Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 22 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 29 Mar 2013 11:46 

Rejestracja: 22 Lip 2010
Posty: 2
Witam serdecznie,

To moja pierwsza relacja z podróży na łamach f4f więc mam nadzieje, że podołam zadaniu.
Mimo że preferuję wyjazdy z plecakiem i wykańczające fizycznie , to będzie opis wycieczki prawie luksusowej, a mimo wszystko pełnej wrażeń i na pewno niezapomnianej:)
Pod koniec ubiegłego roku wpadło mi w ręce ogłoszenie z serwisu tanieplywanie.pl (znalezione oczywiście na f4f w zakładce LASTMINUTE). Tygodniowy (2.02.2013 – 9.02.2013) rejs wycieczkowy po Morzu Śródziemnym na trasie Genua –Marsylia –Barcelona –Tunis –Palermo –Civitavecchia -Genua w kabinie z balkonem za 239 euro + opłaty portowe dla 2 osób po 120 euro. Razem – 479 euro/2 osoby, co po ówczesnym kursie dało kwotę 1000 zł / os. za rejs z pełnym wyżywieniem. Na taki rejs należy mieć ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków. Jeśli się go nie posiada można dokupić za 1 euro za dzień i nie ma wtedy problemu. My mieliśmy już akurat roczne ubezpieczenie w Signal Iduana za 60 zł.
Dodatkowo w budżecie należy również uwzględnić obowiązkowe napiwki dla obsługi statku: 7 euro za osobę za dobę (zatem 7 euro x 7 dób = 49 euro płatne przy wyokrętowaniu).

Podsumowując: (wszystkie kwoty podane są za 1 osobę)

Opłaty stałe za rejs:
1. Zakwaterowanie + wyżywienie na statku + opłaty portowe – 1000 zł
2. Napiwki dla obsługi – 220 zł
RAZEM: 1220 zł

Wydatki na dojazd do/z Genui:
1. Warszawa-Bergamo – 4 zł
2. Bergamo-Milan Centrale – 3,5 euro
3. Milan Centrale-Genua – 9 euro
4. Genua-Milan Centrale – 9 euro
5. Milan Centrale – Bergamo – 3,5 euro
6. Bergamo-Katowice – 4,99 euro
RAZEM: ok. 130 zł

Wydatki na nocleg w Genui, komunikację, pamiątki, jedzenie:
RAZEM: ok. 250 zł

Wydaliśmy zatem około 1600 zł/os za tygodniowy rejs.

Czy warto?

W mojej subiektywnej ocenie warto.
W zamian za taką kwotę otrzymujemy wikt i opierunek na 5* statku oraz możliwość budzenia się codziennie w innym miejscu bez konieczności ciągłego pakowania i rozpakowywania bagaży.
Miasta, do których dopływa statek można zwiedzać ze zorganizowaną wycieczką, którą należy wykupić na statku. Niestety takie wycieczki są bardzo drogie (od 50 do ponad 100 euro), a tak naprawdę każdy port można zwiedzić na własną rękę za kwotę nieporównywalnie niższą niż ta którą proponują nam touroperatorzy – w niektórych przypadkach wręcz za darmo.
Chciałabym tu także obalić mit, że nie można zwiedzać na własną rękę, bo bez wykupionej wycieczki armator nie wypuszcza delikwenta ze statku. Zakup wycieczki to spraw fakultatywna i tylko od nas zależy czy chcemy się pozbyć większej czy mniejszej ilości gotówki.

Dzień 0 – Do widzenia zimo! - kierunek Włochy
Nasza wycieczko-podróż rozpoczęła się w piątek o 4 rano kiedy to z walizką, wśród śnieżnych zasp musieliśmy drałować na Okęcie, żeby zdążyć na pierwszy samolot do Bergamo. Oczywiście zaspaliśmy i oczywiście prawie się spóźniliśmy ale bez takich smaczków życie traci swój urok :)
Z Bergamo szybko dostaliśmy się do Milano Centrale. W oczekiwaniu na pociąg do Genui, sprintem godnym Usaina Bolta dotarliśmy do najsłynniejszej chyba budowli w Mediolanie – Il Duomo. Szybki spacerek, chwila dla fotoreportera i powrót na stację.
W Genui byliśmy zgodnie z rozkładem po około 90 minutach jazdy wygodnym, czystym i cieplutkim pociągiem. Samo miasto jest naprawdę godne polecenia. Typowo włoskie uliczki, urocze zakamarki, przyjemna wiosenna temperatura i wszechobecne palmy :) To może nic nadzwyczajnego ale w środku polskiej zimy i wiecznie przemarzniętych kończyn to naprawdę wspaniały widok. Genua posiada jedną linię metra, którą można przejechać miasto z jednego końca na drugi. Bilet (chyba 100-minutowy – niestety nie pamiętam dokładnie) kosztuje 1,5 euro. Nikt jednak ich nie sprawdza .
W tym właśnie środku lokomocji zaczepiła nas pewna dziewczyna. Słysząc, że rozmawiamy po polsku spytała skąd jesteśmy i przez te kilka minut jazdy tak sobie rozmawialiśmy o pogodzie :) Mówiła pięknie po polsku z lekkim włoskim akcentem więc pomyślałam, że to Polka, która już baaaardzo długo tam mieszka. Jednak okazało się, że to rasowa Włoszka z dziada pradziada, która na dodatek nigdy (!) nie była w Polsce, ale ma wielu znajomych Polaków i tak jej się spodobał nasz język, że się go po prostu nauczyła. A podobno polski to jeden z trudniejszych języków…
Zwiedzaliśmy okolice Starego Miasta do wieczora, spróbowaliśmy wypieków z jakiejś lokalnej piekarni i z pełnymi brzuchami zakończyliśmy dzień nr 0.

Dzień nr 1 – Ci vediamo Genua
Następnego dnia po śniadaniu pojechaliśmy do portu, żeby się zaokrętować na nasz statek (nazywał się MSC Splendida http://www.msccruises.com/gl_en/Ships/M ... ndida.aspx).
Na wejście mieliśmy wyznaczoną godzinę 15:00, ale o 11:00 tez nie było problemu. Boarding przebiegał szybko i sprawnie. Zdaliśmy bagaże, zrobiono nam zdjęcie do identyfikacji, wydano karty pokładowe i już mogliśmy zacząć poszukiwania właściwej kajuty. Poszukiwania – dosłownie :) Bo statek, który posiada 18 pokładów, na których może pomieścić około 4500 osób, to takie małe miasteczko. Ale na szczęście ten kolorowy zawrót głowy i totalny brak orientacji w terenie trwał tylko przez 2 pierwsze dni.
Wypłynęliśmy z Genui punktualnie o 18:00.

Dzień nr 2 – Bonjour Marsylia
Ale to tylko plan :) Pogoda pokrzyżowała nam plany i zamiast do Marsylii zawitaliśmy do miasta pewnego bardzo praworządnego żandarma – Saint Tropez. Zarzuciliśmy kotwicę w niewielkiej zatoczce i szalupami odstawiono nas na brzeg. Podobno Saint Tropez to idealne miejsce dla snobów wszelkiej maści. Jeśli chcesz się pochwalić nowym luksusowym samochodem, łodzią za grubą kasę lub młodą, piękną żoną to nie ma lepszego miejsca. Podobno jest też drogo. Nam nie dane się było przekonać ponieważ była niedziela, poza sezonem i wszystko pozamykano na cztery spusty. Kupiliśmy tylko małą wodę i chipsy w jedynym czynnym minimarkecie, ale ceny były wg mnie standardowe jak na ten rejon Europy, czyli jakieś 25% wyższe niż u nas. Samo miasteczko, typowo portowe jest bardzo urokliwe, ale malutkie i już po około 2 godzinach nie było tam co robić, a większość ludzi, który spacerowali po ryneczku to nasi statkowi współlokatorzy :)

Dzień nr 3 – Hola Barcelona
Jeden dzień na to miasto to zdecydowanie za mało (wiedzą o tym Ci, który już tam byli), ale ponieważ oboje byliśmy już wcześniej w stolicy Katalonii postanowiliśmy wrócić do miejsc, które poprzednim razem zrobiły na nas największe wrażenie i uzupełnić ten zestaw o Park Guel, którego jeszcze nie mieliśmy okazji odwiedzić. I tak na tapetę poszła, a jakże Sagrada Familia, Las Ramblas, Barrio Gotico, Casa Mila, Casa Batllo, Parc de la Ciutadella, Łuk Triumfalny i wyżej wspomniany Park Guel.
W Barcelonie nie wydaliśmy ani jednego euro. Dystans z portu do miasta pokonaliśmy pieszo (20 minut swobodnym krokiem, chodnikiem wzdłuż drogi szybkiego ruchu), jedzenie i wodę zabraliśmy ze statku (w teorii nie można), a z komunikacji miejskiej nie korzystaliśmy wcale ponieważ spokojnie można to wszystko zobaczyć po prostu spacerując. Na statek wracaliśmy też spacerem tyle, że bardziej w stylu Roberta Korzeniowskiego, ale tylko dlatego, że za długo wygrzewaliśmy się na słoneczku w Parku Guel.

Dzień nr 4 – Morze Śródziemne
Kolejny dzień spędziliśmy na statku w drodze do Afryki.
Czas upłynął bardzo szybko. Rytm dnia wyznaczyły nam posiłki. A trzeba przyznać, że jedzenie było dobre i urozmaicone. Poza tym były baseny, SPA, kasyno, kino 4D, teatr, różne bary i dyskoteki, można się było zrelaksować czytając książkę (jeśli nie macie swojej na statku jest bibliotek z książkami w kilku językach) lub zagrać w Bingo. Oczywiście niektóre atrakcje są płatne inne nie. Ale tak naprawdę nie trzeba wydawać żadnych pieniędzy, żeby miło spędzić czas na statku.

Dzień nr 5- La Goullette
To chyba najciekawszy punkt rejsu, bo jak wiadomo im więcej różnic kulturowych tym bardziej interesująco. La Goullette to niewielki port położony ok. godzinę jazdy od Tunisu – stolicy Tunezji. Zdecydowaliśmy się jednak na zobaczenie pobliskiej Mediny oraz ruin w Kartaginie. W drodze z portu na stacje kolejową (10-15 minut pieszo) zaatakowało nas stado taksówkarzy, którzy mieli „special price for you my friends” – czyli za „jedyne” 20 euro oferowali podwózkę do Mediny, Kartaginy i Tunisu w jednym  Potem cena spadła do 10 euro, a stanęło na 5, bo podobno pociąg jedzie i jedzie a kosztuje tyle samo, więc w ramach przyjaźni polsko-tunezyjskiej zawiozą nas po kosztach . Jak się okazało pociąg jechał do Mediny „aż” 20 min a kosztował zawrotne 0,5 dinara czyli 1 zł  (zakupiony w rozlatującym się białym baraku zaraz obok torów). Ale fakt faktem sama podróż do najprzyjemniejszych nie należała. Pociąg upchany był do granic możliwości. Oprócz nas była w wagonie jeszcze trójka Francuzów więc stanęliśmy blisko siebie pilnując nawzajem swoich toreb. Ale to nie obawa przed kradzieżą zjeżyła nam włosy na głowie a ułańska, a może raczej arabska fantazja tunezyjskich nastolatków. Otóż, chyba w ramach rozrywki, przez całą drogę któryś z nich blokował drzwi wagonu i trzymając się kurczowo ściany biegł obok pociągu, potem wskakiwał do wagonu i znów wyskakiwał, potem koledzy po kolei robili to samo i tak całą drogę. Nikt z dorosłych nie reagował więc dlaczego mieliby tego nie robić? Przecież to taka świetna zabawa. W powrotnej drodze grupka nastolatków uznała, że super będzie sobie nawzajem dawać w gębę z otwartej dłoni i tak sobie uprzyjemniali jazdę aż do wysiadki wymachując mi rękami przed nosem.
Medina to miasto o pełnej temperamentu, orientalnej atmosferze. Czasem jest określane mianem "perły Sahelu". Stara część miasta jest otoczona murami miejskimi z IX wieku, a w ich obrębie znajduje się Ribat, uważany za najstarszą budowlę islamu w Afryce północnej, wieża sygnalizacyjna Kasbah i targ regionalny "suk" oferujący przedmioty tunezyjskiego rzemiosła artystycznego. Tam tez nabyłam tradycyjne tunezyjskie nakrycie głowy z kaszmiru za jedyne 5 euro (po 30 minutach targowania, odchodzeniu, przychodzeniu udało się zbić cenę z 50 euro). Szkoda tylko, że 20 metrów dalej mogłam kupić identyczną czapkę, której cena wyjściowa to 5 euro 
Poruszaliśmy się po Medinie bez mapy, bardziej na wyczucie i nie było problemu z odnalezieniem miejsc wartych obejrzenia. Warto wybrać się do muzeum stylizowanego na tradycyjny dom tunezyjski. Wstęp kosztował około 4 dinarów. Przy wejściu dostaje się kartkę (po polsku), na której wyznaczony jest kierunek zwiedzania i opisane są ze szczegółami poszczególne pomieszczenia. Zmęczeni upałem możemy podziwiać z dachu panoramę Mediny oraz widoczne z oddali ruiny Kartaginy popijając orzeźwiająca herbatkę dla gości.
W drodze powrotnej na statek wysiedliśmy na przystanku Kartage i spacerkiem poszliśmy obejrzeć starożytne ruiny. Wstęp kosztował 5 euro plus 1 euro za możliwość robienia zdjęć. Warto 

Dzień nr 6 – Palermo
Tego miasta też chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Ani samej Sycylii. Port znajduje się praktycznie w samym centrum więc spacer wydaje się być wręcz jedynym rozwiązaniem. Palermo jest miastem bogatym w historię, kulturę, sztukę, muzykę i potrawy regionalne. Choć największe atrakcje miasta można zobaczyć w jeden dzień warto poprzechadzać się tymi słynnymi włoskimi uliczkami, trochę się zgubić by potem znów się odnaleźć. Nie należy się bać tzw. „szemranych” dzielnic, których trochę w Palermo jest. Nawet te obdrapane budynki oraz wszelkiej maści rajstopy i inna galanteria głównie kobieca zwisające z balkonów mają swój własny niepowtażalny urok włoskiego, trochę sennego miasteczka. No i ta atmosfera mafijnych porachunków... Dla zainteresowanych - odwiedźcie Teatro Massimo Vittorio Emanuele, największy teatr we Włoszech i trzeci największy w Europie, otwarty w 1897 roku, który jednocześnie jest miejscem końcowej sceny słynnego filmu Ojciec Chrzestny III.

Dzień nr 7 – Civitavechia - Rzym
To malutkie miasteczko portowe jest słynne praktycznie tylko z tego, że blisko stąd do Rzymu :) Ale nas zachwyciło piękną plażą, przyjemnym deptakiem wzdłuż morza i urokliwymi knajpkami. Z portu do „centrum” idzie się ok. 10-15 minut. Zaraz przy głównej ulicy jest coś na kształt kiosku, gdzie można nabyć kolejowy bilet powrotny do Rzymu i bilet na komunikację miejską w jednym za 12 euro. Idąc deptakiem wzdłuż plaży dojdziemy do stacji kolejowej skąd co około godzinę odjeżdżają pociągi do centrum Rzymu. Podroż do stacji Roma Termini trwa ok. 90 minut.
Rzymu nikomu przedstawiać nie trzeba. Zobaczyliśmy to co dało się zobaczyć przez te kilka godzin (Koloseum, Forum Romanum, Hiszpańskie Schody, Fontanna di Trevi, Watykan) i trzeba było wracać. Ale wrzuciliśmy monety do fontanny di Trevi, a to znaczy, ze jeszcze będzie okazja tu zajrzeć. Kilka lat temu na wycieczce tez wrzuciłam i proszę – wróciłam :)
Oprócz pieniędzy na bilet nie wydaliśmy nawet jednego euro. Oczywiście nie wchodziliśmy do Koloseum ani do żadnego innego miejsca gdzie trzeba było kupować bilety, ale niestety przy tak ograniczonym czasie nie mieliśmy zbyt dużego wyboru.

Dzień nr 8 – Genua + powrót
Do Genui przypłynęliśmy planowo około 8:00 rano. Szybkie śniadanie i proces wyokrętowania. Wszystko przebiegło sprawnie i szybko. Powrót do domu odbył się tą samą drogą czyli pociągiem do Mediolanu, potem autobusem do Bergamo i przylot do Polski, tym razem do Katowic.
Po wyokrętowaniu mieliśmy jeszcze kilka godzin na zwiedzanie Genui, które postanowiliśmy wykorzystać na rekonesans nowszej części miasta. Oczywiście pieszo. Zostawiliśmy bagaż w dworcowej poczekalni (5 euro za 4 godziny) i znów ruszyliśmy na podbój miasta, w którym podobno mieszkał Krzysztof Kolumb.

Dziękuję wszystkim tym, którzy dotrwali do końca mojej relacji.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off  
 
#2 PostWysłany: 30 Mar 2013 20:47 

Rejestracja: 02 Maj 2012
Posty: 152
Loty: 87
Kilometry: 133 780
Witam, chcialam zapytac ile dziennie czasu mieliscie na ladzie, a takze co bylo w cenie oprocz jedzenia chodzi mi o atrakcje. A takze czy komus dokuczala choroba morska, bo mnie wlasnie to odstrasza.
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 30 Mar 2013 22:02 

Rejestracja: 09 Lut 2011
Posty: 364
Fajna relacja - alternatywny [wobec bakpakersów] sposób podróżowania też może być fajny :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 30 Mar 2013 22:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 Kwi 2011
Posty: 2171
srebrny
Sympatyczna podroz :)

Dzieki za relacje.
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 30 Mar 2013 22:38 

Rejestracja: 28 Lut 2010
Posty: 408
Loty: 7
Kilometry: 5 251
niebieski
Bardzo fajna relacja. Miło się czytało. Ciekaw jestem jaki był koszt poszczególnych atrakcji na statku, takich jak kino itd... a co było w cenie. Pozdrawiam
_________________
Zapraszam na swojego bloga o podróżach i nie tylko...
http://zajebistepodroze.pl
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 31 Mar 2013 02:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Maj 2012
Posty: 789
Loty: 180
Kilometry: 306 623
niebieski
A problemy z chorobą morską ;)?
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 31 Mar 2013 10:35 

Rejestracja: 22 Lip 2010
Posty: 2
@moniaklb:
Z reguły przybijaliśmy do portu przeznaczenia około godziny 8:00-8.30, a zejście na ląd zajmowało około 30 minut (trzeba było chwilkę odstać w kolejce,ponieważ każdy z wychodzących był rejestrowany). Z kolei powrót na statek był obowiązkowy minimum na 30 minut przed odpłynięciem czyli z reguły około 17:00 (w przypadku Rzymu mieliśmy czas do 19:00). W przypadku jednych miast to bardzo dużo a w przypadku innych wystarczy jedynie na pobieżne obejrzenie, ale na pewno te kilka godzin pozwala miło spędzić czas i przyjemnie się zrelaksować w nowym otoczeniu.

@dos70:
W cenie oprócz jedzenia 24h/dobę było korzystanie z biblioteki, sal gier, basenów, jacuzzi, sauny, restauracji, barów, dyskotek (ale alkohole i przekąski w tych miejscach były dodatkowo płatne), codziennie przedstawienie w teatrze.
Dodatkowo za opłatą można było skorzystać z kina 4d (4 euro za seans), symulatora formuły 1 (chyba 6 euro), SPA (w zależności od zabiegu od kilkunastu do kilkudziesięciu euro), kręgielni (kilka euro za grę, nie korzystaliśmy więc nie pamiętam), bingo (5 euro za kupon :)). Na pokładzie były też sklepy wolnocłowe z alkoholem i tytoniem w bardzo przystępnych cenach (niektóre trunki tańsze niż w Polsce) oraz sklepy z biżuterią, galanterią i perfumerie. Ceny nie powalające na kolana ale rozsądne.
Środkiem płatniczym była karta magnetyczna (będąca jednocześnie kluczem do kajuty oraz "dowodem osobistym" na statku). Kwotę wydaną kartą należało przy wyokrętowaniu uiścić w gotówce lub kartą kredytową (na początku rejsu blokowano na karcie kred.kwotę 250 euro jako depozyt, ale my oprócz napiwków nic nie wydaliśmy więc od razu odblokowano nam różnicę).
Ogólnie atrakcje na statku były bardzo drogie (muszą na czymś zarabiać :)), ale tak naprawdę po całym dniu zwiedzania wystarczy kolacja, przedstawienie w teatrze i dobra kąpiel w basenie :) Wszystko w cenie :) Na dyskotekach czy w barach spokojnie można sobie siedzieć ze szklaneczką swojego alkoholu, nikt tego nie sprawdza.
Kolacje można było jeść albo w restauracji "a la carte" lub na górnym pokładzie gdzie był tzw. szwedzki stół. Różnica polegała na tym, że w restauracji dania wybrane z karty podawał kelner i trzeba było dodatkowo płacić za zamawiane napoje (nawet za wodę mineralną, 1 l - 2 euro plus chyba 10 % napiwku), więc albo jemy nie popijając albo płacimy :), a na górnym pokładzie obsługujemy się sami i napoje (woda, soki, kawa, herbata)mamy za darmo :)

@ RaDiDaM
Co do choroby morskiej to nawet na tak dużym statku da się odczuć lekkie kołysanie i czasem można stracić równowagę ale nie jest to uciążliwe, jeśli z zasady nie cierpimy na chorobę morską. Jeśli natomiast macie z tym problemy to chyba odradzam bo można spędzić urlop w łazience. Pewnej nocy, kiedy płynęliśmy bardzo szybko, żeby nadrobić czas stracony w porcie prawie spadłam z łóżka :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 04 Kwi 2013 11:07 

Rejestracja: 04 Kwi 2013
Posty: 1
Bardzo ciekawa relacja. Czytało się z przyjemnością. Oby więcej takich. Duży plus za wiele praktycznych informacji oraz dokładne wyliczenia kosztów.
Pozdrawiam
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 04 Kwi 2013 21:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Gru 2012
Posty: 1958
Loty: 72
Kilometry: 63 189
niebieski
tak powinna wyglądać relacja :)

odpowiedziała mi na wiele pytań które miałem zamiar zadać a już nie muszę :)
_________________
vivere militare est
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 05 Kwi 2013 00:01 

Rejestracja: 08 Mar 2011
Posty: 358
Loty: 35
Kilometry: 94 159
niebieski
My nie mieliśmy ubezpieczenia od następstw nieszczęśliwych wypadków i nikt nie kazał Nam czegoś takiego wykupywać :)

Też odbyliśmy rejs na MSC Splendida tylko, że na trasie Genua-Barcelona-Tunis-Malta-Sycylia-Civitavecchia-Genua. Wrażenia niezapomniane! My wykupiliśmy pakiet, gdzie były alkohole we wszystkich barach na statku, wyszło 400 zł za osobę, opłacało się :)

A relacja naprawdę świetna :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 09 Maj 2013 22:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Sie 2011
Posty: 19
Witam.

Mam pytanie, czy taki rejs można samemu wykupić z ominięciem polskich pośredników (np: http://www.niebieskamila.pl itp)?
Np bezpośrednio u armatora?
Bo taki rejs wydaje mi się ciekawą formą spędzenia wakacji, ale chciałbym zminimalizować niepotrzebne koszty/prowizje.
Bardzo proszę o jakieś szersze informacje na temat rejsów, czy polecacie jakieś firmy/statki ?

Jeśli wszystko dobrze by poszło to we wrześniu chciałbym odbyć taki rejs, są może chętni?
_________________
_Sheriff_ gg:8042043
Góra
 Relacje PM off  
 
#12 PostWysłany: 09 Maj 2013 23:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Lut 2012
Posty: 5419
Loty: 151
Kilometry: 299 151
niebieski
Akurat niebieska mila ma ceny takie same jak bezpośrednio u armatora, podają je w euro więc chyba nie ma sensu szukać i przelewać kasy gdzieś za granicę...
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 09 Maj 2013 23:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Sie 2011
Posty: 19
ba autorka tematu wymieniła http://www.tanieplywanie.pl i tak dumam i szukam.
_________________
_Sheriff_ gg:8042043
Góra
 Relacje PM off  
 
#14 PostWysłany: 15 Maj 2013 17:00 

Rejestracja: 08 Mar 2011
Posty: 358
Loty: 35
Kilometry: 94 159
niebieski
Oczywiście, że są tańsze opcje. My rezerwowaliśmy przez cruisedirect.com. Dostaliśmy jeszcze upgrade za free do kabiny z balkonem :)


Ostatnio edytowany przez ormo, 15 Maj 2013 20:15, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 15 Maj 2013 20:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Sie 2011
Posty: 19
A jeszcze jakieś sprawdzone serwisy znasz?
Bo moim zdaniem im większy wybór tym większa szansa na wychwycenie jakiejś promocji.
_________________
_Sheriff_ gg:8042043
Góra
 Relacje PM off  
 
#16 PostWysłany: 15 Maj 2013 20:20 

Rejestracja: 08 Mar 2011
Posty: 358
Loty: 35
Kilometry: 94 159
niebieski
My patrzyliśmy tylko i wyłącznie na zagraniczne

http://www.expedia.com/Cruises
http://www.lastminutecruises.com/
http://www.cruise.com/
http://www.cruisecheap.com/
http://www.cruisedeals.com/


Ceny podobne na tych wszystkich stronach, ale na cruisedirect było chyba z 10$ taniej. A i kontakt z nimi był bezproblemowy
Góra
 Relacje PM off  
 
#17 PostWysłany: 15 Maj 2013 20:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Sie 2011
Posty: 19
A możesz mi powiedzieć, czy cena końcowa na stronie www.cruisedirect.com, jak juz przejdę wszystkie etapy i trzeba płacić, to w tej cenie sa zawarte opłaty portowe i napiwki itp? czy to osobno jest płatne na statku?
_________________
_Sheriff_ gg:8042043
Góra
 Relacje PM off  
 
#18 PostWysłany: 15 Maj 2013 20:50 

Rejestracja: 08 Mar 2011
Posty: 358
Loty: 35
Kilometry: 94 159
niebieski
To jest już cena z opłatami portowymi, napiwkami i wszystkimi innymi podatkami. Jeśli chodzi o pakiet napoi (bo zawsze w cenie są tylko woda, herbata, kawa, soki podczas posiłków) to ten trzeba wykupywać już bezpośrednio na stronie danego przewoźnika.
Góra
 Relacje PM off  
 
#19 PostWysłany: 17 Maj 2013 17:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Sie 2011
Posty: 19
@ormo, a możesz mi powiedzieć taką rzecz, bo na stronie www.cruisedirect.com nie moge znaleźć opcji all inclusive, czy to gdzieś tam pisze, czy też ceny juz zawierają tą opcję, czy gdzieś osobno się kupuje?
_________________
_Sheriff_ gg:8042043
Góra
 Relacje PM off  
 
#20 PostWysłany: 27 Maj 2013 19:25 

Rejestracja: 31 Mar 2013
Posty: 18
eco84 napisał(a):
Witam serdecznie,

To moja pierwsza relacja z podróży na łamach f4f więc mam nadzieje, że podołam zadaniu.
Mimo że preferuję wyjazdy z plecakiem i wykańczające fizycznie , to będzie opis wycieczki prawie luksusowej, a mimo wszystko pełnej wrażeń i na pewno niezapomnianej:)
Pod koniec ubiegłego roku wpadło mi w ręce ogłoszenie z serwisu tanieplywanie.pl (znalezione oczywiście na f4f w zakładce LASTMINUTE). Tygodniowy (2.02.2013 – 9.02.2013) rejs wycieczkowy po Morzu Śródziemnym na trasie Genua –Marsylia –Barcelona –Tunis –Palermo –Civitavecchia -Genua w kabinie z balkonem za 239 euro + opłaty portowe dla 2 osób po 120 euro. Razem – 479 euro/2 osoby, co po ówczesnym kursie dało kwotę 1000 zł / os. za rejs z pełnym wyżywieniem. Na taki rejs należy mieć ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków. Jeśli się go nie posiada można dokupić za 1 euro za dzień i nie ma wtedy problemu. My mieliśmy już akurat roczne ubezpieczenie w Signal Iduana za 60 zł.
Dodatkowo w budżecie należy również uwzględnić obowiązkowe napiwki dla obsługi statku: 7 euro za osobę za dobę (zatem 7 euro x 7 dób = 49 euro płatne przy wyokrętowaniu).

Podsumowując: (wszystkie kwoty podane są za 1 osobę)

Opłaty stałe za rejs:
1. Zakwaterowanie + wyżywienie na statku + opłaty portowe – 1000 zł
2. Napiwki dla obsługi – 220 zł
RAZEM: 1220 zł

Wydatki na dojazd do/z Genui:
1. Warszawa-Bergamo – 4 zł
2. Bergamo-Milan Centrale – 3,5 euro
3. Milan Centrale-Genua – 9 euro
4. Genua-Milan Centrale – 9 euro
5. Milan Centrale – Bergamo – 3,5 euro
6. Bergamo-Katowice – 4,99 euro
RAZEM: ok. 130 zł

Wydatki na nocleg w Genui, komunikację, pamiątki, jedzenie:
RAZEM: ok. 250 zł

Wydaliśmy zatem około 1600 zł/os za tygodniowy rejs.

Czy warto?

W mojej subiektywnej ocenie warto.
W zamian za taką kwotę otrzymujemy wikt i opierunek na 5* statku oraz możliwość budzenia się codziennie w innym miejscu bez konieczności ciągłego pakowania i rozpakowywania bagaży.
Miasta, do których dopływa statek można zwiedzać ze zorganizowaną wycieczką, którą należy wykupić na statku. Niestety takie wycieczki są bardzo drogie (od 50 do ponad 100 euro), a tak naprawdę każdy port można zwiedzić na własną rękę za kwotę nieporównywalnie niższą niż ta którą proponują nam touroperatorzy – w niektórych przypadkach wręcz za darmo.
Chciałabym tu także obalić mit, że nie można zwiedzać na własną rękę, bo bez wykupionej wycieczki armator nie wypuszcza delikwenta ze statku. Zakup wycieczki to spraw fakultatywna i tylko od nas zależy czy chcemy się pozbyć większej czy mniejszej ilości gotówki.

Dzień 0 – Do widzenia zimo! - kierunek Włochy
Nasza wycieczko-podróż rozpoczęła się w piątek o 4 rano kiedy to z walizką, wśród śnieżnych zasp musieliśmy drałować na Okęcie, żeby zdążyć na pierwszy samolot do Bergamo. Oczywiście zaspaliśmy i oczywiście prawie się spóźniliśmy ale bez takich smaczków życie traci swój urok :)
Z Bergamo szybko dostaliśmy się do Milano Centrale. W oczekiwaniu na pociąg do Genui, sprintem godnym Usaina Bolta dotarliśmy do najsłynniejszej chyba budowli w Mediolanie – Il Duomo. Szybki spacerek, chwila dla fotoreportera i powrót na stację.
W Genui byliśmy zgodnie z rozkładem po około 90 minutach jazdy wygodnym, czystym i cieplutkim pociągiem. Samo miasto jest naprawdę godne polecenia. Typowo włoskie uliczki, urocze zakamarki, przyjemna wiosenna temperatura i wszechobecne palmy :) To może nic nadzwyczajnego ale w środku polskiej zimy i wiecznie przemarzniętych kończyn to naprawdę wspaniały widok. Genua posiada jedną linię metra, którą można przejechać miasto z jednego końca na drugi. Bilet (chyba 100-minutowy – niestety nie pamiętam dokładnie) kosztuje 1,5 euro. Nikt jednak ich nie sprawdza .
W tym właśnie środku lokomocji zaczepiła nas pewna dziewczyna. Słysząc, że rozmawiamy po polsku spytała skąd jesteśmy i przez te kilka minut jazdy tak sobie rozmawialiśmy o pogodzie :) Mówiła pięknie po polsku z lekkim włoskim akcentem więc pomyślałam, że to Polka, która już baaaardzo długo tam mieszka. Jednak okazało się, że to rasowa Włoszka z dziada pradziada, która na dodatek nigdy (!) nie była w Polsce, ale ma wielu znajomych Polaków i tak jej się spodobał nasz język, że się go po prostu nauczyła. A podobno polski to jeden z trudniejszych języków…
Zwiedzaliśmy okolice Starego Miasta do wieczora, spróbowaliśmy wypieków z jakiejś lokalnej piekarni i z pełnymi brzuchami zakończyliśmy dzień nr 0.

Dzień nr 1 – Ci vediamo Genua
Następnego dnia po śniadaniu pojechaliśmy do portu, żeby się zaokrętować na nasz statek (nazywał się MSC Splendida http://www.msccruises.com/gl_en/Ships/M ... ndida.aspx).
Na wejście mieliśmy wyznaczoną godzinę 15:00, ale o 11:00 tez nie było problemu. Boarding przebiegał szybko i sprawnie. Zdaliśmy bagaże, zrobiono nam zdjęcie do identyfikacji, wydano karty pokładowe i już mogliśmy zacząć poszukiwania właściwej kajuty. Poszukiwania – dosłownie :) Bo statek, który posiada 18 pokładów, na których może pomieścić około 4500 osób, to takie małe miasteczko. Ale na szczęście ten kolorowy zawrót głowy i totalny brak orientacji w terenie trwał tylko przez 2 pierwsze dni.
Wypłynęliśmy z Genui punktualnie o 18:00.

Dzień nr 2 – Bonjour Marsylia
Ale to tylko plan :) Pogoda pokrzyżowała nam plany i zamiast do Marsylii zawitaliśmy do miasta pewnego bardzo praworządnego żandarma – Saint Tropez. Zarzuciliśmy kotwicę w niewielkiej zatoczce i szalupami odstawiono nas na brzeg. Podobno Saint Tropez to idealne miejsce dla snobów wszelkiej maści. Jeśli chcesz się pochwalić nowym luksusowym samochodem, łodzią za grubą kasę lub młodą, piękną żoną to nie ma lepszego miejsca. Podobno jest też drogo. Nam nie dane się było przekonać ponieważ była niedziela, poza sezonem i wszystko pozamykano na cztery spusty. Kupiliśmy tylko małą wodę i chipsy w jedynym czynnym minimarkecie, ale ceny były wg mnie standardowe jak na ten rejon Europy, czyli jakieś 25% wyższe niż u nas. Samo miasteczko, typowo portowe jest bardzo urokliwe, ale malutkie i już po około 2 godzinach nie było tam co robić, a większość ludzi, który spacerowali po ryneczku to nasi statkowi współlokatorzy :)

Dzień nr 3 – Hola Barcelona
Jeden dzień na to miasto to zdecydowanie za mało (wiedzą o tym Ci, który już tam byli), ale ponieważ oboje byliśmy już wcześniej w stolicy Katalonii postanowiliśmy wrócić do miejsc, które poprzednim razem zrobiły na nas największe wrażenie i uzupełnić ten zestaw o Park Guel, którego jeszcze nie mieliśmy okazji odwiedzić. I tak na tapetę poszła, a jakże Sagrada Familia, Las Ramblas, Barrio Gotico, Casa Mila, Casa Batllo, Parc de la Ciutadella, Łuk Triumfalny i wyżej wspomniany Park Guel.
W Barcelonie nie wydaliśmy ani jednego euro. Dystans z portu do miasta pokonaliśmy pieszo (20 minut swobodnym krokiem, chodnikiem wzdłuż drogi szybkiego ruchu), jedzenie i wodę zabraliśmy ze statku (w teorii nie można), a z komunikacji miejskiej nie korzystaliśmy wcale ponieważ spokojnie można to wszystko zobaczyć po prostu spacerując. Na statek wracaliśmy też spacerem tyle, że bardziej w stylu Roberta Korzeniowskiego, ale tylko dlatego, że za długo wygrzewaliśmy się na słoneczku w Parku Guel.

Dzień nr 4 – Morze Śródziemne
Kolejny dzień spędziliśmy na statku w drodze do Afryki.
Czas upłynął bardzo szybko. Rytm dnia wyznaczyły nam posiłki. A trzeba przyznać, że jedzenie było dobre i urozmaicone. Poza tym były baseny, SPA, kasyno, kino 4D, teatr, różne bary i dyskoteki, można się było zrelaksować czytając książkę (jeśli nie macie swojej na statku jest bibliotek z książkami w kilku językach) lub zagrać w Bingo. Oczywiście niektóre atrakcje są płatne inne nie. Ale tak naprawdę nie trzeba wydawać żadnych pieniędzy, żeby miło spędzić czas na statku.

Dzień nr 5- La Goullette
To chyba najciekawszy punkt rejsu, bo jak wiadomo im więcej różnic kulturowych tym bardziej interesująco. La Goullette to niewielki port położony ok. godzinę jazdy od Tunisu – stolicy Tunezji. Zdecydowaliśmy się jednak na zobaczenie pobliskiej Mediny oraz ruin w Kartaginie. W drodze z portu na stacje kolejową (10-15 minut pieszo) zaatakowało nas stado taksówkarzy, którzy mieli „special price for you my friends” – czyli za „jedyne” 20 euro oferowali podwózkę do Mediny, Kartaginy i Tunisu w jednym  Potem cena spadła do 10 euro, a stanęło na 5, bo podobno pociąg jedzie i jedzie a kosztuje tyle samo, więc w ramach przyjaźni polsko-tunezyjskiej zawiozą nas po kosztach . Jak się okazało pociąg jechał do Mediny „aż” 20 min a kosztował zawrotne 0,5 dinara czyli 1 zł  (zakupiony w rozlatującym się białym baraku zaraz obok torów). Ale fakt faktem sama podróż do najprzyjemniejszych nie należała. Pociąg upchany był do granic możliwości. Oprócz nas była w wagonie jeszcze trójka Francuzów więc stanęliśmy blisko siebie pilnując nawzajem swoich toreb. Ale to nie obawa przed kradzieżą zjeżyła nam włosy na głowie a ułańska, a może raczej arabska fantazja tunezyjskich nastolatków. Otóż, chyba w ramach rozrywki, przez całą drogę któryś z nich blokował drzwi wagonu i trzymając się kurczowo ściany biegł obok pociągu, potem wskakiwał do wagonu i znów wyskakiwał, potem koledzy po kolei robili to samo i tak całą drogę. Nikt z dorosłych nie reagował więc dlaczego mieliby tego nie robić? Przecież to taka świetna zabawa. W powrotnej drodze grupka nastolatków uznała, że super będzie sobie nawzajem dawać w gębę z otwartej dłoni i tak sobie uprzyjemniali jazdę aż do wysiadki wymachując mi rękami przed nosem.
Medina to miasto o pełnej temperamentu, orientalnej atmosferze. Czasem jest określane mianem "perły Sahelu". Stara część miasta jest otoczona murami miejskimi z IX wieku, a w ich obrębie znajduje się Ribat, uważany za najstarszą budowlę islamu w Afryce północnej, wieża sygnalizacyjna Kasbah i targ regionalny "suk" oferujący przedmioty tunezyjskiego rzemiosła artystycznego. Tam tez nabyłam tradycyjne tunezyjskie nakrycie głowy z kaszmiru za jedyne 5 euro (po 30 minutach targowania, odchodzeniu, przychodzeniu udało się zbić cenę z 50 euro). Szkoda tylko, że 20 metrów dalej mogłam kupić identyczną czapkę, której cena wyjściowa to 5 euro 
Poruszaliśmy się po Medinie bez mapy, bardziej na wyczucie i nie było problemu z odnalezieniem miejsc wartych obejrzenia. Warto wybrać się do muzeum stylizowanego na tradycyjny dom tunezyjski. Wstęp kosztował około 4 dinarów. Przy wejściu dostaje się kartkę (po polsku), na której wyznaczony jest kierunek zwiedzania i opisane są ze szczegółami poszczególne pomieszczenia. Zmęczeni upałem możemy podziwiać z dachu panoramę Mediny oraz widoczne z oddali ruiny Kartaginy popijając orzeźwiająca herbatkę dla gości.
W drodze powrotnej na statek wysiedliśmy na przystanku Kartage i spacerkiem poszliśmy obejrzeć starożytne ruiny. Wstęp kosztował 5 euro plus 1 euro za możliwość robienia zdjęć. Warto 

Dzień nr 6 – Palermo
Tego miasta też chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Ani samej Sycylii. Port znajduje się praktycznie w samym centrum więc spacer wydaje się być wręcz jedynym rozwiązaniem. Palermo jest miastem bogatym w historię, kulturę, sztukę, muzykę i potrawy regionalne. Choć największe atrakcje miasta można zobaczyć w jeden dzień warto poprzechadzać się tymi słynnymi włoskimi uliczkami, trochę się zgubić by potem znów się odnaleźć. Nie należy się bać tzw. „szemranych” dzielnic, których trochę w Palermo jest. Nawet te obdrapane budynki oraz wszelkiej maści rajstopy i inna galanteria głównie kobieca zwisające z balkonów mają swój własny niepowtażalny urok włoskiego, trochę sennego miasteczka. No i ta atmosfera mafijnych porachunków... Dla zainteresowanych - odwiedźcie Teatro Massimo Vittorio Emanuele, największy teatr we Włoszech i trzeci największy w Europie, otwarty w 1897 roku, który jednocześnie jest miejscem końcowej sceny słynnego filmu Ojciec Chrzestny III.

Dzień nr 7 – Civitavechia - Rzym
To malutkie miasteczko portowe jest słynne praktycznie tylko z tego, że blisko stąd do Rzymu :) Ale nas zachwyciło piękną plażą, przyjemnym deptakiem wzdłuż morza i urokliwymi knajpkami. Z portu do „centrum” idzie się ok. 10-15 minut. Zaraz przy głównej ulicy jest coś na kształt kiosku, gdzie można nabyć kolejowy bilet powrotny do Rzymu i bilet na komunikację miejską w jednym za 12 euro. Idąc deptakiem wzdłuż plaży dojdziemy do stacji kolejowej skąd co około godzinę odjeżdżają pociągi do centrum Rzymu. Podroż do stacji Roma Termini trwa ok. 90 minut.
Rzymu nikomu przedstawiać nie trzeba. Zobaczyliśmy to co dało się zobaczyć przez te kilka godzin (Koloseum, Forum Romanum, Hiszpańskie Schody, Fontanna di Trevi, Watykan) i trzeba było wracać. Ale wrzuciliśmy monety do fontanny di Trevi, a to znaczy, ze jeszcze będzie okazja tu zajrzeć. Kilka lat temu na wycieczce tez wrzuciłam i proszę – wróciłam :)
Oprócz pieniędzy na bilet nie wydaliśmy nawet jednego euro. Oczywiście nie wchodziliśmy do Koloseum ani do żadnego innego miejsca gdzie trzeba było kupować bilety, ale niestety przy tak ograniczonym czasie nie mieliśmy zbyt dużego wyboru.

Dzień nr 8 – Genua + powrót
Do Genui przypłynęliśmy planowo około 8:00 rano. Szybkie śniadanie i proces wyokrętowania. Wszystko przebiegło sprawnie i szybko. Powrót do domu odbył się tą samą drogą czyli pociągiem do Mediolanu, potem autobusem do Bergamo i przylot do Polski, tym razem do Katowic.
Po wyokrętowaniu mieliśmy jeszcze kilka godzin na zwiedzanie Genui, które postanowiliśmy wykorzystać na rekonesans nowszej części miasta. Oczywiście pieszo. Zostawiliśmy bagaż w dworcowej poczekalni (5 euro za 4 godziny) i znów ruszyliśmy na podbój miasta, w którym podobno mieszkał Krzysztof Kolumb.

Dziękuję wszystkim tym, którzy dotrwali do końca mojej relacji.

Fajna relacja:) Bardzo podoba mi się zdjęcie z Barcelony
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 22 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group