Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 36 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 21 Gru 2018 22:02 

Rejestracja: 04 Cze 2015
Posty: 226
Loty: 18
Kilometry: 92 755
niebieski
Blisko, tak, że nie ma sensu brać taksówki, czyli tak blisko, że bliżej już się nie da,
są pagody Sandamuni i Kuthodaw.
Znowu budowla i ornament powtarzane w dziesiątkach rzędów i szeregów, jak w Kakku, Indein
czy innych już odwiedzonych miejscach.
Załącznik:
DSC08986.JPG

Tutaj jednak w poszczególnych "domkach" są ustawione wykute w kamieniu strony Tipitaki
albo komentarzy do niej.
Każdy może sobie wziąć klucz do wybranej strony, otworzyć "domek" i poczytać trochę.
Na całość trzeba pół roku, tyle przynajmniej zeszło mnichom w czasie piątego synodu buddyjskiego.
Wiza turystyczna zatem nie wystarczy.
Załącznik:
DSC08990.JPG

Załącznik:
DSC08989.JPG

Gdyby to była pierwsza świątynia oglądana w Birmie, pewnie chodzilibyśmy i patrzyli z zapartym tchem.
Padliśmy, niestety, ofiarą przesytu, jak turysta w galerii który mówi:
- O matko! Znowu Monet, ileż tych Monetów jeszcze?!
Załącznik:
DSC08992.JPG

Załącznik:
DSC08994.JPG

Niezmiennie ładnie prezentują się też panie w Birmie:
Załącznik:
DSC08983.JPG

Załącznik:
DSC09004.JPG

W kwestii tego, co jest najbardziej potrzebne kobiecie z Polski jestem doskonale zorientowany!
Gdy kiedyś AirFrance zgubił nam walizkę, żona stwierdziła, że musimy zaraz koniecznie kupić wszystko, co niezbędne.
Kupiliśmy tusz do rzęs.
Paniom w Birmie, w równym chyba stopniu, potrzebny jest proszek z drzewa sandałowca.
To jest właśnie to, co mają na buziach.
Rzecz jest tak konieczna, że w hotelach, przy portierni, z reguły jest miejsce, gdzie spoczywa kawałek pniaka lub gałęzi
oraz kamienna tarka.
Każdy może sobie trochę proszku narobić i się upiększyć jak należy.
Załącznik:
DSC09020.JPG

Załącznik:
DSC09019.JPG

Załącznik:
DSC09009.JPG

I znowu parę kroków dalej kolejna atrakcja.
To wejście na Wzgórze Mandalay.
Załącznik:
DSC09025.JPG

Za bramą jest świątynia a potem schody.
Tych schodów jest chyba dużo.
Nie wiem, bo na szczyt wjechaliśmy samochodem.
Zapału do wyczynu wspinaczkowego pozbawił nas Fatty:
stwierdził, że na wzgórze wchodzi się, żeby podziwiać zachód słońca nad miastem,
a jak pójdziemy na piechotę - to sobie najwyżej gwiazdy i Księżyc będziemy mogli oglądać.

Im słońce było bliżej horyzontu, tym ludzi chętnych na ładne widoki więcej.
Załącznik:
DSC09037.JPG

Załącznik:
DSC09031.JPG


Niestety, nigdzie po drodze, przez cały dzień, nie udało się znaleźć sklepu ani straganu z cukrem palmowym. :cry:


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#22 PostWysłany: 22 Gru 2018 11:21 

Rejestracja: 04 Cze 2015
Posty: 226
Loty: 18
Kilometry: 92 755
niebieski
Wygląda na to, że w Mandalay prawie codziennie chodzi się na jakieś dziwne śniadania.

Przedwczoraj karmiliśmy samego Buddę, dzisiaj - jego pomocników, czyli mnichów i mniszki.

Zaopatrzenie ich w prowiant jest tutaj powszechnym zwyczajem i obowiązkiem nie-mnichów,
tak jak w naszym kraju... hm, w sumie to nie wiem jaki to codzienny rytuał mielibyśmy wszyscy odprawiać.
Mycie zębów?
Mnich jest głodny tak w poniedziałek jak i piątek, więc też i dokarmianie musi odbywać się regularnie.
Każdego dnia zatem, jeżeli tylko wstać około szóstej rano i wyjść na ulicę miasta, można zobaczyć
duchownych, którzy jeden za drugim, uzbrojeni w swoje garnko-menażki maszerują w jednym kierunku - do jadłodajni.

Ciekawe jest to, że tutaj to nie ci, co dostarczają jedzenie robią łaskę tym, co jedzą, tylko na odwrót.
Chętni na posiłek stwarzają darczyńcom okazję do dobrego uczynku a ci okazję wykorzystują.
Więc to sponsorzy na całym procederze zyskują najwięcej, bo poprawia się ich karma.

Nikt tu słowem nie wspomni o darmozjadach czy leniach - bo dawanie / branie jest nad wyraz demokratyczne.
Otóż w Birmie każdy, ale to każdy - młody, stary, kobieta, mężczyzna może sobie trochę pomnichować.
Tydzień, miesiąc, rok, całe życie - jak kto chce.
Można pobyć mnichem przez parę dni a potem znów wrócić do rodziny i obowiązków zawodowych.
Rekolekcje takie.
Łatwo więc z darczyńcy jedzeniowego zmienić się w darbiorcę i na odwrót.

W dużych klasztorach, ze względów praktycznych, to nie mnisi idą po jedzenie tylko jedzenie przychodzi do mnichów.
Takim miejscem jest Mahaghandkayon w Amarapurze i tam na śniadanie wybraliśmy się.
Nie tylko my.
Połowa Chin, Indonezji i Filipin też.
Turystów chętnych do oglądania, jak to wygląda śniadanie w klasztorze było zapewne więcej niż jego uczestników.
Nie zmienia to faktu, że nie był to żaden pokaz folklorystyczny - ludzie z klasztoru muszą się jakoś pożywić.
Posiłek był przygotowywany przez grupkę pań wolontariuszek, rodzaj chyba "kółka parafialnego".
Załącznik:
DSC09112.JPG

Załącznik:
DSC09102.JPG

Załącznik:
DSC09097.JPG

Klasztor oprócz części mieszkalnej ma też rozbudowaną stronę świątynną.
Wszystko tutaj powstało współcześnie i w połączeniu - egzotycznych dla nas postaci religijnych ze złotem i jaskrawymi kolorami -
wygląda jak park rozrywki.
Tym dziwniejsze wydaje nam się, że ludzie zachowują się tu z pełną powagą i nabożeństwem.
Załącznik:
DSC09071.JPG

Załącznik:
DSC09072.JPG

Załącznik:
DSC09073.JPG

Załącznik:
DSC09075.JPG

Załącznik:
DSC09078.JPG

Załącznik:
DSC09083.JPG

Załącznik:
DSC09088.JPG

Załącznik:
DSC09090.JPG

Po drugiej stronie Irrawadi jest miasto Sagaing i górujące nad nim wzgórze Sikong.
Z daleka, widać, że cała góra została zagospodarowana na potrzeby kultu religijnego.
Załącznik:
DSC09116.JPG

Załącznik:
DSC09123.JPG

Setki klasztorów, stup - starych i współcześnie uruchomionych.
Większość pozostaje czynna a pobliskim mieście chyba co drugi spotkany człowiek nosi mnisi uniform.
W żeńskim klasztorze trafiliśmy na jeszcze jedno śniadanie.
Kiedyś radiowy sprawozdawca sportowy wołał "szkoda, że państwo tego nie widzą...".
Teraz chciałoby się powiedzieć - "szkoda, że Państwo tego nie słyszą":
Dziewczyny, gdy zajęły miejsca przy stołach odśpiewały "coś", nie wiem jaki był charakter pieśni - ale
brzmiało to pięknie i poruszająco.
Załącznik:
DSC09126.JPG

Załącznik:
DSC09128.JPG

Załącznik:
DSC09132.JPG

Tym razem konkurencji przy robieniu zdjęć praktycznie nie było.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#23 PostWysłany: 22 Gru 2018 19:58 

Rejestracja: 04 Cze 2015
Posty: 226
Loty: 18
Kilometry: 92 755
niebieski
Sikong i okolice można zwiedzać od śniadania do kolacji a i tak się ich nie zwiedzi.
Na pewno jest tu jeszcze dużo do odkrycia ponad typowy program wycieczkowy.
My zadowoliliśmy się standardem.
A w standardzie obowiązkowo jedzie się albo płynie do Mingwan, wioski u stóp Sikong.

Wioska chciała kiedyś zamienić się w miasto, miała tu stać największa na świecie pagoda, z największymi na świecie
lwo-smokami strzegącymi wejścia, z największym dzwonem i tak dalej...

Los z reguły dla megalomanów jest, jeśli nie okrutny to przynajmniej niesprzyjający: stupy nie dokończono,
a to co zdążyło powstać zostało sponiewierane przez trzęsienie ziemi, lwy - owszem są, ale mają tylko, powiedzmy tak: ogony.

Jest dzwon!
Ale nie dzwoni.

Na zdjęciach niedokończona pagoda Mingun, z daleka i z bliska:
Załącznik:
DSC09186.JPG

Załącznik:
DSC09210.JPG

A tu wspomniane "ogony":
Załącznik:
DSC09211.JPG

Załącznik:
DSC09232.JPG

Załącznik:
DSC09235.JPG

O ile do tej pory nie było problemu z nachalnością sprzedawców, to w Mingwan, gdzie prędzej czy później zaglądają WSZYSCY
turyści - już tak lekko nie dało się żyć.
Fajne rzeczy miewali na tych straganach ale strach było okazać zainteresowanie czymkolwiek.
Od razu widać, że masowy przemysł turystyczny tutaj już działa pełną parą.

Niecały kilometr od Mingun jest inna pagoda: Hsinbyume, znacznie ciekawsza od sąsiadki.
Załącznik:
DSC09153.JPG

Załącznik:
DSC09157.JPG

Załącznik:
DSC09170.JPG

Załącznik:
DSC09183.JPG


W świątyniach na wzgórzu jest zdecydowanie spokojniej, innych zwiedzających albo nie ma już tak dużo albo
rozdzielają się pomiędzy te setki klasztorów i pagód.
My zdążyliśmy zobaczyć DWA miejsca, później trzeba było się śpieszyć, żeby zdążyć na most U Bein.
Na górę warto było się jednak wybrać, jeżeli już nie dla samych budowli to dla widoków na okolicę.
Załącznik:
DSC09244.JPG

Załącznik:
DSC09250.JPG

Załącznik:
DSC09251.JPG

Załącznik:
DSC09259.JPG

Załącznik:
DSC09267.JPG

Załącznik:
DSC09268.JPG

Załącznik:
DSC09272.JPG

A to most U Bein, dla którego musieliśmy porzucić wałęsanie się po pagodach Sikong:
Załącznik:
DSC09298.JPG
Załącznik:
DSC09279.JPG

Jak widać - prezentuje się trochę rozdrypowo ale jest sławny - ze względu na materiał: drewno tekowe i znaczną długość.
Śmiem przypuszczać, że obecnie jego jedyne praktyczne zastosowanie, to wabienie turystów.
Turyści dają się wabić zdjęciami zachodu słońca, a jakże, które zrobili ich poprzednicy i wrzucili do sieci.
My też poszliśmy na ten lep, wynajęli łódkę, wyciągnęli aparaty i razem z innymi czekali...
Załącznik:
DSC09309.JPG

Zachód odbył się jak należy.
Załącznik:
DSC09318.JPG

Załącznik:
DSC09316.JPG

Niestety, znowu nigdzie nie udało się kupić cukru palmowego. :cry: :cry:


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#24 PostWysłany: 26 Gru 2018 10:17 

Rejestracja: 04 Cze 2015
Posty: 226
Loty: 18
Kilometry: 92 755
niebieski
Kolejny zachód słońca w Birmie miał się odbyć już daleko od Mandalay - w Monywie.

Zanim jednak wyjechaliśmy na dobre - była Inwa do której nie zdążyliśmy wczoraj.
Przewodnik zniechęcał raczej do tego miejsca, pisząc, że za wiele to tu do oglądania nie ma.
Fatty twierdził jednak, że ludziom się z reguły w Inwie podoba i upierał się, że nas też tam
zawiezie.

Rano zatem wyjechaliśmy parę kilometrów za Mandalay i wsiedli w prom, bo cel był na drugim brzegu.
Okazało się, że na łódce się nie skończy, po drugiej stronie na turystów czekają dziesiątki dorożek.
Byliśmy zdecydowani zwiedzać na piechotę, ale jeden z naganiaczy całkiem sprawnie mówił
po angielsku i przekonywał, że to plan bez sensu.
Załącznik:
DSC09326.JPG

Załącznik:
DSC09327.JPG

I rzeczywiście.
Inwa to wiejski teren - pola, krzaki, trochę lasu, potem znów jakieś uprawy a to wszystko poprzetykane, tu i ówdzie,
budowlami, które ocalały, gdy dawną stolicę nawiedziło trzęsienie ziemi.
Widoki więc są tu całkiem sympatyczne a trek w płaskiej, nadrzecznej okolicy byłby przyjemny.
Teren jest jednak dość rozległy, więc bez dwukółki i konika - to przedsięwzięcie na cały dzień.

Ranek to dobra pora na Inwę.
Zorganizowane grupy docierają tu później, byliśmy praktycznie sami więc tym bardziej Inwa, zgodnie
z obietnicą Fattyego, nam się podobała.
Załącznik:
DSC09333.JPG

Załącznik:
DSC09338.JPG

Załącznik:
DSC09343.JPG

Załącznik:
DSC09350.JPG

Załącznik:
DSC09351.JPG

Poranna wycieczka i to, że jesteśmy bez towarzystwa ma też i ujemne strony - cała energia sprzedawców
pamiątek nie rozprasza się na boki, tylko atakuje z pełną siłą.
Trzeba się, niestety, trochę naopędzać.
Trafił mi się jednak stragan, gdzie były rzeczy z drewna wywołujące opad szczęki.
Pod wieżą strażniczą pani prowadzi działalność handlową a jej mąż, na tyłach budki - działalność produkcyjną.
Filigranowe rzeźby powstają z jednego kawałka teku, niewiarygodne, że to się nie rozleci w trakcie pracy dłutem.
Nigdzie później równie ładnych rzeczy nie spotkałem.
Załącznik:
DSC09375.JPG

Załącznik:
DSC09377.JPG

Zapomniałem, ile kosztowała dorożka - nie była to raczej kwota znacząca, zdaje się, że 8000. KYT, czyli 20 PLN mniej więcej.
Cały objazd zajął nam półtorej godziny ale gdyby nie to, że czekała droga do Monywy - pewnie pokręcilibyśmy się ciut dłużej.
Załącznik:
DSC09357.JPG

Załącznik:
DSC09358.JPG

Załącznik:
DSC09368.JPG

Na przykład o klasztorze Maha Aungmye przewodnik pisał, że pewnie najbardziej to się nim nietoperze mogą zainteresować.
Nie wiem skąd taka ocena.
Przypuszczam, że jej autorowi szkoda na dwukółkę było, obtarły go buty i chciał jak najszybciej do domu.
Załącznik:
DSC09381.JPG

Załącznik:
DSC09384.JPG

Załącznik:
DSC09388.JPG

Załącznik:
DSC09393.JPG

Załącznik:
DSC09407.JPG

Załącznik:
DSC09410.JPG

W Inwie, podobnie, jak w innych miejscach, nikt nie słyszał o cukrze palmowym. :cry:


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#25 PostWysłany: 26 Gru 2018 12:05 

Rejestracja: 04 Cze 2015
Posty: 226
Loty: 18
Kilometry: 92 755
niebieski
Monywa nie jest już takim całkiem oczywistym celem dla wycieczek i tylko niektóre biura przywożą tutaj
swoich klientów.
Pewnie dlatego, że w zasadzie to nie ma tu żadnych ważnych zabytków.
Tymczasem lokalnych turystów jest niemało.
Załącznik:
DSC09412.JPG

Wszystko za sprawą monumentalnych współcześnie postawionych świątyń.
Trzeba przyznać, że robią wrażenie i ani przez chwilę nie żałowałem, że wybraliśmy się oglądać ten "Disneyland".
(Wcale nie obrażam Birmańczyków, sami tak mówią o budowlanych dokonaniach tutejszych mnichów).

Wrażenie na odwiedzających wywoływane jest tu na dwa sposoby:
Sposób 1: ogląda się małe posągi Buddy których jest bardzo, baaardzo dużo
Sposób 2: ogląda się posągi Buddy których aż tak dużo nie ma ale same w sobie są bardzo, baaardzo duże

Wariant nr 1 jest realizowany w Thanboddhay Paya.
Wizerunków świętej postaci mają tutaj pół miliona sztuk - dużych, średnich, małych i całkiem malutkich.
Tymi ostatnimi są wyłożone kolumny wokół świątyni i ściany w środku.
Budowla robi wrażenie rozmachem, złotem, kolorami i finezyjnymi ornamentami.
A gdyby ktoś nie miał ochoty płacić 3USD za wejście do środka (a może 1USD, nie pamiętam) twierdząc, że
już dużo razy widział wnętrze buddyjskiej świątyni - tym razem powinien się jednak wykosztować.
Środek też zadziwia.
Załącznik:
DSC09415.JPG

Załącznik:
DSC09417.JPG

Załącznik:
DSC09438.JPG

Załącznik:
DSC09458.JPG

Załącznik:
DSC09462.JPG

Kawałek za miastem teren zaczyna się wznosić by później przejść w całkiem stromo nachylone wzgórze.
U jego stóp jest forma pośrednia pomiędzy "Wariantem 1" a "Wariantem 2": Ogród Tysiąca Buddów.
Też fajny.
Załącznik:
DSC09467.JPG

Gdy tylko go miniemy, w pełnej krasie pokazuje się Bodhi Tataung, czyli "Wariant 2".
Stojący Budda ma 130m wysokości i 25 pięter po których możemy w jego brzuchu chodzić, oglądając
malowidła na temat etapów ludzkiej egzystencji.
Załącznik:
DSC09474.JPG

Załącznik:
DSC09497.JPG

Jak widać, tutaj piekło jest jeszcze bardziej nieprzyjemne, bo nie tylko parzy ale jeszcze kłuje różnymi
ostrymi i niebezpiecznymi narzędziami.

Prostokąty widoczne na postaci Buddy, to okna.
Wersja leżąca też jest niczego sobie, ma blisko 100 metrów.
Na tym się sprawa nie kończy - obok powstaje kolejny monument, tym razem na siedząco.
Załącznik:
DSC09508.JPG

Załącznik:
DSC09509.JPG

Załącznik:
DSC09514.JPG

Załącznik:
DSC09515.JPG

Załącznik:
DSC09525.JPG

Załącznik:
DSC09526.JPG

Załącznik:
DSC09529.JPG

Zaraz przy bramie do Ogrodu Tysiąca Buddów jest restauracja z Myanmarskim menu.
Nie wiem, czy to skutek obecności "swojego", tj. Fattyego czy sposób funkcjonowania tutejszej gastronomii:
nie przynieśli karty dań, żeby sobie coś wybrać, tylko postawili na stole wszystko, co było w kuchni.
Jadło się tylko to, na co przyszła ochota.
Sądząc po tym, że rachunek był niewygórowany (na nasze pieniądze jakieś 50 PLN za cztery osoby) pewnie też
płaci się za to, co się zje a nie za to co trafiło na stół.
Było smacznie, więc gdyby ktoś tam był i też chciał coś przetrącić, na zdjęciu szyld restauracji.
Załącznik:
DSC09533.JPG

Załącznik:
DSC09536.JPG

Załącznik:
DSC09538.JPG

Taki sposób obsługi przydarzył się nam jeszcze w innym miejscu, więc to może powszechna metoda
karmienia.
Powszechne jest też uznanie i szacunek dla Aung San Suu Kyi, której zdjęcia ludzie wieszają sobie
w miejscach pracy.
Poniżej, w misce, cukier palmowy.
To co u nas uważa się za wyjątkowo niedietetyczne tutaj uchodzi za środek poprawiający trawienie,
bardzo zdrową rzecz, którą trzeba zakończyć każdy obiad.

Niestety, również i dzisiaj w żadnym sklepie, gdy chcieliśmy go kupić - nikt nie wiedział o co nam może chodzić. :cry:
Załącznik:
DSC09540.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#26 PostWysłany: 26 Gru 2018 12:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Lip 2017
Posty: 912
Loty: 58
Kilometry: 117 666
złoty
Może ukradnij* jedną kostkę i pokazuj ją w sklepach.

*nie zapomnij zostawić napiwku :)
_________________
Coito ergo sum
Góra
 Relacje PM off  
 
#27 PostWysłany: 27 Gru 2018 11:56 

Rejestracja: 04 Cze 2015
Posty: 226
Loty: 18
Kilometry: 92 755
niebieski
Że też nam to nie przyszło do głowy :roll:
Żeby było całkiem śmiesznie, w ostatni dzień pobytu, w Rangunie wyszedłem wieczorem z hotelu,
żeby pozbyć się resztek kyatów.
Trafiłem przecznicę dalej na sklep biedronkopodobny i tam natknąłem się na ten nieszczęsny cukier. :lol:
Góra
 Relacje PM off  
 
#28 PostWysłany: 30 Gru 2018 11:45 

Rejestracja: 04 Cze 2015
Posty: 226
Loty: 18
Kilometry: 92 755
niebieski
Gdy wieczorem, po rozstaniu z przerośniętym Buddą dotarliśmy do miasta - Monywa nas zaskoczyła.
To wcale nie jakaś miejscowość na uboczu.
Porządne hotele, centra handlowe, kilkupasmowe ulice, pomniki kogoś kto kogoś od czegoś wyzwolił - słowem prawie europejsko.

W okolicy jest pewnie uprawiana herbata, bo w hotelu był do nabycia cały wybór jej gatunków a w pokoju znaleźliśmy
zestaw dla herbacianych smakoszy: czajnik, w którym nastawiało się temperaturę 87.5 stopnia albo dla innej herbaty 82 stopnie,
ze trzy komplety różnych rodzajów naczyń do picia, tacki, łyżeczki itd. itp.
Fatty twierdził, że upraw herbaty jednak nie zobaczymy bo w Birmie są one prowadzone wysoko, w górach, poza utartą drogą.

Wcześniej napisałem, że "prawie europejsko", bo gdy odbić trochę od głównej ulicy w mieście już jest inaczej.
Wzdłuż ulicy rzędy straganów z dwoma najpotrzebniejszymi do życia towarami: jedzeniem i telefonami komórkowymi.
A kierowcy wszelkich pojazdów, niezależnie od tego ile mają kół - próbują rozjechać każdego, kto tylko postawi nogę na drodze.

Drugi raz Monywa zaskoczyła nas, gdy na takim ulicznym kramie z jedzeniem chcieliśmy sobie kupić prażone orzeszki.
Pełno tych orzeszków było, stół za stołem, lada za ladą a na nich piętrzące się, usypane z nich piramidy.
Już zabieraliśmy się za jedzenie, gdy Ela zauważyła, że te orzeszki mają nogi i czułki.
W okolicy Monywy jest jezioro wulkaniczne a w nim są uprawy spiruliny, to taka alga czy glon jakiś.
W jej towarzystwie mieszkają te robaczki, które później pełnią rolę popularnej tutaj przekąski.

Trzecie zaskoczenie miało miejsce na drugi dzień.

Pod Monywą mieszkał kiedyś alchemik, który umiał latać.
Ponieważ chętnych, żeby potrafić tak jak on - było trochę a nauka tej umiejętności chwilę trwała, powstało
osiedle wokół groty, gdzie alchemik praktykował.
Rzecz miała miejsce w XIV wieku ale budowa i zagospodarowywanie jaskiń w tej okolicy miało się dobrze jeszcze
na początku poprzedniego stulecia.

Jaskinie Hpo Win Daung i prawie nowe, w porównaniu z tymi pierwszymi: Shwe Ba Taung - okazały się jednym z najciekawszych
miejsc w Birmie, w jakie zdarzyło się nam trafić.
A wcale na ich temat w przewodnikach wiele nie ma.

Żeby jaskinie zobaczyć, trzeba zapłacić równowartość kilkunastu złotych a potem wejść w wyciosany w skale wąwóz.
Załącznik:
DSC09545.JPG


Czy to wygląda jak jaskinia?
Załącznik:
DSC09548.JPG

Kiedy już pozbieraliśmy opadnięte szczęki zabraliśmy się za organoleptyczne zbadanie tego, co zbadać się dało, czyli było
w zasięgu ręki.
Wyglądało, że tak ta jak i inne kunsztowne elewacje nie są ulepione z zaprawy, tylko zostały pracowicie wykute w kamieniu.
Załącznik:
DSC09552.JPG

Załącznik:
DSC09555.JPG

Załącznik:
DSC09556.JPG

Załącznik:
DSC09559.JPG

Załącznik:
DSC09566.JPG

Załącznik:
DSC09572.JPG

Wąwóz raz się rozszerza, raz zwęża, później droga prowadzi do przylegającej wioski.
Na koniec trafiamy na górę.
Załącznik:
DSC09573.JPG

Załącznik:
DSC09578.JPG

Załącznik:
DSC09582.JPG

Załącznik:
DSC09589.JPG

Załącznik:
DSC09595.JPG

Załącznik:
DSC09601.JPG

Załącznik:
DSC09604.JPG

Wtedy wydaje się, że to już koniec, w końcu czego więcej oczekiwać?!
A tymczasem - niespodzianka.
To był dopiero początek.
Najciekawsze jaskinie, te najstarsze ciągną się przez ładnych parę kilometrów.
Załącznik:
DSC09618.JPG

Załącznik:
DSC09620.JPG

Załącznik:
DSC09622.JPG

Wnętrza niektórych bardzo dobrze się zachowały, trzeba zdjąć buty, żeby wejść do środka.
Załącznik:
DSC09626.JPG

Załącznik:
DSC09630.JPG

Załącznik:
DSC09632.JPG

Załącznik:
DSC09634.JPG

Innych turystów z Europy, jeśli mnie pamięć nie zawodzi, tutaj nie spotkaliśmy.
Pewnie nie zaglądają tu za często, bo jeszcze bardziej, niż w innych miejscach budziliśmy zainteresowanie.
Zainteresowanie, zresztą - obustronne.
Załącznik:
DSC09654.JPG

Załącznik:
DSC09635.JPG

Załącznik:
DSC09639.JPG

Załącznik:
DSC09647.JPG

Załącznik:
DSC09649.JPG

Załącznik:
DSC09653.JPG

Pewnie trochę przydużawo tych zdjęć, ich ilość jest proporcjonalna do zachwytów dla miejsca.
Załącznik:
DSC09656.JPG

Załącznik:
DSC09661.JPG

Załącznik:
DSC09662.JPG

Załącznik:
DSC09664.JPG

Załącznik:
DSC09666.JPG

Załącznik:
DSC09671.JPG

Załącznik:
DSC09672.JPG

Ofiarą jaskiń stał się klasztor w Mt.Popa.
Zrobiło się późno i trzeba było zrezygnować z dalekiej jazdy.
Późnym popołudniem znaleźliśmy się w Bagan.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#29 PostWysłany: 01 Sty 2019 11:07 

Rejestracja: 04 Cze 2015
Posty: 226
Loty: 18
Kilometry: 92 755
niebieski
Każdy, komu tylko do głowy przyszło, żeby do Birmy zajrzeć o Bagan musiał usłyszeć.
W XI wieku tutaj była kolebka państwa.
Dzisiaj jest to turystyczny "TOP ONE" Myanmy i kto tylko Myanme zwiedza - tutaj BEZWZGLĘDNIE powinien przyjechać.

Hotel a w zasadzie hotelik który trafił się nam sprawiał wrażenie pozostającego na uboczu.
Asfalt kończył się ze trzy przecznice wcześniej a wieczorem drogę tutaj oświetlał wyłącznie, wspomniany wcześniej,
birmański księżyc.
Załącznik:
DSC09690.JPG

Załącznik:
DSC09685.JPG

Hotelik był czysty, miał fajny ogród a śniadania serwował na tarasie.
A z tarasu widać było TO:
Załącznik:
DSC09698.JPG

Załącznik:
DSC09700.JPG

I właśnie dla tych tysięcy, tak: tysięcy, stup i świątyń do Bagan się przyjeżdża.

Planując wyjazd mieliśmy parcie, żeby koniecznie szukać noclegów w pobliżu zabytków.
Tutaj są dwie miejscowości: Old Bagan i New Bagan.
Pierwsza, otoczona historycznymi murami druga natomiast, jak można się spodziewać - powstała współcześnie,
i jest złożona z ulic połączonych w regularną kratkę.
Hoteli w starym Bagan za wiele na Booking nie było, a te które się ogłaszały - do tanich nie należały.
Z żalem zatem wybraliśmy nocleg w nowej części miasteczka.

Na miejscu okazało się, że nie ma to praktycznie żadnego znaczenia:
zabytki są rozrzucone na tak dużym obszarze, że w zasadzie z każdego miejsca jest blisko (wersja dla optymistów)
albo z każdego miejsca jest daleko (wersja dla malkontentów).

Zorganizowane grupy zajeżdżają tutaj autobusem pod dwie, trzy największe świątynie (obowiązkowo: Ananda i Swezigon)
a potem są pakowane do dwukółek, takich jak w Inwie, i robią godzinny objazd po okolicy.
Taką bryczkę właśnie chciałem poszukać i wynająć.
Żona wprawdzie twierdziła, że wszyscy tutaj, jeżeli tylko nie boli ich noga albo nie cierpią na jakieś inne dolegliwości ruchowe,
korzystają z e-bików, to jednak wiedziałem, że:
* akumulator się nam wyczerpie po drodze i będziemy musieli pchać dziadostwo,
* na pewno na tych polno-leśnych drogach złapiemy gumę i będzie j.w.
* taki elektryczny silniczek jest za słaby i zamiast jechać to j.w.
* zagrzęźniemy w piachu
* wywrócimy się
* a jak już to dziadostwo będziemy pchać / holować, to zabłądzimy w nocy na bezdrożach.
* a tak w ogóle - na pewno nie będzie tych e-bików gdzie pożyczyć i będą bardzo drogie.

Wypożyczalnia skuterów była jednak 30 metrów od hotelu, za skuter na cały dzień chcieli równowartość 15 PLN,
i wizja bryczki - przepadła bezpowrotnie.
Zresztą z nią też mogło być niewesoło i koń mógł np. kopnąć.

Na polne drogi można wjechać już w New Bagan i na dobrą sprawę, te najbardziej klimatyczne miejsca, gdzie nie ma
jeszcze wycieczek ani sprzedawców i tylko samotny Budda siedzi pod daszkiem - są właśnie tutaj.
Załącznik:
DSC09701.JPG

Załącznik:
DSC09712.JPG

Załącznik:
DSC09738.JPG

Załącznik:
DSC09741.JPG

Załącznik:
DSC09744.JPG

Drogi a czasem tylko ścieżki są oznaczone z rzadka - drogowskazy stoją jedynie przy większych zabytkach.
Trzeba jechać na wyczucie, z tym akurat jakoś sobie zawsze radziłem.
Ale nawet jeżeli ktoś nie bardzo odróżnia prawo od lewo, czyli tego drugiego prawo, - nie powinien zabłądzić.
Teren, po którym trzeba się poruszać jest ograniczony dwoma asfaltowymi drogami i jeśli stracimy orientację -
prędzej czy później na którąś trafimy.
Załącznik:
DSC09759.JPG

Załącznik:
DSC09764.JPG

Załącznik:
DSC09766.JPG

Załącznik:
DSC09771.JPG

Załącznik:
DSC09776.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#30 PostWysłany: 02 Sty 2019 00:05 

Rejestracja: 04 Cze 2015
Posty: 226
Loty: 18
Kilometry: 92 755
niebieski
Wiele świątyń jest do siebie podobnych ale też często jest tak, że w danym miejscu zobaczymy coś niepowtarzalnego.
Na przykład widoczne dalej freski pochodzą z XII wieku a trafiliśmy na nie w pagodzie Sulamani.
Trzeba się zatem strasznie namęczyć z tym Bagan, bo jeżeli tylko gdzieś za krzakami widać jakąś kolejną kopułkę,
to należy tam skręcić i sprawdzić czy to aby nie coś istotnego.
Około drugiej po południu doszliśmy jednak do wniosku, że wszystkich dwóch tysięcy pagód nie zdążymy oblecieć
- i zaczęliśmy zwiedzać po łebkach.
Załącznik:
DSC09811.JPG

Załącznik:
DSC09819.JPG

Załącznik:
DSC09827.JPG

Załącznik:
DSC09831.JPG

Załącznik:
DSC09838.JPG

O ile kramy z pamiątkami nie są moim hobby to tutaj całkiem mi się podobały.
Najbardziej rzeczy z laki.
Pudełeczka na zdjęciu mogą być puste ale też zawierać figurki do szopki bożonarodzeniowej (w Birmie jest też sporo
chrześcijan) albo podkładki pod piwo - zostaliśmy posiadaczami obydwu wersji.
Wzorki na wieczku wyglądają na nadruk maszynowy - ale tak nie jest.
Są wklęsłe, czyli zostały wydrapane a później pokolorowane.
Całkiem możliwe zatem, że zgodnie z zapewnieniami sprzedawców są zrobione ręcznie.
Załącznik:
DSC09780.JPG

Załącznik:
DSC09786.JPG

Załącznik:
DSC09906.JPG

Załącznik:
DSC09902.JPG

Zabytki bliżej Old Bagan i brzegów Irrawadi są zdecydowanie liczniej odwiedzane przez turystów.
Mają lepiej opisaną w przewodnikach historię a Ananda i Shwezigon - są odnowione i dobrze utrzymane.
Stanowią też miejsce kultu religijnego, więc tym bardziej ludzi jest więcej.
Ananda została odnowiona przez specjalistów z Indii.
Wszystko jest tutaj na swoim miejscu i może dlatego gdzieś gubi się klimat Baganu.
Albo tak się nam tylko wydawało, bo wszyscy zrobili się głodni.
Po drodze była fajna restauracja i potem znów wszystko było ładne.
Załącznik:
DSC09949.JPG

Załącznik:
DSC09839.JPG

Załącznik:
DSC09857.JPG

Załącznik:
DSC09858.JPG

Załącznik:
DSC09876.JPG

Załącznik:
DSC09877.JPG

Załącznik:
DSC09885.JPG

Załącznik:
DSC09894.JPG

Shwezigon to stupa stup: ponoć była pierwsza i na niej były wzorowane wszystkie inne, jak to nazwał
brat Eli: "gustowne kopczyki".
Zapewne to uprawnia pagodę do odpowiednio dużej porcji drogiego kruszcu i jest najbardziej złota ze wszystkich
wcześniej zobaczonych złotych pagód.
Załącznik:
DSC09917.JPG

Załącznik:
DSC09919.JPG

Załącznik:
DSC09922.JPG

Załącznik:
DSC09924.JPG

Załącznik:
DSC09939.JPG

Włóczyliśmy się na tych skuterach do późna.
Na zachód słońca warto wybrać się w okolice stupy Bupaya.
Jest ładny widok na rzekę i to "złote jajko", które, wprawdzie po rozmaitych rekonstrukcjach, ale stoi tu od III wieku!
Załącznik:
DSC09950.JPG

Załącznik:
DSC09955.JPG

Załącznik:
DSC09968.JPG

Załącznik:
DSC09980.JPG

Załącznik:
DSC09991.JPG

Załącznik:
DSC09995.JPG


Zachęceni tym, że żadnej krzywdy, poza kilkoma siniakami, na skuterach sobie nie zrobiliśmy,
na drugi dzień próbowaliśmy szczęścia z balonem.
Załącznik:
DSC00014.JPG

Załącznik:
DSC00026.JPG

Załącznik:
DSC00029.JPG

Załącznik:
DSC06295.JPG

Potem wróciliśmy samolotem do Rangunu.
Była niedziela a w niedzielę chodzimy do kościoła, jeżeli się da.
W Rangunie dało się a kościół był wypełniony po brzegi.
Jeżeli ktoś nie ma takiego zwyczaju, jak my - też warto się wybrać i nie tyle zobaczyć, co posłuchać -
oprawa muzyczna jest wyjątkowa.

Miasto objechaliśmy taksówką, specjalnie piękne nie jest.
Za to obiad w najporządniejszej, podobno, restauracji w Pałacu Karawaik, kosztował tyle samo, co w zakurzonej
budzie przy drodze w Bagan.
Załącznik:
DSC00111.JPG


Następnego dnia udało się szczęśliwie wrócić do Polski.
Tym razem Airbus był wypełniony jak należy.
----------
Koniec.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#31 PostWysłany: 05 Sty 2019 17:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 275
srebrny
@TikTak, dziękuję za kolejną, cudowną relację! I ponownie muszę napisać - uwielbiam Cię! :D Twoje poczucie humoru rozkłada mnie na łopatki :D
Może pokusiłbyś się o ogólne podsumowanie kosztów?
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915
Góra
 Relacje PM off
TikTak lubi ten post.
 
 
#32 PostWysłany: 06 Sty 2019 10:50 

Rejestracja: 04 Cze 2015
Posty: 226
Loty: 18
Kilometry: 92 755
niebieski
Właśnie zabrałem się za niedzielną poranną kawę.
To najmilsza niedzielna poranna kawa ever.
Dziękuję! :oops:
Wybraliśmy się w ten rejon również za Twoją sprawą, po lekturze relacji z wyprawy do Kambodży.
W podstawówce też miałem taką koleżankę - Magdę i ona również ZAWSZE pisała lepsze wypracowania :)

=================================

W Birmie byliśmy rozrzutni i wydaliśmy więcej pieniędzy niż to było konieczne.

Wydatki na osobę były następujące:
* Samolot Warszawa-Rangun-Warszawa 2100.- PLN
* Dwa przeloty wewnętrzne Rangun-Heho, Bagan-Rangun 700.- PLN
* Pozostałe wydatki, w tym:
* hotele,
* samochód,
* wstępy,
* jedzenie,
* 18 jadeitowych słoni, a nie, przepraszam, na osobę to będzie 6 słoni,
* 3 szopki bożonarodzeniowe,
* 3 komplety podkładek z laki pod piwo,
* 3 szaliczki typu: "ooo..., Mila popatrz jaki śliczny szaliczek" - ja szaliczka
nie dostałem, ale i tak wychodzi po trzy na głowę,
* 0.66666 srebrnych koralików ( kupiliśmy dwa komplety, też oczywiście ślicznych, koralików, więc
średnio wychodzi taka nieokrągła ilość na osobę, bo ja koralików nie noszę)
* 0.33333 DREWNIANA ŻABA Ha! nareszcie coś dla mnie! Żaba jest super! Ma w komplecie patyczek
i jak tym patyczkiem jeździć jej po grzbiecie - to rechoce.
* 0.66666 longyi, nie będę chodził w spódnicy, nawet jak pisze, że to męska,
* 0.33333 karty SD, bo ilość zdjęć, jakie trzeba było zrobić, przerosła moje najśmielsze oczekiwania,
* gong buddyjski,
* 0.33333 książki o historii Buddy,
* 0.33333 bardzo pięknej rzeźby z nenufarami,
1000 USD, czyli 3800.- PLN
=================================================================
WSZYSTKO RAZEM 6600.- PLN / osobę

Do tego jeszcze balon.
Ale nie napiszę ile kosztował.

Pozdrawiam
Tomek
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
pestycyda uważa post za pomocny.
 
 
#33 PostWysłany: 06 Sty 2019 13:45 

Rejestracja: 06 Gru 2016
Posty: 71
Loty: 28
Kilometry: 46 189
Rewelacja! Jak zawsze zresztą :D Nicka z początku nie skojarzyłam, ale styl od razu wydał sie znajomy :D
Co do tych balonów, to ze zdjęć mi wychodzi, że fajnie też zostać na ziemi i sobie te balony na tle wshodzącego słońca oglądac :D
I pytanie konkretne: jakby tak se chciał Waszą trasę zrobić bez kierowcy, a tylko komunikacją, z przeproszeniem, publiczną, to dałoby radę? Pewnie trzeba by dorzucić z tydzień na samo przemieszczanie sie :D
Góra
 Relacje PM off  
 
#34 PostWysłany: 06 Sty 2019 20:41 

Rejestracja: 04 Cze 2015
Posty: 226
Loty: 18
Kilometry: 92 755
niebieski
Dziękuję i bardzo się cieszę, że nie wyszło nudno - tym razem wyjazd był nad wyraz spokojny.
Nie pomagaliśmy szukać zgubionej narzeczonej, nie było trzęsienia ziemi, jak zdarzyło się kiedyś -
słowem nie bardzo jest o czym pisać. :D

Jeżeli oprzeć się na komunikacji "publicznej" też nie powinno być źle i dużo więcej czasu nie stracimy.
Podaż różnego rodzaju usług lokomocyjnych jest duża i w miarę szybko można coś trafić - tuk-tuka, taxi,
orurowanego pickupa, który tutaj występuje zamiast mikrobusów.

Uznaliśmy jednak, że przy trzech osobach - taksówka na stałe nie wyjdzie dużo drożej,
a nie trzeba ciągle szukać i targować się o cenę.

Poza dłuższymi trasami, takimi jak np. Rangun - Bagan, Rangun - Mandalay, tak czy inaczej jesteśmy
skazani na taksówki - coś takiego jak autobus miejski nie rzuciło mi się w oczy.
Kierowca znający choć kilka słów po angielsku - wcale tak często się nie zdarza.
A jeszcze taki, który nie będzie żuł betelu to już zjawisko niespotykane jak biały słoń.
Warto więc pewnie zaprzyjaźnić się na dłużej, jeżeli już ktoś sensowny za kółkiem nam się trafi.
Góra
 Relacje PM off
kat_lee uważa post za pomocny.
 
 
#35 PostWysłany: 11 Sty 2019 18:00 

Rejestracja: 28 Sie 2017
Posty: 86
niebieski
Dzieki wielkie za napisanie tej relacji, swietnie sie czytalo. Informacje napewno sie przydadza na ten lub przyszly rok :)
Góra
 Relacje PM off
TikTak lubi ten post.
 
 
#36 PostWysłany: 13 Sty 2019 10:20 

Rejestracja: 04 Cze 2015
Posty: 226
Loty: 18
Kilometry: 92 755
niebieski
Dziękuję @kaya i przesyłam migawki z Rangunu.
Gdy będziesz się wybierać do Birmy - nie uwierz, że to nieciekawe miasto.
Pozdrawiam :P
Tomek
Załącznik:
DSC00097.JPG

Załącznik:
DSC00105.JPG

Restauracja w Karawaik.
Consierge przy wejściu, odźwierni w strojach ludowych, wewnątrz scena a na niej harfistka -
powodują, że człowiek łapie się za portfel i w pierwszym odruchu chce stąd uciekać.
Tymczasem: niespodzianka - porządny lunch z przystawkami i deserem, to niecałe 30PLN, po przeliczeniu.
Załącznik:
DSC00116.JPG

Załącznik:
DSC00130.JPG

Załącznik:
DSC00137.JPG

Załącznik:
DSC00149.JPG

Załącznik:
DSC00150.JPG

Załącznik:
DSC00160.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
cyberpunk64 uważa post za pomocny.
 
 
 [ 36 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group