Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 12 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
 Temat postu: Kheili dooset daram
#1 PostWysłany: 01 Mar 2017 04:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2016
Posty: 601
Loty: 64
Kilometry: 76 661
złoty
Wstęp

Na Iran napalony byłem od kilku miesięcy. Po przeczytaniu wielu blogów, głównie autostopowych, kraj ten stał się wyraźnym liderem na mojej podróżniczej liście. Opowieści o niebywałej gościnności mieszkańców, wspaniałych meczetach, pustyniach, górach, wyspach oraz nierównej walce liberalnej części społeczeństwa z religijnym rządem doprowadziły do tego, że w pewnym momencie zarywałem noce, żeby czytać i wnikać głębiej w ten temat. Oczekiwania były zatem bardzo wygórowane.

Od słów do czynów, pod koniec września udało się upolować tanie loty liniami Aegean Airlines z Berlina do Teheranu z kilkugodzinnym stopem w Atenach i rozpoczęło się blisko pięciomiesięczne odliczanie. Aby dotrzeć do stolicy Niemiec z Warszawy dokupiłem bilety na Polskiego Busa z promocyjnej puli za złotówkę. Jako że w moim korpo nie bardzo było co robić w tym czasie, to szybko opracowałem wstępny plan 19-dniowego tripa. 3 tygodnie przed wyjazdem złożyłem wypowiedzenie z pracy, zdałem sesję i w spokoju mogłem oczekiwać na rozpoczęcie podróży. Nie ograniczał mnie zbytnio czas, ani żaden współtowarzysz, więc zakładałem, że będę w danym mieście dopóki mi się nie znudzi. Chciałem oczywiście zaliczyć kilka pozycji must see, ale bardziej od atrakcji interesowało mnie życie, sytuacja polityczno-społeczna i nastroje w tym kraju.

Image

W samym Iranie chciałem skorzystać ze wszystkich możliwych środków transportu, skorzystać z różnych typów noclegów i spędzić jak najwięcej czasu z lokalsami, zwłaszcza w Teheranie. Będzie to moja pierwsza samotna i tak daleka podróż.

Jako że nie jest to strona główna f4f, ani główne wydanie wiadomości to pominę akapit o stereotypowym myśleniu, arabach, terroryzmie, isis, uranie, sankcjach i innych idiotyzmach siedzących w głowach ludzi o wąskich horyzontach.

Podróż

Z Polski wyruszyłem mniej więcej dzień przed odlotem. Po ciężkich 10 godzinach w Polskim Busem ląduję na obskurnym dworcu ZOB. Pierwsze wrażenie na temat Berlina jest bardzo nieprzyjemne. Wydostaję się z dworca przejściem podziemnym przechodząc w oparach marihuany obok ćpunów, bezdomnych, skejtów i śniadych cwaniaczków. Skręcam w kierunku dworca kolejowego na którym umówiłem się z koleżanką, studiującą na jednym z uniwersytetów w ramach podwójnego dyplomu. Jako że wylot jest następnego dnia przed południem, to po krótkim nocnym szlajaniu się po mieście i butelce wypitego wina (na dwoje oczywiście!) grzecznie idę spać na podłodze w jej mieszkaniu ;)

Po krótkim śnie i szybkim porannym ogarnięciu ruszam na lotnisko. Przy nadaniu bagażu pada pytanie o wizę, lecz wystarcza krótka odpowiedź on arrival. Przy security ze smutkiem spoglądam na zarekwirowaną musztardę sarepską :( należącą do dwóch Polek lecących do Aten, a po kilkudziesięciu minutach siadam wygodnie przy wyjściu ewakuacyjnym i otwieram książkę.

Po około 3 godzinach lądujemy w Atenach i z racji kilkugodzinnej przerwy udaję się busem x95 do centrum miasta. Godzinę później wysiadam na końcowym przystanku Syntagma, gdzie czeka już na mnie koleżanka z Erasmusa, z którą widzę się po raz pierwszy po wymianie po idealnie rocznej przerwie. Pierwsze wrażenie na temat Aten jest dużo lepsze. Śródziemnomorski styl i klimat, w połączeniu z duża ilością zabytków i lekkim bałkańskim chaosem przypada mi do gustu znacznie bardziej niż Berlin.

Image
Syntagma

Image
Parlament

Image
Monastiraki

Czas spędzony w miłym towarzystwie upływa szybko, więc po około 4 godzinach wracam na lotnisko tą samą drogą. Podobnie jak w przypadku pierwszego lotu, zajmuje miejsce przy emergency exit. Do Teheranu na pokładzie A320 leci zaledwie 50 osób i na pierwszy rzut oka zaledwie kilka z nich wygląda na nie-irańczyków. Po szybkim serwisie idę spać rozkładając się na trzech miejscach. O 4 nad ranem lądujemy w stolicy Iranu…

Teheran

Na lotnisku próbowałem kupić kartę SIM, lecz wszystkie stanowiska Irancell były puste. Na pytanie czy i o której ktoś się na nich pojawi usłyszałem maybe soon, maybe late mister. Nie miałem zatem jak skontaktować się ze swoim hostem, znałem jedynie adres jego mieszkania. Zabrałem więc swoje graty i udałem się na górę na odloty by spróbować złapać stopa do miasta.

Nie przeszedłem 20 metrów, a zatrzymał się pierwszy samochód. 3 razy upewniłem się, że nie chce za przejazd pieniędzy i ruszyliśmy. Kierowcą był ok. 35 letni inżynier, który wyemigrował na Ukrainę, lecz wrócił do Iranu po tym jak rozstał się ze swoją ukraińską żoną. Wyglądał na mocno spizganego. Dukał troche po angielsku i rosyjsku więc mogliśmy pogadać, a że Tehran korkuje się już od 5 nad ranem to mieliśmy na to sporo czasu. Zjedliśmy również śniadanie, coś pomiędzy zupą, a budyniem. Słodka, z dodatkiem cynamonu i całkiem niezła. Zapytałem, czy będąc na Ukrainie spróbował wieprzowiny, a po jego minie tylko się upewniłem, że wyborne kabanosy z biedronki będą dobrym prezentem za przejazd :D

Image
Budyniozupa

Zmęczony i niewyspany po 2 dniach podróży zacząłem krzątać się po centrum bez wyraźnego celu, byleby jakoś wytrwać do wieczora. Spacerując po Grand Bazaarze poznałem Rosjankę, która przyjechała do Teheranu na jakąś konferencję. Jako że oboje nie mieliśmy żadnego planu na ten dzień, a rozmowa się kleiła to wspólnie spędziliśmy razem prawie cały dzień nie zaliczając przy tym żadnej atrakcji. Była zszokowana ruchem ulicznym, brakiem świateł i jakichkolwiek zasad na drogach. Dla mnie slalom między motorami i autami był chyba najlepszą rozrywką tego dnia.

Ruch uliczny w Teheranie to pierwszy i oczywiście nie ostatni mindfuck jakiego doznałem. Po 5 pasów w każdą stronę na drodze w centrum miasta może pomieścić w linii 7 samochodów, motocykl i busa. Samochody praktycznie nie zatrzymują się, lecz ich prędkość jest porównywalna do roweru. Dźwięk klaksonu może oznaczać cześć, jak się masz, wpuść mnie, ładny mamy dzień, bardzo smakował mi obiad, nie uważam że jesteś dobrym kierowcą i wiele innych. Światła są zamontowane na wielu skrzyżowaniach, lecz pełnią funkcję głównie informacyjną - jedynie na nielicznych, największych, zmieniają kolory regulując ruch. Chaos. Dałbym sobie uciąć może nie rękę, ale mały palec u lewej nogi, że gdyby europejczyk wsiadł do Saipy i kazać mu przejechać z zachodu na wschód tego 12-15 milionowego miasta to nie dotarłby w jednym kawałku.

Druga sprawa to metro. Metro w Teheranie ma 4 nitki i jest bardzo nowoczesne, powiedziałbym, że na poziomie warszawskiego. Pociągi są nowe, bilety śmiesznie tanie, a podziemie dobrze oznakowane, aby łatwo móc się przesiąść z jednej do drugiej linii. Podobnie jak w autobusach miejskich wagony są podzielone na część kobiecą i męską, do której kobiety mogą wejść. I jest to chyba jedyny argument za segregacją płciową. Nikt nie zważa na to, czy ktoś wchodzi, czy wychodzi, w momencie otwarcia drzwi rozpoczyna się obustronny szturm, przepychanie i parcie. Jak na promocji w Lidlu.

Wieczorem zgarnął mnie mój host - Hamid, 30 letni architekt. Zjedliśmy kebaba, pogadaliśmy chwilę, ale widząc moje zmęczone oczy sam mnie wygonił do spania.

Następny dzień był już bardziej produktywny.

Pierwszym punktem, który chciałem odwiedzić była była ambasada USA, znana z murali, które przyozdabiają mur wokół niej. Od tego roku można również wejść na jej teren, gdzie otworzone zostało muzeum dotyczące "kryzysu zakładniczego", a na zewnątrz budynku galeria propagandowych plakatów.

Image

Image

Gdy wszedłem do środka, momentalnie przyczepił się do mnie wolontariusz, który oprowadził mnie potem po całym budynku. Widać było po nim, że ma wykute wszystko na pamięć, ale nie wydawał się być osobą, która wierzy w to co mówi.

Image

Po obejściu muzeum zaprosił mnie i jeszcze jednego turystę irańskiego na herbatę i ciastka i tam mogliśmy już swobodnie porozmawiać o relacjach USA/Świat - Iran. Temat zszedł szybko na II wojnę światową. Obydwaj mieli całkiem sporą wiedzę na temat wydarzeń w Europie i Polsce w tym czasie i co mnie najbardziej zaskoczyło to stwierdzenie jednego z nich, że gdyby Polska zgodziła się na aneksję Gdańska i zbudowanie autostrady pomiędzy Prusami a Rzeszą, to wojny by nie było. Po wyjściu z ambasady uświadomiłem sobie jak bardzo ocena historii zależy od punktu, z którego się ją opisuje. Jak łatwo jest osądzać pewne fakty, gdy samemu nie jest się stroną wydarzeń.

Image
Pałac Golestan

Image

Po południu wraz z Hamidem i jego dziewczyną Aidą pojechaliśmy zobaczyć most Tabiat, który wiosną i latem pełen jest młodych Irańczyków, a w okoliczne parki są małymi oazami swobody. Most wygląda bardzo ładnie nocą, gdy jest podświetlony na zielono, różowo lub niebiesko. Ujemna temperatura nie sprzyjała jednak dłuższym spacerom więc zawinęliśmy się do mieszkania i rozpoczęliśmy nocne polsko irańskie rozmowy.

Hamid nawet nie pytał, tylko wyjął z szafki litrowego Grantsa. Jego barek pełen był pustych i pełnych butelek. Alkohol do Iranu spływa z trzech kierunków: Kaukaz, iracki Kurdystan oraz z Dubaju i Omanu przez wyspę Qeshm. Irańczycy produkują również swój własny bimber, lecz niestety nie są i prędko nie będą najlepsi na świecie w tym aspekcie. Irańczycy nie wiedzą również jak pić i jak mieszać alkohole. Hamid próbował mnie namówić do drinka whisky z sokiem granatowym i syropem limonkowym... widząc moją reakcję długo dopytywał, jaki alkohol pasuje do odpowiednich okoliczności. Kilka dni później byłem byłem też świadkiem dolewania bimbru do piwa bezalkoholowego, aby zrobić z tego "normalny" browar :roll: W skrócie: chcą, nie mogą i nie bardzo wiedzą jak.

Pomysł na kolejny dzień zakładał wyjazd na północ Teheranu. Po krótkim spacerze po bazarze Tajrish i odwiedzeniu meczetu na tymże placu ruszyłem pieszo w kierunku Darbandu. Jest to coś ala górska wioska i trochę skojarzyła mi się z Nepalem. Chaotyczne, kiczowate, ale zarazem przyjemne miejsce, aby spędzić czas w weekend, zjeść lunch, zapalić sziszę lub po prostu przespacerować się w wolnym czasie. No i zimą praktycznie wolne od ludzi ;)

Image
Meczet na placu Tajrish

Image
Darband

Image

Wraz z Hamidem pojechaliśmy również na tzw. Roof of Tehran, gdzie nocą mamy piękny widok na kilkunastomilionową aglomerację. Niestety nie mam stamtąd ładnej fotki, większość zdjęć zrobionych nocą jest bardzo słabej jakości. Chłopak był mocno zawalony robotą, więc poza wieczorami nie mieliśmy okazji by w dzień poszwędać się po mieście. Oddelegował zatem Aidę, z którą bardzo szybko złapałem wspólny język i z którą spędziłem cały kolejny dzień.

Z samego rana udaliśmy się do kompleksu pałacowego Saadabad, należącego przed rewolucją do szacha i jego rodziny. Nie cierpię słowa dyskryminacja i uważam, że w ostatnich czasach jest ono nadużywane przy każdej możliwej okazji, ale inaczej nie mogę nazwać tego, że obcokrajowcy muszą płacić 5-6x więcej za bilety niż lokalsi. Nie spotkałem się nigdy z czymś takim w Europie i nie wydaje mi się, żeby na szeroką skalę istniało to gdzieś na świecie, może jestem w błędzie. Tak czy inaczej, jeśli chcecie tego uniknąć - polecam odwiedzanie tych miejsc właśnie z miejscowymi, a potem... ogranicza was tylko własna kreatywność ;) Płacenie po 10 zł za możliwość obejrzenia 3 pokoi na krzyż (które wyglądają w zasadzie tak samo) w każdym z wydzielonych budynków/muzeów pałaców Saadabad i Golestan jest bezsensowna. Moja mała wojna z irańskim rządem zaczęła się właśnie dzisiaj i po druzgocącej przegranej w Golestanie w 15 minucie meczu szybko wyrównałem na 1:1.

Po godzinnym obchodzie zapragnęliśmy napić się, a czegoż by innego, herbaty. Przed knajpką, zaatakowały nas jednak chmary dzieciaków przebywających na wycieczce szkolnej. W niespełna minutę zostaliśmy otoczeni przez kilkadziesiąt kilkulatków, a od nawału pytań (po angielsku oczywiście) słyszanych z każdej ze stron świata i w tempie karabinu aż zabolała lekko głowa. O ile nie jest niczym dziwnym bycie zaczepionym na ulicy w Iranie, to jednak ciekawość tych dzieci była naprawdę autentyczna, zupełnie inna od kolejnego Heloł mister, łer ar ju from.

Image
Kompleks Saadabad

Wspólnie z Aidą odwiedziliśmy również 2 najbardziej charakterystyczne budowle Teheranu - wieże Milad i Azadi. Pierwsza z nich jest jedną z 7 największych wież na świecie (ponoć swego czasu największa) i najlepszym punktem widokowym na stolicę Iranu. A raczej najlepszym punktem, by dostrzec skalę zanieczyszczenia tego miasta. Oddalone o raptem 20-30 kilometrów góry są zasłonięte smogową chmurą...

Image
To coś w tle, to góry...

Image
Azadi Tower

Wieczorem spotkaliśmy się z innymi znajomymi moich irańskich gospodarzy i najciekawszym tematem, który poruszyliśmy było życie seksualne młodych Irańczyków. Kontakt między płciami jest dość ograniczony, bo wszystkie szkoły aż do poziomu studiów nie są koedukacyjne. O ile obecnie w czasach internetu i przeróżnych aplikacji nie jest już to tak uciążliwe jak kiedyś, to dopiero na uniwersytetach najczęściej nawiązują się pierwsze poważniejsze relacje damsko-męskie. Kolejną sprawą jest to, że mimo postępującego liberalizmu rodzice wciąż mają duży wpływ, a nierzadko również ostateczne zdanie na temat wyboru partnera i ewentualnego ślubu. Młodzi Irańczycy, muszą często ukrywać się nie tylko przed rządem, ale przed okiem ojca i/lub matki. Jednak najbardziej zdziwiło mnie, gdy powiedzieli, że ~20% młodych ludzi bierze udział w imprezach swingerskich, zamianach partnerów i innych nietypowych wariacjach.

Ostatniego dnia odwiedziłem również polski cmentarz i bardzo ucieszyła mnie liczba wpisów do księgi gości. Pan opiekujący się cmentarzem potwierdził, że w ostatnich latach miejsce spoczynku polskich uchodźców z Syberii odwiedza coraz więcej rodaków.

Image

W czasie mojego pobytu w Iranie miasto przygotowywało się na obchody 38 rocznicy rewolucji. Ich kulminacyjny punkt przypadał na piątek, czyli dzień mojego lotu do Bandar Abbas. Drogi, słupy i deptaki przyozdobione były irańskimi flagami, chorągiewkami i plakatami z wizerunkiem Khameneiego i Khomeiniego. Ku mojemu zdziwieniu i lekkiemu przerażeniu uroczystości zaczęły się już dzień wcześniej. W czwartek o 21 na niebie rozbłysły fajerwerki, samochody się zatrzymały i zaczęły trąbić, a z domów i ulic rozległy się okrzyki Allahu akbar. Co najgorsze, jęki wydobywały się najgłośniej z gardeł dzieci. Naprawdę ciężko mi jest opisać nieprzyjemne uczucie, jakie mi wtedy towarzyszyło. Dla kogoś, kto nie interesuje się tym krajem, a przypadkowo znalazłby się w Teheranie w tym czasie, byłoby to chyba traumatyczne przeżycie i nawet nie chcę podejrzewać, co mógłby sobie pomyśleć...

Jadąc do Iranu Teheran jest obowiązkowym punktem na liście i kompletnie nie rozumiem osób, które od razu jadą na południe. To olbrzymia, tętniąca życiem metropolia i jak każda ma swoje wady i zalety. Nie znajdziecie tutaj cukierkowych meczetów, które pięknie wyglądają na zdjęciach i pocztówkach. Nietrudno jest się jednak zakręcić i poznać osoby, które przybliżą wam podziemno-domowe życie ludzi na co dzień zmagających się z idiotycznymi regułami i zakazami.

Qeshm i Hormuz

W piątkowy poranek zamawiam Snappa na lotnisko i po raz ostatni zbijam piątkę z Hamidem. Samolot linii Mahan Air jest opóźniony o 45 minut, więc po przejściu pierwszej kontroli bezpieczeństwa bez pośpiechu wypijam herbatę. Lot dość starym Boeingiem 747 przebiega bez żadnych zakłóceń, a na pokładzie serwowany jest drobny poczęstunek. Około 10 rano melduję się w irańskim piekle - Bandar Abbas i zaznaczam kolejny punkt na mapie świata społeczności fly4free :)

Image

Latem temperatury w tym portowym i nieciekawym mieście przekraczają 45 stopni, co w połączeniu z olbrzymią wilgotnością powietrza sprawia, że nie da się tam oddychać. Pogoda zimą jest za to bardzo przyjemna, chowam swój płaszcz do plecaka i ruszam z buta w kierunku miasta. Po chwili zatrzymuje się starszy mężczyzna jadący na małym motorku i zgarnia mnie za darmo do portu. Widok blisko dwumetrowego faceta z 55 litrowym plecakiem na tyle motorku przyciąga wzrok kierowców i podczas krótkiej trasy wymieniam mnóstwo uśmiechów, pozdrowień i machnięć ręką.

Zbliżając się do portu zaczynam słyszeć głosy dobiegające z oddali. Po krótkiej chwili jestem już pewien, że ich źródłem jest pochód lub manifestacja związana z rocznicą islamskiej rewolucji. Na oko uczestniczy w niej kilka, może kilkanaście tysięcy osób. Siadam więc na murku, zapalam papierosa i z pewnej odległości obserwuję przebieg wydarzeń żałując, że nie rozumiem ani jednego słowa wykrzykiwanego przez spikera.

Po 30-40 minutowym rejsie łódką/promem? docieramy do miasta Qeshm na wyspie o tej samej nazwie. Jako że nie goni mnie czas, to pieszo ruszam w kierunku wylotówki na zachodnią część wyspy. Mijam piknikujące rodziny siedzące na nieco zabrudzonym wybrzeżu, a po kilkudziesięciu minutach marszu zaczynam łapać stopa i po paru minutach udaje mi się złapać człowieka, który jedzie na zachód wyspy i nie chce pieniędzy za przejazd.

Wysadza mnie przy lasach namorzynowych, gdzie wcześniej umówiłem się z Assadem, właścicielem najpopularniejszego guesthousu na wyspie. Wraz z Brytyjczykiem, który również będzie u niego spał, bierzemy łódkę i zaczynamy 40 minutowy rejs po zalanych lub okresowo zalewanych wodą lasach.

Image

Image

Późnym popołudniem udajemy się również do Chahkooh.

Image

Image

Image

Image

Image

Jedyną brakującą rzeczą był zimny browar.

Mieszkańcy wioski Doulab, w której śpię zajmują się głównie rybołówstwem lub kontrabandą i nie zwracają zbytnio uwagi na białe twarze przemykające po pustych i zakurzonych ulicach. Siadam w zacienionym miejscu, zakładam słuchawki na uszy i przez kilka godzin cieszę się chwilą.

Image

Image

Mój wstępny plan początkowo zakładał, że prosto z Qeshm pojadę trasą wzdłuż zatoki do miasta Bushehr. Czemu tam? Generalnie miasto nie ma dla turystów nic do zaoferowania. Jedyną ciekawostką jest fakt, że znajduje się tam elektrownia jądrowa, ale raczej nie wpuściliby do niej pierwszego lepszego Janusza z Lahestanu... :) Tuż przed swoim wyjazdem natknąłem się na wywiad z czołowym polskim piłkarzem plażowym - Bogusławem Saganowskim (bratem nieco bardziej znanego Marka ;) ), który wspomniał o dość prestiżowym turnieju odbywającym się w lutym w Iranie i w którym wystąpi nasza reprezentacja. Jako że jestem w miarę normalnym człowiekiem, to oczywiście nie miałem kompletnie żadnego pojęcia o tej dyscyplinie. Pomysł przebicia Radosława Rzeźnikiewicza z kanału kartofliska.pl ustąpił jednak na rzecz nudnego i przewidywalnego odwiedzenia wyspy Hormuz, polecanej mi przez kilka osób, które poznałem na swojej trasie.

Assad zadzwonił z samego rana po znajomego taksówkarza i ruszyliśmy na wschód wyspy, aby zobaczyć ostatnie miejsce na Qeshm - Stars Valley i przy okazji zdążyć na ostatni prom, który odpływa na Hormuz o 14.

Image

Na pokładzie łódki zrozumiałem czemu odpływają one tylko raz lub dwa dziennie - na pokładzie było nas zaledwie ośmioro.

Są dwa sposoby na zjechanie wyspy. Pierwsza to kilkuosobowa riksza, a druga to wypożyczenie motocyklu (z kierowcą lub bez). Wyspa jest bardzo mała, praktycznie nie ma na niej ruchu, a także policjantów, którzy mogliby przyczepić się do braku uprawnień w przypadku jazdy na własną rękę. Wybrałem opcję z kierowcą, głównie dlatego, że ostatni prom do Bandar Abbas odpływał o 18. Miałem więc zatem mniej więcej 3 godziny na objazd wyspy godny Japończyków zwiedzających Europę w 5 dni.

I było to zdecydowanie za mało by nacieszyć się pięknem tego miejsca, nawet mimo kiepskiej pogody.

Image

Image

Image

Image

Mohammed, który obwiózł mnie po wyspie był bardzo rozmownym i sympatycznym chłopakiem. Siedząc na tyle jego motorku wysłuchałem mnóstwo zapewne ciekawych historii w języku farsi. Bariera językowa kompletnie nam nie przeszkadzała i odwdzięczyłem mu się m. in. opisem walki o trybunał konstytucyjny w Polsce. Niezbyt się tym przejął. Próbował namówić mnie na skręta z jego znajomym, ale pozwoliłem im się wspólnie delektować bez mojego udziału.

Image

Image
Ruiny portugalskiej twierdzy

Jeżeli planujecie wyjazd na południe Iranu, to Qeshm i Hormuz powinny być obowiązkowymi pozycjami na waszej liście. Pierwsza z nich dość szybko się komercjalizuje, czemu sprzyja fakt, że jest to obszar bezwizowy i bezcłowy. Plan irańskiego rządu, aby stworzyć tu mały Dubaj raczej nie postępuje tak szybko, jakby tego chcieli, ale widać nowo budowaną bazę hotelową, która za parę lat będzie mogła przyjąć znacznie więcej turystów, jak również kolejnych inwestorów, którzy na 15 lat zwolnieni są z podatków.

Z kolei niezagospodarowana Hormuz to perfekcyjne miejsce na jedno/dwudniowy wypad w plener pod namiot. Niestety, poza bajkowymi krajobrazami w oczy rzuca się także bieda i brud w miasteczku.

Tuż przed 18 czekałem już w porcie na powrót na kontynent, lecz prom się opóźniał. Jak się dowiedziałem od jednego z współpasażerów jest to norma, a nierzadko rejsy bywają anulowane z powodu pływów morskich, fal, lub małej liczby pasażerów. Oczekiwanie sprzyjało nawiązywaniu rozmów i poznawaniu nowych ludzi, więc po chwili wokół mnie zgromadziło się kilkoro irańskich studentów. Szeroko pojmowana wolność, wyższy standard życia, liberalizm światopoglądowy, lifestyle, tematy te non stop przewijały się w rozmowach, lecz ci byli chyba najbardziej zafascynowanymi światem zachodnim ludźmi, jakich spotkałem podczas mojej podróży. Wielu Irańczyków wyobraża sobie Europę jako raj, ziemię obiecaną i często traktują ją jako jeden spójny byt nie zdając sobie sprawy, że życie w Niemczech, Hiszpanii i Polsce nie wygląda tak samo. Nie dostrzegają różnicy pomiędzy Skandynawią, Europą zachodnią i Europą środkowo-wschodnią. Ale może to my nie doceniamy tego, co mamy na co dzień?

Shiraz

W Iranie po raz pierwszy w życiu podróż autobusem sprawiła mi przyjemność. Autobusy międzymiastowe klasy VIP nierzadko zasuwają szybciej niż osobówki, a cena za kilkusetkilometrowy przejazd wynosi od 200.000 do 500.000 riali. Fotel jak u dentysty, poczęstunek, napój i co najważniejsze ooooogrom miejsca na nogi. Po 8 godzinach komfortowej nocnej podróży zameldowałem się w pierwszym z trzech miast klasycznego irańskiego trójkąta Shiraz-Yazd-Isfahan.

Z samego rana wyrzuciłem swoje graty u hosta, wziąłem taksówkę i w strugach deszczu rozpocząłem obchód miasta. Na pierwszy rzut poszedł Shah e Cheragh, czyli jedno z najważniejszych miejsc pielgrzymkowych dla szyickich muzułmanów. Z góry wiedziałem, że raczej nie dane mi będzie zobaczyć środka meczetu i tak jak się spodziewałem, zatrzymano mnie przy głównym wejściu informując, że za "one moment mister" przyjdzie przewodnik, który oprowadzi mnie po świętym miejscu. One moment przeciągał się do pół godziny i nie chcąc dłużej marznąć powiedziałem, że wpadnę później.

W centrum Shiraz w bardzo bliskiej odległości od siebie znajduje się wiele meczetów, każdy z nich na swój sposób inny i interesujący. Lubię zwiedzanie poza sezonem i w kiepską pogodę, bo pozwala uniknąć tabunów ludzi, ale brak promieni słonecznych trochę zabił urok sziradzkich budowli. I nie chodziło mi o zrobienie zdjęcia nominowanego do World Press Photo, bo nie mam na to ani sprzętu, ani chęci. Coś z nich po prostu uleciało.

Image
Vakil Mosque

Image

Image
Ali Ibn Hamza

Image

Image
Grób Hafeza

Image
Widok wody/błota w wyschniętym zwykle korycie rzeki zgromadził wielu gapiów.

Spacer w deszczu nie był najprzyjemniejszym doznaniem, więc wróciłem do centrum miasta przez długi bazar Vakil. Tam też zorientowałem się, że kieszeń moich spodni jest dziwnie luźna. Zgubiłem/ukradli mi telefon. Błyskawicznie podszedłem do pierwszego sprzedawcy przypraw i migowo wytłumaczyłem mu co się stało z moim telefonem, a że był to już drugi tydzień w Iranie, to moje umiejętności w ręcznym tłumaczeniu i opowiadaniu były już całkiem niezłe. Niestety, mimo kilku prób nikt nie odbierał mojego telefonu. Alireza przekazał handlarzom sprzedającym obok o fakcie i po kilku minutach wokół jego stoiska zebrało się około 20 osób chętnych pomóc. Panowie szybko załatwili ogłoszenie przez megafon, nalali mi czaju. Jeden z nich pofatygował się nawet do najbliższego hoseinie aby pomodlić się za odnalezienie zguby. No i po 5 minutach cudownie się odnalazł... Allahu Akbar
Podziękowałem więc wszystkim za pomoc i zostałem za rączkę zaprowadzony do owego hoseini, aby uścisnąć dłoń lokalnemu muezzinowi, który być może przyczynił się do znalezienia zguby :D

Sylwia Grzeszczak śpiewała, że kolejny dzień przynosi nowe szanse. Przyniósł, ale niewielkie. Wprawdzie z nieba przestał lać deszcz, lecz obejrzenie słynnego meczetu Nasir al Mulk w suchy, lecz pochmurny dzień wciąż jest bezcelowe. Mimo to, z samego rana zerwałem się z łóżka i ruszyłem do centrum łudząc się, że może przynajmniej lekki promyk przemknie przez witraż tworząc kolorową iluminację. Gdy kupowałem bilet, obok mnie przeszła grupa 20 kilku azjatów. Patrząc na ich miny nie szykowałem się na spektakularny pokaz. Wszedłem do środka i poza bladym kolorowym prześwitem dostrzegłem kilkanaście osób siedzących lub stojących po kątach budynku. Nie mając nic ciekawszego do roboty i będąc średnio wyspany bo nocnych dyskusjach ze swoim hostem, usiadłem i oparłem głowę o filar budowli. Czekanie opłaciło się. Po około pół godziny zza chmur lekko wyjrzało słońce i 150.000 riali wydanych na bilet nie było do końca stracone.

Image

Nie chcę nawet się domyślać jak to miejsce wygląda wiosną, latem i przy dobrej pogodzie i za kilka lat. Każdy kupując bilet ma równe prawo do obejrzenia danego miejsca, lecz zachowanie starych Holendrów, Niemców i azjatyckich grup jest tragiczne. Względnie młodzi ludzie raczej nie wchodzą sobie w paradę, starają się czekać na swoją kolej i pomagają przy robieniu zdjęć, tak tamci mają w dupie wszystko i wszystkich, próbując zawłaszczyć cały obiekt dla siebie i ignorując wszystkich w około, a także miejsce w którym się znajdują. Selfie pewnego chińczyka z Koranem było żałosnym podsumowaniem całego przedstawienia. Niestety, takie sytuacje dotyczą również wielu innych miejsc, po prostu w Nasir al Mulk najbardziej rzuciło się to w oczy.

Image
Serdeczny kij wam w oko

Następnie udałem się do miejsca, którego nie dane było mi zobaczyć wczoraj, czyli Shah e Cheragh. Błąkając się nieco po bocznych uliczkach przypadkowo natknąłem się na boczne wejście (a może wyjście) do tego świętego miejsca. A co tam - wchodzę. Ochroniarz sprawdzający zawartość mojego worka na plecy kompletnie nie przejął się moją niemiecko wyglądającą twarzą (tak na oko 3/4 osób, która poznałem pytało/strzelało, że jestem z Niemiec) i oto wkroczyłem na teren bez żadnego problemu i co najważniejsze, bez żadnego przewodnika. Zdjąłem buty i nieśmiało wszedłem do środka. O ile w Nasir al Mulk miałem sporo pecha tak to, co zobaczyłem w środku tej świątyni przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania... A zdjęcia, tym bardziej marnym GoPro, w żaden sposób tego nie oddadzą.

Image

Image

Image

Image

Miejsce pochłonęło mnie na tyle, że siedząc na dywanie przez pół godziny kompletnie zapomniałem, że teoretycznie nie powinno mnie tu być. Tego dnia odwiedziłem również cytadelę Karim Khana, Ogrody Eram, lecz po tym co zobaczyłem przed południem żadne z tych miejsc mnie nie oczarowało. W drodze powrotnej odwiedziłem również moich nowych przyjaciół na bazarze Vakil, którym odwdzięczyłem się za wczorajszą pomoc tonami czekolad, krówek i serbskich ciasteczek, które zabrałem ze sobą z Polski.

Image

Pogoda nie zamierzała się poprawić, więc zdecydowałem się spakować i następnego ranka jechać na północ do Persepolis, a dalej do Yazd. Aby wydostać się z Shiraz skorzystałem ze sposobu @‌Don_Bartoss‌ - dzięki. Karandish - Hamze Terminal i busem przypominającym połączenie Żuka i Volkswagena T3 jedziemy do miejscowości Marvdasht. Tam na postoju czekają już taksiarze, lecz na szczęście nie tak namolni jak ci w Shiraz i po kilkunastu minutach jestem pod bramą Persepolis.

Ktoś mógłby powiedzieć, że to tylko kupa gruzu. No i faktycznie, jest to kupa gruzu, za którą stoi ogromna historia, o której dowiedziałem się jedynie z tablic informacyjnych umieszczonych obok niektórych monumentów i podsłuchując nieco parę wycieczek. Nie popełnijcie tego samego błędu i wynajmijcie lub załatwcie sobie przewodnika po tym miejscu.

Image

Image

Image

Image

W Persepolis wysłałem 12 pocztówek do Polski. Po 26 dniach od nadania połowa znalazła swoich adresatów.

Plan na podróż do Yazd nie zakładał wydania ani jednego tomana na przejazd, więc powolnym krokiem ruszyłem w kierunku autostrady. Jak to zwykle bywa, stop złapał się sam. Dwójka dość wiekowych Irańczyków podrzuciła mnie kilkadziesiąt kilometrów na najbliższy policyjny checkpoint. Kilka machnięć ręką i po niespełna minucie na pobocze zjechał tir z 2 uśmiechniętymi Meysamami na pokładzie. Widząc ich twarze zza szyby już wiedziałem, że podróż będzie sympatyczna i obędzie się bez tłumaczenia, że nie chcę płacić za podwózkę. Mey&Mey jechali do Ardabilu przez Isfahan. Znali parę słów po angielsku, więc aż do chwili gdy zatrzymaliśmy się na lunch cały czas mieliśmy o czym rozmawiać lub przynajmniej improwizować, a gdy usłyszeli z moich ust "Trump koskesh" (najgorsze irańskie słowo, znacznie mocniejsze niż nasze rodzime) jeszcze chwila a wyswataliby mnie z jedną z ich własnych córek. Po paru godzinach drogi zatrzymaliśmy się w przydrożnej knajpie, żeby zjeść kebab. Ot, nic nowego.

Znacznie ciekawiej zaczęło się po posiłku, gdy wróciliśmy do ciężarówki. Panowie włączyli kuchenkę gazową, którą normalnie używa się do parzenia herbaty, wyciągnęli dziwne papierowe ruloniki, 4 metalowe druciki i małe zawiniątko z czarnym czymś przypominającym trochę plastik, a trochę plastelinę. Nazwa tego czegoś to shire i jest to jakaś pochodna opium. Nie chciałem za bardzo wnikać co to jest, dopiero później dowiedziałem się nieco więcej na ten temat. Tak czy inaczej po półgodzinnej uczcie Meysam wraz ze swoim kolegą o tym samym imieniu rozpoczęli kolejne półgodzinne opalanie. Przez następne 5 godzin żaden z nich nie odezwał się nawet słowem, a i nigdy nie widziałem nikogo tak bardzo skupionego na drodze. Panowie wyrzucili mnie na rozjeździe dróg na Yazd i Isfahan łapiąc przy okazji busa, który zabrał mnie za również za darmo. Zbiliśmy piątkę i 3 godziny później byłem już w mieście otoczonym pustyniami...

Yazd

Gdzie od razu dzwonię do wcześniej umówionego hosta z prośbą o podesłanie dokładnych namiarów, a ten odpowiada, że za chwilkę podeśle mi SMS. No i podesłał, tyle że była to wiadomość przepraszająca, że jednak nie może mnie przygarnąć na tę noc. Telefon padł, powerbank również, a że nie ogarnąłem żadnego hostelu na wszelki wypadek, to postanowiłem po raz pierwszy raz skorzystać ze śpiwora, którego taszczyłem z Polski przez te kilka tysięcy kilometrów. W budzie z falafelami zapytałem więc o najbliższy park i sympatyczny sprzedawca wskazał mi Vahshi Bafghi. Park był niestety niewielki i nieosłonięty niczym od ulicy, więc pokręciłem się chwile wokół niego i znalazłem w miarę ustronne miejsce, żeby rzucić swój plecak i odpocząć przez te kilka godzin aż do wschodu słońca.

Z samego ranka zjadłem falafela w tym samym miejscu i zalogowałem się do niedawno otworzonego Badgir Hostel, który mogę polecić zwłaszcza tym mniej wymagającym. Bardzo fajne śniadanie, kawa/herbata do oporu i sympatyczny staff, o którym jeszcze później wspomnę. Organizują również wycieczki na pustynię, w góry lub do 3 pobliskich wiosek w bardzo rozsądnych cenach.

Yazd to miasto z prawdziwie bliskowschodnim klimatem. Rozległe stare miasto aż prosi się, żeby się w nim zgubić i połazić wąskimi zakurzonymi uliczkami. Wszystkie kobiety na ulicach noszą czadory,

Image

Image

Image

Image

Image
Meczet Jame

Image

Image

Image
Amir Chakhmagh

Mimo że CS nie zadziałał jeśli chodzi o nocleg, to złapałem się z trzema irańskimi studentami z Teheranu jadącymi ze stolicy na Qeshm. Co najmniej 3/4 osób, które poznałem lub których profile przeglądałem na CS było inżynierami komputerowymi, budownictwa, elektrycznymi, architektami; Ali, Mahdad i Reza również. Potwierdzili moje wcześniejsze przypuszczenia, że młodzi Irańczycy gdy nie wiedzą co ze sobą zrobić, wybierają kierunki inżynierskie lub techniczne. Pozwala to Iranowi być w top 10 krajów jeśli chodzi o "produkcję" inżynierów na świecie, a wielu z nich jest cenionych za granicą i znajduje tam pracę. Jakże inne wybory od gównokierunków na gównouczelniach w Polsce (z całym szacunkiem dla wszystkich faktycznie zainteresowanych naukami humanistycznymi)...

Chłopaki byli o tyle interesujący, że swoją podróż w całości realizowali autostopem, tym bardziej że nie jest to znany koncept w Iranie. Jeśli chodzi o turystów to działa on bardzo dobrze, ale od lokalsów kierowcy często oczekują pieniędzy za przejazd. Gdy rozmawiałem z nimi kilka dni później, odezwali się że dotarli bez żadnych problemów ;)

Image
Ogród Dowlat abad

Image
pokaz Varzesh e pahlavani - tradycyjnego irańskiego sportu

Odwiedziliśmy również świątynię zaroastrian, czyli wyznawców najstarszej religii monoteistycznej na świecie. Poza małym muzeum i ogniem, który nie gaśnie od x lat nie ma w niej nic ciekawego i można spokojnie ją pominąć.

Plan na następny dzień zakładał wyjazd do trzech okolicznych wiosek: Chak Chak, Meybond i Kharanq oraz pobliskiej pustyni. Niestety deszcz, przed którym uciekłem z Shiraz dogonił mnie z jednodniowym opóźnieniem również tutaj, w mieście, w którym pada zaledwie kilkanaście dni w roku. Musiałem więc zweryfikować plany i zacząłem (jak zwykle) szlajać się po mieście bez celu.

W ten sposób natknąłem się na meczet Imamzadeh Jafar, o którym tripadvisor milczy, a który wyglądał interesująco zarówno zewnątrz jak i w środku:

Image

Image

Image

Image
Wiatrołapy

Image

Po kilku godzinach szlajania się po starym mieście wróciłem do hostelu, żeby wyprać ciuchy i zarezerwować bilety na nocny autobus do Isfahanu. Chwilowo byłem w nim jedynym gościem. Chłopaki z recepcji, wyciągnęli sziszę, podłączyli Pegazusa i pograliśmy w Mortal Kombat wracając na chwile do czasów dzieciństwa. I tutaj kolejna ciekawostka. Yazd dla irańskiego rządu to miasto doświadczalne jeśli chodzi o wprowadzanie kolejnych bzdurnych zakazów. Jeśli zda egzamin, to zostaje rozciągnięty na cały kraj. Jakiś czas temu zakazana była gra w karty w mieście, couchsurfing i pewnie 100 innych rzeczy, na całe szczęście już uchylonych. Najnowszym wymysłem jest szisza, której nie można palić w miejscach publicznych, hotelach i hostelach. Schowana jest w specjalnie ukrytej komórce, a w mieście pozostały tylko 2 sklepy, w których można kupić akcesoria.

Po południu poznałem Rosjanina i Białorusina, z którymi poszliśmy porobić zdjęcia podświetlonych nocą meczetów. Ostatnim punktem był Meczet Jame. Przyzwyczajeni do irańskiego ruchu drogowego przechodziliśmy przez skrzyżowanie Imam St i Mahdi, a tu nagle... jeb. Omijając samochody nie zauważyliśmy kierowcy motocyklu z dziewczyną na tyle. Próbując ominąć nas zrobił slalom, lecz po chwili wywrócił się. Z naszej trójki Rosjanin został lekko poturbowany, ale nic poważnego mu się jednak nie stało i po chwili wstał. Kierowca pojazdu również. Gorzej wyglądała dziewczyna, która zaniosła się głośnym płaczem i chyba miała złamaną nogę. Po chwili na miejscu zdarzenia zebrało się kilkudziesięciu gapiów, ktoś od razu zadzwonił na policję i pogotowie, którzy zresztą przyjechali bardzo szybko. Sytuacja nie rysowała się kolorowo: wina była zdecydowanie po naszej stronie. A raczej stuprocentowo byłaby w każdym kraju z normalnymi zasadami ruchu drogowego. Po kilkunastu minutach panowie policjanci widząc, że nie rozmawiamy po persku powiedzieli po prostu... Go. Żadnego protokołu, wylegitymowania, pytania o narodowość, miejsce gdzie śpimy, nic. Po prostu Go. Poszliśmy zatem czym prędzej, żeby przypadkiem się nie rozmyślili.

Isfahan

Z powodu emocji związanych z wypadkiem nocna podróż nie była tak przyjemna, jak ta z Bandar Abbas do Shiraz. Nie spałem dobrze, nie ogarnąłem noclegu, a do miasta Isfahanu dotarliśmy przed czasem o 4 nad ranem. Na wychodzących z autobusu rzucili się taksiarze, lecz zmęczony nie odpowiadałem nawet thank you mister chcąc tylko doczłapać się do terminalu. Ci byli jednak strasznie namolni, a gdy jeden z nich złapał mnie mocno za bark mówiąc terminal closed, go with me, odepchnąłem go mówiąc po polsku kilka niewybrednych słów. Chyba zrozumiał. O ile taksiarze na całym świecie są tak samo pazerni i liczący na niewiedzę i nieogarnięcie turystów, tak ci irańscy są najgorszymi, jakimi spotkałem. A słysząc okrzyk "taxi mister" możecie być pewni, że zapłacicie 3x więcej niż powinniście.

Tak czy inaczej, usiadłem w kącie terminala, podłączyłem telefon do ładowania i zasnąłem. Obudziłem się o 7 rano. Nie czułem się bardziej wypoczęty, niż wcześniej, ale odpaliłem telefon szukając jakiegoś taniego hostelu. Wybór padł na Amirkabir Hostel. Zapytałem pierwszego lepszego Irańczyka o stawkę, jaką powinienem zapłacić za "ride to city center", wskazując hostel na mapie. Usłyszał to jeden z taksiarzy, który powiedział, że może mnie zabrać za taką kwotę. Wsiadłem więc do jego samochodu i pojechaliśmy. Jakie było moje zdziwienie, gdy zatrzymaliśmy się pod centrum handlowym City Center na przedmieściach.

Zastanawiałem się, czy zrobił to celowo i próbują rąbać tak każdego białego na przystanku, czy to tylko nieporozumienie. Wkurzony po porannych przejściach powiedziałem głośnym tonem, że nie wysiądę, dopóki nie zawiezie mnie do centrum miasta/hostelu za kwotę, którą zaproponował i nie dopłacę ani tomana więcej, w przeciwnym razie zadzwonię na policję. Ten się chyba lekko przestraszył i bez słowa, w ciszy, dowiózł mnie na miejsce. Był to ostatni raz, kiedy zamawiałem taksówkę w Iranie.

Hostel Amirkabir to miejsce, w którym spotykają się ludzie napotkani wcześniej w innych odwiedzonych wcześniej miejscach. Wpadłem tam na Koreankę poznaną na Qeshm i dwóch Polaków, których widziałem wcześniej w Shiraz. Warunki są raczej słabe, ale plus jest taki, że można poznać wiele ciekawych osób z całego świata.

Po krótkiej drzemce wyszedłem na miasto. Błąkając się po centrum miasta natknąłem się przypadkowo na wypożyczalnię rowerów. (32.657090, 51.669589) Rowery? W Iranie? I to jeszcze za darmo? Biorę! Niby trzeba zostawić paszport, ale po krótkich negocjacjach wystarczył dowód osobisty. Gorąco polecam tę opcję wszystkim, lecz nie wszystkim będzie to dane. Rowerów nie mogą wypożyczać kobiety... Mając jeszcze w pamięci wczorajszy wypadek w Yazd, włączyłem się do ruchu drogowego. Na cel obrałem mosty Khaju i Si-o-Seh. Po drodze kupiłem jeszcze woreczek pistacji różnych smaków i garść daktyli.

Image

Image

Image

Image

Isfahan charakteryzuje się mocno kontynentalnym klimatem, dodatkowo jest otoczony górami. Powoduje to, że w nocy temperatury spadają solidnie poniżej zera (jednego poranka było -8), zaś w dzień słońce przyjemnie rozgrzewa i rozleniwia. Położyłem rower i usiadłem w jednym z okien mostu. Widząc, że kilka metrów obok siedzi samotna, młoda i atrakcyjna Iranka o imieniu Shaghayegh przysiadłem się do niej i szybko okazało się, że mamy sporo wspólnych zainteresowań i poglądów na świat. W bardzo sympatycznej atmosferze spędziliśmy popołudnie jedząc daktyle i pistacje popijając bezalkoholowym piwkiem. Na koniec wymieniliśmy się numerami, żeby spotkać się następnego dnia.

Ja tymczasem ruszyłem w kierunku ogromnego placu Naqsh-e Jahan. W weekendy plac ten zapełnia się piknikującymi rodzinami, lecz normalnego dnia roboczego był niemal pusty. Tylko gdzieniegdzie na murkach siedziały grupki nastolatków wracających ze szkoły. Jeżeli narzekacie na nudę to jest to bardzo dobre miejsce, aby poznać nowe osoby, zarówno turystów jak i isfahańczyków, którzy często zagadywali lub prosili o wspólne zdjęcie.

Image
Plac Naqsh-e Jahan

Image

Image
Meczet o tej samej nazwie

Image

Isfahan jest najpopularniejszym i najbardziej turystycznym miastem. Poza oczywistymi zaletami niesie to za sobą kilka wad, z których największymi jest dopasowanie cen na bazarach do kieszeni zachodnich gości, ale także nagabywanie i naganianie do swoich straganów oraz specjalne turystyczne cenniki w niektórych restauracjach. Wszędzie indziej byłem raczej pewien, że cena, którą płacę za jakiś towar jest sprawiedliwa, tak tutaj miałem co do tego wiele wątpliwości.

Czując nieco zmęczenie po źle przespanej nocy wróciłem do hostelu by zebrać siły na następny dzień...

Niestety plany pokrzyżował nieco pewien stary Chińczyk, który nie mógł powstrzymać się od śmiechu oglądając głupie filmiki z jakiegoś chińskiego kwejka. Normalnie nie mam nic przeciwko takim ludziom, problem zaczyna się gdy robią to w 5 osobowym dormie o 4 nad ranem. Wytłumaczyłem mu w żołnierskich słowach, że nie jest to najlepsza pora na tego typu zachowanie i ponownie zamknąłem oczy.

Image
Plac Imam Ali

Image
Bazar

Image

Po porannym spacerze po północnej części Isfahanu zadzwoniłem do Shaghayegh i umówiłem się z nią w ormiańskim dystrykcie Jolfa, którego centralnym punktem jest katedra Vank. Po obejrzeniu 1543 meczetów była to miła dla oka odmiana.

Image

Image

Image

Moja podróż po Iranie skończyła się właśnie tego dnia.

Kashan, Abiyaneh, pustynie, wszystkie inne atrakcje, które mógłbym zobaczyć przez 6 dni które zostały mi do powrotu do Polski przestały już zawracać mi głowę. Przeżyłem już kilka wakacyjnych przygód i miłości, ale tutaj od samego początku przeczuwałem, że jest to coś innego. Oszczędzę wszystkim szczegółów; były to po prostu najlepsze 6 dni mojego życia, które przewróciły do góry nogami wszystkie nadchodzące plany.

Rozstanie było ciężkie i pełne łez. Najpierw z jej, a w momencie gdy autobus na lotnisko ruszył, również z mojej strony. A ostatnie słowa brzmiały tak, jak tytuł tego bloga.

Koniec


Ostatnio edytowany przez tunczaj 09 Kwi 2017 23:31, edytowano w sumie 13 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
35 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
#2 PostWysłany: 01 Mar 2017 04:47 

Rejestracja: 20 Kwi 2012
Posty: 176
niebieski
Zapowiada się ciekawa relacja! :D
Góra
 Profil Relacje PM off
tunczaj lubi ten post.
 
      
#3 PostWysłany: 04 Mar 2017 15:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Lip 2013
Posty: 3777
platynowy
Dawaj dalej bo czytam z ciekawością :)
_________________
"Niewolnicy wszędzie i zawsze będą niewolnikami – daj im skrzydła u ramion, a zamiatać pójdą ulice skrzydłami." Cyprian Kamil Norwid
Góra
 Profil Relacje PM off
tunczaj lubi ten post.
 
      
#4 PostWysłany: 06 Mar 2017 19:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2016
Posty: 601
Loty: 64
Kilometry: 76 661
złoty
Kolejna część: Qeshm i Hormuz
Góra
 Profil Relacje PM off
Don_Bartoss lubi ten post.
 
      
#5 PostWysłany: 10 Mar 2017 09:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Lip 2013
Posty: 3777
platynowy
Shah Cheragh to jest jednak torpeda, trzeba to przyznać. Jedyne znane mi miejsce w Iranie, gdzie coś podobnego można zobaczyć bez ryzyka to Meszhed. Meszhed jest po prostu tak daleko i tak rzadko jest odwiedzany przez wyznawców innych religii, że nie opłaca się utrzymywać przewodnika na etacie ;)
_________________
"Niewolnicy wszędzie i zawsze będą niewolnikami – daj im skrzydła u ramion, a zamiatać pójdą ulice skrzydłami." Cyprian Kamil Norwid
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#6 PostWysłany: 10 Mar 2017 11:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Lip 2012
Posty: 2596
złoty
Bardzo fajna relacja, świetnie się czyta. Zgłosiłem do relacji miesiąca.
Z telefonem niezła historia.
W Rosji bywają dwa cenniki, np. w Ermitażu są dwie ceny dla Rosjan i inostrańców, nas kroją na bogato.
_________________
Mam alergię na "witam" i "w mojej ocenie".
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
tunczaj lubi ten post.
 
      
#7 PostWysłany: 10 Mar 2017 16:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2016
Posty: 601
Loty: 64
Kilometry: 76 661
złoty
Odnośnie Mashhad - nie dziwię się, 900 km od Yazd lub Teheranu potrafi skutecznie zniechęcić do odwiedzenia :D
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#8 PostWysłany: 19 Mar 2017 22:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2016
Posty: 601
Loty: 64
Kilometry: 76 661
złoty
dodałem wątek o Yazd i Isfahanie. w najbliższych dniach wrzucę również mały "polski" dodatek ;)
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
#9 PostWysłany: 20 Mar 2017 22:00 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 6002
Loty: 286
Kilometry: 486 176
Nie jestem pewien czy czegoś nie ucięło - jest poznanie dziewczyny w Isfahan, potem poranek i nagle mamy że minęło 6 dni i skończyła się podróż..? czy to chodzi raczej o te nie wdawanie się w szczegóły co się działo przez pozostałe 4,5 dnia? :)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
#10 PostWysłany: 24 Mar 2017 00:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Kwi 2012
Posty: 861
Loty: 18
Kilometry: 24 779
złoty
@‌Washington‌
Przez 6 dni zamiast zwiedzać dalej Iran, autor spędził je z zapewne uroczą Shaghayegh, więc dla niego wyprawa się skończyła 8-)

Trochę jakbym wspominał swoją podróż, którą mam nadzieję w niedalekiej przyszłości się podzielić. Podobna trasa, podobne opinie, moją uwagę również zwróciła pewna Iranka(choć niewątpliwie w mniejszym stopniu niż w Twoim przypadku ;) ), która zresztą akurat sama zaczepiła mnie w muzeum przy katedrze ormiańskiej. Generalnie to jeśli ktoś szuka żony/kobiety to polecam wybrać się do Persji - Iranki są prześliczne(najbardziej zauroczyły mnie te w Szirazie), bardzo chętnie angażują się w rozmowy z Europejczykami(nawet jeśli po angielsku nie potrafią nic powiedzieć), a niejednokrotnie też same prowokują kontakt/zaczepiają. Czasami zresztą w dość specyficzny sposób.

Tylko ten tytuł i ostatnie słowa - autorze, co one znaczą? Można się trochę domyślać, ale możesz wyjaśnić :)
_________________
Przez Bliski Wschód i Kaukaz - Relacja z wyprawy do Turcji, Iranu, Armenii i Gruzji
Góra
 Profil Relacje PM off
manyaky lubi ten post.
 
      
#11 PostWysłany: 24 Mar 2017 22:10 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 6002
Loty: 286
Kilometry: 486 176
@‌Pabloo‌ google translate radzi sobie z nimi ;) (musisz zmienić tylko zapis na oryginalny perski)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#12 PostWysłany: 25 Mar 2017 14:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2016
Posty: 601
Loty: 64
Kilometry: 76 661
złoty
sorki za małe opóźnienie z odpowiedzią:

@‌Washington‌ @‌Pabloo‌

Jeśli chodzi o urwane zakończenie to tak, chodziło mi o to, że podróż w sensie turystycznym się skończyła, a zaczęła się kompletnie inna przygoda :D, o której nie za bardzo chcę opowiadać na forum publicznym :) z kolei tytułu można się domyślić, ale google translate daje radę

Co do szukania żony: typ urody zupełnie inny od europejskiego i nie każdemu przypadnie do gustu. ale fakt - Iranki mają w sobie to coś 8-) nie zauważyłem jednak przesadnego inicjowania kontaktu z ich strony. Wręcz przeciwnie, gdy spacerowałem z jedną Belgijką po Yazd wokół niej zebrał się wianuszek kobiet, a ja byłem zagadywany przez chłopaków. Raczej samemu trzeba było inicjować kontakt, a często gdy się na nie spojrzało uciekały wzrokiem gdzieś dalej.

No i na koniec mały dodatek. czym byłaby podróż bez sandałów, skarpetek, kultowej torby z biedronki lub innego "polskiego akcentu". Przez te kilka tysięcy kilometrów towarzyszyła mi pewna puszka... :mrgreen:

Image

Image

Image

Image

no i z drugą połówką w Isfahanie :lol: przypadek?

Image
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 12 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group