Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 15 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 11 Lis 2017 22:39 

Rejestracja: 13 Kwi 2015
Posty: 1208
złoty
Wstęp

Dlaczego Izrael ? W sumie zadecydował przypadek. W lutym tego roku przyszła na świat moja córeczka Maja. Żona nie za bardzo miała (i na razie to podtrzymuje) ochotę na podróże dłuższe niż 300 km autem, więc rodzinnie zostaje nam podróżowanie po Polsce. Ja już od jakiegoś czasu nie mogłem usiedzieć w miejscu, nosiło mnie okropnie żeby gdzieś polecieć, ale byłem każdorazowo skutecznie sprowadzany na ziemię. I teraz tak sobię myśle, że to chyba dobrze. Wprawdzie czytałem już niejedną relację z podróży z na prawdę małymi dzieciaczkami i jeśli obie strony się na to zgadzają to świetnie, ja przyklaskuję. Jeśli chociaż jedna strona oponuje to na prawdę nie ma to większego sensu. Żona powoli nabiera ochoty na wyjazd, córka troszkę podrośnie i w przyszłym roku ruszamy na Maltę (nie ma wyjścia, już klepnąłem bilety :D)
Tymczasem zawarliśmy taki układ, że jak miałbym ochotę i kumpli chętnych na jakiś niedługi wypad to ona jest "na tak". Jakie były tego konsekwencje - o tym za chwilę ;)

Pod koniec maja nasz narodowy przewoźnik uraczył nas mega tanimi lotami z regionów do Tel Aviwu. Z Wrocławia, Lublina, Poznania a także z Warszawy do stolicy Izraela można było polecieć za na prawdę śmieszne pieniądze.
I to było to. Nie wahałem się ani chwili i w ciągu kilku sekund nabyłem bilety w zawrotnej cenie 38 zł RT. Początkowo zastanawiałem się nad jednodniówką, ale z drugiej strony szkoda było lecieć w tamte rejony na 1 dzień, bo nie wiadomo kiedy się tam mogę następny raz pojawić. Urlopu nie zostało mi już za wiele, więc na zasadzie konsensusu wybrałem opcję 3 dni na miejscu i 2 noclegów przy bardzo korzystnym z tej perspektywy układzie lotów: do TA wcześnie rano, odlot wieczorem.

Skontaktowałem się z moim dobrym kumplem, który też lubi wypady trochę spontaniczne (w rozumieniu - jest dobra promka, lecim !). Długo się nie zastanawiał, mało tego dokooptował jeszcze jednego wspólnego znajomego. Zapowiadało się dobrze - Tel Aviv, 3 dni, męski wypad. Profilaktycznie nie zeznałem jeszcze żonie że jedziemy i przede wszystkim gdzie i skąd ;)
Wybór padł na Lublin, nie bez przyczyny - szybko sobie wymyśliłem, że podczas gdy ja będę w Izraelu, żonę i córkę zawiozę do dziadków do Kielc. Żona nie będzie sama, dziadkowie będą wniebowzięci, ja spokojnijszy o nie - sytuacja "win win".
Mieliśmy już bilety i trochę czasu na ogarnięcie noclegów. Wiedziałem że jest tam drogo, dlatego czekałem na jakiś dobry strzał. I na szczęście się pojawił ze strony Expedii, która po zaaplikowaniu odpowiedniego kodu zcinała kwotę o połowę !
Pozostała kwestia dojazdów do Lublina. W początkowej wersji zakładałem, że pojedziemy autem, zostawimy je w Lublinie i transportem miejskim udamy się na lotnisko (nie znalazłem tańszego parkingu na 3 dni za mniej niż 100 zł więc uznałem że to za drogo). Koledzy jednak przekonali mnie, że warto pojechać busem - raz że upolowaliśmy na polskimbusie bilety po kilka złotych, dwa - każdy mógł napić się piwka co ostatecznie przeważyło szalę ;)

Pozostało najtrudniejsze - poinformować żonę. W końcu zebrałem się w sobie i zaczynam:

"Pamiętasz jak kiedyś rozmawialismy, że jak będę miał ekipe to moglibyśmy gdzieś pojechać na jakiś męski wypad, żeby był "wilk syty i owca cała"
- No pamiętam i co masz coś ?
"No tak tak, widzisz, udało się zmontować ekipę, bilety były prawie za darmoszkę i w listopadzie byśmy polecieli, ok ?
- Mhm, no spoko, tak się umawialiśmy. A gdzie lecicie ?
"No wiesz co, dobra opcja była to wzięliśmy Izrael..."
- Ty chyba zwariowałeś ! Izrael, przecież tam jest wojna !

I tutaj czar prysł :D

Na szczęście udało mi się wytłumaczyć, że nie ma się czego bać, ale profilaktycznie nie wspominałem za często o przygotowaniach ;)

Ten Izrael niby "zrodził się" z przypadku, ale w zasadzie świetnie się złożyło - w Ziemi Świętej mogłem podziękować Bogu za świetny 2017 r., zarówno pod względem zawodowym jak i przede wszystkim za Maję która urodziła się zdrowa i za żonę, że przez ten cały czas była bardzo dzielna.

Wyruszaliśmy w poniedziałek z samego rana. Nigdy nie byłem w Lublinie, koledzy również więc zdecydowaliśmy by oni wyruszyli rano z Krakowa, ja do nich dołączę w Kielcach i pół dnia będziemy mogli spędzić na zwiedzaniu.Moje dziewczyny zostały bezpiecznie odstawione, my dobraliśmy nocleg w hostelu i w ten sposób mogliśmy zacząć operację "Izrael".


Dzień 0 - Lublin

Słowo się rzekło, chłopaki o 9 wyruszyli z Krakowa, ja dołączyłem w Kielcach. Dawno się nie widzieliśmy, więc podróż zleciała bardzo szybko. Przed 15 byliśmy na miejscu.

Nie będę zmyślał, że Lublin mnie oczarował. Jak dotarliśmy na "dworzec" PKS (cudzysłów nieprzypadkowo) to czułem się trochę jak w Krakowie z 15 lat temu gdy jeszcze stał Bar "Smok". Okolica delikatnie mówiąc niezachęcająca. Na szczęście później już było lepiej. Zostawiliśmy bagaże w hostelu i ruszyliśmy w miasto.

Centrum jest skoncentrowane wzdłuż ulicy Krakowskie Przedmieście przechodzącej z jednej strony w Al. Racławickie (tutaj podróż zakończyliśmy na Ogrodzie Saskim), z drugiej strony od Bramy Krakowskiej okoliczne uliczki prowadzą do lubelskiego Zamku. I z tej strony miasto wydaje się już bardziej przyjazne, aczkolwiek mam wrażenie, że jednak czas się tu trochę zatrzymał.

Skupiliśmy się na ścisłym centrum: Zamek lubelski, Plac po Farze, Brama Krakowska, Krakowskie Przedmieście, Plac Litewski i Ogród Saski. Po takiej wycieczce należało nam się miejsce siedzące w jednej z knajp z craftem :). Wylądowaliśmy ostatecznie w "Św. Michał pub regionalny" - bardzo dobry wybór, ponad 20 craftów z kija. "Kranoszwędanie" miało być jednym z naszych celów w Izraelu. Jeszcze nie podejrzewaliśmy, że będą to pierwsze i ostatnie dobre piwka podczas tego wyjazdu i cel pierwotny ulegnie "delikatnej" modyfikacji :D. I tak sobie piwkując, powoli nakreślał nam się plan zdobywania Ziemi Świętej. Nie przesadzaliśmy zbytnio, musieliśmy się wyspać, bo następny dzień miał obfitować w masę atrakcji

Pozostawała jeszcze kwestia zdobycia "ichniejszej" waluty. W Krakowie było ciężko, a jak już w kantorze cokolwiek mieli to po zbójeckim kursie. Zakładałem ,że w Lublinie będzie łatwiej, np. z racji lotów LUZ-TLV.Faktycznie było, ale kurs podobne jak w Krakowie ~117 zł za 100 ILS - zdecydowanie za drogo. Zdecydowałem, że wezmę ze sobą kartę dolarową, plus wymieniłem jeszcze co nieco PLN na USD. I było to dobre rozwiązanie.

Plan zakładał pobudkę o 4 rano, 45 min. później siedzieliśmy już w miejskim autobusie na lotnisko.

CDN

Załączniki:
IMG_20171105_152759.jpg
IMG_20171105_152759.jpg [ 336.01 KiB | Obejrzany 4623 razy ]
Komentarz do pliku: Przedsiębiorczość - level Lublin
IMG_20171105_165930.jpg
IMG_20171105_165930.jpg [ 443.58 KiB | Obejrzany 4671 razy ]
IMG_20171105_152600.jpg
IMG_20171105_152600.jpg [ 439.01 KiB | Obejrzany 4671 razy ]
IMG_20171105_145122.jpg
IMG_20171105_145122.jpg [ 187.98 KiB | Obejrzany 4671 razy ]
IMG_20171105_152447.jpg
IMG_20171105_152447.jpg [ 425.26 KiB | Obejrzany 4671 razy ]


Ostatnio edytowany przez Kravkrk 12 Lis 2017 00:02, edytowano w sumie 4 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
      
#2 PostWysłany: 11 Lis 2017 22:56 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 713
Loty: 20
Kilometry: 36 400
złoty
Koledzy nie zgodzili sie na pokazanie twarzy, a rodzina z dzieckiem tak ? ;)



Wysłane z telefonu przy użyciu Tapatalka
Góra
 Profil Relacje PM off
Kravkrk lubi ten post.
 
      
#3 PostWysłany: 11 Lis 2017 23:41 

Rejestracja: 13 Kwi 2015
Posty: 1208
złoty
@brzemia, dzięki za uwagę, będę miał to na względzie w kolejnych częściach.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#4 PostWysłany: 12 Lis 2017 10:00 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 713
Loty: 20
Kilometry: 36 400
złoty
Mi bardziej chodziło w drugą stronę co sugerował uśmieszek na końcu.
Większość relacji na f4f jest bez zakrywania twarzy.
Wszystkie relacje z zamazywaniem twarzy są gorsze o odbiorze, bo źle się ogląda takie zdjęcia, szczególnie z białymi kwadratami na twarzach.
Nie zepsuj ładnej relacji tym kwadratami, no chyba ze koledzy tak narozrabiali ze chcą być niewykrywalni.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#5 PostWysłany: 13 Lis 2017 02:34 

Rejestracja: 13 Kwi 2015
Posty: 1208
złoty
Dzień 1 – Tel Aviv

Mniej więcej po 30 min podróży linią nr 5 byliśmy na lotnisku. Jest ono bardzo małe także nawet jakbyście chcieli, nie sposób się na nim zgubić ;)

Image

Mieliśmy ok. godzinę do odlotu, lecieliśmy tylko podręcznym bagażem, kart pokładowe wcześniej wydrukowane. Przejście przez security zajęło może 10 min. Nasz Boing 737-400 już czekał.

Image
Godzina wczesno poranna naturalnie skłaniała do snu, tym bardziej, że mieliśmy miejsca w rzędzie awaryjnym. Po 3 godzinach ukazała się nam izraelska ziemia.

Image
Image

Wiele osób na forum pisało o tym, że trzeba się w Izraelu przygotować na specyficzną (z naszego europejskiego widzenia) kontrolę paszportową/bezpieczeństwa. Byłem bardzo ciekawy jak to się u nas rozegra, zachowywaliśmy się spokojnie, bez żadnych podśmiechujek, w paszportach nie mieliśmy „wbitek” państw arabskich, więc teoretycznie nie było się czego bać, ale nigdy nie wiadomo co akurat celnikowi się upatrzy.

Na szczęście poszło gładko. Zostałem zapytany o cel wizyty w Izraelu (tourist, little holiday), jakie miejsca planuję odwiedzić, z kim podróżuję – tutaj na prośbę pani celnik wskazałem z kim przyleciałem. Miałem świeżutki paszport i padło pytanie, czy jest to pierwsza podróż z nim i czy mam przy sobie stary paszport (był nieważny co wskazałem). I to wszystko, na karteczce dostaliśmy niebieską wizę i Welcome to Israel ! Trochę mi ulżyło, bo nastawiony byłem na ostrzejsze trzepanie, a było dużo lepiej niż zakładałem. Natomiast gdybym odbył taką podróż jeszcze raz, nastawiłbym się tak samo.

Wychodząc z Terminala nr3 i skręcając w lewo koło wielkiej Menory dojdziemy do stacji pociągu do centrum Tel Avivu.
Image

Image
W niebieskim automacie zaopatrzymy się w bilety – 1 normalny w jedną stronę (by kupić bilet RT trzeba mieć izraelską RAV-KAV Card) w cenie 13,5 ILS. Mieliśmy w planie tylko podróż z/na lotnisko a różnica w cenie wynosiła 6 ils, więc zbytnio nie zgłębialiśmy tematu ów karty. W części automatów zapłacimy tylko kartą, część przyjmuje też szekle. Widać od razu na nim możliwość zmiany języka na angielski, cały proces zakupu jest bardzo prosty, należy tylko wybrać stacje i rodzaj biletu.

Przy płatności kartą za 3 bilety 40,5 ILS policzyło mi 1 USD – 3,49 szekla także całkiem nieźle, najlepszy jaki widziałem podczas pobytu wynosił 3,52.
Podróż na stację HaShalom trwała ok. 20 min. Jak wspomniałem hotel mieliśmy tuż przy plaży, słońce pięknie prażyło, wiał lekki wietrzyk – taką pogodę to ja rozumiem ! Szybko wskoczyliśmy w krótkie spodenki i sandały i spacerkiem, zaznajamialiśmy się ze stolicą Izraela.

No właśnie, apropos stolicy to jest to ciekawa historia. Konstytucyjną stolicą i siedzibą władz jest Jerozolima, chociaż większość państw nie uznaje suwerenności Izraela nad tym świętym miastem i utrzymuje przedstawicielstwa w Tel-Avivie. Wojska izraelskie zajęły jej część podczas wojny 6-dniowej w 1967 r. a 13 lat później ogłosili zjednoczenie Jerozolimy jako stolicy Państwa Izrael, co zostało skrytykowane przez ONZ. Status międzynarodowy Jerozolimy nadal pozostaje nierozstrzygnięty i jest jednym z zarzewi konfliktu palestyńsko-izraelskiego.

Po dotarciu do hotelu i zameldowaniu my musieliśmy rozwiązać mały konflikt, ponieważ został na przydzielony pokój owszem – 3 osoby ale z jednym pojedynczym i jednym podwójnym łóżkiem co nam się nie spodobało, bo wyraźnie zaznaczyłem w rezerwacji – „3 beds”. „Nasz” pokój dostali rosjanie, co ciekawe dwójka. Próbowaliśmy się z nimi dogadać – mieli dostać nasz większy pokój, z dwoma łóżkami i balkonem, ale ku naszemu zaskoczeniu nie chcieli :shock: Na szczęście dodatkowy materac załatwił sprawę. Nie chciało nam się dłużej dyskutować z obsługą, wyżyję się na nich oceniając hotel po powrocie :D

Bliska odległość morza, chęć poleżenia plackiem i chociaż krotkiego odpoczynku zwyciężyła i wylądowaliśmy na plaży nomen-omen Jerusalem. Wczesne popołudnie upłynęło pod znakiem chill outu.
Image
Image
Image
Image
Image


Przy okazji poszukiwania jadłodajni przeżyliśmy twarde zderzenie z izraelskimi cenami. Mieliśmy świadomość że nie jest tam tanio, ale trochę przekroczyło to nasze wyobrażenie. Po ok. 30 min poszukiwań czegoś poniżej 50 szekli za coś konkretnego stanęło na shawarmie 2 budynki od naszego hotelu :D w cenie 35 ils. I jej jakość i wielkośc zrekompensowały w jakimś stopniu cenę. Pierwszy raz jadłem mięso przyprawiony w taki sposób. Trzykrotnie podczas tego wyjazdu jadłem shawarmę, ta pierwsza była zdecydowanie najlepsza (i najtańsza).

Następnie to co lubimy najbardziej – piwko i spacer po promenadzie. Oczywiście nie mogło być tak kolorowo jak zakładaliśmy bo po wizycie w 3 małych sklepach poddaliśmy się – pragnienie wygrało i nabyliśmy paskudnego Tuborga w zbójeckiej cenie 11,9. Na pocieszenie powiem, że było to najdrosze piwo podczas tego wyjazdu i wymagało odpowiedniej celebracji ;).
Promenada jest całkiem przyjemna, szeroka, podczas pobytu część była w remoncie, także kilka razy roweroryści nas obtrąbili :P

Image
Image


Właśnie ! Trąbienie. W Tel avivie trąbią wszyscy na wszystkich, trąbią nawet jak nic przed autem nie ma, stwierdziliśmy że pewnie coby światło zmienić :D

Celem była Wieża Zegarowa, Port i nieczynna latarnia morska, a stamtąd poszliśmy w górę na Starą Jafę – kiedyś odrębne miasto, dzisiaj dzielnica Tel Avivu, która mnie osobiście bardzo przypadła do gustu, zwłaszcza wieczorem charakterystyczne budynki z białego kamienia dają świetny klimat. Warto się tu przejść na dłuższy spacer.

Image
Image
Image
Image

Image
Image
Image
Image
Image
Image

Mineliśmy też XII-wieczny meczet Mahamoudia

Image

Mieliśmy też oczywiście chętkę na kolejny złocisty napój, ale ceny przy porcie (35-50 szekli) skutecznie wybiły je nam z głowy. W sumie trochę się zgubiliśmy i szliśmy tam gdzie nogi poniosły. Kolejny sklep który odwiedziliśmy uraczył nas już lepszymi cenami – 8,9 ils za jakiegoś ichniejszego dark lagera. Dało się to wypić, miało procenty i o sprawie należy zapomnieć :D

I nie ma tego złego coby na dobre nie wyszło, bo zupełnym przypadkiem trafiliśmy na izraelskie Eldorado ! Nazwę ją „biedrą z Tel Avivu”. Wreszcie akceptowalne ceny (nie tylko piwa) , ale owoców, art. spożywczych, napojów, ciastek. Zdecydowanie polecam, były tu najniższe ceny z jakimi zetknąłem się w Tel-Avivie i Jerozolimie. Holsteny w 4-paku za 14 ILS choć paskudne, zdobyły nasze serca (i nie tylko :lol:)

Image

W dobrych humorach kontynuowaliśmy wieczorne zwiedzanie. Nie mieliśmy w planach tego wieczora wpadać na Carmel Market. W przewodniku przeczytalem: „trzeba przygotować się na specyfikę miejsca: rynsztok płynący środkiem ciągu pieszego (...)”. Krótka piłka – idziemy tam bo to pewnie jakieś bajdurzenie ! Poza tym Mieliśmy ochotę na falafela.
Image
No cóż...jednak mieli rację. Ciężko było spacerować, odór był okropny. Poza tym, zgodnie z przewidywaniami prawie wszystko było zamknięte. Prawie, bo jednak jedno stoisko jeszcze było otwarte. Falafel nietani (17 ILS) ale jako że gość już szykował się do zamknięcia to dostaliśmy takie porcje, że specjalnie nie narzekaliśmy. Niech zdjęcie Was nie zmyli, w środku serio wszystkiego było dużo.
Image

Podczas rozmów z Żydami, często przewijał się motyw wspólnej polsko-żydowskiej historii i powiązaniach. Właściciel miał rodzinę w Lublinie, która po II WŚ wyemigrowała i osiadła w Tel Avivie. Co chwilę pytał: „ Very good falafel ?” odpowiadaliśmy „Very good, very good”. I tak kilka razy :lol:

Image

Dokładne zapoznanie się z Bazarem Carmel mieliśmy w planie na ostatni dzień. Tymczasem po dotarciu do hotelu, na tarasie rozłożywszy się na sofie, popijając Holsteny myśleliśmy jak na następny dzień ogarnąć podróż do Jerozolimy.
Góra
 Profil Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
      
#6 PostWysłany: 13 Lis 2017 10:08 
Król Ż
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Paź 2014
Posty: 2353
Loty: 126
Kilometry: 262 707
Cytuj:
8,9 ils za jakiegoś ichniejszego dark lagera. Dało się to wypić, miało procenty i o sprawie należy zapomnieć :D
Jak Ci szkoda kasy na krafty to flaczego narzekasz na najlepsze piwo w rozsadnej cenie czyli Goldstara ? Trochę to dziwne rozumowanie. Jade do drogiego kraju, kupuje tanie piwo i narzekam, ze jest kiepskie. :roll: Nie wiem gdzie szukaliscie jedzenia te 30 minut. Wzdkuz promenady ? Jesli tak to nic dziwnego, jak chcieliscie tanio to czemu nie miska hummusu i 2 pity w supercofixie i 2 razy polski mueller i zamkniecie sie w 15 nis ;)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#7 PostWysłany: 13 Lis 2017 10:23 

Rejestracja: 13 Kwi 2015
Posty: 1208
złoty
Najlepsze w akceptowalnej cenie jest może dla Ciebie, nie dla mnie, smakowało tak samo te Holsteny.Jak już mam pić zwykłe piwo to wolę wydać na nie 3,5 ILS zamiast 9 czy 12.
I nie szkoda mi na piwo craftowe które jest w rozsądnej, akceptowalnej cenie dla mnie. Cena 50 ILS za crafta jest dla mnie nieakceptowalna, napisałem Ci to już w temacie o Izraelu. I nie wiem gdzie tu widzisz narzekanie -przyjałem na klatę że dobrego piwa się w Izraelu nie napije i kropka. A jak Ci wystarczy miska hummusu to tylko pogratulować.
A szamy szukaliśmy w trójkącie i okolicznych uliczkach HaYarkon - Borgashov - Allenby.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#8 PostWysłany: 15 Lis 2017 13:02 

Rejestracja: 13 Kwi 2015
Posty: 1208
złoty
Dzień 2 – Jerozolima

Dzień zaczęliśmy od obfitego śniadania w hotelu. To był dobry wybór, by wziąć hotel z taką opcją biorąc pod uwagę ceny jedzenia. Tutaj mieliśmy całkiem pokaźny wybór dań na ciepło, w tym jedną która szczególnie polecam – izraelską czakczukę. Są to jajka sadzone z pomidorami, papryką zieloną i lub czerwoną, cebulą, czosnkiem + przyprawy. Bardzo mi to przypadło mi to gustu i osobiście polecam. Tym bardziej że jest to syty posiłek, nie chce się od razu jeść ;) Poza tym były jeszcze jajka sadzone z warzywami (też całkiem smaczne) i tosty. Poza tym spory wybór sałatek, owoców i serów. Z wiadomych względów nie podawano wędlin.
Na sali był bardzo pomocny gadżet – dystrybutor z wodą, można było na bieżąco ją nalewać, więc nie musieliśmy się o to martwić. Mała rzecz a cieszy ;).
Żeby zaoszczędzić czasu na dworzec pojechaliśmy autobusem miejskim nr 16. W internecie sprawdziłem, że jeździ on co ok. 12 min, niestety na przystanku nie uświadczyliśmy rozkładu, więc „jak przyjedzie to będzie” :D.
Musicie się przyzwyczaić, że kwestie bezpieczeństwa w Izraelu są traktowane bardzo serio. Stąd bramki oraz ruchoma taśma są obecne na wejściu w takich obiektach jak dworzec autobusowy, kolejowy, galerie handlowe – generalnie w zamkniętych miejscach publicznych, gdzie gromadzi się dużo osób.
Sam dworzec wygląda hmm…no wygląda bardzo kiepsko, jak Centralny w Warszawie z 20 lat temu. Stanowiska autobusowe linii 405 do Jerozolimy znajduje się na 6 piętrze. Bilet OW normalny kosztuje 16 ILS – bardzo przyzwoicie. Autobusy mają swoje „boksy” z których wchodzi się do pojazdów, są też tablice informacyjne gdzie jedzie konkretna linia. Odjazdy co 15 min. (wcześnie rano co 20). Podróż zajmuje ok. 60 min (do/z samej Jerozolimy lubią być korki). Rozkład na kilka najbliższych dni sprawdzicie tutaj: https://mslworld.egged.co.il/?language= ... 4/1783/2/8
Image

Image
Dokładnie z tego miejsca odjeżdża linia 405.
Po godzinie z lekkim okładem byliśmy na Central Bus Station. Naszym celem było oczywiście Stare Miasto. Planowaliśmy zostać do późnego wieczora (ostatni autobus powrotny odjeżdża po 23), pogoda idealna na spacer – 18 stopni, słońce i lekki wietrzyk. Przeglądając mapę stwierdziliśmy, że przejdziemy się do Sacher Park, największego parku miejskiego w Jerozolimie. Chciałem też przy okazji zobaczyć budynek Sądu Najwyższego Izraela.
Image
Jego historia jest o tyle ciekawa, że został w całości zbudowany w białego piaskowca i jest dziełem słynnej rodziny Rotschildów. Budynek powstał w 1992 r. po pertraktacjach klanu z rządem Izraela. Zgodzili się oni na oddanie budynku jeśli to rodzina wybierze działkę na której będzie on stał, wybiorą od własnego architekta do zaprojektowania budynku a cena jego wybudowania pozostanie tajemnicą. Naprzeciw Sądu zobaczymy izraelski parlament – Kneset. Oczywiście wszystko pod odpowiednią kontrolą służb ;).
Znaleźliśmy przy okazji bankomat, za 100 ILS przeliczyło 28.6 USD (1USD =3.49 ILS), czyli przyzwoicie.
Mapy offline nas troszkę zgubiły, ale pomógł nam mieszkający tu David. Zamieniając z nim kilka słów dowiedzieliśmy się oczywiście, że miał rodzinę w Polsce (w Przemyślu i Krakowie), która po II Wojnie wyemigrowała do USA. Miał 35 lat i studiował, co nas trochę zaskoczyło, ale szybko wydedukowaliśmy, że studiowanie Tory na wyższych szkołach religijnych zwalnia ze służby wojskowej ;). Wskazał nam drogę i ruszyliśmy dalej. W końcu dotarliśmy do głównego celu naszej wycieczki do Świętego Miasta – Starego Miasta. Wchodziliśmy przez Bramę Jaffy, wokół atmosfera dosyć gęsta, sporo policji i wojska z długą bronią.
Pewnie to truizm, ale napiszę – Stare Miasto jest jednym wielkim bazarem. Oprócz miejsc wewnątrz świątyń ciężko tu o duchowe uniesienia, bo albo ktoś będzie ci coś chciał sprzedać, albo przejedzie dostawczak do bazaru, albo po prostu będzie uliczny jazgot. Kto oglądał programy W. Cejrowskiego ten wie, że można tam kupić wszystko – „Szwarc, mydło i powidło” i w większości jest to straszna tandeta. Ale cóż taki charakter tego miejsca, jest to swój sposób urokliwe.
Image

Image

Image

Image

Chcieliśmy parę chwil pobłądzić po okolicznych ciasnych uliczkach zanim zabierzemy się za konkretne zwiedzanie i do tego najlepiej nadawała się najmniejsza z 4 dzielnic, na które podzielone jest Stare Miasto. Zaczęliśmy od najmniejszej – ormiańskiej, która zrobiła na nas najmniejsze wrażenie.
Image
Następnie zaczepiliśmy o dzielnicę arabską, gdzie jak sądziliśmy (tzn. kumple sądzili, ja nie :P) pewnie coś zjemy i będzie się można zaopatrzyć w jakieś przyprawy, szczególnie Za’atar. Faktycznie mnogość różnorakich ziół, przypraw robi wrażenie, poza tym wygląda świetnie !

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Jeśli mam być szczery, to najmniej komfortowo czułem się właśnie w tej dzielnicy. Wynikało to pewnie z przewrażliwienia, ale bardziej niż gdzie indziej pilnowałem aparatu i portfela. Kto miał do czynienia z arabskimi sprzedawcami to wie, że cicho tam nie jest,. Wszechobecny jazgot, auta dowożące towar do straganów nie zważające zbytnio na przechodniów, przepychanie arabów chcących przejść – mnie nie pasowała atmosfera tam panująca. I to, że na każdym kroku próbują „zrobić Cię w konia” na jak najwięcej. Spoko, ja targować się lubię (w końcu urodziłem się i całe życie mieszkam w Krakowie ;) ) ale w pewnym momencie robi się to męczące.

Typowa rozmowa z „majfrendem”
„Ile za zatar (100 g)”
-15 szekli maj frend
„Nie ma opcji, dam Ci najwyżej 5”
-Maj frend, to poniżej kosztów, dam ci „discount” – 10 szekli
„6 szekli albo idę”
-7 szekli i może uścisnąć sobie dłonie majfrend.

Chwała Bogu, że dobiliśmy targu :D

Natomiast kumple prawie się doigrali. Mówiłem i tłumaczyłem: „Chłopaki, nie jemy na Starym Mieście, bo tu wszystko pod turystów, drogo i pewnie będą chcieli nas orżnąć”. Ale nie, musieli…Wchodzą do knajpy, na oko sami lokalsi w środku, pytają co mają bo cennika nie uświadczysz (albo jest po arabsku). Majfrend zapytany co dają wymienił coś (nie pamiętam co to było) – 20 szekli, shawarma 25 szekli, lamb kebab – 30 szekli. Cena za shawarmę im pasowała (taniej niż koło hotelu – rewelacja :lol: Zamawiają dwie. I teraz klasyka gatunku – jeden majfrend bierze 100 szekli, podaje drugiemu który gdzieś znika. Za parę chwil dostają szamę od trzeciego.
„Ale zaraz – gdzie reszta ?50 szekli ?”
Jaka reszta majfrend, nie ma reszty
Twój kolega wziął ode mnie 100 szekli więc powinien mi wydać 50
Coś Ci się pomyliło, suprise majfrend

Jak to usłyszałem myślałem, że chłopa rozszarpie. Ale trzeba było zachować rezon, to oczywiste.
Więc na spokojnie kumpel zaczyna pytać, czy każdego turystę tak oszukuje i żeby oddał resztę kasy. Gość niewzruszony. I tak kilka razy.
Mówimy, że mamy czas i będzie tu siedzieć dopóki nie odda nam kasy. Gość niewzruszony.
Jeszcze kilka razy kulturalnie wjechaliśmy mu na ambicję, na szczęście zmiękł, coś powiedział do drugiego który przyniósł kluczyk do kasy i oddał 50 szekli.
Pomijam fakt, że shawarma wyglądała jak połowa tego co jedliśmy dzień wcześniej :D.
Mieliśmy nauczkę – jak już robisz deale z arabami to najpierw ustal cenę i najlepiej miej odliczone pieniądze. Oczywiście wiadomo, że nie ma co generalizować, ale „strzeżonego (…)”.

Tak "uduchowieni" dotarliśmy do Bazyliki Grobu Świętego – najważniejszej chrześcijańskiej świątyni upamiętniająca dwa ważne wydarzenia w życiu Jezusa Chrystusa – Ukrzyżowanie i Zmartwychwstanie.

I już na wejściu coś „mocnego” – naprzeciwko głównego wejścia prezentowany jest „Kamień Namaszczenia”, na którym położono skonanego Chrystusa po zdjęciu Go z krzyża. Już to zrobiło na mnie ogromnie wrażenie (myślę, że na każdym chrześcijaninie zrobi). Można tu względnie spokojnie się pomodlić, sporo osób pociera ręce, obrączki, rzeczy osobiste, plecaki, zdjęcia bliskich by Bóg miał ich w opiece.

Image

Image

Image

Image

Byliśmy tak zaaferowani i podnieceni, że nie zauważyliśmy w pierwszym momencie wejścia stromymi schodkami do Kaplicy Golgoty, będące właściwie obudowanym wzgórzem, na którym dokonało się Ukrzyżowanie.

Image

Image

Image

Image


Idąc w prawo do Kamienia Namaszczenia kolejno dochodzimy do prawosławnej Kaplicy Adama, która wg tradycji żydowskiej upamiętnia pogrzebanie czaszki pierwszego człowieka. Stromymi schodami schodzimy do Krypty Św. Heleny, bardzo ważna postać dla Bazyliki, bowiem to właśnie żonie cesarza Konstancjusza I Chlorusa należy zawdzięczać ufundowanie światyni.

Image

Image

Image

W środku właściwie każde miejsce jest ciekawe, ma swoją niesamowitą historię. Niestety z braku czasu nie było nam dane przyjrzeć się każdemu zakątkowi. W końcu każdy chciał zobaczyć na własne oczy Grób Święty.

Czecha i Artka trochę zniechęciła kolejka zakręcająca wokół edykułu, ale szybko wybiłem im z głowy ewentualnie odpuszczenie tego miejsca. Grzecznie stanęliśmy wśród ludzi z całego świata chcących chociaż przez chwilę zobaczyć Grób Chrystusa. Muszę tu zaznaczyć, że moja cierpliwość była dużo większa niż zwykle, ze względu na miejsce, ale mało brakowało by się skończyła. A to z powodu co poniektórych „zaradnych” którzy na kilku etapach kolejki chcieli się w nią wkleić (a mówią że Polacy to cwaniacy). Naszą uwagę zwróciła jednak pewna pani, która przeciskając się przez tłum, który niechętnie puszczał kogokolwiek, potrącając kilka osób w końcu z pogardą rzuciła „no przecież mówię excuse me” :lol: co nas rozbawiło do łez. Ten motyw będzie nam nieodłącznie towarzyszył przy różnych okazjach i kojarzył z wyjazdem do Jerozolimy :D.
Staliśmy ok. 1,5 h nim ujrzeliśmy Grób Święty. Niestety w środku nie można robić zdjęć, a panowie co chwilę dyrygują tłumem, czasu starczy ledwie na zerknięcie na Grób, uklęknięcie i zmówienie krótkiej modlitwy. Całość trwa kilkanaście sekund. Niestety taki stan rzeczy, nieustanny przemiał ludzi nie ułatwia zachowania zadumy i utrudnia kontemplację w tym świętym miejscu – trzeba mieć to na uwadze.

Image

Image

Image

Image

Image

Image
Warto zwrócić uwagę na cały edykuł, bowiem do jego tylniej części przylega maleńka kaplica Koptyjska. Podczas naszej wizyty wyszedł z niej koptyjski mnich z kadzidłem i stanął przy ścianie Grobu. Później dowiedzieliśmy że w ten sposób zapraszał do adoracji fragmentu skały rzekomo należącej do Grobu Chrystusa, która nie została naruszona przez Muzułmanów w 1009 r.

Image

Image

Image

Za kolejny cel obraliśmy sobie przejście całej Drogi Krzyżowej – Via Dolorosa. Niestety w części jest ona umiejscowiona w dzielnicy muzułmańskiej, a na niej (tak jak w czasach chrystusowych) miejsce zajmują stoiska handlowe (swoją drogą nabyłem tam dla żony chustę z kaszmiru).
Zwrócę uwagę tylko na kilka stacji Przejście całości dysponując przewodnikiem nie nastręcza problemów, chociaż przy stacji VII przebieg jest zaburzony. Droga nie prowadzi bezpośrednio do Bazyliki Grobu Świętego, bo w jego części powstał bazar Kahn ez-Zeit.

Image

Stacja I mieści się na terenie muzułmańskiej szkoły Umarija. Warto wejść po schodkach po prawej stronie, bo to faktycznie tam, a nie w miejscu zaznaczonym w na trasie (i w przewodnikach) znajduje się miejsce sądu na Jezusem. Mało osób o tym fakcie wie, tym bardziej warto tam zajrzeć.

Image

Tym bardziej że z okien roztaczają się taki widoki

Image

Image
Podróżujemy dalej…

Image

Stacja IV - musicie zejść po schodkach i pierwsze co się Wam ukarze to zwykły sklep z pamiątkami. Lekko się skonsternowaliśmy, bo z jednej strony raczej trafiliśmy dobrze, ale z drugiej raczej czegoś takiego się nie spodziewaliśmy. Trzeba przejść przez sklep korytarzem i na końcu po lewej stronie znajduję się niewielka kaplica .

Image

Image

Image

Stacja IX mieści się na dziedzińcu przy koptyjskim kościele św. Antoniego. Wspominam o tym dlatego, bo mam wrażenie, że część osób tu nie dociera, zniechęcona koniecznością przejścia kilku metrów. A warto w tym miejscu zajrzeć do ww. koptyjskiej świątyni.

Image

Image

Image
Ostatnie 4 stacje Drogi Krzyżowej mieszczą się wewnątrz Bazyliki Grobu Świętego.
Na tym zakończyliśmy wędrówkę po dzielnicy chrześcijańskiej i udaliśmy się do części żydowskiej. Koło niewielkiego placu mieści się sporych rozmiarów synagoga o swojsko brzmiącej nazwie – Hurwa ;)
Image

Jak zejdziecie schodkami w dół ujrzycie to  Polecam uzupełnić zapasy wody.

Image

Pokonaliśmy schody w górę w poszukwaniu „Dachów Jerozolimy” – to miejsca z których można podziwiać piękną panoramę Świętego Miasta. Jedno z takich miejsc znajduję się w tym miejscu –

Image

Image

Moją uwagę przykuło to zdjęcie

Image

Propaganda musi być, nawet w świętym miejscu :D

Po wejściu na górę faktycznie Jerozolima prezentuje się nieźle

Image

Image


Następnie chcieliśmy zobaczyć słynną „Ścianę Płaczu”. Tutaj, a jakże trzeba się ponownie przygotować na kontrolę bezpieczeństwa, o jakiej wspominałem wcześniej. Mur prezentuje się naprawdę efektownie, widok na żywo jest dużo lepszy niż na zdjęciach.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Wyszliśmy przez Bramę Gnojną (w zamierzchłych czasach tamtędy wyprowadzano nieczystości, stąd nazwa) by zobaczyć Górę Oliwną w całej okazałości. Pierwotnie mieliśmy się tam udać (chciałem znaleźć grób Oscara Schindlera), ale było na tyle późno, że zrezygnowaliśmy.

Image

Image

Góra Oliwna po prawej, po lewej widać Kopułę na Skale

Image

Image

Image

Spacerując wokół murów Starego Miasta słyszeliśmy nawoływanie Imama na wieczorną modlitwę. Nie był to dla nas dobry znak, bo jak się okazało, nie było nam już dane podejść bliżej meczetu Al.-Aksa i Kopuły na Skale, wszystkie drogi tam prowadzące zagrodziło wojsko. Na szczęście jeden z żołnierzy był na tyle uprzejmy, że pozwolił przejść kilka kroków i zrobić zdjęcia.

Image

Szybko zaczęło się ściemniać, więc pokręciliśmy się jeszcze po klimatycznych ciasnych, ciemnych uliczkach dzielnicy muzułmańskiej i powoli opuszczaliśmy Stare Miasto, by „zaliczyć” jeszcze jedną nie lada atrakcję – dzielnicę ortodoksyjnych Żydów – Mea Szarim ! Ostatnim akordem była Brama Damasceńska.

Image

Następnie Ha-Nevi’im str. I w prawo Ethiopia str. dotarliśmy na miejsce. O tym, że jest tu inaczej informuje stosowna tablica. Rozmawiając z wcześniej napotkanym Żydem, zapytaliśmy go czy mamy stosowne stroje (wszyscy krótkie spodnie, raczej jasne kolory) by się tam pojawić. Powiedział że bez problemu, byle tylko nie zwracać na siebie uwagi a będzie ok. Kobiety za to powinny mieć długą spódnicę lub spodnie i zakryte ramiona i głowę.

Image

Jak tylko się dowiedziałem, że istnieje taka dzielnica to koniecznie chciałem się tam pojawić. Specyfika dzielnicy polega m.in. na tym, iż zarówno mężczyźni jak i kobiety są ubrani bardzo skromnie, w stroje ortodoksyjne. Dominuje kolor czarny, szary, biały. Mężczyźni jak i mali chłopcy obowiązkowo z długimi pejsami, w charakterystycznych kapeluszach. Nie znajdziemy tu kolorowych witryn sklepowych, krzykliwych neonów, zgiełku i hałasu, banerów zachęcających do kupowania. Konsumpcjonizm jest przez Chasydów zdecydowanie odrzucany. Plakaty najczęściej informują np. o przyjęciach do szkoły rabinackiej, toczone są też spory, ponoć część z nich to paszkwile na rząd izraelski, którego ultraortodoksi nie uznają. Większość tej społeczności nie pracuje, normą są rodziny wielodzietnie, których głównych źródłem utrzymania jest zasiłek i datki organizacji charytatywnych.
Jak podkreślają Chasydzi (wcale tego nie kryjąc) nie mają oni po prostu ochoty chodzić do pracy, bo są zbyt zajęci studiowaniem Tory.

Image

Image

Image

Image

Image

Jest spokojnie (choć wracając jedną z głowych ulic – Shmu’el Ha-Navi st czy Bar Ilan str. dało się zauważyć już większy ruch i hałas – takie ichniejsze „downtown” :D ).
Świetne doświadczenie. Przechadzaliśmy się obskurnymi uliczkami, szybkim krokiem mijali nas zamyśleni mężczyźni, którzy za chwilę gdzieś znikali – tu czas zdecydowanie się zatrzymał. Czuliśmy się dosłownie jak w skansenie.
Mając te wszystkie informacje, w końcu jeden z nas nie wytrzymał i pyta się na głos – „Ej, ale gdzie oni tak k***a łażą !?” :lol:. Faktycznie pytanie było zasadne, ale dorobiliśmy do tego własną teorię – jako że żyją oni z zasiłków, to rząd izraelski ich tak zaprogramował, że mają chodzić na określonej trasie i jak pojawiają się turyści to mają zacząć „łazić”. Coś w tym musiało być, bo młody chłopak minął nas raz, za chwile wrócił, po czym za moment stanął koło nas, zastanowił się, podrapał po głowie i gdzieś poszedł – uznaliśmy, że złapał buga i się zawiesił :lol:
Dobra koniec żartów :D
Prawdą jest natomiast, że w Mea Szarim zjedliśmy najlepszego falafela podczas pobytu w Izraelu. Oczywiście w barze dla lokalsów, więc nie było raczej opcji by nas orżnęli jak Arabowie. Jak będziecie w okolicy to zdecydowanie polecam ! Cena 10 ILS – Ha Rav Zonefeld st. przy skrzyżowaniu z HaNagar st.
Image

Image

Wstąpiliśmy do jednego ze sklepu prowadzonego przez ortodoksa, żeby kupić trochę Za’ataru i innych przypraw. I to miłe zaskoczenie – nie dość że ceny były tak przystępne, że nawet nie było sensu się targować (Za’atar 6 ils/100 g; laski cynamonu 6,5 ils za opakowanie) to jeszcze wszystko wbite na kase i paragon :shock:
Image

Było już dosyć późno, i co istotne było dosyć zimno jak na warunki jerozolimskie (ok 15-16 stopni) więc poszwędaliśmy się jeszcze chwile chłonąc atmosferę tego miejsca i powoli wracaliśmy na dworzec.
Image

Image

Image

Image

Chcemy kupić bilet w kasie jak poprzednio, idziemy do odpowiedniego okienka, gdzie było napisane „bilety bus 405”, pani mówi żeby kupić w kasie obok, tam nikogo nie ma, idziemy do następnego, a gość mówi że kierowca nam sprzeda – „very fuc***g useful” jak stwierdził kumpel :D
Ok. 21 30 byliśmy z powrotem w Tel Avivie. Skierowaliśmy się w wiadome miejsce – izraelska biedra i czteropak Holstenów za 14 ils. Chcielibyście zobaczyć nasze miny w tym sklepie na widok puściusieńkich półek….Chyba cały Tel Aviv się tu zleciał jak się rozniosła wieść o promo :D. Na szczęście parę ulic dalej znaleźliśmy sklepik z Brambergami za 5,9. Szykujemy odliczoną kasę, sprzedawca bierze dychę i jeszcze nam zwraca 1,9 :D Widocznie na jakąś promocje na „wielosztuki” trafiliśmy. Very nice !

To był bardzo udany dzień. Z grubsza udało nam się zobaczyć wszystko co zakładaliśmy. Wprawdzie był plan, żeby pojechać do Betlejem, ale raczej od początku zakładałem, że może się nie udać, za mało czasu. Nie udało się też podskoczyć na Market Mahane Yehuda i tych dwóch rzeczy bardzo żałuje, ale kto powiedział, że była to ostatnia wyprawa do Izraela. Powiem więcej – jak żona zobaczyła zdjęcia to wiem, że na pewno prędzej czy później (myślę, że prędzej) pojawimy się tam ponownie ;)
Tymczasem sącząc piwerko na promenadzie planowaliśmy kolejny, niestety ostatni dzień w Tel Avivie.
Góra
 Profil Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
      
#9 PostWysłany: 15 Lis 2017 23:13 

Rejestracja: 13 Kwi 2015
Posty: 1208
złoty
Dzień 3 Tel-Aviv – Lublin

Po śniadaniu i uzupełnieniu zapasów wody wymeldowaliśmy się z hotelu. Dzięki uprzejmości obsługi mogliśmy zostawić rzeczy na recepcji co ułatwiło sprawę, bo lot mieliśmy dopiero przed 21. Tak jak pisałem, bazar Carmel Market zostawiliśmy właśnie na dziś. I jak to na bazarach bywa, można na nich kupić wszystko i nic, jest gwarno i nie zawsze ładnie pachnie ;). Szczególnie popularne są soki ze świeżo wyciskanych granatów (7-10 ils za szklankę), pamiątki religijne, przyprawy dewocjonalia, owoce, warzywa i chałwa. Tą ostatnią szczególnie polecali forumowicze. I przyznam, że nie widziałem jeszcze tylu rodzajów chałw. Było też sporo ciast, ciasteczek czy znanej z Grecji i Turcji baklavy. Zależało mi też na przywiezieniu kawy z kardamonem. Znalazłem jedno stoisko, całkiem nieźle zaopatrzone, tak więc miałem świeżo zmieloną kawę (kolumbijską), kardamon też był ;) Oczywiście nie muszę też mówić, iż targowanie się na każdym kroku jest bardzo wskazane ;)

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

I całkiem pokaźny składzik z piwkiem – a w centralnym miejscu…. :D

Image

Kawa z kardamonem – check; chałwa – check; bzdurki dla znajomych – check.

Nie mogło się oczywiście obyć bez falafela, chyba jednego z tańszych w Tel-Avivie (7 ILS), schitzel – 15 ils u tego oto jegomościa. Stoisko znajduje się mniej więcej w połowie bazaru.
Image

Image

Po tej krótkiej przerwie ruszyliśmy w stronę najdroższej i najbardziej reprezentacyjnej ulicy Tel-Avivu. Można tu bez przeszkód spacerować, bo pasy ruchu przedzielone są deptakiem.

Image

Image

W domu Meira Dizengoffa (pierwszego burmistrza Tel-Avivu) zlokalizowana jest Sala Niepodległości (Independance Hall) w której w maju 1948 r. David Ben Gurion proklamował niepodległość Izraela. Naprzeciwko znajduje się pomnik burmistrza.

Image

Image

Image

Wolnym krokiem przemierzaliśmy uliczki Tel-Avivu i stwierdziliśmy, że dobrze by było jeszcze przed wyjazdem skoczyć na plażę wychillować się, wypić Perłę ;) i odpocząć chwilę przed planowanym szokiem termicznym związanych z powrotem do Polski. Mogliśmy poobserwować licznych tego dnia kitesurferów.

Image

Jeszcze tylko „wrzucić coś na ruszt” :D i niestety trzeba opuścić Izrael.

Image

Autobusem linii 16 dotarliśmy na dworzec HaHagana. Tradycyjnie czekała nas kontrola bezpieczeństwa, w automacie kupno biletu.

Zauważyłem też skrytki bagażowe – może komuś się przyda.

Image

Gdy czekaliśmy na pociąg na lotnisko, usiadł koło mnie młody żołnierz. Jadł chipsy. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że swój karabin karabin położył sobie na kolanach, ale lufa była wycelowana w moją nogę :szok:. Nie wiem żebym poczuł się specjalnie komfortowo, ale taki też jest obraz współczesnego Izraela – służba wojskowa jest obowiązkowa, zarówno dla kobiet i mężczyzn. W TA nie widać ich tak bardzo jak w Jerozolimie (chyba że w obrębie centrum i obiektów strategicznych jak np. właśnie dworce).
W ciągu 20 min. Dojechaliśmy na lotnisko. Słuchając rad forumowiczów, z uwagi na specyfikę procedur bezpieczeństwa na lotnisku Ben Guriona, stawiliśmy się 2,5 h przed odlotem by w razie problemów mieć czas. Pasażerów do odprawy o dziwo nie było dużo.
Najpierw należy podejść do bramki, gdzie jedna osoba sprawdza paszport i zadaje pytania w stylu:
- czy pakowałeś się sam
-czy wszystkie rzeczy w Twoim bagażu należą do Ciebie
-czy posiadasz broń albo przedmioty niebezpieczne
- pytali mnie ponownie o stary paszport i czy mam ze sobą niebieską wizę, którą mi zabrano

Na paszport dostajemy naklejkę która uprawnia do wejścia na stanowiska kontroli bezpieczeństwa. I tutaj, na przestrzeni kilka minut paszport sprawdzali mi parokrotnie, plecak został „wywrócony na drugą stronę” (na szczęście nie pytali o Za’atar), sprawdzili mi buty (nie wiem na jaką okoliczność, pewnie narkotyki i/lub materiały wybuchowe). Całość trwała może 10-15 ale zwracam uwagę, że jednak jest to inny rodzaj kontroli niż spotykamy podróżując po UE, bardziej drobiazgowa i nawet nie mając nic na sumieniu można się zestresować. Grunt to rzeczowo odpowiadana pytania, broń Boże nie kłamać i zachowywać się racjonalnie - urzędnicy/celnicy nie są niemili, tylko bardzo zdecydowani i potrafią być drobiazgowi, więc nie powinno nas zbić z tropu zadawanie nawet najbardziej wydawałoby się absurdalnych pytań. My problemów żadnych nie mieliśmy, ale byliśmy świadkami szczegółowej kontroli jednego pasażera, który musiał ściągnąć buty i przechodzić kontrolę osobistą.

Czas który został nam na oczekiwaniu na lot wykorzystaliśmy na zwiedzenie lotniska i sklepów „duty free” Prawdę mówiąc myślałem, że w końcu poznam to mityczne ‘tax free” ale lotniskowe ceny niespecjalnie do tego zachęcały. Jak się za chwilę okaże, było lepiej niż myślałem :D

Z 20 min. poślizgiem zameldowaliśmy się na pokładzie. Obłożenie szacuję na ok. 80 %. Podsumowując wyjazd stwierdziliśmy, że brakło jednego dnia, żeby pobalować. Zamówiliśmy po cydrze, w bardzo przyzwoitej jak na samolotowe warunki cenie 10 zł. A później chcieliśmy drugą, ale zabrakło  Nie było jednak tego złego…Poznaliśmy bardzo miłą stwekę, która zaproponowała nam coś mocniejszego w zamian z pokładowego „duty free”. Początkowo nie byliśmy zachwyceni – pewnie drogo i majątek stracimy jak będziemy chcieli konkretniej podziałać. Pokazała nam katalog i za chwilę zbieraliśmy szczęki z podłogi…litrowa Wyborowa w cenie 30 zł. Nie dowierzamy, mówię do chłopaków że to pewnie w euro albo innych dolarach :D Ale nie, litrowa wódeczka na pokładzie PLL LOT w cenie 30 zł. Od razu spytałem ile tego mają na pokładzie, ale Pani Emilia (serdecznie pozdrowienia jak Pani do czyta) ze smutkiem poinformowała że „tylko litr” na głowe :lol: Długo nas namawiać nie musiała i tak powstał Chocapic. Dobra żartuję, to był najprzyjemniejszy lot w mojej dotychczasowej karierze ;) Najbardziej urocze było stwierdzenie – „no to ok., sprzedam Wam, ale będziecie grzeczni ? :D Oczywiście byliśmy i w ten sposób sprezentowaliśmy sobie dodatkowy dzień :D
W ogóle obsługa tego lotu była rewelacyjna, ale Pani Emilia zdecydowanie wiodła prym, opowiedziała trochę o swojej pracy , było bardzo miło. Zapytaliśmy w pewnym momencie, co możemy zrobić by ktoś dowiedział się, że jest świetnym pracownikiem, na co z uśmiechem rzuciła, że możemy napisać podziękowanie. Myślała pewnie że nas tym zniechęci, na co szybko zapytałem – a ma pani kartę i długopis ? :D Mieliśmy już trochę w czubie, ale zachowaliśmy na tym rozsądku, by napisać coś sensownego, alkohol nie pomagał, więc każde słowo przelane na papier było poprzedzone burzliwą debata :lol: Ale się udało.

Image

Image

Image

Image

Lot upłynął w bardzo przyjemnej atmosferze, na koniec zrobiliśmy sobie zdjęcie (ale oszczędzimy sobie wrzucania ;) ) Na dnie jeszcze coś zostało i na lotnisku celnik chyba był w szoku jak nas zobaczył i zapytał tylko „czy w tej butelce jest alkohol ?” Na szczęście kumpel szybko sprowadził rozmowę na inne tory, żaląc się, że właśnie zgubiła nam się zakrętka :D (ale faktycznie się zgubiła). Polecił tylko żeby nie pić tego na lotnisku i się rozeszliśmy. Przylecieliśmy po 24 więc żeby dostać się do hotelu to albo taxi albo dojście do przystanku Świdnik-Helikopter, z którego jechał nocny do Lublina. Chyba nie musze pisać która opcja zwyciężyła ;) Po 40 min spacerze czekaliśmy na posterunku.

Image

Po 2 dotarliśmy do hotelu. A rano w busie dogorywaliśmy. I tak nasza lubelsko-izraelska wyprawa dobiegła końca.
W epilogu krótko podsumuję wyjazd jak i postaram się przygotować kalkulację kosztów.

Dzięki tym wszystkim którzy dotarli do końca, mam nadzieję, że się podobało i że coś zawartego w tej relacji komuś na coś się przyda, chociaż konstruktywną krytykę przyjmę z pokorą, wskazówki przydadzą się na następny raz.
Góra
 Profil Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
adamkru uważa post za pomocny.
 
      
#10 PostWysłany: 15 Lis 2017 23:57 

Rejestracja: 14 Mar 2014
Posty: 1097
Loty: 73
Kilometry: 105 813
niebieski
Zajebiście....pozdrawiam z miasta z tabliczką i szacun za relację, była super w tym z moimi piwnymi klimatami, tym bardziej, że nie cały miesiąc temu zwiedzałem te same miejsca i min. również nie zostałem wpuszczony przez wojsko do zwiedzenia bliżej muzułamańskich zabytków w Jerozolimie. Ja tam się z Arabami dogadywałem, byli dużo tańsi niż Żydzi....Ps. kontrolą graniczną w Polsce nie zajmują się celnicy tylko f-sze Straży Granicznej potocznie pogranicznicy, podobnie jest i w Izraelu. ;) Celnik to f-sz Ministerstwa Finansów od cła, podatków, przemytu itp.
Góra
 Profil Relacje PM off
Kravkrk uważa post za pomocny.
 
      
#11 PostWysłany: 16 Lis 2017 06:43 

Rejestracja: 10 Maj 2013
Posty: 1208
niebieski
@Kravkrk @krystoferson112
Nie zostaliście wpuszczeni na Wzgórze Świątynne, bo można tam wchodzić tylko w określonych dniach i godzinach. Tutaj więcej szczegółów:
http://templemountdestruction.com/e/Tou ... itors.aspx
Góra
 Profil Relacje PM off
Kravkrk lubi ten post.
flus uważa post za pomocny.
 
      
#12 PostWysłany: 16 Lis 2017 08:49 

Rejestracja: 13 Kwi 2015
Posty: 1208
złoty
@sranda, dzięki za to info i za wszystkie inne, przydadzą się przy kolejnym wyjeździe.Myślałem, że jestem w miarę dobrze przygotowany, ale rzeczywistość zawsze trochę zaskakuje ;)
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#13 PostWysłany: 16 Lis 2017 11:17 

Rejestracja: 13 Kwi 2015
Posty: 1208
złoty
Epilog.

Izrael - bardzo specyficzny kraj. Z ciekawą, trudną burzliwą historią. Podchodzący mega serio do kwestii bezpieczeństwa na każdym kroku. Z wysokimi cenami, unikalnymi w skali światowej zabytkami, z pięknymi, szerokimi plażami.
O ile Tel Aviv nie zrobił na mnie specjalnie wrażania, jak by się uprzeć wszystkie ciekawsze rzeczy można "zaliczyć" w jeden dzień, czuć tam "europejskość", o tyle już nieodległa Jerozolima zapachniała delikatnie egzotyką. Świetne miasto, szkoda że nie ma dostępu do morza :D Zdaje sobie sprawę, że tylko "liznąłem" Izraela, tak jak pisałem bardzo żałuje, że nie udało się pojechać do Betlejem, wejść n Górę Oliwną, zobaczyć Yad Vashem, bazar Mahane Yehuda, wejść na Wzgórze Świątynne. Nie mówiąc o życiu nocnym czy innych nieodległych rejonach (Autonomia palestyńska zdecydowanie !)
Jedno jest pewne, na pewno w nieodległej przyszłości pojawię się w Izraelu - wydaje mi się, że obecnie jest to jeden z bardzo łatwo dostępnych kierunków, tanich (jeśli chodzi o loty !) oferujący szeroko rozumianą "egzotykę".

Poniżej przedstawiam koszty jakie poniosłem na tym wyjeździe. Przy noclegach wiadomo należałoby podzielić wszystko przez 3 bo każdy płacił za siebie.

Jeszcze raz dzięki za dotrwanie do końca i za miłe słowa, do następnego !

Załączniki:
koszty izrael.png
koszty izrael.png [ 192.48 KiB | Obejrzany 3661 razy ]
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#14 PostWysłany: 16 Lis 2017 21:16 

Rejestracja: 18 Gru 2015
Posty: 71
Loty: 36
Kilometry: 75 088
Relacja super :D Mój mąż też chce jechać na męski wyjazd do Izraela 8-) ale po tej relacji niech zapomni :lol: :lol: Pojedziemy waszymi śladami i też napiszemy podziękowanie dla Emilii ;) ;) :lol:
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
#15 PostWysłany: 16 Lis 2017 22:38 

Rejestracja: 13 Kwi 2015
Posty: 1208
złoty
@bozenak, bardzo dziękuję ;) Czyli można powiedzieć, że trochę "niedźwiedzią przysługę" mężowi zrobiłem :D Jak spotkanie Emilię na jakimś locie to piszcie w ciemno :D
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 15 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group