmieci, co w Senegalu należy do rzadkości. Nawet niektóre ściany domów wyłożone są ładnymi mozaikami. Przez to wszystko można czuć się tu bardziej jak gdzieś w okolicach śródziemnomorskich a nie w podzwrotnikowej Afryce.
Załącznik:
ng3.jpg
ng3.jpg [ 306.09 KiB | Obejrzany 2181 razy ]

Załącznik:
ng.jpg
ng.jpg [ 354.33 KiB | Obejrzany 2181 razy ]

Pewnie dlatego miejsce to upodobali sobie surferzy. Na wyspie spotykam sporo młodych ludzi z Europy. Spędzają tu tydzień albo dwa, znają tylko ścieżkę ze swojego hotelu na plaże, nie wyjeżdżają poza wyspę a potem chwalą się, że byli w Senegalu. Rozmawiam trochę z poznanymi Niemkami, mówią, że są już trzeci raz w tym kraju a nie widziały do tej pory nic poza Ngor i drogą na lotnisko. Można i tak.
Załącznik:
ng2.jpg
ng2.jpg [ 190.78 KiB | Obejrzany 2181 razy ]

W okolicy nie ma za dużo do roboty, ten dzień spędzam leniwie. Trochę chodzę po wyspie, da się ją przejść wzdłuż i wszerz w paręnaście minut. Potem z książką i piwem siedzę na plaży. Jest weekend, ludzi nawet sporo choć nie ma żadnych tłumów. Towarzystwo różnorodne, z jednej strony w wodzie kąpią się ubrane w skąpe bikini Europejki, tuż obok muzułmanki, w chustach i strojach zakrywających wszystko. Sens takiego ubrania wydaje się mocno wątpliwy, po wyjściu z wody i tak przywiera ono do ciała i wyraźnie widać to, co miało być ukryte...

Idę na obiad. Obowiązkowa ryba z frytkami. Restauracja z gatunku tych lepszych na wyspie, ceny cały czas śmieszne, jeżeli porówna się je z Europą. Spory posiłek kosztuje tylko parę euro.

Prawie wszystkie stoliki obok mnie zajęte. Pary mieszane. Scenografia idealna do nakręcenia tragikomedii.

Scena I

Ona: biała, 50+ lat, pewnie gdzieś z południa Francji bo na koszulce ma napisane coś o Marsylii.
On: miejscowy (czytaj: czarnoskóry), młody, umięśniony, w podkoszulku.

Siedzą przy jednym stoliku, jedzą, przez dłuższy czas nie rozmawiają ze sobą. Nagle On podnośi wzrok, przerywa wygrzebywanie ości z ryby i mówi do niej "Je t'aime". Ona uśmiecha się, nic nie odpowiada. Oboje wracają do jedzenia. Nie mówią nic do siebie przez następnych parę minut. Potem kończą obiad. Ona płaci. Razem odchodzą w kierunku hotelu.

Cięcie.

Konfiguracji: ona młoda, miejscowa a on starszy i przyjezdny jest o wiele mniej.
Załącznik:
ng5.jpg
ng5.jpg [ 91.24 KiB | Obejrzany 2181 razy ]

Późnym popołudniem rozpoczynam drogę powrotną do swojego hotelu. Po raz ostatni chodzę po przedmieściach Dakaru. Stare miesza się tu z nowym. Nowoczesne telewizory rozwozi się po sklepach konnym zaprzęgiem. Jedne dzieci grają na smartfonach, inne ganiają po ulicach za starą oponą.
Załącznik:
ng7.jpg
ng7.jpg [ 238.08 KiB | Obejrzany 2181 razy ]

Załącznik:
ng8.jpg
ng8.jpg [ 200.14 KiB | Obejrzany 2181 razy ]

Ktoś przelewa herbatę ze szklanki do szklanki, studząc ją starym sposobem, tuż obok ktoś inny niesie na plecach kupioną zgrzewkę coca-coli. Parę bardziej ekskluzywnych sklepów ma świąteczne dekoracje, nijak nie pasujące do okolicy. Kawałek dalej restauracja, zbita z paru płyt dykty i z folią na dachu.
Załącznik:
ng6.jpg
ng6.jpg [ 184.99 KiB | Obejrzany 2181 razy ]

Załącznik:
ng9.jpg
ng9.jpg [ 290.23 KiB | Obejrzany 2181 razy ]

Załącznik:
ng10.jpg
ng10.jpg [ 194.63 KiB | Obejrzany 2181 razy ]

Staję na dłuższą chwilę przy lokalnym boisku. To w zasadzie kawał płaskiego pola z zaznaczonymi liniam i bramkami. Trwa mecz. Tak na poważnie, drużyny mają własne stroje, jest sędzia a dookoła na krzesłach i kamieniach siedzi publiczność. Grają nawet nieźle, tylko kurzy się niemiłosiernie. Po każdym golu na boisko wpada uradowana dzieciarnia i szczęścliwy strzelec ginie na moment w ich uścisckach. Z minaretu rozlega się nawoływanie na modlitwę, ale nikt nie przerywa gry. Sport jest widocznie ważniejszy niż religia.
Załącznik:
ng11.jpg
ng11.jpg [ 264.81 KiB | Obejrzany 2181 razy ]

W hotelu pakuję swoje rzeczy. Jutro rano wyjeżdżam z Dakaru.
_________________
Bahrajn - zakończona
Senegal - zakończona
Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą
Góra
 Profil Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
      
 Temat postu: Re: Na południe
#13 PostWysłany: 11 Sty 2018 00:11 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 559
platynowy
Parę dni wcześniej dostaję emaila o korekcie w rezerwacji mojego biletu powrotnego. Patrzę na nią parę razy i nie bardzo widzę co się zmieniło. Godzina wylotu ta sama, przylotu też, linia lotnicza bez zmian. Tylko numer lotu inny, ale to akurat jest dla mnie najmniej ważne. Dopiero za którymś podejściem zapala mi się żarówka w głowie i wiem dlaczego dostałem tego maila - zmienił się kod lotniska wylotowego.

Dakar budował swój nowy port lotniczy ładnych parę lat, datę otwarcia przekładano już parokrotnie. Dopiero teraz udało się doprowadzić cały projekt do stanu wystarczającego dla obsługiwania pasażerów. To akurat dobra wiadomość bo stare lotnisko to w zasadzie blaszak, uciążliwy szczególnie przy wylocie - do terminalu wpuszczano podróżnych dopiero na dwie godziny przed odlotem. W przypadku mojej podróży i wylotu po 2 w nocy oznaczałoby to przeczekanie w Dakarze gdzieś do północy albo opłacenie dodatkowej nocy w hotelu albo przymusowe nocne czekanie przed terminalem - generalnie żadna opcja mi się nie uśmiecha. Nowe lotnisko jest o wiele dalej od stolicy, a to oznacza, żę bliżej do innych miast Senegalu. I tak nudziło mi się już w Dakarze, mam teraz dodatkową motywację na wyrwanie się gdzieś na prowincje. Pytanie tylko, gdzie?

Wybór pada na Joal Fadiouth. Miejsce jest oryginalne pod paroma względami. Po pierwsze, chrześcijanie stanowią tam większość, więc będę miał małą odmianę po klimatach islamskich. Po drugie, pochodzi stamtąd pierwszy prezydent Senegalu, więc będzie trochę edukacyjnie (Tak, tak, pierwszy prezydentem kraju z 92% muzułmanów, po odzyskaniu niepodległości, został katolik. I był u władzy przez 20 lat, po czym dobrowolnie zrezygnował - ewenement w Afryce). Po trzecie, to prowincja pełną gębą więc nie będzie spalin i hałasu, za to będzie cisza i spokój.

Do Joal dojeżdżam tradycyjnie sept-place. Miejscowy dworzec jest na północym skraju miejscowości, mój hotel i wyspa Fadiouth, główna atrakcja, są parę kilometrów na południe. Taksówek nie widać więc chcąc nie chcąc zaczynam pieszą wędrówkę. Chwilę później zatrzymuje się koło mnie jakiś minibus, kierowca z własnej woli chce mnie podrzucić do hotelu. I to za darmo! Wskakuję i jedziemy. Nazwa hotelu oczywiście nic mu nie mówi, ale mam telefon do ludzi z obsługi. Krótka rozmowa i parę chwil później jestem na miejscu. Przejazd rzeczywiście jest gratis.

Hotel to w zasadzie piętrowa willa z paroma pokojami. Innych gości nie ma, dostaję klucz, umawiam śniadanie na jutro rano a potem obsługa znika. Chwilę później znikam z hotelu ja sam, nie ma co siedzieć w pustym hotelu jak atrakcje czekają.

Wyspę Fadiouth najlepiej odwiedzić dwa razy: przed i po południu. Na to pierwsze przyjdzie czas jutro, dzisiaj będzie sesja popołudniowa. Idę spacerkiem do drewnianego mostu, potem tymże mostem, długim na paręset metrów, dostaję się na wyspę. I po raz kolejny podczas tego całego wyjazdu przekraczam niewidzialną granicę pomiędzy róźnymi światami.

Obecność katolików na wyspie widać już po paru krokach. A jeszcze wcześniej ją słychać i czuć. Na Fadiouth jest dużo świń. Wieprzowina w islamie jest haram, więc o golonkę albo karkówkę w Senegalu jest ciężko. Tu powinno to być o wiele prostsze - surowca na potrawy jest pod dostatkiem. Szkoda tylko, że nie ma restauracji...
Załącznik:
fad1.jpg
fad1.jpg [ 310.9 KiB | Obejrzany 2067 razy ]

Druga rzecz, którą szybko zobaczymy, usłyszymy i poczujemy to muszle. W zasadzie zrobiona jest z nich cała wyspa. Wyłożone są nią wąskie uliczki więc spacer po okolicy przypomina trochę spacer po plaży. Poza tym wykorzystywane są w budownictwie i dekoracjach ściennych.
Załącznik:
fad2.jpg
fad2.jpg [ 335.76 KiB | Obejrzany 2067 razy ]

Załącznik:
fad5.jpg
fad5.jpg [ 433.71 KiB | Obejrzany 2067 razy ]

Główną atrakcją Fadiouth jest cmentarz. Jakkolwiek makabrycznie to może zabrzmić, to miejsce ma rzeczywiście swój urok. Żeby się tam dostać przechodzę przez kolejny most. I moim oczom ukazuje się las... krzyży. Są wszędzie, powtykane w groby, usypane oczywiście z muszelek. Gdzieś w oddali pochowani są muzułmanie, widać to po innym kierunku zakopania ciał. To kolejna specyfika tego miejsca, przedstawiciele obu religii spoczywają na wieczność praktycznie koło siebie.
Załącznik:
fad3.jpg
fad3.jpg [ 177.43 KiB | Obejrzany 2067 razy ]

Załącznik:
fad4.jpg
fad4.jpg [ 299.05 KiB | Obejrzany 2067 razy ]

Wracam na główną wyspę. Jest 3 po południu ale upał jest niemiłosierny. Czas na piwo. Trochę przypadkiem trafiam na małą lokalną knajpę i szybko znajduję wspólny język z właścicielką. Pochodzi z Wysp Kanaryjskich, przyjechała tu parę lat temu i wyszła za mąż za miejscowego faceta, 20 lat młodszego od siebie. Dzięki niej dowiaduję się wielu ciekawych rzeczy o okolicy.

Wychodzi na to, że ta sielska koegzystencja religii to żadna lewacka bajka dla turystów tylko prawda. Chrześcijanie i muzułmanie wspólnie uczestniczą w weselach, pogrzebach, mieszkają koło siebie. Na wyspie jest parę kościołów, trochę mniej meczetów ale nie ma mowy o żadnym jihadzie i inkwizycji. Normalnie raj na ziemi.

Wżenienie się w miejscową rodzinę jako przedstawicielka rasy białej to temat bardziej skomplikowany i podobno początki były trudne. Samo wykręcenie się od wspólnego mieszkania z całą duża resztą sióstr, braci i kuzynów małżonka trwało długo, do tego dochodzi jeszcze traktowanie Europejki jak chodzącego worka pieniędzy. Ale podobno teraz wszystko jest w porządku. Normalnie raj na ziemi po raz drugi.

Rozmawiamy na różne tematy ponad godzinę. Potem upał słabnie i ruszam na dalszą włóczęgę po Fadiouth.
Załącznik:
fad6.jpg
fad6.jpg [ 313.33 KiB | Obejrzany 2067 razy ]

Załącznik:
fad7.jpg
fad7.jpg [ 278.89 KiB | Obejrzany 2067 razy ]

Załącznik:
fad8.jpg
fad8.jpg [ 130.03 KiB | Obejrzany 2067 razy ]

Przed wieczorem padam z nóg. Wracam na stały ląd. Funduję sobie dobrą rybę w restauracji przy moście, z widokiem na wyspę i rybaków.
Załącznik:
fad9.jpg
fad9.jpg [ 115.84 KiB | Obejrzany 2067 razy ]

Zanim zapadną całkowite ciemności, wracam do swojego hotelu. Nie ma prądu, bateria w laptopie nie starcza na długo więc idę wcześnie spać. Gdzieś w oddali słychać porykiwanie osła.
_________________
Bahrajn - zakończona
Senegal - zakończona
Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
      
 Temat postu: Re: Na południe
#14 PostWysłany: 17 Sty 2018 23:50 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 559
platynowy
Ostatni dzień w Senegalu.

Wstaję wcześnie rano, na dworzu jest jeszcze znośnie chłodno a upał nastanie dopiero za parę godzin. Szybko jem śniadanie. Podłoga mojej jadalni też usypana jest muszlami, czuję się jakbym ponownie był na wyspie.

Idę znowu w kierunku mostu łączącego Fadiouth ze stałym lądem. Jest odpływ, tam gdzie wczoraj była woda, dziś widać dno. Wyspę oddziela teraz tylko wąska na kilkanaście metrów cieśnina. A na niej wre praca, rybacy próbują zarobić na swoje życie. System pracy wygląda na wystandaryzowany: jeden z chłopaków zostaje na brzegu, reszta w wąskiej łupiance zatacza na wodzie półkole wypuszczając przy tym sieć. Przypływają z powrotem na brzeg kawałek dalej a potem wszyscy próbują wyciągnąć sieć wraz z zawartością.
Załącznik:
fd11.jpg
fd11.jpg [ 298.1 KiB | Obejrzany 1896 razy ]

W porównaniu z rybakami z Saint Louis wygląda to na prowizorkę a i ryby są też o wiele mniejsze. No i rybacy jakoś bardziej wstydliwi, tylko jedna grupka nie miała nic przeciwko robieniu zdjęć.

Od czasu do czasu podchodzi do nich ktoś z wioski i kupuje świeżo złowiony towar.
Załącznik:
fd12.jpg
fd12.jpg [ 338.34 KiB | Obejrzany 1896 razy ]

Korzystając z odpływu mieszkańcy wybierają się też na dalsze spacery albo nawet na przejażdżki po wyschniętym dnie.
Załącznik:
fd16.jpg
fd16.jpg [ 163.26 KiB | Obejrzany 1896 razy ]

Znowu włóczę się wąskimi uliczkami po wyspie. Urządzam bitwę na muszelki z miejscowymi dzieciakami. Wdaję się w krótką rozmowę z bywalcami lokalnego baru. Wbrew nazwie tego przybytki większość z nich jest raczej fanami Krysi Ronaldo. Gonię jednoszczypcowe kraby po dnie morza. Odpędzam się od handlarzy pamiątkami - dziś jest ich jakby więcej, pewnie dlatego, że przed południem na wyspie jest o wiele więcej turystów. Przy takim nicnierobieniu czas płynie szybko.
Załącznik:
fd6.jpg
fd6.jpg [ 241.92 KiB | Obejrzany 1896 razy ]

Załącznik:
fd14.jpg
fd14.jpg [ 252.89 KiB | Obejrzany 1896 razy ]

Załącznik:
fd13.jpg
fd13.jpg [ 280.69 KiB | Obejrzany 1896 razy ]

Załącznik:
fd17.jpg
fd17.jpg [ 267.06 KiB | Obejrzany 1896 razy ]

Załącznik:
fd15.jpg
fd15.jpg [ 317.29 KiB | Obejrzany 1896 razy ]

Późnym popołudniem idę na obiad do restauracji znanej mi z poprzedniego dnia. Kelnerka poznaje mnie i pyta, czy wczoraj przypadkiem czegoś u nich nie zostawiłem. Mówię, że nie, na to ona przynosi mi mój żel do dezynfekcji rąk. Nawet nie zauważyłem, że go zgubiłem. I mimo wszystko jestem w szoku, że ktoś mi go bez pytania oddał.

Ostatnie wyzwanie podczas wyjazdu, trzeba się teraz jakoś dostać na lotnisko. Internet twierdzi, że wraz z otwarciem nowego portu utworzono też połączenie autobusowe z Mbour. Biorę więc mój bagaż z hotelu, łapię po raz ostatni sept-place i za jakieś grosze w ciągu niecałej godziny dojeżdżam tam z Joal.

Na dworcu w Mbour chaos i zgiełk. I nikt nie ma pojęcia o żadnym nowym autobusie. Rozmawiam z paroma osobami w dosyć szybko klarują mi się dostępne opcje. Albo za 11000 franków jak król pojadę taksówką specjalnie dla mnie pod sam terminal albo za 1500 cfa sept-place podrzuci mnie na skrzyżowanie jakieś 2 km od lotniska. Wybieram drugą opcję.

Dosyć długo czekam na zapełnienie się samochodu, w międzyczasie urządzam sobie pojedynek na głupie miny z miejscową dzieciarnią.
Załącznik:
fd18.jpg
fd18.jpg [ 164.94 KiB | Obejrzany 1896 razy ]

W końcu ruszamy, kolejna godzina kulenia się na tylnym siedzeniu i jestem prawie u celu. Lotnisko jest już w zasięgu wzroku a na skrzyżowaniu czeka parę taksówek. Za 500 franków podwiozą mnie pod same drzwi terminala. Cena kusząca, zarzucam więc pierwotny plan pokonania tych ostatnich 2 km na piechotę. A do tego i tak oszczędzam, ten nieistniejący autobus z Mbour miał teoretycznie kosztować 3000 cfa. Znowu troche czekam na zapełnienie się taksówki. W międzyczasie podziwiam podwozia przelatujących samolotów, podchodzą do lądowania tuż nad moją głową.

Równo z zachodem słońca dojeżdżam na lotnisko. Pozostaje tylko przetrwać teraz 6 godzin do wylotu. Wydaję resztki pieniędzy na piwo i średnio strawne kanapki. Przebieram się w bardziej wyjściowe ubranie żeby nie straszyć ludzi w Europie. Rozmawiam z Francuzką, która spędziła tu parę tygodni kręcąc telenowele dla lokalnej telewizji - to jej pierwszy pobyt w Afryce ale cieszy się, że nie miała problemów z dogadaniem sie. Potem przechodzę przez kontrolę zpieczeństwa i paszportów i spędzam ostatnie 1.5 godziny w lounge. Kanapki są tu tak samo niestrawne a w dodatku w rogu sali ktoś głośno chrapie.

Wreszcie dochodzi upragniona 2 w nocy, wchodzę na pokład samolotu i żegnam się z Afryką. Na parę miesięcy, już wiem że niedługo tu wrócę.
_________________
Bahrajn - zakończona
Senegal - zakończona
Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą
Góra
 Profil Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
      
 Temat postu: Re: Na południe
#15 PostWysłany: 23 Sty 2018 23:52 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 559
platynowy
Na koniec troche praktyki.

Ceny i waluta:
Po części wymienione w relacji. Generalnie na miejscu jest względnie tanio. Względnie, bo to nie Azja ale z drugiej strony wychodzi nie tak drogo jak w wielu innych krajach Afryki podzwrotnikowej.
Można się targować ale ja poza paroma wyjątkami dawałem sobie z tym spokój. Zbicie ceny bananów kupowanych na stragania z 200 do 100 franków, czyli parędziesiąt groszy, było by pewnie możliwe, ale szkoda na to mojego czasu. Ograniczałem się tylko do negocjacji cen noclegów, taksówek i opłat za bagaż w sept-place.
Cash is king, możliwości płatności kartą było niewiele. Bankomatów jest względnie dużo, korzystałem z nich tylko raz, po przylocie na lotnisku. W gotówce miałem euro i dolary, można je wymienić na cfa w bankach albo w kantorach. Kurs euro do cfa jest sztywny.

Język:
Francuski, jak ktoś zna. Jak nie, to da się dogadać po angielsku lub hiszpańsku. Nie wiem, czy to reguła, w tym pierwszy języku z reguły mówili pracownicy hoteli, z tego drugiego korzystałem w restauracjach i rozmowach z przypadkowo poznanymi ludźmi.

Hotele:
Generalnie nie szukałem miejsc najtańszych, miało być względnie czysto i z internetem. Pozytywnie zaskoczyłem się prędkością polączenia z netem. Klimatyzacja nie była o tej porze roku warunkiem koniecznym. Wszędzie w cenie było śniadanie, w stylu francuskim czyli bagietka, coś słodkiego i kawa. Wszędzie poza Dakar International House na wyposażeniu były moskitiery, wychodzi na to, że własną targałem bez potrzeby. W paru miejscach zdarzały się wyłączenia prądu, przydaje się własna latarka lub czołówka. Wszystkie hotele poza tymi w Saint Louis rezerwowałem parę dni wcześniej przez booking.com

Dakar Airport House - wygląda miło ale nie mam pojęcia jak wyglądają standardowe pokoje dla przyjezdnych. Na maps.me zaznaczony jest w dwóch miejscach, prawdziwe jest to dalej od głównej drogi.
Sunu Keur w Saint Louis, 28000 cfa - najlepsze ale i najdroższe ze wszystkich miejsc, w których spałem. Widok z tarasu i genialny dżem na śniadanie to główne zalety tego miejsca.
Hotel du Palais w Saint Louis, 13000 cfa - też przyjemne miejsce, o odpowiednio niższym poziomie ceny i jakości. Za to o wiele bliżej centrum
Dakar International House, 9 eur - coś w stylu klasycznego hotelu w Dakarze. Miła atmosfera, fajni ludzie tylko okolica zupełnie bez sensu - daleko od atrakcji czy węzłów komunikacyjnych
Quicksilver Boardriders Dakar w Ngor (w sensie na stałym lądzie, nie na wyspie), 20 eur - niby dla surferów ale żadnego tam nie widziałem. Mają własny basen, co pewnie w lato jest sporą zaletą.
La Femme Noir w Joal, 27 Eur - to w zasadzie spory dom z paroma pokojami. Obsługa dochodząca, lepiej umówić się na konkretną godzinę przyjazdu. Mało popularny, co jest sporą zaletą bo ma się cały dom dla siebie.

Jedzenie:
Ryby, ryby i jeszcze raz ryby, pod różną postacią ale wszędzie dobre. Dla świętego spokoju nie zaglądałem w restauracjach do kuchni. Zarówno w Saint Louis jak i w Dakarze są dobrze zaopatrzone supermarkety, jak komuś chce się samemu bawić w przygotowanie posiłków.
Można też skusić się na street food w Saint Louis czyli przygotowywane na naszych oczach smażone kulki z ciasta.
Załącznik:
sen1.jpg
sen1.jpg [ 210.08 KiB | Obejrzany 1675 razy ]

Bezpieczeństwo:
Dla pewności pytałem o szczegóły przed wychodzenie z hotelu ale w każdym miejscu, w którym byłem było wręcz super-bezpiecznie. Włóczyłem się po Saint Louis po zachodzie słońca z aparatem fotograficznym na wierzchu, wchodziłem w mniej uczęszczane zaułki i ani razu nie miałem żadnej dziwnej sytuacji. To samo w Dakarze i na jego przedmieściach. Odrobina zdrowego rozsądku nigdy nie zaszkodzi.

Ludzie są mili i nie natrętni. Handlarze pamiątkami i naganiacze często zaczepiali mnie próbując coś sprzedać ale nie naciskali, jak nie byłem zainteresowany.

Fotografowanie:

Miejscowi dzielą się na trzy grupy: (i) nie lubią zdjęć i na nie nie pozwalają, (ii) chcieliby ale się boją i nawet jak proszą o zdjęcia to się wstydzą...
Załącznik:
sen2.jpg
sen2.jpg [ 165.7 KiB | Obejrzany 1675 razy ]

...oraz (iii) sami zagadują i proszą o fotkę. Ta trzecia grupa była największa i o dziwo, częściej o zdjęcia prosili mnie dorośli niż dzieci.
Czasami nawet sam byłem ukradkiem fotografowany.
Załącznik:
sen3.jpg
sen3.jpg [ 224.43 KiB | Obejrzany 1675 razy ]

Tak w wielkim skrócie, Senegal to świetne miejsce dla kogoś, kto jeszcze nie był w międzyzwrotnikowej Afryce. Zero stresów, zero trudności z podróżowaniem, czysty relaks ale bez cepelii i sztucznego udawania specjalnie dla białych turystów.
_________________
Bahrajn - zakończona
Senegal - zakończona
Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą
Góra
 Profil Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
Gadekk uważa post za pomocny.
 
      
 Temat postu: Re: Na południe
#16 PostWysłany: 02 Mar 2018 10:31 

Rejestracja: 22 Maj 2012
Posty: 596
Loty: 312
Kilometry: 479 773
niebieski
pbak napisał(a):

"Dakar Airport House?" pytam. "Oui, oui. 10 tysięcy". "Coooo? Nie ma mowy, zapłacę najwyżej 3". "Ok, niech będzie". Hm, coś za szybko poszło. Wiem, że przepłacam, za tą cenę można dojechać o wiele dalej niż do mojego hotelu ale po parunastu godzinach na nogach, w środku nocy nie mam ochoty targować się dalej. I tak płacę w końcu tylko niecałe 5 euro, szkoda mi tracić czas na zbicie parudziesięciu centów.

Wsiadamy do samochodu, kierowca pyta, gdzie ma jechać. "Dakar Airport House" mówię i po jego minie widzę, że nie ma pojęcia, gdzie to jest. Zaczepia jednego znajomego, potem drugiego aż w końcy błagalnie patrzy na mnie. Otwieram rezerwacje z bookingu i daję mu numer telefonu do hotelu. Dzwoni, po chwili rozmowy twarz robi mu się jeszcze bardziej zdziwiona, ale przynajmniej odjeżdżamy z lotniska.

Jedziemy paręnaście minut, kierowca cały czas wisi na telefonie ale chyba niewiele mu to pomaga bo kręcimy się trochę w kółko. Zjeżdżamy z głownej drogi gdzieś w jakieś ciemne peryferia. Coś mi tu nie gra, hotel miał być przy głównej drodze. Robi się nieciekawie, ale po chwili dostaję do ręki telefon. Chłopak z hotelu mówi mi, że na google maps miejsce zaznaczone jest w złym miejscu. Na moim maps.me widocznie też. Ale numer, z którym rozmawiam jest tym samym, który mam w rezerwacji a recepcjonista na moje pytanie bez zastanowienia podaje prawidłowy adres hotelu. Aha, dodaje też, że nie mają już wolnych pokoi bo gdzieś im zginęła moja rezerwacja, ale żebym przyjechał, coś się wymyśli. No dobra, to jedziemy dalej.


skad ja to znam, w naszym przypadku niestety mimo wielu prób telefonu nikt nei odebrał i po długim szukaniu taksówkarz nas olał a my odpsucilismy sobei nocowanie w tym przybytku.
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 16 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group