Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 1 post ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 15 Sie 2021 09:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2012
Posty: 149
Loty: 67
Kilometry: 148 939
srebrny
Relaksacyjnie, samochodem 8-)
Tym razem padło na Wschód Europy. Taki pomysł chodził mi po głowie już od ponad miesiąca, udało się wygospodarować kilka wolnych dni czego efektem było odpalenie samochodu i trasa w kierunku Hrebennego ;)

Po paru godzinach drogi dotarłem do granicy z Ukrainą. Formalności, jak to na granicy. Ukraiński celnik zapytał czy wwożę alkohol lub narkotyki (odparłem, że zapomniałem). Po około 40-50 minutach jechałem już ichniejszą drogą (bardzo znośną) z nową pieczątką w paszporcie. Jednak nie od razu do Lwowa. Po drodze znajduje się miejscowość “Potylicz”. Nie byłoby w niej niczego niezwykłego, gdyby nie wpisana na UNESCO, cerkiew. Wyglądała wspaniale. Przejście prowadziło przez położony nad rzeką mostek, natomiast sam kompleks został zbudowany na wzniesieniu. Oprócz samej cerkwi, były tam jeszcze: prawosławny cmentarz oraz dwie inne, świątynne budowle. Dopiero po rozejrzeniu się, zrobieniu paru zdjęć, mogłem kontynuować swoją dalszą.
Załącznik:
image001.jpg
Załącznik:
image002.jpg
Załącznik:
image003.jpg

Lwów zacząłem zwiedzać następnego dnia. Trzeba przyznać, że został zbudowany mądrze. Samo miasto jest zadbane i czyste, a w jego granicach rośnie wiele drzew, czy innych krzewów. Obowiązkowo kupiłem maskę przeciwgazową od dziadka na straganie. Można łatwo zauważyć, że kiedyś te tereny należały do Polski. Znajdowało się tam mnóstwo „polskich” pozostałości. Przykładem jest Cmentarz Łyczakowski i osoby, które zostały na nim pochowane, m.i.n.; Generał Ordon, Maria Konopnicka, czy Stefan Banach. Zdecydowanie polecam Lwów jako miejsce na weekendowy wypad. Na obiad wpadły cudne żeberka w “Rebernya”. Je się tylko rękoma! Następnie ruszyłem w dalszą drogę.
Załącznik:
image004.jpg
Załącznik:
image005.jpg
Załącznik:
image006.jpg
Załącznik:
image007.jpg


Po sześciu godzinach jazdy dotarłem do Czerniowców, stan dróg pozostawiał wiele do życzenia. Czemu wybrałem to miasto?
1.Znalazłem tanie noclegi na bookingu
2.Znajduje się tam Pałac Metropolitów Bukowiny wpisany na UNESCO.
Po zjedzeniu śniadania, udałem się w stronę owego pałacu. Zdecydowanie robi wrażenie. Obecnie jest tam też uniwersytet. Niestety otwierają go dopiero od 10, a że plan podróży był dość napięty to zobaczyłem ile mogłem i pojechałem dalej. W Czerniowcach nie zabawiłem za długo, gdyż wydały mi się imprezownią. W części, na której znajduje się deptak, stało mnóstwo barów, restauracji. Tam toczyło się całe nocne życie miejscowości. Dlatego bez zbędnej posiadówy lecę dalej.
Załącznik:
image008.jpg

Około 60 kilometrów od Czerniowców znajduje się Chocim. Nie mogłem odpuścić takiego miejsca. Na miejscu ruch nie był zbyt wielki. Stało kilka stoisk z różnymi, rycerskimi pamiątkami. Z parkingu do zamku idzie się około 20 minut (trwały jakieś prace remontowe i należało obejść dookoła). Sama forteca wyglądała majestatycznie, dumnie wznosiła się nad Dniestrem. W środku wisiały portrety polskich oraz tureckich władców, stały zbroje husarii czy kołpaki kozaków. Warte odwiedzenia. Już wracając do samochodu, pozwoliłem sobie puścić drona, żeby wykonać kilka zdjęć i ponagrywać filmiki.
Załącznik:
image009.jpg
Załącznik:
image068.jpg

Jednak nie wybrałem się od razu w stronę Mołdawii. Po drodze jest jeszcze Kamieniec Podolski, a więc kolejny zamek. Wyglądał jeszcze lepiej niż ten w Chocimiu. Zwłaszcza kanion Dniestru dodał klimatu. Zdawał się wręcz nienaturalny, gdyż nagle wyłaniał się z lasu. Po kontemplacji widoku, ruszyłem do Kiszyniowa.
Załącznik:
image010.jpg

W międzyczasie przytrafiła się śmieszna sytuacja. Google maps pokazując drogę, nie zauważył... rzeki. W ten sposób dojechałem do samego brzegu Dniestru, nadrabiając około 40 kilometrów. Przeszedłem się brzegiem i dopiero wtedy zacząłem jechać do granicy (już bez google mapsa, tylko kierując się drogowskazami).

Przejście ukraińsko-mołdawskie jak to przejście. Kontrole z obu stron, wbite pieczątki i dalej. Tego dnia odwiedziłem jeszcze Południk Struvego (w miejscowości Rudi), wpisany na UNESCO. Prawdopodobnie to jeden z ciekawszych obiektów tej listy. Po środku ogromnego sadu z jabłkami stał samotny “pomnik”. Jak teraz to piszę i rozmyślam nad tamtym miejscem to chyba był jeden z najciekawszych UNESCO jakie udało mi się odwiedzić, a powiedzenie że „psy szczekają tam dupami”, w tym miejscu nie jest przesadzone :x
Załącznik:
image015.jpg
Załącznik:
image012.jpg
Załącznik:
image011.jpg
Załącznik:
image014.jpg

W nocy osiągnąłem stolicę. Wyszedłem z hotelu, żeby coś na szybkości przekąsić, a co się okazało? Trafiłem do chyba najbardziej nobliwej restauracji w całej stolicy (babka z hotelu mi ją poleciła). Na parkingu stały nowiutkie mercedesy, a strój każdego mężczyzny tam charakteryzował się brakiem skarpetek i mokasynami (znak to że jest grubo). Za to jedzenie kosztowało tyle co w Polsce (na tamtejsze warunki są to ciut wysokie kwoty), lecz będąc szczerym - szału nie zrobiło - generalnie miałem gula, ale była godzina 23, wybór niewielki.
Następnego dnia pojechałem do Naddniestrza (także własnym samochodem). Tyraspol, czyli stolica tego quasi-państwa, leży 70 kilometrów od Kiszyniowa. Jechało się naprawdę przyzwoitymi drogami. Granicę przekroczyłem w Bîcioc, celnicy chcieli dokumenty tożsamości, samochodu. Standardowo. Jedynym odstępstwem od normy była prośba, żebym zapłacił celnikowi 10 dolarów za przymknięcie oczy (tak, naprawdę pokazał mi to w taki sposób, że przysłonił je rękoma) na coś niby nie ten tego z zieloną kartą. Zapłaciłem 9 dolarów, bo nie miał wydać z 20 :lol: Myślę, że spokojnie wytargowałbym przejazd za 5-6 dolców, ale tego typu rzeczy traktuję jako lokalny folklor i w żaden sposób mnie one nie denerwują. Wszystko poszło dość sprawnie, wystawili mi kwitek, który zezwalał na poruszanie się po naddniestrzańskich autostradach : )
Załącznik:
image069.jpg
Załącznik:
image016.jpg
Załącznik:
image017.jpg
Załącznik:
image019.jpg
Załącznik:
image021.jpg
Załącznik:
image022.jpg
Załącznik:
image023.jpg
Załącznik:
image024.jpg
Załącznik:
image025.jpg
Załącznik:
image026.jpg
Załącznik:
image027.jpg
Załącznik:
image028.jpg
Załącznik:
image029.jpg
Załącznik:
image031.jpg


Naddniestrze to pewnie jedno z niewielu miejsc tego typu, które wciąż istnieją. Wszędzie widnieją symbole dawnego Związku Radzieckiego, czy pomniki zasłużonych towarzyszy (m.in. Lenina). Złapała mnie tam też jedna z większych ulew, jakie przeżyłem. Samochody czasami stawały w kałużach, gdyż nie były w stanie przejechać. Natomiast w niektórych punktach woda dochodziła do podwozia. Na szczęście nie trwało to wiecznie i po godzinie mogłem dalej zwiedzać Tyraspol (wyposażony w płaszcz przeciwdeszczowy). Udało mi się chociażby kupić magnesiki z Leninem i Stalinem oraz wyposażyć w pokaźne ilości koniaku.
Załącznik:
image032.jpg
Załącznik:
image033.jpg

Załącznik:
image040.jpg

Po kilku długich godzinach zacząłem wracać poza teren Naddniestrza. Przejście granicy odbyło się bez jakichkolwiek problemów, nawet łapówka nie była potrzebna.
Tego samego dnia wieczorem przeszedłem się jeszcze po Kiszyniowie. Są tam np. Łuk Triumfalny, Dom-Muzeum Puszkina, Sobór lub “Central Park”. Ogólnie przyjemne do chodzenia i oglądania miasto, ale to tylko miasto. Jednak tym razem trafiłem z restauracją, było tanio i smacznie, czyli tak jak powinno być.
Załącznik:
image036.jpg
Załącznik:
image038.jpg

Z samego rana wyjechałem, chcąc przekroczyć granicę z Rumunią. Jednak nie od razu. Po drodze zajechałem do winnicy Cricovii, dokonałem kilku istotnych (he he) zakupów i dopiero wtedy ruszyłem w stronę Jassy.
Załącznik:
image041.jpg
Załącznik:
image042.jpg
Załącznik:
image043.jpg


Na granicy rumuńsko-mołdawskiej nikt za bardzo nie brał do siebie kontroli. Alkoholu miałem z pewnością za dużo, ale celnik z Rumunii bardzo starał się nie patrzeć w tamtą stronę. W ten sposób pokonałem zewnętrzną granicę unii. Tego dnia chciałem dotrzeć do Targu Mures (z kilkoma przystankami po drodze). W Jassy stanąłem, aby coś zjeść, przy czym okazało się to fenomenalne miasto. Są tam np. Pałac Kultury (nie wygląda tak samo jak ten nasz w Warszawie) i Monastyr Trzech Świętych Hierarchów (na liście “tentative unesco”).
Załącznik:
image044.jpg
Załącznik:
image045.jpg
Załącznik:
image046.jpg

Kolejnym miejscem była Probota. Tam znajduje się monastyr, wpisany na UNESCO. Po Probocie przyszła kolej na Piatra Neamt, jest tam ogromny zespół kilku cerkwi, w tym klasztor. Zadziwiła mnie ilość wycieczek zorganizowanych, które tam przyjeżdżały. Non stop podjeżdżał autobus z grupą, która szła w stronę klasztoru (było to serce tego kompleksu). Na miejscu kupiłem wino mszalne i można jechać dalej. Po całym dniu jazdy osiągnąłem Targu Mures. To tam właśnie chciałem spać (kwestia cen).
Załącznik:
image047.jpg
Załącznik:
image048.jpg
Załącznik:
image049.jpg
Załącznik:
image051.jpg
Załącznik:
image052.jpg

Z samego rana ruszyłem w objazdówkę po Transylwanii. Najpierw osiągnąłem Sighisoarę - miasteczko, w którym urodził się Vlad Drakula. Starówka została wpisana na UNESCO w 1999 roku i rzeczywiście jest tego warta. Większość kamienic kryje za sobą kilkusetletnią historię, a samo miasto zostało ewidentnie zaplanowane z myślą o obronie przed najazdami. Jest położone na górce i prowadzi do niego jedna główna droga. Największą atrakcją był jednak dom urodzenia Drakuli, wzbudzał on powszechne zainteresowanie.
Załącznik:
image053.jpg
Załącznik:
image054.jpg
Załącznik:
image055.jpg
Załącznik:
image056.jpg

Z Sighisoary pojechałem do Biertan. To jedna z 7 wsi, która została wraz z fortyfikowanym kościołem wpisana na UNESCO. Po drodze widziałem jeszcze dwa takie miejsca i nie różniły się zbytnio od tego kościoła. Mimo wszystko Transylwania wywarła na mnie gigantyczne wrażenie - szczerze nie spodziewałem się, że to miejsce będzie tak piękne i napakowane miejscami do zobaczenia. Na pewno tam wrócę, bo zostało mi kilka rzeczy, w tym Bukaresz i zamek Bran.
Załącznik:
image058.jpg
Załącznik:
image059.jpg
Załącznik:
image060.jpg
Załącznik:
image061.jpg
Załącznik:
image062.jpg


Z Biertan ruszyłem do Sibiu, na UNESCO tentative list jest historyczne centrum tego miasta. To niezwykle urocze miejsce, gdyż otaczają je góry, a samo w sobie jest malownicze. Niestety w tej historycznej części wiele kamienic jest zasłoniętych turystycznymi restauracjami i psuje to, według mnie, klimat tego miejsca. Ostatnim celem była Alba Iulia (również wpisana na tentative unesco). Było to zwieńczenie całej wyprawy. Podjadłem waty cukrowej, pooglądałem fortyfikacje oraz ciekawą zabudową tego miejsca.
Załącznik:
image063.jpg
Załącznik:
image064.jpg
Załącznik:
image065.jpg
Załącznik:
image067.jpg


Stamtąd ruszyłem już do Polski, jadąc przez Węgry i Słowację. Należy wspomnieć, iż na granicy rumuńsko-węgierskiej tylko Węgrzy wystawili normalne przejście graniczne, za to na przejściach: węgiersko-słowackim i słowacko-polskim obeszło się bez jakichkolwiek kontroli (możliwe, że to kwestia bardzo późnej pory).

Podsumowując to zrobiłem około 2900 km. W większości drogi były słabe. W okolicy południka Struvego wręcz absolutnie gówniane (jechało się żwirem przez 40 km). Jedynie na Rumunii i na trasie do Kiszyniowa można było odetchnąć od ciągłego telepania. Znośne były też drogi pomiędzy Lwowem, a Czerniowcem.
Wino i koniak na Mołdawii absurdalnie tanie, jakby nie te ograniczenia to chyba i w silniku bym upchnął i do dachu przywiązał :P
Może nie jest to materiał na relację miesiąca, ale myślę, że parę minut zajmie Wam czytanie + chyba zdjęcia też klimatyczne, szczególnie naddniestrzańskie.
Co do relacji miesiąca to najpewniej w październiku wstawię gruby opis :P

Jak coś to zapraszam do innych relacji:

https://www.fly4free.pl/forum/viewtopic.php?f=213&t=159951&p=1453452#p1453452


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Relacja roku 2021 >>https://www.fly4free.pl/forum/irak-z-rodzina-tego-jeszcze-nie-grali-mnostwo-fot,214,161081 < Zapraszam!
Syria > syria-piekna-czy-bestia,214,163045
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
 [ 1 post ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group