Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 25 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 07 Mar 2017 15:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
niebieski
Upalny sierpień. Nagrzane słońcem miasto wzywa do ucieczki. Nasze myśli gdzieś pomiędzy remontem mieszkania, a wrześniowym chilloutem na greckiej wyspie.
W chwili przerwy fly4free, wzrok przykuwa wrzutka na głównej o lotach na Zanzibar w świetnej cenie. Próbuję znaleźć same minusy tego dealu, a na koniec rzucam: "Szkoda, że nie Karaiby". Mówisz i masz :twisted: 2 godziny później pojawia się to: http://www.fly4free.pl/karaiby-tanio-ja ... ominikana/
Załącznik:
fly4free.JPG
Jamajka i Dominikana - obie w kręgu naszych podróżniczych zainteresowań, obie z dużą dostępnością terminów. Nie da się ukryć, że zdjęcia rajskich plaż Dominikany zawsze przykuwały naszą uwagę, więc ją wybralibyśmy w pierwszej kolejności. Do tego jest większa, więc być może ma więcej do zaoferowania. I jeszcze 2 dominikańskie lotniska do wyboru, co sprzyja zaplanowaniu objazdu.
Zaglądam wieczorem, artykuł nadal wisi jako aktualny, pod nim pierwsze komentarze "Dzięki! Kupione". Pod wpływem wina takie wpisy działają jak magnes.:D Moje myśli krążą już tylko wokół tych biletów.
W końcu decyzja...kupujemy! Pozostaje kwestia wyboru terminu. Luty wydaje się być idealny - ucieczka od zimy i na tyle odległy termin, by się przygotować finansowo.
Kolejne komentarze pod artykułem dotyczą problemów z płatnością. Nam wszystko przechodzi idealnie. Przeznaczenie :D Także lecimy na Dominikanę! 8-) A właściwie do Dominikany ;-) Warto w tym miejscu przypomnieć, że Dominikana nie jest autonomiczną wyspą, leży na wyspie Haiti i dzieli ją z państwem o tej samej nazwie, dlatego też ta druga, mniej popularna forma jest poprawna.
Załącznik:
domrep-ele.jpg
Ekscytacja związana z kupnem biletów trwa może ze 2 dni, później wracamy do spraw przyziemnych, w końcu to jeszcze pół roku. Taaaaaaa :lol:
Wrzesień - wylot do Grecji i leczenie depresji poprzyjazdowej, gdzieś w spamie mail od Jetairfly o zmianie godzin wylotu, udaję, że nie widzę.
Październik - depresja pośródziemnomorska nadal trwa, z przerwą na słoneczny Paryż, w skrzynce mailowej jakieś TUIfly.be, czyli już nie ma Jetairfly,
Listopad - czarna dziura.
Grudzień - Hmmm, a wiesz, że za 2 miesiące lecimy na Karaiby?
-A można zwrócić te bilety?
-Nie :D
Odgrzebuję relacje i nieliczne posty na forum. Chociaż mało tego, powoli układa mi się plan naszego wyjazdu. Zaczynamy przeglądać hotele. Ponieważ od momentu zakupu biletów nie zostaliśmy milionerami, nie będziemy rozbijać się po słynnych dominikańskich resortach. Do tego niekorzystny kurs dolara, równy prawie kursowi euro.:shock: Interesują nas nieduże, niedrogie hoteliki, ale dobrze położone i z przyzwoitymi opiniami. Udaje nam się zarezerwować 3 obiekty, wszystkie z możliwością anulacji (na wszelki wypadek, gdybyśmy jednak tymi milionerami zostali :lol:).
Styczeń - pierwsza w nowym roku "Szalona Środa LOTu" ofiarowuje nam doloty do i z BRU w dobrej cenie 289zł/RT/os., chwilę później rezerwujemy ostatnie brakujące miejsce noclegowe i właściwie nie pozostaje nam nic innego, jak odliczać czas do wylotu! A że zima w tym roku dosyć długo raczyła mrozem, satysfakcja z nadchodzącego karaibskiego słońca ogromna. 8-)

Dzień 1 - 8.02. - WAW-BRU-PUJ

Ten dzień zaczyna się, gdy na zewnątrz jeszcze ciemno, a na ulicach jeszcze pusto - uroki wstawania na poranny lot. ;) Jest zimowo, my w cienkich puchowych kurtkach, by później w trakcie objazdu Dominikany móc je bez problemu upchać w podręcznych. Na Lotnisko Chopina docieramy w kilkanaście minut taxi. Nadajemy bagaż, bo w naszej taryfie LOTu mamy rejestrowane w cenie, a wagowo jesteśmy przygotowani pod podręczne TUIfly (10kg). Po przejściu security już cieszę się na spotkanie z embraerem, bo zawsze mi się dobrze w nim śpi.
Jeszcze tylko odśnieżanie samolotu i żegnamy zimę i minusową temperaturę.
Załącznik:
Screenshot_2017-02-08-07-19-53.jpg
Załącznik:
Dominikana (11).jpg
Tak jak przypuszczałam nie mam problemu z zaśnięciem, żałuję tylko, że ten lot trwał tak krótko;-)

W Brukseli lądujemy o czasie, jest 9.30, mamy zatem 3 i pół godziny do odlotu. Po odebraniu naszych bagaży, udajemy się do stanowiska TUIfly. Tu po okazaniu wydrukowanych voucherów zgłaszamy się po niezbędne do wjazdu na terytorium Dominikany dokumenty do wypełnienia oraz karty turystyczne, za które nie musimy ponosić opłaty, gdyż są wliczone w cenę naszych biletów lotniczych. Normalnie koszt takiej karty to 10$/os. Można ją kupić online https://www.dgii.gov.do/Tturistaweb/ lub po przylocie na dominikańskim lotnisku.
Następnie idziemy do check-in po karty pokładowe, bo niestety kart TUIfly nie można wydrukować w maszynie. Kolejka spora, więc żałuję, że nie zrobiłam odprawy online, zważywszy, że lecimy tylko z podręcznymi. Na szczęście obsługa idzie w miarę sprawnie.
Przy gate czeka już nasz Boeing 787 Dreamliner o imieniu "Diamond". Oprócz lotów do Punta Cany można go spotkać na trasach do Cancun i Varadero.
Załącznik:
Dominikana (13).jpg
Załącznik:
Dominikana (14).jpg
Ponieważ jedno z nas znowu stało się palaczem, info, gdzie można zajarać na wagę złota.;) Z pomocą przychodzi wujek Google - w części B smoking area znajduje się w okolicach gate B17.
Oczekiwanie do odlotu umila serfowanie w necie, a także rozmowa z właśnie poznaną Ukrainką, mówiącą po polsku. Na pytanie ile czasu spędzimy w Dominikanie, z dumą odpowiadam 11 dni, na co dostaję odpowiedź zwrotną "My lecimy na miesiąc" :D Gdy rozmowa zaczyna przechodzić na początek lat 90., Berlin i picie wódki z Polakami (generalnie równa babka :D) przy gate zaczyna się zamieszanie. Za późno zaczęli boarding i teraz zrobił się młyn. Panowie mundurowi niektórym sprawdzają szczegółowo zawartość walizek podręcznych, ktoś inny zostaje zabrany na "osobistą". Nasze walizki nie wzbudzają zainteresowania, zaglądają tylko kątem oka do naszych toreb. Pan pyta ile mamy dolarów, wywiązuje się nieporozumienie, bo myśli, że 10 000 :lol: Na szczęście wszyscy obracamy to w żart.

Nasz dreamliner "Diamond" ma układ siedzeń 2-4-2. Nam się trafia "dwójka" przy oknie w 37. rzędzie. Ludzie za nami mieli trochę mniej szczęścia, bo 38. rząd po obu stronach pozbawiony jest okien.
Załącznik:
Dominikana (15).jpg
Ok. 1,5 godz. po starcie dostajemy obiad. Jest smacznie, nie narzekamy. Na lotnisku w BRU zakupiliśmy 2 małe winka po 2,8e każde, otwieramy merlota, chardonnay zostawiamy na później.
Jeśli chodzi o rozrywkę pokładową - kilka filmowych nowości, niestety żaden z polską wersja językową, o dziwo w pierwszej kolejności zawsze języki skandynawskie. Kwestia filmów nie była jednak dla nas ważna, bo znaczną część lotu udało nam się przespać. Wolne od spania umilaliśmy sobie grami lub słuchaniem muzyki. Mąż ograł wszystkich w Texas Holdem Poker, żałuję tylko, że po zakończeniu partyjki nie pojawiła się stewardessa z wygraną.:D W porze polskiej kolacji dostajemy posiłek, który był raczej ubogim śniadaniem - bułeczka, jogurt, dżem.
Załącznik:
Dominikana (23).jpg
Załącznik:
Dominikana (36).jpg
Po 10 godzinach wylądowaliśmy na dominikańskiej ziemi. W prezencie dostajemy dodatkowe 5 godzin życia i 50°C więcej temperatury odczuwalnej.
Jest 18., słońce pomału zachodzi, upał sprawia, że buzia się sama uśmiecha.
Załącznik:
Dominikana (37).jpg
Przy samolocie czeka na nas autobus, który okrąża samolot i wysadza nas przy drzwiach lotniska pokrytego strzechą. Jazda autobusem trwała minutę :D
Oddajemy karty turystyczne, wypełnione papiery, pieczątka, prześwietlenie bagażu i BIENVENIDOS A LA REPUBLICA DOMINICANA 8-)
Załącznik:
Dominikana (40).jpg
Na lotnisku czeka na nas człowiek z hotelu z kartką z odręcznie napisanym moim imieniem i nazwiskiem, jest Ł i Ó, no cudo:) Wsiadamy do jeepa hyundaia, przed nami niecałe 20 km do celu. A nasz cel to Bavaro i Hotel Art Villa Dominicana, tu zostajemy na 4 nocki. W planach relaks pod palmą, plaża i morze :D
W hotelu płacimy z góry za pobyt (198$) i transfer (30$) czyli jesteśmy lżejsi o 228$.
Nasz pokój typu budget prezentuje się całkiem nieźle. Jedynym jego minusem jest położenie na parterze z widokiem na parking. Kontakty ichniejsze, potrzebna przejściówka.
Załącznik:
Dominikana (43).jpg
Załącznik:
art villa.jpg
Szybkie rozpakowanie, chłodzimy winko i idziemy przywitać się z Morzem Karaibskim. Na tę okazję zabieramy mini chardonnay. Od plaży dzieli nas 5 minutowy spacerek.
Po drodze głośne, karaibskie rytmy jednej z knajp zachęcają do odwiedzin.
Jest ciemno, piasek pod stopami i leżące na nim łódki oznaczają, że jesteśmy na miejscu. :)
To był długi dzień, jeszcze rano byliśmy w domku w Warszawie, a teraz jesteśmy tu na plaży w Bavaro, jest ciepły przyjemny wieczór, a w tle szum morza.
Załącznik:
Dominikana (50).jpg
Załącznik:
Dominikana (55).jpg
Na kolację idziemy do mijanej wcześniej knajpy Fast Chef. Muzyka dalej gra na całego. To merengue, narodowe rytmy Dominikany. Grill rozpalony, wszystkie miejsca przy ławach zajęte, udaje nam się dosiąść przy jednej. Okazuje się, że jeśli chcesz tu spędzić czas, nie musisz być klientem knajpy, wystarczy kupić piwo w sklepiku obok. Takie miejsce spotkań, większość to lokalsi, ale biali też podłapali klimat, więc tu przychodzą. My jednak głodni, więc z chęcią zamawiamy jedzonko - mąż burgera, ja kanapki z kurczakiem, do tego duże schłodzone piwo z Dominikany - Presidente w wersji light. Gdy kucharz rzuca burgera na grilla, czujesz ten zapach i już wiesz, że to jest to. Nie mamy jeszcze pesosów, więc płacimy dolarami, za wszystko wyszło 13$.
Załącznik:
Dominikana (57).jpg
Załącznik:
Dominikana (58).jpg
Jeszcze chwilę siedzimy na naszym balkonie z widokiem na porsche, a potem zasypiamy w 5 sekund.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez LaVarsovienne, 01 Kwi 2017 18:46, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 10 Mar 2017 03:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
niebieski
Dzień 2 – 9.02. - Bavaro

Pierwszy dominikański poranek, słońce pomału zagląda do pokoju, a nam zimno.:?
Okazuje się, że przed snem nie do końca wyłączyliśmy klimę, przez całą noc pracował nawiew.:roll:
W hotelowej knajpce wszystkie stoliki zajęte. Śniadanie mamy wliczone w cenę noclegu. Pieczywo, dżem, owoce, kawa, sok i tak będzie już do końca naszego pobytu tu.
Załącznik:
Art Villa (2).jpg
Załącznik:
Dominikana (68).jpg
Po śniadaniu idziemy rozejrzeć się po okolicy – w odległości kilkuminutowego spaceru mamy wszystko, co potrzebne – 2 markety, apteka, knajpki, kantor Caribe Express (kurs 46,6 DOP za dolara). Trzeba przyznać, że położenie hotelu jest bardzo dobre. Wymieniamy trochę kasy, kupujemy przejściówkę, robimy male zakupy w markecie i zmykamy pakować się na plażę. 8-)
Jestem podekscytowana na spotkanie z karaibską plażą. Ten moment, gdy już jesteś blisko i na horyzoncie majaczy turkus morza. Jest pierwszy zachwyt kolorem!
Załącznik:
Dominikana (79).jpg
Załącznik:
Dominikana (81).jpg
Intuicja podpowiada nam, żeby iść w prawo, krótki spacer i znajdujemy idealne miejsce, aby rozłożyć się z ręcznikami. Plaża jest szeroka i plus również taki, że nie ma na niej zbyt wielu ludzi.
Załącznik:
Dominikana (94).jpg
Już po 2 godzinach bycia tu (i nie zmieni się to po 2 dniach), wiem, że opinie o Bavaro, że jest zbyt turystyczne są nieco krzywdzące. Gdy leżysz nikt nie próbuje Ci nic wcisnąć do kupienia, nikt nie atakuje Cię co chwilę „massage”. Jest spokój i totalny relaks. Jedynie podczas plażowych spacerów ktoś nas zaprasza do swojego sklepiku, ale to jest nienachalne, dziękujesz, żegnacie się kulturalnie i idziesz sobie dalej. Gorzej, że nikt nam nie próbuje wcisnąć wycieczki :lol: Bo my akurat jesteśmy zainteresowani kupnem rejsu na wyspę Saonę.
Bavaro to taki trochę raj utracony – jest tu biały piasek, wysokie palmy, lazur wody, miejsce spełnia wyobrażenie o rajskiej, karaibskiej plaży. Ale jest też ta świadomość, że to właśnie tutaj znajdują się słynne, duże hotele, będące celem biur podróży i masowego turysty. Świadomość staje się rzeczywistością, gdy idziesz na spacer i mijasz hotelowe leżaki, gdzieś widzisz grupki udające się na rejsik, tu inny statek "wypluwa" kolejnych, do tego atrakcje typu parasailing (swoją drogą muszę kiedyś spróbować :D). Na szczęście plaża ciągnie się kilometrami, więc póki co miejsca jest dla wszystkich.
Załącznik:
Dominikana (100).jpg
Załącznik:
Dominikana (210).jpg
Zażyczyłam sobie drinka w kokosie, więc mąż udał się na poszukiwanie baru, serwującego takie cuda. Niestety w najbliższej okolicy nigdzie nie znalazł, ale poznał „frienda”, który nam wszystko zorganizuje.:D "Friend" przyniósł nam kokosa i drinka oddzielnie, dzięki czemu możemy skosztować najpierw wodę kokosową. Mówi, że ponoć dobra na kaca. Okazuje się, że zawiera ona dużo potasu, witamin i składników mineralnych.
Załącznik:
Dominikana (114).jpg
Załącznik:
Dominikana (133).jpg
Załącznik:
Dominikana (163).jpg
Załącznik:
Dominikana (165).jpg
Załącznik:
Dominikana (166).jpg
Załącznik:
Dominikana (168).jpg
Gdy wracamy do hotelu miastem, pojawia się u mnie myśl „za gorąco” :lol: Hmm, a jeszcze niedawno śnieg, mróz i takie tam :D
Za to na plaży jest bardzo przyjemnie za sprawą lekkiego wiaterku:-)
Na lunch przegryzamy tosty z szynką, pomidorami i rukolą kupione na mieście za 200 DOP.
Łączę się z netem, wszyscy trąbią o Międzynarodowym Dniu Pizzy, więc i my ulegamy i będziemy wieczorem świętować. Teoretycznie nasz hotel reklamuje się, że robi pizzę "italian style". Teoretycznie, bo zapachu żadnego nie czuję, pieca nie widzę. Nie będziemy ryzykować. Google maps pokazuje, że najbliższa pizzeria niecały kilometr, na lewo od głównej ulicy. Idealnie, poznamy nowe rewiry, bo cała nasza infrastruktura jest na prawo.
Wymyśliliśmy sobie, że weźmiemy pizzę na wynos, wino, które chłodzimy od rana w lodówce i skosztujemy wszystko na plaży.
Załącznik:
Dominikana (176).jpg
Wieczorem docieramy do Bella Napoli – widzimy duży piec i właśnie o to chodziło. Manewr z pizzą na wynos (400 DOP) okazał się bardzo dobry, bo tym samym po raz kolejny omija nas słynny dominikański „haracz”. Polega to na doliczaniu do rachunku 18% podatku i 10% za serwis. Sami przyznajcie, że prawie 30% więcej od tego, co wydawało Wam się, że zapłacicie to jest lekkie przegięcie. Jednak jeśli dany lokal praktykuje takie naliczanie cen, zawsze jest taka informacja w karcie. Wczoraj w Fast Chef nie było dodatkowych opłat, a dzisiaj w Bella Napoli była wzmianka o tym, więc miłym zaskoczeniem było dla nas, że nasze zamówienie na wynos zostało inaczej potraktowane.

Idziemy do najbliższego wyjścia na plażę. Zapomnieliśmy, że nie mamy otwieracza do wina. Załatwiamy ten temat w restauracji Captain Cook (nota bene specjalizującej się w rybach i owocach morza). Przechodzimy tarasem restauracji i schodkami na plażę. 50 metrów od Cooka znajdujemy sobie idealną zatoczkę na naszą kolację. Pizza jest w porządku, minusem jest to, że została polana dużą ilością oliwy. Ale cała atmosfera kolacji na plaży pozwala szybko zapomnieć o tej małej niedogodności;-)

Wracamy do nas plażą. Mijamy duże hotele, w jednym cisza, w innym DJ próbuje rozkręcić imprezkę.
W pokoju odkrywamy, że na wyposażeniu był otwieracz do wina, rychło w czas;-) Ale to kolejny plus dla hotelu.

Co z tego, że mamy balkon z widokiem na parking (na szczęście przy nas cały czas stoi porsche) - wieczorny balkoning musi być;-) Gadamy, przegryzając już naszymi ulubionymi specjałami z dominikańskiego marketu - chipsy serowe i dla mnie oczywiście czekoladka costamilk.

Dzień 3 – 10.02. – Bavaro

Budzimy się po 8.00, nie chce mi się walczyć o stolik, mówię do męża, że mogliby przynieść śniadanie do pokoju. Po czym puka pani ze śniadaniem. :D
Załącznik:
Dominikana (181).jpg
Załącznik:
Dominikana (187).jpg
Załącznik:
Dominikana (183).jpg
Idziemy na naszą plażę, ale decydujemy, że kładziemy się na leżaczkach w knajpie obok - Huracán Cafe. Wystarczy, że zamówisz coś do picia i masz już leżaczki i parasol za free. My jednak bawimy tu długo. Po raz pierwszy próbuję miejscowy drink – coco loco – na bazie rumu i kokosa i od razu staje się moim ulubionym drinkiem wyjazdu. Później zamawiamy sałatki na obiad. Na talerzach kolorowo. Obie przepyszne, jedna z krewetkami, druga z kurczakiem, jest guacamole i jeszcze inne ciekawe sosy.
W knajpie jest kamerka, więc można podejrzeć, jak tu jest, sprawdzić jaka jest obecnie pogoda w rejonie Punta Cana, a będąc tam, można np. pomachać swoim bliskim, co uczyniliśmy.:D http://www.skylinewebcams.com/webcam/do ... -cana.html
Załącznik:
Dominikana (199).jpg
Załącznik:
Dominikana (190).jpg
Załącznik:
Dominikana (197).jpg
Załącznik:
Dominikana (203).jpg
Awansowaliśmy na turystów leżakowych, więc i wycieczkę od razu udaje nam się załatwić. :D Podszedł do nas murzynek Leonidas – i bez owijania w bawełnę zaproponował Saonę za 50$/os. Idealnie, płacimy 10$ zaliczki i wycieczka na jutro zaklepana. 8-)
A poza tym to leżing, smażing, plażing, z przerwami na kąpiele w turkusowym morzu.
Załącznik:
Dominikana (215).jpg
Załącznik:
Dominikana (136).jpg
Załącznik:
Dominikana (264).jpg
Załącznik:
Dominikana (266).jpg
Na kolację idziemy do dobrze ocenionej w necie knajpki Wacamole. Tu panują klimaty meksykańskie. Próbujemy tacosy z krewetkami, empanadas z krabami i buritto mięsne. Do tego różnego rodzaju sosy. Fajny klimat, a ja delektuję się margaritą o smaku mango. 8-) 1889 pesos widniało na rachunku. Jak dobrze, że jutro mamy jedzonko w cenie wycieczki :lol:
Załącznik:
Wacamole.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 15 Mar 2017 00:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
niebieski
Dzień 4 – 11.02. – Saona

W nocy padało, ulice mokre od tropikalnego deszczu. Jest przed 7. i jest jeszcze ciemno.
Ominął nas dziś poranny przydział chleba tostowego, ale po wczorajszej meksykańskiej uczcie czujemy się nadal syci.
Idziemy plażą na miejsce zbiórki, skąd wyruszymy na dzisiejszą wycieczkę.
Załącznik:
Dominikana (282).jpg
Załącznik:
Dominikana (283).jpg
Czekamy na pozostałych ludków i w drogę! Lecz jazda nie trwa długo. Zatrzymujemy się na stacji benzynowej, gdzie oprócz nas inne wycieczkowe busy. Ponieważ u nas są jeszcze wolne miejsca, więc zaczyna się kombinowanie kogo, by tu do nas upchnąć. Później zgarniamy jeszcze kogoś po drodze i w końcu zapakowani jedziemy do celu. Przed nami ok. 90 km jazdy. Trochę się martwimy o pogodę, bo w trasie chmury nam towarzyszą.

Gdy jesteśmy już bliżej, niż dalej czas na przystaneczek...przy hangarze-sklepie. W trakcie wysiadania zostajemy oznaczeni naklejkami, co by później paniom ekspedientkom się nie pomyliło, któremu kierowcy trzeba odpalić dolę za nasze ewentualne zakupy. Ceny z kosmosu, np. 35$ za słomkowy kapelusz. W środku wszystko – od biżuterii po obrazy. Chyba największą popularnością cieszy się darmowa kawa. :lol:
Załącznik:
Dominikana (289).jpg
Gdy dojeżdżamy do Bayahibe, od razu można zauważyć, że Saona to niezły biznes. Parking zawalony autokarami, na drodze tworzy się mały korek. Nasz autobusik wysadza nas bezpośrednio przy plaży, z której odpływa się w kierunku wyspy. Dostajemy bransoletki na rękę, które oznaczają, że nasz pobyt w Parque Nacional Del Este został opłacony, a w skład parku wchodzi właśnie nasz cel - Isla Saona.
Załącznik:
Dominikana (290).jpg
Załącznik:
Dominikana (291).jpg
Standardowa wycieczka na Saonę to rejs w jedną stronę katamaranem, a w drugą speed boat lub odwrotnie. W cenie wliczone są napoje, także alkoholowe serwowane na łodzi i wyspie oraz lunch. Nam w pierwszej kolejności przypada podróż szybką łodzią.
Załącznik:
Dominikana (301).jpg
Załącznik:
Dominikana (306).jpg
Po ok. 30 minutach docieramy do Piscina Natural czyli naturalnego basenu. Jesteśmy dosyć daleko od plaży, a morze sięga nam do pasa. Kolor wody zachwyca.
W tych pięknych okolicznościach przyrody panowie ze statku robią mini barek w morzu, można powiedzieć, że rum leje się strumieniami, barman nie żałuje. :lol:
Załącznik:
Dominikana (318).jpg
Załącznik:
Dominikana (324).jpg
Załącznik:
Dominikana (343).jpg
Saonowy biznes cd. – na rejs popłynął z nami fotograf, który teraz chętnym wykonuje sesję. Nie wiemy skąd wytrzasnął rozgwiazdy, mamy wrażenie, że przywiózł je ze sobą. :lol: Na pewno są żywe, bo każe je zanurzać co chwilę w wodzie. My też dajemy się namówić na sesję (chyba pod wpływem rumu), jeśli foty nam się nie spodobają nie musimy ich kupować.
Cieszymy się jeszcze kąpielą w tej nieziemskiej wodzie i zmykamy na wyspę.
Załącznik:
Dominikana (358).jpg
Załącznik:
Dominikana (370).jpg
Gdy dobijamy do brzegu, Saona zdaje się sama mówić: “Witam w raju”. 8-)
Załącznik:
Dominikana (373).jpg
Zajmujemy leżaczki. Wszyscy jakoś się rozproszyli, nie czuć takiego tłoku jak rano w Bayahibe. Jeszcze tylko trzeba przebrnąć przez pierwszy 10-minutowy atak sprzedawców cygar, biżuterii i usług masażu i można spokojnie rozkoszować się wypoczynkiem na leżaczku. Patrzysz na te gęste palmy, lazur morza i błękit nieba – tak to jest raj. 8-) Piekielny raj :twisted:, bo słońce grzeje na maxa. Jedyny ratunek to częste wizyty w morzu lub w barze, po chłodny trunek ;)
Załącznik:
Dominikana (378).jpg
Załącznik:
Dominikana (381).jpg
Załącznik:
Dominikana (385).jpg
Załącznik:
Dominikana (418).jpg
Załącznik:
Dominikana (440).jpg
Na 13. zaplanowany jest posiłek. Grillowane langusty płatne dodatkowo 30$. Mamy szwedzki stół – kurczaczki, sałatki, warzywa, ryż itd.
Jest też spaghetti z sosem na bazie pancerzy langusty, z których smak wydobył się idealnie. Istne niebo w gębie. Idę po dokładkę?
Załącznik:
Dominikana (443).jpg
Załącznik:
Dominikana (374).jpg
Załącznik:
Dominikana (444).jpg
Po obiadku relaksu ciąg dalszy.
Załącznik:
Dominikana (445).jpg
Załącznik:
Dominikana (450).jpg
Załącznik:
Dominikana (452).jpg
Załącznik:
Dominikana (481).jpg
Ostatnie spojrzenie na rajskie kolory. Łodzią zostajemy przetransportowani do katamaranu.
Trzeba przyznać, że opinie na temat Saony, że to "must see" nie są w żadnym stopniu przesadzone, bo ją trzeba naprawdę zobaczyć i przeżyć tu kilka chwil ze swojego życia. Czas spędzony tutaj i cała wycieczka to dobrze zainwestowane 100$ (50$/os.).
Załącznik:
Dominikana (484).jpg
Załącznik:
Dominikana (485).jpg
Zakrapiany rumem powrót upływa w rytmie merengue, bachaty i reggaetonu. Fotograf pokazuje nam na kompie foty, chce 30$ za płytkę zdjęć, z całej tej sesji podobają mi się może ze 2, więc rezygnujemy.
Załącznik:
Dominikana (496).jpg
Załącznik:
Dominikana (505).jpg
Załącznik:
Dominikana (508).jpg
Załącznik:
Dominikana (525).jpg
Po ok. 2 godzinach dopływamy do Bayahibe. Pakujemy się do autobusu, jeszcze tylko jeden sprzedawca próbuje nam wcisnąć rum z etykietką z naszym zdjęciem i możemy jechać.
Gdy docieramy do Bavaro już się ściemnia. Pobyt tu kończymy w miejscu, gdzie wszystko się zaczęło czyli w Fast Chef. Muzyka jak zwykle gra na całego, stoły zajęte, najlepszy klimat. O tym miejscu prawie w ogóle nie ma w necie, więc załączam menu, jakby ktoś chciał tu zawitać.
Załącznik:
fast chef.jpg
Idziemy jeszcze na spacer, spotykamy naszego frienda od kokosa. Próbujemy go podpytać o publiczny transport guagua, musimy się jutro dostać na dworzec autobusowy, niestety nie dowiadujemy się za wiele, bo mówi po hiszpańsku. Po rozmowie z taksówkarzem i recepcjonistą kapitulujemy i decydujemy się na zbrodnicze 15$ za transfer na dworzec czyli prawie tyle samo ile zapłacimy za przejazd ponad 200km do stolicy Dominikany. :lol:
Pakujemy się... Pobyt w Bavaro i na Saonie sprawił, że się zrelaksowaliśmy, teraz już jesteśmy gotowi i chętni na poznanie nowego.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 15 Mar 2017 07:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Kwi 2015
Posty: 175
Loty: 226
Kilometry: 356 765
@‌LaVarsovienne‌ z prawdziwa przyjemnoscia i sentymentem czytam Twoja relacje i ogladam zdjecia z miejsc w ktorych bylam jeszcze dwa tygodnie temu.
Czekam na ciag dalszy Waszych przygod,sama relacji raczej nie wysmaze ,choc Dominikana to tak piekny roznorodny kraj ze byloby co opisywac ,oj byloby...
Góra
 Relacje PM off
LaVarsovienne lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 15 Mar 2017 15:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
niebieski
@‌spty13‌ czyli się minęłyśmy:) Cieszę się, że Twoje odczucia związane z Dominikaną są równie pozytywne, co nasze.
PS. Widzę, że Lanzarote Ci się na majówkę szykuje;-) :arrow: iexcl-hola-islas-canarias,1506,97027
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
spty13 lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 16 Mar 2017 10:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Kwi 2015
Posty: 175
Loty: 226
Kilometry: 356 765
minęłyśmy się o 10 dni
poznaję miejsca z Waszych zdjęć :)np. zdjęcia plaży na wysokości hotelu Sunscape .chyba tylko na tym odcinku leża takie worki w wodzie.
Dzięki za link do Kanarów ,bardzo mi się przyda, no w tym roku to się trochę nawyleguję po różnych rajskich plażach:)P
Góra
 Relacje PM off
LaVarsovienne lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 16 Mar 2017 10:22 

Fajna, ciekawa relacja. Z tym kierunkiem mi trochę nie po drodze, ale na zdjęcia palm zawsze jestem chętny w dowolnych ilościach :)
Góra
 PM off
LaVarsovienne lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 18 Mar 2017 03:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
niebieski
Dzień 5 – 12.02. – Santo Domingo

Ostatni poranek w Bavaro. Punktualnie o 8:00 (na naszą prośbę) dostajemy śniadanie do pokoju, a pół godziny później właścicielka hotelu zawozi nas na dworzec Expreso Bavaro. W eleganckim, klimatyzowanym budyneczku siedzą już oczekujący na autobus do Santo Domingo. Kupujemy bilety (400 pesos/os. – ok. 35 zł/os.) i dołączamy do nich. Praktycznie sami miejscowi, jesteśmy jedynymi turystami. Expreso Bavaro kursuje tylko na trasie pomiędzy stolicą, a Bavaro, rozkład i info nt. przystanków: http://www.expresobavaro.com/.
Załącznik:
Doominikana (526).jpg
O 9:00 odjeżdżamy piętrowym autokarem, żegnając rejon Punta Cana. Jeszcze tylko jeden przystanek i jesteśmy załadowani po brzegi. Przed nami ok.200 km drogi.
Załącznik:
do santo domingo.jpg
Klima działa na całego, a ja w sukieneczce i sandałkach z kaszlem a'la gruźlik - skutki nocki z działającym nawiewem.:/ Niestety bagaże w luku, jakoś dam radę.
Dziś jest niedziela, a my jedziemy do...Świętej Niedzieli.:D Właśnie to oznacza nazwa Santo Domingo, jak się można domyślać miasto powstało 7. dnia tygodnia. Miejsce wybrał sam Krzysztof Kolumb, bo stąd było blisko do odkrywania "nowego świata". Całą robotę z budową zlecił swojemu bratu Bartolomeo i tak oto się narodziła stolica Dominikany - najstarsze hiszpańskie miasto w Ameryce.
Załącznik:
Doominikana (527).jpg
Załącznik:
Doominikana (530).jpg
Wysiadamy przy dosyć ruchliwej Avenida Mexico. Od razu dostajemy propozycję podwózki. Jesteśmy trochę zdezorientowani, więc sprawdzam naszą pozycję na google maps. Zona Colonial jest niedaleko, więc idziemy na piechotę. Początkowo miasto nie prezentuje się zbyt ładnie, obdrapane kamienice, podejrzane zaułki, do tego w głowie nam siedzą słowa frienda od kokosa, że wyrywają torebki.;) Jednak dosyć szybko się oswajamy, ludzie nas pozdrawiają, nie czujemy żadnego zagrożenia.
Załącznik:
Doominikana (531).jpg
Załącznik:
Doominikana (538).jpg
Załącznik:
Doominikana (540).jpg
Załącznik:
Doominikana (545).jpg
Załącznik:
Doominikana (551).jpg
Załącznik:
s1.jpg
Załącznik:
Doominikana (557).jpg
Po 20 minutowym spacerku docieramy do naszego hotelu Casa del Sol.
Załącznik:
Doominikana (564).jpg
Jest 12.30 nasz pokój jeszcze niegotowy, więc zostawiamy bagaże i siadamy w pobliskim parku, by trochę odpocząć. Czas mija nam na rozmowie i obserwowaniu życia toczącego się naokoło. Naszą uwagę przykuwa kucharz z Tapas Baru, który coś pitrasi w drzwiach knajpy, może później tam wstąpimy.
Załącznik:
Doominikana (563).jpg
Załącznik:
Doominikana (560).jpg
O 13. dostajemy klucze. Typowy pokój w wiekowej kamieniczce - wysoki ze sztukaterią.
Załącznik:
casa del sol.jpg
Znowu będziemy mieszkać na parterze, w tym przypadku to mega zaleta, bo omija nas wędrowanie z bagażami po wysokich schodach. Ale i tak się wybieramy na górę, by zwiedzić taras. Bardzo fajna miejscówka – miło będzie tu usiąść wieczorem przy winku i rano na śniadaniu. Dla chętnych jest nawet jacuzzi.:)
Załącznik:
Doominikana (569).jpg
Internet, tak jak w poprzednim hotelu śmiga bezproblemowo. Co ciekawe kontakty mają inny układ dziurek i nasze ładowarki udaje się wcisnąć na luzie.
W Casa del Sol zostajemy tylko na 1 nockę, w cenie śniadanko, a koszt naszego pobytu to 55$.
Położenie hotelu jest idealne, całą Zonę Colonial mamy na wyciągniecie ręki.
Wychodzimy na miasto, a w pierwszej kolejności coś zjeść. W powietrzu czuć nadchodzącą ulewę. Jest ponad 30 stopni, gdzieś w oddali zagrzmiało.
Załącznik:
Doominikana (583).jpg
Załącznik:
Doominikana (587).jpg
Skręcamy w zamknięty dla ruchu kołowego deptak Calle El Conde. Tu gdzieś powinien znajdować się Mercure Comercial Santo Domingo, w którym za zgromadzone pkt Accora chcieliśmy spędzić nockę, jednak hotel zniknął z systemu rezerwacyjnego.
Zaczyna się to, co nieuniknione – deszcz. Siadamy w knajpce na obiad. Zamawiamy zapiekanki po 80 pesos i po piwku Presidente. Z bakłażanem, cukinią, papryką smakuje nam tak bardzo, że na talerzu ląduje dokładka.
Załącznik:
Doominikana (590).jpg
Gdy kończymy, deszcz ustaje. Idealnie, idziemy dalej zwiedzać.
Załącznik:
Doominikana (594).jpg
Załącznik:
Doominikana (595).jpg
Załącznik:
s2.jpg
Załącznik:
Doominikana (599).jpg
Deptakiem docieramy do Parku Niepodległości, później to, co lubimy najbardziej - skręcamy w małe uliczki i idziemy bez celu wchłaniając atmosferę miasta.
Załącznik:
Doominikana (602).jpg
Załącznik:
Doominikana (603).jpg
Załącznik:
Doominikana (606).jpg
Załącznik:
Doominikana (608).jpg
Santo Domingo dzięki kolonialnemu charakterowi, nie raz grało w filmie Hawanę, np. w „Ojcu chrzestnym” i „Dobrym agencie”. Rzeczywiście niska kolorowa zabudowa przypomina mi Hawanę widzianą na zdjęciach, czy znaną z dokumentu „Buena Vista Social Club”. Póki co nie mam porównania, póki co...:)
W ogóle nie obchodzą nas nazwy mijanych zabytków, wiem, że stoją tu od wieków i to stanowi o klimacie i prawdzie miasta.
Załącznik:
Doominikana (610).jpg
Załącznik:
Doominikana (613).jpg
Załącznik:
Doominikana (615).jpg
Załącznik:
Doominikana (617).jpg
Tymczasem nasz spacer po Santo Domingo przebiega w słońcu i w deszczu i w rytmie merengue. Muzyka słyszalna jest niemal na każdym rogu. Głośne dźwięki wydobywają się nawet z małych sklepików spożywczych, przed którymi zazwyczaj jest choć jeden stolik i krzesło, by w atmosferze muzyki raczyć się rumem lub zimnym Presdiente.
Załącznik:
Doominikana (623).jpg
Załącznik:
Doominikana (624).jpg
Załącznik:
Dominikana (627).jpg
Załącznik:
Doominikana (629).jpg
Załącznik:
Doominikana (630).jpg
Dorożkarz namawia nas na godzinną przejażdżkę po starówce. Może później skorzystamy. Swoją drogą 20$ to brzmi jak promocja – w porównaniu z porannym 10-minutowym transferem za 15$.
Gdy zaczyna padać na dobre, idziemy uciąć sobie małą drzemkę.

Dzisiaj jest niedziela, w mieście organizowany jest karnawał. Sprawdzam w necie, jest to dosyć daleko, więc póki co odpuszczamy.
Spacerujemy wokół Fortu Ozama, gdzie porozstawiały się straganiki ze wszystkim. Spoglądam na miasto po drugiej stronie rzeki, nie zachęca za zbytnio, ale ciągnie mnie tam, jestem ciekawa tego karnawału.:D Idziemy w stronę Alcazar de Colon, niestety cały czas towarzyszy nam mżawka.
Załącznik:
Doominikana (631).jpg
Załącznik:
Doominikana (633).jpg
Załącznik:
Doominikana (634).jpg
Załącznik:
Doominikana (635).jpg
Załącznik:
Doominikana (638).jpg
Załącznik:
Doominikana (640).jpg
Załącznik:
s6.jpg
Załącznik:
Doominikana (647).jpg
Załącznik:
Doominikana (648).jpg
Załącznik:
Doominikana (653).jpg
Załącznik:
Doominikana (649).jpg
Załącznik:
Doominikana (654).jpg
Załącznik:
Doominikana (658).jpg
Co by tu robić? Na kolację jeszcze za wcześnie, więc wsiadamy do taxi – kierunek karnawał proszę.:D Mostem jedziemy na drugą stronę Rio Ozamy.
Po drodze taksówkarz z dumą wskazuje Mauzoleum Kolumba (zw. Faro a Colon) – wielka betonowa budowla nie należy do najpiękniejszych. Ulice pozamykane, objazdy, bo karnawał. Gdy wysiadamy czujemy się trochę jakbyśmy znaleźli się w innym świecie - klimaty trochę slumsowate. Niezrażeni idziemy w stronę całego piekiełka.
My tu dotarliśmy ok.18.30, a cały event rozpoczął się o 17., jeżeli była jakaś parada to nas ominęła, teraz pozostały nam koncerty i obserwowanie przechadzających się co jakiś czas przebierańców, głównie małolatów. W tłumie można zauważyć dużo mundurowych, więc teren jest zabezpieczony.:D
Załącznik:
Doominikana (659).jpg
Załącznik:
Doominikana (669).jpg
Załącznik:
Doominikana (671).jpg
Chociaż pierwsze wrażenie było dosyć osobliwe, nie czujemy w żadnym momencie niebezpieczeństwa, wręcz przeciwnie ludzie są cudowni. Jak zaczyna mocno padać, przygarniają nas pod duży parasol i dbają, by przypadkiem na mnie nie padał deszcz. A w tej kwestii i tak już pozamiatane. Moje espadryle całe mokre. Właściwie to wszystko mokre. :lol:
Załącznik:
Doominikana (677).jpg
Załącznik:
Doominikana (678).jpg
Mamy szczęście, pomimo tłumów bez problemu udaje nam się zorganizować powrót na starówkę – chłopak nas pyta czy chcemy taxi, ustalamy cenę - jakieś grosze w porównaniu z prawdziwą taksówką i zawozi nas swoim samochodem. W trakcie jazdy z jego radia rozbrzmiewają oczywiście karaibskie rytmy, bo on, jak wszyscy tutaj, słucha miejscowej muzyki, podśpiewując sobie przy tym.
Na kolację idziemy do Tapas Baru Los Navarricos obok naszego hotelu. A tapasy tutaj to miniaturowe kanapeczki, także nie był to najlepszy wybór. Żeby się najeść musielibyśmy zjeść chyba 10 takich talerzyków.:lol:
Załącznik:
tapasy.jpg
Próbujemy kilka opcji i zmykamy do nas na taras. Na szczęście nikogo nie ma, cały jest dla nas. 8-) Przegryzamy miejscowymi serowymi laysami, jakieś wino, z pobliskich lokali słychać gwarek rozmów i merengue, w tle wielki statek Costa Magica płynie do kolejnego portu. Jest klimat!
Załącznik:
Doominikana (683).jpg
Załącznik:
Doominikana (688).jpg
Po deszczowej imprezce ubraliśmy się ciepło, ale już czuję, że do kaszlu dołączy klasyczne przeziębienie. Pomału mnie rozkłada, ale znajduje jeszcze siły na wieczorny spacer.
Załącznik:
Doominikana (697).jpg
Załącznik:
Doominikana (700).jpg
Załącznik:
Doominikana (703).jpg
Załącznik:
Doominikana (702).jpg
Santo Domingo jest warte tego, by zatrzymać się w nim choć na chwilę, miasto ma swój klimat. Jeśli przerwa od plaży to właśnie tu, wśród wiekowych murów.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 19 Mar 2017 22:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
niebieski
Dzień 6 – 13.02. – Las Terrenas

Dzień rozpoczynamy od pysznego śniadania na tarasie. Poprzedni hotel serwował nam ubogą wersję tego posiłku, więc w Casa del Sol doceniamy każdy kęs. Sałatka owocowa różnorodna i obfita, standardowo pieczywo tostowe, mamy też babeczki i hit - jajecznica na szyneczce, którą pani robi specjalnie dla ciebie, jeśli wolisz sadzone - nie ma problemu.?
Załącznik:
Doominikana (707).jpg
Załącznik:
Doominikana (711).jpg
Ostatnie spojrzenie na Zonę Colonial, wpisaną 27 lat temu na listę UNESCO, po czym łapiemy taxi i kierunek dworzec Caribe Tours.
Po drodze mijamy Pałac Narodowy, miejsce pracy prezydenta Dominikany.
Załącznik:
Doominikana (712).jpg
Jest poniedziałek, na ulicach „młyn”, przed samym dworcem utykamy w korku, kierowca łamie przepisy, przez co zostaje upomniany przez panią policjantkę.
Na dworcu kupujemy bilety do Sanchez (340pesos/os.), nasz kierunek to półwysep Samana. Caribe Tours to taka ichniejsza wersja naszego Polskiego Busa – wifi dostępne na pokładzie i dużo tras do wyboru. Ze stolicy można się dostać do wielu miast i miasteczek Dominikany. Ceny i trasy dostępne na stronie: http://www.caribetours.com.do/site/portada/.
Załącznik:
Doominikana (714).jpg
Nasz autobus odjeżdża o 10:00 czyli za 20 min. Poznajemy Włocha, krótka wymiana dominikańskich doświadczeń i w drogę!
Załącznik:
Doominikana (713).jpg
Załącznik:
do las terrenas.jpg
Jeśli wydawało nam się, że w autobusie Expreso Bavaro było zimno, to byliśmy w błędzie. :lol: To, co dzieje się w Caribe Tours to jest dopiero hardkor. Pomimo, że do tej podróży się przygotowaliśmy – długie spodnie, długi rękaw, to i tak czujemy się jak w zamrażalniku.:roll: Puchowe kurtki upchane w naszych walizkach, teraz by się przydały.
Prawie całą trasę jedziemy w deszczu i chyba nie ma szans na przejaśnienia. :/
Załącznik:
Dominikana (720).jpg
Załącznik:
Dominikana (726).jpg
W Sanchez wysiadamy jako jedni z nielicznych, reszta jedzie do miasteczka Samana. Stąd chcemy się dostać do oddalonego o 20km Las Terrenas. Zatem musimy znaleźć sobie jakiś transport. Od razu atakują nas taksiarze od motorów, jest też jeden taksówkarz z samochodem, ale zaproponowana przez niego cena wydaje się nam zaporowa. Rozpoczynają się negocjacje, niestety panowie są w komitywie i jedyne, co nam się udaje ugrać to 100 pesos mniej. Taksówkarz mówi, że więcej nie zejdzie, bo trasa jest trudna, wskazując na pobliską górę.
Załącznik:
Dominikana (728).jpg
Załącznik:
Dominikana (731).jpg
Po drugiej stronie ulicy zatrzymuje się busik guagua, biegnę podpytać, jak można dostać się do Las Terrenas. W busiku zaczyna się gromka dyskusja, z której wynika, że sprawa nie jest taka prosta.:lol: Godzimy się w końcu na taxi. Rzeczywiście trasa nie jest łatwa, jeździmy po górach, cały czas pada, warunki na drodze są ciężkie, do tego nasz kierowca spalił klocki. :roll:
Jakimś cudem udaje się nam dojechać do naszego kolejnego miejsca noclegowego – Casa Delfin Guest House. Kierowca nie ma jak wydać, z pomocą przychodzi człowiek z pobliskiej knajpy, który ratuje nas swoimi pesosami. Po raz kolejny stwierdzam, że Ci ludzie są cudowni.
Nasz pokój położony na piętrze jest prosty i schludny. Widać, że Dominikańczycy muszą lubić telewizję. pomimo, że jest to nasz najtańszy nocleg (31,5$/noc) na wyposażeniu jest telewizor z płaskim ekranem, z dużą ilością kanałów - tak jak w poprzednich hotelach. Jest moskitiera i elektryczna rakieta na robaki, co może sugerować, że będą nas tu odwiedzać różni goście.:D Na szczęście nie ma klimy, to dobrze, bo już zaczynam odczuwać lęki na myśl o tym urządzeniu.:D
Załącznik:
casa delfin.jpg
Załącznik:
Dominikana (746).jpg
Na zewnątrz ściana deszczu, więc nie pozostaje nam nic innego, jak zejść do knajpki na dole, przy okazji oddamy kasę i zrewanżujemy się naszemu wybawcy, zamawiając u niego posiłek.
Załącznik:
Dominikana (747).jpg
Załącznik:
Dominikana (748).jpg
Mała knajpka w karaibskim stylu prowadzona jest przez małżeństwo. Właściciel pokazuje nam świeży, własnoręcznie zrobiony przez jego żonę makaron tagliatelle, proponując nam przy tym pastę z krewetkami (400 pesos). Super, zatem zamawiamy.
Załącznik:
Dominikana (752).jpg
Na początek dostajemy kanapeczki z guacamole i pomidorkami. Zamawiamy po kieliszku wina i niestety dla nas dostajemy Carlo Rossi.:lol: Dominikańczycy kochają to wino, w sklepach półki uginają się od butelek tej marki. My nie lubimy, ale w żaden sposób nie psuje nam to ogólnego wrażenia, bo danie główne to istne niebo w gębie. Sos cudowny. Właściciele są tak gościnni, że dostajemy jeszcze ciasto na deser.
Załącznik:
lt1.jpg
Gdy deszcz ustaje idziemy poznać Las Terrenas. Jest szaro, więc i plaże nie prezentują się za pięknie. Żółty piasek nie dorównuje temu bialutkiemu z Bavaro, do tego miejscowa rzeczka wpływająca do morza, wyrzuciła masę śmieci na brzeg. :?
Załącznik:
Dominikana (767).jpg
Załącznik:
Dominikana (770).jpg
Załącznik:
Dominikana (776).jpg
Załącznik:
Dominikana (778).jpg
Samo miasteczko to istny hmmm "burdel na kółkach" :lol: – samochody, motory, quady…podczas gdy w Bavaro mogliśmy sobie chodzić środkiem ulicy, tu trzeba uważać, by nikt Cię nie zabił, jak chcesz przejść na drugą stronę. Do tego sklepik na sklepiku, knajpa na knajpie i masa biur z wycieczkami nastawione na francuskiego turystę. I jeszcze w całym tym bałaganie elegancka boulangerie, niczym z Paryża.:D
Wymieniamy trochę kasy, kupujemy w aptece leki na przeziębienie, bo nasze zapasy się skończyły i zmykamy do nas.
W porównaniu z miasteczkiem nasz hotelik to istna oaza spokoju, oddalony 15 minut spacerem od tego całego bałaganu. W towarzystwie kotów odpoczywamy w kąciku na balkonie. Znowu pada, podobno taka pogoda jest tu już od trzech dni. Oby się poprawiło, w końcu zostajemy tutaj na 4 nocki.
Załącznik:
ls2.jpg
Załącznik:
Dominikana (782).jpg
Wieczorem idziemy do miasta na pizzę. Warto wspomnieć, że oprócz Francuzów, osiedliło się tutaj dużo Włochów, dlatego też nasza pizza jest wyśmienita. Pod osłoną nocy Las Terrenas prezentuje się lepiej, na ulicach spokojniej, knajpki nad morzem nabrały klimatu. Jeszcze tylko poprosimy o słońce na jutro i może się zaprzyjaźnimy z tym miejscem;-)
Załącznik:
Dominikana (800).jpg
Załącznik:
Dominikana (803).jpg
Załącznik:
Dominikana (804).jpg
Załącznik:
Dominikana (823).jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 20 Mar 2017 17:17 

Rejestracja: 18 Gru 2015
Posty: 102
Loty: 69
Kilometry: 147 644
Jak zwykle super relacja :D :D Pozdrawiam i czekam na więcej :D :D
Góra
 Relacje PM off
LaVarsovienne lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 20 Mar 2017 21:09 

Rejestracja: 10 Maj 2014
Posty: 1692
złoty
@‌LaVarsovienne‌ czytam z zaciekawieniem i dziękuję za pokazanie mi innej Dominikany, niż ta resortowa :)
_________________
http://www.ineedatrip.pl
Góra
 Relacje PM off
LaVarsovienne lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 23 Mar 2017 03:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
niebieski
Dzień 7 – 14.02. – Las Terrenas

Otwieram oczy i już wiem, że pod względem zdrowotnym będzie to mój najgorszy dzień.:?
Na szczęście K. czuje się dobrze, więc organizuje nam bułeczki na słodko na śniadanie, przy okazji odkrywa, że po wczorajszych ulewach miasteczko zostało posprzątane, wokół rzeki nie ma żadnych śmieci, a na dodatek słońce próbuje się przebić przez chmury.
Załącznik:
Dominikana (834).jpg
Załącznik:
Dominikana (835).jpg
Załącznik:
Dominikana (827).jpg
Załącznik:
Dominikana (829).jpg
Załącznik:
Dominikana (839).jpg
Do południa pogoda nie może się zdecydować, czy ma być pochmurno, czy słonecznie. Na szczęście ostatecznie wygrała jaśniejsza strona mocy, obdarowując nas błękitem nieba.
Załącznik:
Dominikana (844).jpg
Załącznik:
Dominikana (866).jpg
Załącznik:
Dominikana (882).jpg
Załącznik:
Dominikana (889).jpg
Załącznik:
Dominikana (896).jpg
Załącznik:
Dominikana (891).jpg
Czas spędzamy na oddalonej 15 minutowym spacerkiem Playa Las Ballenas. Miejsce jest bardzo przyjemne – piaseczek jaśniutki, woda krystaliczna.
Załącznik:
Dominikana (917).jpg
Załącznik:
Dominikana (930).jpg
Załącznik:
Dominikana (928).jpg
Załącznik:
Dominikana (916).jpg
Idziemy dalej, ale plaża dosyć szybko się kończy. Robimy sobie zatem przerwę na obiad w beach barze Solymar.
Załącznik:
Dominikana (938).jpg
Gdybym była w pełni sił, pewnie pojechalibyśmy stąd na plażę Bonitę, wg tripadvisor nr 1 w tych stronach. Ale jak wiadomo dzisiaj nie czuję się najlepiej, a 2 km, które w sumie przeszliśmy to w tym stanie jest dla mnie jak wielka wyprawa. Poza tym Playa Las Ballenas okazała się wystarczająco urokliwa i to ona jest dla nas nr 1 w Las Terrenas.
Po raz pierwszy łapiemy mototaxi, na dodatek siedzimy we trójkę na jednym motorze.

Wieczorem walentynkowe szaleństwo, w knajpach ciężko o stolik. Najchętniej poszłabym do nas na dół, ale miejscówka jest ciągle okupowana przez wiecznych backpackersów, takich 60+, na dłuższą metę bywają męczący.;-)
Kierujemy zatem w miasto, cudem dostajemy stolik w La Terrasse, bo ktoś nie skorzystał ze swojej rezerwacji. Przy okazji Dnia Zakochanych w knajpach można zobaczyć pary mieszane, które połączyła…seksturystyka. ;) Głównie są to biali panowie z murzynkami, możliwe, że imigrantkami z Haiti.
Załącznik:
la terrasse.jpg
Skubię trochę moje ravioli, których ciasto przypomina polskiego pieroga, z kolei mężowe kalmary trochę gumowate, choć w pysznym sosie.
Nie jestem w tym roku romantyczną Walentynką, niemniej i tak jest fajnie, bo jesteśmy tu. Razem.
Do snu utula mnie marzenie o zdrowiu i słynna fraszka Kochanowskiego "Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz." :lol:

Dzień 8 – 15.02. – El Limon

I stał się cud, głowa wolna od choroby, jeszcze tylko kaszel, ale to nieważne, mam energię do działania.8-)
Na śniadanie idziemy do boulangerie. No skoro już tu jest to trudno nie skosztować tych pysznych wypieków.:P Do tego cudowna kawka…dzień zaczął się idealnie.8-)
Załącznik:
Dominikana (954).jpg
Załącznik:
Dominikana (957).jpg
Załącznik:
Dominikana (951).jpg
Załącznik:
Dominikana (958).jpg
Plan na dzisiaj to wodospad El Limon, zatem idziemy w stronę przystanku. Przynajmniej tak nam się wydawało, bo gps wskazuje, że tak jakby go przeszliśmy. Pytam się babki z pobliskiego baru na plaży, mówi, że możemy czekać tu, bo zaraz coś przyjedzie i wystarczy machnąć ręką. I rzeczywiście po 2 minutach nadjeżdża…pickup. Dosiadamy się na pace do pozostałych pasażerów, jak się okazuje większość z nich to pracownicy hotelu Grand Bahia, więc niebawem wysiadają, a my kontynuujemy Karaiby Express. Dosłownie, bo taki przejazd to koszt 1$/os., a dokładnie 50 pesos/os.:D
Załącznik:
Dominikana (1068).jpg
Miasteczko El Limon jest oddalone ok. 15 km od Las Terrenas. Gdy dojeżdżamy kierowca od razu krzyczy do chłopaków na motorach, że mają nas zawieźć pod samo wejście do parku narodowego. Skręcamy do wioski, w której miejscowi hodują konie, będące popularnym środkiem transportu nad wodospad. Płacimy za mototaxi po 50 pesos i zaczynają się negocjacje wycieczki konnej. Szczerze, nie chcę słyszeć o żadnych koniach :lol: zwyczajnie się boję. :roll: Czytałam, że do wodospadu można dostać się na piechotę i to mnie interesuje. Oczywiście wg szefuńcia nie ma mowy, że daleko, że rzeka, że błoto, że nie damy rady. Mąż dobija targu, zgadzając się na 1300 pesos za 2 os., a ja wściekła, że co to za chora cena, a w ogóle to nigdzie nie jadę. :lol:
Wstęp do parku jest biletowany, więc płacimy jeszcze po 50 pesos/os. i możemy zaczynać wycieczkę. Z pomocą chłopaków zasiadam na mojego wierzchowca i zaczęła się jazda bez trzymanki. Trasa od razu prowadzi ostro w dół, po kamieniach, kamyczkach, masakra. Krzyczałam, płakałam, już chciałam schodzić, gdy po 2 min. koń wlazł do wody, a grunt trochę się wyrównał. :D Emocje ze mnie zeszły, zaczęłam się oswajać. Mąż coś do mnie mówi, w odpowiedzi usłyszał wiązankę.:D W końcu to on mnie w te konie wmanewrował.;-) Oczywiście przejście przez rzekę, w której koń był prawie po pas było najbardziej stabilnym elementem wycieczki. Potem znowu po górkach, górach, kamieniach.
Jednak z każdej minuty na minutę cieszyłam się z tej wycieczki, pokonałam swój lęk, a do tego te krajobrazy i super przygoda. Do pomocy dostaliśmy 2 chłopaków-opiekunów, robili nam zdjęcia, byli bardzo mili i pomocni.
Załącznik:
Dominikana (1079).jpg
Załącznik:
Dominikana (1082).jpg
Załącznik:
Dominikana (1091).jpg
Załącznik:
Dominikana (1094).jpg
Załącznik:
Dominikana (1095).jpg
Po ok. pół godzinie doszliśmy do widokowej knajpy, gdzie zostawia się zwierzęta. Chwilę odpoczęliśmy przy piwku i teraz przed nami droga w dół na piechotę.
Załącznik:
Dominikana (1099).jpg
Załącznik:
Dominikana (1107).jpg
Najpierw mijamy mniejszy wodospad.
Załącznik:
Dominikana (1110).jpg
Później przeprawa przez rzeczkę, by po chwili znaleźć się przy kilkudziesięciumetrowym wodospadzie El Limon. Mamy szczęście, bo prawie jesteśmy sami. Bryza z wodospadu nieźle daje. Ale jest pięknie.:)
Załącznik:
Dominikana (1120).jpg
Załącznik:
Dominikana (1124).jpg
Załącznik:
Dominikana (1133).jpg
W powrotną drogę wspinaczka, na co mój mąż: "Boże, jeszcze te konie." W tym samym czasie ja w myślach: "Dzięki Bogu, że dalej będą konie." :lol:
W knajpie krótki odpoczynek, by po raz ostatni podziwiać ten cud natury.
Załącznik:
Dominikana (1147).jpg
Załącznik:
Dominikana (1155).jpg
Idziemy do koników i nagle ma miejsce mega niemiła sytuacja. Jedyny moment na tym wyjeździe, kiedy zawiodłam się na tych ludziach. Jeden z naszych opiekunów każe zapłacić nam po 10$ za ich opiekę czyli w sumie 20$. W przeciwnym wypadku dalej nie jedziemy. Oczywiście mieliśmy w planach dać im napiwek, ale w tym momencie trochę przegięli. Przecież cenę ustalaliśmy z ich szefem, więc nie mają prawa się tak zachowywać. Zaproponowaliśmy im nasz napiwek, ale nie chcieli go przyjąć, tzn. jeden się stawiał, a drugi się nie odzywał. No nic, stwierdziliśmy, że w takim razie nie będziemy dalej z nimi dyskutować, wracamy na piechotę. Gdy ruszyliśmy w kierunku trasy powrotnej zawołali nas, że mamy jednak wsiadać na konie. Sytuacja zrobiła się niezręczna, przez pierwsze kilka minut powrotu nikt się do siebie nie odzywał, już nie pomagali nam, np. gdy jeden z koni zaczął zbyt swawolnie truchtać.
Załącznik:
Dominikana (1168).jpg
W drodze powrotnej mijamy kobiety, które z ciężkim oddechem przystają po przejściu przez rzekę. Takie zmęczone, a większość drogi dopiero przed nimi. Po raz kolejny cieszymy się, że wybraliśmy wycieczkę konną.:D
Pomimo "kwasu" z naszymi pomocnikami, gdy doszliśmy do miejsca, w którym zaczęła się ta cała przygoda, nadal chcieliśmy dać im napiwek, oczywiście nic nie wzięli, bo patrzył bileter z budki, który z kolei miał przygotowaną dla nich dolę od szefa. Chciwość ich zgubiła, gdyby szef się dowiedział, że tak się zachowali, podejrzewam, że mieli by niezłe problemy.
Siadamy jeszcze w knajpce, kupujemy wodę i gadamy o swoich wrażeniach. Chcę skorzystać z toalety, pani zaprasza mnie do swojego domu - ten niebieski po prawej. Miło:)
Załącznik:
Dominikana (1178).jpg
Idziemy wioską do głównej drogi z nadzieją, że tam złapiemy jakiś transport. Mijamy po drodze wycieczkowiczów na koniach. Facet na luzie, bez trzymanki, z kamerą w ręku. Śmiejemy się, bo wiemy jaka ich czeka zaraz ostra przeprawa w dół.
Załącznik:
Dominikana (1179).jpg
Załącznik:
Dominikana (1181).jpg
Łapiemy chłopaków na motorach, którzy za 150pesos/os. zawożą nas bezpośrednio do Las Terrenas. Fajnie, bo to jest bardzo przyjemna trasa na motor. Te widoki i wiatr we włosach!
Załącznik:
Dominikana (1196).jpg
Załącznik:
Dominikana (1209).jpg
Załącznik:
Dominikana (1218).jpg
Załącznik:
Dominikana (1219).jpg
Na pace pick-upa, na motorach i w końcu na koniach, by dotrzeć do wodospadu, to była super przygoda i niezapomniana wycieczka.
A teraz przed nami wspaniała uczta, bowiem idziemy na obiad do słynnych budek rybackich, które znajdują się na plaży w Las Terrenas. Jeśli świeża ryba to tylko tu.
Załącznik:
Dominikana (959).jpg
Załącznik:
Dominikana (984).jpg
Załącznik:
Dominikana (986).jpg
Siadamy w jednej knajpce i bez kombinowania zamawiamy 2 pierwsze pozycje i zimne piwko. W oczekiwaniu na jedzonko obserwujemy jak rybacy wyładowują połowy.
Załącznik:
Dominikana (972).jpg
Załącznik:
Dominikana (975).jpg
Załącznik:
Dominikana (979).jpg
Załącznik:
Dominikana (981).jpg
W końcu dostajemy ryby w limonkach, nie muszę chyba dodawać, że pychota.:D
Na tym odcinku morze nie jest za ładne, bo wpływa do niego rzeka, tworząc charakterystyczną brązową poświatę, niemniej i tak okoliczności przyrody są cudowne – siedzimy sobie na plaży, jemy pyszny obiad, popijając zimnym Presidente.
Załącznik:
Dominikana (994).jpg
Załącznik:
Dominikana (995).jpg
Załącznik:
Dominikana (996).jpg
Rachunek wyniósł 950 pesos, oczywiście w takich miejscach nie obowiązuje dodatkowe 28%. Wracamy w nasze rewiry.
Załącznik:
Dominikana (1006).jpg
Żeby dzień był na maxa idealny dostajemy jeszcze w prezencie takie niebo na koniec. Tak, to był super dzień!:-)
Załącznik:
Dominikana (1028).jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 25 Mar 2017 18:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
niebieski
Dzień 9 – 16.02 – Samana i Cayo Levantado

Poranek ciężki, przyjechali Francuzi, ich dzieciak obudził się chyba o 5. i biega po całym balkonie. krzyczy, piszczy, budzi co chwilę. Plus pojawienia się tego dziecka taki, że w w kranie gorąca woda. Wg komentarzy na bookingu nikt jeszcze nigdy nie dostąpił tego zaszczytu, a my mamy.:lol:
Powtarzamy wczorajszy scenariusz czyli śniadanie w boulangerie, a potem wycieczka. Dzisiaj zamawiam croissanta na słono, do tego świeżo wyciśnięty sok pomarańczowy.
Załącznik:
Dominikana (1036).jpg
Załącznik:
Dominikana (1038).jpg
Przed sklepem spożywczym, w którym zaopatrujemy się w wodę, widzę dziewczynę z bagażem, pytam się czy czeka na pickupa, na co dostaję odpowiedź guagua. W końcu! Sławetny, dominikański transport publiczny, nie mogliśmy na niego trafić w Bavaro, udało się na półwyspie Samana.
Chwilę później siedzimy już w busiku. Mówisz kierowcy, gdzie chcesz jechać i on Cię wysadza w danym miejscu na kursującej przez niego trasie. Nasz cel to miasteczko Samana, po drodze przesiadka w El Limon, płacimy tyle samo, co wczoraj za pickupa czyli 50pesos/os., i kolejnym guagua ruszamy od razu do Samany. (El Limon-Samana 70pesos/os.).
Załącznik:
do samany.JPG
Droga trochę się dłuży, bo co chwilę ktoś wsiada, wysiada, a na dodatek dzieci wyszły ze szkoły i też chcą wsiąść, a miejsc w środku mało.
Nota bene wszystkie dzieci są śliczne, ubrane w ładne błękitne mundurki.:) W ogóle ludzie są kolorowi, nie ubierają się ponuro. Nawet tu na tych wioskach. Kolor uosabia ich charakter. Są żywiołowi i pogodni, uśmiechnięci i serdeczni dla nas. Kobiety są zadbane, a numerem jeden dla nich jest manicure, im więcej kolorowych wzorków na jednym paznokciu, tym lepiej, nigdy jednolicie.
Dominikańczycy to kolorowy naród również pod względem ubarwienia skóry. Moje wyobrażenia o rodowitych mieszkańcach tego kraju to śniada karnacja wpadająca w pomarańczowy. Tymczasem ludność jest bardzo wymieszana. Przodkowie Indian Taino, a z drugiej strony Hiszpanów i Afrykańczyków, którzy przypłynęli tu wraz z Kolumbem. W późniejszych latach kolejni emigranci, obecnie najwięcej ciemnoskórych z uboższego Haiti, a także Europejczyków.

Do portu w Samanie dojeżdżamy ok. 13. Tu chcemy zakupić jakiś rejs. Są dwie opcje, pierwsza to humbaki, akurat jest okres, kiedy przypływają one do Zatoki Samana na gody i by rodzić młode. Niestety za obserwowanie kawałka wynurzającego się z morza ogona ceny są zaporowe - ponad 100$, zatem decydujemy się na opcję drugą czyli rejs na wysepkę Cayo Levantado. Za ok.1000 pesos za naszą dwójkę mamy w sumie rejs VIP, bo jesteśmy jedynymi pasażerami na statku. Na pierwszy rzut oka mogło to prezentować się dziwnie, dwóch białasów i trzech ciemnoskórych z załogi, ewidentnie płyniemy na oddanie nerki.:D Komuś daliśmy pieniądze, ktoś inny jest kapitanem na statku, bez żadnych biletów, ale my uradowani płyniemy!
Załącznik:
Dominikana (1240).jpg
Załącznik:
Dominikana (1232).jpg
Załącznik:
Dominikana (1246).jpg
Cayo Levantado jest to niewielka wysepka, na której znajduje się jeden hotel Grand Bahia. Wyspa zw. jest też Bacardi Island - bo właśnie tu w latach 90. nagrano reklamę tego trunku.

Już z oddali widać, że miejsce cieszy się dużą popularnością, ludzików na plaży sporo. Hotelowicze mają swoją oddzielną plażę, więc są odizolowani od tego codziennego najazdu turystów. My dopływamy po ok. 20 minutach.
Załącznik:
Dominikana (1255).jpg
Załącznik:
Dominikana (1256).jpg
Załącznik:
Dominikana (1266).jpg
Załącznik:
Dominikana (1267).jpg
Załącznik:
Dominikana (1268).jpg
Cayo Levantado to fajne miejsce na relaks, przynajmniej na 2,5 godz. się sprawdza. Leżaczki, drinki, biały piaseczek, palmy i relaksujący kolor morza. W ramach aktywności fizycznej można pozbierać ładne muszelki.:D
Załącznik:
Dominikana (1270).jpg
Załącznik:
Dominikana (1273).jpg
Załącznik:
Dominikana (1278).jpg
Załącznik:
Dominikana (1282).jpg
Załącznik:
Dominikana (1307).jpg
Załącznik:
Dominikana (1336).jpg
Załącznik:
Dominikana (1340)a.jpg
Załącznik:
Dominikana (1346).jpg
Załącznik:
Dominikana (1354).jpg
Załącznik:
Dominikana (1376).jpg
Załącznik:
Dominikana (1377).jpg
Gdy nadchodzi czas powrotu idziemy na przystań, okazuje się, że będziemy teraz płynąć z pracownikami hotelu, trochę czekamy zanim wszyscy się uzbierają, ale czas umila nam nie lada atrakcja. Domino! Dominikańczycy kochają tę grę. Akurat mamy farta, bo siedzimy obok graczy. A wszystko zaczęło się niepozornie, gdzieś z kącika wyjęto drewniany blat, ktoś rozwinął zawiniątko z białymi płytkami, w mgnieniu oka znalazło się czterech chętnych i rozpoczyna się gra! A obserwowanie jak grają to istny spektakl. Żywiołowe uderzenia "kamieniami" o blat, im głośniej dołączysz swój element, tym lepiej. Po kilku kolejkach ktoś odpada, a potem walka o to, kto ma się dosiąść, bo grać chcą wszyscy.
Załącznik:
domino.jpg
Gdy dopływamy jest już grubo po 17., nie jedliśmy jeszcze obiadu, ale priorytetem jest dla nas znaleźć transport powrotny do Las Terrenas. Za radą przechodnia idziemy w stronę dworca guagua, z tego, co pamiętamy jest to dosyć daleko od portu. Chyba czeka nas długi spacerek. Cykam fotę do „pontonów” i nagle przychodzi rozwiązanie.
Załącznik:
Dominikana (1389).jpg
Dogania nas para, która z nami płynęła, razem łapiemy tuk tuka na dworzec. Oni również chcą dostać się do Las Terrenas.
Nasz guagua zapełnia się dosyć szybko, po drodze zgarniamy może ze 2 osoby, dopóki ktoś nie wysiądzie nie ma wolngo miejsca. W trakcie jazdy wywiązuje się dyskusja z kierowcą, by zawiózł nas bezpośrednio do Las Terrenas, chętnych jest w sumie 7 osób, ale on nie chce się zgodzić, po wielkich namowach trwających całą podróż do El Limon i podwojeniu stawki za drugi etap podróży w końcu się zgadza. I całe szczęście, bo okazuje się, że o tej porze jedyne, co by nam pozostało to taxi z El Limon.
Załącznik:
Dominikana (1391).jpg
Załącznik:
Dominikana (1393).jpg
Załącznik:
Dominikana (1394).jpg
Po całym dniu jesteśmy mega głodni, więc dziś na kolację mega uczta – karaibska paella.8-) Takie pyszności serwuje El Cayuco.
Załącznik:
Dominikana (1045).jpg
Załącznik:
Dominikana (1047).jpg
Załącznik:
Dominikana (1051).jpg
Żegnamy się z Las Terrenas i półwyspem Samana w wielkim stylu. Jutro znowu w drogę!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez LaVarsovienne, 05 Kwi 2017 12:56, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 30 Mar 2017 15:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
niebieski
Dzień 10 – 17.02. – Boca Chica

Nadszedł czas na ostatni etap naszej podróży - wracamy na południe wyspy. Wg porady właściciela guesthouse’u, zamiast Caribe Tours, pojedziemy guagua.
Miły chłopak ogarnia nam jeszcze mototaxi z postoju obok za 100 pesos/os. Super, bo cennik, który tam widnieje to istna masakra.
Rozliczamy się za pobyt – 126$/4 noce, pożegnalne selfie, walizki na kierownicę i w drogę!
Trzeba przyznać, że Casa Delfin to była bardzo fajna miejscówka, będziemy wspominać z sentymentem.:-)
Załącznik:
Dominikana (1062).jpg
Być pieszym w Las Terrenas nie jest łatwo, ale być uczestnikiem ruchu drogowego na motorze to jest dopiero dramat.:lol: Na dodatek nasze jednoślady się rozdzielają, więc widzimy się z mężem dopiero na miejscu.
Nasz guagua właśnie podjechał, pan ładuje nasze walizki na przyczepę. Ludzie pomału się zbierają, a my przypominamy sobie, że jeszcze nie jedliśmy śniadania. Naprzeciwko K. wypatruje miejscówkę, gdzie dają coś do jedzenia i chyba coś dobrego, bo ciągle ktoś tam kupuje. Okazuje się, że za 50 pesos pani robi pyszne tosty, więc po chwili i my zajadamy je ze smakiem.
Cieszę się na myśl o podróży guagua z kilku powodów. Po pierwsze brak klimy, po drugie jedziemy bezpośrednio do Santo Domingo, po trzecie zaoszczędzimy.
Załącznik:
Dominikana (1063).jpg
Załącznik:
do boca chica.JPG
Wyruszamy ok. 11., chwilę poźniej biletowy zbiera od wszystkich pieniądze, za naszą dwójkę płacimy 750 pesos.
Na tej trasie jest kilka opłat drogowych, co warto mieć na uwadze np. przy wynajmie samochodu.

W Santo Domingo wysadzają nas przy dworcu guagua, skąd dojedziemy bezpośrednio do naszego celu. Generalnie okolice Parque Enriqillo to jest skupisko wielu przystanków guagua. Jeśli ktoś ma potrzebę skorzystać to polecam przybliżyć google maps, są zaznaczone wszystkie przystanki z nazwami miejsc docelowych.

Wsiadamy do rzęcha, którego bagażnik jest taki pojemny, że mieści się w nim aż jedna nasza kabinówka.:lol: Zajmujemy ostatnie wolne miejsca w autobusie i od razu ruszamy w kierunku Boca Chica. Podroż trwa ok. pół godziny, a koszt 170pesos/os.
Nasze ostatnie miejsce noclegowe wybraliśmy z uwagi na bliskość lotniska Las Americas, z którego będziemy mieli lot powrotny. Ma być również ostatnie cieszenie się plażą, morzem, klimatem karaibskim.
Kierowca guagua wysadza nas przy Calle Duarte, spacerek dzieli nas od naszego hotelu.
Załącznik:
Dominikana (1396).jpg
W Residencial Las Palmeras jakoś nie za bardzo na nas czekają. Odsyłani od jednego ochroniarza do drugiego, w końcu przyjmuje nas jakaś babka, mówiąca tylko w języku hiszpańskim. Od razu się rozliczamy, nie ma jak wydać kasy, więc płacimy 103$, zamiast 108$ (za 2 nocki). Idziemy do jednego z budynków, które są rozsiane na terenie kompleksu. Babka prowadzi nas do naszego pokoju - schodami na 3. piętro, otwieramy drzwi, a tam dalej schody :D Także mamy 4. piętro bez windy. Ale w nagrodę jest widok na trzy strony świata, do tego balkon ciągnie się przez prawie cały nasz pokój.:) To zdecydowanie również wynagradza podstarzałe meble i syfiasty aneks kuchenny, z którego i tak nie zamierzamy korzystać.
Załącznik:
Dominikana (1397).jpg
Załącznik:
Dominikana (1401).jpg
Załącznik:
Dominikana (1404).jpg
Po podróży czas na relaks, a że mamy w końcu basen, zatem zmierzamy w jego kierunku. Położony pośród zadbanej roślinności w towarzystwie przyjemnego baru, tak, to może być świątynia relaksu.:D
Załącznik:
Dominikana (1406).jpg
Załącznik:
Dominikana (1415).jpg
Załącznik:
Dominikana (1418).jpg
Gdy głód przypomina o sobie, ruszamy na zapoznanie się z miasteczkiem.
Niestety, ale Boca Chica nie robi na nas dobrego wrażenia, plaża udeptana, w większości wąska, z upchanymi barami. Dużo ludzi, ciągle ktoś coś od Ciebie chce, szemrane typki, bezzębni, beznodzy. Nie zdziwię się, jak zaraz będą nam chcieli wcisnąć narkotyki (na to poczekamy jeszcze kilka godzin :lol:).
Załącznik:
Dominikana (1419).jpg
Załącznik:
Dominikana (1420).jpg
Siadamy w jednej knajpie, ale ciągle nas zaczepiają, nie ma spokoju. Zmieniamy miejsce na ciut droższe i to był bardzo dobry wybór. Tu jest normalny piaseczek i spokój, a na dodatek pyszne kalmary w cieście. (275 pesos).
Załącznik:
kalmary.jpg
Załącznik:
Dominikana (1428).jpg
Podczas spaceru kolejny smutny obrazek. Zacieniony skwerek opanowany przez kilkanaście bezdomnych psów. Generalnie w tych stronach świata bezpańskie piesełki to normalka, nieraz widywaliśmy na plaży w Las Terrenas, ale nie w takiej ilości naraz, do tego w miejscu, gdzie słońce nigdy nie dochodzi, jakoś przygnębiająco.:/
Wracamy do nas, mąż idzie popływać, a ja przy zachodzie słońca zaczynam rozważania na balkonie.
Załącznik:
Dominikana (1434).jpg
Trochę odczuwam porażkę, bo spędzimy tu ostatnie 2 nocki, a nie ma tu takiego klimatu, jakbyśmy chcieli, żeby był. Nie tak chcemy żegnać Karaiby, Na maksa żałuję, że nie jesteśmy dziś znowu w Santo Domingo, poszlibyśmy sobie wieczorem do jednego z małych lokali, gdzie leci merengue, a z których nie skorzystaliśmy wtedy, bo już przeziębienie dawało o sobie znać. Można było też jechać gdzieś na wschód w stronę Haiti, np. w rejony Barahony, gdzie wydobywa się larimar, kamień, który występuje tylko i wyłącznie w Dominikanie. Można, by zrobić wiele rzeczy, ale tego już nie zmienimy, za to zawsze można wprowadzić w życie plan awaryjny.:twisted:
Patrzę na ulotkę wycieczek, którą wręczył nam chłopak na ulicy, Isla Catalina wydaje się idealną ucieczką, szybki research wykazuje, że tam może być namiastka raju. Cena 50$/os. do przełknięcia. Gdy mąż wraca z basenu od razu podchwytuje mój pomysł. A że się ściemnia i czasu na organizację jutrzejszej wycieczki mało, więc idziemy szybko do chłopaka od ulotki. Na szczęście jest, a biuro z wycieczkami obok czynne. Uff! Na początku gadka, że na jutro się nie da, że najlepiej pojutrze, ale pojutrze my będziemy siedzieć już w samolocie, więc musi być jutro. Szefuńcio wydzwania, próbuje załatwić, a towarzystwo częstuje nas mamajuaną czyli dominikańskim eliksirem. W butli wypchanej korą i gałązkami znajduje się mieszanka rumu i czerwonego wina. Szczerze? Smakuje jak syrop Tussipect na gardło.:lol: Ale panowie się zachwycają, że ten eliksir przynosi niezłe efekty.
Załącznik:
Dominikana (1436).jpg
W końcu udaje się dokonać dealu, a więc jutro jedziemy na wycieczkę.:D 8-) Zaczęło padać, a my biegniemy do kantoru, by wymienić 70 euro, które mieliśmy przeznaczyć na powrotną Brukselę. Trudno, tam poradzimy sobie kartą, a na opłacenie wycieczki potrzebna nam gotówa. Jeśli miałabym znaleźć jakieś zalety Boca Chici to niewątpliwie są to długo pracujące kantory, mające świetne kursy, najlepsze, jakie spotykamy na całym wyjeździe: 47,15DOP/1$, 49,60DOP/1euro.
Aby przypieczętować decyzję o jutrzejszej wycieczce, kupujemy wino i pizzę na wynos, które zaraz spożyjemy na balkonie naszego penthouse’u. Jest miło, do momentu, gdy w barze przy basenie zaczyna się włoskie karaoke. :lol:
Załącznik:
Dominikana (1438).jpg
Na początku jeszcze jest spokojnie, ale z upływem wypitych procentów przez uczestników tej zabawy zaczyna się robić tragicznie.:D Zamykam okno, przepraszam się z klimą, a mąż już drzemie o Catalinie:-)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#15 PostWysłany: 01 Kwi 2017 18:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
niebieski
Dzień 11 – 18.02. – Isla Catalina

Budzimy się o 7., po raz pierwszy na tym wyjeździe czujemy niewyspanie.
Poranek za oknem wydaje się sielski, hmmm, a może trzeba było nigdzie nie jechać, tylko zostać tu? :lol:
Załącznik:
Dominikana (1440).jpg
Nasz dzisiejszy cel - Isla Catalina, podobnie jak Saona jest częścią Parque Nacional Del Este. Różnica (oprócz wielkości) jest taka, że wokół Cataliny są rafy koralowe, dlatego też przyciąga wielbicieli snoorklingu i nurkowania.
Załącznik:
Parque Nacional del Este.JPG
Schemat wycieczki zaczyna się podobnie, jak w przypadku Saony – zatrzymujemy się w sklepie, ale tym razem w fajnym sklepie, za 4$ kupuję bransoletkę, więc jestem zadowolona. :twisted:
Załącznik:
Dominikana (1456).jpg
Później dojeżdżamy do La Romany, skąd odpływamy w kierunku wyspy. Rum, piwo, ichniejsza cola oraz lunch wliczone w cenę.
Załącznik:
Dominikana (1460).jpg
Na początku przystanek na snoorkowanie. Niestety nasz jacht zakotwiczył dosyć daleko od brzegu, jesteśmy na niezłej głębinie, jak tu obserwować rybki? Oczywiście nie ma problemu, ktoś z załogi wrzuca chleb do wody i rybki przypływają – taka sytuacja.:D Myślę, że największą frajdę miały dzieciaki i nurkowie w piankach, natomiast my uznajemy tę część wycieczki za niezbyt udaną.
Załącznik:
Dominikana (1475).jpg
Załącznik:
Dominikana (1471).jpg
Załącznik:
Dominikana (1476)a.jpg
Załącznik:
Dominikana (1479).jpg
Załącznik:
Dominikana (1484).jpg
Dopływamy do wyspy i rozpoczynamy nasz ostatni dominikański relaks. Już na pierwszy rzut oka widać różnicę w krajobrazie w porównaniu z Saoną, z wody wystają skałki, elementy rafy. Kolor morza jak w każdym zakątku Dominikany inny, a zarazem niepowtarzalny. Jest biały piaseczek, są rajskie palmy, o to chodziło.8-)
Trochę wkurza, że tutaj jest leżak na leżaku, na Saonie ludzie się jakoś rozproszyli. Ale z drugiej strony to nie o porównywanie z Saoną chodzi, a z Boca Chica, a więc i tak jest lepiej.;-)
Załącznik:
Dominikana (1489).jpg
Załącznik:
Dominikana (1509).jpg
Załącznik:
Dominikana (1513).jpg
Załącznik:
Dominikana (1518).jpg
O 12.30 miał być podany lunch, ale jest jakaś obsuwa, wszyscy stoją w kolejce w oczekiwaniu na jedzenie, a my cieszymy się, że plaża i morze prawie całe nasze.8-)
Zastanawiam się, czy teraz też będzie to pyszne spaghetti z sosem na bazie pancerzy langusty. Jak się później okaże bufet bardzo podobny, ale nic dwa razy się nie zdarza.
Gdzieś w oddali burzowe chmury, nawet zakropił deszcz przez minutę.
Odsuwam myśl, że już jutro...ale nie da się.:cry:
Załącznik:
Dominikana (1538).jpg
Załącznik:
Dominikana (1541).jpg
Załącznik:
Dominikana (1553).jpg
Załącznik:
Dominikana (1559).jpg
Załącznik:
Dominikana (1561).jpg
Załącznik:
Dominikana (1564).jpg
Załącznik:
Dominikana (1573).jpg
Załącznik:
Dominikana (1576).jpg
Załącznik:
Dominikana (1581).jpg
Załącznik:
Dominikana (1585).jpg
Załącznik:
Dominikana (1583).jpg
Wieczorem główna ulica w Boca Chica zostaje zamknięta dla ruchu kołowego. Knajpy wystawiają na środku stoliki. W okolicach naszego hotelu ekskluzywne restauracje widokowe, miło byłoby w którejś z nich spędzić ostatnią wieczerzę, ale niestety fundusze każą nam iść w stronę plastykowych stoliczków rozstawionych na ulicy w mieście. Jeszcze później relaks w hotelu przy dźwiękach muzyki i zimnym Presidente.
Załącznik:
Dominikana (1442).jpg

Dzień 12 – 19.02. – Boca Chica

Ostatni dzień wita nas szaro. Niestety nie zobaczymy już karaibskiego słońca. Lot mamy o 15.30, więc na spokojnie możemy zrealizować plan na dzisiaj - zakupy. Nasz główny cel to larimar, kamień koloru morza, który występuje tylko w Dominikanie. Z punktu widzenia ezoteryki kamień ma ciekawe właściwości http://www.magicznagaleria.pl/kamien.php?id=767 Nas szczególnie interesuje ostatnie zdanie.;-)

Jeszcze szybki posiłek w miejscowej śniadaniowni i możemy rozpocząć shopping.
Załącznik:
Dominikana (1445).jpg
Gdy wchodzimy do pierwszego sklepu i facet krzyczy ponad 1000 pesos za jeden kamyczek, nawet nie chce nam się z nim gadać i od razu wychodzimy, ale gdy łapie nas na ulicy chłopak, który pamięta nas z wczorajszej wycieczki na Catalinę, po czym zaprasza nas do swojego sklepu, zwiastuje to nic innego, jak udane zakupy.:D
Wybieramy magnes, jakieś koraliki i spośród kilkudziesięciu kamieni cztery larimary, również dla bliskich. Negocjacje nie są łatwe, mamy ograniczoną ilość gotówki, odłożone na taxi, i 5$ zaległe za hotel. Niestety bez wizyty w bankomacie nie obędzie się. Bardzo spodobała mi się opcja „szybkie 1000”, no więc wypłacamy 1000 pesos (prowizja 195DOP) i wracamy do sklepu. Za całe zakupy mieliśmy ustalone 1200 pesos, nagle przyszła jakaś baba i jak się dowiedziała cenę ostateczną to wszystko poszło w łeb, wymieszała moje wybrane larimary, odtąd zaczęła się cała afera. Wyszliśmy ze sklepu, nasz friend biegnie za nami, ja tam już nie wracam, więc mąż poszedł sam dobić targu. Na szczęście skończyło się happy endem i jeszcze w prezencie dostaliśmy fajny breloczek bębenek w barwach flagi Dominikany, a mnie kazali pozdrowić i ucałować po rękach.

No cóż zakupy wykończyły mnie psychicznie :D a że pojawiła się gotówka idziemy się zrelaksować przy naszym basenie z drinkiem w ręku.8-) To nic, że kostium, czy kąpielówki nie wyschną, tak jak mój ręcznik plażowy, który jest w sumie mokry przez cały wyjazd. Kąpiemy się, relaksujemy, ciesząc się ostatnią chwilą tutaj.
Załącznik:
larimar.jpg
Pomimo, że lotnisko oddalone jest kilkanaście km od naszego hotelu, jednak tak jak w przypadku Bavaro krzyczą sobie za taki przejazd. Najpierw rozmawialiśmy w tej sprawie przez telefon ochroniarza z gościem z hotelu, który powiedział, że zawiezie nas za 1200, później gdy wracaliśmy z basenu do pokoju, podbiegł do nas jakiś chłopak, żebyśmy pojechali z nim za 1100, ostatecznie przyjechał po nas jeszcze ktoś inny.
Przed 13.00 jesteśmy gotowi, by pożegnać Residnecial Las Palmeras. Wymeldowanie polegało na oddaniu kluczy ochroniarzowi, więc punkt dla nas, 5$ zostaje w kieszeni.

W Aeropuerto Las Americas nie możemy znaleźć check-inu Tuifly, na tablicy nie wyświetla się nasz lot, przez chwilę panika, czy jesteśmy w ogóle na dobrym lotnisku.:D Okazuje się, że nasz lot został przesunięty o pół godziny. Na szczęście ta różnica nie jest dla nas jakoś specjalnie krzywdząca. Walizki ważą więcej, niż 10kg, zapewne mokre rzeczy robią swoje. Niemniej nie mamy z tego tytułu żadnych nieprzyjemności;-)

Kontrola bardzo dokładna, każą nawet zdejmować ludziom klapki. Pan z satysfakcją wyjmuje mini nożyczki z mojej walizki. Ok, bierz. Myślałam, że chodzi o kamień, który w ostatniej chwili wrzuciłam do bagażu.:lol:
Gdy wydaje się, że już jedną nogą jesteśmy samolocie, okazuje się, że jeszcze w rękawie stoi pan z Goldenem Retrieverem, dokładnie takim, jakiego wczoraj spotkaliśmy na Catalinie. Musisz piesełkowi dać bagaż do powąchania, jak zaakceptuje możesz wsiadać do samolotu.:)
Załącznik:
Dominikana (1600).jpg
Tym razem będziemy lecieć Boeingiem 767 o imieniu „Sunshine”. Na pierwszy rzut oka leciwy w porównaniu z dreamlinerem i rzeczywiście flightradar potwierdzi, boeing 17-latek.
Układ 2-4-2, nam przypada środek. Najpierw lecimy na Jamajkę wysadzić pasażerów, którzy są w podróży od 10 godzin oraz zabrać tych, którzy wracają tak jak my. Przez połączenie tych dwóch lotów zrobił się mały chaos, bo ludzie nie siedzą na swoich miejscach. Za nami facet z zespołem Tourette'a, co chwilę krzyczy, wizja nocnego lotu z taką przypadłością nie zapowiada się ciekawie. Możemy mieć tylko nadzieję, że leci na Jamajkę, np. w celach leczniczych poinhalować się maryśką :D

Gdy koła samolotu odrywają się od ziemi, żegnamy się z Dominikaną. Tyle wrażeń, kolorów, emocji. Tyle uśmiechniętych twarzy, tyle karaibskich dźwięków w głowie. To jest ten rodzaj wyjazdu, który pozostawi (przynajmniej w nas) pustkę i wydaje się, że wypełnić ją może tylko powrót tutaj.
Mapa z oznaczonymi punktami daje wrażenie, jakbyśmy zobaczyli namiastkę tego, co oferuje kraj. Chociaż porównując się z klientem z biura podróży, który leci tutaj, by siedzieć w hotelu z all to wypadamy nieźle, również cenowo 2500zł/os./11dni (loty+hotele).8-) Gdyby nie kurs dolara (4,04zł), byłoby jeszcze lepiej.
Załącznik:
Dominikana.JPG
Lot z Santo Domingo do jamajskiego Montego Bay trwa godzinę i 10 min. Ludzie wysiadają, nowi wsiadają, a my czekamy w samolocie, wszystko trwa ok. pół godziny i możemy ruszać bezpośrednio do Brukseli.
Załącznik:
Dominikana (1601).jpg
Facet z Tuorettem leci z nami, ale na szczęście przesiadł się kilka rzędów dalej. Uff. Niezależnie od wszystkiego ten lot zapowiada się masakrą z uwagi na różnice czasowe. Nie da się ukryć dosyć szybko przyzwyczailiśmy się do trybu życia dominikańskiego, więc nie będzie tak łatwo odkręcić to. Ok. 18:00 czasu dominikańskiego wylatujemy z Jamajki, co ciekawe 17:00 czasu jamajskiego, a zaraz każą nam spać, bo czasu brukselskiego zbliża się 23.00. Oczywiście nie ma opcji, że zasnę. Na szczęście na tym locie są filmy z polską wersją językową, więc jest co robić.
Jedzenie mniej nam smakowało, niż w tamtą stronę, a gdy nadchodzi czas na napoje, pojawiają się turbulencje, całe picie fruwa.

Dzień 13 – 20.02 - Bruksela
Załącznik:
Dominikana (1604).jpg
O 3.50…tzn. 8.50 lądujemy w Brukseli, dla nas to środek nocy. Ja totalnie bez energii, działamy w zwolnionym tempie. Mamy całodzienny stopover, bo powrót do Warszawy dopiero o 19.25. A tak bym chciała ułożyć się do snu w embraerze.
Oddajemy bagaże do schowka, kupujemy bilety na autobus i jedziemy do miasta poszwendać się.
Bruksela wita nas szarą rzeczywistością, pogoda do dupy. Miasto traci na tyle, że nie mam ochoty już go widzieć przez najbliższe 10 lat.
Wystawy sklepowe krzyczą kolorem, zachęcając do zakupu belgijskich czekoladek. Dzisiaj sobie zjemy w domu na pocieszenie z myślą, że pierwsza, piękna w tym roku podróż już za nami;-)
Załącznik:
Dominikana (1626).jpg
PS. Kilka dni po powrocie larimar przyciągnął dwóch klientów, z którymi na dniach dokonamy dealu.8-)
PS2. Dziękuję za uwagę, see u next time;-)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#16 PostWysłany: 01 Kwi 2017 20:50 

Rejestracja: 18 Gru 2015
Posty: 102
Loty: 69
Kilometry: 147 644
Jak zwykle super - w czerwcu ruszamy waszymi śladami ;) ;) ;) na Lanzarote, może potem czas na Dominikanę :?: :?: :?: 8-)
Góra
 Relacje PM off
LaVarsovienne lubi ten post.
 
 
#17 PostWysłany: 02 Kwi 2017 00:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lut 2014
Posty: 722
Loty: 74
Kilometry: 126 865
niebieski
Miłych kanaryjskich wrażeń zatem życzę:-)
A Dominikanę polecam bardzo!!!
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#18 PostWysłany: 03 Kwi 2017 16:59 

Rejestracja: 10 Maj 2014
Posty: 1692
złoty
Na pewno jeszcze wrócę z Wami, na Dominikanę :) dzięki za szczegółową relację :D
_________________
http://www.ineedatrip.pl
Góra
 Relacje PM off
LaVarsovienne lubi ten post.
 
 
#19 PostWysłany: 04 Kwi 2017 11:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 08 Sty 2015
Posty: 50
Loty: 115
Kilometry: 179 974
Świetna relacja! Byłam na Jamajce, wyjazd i zwiedzanie w podobnej konwencji i bardzo się rozczarowałam. Po Twojej relacji chyba się skuszę na Dominikanę, może odczaruję Karaiby :) tym bardziej, że jest tam maraton a ja łącze wyjazdy z bieganiem.
_________________
www.miniclassic.pl
Góra
 Relacje PM off
LaVarsovienne lubi ten post.
 
 
#20 PostWysłany: 18 Kwi 2017 15:44 

Rejestracja: 06 Lis 2013
Posty: 210
Loty: 89
Kilometry: 252 650
bardzo fajna relacja, świetnie się czyta, od razu zaznaczałam miejsca na mojej mapie.. planowałam Dominikanę jakiś czas temu już, później stwierdziłam, że może jednak tam nie jest tak fajnie, ale widzę, że się myliłam więc plan wraca! :D jedno pytanie - czy tam są wypożyczalnie motorów/skuterów dla turystów? bo wiele razy pojawiły się wzmianki o moto taxi, a my lubimy sami jeździć jednak ;)
Góra
 Relacje PM off
LaVarsovienne lubi ten post.
 
 
 [ 25 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group