Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 114 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 01 Sie 2012 20:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Gru 2011
Posty: 265
Loty: 140
Kilometry: 285 616
niebieski
Cześć :)

Zapraszam na moja relację z wyjazdu do Japonii, która skończyła się miesiąc temu. Niektórzy z Was mogą ją już znać z innego forum lotniczego, ale odbyła się dzięki fly4free, okazjom które tutaj znalazłem i zasadom szukania tanich lotów jakich tu się nauczyłem, dlatego zamieszczam ją także tutaj. Relacja ma format trip report znany z zagranicznych forów. Jestem pasjonatem latania, dlatego też jest w niej wiele o samych przelotach - jeżeli komuś się te kawałki nudzą to pomijajcie je śmiało ;) Enjoy.

Wstęp

Moje podróże lotnicze bazują przede wszystkim na promocjach znalezionych w Internecie, staram się latać w dalekie zakątki Świata nie wydając na loty za dużo pieniędzy. Tym razem trafiło na promocję Aeroflotu, która pozwoliła mi kupić bilet na trasie FCO-SVO-NRT-SVO-CDG za około 1200 zł, czyli co tu dużo gadać… za półdarmo. Cała moja wycieczka będzie wyglądała tak:

Image

Lista lotów:
12.06 WAW – MXP Air One (ADH) AP561 (na bilecie Alitalii) Airbus A320 716 mi
12.06 MXP-FCO Alitalia (AZA) AZ1023 Airbus A321 318 mi
13.06 FCO-SVO Aeroflot (AFL) SU264 Airbus A321 1493 mi
13.06 SVO-NRT Aeroflot (AFL) SU264 Airbus A330-300 4676 mi
22.06 NRT-SVO Aeroflot (AFL) SU261 Airbus A330-300 4676 mi
22.06 SVO-CDG Aeroflot (AFL) SU261 Airbus A320 1529 mi
23.06 CDG-LTN Easyjet (EZY) U22432 Airbus A319 236 mi
23.06 LTN-WAW Wizzair (WZZ) W61306 Airbus A320 907 mi
Do przelecenia 14 551 mil ^ ^

Na miejscu:
Japonia jest drogim krajem, a ja nie chciałem sobie samemu dać się zrujnować, więc będę mieszkał w hostelach. Skosztuję też przyjemności mieszkania w łóżku kapsułowym. Przemieszczanie się po kraju ułatwi JR Pass, czyli bilet umożliwiający podróżowanie turystom po niemal dowolnymi pociągami spółki JR (takie ichnie PKP). Wyjątkiem są najszybsze z najszybszych pociągów Shinkansen - Nozomi. Tygodniowy JR Pass kosztuje około 250 euro i jest dostępny tylko poza granicami Japonii. W Polsce można zamówić go przez Internet – za kilkanaście dodatkowych ojro kurier Fedexu przynosi go w ciągu dwóch dni roboczych do domu. Tak naprawdę Pass zwraca się po wykonaniu jednej, góra dwóch wycieczek Shinkansenami, więc spodziewajcie się, że na forum lotniczym będę starał się też dużo pisać o pociągach i o wrażeniach z podróży nimi, zwłaszcza że Japonia to kraj, który z nich słynie.

Starałem się dość skrupulatnie zaplanować ten wyjazd, a owocem tego jest taka trasa:
14-15.06 Tokio
16.06 Nikko (jednodniowy wypad z Tokio)
17-18.06 Kyoto
19.06 Nara (jednodniowy wypad z Kyoto)
20.06 Hiroshima (wycieczka do Miyajimy)
21.06 Hiroshima i powrót do Tokyo


Przygotowania i to co się da
Wszystkie hostele i hotele zostały zabookowane z dużym wyprzedzeniem przez Booking.com, pora zacząć on-line check-in’y. Przynajmniej tak chciałem… Jako, że należę do tych którzy wolą siedzieć w samolocie przy oknie, a nie znoszą być upchnięci gdzieś w głębi zawsze poluję na możliwość on-line check inu tak szybko jak tylko się da, żeby dostać swoje wypatrzone miejsce. Niestety, w przypadku zaplanowanych przeze mnie lotów ze sporym wyprzedzeniem dało się tylko odprawić na dwa z nich. Odcinek WAW-MXP wykonywany przez Air One, albo z włoska airone jak kto woli (czapla), oraz odcinek CDG-LTN wykonywany przez Easyjet’a. W przypadku tego pierwszego zadziałał na stronie przewoźnika kod rezerwacji ze strony Alitalii, na której to bilet został zakupiony. Odprawa poszła bardzo sprawnie, a miejsce 4A zostało potwierdzone (moje! Haha! ). W przypadku Easyjeta sytuacja wyglądała troszkę inaczej, gdyż ten przewoźnik dopiero testuje funkcję przydziału miejsc swoim pasażerom w samolotach na trasach z CDG. Nie ma możliwości wybrania miejsc – przy pobieraniu karty pokładowej maszyna losująca zwalnia blokadę i szczęśliwym numerkiem okazało się 16A .
Wszystkie pozostałe loty mają możliwość dokonania odprawy on-line dopiero na 24h przed odlotem, a więc będę na nie polował później.

Dzień 1 - podróż (WAW-MXP-FCO)

No to pora ruszać w drogę Na lotnisko postanowiłem się udać pociągiem, żeby przetestować nowe połącznie. Do Zachodniego mam z domu rzut beretem, więc decyzja była prosta. Bilet jednorazowy zakupiony, pora pakować się do SKMki:

Image

Wrażenia? Mieszane… sam pociąg – super! Stacja na lotnisku – super! Ale czemu on jedzie tyle czasu??? Ten pociąg się wlókł niemiłosiernie. Jedyny odcinek na którym przyśpieszył, to był tunel tuż przy stacji końcowej.

Szybkie sprawdzenie FIDSa i już wiem, że Airone ma otwarty check-in w strefie E nowej części terminala (tuż obok British Airways). Drop-off wykonany bez problemu, proszę o odprawę od razu do Rzymu. Pani coś kombinuje w komputerze, kręci nosem i nic… bagaż dostał piękną naklejkę FCO, ale ja sam niestety nie zostaję odprawiony. Trudno, myślę – będzie trzeba się zgłosić w Mediolanie do transfer desku… „Wyjście numer 1, życzymy miłego lotu”. (echhh… będzie autobus…)

Security check poszedł sprawnie i bezproblemowo. Mając trochę wolnego czasu przeszedłem cały pirs, by pocykać foty co ciekawszych samolotów. Z ciekawszych rzeczy był tylko samolot Republiki Włoskiej, kołujący do startu.

Image

Godzina 12:00 zbliżała się nieubłaganie, więc nadeszła pora boardingu. PAXów było niewielu, więc sprawnie poszło – znalazłem się w pierwszym autobusie jadącym na stanowisko oddalone, przy którym stał nasz Airbus A320-200.

Image

Obok nas Sierra Papa – Lima Papa Erro… znaczy się Echo. Boeing 767 LOT-u.

Image

Oraz gość z Rosji

Image

Wnętrze samolotu Airone prezentuje się szaro. Samolot ma cztery lata, ale fotele wyglądają na już zmęczone. W zagłówkach znajduje się zaślepka w miejscu której kiedyś znajdował się ekran od IFE. Niestety Airone, jako przewoźnik nisko-kosztowy, ma bardzo gęsto ustawione rzędy foteli. Mimo mojego niedużego wzrostu (167 cm), wcale nie miałem dużo miejsca.

Image

Image

Image

W oczekiwaniu na drugą dostawę PAXów spod gate’a, zapytałem (przemiłą jak się okazało) szefową pokładu, czy mógłbym zrobić zdjęcie kokpitu. Ta zapytała Pierwszego Oficera, który był w tym momencie w kokpicie i zgoda została otrzymana Zamieniłem kilka słów z F/O imieniem Fabio i zestresowany zrobiłem zdjęcie:

Image

Niestety pod światło… No ale cóż. W kokpicie jeszcze nigdy nie byłem i łapy mi się trzęsły jak cholera.

Chwilę później dojechały kolejne dwa autobusy i boarding tym samym został zakończony. Load factor bardzo nędzny – około 50%. Ale nie ma tego złego co by na dobre wyszło. Cała przestrzeń 4ABC – DLA MNIE!!!
Startujemy z RWY15 zaraz po LO do Nowego Yorku, który przyjmował pasażerów na pokład obok nas. Sam lot spokojny i bezproblemowy. Fotele były całkiem wygodne. Jak to w LCC jedzenia null, na pocieszenie zjadłem jabłko z Grójca, które dostałem na Lotnisku Chopina w ramach promocji polskiego rolnictwa.

Po godzinie i 50 minutach lotu lądujemy na MXP, aby busem pojechać do terminalu 1. I tu zaczęły się schody… w autobusie miły komunikat, że lotnisko zaprasza do skorzystania z transfer desku „ViaMilano”, który załatwi wszystkie sprawy transferowe za nas i nawet jeżeli mamy bagaż nadany do MXP, natychmiast go przetransferuje na kolejny lot. Brzmi dobrze… ale… wchodzimy do hali odbioru bagażu, w której znajduje się 10 takich stanowisk „ViaMilano”… wszystkie zamknięte. No nic, udaję się schodami transferowymi na poziom odlotów, by znaleźć inne. Znalazłem, owszem, ale im dłużej na nie patrzyłem, tym bardziej one też były zamknięte.
W końcu w informacji pani mi powiedziała, że to Alitalia, no problemo, wydrukują mi kartę pokładową przy boardingu… Jednak przy moich perypetiach z brakiem możliwości wykonania check-in’u online (bo nie znajdowało mojego biletu (!?!?)) nie chciałem zwlekać tyle czasu, żeby później wyszło że jest problem z moją rezerwacją. Nie myśląc długo, wyszedłem z terminalu i poszedłem do hali check-in, gdzie znalazłem stanowisko Alitalii, w którym w końcu dostałem kartę pokładową na mój lot do Rzymu – miejsce 9A (okno!). Tym samym musiałem wypić co miałem w plecaku, bo czekała mnie ponowna kontrola bezpieczeństwa.

Ogólnie Terminalu 1 w MXP nie lubię. Jest ciasno i dość ciemno - nie będzie to mój ulubiony port przesiadkowy, dodatkowo informacja w którym gacie będzie boarding pojawia się na FIDSach dość późno, więc nie wiadomo gdzie iść po przylocie jeżeli jest się w transferze. Na razie w moim rankingu króluje AMS

Boarding na lot odbywał się w części A terminalu 1, a konkretniej w satelicie tego terminala. Obok nas ustawił się E170 LOT-u, a jeszcze dalej A320 LH. Co ciekawe, na locie Lufthansy sprawdzali wszystkim bagaż podręczny w sizerze i zebrał się spory stosik bagażu odesłany do luku.
Na 40 minut przed planowanym czasem wylotu pojawiła się Pani – agent handlingowy, żeby przeprowadzić boarding na lot Alitalii AZ1023 do Rzymu, jednak Pani nie była w stanie tego zrobić gdyż ustawił się do niej około 30-osobowy ogonek osób z transferu, które potrzebowały dokonać odprawy i dostać karty pokładowe. (ja wiedziałem, że tak będzie!). Efekt – chaos przy właściwym boardingu, a część pasażerów, ze świeżo wydrukowanymi kartami dostała informacje gdzie mają usiąść ustnie, bo miejsca się nie chciały na kartach wydrukować.

A tu nasz „orzeł” EI-DSJ:

Image

O samym samolocie i locie dużo pisać nie będę, bo wnętrze było IDENTYCZNE jak w poprzednim dzisiejszym locie. Jedyna różnica, to „IFE” o ile tak można nazwać ekran na którym się wyświetlają 4 kanały pseudo-TV i na którym nie można wyświetlić mapy lotu. Dla mnie IFE bez mapy i parametrów lotu to nie IFE i koniec kropka.

Image

Co zauważalne, zwiększył się pitch. Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że samolot miał w swojej historii epizod z Airone, dlatego też na fotelach jest znajoma czapla.

Image

In minus: załoga, która w zasadzie zniknęła zaraz po starcie. Owszem, był serwis, który oferował do wyboru: wodę gazowaną, wodę niegazowaną, herbatę lub kawę. Nic więcej. Cały lot odbył się z włączoną sygnalizacją „zapiąć pasy”. Wszystkie procedury i komunikaty wygłaszane przez CC identyczne jak w Airone. W zasadzie poza rozstawem foteli i boardingiem z autobusu nie ma żadnej różnicy w twardym produkcie.

Image

W Fiummicino wylądowaliśmy punktualnie.

Po wylądowaniu w FCO i odebraniu bagażu (tak, doleciał!) złapałem taksówkę i dojechałem do pobliskiego hotelu. Tutaj udało mi się dokonać odprawy online na kolejne odcinki. Niestety Aeroflot pozwolił mi wybrać miejsce tylko na pierwszym z nich, na drugim maszyna losująca wybrała sama, ale szczęśliwie - wszystko przy oknie.

Dzień drugi

Po pobudce i bardzo dobrym śniadaniu okraszonym sokiem „z zielonych jabłek”, którego kolor był taki jak skórka wyżej wymienionych owoców (o zgrozo!), hotelowy shuttle bus zawiózł mnie prosto pod terminal 3 Aeroporto di Leonardo da Vinci Roma Fiummicino.

Tam krótki rzut oka na FIDSa i znajduję stanowisko check-in Aeroflotu. Odprawa była prowadzona na trzech stanowiskach i co ciekawe lot jest wyświetlany od razu jako Tokio via Moscow. Oba odcinki tego przelotu dzielą ten sam numer rejsu – SU264. Bagaż został bezproblemowo odprawiony do Tokio, a ja z dwoma kartami pokładowymi w ręku udałem się do kontroli bezpieczeństwa, przy której stał naprawdę długi ogonek. Bramka G13 z której odbywa się lot ulokowana jest w satelicie, do której jedzie się zautomatyzowanym Sky Trainem.

Image

Jak się okazało mój lot i BA do LHR były chyba jedynymi wąskokadłubowcami przycumowanymi do satelity.
Co mi się bardzo spodobało to koncepcja, że całe górne piętro przeznaczone było dla pasażerów, a bramki nie znajdowały się przy ścianie zewnętrznej budynku. Po sprawdzeniu karty pokładowej wchodziło się na schody ruchome, które zjeżdżały na dół do samolotu.

Image

A tu ciekawy error ;) Wójek Bill jest wszędzie:

Image

Moją pierwszą dzisiejszą „srebrną strzałą” jest Airbus A321 o rejestracji VQ-BED. Samolot posiada prawdziwą biznes klasę z szerokimi, skórzanymi fotelami w układzie 2-2. Oraz ekonomiczną o bardzo przyjemnym odstępie między wygodnymi, niebieskimi fotelami.

Image

W czasie lotu steward obsługujący moją część kabiny zaserwował mi puszkę coca-coli oraz pełny „staroświecki” zestaw obiadowy. Do wyboru miałem rybę, albo baraninę – wybrałem to drugie, gdyż fanem ryb nie jestem (tak, wiem… jadę do Japonii).

Image

Baranina została podana z ziemniaczkami oraz szparagami. Oprócz tego w zestawie były dwa plastry kurczaka na zimno na sałacie z plasterkiem sera na wierzchu, mała bułeczka i kromka (pół kromki?) chleba razowego. Na deser dwa rosyjskie mini-batoniki – jeden smakował identycznie jak Snickers, drugi bardzo podobnie do Marsa. W sumie się najadłem i byłem zadowolony, gdyż smak dania był całkiem niezły. Dodam, że alkohol był w postaci wina białego i czerwonego, nalewanego do kubeczka prosto z kartonu

LF na odcinku FCO-SVO 80-90% w Y, 60% w C.

Moskwa przywitała nas deszczem, a żeby zapewnić pasażerom dodatkowe atrakcje Rosjanie zapewnili nam disembarking przez busa. Wszystko odbyło się na szczęście bardzo sprawnie.

Po chwili znalazłem się w pachnącym nowością terminalu D. Bez żadnego problemu znalazłem się w strefie gate’ów. Trzy terminale moskiewskiego lotniska tworza wspólny airside, dzięki czemu spacerkiem można dotrzeć z dowolnej bramki pod każdą inną. Jest prosto, jasno, czysto i czytelnie. To lubię!

Image

A tu terminal E:

Image

Swoją drogą cztery zaparkowane nieopodal siebie jumbo Transaero robią naprawdę kolosalne wrażenie. Szkoda, że nie zrobiłem zdjęcia – widziałem je podczas lądowania.

Dwie godziny w oczekiwaniu na boarding na drugi lot spędziłem buszując w Internecie i rozmawiając ze znajomymi na Skypie. SVO udostępnia wszystkim pasażerom darmowe Wi-Fi! I tak powinno być na każdym lotnisku. Jedyne czego mi brakuje na lotnisku w Moskwie to gniazdek do podłączenia laptopów czy innych ładowarek. Można się ratować podłączając się do gniazdek za automatami sprzedającymi colę i batoniki, albo…

Image

Burger King zapewni Ci gniazdko pod każdym stolikiem

Czas zleciał mi bardzo szybko, a tutaj w głośnikach komunikat, że zapraszają pasażerów mojego lotu na pokład. Więc idę do bramki. Droga zajęła mi może z 5 minut, a tu pod bramką już prawie nikogo nie ma. Wchodzę na pokład, a tam też słabo. LF tego lotu jest katastrofalny, bo wynosi około 30-40% w Y. Do C nie zaglądałem. Gdy kupiłem bilety na ten lot bardzo się ucieszyłem, że będę leciał A330-300, gdyż znalazłem wcześniej zdjęcia jak wygląda klasa Y w „nowym” Aeroflocie. Oto ono:
Image

Niestety, rzeczywistość pokazała nieco co innego. Tkanina obijająca fotele jest w stanie średnim, jak nie w słabym. Zająłem swoje miejsce 13A (w samym przodzie kabiny Y) i już kolejny zonk – mój ekran był w trakcie ładowania Linuxa, którego oczywiście nigdy nie załadował. Nici więc z IFE sobie pomyślałem. Wrrr… Na dodatek obok mnie, na 13B usiadł Japończyk, który ma wyraźny problem ze świeżością oddechu. Wystarczyło, że ziewnął - nawet w nie moją stronę - i od razu było mi niedobrze. Po starcie korzystając z super oświetlenia chmur za oknem wykonałem kilka zdjęć…

Image

I od razu po zgaszeniu sygnalizacji „zapiąć pasy” wyskoczyłem jak z procy szukać innego miejsca. Poszukiwania zakończyły się na 35K przy oknie, gdzie miejsce obok mnie jest WOLNE!
Po chwili CC roznieśli nam „menu”. Szkoda, że jest ono drukowane na śliskim papierze typu pierwsza lepsza ultoka, gdyż to by mogło odwracać uwagę, od tego że menu i tak się sprowadza do „cziken” czy „fisz”, a tak przypomina mi ono menu z „chińczyka” nieopodal mojego bloku. W tej kwestii powinni się nauczyć jak przygotować menu od AF. No ale dość marudzenia, oto co będziemy dzisiaj jedli:

Image

Jeżeli czytaliście w miarę uważnie tę relację, to wiecie co wybrałem :) :

Image

Kurczak całkiem niezły, niestety bułka była twarda jak bela. Wynagrodzili mi to pysznym deserem Niebo w gębie.
Zaraz po serwisie udało mi się odkryć jak wygląda wnętrze fotela lotniczego. Widzieliście kiedyś? ;)

Image

A teraz kładę się spać, żeby być w stanie coś jutro zwiedzić w Tokio. Co ciekawe lecimy na tyle na północy, że przesuwamy się wzdłuż granicy dnia polarnego. Za oknami ani przez moment nie będzie podczas tego lotu ciemno. Śniadanie i koniec lotu opiszę już jako dzień trzeci tej wyprawy :)


Ostatnio edytowany przez tygrysm, 01 Sie 2012 21:22, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off  
 
#2 PostWysłany: 01 Sie 2012 20:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Gru 2011
Posty: 265
Loty: 140
Kilometry: 285 616
niebieski
Dzień 3 - Lot do Tokio ciąg dalszy…

Nawet udało mi się przespać trochę, co jest znając siebie dość nietypowe Nigdy nie byłem w stanie zasnąć w warunkach odbiegających od idealnej ciszy. Rano obudził mnie drugi serwis – do wyboru albo jajeczny wynalazek, albo naleśniki z nadzieniem jagodowym. Nie miałem ochoty na nic na słodko, więc ostało się to pierwsze…

Image

I chyba był to błąd, bo wynalazek był bezsmakowy. Dodatki do dania to sałatko-kurczak znany już z poprzedniego lotu, „chińskie” ciasteczko z wróżbą, batonik (ten to akurat „snickers”) no i tradycyjnie już pół kromki razowca i sztywna bułeczka.
Chwilę później widzę za oknem, że nadlatujemy nad wyspy japońskie. Podczas podejścia obraz na IFE przełączył się na kamerę pokazującą to co widzą piloci przed samolotem (bardzo fajna sprawa!). Lądowanie mięciutkie i kołowanie w nieskończoność – jesteśmy na miejscu.
Wrażenia z lotu – raczej pozytywne. Bardzo miła CC. Mam wrażenie, że ilość pasażerów na pokładzie przełożyła się na luźną atmosferę – i bardzo dobrze. Czego brakowało mi osobiście to przechodzącej co jakiś czas osoby z obsługi pokładu, która oferowała by wodę oraz otwartego baru z napojami i jakimiś drobnymi przekąskami w galerii – w innych liniach to standard (tak, wiem nie w LO… ech). Nie miałbym też nic przeciwko ciepłym, wilgotnym ręcznikom vide KLM.

Tokio – dzień 3 cd.

No to jestem Pan w imigracji na lotnisku jak zobaczył polski paszport bardzo się ucieszył i nienagannie powiedział „dzień dobry”. Chwila na załatwienie podstawowych spraw – wymiana JR Exchange Order na Rail Pass, znalezienie bankomatu, pobranie mapek z informacji turystycznej i na stację. Do Tokio odwiezie mnie pociąg o wdzięcznej nazwie Skyliner. Pierwsze wrażenie – wszyscy są bardzo, ale to bardzo mili. Pani w biurze JR poświęciła mi pół godziny z uśmiechem na twarzy rezerwując mi miejsca w Shinkansenach, Pan na bramce biletowej na stacji kolejowej ukłonił mi się do pasa 3 razy jak mnie tylko zobaczył, pani zawiadowca na stacji Narita wołała do mnie z końca stacji bym szybko wsiadał, bo zaraz pociąg musi jechać, konduktor przechodząc przez wagony i wychodząc z tego w którym aktualnie jest zawsze odwraca się przodem do pasażerów i kłania się dopóki drzwi między nim, a pasażerami się nie zamkną – no po prostu super, miałem przez całą drogę uśmiech od ucha do ucha.

A tu sam Skyliner – wygląda groźniej niż jedzie Rozpędza się do 160 km/h.

Image

Po zabazowaniu się w hostelu pora na pierwsze nieśmiałe zwiedzanie. Niewiele dnia mi zostało, więc postanowiłem pojechać na północny-wschód miasta – na pierwszy ogień Sky Tree, czyli druga najwyższa na Świecie konstrukcja zbudowana przez człowieka. Otwarta pod koniec maja wieża ma 634 metry wysokości. Japończycy są z niej naprawdę dumni – rysunki tej wieży widać wszędzie, w całym Tokio. Niestety nie da się na nią wjechać bez wcześniejszej rezerwacji, którą można było zrobić tylko za pomocą karty kredytowej wydanej w Japonii.

Image

Kolejny cel – Asakusa, czyli stara dzielnica Tokio:

Image

Image

Image

Po drodze cyknięte zdjęcie typowej małej uliczki w Tokyo – poza centrum życie toczy się właśnie na takich ulicach:

Image

Później niestety poczułem moc jet laga, więc wróciłem do hostelu zaplanować kolejny dzień
… i spać.

Dzień 4 - drugi dzień w Tokio

Plan zwiedzania ambitny, więc poranna pobudka i w drogę... No właśnie - tu troszkę o transporcie. W Tokio jest kilkanaście linii metra i kilka linii kolejowych JR, w tym JR Yamanote, która jeździ dookoła centrum miasta. Problemem dla turysty jest fakt, że część linii metra należy do Metro Tokyo, a część do Toei. Koleje naziemne należą do jeszcze innej spółki - JR. Wszystkie te firmy oferują bilety jednodniowe oraz kombinacyjne typu Metro + Toei oraz Metro + Toei + JR. Różnią się one niestety ceną, najdroższy kosztuje 1580Y za dzień. Dla ułatwienia powiem, że 100Y to mniej więcej 1 euro.

Na początek udałem się do ogrodów Koishikawa, gdzie aktualnie kwitną irysy.

Image

Następnie, pojechałem metrem pod tereny pałacu cesarskiego. Ten jako taki jest zamknięty i można go zwiedzać tylko dwa razy w roku, niemniej otoczony jest bardzo fajnym parkiem. Poniżej most do bramy pałacu i widoki na biurowce otaczające pałac.

Image
Image
Image

Następnym punktem wycieczki było zobaczenie Tokyo tower, jednak po drodze zgłodniałem, więc skonsumowałem w parku zestaw jakich pełno można kupić na stacjach kolejowych. Nie mam pojęcia co to było, ale było MEGA pycha. Popite herbatą jaśminową kupioną w jednym z automatów Mniam.

Image

A tu już sama Tokyo Tower na którą można wjechać. Tokyo tower ma dwa poziomy - pierwszy na wysokości 150m oraz drugi "special deck", na który można wjechać za dopłatą, sto metrów wyżej. Czy warto? Raczej nie - jak się później okazało lepsze widoki zapewnia inne miejsce, ale to za chwile :)

Image

Kolejny punkt programu to Roppongi zapisany na ścianie informacyjnej w moim hostelu jako "must see", niestety nie wiedziałem, że to kolejny punkt widokowy, zlokalizowany na 52-gim piętrze wieżowca Roppongi Hills, bo bym sobie odpuścił wieżę Tokyo. Tutaj nie dość, że jest się wyżej, to wychodzi się na dach, gdzie można robić zdjęcia bez szyby dzielącej nas od otoczenia.

Image

A teraz szybko do metra i jedziemy do Shibuyi, czyli ulubionej dzielnicy młodzieży - rozrywka przez duże "R", setki neonów, ekranów LEDowych i jeszcze więcej ludzi. Głównym punktem Shibuyi jest skrzyżowanie obok stacji kolejowej które co minutę jest zamykane dla ruchu kołowego, żeby ludzie mogli przejść przez jezdnię - pasy są namalowane nawet po przekątnych skrzyżowania, by zebrany w ciągu minuty tłum mógł się rozładować.

Image
Image

Oczywiście, jeszcze tu wrócę jak zapadnie zmrok... a tym czasem wsiadam do kolejki JR, by się udać do dzielnicy wieżowców Shinjuku.

Image

Tak wygląda budynek rządu Tokyo... tak, władz jednego miasta:

Image

Specjalnie plan zwiedzania ułożyłem tak, żeby dotrzeć do Shinjuku na wieczór, by przetestować moją nową zabawkę - flexipoda. Efekty oceńcie sami:

Image
Image
Image
Image
Image

I jako ciekawostka piętrowy parking dla rowerów, który znalazłem przechodząc obok jednego z wysokościowców:

Image

Ciemność zapadła, pora wracać do Shibuyi:

Image

W Japonii hazard jest zabroniony, więc sprytni przedsiębiorcy zaczęli ustawiać salony do gry w Pachinko. Gracz kupuje pudełko wypełnione kulkami (na sztuki), które wrzuca się do kolorowego automatu. Kulki w nim w magiczny i niewyjaśniony do końca dla mnie sposób się przesuwają, latają, przeskakują aż w końcu wylatują na dole (lub nie). Zebrane kulki można wymienić na nagrody, te z kolei można wymienić na gotówkę w "biurach wymiany", które to przypadkowo znajdują się tuż przy salonach Pachinko. Gra szalenie widowiskowa i głośna. Nad urządzeniami, których jest w salonie bardzo dużo działa system transportu kulek, który wydaje z siebie potwornie głośne odgłosy - ale to część zabawy. Gra jest podobno szalenie uzależniająca. Pachinko:

Image

Za graczami stoją rzeczone pudełka z kulkami.

Zmęczony i czujący swoje nogi dużo bardziej niż zwykle wracałem linią Yamanato do hostelu, gdy zobaczyłem światła z pociągu... dużo świateł - no to co... idę ;) Okazało się, że byłem bliski przeoczenia ważnej części Tokyo - Ginzy. Ginza jest to najdroższa z ekskluzywnych ulic handlowych na Świecie. Najdroższe sklepy, najdroższe marki. Jest tu także budynek Sony.

Image

Image

No to teraz nie ma zmiłuj - do hostelu i spać. Nikko samo się nie zwiedzi :D
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 01 Sie 2012 20:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Gru 2011
Posty: 265
Loty: 140
Kilometry: 285 616
niebieski
Dzień 5 - Nikko (jednodniowy wypad z Tokyo)

Kolejny dzień zaczynam od zwleczenia się z łóżka i dojazdu na stację metra Tokyo, na której zaraz wsiądę w mojego pierwszego Shinkansena. Będzie to Shinkansen Yamabiko (po polsku górskie echo), którym dojadę do stacji Utsunomiya, na której to przesiądę się na lokalny pociąg JR Nikko Line, który mnie zawiezie do rzeczonej miejscowości ;)

Ale zanim przyjechał mój pociąg-pocisk, musiałem zrobić Train spotting, a dzioby tych potworów robią wrażenie:

Image

Na kolejnych torach Tokyo ustawiły się - Shinkansen serii E5, Shinkansen serii E4 Max (dwupokładowy), Shinkansen serii 700 oraz N700.

Image

Zaparkowana "e-czwórka" czeka na boarding.

Image

E2 vs. E4

Image

aż w końcu nadjechał mój Yamabiko - Shinkansen serii E2.
No to teraz troszkę danych technicznych:

Shinkansen E2 jeździ po japońskich torach kolejowych od 1997 roku i został zaprojektowany dla wschodniej dywizji JR - JR East. Występują w wersjach 8- i 10- wagonowych, osiągają maksymalną prędkość 275 km/h. JR East korzysta z 49 takich składów (!). Co ciekawe nie w całej Japonii jest ustalony ten sam system zasilania sieci trakcyjnej - JR East korzysta z zasilania na 60 Hz, a niektóre inne linie są zasilane prądem 50-hertzowym. E2 potrafi korzystać także, z takiej trakcji, ale wtedy prędkość maksymalna zostaje ograniczona do 260 km/h. E-dwójki budowane były przez Hitachi, Kawasaki, Nippon Sharyo i Tokyu Car. Najnowszy powstał w 2010 roku.

To tyle wykładu zaczerpniętego żywcem z Wikipedii, bo relacja tak jak Shinkansen czekać nie może. Wysiadających podróżnych wita na stacji ekipa sprzątająca dziękując im za podróż (kłaniając się każdemu z osobna, a jak!). Następnie wkracza ona do szybkiej akcji - po dwie osoby na każdy wagon. Mają zaledwie kilka minut na wyczyszczenie na błysk wagonu, wymianę wszystkich "szmatek" na zagłówkach oraz na odwrócenie (!) foteli. Tak, w Shinkansenie zawsze jedziesz twarzą do przodu :)

Gdy cała ekipa sprzątająca się ustawi przed pociągiem, maszynista wychodzi na peron i zaprasza pasażerów na pokład, pokazując otwierające się w tym momencie drzwi... (serio, sam w to nie mogłem uwierzyć).

A teraz sam boarding:
Maszyniści Shinkansenów szkolą się, aby zawsze stawać na peronach w dokładnie wyznaczonym miejscu, gdyż na peronach namalowane są linie wyznaczające kolejkę do wejścia. Ma to na celu szybsze wejście pasażerów na pokład, by superexpress nie musiał za długo czekać na stacji na tłoczących się pasażerów.

Image

Nad każdym wejściem, na stacji znajduje się wyświetlacz które wejście do którego wagonu ustawi się w tym miejscu, oraz czy w wagonie obowiązuje wcześniejsza rezerwacja. Do JR Pass rezerwacje są wydawane bezpłatnie, więc skorzystałem. Nie wiem czy normalnie trzeba do nich dopłacić, ale nie sądzę by w którymś z Shinkansenów w dniu w którym cały kraj nie podróżuje (święta) był jakiś problem ze znalezieniem miejsca w wagonach bez rezerwacji.

No to siadam na moim fotelu 9E. W środku bez większych rewelacji - pociąg jak pociąg. Cały bezprzedziałowy, w konfiguracji 2-3. Zielone wagony (japońska klasa 1) mają konfigurację 2-2. Fotel całkiem wygodny, bardzo duży pitch (96 cm), rokłada się bardzo ale to bardzo hojnie - fajnie się śpi w takim fotelu. Każdy fotel ma wbudowany stoliczek jak w samolocie.

Image

Serwisu nie ma, poza gościem z wózkiem który co jakiś czas przejeżdżał. Przy każdym opuszczeniu wagonu odwracał się i kłaniał do pasażerów zanim zniknął za drzwiami

Nie do końca wiedziałem jaki jest poprawny sposób zachowania się w Shinkansenie, ale zaraz po ruszeniu pociągu wszyscy wyciągnęli swoje zestawy obiadowe i picie na stoły, więc nie byłem im dłużny. Oto zestaw na dziś:

Image

Po raz kolejny mniam mniam mniam :D Jedząc wyciągnąłem telefon celem sprawdzenia testerem GPS aktualnej prędkości pociągu - 235 km/h. Nieźle, ale nie jakoś porywająco. Dodam jeszcze, że punktualność Shinkansenów jest wręcz legendarna. W 2003 roku średnie opóźnienie Shinkansenów wynosiło... 6 sekund. W tym czasie pociągi te odbyły 160000 podróży, w opóźnienia te wliczone są też opóźnienia spowodowane przez katastrofy naturalne.

Podróż mi minęła bardzo ale to bardzo szybko, konduktor się nie objawił, ale bilety są sprawdzane już na stacji, nie można wejść na peron bez biletu. Przed peronami Shinkansen są dodatkowe bramki.

Po dojechaniu do celu przesiadka na pociążek JR Nikko Line - w przejściu między jednym, a drugim peronem złapał mnie bardzo miły japończyk mówiący po angielsku i dostałem od niego komplet ulotek, mapek i wszystkiego co mi do szczęścia w Nikko było potrzebne. Sam pociążek był typową podmiejską konstrukcją wykorzystywaną w JR, jednak został on pomalowany na specjalne barwy Nikko charakterystyczne tylko dla tej linii kolejowej.

Image
Image

Ale nie był to pociąg, który się wlókł... o nie - grzał ile fabryka dała :D

Po wyjściu z pociągu należy się przesiąść w autobus wiozący turystów do części miasta w której znajdują się atrakcje turystyczne... i tu zonk. Na przystanku wszystko po japońsku, a kilka napisów po angielsku przetłumaczył wuj google translator, czyli nikt nie wie o co chodzi. W końcu nadjechał nasz bus. Do busów wsiada się w Japonii zawsze tylnymi drzwiami przy których znajduje się automat. Automat ten wydaje kwitki z numerem przystanku na którym wsiadłeś, bierzesz kwitek i dzięki niemu zostaje ci naliczona odpowiednia opłata. Gdy drzwi się zamykają automat wciąga kwitki, więc nie można już pobrać nowych. Nad kierowcą znajduje się ekran na którym znajdują się numery kwitków i odpowiednie opłaty zmieniające się w czasie rzeczywistym w zależności od przejechanej długości trasy. Moim planem było zacząć od obejrzenia świętego mostu, ale z trasy autobusu wynikało, że lepiej jest to zrobić na końcu i spod niego wrócić na dworzec kolejowy, gdyż autobus robił dużą pętlę i wracał obok mostu. No nic, zróbmy więc inaczej i wyjdzie taniej.

W pewnym momencie jakaś dziewczyna, turystka, idzie do kierowcy i pyta go o ten mostek. Ten się zatrzymuje, pokazuje ścieżkę i mówi, że nią 10 minut. No dobra! To ja też lecę. Wychodzę z autobusu i zagaduję do tej dziewczyny, rozmawiamy chwilę po angielsku, lecz jej wymowa "r" kazała mi zapytać skąd jest... no i zgadnijcie... I tak się zapoznałem z Basią, którą pozdrawiam jeżeli kiedyś to przeczyta. Tak więc tego dnia miałem kompana.

Zaczęliśmy więc od mostu, a na nim prawdziwy japoński ŚLUB! Fart jak nic. :D

Image

Most odhaczony, wracamy więc w kierunku świątyń Nikko i od razu pierwszy zonk - pierwsza z nich i zarazem najważniejsza, Rinnoji pod wielkim kontenerem, bo w remoncie. Obrazek z Japan Guide:

Image

No nic, kupiliśmy bilet "combination ticket" umożliwiający zwiedzanie wszystkich zabytków na jednym bilecie i zaczęliśmy od ogrodów położonych na przeciwko wejścia do tej świątyni. Ogrody te założono ponad 400 lat temu. Całkiem one ładne.

Image
Image

Później powrót do świątyni, w której nie można było robić zdjęć (był w niej duży, złoty posąg Buddy), oraz przejście dalej do Toshogu Shrine.

Image

Image

Po obiadku w formie zupy Udon, postanowiliśmy zrobić trasę widokową wzdłuż rzeki, którą Basia znalazła na jej ulotko-mapce. No to co... idziemy. Warto było! Oto przykładowy widok z tej trasy:

Image

Woda w rzece wydawała się szafirowo-niebieska.

Wzdłuż rzeki znajdowały się posążki "chłopków", jak zostali ochrzczeni przez nas. Jest ich 70, a przedstawiają one Jizo, którzy opiekują się chorymi.

Image

Wracając w stronę stacji obserwowaliśmy jak mgła z gór powoli opada... Akurat znalazła się nad świętym mostem tworząc świetny widok na niego.

Image

Złapaliśmy spod mostku autobus i na stację wbiegliśmy na minutę przed odjazdem naszego JR'a do Utsunomiyi. Później szybka przesiadka na Shinkansena do Tokio. Niestety trafił nam się znowu E2. Basia nie miała rezerwacji, więc skoczyliśmy do non-reserved car, który okazał się prawie zupełnie pusty. Krótka drzemka i byliśmy na miejscu, pożegnałem moją jednodniową towarzyszkę-zwiedzacza i udałem się do hostelu...

Pora spać, kolejnego dnia ruszam do Kyoto.

Dzień 6 - Kyoto (pierwszy dzień)

Dzień rozpoczął się od porannej pobudki, nawet nie wstawało się tak ciężko :) Pora spakować mój duży plecak i zataszczyć go na dworzec, bo Shinkansen do Kyoto czekać na mnie (jak i na nikogo innego ;) ) nie będzie.

No to komu w drogę, temu rower (bez siodełka). Dzisiejszy Shinkansen to Hikari (światło), którym pokonam trasę z Tokyo do Kyoto. Hikari jest operowany przez spółki JR Central i JR West, tak więc wszystkie Shinkanseny typu "E-coś" odpadają. Czekam, czekam i moim oczom ukazuje się... siedemsetka :D

Shinkansen serii 700 składa się z 16 wagonów, które potrafią się rozpędzić do 270 km/h na linii Tokaido i 285 km/h na lini Sanyo. Zastąpiły one starsze serie 0 i 300. Miały być swojego rodzaju konkurencją dla pięćsetek, które choć piękne (ach, chciałem na nią trafić strasznie!) są droższe w produkcji i ciaśniejsze w środku. Pierwszy egzemplarz "700" powstał w 1997 roku, ostatni w 2006. W 2012 pierwszy poszedł na złom, będą one sukcesywnie zastępowane przez nowszy model, N700.

Foto 700ki, macie w poprzednim moim poście. Pięćsetka jeszcze się pojawi :)

Podróż przebiegła bezproblemowo, miałem oczywiście swój zestaw pociągowy (a jak!), okazał się być wieprzowiną:
Image

Wnętrze pociągu nie różniło się zbytnio od tego znanego już z E2.
Image

Niestety, mimo że siedziałem po odpowiedniej stronie pociągu (dzięki za radę kaspric!), nici z oglądania góry Fuji - była cała w chmurach, albo ją ukradli. Myślę, że raczej to pierwsze

Prędkość jaką udało mi się zmierzyć, to 263 km/h:
Image

W Kyoto na stacji na podłodze siedziały wesołe wycieczki szkolne:
Image

Pierwsze co mnie uderzyło w Kyoto to cisza, nieporównywalna do tego co się działo w Tokyo. Taki jakiś spokój... pojechałem do hostelu, zostawiłem walizkę i w drogę na zwiedzanie. Miasto to posiada dwie linie metra - północ-południe oraz wschód-zachód oraz bardzo rozbudowany system autobusów miejskich. Do jazdy jednymi i drugimi uprawnia Kyoto Sightseeing ticket, który w wersji dwudniowej kosztuje 2000Y. Niestety Kyoto trochę ogranicza turystę - busiki stoją w korkach, a większość atrakcji się zamyka o 17:00, więc trzeba będzie (o zgrozo) zacząć kolejny dzień wcześnie rano i zacisnąć zęby... nikt nie powiedział, że będzie łatwo :/

Nie myśląc długo postanowiłem, że pierwszym celem będzie Złoty Pawilon (Kinkakuji). Wygląda on na prawdę super! :D

Image
Image

Nieopodal niego znajduje się słynna świątynia zen, z jej ogrodem kamieni:
Image
Image

W ogrodzie tym znajduje się 15 dużych kamieni. Założenie jest takie, że siedząc na poziomie ogrodu w dowolnym miejscu dookoła niego, nigdy nie widać więcej niż 14 na raz. Dodatkowo ściany dookoła ogrodu specjalnie opadają do rogów, żeby zapewnić lepszą perspektywę.

W ogrodzie tym spotkałem znajomego Niemca, który nocował w Tokyo w tym samym hostelu co ja. Zbliżała się 17.00, więc nici z dalszego zwiedzania - poszliśmy więc do restauracji. Pierwsze co wita w niej gościa to maszyna, taka jak u nas z puszkami coca-coli:
Image

Zasada jest prosta:
1. Wsadzasz pieniądze
2. Wybierasz co chcesz zjeść (są też obrazki na przyciskach) i jakie chcesz dodatki do tego
3. Odbierasz resztę
4. Siadasz i czekasz grzecznie aż obsługa przyniesie zamówione danie.

Bardzo sprawnie to działało, choć i tak nie wiedzieliśmy co wybraliśmy. Ja "wylosowałem" wieprzowinę Pyszna!

W takiej restauracji zawsze oprócz samego jedzenia które zamówiłeś dostajesz zimną wodę w szklance, miskę ryżu oraz zupę. Wodę i ryż można do woli uzupełniać ze stołu, który znajduje się na środku lokalu. Bardzo fajne rozwiązanie.

I jeszcze jako ciekawostka zlew 3 in 1:
Image

Działa na fotokomórki. Gdy przykładasz ręce w prawy górny róg, leci woda. Gdy przełożysz je w lewy górny róg ręce są spryskiwane mydłem w piance. Przy dolnej krawędzi zlewu znajduje się fotokomórka odpowiedzialna za suszarkę, która też jest wbudowana weń. Rewelacja! :D

W drodze do hostelu zrobiłem jeszcze zdjęcie jednej z głównych ulic Kyoto:
Image

BTW Takie widoki, to tylko w Kyoto

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 01 Sie 2012 20:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Gru 2011
Posty: 265
Loty: 140
Kilometry: 285 616
niebieski
Dzień 7 - Kyoto (dzień drugi zwiedzania)

Dwie pierwsze rzeczy jakie mi się rzuciły na myśl podczas zwiedzania Kyoto to bardzo duża różnica klimatyczna względem Tokio przejawiająca się ogromną wilgotnością powietrza połączoną z upałem i to, że autobusy na prawdę sucks! Kyoto posiada jak już wspomniałem dwie linie metra, które są w porządku, ale większość transportu odbywa się autobusami, które jeżdżą wolno i stoją w korkach. Na szczęście wszystkie ważniejsze atrakcje turystyczne Kyoto są zgrupowane w "strefy" i podróż ogranicza się do jazdy między nimi. Nie zmienia to faktu, że wciąż nie lubię busów jako podstawowego środku transportu po mieście.

Dziś zwiedzam wschodnią stronę miasta, a więc: Srebrny Pawilon, okolice Gion oraz Inari.

Słowo się rzekło, na pierwszy ogień poszedł Srebrny Pawilon (Ginkakuji). Srebra to on nigdy nie widział - nazwa jest taka, a nie inna gdyż podczas jego budowy wzorowano się na Złotym Pawilonie. Dookoła całkiem niezły ogród:

Image

Image

Image

Image

Na przystanku autobusowym zostałem "zaatakowany" przez grupkę dzieciaków będących na wycieczce szkolnej Nie obyło się bez wspólnej foty:

Image

Po przetransportowaniu się do Gion (dzielnicy gejsz) pora na dłuuugi spacer po świątyniach. Pierwsza to Kiyomizudera, najbardziej rozpoznawalna świątynia w Kyoto - głównie dzięki jej wielkiemu drewnianemu tarasowi.

Image

Image

Image

Droga do kolejnych prowadzi przez starą dzielnicę - Higashiyamę.

Image

Image

Zwiedziłem też Kodaiji.

Image

Image

Po drodze znalazła się i gejsza. Podziękowała za zrobienie jej zdjęcia (O_o). Muszę przyznać, że jak w telewizji nie robiły na mnie większego wrażenia, tak na żywo to zupełnie inna rozmowa. W ogóle młode japonki są bardzo ładne - tylko mam wrażenie, że szybko się starzeją i uroda znika.

Image

Znalazła się też riksza z cennym ładunkiem ;)

Image

Ostatnią świątynią w tym rejonie, którą odwiedziłem była Chionin, z olbrzymią bramą. Niestety japończycy byli już w trakcie zakrywania głównego budynku świątyni kontenerem... Mam wrażenie, że niedługo będą mieli więcej zabytków w remoncie, niż tych zdatnych do oglądania. Przypomnę, że zamek Himeji też jest cały w rusztowaniach...

Image

Image

Ostatnim planowanym punktem wycieczki na ten dzień był przejazd pociągiem do Inari, o którym kaspric już wspomniał w tym wątku. Tak też uczyniłem - Inari jest shintoistyczną świątynią patronującą biznesowi i powodzeniu "pieniężnemu". Jest słynna ze ścieżki bram tori. Tak jak napisał kaspric przejście jej to co najmniej 1,5h. Bramy te są fundowane przez firmy, gdyż mają im przynieść szczęście w biznesie. Jeżeli ktoś chce, to też może zasponsorować kolejną bramę. Koszt od 175 tyś. yenów (1750 EUR). Chętnych nie brakuje.

Image

Image

Image

Image

Image

Wracając do hostelu wstąpiłem jeszcze na Nishiki Food Market, gdzie znalazłem takie oto przysmaki:

Image

Image

Smacznego!

Dzień 8 - Nara (jednodniowa wycieczka z Kyoto)

Nara to miasto położone nieopodal Kyoto, będące pierwszą stałą stolicą Japonii (wtedy pod nazwą Heijo). Straciło to miano w roku 784 na rzecz Nagoki. Słynie z najstarszych japońskich świątyń.

Wycieczka dla mnie zaczęła się wcześnie rano, gdyż umówiłem się z Basią i jej ekipą znajomych o 8.08 na dworcu kolejowym, jednak ona nie dotarła (wrrr...). Dostałem za to ostrzeżenie, że przed 16.00 mam być w hostelu, bo nadchodzi nad Japonię tajfun i może być niebezpiecznie. No nic, tajfunu jeszcze nie przeżyłem, ale wolałbym go nie przeżywać na zewnątrz. Dodam, że już od samego rana lało jak z cebra, więc motywacja do zwiedzania też nie była jakaś szczególnie duża.

Podróż pociągiem JR Nara Line do Nary z Kyoto zajmuje równą godzinę. Na miejscu od razu zostałem przywitany przez panie w informacji turystycznej i dostałem komplet mapek i potrzebnych do zwiedzania informacji. Niestety japończycy mają jakiś problem z rysowaniem planów miast. To znaczy układ ulic jako taki się zgadza, więc nie ma problemu z poruszaniem się, ale skala już się nie zgadza w ogóle. Jedna ulica mająca na planie 2 cm może być dłuższa od innej mającej 3 cm. Dlatego na planach opisują odcinki długością w kilometrach.

Cała trasa po świątyniach Nary powinna zająć około 3 godzin. Po 20 minutach spaceru dociera się do parku Nara, w okół którego znajduje się większość zabytków tego miasta. Pierwszym, który się napotyka jest świątynia Kofukuji:

Image

Image

Później spacer przez park, który słynie z zamieszkujących go dzikich saren. Sarny są dzikie, ale łase na jedzenie przynoszone przez ludzi. Jeżeli ktoś go nie ma, może doposażyć się w "deer cookies" za jedyne 150Y, a wtedy ma się gwarancję, że będzie się w centrum zainteresowania tych parzystokopytnych.

Image

Image

Image

Droga prowadzi ścieżkami wzdłuż których porozstawiane są japońskie kamienne latarnie

Image

Image

Image

I docieram do pierwszego celu - najważniejszej w mieście shintoistycznej świątyni - Kasuga Taisha. Szczerze mówiąc nie zrobiła na mnie wrażenia.

Image

Dalej, po kolejnych 2 km chodzenia po parku dociera się do dzwonnicy

Image

oraz głównej atrakcji Nary, świątyni Todaiji. Zanim jednak dostałem się do środka spotkałem sarny i gromadkę wesołych przedszkolaków.

Image

Image

Świątynia Todaiji robi na prawdę wrażenie - budynek jest ogromny, a w środku kryje się niewiele mniejszy budda:

Image

Moją uwagę przykuł budda stojący na zewnątrz... nie wiem czemu od razu mi się skojarzył z Iron Maiden :P

Image

No i tyle Nary w zasadzie, zostało mi dużo czasu więc wymyśliłem by pojechać do Iga-Ueno, słynącego z zamku i szkoły Ninja. Podobno jest tam rewelacyjne muzeum ninja, ale pani w informacji turystycznej powiedziała że uciekł mi właśnie pociąg, a jeżeli pojadę następnym to mogę nie zdążyć przed tajfunem... kurcze no...

No to jadę bliżej, do Horyuji gdzie znajduje się najstarszy na świecie drewniany budynek - świątynia o nazwie takiej samej jak nazwa miasta. Przy okazji zrobiłem zdjęcie typowej japońskiej podmiejskiej stacji kolejowej.

Image

Sama świątynia prezentuje się tak:

Image

Image

Image

Wszystko by było ok, gdyby nie tłumne wycieczki szkolne:

Image

Na koniec ciekawa pokrywa studzienki :D

Image

Powrót do Kyoto odbył się bezproblemowo. O 16.00 byłem już w hostelu i siedzę tu... Jak się okazało tajfun zmalał i teraz będzie to zwykła burza tropikalna. Oby do rana sobie poszła i przyniosła dobrą pogodę, bo jutro chcę do Miyajimy!
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 01 Sie 2012 20:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Gru 2011
Posty: 265
Loty: 140
Kilometry: 285 616
niebieski
Dzień 9 – Hiroshima/Miyajima

Kolejny dzień rozpoczął się poranną podróżą Shinkansenem Hikari do Hiroshimy. Niestety, wczorajszy tajfun spowodował poważne opóźnienia na całej linii Shinkansen.

Image

Zanim mój pociąg zjawił się na stacji opóźnienie zdążyło osiągnąć 45 minut… miałem wrażenie, że niektórzy Japończycy na peronie byłi na tyle zszokowani, że nie wiedzieli do końca co ze sobą zrobić.
Dziś trafił się Shinkansen serii N700, czyli „siedemsetka” na sterydach.

Image

Pociągi te osiągają maksymalną prędkość 300 km/h, a dzięki większemu przyspieszeniu, niż jego poprzednik pokonują trasę z Tokyo do Osaki w 2 godziny i 25 minut jadąc jako pociąg Nozomi (przypomnę, najszybszy japoński super-express). Pociągi te są produkowane przez Hitachi, Kawasaki, Kinki Sharyo i Nippon Sharyo. Dziś JR ma na stanie 126 zestawy pociągów N700… żeby w Polsce było 10% tego i miały po czym jeździć… marzenie. Poniżej zdjęcia wnętrza N700. Każdy rząd foteli miał dostęp do gniazdka z prądem, ale same siedzenia były dość niewygodne. Na pewno były najmniej wygodne ze wszystkich typów Shinkansenów z jakimi miałem do czynienia podczas tej podróży.

Image

Jadąc do Hiroshimy przejeżdża się przez Himeji, słynącego z ogromnego zamku w stylu japońskim. Jak by komuś przyszło do głowy pojechać do Japonii w najbliższym czasie, niech nie marnuje na niego czasu – jest zamknięty w kontenerze.

Image

Mój pociąg goniąc opóźnienie rozpędził się do równych 300 km/h. W mgnieniu oka dojechałem do celu mojej podróży. Hiroshima jest chyba jednym z ładniejszych miast japońskich w jakich byłem – nie jest może tak nowoczesna jak Tokyo, ale za to jest zdecydowanie bardziej zielona.

Image

Image

Image

Na szczęście mój hostel był 10 minut spacerkiem od dworca, więc szybko pozbyłem się plecaka i korzystając z pięknej pogody w drogę do Miyajimy!

Aby dostać się do Miyajimy należy wsiąść w pociąg podmiejski, który podwozi pasażerów pod stację promu, następnie krótka przeprawa i jesteśmy na miejscu. Promy obsługują dwie firmy – czerwone należą do JR i można z nich korzystać za darmo w ramach Railway Pass.

Image

Miyajima (zwana też Itsukushimą) to jedna z wysp na japońskim Morzu Wewnętrznym, słynie głównie ze swojej świątyni oraz bramy tori wybudowanej na morzu. Brama ta podczas przypływów znajduje się w wodzie, natomiast podczas odpływów można do niej swobodnie dojść na piechotę po dnie morza. Miyajima uchodzi za jeden z trzech najładniejszych krajobrazów Japonii.

Image

Miyajima jest drugim miejscem w Japonii słynącym z dzikich saren.

Image

Po krótkim spacerku dotarłem do przybrzeżnej świątyni Itsukushima

Image

Tam akurat trwał pokaz pana w pomarańczowym stroju w bardzo ciekawej złotej masce.

Image

Image

Okazało się, że to… ślub! Tylko Pan młody taki coś nie japoński ;)

Image

Kolejny obowiązkowy punkt wycieczki to wejście (lub wjazd kolejką linową) na pobliską górę Mount Misen z której roztaczają się piękne widoki na okoliczne wyspy. Ja wybrałem opcję z kolejką linową, a żeby do niej dotrzeć należy przejść przez park:

Image

Image

Image

Wjazd na górę i widoki z góry:

Image

Image

Image

Image

Na stacji górnej można było kupić lody o smaku… czerwonej fasoli… fe!

Image

Pod wieczór, gdy byłem już na dole woda już była z dala od bramy tori.

Image

Na koniec dnia pozostał mi tylko powrót do hostelu, gdzie spotkałem polską parę która też zwiedzała Japonię. Pozdrawiam jeżeli to czytacie! J Niestety na cokolwiek więcej zabrakło mi sił tego dnia, więc zaległem w łóżku i wstałem następnego dnia.

Dzień 10 – Hiroshima i powrót do Tokyo

Poranna pobódka i miła rozmowa z moim sąsiadem z pokoju – okazało się, że za późno wczoraj przyjechał do miasta by jechać do Miyajimy, a pogoda się pogorszyła i nie wie co ze sobą zrobić, więc pojechaliśmy razem do Hiroshimy zobaczyć Park Pokoju.
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od obejrzenia Atomic Dome (kopuła atomowa), najsłynniejsza budowla w Hiroshimie – jeden z niewielu budynków, który przetrwał wybuch bomby atomowej 6 sierpnia 1945 roku. Na pamiątkę tych wydarzeń pozostawiono go w niezmienionym stanie.

Image

Image

Image

Nieopodal znajduje się muzeum bomby atomowej, które naprawdę warto zobaczyć. Poniżej kilka zdjęć z niego:
Hiroshima przed wybuchem:

Image

i po:

Image

Image

Zegarek który zatrzymał się w godzinę wybuchu:

Image

Image

Muzeum daje do myślenia… nie jestem fanem muzeów, ale to na pewno na długo zostanie mi w pamięci.

Następnym krokiem mojego wyjazdu był powrót to domu :( A w Japonii jest tak super… no nic, trzeba się pakować do pociągu i w drogę. Do przejechania tego dnia mam ponad 800 km Shinkansenami, trasa ta zajmuje około 5 godzin. Podróż podzieliłem na dwa odcinki. Do Shin-Osaki jadę pociągiem Shinkansen Sakura, by przesiąść się na Shinkansena Hikari, który zawiezie mnie prosto do Tokyo. Celem było zaliczenie większej ilości typów Shinkansenów i…. udało się! :D

Trafiła się seria 700, o której już tu pisałem, jednak ta „siedemsetka” była zdecydowanie lepiej wyposażona niż poprzednia. Fotele były duże, wygodne i rozmieszczone w konfiguracji 2-2. Wnętrze dzięki elementom udającym drewno wydawało się bardziej eleganckie niż to w poprzednich pociągach którymi jechałem.

Image

Na stacji Shin Osaka stał Shinkansen serii 500, mój osobisty ulubieniec jeżeli chodzi o kształt. Zastanawiałem się czy do niego nie wsiąść, gdyż też jechał do Tokyo, jednak był to pociąg Kodama, zatrzymujący się na wszystkich stacjach, a ja miałem krótką przesiadkę w Tokyo na ostatni dostępny pociąg NEX na lotnisko Narita.

Image

Do Tokyo zawiozła mnie „zwykła” siedemsetka.

Image

Image

Rezerwując bilety na Shinkanseny prosiłem panią w biurze obsługi pasażera, bym siedział po stronie umożliwiającej zobaczenie góry Fuji, niestety ta schowała się za chmurami dając mi świetny pretekst do kolejnej wizyty w Kraju Kwitnącej Wiśni ;)

Jako, że nocleg miałem w hotelu w miejscowości obok lotniska (Narita), kolejnym odcinkiem podróży był przejazd do tego podtokijskiego miasteczka. Udałem się tam pociągiem Narita Express (zwanym N’EX). Rozpędza się on do 160 km/h (co ma niewiele wspólnego z jego rzeczywistą prędkością przejazdu). N’EXem można pojechać na ważnym JR Pass, jednak należy pamiętać, że trzeba mieć bezpłatną miejscówkę. Moim pociągiem oprócz mnie jechało może z 15 osób. Niestety nie udało mi się zrobić NEXowi dobrego zdjęcia z zewnątrz, więc posłużę się wikipedią:

Image

Wnętrze wygląda natomiast tak:

Image

W Naricie wysiadka i kilka kroków do Hotelu Mercure Narita. Jeżeli ktoś będzie kiedyś się zastanawiał nad tym hotelem – nie polecam. Pokoje małe i wymagają dość szybkiego remontu. Mając jeszcze trochę yenów w portfelu wybrałem się do hotelowej restauracji japońskiej - zjadłem tam najlepszą sałatkę cezar jaką w życiu jadłem (!) oraz przepysznego kurczaka w cebuli podawanego z ryżem.

Tak, zbliża się ta chwila gdy będzie trzeba pomachać Japonii i powiedzieć jej sayonara :(
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 01 Sie 2012 21:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Gru 2011
Posty: 265
Loty: 140
Kilometry: 285 616
niebieski
Dzień 11 – powrót dzień 1 – NRT-SVO-CDG

Odcinek 1 – Tokyo Narita (NRT) – Moskwa Sheremetyevo (SVO)


numer rejsu: SU261
linia lotnicza: AFL (SU) Aeroflot
Samolot: Airbus A330-300

Jeszcze przed wyjściem z hotelu udało mi się odprawić on-line na stronie Aeroflotu. Odprawa przebiegła bezproblemowo, jednak tak jak poprzednio byłem w stanie wybrać miejsca tylko na pierwszy odcinek lotu. Miejsce na odcinek SVO-CDG został wybrany przez system automatycznie i było to miejsce przy przejściu No cóż… dziś na locie do Moskwy siedzę na miejscu 20K (okno). Super!

Szybkie śniadanko, check out i darmowy shuttle bus na lotnisko Narita. Droga zajęła równo 50 minut. Mój lot odprawiany jest w terminalu 1 w skrzydle północnym, które to zarezerwowane jest w całości dla linii sojuszu Sky Team.

Image

Image

Opłaca się odprawiać on-line – z przyjemnością ominąłem ogromną kolejkę do check-in’ów i udałem się do pustej kolejki drop-off. Tam miła pani poprosiła mnie bym podszedł do stanowiska odprawy klasy biznes, gdzie wydrukowano dla mnie karty pokładowe na dwa loty oraz na moją prośbę pani zmieniła mi miejsce w drugim locie na miejsce przy oknie. Podwójnie super! :D Mój bagaż rejestrowany dostał przywieszkę short connection i zniknął głęboko w sortowni.

Image

Jeszcze szybki rzut oka na tablicę odlotów i kilka kroków do kontroli bezpieczeństwa. Otwartych było co najmniej 8 stanowisk, a wszystko poszło bardzo sprawnie.
Zrobiłem trochę zakupów, kupiłem i wysłałem pocztówki, więc pora na zrobienie kilku zdjęć.

Image

Image

Image

Image

Image

Pierwszy raz spotkałem się na lotnisku z sytuacją, gdzie w gacie agenci uprzedzali, że za kilkanaście minut rozpocznie się boarding. Bardzo fajna sprawa, na pewno ułatwia im zebranie wszystkich pasażerów do kupy. Mój gate to bramka numer 24.

Image

Image

Boarding poszedł bardzo sprawnie, nie minęło kilka minut i już siedziałem wygodnie w swoim fotelu. Okazało się, że lecę tym samym samolotem co poprzednio, więc nie będę się rozpisywał. Mój dyliżans miał rejestrację VQ-BBE.
Siedziałem spokojnie czekając na pushback wyglądając przez okno, gdy ten nastąpił zauważyłem ciekawostkę opisującą bardzo dobrze styl pracy i nastawienie Japończyków. O ile zawsze (z moich obserwacji) po pushbacku i uruchomieniu silników agenci handlingowi na płycie zwyczajowo machali pilotom i wracali w stronę terminala, tutaj wyglądało to w ten sposób, że cała ekipa obsługująca nasz samolot ustawiła się w szeregu i stojąc na baczność machali nie tylko pilotom, lecz także wszystkim pasażerom. Czekali na moment, aż cała długość samolotu przesunie się przed nimi, następnie wszyscy zwyczajowo ukłonili się do samolotu, następnie do siebie i na koniec przybili sobie „piątkę” za dobrze wykonaną robotę. Może szczegół, ale przez całą wizytę w Japonii miałem wrażenie, że ludzie są tak uprzejmi, że niemal dziękowali mi za to że żyję. Japończycy sprawili, że ta wycieczka była wielką przyjemnością. No ale kontynuujmy… :D

Image

Niedługo po starcie rozpoczął się pierwszy serwis pokładowy. Zdziwiłem się, że tym razem nie rozdano menu. Poprosiłem o sprite’a i już po chwili wszystko stało się jasne – catering został zabrany z Narity

Obiad wyglądał tak:

Image

Ryż i bardzo delikatna ryba w lekko słodkim beszamelu z pomidorami koktajlowymi. Jako dodatek sushi – maki z krabem i nigiri z łososiem. Dodatkowo bułka z masłem, a na deser całkiem duży jak na klasę ekonomiczną kawałek ciasta miodowego z orzechami. Całość była pyszna!

Lot przebiegł bardzo spokojnie, cały mi zleciał na grze w Super Mario na przenośnej konsoli do gier (wziąłem przykład z Japończyków, którzy grają gdzie tylko popadnie ). Nawet się nie zorientowałem gdy nadeszła pora podwieczorku:

Image

Był to makaron przypominający warzywną lasagne, plasterek mięsa (nie wiem jakiego) z chrzanem, bułka oraz galaretka jabłkowa. Do picia wziąłem znowu Sprite’a.

Lądowanie w Moskwie wzorowe – bardzo delikatne. Co by nie gadać – moje doświadczenia z Aeroflotem są takie, że rosyjscy piloci wiedzą jak delikatnie sadzać swoje maszyny na ziemi.

W Moskwie okazało się, że chwilę przed nami usiadł samolot z Seulu, więc ustawiła się dość długa kolejka do Transfer Desk. Mi się akurat nie spieszyło, ale mało asertywny Koreańczyk z którym uciąłem sobie pogawędkę powiedział mi, że za pół godziny ma lot do Istambułu, a kolejka szła ślamazarnie – kazałem mu ominąć całą kolejkę, powiedzieć że ma bardzo krótki czas przesiadki i długo się wahał, ale w końcu poszedł i żadnego problemu nie było. Gdyby nie posłuchał to straciłby swoje połączenie i miał by „wspaniałą” noc w osławionym Aeroflotowym hotelu w którym trzymają pasażerów bez rosyjskiej wizy. Pasażerowie ci nie mogą nawet wyjść ze swojego pokoju ;)

Odcinek 2 –Moskwa Sheremetyevo (SVO) – Paryż (CDG)

numer rejsu: SU261
linia lotnicza: AFL (SU) Aeroflot
Samolot: Airbus A320

Już myślałem, że będę musiał przejść kolejną kontrolę bezpieczeństwa, ale pani na stanowisku kontroli tuż za transfer desk zapytała skąd przyleciałem i na hasło "Tokio" tylko machnęła ręką i poszedłem dalej. Krótki spacerek i już byłem pod bramką z której widziałem jak pakuje się mój kolejny samolot.

Image

Tym razem lecę Airbusem A320 VQ-BAY. Szybki boarding i zajmuję swoje miejsce 21A. Niedługo potem startujemy.

Image

Oczywiście i tym razem serwis składał się z napoju i pełnego posiłku. Do wyboru była ryba lub wołowina. Wybrałem drugą opcję i nie żałowałem – całkiem niezła była. Jako dodatek chyba nieśmiertelna sałatka z kurczakiem (mogli by to czasem zmieniać ;) ) i dwa batoniki o których wcześniej już pisałem. Ogólnie obiad na 4kę.

Jeżeli chodzi o wrażenia z lotu to musicie mi wybaczyć, ale przespałem cały :D

Wylądowaliśmy na lotnisku CDG, a nasz kapitan podkołował pod gate w terminalu 2E. Szybka kontrola paszportowa i odbiór bagażu. Następnie nie pozostało mi nic, tylko znalezienie przystanku shuttle busu do hotelu i udanie się na zasłużony odpoczynek. Nocka w hotelu Ibis CDG Nord-2.

Dzień 12 – powrót dzień 2 (CDG-LTN-WAW)

Niestety połączenie wczesnej godziny wylotu mojego samolotu do Luton połączone ze słabo ułożonym rozkładem hotelowych shuttle busów spowodowało, że nie mogłem skorzystać z przysługującego mi śniadania w hotelu :/ No cóż… żyje się dalej i leci nad chmurami.

Odcinek 1 – Paryż (CDG) – Londyn Luton (LTN)

numer rejsu: U22432
linia lotnicza: EZY (U2) Easyjet
Samolot: Airbus A319

Loty Easyjet w CDG odprawiane są na stanowiskach odprawy biletowo-bagażowej znajdujących się w terminalu 2B paryskiego lotniska. Oznaczało to konieczność długiego spaceru z przystanku autobusów hotelowych (te zatrzymują się nad stacją TGV pomiędzy terminalami 2D,2F,2E i 2C.
Po drodze mały przystanek w jedynym czynnym punkcie gastronomicznym – czyli w McDonaldzie, gdzie śniadanie miało kształt naleśników z syropem klonowym.

Odprawa biletowo-bagażowa odbywa się na dedykowanych Easyjetowi stanowiskach (można podejść do dowolnego) – warto dodać, że odprawa na lotnisku w tej linii jest bezpłatna. Są także przygotowane oddzielne stanowiska dla już odprawionych do szybkiego oddania bagażu rejestrowanego.

Sam terminal sprawia wrażenie dużo gorsze niż terminale 2E i 2F z których miałem okazję do tej pory korzystać – widać, że jest starszy i sprawiał wrażenie takiego… opuszczonego?

Po kontroli paszportowej kupiłem jeszcze butelkę wody, która została przez pana sprzedającego zapakowana w woreczek, gdyż kontrola bezpieczeństwa jeszcze przede mną. I tu kolejna ciekawostka – kontrola bezpieczeństwa odbywa się już w bramce. Jedno stanowisko security check na każde dwie bramki. Dodatkowo nad wejściem do bramki wisiała dodatkowo informacja, że za kontrolą bezpieczeństwa nie ma już toalet. Dla mnie dziwne rozwiązanie i minus dla CDG, które w przeciwieństwie do dużej ilości osób nawet lubię.

W bramce okazało się, że nasz samolot jest o około godzinę opóźniony, a agenci handlingowi mieli w ręku wydrukowane gotowe przywieszki do bagażu rejestrowanego – już myślałem, że będzie „trzepanie” rozmiarów bagaży, ale okazało się, że to z powodu przewidywań, że na tym locie będzie dużo bagaży podręcznych. Agenci poprosili ochotników o bezpłatne oddanie bagaży do luku bagażowego w zamian za darmowy priorytet wejścia na pokład. Bardzo fajne rozwiązanie! Wizzair, patrz i się ucz, a nie wprowadzacie z tego powodu dodatkowe opłaty!

Image

W końcu nasz samolot podkołował pod rękaw. Dziś polecę samolotem o rejestracji G-EZBO. Samolot ma raptem 5,4 roku, a wydaje się jak by był o 10 lat starszy – wnętrze samolotu jest bardzo sfatygowane, a fotel sztywny jak bela. Oczywiście, miejsca na nogi prawie wcale. Dodam, że siedziałem na fotelu 16A, a miejsce było przydzielone – szkoda, że inne tanie linie nie chcą brać przykładu z EZY.

Image

Image

Po wejściu do samolotu kapitan przedstawił cabin crew i przeprosił za opóźnienie mówiąc, że „Luton Air Traffic Control sucks today” ;) W tej linii ogólnie panuje luźne podejście do wszystkiego.

Rząd za mną siedziały panie wracające z wieczoru panieńskiego w Paryżu. Panna młoda sprawiała wrażenie jak by pierwszy raz w życiu leciała samolotem. Jej mina przy przechyłach - bezcenna :D

Twarde lądowanie na Luton i ostatnie zdjęcie mojego Easyjeta:

Image

Kontrola paszportowa, szybki odbiór bagażu i pora na kilka godzin czekania na kolejny lot. Ogólnie jeżeli chodzi o LTN – kurnik, tylko że duży. Jak to lotnisko dla tanich linii. Bardzo mi się nie podobało, że byłem na lotnisku, a nie widziałem w ogóle samolotów – terminal jest ustawiony w ten sposób, że się wydaje, że nie ma miejsca dla maszyn i nigdy nie widać więcej niż 3-4 na raz, bo reszta stoi z innej strony terminala.

Odcinek 2 – Londyn Luton (LTN) – Warszawa F.Chopin Airport (WAW)

numer rejsu: W61306
linia lotnicza: WZZ (W6) WizzAir
Samolot: Airbus A320

Po kilku godzinach czekania pora na oddanie bagażu… i tu cyrk! Z resztą zobaczcie sami

Image

3 stanowiska, a z nich odprawiano w szczytowym momencie 5 samolotów. Nic dziwnego, że dzień wcześniej dostałem SMS-a o treści mniej więcej: „Z powodu przewidywanego tłoku na lotnisku Londyn Luton prosimy o stawienie się na lotnisku na 3 godziny przed planowanym odlotem. Stanowiska check-in zostaną otwarte wcześniej. Wizzair.”. No kurcze, ja rozumiem wszystko, ale to jakiś żart – jak by otworzyli jak w każdym normalnym porcie lotnicznym 2-3 stanowiska na każdy lot, to by w ogóle nie było problemu. Nie wiem czy to wina handlingu czy Wizzair’a, ale to dla mnie robienie z ludzi debili. Przejście całej kolejki i oddanie bagażu zajęło mi dokładnie 50 minut.
Kilka kroków do kontroli bezpieczeństwa, o dziwo brak kontroli paszportowej i znalazłem się w strefie sklepów wolnocłowych. Podobał mi się sklep z elektroniką pod hasłem „We’ll beat amazon.co.uk”, było tam taniej niż na polskim ceneo ;)

Poza tym całkiem fajnie, sporo miejsca do siedzenia. Gdy na ekranie pojawił się numer bramki udałem się tam. Terminal Luton w tym miejscu wygląda jak dworzec autobusowy ;) wszystkich pasażerów po kontroli kart pokładowych stłoczyli w małym pomieszczeniu (na szczęście z szybami), tak aby mogli jak najszybciej udać się do samolotu gdy ten będzie już gotowy. Na rejs do Warszawy przyleciał do nas HA-LWD.

Image

Samolot ten jest nowiutki i bardzo świeży – ma zaledwie 2 lata. Niestety, Wizzair wyposażył go w „ergonomiczne” cienkie fotele. Nie wiem kto stwierdził, że są one ergonomiczne, ale na pewno na nich nie siedział. Ledwo byłem w stanie wytrzymać te dwie godziny lotu. Moje miejsce podczas tego lotu to 28A.

Image

Miejsca na nogi nie stwierdzono ;) Sam lot minął bardzo przyjemnie, sam nie wiem czy części nie przespałem :D Dodatkowo, kapitan przez głośniki powiedział, że dzięki silnemu wiatrowi w ogon lecimy dobrze ponad 1000 km/h nad ziemią i w Warszawie będziemy lądować 25 minut przed czasem rozkładowym. W to mi graj!

Image

Bardzo miękkie lądowanie od strony progu RWY33. Powiem szczerze, uwielbiam ten komunikat:
„Życzymy Państwu miłego pobytu w Polsce, a tych z państwa którzy wracają z podróży, witamy w domu!”. Słyszę to tylko wracając Wizzem, od razu robi się cieplej na sercu :D Taki szczegół, a po długiej podróży jednak działa pozytywnie na człowieka :D
Góra
 Relacje PM off
Rockriderr lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 01 Sie 2012 21:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Gru 2011
Posty: 265
Loty: 140
Kilometry: 285 616
niebieski
Podsumowanie wyjazdu

Tak, właśnie dotarliśmy do końca tej relacji. Dziękuję Wam za wytrwałość i mam nadzieję, że Wam się podobało. Jeżeli tak, to komentujcie, bo nie zdawałem sobie sprawy ile wysiłku trzeba włożyć w jej napisanie, a to na pewno zmotywuje mnie do pisania kolejnych

Czy było warto?
Tak! Japonia to jest kraj do którego na pewno jeszcze wrócę. Jedyne co bym zmienił, to tym razem wybiorę trasę skupiającą się na japońskiej przyrodzie bardziej niż na miastach. Nie jest to tylko mój wniosek, bardzo dużo nowych znajomych z hosteli doszło do tego samego.

Informacje praktyczne:
Wizy: Polacy mogą wjeżdżać do Japonii bez wizy, jednak pobyt nie może być dłuższy niż 90 dni. Nie można też pracować.
Planowanie: Zdecydowanie polecam stronę japan-guide. Jest tam wszystko co potrzeba wiedzieć, by dobrze zaplanować zwiedzanie Japonii.
Pieniądze: Mi najłatwiej było przeliczać jeny na euro, gdyż 100Y to około 1 EUR. W Japonii poza lotniskami trudno znaleźć kantory, zdecydowanie łatwiej jest z bankomatami. Te znajdują się w bankach i sklepach typu 7/eleven lub Lawson. Nie wszystkie jednak obsługują polskie karty. Na pewno bez problemu można wypłacać pieniądze w bankomatach w sklepach oraz w banku Citi.
Poruszanie się między miastami: Zdecydowanie polecam JR Railway Pass, który jest drogi, ale zdecydowanie opłacalny. Alternatywą dla niego może być Pass na autobusy międzymiastowe firmy Willer Express. Więcej szczegółów tutaj: http://willerexpress.com/x/bus/dynamic/ ... c/buspass/
Transport w miastach: W Tokio najlepiej poruszać się metrem lub pociągami JR. Te drugie są bezpłatne jeżeli ma się JR Pass. Metro podzielone jest na dwa niezależne systemy należące do dwóch różnych firm. Trzeba uważać z której firmy się korzysta, gdyż bilety są między sobą niekompatybilne. Można oczywiście kupić wspólny bilet na obie sieci, jednak jest on odpowiednio droższy. W Kyoto jest metro i sieć autobusów miejskich - te drugie to lepszy pomysł na poruszanie się po mieście. Niektóre linie łączą najważniejsze atrakcje turystyczne miasta. Koszt biletu jednorazowego - 220Y, ale lepiej kupić bilet dzienny za 500Y. Ogólnie co do jazdy autobusem w całym kraju, jeżeli na danym terenie nie obowiązuje płaska taryfa biletowa, należy wchodząc do autobusu pobrać z automatu przy drzwiach kuponik z nadrukowanym numerem przystanku na którym się wsiadło (gdy autobus ruszy nie ma już możliwości pobrania kuponu!). Nad kierowcą znajduje się tablica pokazująca ile płacimy w zależności od numeru przystanku na którym wsiedliśmy. Wychodzi się zawsze przednimi drzwiami. Wychodząc należy wrzucić do maszyny obok kierowcy najpierw kupon, a następnie odliczoną kwotę za przejazd. Jeżeli ma się tylko banknoty lub "większe" monety, ta sama maszyna rozmienia pieniądze, jednak wlot rozmieniarki znajduje się poniżej miejsca do wrzucania zapłaty za przejazd. Jeżeli się pomylimy, maszyna nie wyda reszty.
Bezpieczeństwo: Jest super-bezpiecznie
Noclegi: Ja akurat mieszkałem w hostelach. Ceny za noc w łóżkach w pokojach do 4 osób lub w kapsułach/wydzielonych łóżko-półkach to około 90-110 zł za noc. Polecam rezerować na booking.com – tam jest wszystko
Jedzenie: Przetestowałem chyba wszystkie opcje W stosunku cena/jakość najlepiej jeść w małych knajpkach, w których można zamówić jedzenie w automatach (szczegóły w relacji). Na drogę lub na szybką przegryzkę można kupować zestawy obiadowe, które jak się dobrze trafi są bardzo smaczne. Zestawy te zdecydowanie lepiej kupować w restauracjach (np. na dworach) niż w sklepach typu 7-eleven, czy w sklepach specjalizujących się w zestawach.

Pozdrawiam,
tygrysm :)
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez tygrysm 10 Sie 2012 14:20, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
Scooby-doo lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 01 Sie 2012 21:09 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Cze 2011
Posty: 2560
Loty: 1
Kilometry: 539
Relacja pierwsza klasa. Zazdroszczę wycieczki :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 01 Sie 2012 21:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Gru 2011
Posty: 265
Loty: 140
Kilometry: 285 616
niebieski
Dzięki, mam nadzieję że komuś tu się przyda :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 01 Sie 2012 21:16 

Rejestracja: 08 Lip 2011
Posty: 555
niebieski
fajnie, jestem w trakcie czytania, ale tam na początku jakoś dwa razy wkleił Ci się akapit zaczynający się od słowa "startujemy" ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 01 Sie 2012 21:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Gru 2011
Posty: 265
Loty: 140
Kilometry: 285 616
niebieski
Tulcia napisał(a):
fajnie, jestem w trakcie czytania, ale tam na początku jakoś dwa razy wkleił Ci się akapit zaczynający się od słowa "startujemy" ;)


poprawione, dzięki :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#12 PostWysłany: 01 Sie 2012 22:23 

Rejestracja: 13 Lip 2012
Posty: 96
Gratuluje wytrwalosci w napisaniu tak szczegolowej relacji. Kazdy moze w niej znalezc cos dla siebie. Swietne zdjecia z Japonii.
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 01 Sie 2012 22:30 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Lis 2010
Posty: 6010
Loty: 228
Kilometry: 534 135
Długo czekałeś na przejście przez kontrolę emigracyjną?
Nie orientujesz się ile kosztuje pociąg z lotniska do Narity ?
_________________
Image

https://www.instagram.com/jiku_ty_dziku/ | Serduszka i piwo :D
Góra
 Relacje PM off  
 
#14 PostWysłany: 01 Sie 2012 22:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Gru 2011
Posty: 265
Loty: 140
Kilometry: 285 616
niebieski
Kontrola imigracyjna - około 15 minut, sama procedura skanowania odcisków palców i robienia zdjęcia trwa około 2 minut.
Później czekałem na bagaż i z nim kolejne 5 minut czekania w kolejce na kontrolę celną.

Co do pociągów masz kilka opcji:
Keisei Skyliner do stacji Ueno - 2400 yenów,
N'EX do stacji głównej Tokyo - 3000 yenów,
Normalny pociąg podmiejski - 1280 yenów.

Więcej tutaj: http://www.japan-guide.com/e/e2027.html
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 01 Sie 2012 23:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Lis 2011
Posty: 228
Fajnie napisana relacja, wyjazd bardzo podobny do mojego, ale wydaje mi się, że wiele ciekawych atrakcji po drodze ominąłeś. Jaki wyszedł całkowity koszt?
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#16 PostWysłany: 01 Sie 2012 23:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 Lut 2012
Posty: 1223
srebrny
Rewelacja. Dzięki za relację!
Góra
 Relacje PM off  
 
#17 PostWysłany: 01 Sie 2012 23:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Gru 2011
Posty: 265
Loty: 140
Kilometry: 285 616
niebieski
MaSell, całkiem możliwe, ale czasu było ile było i uważam, że to co najważniejsze i to co chciałem zobaczyć zobaczyłem :)
Całkowity koszt (przeloty, JRPass, komunikacja miejska, noclegi, jedzenie, wstępy) wyszedł troszkę poniżej 5000 zł za 12 dni za jedną osobę.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
Scooby-doo lubi ten post.
 
 
#18 PostWysłany: 01 Sie 2012 23:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Kwi 2012
Posty: 1058
Loty: 44
Kilometry: 57 793
niebieski
uuuu szeroko....
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#19 PostWysłany: 01 Sie 2012 23:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Kwi 2010
Posty: 2801
niebieski
tygrysm, a jak z płatnościami Mastercard/visa? Da się kupić bilet na pociąg (akurat do narity) na lotnisku płacąc kartą?
Da się płacić kartą w knajpach? Zastanawiam sie jak bardzo są mi potrzebne jeny na 7h :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#20 PostWysłany: 01 Sie 2012 23:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Gru 2011
Posty: 265
Loty: 140
Kilometry: 285 616
niebieski
W knajpach nie próbowałem, w automatach do kupowania biletów moje karty nie przechodziły, ale w sklepach jak najbardziej tak. Pewnie w biurze rezerwacji biletów (na pociągi NEX i Skyliner potrzebna jest rezerwacja) kartą zapłacisz :) A tak ogólnie to Visa jest bardziej popularna niż Mastercard.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 114 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group