Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 22 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 01 Lut 2018 23:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Wrz 2014
Posty: 1192
złoty
Znacie kogoś, kto nie był na greckich wyspach? Dobra, pewnie znacie. Ale czy jest ktoś taki na forum? Kreta, Santorini, Zakyntos, Kos, Korfu, Mykonos, Itaka, Rodos, Skiatos i dziesiątki innych - do wyboru, do koloru. A czy o Lefkadzie ktoś z drogich forumowiczów słyszał? Forumowa wyszukiwarka wypluwa całe 18 wyników, będących w większości dramatycznym poszukiwaniem jakichś informacji o tej wyspie. Relacji okrągłe zero. Zatem tak, poniższa relacja* zabierze Was na jedną z mniej znanych greckich wysp ;)

Wszystko, co zostanie w tym wątku napisane, będzie następstwem wakacji, których w zasadzie miało nie być. Tzn. mieliśmy z mężem nie mieć w te wakacje urlopu z powodów zawodowych, kiedy to na horyzoncie nagle pojawił się tydzień wolnego w drugiej połowie września. I mieliśmy właśnie zacząć poszukiwania jakiegoś lasta, kiedy na fejsbuku pojawił się post znajomych, którzy na tydzień przed wylotem z przyczyn losowych musieli zrezygnować z wykupionych w biurze podróży wakacji. Po chwili negocjacji dobiliśmy targu co do ceny i staliśmy się właścicielami tygodniowego pobytu w położonej na południu wyspy miejscowości Vasiliki. Wakacje z biura podróży! Po raz pierwszy od prawie dekady.

Jako że do wylotu nie pozostało zbyt wiele czasu, od razu zabrałam się za poszukiwanie informacji o tym, co na miejscu można robić i zobaczyć. Wynik poszukiwań pozostawiał wiele do życzenia, co powinno nam dać do myślenia. Ale nie dało… Przyznam, że ale nie przejęliśmy się tym zbytnio – w końcu to Grecja. W Grecji zawsze jest dobrze. Zawsze znajdzie się też jakaś resztka świątyni do zobaczenia. Taaaaa, no więc nie zawsze ;)

Ale nie wyprzedzajmy faktów, zacznijmy przyjemnym widoczkiem ;)
CDN.

Załącznik:
na początek.jpg


*Nie wiem jeszcze, czy faktycznie wyjdzie z tego relacja. Może bardziej opis paru miejsc na wyspie ze zdjęciami. Zobaczymy.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Metia jest kobietą, powtarzam, metia jest kobietą.


Ostatnio edytowany przez metia 04 Lut 2018 13:28, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 04 Lut 2018 12:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Wrz 2014
Posty: 1192
złoty
Dzień pierwszy cz. 1, czyli jak tam dotrzeć (i przy okazji również wrócić)?
Przecież, że nie samochodem, haha! A jednak – można i samochodem, bo Lefkada ma mostowe połączenie z lądem (ale o tym za chwilę). Ponieważ jednak nie mieliśmy wolnych dwóch dni na podróż, to nie wybraliśmy opcji samochodowej. Ale Grecy i Bułgarzy jeżdżą na Lefkadę jak najbardziej. Podobnie jak kilka innych nacji, ale już w mniejszym zakresie.

Nasza podróż natomiast rozpoczęła się od pokonania standardowej drogi Wrocław-Katowice Pyrzowice samochodem. Może nie będę się nad tym zbytnio rozwodzić, autostradę A4 chyba każdy widział, a parkingi przy lotnisku i samo lotnisko mają na forum swoje wątki ;) Z Pyrzowic do Grecji zabrał nas sezonowy czarter Small Planet. Nasz „turnus” był przy okazji ostatnim, co miało niestety negatywny wpływ na skrócenie ostatniego dnia pobytu. Za to obydwa loty odbyły się o czasie, co bardzo się Small Planet chwali, bo wiadomo, że nie zawsze idzie im tak dobrze ;) Sam lot jak lot. Janusze za nami polewali wódę do plastikowych kubeczków, jak pani stewardessa nie patrzyła. Pół samolotu spacerowało no bo jak tu wytrzymać 2 godziny siedzenia. Dzieci krzyczały. Nic szokującego ;)

Lotnisko, na którym wylądowaliśmy – Aktion Airport – nie znajduje się na samej Lefkadzie, ale na kontynencie. Obsługuje ono Lefkadę oraz położoną na stałym lądzie miejscowość Perveza, co też częściowo widać w jego międzynarodowym kodzie PVK. Samo lotnisko jest typowym greckim portem regionalnym – jest małe, stare i generalnie nic tam nie ma poza kawą za 4 euro. (No dobra, jest tam darmowy internet, ale jak łączą się z nim pasażerowie dwóch czy trzech samolotów, to wiecie, co można sobie z tym internetem zrobić.) Poza sezonem służy głównie celom wojskowym, ponieważ regularnie lata stąd tylko SkyExpress (m.in. na pobliskie Kefalonię i Korfu). W sezonie lotnisko obsługuje głównie czartery dla biur podróży z Anglii, Niemiec, Polski i Skandynawii. Sezonowe połączenie na Lefkadę oferują również EasyJet, Eurowings, Volotea i Vueling.

Komunikację z najbliższymi miastami – czyli Pervezą oraz Lefkadą – obsługują autobusy, których rozkłady można znaleźć na stronie KTEL. Bilet do Lefkady kosztuje zawrotnie 2 euro.
http://www.ktelprevezas.gr/?module=defa ... =1&lang=en
http://www.ktel-lefkadas.gr/?module=def ... =1&lang=en

Oczywiście na lotnisku można też wypożyczyć auto. My natomiast tym razem nie musieliśmy się o nic martwić, zostaliśmy sprawnie przydzieleni do autokarów, które rozwiozły nas po wyspie. W sumie podróż z lotniska na południowy koniec wyspy trwała ok. godziny: pół godziny drogi na samą wyspę i pół godziny już po niej.

Dzień pierwszy cz.2 czyli pierwsze spotkanie z nieznaną nikomu wyspą
No cóż, nie powiem, żeby było jakieś specjalnie udane, bo było już ciemno ;) Dlatego może na początek garść informacji o samej wyspie, jeszcze bez widoków.

Lefkada przynależy do Wysp Jońskich i jest tu czwartą co do wielkości wyspą (ok. 300 km² sama wyspa plus ok. 50 km² przynależące do niej administracyjnie mniejsze wysepki takie jak Meganisi czy Kalamos). Jej większe sąsiadki, czyli Kefalonia, Korfu i Zakyntos są zdecydowanie lepiej znane turystom. Natomiast ze szkoły każdy z nas kojarzy kolejną wyspę tego samego archipelagu, czyli Itakę, której królem był usiłujący latami powrócić do domu Odyseusz ;) Co ciekawe istnieje pewna historyczno-literaturoznawcza teoria mówiąca, że Itaka z Odysei to w rzeczywistości właśnie Lefkada, a pałac Odyseusza stał w miejscowości Nydri, o której będzie jeszcze później. Teoria teorią – Lefkada raczej nie była w centrum starożytnego świata. Opisano zaledwie jedną większą świątynię – świątynię Apollona, która wg. zapisów miała znajdować się na przylądku Dukato w południowo-zachodniej części wyspy. Świątynia była znana głównie z tego, że z klifów nieopodal zrzucano ludzi w ramach ofiary, głównie różnego rodzaju przestępców, ale nie zawsze. Byli też tacy, co skoczyli z własnej woli, w tym podobno wielka poetka czasów starożytnych, Safona.

W czasach bardziej współczesnych Lefkadą zarządzali kolejno Koryntianie, Epirejczycy, Wenecjanie, Francuzi i Brytyjczycy. Do Grecji wyspa przynależy dopiero od 1864 roku. Przez dłuższy czas Lefkada pozostawała w cieniu większych sąsiadek i była znana głównie z odbywającego się w stolicy cyklicznie festiwalu folklorystycznego oraz z należącej do Arystotelesa Onassisa pobliskiej wysepki Skorpios (tam potentat wziął ślub z Jackie Kennedy). Jednak w przeciągu ostatnich pięciu lat ruch turystyczny systematycznie wzrasta, m.in. dzięki pięknym plażom. Widać to m.in. w wynikach lotniska Aktion, z które już drugi rok z rzędu obsługuje o tysiąc lotów (+/- 100.000 pasażerów) więcej.

Stolicą wyspy Lefkada jest – tadam tadam, wielkie zaskoczenie – miejscowość Lefkada, którą odwiedzimy w jednym z kolejnych odcinków relacji. Lefkadę z większymi miejscowościami łączy sieć lokalnych dróg, po której – rzadko bo rzadko, ale jednak – jeżdżą lokalne autobusy KTEL. Rozkład dostępny poniżej (jest na bieżąco aktualizowany). Ceny biletów znośne, zależne od odległości.
http://www.ktel-lefkadas.gr/?module=def ... 27&lang=en

A inne większe miejscowości na wyspie to m.in. Nydri (poświęcimy mu nieco miejsca później) oraz Vasiliki-Ponti (które pojawi się w kolejnym odcinku). A całość wyspy „kształci się” następująco (wybaczcie, nie mogłam sobie odmówić skorzystania z tej pięknej mapko-grafiki, którą specjalnie dla Was wzbogaciłam dodatkowymi elementami ;))
Załącznik:
lefkada_map.jpg


CDN.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Metia jest kobietą, powtarzam, metia jest kobietą.


Ostatnio edytowany przez metia 04 Lut 2018 13:06, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 04 Lut 2018 12:46 

Rejestracja: 18 Wrz 2015
Posty: 665
Loty: 46
Kilometry: 58 864
niebieski
metia napisał(a):
Katowice Pyrzyce

Metropolia co prawda spora, ale pod Szczecin nie sięga :mrgreen:
Pyrzowice.
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 04 Lut 2018 12:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Wrz 2014
Posty: 1192
złoty
Dzięki @le_szek, podpowiedzi w edytorze tekstu zawsze wiedzą najlepiej ;)
_________________
Metia jest kobietą, powtarzam, metia jest kobietą.
Góra
 Relacje PM off
le_szek lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 04 Lut 2018 12:57 

Rejestracja: 06 Lip 2011
Posty: 2683
złoty
Trudno Lefkadę uznać za kierunek nieznany. Wszak od kilku sezonów biura podróży tam oferują wycieczki. :?
Góra
 Relacje PM off
LaVarsovienne lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 04 Lut 2018 13:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Wrz 2014
Posty: 1192
złoty
@greg1291
Nie napisałam nieznana, tylko jakby nieznana, a to różnica. A poza tym - czy to, ze biura organizują dokądś wycieczki od razu decyduje o tym, że coś robi się dobrze znane? W przypadku Lefkady tak nie jest, ilość informacji o wyspie jest dość ograniczona, również na naszym forum.
Ale zmienię nieco tytuł, może będzie mniej kontrowersyjny ;)
_________________
Metia jest kobietą, powtarzam, metia jest kobietą.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 04 Lut 2018 13:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
metia napisał(a):
Zatem tak, poniższa relacja* zabierze Was na jedną z mniej znanych greckich wysp ;)

Przy moim Skyrosie, Lefkada brzmi wręcz jak wielka metropolia, wszystkim znana, chociażby ze słyszenia.
Nie zmienia to faktu, że mam ochotę poczuć grecki klimat, więc z przyjemnością czekam na kontynuację:-)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 23 Kwi 2018 23:33 

Rejestracja: 01 Paź 2010
Posty: 18
I co dalej z relacją? Zastanawiam się nad tym kierunkiem i chętnie dowiedziałabym się czegoś więcej, bo rzeczywiście konkretnych informacji ze świecą szukać.. ;-)
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 24 Kwi 2018 00:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Wrz 2014
Posty: 1192
złoty
@kama
Relacja póki co stoi, bo szlag trafił mi zdjęcia :/ Jestem w trakcie ich odzyskiwania, ale jeszcze trochę to potrwa, bo część odzyskała się w zupełnie przypadkowej kolejności i mozolnie dopasowuję je do poszczególnych dni pobytu/atrakcji. Może w weekend majowy ruszę dalej. Póki co jeżeli masz pytania, pisz śmiało na priv, spróbuję napisać, ile będę mogła.
_________________
Metia jest kobietą, powtarzam, metia jest kobietą.
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 27 Kwi 2018 22:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Gru 2013
Posty: 443
srebrny
metia napisał(a):
Znacie kogoś, kto nie był na greckich wyspach? Dobra, pewnie znacie. Ale czy jest ktoś taki na forum? Kreta, Santorini, Zakyntos, Kos, Korfu, Mykonos, Itaka, Rodos, Skiatos i dziesiątki innych - do wyboru, do koloru. A czy o Lefkadzie ktoś z drogich forumowiczów słyszał?

Ja nie byłam na żadnej wyspie (zwiedzałam tylko kontynentalną Grecję), bo mnie tam zwyczajnie nie ciągnie. :lol: Ale o Lefkadzie słyszałam. 8-)
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 29 Kwi 2018 22:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Wrz 2014
Posty: 1192
złoty
@Antares
Jeżeli przyjdzie Ci kiedyś do głowy pojechać na wyspy, nie zaczynaj od Lefkady ;)

Udało mi się przejrzeć większość odzyskanych zdjęć, powracam do relacji. Zaczynamy tam, gdzie skończyliśmy, czyli w autokarze zmierzającym z lotniska do miejscowości, gdzie mieliśmy rezydować – Vasiliki

Dzień pierwszy (wieczór) - Vasiliki
Kierowca wysadził część pasażerów (w tym nas) przy głównym skrzyżowaniu w Vasiliki. Szybkie spojrzenie na googlemaps i już możemy udać się w stronę hotelu. W tej części miasteczka więcej jest kwater prywatnych, większe hotele są trzy: Vasiliki Bay, Vasiliki Blue oraz Grand TheoNi. W tym ostatnim mieliśmy okazję zamieszkać.

Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że jak na hotel, którego sami nie wybieraliśmy (przypominam, że wycieczka była odkupiona od znajomych), to trafiliśmy zaskakująco dobrze. Hotel okazał się być po gruntownym remoncie, niezbyt duży, ale bardzo czysty. Przydzielony nam pokój dwuosobowy był przestronny, ze sporą łazienką, klimatyzacją w cenie i szybkim wifi. Czego chcieć więcej?

Oczywiście nie zabawiliśmy w hotelu zbyt długo, jako że żołądki wzywały nas na szybkie spotkanie z grecką kuchnią. Ruszyliśmy więc małą uliczką w stronę portu, gdzie mimo późnej pory było otwartych kilka przyjemnie wyglądających restauracji. Pierwszego wieczora nasz wybór padł na znajdującą się w końcowej części portu restaurację Miramare. Oczywiście zaraz na wejściu spotkaliśmy rodaków, a konkretnie rodaczkę – pani kelnerka okazała się być Polką :) Pozwoliło nam to skutecznie dowiedzieć się, co z karty aktualnie najlepiej zjeść i czym to zapić. Po chwili na stół wjechały klasyki greckiej kuchni i już mogliśmy zaczynać wakacje…
Załącznik:
pierwszy wieczór.jpg


Dzień drugi (oraz przedostatni) – Vasiliki
Kiedy rano otwieramy oczy, wita nas taki widok. Zapowiada się nieźle ;)
Załącznik:
zokna.jpg


Ponieważ pierwszy wieczór skończył się bardzo późno, po długich Polaków rozmowach przy winie i ouzo, to prawie spóźniliśmy się na śniadanie. Na szczęście obsługa donosiła co trzeba do ostatnich minut. W tym miejscu mogę powiedzieć, że również pod tym względem hotel wypadł bardzo dobrze – poza tradycyjnym wyborem rzeczy na słodko na stołach nie brakowało fety, pysznych pomidorów, papryki, nadziewanego różnymi składnikami ciasta filo czy świeżych owoców. Tradycyjnie stołów pilnowało kilka lokalnych kotów ;)

Na pierwszy dzień nie mieliśmy żadnych konkretnych planów – ot, mały rekonesans po najbliższej okolicy, chwila na plaży, a potem chillout przy basenie. No właśnie – przy basenie… Niestety, okazało się, że basen to największa wada hotelu. Był mały i właściwie położony w części śniadaniowej ;) Zapakowaliśmy się zatem na dłuższą wycieczkę i ruszyliśmy na spacer po okolicy.
Szybko okazało się, że Vasiliki to w gruncie rzeczy spora miejscowość (a właściwie dwie połączone miejscowości – Vasiliki i Ponti), a część w okolicy hotelu to zaledwie mały jej kawałek. Wrzucam mapkę poglądową:
Załącznik:
plan miejscowości.JPG


I tak – poza główną uliczką ze sklepikami, którą szliśmy wczoraj do portu i restauracji, mamy jeszcze kolejny port (skąd odpływają promy na Kefalonię, Itakę oraz plażę Agiofili), część mniej turystyczną przy głównej ulicy (ze stacją benzynową, supermarketem, wypożyczalnią samochodów itp.), dalej strefę apartamentowo-campingową (przy głównej drodze) oraz bardzo dużą strefę hotelowo-sportowo-barową przy plaży. Tam też skierowaliśmy nasze pierwsze kroki.
Na plażę prowadził z „naszej” części deptak, niestety w sporej części niedokończony na środkowym odcinku. Natomiast widać, że mocno nad nim pracują, więc w kolejnych latach przemieszczanie się powinno już być łatwiejsze.
Załącznik:
deptak1.jpg

Załącznik:
deptak2.jpg

Załącznik:
deptak3.jpg

Załącznik:
deptak4.jpg


Po ok. 10 minutach spaceru docieramy do początku plaży i trafiamy do raju dla fanów sportów wodnych :) Czego tu nie ma: windsurfing, żagle, kite’y, paddelbordy, skutery wodne… Do tego luźna, surferska atmosfera, bo praktycznie przy każdej wypożyczalni sprzętu funkcjonuje bar z leżakami, parasolami, basenem, stolikami - wszystko do wykorzystania w cenie zakupu dowolnego produktu z baru. Ponieważ jednak jest jeszcze przed 12, powstrzymujemy się od rozpoczęcia konsumpcji ;)
Załącznik:
sporty1.jpg

Załącznik:
sporty2.jpg

Załącznik:
sporty3.jpg

Załącznik:
plaża.jpg

Załącznik:
plażakoniec.jpg


Dochodzimy zatem do końca plaży (w okolicach hotelu Grand Nefeli) i dopiero w drodze powrotnej wybieramy jeden z sympatycznych bar.ów Z leżaków, z zimnym napojem w dłoni, obserwujemy szalejących na wodzie sportowców. Wiatr jest ich sprzymierzeńcem – naszym niestety nie. Po kilku godzinach robi się po prostu zimno, a o kąpieli w morzu nie ma mowy. Trochę rozczarowuje nas ta grecka pogoda. 20 stopni we wrześniu to jednak trochę mało. Przenosimy się zatem do wnętrza baru, gdzie udaje się nam zjeść całkiem smaczny i niedrogi obiad.

Późniejszym popołudniem, w drodze powrotnej zahaczamy jeszcze o nasze okolice, żeby zrobić kilka zdjęć za dnia.
Załącznik:
port1.jpg

Załącznik:
port2.jpg


Wieczorem kolacja (również w porcie) i tak drugi dzień urlopu skończył się, zanim na dobre się zaczął ;)

Podsumowując ogólnie czas spędzony w Vasiliki mogę powiedzieć, że jest to całkiem przyjemna miejscowość. W sumie najlepsza ze wszystkich, w których rezydowaliśmy na greckich wyspach do tej pory (porównujemy z Sidari na Korfu i Tigaki na Kos). Jest dość uporządkowana, co sprawia, że każdym może znaleźć kawałek odpowiedni do aktualnego nastroju. Jesteś młody i chcesz imprezy, idziesz na imprezę na plażę. Chcesz kupić pamiątki? Proszę bardzo, jest cała ulica sklepików (i nawet nie sprzedają aż tak szajsowatego szajsu)., Chcesz restauracji z ładnym widokiem – masz ich kilkanaście do wyboru (poza Marimare polecamy jeszcze Alexander Sea Food oraz Starfish dla fanów owoców morza; nie polecamy natomiast Taverny Dolphin). Gorsza pogoda? Proszę bardzo, przy plaży możesz usiąść także we wnętrzu (co zdarzyło się nam w ostatni dzień, kiedy padało prawie od samego rana). Oczywiście szczególnym zainteresowaniem Vasiliki cieszy się wśród fanów sportów wodnych. Z rozmów z kilkoma osobami, które poznaliśmy, wynikało, że niektórzy przyjeżdżają tu co roku od lat, bo zatoka oferuje stabilne warunki wiatrowe. I to widać po ilości infrastruktury.

Z kolei wadą Vasiliki jest oddalenie od lotniska, stolicy i bardziej znanych plaż po zachodniej stronie wyspy. Komunikacja autobusowa jest dość ograniczona, do Nidri czy stolicy można się dostać kilka razy dziennie, żeby sensownie zorganizować sobie wycieczkę w inne miejsca, trzeba już wynająć auto. Dojazd na lotnisko poza sezonem autobusem już wymaga kombinowania, konieczna jest przesiadka w stolicy i w sumie traci się na to cały dzień. Poza jest jeszcze jeden poważny problem – braki w dostawie prądu. Nie wiem, czy to problem całej wyspy, czy tej konkretnie miejscowości, ale w ciągu tygodniowego pobytu prądu nie było 3 razy, w tym wieczorem (więc nic nie działało), a raz przez prawie cały dzień i obsługa musiała nam w końcu wymienić karty do pokoi na zwykłe klucze. Także dobrze tu mieć pod ręką naładowany powerbank ;)

CDN.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Metia jest kobietą, powtarzam, metia jest kobietą.


Ostatnio edytowany przez metia, 30 Kwi 2018 09:52, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 29 Kwi 2018 23:10 

Rejestracja: 10 Maj 2012
Posty: 1444
niebieski
Tak jakoś do Vasiliki nie dotarłem ,jednak moja ubiegłoroczna wrześniowa wyprawa na wyspy greckie miała początek na Zante a koniec na Korfu. Tym razem odwiedziłem 5 wysp pokonując po kolei promem między nimi. Na Lefkadę dotarłem już po pobycie na Kefalonii i wylądowałem w samym centrum Nydri. Przeraził mnie cały tłum turystów rodem z byłej Jugosławii ,Rumunii,Macedonii, Bułgarii itp Całkiem inny klimat niż na pięknej Kefalonii. Dosłownie miasteczko przypomniało mi gwarną Malię czy Hersonissos na Krecie. Jednak złego słowa nie powiem o innych częściach wyspy.
Chcąc sobie zrobić taki trip po Wyspach Jońskich to z Zakynthos promy na Kefalonię kursują z Agios Nikolaos na pólnocy wyspy do Pesady za 9 e natomiast do portu w Skala trzeba najpierw płynąć do Kyllini na Peloponezie i dopiero z tamtąd na Kefalonię.
Z Kefalonii na Lefkadę prom pływa z Fiskardo do Nidri a z Sami do Vasiliki już nic nie ma / polikwidowali/
Z Lefkady na Korfu już trzeba przez ląd jechać autobusem do Igoumenitsy i promem np. do Lefkimmi lub Kerkiry, można też z Parga popłynąć na Paxi a z niej też do Lefkimmi na Korfu.
Góra
 Relacje PM off
metia lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 29 Kwi 2018 23:33 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Wrz 2014
Posty: 1192
złoty
@andrzejdz
Na Nydri ponarzekam w kolejnym odcinku ;) Dla mnie to było takie Mielno do kwadratu. Dobrze, że nie mieszkaliśmy tam, bo bym chyba uciekła. W Sidari na Korfu też było imprezowo, ale główna ulica Nydri to po prostu turystyczna maskara.

Co do transportu z Vasiliki do Fiscardo, to nie wiem dokładnie. Duży port był częściowo w remoncie, niedostępny dla większych jednostek, więc założyłam, że brak rejsów stamtąd jest chwilowy. Ale na pewno do Fiskardo pływają z mniejszego portu stateczki wycieczkowe (jest to drugi przystanek z dłuższej wycieczki, na której byliśmy), więc pewnie da się dogadać i wysiąść tam.
_________________
Metia jest kobietą, powtarzam, metia jest kobietą.
Góra
 Relacje PM off  
 
#14 PostWysłany: 29 Kwi 2018 23:46 

Rejestracja: 20 Paź 2012
Posty: 286
Loty: 85
Kilometry: 236 428
Vasiliki to jeden z bardziej znanych windsurfigowych spotów. I znam sporo ludzi którzy jeżdżą do Grecji od 15 lat i nie bardzo coś więcej widzieli niż Levkadę
_________________
Image
https://my.flightradar24.com/noyle
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 06 Cze 2018 08:17 

Rejestracja: 03 Sty 2017
Posty: 351
Loty: 16
Kilometry: 21 640
niebieski
Na wyspie nie byłam, ale sporo się o niej na innych forach i blogach naczytałam. Ale nie ma się czemu dziwić skoro jest tu skupisko pięknych plaż (znany, co wiąże się z tłumem oczywiście w sezonie). Z przyjemnością poczytam i poglądach, w tym roku początkwo był nawet plan, że na Lefce spędzimy urlop wakacyjny - jak to my dojazd samochodem :mrgreen:
Góra
 Relacje PM off  
 
#16 PostWysłany: 10 Sie 2018 20:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Wrz 2014
Posty: 1192
złoty
Wracam do relacji - zanim zapomnę, że w ogóle na Lefkadzie byłam. Dzisiejszy odcinek poświęcony będzie Nydri.

Dzień trzeci – Nydri (Nidri, Nidrio)

Dzień trzeci rozpoczął się od awarii prądu. Po śniadaniu poszliśmy na chwilę na plażę, ale ponieważ w Vassiliki nic za bardzo nie działało i nie było wiadomo, kiedy prąd wróci (a nam doskwierał brak kawy), zapakowaliśmy się do autobusu i podjechaliśmy do położonej w odległości ok. 30 minut jazdy miejscowości Nydri.

Nydri jest współcześnie typową nadmorską grecką miejscowością turystyczną. W starożytności podobno było inaczej – wg. jednego z najznamienitszych archeologów przełomu XIX i XX wieku, Wilhelma Dörpfelda, to właśnie Lefkada jest Itaką ze sławnej epopei Homera, a w Nydri stał pałac Odyseusza. Analizę tekstu Odysei Dörpfeld poparł wykopaliskami, które wykazały istnienie pozostałości zabudowań i grobów z właściwego okresu. Dörpfeld spędził na badaniach na Lefkadzie ostatnie dwa dziesięciolecia swojego życia i tu zmarł w 1940 roku. Pochowano go na końcu cypla, który wyznacza wejście do zatoki Nydri, z widokiem na miasto, któremu poświęcił jedno ze swoich najpoczytniejszych dzieł - Alt-Ithaka: Ein Beitrag zur Homer-Frage, Studien und Ausgrabungen aus der insel Leukas-Ithaka. Niestety, współcześnie ten temat w ogóle nie jest eksplorowany przez włodarzy wyspy – nie ma przygotowanych stanowisk archeologicznych do zwiedzania czy nawet tablic informacyjnych. Dörpfelda całkowicie przyćmił Onasis – osobiście uważam, że to duża strata, ale turyści najwyraźniej pragną czego innego.

Kurs z Vassiliki do Nydri docelowo jedzie do stolicy, jednak odcinek Vassilik-Nydri łapie się na przejazd na krótszym dystansie i kosztuje 2 euro z kawałkiem. Autobus KTEL to – jak to w Grecji – bardziej autokar. Obsługa dwuosobowa – poza panem kierowcą jest jeszcze pan biletowy, więc możliwości jazdy na gapę za bardzo nie ma. Skład pasażerski był na początku bardzo turystyczny (najwyraźniej nie tylko nam doskwierał brak prądu), ale pod drodze dosiadało się i wysiadało też sporo lokalesów. My natomiast skupialiśmy się na obserwowaniu drogi – mieliśmy nadzieję, że zapiszemy sobie kilka punktów do odwiedzenia autem w trakcie wycieczki objazdowej dookoła wyspy. I tak wypatrzyliśmy m.in. zjazd do Sivoty oraz położoną kawałek przed Nydri miejscowość Vlicho.

Przy okazji - do Nydri wcale nie jest tak łatwo wjechać. Auta omijają centrum mini-obwodnicą, a spory kawałek drogi przez centrum jest zamknięty dla aut. Natomiast autobus jedzie przez sam środek miejscowości, co zwłaszcza wieczorami nie jest łatwe – ulicę szczelnie wypełniają ludzie i skutery. Ale o tym później ;)

W samym Nydri jest kilka przystanków autobusowych – my wybraliśmy ten koło portu. Sam port częściowo służy jachtom jako marina, a w wydzielonej części również promom. Dopłyniemy stąd m.in. na Meganisi, Itakę i na Kefalonię. Do tego pełen wybór rejsów wycieczkowych, wypraw na ryby czy nurkowanie. Teren portu jest częściowo całkiem ładnie zagospodarowany – są ławeczki, klomby, pomnik Onasisa… Muszę przyznać, że to Nydri zrobiło na nas na początek całkiem sympatyczne wrażenie.
Załącznik:
marina Nydri1.jpg

Załącznik:
marina Nydri2.jpg

Załącznik:
port Nydri1.jpg

Załącznik:
port Nydri2.jpg

Załącznik:
port Nydri3.jpg

Załącznik:
port Nydri4.jpg


Zaraz za portem betonowe nabrzeże płynnie przechodzi w kamienistą, wąską plażę, obok której nie brakuje małych knajpek i barów. Możliwość konsumpcji od razu przykuła naszą uwagę, tym bardziej że zbliżała się pora obiadowa :) Spacerem udaliśmy się w poszukiwaniu przybytku, który oprócz jedzenia i napojów oferowałby również leżaki i przebieralnię.
Załącznik:
plaża1.jpg


Po niedługiej chwili znaleźliśmy odpowiadający nam przybytek w postaci posiadającej całkiem niezłe recenzje Tom's Sea Side Restaurant. Tam też spędziliśmy kolejne 3 godziny konsumując i zażywając kąpieli słonecznych oraz wodnych. Woda jest tu czysta, dość płytka i przyjemnie ciepła. W komplecie widoki na pobliskie wyspy: Madouri, Sparti i kilka pomniejszych skał. Jeżeli ktoś pragnąłby wypoczynku bardziej aktywnego, to tuż obok znajduje się centrum sportów wodnych, gdzie można wypożyczyć skuter wodny, kajak, rower, paddelbord, sprzęt do windsurfingu oraz pewnie wiele innych.
Załącznik:
plaża2.jpg


Około 17 słońce powoli zaczęło chować się za górami, więc zapakowaliśmy się i kontynuowaliśmy spacer. Okazało się, że podobna, kamienista plaża ciągnie się dalej na dłuższym odcinku. W pewnym miejscu do morza wpada mała rzeczka, ale można ją ominąć mostkiem. I tak spacer zaprowadził nas na drugi koniec miejscowości, gdzie znajduje się kolejna zatoczka i kolejne centrum sportów wodnych.
Załącznik:
plaża3.jpg


Kawałek dalej zainstalowaliśmy się na kolejną konsumpcję ;) Ta część Nydri wydaje dużo spokojniejsza, bardziej zielona. Widzieliśmy m.in. kilka urokliwych knajpek pod drzewami, z pięknym widokiem na morze.
Załącznik:
plaża4.jpg

Załącznik:
plaża5.jpg

Załącznik:
plaża6.jpg


Ponieważ powoli zapadał zmrok, zdecydowaliśmy się udać się z powrotem w stronę centrum. W tym celu przeszliśmy na główną ulicę i tu nastąpiło bolesne zderzenie z turystyczną rzeczywistością. Nydri pokazało swoją drugą, brzydszą twarz. Masy ludzi, knajpy, naganiacze wszelkiej maści, stragany pełne wakacyjnego szajsu, ulotki, migające reklamy, wyjąca muzyka, trąbiące skutery, ryczące quady… Normalnie Mielno do kwadratu. Ciężko było uwierzyć, że parę minut wcześniej siedzieliśmy w ciszy i spokoju na niemal pustej plaży. Zrobiłam tu aż jedno zdjęcie, potem walczyliśmy o życie ;) Z ulgą też przyjęliśmy przyjazd autobusu, który zabrał nas z powrotem do Vassiliki.
Załącznik:
centrum Nydri.jpg


Podsumowując – wizytę w Nydri wspominam z perspektywy czasu całkiem dobrze. Od strony morza można przyjemnie spędzić czas na opalaniu się i kąpielach, a wybór knajp , barów i restauracji jest chyba największy na całej wyspie. Wrażenie psuje to, co dzieje się w przy głównej ulicy w godzinach wieczornych – nie bardzo wyobrażam sobie przez to urlop z Nydri jako bazą noclegową. Chyba że ktoś w trakcie wakacji pragnie co wieczór ostrej głośniej imprezy.

Tak dobiegł końca dzień trzeci. Kiedy wróciliśmy do hotelu, okazało się, że problem z prądem został rozwiązany. Nie mieliśmy pojęcia, że tylko chwilowo ;)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Metia jest kobietą, powtarzam, metia jest kobietą.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#17 PostWysłany: 11 Sie 2018 17:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Wrz 2014
Posty: 1192
złoty
Dzień czwarty – nieplanowana wycieczka do stolicy

Po przebudzeniu zdziwiła mnie podejrzana cisza. W hotelu rzadko jest zupełnie cicho – jeździ winda, sprzątaczki odkurzają, pracuje pompa od basenu. A tu nic, jak makiem zasiał. Wizyta w łazience potwierdziła moje obawy – znowu nie ma prądu.

Po zejściu na dół do recepcji okazało się, że awaria jest poważna. W nocy nad środkową częścią wyspy przeszła burza, coś zalało, coś zerwało… W efekcie całe południe nie ma prądu. Nie wiadomo, kiedy naprawią, bo niedziela. A ponieważ, prądu nie było już wczoraj, to hotelowe generatory są wyczerpane i nie działa system otwierania pokoi. Zostały nam wobec tego wręczone tradycyjne klucze. Potem okazało się, że w zasadzie nie ma też śniadania ;) I – co najgorsze – nie ma kawy. Dodatkowo zbierało się na deszcz, a po całym hotelu szwendali się niezadowoleni turyści, którym rano odwołano rejs – morze po nocnej burzy było zbyt wzburzone na wypłynięcie. Także atmosfera była po prostu przednia ;)

Wobec powyższych okoliczności podjęliśmy próbę alternatywnego zagospodarowania czasu. Na początku próbowaliśmy pożyczyć auto, ale okazało się, że w obliczu braku prądu pan z wypożyczalni po prostu poszedł do domu… Rejsy były odwołane, więc została nam jedna opcja – nieplanowana wycieczka do stolicy (nieplanowana, bo pierwotnie chcieliśmy zahaczyć o stolicę przy okazji objazdówki po wyspie). Szczęście w nieszczęściu niedziela to jedyny dzień, w którym możliwe było zrobienie „półdniówki” w stolicy – wyjazd po 13, powrót wieczorem, po 20. Zanuciliśmy zatem „Always look on the bright side of life”, wzięliśmy mapkę z recepcji i pojechaliśmy…

Przejazd na odcinku Vassilik-Nydri wymaga zapłacenia za podróż długodystansową (ok. 5 euro) i trwa około godziny. Poza tym jest podobnie: autokar, dwuosobowa obsługa, ruszamy. Początkowy odcinek – do Nydri – już znamy, więc nie koncentrujemy się na nim za bardzo. Dopiero za Nydri wypatrujemy na wybrzeżu kolejnych miejscówek do odwiedzenia w trakcie objazdówki. Niestety, żadne z większych miasteczek po drodze (Nikiana, Ligia, Kariotes) nie przykuwa naszej uwagi. Stopniowo natomiast poprawia się pogoda.

Nie wiemy natomiast do końca, gdzie uda nam się w Lefkadzie wysiąść. Według mapki, którą otrzymaliśmy, dworzec autobusowy jest spory kawałek drogi od centrum, poniżej mariny. Na szczęście na miejscu okazało się, że przez zjazdem na dworzec autobus robi przystanek przy jednym z dwóch rond przy centrum. Tam też wsiada się w drodze powrotnej (przystanek powrotny jest rzecz jasna po drugiej stronie ulicy). Z tego, co widzieliśmy, jest to przystanek zbiorowy – odjeżdżają z niego wszystkie autobusy z Lefkady w różnych kierunkach (w tym na lotnisko). Całkiem praktyczne rozwiązanie (np. w porównaniu do Korfu, gdzie dworzec autobusów lokalnych, jest w innym miejscu, niż dworzec autobusów długodystansowych).
Zanim przejdziemy dalej, poglądowa mapka:
Załącznik:
przystanki Lefkada.JPG


Sama Lefkada (nazywana również również Lefkas lub Leukada) jest największym miastem na wyspie, ale w kategoria wielkości jest to raczej małe miasteczko – ok. 9.000 mieszkańców (mniej więcej połowa mieszkańców całej wysypy). Historia stolicy sięga średniowiecza, kiedy to zbudowano tu pierwsze miasto na prawie weneckim – co ciekawe, dzisiejszy układ ulic w dużej mierze odzwierciedla układ średniowieczny. Niestety, poza fortecą obronną Aghia Mavra i kilkoma kościołami nie znajdziemy tu praktycznie żadnych historycznych budowli. Wynika to ze zniszczeń, jakie na przestrzeni wieków poczyniły liczne trzęsienia ziemi – tylko w XX wieku było ich trzy. Lokalna architektura musiała się więc dostosować do panujących warunków – domy mieszkalne są maksymalnie dwupiętrowe, o lekkiej konstrukcji (kamienny parter i drewniane wyższe piętra). Wysokością w mieście wyróżniają się w zasadzie tylko trzy budynki: Muzeum Archeologiczne, szpital i hotel Lefkas (na zdjęciu poniżej).
Załącznik:
hotel Lefkas.jpg


Na początku XXI wieku rozpoczęto na szeroką skalę prace konstrukcyjne, które umożliwiły połączenie stolicy (a przez to i całej wyspy) ze stałym lądem. Od strony lądu wybudowano tunel, kilka grobli (w tym jedną zabezpieczającą miasto od północy), drogi i most zwodzony, a w samej Lefkadzie zagospodarowano trzy spore mariny, mogące pomieścić w sumie kilka tysięcy jachtów. Dzięki temu stolica stała się ważnym punktem na drodze jachtów pływających po Morzu Jońskim i może żyć z turystyki mimo braku historycznych zabytków. Zakres prac widać najlepiej z góry (zdjęcie pożyczone):
Załącznik:
Lefkada z góry.jpg


Nasze pierwsze kroki w stolicy zaprowadziły nas do pobliskiej kafejki (pierwsza kawa o 15, toż to zbrodnia!), a potem wzdłuż mariny właśnie na północ. Trzeba przyznać, że obłożenie nawet poza sezonem mają spore.
Załącznik:
marina1.jpg

Załącznik:
marina2.jpg

Załącznik:
marina3.jpg


Pierwotny plan zakładał, że przejdziemy się groblą w kierunku fortecy, ale akurat trafiliśmy na otwarcie mostu. Pogapiliśmy się więc na przepływające jachty, a potem skręciliśmy z powrotem stronę centrum.
Załącznik:
grobla1.jpg

Załącznik:
grobla1a.jpg

Załącznik:
grobla1b.jpg

Załącznik:
grobla2.jpg

Załącznik:
grobla3.jpg

Załącznik:
grobla4.jpg


W tej części miasta groble pozwoliły od zewnątrz stworzyć wewnętrzne jezioro, a od strony centrum – mały kanał i nabrzeże z dużą ilością knajp. Dużą atrakcją jest drewniany most, łączący nabrzeże z groblą. Kanał ma kilkaset metrów długości – zamyka go budynek Muzeum Archeologicznego. Niestety, było widać, że jesteśmy już poza sezonem – część restauracji była całkowicie zamknięta, a część otwierała się dopiero w godzinach wieczornych.
Załącznik:
kanał1.jpg

Załącznik:
kanał2.jpg

Załącznik:
kanał3.jpg


Od kanału odbiliśmy kilkukrotnie w mniejsze uliczki, żeby zobaczyć lokalną zabudowę. Nie jest ona może imponująca (powiedzmy szczerze - jest raczej skromna), niemniej jednak warto się tu pokręcić i poczuć lokalny klimat.
Załącznik:
uliczka1.jpg

Załącznik:
uliczka2.jpg

Załącznik:
uliczka3.jpg

Załącznik:
uliczka4.jpg

Załącznik:
uliczka5.jpg

Załącznik:
uliczka6.jpg


Po dojściu do końca kanału i Muzeum Archeologicznego (zamkniętego w niedzielę) skierowaliśmy się na południe, w stronę placu Zampeliou. W jego okolicy znajdziemy dwa zabytkowe kościoły: Ekklisia Panagia Ton Xenon oraz Ekklisia Agii Anargi (niestety, nie są one chyba udostępnione do zwiedzania, w każdym razie nie były wtedy dostępne, mimo iż była niedziela).
Załącznik:
plac Z. + kościół1.jpg

Załącznik:
plac Z. + kościół2.jpg


Jest tu też całkiem przyjemny budynek biblioteki miejskiej, w którym – jak dowiedzieliśmy się z tablicy informacyjnej – można obejrzeć Post-Byzantic Collection. Ponieważ biblioteka była zamknięta, dopisaliśmy sobie ją na listę rzeczy do zobaczenia na objazdówce (razem z Muzeum Archeologicznym).
Załącznik:
biblioteka.jpg


W dalszej kolejności udaliśmy się na główną ulicę „starego” miasta czyli Mela. Znajduje się tam szereg mniejszych i większych sklepików (zamkniętych w niedzielę), ratusz i jeszcze kilka kościołów. W sumie nic ciekawego, a my powoli robimy się głodni, więc siadamy w jednej z knajpek przy niewielkim placu. Następne półtorej godziny mija nam na niespiesznej konsumpcji greckich przystawek. Przy okazji ucinamy sobie pogawędkę z panią kelnerką, która mówi nam, że ma kilka koleżanek z Polski, wżenionych w lokalne greckie rodziny. Była też kilka razy w naszym kraju. Zapraszamy ją serdecznie do Wrocławia, a ona w rewanżu serdecznie dolewa nam ouzo ;)
Załącznik:
mela.jpg

Załącznik:
mela plac.jpg

Załącznik:
mela kościół1.jpg

Załącznik:
mela kościół2.jpg

Załącznik:
mela kościół3.jpg


Około godziny przed odjazdem autobusu udajemy się spacerem przez kolejne małe uliczki w stronę portu, zahaczając m.in. o kolejne dwa kościoły: Ekklisia Agios Ioannis Theologos i Ekklisia Agios Nikolaos. Niestety, tu również nie udało się nam wejść do środka.

Ponieważ mamy jeszcze chwilę czasu, w oczekiwaniu na autobus siadamy w porcie przy kieliszku wina. Niebo rozchmurza się, a zachodzące słońce daje piękne światło. Wokół stolika kręcą się lokalne koty. W końcu wygląda to jak greckie wakacje :)
Załącznik:
marinawieczór1.jpg

Załącznik:
marinawieczór3.jpg

Załącznik:
marinawieczór4.jpg


Czy warto odwiedzić stolicę wyspy? Zdecydowanie tak. Czy koniecznie trzeba spędzić tam 6 czy 7 godzin jak my? Niekoniecznie. Wystarczą 2 godziny na spacer po centrum i godzina na fortecę oraz przejechanie się po północnej grobli (my zrobiliśmy to przy okazji objazdówki, więc zdjęcia będą w kolejnym odcinku). Wydaje mi się, że Lefkada może być też dobrym miejscem na 1-2 noclegi, jeżeli w trakcie wycieczki chce się poprzebywać w nieco bardziej turystycznej lokalizacji i mieć większy wybór knajp na kolację. Dlatego też nie dziwi mnie wcale, że Lefkada jest popularnym miejscem na drodze rejsów.

Kiedy wracamy do Vassiliki, okazuje się, że prąd wrócił, a knajpki wokół małego portu działają pełną parą, chcąc odbić sobie straty związane z brakiem klientów w ciągu dnia. W ramach świętowania połowy wyjazdu udajemy się do jednej z droższych restauracji – Star Fish, która okazuje się prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Jedząc pyszne owoce morza z przyjemnością myślimy o tym, że udało nam się zmienić ten niezbyt dobrze rozpoczęty dzień na lepsze :)

A to nie koniec atrakcji, bo kolejnego dnia czeka nas objazdówka po wyspie.
CDN.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Metia jest kobietą, powtarzam, metia jest kobietą.


Ostatnio edytowany przez metia 12 Sie 2018 12:14, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#18 PostWysłany: 11 Sie 2018 17:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 Sie 2015
Posty: 36
Loty: 4
Kilometry: 5 372
Osobiście przekonuje mnie możliwość dojechania na Lefkadię samochodem. :P
Chwilowo road tripy mam zawieszone na rzecz poruszania się na własnych kończynach, ale może jeszcze dożyję dnia, kiedy mi się zechce pojeździć po Europie... i będę w posiadaniu samochodu, po którym będę się spodziewała czegoś więcej niż stanięcia na środku drogi bez ostrzeżenia.
Góra
 Relacje PM off  
 
#19 PostWysłany: 06 Wrz 2018 20:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Wrz 2014
Posty: 1192
złoty
Dzień piąty – objazdówka po wyspie

Kolejnego dnia wstajemy wcześniej niż zazwyczaj i jeszcze przed śniadaniem udajemy się do wypożyczalni po odbiór auta. Wybór nie jest zbyt duży, ale też nie mamy dużych oczekiwań. Wybór pada na dość poobijane, ale mocne pod maską Polo. Płacimy 25 euro, szybko jemy śniadanie i już można ruszać. Plan mamy dość napięty – chcieliśmy zmaksymalizować ilość odwiedzonych miejsc, do których nie bylibyśmy w stanie dotrzeć bez auta. Trochę już też byliśmy wynudzeni, więc perspektywa intensywnego zwiedzania bardzo nas ucieszyła. Oczywiście nie wszystko idealnie się udało, ale o tym za chwilę. Ruszamy!

Kręta droga prowadzi nas najpierw w górę, a potem ostro w dół, do pierwszego z punktów – położonej nad wąską zatoką miejscowości Sivota. Nie dojeżdżają tu autobusy, a szkoda, bo jest tu naprawdę uroczo: jachty, łodzie, dużo zieleni i kilkanaście położonych nad wodą knajpek. Niestety przed 10 miasteczko jeszcze smacznie śpi. Ograniczamy się więc do krótkiego spaceru i jedziemy dalej.
Załącznik:
Siv1.jpg

Załącznik:
Siv2.jpg

Załącznik:
Siv3.jpg

Załącznik:
Siv4.jpg

Załącznik:
Siv5.jpg

Załącznik:
Siv6.jpg


Po wyjechaniu na górę, na główną drogę, zatrzymujemy się jeszcze na krótką przerwę w barze Agnantio, skąd mamy świetny widok na zatokę, nad którą przed chwilą byliśmy. Kawa i świeży sok smakują w tych okolicznościach podwójnie wspaniale :)
Załącznik:
kawa1.jpg

Załącznik:
kawa2.jpg

Załącznik:
kawa3.jpg


Kolejny przystanek znajduje się na dobrze nam znanej drodze do Nydri – to mała miejscowość nad zatoką, którą widzieliście na zdjęciu w pierwszym poście: Vlicho. Główną atrakcją jest tu ciągnący się na przestrzeni kilkuset metrów port jachtowy. Robimy kilka zdjęć i ruszamy do kolejnego punktu, którym są wodospady Nydri.
Załącznik:
vlicho1.jpg

Załącznik:
vlicho2.jpg

Załącznik:
vlicho3.jpg

Załącznik:
vlicho4.jpg


W tym miejscu muszę dodać, że w tym fragmencie wycieczki zaliczyliśmy dwie poważne wpadki. Pierwszą jeszcze po drodze… Po zjechaniu z głównej drogi w stronę wodospadu na jednym z rozjazdów nie skręciliśmy zgodnie z sugestią nawigacji. Po chwili droga zaczęła jakoś dziwnie piąć się w górę, ale googlemaps pokazywało nadal, że dojedziemy. No to jechaliśmy – jeden kilometr, dwa, pięć – aż dojechaliśmy pod wodospad. Tyle, że on był kilkaset metrów pod nami. Teoretycznie, bo w praktyce przez chaszcze nic nie było widać. No nic, przynajmniej widoki były ładne :P
Załącznik:
nydrig1.jpg

Załącznik:
nydrig2.jpg


Postanowiliśmy się jednak nie poddawać i pomknęliśmy w dół w stronę fakapu nr 2 – tak, dobrze przypuszczacie… Okazał się być nim sam wodospad, w którym w zasadzie nie było wody ;) Ale i tak znaleźli się chętni na kąpiel.
Załącznik:
nydrid1.jpg

Załącznik:
nydrid2.jpg

Załącznik:
nydrid3.jpg

Załącznik:
nydrid4.jpg

Załącznik:
nydrid5.jpg

Załącznik:
nydrid6.jpg


Tymczasem trzeba było ruszać dalej, w stronę stolicy. Nie był to nasz pierwszy raz na tej trasie, więc wiedzieliśmy, że nie zatrzymamy się w żadnej z mniejszych miejscowości na wschodnim wybrzeżu – jakoś nie przyciągnęły one naszej uwagi. Ale gdyby ktoś miał więcej czasu, to można rozważyć krótki postój w Nikianie czy Kariotes. My natomiast mieliśmy inny cel – Nirikos Ancient Town. Bardzo byliśmy ciekawi tego miejsca, bo w końcu miało być coś starożytnego:
Cytuj:
The ancient town of Lefkada -one of the most important archaeological sites of the island, a fine example of the ancient, Greek civilization - was called Nirikos and is located 2 km. east of the centre of the modern town, in Kalligoni area. The whole area has been declared an archaeological site, as the city extended to the areas of Kalligoni, Tsechlimpou, Karyotes and Lygia. In the archaeological site today you can see the ruins of the town of Ancient Lefkada, which date from the Archaic to Roman times, the cemeteries of the ancient town (two in number) as well as individual sites and building remains, like farmhouses, port installations, tombs, etc.


Niestety, rzeczywistość okazała się dużo mniej ciekawa – w oznaczonym na googlemaps miejscu zastaliśmy zamkniętą bramę, zza której widać było kilka kupek kamieni. Wejść na teren się nie dało, więc się nie nazwiedzaliśmy. Na pocieszenie zdjęcie z internetów ;)
Załącznik:
nikiros ancient town.jpg


Ponieważ jednak bardzo chcieliśmy zobaczyć coś starożytnego, zdecydowaliśmy się zahaczyć na moment o stolicę i zajrzeć do Muzeum Archeologicznego, którego nie udało nam się zobaczyć przy okazji wczorajszej wizyty. Cóż mogę powiedzieć? Może powiem po prostu, że muzeum jest imponujące z zewnątrz i bardzo mało imponujące w środku… ;) I przy tym zostańmy. No i może dodam jeszcze, że zaletą muzeum jest duży parking. Akurat na zostawienie auta, jeżeli wpadniecie do stolicy na kilka godzin autem.
Załącznik:
muzeum.jpg


Nie udało nam się też i tym razem dowiedzieć się, czym jest Post-Byzantic Collection w miejskiej bibliotece. Tym razem biblioteka była otwarta, ale w środku zastaliśmy jedną panią, która powiedziała, że nie może nas zaprowadzić, bo jest sama i nie może zostawić książek bez opieki. Czy muszę dodawać, ze w bibliotece poza nami i panią nikogo nie było? ;)
Załącznik:
biblio1.jpg


Przyznaję, że na tym etapie wycieczki byliśmy nieco zrezygnowani. Na szczęście okazało się, że już prawie wyczerpaliśmy pulę wpadek ;)
Kolejnym przystankiem na drodze była twierdza Aghia Mavra, którą widzieliśmy z daleka poprzedniego dnia. Bez przeszkód przejechaliśmy przez most i zaparkowaliśmy w pobliżu. Nie wiem, czy to kwestia bycia po sezonie, czy też zamysł uturystycznienia twierdzy został chwilowo zarzucony – na teren udało się nam wejść za darmo. Innych turystów wokół dokładne zero.
Załącznik:
mostzw+mavra.jpg

Załącznik:
mostzw.jpg


Co ciekawe to właśnie budowa twierdzy Aghia Mavra przyczyniła się do porzucenia przez lokalnych mieszkańców starożytnego Nikiros na początku XIV wieku. Niestety, nie wyszło im to na dobre, ponieważ już kilkadziesiąt lat później twierdzę, a z nią i wyspę, przejęli Turcy. I to właśnie Turcy jako pierwsi połączyli Lefkadę z lądem za pomocą drewnianego mostu. Został on później zniszczony w wyniku trzęsień ziemi, ale pozostałości odkryto w lagunie przy okazji budowy współczesnej grobli. Sama twierdza oparła się upływowi czasu, ale chyba ciągle czeka na stanie się atrakcją turystyczną. Teren jest bardzo duży i raczej zaniedbany (brak jakichkolwiek tablic informacyjnych, krzaki, wysoka trawa), momentami nawet niebezpieczny. Najlepiej poruszać się z okolicach małej latarni morskiej – jest ona ciągle w użyciu, więc tu teren utrzymany jest nieco lepiej.
Załącznik:
mavra1.jpg

Załącznik:
mavra2.jpg

Załącznik:
mavra3.jpg

Załącznik:
mavra4.jpg

Załącznik:
mavra5.jpg

Załącznik:
mavra6.jpg

Załącznik:
mavra7.jpg

Załącznik:
mavra8.jpg

Załącznik:
mavra9.jpg

Załącznik:
mavra10.jpg


Po zdobyciu twierdzy mieliśmy w planie nieco uniesień duchowych, jednak najpierw daliśmy się ponieść ciekawości i skierowaliśmy nasz mały pojazd na groblę zabezpieczającą stolicę od północy, którą prowadzi bardzo dobrze utrzymana droga. I powiem Wam, że tak przypadkowo trafiliśmy na świetne miejsce, w sumie jedno z najfajniejszych na wyspie. Wzdłuż całej grobli ciągną się półdzikie plaże, w zasadzie puste (nie licząc kilku fanów kite’a). Po drugiej stronie drogi pobłyskuje jezioro. Każdy znajdzie tu kawałek miejsca na odpoczynek w ciszy i spokoju.
Załącznik:
grobla1.jpg

Załącznik:
grobla2.jpg

Załącznik:
grobla3.jpg


Dodatkowo w dolnym odcinku grobli, na plaży Gyra (nieco powyżej miejsca, gdzie na googlepams zaznaczony jest Milos Beach Resort) można zobaczyć pozostałości wiatraków. Nie są one specjalnie stare (pochodzą z przełomu XVIII i XIX wieku) i kiedyś było ich siedem, z czego do dziś przetrwały dwa w całości i jeden bez dachu. Używano ich do mielenia zboża, które importowano – uwaga, uwaga – z… Rosji. Dlatego też wiatraki miały częściowo rosyjskie „imiona”, m.in. wiatrak Orloffa i Moshovicza. Zdjęcie historyczne (autorstwa znanego nam już Dörpfelda) z 1905 roku (znalezione w google), a zaraz po nim współczesne.
Załącznik:
wiatraki doerpheld.jpg

Załącznik:
wiatraki współczesnie.JPG


Warto dodać, że okolica wiatraków jest również bardzo popularna wśród miłośników kite’a i windsurferów. Jest tu więc zdecydowanie bardziej tłoczno.

Tymczasem my, napełnieni ciszą i spokojem, byliśmy gotowi na kolejny przystanek – Monaster Faneromeni. Jest to stosunkowo popularne miejsce wśród turystów i miejscowych (sądząc po ilości aut na parkingu) i najważniejsze miejsce kultu religijnego na wyspie. Klasztor powstał w 1634 roku w miejscu dawnej świątyni Artemidy i miejsca spotkań wczesnych chrześcijan (podobno był tu sam apostoł Paweł). W XVIII wieku budynek poddano przebudowie, pod której dwukrotnie się spalił. To, co widzimy współcześnie, to forma nadana budynkowi w XIX wieku. Obecnie monastyr jest częściowo udostępniony do zwiedzania – turyści mogą wejść na zielony dziedziniec, do kaplicy, i do muzeum z kolekcją pięknych prawosławnych ikon. Można również zrobić zdjęcie z widokiem na stolicę i plaże przy lagunie. W ogrodach od strony parkingu przygotowano mini-zoo dla dzieci. Uwaga – wymagany jest przyzwoity strój (zakryte ramiona i kolana).
Załącznik:
mona1.jpg

Załącznik:
mona2.jpg

Załącznik:
mona3.jpg

Załącznik:
mona4.jpg

Załącznik:
mona5.jpg

Załącznik:
mona6.jpg

Załącznik:
mona7.jpg

Załącznik:
mona8.jpg


Na monastyrze zakończyliśmy pierwszą część dnia poświęconą zabytkom. W drugiej części dnia mieliśmy zaplanowany relaks i plażowanie na zachodnim wybrzeżu. W tym celu udaliśmy się najpierw do Agios Nikitas, które zrobiło na nas bardzo przyjemne wrażenie – miasteczko jest malutkie i typowo po grecku biało-niebieskie. Wydaje mi się, że mógłby to być dobry punkt wypadowy dla fanów plażowania – miasteczko ma połączenia ze stolicą i okolicznymi plażami, np. Kathisma czy Porto Kastiki, a na plaże Milos można dojść na piechotę. Życie w miasteczku koncentruje się wzdłuż głównej ulicy szczelnie wypełnionej knajpkami i wzdłuż niewielkiej plaży. Tu właśnie siadamy w jednym z barów na szybki obiad. Wygląda na to, że jedzenie tak przysłoniło nam wszystko inne, że zapomnieliśmy zrobić zdjęć ;)

Po obiedzie ruszamy w dalszą drogę na kolejną plażę – Kathisma. Po drodze zatrzymujemy się na jednym z punktów widokowych. Mamo, jaka ta woda jest niebieska!
Załącznik:
wodaniebieska1.jpg

Załącznik:
wodaniebieska2.jpg


Plaża Kathisma jest plażą z pełną infrastrukturą. Na górze, nad parkingiem i plażą, znajdują się bary, które poza z basenami i przebieralniami dodatkowo mają swoje leżaki i parasole na dole, przy plaży. Zasada jest prosta – zamawiasz w barze, korzystasz ;) Tak też zrobiliśmy, tym bardziej, że w końcu zrobiło się ciepło! Kolejne dwie godziny upłynęły nam na kąpielach i wygrzewaniu się na słońcu.
Załącznik:
kathisma1.jpg

Załącznik:
kathisma2.jpg


Jeżeli ktoś preferuje plaże nieco mniej uturystycznione, to na zachodnim wybrzeżu na pewno znajdzie coś dla siebie. W zasadzie plaża jest tu co kawałek – Avali, Kavalikefta, Megali Petra, Gialos, jak również cała masa plaż mniejszych, niezonaczonych – do wyboru do koloru. Wszędzie jest pięknie. Niestety, nie da się już od strony lądu dotrzeć na plażę Egremni – po ostatnim trzęsieniu ziemi zawalił się kawałek klifu, ścieżka i schody. Zostaje droga wodna.

Natomiast naszym ostatnim celem nie była już plaża (bo dwie najbardziej znane plaże, czyli Porto Katsiki i Egremi mieliśmy w planach odwiedzić w trakcie rejsu dnia kolejnego), ale latarnia morska, położona na przylądku Lefkadas, od którego białych klifów pochodzi podobno nazwa wyspy (gr. leukas – biały). Droga na przylądek była bardzo malownicza, ale też długa i dość trudna. W efekcie zajęła nam dobrą godzinę.
Załącznik:
dolatarni1.jpg

Załącznik:
dolatarni2.jpg

Załącznik:
dolatarni3.jpg


Czy było warto? Hmmmm, chyba raczej nie. Latarnia nie robi jakiegoś wielkiego wrażenia, a klify równie dobrze widać od strony wody.
Załącznik:
latarnia1.jpg

Załącznik:
latarnia2.jpg


Poza tym dawno nie było żadnej wpadki, prawda? No więc na koniec zaliczyliśmy dwie ;) Po pierwsze okazało się, że polecana nam przez google droga z przylądka w stronę Vassiliki to ledwie ścieżynka wycięta w krzakach. Nie chcieliśmy ryzykować życia naszego Polo, które mimo nawet mocnego silnika terenówką jednak nie było. W efekcie musieliśmy wrócić się prawie godzinę na północ, więc do zachodu słońca na przylądku nie doczekaliśmy :P

Natomiast ostatnią wpadkę zaliczyliśmy na zakończenie dnia przy wyborze restauracji. Korzystając z tego, że mieliśmy auto, zatrzymaliśmy się w położonej nieco powyżej Ponti tawerny Batzanakias, podobno najlepszej w okolicy. Zameldowaliśmy się tam tuż po otwarciu i chyba dostaliśmy jedzenie z dnia poprzedniego ;) Zwinęliśmy się wobec tego bardzo szybko i chwilę później, pod bezproblemowym zwrocie auta, ratowaliśmy się piwem i gyrosem w sprawdzonej już wcześniej restauracji Marys. Polecamy nie tylko linuksowcom ;)
Załącznik:
pingwin linuksowiec.jpg


Tak też zakończył się przedostatni dzień naszych wakacji. Czy polecam objazdówkę po wyspie? Mimo mniejszych i większych wpadek zdecydowanie tak. Jednak z perspektywy czasu widzę, że praktyczniej byłoby podzielić tę wycieczkę na dwie części: jeden dzień na wschód wyspy i stolicę, a drugi na plaże na zachodnim brzegu wyspy. I taką też rekomendacją kończę.

Tymczasem przed nami ostatni odcinek.

CDN.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Metia jest kobietą, powtarzam, metia jest kobietą.
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#20 PostWysłany: 25 Wrz 2018 19:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Wrz 2014
Posty: 1192
złoty
Dzień 6 – rejs

Wygląda na to, że w poprzednim odcinku pomyliłam się w liczeniu dni ;) Dzień piąty definitywnie nie był przedostatnim, szósty z resztą też nie ;)

Szósty dzień był za to dniem z w miarę dobrą prognozą pogody, więc zdecydowaliśmy się to wykorzystać i wybrać się na rejs. Nie wiem, czy była to kwestia końca sezonu, pogody (niekorzystny wiatr) czy problemów z rejsami wcześniej w tygodniu, ale wybór rejsów był dość ograniczony. Jeden z nich był typowo kąpielowy, a drugi bardziej „zbiorczy” – czyli wciśnięto do niego maksymalnie dużo atrakcji, żeby zadowolić jak najwięcej potencjalnych zainteresowanych. Jako że maksymalnie dużo atrakcji to nasze drugie imię, wybór nie był specjalnie trudny. Po powrocie z objazdówki potwierdziliśmy udział, zapłaciliśmy i dostaliśmy plan, który miał obejmować:
- plaże Egremni i Porto Katsiki,
- wizytę w miasteczku Fiskardo na Kafalonii,
- postój kąpielowy w okolicach Itaki,
- wizytę w jaskini Papanikolis na Meganisi,
- opłynięcie wyspy Skorpios wraz z przystankiem kąpielowym.

Zatem ahoj przygodo, płyniemy! Nasz statek, Nidri Star II, już czekał na nas w promieniach porannego słońca.

Oczywiście rejs musiał się zacząć od małego fakapu – przy wejściu obsługa informowała, że ze względu na niekorzystny wiatr i fale z programu wypadł pierwszy punkt, czyli podpłynięcie na plażę Egremni. Musieliśmy ograniczyć się do położonego bliżej Porto Katsiki. Reszta wycieczki miałaa już przebiegać bez zmian.

Po wypłynięciu kierujemy się w stronę latarni na przylądku, na którym byliśmy dnia poprzedniego. Białe klify prezentują się od strony wody równie dobrze. Co kawałek widać małe plaże, dostępne dla małych prywatnych łodzi.
Załącznik:
klify1.jpg

Załącznik:
klify2.jpg


Nasz statek natomiast dzielnie płynie pod wiatr i falę. Niestety, już w tym miejscu niektórzy pasażerowie okazują się mieć mniej dzielne żołądki ;) Załoga rozdaje pierwsze tabletki i woreczki.

Tymczasem przed nami plaża Porto Katsiki – o tej porze dnia jeszcze pusta i osłonięta od słońca przez imponujące klify.
Załącznik:
katsiki1.jpg

Załącznik:
katsiki2.jpg

Załącznik:
katsiki3.jpg


Po przybiciu do brzegu mamy ok. godziny czasu do zagospodarowania. Ponieważ jest jeszcze dość chłodno, rezygnujemy z kąpieli i wspinamy się na klif pod schodach. Na górze jest parking, a przy nim mała knajpa, gdzie wypijamy kawę delektując się widokiem.
Załącznik:
katsiki4.jpg

Załącznik:
katsiki5.jpg


Wraz z upływem czasu na parkingu pojawia się coraz więcej aut wypełnionych amatorami opalania i kąpieli. W słońcu plaża prezentuje się iście instagramowo – białe kamienie, pasiaste parasole i idealnie niebieska woda. Pozostaje pytanie, czy w kolejnym sezonie nadal będzie można tu dojechać/dopłynąć – po ostatnim zawaleniu się kawałka klifu na pobliskim Zakynthos wytypowano do zamknięcia kilka plaż o podobnym charakterze, w tym m.in. Porto Katsiki.
Załącznik:
katsiki6.jpg


My tymczasem zostawiamy za sobą nasz pierwszy przystanek i udajemy się w stronę Kefalonii, do położonego na północy miasteczka Fiskardo. Po drodze jeszcze raz możemy rzucić okiem na latarnię, wybrzeże Lefkady i okoliczne wyspy.
Załącznik:
latarnia-wyspy1.jpg

Załącznik:
latarnia-wyspy2.jpg


Fiskardo jest typową grecką nadmorską miejscowością położoną w małej zatoczce. Miasteczko ma swój specyficzny klimat, który zawdzięcza m.in. stosunkowo starej jak na Wyspy Jońskie zabudowie – Fiskardo jako jedyne miasto na wyspie wyszło bez szwanku po dużym trzęsieniu ziemi z lat 50. Kapitan daje nam wolne 1,5 godziny, akurat wystarczająco na niespieszny spacer po wąskich uliczkach i wczesny obiad w jednej z knajpek nad zatoką.
Załącznik:
fiskardo1.jpg

Załącznik:
fiskardo2.jpg

Załącznik:
fiskardo3.jpg

Załącznik:
fiskardo4.jpg

Załącznik:
fiskardo5.jpg

Załącznik:
fiskardo6.jpg


Jednak z Fiskadro najbardziej zapamiętam tysiące drewnianych penisów, które dosłownie wylewały się ze sklepików na ulicę. Kutalonia!
Załącznik:
drewnianewacki.jpg


Kolejnym punktem wycieczki był przystanek na kąpiel na Itace. Muszę przyznać, że ten punkt wycieczki był naprawdę dobrze zorganizowany. Kapitan podpłynął do plaży a małej zatoczce, wysadził nas i odpłynął na pewną odległość. Dzięki temu mogliśmy cieszyć się kąpielą bez zapachu spalin z silnika statku.
Załącznik:
kąpielitaka.jpg


Po kąpieli czekał nas dłuższy odcinek do kolejnego punktu. Na szczęście pogoda dopisywała i pozwalała się cieszyć pięknymi widokami. Był to jeden z przyjemniejszych momentów rejsu.
Załącznik:
nameganisi1.jpg

Załącznik:
nameganisi2.jpg

Załącznik:
nameganisi3.jpg

Załącznik:
nameganisi4.jpg

Załącznik:
nameganisi5.jpg


Mniej więcej w połowie drogi kapitan zaczął snuć opowieść o atrakcji, którą mieliśmy zobaczyć za chwilę, stopniowo budując napięcie. Druga wojna światowa, okręt podwodny… Atmosfera niczym z Sensacji XX wieku ;) Przed nami jaskinia Papanikolis.
Załącznik:
papanikolis1.jpg

Załącznik:
papanikolis1a.jpg

Załącznik:
papanikolis2.jpg

A teraz serio – jaskinia nosi nazwę jednego z kilku okrętów podwodnych, którymi marynarka grecka dysponowała w trakcie II wojny światowej. Po inwazji Włoch na Grecję, jak już po upadku Grecji, okręt operował na Morzu Śródziemnym. Lokalna legenda głosi, że w trakcie niektórych operacji kapitan ukrywał okręt właśnie w tej jaskini. Nie powiem, zainteresowało mnie to, bo za czasów szkolnych trochę się o WŚII na morzu naczytałam, a temat okrętów podwodnych interesował mnie szczególnie.

Tymczasem kapitan naszej jednostki po dość brawurowym manewrze wpływa do wnętrza jaskini i następuje wielkie rozczarowanie, przynajmniej dla mnie :/ Jaskinia jest raczej niewielka i nie wiem, jak miałby się tu zmieścić 60-metrowy okręt podwodny, dodatkowo mający ze 4 metry zanurzenia. Ta historia trafia u mnie zatem do kategorii urban legend…
Załącznik:
papanikolis3.jpg

Załącznik:
papanikolis4.jpg


Nasza wizyta w jaskini nie trwa zbyt długo – nasz statek jest na tyle duży, że nie ma opcji kąpieli. Płyniemy dalej.

Naszym ostatnim celem jest wyspa Skorpios, znana głównie z bycia prywatną wyspą Arystotelesa Onasisa. To tu magnat wziął ślub z Jackie Kennedy i to tu został pochowany w prywatnym mauzoleum (spoczywa tu też dwójka jego dzieci). W 2013 roku wnuczka Onasisa, Athina, sprzedała wyspę właścicielowi AS Monaco, Dmitrijowi Rybołowlewowi, który z kolei podarował ją swojej córce. Transakcja nie uzyskała do dziś akceptacji greckiego rządu, który twierdzi m.in., iż wyspa została sprzedana wbrew ostatniej woli Onasisa. Nie przeszkodziło to jednak nowym właścicielom urządzić się na wyspie i zamienić ją w małą twierdzę. Na brzegu co kawałek widać wielkie napisy sugerujące spragnionym kontaktu z luksusem trzymanie się z daleka. Widzieliśmy również patrolujące okolicę wyspy szybkie motorówki.
Załącznik:
naskorpios1.jpg

Załącznik:
naskorpios2.jpg

Załącznik:
naskorpios3.jpg

Załącznik:
naskorpios4.jpg


Na szczęście kapitan zna jedno miejsce na Skorpios, gdzie nieoficjalnie kąpiel jest dozwolona. Zatrzymujemy się na ostatni postój i zanurzamy się w splendorze ;)
Załącznik:
skorpios1.jpg

Załącznik:
skorpios2.jpg


Po kąpieli robi się już dość późno. Słońce jest coraz niżej, pojawia się wiatr i robi się po prostu zimno. Owijamy się czym się da, bo podróż powrotna do Vassiliki ma trwać ponad godzinę. Jednak atmosfera szybko robi się gorąca – część pasażerów twierdzi, że mieli obiecany powrót statkiem do Nidri, natomiast kapitan nic o tym nie wie. Po kilkunastu minutach kłótni w wielu językach i telefonach do biura sprawa się wyjaśnia – turystów z Nidri odbierze z Vassiliki bus i zawiezie ich do hoteli. Niestety, atmosfera na statku przez ostatnie kilkadziesiąt minut była już taka sobie.
(Przy okazji jeszcze kilka ujęć portu w Vassiliki)
Załącznik:
vassiliki1.jpg

Załącznik:
vassiliki2.jpg

Załącznik:
vassiliki3.jpg


Po 19 przybijamy do portu w Vassiliki, co oznacza, że spędziliśmy na rejsie trochę ponad 10 godzin. Czy było warto? Jeżeli potrzebujecie zagospodarować cały dzień, to na pewno warto. Natomiast trzeba wziąć pod uwagę, że odległości między wyspami są spore i duża część wycieczki to takie raczej durnopływanie. Jak dla mnie to rejs spokojnie mógłby się skończyć na kąpieli na Itace. Do samego statku też nie mam zastrzeżeń, bar był dobrze zaopatrzony, toalety czyste, a kapitan wydawał się być bardzo zaangażowany i z dużym entuzjazmem (może nawet zbyt dużym – vide historia jaskini) opowiadał o okolicy.

Dzień 7
Przedostatni (tak!) dzień pobytu opłynął nam podobnie do pierwszego, z tym że pogoda była niestety dużo gorsza. Na szczęście na surferskiej części plaży nie brakowało miejsc pod dachem, a amatorom leżaków obsługa rozdawała nawet koce dla ochrony przed wiatrem. Wieczorem w jednym z barów plaży miał odbyć się grill, na który się zapisaliśmy. Niestety, nie było nam dane tam ostatecznie dotrzeć, bo ostatni dzień zakończył się bardzo spektakularną klapą ;)

Przed wyjściem na grilla postanowiliśmy jeszcze skoczyć na ostatnie zakupy do supermarketu. Kiedy wracaliśmy do pokoju, zaczęło kropić, potem padać, a na końcu lać. A nie, przepraszam, na końcu była burza i po raz kolejny wysiadł prąd :lol: Deszcz padał do późnych godzin nocnych, a my spędziliśmy ostatni wieczór w pokoju, przy przywiezionej z Polski świeczce na komary, jedząc kupione parę godzin wcześniej kulinarne pamiątki i wyżebraną z kuchni hotelowej suchą bułkę. Zapiliśmy to butelką wina (a jakże, również pamiątkowego)… I tak nasz pobyt na Lefkadzie dobiegł końca.

Dzień 8
Ostatni dzień to już tylko bardzo wczesna podbudka, przejazd na lotnisko, na którym nie ma nic poza kawą za 4 euro, i przelot do Polski. Dodam, że po powrocie do Katowic zafundowaliśmy sobie tani nocleg w tamtejszym Novotelu, w którym z kolei nie było wody ;)

I tak o to – rok po powrocie z Lefkady – relacja zamyka się. Mam nadzieję, że w chociaż małym stopniu będzie dla kogoś przydatna.

Ps. Na ewentualne pytania chętnie odpowiem.

KONIEC


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Metia jest kobietą, powtarzam, metia jest kobietą.


Ostatnio edytowany przez metia, 03 Paź 2018 17:50, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 22 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group