Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 10 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 04 Sie 2016 23:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 Sie 2012
Posty: 875
Loty: 280
Kilometry: 296 310
niebieski
Image
Urugwaj - kwiecień 2015


Na forum co prawda są już dwie relacje z Urugwaju, ale uznałem, że warto dodać też swoje trzy grosze. Ja Urugwaj widziałem zupełnie inaczej, a zapewne jeszcze inaczej zobaczycie go Wy, kiedy tam pojedziecie.

Byliśmy tam z żoną ponad rok temu, w kwietniu 2015. 3 dni w Urugwaju były częścią 16-dniowego wyjazdu do Ameryki Południowej, głównie Argentyny. Czemu Urugwaj, a nie Patagonia czy Mendoza, które pominęliśmy? Raz, kwestia bliskości do centrum dowodzenia, czyli Buenos, dwa, ciekawość zobaczenia innego kraju, a w końcu trzy, dla fana piłki nożnej, nazwy Urugwaj czy Montevideo zawsze działały na wyobraźnię. Chciałem też zweryfikować, czy kraj niegdyś zwany "Szwajcarią Ameryki Południowej" ma z Konfederacją Helwecką równie wiele wspólnego co Szwajcaria Kaszubska. :)

Zaczęło się 17 kwietnia, w piątek. Rano przylecieliśmy do Buenos z Iguazu, dzień minął na zwiedzaniu m.in. Recolety i położonego na niej cmentarza. Na wieczór mieliśmy kupione bilety na prom Buenos-Colonia u przewoźnika Seacat Colonia. Wychodziło najtaniej, a do tego startowaliśmy z Puerto Madero, a nie z niezbyt przyjemnej wieczorową porą dzielnicy Boca. W drodze do Urugwaju wykupiliśmy pakiet na prom do Colonii + autobus Colonia-Montevideo, kosztowało to 1316 UYU. W drodze powrotnej mieliśmy tylko prom, koszt 996 UYU. Pakiet prom + autobus opłacalny, ale mieliśmy zamiar w drodze powrotnej zwiedzić Colonię del Sacramento.

Do Montevideo dotarliśmy bardzo późno, jakoś przed północą. Ja w autobusie spałem, ale według relacji żony, przedmieścia stolicy wyglądały na tyle niekorzystnie, że zdecydowaliśmy się na dość rzadki jak na nas środek transportu, czyli taksówkę. Tym bardziej, że z dworca do okolic centralnie położonego Plaza Independencia specjalnie daleko nie jest. Wsiadanie do taksówki pod dworcem w Montevideo wygląda dość osobliwie: taksówki jadą powoli gęsiego tuż przed wejściem, a jakiś pomagier popędza po kolei ludzi, by wsiadali do jednej taksówki za drugą. W środku pojazdu szyba pancerna (?), przez którą dość trudno porozumieć się z taksówkarzem. Za te 4,5 kilometra zapłaciliśmy mniej niż 20 złotych, co uznałem za nie najgorszą cenę w piątek po 23.00.

I teraz hotel. W Urugwaju nie jest specjalnie tanio, więc tym razem postanowiłem zaoszczędzić. Wybrałem wcześniej przez pośrednika pokój ze wspólną łazienką, jakieś 50 złotych taniej. Jedną noc na 15 można przeboleć. Na miejscu jednak okazało się, że hotel miał niepokojąco dużo tęczowych i innych „tematycznych” naklejek na metr kwadratowy, a pan z obsługi wyglądał dość „stereotypowo”. Nie żeby mi to jakoś dramatycznie przeszkadzało, ale długo nie zastanawiałem się, gdy na recepcji zapytali czy może jednak chcemy pokój z własną łazienką. ;)

Plusem było na pewno położenie tuż przy placu Independencia z widokiem na Teatro Solis i na szpetny wieżowiec, który stanowi niestety część tego właśnie głównego placu w stolicy.

Image

Po typowym śniadaniu z dulce de leche w roli głównej (takie toffi, którym obowiązkowo smaruje się chleb każdego ranka) ruszyliśmy na miasto. Szybko minęliśmy główny plac, na który mieliśmy jeszcze wieczorem wrócić. Celem na początek była główna atrakcja Montevideo z mojego punktu widzenia, czyli Estadio Centenario – stadion na którym odbyła się większość meczów oraz finał pierwszych mistrzostw świata w piłce nożnej. Wówczas, w 1930 roku, triumfował właśnie Urugwaj.

Image
Podobnie jak w Argentynie, wyprowadzaczy psów na ulicach jest sporo :)

Image

Image

Po drodze jedyna oprócz taksówki tania rzecz jaką napotkaliśmy w Urugwaju, czyli autobus miejski – do terminala autobusowego Tres Cruces pojechaliśmy za jakieś dwa złote od osoby. Stamtąd piechotą dotarliśmy do parku pod stadionem. Jest tam kilka rzeźb upamiętniających złote czasy urugwajskiego futbolu, są też handlarze, od których po krótkim targowaniu kupiliśmy kilka matero. Po chwili byliśmy już pod stadionem. Wbrew pozorom jednak nie tak łatwo było się dostać do środka.

c.d.n.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 01 Wrz 2016 08:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 Sie 2012
Posty: 875
Loty: 280
Kilometry: 296 310
niebieski
Stadion obeszliśmy dookoła dwa razy, ale wszystkie bramy były pozamykane. Była sobota, a tego dnia nie można było skorzystać z oferty zwiedzania stadionu. Ale to przecież Ameryka Południowa, tu warto trochę pokombinować i mieć nieco cierpliwości. Po chwili zauważyliśmy, że pewien chłopak też krąży dookoła i czegoś szuka. Okazało się, że to Kolumbijczyk i on również czytał coś w internecie o bramie numer 13, która teoretycznie powinna być otwarta. Jeszcze jedno okrążenie i znaleźliśmy bramę. Wyszło na to, że dzwonek do bramy był schowany z tyłu. I rzeczywiście, na stadion można było wejść, a cena była symboliczna – 50 UYU od osoby. Z tym, że „zwiedzanie” musieliśmy ograniczyć do jednej dostępnej trybuny. I tak starczyło, żeby poczuć kawał historii związanej z tym obiektem. Pierwsze mistrzostwa świata, cztery turnieje Copa America, niezliczone mecze ligi urugwajskiej, w której obecnie na 16 zespołów trzynaście jest z Montevideo.

Image
Estadio Centenario

Image


Ze stadionu wyruszyliśmy w stronę wybrzeża, a dokładniej na Playa Rodriguez, do której droga ze stadionu prowadzi całkiem ładną okolicą. Po drodze upewnialiśmy się również w tym, że nie sposób znaleźć tanią restaurację w Montevideo. Żeby jeszcze jedzenie było jakieś wyjątkowe, ale w Urugwaju wygląda to podobnie jak w Argentynie – rewelacyjna wołowina, rewelacyjne empanady, sycąca, ale niemiłosiernie tłusta pizza, a poza tym... nic. Wołowina na 10 sposobów, empanady na 15 sposobów – tak było w Argentynie, w Montevideo zaopatrzyliśmy się w prowiant w sklepie, a następnie zjedliśmy „posiłek” na plaży. Jeśli wziąć pod uwagę, że to plaża nad rzeką (Rio de la Plata, woda rdzawo-brązowawa), to lepszej chyba nie widziałem. Przede wszystkim zaś w kwietniu tłumów na plaży w Urugwaju nie uświadczysz, więc można było chwilę spokojnie posiedzieć.

Image

Image
Playa Ramirez

Image


Chwila odpoczynku i w stronę Ciudad Vieja ruszyliśmy ramblą, czyli 27-kilometrowym bulwarem ciągnącym się przez całe wybrzeże w stolicy. Nasz odcinek nie był zbyt długi, ale co rzuciło się w oczy, to wszechobecność mate. Para na randce? Obowiązkowy termos w ręce. Dzieciak na deskorolce? Termos w ręce. Relaks nad wodą w słoneczny dzień bez mate jest niepełnowartościowy. ;)

Image
Wszyscy mają mate

Image

Image

Image
Plaza Independencia


Był już wieczór, a my z powrotem na Plaza Independencia. W podziemiach placu znajduje się mauzoleum Jose Artigasa, bohatera narodowego Urugwaju, nazywanego ojcem urugwajskiej niepodległości.

Image
Mauzoleum Artigasa

Mieliśmy jeszcze czas, żeby przejść się deptakiem Sarandi. I tu ciekawostka – całkiem reprezentatywny deptak w historycznej części miasta w połowie swojej drogi zamienia się w paskudną ulicę prowadzącą do portu. Brud, ciemność, podejrzane typy. W Ciudad Vieja o godzinie 18.00 zamykane są praktycznie wszystkie restauracje – recepcjonistka w hotelu twierdziła, że są one otwierane ponownie na wieczór, ale z tego, co sprawdzałem w internecie, większość knajp otwarta jest tylko w porze lunchu. W każdym razie, półwysep na którym znajduje się stare miasto, w dzień tętni życiem, a wieczorem zamienia się w niezbyt ciekawe miejsce.

Wróciliśmy do hotelu po bagaż, po chwili pojechaliśmy autobusem na dworzec. Stamtąd wybieraliśmy się autobusem przewoźnika COT do Punta del Este. To miejscowość wypoczynkowa położona około 100 kilometrów na wschód od Montevideo, na styku rzeki La Plata i Oceanu Atlantyckiego. To, wcale nie przesadzając, takie urugwajskie Saint Tropez. Słońce, plaża, jachty, imprezy, wysokie ceny. Co tam więc po nas? Mało to w Europie kurortów, żeby marnować czas w Ameryce Południowej na pobyt w kurorcie? Problem z nami jest taki, że lubimy zarówno namioty, jak i kurorty, zarówno ciszę, jak i tłum, wszystkiego po trochu. :) A jako, że kwiecień to już w Urugwaju dawno po sezonie, można było porządnie odpocząć. Punta del Este to jedyne miejsce w czasie naszego pobytu w Ameryce Południowej, gdzie nie musieliśmy mieć oczu dookoła głowy, pod względem bezpieczeństwa poczuliśmy się jak w Polsce. Tego nam było trzeba po interesującym, ale jednak męczącym zwiedzaniu takich miejsc jak Buenos Aires czy Ciudad del Este w Paragwaju.

Image

Image

Image

Punta del Este to długi i wąski półwysep. Na jego końcu znajdują się wille oraz zabudowa kolonialna, reszta półwyspu to większe lub mniejsze hotelowce, widok znany np. z Hiszpanii. Chociaż trzeba przyznać, że na tego typu półwyspie wysoka zabudowa wygląda dość efektownie. Zwiedzania nie ma tu dużo – z ciekawszych miejsc jest latarnia morska oraz wielka rzeźba dłoni wystająca z piasku na plaży. :)

– Mało ludzi jak na taką pogodę. Czy woda w oceanie jest bardzo zimna? - zapytała żona w informacji turystycznej pierwszego dnia z rana.
– Oj bardzo, bardzo. Sezon skończył się z końcem lutego. - poinformowała pani-informacja.
– Ale u nas w Polsce zimna woda to 10 stopni. 18 to już ciepła. - wydukałem po hiszpańsku.
– O, no to właśnie będzie tak około 10.

Jak się okazało, woda była cieplejsza niż u nas latem. Spokojnie ze 20 stopni. Temperatura powietrza około 25. Urugwajczycy raczej spacerowali, my mieliśmy plażę dla siebie. :)

Image

Image

W Punta del Este byliśmy w sumie 1,5 doby. Nie mieliśmy zaplanowanego powrotu do Argentyny na konkretną godzinę, musieliśmy tylko dotrzeć bodajże na 20.30 do Colonii na prom do Buenos. Na popołudnie i wieczór planowaliśmy jeszcze zwiedzanie Colonii. I tu pojawił się problem lenistwa. Naszego i Urugwajczyków. Naszego, bo na dworcu autobusowym pojawiliśmy się dopiero około godziny 11. Urugwajczyków, bo nikomu się tam w komunikacji autobusowej nie spieszy. 308 kilometrów to 6,5 godziny jazdy z krótką przesiadką w Montevideo. W autobusie jest zawsze dwóch-trzech kierowców. Jeden kieruje, drugi sprzedaje bilety, a trzeci... też rozmawia. Po drodze zatrzymywaliśmy się w każdej wiosce, a nawet w „szczerym polu”, na życzenie podróżnych.

Do Colonii dotarliśmy późno, było już ciemno. Nie było czasu ani możliwości na zwiedzanie, postanowiliśmy więc spróbować urugwajskiej kuchni, której z powodów cenowych unikaliśmy w Montevideo i Punta del Este. Cenowo przyzwoicie, ale smakowo kompletne rozczarowanie. Wołowinę w każdej postaci już poznaliśmy w Argentynie, spróbowaliśmy czegoś innego. Jajka, ziemniaki, warzywa – brzmi jak hiszpańska tortilla, próbujemy. Niestety, na talerzu pojawiła się jajecznica wymieszana z mokrymi frytkami zapieczona serem. Na górze kilka liści sałaty – to były te „warzywa”. Nie wiem jak się to nazywało i nie mogę nigdzie znaleźć, w każdym razie nie polecam :)

Czy Urugwaj sprawił wrażenie latynoskiej Szwajcarii? Pewnie, że nie, ale z drugiej strony trudno w Ameryce Południowej o bardziej „europejski” kraj. Miało to swoje plusy i minusy, ale na pewno na kilka dni zajrzeć tam warto, chociażby dla wybrzeża Atlantyku, które ma w sobie „to coś”. Są tam również interesujące miejsca, które widziałem na zdjęciach znajomych – Cabo Polonio i Punta del Diablo – tym razem nie udało się tam dotrzeć, ale jest to powód żeby kiedyś wrócić. :)
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez Djorkaeff, 01 Wrz 2016 09:02, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 01 Wrz 2016 09:00 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Maj 2011
Posty: 7439
Fajna relacja, dopiero teraz zdążyłem przeczytać :)

Ale coś z tym mate jest, gościłem dwie osoby z Paragwaju i dziennie kombinowałem 0.5 kg lodu do termosu, i też sobie popijali przez cały dzień. Więc chyba tam tak już mają :)
_________________
Odpoczynek od forum
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 01 Wrz 2016 11:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 Sie 2012
Posty: 875
Loty: 280
Kilometry: 296 310
niebieski
A to ciekawe, myslalem ze oni zawsze pija to na cieplo :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 01 Wrz 2016 11:22 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Maj 2011
Posty: 7439
Taki skwar i jeszcze mają pić gorącą herbatę? :D
W termosie jest woda z lodem, termos z reguły dłużej trzyma zimno, aniżeli ciepło.
W kubeczku tym takim ze słomką jest wsypana mate (zazwyczaj do połowy kubka) i po prostu zalewają to lodowatą wodą

Można tak samo "parzyć" herbatę na zimno, jest inny smak :D
_________________
Odpoczynek od forum
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 01 Wrz 2016 11:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 Sie 2010
Posty: 2711
złoty
cala niemal połnocna Afryka pija w upały gorącą herbate
wydaje sie nielogiczne ale łatwiej znosi sie wtedy zar z nieba
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 01 Wrz 2016 12:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Lis 2012
Posty: 5010
złoty
Tak samo jak w restauracjach w Chinach zawsze proponują gorącą wodę, nawet w upały.
_________________
Marzy Ci się wycieczka rowerowa po Hiszpanii? Zapytaj! Coś podpowiem ;)
Noclegi pod Barceloną
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 01 Wrz 2016 12:58 

Rejestracja: 13 Mar 2013
Posty: 116
Loty: 134
Kilometry: 444 074
niebieski
Picie mate ( z goraca woda) jest czyms normalnym w Urugwaju, Argentynie i południowej Brazylii zas picie terere (z zimna woda) to cos typicznego z Paragwaju
Góra
 Relacje PM off
dj3500 lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 21 Kwi 2018 22:45 

Rejestracja: 02 Cze 2012
Posty: 106
Loty: 8
Kilometry: 16 686
Należy mi się złota łopata za odkopanie wątku sprzed dwóch lat, ale może się komuś przyda :)
Fajna relacja! Szkoda, że nie było czasu na Colonię. Wieeeele argentyńczyków mi poleca zwiedzenie Colonii właśnie zamiast Montevideo. Colonia jest mocno... kolonialna :D Śliczna architektonicznie, krajobrazy urokliwe, rzut kamieniem z Buenos. Zwiedzi się całość w ciągu jednego dnia, nie ma sensu zostawać tam na noc.

A terere jest też bardzo popularne w Argentynie. Nie pije się tego z zimną wodą tylko z sokiem. Najbardziej popularny jest cytrynowy, ja się z kolei lubuję w świeżo wyciśniętym pomarańczowo-nektarynkowym. Oczywiście z mnóstwem lodu!
Góra
 Relacje PM off
Djorkaeff lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 24 Kwi 2018 03:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Kwi 2016
Posty: 3635
platynowy
Buyaka napisał(a):
A terere jest też bardzo popularne w Argentynie. Nie pije się tego z zimną wodą tylko z sokiem. Najbardziej popularny jest cytrynowy, ja się z kolei lubuję w świeżo wyciśniętym pomarańczowo-nektarynkowym. Oczywiście z mnóstwem lodu!


Nie wszedzie w Argentynie pije sie tereré z sokiem. ;)
Niektorzy dodaja nawet napoje gazowane.
BTW tereré pije sie nawet w Boliwii, w regionie Chaco.

Chcialbym dodac do Relacji, ze bedac w Urugwaju warto podegustowac wysmienitych win :), mniej znanych w Europie.
_________________
Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe, obróci się p. tobie oraz nie bądź tchórzem, kłamcą!
Brak ochoty i szkoda czasu na forum, nie odpowiadam na pw.

Z Kiruny na Socotrę / zorze polarne
Afryka / Gorilla Trekking
Biegun lodołamaczem atomowym, Antarktyda / Polska Stacja Arctowski, Czarnobyl
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 10 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group