Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 25 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 28 Gru 2018 11:50 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Lip 2011
Posty: 1001
Prolog:
Image

Chwilę zeszło, @luck1991 8-) . Lepiej późno, niż wcale.

To nie jest takie złe miejsce do mieszkania i odwiedzin. Pod warunkiem że lubisz komary, które chcą pożreć cię żywcem w tych krótkich letnich tygodniach, gdy przyroda próbuje nadrobić stracony czas. I nie będziesz zwracać uwagi na dojmujący mróz, który maluje obrazy na oknach i powoduje, że twoja broda zamarza. Bo przecież -40 °C / -50 °C to żadna zima, prawda?

----------------------------------------------------------------------
Relacja z zimowej wizyty na północy Syberii
----------------------------------------------------------------------

– W tym roku zima jeszcze nie przyszła…
– Kur**a, Stiepa, jest milion stopni poniżej zera!
– Sorok gradusów? Daj spokój, Чувствовать себя как дома (poczuj się jak u siebie w domu – przyp. aut.)


Nierealna okolica. Jeszcze przed chwilą spacerowałem po Moskwie, która w klasycznym anturażu prezentowała się tak, jak powinna wyglądać stolica imperium: potężna, oświetlona, onieśmielająca. Z jednej strony przypominający monstrualną choinkę słynny GUM – Gławnyj Uniwiersalnyj Magazin – gdzie nowobogacka elita oraz zachodni turyści pracowicie wydają ruble. Z drugiej: pstrokaty Sobór Wasyla Błogosławionego, punkt obowiązkowy każdego selfie-maniaka, bo przecież wyjazd do Rosji bez zdjęcia pod tą ikoniczną, ponadpięćsetletnią budowlą po prostu się nie liczy.

…a w tle kra płynąca rzeką Moskwą i kwiaty na miejscu zastrzelenia opozycjonisty Borisa Niemcowa, na moście Bolszoj Moskorieckij, w cieniu Kremla. Rosja w pigułce.

Centrum Moskwy i cerkiew Wasyla Błogosławionego
Image

Rzeka Moskwa płynąca w centrum stolicy Rosji
Image

Miejsce zabójstwa Borisa Niemcowa na moście Moskworeckim
Image

Teraz? Jest 6 rano, wysiadam tuż po zamieci śnieżnej z samolotu w Nowym Urengoju (Но́вый Уренго́й), czuję jak szpilki mrozu próbują zaatakować moje gardło – i zastanawiam się: ki czort?! Po co ludzie dobrowolnie zdecydowali się tutaj mieszkać? Odpowiedź na to pytanie nie jest taka jednoznaczna i prosta.

* * *

Na początku było tu… nic. Koniec świata, gdzie nikt o zdrowych zmysłach – oprócz koczowniczych plemion i zesłańców – nie miałby ochoty się zapuszczać. Jamalsko-Nieniecki Okręg Autonomiczny to naprawdę niegościnne miejsce, nawet jak na Syberię. A jednak splot działań człowieka i darów Matki Natury sprawił, że 45 lat temu, we wrześniu 1973 r. w wieczną zmarzlinę wbito krzywą tabliczkę z napisem → Nowy Urengoj ← i zaczęto budować. Siedem lat później przyznano prawa miejskie.

Ojcem? Gaz. Matką? Ropa. A dzieci? 113 tysięcy osób, żyjących i pracujących na chwałę swojej Ojczyzny – i na zasobność swojego portfela. Witaj w gazowej stolicy Rosji!

Image

Spójrz na mapę. Stąd wszędzie jest daleko. Zima trwa, bagatela, 284 dni w roku, z najniższymi temperaturami w styczniu i w lutym. Mając ochotę na odwiedziny tych okolic w innym okresie niż „zima”, do dyspozycji pozostaje dość wąskie okno czasowe.

W moim przypadku zagrała chęć doświadczenia na własnej skórze styczniowej aury na północy Syberii. W podjęciu decyzji pomogła absurdalnie niska cena biletu lotniczego z Moskwy, która pojawiła się na naszym forum Fly4free.pl

----------------------------------------------------------------------
WITAJ NA KOŃCU ŚWIATA
----------------------------------------------------------------------

Stoję więc jak sopel lodu przed budynkiem lotniska w Nowym Urengoju, ciesząc się, że dotarłem tu bez przeszkód. A nie jest to takie oczywiste: pociągiem z Moskwy jedzie się trzy dni, samolotem przemierzymy całą trasę znacznie krócej, w kilka godzin – pod warunkiem, że pogoda pozwoli na lądowanie. Jak wyglądało to kiedyś? Dla obywateli Związku Radzieckiego możliwość przebywania na terenie miasta była mocno ograniczona. Jeżeli nie miałeś specjalnego pozwolenia, nie mogłeś postawić stopy w tej okolicy.

Próba dostania się tutaj jakiegokolwiek obcokrajowca była z góry skazana na niepowodzenie. Nie było to totalnie ZATO (zakrytyje administratiwno-tierritorialnyje obrazowanija – przyp. aut.), czyli miasto zamknięte – ale zdobycie przepustki nawet dla obywateli ZSRR stanowiło spory wyczyn.

Zmienił się ustrój, nie ma już Związku Radzieckiego, a sam Nowy Urengoj od pewnego czasu „otworzył się” na świat. W odróżnieniu od Norylska czy Dudinki, moje starania o przylot na teren Jamalsko-Nienieckiego Okręgu Autonomicznego sprowadziły się do zakupu biletu na przelot samolotem linii UTair Aviation i przybyciu na moskiewskie lotnisko Wnukowo. Cena? Nie wnikając w szczegóły tej promocji czy błędu taryfowego, z kieszeni ubyło niecałe 5500 RUB, czyli około 300 PLN. Taniocha.

Ciemno jak oko wykol, zegarek pokazuje 6:50, lotniskowy zegar wyświetla 17:34, czyżby zamarzł? W budynku portu lotniczego na ścianach wiszą dziecięce rysunki, sławiące dzielnych wojaków. No, folklor.

W ciągu najbliższych dni specyficznego folkloru było znacznie więcej.

Lotnisko w Nowym Urengoju
Image

Wszystko się zgadza, z wyjątkiem godziny

Image

Boeing 737-500 linii UTair Aviation
Image

Oryginalny sposób na dekorację ścian portu lotniczego
Image

----------------------------------------------------------------------
HISTORIA
----------------------------------------------------------------------

– Ta ziemia jest usiana kośćmi. Nie tylko na trasie linii kolejowej z Igarki do Salechardu. Wszystko, co było budowane i wydobywane, to dzieło więźniów. GUŁAG. Tysiące trupów. Strach łopatę w ziemię wbijać, bo o kość zahaczysz.
– Jakie były początki?
– Pytasz o GUŁAG? No, ginęli ludzie. Stalin zechciał pobawić się na Syberii, więc ludzkie mięso powędrowało na północ. Najtańsza siła robocza.
– Igor, ja pytam o Nowy Urengoj…
– Robili badania geologiczne i wyszło im, że tutaj Kuwejt będzie czy inny Katar. Gaz, ropa, pieniądze! I ch*j położyli na zdrowie ludzi. Sami się garnęli, chciwość i chęć zarobku były skuteczniejsze niż więźniowie. A zima zbierała swoje żniwo.
– To były lata 70-te?
– Mieszkam tutaj od 1981 roku. Pamiętam jak ludzie gnieździli się w ogromnych beczkach po ropie i kontenerach z wybitymi dziurami wentylacyjnymi. Jak zwierzęta w klatce, zamarznięte mięso. To była prawdziwa dzika północ. I to był dom. Pracowało się przez kilka miesięcy, a potem drugą część roku spędzało na południu Sojuza, w cieplejszym klimacie.
– Dużo było chętnych do pracy w Nowym Urengoju?
– Dużo. Ludzie traktowali to jako zaczoty (rodzaj zaliczenia z powodu trudnych warunków klimatycznych – przyp. aut.). Każdy liczył, że popracuje tak kilka lat, odłoży szmal na zapas. A resztę życia spędzi w ciepełku.
– I tak było?
– пошёл на хуй! (rosyjskie przekleństwo, odpowiednik naszego spier**laj – przyp. aut.). Jak zasmakowałeś życia na północy, nie wytrzymasz na południu. A tutaj można było mieć wszystko za pieniądze. Diengi mają większą moc od zimy i zadupia. I teraz jest tak samo, za forsę Gazpromu.
– To dlatego wozisz ludzi na maszynie (taksówce – przyp. aut.)?
– Każdy potrzebuje gdzieś jeździć. A nie wszyscy mają swoje samochody. Niektórzy po prostu z lenistwa wolą jechać cudzym wozem. Popatrz na mojego UAZa, wszędzie dojadę. Wożę dziwki na imprezy, wożę dzieci do lekarza, wożę jedzenie.
– Nie chciałeś pracować dla Gazpromu jako kierowca?
– (śmiech) Znam ich na wylot, kolego. Pracowałem dla nich kilka lat.
– No i…?
– Wyrzucili mnie, bladzie, za pijaństwo. Za pijaństwo! A przecież tutaj co drugi nie trzeźwieje.


* * *

Na północy Syberii nie ma taryfy ulgowej, tu nie certolą się w tańcu, przekleństwa ścielą się gęsto. Surowe miejsce wymusza surowe zachowanie i – niekiedy – równie surowe obejście. Ale pod tymi warstwami kryje się najczęściej typowa rosyjska dusza. Nie żaden homo sovieticus, zniewolony intelektualnie, pozbawiony osobowości i godności, odizolowany od światowej kultury i wykazujący dwubiegunowe podejście: uniżoność wobec silniejszych i agresję wobec słabszych.

W Nowym Urengoju spotkasz raczej ludzi, którzy do szklanki samogonu wyjmą bałałajkę albo gitarę i zaczną śpiewać lub wspominać lepsze bądź gorsze czasy. A w sytuacjach podbramkowych, kiedy jesteś w przysłowiowej dupie, to oni pierwsi rzucą się z pomocą i będą zażenowani okazywaną im wdzięcznością. Czysty turański kult siły… zmieszany z prostolinijnością i szczerym podejściem, jak w starym rosyjskim przysłowiu: cegła do cegły, będzie dom. Mając złe cegły, domu nie zbudujesz.

Nazwij to zboczeniem, słabością, spaczeniem poglądów – ale jednym z elementów układanki, który powoduje że czuję się dobrze w krajach dawnego Sojuza, są właśnie ludzie. I nieistotne jest to, czy chodzi o mieszkańców Syberii, prawie-że-europejczyków z zachodniej Ukrainy, „ruskich ludzi” napotykanych na południowych rubieżach Rosji, czy może Kirgizów i innych miejscowych, zamieszkujących –stany (Kazachstan, Uzbekistan, Turkmenistan, Kirgistan, Tadżykistan).

Wolę przebywać i rozmawiać z nimi, ponarzekać, a potem pośmiać się – niż z gładkim Amerykaninem, który zakrwawiony, z urwaną ręką, rozwalonym czołem i masywnym rozwolnieniem na słowa: „how are you?”, odpowie: „I’m fine” tudzież „It’s awesome, buddy!”.

Pisał o tym Hugo-Bader, pisał o tym Szczerek. To szeroko zdefiniowany teren Poradziecji – samo określenie słyszymy na forum z ust kolegi @pabien.

Wszystko jest możliwe.

----------------------------------------------------------------------
SKLEPY I SAMOCHODY
----------------------------------------------------------------------

Wyjście „ na miasto”. Mój gospodarz chce mi zaimponować, więc wiezie mnie do największego sklepu w Nowym Urengoju. Zamykasz oczy i wyobrażasz sobie budynek w stylu późnego PGR, albo klasyczny sklep a’la Społem. Otwierasz oczy – i widzisz nowoczesne centrum handlowe. Nieważne, że za oknami szaleje purga (zamieć śnieżna – przyp. aut.), która wywraca ludzi niczym słomiane kukiełki – w środku jest sucho, ciepło i… tak zwyczajnie.

Na zewnątrz wiatr bawi się z ludźmi w ping-ponga, szarpiąc ich wściekle swoimi kłami. Tutaj młodzież sama bawi się w ping-ponga, jeżdżąc błyszczącą, szklaną windą z dołu na górę. Pyk, pierwyj etaż, wtaroj etaż, szus w górę, koniec jazdy. I ponownie w dół. Jak w monstrualnej wersji jojo.

To jest sklep na północy Syberii?! Mijam Calzedonię, trwa promocja na bieliznę, obok przycupnęły stoiska sieci komórkowych, kryształy Svarowskiego mienią się wszystkimi kolorami tęczy u jubilera, wjeżdżam windą na najwyższe piętro, kolejny sklep z ubraniami, obok strefa z jedzeniem, pizza, kurczaki w KFC. Kurczaki?! Cholerne kawałki mięsa w panierce, na drugim końcu świata.

Spodziewasz się czegoś oryginalnego, a dostajesz, niczym mokrą szmatą w twarz, ten sam widok, co w dowolnym polskim centrum handlowym. Tłum ludzi w środku, ładne kobiety na zakupach, kurtki i ciepłe futra zostawione w szatni, rybki pływają w akwarium – a napis nad nim głosi, abyś nie był szuja i nakarmił rybki – wszystko mocno nierealne. Bo przecież nie tak miała wyglądać wizyta w syberyjskim sklepie zimą, nieprawdaż?

Elena wyprowadza mnie z błędu.

– Myślisz, że my tutaj żyjemy jak dzikusy? Guzik prawda, mamy wszystko. Internet, świeże owoce, rozrywkę. I kino mamy, i klub sportowy. Gazprom dba o to, aby ludziom z zimna i nudów się w głowach nie poprzewracało.

Złote Tarasy w Warszawie? Wygląda to podobnie
Image

Nie bądź żyła, nakarm rybkę
Image

* * *

Gazprom. To słowo odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Usłyszę je w sklepie z futrami w centrum handlowym, nazwanym (o ironio!) Solnechny Mall, choć słońce to towar z gatunku tych deficytowych. Powtarzają je ogorzali mężczyźni, którzy piją Baltikę na tyłach osiedlowego sklepiku, nic sobie nie robiąc z zamieci śnieżnej. Ze złością wysyczał je facet bez ręki, który prosi mnie o 100 rubli na głównej ulicy Nowego Urengoju.

Logo giganta dumnie figuruje na budynkach, billboardach, spoziera z naklejek na samochodach i autobusach, wylewa się z każdej strony internetowej. Nie ma żartów. Gazprom to życie. Gazprom to pan. Gazprom to król, a Nowy Urengoj to jego udzielne królestwo.

– Tu wszystko się kręci wokół niego. Żyjesz z Gazpromem, modlisz się do Gazpromu. Jak wypadniesz z jego obiegu, to zostajesz obywatelem drugiej kategorii. Wyrzutkiem, któremu przestanie spadać słonina ze stołu.
– Ty modlisz się do Gazpromu?
– Już nie. Skur**syny po tylu latach pracy uznali, że trzeba wdrożyć, poczekaj, jak oni to nazwali? A, już pamiętam! Inne standardy sprzątania w biurach.
– Standardy? Myślałem, że sprząta się w jeden sposób.
– Okazało się, że nie. Przyjechał wagon dupków z z Nowosybirska, którzy zaczęli zaprowadzać swoje porządku, dyrektywy, ustalenia. I moje machanie szmatą okazało się za mało nowoczesne. Zamiast pewnej pracy, muszę tu wegetować.
– Elena, ale przecież nikt Ciebie tu na siłę nie trzyma.
– A co ja mam robić w innym miejscu? Do Soczi pod palmy pojadę?! Tu jest moje życie.


Elena ma pożółkłe zęby i spracowane ręce. Głębokie bruzdy na dłoniach opowiadają historię pisaną wysiłkiem. Gorzko uśmiecha się, odpalając kolejnego papierosa, którego samodzielnie wcześniej skręciła. Gazprom sprawuje rząd dusz na północy Syberii. 74 proc. całego rosyjskiego wydobycia gazu pochodzi właśnie stąd. To błogosławieństwo i zarazem przekleństwo. Złoże Piescowoje nazywane jest „gazowym skarbem Rosji”, a od pieniędzy państwowego koncernu zależy wszystko.

W Nowym Urengoju zarabia się spore pieniądze jak na standardy rosyjskiej prowincji. Pomijam Moskwę i Sankt Petersburg. Kilkadziesiąt tysięcy – i więcej – rubli miesięcznie nie robi tutaj na nikim wrażenia. A przecież 100 tys. rubli to jakieś 5,5 tys. naszych złotówek. Podobnie jest w innych miejscach na Dalekiej Północy. Pieniądze leżą na ulicy. A raczej spoczywają w zamarzniętej ziemi.

Władze Gazpromu doskonale zdają sobie sprawę z tego, że wysokością pensji muszą zrównoważyć trudy życia na północy Syberii. Stąd szalony rozkwit miasta w tak nieprzyjaznej części świata. Stąd banany i kiwi w centrum handlowym, sprowadzane – jak prawie wszystko – drogą lotniczą. Stąd absurdalny widok nowych Mercedesów i Infiniti na drodze.

Tej samej drodze, po której jadą stare UAZy 452 i inne wytwory radzieckiej myśli technologicznej – plus rozmaite przeróbki. Tuningowane maszyny „rosyjskich chłopaków” w ciuchach za milion złotych monet, którzy wydają kolejne miliony monet w rzeczonym centrum handlowym. Rosyjskie chłopaki. Już samo określenie budzi raczej jednoznaczne skojarzenia.

Obwieszeni złotymi łańcuchami, ale mieszkający w blokach rodem wprost z krakowskiej Nowej Huty, bo tutaj praktycznie nie można budować samodzielnych jednorodzinnych domków wolnostojących. Ale i mężczyźni w kwiecie wieku, których surowe twarze są przeorane syberyjskim wiatrem i mrozem, a spracowane ręce dają nadzieję, że w starciu z niedźwiedziem właściciele tychże kończyn nie byliby bez szans.

Aberracja. Miks namiastki życia zachodniego i sowieckiego sznytu.

Samochodowe kontrasty
Image

„Szybcy i wściekli”, wersja Syberia
Image

----------------------------------------------------------------------
MIEJSCÓWKA
----------------------------------------------------------------------

To długa historia. Trochę jak u Hitchcocka. Zaczęła się jeszcze w Polsce, od trzęsienia ziemi, którym był błąd w cenie hotelu na Booking.com. Potem, zgodnie z kanonem gatunku, temperatura tylko rosła. Były w niej komplikacje fabularne, dzielnie występujące dzięki olaniu przez system rezerwacyjny swojego błędu… i późniejsze przywrócenie rezerwacji. Nie zabrakło momentów typu cliffhanger („wysłałem claima, czy uznają?!”), a nawet parcia ku szczęśliwemu zakończeniu, gdy już w Rosji odczytałem maila z ostatecznym potwierdzeniem rezerwacji.

Happy end jednak nie nastąpił. Zamiast hotelu i jego oświetlonego lobby, do dyspozycji mam klatkę schodową w bloku z lat 80-tych plus pokój w mieszkaniu prywatnym, które jest półlegalnie wynajmowane przez jego właścicieli na jednym z ogólnorosyjskich serwisów z ogłoszeniami. W sumie to spory łut szczęścia: znalazłem to lokum, czekając w Moskwie na opóźniony lot do Nowego Urengoju. Wsiadając do samolotu, do końca nie wiedziałem, gdzie tak naprawdę będzie stało moje łóżko. I raczej się tym nie przejmowałem: aby było ciepło.

* * *

Nie mam na co narzekać. Klatka to tylko klatka. Ważne że pokój jest czysty, w łazience ciepła woda – temat wody jednak w pewnym momencie dość niespodziewanie wróci na tapetę – a dostęp do kuchni nie jest limitowany. Łóżek jest over limit, mam do dyspozycji aż dwa: jedno służy mi za mebel wielofunkcyjny, od stolika poczynając, na podręcznej szafie kończąc. Wywalam na nie cały mój dobytek, mieszczący się w jednym sfatygowanym plecaku. Bo normalnej szafy tu nie uświadczysz. Na czołowym miejscu pręży się szklane opakowanie kremu czekoladowego. Nie mam zielonego pojęcia, jakim cudem przetrwało trudy ostatnich dni.

OK, na jedną rzecz trochę psioczę: daje mi bardziej w kość niż zasyfiona do granic możliwości klatka schodowa. W mieszkaniu panują afrykańskie wręcz upały – gospodarze w pełni wykorzystują fakt, iż za ogrzewanie w większej mierze płaci Gazprom, a reszta jest tania jak barszcz („- Eto kopiejki”). W efekcie muszę wieszać mokry ręcznik na kaloryferze, aby móc normalnie oddychać. Wdech, ciepła kula powietrza trafia do płuc, wydech. Powtórz.

Z tym grzaniem do oporu to przypadłość dość powszechna.

Hotel 4* to wprawdzie nie był...
Image

...ale narzekać nie zamierzałem
Image

----------------------------------------------------------------------
WODA
----------------------------------------------------------------------

– No i piździec!

Z kuchni dobiega męskie przeklinanie, samogłoska pod akcentem pięknie wybrzmiewa w ciasnym mieszkaniu. Zrywam się z łóżka, odsuwam makatkę, otwieram drzwi i przeciskam się do kuchni, pytając się mojego gospodarza: o co chodzi?

Z potoku słów, przetykanych przekleństwami jak ciasto rodzynkami, wyławiam sens. Pękły rury, która doprowadzają wodę do dużego osiedla. Jedna czwarta Nowego Urengoju została bez zimnej wody. Rozumiecie, styczeń, 40 stopni mrozu za oknem, a tutaj nie ma wody. Dobrze, że ogrzewanie na Syberii jest rzeczą świętą, a gaz – i Gazprom – pilnuje tego skrupulatnie, niczym płomienia znicza olimpijskiego.

O! Właśnie! Płomień! W tych okolicach wciąż świeże jest wspomnienie sztafety z ogniem olimpijskim. Przed igrzyskami w Soczi w Nowym Urengoju niosło go 60 osób. Ale powrót do rzeczywistości: skąd wziąć wodę, w oczekiwaniu na doprowadzenie całej infrastruktury do stanu normalności? W pogotowiu są już plastikowe kanistry oraz butelki.

– Pod cerkiew zajadą beczkowozy. Bierz ze dwie bańki i przynieś wody – proponuje Wasyl.

Idę więc. Naciągam kaptur kurtki puchowej na głowę, po drodze strzelam sobie selfie – płatki śniegu, które osiadają na mojej brodzie i wąsach od razu zmieniają się w twarde kropelki i kawałki lodu. Wyglądam jak stary dziad. Cera jest plamista i ziarnista niczym tarka, można o nią pocierać delikatne przedmioty, chcąc je zmechacić. Śmieszne uczucie.

Image

* * *

Już z daleka widzę, że nie jestem jedynym potrzebującym. Z całego osiedla powoli schodzą się ludzie. Młode dziewczyny w kurtkach o nowoczesnym kroju. Panie w futrach. Okutane w milion warstw szali babinki. Każdy idzie z kanistrem lub plastikowymi butelkami. Niczym ćmy do światła, kierują się w stronę cerkwi. Cel? Woda.

Na miejscu wygląda to nieco dziwnie. Woda z beczkowozu nalewana jest wężem bezpośrednio do podtykanych naczyń. Problem w tym, że przy tej temperaturze woda błyskawicznie zamarza. Drewniana ławeczka, postawiona przed beczkowozem, przypomina dekorację z filmu dla dzieci „Kraina Lodu”: cała jest udrapowana stalaktytami, które powstały dosłownie chwilę temu. Wygląda jak zęby pradawnego mamuta.

Woda cieknie z węża na ławkę, tam rozlewa się po całej powierzchni szeroką strugą, próbuje znaleźć drogę na ziemię… ale zanim tam trafi, zmienia swoją postać. Dodatkowo całe podłoże błyskawicznie przechodzi transformację w naturalne lodowisko – utrzymanie pionowej postawy staje się wyzwaniem z gatunku: „zaraz wyrżnę o ziemię”.

Obsługujący beczkowóz jegomość w dresach Adidas nic sobie nie robi z dojmującego zimna – nie ma założonych rękawiczek, pomaga w nalewaniu tym, którzy takiej pomocy potrzebują. Część z kolejkowiczów również ma gołe dłonie. Podziwiam, nie naśladuję. Ot, przygotowanie do życia na północy Rosji.

Image

* * *

Stojąc w kolejce po wodę dowiedziałem się, że:

-> Fakieł przegrał kolejny mecz z tymi farciarzami z Biełgorodu;
-> w sklepie niedaleko przychodni mają jeszcze świeże awokado;
-> ten psi pomiot, co na 9 piętrze w bloku („– wiecie, Nadymskaja”) przyjmuje panów, wczoraj pół nocy krzyczała aż musiała przyjechać policja;
-> znaleziono dwa ciała w tundrze, jakieś 20 kilometrów od Korotczajewa Limbiai;

Na co zwróciłem uwagę? Nie na ciała, nie na awokado, nie na Fakieł. I nawet nie na panią lekkich obyczajów. Kurde, na policję. Nie mogę się przestawić, że od paru lat w Rosji nie ma już milicji tylko policja. Wrócono do nazwy z carskich czasów. I tym sposobem od 2012 roku nie uświadczysz milicjanta.

A tymczasem wężyk ludzi przy beczkowozach nie maleje. Na pozór nie ma dużo osób, ale przyglądając się dłuższą chwilę, widać że następuje ciągła rotacja. Woda jest ważna.

Jak awaria, to... pod cerkiew
Image

Kolejka po wodę
Image

* * *

Objuczony życiodajnym płynem zbieram się z kanistrami do domu. 10 litrów wody powinno starczyć chociaż na chwilę. A później? Niech się martwi o to mój gospodarz i jego żona. Idę przez smutne przestrzenie, po których wieje wiatr, i jest mi coraz zimniej. Muszę trochę się ogrzać – przy minus 40 stopniach nie ma nic gorszego niż bezruch.

Stara zasada: drepcz w miejscu, truchtaj, ruszaj palcami. Staraj się pobudzić swój organizm do wysiłku, do życia. Bo jak, bracie, nic nie zrobisz – życie z ciebie zacznie uciekać. Niczym ta woda z beczkowozu, kropelka po kropelce. I zaczniesz się odmrażać. Czubek nosa, palce u rąk i nóg, odsłonięte części ciała.

Będziesz czuć, że… nie czujesz. Ciało zacznie ogarniać dziwne otępienie i ciepło. I to jest ostateczny dzwonek ostrzegawczy, który wysyła organizm. Czas nie gra na twoją korzyść, a wychłodzenie może błyskawicznie poczynić mocne spustoszenie.

Dlatego nie mam zamiaru tkwić w miejscu, zasuwam do mojego ciepłego pokoiku, wynajętego u Wasyla. Po drodze mijam kolejne osoby, które pieczołowicie transportują zdobyczną wodę do swoich samochodów. W niektórych przypadkach wygląda to nieco dziwnie: nowoczesna fura za 2,5 mln rubli, a w środku przewożona woda. Nie wóda. Woda. Jedna literka, a jaką robi różnicę!

Image

----------------------------------------------------------------------
POMNIKI
----------------------------------------------------------------------

Surrealizm. Z oddali wygląda jak scena z horroru, po podejściu bliżej wcale nie jest lepiej. Dziecko, na oko 3-4 letnie, ciągnie za sobą wózek. Wygląda na mocno zajęte swoją czynnością, idzie do przodu, nie ogląda się za siebie. W środku wózka – miś. Pluszak, wypełniający swoim pluszowym ciałem całe wnętrze wózka-zabawki. Wszystko przysypane śniegiem, skrzącym się w świetle latarni, wygląda to jak atak zombie z „The Walking Dead”. Może dziewczynka szuka pomocy? Albo kolejnej ofiary?

Da się gorzej? Da się!

Obok dziewczynki siedzi chłopiec, na oko starszy od niej o dwa lata. Bawi się samochodem-zabawką. Samochód przypomina zamarzniętą bryłę lodu, nigdzie nie pojedzie w świeżym, kopnym śniegu. Nie ma takiej możliwości, będzie tu tkwić nieruchomo, czekając aż śnieg stopnieje. Nad dziećmi stoi para, trzymająca zawiniątko z noworodkiem. Ona zapewne dopiero co urodziła, on szczęśliwy, pomaga w pierwszych chwilach. Wyglądają na zadowolonych. Wszędzie dookoła ciemność, jest noc polarna, w tle majaczy budynek, oświetlony lampą uliczną. Wiatr goni po ulicy, przenikając przez kurtkę puchową i gwałcąc moje poczucie ciepła.

To pomnik, przed budynkiem miejscowej przychodni zdrowia i szpitala. W sensie: porodówki. Być może w normalnych okolicznościach przyrody, latem, bez śniegu i mroku, zapewne jest optymistyczny i nasuwa tylko pozytywne skojarzenia. Zapewne. Teraz stanowi świetną lokalizację dla spaczonego reżysera, planującego produkcję horroru medycznego. Albo o zombie. Wyobraźnia pracuje.

A dokąd to, dziewuszko, zmierzasz?
Image

Niczym z horroru
Image

Całość „sztuki” przed budynkiem szpitala
Image

* * *

Jak już o pomnikach na północy Syberii mówimy, niektóre potrafią wprawić w nieliche zdziwienie. Pomijam już fakt, że prawie każde tego typu dzieło sztuki w nietypowej scenerii może wyglądać po prostu dziwnie. U nas pomniki stoją raczej w „godnych” miejscach. Tutaj wszystko potęgowane jest mieszanką sowiecko-zachodnią. Wychodzi nieco groteskowo.

Wracam ze wspomnianego centrum handlowego, do którego droga wiedzie wśród starych bloków z wzmacnianej wielkiej płyty, odrapanych jak twarz nastolatka z trądzikiem, pasujących tu jak pięść do nosa. A przed blokiem? Bard Wysocki! Obowiązkowo z gitarą i zarzuconym na plecy workiem. Obywatel Władimir Siemionowicz Wysocki dziarskim krokiem zmierza w syberyjską tajgę, gitara wygląda bardzo realistycznie, za chwilę pewnie mógłby się zatrzymać i zagrać. Albo poczekać, aż zima ustąpi i lód stopnieje.

Image

----------------------------------------------------------------------
PRZYRODA I PODRÓŻ
----------------------------------------------------------------------

Rozpieszcza? …nie rozpieszcza. Nie smyra kolorami po oczach. Hej, jest zima na północy Syberii, czego się spodziewałeś? Przyjedź tutaj latem, gdy przez krótki czas wszystko ekspresowo nadrabia okres mroku. Obserwuj zieloną trawę, idź się wykąpać w rzece Jawo-Jacha, odganiaj się od komarów, których w tym czasie są miliony. I ciesz się słońcem, tymi kilkunastoma stopniami powyżej zera. Bo za kilka tygodni wszystko wróci do normy. Normą średnioroczną w Nowym Urengoju jest -10 °C.

Aktualnie wszystko jest przykryte śniegiem, lodem. Zamiast kwiatów na łące, kwiaty namalowane przez mróz na szybach. Gałęzie uginają się od ciężaru świeżego opadu śniegu, syberyjska klasyka potrafi być monotonna. Na spotkanych w rozsianych po okolicy przysiółkach-barakach, zbudowanych w celu przechowywania sprzętu, sople wyglądają jak oszczepy na olimpiadę: masywne szpikulce, pod którymi strach jest przechodzić.

Paradoksalnie, dobrze tu się czuję. Do zimna idzie się przyzwyczaić. A wychylając nos poza miasto, poza bloki usytuowane na wiecznej zmarzlinie i wbitych weń palach, czuję się jak Pan Lodowych Pustkowi.

Poszukiwanie różnorodności nie jest łatwe. Wyjazd za miasto równa się podróży w środek niczego. Pół biedy, jeżeli przemieszczamy się w okolicy, gdzie idą linie energetyczne. Zbyt dużo możliwości nie ma. Można spróbować poruszać się na zachód, obierając jako cel Nadym. Albo do Korotczajewa, blisko rzeki Pur, która rzeką będzie tylko w miesiącach letnich. Można też jechać w innym kierunku, jak masz szczęście, pozwolenie… albo jedno i drugie.

Pejzaż swojsko-syberyjski
Image

Broń (nie)masowego rażenia
Image

* * *

Rozmawiam z Witią, który właśnie zaczyna odgarniać śnieg ze swojego UAZa na jednym z osiedli. Obok bloku dogorywa trup jakiegoś 20-letniego samochodu. Witia jest dumny ze swojej maszyny. Ja jestem dumny, że szybko doszliśmy do wspólnych tematów. Jeszcze bardziej jestem dumny z tego, że przed wyjściem z pokoju, do termosu z gorącą herbatą dolałem jakiejś podłej whisky, którą kupiłem w sklepie. Pół godziny później słyszę chrypienie.

– Możemy pojechać kawałek za koło podbiegunowe. Ale wezmę dodatkowy akumulator i coś do jedzenia, jakby były problemy.

Nu, pojechali, na kilka godzin. Zapasami jedzenia okazał się zamarznięty kawał surowej ryby oraz cukierki miętowe. W sam raz do przepicia spirytusu, który Witia miał w 3-litrowym baniaczku. Pamiętam pierwsze 90 minut jazdy. Witia wciąż mówi, potok słów leci z jego ust z prędkością karabinu maszynowego. Dość szybko musieliśmy przekroczyć blokadę na drodze: bez specjalnej przepustki nie można dalej przejechać, Rosja i Gazprom skrycie pilnują swoich sekretów. Kontrola? Witalij nie potrzebuje przepustki, znają go. A innostraniec z Polski? Butelka samogonu spod siedzenia zmienia właściciela, jedziemy dalej.

Po pewnym czasie (definicja czasu: 1h = ok. 0,7L spirytusu) zaczyna być, cóż, średnio. Rozmowa nam się nie klei, język delikatnie plącze. Witalij mruczy, że coś mu się wzrok rozmywa. Faktycznie, jedziemy wężykiem po zasypanej śniegiem drodze, jest prawie white-out (brak widoczności – przyp. aut.) i za chwilę wylądujemy w zaspie. Witii oczy pływają jak rybki w stawie – i ma chłopina rację, bo ja również próbuję zbieżność i ostrość wzroku złapać, ale niezbyt mi się to udaje.

Po powrocie do Polski przeglądam zdjęcia z tej wycieczki – tu nie pomoże Photoshop ani Snapseed, żadne nie nadaje się do publikacji, same plamy i smugi. Tymczasem zatrzymujemy UAZa i zasypiamy w samochodzie, nie gasząc silnika. Ryk chrapania powinien skutecznie odstraszyć wszystkie ewentualne zwierzęta. Odór idący z naszych ust zapewne także będzie niezłą bronią.

Spaliśmy prawie dwie godziny, po przebudzeniu doszliśmy do wniosku, że przecież w okolicach Nowego Urengoju też jest fajnie. I wróciliśmy. Facet na posterunku kontrolnym nie powiedział nawet słowa. Głowa nie bolała prawie wcale.

To było głupie, bo nigdy nie wiesz, czym ciebie częstują. Niejedne takie spotkanie kończyło się tragicznie. Bo spirytus był zanieczyszczony.

Witia to dobry chłop. Ale strasznie głośno chrapie.

Syberyjski pejzaż przemysłowy
Image

Cud-maszyna Witalija. Dojedzie (prawie) wszędzie
Image

----------------------------------------------------------------------
ROZRYWKA NA PÓŁNOCY
----------------------------------------------------------------------

Mogę iść do cerkwi. Mogę iść na lodowy plac zabaw. Nie mam zamiaru iść do baru – nadpodaż spragnionych rozrywki facetów zwiastuje kłopoty. Tutaj ciężko jest rozładować napięcie w inny niż pierwotny sposób. W ruch szybko idą pięści. Albo portfel, w celu zapewnienia sobie towarzystwa.

Pamiętacie Igora? Tego byłego kierowcę Gazpromu? Opowiada, że „zadbana pani” – bałem się zapytać, jak w tych warunkach może wyglądać niezadbana pani – to jakieś 5 tys. rubli. Blisko 300 PLN. Dużo i mało. Dla pracowników Gazpromu to niekiedy mus. No, przypili potrzeba i tyle. Dziewczyny są tutaj ponoć na nieoficjalnych, specjalnych prawach. Przylatują skuszone pewnym zarobkiem i stosunkowo (ach, w tym przypadku to mocno dwuznaczne słowo) małą konkurencją.

W centrum Nowego Urengoju błyszczą się lodowe budowle. Rosjanie lubują się w takich rzeczach. Podobne konstrukcje widziałem w wielu miejscach, od Moskwy po Murmańsk. Full opcja, nie ma fuszerki: w lodzie zatopione są różnobarwne światła, które dają bajkowy efekt. Mimo panującego mrozu i ciemności – w styczniu względnie jasno jest zaledwie przez kilka godzin w ciągu dnia – dzieciaki w pełni wykorzystują okazję na dobrą zabawę.

Siadam na lodowym tronie i zastanawiam się, jakie mają tutaj alternatywy. Czym dla przeciętnego nowourengojczyka jest wolność w miejscu, które jest solidnie odizolowane od reszty świata poprzez swoją subpolarną lokalizację… a synonimem szyku i sznytu jest wyprawa do Moskwy.

Lodowym Królem być...
Image

Od feerii kolorów bolą oczy
Image

* * *

Ale ile można siedzieć niczym Lodowy Król rodem z „Gry o Tron”? Idę do cerkwi. Mógłbym iść w okolice meczetu, który także jest w pobliżu, ale wybieram cerkiew.

…i w sumie dobrze zrobiłem. Rozmawiam z Wierą, słyszę narzekanie. Co z tego, że można zarobić, skoro wszystko drogie. Ceny mieszkań w blokach z wielkiej płyty niebezpiecznie zbliżają się do poziomów moskiewskich. Wciąż te same twarze, te same ulice, monotonia doskwiera dość mocno. Nawet na studia nie trzeba stąd uciekać, jest kilka uczelni, filia Uniwersytetu w Tiumeniu.

Ach, wy macie jesień. Taką prawdziwą, jak liście lecą z drzew i wszystko nabiera kolorów – rozmarza się Wiera. Zazdrości nam możliwości i mobilności. Dla nas mobilność oznacza Ryanaira, Wizz Aira i bilety za 39 PLN, które zmieniają się w szybki, dwugodzinny lot do Paryża lub Londynu. Albo obywatela @Gadekk, walącego 100 lotów w roku (pozdrawiam!). Dla Wiery to opowieści rodem z bajek o Dziadku Mrozie. A raczej o Zimniku – bogu zimy. – Cieszcie się z tego, co macie. Pytasz o bycie wolnym? To właśnie jest bycie wolnym – w słowach Wiery pojawiają się nutki goryczy.

Następuje zamiana ról, muszę opowiadać o Afryce, Europie, wyjazdach do Azji. Do Wiery dochodzi koleżanka w ozdobnej bluzce i narzuconym na nią fartuchu. Kiwa głową i daje jako przykład swoją córkę, która ohohoho, pół świata zjeździła. Ma 33 lata, pracuje dla ArktikGazu i każdego roku jest na egzotycznych wakacjach. Kobieta wyciąga sfatygowaną komórkę i pokazuje zdjęcie: ładna dziewczyna pręży się na tle tajlandzkiej plaży. Z perspektywy cerkwi w Nowym Urengoju, to faktycznie jest drugi koniec świata.

Sacrum w mieście, gdzie rządzi profanum
Image

Opieka nad cerkwią to poważne zadanie
Image

Nic nowego w temacie tego, co w środku
Image

* * *

– U nas nie musisz już żyć z Gazpromu. Możesz żyć z ludzi, którzy dla niego pracują.
– Niezbyt rozumiem.
– Ci wszyscy specjaliści zarabiają dobre pieniądze. A jak zarabiają, to i wydają. Pójdą do sklepu, kupią bez mrugnięcia okiem to, co im sprzedasz. Albo co im zamówisz. To samo z jedzeniem. Jeżeli masz smykałkę, to zawsze wymyślisz sposób na to, aby ich pieniądze trafiły w części do twojej kieszeni – cierpliwie tłumaczą mi kobiety.
– A jak wymyślę sobie coś, czego tutaj po prostu nie ma? Skąd to wziąć?
– Sprowadzi się samolotem. Jeżeli czegoś chcesz i na coś ciebie stać, to to masz. Przecież to proste – zdziwienie w ich głosie nie jest udawane.


Wracając z cerkwi i widząc samochód oklejony logiem IKEA, zaczynam rozumieć o co tutaj chodzi. Wchodzę do mojego pokoju, rzucam plecak na łóżko i sprawdzam w internecie. Najbliższy sklep tej sieci jest w Jekaterynburgu. 1800 km od Nowego Urengoju.

Image

----------------------------------------------------------------------
ALEJA ZASŁUŻONYCH
----------------------------------------------------------------------

RODO? Jakie RODO! Skoro jesteś kimś, to trzeba to pokazać. Wszystkim! A nawet jak nie jesteś kimś, należy się wyróżnić. Ulotki z obowiązkowym zdjęciem, imieniem, otczestwem (rosyjskie imię odojcowskie – przyp. aut.), nazwiskiem. Firmy, które swoich dyrektorów dumnie eksponują w postaci alejki zasłużonych.

Sunę wzdłuż rzędu portretów, wpatrując się w wąsate facjaty. Pewnie są dumni z tego, co osiągnęli.

Całość wygląda jak ścieżka zdrowia, przed którą należy się kłaniać, wypowiadając sentencje niczym Jarząbek Wacław, trener drugiej kategorii. Droga krzyżowa dla agnostyków. Kto jest bogiem? Firma.

Nikt Ciebie nie wyróżnia? Nie stawia na postumencie, nie chce pokazać publicznie? Wyróżnij się sam! Albo poproś swojego przełożonego.

Image

* * *

Dwa dni później akcja z FBI. Gwarantowany zawał serca. Wracam z miejscowości Nadym – to właśnie z jego okolic idzie gazociąg Jamał-Europa, którego część (i to niemała, 684 km) przechodzi przez terytorium Polski. Dojeżdżam do Nowego Urengoju, a tu mija mnie samochód amerykańskiego Federalnego Biura Śledczego. I trąbi, donośnie. Z wrażenia o mało co nie wbiłem się w zaspę.

Samochód zaparkował przy jednym z ładnych budynków, a ja, niczym detektyw Hercules Poirot kryję się za załomem, chcąc zrobić zdjęcie.

Jakie kur**a FBI!? Tutaj, na północy Syberii? Coś się stało podczas mojej kilkunastogodzinnej wycieczki do Nadyma, świat stanął na głowie, Amerykanie zaatakowali pola gazowe Jamału?

Subaru wygląda na pro-maszynę. Dobra robota, świetnie oklejone. Z przodu napis FBI, walący prosto w oczy. Taki sam z tyłu. Dla pewności, ten sam napis widnieje na drzwiach. Aby nikt nie miał jakichkolwiek wątpliwości, całość okrasza logo amerykańskiej agencji rządowej, zajmującej się przestępstwami wykraczającymi poza granice danego stanu.

Albo zwariowałem z zimna, albo służby specjalne pilnujące bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych zaczęły solidną infiltrację Syberii. I się, skubani, w ogóle z tym nie kryją.

Samochód na miejscowych „blachach”. Rosja w pigułce. Jak to szło? Wyróżnij się, albo zgiń?

Jawa to, czy sen?
Image

Profesjonalna robota
Image

Pytanie: po co?
Image

----------------------------------------------------------------------
TAJEMNICA, GAZ I PORNO
----------------------------------------------------------------------

Ważny Pan numer 1:

– Procedury są jednoznaczne. Droga oficjalna może potrwać kilka miesięcy.

Ważny Pan numer 2:

– Tam nie ma nic interesującego.

Ważny Pan numer 3:

– To nie jest pytanie do mnie.

Trochę Mniej Ważny Pan numer 4:

– Nie o wszystkim mogę mówić. Odsyłam do biura prasowego.

* * *

Chęć dotarcia do serca rosyjskiej energetyki jest pomysłem z gruntu szalonym. Nieco ponad 150 km odległości… ale nie o odległość i koszty tutaj chodzi. Droga oficjalna? Bawienie się w setki pozwoleń, dziesiątki zmitrężonych godzin na wyjaśnianiu celu podróży, specjalna wiza, potwierdzenia, bumagi. Bez jednoznacznej deklaracji, że starania zakończą się pozytywnie. Z Polaków całość mógł podejrzeć Andrzej Zaucha – dziennikarz blisko 10 lat temu gościł w tych regionach, wizytę opisał w Newsweeku. Sporo okrągłych słów.

Problem w tym, że nie zamierzałem iść taką drogą, występować o dziennikarskie glejty i odbijać się od kolejnych drzwi. Do Rosji wjechałem na wizie turystycznej, i jak prawdziwy backpackers, chciałem zrobić to po swojemu.

* * *

Trzeci raz w życiu jechałem w bagażniku samochodu osobowego, przykryty kocem. Reguły znałem: jeżeli mnie nakryją na którymś z posterunków, mam mówić że bagażnik był otwarty i się do niego włamałem. Jeżeli mnie złapią na terenie kompleksu, od razu mam krzyczeć że jestem z Polski i proszę o kontakt z Policją i konsulem.

W każdym przypadku ani słowa o tym, że ktokolwiek mi w tym pomagał.

10 tysięcy rubli. I okrągłe zero gwarancji, że się uda.

Głupota? Pewnie tak. Ciekawość? Zawsze. Na przypale albo wcale.

Jak wygląda miejsce, skąd pochodzi znacząca część rosyjskiego budżetu? Imponująco. Miałem okazję widzieć infrastrukturę gazową w Katarze. Ta w okolicach Nowego Urengoju niczym nie odbiega od tego, co można zobaczyć w Zatoce Perskiej. Tajemnicą poliszynela jest to, że całość została zaprojektowana nie tylko dzięki rodzimym fachowcom, ale także sile zaciężnej: doskonale opłacanym specjalistom z Zachodu.

Oczywiście nikt z zachodnich kooperantów nie rozdzierał szat, gdy władze Rosji zdecydowały się na aneksję Krymu lub wysłały swoich hakerów do robótki przy amerykańskich wyborach prezydenckich. Biznes to biznes.

----------------------------------------------------------------------

Tutaj wszystko jest na serio. Zakaz picia (nakryją pierwszy raz? Ostrzeżenie plus kara finansowa. Recydywa? Pożegnaj się z pracą). Skoszarowanie niczym w wojsku: kiedy nie pracujesz, przebywasz na terenie specjalnego hotelu. Praca zmianowa – pracujesz 6 dni w tygodniu, jeden dzień jest wolny.

– I w ten dzień po prostu śpię. Nic nie robię. Odpoczywam.
– Rozrywka?
– Filmy. Wymieniamy się przenośnymi dyskami HDD.
– A internet?
– Też. I pornografia. Prawie same chłopy, sporo osób wykształconych ale atmosfera i rozmowy niekiedy jak w więzieniu. Kiedyś chcieli zakazać dostępu do sieci, to niemal rewolucja była.
– O czym możesz opowiadać?
– O ryciu w ziemi, już grubo ponad 4 km w głąb. Wszystkie pola są połączone siedzą dróg wewnętrznych. To jedno ogromne gazowe miasto, zamieszkałe przez niewielu ludzi. Od naszej pracy i wydajności zależy budżet Rosji. I nikt na nic nie szczędzi pieniędzy. Najlepszy sprzęt, najlepsi fachowcy, nie ma żadnych limitów.
– Brzmi strasznie poważnie.
– Bo to są poważne rzeczy. Nie powinienem z Tobą rozmawiać.


* * *

Porozmawiał i wpuścił tylko z jednego powodu. Jego kuzynem jest Igor. Ten sam, który zrobił mi wykład o kościach Polaków i innych więźniów, bielejących na trasie budowy kolei. Ten sam, który wziął ode mnie 10 tys. rubli – prosząc, abym nie wspominał o tym fakcie. Ten sam, który wiele lat woził wszystkich przez syberyjską nicość z Nowego Urengoju w okolice złoża Piescowoje.

Zakazy, nakazy, bramy, kamery, przepustki. A i tak „czynnik ludzki” powoduje, że niemożliwe staje się możliwe.

– Pogadałeś?
– Pogadałem.
– No to nazad do Nowego Urengoju.


…dopowiadając tych słów, wyrzuca żarzący się niedopałek papierosa na ziemię, tuż obok dużej rury. Jestem przerażony. Wiem, że tu wszystko jest skomputeryzowane, bezpieczne, że nic nie powinno się stać. Ale niekiedy się dzieje. Jak w Czarnobylu.

Mam mokre plecy, jak sobie pomyślę o konsekwencjach, gdyby to wszystko wybuchło. Bzdura, ale wyobraźnia pracuje. Centrum rosyjskiego wydobycia gazu. Katastrofa. Byłbym w Teleexpressie.

W milczeniu wracamy do miasta. A Igor złapał wisielczy humor. Zanim odwiezie mnie na moją kwaterę, przejeżdża obok budynku policji i rzuca w powietrze, że jakby spełnił swój obywatelski obowiązek, to może nie musiałby z miesiąc na maszynie jeździć.

Jestem w pokoju. Odpalam internet, rozmawiam z krakowskimi forumowiczami na Messengerze, @tom971, @seba, @Zeus. Mylę litery, jeszcze mi się trzęsą ręce.

* * *

Bogactwa naturalne to skarb
Image

Jest normalnie. Wróć: jest „zachodnio”
Image

Mają rozmach...
Image

* * *

Nie tylko na złożach gazowych widać pieniądze. Novatek, Achimgaz, Nortgaz, Sibnieftgaz, Rospan, Arktikgaz. No i oczywiście Gazprom. Listę można ciągnąć, wyliczanka firm, które robią tutaj pieniądze jest długa.

Ich siedziby w Nowym Urengoju zdecydowanie wyróżniają się na tle paskudnych, odpychających bloków, w których mieszka 95 proc. obywateli. Jest pięknie i na bogato.

Gazprom zapewnia nie tylko pracę. Dużo zależy od charakteru zadań, które należy wykonać. Inne są wymagania dla osób umysłowych, inne dla specjalistów, spawaczy, przedstawicieli technicznych zawodów. W grę wchodzi często także wikt i opierunek oraz wszystkie kwestie poboczne, w tym transport do miejsca pracy.

Na ulicach trudno nie dostrzec pojazdów, które służą tym celom – a na zasypanych śniegiem chodnikach dominują grupki mężczyzn, którzy właśnie ową pracę skończyli.

Gaz-transport
Image

Charakterystyczne logo widać wszędzie
Image

Transport na trudne warunki
Image

No i po robocie!
Image

----------------------------------------------------------------------
GRA POZORÓW I MARTWA DROGA
----------------------------------------------------------------------

– Nie patrz na to w ten sposób, pozory mylą. To jest naprawdę ciężkie miejsce do życia. Wyniszcza człowieka, nicuje do cna. Jak jesteś piękny i młody, to popracuj tutaj parę lat i spieprzaj tam, gdzie da się żyć a nie wegetować.
– A jak nie jesteś już pierwszej młodości?
– To gnij tutaj tak, jak ja.


Ludmiła wali prosto w oczy. Pochodzi z Ukrainy, przyjechała tutaj („– Polarnyj krug, brzmiało jak przygoda”) ponad 10 lat temu. Ma śmiejące się oczy i zaczesaną do tyłu grzywkę, którą upięła spinką. Brudny kosmyk włosów opada jej na czoło, łańcuszek delikatnie błyszczy się na jej szyi, puszczony samopas w dół. Naoglądała się wzlotów i upadków.

Ludzi, których jakieś dziwne siły pchały w syberyjską pustkę, wprost w ramiona śmierci.

– Nie wytrzymywali. Rozbierali się do naga i biegli przed siebie. Jak w amoku. A przecież wiedzieli, że już nie wrócą. Przy minus 40 stopniach to kwestia kilkunastu minut, może nieco dłużej.

Znam ten opis, brew mi nie idzie do góry. Nie jestem zdziwiony – czytałem o białej gorączce w książce Jacka Hugo-Badera. Alkohol plus ekstremalne warunki bytowe potrafią doprowadzić człowieka do takiego stanu.

I nie mówimy tutaj tylko o przyjezdnych, ale również o autochtonicznych ludach, które zamieszkują Jamalsko-Nieniecki Okręg Autonomiczny. To Nieńcy, Chantowie, Selkupowie.

– To kwestia braku rozrywki? Pogody? Dostępności alkoholu?
– To kwestia Północy. Nie można przykładać miary ludzi mieszkających na południu, do tego, co dzieje się na północy Syberii.
– A gdzie jest Południe?
– Wszędzie na dół od nas.


Image

* * *

Do przodu, wciąż do przodu. Idę wzdłuż torów kolejowych. A jednocześnie w myślach odliczam kroki i zanurzam się w przeszłości. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć. Trup. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć. Martwa droga. Makabryczna wyliczanka. Ale prawdziwa.

Trwało to nieco ponad cztery lata. Od 1949 r. do marca 1953 r., kiedy miejsce zamieszkania z Kremla na piekło zmienił Józef Stalin. Dziecko w tym czasie z noworodka zmienia się w chodzącego szkraba, który zaczyna interesować się literkami. Rozgląda się ciekawie, jest głodne świata.

Tutaj, na północy Syberii, przez ten czas ponad 80 tys. robotników pracowicie budowało Transpolarną Magistralę Kolejową. Założenia? Blisko 1300 km torów, 26 stacji, 106 mijanek.

Realizacja? 700 km nikomu niepotrzebnej trasy, której budowa została przerwana po śmierci Stalina. Bezsensowny pomnik głupoty, poskręcane tory w tajdze i tundrze. I, bagatela, tysiące trupów, które były tylko nieistotną liczbą w planie połączenia Salechardu i Igarki. Liczył się plan. Człowiek znaczył mniej niż dobre futro. Bo dobre futro mogło posłużyć ładnych parę lat.

Patrzę na normalne, zwykłe, pospolite tory kolejowe w Nowym Urengoju… i próbuję wyobrazić sobie, jak to miejsce wyglądało blisko 70 lat temu. Martwa droga. Droga umarłych. Niewolnicza praca w nieludzkich warunkach, okupiona śmiercią Polaków, Białorusinów, Litwinów. Ludzi. I sucha notka w polskiej edycji Wikipedii:

– Dokładna liczba ofiar, które pochłonęła Martwa Droga nie jest znana.

Pamiętam książkę Tomasza Grzywaczewskiego. Nie będę zapuszczać się dalej, gdzie w otoczeniu pustkowi stoją pozostałości łagrów. Nie to jest moim celem. Zawsze w takich miejscach mam uczucie, że jestem tu zbędnym elementem. Bezczeszczę pamięć tych wszystkich ofiar, które nie miały tyle szczęścia, co ja. Przyleciałem do Nowego Urengoju dobrowolnie. Oni nie mieli takiego wyboru.

Image

* * *

Wracając do cywilizacji, mijam przy jakimś baraku niedaleko torów, pokrytym graffiti, coś totalnie z innej bajki. Samochód. Limuzyna. Symbol imprezy i szalonej zabawy.

Lincoln, wiecie, taki z teledysków gwiazd rap: w środku zmieści się tabun muzyków, półnagich lasek, całość może być skąpana w szampanie i podkreślona kreskami kokainy.

…to znaczy: mógłby się zmieścić. Aktualnie jest przysypany świeżą warstwą śniegu, stoi pusty jak brzuch GUŁAGowicza. Liczba 86 na rejestracji wskazuje, że limuzyna jest zarejestrowana tutaj. Co za ironia losu.

Umieramy w liczbie pojedynczej, zawsze sami
[...]
Nie przywiązuj się do ludzi
Tylko ich kochaj
Sam wiesz dlaczego


Nie, to nie moje słowa, tylko Mirosława Welza.

Image

* * *

----------------------------------------------------------------------
POLSKIE ŚLADY. NASI TU BYLI!
----------------------------------------------------------------------

– To Paweł, z Polszy.
– Z Polszy? Ja koszulkę waszego mastiera sporta mam.
– Lewandowski?
– Jaki tam Lewandowski! Chłopak u nas grał, w Nowym Urengoju!
– …???
– No popatrz (grzebie w swojej komórce – przyp. aut.), zdjęcie sobie nawet z nim zrobiłem.


Polak. Jak żywy! Zawadiacko uśmiechający się do zdjęcia. Trzykrotny zwycięzca Ligi Mistrzów. Łukasz Żygadło.

* * *

Fakieł oznacza płomień, pochodnię. Trudno o inną nazwę dla klubu sportowego, który swoją siedzibę ma w miejscu nierozłącznie związanym z wydobyciem gazu ziemnego. W Nowym Urengoju doszli do wniosku, że oprócz chleba ludziom należą się igrzyska. A skoro grać w piłkę nożną tutaj niezbyt się da (mimo starań) – postawiono na siatkówkę. Nierozłączna para: są pieniądze? Są wyniki!

Niewiarygodne, ale na końcu świata zbudowano jedną z lepszych drużyn siatkarskich. Wystarczyło kilka lat, aby zespół z Nowego Urengoju na stałe zadomowił się w rosyjskiej Superlidze. I to jak! W sezonie 2008/2009 zajął w rozgrywkach trzecie miejsce, a w sezonie 2016/2017 zawojował Europę, sięgając po Puchar Challenge.

Jest hala, są wyniki, jest i presja. Zespół ciągle wzmacniano – w sezonie 2012/2013 sięgnięto po… Polaka, Łukasza Żygadło. Kupiono go z włoskiego Trentino Volley. Gdzie słoneczne Włochy, gdzie północ Syberii?!

Co ciekawe, rok później do drużyny dołączył… kolejny Polak, Michał Winiarski. Ale Łukasza Żygadło nie było już w Nowym Urengoju – Michał Winiarski również reprezentował barwy tej drużyny tylko przez jeden sezon.

Nie wytrzymali temperatur i odosobnienia? Nic z tych rzeczy, ich tutaj tak naprawdę… nie było. Podobnie jak cała drużyna, Fakieł Nowy Urengoj to dla miejscowych byt na wpół wirtualny. Trudno kibicować komuś, kto tutaj nie mieszka.

O co chodzi?

Image

Rozmowa z miejscowymi o klubie siatkarskim Fakieł Nowy Urengoj nie należy do prostych. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Uzupełniając zapas Baltiki 7, tej eksportowej, napotykam szalikowca. Ale cholera, barwy chyba nie te, coś mi tu nie gra – Stiepa, który pod szyją ma zawinięty szalik Lokomotiwu Moskwa („– Urodziłem się kilometr od moskiewskiego stadionu i nie wyrzeknę się tego do końca życia”) wali bez cenzury.

– Pazerne świnie. Każdy tylko patrzy, aby jak największy kontrakt podpisać. W dupie mają wszystko pozostałe. Przecież oni nic z nami nie mają wspólnego. Trenują i mieszkają w Moskwie, do Nowego Urengoju przylatują tylko na mecz i od razu wracają do stolicy, panicze.
– Słucham?!
– No a co myślałeś? Że oni będą się tutaj męczyć? W życiu. Lądują u nas, ogrzewanym autobusem jadą do hotelu, czasami od razu do hali, rozgrzewają się, grają i tyle.
– No dobrze, a co potem?
– Prysznic i spier***ają samolotem do Moskwy. Ot, taki to nasz lokalny klub.


Dość oryginalny sposób na budowanie społeczności lokalnych kibiców, którzy będą związani z klubem, jego herbem, wartościami. Wiecie, te wszystkie elementy składające się na kibicowanie. Wieszanie plakatów na ścianach przez małe dzieciaki, na których ich idol w wyskoku właśnie wbija kolejnego siatkarskiego gwoździa w parkiet. Śledzenie z wypiekami na buzi wszystkich aktualności dotyczących klubu. Miasto żyjące emocjami w dniu meczu „u siebie”. Doping i fanatycy na trybunach.

* * *

Może jednak da się? W „Słonecznym” centrum handlowym dostrzegam szalik z logiem klubu. Widząc, że trzymam go w ręce, podchodzi do mnie babuszka, na oko powyżej 60-tki.

– Nasze chłopaki, gieroje! Rośli jak dęby, jak oni grają!

Widać, że chce sobie porozmawiać, pochwalić się znajomością niuansów siatkówki, dość nietypowo jak na jej wiek i na miejsce rozmowy. Dowiaduję się, że zespół to prawie sami Rosjanie (w sezonie 2016/2017 i 2017/2018 nie występował w nim żaden obcokrajowiec – przyp. aut.), że w ostatnim meczu z Surgutem ci ostatni mogli tylko pomarzyć o osiągnięciu dobrego wyniku w jednym secie.

Właśnie, Surgut.

– Ciężko kibicować takim chłopakom, którzy tu nie mieszkają i nie są związani z Nowym Urengojem?
– A skąd! Popatrz na Surgut! Same przechrzty. Oni nam zazdroszczą tego, jak teraz gramy.


I tak wygląda rozmowa. Jak w subpolarnych warunkach „wychować sobie” drużynę? Przepis jest prosty:

1) weź duży garnek → czytaj: zbuduj halę lub wykorzystaj miejscową infrastrukturę;
2) zagotuj mnóstwo wody → czytaj: otwórz worek z rublami;
3) wrzuć dobrego jakościowo mięsa → czytaj: skuś „gazowymi” pieniędzmi czołowych europejskich graczy;
4) dopraw przyprawami do smaku → czytaj: zapewnij doskonałe warunki;
5) …a wszystko gotuj u sąsiada, bo u ciebie nie ma możliwości → czytaj: skoszaruj drużynę w Moskwie;

Wyszła zupa? Tak właśnie uwarzono klub siatkarski. Nie tylko Fakieł, ale również drużynę z miejscowości Surgut. Pełna nazwa tej drugiej? Proszę bardzo: → Gazprom-Jugra Surgut. Brzmi znajomo?

* * *

Chciałem wybrać się na mecz. Pokibicować, poczuć dreszczyk emocji na Dalekiej Północy. Lubię siatkówkę. Lubię atmosferę sportowego święta. Niestety, w czasie mojego pobytu Fakieł Nowy Urengoj nie grał u siebie. Precyzując: nie przyleciał z Moskwy 2300 km, aby zagrać „u siebie”.

Po powrocie do Polski znalazłem wywiad z Łukaszem Żygadło dla serwisu weszło.com:

– Ludziom po prostu brakowało słońca. Życie tam naprawdę nie rozpieszczało, ale my na szczęście lataliśmy tam tylko na mecze i chyba tylko raz się zdarzyło, że zostaliśmy na tydzień. Zwykle jednak wyglądało to w ten sposób, że wylatywaliśmy z Moskwy, podróż trwała cztery godziny, potem spanie, trening, mecz i rano powrót – opowiada Łukasz Żygadło.

Zostawić na chwilę...
Image

Wcześniej tu nie było nic
Image

Syberia...
Image

* * *

----------------------------------------------------------------------
CODZIENNOŚĆ
----------------------------------------------------------------------

Przeglądam album ze zdjęciami, które pokazuje mi Wasyl, mój gospodarz. Mocno sfatygowany, pogięte brzegi, okładka z wyraźnymi śladami po kiepowaniu papierosów. W albumie uśmiechnięci ludzie na plaży, opalają się, kąpią w rzece. Pełne słońce, zieleń, idylla.

Za oknem szaleje zamieć śnieżna. Wiatr dobija się do szyb.

– To nasz Urengoj, latem. Jest różnica, co? – rechocze Wasyl.
– Nie chciałbyś, aby tak było cały czas?
– (cisza) Chyba byłaby nuda. Cieszy mnie słońce, ale wolę jak jest nieco chłodniej.
– Nieco chłodniej? Jest minus 42!
– Minus 42? Kwestia przyzwyczajenia. Mróz to codzienność. A ja lubię moją codzienność.
– I czujesz się wtedy wolny?
– Wolny? Aby być wolnym, trzeba być wcześniej zamkniętym.


.

------------------------------------
POSTSCRIPTUM
------------------------------------

Uzupełniając część, nazwijmy to „reportażową”, garść porad praktycznych.

-> Loty z Moskwy do Nowego Urengoju: najprościej i najszybciej linią UTair. Regularna cena ok. 10,500 RUB (525 PLN) w jedną stronę. Ale warto zaglądać, bo zdarzają się promocje;

-> Zakwaterowanie: na booking.com są oferty zarówno prywatnych „apartamentów” (mieszkania w blokach), jak i hoteli. Ceny relatywnie wysokie, dostosowane do zarobków mieszkańców i przyjezdnych. Tańsze oferty - niekiedy poniżej 100 PLN / doba - można znaleźć m.in. na pogostite.ru

-> pustynia turystyczna w zakresie zorganizowanych możliwości zwiedzania. Wszystko na własną rękę – sprawę ułatwia fakt, że można dość łatwo dogadywać się z miejscowymi na prywatne „objazdy”. Element niezbędny: alkohol. Nowy Urengoj to dość ciężkie miejsce dla abstynentów;

-> miasto i bliska okolica nie wymaga uzyskania specjalnych pozwoleń na wjazd/przylot i pobyt. Większe wyjazdy, szczególnie w okolice pól gazowych - w teorii awykonalne. Ale teoria niekiedy rozmija się z praktyką;

-> wyjazd był częścią większej trasy po Rosji. Odcinek syberyjski („jamalsko-nieniecki”) zamknął się w 2500 PLN, wliczając w to przeloty z/do Moskwy, zakwaterowanie, wyżywienie i łapówkę;
_________________
╔═══════════════════════════════════════════════════╗
2b3.in ← życie to podróż. Podróżuj ze mną → ☼ felietony ☼ wywiady ☼ relacje
╚═══════════════════════════════════════════════════╝


Ostatnio edytowany przez OradeaOrbea, 28 Gru 2018 18:24, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
110 ludzi lubi ten post.
24 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
#2 PostWysłany: 28 Gru 2018 13:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Lip 2014
Posty: 819
Loty: 52
Kilometry: 45 819
srebrny
Świetna konkretna i rzeczowa relacja, opisująca prawdę taką na którą większość czytelników czekała. Nie ma oszukiwania i koloryzowania na siłę, jest opisana prawda. Do tego garść praktycznych informacji, które na pewno nie jednemu pomogą. Z mojej strony dzięki że opisałeś aspekt sportowy, w Rosji dolot z Moskwy na mecz to nie jest nic nowego tak było też w piłce nożnej. Mam nadzieje że twoja bardzo dobra relacja będzie inspiracją dla innych ( i dla mnie) do wyjazdu na Syberię.
_________________
ImageImageImage
Całe życie na sportowo!
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#3 PostWysłany: 28 Gru 2018 14:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 1861
Loty: 361
Kilometry: 430 467
platynowy
Z przykrością muszę przyznać, że termin "Poradziecja" nie jest niestety mój. Słowo wymyślił wspomniany w relacji Ziemowit Szczerek. Spodobało mi się ono tak, że je z uporem propaguję.

el sueño de la razon produce monstruos
Góra
 Profil Relacje PM off
OradeaOrbea lubi ten post.
 
      
#4 PostWysłany: 28 Gru 2018 15:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 Sty 2012
Posty: 2136
złoty
@pabien Jak widać skuteczna Twa propaganda :)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
pabien lubi ten post.
 
      
#5 PostWysłany: 28 Gru 2018 15:43 

Rejestracja: 02 Sty 2013
Posty: 850
Loty: 4
Kilometry: 17 154
srebrny
fantastyczna relacja!!!! Z cielawości sprawdziłem odległość między "derbowymi" rywalami . To tylko 747 kilometrów ;) , które można pokonać samochodem.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#6 PostWysłany: 29 Gru 2018 14:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Wrz 2011
Posty: 1379
Loty: 122
Kilometry: 131 210
srebrny
Świetnie napisana relacja, fajnie jest poczytać wspomnienia z podróży do tak abstrakcyjnego miejsca :)
_________________
Moja relacja po Gruzji

Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#7 PostWysłany: 30 Gru 2018 13:40 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Lut 2014
Posty: 2343
Loty: 151
Kilometry: 250 593
podkręcałem kaloryfer w trakcie czytania. szacun !
_________________
W "relacjach": Filipiny (2018), Armenia(2017), Argentyna(2016), Kazachstan (2016) i Maroko(2015).

Image
Góra
 Profil Relacje PM off
Antares lubi ten post.
 
      
#8 PostWysłany: 30 Gru 2018 14:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Mar 2013
Posty: 2377
Loty: 430
Kilometry: 1 026 350
złoty
Element niezbedny, to chyba tez znajomosc rosyjskiego?
_________________
Carpe Diem.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#9 PostWysłany: 30 Gru 2018 15:50 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Lip 2011
Posty: 1001
Nie do końca, @Aga_podrozniczka ;) . Bracia Słowianie (ujmując temat szeroko) są w stanie dogadać się na wiele sposobów. Znam ludzi, którzy przemieszczają się po dawnym Sojuzie z naprawdę szczątkową znajomością rosyjskiego. Gdy szwankuje język, jest jeszcze komunikacja niewerbalna. Zawsze można też po prostu pomilczeć lub używać angielskiego, licząc na jego znajomość – w rozmaitym stopniu, od zerowej do „fluently” - przez autochtonów.

Inna sprawa, że wtedy poziom odczuwania/możliwości bywa różny.
_________________
╔═══════════════════════════════════════════════════╗
2b3.in ← życie to podróż. Podróżuj ze mną → ☼ felietony ☼ wywiady ☼ relacje
╚═══════════════════════════════════════════════════╝
Góra
 Profil Relacje PM off
invasion lubi ten post.
 
      
#10 PostWysłany: 30 Gru 2018 16:43 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 1340
złoty
Na szczęście spora cześć z nas pisała maturę z j. rosyjskiego.

Wysłane przy użyciu Tapatalka
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
#11 PostWysłany: 30 Gru 2018 17:35 

Kiedyś przeklinałem, że nas na siłę " ruskiego" uczą.
A teraz ? Proszę. W Gruzji np za tłumacza nawet robiłem, bo nasze młode pokolenie w cyrylicy ani słowa, a Gruzini też tylko po gruzińsku i rosyjsku. :D
Sporo jest krajòw , że się " gawarit po ruski" przydaje.
A co do relacji to świetna.
Byłem w grudniu w Moskwie i Wołgogradzie. Było -25 stopni. To jeszcze można wytrzymać. Ale -40 na Syberii ? Szacun, Paweł..
Góra
 PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
      
#12 PostWysłany: 30 Gru 2018 18:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Mar 2013
Posty: 2377
Loty: 430
Kilometry: 1 026 350
złoty
Ja wlasnie jestem na etapie odswiezania rosyjskiego. -30C to i w Polsce bywa/bywalo. Takie temperatury sa dla mnie "standardowe" z racji czestego polowania na zorze (w tym roku -30C przez dwa tygodnie), ale rzadko widze ponizej -35C.
_________________
Carpe Diem.
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
#13 PostWysłany: 30 Gru 2018 19:02 

Ja mam taką metodę ( bo też się dokształcam, mam teraz sporo klientów ze wschodu, istna inwazja w pozytywnym znaczeniu :D )) że sporo filmikòw rosyjskich/ ukraińskich youtuberòw oglądam.
Co za satysfakcja, że PRAWIE wszystko :D rozumiem.
I wiem czym między sobą żyją.
Wtedy jest łatwiej dopasować ofertę...
Góra
 PM off
invasion lubi ten post.
 
      
#14 PostWysłany: 30 Gru 2018 19:11 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Lip 2011
Posty: 1001
Aga_podrozniczka napisał(a):
-30C to i w Polsce bywa/bywalo. Takie temperatury sa dla mnie "standardowe" z racji czestego polowania na zorze

Z niską temperaturą – i jej odczuwaniem – różnie to bywa. Kluczowe jest tak naprawdę nie tyle wskazanie na termometrze, lecz wilgotność i (zwłaszcza!) wiatr. Plus inne czynniki, góry / otwarte przestrzenie i tak dalej.

Ja, generalnie, mając do wyboru -30 °C i +30 °C, w ciemno biorę to pierwsze. Nie oznacza to oczywiście, że nie odczuwam ugryzień zimna ;)

W Polsce dobrą szkołą dla zimnolubnych jest... Śnieżka i jej okolice. Tam siła wiatru 150-170 km/h nie jest czymś rekordowym - w 1990 r. na szczycie Śnieżki wiało 345 km/h. Przy takiej prędkości wiatru, temperatura odczuwalna jest znacząco niższa niż „termometr”.

W ramach ciekawostek: poniżej moje zdjęcie sprzed kilkunastu dni. Wchodziliśmy na Śnieżkę w grupie blisko 100 osób, cel był szczytny, bo zbieraliśmy pieniądze na leczenie Matyldy, córki naszego forumowego kolegi @klimas (przy okazji, to niesamowite, że tak dużo osób na forum zaangażowało się w różnym stopniu w pomoc Matyldzie – na przykład poprzez aukcje, które w większości koordynował @tom971). Planowo stroje miały być prawie całkowicie zdekompletowane („golasy na Śnieżkę”), w wyniku pewnego zamieszania, odbyło się to nieco inaczej 8-)
Image

Temperatura na szczycie? Kilka stopni poniżej zera, ale odczuwalna poniżej -20 °C. I to pokazuje, jak wskazania na termometrze potrafią być złudne ;)
_________________
╔═══════════════════════════════════════════════════╗
2b3.in ← życie to podróż. Podróżuj ze mną → ☼ felietony ☼ wywiady ☼ relacje
╚═══════════════════════════════════════════════════╝


Ostatnio edytowany przez OradeaOrbea, 31 Gru 2018 11:41, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
#15 PostWysłany: 30 Gru 2018 19:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Lut 2014
Posty: 1121
Loty: 175
Kilometry: 385 911
srebrny
@OradeaOrbea, иди на хуй! Piszesz tak dobrze, że ja nienawidząca zimy i mrozu pod żadną postacią, mam ochotę się tam wybrać;-) Zresztą jak wielu na tym forum przejawiam wschodnie fascynacje. W podstawówce miałam piątkę z rosyjskiego. Ale po latach było ciężko wykrzesać z siebie choć parę słów. Z każdym kolejnym wyjazdem do poradziecji jest lepiej. Polecam każdemu na odświeżenie znajomości języka.
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
      
#16 PostWysłany: 31 Gru 2018 04:37 

Rejestracja: 21 Lis 2014
Posty: 594
srebrny
Powiem wyjątkowo krótko: To jest relacja miesiąca. Albo i roku. Chapeau Bas!
Góra
 Profil Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
      
#17 PostWysłany: 31 Gru 2018 08:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Lip 2012
Posty: 714
niebieski
@OradeaOrbea czytałam tę re(we)lację już wczoraj, ale dodaję ten komentarz tylko po to, żeby zachęcić Cię do jeszcze częstszych relacji, chociażby z może mało spektakularnego, ale wyjątkowego wejścia na Śnieżkę. :)
Ja pisałam maturę z angielskiego, ale też uczę się rosyjskiego na własny użytek. Ot, zawsze mi się podobał (!) plus przyciągał bardzo walor użytkowy języka.

Wysłane z mojego D5503 przy użyciu Tapatalka
_________________
Żyję dla takich chwil, kiedy bierzesz haust powietrza i krzyczysz: chwilo, proszę, bądź wieczna!
Eldo
Góra
 Profil Relacje PM off
elwirka lubi ten post.
 
      
#18 PostWysłany: 05 Sty 2019 22:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Kwi 2013
Posty: 107
Loty: 28
Kilometry: 65 955
niebieski
OradeaOrbea napisał(a):

Z potoku słów, przetykanych przekleństwami jak ciasto rodzynkami, wyławiam sens.


Złoto :)
Relacja napisana w wyśmienity sposób, trzymająca czytelnika w napięciu. Jeżeli słowo grafoman ma swój antonim, to takim słowem można Ciebie określić. Jak dla mnie jest to bezapelacyjnie relacja roku. Zainspirowany spoglądam z uśmiechem w moją podróżniczą przyszłość. Dzięki! :)
_________________
Koleją transsyberyjską do Chin
Autostopem po Jordanii
Góra
 Profil Relacje PM off
elwirka lubi ten post.
 
      
#19 PostWysłany: 06 Sty 2019 00:19 

Rejestracja: 03 Lip 2012
Posty: 1254
niebieski
Rewelacyjna relacja. Uprzyjemniłeś mi sobotni wieczór :)

W kwestii językowej, zastanawiam się, czy malowniczego określenia иди на хуй nie oddaje lepiej nasze rodzime idź w piz*u, zamiast niemalże eleganckiego spierdalaj ;)
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#20 PostWysłany: 06 Sty 2019 09:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Kwi 2016
Posty: 3635
platynowy
Relacja wyborna, de facto doprawiona z grubej rury! :D

Grzegorz40 napisał(a):
W kwestii językowej, zastanawiam się, czy malowniczego określenia иди на хуй nie oddaje lepiej nasze rodzime idź w piz*u, zamiast niemalże eleganckiego spierdalaj ;)

@Grzegorz40 "иди на хуй" mozna najprosciej przetlumaczyc na "idz Pan w chu., gdyz pewnie pisze sie przez "ch", czyli delikatesowe, standardowe spier..... :D
Milej niedzieli!
_________________
Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe, obróci się p. tobie oraz nie bądź tchórzem, kłamcą!

2 lata podróży, szkoda czasu na forum :-)

Z Kiruny na Socotrę / zorze polarne
Afryka / Gorilla Trekking
Biegun lodołamaczem atomowym, Antarktyda / Polska Stacja Arctowski, Czarnobyl -> pw
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 25 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group