Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 2 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
 Temat postu: Lwów. Dużo Lwowa.
#1 PostWysłany: 02 Wrz 2020 12:26 

Rejestracja: 04 Lut 2017
Posty: 183
Loty: 86
Kilometry: 91 162
srebrny
Na Ukrainie byłem już kilkanaście razy, ale jakoś tak się składało, że w rejonach dalszych, niż bliższych naszej granicy. Ostatnio nadrabiałem to wyruszając z Medyki na jednodniówki zwiedzając Mościska, Sambor, Sądową Wisznię i Gródek. Aż w końcu zdecydowałem się na Lwów – na cztery dni we Lwowie.
Znów podziękowania dla Neobusa, który dowiózł mnie z mojego miasta do Medyki za 7 złotych (RT). Z granicy do Lwowa dojechałem marszrutką (poniżej 10 zł) i tym samym znalazłem się w mieście, w którym była zapewne większość z was. Warto wspomnieć, że zdecydowana większość marszrutek z granicy dojeżdża do Dworca Zachodniego (Zapadnego), leżącego w pobliżu dużego centrum handlowego Metro. Stamtąd można prosto dojechać do centrum miasta, ponieważ większość autobusików tam właśnie podąża z pobliskiego przystanku.
Mój pobyt we Lwowie był bardzo intensywny, wiele zobaczyłem, przemierzyłem kilkadziesiąt kilometrów i jestem bardzo zadowolony z wyjazdu. Opisów Lwowa jest w internecie sporo, więc wiedziałem mniej więcej, co zobaczyć, ale jak to zawsze ja, wybrałem takie rzeczy, o których nikt nie słyszał.
Ze wstydem muszę przyznać, że Lwów kojarzył mi się z niewielkim, tak na oko 150-tysięczym zabytkowym miasteczkiem, więc byłem bardzo zdziwiony, że mieszka w nim ponad 700 tysięcy ludzi. Miasto jest częściowo zabytkowe, a częściowo dosyć nowoczesne. Zdecydowanie starsza część Lwowa jest bardziej pociągająca. Mnóstwo świątyń, klimatyczny rynek, stare kamienice potrafią urzec. Zacznijmy więc od oczywistej oczywistości we Lwowie, czyli od rynku otoczonego ponad czterdziestoma kamienicami. Mimo pandemii było mnóstwo turystów i tubylców.
Załącznik:
1.jpg

Załącznik:
2.jpg

Załącznik:
3.jpg

Załącznik:
4.jpg

Kafejki, sklepy z pamiątkami, muzea, bary itp. można znaleźć na każdym rynku, więc i na lwowskim jest ich pod dostatkiem. Podobnie wyglądają sąsiednie klimatyczne uliczki. Skusiłem się na wizytę w tzw. włoskim podwórku, czyli podobno ładnym podwórzu z restauracją. Cóż, spodziewałem się więcej po tym miejscu. Bardziej niż podwórko zaciekawiło mnie ukazanie na fotosach trochę bardziej ludzkiej strony wojska i wojny.
Załącznik:
5.jpg

Załącznik:
6.jpg

Załącznik:
7.jpg

Kaplica Boimów to tajemniczy, czarny budynek z XVII wieku, zamknięty niestety na kłódkę, więc o jego zwiedzeniu można raczej zapomnieć.
Załącznik:
8.jpg

Tuż obok kaplicy znajduje się bardzo polska Bazylika Metropolitalna. Część mszy jest po polsku, w środku można znaleźć mnóstwo naszych akcentów i czuć, że ta świątynia jest ważnym ośrodkiem życia polonijnego.
Załącznik:
9.jpg

Załącznik:
10.jpg

Załącznik:
11.jpg

Załącznik:
12.jpg

W centrum miasta można znaleźć jeszcze kilka świątyń różnych wyznań. Stare, imponujące, bogato wyposażone i zdobione, często z ciekawą historią. Nie będę ich opisywać, niech te kilka zdjęć je przedstawi.
Załącznik:
13.jpg

Załącznik:
14.jpg

Załącznik:
15.jpg

Załącznik:
16.jpg

Załącznik:
17.jpg

Załącznik:
18.jpg

Załącznik:
19.jpg

Załącznik:
20.jpg

Kolejny punkt must see to budynek Opery Lwowskiej. Podobno piękny w środku, wzruszy dusze artystyczne, ale mi nie udało się do niego dostać. Trzykrotnie pocałowałem klamkę, więc odpuściłem sobie kolejne próby. Z zewnątrz prezentuje się oczywiście bardzo ładnie, by nie powiedzieć monumentalnie.
Załącznik:
21.jpg

Załącznik:
22.jpg

Załącznik:
23.jpg

Internety polecają również wizytę w dawnym kasynie, nazywanym obecnie Domem Naukowców. Faktycznie, ładny w środku, jest obiektem pielgrzymek turystów i osób szukających ładnych ujęć. Trzeba poczekać trochę, żeby na spokojnie uwiecznić na zdjęciu pustą przestrzeń. Acha – można jeszcze wstąpić do restauracji, której sama nazwa sugeruje, że może być drogo (Fellner&Helmer), ale oglądając menu w internecie nie spadnie się z krzesła z powodu szoku cenowego.
Załącznik:
24.jpg

Załącznik:
25.jpg

Załącznik:
26.jpg

Załącznik:
27.jpg

Załącznik:
28.jpg

Załącznik:
29.jpg

Załącznik:
30.jpg

Załącznik:
31.jpg

Załącznik:
32.jpg

Załącznik:
33.jpg

Załącznik:
34.jpg

Załącznik:
35.jpg

Kolejną oczywistą oczywistością do odwiedzenia we Lwowie jest Cmentarz Łyczakowski. Mnóstwo polskiej historii, często trudna wspólna przeszłość polsko-ukraińska, obok siebie leżą ofiary walk po obu stronach. Dla nas najbardziej znanym fragmentem tego cmentarza jest tzw. Cmentarz Orląt Lwowskich, czyli kilkunasto- lub dwudziestokilkuletnich dziewcząt i młodzieńców, którzy zginęli w walkach o polski Lwów. Cmentarz, kiedyś zrujnowany, obecnie ładnie odrestaurowany rzuca się w oczy z daleka. Co ciekawe, oprócz grobów polskich, można dostrzec pomniki poświęcone m.in. żołnierzom amerykańskim i francuskim. Największe spory toczone były (i niestety są) o posągi lwów, jako symbolu władzy Polaków nad Ukraińcami. Obecnie są one zasłonięte.
Załącznik:
36.jpg

Załącznik:
37.jpg

Załącznik:
38.jpg

Załącznik:
39.jpg

Załącznik:
40.jpg

Załącznik:
41.jpg

Załącznik:
42.jpg

Załącznik:
43.jpg

Załącznik:
44.jpg

Załącznik:
45.jpg

Załącznik:
46.jpg

Na Cmentarzu Łyczakowskim rzucają się w oczy dawne polskie grobowce. Jest ich wiele, podobnie jak mogił zasłużonych Ukraińców.
Załącznik:
47.jpg

Załącznik:
48.jpg

Załącznik:
49.jpg

Załącznik:
50.jpg

Załącznik:
51.jpg

Niedaleko od siebie spoczywają Maria Konopnicka i Iwan Franko, jeden z najwybitniejszych poetów ukraińskich.
Załącznik:
52.jpg

Załącznik:
53.jpg

Na mnie bardzo duże wrażenie wywarły mogiły żołnierzy ukraińskich poległych w walce w ATO, czyli wojnie ukraińsko-rosyjskiej na zachodzie Ukrainy. Groby są ze zdjęciami, często z krótkimi opisami życia żołnierzy lub miejsca śmierci. Widziałem, jak matka zajmowała się grobem syna, ciągle rozmawiając z nim …
Załącznik:
54.jpg

Załącznik:
55.jpg

Załącznik:
56.jpg

Załącznik:
57.jpg

Ciekawostka historyczna z Cmentarza Łyczakowskiego, oczywiście z polskiego sektora:
Załącznik:
58.jpg

Wysoki Zamek – dumnie to brzmi, prawda? Postanowiłem go zobaczyć. Wchodzi się do parku, idzie się pod górę, pod górę, pod górę, mija się fragment muru, by znaleźć się ostatecznie na szczycie. Nie, zamku tam nie ma, jest platforma widokowa i widok na miasto, według mnie bardzo przeciętny. Może źle trafiłem, bo Internety zachwycają się widokami przy zachodzie słońca.
Załącznik:
59.jpg

Załącznik:
60.jpg

Kolejny punkt warty podobno obejrzenia to podwórko zagubionych zabawek. Jest na mapach w Google, chodzę więc od lewej, od prawej, z przodu, z tyłu, ludzie mieszkający w okolicy nic nie słyszeli o czymś takim, kierują mnie gdzie indziej, ale uparłem się i wreszcie spytałem jakiejś pani żulerki o to miejsce. Stwierdziła, że to to podwórko, na którym staliśmy, a podwórko/muzeum już nie istnieje. Tylko czy wiedziała, co mówi? A to miejsce wygląda obecnie tak:
Załącznik:
61.jpg

Ostatnie moje miejsce z listy must see to Browarnia Lwowska, czyli browar i działające przy nim muzeum. Trzeba przyznać, że to bardzo ciekawe miejsce, chociaż nie można zwiedzać niestety samej wytwórni piwa, a jedynie muzeum (dla porównania w Czernihowie można zwiedzać kapitalny browar i zrobić zapasy przepysznego piwa). W muzeum można wypożyczyć audiobook po polsku, ale czy warto? Spora część eksponatów jest nadzwyczaj łatwa w odbiorze. W tle leci słynna piosenka „Tylko we Lwowie…”, a ściany przyozdobione są bohaterami filmów komediowych Szczepciem i Tońciem.
Załącznik:
62.jpg

Załącznik:
63.jpg

Załącznik:
64.jpg

Załącznik:
65.jpg

Załącznik:
66.jpg

Załącznik:
67.jpg

Załącznik:
68.jpg

Załącznik:
69.jpg

Załącznik:
70.jpg

Załącznik:
71.jpg

Załącznik:
72.jpg

Po części historycznej można przejść do ciekawie zaaranżowanego baru i oddać się degustacji miejscowych wyrobów. Za około 7,5 zł dostaje się do spróbowania zestaw czterech piw, oczywiście w kuflach o małej pojemności. Prezentuje się on nadzwyczaj miło.
Załącznik:
73.jpg

Załącznik:
74.jpg

Płacąc około 5 zł można skonsumować taki zestaw:
Załącznik:
75.jpg

Zatem co oczywiste we Lwowie, to już było za mną. Pora zacząć opowieść o miejscach, gdzie niewielu dociera. Zacznijmy jak najbardziej poważnie, bo od wizyty w tzw. Muzeum NKWD, czyli dawnym więzieniu i areszcie, katowni w czasach wojennych i powojennych. Komuniści, którzy opanowali Lwów po porozumieniu Ribbentrop-Mołotow, zgromadzili w więzieniu wrogów ludu, czyli inteligencję, kupców i innych przedstawicieli klasy nierobotniczej. Wycofując się praktycznie jednego dnia dokonali mordu na wszystkich więźniach politycznych, wcześniej wypuszczając kryminalistów.
Załącznik:
76.jpg

Załącznik:
77.jpg

Załącznik:
78.jpg

Załącznik:
79.jpg

Załącznik:
80.jpg

Załącznik:
81.jpg

W Muzeum NKWD miałem „przyjemność” porozmawiania z pracującą tam panią, która wprawdzie bardzo dobrze mówiła po polsku, ale jednocześnie była nastawiona mocno nacjonalistycznie i proukraińsko, wychwalając zasługi Stiepana Bandery (który notabene przebywał w tym więzieniu) i umniejszając rolę Polski i Polaków w historii Lwowa. We wcześniejszym fragmencie relacji wstawiłem zdjęcie poświęcone zamordowanym przez Niemców polskim profesorom. Otóż według niej mord został dokonany dlatego, że współpracowali oni z komunistami, a nie dlatego, że byli Polakami i inteligencją. „Panie, wystarczy poczytać” – dodała ostro.
Rozmowa z nią zajęła dobre pół godziny, poznałem cenne spojrzenie na relacje polsko-ukraińskie z tej drugiej strony. Mimo naszej często trudnej rozmowy (a może właśnie dzięki niej?) zaprowadziła mnie także na piętra, które nie są szerzej udostępniane turystom. Na koniec, gdy zrobiłem poniższe zdjęcie, moja rozmówczyni rozwaliła mnie stwierdzeniem: „Teraz to będzie pan rozpowiadał, jak to Ukraińcy mordowali Polaków”. Bez komentarza.
Załącznik:
82.jpg

Poważności ciąg dalszy. W centrum miasta znajdują się vis-a-vis dwa miejsca upamiętniające dramat getta i Żydów (nie tylko lwowskich) oraz ofiar komunizmu. Pierwsze to memoriał-muzeum reżimów totalitarnych. Najważniejsze informacje o getcie (trzecie największe w Europie) i jego dramacie umieszczone są przed wejściem na tablicach, a za opłatą można wejść na teren przypominający wjazd do obozu koncentracyjnego. Znajdują się na nim m.in. baraki i wieże strażnicze, jednak wstęp do nich nie był możliwy.
Załącznik:
83.jpg

Załącznik:
84.jpg

Załącznik:
85.jpg

Załącznik:
86.jpg

Załącznik:
87.jpg

Po drugiej stronie ulicy usytuowany jest pamiątkowy monument i kilkanaście tablic upamiętniających rodziny żydowskie. Szczególnie jedna z nich rzuca się w oczy.
Załącznik:
88.jpg

Załącznik:
89.jpg

Załącznik:
90.jpg

Kontynuujmy wycieczkę „na smutno”. Mniej znany, niż Cmentarz Łyczakowski, jest Cmentarz Janowski w dzielnicy Kleparów. Podczas mojej wizyty młodzież z Polski porządkowała teren, a Telewizja Polska kręciła materiał filmowy o nekropolii. Pochodziłem, popatrzyłem na nagrobki, aż wreszcie zaczepiłem jednego ze starszych Polaków, którzy dbają o polską pamięć na tym cmentarzu. Od słowa do słowa i oprowadził mnie po kilku ciekawych miejscach.
Załącznik:
91.jpg

Załącznik:
92.jpg

Załącznik:
93.jpg

Załącznik:
94.jpg

Załącznik:
95.jpg

Załącznik:
96.jpg

Załącznik:
97.jpg

Załącznik:
98.jpg

Na Cmentarzu Janowskim znów obok siebie leżą ofiary walk polsko-ukraińskich. Obecnie trwają prace konserwatorskie związane z grobami polskich lotników poległych w latach trzydziestych.
Załącznik:
99.jpg

Załącznik:
100.jpg

Załącznik:
101.jpg

Załącznik:
102.jpg

Załącznik:
103.jpg

Mój rozmówca szczególnie zwrócił uwagę na mogiłę prawdopodobnie rodziny, która zginęła jednego dnia. Nie wiadomo jak, nie wiadomo w którym miejscu, ale pochowani są we wspólnym grobie. Na krzyżu widoczny jest jeszcze ślad po kuli karabinowej.
Załącznik:
104.jpg

Mój rozmówca od zawsze mieszka we Lwowie i pamięta przemiany polityczne. Bardzo przyjemnie mi się z nim rozmawiało, chętnie wysłuchałem jego opowieści, również tych mniej przyjemnych. Wyobraźcie sobie, że ten pan ma emeryturę w wysokości niecałych 3000 hrywien, czyli tak mniej więcej 435 zł. Przypomnę, że ceny na Ukrainie są często wyższe, niż w Polsce. Aż coś mi się w środku robiło gdy opowiadał, że chcieli z kolegą kupić sobie 40 deko salcesonu, ale ceny strasznie wzrosły z 52 hrywien do 68 hrywien. Mój rozmówca nie pije, nie pali, przyzwyczaił się do picia tylko wody („Bo jest za darmo”). Opowiadał, że na szczęście nie choruje, ale służba zdrowia na Ukrainie żąda tylko łapówek i nie chce leczyć chorych bez żadnego wsparcia finansowego ze strony rodziny. Jego znajoma złamała nogę, wymagało to operacji, ale niestety nie miała pieniędzy, skutkiem czego noga źle się zrosła i została kaleką, chociaż można było uratować nogę nieskomplikowanym zabiegiem. Szok.
Poszliśmy z moim rozmówcą na bazar, gdzie chciał sobie kupić słoninę („Bardzo dobra, daje siłę”). Gdy wybrał towar, to zapłaciłem za niego, chociaż pan Jarosław bardzo wzbraniał się przed tym gestem podziękowania. Nie chciał żadnych dodatkowych pieniędzy, nie przyjął głupich 100 hrywien. Uszczęśliwiony zaprosił mnie jeszcze na przejażdżkę tramwajem po mieście, gdzie pokazywał ciekawsze budynki, pomniki, wspominał zmiany nazw ulic. „Lwów ucierpiał w czasie wojny bardzo mało, stąd czuć w nim klimat przeszłości” – twierdził mój przewodnik.
Dojechaliśmy do parku, w którym stał pomnik Bartosza Głowackiego (w moich czasach uczyli w szkole, kim była ta postać). Pan Jarosław bardzo chciał, żebym go zobaczył, bo to miejsce szczególnie ważne dla Polaków, którzy wywalczyli renowację monumentu i wstawienie tablicy pamiątkowej. Początkowo polskie litery były na dole tablicy, ale potem władze nakazały zmianę kolejności napisów, stąd widoczne przecięcie.
Załącznik:
105.jpg

Załącznik:
106.jpg

Rozmowa z moim przewodnikiem dała mi odpowiedź na pytanie, jak wygląda spojrzenie miejscowego Polaka na relacje polsko-ukraińskie. Jakże ono było różne od wersji pani z muzeum NKWD…
Ufff, to chyba na tyle ciężkich tematów. Pora spojrzeć na Lwów okiem nieco sportowym. Jako że interesuję się trochę piłką nożną, to nie mogłem odmówić sobie wizyty w miejscach oznaczonych na mapach Google jako stadiony lub ośrodki sportowe. Pierwszy z nich znajdował się niedaleko Browaru Lwowskiego, a nosił szumną nazwę bazy sportów letnich ze stadionem, basenem, padokiem, kortami, hotelem itp. „Pooglądam fajne miejsca” – pomyślałem sobie, ale już pierwszy obiekt mnie zastopował. Stadion był otoczony praktycznie z każdej strony ścianami, a przez szpary widać było, że jest raczej w nienajlepszej kondycji.
Załącznik:
107.jpg

Załącznik:
108.jpg

Im dalej tym gorzej. Plac dla koników wyglądał tak:
Załącznik:
109.jpg

Załącznik:
110.jpg

Inne elementy infrastruktury także wymagały remontu, więc bez żalu obrałem następny punkt na mapie – stadion Torpedo. „Oooo, to brzmi poważnie” – pomyślałem i po kilkunastu minutach znalazłem taki oto obiekt:
Załącznik:
111.jpg

Załącznik:
112.jpg

Ręce opadły. Zwykłe boisko nazywać stadionem? Zatem szukam radości dalej, tym razem wybrałem stadion o jeszcze dumniejszej nazwie: „Ukraina”. Droga daleka, ale w sumie przyjemna, a z daleka widać już, że to prawdziwy stadion piłkarski. Wokół ślady kibicowskie i chuligańskie sugerujące, kto gra/grał na tym obiekcie: Karpaty Lwów.
Załącznik:
113.jpg

Załącznik:
114.jpg

Załącznik:
115.jpg

Załącznik:
116.jpg

Przez uchyloną furtkę wdarłem się na obiekt i pstryknąłem kilka zdjęć ku pamięci.
Załącznik:
117.jpg

Załącznik:
118.jpg

Załącznik:
119.jpg

Znów daleki marsz i znalazłem się na stadionie „Junist” leżącym w Parku im. Bohdana Chmielnickiego. Hmmm, nie tego się spodziewałem. Obiekt częściowo w budowie, a służy zapewne wyłącznie grze w … rugby. Nawet nie wiem za bardzo, o co chodzi w tej dyscyplinie sportu.
Załącznik:
120.jpg

Załącznik:
121.jpg

Załącznik:
122.jpg

„Dobra, pora przejść do konkretów – pomyślałem sobie. – Poszukam na mapie, gdzie leży Arena Lwów”. Stadion, na którym grały reprezentacje podczas Euro rozgrywanego w Polsce i Ukrainie zlokalizowany jest praktycznie tuż za granicą miasta. Dojście pieszo – 2 godziny. Dojazd Uberem – około 12 złotych. Wybór był prosty i po kilkunastu minutach zameldowałem się przed szarym obiektem. Dosłownie szarym i szczelnie zamkniętym.
Załącznik:
123.jpg

„Kurczę, zwiedziłbym go” – pomyślałem i na szczęście na płocie zobaczyłem banner z numerem telefonu i informacją o wycieczkach. Trochę bałem się, że jestem za późno (po godzinie 15), ale na szczęście połączyłem się z przewodnikiem i po kilku minutach byłem już na stadionie na wycieczce w stylu VIP, bo sam jeden. Rozmowa przez telefon była krótka:
- 150 hrywien od osoby – powiedział przewodnik.
- Jestem sam – odpowiedziałem.
- A to nie można, minimum dwie osoby – zarzekał się mój rozmówca.
- Jestem sam, ale zapłacę za dwie osoby 300 hrywien – wypaliłem.
- Dobrze, zaraz schodzę – odrzekł przewodnik.
Ubiegając rozliczenie dodam, że zapłaciłem ostatecznie 200 hrywien. Czyżby przewodnik okazał ludzkie serce, albo rozpoznał we mnie bratnią duszę kibicowską, a nie durnia pytającego, dlaczego trawa ma kolor zielony i do czego służą te lampy nad boiskiem? Nie wiem, ale dostałem rabat nie prosząc o niego nawet słowem.
Stadion robi wrażenie, a wiedza przewodnika była naprawdę duża. Mówił łamanym polskim, ukraińskim, rosyjskim, a nawet ciut po angielsku, więc można powiedzieć, że przekaz informacji był prawie pełen. Zdziwiłem się, że murawa we Lwowie jest naturalno-sztuczna – to było największe zaskoczenie tej wycieczki.
Załącznik:
124.jpg

Załącznik:
125.jpg

Załącznik:
126.jpg

Załącznik:
127.jpg

Załącznik:
128.jpg

Załącznik:
129.jpg

Załącznik:
130.jpg

Załącznik:
131.jpg

Sala konferencyjna przed i po meczach gościła najznakomitszych trenerów świata. A w szatniach przebywali czołowi piłkarze, z Robertem Lewandowskim i Ronaldo na czele.
Załącznik:
132.jpg

Załącznik:
133.jpg

Jak żartował mój przewodnik, na Arenie w strefie VIP znajduje się największa restauracja we Lwowie, mogąca pomieścić 1500 osób. Sala faktycznie jest spora.
Załącznik:
134.jpg

Załącznik:
135.jpg

Pomieszczenia businessowe (skyboxy) nie powalają luksusem, ale na pewno fajnie jest oglądać mecz z tej perspektywy. Ceny wynajmu dla zwykłego kibica są zaporowe.
Załącznik:
136.jpg

Co ciekawe, na stadionie jest również skybox i loża prezydencka, odgrodzona od gawiedzi kuloodporną szybą. Niestety, tam mnie nie wpuszczono, mogłem jedynie przez szybę oglądać zaciemniony pokój.
Jak wiadomo, porządny stadion nie obędzie się bez muzeum. Przewodnik pokazał mi salę z pamiątkami, w tym koszulki meczowe, programy, piłki, bilety. Stadion Arena Lwów otrzymał nawet jakąś nagrodę podczas konkursu architektonicznego w … Lublinie.
Załącznik:
137.jpg

Załącznik:
138.jpg

Załącznik:
139.jpg

Załącznik:
140.jpg

Załącznik:
141.jpg

Lwów to także dużo zieleni. W mieście znajduje się kilka parków, a jeden z nich miał miejsce, zwane Jeziorem Łabędzim. Hmmm, ciekawe dlaczego? Obok niego zlokalizowany był pawilon z egzotycznymi roślinami. A jeszcze ciut dalej pomnik Jana Kilińskiego z polskimi napisami.
Załącznik:
142.jpg

Załącznik:
143.jpg

Załącznik:
144.jpg

Załącznik:
145.jpg

Całkiem niespodziewanie pojawiło się przede mną wesołe miasteczko. Na mapach Google miejsce to ma jakąś smętną nazwę nie nawiązującą do swojego charakteru. Przy lunaparku znajduje się wspomniany wyżej stadion do rugby.
Załącznik:
146.jpg

Załącznik:
147.jpg

Załącznik:
148.jpg

Jeszcze troszkę nostalgii. Na Cmentarzu Łyczakowskim, jak wspomniałem wcześniej, znajdują się kwatery żołnierzy poległych w trwającej wojnie na wschodzie Ukrainy, a w centrum miasta zlokalizowany był punkt ze zdjęciami pokazującymi przerażające oblicze tych walk. Ludzie w milczeniu oglądali tą wstrząsającą wystawę.
Załącznik:
149.jpg

Załącznik:
150.jpg

Załącznik:
151.jpg

Załącznik:
152.jpg

Załącznik:
153.jpg

Z kolei do wydarzeń na kijowskim Majdanie nawiązuje taras widokowy będący memoriałem pamięci bojowników z tzw. Niebiańskiej Sotni i wydarzeń z lutego 2014 roku, kiedy to zginęło najwięcej ludzi. Widok z platform na Lwów jest dosyć fajny, a memoriał to również miejsce spotkań zakochanych, jakkolwiek dziwnie to brzmi.
Załącznik:
154.jpg

Załącznik:
155.jpg

Załącznik:
156.jpg

Załącznik:
157.jpg

Załącznik:
158.jpg

Załącznik:
159.jpg

Lwów to także miasto, w którym można znaleźć sporo witryn sklepowych opisanych w języku polskim. Te napisy często wyglądają według mnie na zbyt nowe, więc podejrzewam tutaj działania marketingowe. A może mylę się?
Załącznik:
160.jpg

Załącznik:
161.jpg

Twierdza – to brzmi dumnie. Więc poleciałem i tam. Rozczarowałem się. Zagadnięta pani twierdziła, że teren „potwierdzowy” jest duży, ale kompletnie nieturystyczny. Część budynków to zamknięte pustostany, część przebudowano na biura, a zaznaczona w Google twierdza to obecnie pięciogwiazdkowy hotel. A w oknach pokojów firanki jak w moim mieszkaniu…
Załącznik:
162.jpg

Załącznik:
163.jpg

Dworzec kolejowy to typowy moloch zza wschodniej granicy. Wielka kubatura, wysokie sufity, bogate zdobienia to standard. A oprócz znanych powszechnie niebieskich wagonów kolei ukraińskich można spotkać nowoczesne szynobusy firmowane przez Hyundai. Takie pociągi kursują m.in. do Kijowa.
Załącznik:
164.jpg

Załącznik:
165.jpg

Gratuluję tym, którzy dotarli do tego miejsca relacji. Wisienką na torcie niech będą moje tradycyjne zdziwienia, zaskoczenia, ciekawostki i nowinki napotkane we Lwowie, a było ich całkiem sporo.
Tramwaje we Lwowie przeważnie jeżdżą przeraźliwie wolno. Myślałem, że wszystkie są stare, zdezelowane i ogólnie obmierzłe (czyli takie, jakie według mnie powinny być w pięknych miastach Ukrainy – patrz np. Zaporoże), ale z tego przeświadczenia wyprowadził mnie fakt ujrzenia poza centrum nowoczesnych, opływowych tramwajów o wysokim standardzie podróżowania. Szkoda …
A pokonywanie skrzyżowań, zmiana ruchu przez stare tramwaje to przygoda sama w sobie. Ma się wrażenie, że pojazd zaraz wypadnie z szyn, tak się kołysze i zgrzyta.
Załącznik:
166.jpg

We Lwowie jeżdżą także dość nowoczesne autobusy, trolejbusy (nad głowami wielka plątanina kabli zasilających) i przede wszystkim marszrutki. Być na Ukrainie i nie jechać zdezelowaną marszrutką z niezbyt świeżymi pasażerami to prawie grzech. Bardzo spodobał mi się sposób nabywania biletów w autobusach i tramwajach. Pasażerowie podchodzili do zasłoniętego szybą kierowcy, otwierali małą tackę i bez słowa wkładali tam pieniądze, by po chwili – również bez słowa – dostać bilet i resztę. Po co jakieś „Dzień dobry”, „Proszę”, czy „Dziękuję” – szybki i skuteczny zakup to podstawa.
Muszę zagłębić się w tematykę ukraińskiej nauki jazdy. Otóż na mieście widać było przeróżne pojazdy oznakowane ukraińskimi literami „SZ” lub „U”. Wywnioskowałem, że to samochody do nauki jazdy. W Polsce każda szkoła reklamuje się oklejając swoje pojazdy, a tu dyskretna jedna literka. A może kompletnie jestem w błędzie i coś źle wydedukowałem? Szczególnie uroczo wyglądała nauka jazdy starą ciężarówką.
Załącznik:
167.jpg

Załącznik:
168.jpg

Pozostając w tematyce motoryzacji: na ulicach Lwowa sporo zabytkowych aut typu Łada, Wołga, Moskwicz, UAZ i innych wynalazków lat słusznie minionych. Niektóre z nich służą doskonale do naszych czasów, mimo takiego mniemania, że powinny być zezłomowane z trzydzieści lat temu.
Załącznik:
169.jpg

Tutaj pomysł na wykorzystanie grata jako śmietnika.
Załącznik:
170.jpg

A tutaj przykład na wprawdzie niezbyt estetyczny, ale działający punkt sprzedaży pieczywa.
Załącznik:
171.jpg

Tu na razie jest (prawie) ściernisko, ale będzie wprawdzie nie San Francisco, ale centrum sztuki nowoczesnej. To budynek dawnej fabryki … dżemu. Cóż, życzę szczęścia i wielkiej porcji optymizmu. Na razie budowana jest przebiegająca obok droga.
Załącznik:
172.jpg

Kolejnym moim zdziwieniem był … bruk. Wyglądał bardzo porządnie, często nie był w ogóle uszkodzony i wyglądał niezbyt „kamiennie”. Może jest robiony z jakiejś innej materii, szczególnie taki czarny?
Załącznik:
173.jpg

Niedaleko od Areny Lwów znajduje się najdziwniejszy budynek mieszkalny, jaki widziałem. Jadąc aż oniemiałem widząc coś takiego. Zaraz, a gdzie ściana boczna?
Załącznik:
174.jpg

Wracałem już pieszo, więc rozwikłałem zagadkę budynku. Ogólnie jest całkiem normalny, tylko jakiś szalony architekt wpadł na pomysł, żeby zrobić trójkątne narożniki w tym bloku. Nic dziwnego, że stoją one puste, bo kto chciałby mieszkać z dwoma oknami po bokach i niewielką przestrzenią do ruchu?
Załącznik:
175.jpg

W centrum miasta można znaleźć sklepiki będące „fabrykami” czekolady, pianek, cukierków itp. Ja odwiedziłem wytwórnię pierników. Można zakupić zestaw i samemu stworzyć swoje arcydzieło lub kupić gotowca. Wybór wzorów jest przeogromny. Ceny nie są niskie, ale jeśli ktoś lubi, to czemu nie.
Ja kupiłem mojej dziewczynie piernik Hello Kitty, który po upadku w domu stracił głowę, a miał służyć jako dekoracja przez wiele miesięcy. Skutkiem tego rozłamany piernik został poddany konsumpcji i smakował podobno wybornie.
Załącznik:
176.jpg

Załącznik:
177.jpg

Załącznik:
178.jpg

Dla mnie jeden z większych hitów tego wyjazdu. Idę sobie, patrzę i nie wierzę w to, co widzę. Facet jednoosobowo i jednociężarówkowo łatał dziury w jezdni. U nas zbiera się konsylium kilku panów, z których większość debatuje podpierając się łopatami, a tu proszę – kilka minut i śladu po dziurze. Droga załatana w sposób szybki i zapewne tani. Maszyna wyrzucała z rury drobinki asfaltu, które cerowały ubytki. Można? Można.
Załącznik:
179.jpg

Internety podpowiedziały mi wizytę w przybytku o nazwie „Sało”, czyli „Słonina”. Z niemałymi problemami namierzyłem ten lokal będący połączeniem muzeum słoniny, restauracji i sklepu. Podchodzę i pech. Zamknięte. A tyle sobie obiecywałem po opisywanych czekoladkach ze słoniną. Na szczęście przeczytałem wiszące na drzwiach ogłoszenie, według którego pamiątki słoninowe można nabyć w lokalu sushi tuż obok. Zatem nabyłem i rozczarowałem się. Według mnie czekolada nie jest najwyższej jakości (by nie powiedzieć miernej), a słoniny w ogóle nie czuć. Spodziewałem się, że będzie w środku solidny kawał tłuszczu otoczony mikroskopijną warstwą czekolady, a było niestety odwrotnie. Słoniny praktycznie nie było czuć, a były jej trzy rodzaje. Najfajniejsze z tego wszystkiego było pudełko po czekoladkach (dodam, że nie tanich, bo kosztowały bodajże 120 hrywien, czyli tak z 17 złotych).
Załącznik:
180.jpg

Po degustacji trzech czekoladek poczułem wielki niedosyt słoninowo-tłuszczowy, więc poleciałem w te pędy do sklepu i zakupiłem sobie słoninę. Uczciwie przyznałem, że wcześniej praktycznie nie jadłem tego wyrobu i sprzedawczyni doradziła mi słoninkę białą, zwykłą, a nie otoczoną przyprawami. Kiełbaskę dokupiłem w innym sklepie w ciemno. Nie spodziewałem się, że nie będzie to zwykła kiełbasa, ale słonino-kiełbasa. Byłem zachwycony.
Załącznik:
181.jpg

Załącznik:
182.jpg

Załącznik:
183.jpg

Załącznik:
184.jpg

Załącznik:
185.jpg

Załącznik:
186.jpg

Załącznik:
187.jpg

Załącznik:
188.jpg

Załącznik:
189.jpg

Załącznik:
190.jpg

I tym oto sposobem kończy się moja relacja. Wrzucam jeszcze kilka różnych zdjęć z miasta i do zobaczenia ponownie na Ukrainie.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
16 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 02 Wrz 2020 15:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Lut 2013
Posty: 1647
złoty
Tom Stedd napisał(a):
Niedaleko od siebie spoczywają Maria Konopnicka i Iwan Franko, jeden z najwybitniejszych poetów ukraińskich.
Oraz Stefan Banach - wybitny polski matematyk. Jego grób znajduje się z lewej strony grobu Marii Konopnickiej.
Góra
 Relacje PM off
zbery uważa post za pomocny.
 
 
 [ 2 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group