Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 42 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 27 Gru 2016 16:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Maj 2010
Posty: 284
Loty: 46
Kilometry: 73 751
niebieski
To zdjęcie z Tobą i zachodzącym słońcem jest fantastyczne.
Więcej proszę! ;)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
Maxima0909 lubi ten post.
 
 
#22 PostWysłany: 29 Gru 2016 18:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się z mieście Szkodra na drobne zakupy. Pierwszy kontakt z miastem może nieco onieśmielać. Główna ulica to kwintesencja chaosu, tłoku i handlu, który dosłownie wylewa się ze sklepów na chodniki.
Jeżdżenie po mieście (nie tylko tym), przypominało chwilami trochę sceny dantejskie, których doświadczyliśmy już kiedyś w miastach Maroka.

Ciekawostka 6 - 50 lat komunizmu sprawiło, że obecnie Albańczycy ze zdwojoną silą rekompensują sobie czasy, w których na niewiele mogli sobie pozwolić. :) "Demokrację" mylnie pojmowaną jako "wolność" zaobserwować można głównie w odniesieniu do zasad ruchu drogowego. Większość z nich należy traktować bardziej jako subtelne wskazówki, niż coś pewnego. Wszechobecny chaos na drodze to chleb powszedni w Albanii. Tam pierwszeństwo ma każdy. Jedziesz tak, jak podpowiada ci fantazja. Jeśli oznacza to poruszanie się pod prąd - nikogo to nie dziwi. Jeśli chcesz wykonać manewr nawracania, wykorzystując twór nazywany "rondem", to robisz to w najkrótszy możliwy sposób. Jeśli musisz zatrzymać się, w celu załatwienia jakiejś sprawy, a wzdłuż chodnika jak na złość nie odnajdujesz żadnego wolnego miejsca parkingowego, zostawiasz samochód na środku ulicy, ewentualnie o fakcie tym informujesz innych użytkowników drogi włączając światła awaryjne. Jeśli jako pieszemu, z tylko tobie znanych względów, wygodniej przemieszczać się ulicą, to proszę bardzo. A radośnie poruszające się w tym "kotle" zwierzęta, typu krowy czy osiołki, dodają tylko pikanterii. Zresztą pojawiały się też na autostradach.
W Szkodrze, po raz pierwszy, zaobserwowałam również zjawisko wszechobecnych mercedesów.

Ciekawostka 7 - Mercedesy są, bez wątpienia, dominującą marką samochodów w Albanii. Wygląda na to, że to pewnego rodzaju sposób na leczenie kompleksów kraju będącego reliktem komunizmu i tkwiącego ciągle w poprzedniej epoce. Posiadanie auta jest wyznacznikiem statusu materialnego, a niemiecka marka dodaje prestiżu. Choć większość mercedesów swoje czasy świetności ma już dawno za sobą (przypuszczam, że niejeden wiekiem biję swojego właściciela na głowę), to stare roczniki prezentują się nienajgorzej. Albańczycy dbają o swoje cztery kółka, czego najlepszym dowodem są liczne warsztaty i myjnie samochodowe. Po kilkanaście na każdym kilometrze drogi. :)

Po szybkich zakupach (na tyle szybkich, że po zapłaceniu rachunków część artykułów beztrosko zostawiliśmy w sklepie ;)) na zachód słońca wróciliśmy na teren ośrodka, gdzie w końcu odnaleźliśmy spokój, którego szukaliśmy cały dzień. ;)
Załącznik:
DSC08944-Resizer-800.jpg



22 września (6. dzień) – Jezioro Szkoderskie i droga do Theth

Pobudka 6:30...? FIGA!!! :D

Pospaliśmy do około 8. Spakowaliśmy się i wyprowadziliśmy z tipi, tak aby pracownicy ośrodka mogli przygotować je dla kolejnych gości. Ponieważ tego dnia mieliśmy jedynie dojechać do Theth, postanowiliśmy do 14 poleniuchować nad brzegiem Jeziora Szkoderskiego i nareszcie nacieszyć się jego widokiem.
Załącznik:
DSC08980-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06658po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC08975-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC08987-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC08974-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC08985-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC08960-Resizer-800.jpg

Jezioro Szkoderskie jest największym jeziorem na Bałkanach. 2/3 jego powierzchni znajduje się w Czarnogórze, natomiast 1/3 na terytorium Albanii. Jezioro jest największym europejskim rezerwatem ptactwa – schronieniem i domem dla 280 gatunków ptaków, w tym pelikanów, które stały się jego symbolem.
Załącznik:
DSC06660po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06662po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06665po-Resizer-800.jpg

Z Shkodra Lake Resort pożegnaliśmy się pysznym obiadem i z pełnymi brzuchami koło 14:00 ruszyliśmy w stronę Gór Przeklętych.
Załącznik:
IMG_20160922_142045-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20160922_144610-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06690po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06699po-Resizer-800.jpg

Naszym celem była miejscowość Theth. Przewodnik zachęcał słowami „Pośród postrzępionych masywów Radohimes, Alijes i Arapit, na wysokości ok 700 m n.p.m. w głębokiej dolinie leży miejscowość Theth. Otoczona wysokimi górami jest jedną z najbardziej izolowanych stałych osiedli ludzkich w Albanii i całej Europie." Znajduje się tam kilkadziesiąt domów rozrzuconych w dużej odległości od siebie. W zimie zasiedlona jest przez około 200, a latem 700 mieszkańców. Tajemniczy "koniec świata", ukryty gdzieś pośród wysokich szczytów przyciągał nas jak magnes. Wiedzieliśmy od początku, że musimy odkryć to niezwykłe miejsce. Trzeba było tylko tam dotrzeć….
Załącznik:
DSC06703po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC08990-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC08991-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC08992-Resizer-800.jpg

Postanowiliśmy obrać krótszą, blisko 80 km drogę, która prowadziła przez miejscowości Koplik, Bogë i przełęcze Buni i Torrës. Ze Szkodry do Bogë prowadzi dobrej jakości droga asfaltowa. Tego dnia towarzyszyła nam bez wątpienia lepsza pogoda niż rok wcześniej @pestycyda -zie. Zbliżając się do Boge wpominałam z uśmiechem na twarzy zdanie jej relacji, które jak żadne inne utkwiło mi w pamięci "kojarzycie scenę, która przewija się przez większość westernów? Obcy wchodzi do saloonu, czas jakby zwalnia, robi się cisza, a miejscowi twardziele powoli odwracają głowy w jego kierunku ze spojrzeniami niekoniecznie życzliwymi. No właśnie :D Więc tak to wyglądało :D" - bawi mnie to po dzień dzisiejszy :D)

Z zasięgniętych przed wyjazdem informacji wynikało, że najbardziej wymagający odcinek zaczyna się w tej miejscowości. Ku naszemu zdziwieniu, świeżutko położony asfalt zapraszał jednak do dalszej jazdy. Asfaltową, szeroką wstęgą dojechaliśmy na szczyt. Piękny punkt widokowy z charakterystycznym krzyżem był końcem beztroskiej, pozbawionej adrenaliny i stresu wycieczki, a początkiem ok. 16 km wymagającego odcinka.
Załącznik:
DSC06707po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06710po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09000-Resizer-800.jpg

Pierwszy etap jazdy stał pod znakiem tysiąca zachwytów i westchnień! Odcinek nie był technicznie trudny, ale ogromna, non stop towarzysząca nam przepaść oraz wąska, niczym niezabezpieczona, szutrowa droga stale trzymały w napięciu. Z tyłu głowy miałam dwie myśli: "jak u licha miniemy się tu z jakimkolwiek najeżdżającym z naprzeciwka autem ? Ba, z autem... tutaj podobno jeżdżą busy!" i "ok... NOW we are absolutely and totally NOT SAFE!!" Zachwyt i niedowierzanie mieszały się ze strachem. Dobrze, że paraliżująca przestrzeń wzbudzająca respekt straszyła po prawej stronie, szczęśliwie nie rozpraszając kierowców. Oj, potrafiła przyprawić o zawrót głowy. Mijane co jakiś czas krzyże, przypominały, że tu na prawdę nie ma żartów...
Załącznik:
DSC09003-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09007-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09011-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09009-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09017-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09012-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09019-Resizer-800.jpg

Po pewnym czasie gęsto zarośnięte drzewami zbocza pozwalały odetchnąć i chwilowo zapomnieć o setkach metrów w dół. Za to adrenaliny zaczął dostarczać kolejny odcinek, tym razem dużo trudniejszy technicznie i nie zalecany dla samochodów o niskim zawieszeniu. Żwirowa droga zmieniła się w kamienne wertepy i progi, które miejscami okazywały się bezlitosne w starciu z podwoziem naszej osobówki. Co pewien czas bezlitośnie przypominały o tym, że nie bez kozery droga do Theth uznawana jest za jedną z najmniej przystępnych. Chwilami wydawało nam się że jesteśmy w sytuacji bez wyjścia - dalsza jazda osobówką była zbyt ryzykowna. Z kolei powrót, nierealny. Droga nie była na tyle szeroka, by bezpiecznie nawrócić. Stres zaczął grać pierwsze skrzypce. Ochy i achy ustąpiły miejsca narastającej, nerwowej ciszy, która męczyła, ale nikt nie starał się nawet jej sztucznie rozluźniać.

Dzień nieubłaganie chylił się ku zachodowi, co w kontekście sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy, nie wróżyło niczego dobrego. Staraliśmy się nastawiać optymistycznie, ale stres i ciągła presja czasu przytłaczały. Po każdym, kolejnych progu skalnym, mieliśmy nadzieję, że najgorsze za nami. Droga jak na złość, z kilometra na kilometr okazywała się być jednak coraz bardziej ekstremalna.

Po blisko dwóch godzinach nierównej walki i posuwania się w żółwim tempie, już w zupełnych ciemnościach zaczęliśmy mijać pierwsze, pojedyncze posesje. Postanowiliśmy nie kusić dłużej losu. Poprosiliśmy właściciela jednego z hotelików, o możliwość zostawienia osobówki na jego terenie na okres dwóch dni. Pan wyglądał na dość zszokowanego faktem, że jakimś cudem dotarliśmy Hyundaiem do tego miejsca i nie wiem, czy jego błyskawiczna decyzja była bardziej wynikiem uznania, czy litości, ale zgodził się bez żadnych negocjacji. Przepakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy do naszych dwóch terenówek i tak ruszyliśmy dalej.

W między czasie dostałam smsa od zaniepokojonego naszą nieobecnością gospodarza guesthouse'u, do którego od dwóch godzin staraliśmy się dotrzeć. Jak tylko zorientował się, w którym miejscu jesteśmy, wysłał po nas brata. Kiedy zobaczyliśmy jak przystosowanym samochodem offroadowym po nas przyjechał, zrozumieliśmy jakimi pojazdami powinno się pokonywać trasę Boge-Theth. No cóż... na pewno nie są to osóbówki ;) Wraz z pojawieniem się kogoś miejscowego, który znał tereny od podszewki, a pokonywanie progów skalnych szło mu z wręcz z bezczelną łatwością, odetchnęliśmy z ulgą. Stres zszedł prawie zupełnie. W jego obecności czuliśmy się bezpieczniej. Wiedziałam, że w razie jakichkolwiek problemów nie zostaniemy z uszkodzonym autem pośrodku niczego, sami. Ponad to, dodatkowe auto pozwoliło odciążyć nasze. Wystające kamienie przestały być dużym zagrożeniem, więc mogliśmy poruszać się z większą swobodą. W ten sposób, w eskorcie, dotarliśmy pod sam Shpella Guesthouse. Jestem gospodarzom ogromnie wdzięczna za zainteresowanie naszą przeciągająca się nieobecnością i bezinteresowną pomoc.

W ich towarzystwie, przy albańskiej muzyce i lokalnym alkoholu spędziliśmy przemiły wieczór. Ujęli nas swoją gościnnością i otwartością. Dużo się śmialiśmy, wygłupialiśmy, ale był tez moment, w którym poruszaliśmy tematy trudniejsze, np. kwestie religii.

Ciekawostka 8 - Według oficjalnych statystyk około 70% Albańczyków to muzułmanie, jedynie 10% to katolicy, a 20% protestanci. To dość zaskakujące zważając na fakt, że odkąd wjechaliśmy na terytorium Albanii, poza kilkoma mijanymi meczetami/monasterami, elementów charakterystycznych dla islamu trzeba było się wręcz doszukiwać. Albanki nie zakrywają twarzy, ubierają się całkowicie "zachodnio". Najbardziej brodatymi mężczyznami, których spotykaliśmy, byli nasi mężowie. :) Na albańskich ulicach pary trzymały się za ręce, nikogo tym nie szokując. Jedyną rzeczą, która zwróciła naszą uwagę i po trosze przypomniała mi marokańskie ulice, to fakt, że w przydrożnych kawiarniach zasiadali głównie mężczyźni. Więc, jak jest z tą religią w Albanii?
Gjon, przede wszystkim, zwrócił uwagę na fakt, że początkowo Albania była głównie katolicka. Dopiero podczas panowania tureckiego, znaczna część zmieniła wiarę, głównie ze względu na płynące z tego korzyści. Stąd też obecnie muzułmanów prawdopodobnie więcej jest na papierze, niż w rzeczywistości. Ponad to, Albański islam jest liberalny. Według Gjona, nikt w Albanii nie pyta nowo poznanej osoby, jaką religie wyznaje, bo w ich odczuciu to, po pierwsze - sfera prywatna, a po drugie – to zupełnie nieistotne dla rozmówcy. Każdy jest wierny swoim przekonaniom, ale też nie narzuca ich innym. Na pytanie "kim jesteś?" odpowiadają z dumą: "Albańczykiem" i taka odpowiedź zawsze wystarcza. Albania to kraj dużej tolerancji religijnej. Kraj, który żyje poza podziałami. Pod wieloma względami zacofany, biedny i zamknięty na współczesny świat jest jednocześnie fenomenem i wzorem, z którego garściami powinni czerpać chrześcijanie i muzułmanie na całym świecie. Jest dowodem na możliwość współistnienia wielu wyznań.
Załącznik:
IMG_20160930_184820-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20160930_184912-Resizer-800.jpg

Taaaa... I tak niektórym z nas czas upływał do 3 nad ranem. ;-)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko


Ostatnio edytowany przez Maxima0909 18 Mar 2018 18:12, edytowano w sumie 3 razy
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#23 PostWysłany: 30 Gru 2016 16:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 290
srebrny
Strasznie miło czytać relacje z miejsc, w których się było. A pogoda to faktycznie się Wam udała :) Pisz! Pisz dalej! Ale przyznaj - Theth jest przepiękne...:)
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915
Góra
 Relacje PM off
Maxima0909 lubi ten post.
 
 
#24 PostWysłany: 02 Sty 2017 23:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
23 września (7. dzień) – trekking w Górach Przeklętych

Choć dla tych, korzystających z albańskiej gościnności do rana, śniadanie o 8:30 było nieporozumieniem, to punktualnie stawili się wszyscy. Tego dnia czekał nas całodniowy trekking po górach i nikt nie chciał podejmować wyzwania na czczo.
Poza tym, perspektywa spaceru po kilku dniach spędzonych w samochodzie cieszyła wszystkich.
Załącznik:
DSC06732po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06730po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06731po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06739po-Resizer-800.jpg

Ciekawostka 9– W Albanii przez wieki obowiązywało kontrowersyjne, albańskie prawo zwyczajowe, mówiące o zemście krwi, Kanun. Miało ono absolutny priorytet wobec innych systemów prawnych i wobec norm, wynikających z religii. W Theth najbardziej osobliwą "atrakcją" jest kamienna wieża - kulla, która niegdyś służyła sprawcom zabójstwa lub okaleczenia, jako schronienie (podobno na okres 15 dni, choć różne źródła podają różne informacje). W tym czasie sprawca przeczekiwał niebezpieczeństwo utraty życia, a jego rodzina miała czas na znalezienie członka starszyzny, który pełniąc rolę adwokata, starał się przekonać rodzinę pokrzywdzonego do zaniechania krwawej zemsty.

Jesteśmy wszyscy miłośnikami przyrody, więc nikomu zbytnio nie zależało na zwiedzaniu wieży. Skierowaliśmy się od razu w stronę wodospadu.
Załącznik:
DSC09024-Resizer-800.jpg

Co prawda przed wyjściem na szlak dostaliśmy szczątkowe wskazówki od gospodarzy, dotyczące tego jak dojść do głównych atrakcji, ale w główniej mierze mieliśmy posiłkować się charakterystycznym oznaczeniami wzdłuż trasy. Już chwilę po opuszczeniu wioski okazało się, że owe symbole należy traktować z dużym przymrużeniem oka. To prawda - ktoś pokusił się o próbę oznaczenia kilku głównych szlaków, ale w przypadku wszystkich, zrobił to tą samą (!?), biało-czerwoną farbą, w konsekwencji czego ilość i chaotyczność znaków częściej dezorientowała, niż wprowadzała logikę i porządek. Z drugiej strony, może był w tym jakiś zamysł i metoda? Nie było z nich większego pożytku i chcąc nie chcąc przeważającą część drogi pokonywaliśmy „na czuja”. Oprócz widoków roztaczających się wzdłuż trasy, często błądząc i myląc szlaki mieliśmy okazję poszerzyć naszą wycieczkę krajoznawczą o kilka dodatkowych, malowniczych zakątków. ;-)

Do wodospadu Grunas prowadzi nieoczywiste, ukryte, strome podejście, ale obiecujący, coraz głośniejszy szum wody, zdradzał, że cel już blisko i dopingował do dalszej wspinaczki. Lodowate wody Grunas spadają 30-metrową kaskadą wprost do oczka mieniącego się niebywale turkusowo-błękitną wodą. Wraz kanionem, wzdłuż którego mieliśmy wędrować, wodospad został uznamy za pomnik przyrody i objęty ochroną.
Załącznik:
DSC09032-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06756po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09030-Resizer-800.jpg

Nie mogło się obejść oczywiście bez kąpieli. Tym razem przypadkowej.. ale porównywalnie błyskawicznej do tej w Grabie.
Lodowata Woda vs. Nasz Bohater 2:0! :D
Załącznik:
DSC06754po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06749po-Resizer-800.jpg

Następnie udaliśmy się na poszukiwania głębokiego wąwozu, który znajdował się niedaleko wodospadu i według naszych gospodarzy, był warty zobaczenia. Szukanie drogi do celu przypominało mi zabawę „w podchody”. Biało-czerwone ścieżki, którymi się poruszaliśmy, prowadziły przez czyjeś podwórka i ogrodzone pastwiska. Naprawdę, ktoś kto je malował, miał fantazję. Dojście do wąwozu, jak się pewnie domyślacie, nieuchronnie wiązało się z kilkukrotnym, nadprogramowym zejściem ze szlaku, ale udało się. Dotarliśmy.
Załącznik:
DSC06762po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06763po-Resizer-800.jpg

Sam wąwóz do spektakularnych raczej nie należy. Co czyniło to miejsce ciekawszym? W celu przedostania się z jednej strony wąwozu na drugą, należało skorzystać z niewyglądającego najsolidniej, drewnianego mostku. Mostek łączył przeciwległe, pionowe ściany w najwęższym, co najwyżej kilkunastometrowym miejscu. Wisiał na wysokości ok. 40 metrów, zatem stawiając kolejne kroki na spróchniałych drewnianych deskach, spomiędzy których zadziornie zaglądała wartko płynąca woda poniżej, uważnie patrzyliśmy pod nogi. ;-)
Załącznik:
GOPR5996po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09051-Resizer-800.jpg

Góry Przeklęte są górami w typie naszych Tatr Wysokich, ze szczytami o niezwykłych, ostrych i drapieżnych kształtach. Tego dnia, bezchmurne niebo i doskonała widoczność pozwalały nam oglądać bajeczne panoramy. Jak na późną połowę września, było wyjątkowo ciepło i przyjemnie. Idealny dzień na trekking.
Załącznik:
DSC06768po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09046-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09050-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09052-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09056-Resizer-800.jpg

Górski krajobraz ma w sobie niesamowitą moc kojącą. Niezmiennie ujmuje mnie przestrzenią i dzikością oraz wyzwala wyjątkowe uczucie wolności i beztroski. W mojej ocenie, pokonuje nadmorski pejzaż w przedbiegach.

Ciekawostka 10 – Albania, w ich własnym języku, to Shqipëria, czyli „Kraina Orłów”. Nie jestem co prawda ornitologiem, ale wysoko nad głowami, co pewien czas można było wypatrzeć krążące, imponujące ptaki. Dopiero tam, spacerując w tak cudownych okolicznościach przyrody, nazwa nabrała dla mnie znaczenia.

Na brzegu rzeki Shale, która ma charakter górskiego potoku, postanowiliśmy chwilę odetchnąć. Skorzystaliśmy również z okazji i zjedliśmy „pożywne”, drugie śniadanie – niezastąpione Bake Rollsy lub 7daysy. ;-)
Załącznik:
GOPR6008po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09059-Resizer-800.jpg

Chcieliśmy dotrzeć do Syri i Kalter ne Kapree, nazywane nawet przez miejscowych z angielska - Blue Eye. Nie mieliśmy mapy, nie mieliśmy współrzędnych, nie mieliśmy też pomysłu jak tam dotrzeć. Spodziewaliśmy się jeszcze dobrych kilku kilometrów drogi. Błądząc trochę jak dzieci we mgle, postanowiliśmy iść wzdłuż rzeki. Idąc tak, dotarliśmy do miejsca jej rozwidlenia, w którym ku naszemu zdziwieniu, osiedliło się kilka/kilkanaście osób. Malusieńką wioskę Nderlysaj tworzą pojedyncze kamienne domki ogrodzone płotkami z plecionych patyków, ze zwierzętami hodowlanymi luzem chodzącymi przy obejściu.
Wioska powstała w bardzo malowniczym zakątku, choć mogę sobie tylko wyobrażać ilu poświeceń, odwagi, woli przetrwania wymaga mieszkanie na takim końcu świata.
Załącznik:
DSC09066-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09064-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09065-Resizer-800.jpg

W wiosce znajduje się również malusi cmentarz usytuowany w cieniu drzew.
Załącznik:
DSC09062-Resizer-800.jpg

Może kiedyś w wiosce mieszkało więcej ludzi? Po drodze mijaliśmy również opuszczone, zawalone budynki.
Załącznik:
DSC09069-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09070-Resizer-800.jpg

Nie mieliśmy mapy, ale intuicja podpowiadała nam, że musimy kierować się w górę doliny, wzdłuż potoku Lumi Zi.
Załącznik:
DSC09072-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06797po-Resizer-800.jpg

Czekało nas kolejne strome i wymagające podejście. Na ostatnim etapie, kręta ścieżka prowadziła do drewnianych drabinek, którymi trzeba było zejść do płytkiego rozlewiska niżej, a następnie korzystając z kolejnej drabinki wspiąć się na wyższe półki terenu.
Załącznik:
DSC06786po-Resizer-800.jpg

Wtedy naszym oczom ukazało się tajemnicze Błękitne Oko. Nie jest ono źródłem, jak popularne Syri i Kalter na południu kraju, a małym, hmmm, nazwijmy to jeziorkiem ukrytym w gęstwinie zieleni, otoczonym z trzech stron stromymi kilkunastometrowymi ścianami, ze szmaragdowym kolorem wody i malowniczym wodospadem.
Załącznik:
DSC06773po-Resizer-800.jpg

Nie wiem na ile mieliśmy szczęście, na ile to mało popularne miejsce, a na ile po prostu okres poza sezonowy, ale byliśmy tam zupełnie sami, co dodatkowo potęgowało wrażenia. Czuliśmy się jak odkrywcy, bo tego typu miejsca bez wątpienia można nazwać skarbami natury!! Ostatnie, magiczne wręcz perełki, których nie zniszczyła jeszcze ludzka chciwość i chęć wzbogacenia się bez względu na koszty.
Po kilku godzinach marszu, rozsiedliśmy się w kolistej loży nad potokiem. Piwo, naturalnie schłodzone w mającej góra 5stC wodzie, po kilkugodzinnym marszu w upale miało niebiański smak.
Załącznik:
DSC06772po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06776po-Resizer-800.jpg

Wyżej na skarpie, w koronach drzew, została stworzona restauracyjka. „Restauracyjka” to, rzecz jasna, skrót myślowy. Po chybotliwych drabinkach trzeba wyjść na górę, po czym rozsiadając na jednej z nietypowych „platform” wiszących nad przepaścią, można zamówić posiłek. W menu jest jedna pozycja – spaghetti bolognese. Obiad na wysokości, z imponującym widokiem na Blue Eye za plecami i świadomością bycia kilkanaście metrów nad przepaścią to ciekawe przeżycie. I może przed wejściem na platformę człowiekowi przeszło przez myśl „is it percetly safe!?”, bo przecież jak życie pokazało - do Albańskiej myśli technicznej NALEŻY mieć ograniczone zaufanie ;-) ale tak oryginalne, klimatyczne, pomysłowo stworzone miejsce… trudno było się oprzeć.. :-)
Załącznik:
DSC09083-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09090-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09096-Resizer-800.jpg

Zamówione spaghetti bolognese ….. :D makaron z masłem i boczkiem :D
Załącznik:
DSC09091-Resizer-800.jpg

W górach czas płynie nieubłaganie. Kusiło, żeby posiedzieć dłużej, ale czekał nas jeszcze kilkugodzinny marsz. Wędrówki górskie w ciemnościach nie byłyby prawdopodobnie dobrym pomysłem, dlatego po niecałej godzinie ruszyliśmy w drogę powrotną. Postanowiliśmy tym razem odpuścić beztroską zabawę polegająca na szukaniu biało-czerwonych symboli. ;-) Trzymaliśmy się głównej, szutrowej drogi na wypadek przedwczesnego zmierzchu.
Załącznik:
DSC09099-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09103-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09106-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09107-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06802po-Resizer-800.jpg

Do Shpelli doszliśmy ok. 18, tuż przed zmrokiem, pokonując na ostatnim etapie gustowny, „perfectly safe” mostek stworzony przez tubylców z dwóch rur przerzuconych przez rzekę. :-)
Załącznik:
DSC06807po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06810po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06812po-Resizer-800.jpg

Gospodarze przygotowali dla nas przepyszną kolację. Zaserwowali zupę kukurydzianą (najlepszą jaką w życiu jadłam), grillowaną rybę, do tego tradycyjne, a la pomidorowo-paprykowe „leczo” z lokalnym serem i świeże pieczywo. Po ponad 22 kilometrowym trekkingu jedzenie znikało ze stołu jak kamfora. :D

Kumulacja atrakcji: samochodowa przeprawa do Theth, intensywny wieczorek zapoznawczy oraz całodniowy trekking sprawiły, że tego dnia byliśmy gotowi oddać się w objęcia Morfeusza dużo, dużo wcześniej. ;-) Chcieliśmy odpowiednio zebrać siły. Nazajutrz, czekał nas powrót 16kilometrowym „przeklętym” odcinkiem drogi. Teraz, znając już przeciwnika, postanowiliśmy podejść do wyzwania mądrzej i nie tracąc czasu, pożegnać Theth o świcie. Sprawdziliśmy czas wschodu słońca na Internecie i po chwili wszystko okazało się jasne. 6:31! Przypadek??? Popatrzyliśmy na siebie znacząco... :-P


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko


Ostatnio edytowany przez Maxima0909 18 Mar 2018 19:19, edytowano w sumie 3 razy
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
KrzysiekW uważa post za pomocny.
 
 
#25 PostWysłany: 03 Sty 2017 19:16 

Rejestracja: 04 Mar 2016
Posty: 36
Loty: 8
Kilometry: 26 365
Bardzo miło patrząc na Twoje zdjęcia powspominać stare dobre czasy. My byliśmy w Theth latem 2012 r. i wjeżdżaliśmy od drugiej strony :D terenową trasą, a wyjeżdżaliśmy na Koplik. Bardzo się to miejsce zmieniło.
W naszej ekipie dwoje bohaterów wykąpało się w wodzie całkowicie dobrowolnie, łącznie z zanurzeniem głowy :shock: - woda miała temp. 8 stopni.
_________________
Image


http://www.4x4pila.kadan.pl
Góra
 Relacje PM off
Maxima0909 lubi ten post.
 
 
#26 PostWysłany: 06 Sty 2017 17:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
pestycyda napisał(a):
Strasznie miło czytać relacje z miejsc, w których się było. A pogoda to faktycznie się Wam udała :) Pisz! Pisz dalej! Ale przyznaj - Theth jest przepiękne...:)


@pestycyda jest! tam chłonęłam atmosferę gór całą sobą po raz pierwszy, teraz kiedy przeglądam zdjęcia, żeby wrzucić ich choć kilka do relacji, zachwycam się po raz drugi! Góry Przeklęte mają moc :D

Betlin napisał(a):
Bardzo miło patrząc na Twoje zdjęcia powspominać stare dobre czasy. My byliśmy w Theth latem 2012 r. i wjeżdżaliśmy od drugiej strony :D terenową trasą, a wyjeżdżaliśmy na Koplik. Bardzo się to miejsce zmieniło.
W naszej ekipie dwoje bohaterów wykąpało się w wodzie całkowicie dobrowolnie, łącznie z zanurzeniem głowy :shock: - woda miała temp. 8 stopni.


@Betlin "wykąpało się dobrowolnie" :-O to dla mnie tak samo niepojęte jak dobrowolna kąpiel naszych chłopaków w Grabie. Gdyby mi płacili to za nic na świecie bym do takiej zimnicy nie weszła!!! ;-)


24 września (8.dzień) – w drodze na południe – Kruja i Dhermi

O dziwno wyjazd pod górę okazał się być dużo prostszy, niż się spodziewaliśmy. I już po niespełna dwóch godzinach, zatrzymaliśmy się pod charakterystycznym krzyżem, żeby po raz ostatni popatrzeć na niesamowite szczyty Albańskich Alp, a następnie skierować się na południe kraju w poszukiwaniu nadmorskich krajobrazów.
Załącznik:
DSC09109-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09111-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09112-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09115-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20160924_075328po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09119-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09130-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09139-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06813po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06816po-Resizer-800.jpg


W drodze na wybrzeże zatrzymaliśmy się w Kruji, historycznej stolicy Albanii. Miasto turystycznie znane jest z dwóch powodów.

1. Nierozerwalnie związane jest ze Skandenbergiem - bohaterskim przywódcą, który w XV wieku jako jedyny wódz w Europie skutecznie bronił się przed okupacją Imperium Osmańskiego. W Kruji można zobaczyć jego pomnik oraz zwiedzać zamek. Znakiem rozpoznawczym Skanderbega był wielki hełm z przytłoczoną do niego głową kozła i sumiaste wąsy. :)
Załącznik:
DSC06833po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06831po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06841po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06843po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06844po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06845po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06847po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06848po-Resizer-800.jpg


2. W Kruji można przejść się zabytkową uliczką targową, pełną pamiątek regionalnych, niestety w przeważającej części, „made in china”.
Załącznik:
DSC09153-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09155-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09156-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09157-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09158-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09162-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09164-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09165-Resizer-800.jpg

Nowocześniejsza część Kruji.
Załącznik:
DSC06840po-Resizer-800.jpg

Miasto nie zrobiło na nas wielkiego wrażenia, dlatego sugeruję traktować je raczej w kategoriach szybkiego postoju w celu rozprostowania nóg, aniżeli atrakcji samej w sobie.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko


Ostatnio edytowany przez Maxima0909, 18 Mar 2018 19:38, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
KrzysiekW uważa post za pomocny.
 
 
#27 PostWysłany: 06 Sty 2017 18:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
Drogą szybkiego ruchu kierowaliśmy się dalej na południe. Jechaliśmy tam z nadzieją na kilka prawdziwie upalnych chwil. Wszyscy byliśmy bardzo spragnieni słońca i widoku morza. W zasadzie od pierwszych dni wyjazdu noce były bardzo zimne. Czasami temperatura sięgała góra 6stC. Od Grabu, nieprzerwanie wlokło się za nami przeziębienie.

Ciekawostka 11 – Przyznam szczerze, że stan albańskich dróg w wielu miejscach pozytywnie nas zaskoczył. Mimo, że początkowo odcinek tuż za granicą nie napawał optymizmem, to podróżując po kraju, nasze zdanie sukcesywnie się zmieniało. Drogi szybkiego ruchu są szerokie i gładkie jak stół. Niczym nie odbiegają od znanych nam, zachodnich standardów. Biorąc pod uwagę, że przed 1991 rokiem Albania właściwie nie miała utwardzonych dróg, bo posiadanie prywatnych samochodów było zakazane, postęp infrastrukturalny, jaki się dokonał przez dwie dekady, jest imponujący.

Nie we wszystkich kwestiach jednak postęp cywilizacyjny jest tak widoczny. Im dalej na południe, tym zaśmiecone pobocza rzucały się w oczy z coraz większą siłą. Były wszędzie.

Ciekawostka 12 – Prawdziwym problemem Albanii są śmieci. Piękny krajobrazowo kraj coraz gęściej przykryty dywanem różnego rodzaju odpadów, nieuchronnie traci swój urok. Śmieci stały się stałym elementem przyrody, niestety nawet parków narodowych. Najsmutniejszym jest chyba fakt, że istotą problemu nie jest, jak mogłoby się wydawać, brak funduszy, czy środków na zorganizowanie akcji „sprzątanie świata”. Głównym czynnikiem potęgującym zjawisko, jest ludzka mentalności. W Albanii nadal panuje powszechne przyzwolenie na rzucanie pod nogi wszystkiego, co przestało być użyteczne. Nikomu, poza jak sądzę turystami, to nie przeszkadza.

Natura obdarzyła Albanię pięknym wybrzeżem. Droga do Dhermi, do którego się kierowaliśmy, prowadziła serpentynami wysoko, wzdłuż linii brzegowej, zapewniając malownicze widoki. W okolicach Durres, zgodnie z opowiadaniami znajomych, znajdować się miały przepiękne plaże. Piaszczyste, szerokie, z łatwym dostępem do wody. Idealne wręcz na realizację mniej ambitnej części wyjazdu, polegającej na ogólnie pojętym lenistwie. 2 dni wygrzewania chorych organizmów na plaży i objadania się pysznymi owocami morza. Bez wyrzutów.

W Polsce zarezerwowaliśmy jeden z najwyżej ocenianych hoteli na internecie. Najbliższe noclegi były najdroższymi ze wszystkich, ale kompleks zlokalizowany był właściwie na plaży, składał się z ładnych domków, oferował basen, własną restauracje ze świeżymi owocami morza, boisko do siatkówki, itp. Wydawało się, że to kondensacja wszystkiego, czego oczekiwaliśmy. Można było oczywiście zrobić takie zdjęcia:
Załącznik:
DSC09181-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09175-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09177-Resizer-800.jpg

Ładnie nie? ;-) Natura starała się jak mogła, zachód był przepięknie kolorowy!

A teraz niestety element ludzki - rzeczywistość, która mocno dała nam w twarz.....
Okolica hotelu nie była sprzątana od dawna. Śmieci walały się wszędzie. Przepełnione kontenery za hotelem roztaczały paskudny smród rozkładającej się żywności. Basen był tak brudny, że częściowo zaczął obrastać glonami, a przyhotelowa plaża była wielką popielniczką z setką petów zakopanych w piasku.
Załącznik:
DSC09178-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09182-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09176-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20160925_094934-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20160925_093445-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20160925_095300-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20160925_095208-Resizer-800.jpg

W domkach brakowało poszewek na poduszki, papieru toaletowego i ręczników. O wszystko trzeba było się upominać. O wszystko prosić…. Zszokowani tym, co zastaliśmy w super-hiper najlepszym hotelu w okolicy, udaliśmy się do restauracji na wieczorną obiado-kolację. Z karty można było wybrać raptem dwie pozycje. Plus za to, że były naprawdę smaczne.
Załącznik:
IMG_20160924_210958-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20160924_202747-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20160924_202739-Resizer-800.jpg

I może posiłek dźwignąłby trochę wizerunkowo to miejsce, gdyby nie fakt, że do naszego rachunku zostało „omyłkowo” doliczone ponad 3000leków tajemniczego, nikomu nieznanego zamówienia. Może kelnerom wydawało się, że przy podliczaniu rachunku dla 9 osób „przemycą” kilka nadprogramowych pozycji…. Byliśmy wściekli i zażenowani standardem miejsca... Jeszcze tego samego wieczoru poprosiliśmy o rozmowę z menadżerem. Ten, całą sytuację tłumaczył huraganami, które podobno przed naszym przyjazdem mocno doświadczyły okolice Durres. Nawet jeśli nie mijał się z prawdą, to po miejscu o wysokim standardzie oczekiwałabym mimo wszystko poinformowania mnie o zaistniałej sytuacji, chociażby mailowo i uzgodnienia, czy mimo wszystko decydujemy się na warunki, które zastaniemy za odpowiednio niższą cenę, czy rezygnujemy nie ponosząc kosztów. Miałam natomiast wrażenie, że obsługa „brała nas na przeczekanie”. A nuż nikt się o nic nie upomni, a nuż przejdzie. Było za późno na szukanie czegoś alternatywnego, dlatego decyzje o tym, czy szukamy innych noclegów, zostawiliśmy na kolejny dzień.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko


Ostatnio edytowany przez Maxima0909, 18 Mar 2018 20:05, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
KrzysiekW uważa post za pomocny.
 
 
#28 PostWysłany: 08 Sty 2017 01:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
25 września (9. dzień) – Palmowy Raj

Rano obsługa hotelowa i kelnerzy restauracji nawet nie starali się zatrzeć złego wrażenia. Śniadanie zorganizowane było w stylu szwedzkiego stołu. Z tym, że połowa talerzy stała pusta ( i nikt nie kwapił się do ich uzupełnienia). Druga połowa, z pewną zawartością, mogła robić tylko dobre wrażenie, bo sztućców za pomocą, których można byłoby cokolwiek nabrać, nie było. Za kawę musieliśmy osobno zapłacić. A kiedy łaskawie się jej doprosiłam, w zamian za kilka euro otrzymałam to…
Załącznik:
IMG_20160925_092425-Resizer-800.jpg

z gustowną „łyżeczką”, którą pan na poczekaniu, bez skrępowania, przepiłowywał… czara goryczy się przelała….

Wyruszyliśmy na poszukiwania miejsca, w którym się zrelaksujemy, a nie doprowadzimy do rozstroju nerwowego. I wiecie co? Wiem, że tak miało być! Gdyby nie ten nieszczęsny Drymades Inn, nie trafilibyśmy do palmowego raju. A do takiego miejsca właśnie podświadomie chcieliśmy trafić! Pokochaliśmy je od pierwszego wejrzenia i gdybyśmy kiedykolwiek zdecydowali się wrócić na wybrzeże Albanii, to nie wyobrażam sobie szukać czegokolwiek innego!
Na terenie Villa Wood stoi kilka drewnianych, przytulnych domków z werandą.
Załącznik:
DSC09190-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09193-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09187-Resizer-800.jpg

Oprócz tego, w cieniu przyjemnej, drewniano-wiklinowej wiaty z non stop zaopatrzonym barkiem ;) można porządnie odpocząć, słuchając nienachalnej albańskiej muzyki, puszczonej w tle.
Załącznik:
DSC06855po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09194-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09199-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09195-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09200-Resizer-800.jpg

Podczas naszego pobytu cały ośrodek utrzymany był w czystości, z dbałością o najmniejsze szczegóły. Tutaj jakby huragan nie dotarł…. A jeśli dotarł, to widocznie jego skutki można było usunąć.

Mieliśmy najlepszego na świecie gospodarza, Tommiego. Uśmiechnięty, otwarty, pomocny! Służył radą, był niekończącą się studnią ciekawej historycznie wiedzy. Towarzyszył nam przy wieczorno-nocnych rozgrywkach pokerowych i generalnie wyrabiał mocne ponad 100 % normy.
Wszystkie te czynniki wpływały na nieprawdopodobną atmosferę miejsca.

Kilkanaście metrów niżej korzystaliśmy z malutkiej, czasami stwarzającej wrażenie wręcz prywatnej plaży, która osłonięta z obu stron kamieniami tworzącymi naturalne granice, zapewniała komfort, kameralną atmosferę i spełniała nasze wszystkie oczekiwania. Nawet drobniutkie kamyczki, z których była usypana, skradły nasze serce. Nie kłuły w stopy i nie wciskały się nachalnie wszędzie, tak jak ma to w zwyczaju robić piasek. Cud miód i orzeszki. Nie orzeszki… Bake Rollsy rzecz jasna ;-)
Załącznik:
DSC09309-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20160925_174008-Resizer-800.jpg

Dwie restauracje usytuowane tuż nad plażą serwowały pyszne owoce morza. Jedna z nich zatrudniała swoich rybaków, którzy każdego ranka wracali z połowów ze świeżo złowionymi dobrodziejstwami.
Załącznik:
DSC09307-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20160925_174140-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20160925_183337-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20160925_184833-Resizer-800.jpg

Jedyną „rysą na szkle” to apogeum mojego przeziębienia, więc o północy rozpuściłam, w specjalnie dla mnie podgrzanej przez Tommy'iego ciepłej wodzie dwie aspiryny (poczułam się jak „ktoś zupełnie wyjątkowy” ;-)) i położyłam się spać. Dziewczyny zawinęły się trochę później. Męska część towarzystwa reprezentowała nas ponoć do 4 nad ranem.


26 września (10. dzień) – Wyjątkowa Lekcja Historii

Zostaliśmy wierni swoim założeniom, czyli lenistwa ciąg dalszy. Panowie obudzili się do życia dopiero koło południa, więc od pierwszych godzin porannych realizowali plan z niezwykłą starannością. My w tym czasie, w towarzystwie Tommy'iego, poznawałyśmy aktualne trendy muzyczne Albanii. Jeśli jakiś kawałek spotykał się z naszą aprobatą, Tommy chętnie spisywał jego artystę i tytuł do naszego notesu. Około 13, w pełnym gronie, przenieśliśmy się na plażę, gdzie oprócz pływania, skakania do wody i innych, typowych dla nadmorskiego wypoczynku atrakcji graliśmy w blefa, który powoli stawał się grą wyjazdu, pozostawiając liczną konkurencję daleko w tyle.
Z tych dwóch dni nie mamy wiele zdjęć. Najwidoczniej „nicnierobienie” wzięliśmy sobie mocno do serca. Jedynymi aktywnościami podczas dni spędzonych nad morzem było jedzenie i leżenie na plaży do góry coraz większym brzuchem.

Wieczorem Tommy uraczył nas domowo-pędzoną rakiją (nieporównywalną do tej sklepowej, którą spróbowaliśmy raz i więcej nas nie kusiło ;) ) i przeniósł swoimi opowieściami do czasów zupełnie nieodległych, ale po dziś dzień widocznie odciskających na Albanii piętno.

Ciekawostka 13 – (choć "ciekawostka" nie jest najszczęśliwszym określeniem w tym przypadku) – Albania to naród mocno pokrzywdzony przez los i historię. Do jej zrujnowania, w sensie dosłownym i przenośnym, w głównej mierze przyczynił się Enver Hodża, twórca komunistycznego reżimu. Niepodzielnie władał on krajem od 1944 roku, aż do śmierci w 1985 roku. Za jego panowania obywatelom kraju nie można było wyjeżdżać za granicę, czy np. posiadać jakiejkolwiek własności, poczynając od samochodów, kończąc na kurze w gospodarstwie…. Przeciwników politycznych poddawano publicznej krytyce i utrudniano im życie, często trafiali do obozów pracy. Od 1967 roku wszelkie przejawy życia religijnego były surowo tępione. Albania została ogłoszona pierwszym na świecie państwem ateistycznym. W kraju zakazano działalności wspólnotom religijnym, meczety oraz kościoły i cerkwie zamknięto lub przeznaczono do celów świeckich, a duchownych poddawano represjom. Stopniowo zabijano ducha Albanii, pozostawiając kraj umęczony i zacofany.

Tommy z niekrytym żalem opowiadał o czasach komunizmu. Mówił, że po godzinie 18:30 nie można było przebywać na okolicznych plażach. Po tej godzinie z dwóch stron nadchodziła policja, która patrolowała wybrzeże. Pilnowali, aby nikt nie uciekł na Korfu. Najpierw ostrzegali krzycząc „stop”. Potem strzelali…

Ciekawostka 14 – Niechlubną spuścizną dyktatora są bunkry, które stały się nieodłącznym elementem krajobrazu. Hodża w efekcie swoich działań odizolował Albanię od reszty świata zupełnie. Zerwał stosunki polityczne i gospodarcze kolejno z Jugosławią, Związkiem Radzieckim i na koniec z Chinami. Następnie, w obawie przed atakiem ze strony światowych mocarstw podjął decyzje o budowie umocnień na terenie całego kraju. Każda rodzina miała mieć schron na wypadek agresji. Ostatecznie powstało ponad 800tyś bunkrów różnej wielkości. Budowane były bez żadnej wizji, w często absurdalnych miejscach. Na plażach, w podwórkach, nawet na cmentarzach. Na terenach wiejskich lub „dzikich” bunkry wyglądały typowo – jak małe kopułki. W miastach natomiast konstrukcje niejednokrotnie były bardziej skomplikowane – budowane na przykład dla całego sąsiedztwa w formie tuneli. Podobno cała inwestycja kosztowała ponad 3,2 mld dolarów. Tommy twierdził, że gdyby fundusze, które zostały przeznaczone na budowę nikomu niepotrzebnych bunkrów oraz cement i zbrojenia były wykorzystane rozsądniej, dzisiaj każda rodzina miałaby własny, porządny dom.
Załącznik:
DSC09469-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09471-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09477-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09478-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09480-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09484-Resizer-800.jpg


Bunkry nadal są tematem sporów Albańczyków. Kłopotliwa pamiątka dla jednych jest jedynie wspomnieniem wyjątkowo trudnych czasów, od których w końcu chcą się uwolnić. Uważają, że bunkry powinny być zniszczone, aby symbolicznie odciąć się od tego co było i zacząć nowe. Zwolennicy betonowych grzybów twierdzą natomiast, że są one nierozerwalną częścią ich historii, która ma obecnie ogromny potencjał - stanowi główną turystyczną atrakcję kraju. Według wielu, zamiast schrony burzyć, należy tchnąć w nie nowe, „lepsze życie” wykorzystując je w kreatywny sposób. Pionierskie przeistoczenia przeszło już kilka większych schronów. Stworzono w nich hotele, sklepiki z pamiątkami, restauracje, bary, czy studio tatuażu.

Ja również jestem zwolenniczką drugiego rozwiązania. Jeśli zachód jest skłonny płacić, żeby oglądać twory fanatycznego dyktatora, to dlaczego nie wykorzystać ich potencjału i w tej sposób nie pomóc Albanii się odrodzić…?

Bunkrów z każdym rokiem ubywa, zwłaszcza tych małych, przydomowych. Po śmierci Hodży Albańczycy często wyburzali bunkry nielegalnie. Sprzedaż złomu i gruzu z jednego dziesięcioosobowego bunkra przynosiła bowiem blisko 100 funtów, co przy miesięcznej pensji nie było, i nadal nie jest, bez znaczenia.

Wspomnienia płynące z ust autentycznej osoby będącej w centrum wydarzeń zawsze mają niesamowitą moc. Dziesiątki grubaśnych, historycznych książek opisujących suche fakty w bezemocjonalny i obojętny sposób nie są w stanie zastąpić jednego wieczoru spędzonego na słuchaniu opowiadań człowieka, który był naocznym świadkiem tworzącej się historii. Przekaz z oczywistych względów jest silniejszy. Nie jestem oczywiście w stanie wszystkich ich tu przytoczyć, ale przyszła mi do głowy jeszcze jedna rzecz....
Jeśli zastanawiacie się jaką pamiątkę przywieść do kraju, to podpowiadam: butelkę/-ki albańskiej brandy Skënderbeu. To klasyka gatunku, która szybko podbiła i nasze podniebienia. Równie szybko otrzymała pieszczotliwą nazwę „Szkarkafarka”. ;)

Ciekawostka 15 – Marka ma już swoje lata. Wprowadzono ją w 1967 roku. W czasach komunizmu, był to jeden z najpopularniejszych towarów eksportowych do państw całego bloku wschodniego. Również u nas była stosunkowo łatwo dostępna. Obecnie Szkarkifarki w Polsce niestety nie uświadczymy, więc jeśli chcemy cieszyć się jej smakiem trochę dłużej, to dobrze jest zrobić sobie przynajmniej małe zapasy. Tym bardziej, że cena tej najtańszej to koszt JEDYNIE ok 700 leków. W ofercie są różne wersje trunku, w zależności od tego, jak długo leżakują w dębowych beczkach. Możemy kupić Skanderbega 3,5-letniego, 5-letniego, 6-letniego czy nawet 13-letniego.

Ze Szkarkąfarką wiąże się również pewna dramatyczna historia. Tommy twierdził, że mimo, że uważa ją za jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą, z Albańskich trunków, to pamięta czasy, w których smakowała jeszcze lepiej. Była rozlewana do ładniejszych butelek i według jego opinii, w produkcję wkładano dużo więcej serca. Szkarkafarka w latach swojej największej świetności była wyśmienita, a recepturę jej powstawania chciał poznać każdy. Również Hodża. W celu odkrycia sekretu wymordował całą rodzinę zaangażowaną w produkcję brandy. Przepisu i tak nikt nie zdradził. Po śmierci rodziny, metodą prób i błędów starano się odtworzyć smak sprzed lat, ale ponoć obecnie jest nadal jedynie (smaczną) podróbką niedoścignionego wzoru.

EDIT: Tego dnia dotarła do nas informacja, że najbardziej charakterystyczna, piekna i wyjątkowa plaża, na jakiej byliśmy (Legzira, Maroko) bezpowrotnie straciła jeden ze swoich efektownych łuków. :-( Dokładnie dwa lata temu odpoczywaliśmy w jego cieniu... Obydwoje z Maksem wspominamy Legzirę wyjątkowo ciepło. To jedno z miejsc, do których często wracamy wspomnieniami - spokojne, urokliwe, niezwykłe. Poczuliśmy jakieś takie dziwne ukłucie, kiedy dotarło do nas, że marokański cud natury właśnie przestał istnieć... naszła nas równocześnie pewna refleksja - dzieła Matki Natury powinniśmy traktować priorytetowo! To one powinny zajmować topowe miejsca na naszych bucket lists. Odkładanie ich "na potem" może nas niestety boleśnie rozczarować. :-(


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko


Ostatnio edytowany przez Maxima0909 18 Mar 2018 20:24, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#29 PostWysłany: 08 Sty 2017 12:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 Wrz 2014
Posty: 18
Loty: 34
Kilometry: 88 311
Do Tomiego to już dzisiaj mógłbym wrócić na szklaneczkę "szkarkifarki" hehehe tam było błogo
Góra
 Relacje PM off  
 
#30 PostWysłany: 10 Sty 2017 21:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
27 września (11. dzień) – Ksamil i Saranda, Butrint, Blue Eye, Porto Palermo

11. dnia podróży wybraliśmy się na jednodniowa wycieczkę na południe Albanii. Nie mieliśmy w stosunku do Ksamilu, czy Sarandy zbyt wielkich oczekiwań, wiedząc o tym, że to typowo turystyczne kurorty wypoczynkowe, za którymi nie przepadamy, ale przekorność zatytułowana „być tak blisko i nie sprawdzić” wygrać musiała.

Może i malownicze serpentyny na Bałkanach są przyjemne dla oka, ale po kilku dniach jazdy zygzakiem dla żołądka już tak atrakcyjne nie są. :-D Droga do Ksamilu była wyzwaniem. I nie chodzi tu o to, żeby w tym miejscu była jakoś wybitnie kręta. Od początku wyprawy w zasadzie drogi, którymi się poruszaliśmy składały się z niekończącej się ilości skrętów i różnego rodzaju zawijasów. Należało się spodziewać, że wcześniej, czy później przyjdzie taki dzień, w którym trzeba będzie boleśnie to odpokutować. I przyszedł… ;-) Już po kilkunastu pierwszych serpentynach porzuciliśmy złudną nadzieję na przyjemną i komfortową jazdę, uznając, że na lepszy stan niż „ch…owo, ale stabilnie”, nie ma co liczyć. Przyjęliśmy zatem inną taktykę: utrzymywać jednostajną prędkość, stale uważając na to, by szala przechylała się bardziej na stronę „stabilnie”, aniżeli tą drugą ;)

Przymusowy Stop w takich okolicznościach przyrody ;-)
Załącznik:
DSC09202-Resizer-800.jpg

Pierwszym punktem wycieczki był Ksamil. Przedmieścia Ksamilu to raczej brzydki obrazek. Określiłabym je jako samowolkę budowlaną, która nie nastrajała entuzjastycznie i nie zachęcała do poszukiwań zacisznego, malowniczego wybrzeża.

Ciekawostka 16 – Na terenie Albanii stoi cała masa niewykończonych domów. Słyszałam dwie albo trzy teorie odnośnie tego, dlaczego tak jest. Pierwsza mówi o tym, że ponad 2 mln Albańczyków mieszka i pracuje za granicą. Raz na jakiś czas wracają do kraju, budują jedno piętro domu, po czym wyjeżdżają ponownie na zarobek. Budowa trwa latami. Druga teoria mówi, że powodem takiego stanu rzeczy jest mentalność mieszkańców. Domy są kolejnym (po samochodach) atrybutem zamożnych. Im większy dom, tym większy prestiż. Dlatego Albańczycy „porywają się z motyką na słońce" budując domy przerastające ich realne możliwości finansowe. Potem żyją na parterze, a niewykończone piętra z wystającymi prętami zbrojeniowymi straszą powyżej. Trzecia teoria, z którą spotkałam się już w Maroku – ponoć niewykończone budynki zwalniają z obowiązku opłacania podatków.

Ponad to, w Albanii nie dba się o domy „z zewnątrz”. Surowa cegła często sprawia, że na pierwszy rzut oka nie wiadomo, czy dom jest zamieszkany, czy w trakcie budowy. O teren wokół domów również nikt nie dba. Częściej podwórka wyglądają jak śmietniki, niż wypielęgnowane ogrody.

Wracając do Ksamilu – jego przedmieścia wyglądały właśnie tak jak plac budowy. Okoliczny krajobraz zdominowany był przez bezduszne szkielety budynków. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy w trakcie budowy, czy w trakcie rozsypki. Ten np. zapadł mi w pamięci. Mijaliśmy go. (zdjęcie z Internetu)

Image

Dotarliśmy w końcu nad wybrzeże. I…. trzymam się kurczowo wersji, że skręciliśmy po prostu w złą drogę i plaża, do której dotarliśmy nie jest TYM miejscem, do którego całe tabuny urlopowiczów ściągają co roku… !? Bo jeśli jest, to albo ze mną jest coś nie tak, albo nie wiem… Czar mnie bynajmniej nie powalił na kolana. Prysł co najwyżej.
Załącznik:
DSC09204winieta-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06870po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09208-Resizer-800.jpg

W takich chwilach żałuję, że będąc na wakacjach nie mam zwyczaju fotografowania rzeczy, które mnie rozczarowują, są nieestetyczne, czy po prostu brzydkie…. Mam jakiś niekontrolowany nawyk kadrowania z pominięciem tej nieeleganckiej prawdy. I co roku obiecuję sobie, że to zmienię! Potem, kiedy po powrocie do kraju opowiadamy o czymś, chciałoby się mieć kilka zdjęć na poparcie tego, o czym mówimy i… klapa. Tą plażę też zrobiłam w najładniejszy możliwy sposób i teraz czuję, że to, w jaki sposób ją opisuje ma się nijak do zdjęcia powyżej. ;/ No cóż, musicie uwierzyć mi na słowo. Albo pojechać i sprawdzić (jak nie szkoda wam czasu i pieniędzy :P). W każdym razie plaża, na którą dojechaliśmy była najzwyklejszym, wąskim pasem piaszczystego terenu, niczym niewyróżniającym się od innych. Według mnie, z przeciętnym widokiem. Zapraszam do Rzeszowa na Żwirownie - podobny klimat, a sporo taniej ;)
Nie obraliśmy sobie za punkt honoru odnalezienia piękniejszej plaży. Raczej byliśmy szczęśliwi (ja przynajmniej), że miejsce pt.: „Ksamil" można z czystym sumieniem odhaczyć i nie poświęcać mu więcej czasu.

(Nigdy wcześniej tego nie robiłam, ale tym razem, wyjątkowo, pozwolę sobie wrzucić do relacji kilka nieswoich zdjęć. Oczywiście zawsze, będę o tym informować. Zależy mi na tym, żebyście zobaczyli przynajmniej pojedyncze przykłady tego, o czym mówię. Wynajduję zdjęcia, które DOKŁADNIE dokumentują to, co osobiście widziałam. Ograniczę się do minimum i obiecuję z kolejnej wyprawy przyjechać już z kompletną kolekcją reporterską. ;-) )

Skierowaliśmy się w stronę Butrint. To rozległe, według znawców świetnie zachowane ruiny starożytnego miasta, będące archeologiczną perełką Albanii. Wyjątkowe jest to, że w jednym miejscu mamy możliwość podziwiania budowli z różnych epok i cywilizacji.
„Według legendy miasto założyli uciekinierzy spod Troi. (…) Rozkwit Butrintu przypada na VI wiek przed naszą erą, kiedy to stał się on znaczącym portem morskim. Po wiekach przeszedł z rąk greckich w rzymskie, potem należał między innymi do Wenecjan, ich pogromców z Francji, Turków. I choć przez stulecia przeżywał wzloty i upadki, na dobre opustoszał dopiero po 1807 roku.” (podroże.onet.pl)
Załącznik:
DSC09227-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09233-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09236-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09245-Resizer-800.jpg

Wstęp kosztuje 700 leków/os. Na solidne zwiedzanie całego obiektu zgodnie z planem rozrysowanym w broszurach trzeba poświęcić około dwóch do trzech godzin. Jeśli ktoś lubuje się w tego typu historycznych atrakcjach i zna się na rzeczy, to według wielu zasłyszanych opinii Butrint staje na wysokości zadania i nie rozczarowywuje. Ja, jako że kompletnie się na tym nie znam i, przepraszam, ale tego typu miejsca nie są dla mnie interesujące, obiektywnej oceny wystawić nie mogę. Na pospieszne oględziny ochotniczo wydelegowała się nasza koleżanka. Mając jednak uporczywie wiszącą nad sobą wizje oczekujących na nią 8 osób skupić się na odkrywaniu miejsca nie potrafiła i niedługo potem wróciła. ;)
Załącznik:
DSC09246-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09247-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09248-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09250-Resizer-800.jpg

My, w międzyczasie, obserwowaliśmy ciekawy proces przeprawy promowej przez kanał Vivari. Z tego miejsca do granicy z Grecją jest już przysłowiowy „rzut beretem”. Jedynym jednak możliwym sposobem przedostania się na jej terytorium jest skorzystanie z archaicznego łańcuchowego „promu”. „Tratwy” powiedziałabym nawet, na którą mieściło się góra 4 auta. Z drugiej strony, przyznacie, że sąsiedztwo starożytnego Butrintu niejako wymusza utrzymanie pewnego klimatu. ;) (zdjęcie z Internetu)

Image

Przed powrotem do naszego palmowego raju postanowiliśmy podjechać do najbardziej znanego źródła w Albanii, noszącego nazwę Syri i Kaltër. To Blue Eye, w porównaniu do swojego poprzednika w Górach Przeklętych, jest dużo popularniejsze, więc na wstępnie należy porzuć wszelką myśl o kontemplowaniu przyrody w ciszy i spokoju. ;) Na to nie liczyliśmy. Uznaliśmy natomiast, że wyjątkowy twór natury zasługuje na swoje „5 minut” bez względu na tłumy.

Do Syri i Kaltër nie trudno trafić. Należy jechać drogą prowadzącą z Sarandy do Gjirokastry….
(Saranda w oka mgnieniu. Dlaczego „w oka mgnieniu” tłumaczyć chyba nie muszę :P)
Załącznik:
DSC09254-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06882po-Resizer-800.jpg

No więc - ...jechać drogą z Sarandy do Gjirokastry i wypatrywać po drodze tabliczki informacyjnej. Za nią należy odbić w lewo, przejechać koło sztucznego "jeziorka" i znajdującemu się tam strażnikowi przekazać opłatę za wstęp (100 leków za osobę), następnie przejechać przez tamę i piaszczystą drogą biegnącą wzdłuż rzeki dojedziemy do niewielkiego parkingu. Kiedy dotarliśmy na miejsce było dość tłoczno. Na parkingu stały już jakieś autokary, chwilę później dojechały kolejne dwa. Oglądanie czegokolwiek w tłumie setki turystów jest wątpliwą przyjemnością, dlatego nietypowo zaczęliśmy od zwiedzenia znajdującej się nieopodal knajpki.:-)

Restauracyjka powstała w miejscu, gdzie rzeka rozlewa się szeroko, tworząc płytkie jezioro. Oprócz części „naziemnej” nad taflą wody zostały położone pomosty prowadzące w zasadzie na środek rozlewiska. Na znajdującym się na końcu tarasie, pod zadaszeniem rozstawiono kilka stolików. Pomalowane na niebiesko elementy konstrukcji bardzo fajnie kontrastują z otoczeniem. Nie można odmówić temu miejscu uroku.
Załącznik:
DSC06888po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09260-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06893-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06887po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09266-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09263-Resizer-800.jpg

W pełnym słońcu barwy otoczenia, nad i pod krystaliczną wodą z pewnością nabierają intensywności i potęgują wrażenie. Nam co pewien czas towarzyszył deszcz. Jesienna zieleń nie była już tak nasycona jak na wiosnę, a mam wrażenie, że efekt i tak jest całkiem przyjemny…?

Oczekując na powrót autokarowej fali wycieczkowców zjedliśmy obiad. W ciągu ostatnich kilku dni zdążyliśmy rozpieścili, a może nawet rozwydrzyć ;) nasze podniebienia Bałkańskimi rarytasami. Na tamten moment poprzeczka była zawieszona już dość wysoko, więc posiłek oceniliśmy na „nie najwyższych lotów”. ;) Wycieczki zaczęły tłumnie ściągać do knajpki, więc teraz my skierowaliśmy się do źródła.

Syri i Kaltër daje początek rzece Bistrita. Jest tak naprawdę jednym z osiemnastu źródełek w okolicy, ale zdecydowanie najbardziej wyjątkowym i widowiskowym zarazem. Ze źródła o głębokości co najmniej pięćdziesięciu metrów bije wyrzucana z imponującą siłą 6 metrów sześciennych na sekundę krystalicznie czysta woda, tworząc na tafli bąbelki. To tajemniczy fenomen natury. Co kryje się w głębinach? Nie wiadomo. Grota do dzisiaj nie została zbadana. Siła, z jaką woda jest wyrzucana pozwoliła nurkom zejść jedynie do około 50 metrów i nadal dna nie dostrzegli...
Załącznik:
DSC06898po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06899po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09269-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09278-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09287-Resizer-800.jpg


Ciekawostka 17 – Tak nietuzinkowy cud Matki Natury musiał oczywiście doczekać się legendy. Według niej dawno, dawno temu żył sobie smok, który porywał dziewice z wiosek. Ponoć pewnego razu zrozpaczeni chłopi się skrzyknęli, smoka zabili i go tu zakopali. A źródło to jego oko.

Patrząc z tarasu zamontowanego tuż nad wodnym okiem o średnicy ok 10 m, mieniącym się tysiącem odcieni błękitu, to można faktycznie odnieść wrażenie, że coś na nas patrzy ;D Najbardziej niepokojąca jest ta centralnie umiejscowiona granatowa źrenica…. :P Widzicie ją!?!?! ;-)
Załącznik:
DSC09285-Resizer-800.jpg


Ciekawostka 18 – Jeszcze kilkadziesiąt lat temu okoliczny teren był ogrodzony i pilnie strzeżony 24 godziny na dobę. Wstęp do Niebieskiego Oka posiadali jedynie członkowie elit komunistycznej partii. Dobrze, że czasy Hodży się skończyły. ;)

Na koniec naszej wizyty zaświeciło słońce :)
Załącznik:
DSC06907po-Resizer-800.jpg


W drodze powrotnej naszą ciekawość wzbudziła usytuowana na niewielkim półwyspie twierdza. Mieliśmy jeszcze chwilę przed zachodem słońca, więc postanowiliśmy do niej zajrzeć. Okazało się, że to twierdza Porto Palermo, zwana także często zamkiem Alego Paszy.
Na przestrzeni lat obiekt zmieniał swoje przeznaczenie. Początkowo pełnił oczywiście funkcję obronną. Później, w twierdzy stacjonowały wojska. Za czasów komunistycznej dyktatury Envera Hodży mieścił się w niej punkt internowania dla nieposłusznych władzy. Twierdza zachowała się w bardzo dobrym stanie, ale poza korytarzami nie ma tam w zasadzie niczego. Wstęp kosztuje 100leków.
Załącznik:
DSC06915-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09288-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06914-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06917-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09291-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06911-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09298-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09299-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09301-Resizer-800.jpg

W niewielkiej odległości od twierdzy, na drugim końcu zatoki można wypatrzeć schron dla okrętów podwodnych - w przeszłości będący bazą sowieckiej marynarki wojennej, obecnie jest jedną z większych ciekawostek militarnych tego regionu. Było już zbyt ciemno, żeby zrobić zdjęcie, dlatego znowu posłużę się fotografią z Internetu:

Image

Ciekawostka 19 – Podobno, kiedy Hodża postanowił zerwać wszelkie stosunki z ZSRR to, przy okazji, przywłaszczył sobie kilka ich okrętów podwodnych stacjonujących w tej bazie. Nie była to dla Moskwy jednak dotkliwa strata, bo ponoć nigdy nie próbowała odzyskać ich zbrojnie.

W drodze powrotnej mieliśmy również zajrzeć na plażę Gjipe Beach, która znajduje się u wylotu Kanionu Gjipe. Ponoć to jedna z najpiękniejszych plaż Albanii. Jest ukryta między klifami, oddalona od głównej drogi, co sprawia, że nie jest bardzo popularna i tłoczna. Do plaży można dotrzeć jedynie autami 4x4 z bardzo wysokim zawieszeniem. Fakt, że większość turystów musi zostawić swoje cztery kółka na dzikim parkingu znajdującym się na górze zbocza i w pełnym słońcu pokonać chwilami stromy 2,5km odcinek drogi, bez wątpienia zniechęca co leniwszych pasjonatów leżakowania. A już z pewnością tych obłożonych masą „niezbędnego” plażowego sprzętu. ;-) Ponad to, atrakcyjności temu miejscu dodaje fakt, że skalne ściany wznoszące się tuż nad plażą stanowią jedno z ważniejszych miejsc wspinaczkowych w Albanii. Brzmi fajnie, co? Niestety, nie zdążyliśmy do niej dotrzeć przed zachodem słońca. Wielka szkoda… Byliście? ;>

Po powrocie do Villa Wood zeszliśmy do Restauracji Luciano, żeby po raz ostatni zjeść dobre śródziemnomorskie jedzenie. Wybraliśmy knajpkę codziennie zaopatrywaną w świeżo złowione owoce morza. Wyszedł do nas szef i zasugerował, abyśmy zamiast wybierać ”bezpieczne" pozycje z karty, zdali się na jego sugestie. Chętnie przystaliśmy na tą propozycję i po pewnym czasie na stół wjechały jedne z najlepszych ośmiornic jakie jedliśmy. Pycha!
Załącznik:
IMG_20160927_214216-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20160927_214431-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20160927_215151-Resizer-800.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko


Ostatnio edytowany przez Maxima0909 18 Mar 2018 21:18, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#31 PostWysłany: 13 Sty 2017 21:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
28 września (12. dzień) – Berat

Po kilku dniach nad morzem czułam już wewnętrzną potrzebę zmiany otoczenia. Nigdy nie zrozumiem fenomenu wyjazdów „all inclusive” i formy wypoczynku z cyklu „drinki z palemką nad hotelowym basenem”.
Jeszcze ostatnie pożegnanie z Morzem Jońskim, wymienienie kilku serdeczności z niezastąpionym i absolutnie wyjątkowym Tommyim :D i ruszyliśmy w drogę do naszego kolejnego celu – Beratu.
Załącznik:
DSC09318-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09321-Resizer-800.jpg

Zwiedzanie „miasta tysiąca okien” mieliśmy w planach już dużo wcześniej, a po kolejnych rozmowach z Tommy'm tylko utwierdziliśmy się w przekonaniu, że warto je zwiedzić. Mieszkał tam kilka lat, w okresie nauki. Z każdą kolejną anegdotą zachęcał do zatrzymania się tam bardziej i bardziej. Powiedział nam na przykład, że koniecznie musimy skosztować tradycyjnej albańskiej zupy Paçë. Twierdził, że była jego codziennym punktem obowiązkowym, nawet jeśli wiązało się to z nieobecnością na kilku pierwszych lekcjach. :P

Ciekawostka 20 – Paçë serwowana jest tylko w porze śniadaniowej, do ok. 9:30 i zrobiona jest z głowizny…. Zupa z baraniego łba… fakt, nie brzmi zachęcająco, ale według planu Berat był ostatnim przystankiem w Albanii, więc zarazem ostatnią szansą na spróbowanie specjałów regionalnej kuchni. Postanowiliśmy, że jeśli tylko znajdziemy restaurację, która serwuje ową zupę, przełamiemy swoje uprzedzenia i zamówimy choćby jedną porcję na 9 osób. W końcu bardzo ważnym elementem odkrywania kultury i zwyczajów poszczególnych państw jest poznanie ich kuchni i regionalnych smaków - dopiero wtedy można uznać, że podróż jest pełna/kompletna.

Oprócz zupy mieliśmy spróbować również deseru o tajemniczej nazwie Parfe (Kasati), który zgodnie z definicją Tommiego - „it's like ice cream, but it’s not”- miała przypominać lody.

Aby dojechać do Beratu, przejeżdżaliśmy przez Vlorę, jeden z trzech najpopularniejszych albańskich kurortów. Końcem września miasto było właściwie całe rozkopane i stanowiło olbrzymi plac budowy. Wyglądało na to, że prace szły pełną parą, więc myślę, że przed kolejnym sezonem urlopowym się uwiną.
Załącznik:
DSC09324-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09329-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09330-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09338-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09341-Resizer-800.jpg

W drodze, dotarło do mnie, że nasze wakacje nieuchronnie zbliżają się ku końcowi... Zaczęłam zastanawiać się nad tym, czym tak naprawdę Albania mnie zaskoczyła…? Bo co by o niej nie powiedzieć, na pewno nie można zarzucić jej banalności. ;-) Na pierwszy rzut oka, oczywiście daleko jej do zachodnich kurortów, ale z drugiej strony ma mnóstwo nazwijmy to – „nieoczywistego uroku”. ;-) Wrażenie absurdu i chaosu wielokrotnie nas uderzało, ale nie wiem, czy to właśnie nie TO jest kwintesencją kraju? Czy nie TYM właśnie Albania stoi? Chyba tego NIEUPORZĄDKOWANIA i DZIWACTW spodziewamy/oczekujemy jadąc do Albanii... :-)

Dla wielu to kraj bunkrów. Według mnie, ich obecność wbrew pozorom nie jest już taka oczywista. Jeśli nie wiesz, czego szukać, nie zdajesz sobie sprawy, że istnieją, to ich wciąż malejąca liczebność i fakt, że przez dziesiątki lat dorobiły się naturalnego kamuflażu (zwyczajnie zarosły) łatwo je przegapić.
Jest jednak kilka innych, oryginalnych rzeczy, poza wspomnianymi wcześniej Mercedesami, które podsumowałam w notesie kilkoma hasłami:
Załącznik:
DSC09351-Resizer-800.jpg


1. "Lavazh"
Załącznik:
DSC09468-Resizer-800.jpg

Ciekawostka 21 - Dziesiątki, setki, tysiące! myjek samochodowych. Gdzie okiem nie sięgnąć zawsze naprawdę ZAWSZE, niemal z każdego miejsca jesteśmy w stanie zlokalizować przynajmniej kilka „Lavazh”, gdzie możemy umyć swój samochód. Najśmieszniejszą częścią tej historii jest to, że albańskie myjki opatrzone dumnie wielkim napisem informującym o ich istnieniu składają się często jedynie ze szlaucha podpiętego do kranu. Strumień wody celowo i figlarnie skierowany jest ku górze. Stworzony w ten sposób rząd fontann zaprasza do skorzystania z usługi.
Załącznik:
DSC09468-Resizer-800.jpg

2. Sieć stacji benzynowych o intrygującej nazwie „Kastrati” :D
Załącznik:
DSC09352-Resizer-800.jpg

3. „Berber” – czyli jak mniemam fryzjer.
Załącznik:
DSC09474-Resizer-800.jpg

4. Makabrycznie wyglądające „amulety".
Załącznik:
DSC09467-Resizer-800.jpg

Ciekawostka 22 – Amulety, czyli maskotki wieszane na niedokończonych budowlach mają odstraszać złe duchy, czary i wszystkie inne nieszczęścia, które zawistni sąsiedzi mogliby rzucać. Miśki wyglądają żywcem jak z horrorów. Największy egzemplarz wisiał nad parkingiem w Kruji, której z niewiadomych dla mnie powodów postanowiłam nie uwieczniać (bo to przecież nic ładnego ;/), a teraz żałuje. W całej masie zdjęć udało mi się znaleźć tylko to. Może przykład nie jest najokazalszy, ale lepszy rydz niż nic.
Załącznik:
DSC09467-Resizer-800.jpg

5. Policjanci, którzy jak ustaliliśmy, mierzą prędkość samochodów „na oko” :D naprawdę hit!
To chyba jedyny patrol jaki zaobserwowaliśmy z jakimkolwiek sprzętem :)
Załącznik:
DSC09353-Resizer-800.jpg

6. I w końcu wszechobecne, mało estetyczne, często obdrapane zbiorniki wodne na dachach…
Załącznik:
DSC09354-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09395-Resizer-800.jpg

Z Vlory do Beratu dzieliło nas jeszcze niecałe dwie godziny drogi. Byliśmy na miejscu około południa. Odnaleźliśmy swój hotel. Rzuciliśmy bagaże i wybraliśmy się na wstępny rekonesans po mieście.

Berat leży pomiędzy dwoma wzgórzami Tomorri i Shpirag, z którymi związana jest legenda.

Ciekawostka 23 - Według niej dwa bracia – olbrzymy Tomorri i Shpiragu - zakochali się w tej samej kobiecie. Ponieważ żaden z braci nie chciał ustąpić, doszło między nimi do walki. Olbrzymi, walczący mieczem i cepem bojowym, zadali sobie wzajemnie liczne rany. Tomorri bardzo długo bił mieczem swojego przeciwnika – legenda w ten sposób tłumaczy charakterystycznie pocięte zbocze obok miasta. Obaj bracia zginęli w wyniku zadanych ran. Obaj upadli na twarz tworząc pasma górskie rozciągające się na nad Osum. Zrozpaczona kobieta, w której zakochali się bracia płakała tak długo, że utonęła we własnych łzach, z których powstała przepływająca przez miasto rzeka.

Współczesny Berat podzielony jest na trzy dzielnice: Gorica na prawym brzegu rzeki, Mangalem na jej lewym brzegu i Kalaj, znajdująca się na wzgórzu wewnątrz starej cytadeli. Położony jest na wzgórzach, które stromo schodzą w kierunku rzeki Osum. Zabudowa „miasta tysiąca okien”, utrzymane w osmańskim stylu, jest niezwykła – białe ściany, duże charakterystyczne okna i czerwono-brunatne dachy. Niewielkie domki, pną się w górę po obydwóch stronach miasta, a ciasne, kamienne uliczki między nimi tworzą labirynt, w którym nietrudno się zgubić.

Zwiedzanie zaczęliśmy od Goricy. Przechodząc przez kładkę, ruszyliśmy w jej głąb.
Załącznik:
DSC09358-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09360-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09365-Resizer-800.jpg

Bardzo szybko dołączył do nas samozwańczy przewodnik, który był niezwykle zdeterminowany, żeby w naszym towarzystwie odbyć małą wycieczkę po mieście. Zapewne odpowiednio płatną... ;-) Pozbycie się Pana wymagało wspięcia się na wyższy poziom asertywności i był to proces trwający dobre 5-10 minut.:-)
Załącznik:
DSC09371-Resizer-800.jpg

Ignorowanie Pana też nie przynosiło oczekiwanych skutków. :-D W chwilach bezsilności rozważaliśmy już nawet ucieczkę… :-D
Załącznik:
DSC09374-Resizer-800.jpg

Kamienne, wąskie uliczki miały swój specyficzny klimat.
Załącznik:
DSC09375-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09366-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09373-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09370-Resizer-800.jpg

Chcieliśmy znaleźć jakiś punkt widokowy, z którego moglibyśmy zobaczyć Mangalem w pełnej krasie. W labiryncie uliczek, podwórek, dziedzińczyków i schodków donikąd, okazało się jednak, że droga prowadząca gdzieś wyżej wcale nie jest tak oczywista, jak początkowo mogło nam się wydawać. Pomiędzy domkami było dość pusto. Minęliśmy chyba jednego turystę. Po pewnym czasie porzuciliśmy próby i skierowaliśmy się do kamiennego mostu poniżej.
Załącznik:
DSC09376-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09377-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09380-Resizer-800.jpg

Mostem przedostaliśmy się ponownie na stronę zabytkowej starówki - Mangalem.
Załącznik:
DSC09381-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09382-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09387-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09388-Resizer-800.jpg

ułamek z tysiąca ;-)
Załącznik:
DSC06995-Resizer-800.jpg

Zatrzymaliśmy się w polecanej przez recepcjonistę naszego hotelu restauracji o tej samej nazwie. Restauracja dysponuje sporym tarasem, a serwowane w niej jedzenie jest wybitne! Bardzo polecam to miejsce, jeśli znajdziecie się w Beracie.
Załącznik:
DSC09398-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09394-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09396-Resizer-800.jpg

dumnie wisząca legenda na ścianie ;-)
Załącznik:
DSC09397-Resizer-800.jpg

pyszności:
Załącznik:
DSC09392-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09393-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20160928_151025-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20160928_150340-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20160928_150455-Resizer-800.jpg

No i mieliśmy możliwość zrealizowania pierwszych 50% naszego żywieniowego planu – Kasati. Pierwsze łyżeczki - bardzo smaczne, przy kolejnych słodkość już nieco muli :D
Załącznik:
IMG_20160928_153345-Resizer-800.jpg

Po obfitym i przepysznym obiedzie skierowaliśmy się stromą, kamienistą drogą na Kale, czyli wzgórze z twierdzą. Podejście po cholernie wyślizganym bruku było nie lada wyzwaniem. Miałam wrażenie, że idę po lodzie!
Załącznik:
DSC09404-Resizer-800.jpg

Po pokonaniu dobrze ponad połowy drogi po lewej stronie rzuciła nam się w oczy udeptana ścieżka. Mimo, że wybierając tą opcję z trybu „cholernie strome podejście” przeszliśmy na „o mój boże, nie dam rady…” (ściślej rzecz ujmując - ja przeszłam), to przynajmniej z ulgą porzuciłam wizję upadku i utraty zębów. :D

Dotarliśmy do twierdzy. Najpierw ruszyliśmy wzdłuż murów okalających zamek, z których rozciągają się widoki na Berat i okolicę.
Załącznik:
DSC09413-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09415-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06961-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06962-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09416-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06964-Resizer-800.jpg

Co ciekawe, w ich obrębie, oprócz zamku z XIII wieku, znajdują się nie tylko cerkwie, kościoły czy muzeum, ale kamienne domy, które współcześnie nadal są zamieszkane. Gdzieniegdzie na sznurach wisiało pranie, przy domkach stały mercedesy (a jak:-) ), na ulicach kwitł mały handel, przede wszystkim owocowo-warzywny. Miejsce emanowało autentycznością i spokojem. Tworzyło bardzo przyjemną atmosferę. Po prostu było, nie czułam, żeby nasza obecność wzbudziła czyjąś szczególną uwagę.
Załącznik:
DSC06963-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09419-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09420-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06966-Resizer-800.jpg

Berat określany jest miastem-muzeum. Nie jest to jednak skansen. Spacerując wąskimi uliczkami możemy podejrzeć toczącą się tam zwykłą prozę dnia. To dla mnie czyni Berat zdecydowanie czymś więcej jak muzeum.

Po chwili dotarliśmy do cerkwi Trójcy Świętej, która stoi na zboczu cytadeli. Z jej okolic rozciąga się piękny widok na okoliczne wzgórza.
Załącznik:
DSC06973-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09426-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09429-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09435-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09439-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09436-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09424-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09425-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09437-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09433-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09440-Resizer-800.jpg

Ciężko mi w to uwierzyć, ale będąc przy niej nie zauważyłam charakterystycznego napisu na wzgórzu na wprost. O jego istnieniu dowiedziałam się dopiero po powrocie do kraju. Z niedowierzaniem przejrzałam wszystkie zdjęcia z okolic cerkwi i choć zdjęcia robione są z przeróżnych stron, nigdzie nie udało mi się go, chociażby w części, uwiecznić. Zastanawiam się jak to możliwe, że go nie zauważyłam… może widoczność była kiepska? W każdym razie historia i symbolika napisu według mnie i tak zasługuje na kilka zdań. Podeprzeć się muszę zdjęciami, które znalazłam w Internecie – obiecuję, już po raz ostatni.
Załącznik:
800px-Mali_i_Shpiragut-Resizer-800.jpg

Ciekawostka 22 – „Napis „ENVER” powstał w 1968 roku na cześć wodza Envera Hodży. Przez 10 dni rzesze mieszkańców okolicznych wiosek, żołnierzy i działaczy, chcąc zdążyć przed urodzinami ukochanego przywódcy, karczowało w pośpiechu roślinność i malowało napis na gołej skale. Napis „ENVER” powstał nieprzypadkowo na zboczu masywu Spiragu tak, aby dyktator mógł podziwiać go ze swojej willi Komitetu Partii w Beracie.” (odkrywamyinterior.pl)

Biedny legendarny młodszy brat - nie dość, że pocięty, jeszcze potraktowany wstydliwym „tatuażem” ;-),

Po upadku komunizmu zaczęto domagać się likwidacji napisu. Okazało się to jednak trudniejsze, niż się spodziewano. „W żaden sposób nie dawało się usunąć gigantycznych pięciu liter, nawet przy zastosowaniu materiałów wybuchowych. Podobno w 1994 r. samoloty wojskowe zrzuciły nawet na napis bomby z napalmem, ale i to nie poskutkowało. W lipcu 2012 r. coś się zmieniło. Imię dyktatora zniknęło, a zastąpiło je słowo NEVER. Dokonał tego, o dziwo, jeden z „twórców” napisu z 1968 r., który podjął próbę naprawienia swojego „błędu” z młodości. Z pomocą kilku mężczyzn ze swojej rodziny i starego sprzętu do rozpylania farby „przestawił” on dwie litery tworząc z ENVER napis NEVER. ” (odkrywamyinterior.pl)
Załącznik:
TAI_4353a-Resizer-800.jpg

Dopiero kiedy poznajemy historię powstania napisu, a następnie jego późniejszą, wymowną modyfikację, zaczynamy dostrzegać jego wyjątkowość i silne przesłanie. W ten sposób Albańczycy wyrazili jawny sprzeciw wobec paranoicznych wizji rujnujących ich kraj.

Przed powrotem do centrum, udaliśmy się jeszcze na wieżę, skąd doskonale widać przecinającą Berat na dwie części rzekę Osum oraz Gorice i Mangalem. Widoki były warte wysiłku włożonego w wyjście.
Załącznik:
DSC09445-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09450-Resizer-800.jpg

Stoimy więc, robimy zdjęcia i w tym momencie podchodzi dwóch francuskich turystów z „przewodnikiem” (pewnie zresztą też samozwańczym), który z ekscytacją oznajmia, że w tym miejscu od lat ludzie próbują sprostać wyzwaniu i dorzucić z wieży kamyk do rzeki. Ponoć nikomu się nie udało. Demonstracyjnie bierze niewielki rozbieg i z całej siły rzuca kamieniem w dal. Ten leci. Leci i leci. Do rzeki oczywiście nie dolatuje. Nie dolatuje nawet do ulicy. Spada gdzieś na pełne domków zbocze poniżej. No i zachęca turystów do spróbowania swoich sił……. Stoimy i nie możemy uwierzyć, że słyszymy to, co słyszymy. Przecież poniżej stoją mieszkalne domy, w uliczkach bawią się dzieci, toczy się życie. Ten kamyk nie ma prawa dolecieć do rzeki, musi spać na zbocze… Poczuliśmy się niekomfortowo, przecież to trochę igranie z czyimś życiem..!? Pan Francuz namówiony skorzystał z atrakcji. Rzucił swój kamyk. I tak ponoć zabawa trwa w najlepsze od lat…..
Załącznik:
DSC09443-Resizer-800.jpg

Ostatecznie po zwiedzeniu cytadeli postanawiamy wrócić do hotelu. Udaje nam się bezwypadkowo zejść po wyślizganej kamiennej drodze, choć bezwstydnie wykorzystujemy wszelkie napotkane po drodze udogodnienia w postaci rosnących krzewów, sterczących gałęzi, mijanych murków i ścian. ;-) Założę się, że w zimie ten odcinek jest nie do pokonania!

W okolicach naszej restauracji robimy ostanie zakupy pamiątkowe. Kupujemy również nieznane nam owoce.
Załącznik:
DSC06950-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20160928_172852-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC06953-Resizer-800.jpg

Przez kolejnych kilka dni głowiłam się nad ich nazwą, w wolnych chwilach przeszukując otchłań Internetu. Już wiem. Te większe to oczywiście kaki. Drobizny natomiast to prawdopodobnie głożyna. W smaku przypominające winne jabłka.

Po powrocie do hotelu rozsiadamy się na balkonie i przy Szkarcefarce żegnamy się z Albanią.
Uwaga! właśnie się zorientowałam, że po przybliżeniu zdjęcia na wzgórzu można dopatrzeć się NEVER ! :D
Załącznik:
DSC09452-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09451-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09456-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09459-Resizer-800.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko


Ostatnio edytowany przez Maxima0909, 18 Mar 2018 22:30, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#32 PostWysłany: 15 Sty 2017 22:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 290
srebrny
Piękna, poruszająca historia z tym napisem...Wstyd przyznać, ale nie wiedziałam o tym. Dziękuję za poszerzenie wiedzy:) A to zdjęcie z napisem ledwie widocznym - klimat jak Beksiński...
I, oczywiście, czekam na ciąg dalszy (niecierpliwie).
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915
Góra
 Relacje PM off
Maxima0909 lubi ten post.
 
 
#33 PostWysłany: 31 Sty 2017 14:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
29 września (13. dzień) – Ochryda i Jezioro Ochrydzkie, Macedonia

Rankiem opuszczamy Berat. Opuszczamy też Albanię…

Krótkie podsumowanie?

Na wstępnie obiecałam subiektywną ocenę Albanii, bez lukru. Niech więc tak będzie. Choć mam tremę, bo niestety do zachwytów mi daleko, a mam świadomość, że wielu z Was ją pokochało. Albania jest krajem, do którego wspomnieniami z pewnością wrócę nie raz, ale nie zauroczyła mnie na tyle, żebym planowała do niej wrócić. Nie chcę jej niesprawiedliwie osądzić, ale na mnie niestety nie zrobiła wrażenia… Momentami czułam wręcz rozczarowanie. Szczególnie na południu.

Nawet jeśli natura obsypała Albanię całą masą pięknych widokowo miejsc, to ilość śmieci bezustannie towarzysząca zwiedzaniu mocno rozprasza. I nie chodzi tu o moje wygodnictwo, czy „zmanierowanie”, ale zwyczajnie jest mi trudno się zrelaksować ze stertą śmieci za moimi plecami.

Albania nie zachwyciła mnie krajobrazowo, tak jak np. zachodnie wybrzeże Stanów. Nie zafascynowała w sensie obyczajowo-kulturowym, jak np. Maroko (w którym nawet śmieci i gnijące na ulicach owoce nie zabrały mi radości poznawania). Albania kilka razy zaskoczyła, choć nie jestem przekonana, czy w sensie pozytywnym…

Z jednej strony niebanalna, „oderwana od rzeczywistości”, z drugiej niestety nadal trochę nijaka.

Oferuje góry – to fakt. Ale i w Polsce jest mnóstwo zacisznych, malowniczych górskich miejsc. Równie pięknych! Góry Przeklęte są cudownym miejscem, ale czy na tyle wyjątkowym/innym, żeby specjalnie dla nich tam jechać? Dla mnie nie. To może jechać tam ze względu na morze? Linia brzegowa oferuje liczne plaże. Niektóre dzikie, niektóre opanowane przez tłumy turystów. Co kto lubi. Ale znowu… czy jest w nich coś, co sprawiłoby, że zbierałabym szczękę z ziemi? Że któraś z nich w sposób szczególny by mnie urzekła? Nie. Są według mnie przeciętne. Te, które widzieliśmy nie kusiły ani rajskością, ani egzotycznością. Woda choć przejrzysta, to nie oferuje atrakcji w postaci kolorowych rybek, czy raf (na to oczywiście nie liczyliśmy, ale ogólnie nie należę do amatorów plażowania, więc to, co mogłoby mnie nad morzem zatrzymać na dłużej, to snorkeling).

Dobra strona wyjazdu do Albanii to fakt, że zweryfikował on moje oczekiwania względem przyszłych destynacji. Zrozumiałam, że od wyjazdów wakacyjnych, na które czekam cały rok oczekuję efektu WOW. Szukam w nich czegoś, co byłoby dla mnie ODKRYWCZE. Czegoś, czego dotąd nie poznałam/nie widziałam – np. krajobrazowo lub z czym nie miałam styczności – np. kulturowo/religijnie. Ta, z perspektywy Europejczyka, „NIENORMALNOŚĆ” jest dla mnie najbardziej fascynująca/pociągająca. Może stąd dość surowa ocena Albanii, której zabrakło „egzotyki”.

Byłabym niesprawiedliwa, gdybym nie wspomniała o zaletach kraju, bo przecież ma ich sporo!

1. Spodobało mi się usłyszane gdzieś stwierdzenie „Albania to dziki kraj”. Faktycznie coś w tym jest. Nie ma sensu jej porównywać, ani z zachodem, ani ze wschodem. To naród mocno pokrzywdzony przez los i historię. Zetknięcie się z tak ciągle widocznymi i oczywistymi skutkami wieloletniego komunizmu to swego rodzaju podróż w czasie. Podróż, która na pewno daje do myślenia, uczy pokory i daje lekcje. Albańska podróż to kilka dni najciekawszej lekcji historii, na jakiej byłam. Mogłam uczyć się jej z jej mieszkańcami i miałam okazję zobaczyć jej długofalowe konsekwencje, które nadal są wręcz namacalne. Po powrocie do Polski przygotowując relację dużo czytałam, żeby mieć pełniejszy obraz i uważam, że wiedza historyczna i nie chcę, aby zabrzmiało to zbyt patetycznie, ale sprowokowana tą wiedzą chwila zadumy to największe wartości, jakie wyniosłam z tych wakacji.

2. Albania wciąż jest tanią destynacją. (Choć od znajomych, którzy jeżdżą tam regularnie od kilku lat wiem, że ceny z roku na rok systematycznie rosną.)

3. Dodatkowo, to co działa na korzyść Albanii, to z pewnością fakt, że nie jest tak popularna jak np. Chorwacja. (Choć sądząc po ilości budujących się nadmorskich kurortów, to jedynie kwestia czasu. Sądzę, że nieodległego.)

4. Przepyszne jedzenie! Nie licząc marnej ryby koło Blue Eye nie pamiętam żadnej kulinarnej wtopy. Wszędzie jedliśmy ze smakiem. Regionalne specjały, które mieliśmy okazję kosztować w głębi kraju np. w Theth, czy Beracie były fantastyczne przygotowane. Podobnie, obłędne owoce morza na wybrzeżu. Co tu dużo mówić - skądś się wzięły nadprogramowe kilogramy, z którymi walczę do dzisiaj ;)

5. I w końcu serdeczni ludzie, z którymi mieliśmy okazję porozmawiać i zwyczajnie pobyć trochę dłużej. Gościnność Albańczyków jest prawdziwa, nieprzereklamowana.

Te rzeczy sprawiają, że na pewno niejednokrotnie będę z uśmiechem wspominać wakacje 2016 roku.

c.d.n.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko


Ostatnio edytowany przez Maxima0909, 31 Sty 2017 22:38, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#34 PostWysłany: 31 Sty 2017 22:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
Na granicy albańsko-macedońskiej miała miejsce dość zabawna z perspektywy czasu sytuacja. ;-) Ustawiliśmy się w kolejce do kontroli paszportowej. Po dobrych kilkunastu minutach nie ruszyliśmy się o metr, natomiast sąsiednia kolejka posuwała się jak szalona. Okazało się, że kierowcy podjeżdżając bliżej granicy wysiadają z aut i osobiście podchodzą z dokumentami do budek pograniczników (do naszej też), blokując kolejki. Postanowiliśmy interweniować. Na ochotnika poszedł Maks, który chcąc delikatnie przyśpieszyć procedury zagadał do Pani pogranicznik mówiąc o tym, że wjeżdżając do Albanii prawdopodobnie nie byliśmy nigdzie rejestrowani (na tamten moment nadal fenomen jednej czarnogórsko-albańskiej granicy nie był dla nas jasny), więc może by i kraj opuścić bez zbędnych procedur ;O (whaaaat !?!?!?!?!?) Nooo… i zaraz potem mieliśmy szczegółową kontrolę samochodu. :-D
Załącznik:
DSC09485po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09486po-Resizer-800.jpg

Już zaraz za granicą krajobraz zupełnie się zmienił i wskazywał na to, że jesteśmy w innym kraju. Było czyściej, ładniej. Domy były zadbane, trawniki przystrzyżone. Jakby ktoś wpuścił powietrze do dusznego mieszkania. :-)

Zatrzymaliśmy się w przydrożnej pizzerii, w której odbyła się dość nietypowa rozmowa Marka z kelnerem. W związku z tym, że nie mieliśmy lokalnej waluty, chcieliśmy dopytać o przelicznik stosowany w restauracji.

Image

M: Hello
K: Hello
M: How much is for one euro?
K: One euro metal is five denari.
M: Five denari? Maybe fifty?
K: No! Five!
M: Hmmm Ok and how it is for another?
K: For one euro is sixteen.
M: Sixteen? Maybe sixty?
K: No! It’s sixteen!

No cóż. Trochę zdezorientowani zamówiliśmy dwie pizze. Jedną w klimacie włoskim: mozarrela, pomidorki koktajlowe, szynka parmeńska i rukola oraz jakąś „chłopską”– kiełbasa, boczek i te sprawy. Nie miało to jednak większego znaczenia. Obydwie wyglądały identycznie i żadna nie była zgodna z zamówieniem. :-D

Image

Ale że komunikacja z kelnerem nie należała do najprostszych zjedliśmy to, co dostaliśmy i pojechaliśmy w dalszą drogę. Zapłaciliśmy oczywiście za to, co zamówiliśmy, nie to, co zjedliśmy. A przelicznik był jednak taki jakiego się spodziewaliśmy, a nie taki, jak deklarował kelner. :-D 1euro w bilonie – 50denarów, 1euro w banknocie - 60 denarów. :-D Parodia.

Niedługo potem dojechaliśmy do Ochrydy. Miasto określane jako perła Macedonii i serce Bałkanów wpisane zostało na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Już kiedy kluczyliśmy w wąskich uliczkach miasta szukając pensjonatu, w którym mieliśmy się zatrzymać, wiedziałam, że to miejsce „z mojej bajki”. Momentalnie zauroczyło mnie klimatem śródziemnomorskich miasteczek. Z tym, że tu nie ma morza, a jezioro. Wyjątkowo malownicze. Udekorowane kolorowymi łódkami kołyszącymi się na wodzie. Cudownie!
Załącznik:
DSC09490-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09491-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09493-Resizer-800.jpg

Po zostawieniu bagaży w pensjonacie skierowaliśmy się na wstępny rekonesans. Zapoznając się z miastem początkowo przeszliśmy promenadą nad jeziorem.
Załącznik:
DSC07018po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09510-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09506-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07025po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09512-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09511-Resizer-800.jpg

Następnie odbiliśmy na dłuuugi deptak z setką lub tysiącem kramików, sklepików i knajpek stworzonych oczywiście z myślą o turystach. Po mniej więcej trzecim stoisku mieliśmy już z grubsza przegląd całego oferowanego towaru. :-)
Załącznik:
DSC09514-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09535-Resizer-800.jpg

A tu taka sytuacja…. Ten kot to chyba jakaś gruba ryba :D albo kamikaze. :P
Załącznik:
DSC09516-Resizer-800.jpg

Następnie skręciliśmy w jedną z uliczek ostro pnących się w górę. Ochryda jest miastem turystycznym i bardzo popularnym, ale koniec września to szczęśliwie już schyłek sezonu, więc spokojne i kameralne zakątki rzucały na mnie urok ze wzmożoną siłą. Według mnie ogromnym plusem Ochrydy jest fakt, że zadbano tutaj o zachowanie wyjątkowego „retro” klimatu. Nie znajdziemy tu nowoczesnych kurortów wypoczynkowych, czy wysokich, szklanych budynków. Architektonicznie Ochryda zatrzymała się w czasie.
Załącznik:
DSC09520-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09522-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07031po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09523-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09526-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09528-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07029po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07056po-Resizer-800.jpg

I całe szczęście! Miasto jest wizerunkowo spójne, a kolejne, odkrywane w trakcie spacerów „smaczki” i detale sprawiają, że bezcelowe przechadzki należą do bardzo przyjemnych. Czerwono-pomarańczowe dachy, plątanina brukowanych XIX wiecznych uliczek i zdobiące je kolorowe, oldschoolowei garbusy. Stare auta wprowadzają bardzo oryginalny klimat.
Załącznik:
DSC09496-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09521-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09519-Resizer-800.jpg

Stylowe latarenki rozsiane po całym mieście są kolejnym atrybutem miasta.
Załącznik:
DSC09534-Resizer-800.jpg

Można by powiedzieć, że Ochryda cerkwiami stoi. Jest ich tu cała masa, chociaż z powodu małej ilości czasu niestety nie poświęciliśmy żadnej z nich większej uwagi. Mieliśmy tylko jedno popołudnie i z przyjemnością porzuciliśmy ambitne plany zwiedzania. Chłonęliśmy za to atmosferę miasta... :-)
Załącznik:
DSC07013po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07015po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07032po-Resizer-800.jpg

Asia i Marek dotarli do twierdzy cara Samuela górującej nad miastem. Z jej murów roztacza się piękny widok na Ochrydę i jezioro.
Załącznik:
DSC07034po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07036po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07042po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07051po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07050po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07039po-Resizer-800.jpg

Dotarli również do świetnie zachowanego antycznego teatru, na deskach którego współcześnie wciąż odbywają się różnego rodzaju imprezy.
Załącznik:
DSC07028po-Resizer-800.jpg

Wieczorem udaliśmy się na obiado-kolację do jednej z restauracji usytuowanej bezpośrednio przy jeziorze. I chociaż ceny nie należały do najniższych, to grillowane rybki warte były każdych pieniędzy.

Polecam Ochrydę!!! Poza sezonem. Na dłużej. Na spokojnie. To miasto ma duszę. Warto je zobaczyć, poczuć i posmakować....
Załącznik:
DSC09531-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09551-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09550-Resizer-800.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko


Ostatnio edytowany przez Maxima0909, 18 Mar 2018 23:08, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#35 PostWysłany: 12 Lut 2017 13:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
30 wrześnie (14. dzień) – Skopje, Macedonia i Belgrad, Serbia

Rano, ostatni rzut oka na zaspane jeszcze miasto i spokojne, malownicze jezioro Ochrydzkie z kołyszącymi się w błogiej ciszy łódkami…
Załącznik:
DSC09562-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09561-Resizer-800.jpg

W drodze do Polski zaplanowaliśmy jeden nocleg. W Belgradzie. Zanim jednak opuściliśmy Macedonię, zatrzymaliśmy się w Skopje.

W stolicy spędziliśmy ok. 3 godziny. To mało czasu. Na pewno niewystarczająco, aby spokojnie przejść się jej ulicami, poczuć i poznać jakim miastem jest NAPRAWDĘ. Ponoć nie należy „oceniać książki po okładce”. „Okładka” jaką wita nas Skopje, na pierwszy rzut oka może nieco przytłaczać i onieśmielać, dlatego obiektywna ocena wymaga poświęcenia odpowiedniej ilości czasu. ;-)

Dla mnie Skopje architektonicznie jest miejscem wręcz surrealistycznym. Prześmiewczo określanym na zachodzie jako „theme park”. Prawda jest taka, że określenie to nie wzięło się z niczego.. ale od początku.

Tak naprawdę na obecne oblicze miasta miały wpływ dwa czynniki. Pierwszy, to 17 długich sekund, przeszło pół wieku temu. Tyle trwało trzęsienie ziemi, które dotknęło Skopje w 1963 roku i które zniszczyło ponad 80 % jego powierzchni. Drugim czynnikiem jest człowiek i jego megalomańskie wizje. Nikoła Gruewski, chcąc podnieść miasto z ruin i zbudować jego nowe oblicze zatracił się formie, zapominając o treści.

Skopje to dwa światy po dwóch stronach rzeki Wardar. Część południowa to Skopje „chrześcijańskie” – nowoczesne centrum, komercyjne i biznesowe. Część północna to gwarna Stara Czarszija (Čaršija), czyli dzielnica muzułmańska.

Na skalistym wzniesieniu nad miastem góruje Skopsko Kale – twierdza powstała w czasach bizantyjskich.
Od niej właśnie zaczęliśmy zwiedzanie. Wstęp na jej teren nie jest odpłatny. Obiekt również został mocno uszkodzony na skutek wspomnianego trzęsienia ziemi i do tej pory nie został odbudowany. Nie jest sam w sobie atrakcyjny, ale swoim gościom oferuje całkiem okazałą panoramę miasta, dla której warto twierdzę odwiedzić.
Załącznik:
DSC09571-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09579-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09573-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09583-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09580-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09572-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09584-Resizer-800.jpg

Kierując się w dół, w stronę mostu prowadzącego na Plac Macedoński po lewej stronie mijamy meczet Mustafy Paszy, który jest największą i najlepiej zachowaną muzułmańską świątynią w Macedonii. Okazały minaret ma 42 metry wysokości. Meczet góruje nad najbardziej klimatyczną częścią miasta - Starą Czarsziją.
Załącznik:
DSC09568-Resizer-800.jpg

Na Starym Bazarze silnie odczuwa się wpływy tureckie i albańskie. Tureckie, ponieważ Skopje, tak jak właściwie cały Półwysep Bałkański, przez wiele stuleci wchodziło w skład Imperium Osmańskiego, a albańskie, ponieważ rejon ten zamieszkany jest głównie przez Albańczyków. Na bazarze mieszają się kultury i style życia w bardzo pozytywny i kolorowy sposób. To taki „orient, choć oswojony.” :-)
Załącznik:
DSC09594-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09591-Resizer-800.jpg

Uwielbiam takie miejsca! Znów wąskie uliczki wypełnione straganami, gdzie można nabyć unikalne pamiątki, na przykład dywany. Zakamarki pełne rozmaitych pracowni rzemieślniczych, na przykład pracowni złotniczych z oryginalną biżuterią. Z kawiarenkami, w których można napić się mocnej kawy z tygielka, parzonej według tradycyjnej tureckiej receptury. W uliczkach można natknąć się na saloniki golibrodów i fryzjerów, do których wstęp mają tylko mężczyźni. Oczywiście nadgorliwi znajdą i towar wątpliwej jakości, ale uwierzcie mi, to nie jest miejsce typowo turystyczne.
Załącznik:
DSC09585-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09592-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09590-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09587-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09593-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09596-Resizer-800.jpg

Żałuję, że nie mogliśmy poświęcić mu więcej czasu. Byliśmy tam koło południa. Uliczki nie tętniły jeszcze życiem, a mimo wszystko nie chciałam stamtąd odchodzić. Podobno, żeby poczuć atmosferę miejsca należy zjawić się tam wieczorem, kiedy gwar, życie towarzyskie i zapach kawy przenikają się, tworząc niepowtarzalny klimat… Czytałam wiele relacji o Starej Czarsziji w Skopje i wszyscy, niemal jednogłośnie twierdzą, że Mały Stambuł (bo tak nazywana jest ta dzielnica), jest prawdziwą esencją miasta, która przenosi nie tylko na inny kontynent, ale i w czasie.

Ponad to, mają tu wyjątkowo ciekawe pojazdy. :-D Gdyby nie to, że byliśmy w Macedonii, pomyślałabym, że są albańskiej myśli technicznej. ;) Chociaż, jak wspominałam, Albańczyków w tej części miasta jest dość sporo, więc kto wie, może niewiele się pomyliłam…. ;-)
Załącznik:
DSC09595-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09599-Resizer-800.jpg

A teraz przejdźmy do drugiej części miasta, której rewitalizacja wymknęła się spod kontroli ;-)

Łukowatym, kamiennym mostem łączącym starą i nową cześć miasta przedostaliśmy się na główny plac w Skopje, którego centralną część zdobi gigantyczny, 22-metrowy pomnik Aleksandra Wielkiego. Oficjalna nazwa pomnika, ze względów politycznych (konflikt z Grecją), została zmieniona na „Wojownika na koniu”.
Załącznik:
DSC07099po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07086-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07083-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07085-Resizer-800.jpg

I od tego momentu przepych, choć nie jestem przekonana, czy w najlepszym wydaniu atakował nas właściwie zewsząd. Miasto wzbudza ambiwalentne uczucia. Z jednej strony jest tak wyjątkowo inne, tak zaskakujące, tak wyłamujące się poza wszelkie schematy, że z wielkimi od zdumienia oczami można lawirować pomiędzy kolejnymi pomnikami-fontannami. Z drugiej jednak strony, po pewnym czasie ogrom i mnogość budowli przytłacza.
Załącznik:
DSC07074-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07102po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07103po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07076-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07077po-Resizer-800.jpg

Ciekawostka 23 - Stolica zaczęła się wizerunkowo „odradzać” na skutek powstałego projektu „Skopje 2014”, którego głównymi założeniami było wzniesienie ok. 40 obiektów i budynków użyteczności publicznej oraz wybudowanie ok. 50 pomników oraz fontann w samym tylko centrum miasta, które nie należy do największych… Już na ten moment powstało ponad 130 struktur i końca nie widać. Zresztą na większości zdjęć widać, że w tle właściwie wszędzie trwają prace budowlane. Dotychczas projekt pochłoną, bagatela – ponad 550 milionów euro. Ponoć zrealizowanie planu w całości będzie Macedończyków kosztować ok bilion euro!

Przesyt sprawia, że coś, co mogłoby być imponujące, zaczyna ocierać się o kicz… a niekonsekwencja twórcza wzbudza konsternację. :)
Załącznik:
DSC07079-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07098po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07080po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07090-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07092-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07095po-Resizer-800.jpg

Jak na przykład wytłumaczyć dwie wybudowane w pobliżu deptaka fregaty? Nie wiem, jaki był zamysł pomysłodawcy. Jaka symbolika? Macedonia nie ma przecież nawet dostępu do morza…
Załącznik:
DSC07093po-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC07097po-Resizer-800.jpg

Wspomniany kamienny Most Dusan prowadzący na Plac Macedoński wzorowany był praskim Mostem Karola.
Wybudowano również Porta Makedonia, czyli macedoński Łuk Tryumfalny.
Załącznik:
DSC07087-Resizer-800.jpg

Ciekawostka 24 - Trwonienie publicznych pieniędzy na kolejne pomniki i monumentalne konstrukcje, w sytuacji kiedy co trzeci Macedończyk jest bezrobotny musiało wcześniej, czy później spotkać się z dezaprobatą społeczeństwa. W maju 2016 r. ludzie wyszli na ulice. Wyrażając swój sprzeciw obrzucili balonami z kolorową farbą lśniące nowością budynki. Nietypowa forma protestu przyjęła się. „Kolorowa rewolucja” trwa do dziś…. Zwróćcie uwagę na lewą część łuku.

Z cała pewnością warto Skopje zobaczyć, bo choć dla jej mieszkańców jej bezmyślny „renesans” jest tematem trudnym, to dla turysty jest tworem niebanalnym i ciekawym. Miasto pewnie w sobie nie rozkocha, ale warto się tu zatrzymać i spacerując wśród budowli poczuć się jak część gigantycznej makiety. :-D

Zanim ruszyliśmy w dalszą drogę zatrzymaliśmy się w dwóch knajpkach. Obie znaleźliśmy w starszej części miasta.
Załącznik:
DSC09564 — kopia-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09565-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09602-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09605-Resizer-800.jpg

A w poszukiwaniu toalety trafiłam na, co tu dużo mówić, prawdę jak się okazuje powszechną i uniwersalną dla każdego zakątka na ziemi... :-D :-D :-D
Załącznik:
IMG_20160930_183659-Resizer-800.jpg

Do Belgradu dotarliśmy w nocy. Na jego temat nie powiem niczego więcej poza tym, że budynki w pobliżu naszego hostelu podświetlone złotym światłem, zrobiły na mnie piorunujące wrażenie. Mijający nas „barwni” ludzie, ich swoboda i energia bardzo przypadły mi do gustu. Poczułam klimat takich miast jak Kraków, czy Lwów. Miast z duszą. Obiecałam sobie kiedyś tam wrócić. Choćby na weekend. I sprawdzić, czy krótki pierwszy kontakt z Belgradem to fatalne zauroczenie, czy osobiste odkrycie roku, w kategorii „miasto”. :-)
Załącznik:
IMG_20160930_183659-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09616-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09618-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09621-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09623-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09626-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09627-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09628-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09629-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09630-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09622-Resizer-800.jpg

Po nocy w Belgradzie, już prosto kierowaliśmy się do Polski.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko


Ostatnio edytowany przez Maxima0909, 18 Mar 2018 23:43, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#36 PostWysłany: 12 Lut 2017 15:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
Subiektywne odczucia dotyczące odwiedzanych przez nas państw umieszczałam w relacji na bieżąco, więc w tym zakresie podsumowania robić nie będę, bo byłoby powieleniem tego, o czym już pisałam.

Mam nadzieję, że obszerna relacja naszego wyjazdu, poszerzona o historyczne odniesienia i poparta kilkoma setkami zdjęć choć trochę przybliży Wam ten nieoczywisty region. Pomoże uporządkować wiedzę i zweryfikować dotychczasowe poglądy.

Pejoratywny obraz Bałkanów w wielu kwestiach jest krzywdzący i już dawno nieaktualny. Państwa są gościnne, otwarte i coraz lepiej przygotowane na turystów. Miasta rozwijają się, a drogi rozbudowują bardzo dynamicznie.
Nie sposób jednak nie wspomnieć, o tym, że np. kwestia tonącej w śmieciach Albanii przeciętnego Europejczyka może razić i tłumić zachwyt nad otaczającą przyrodą. Z różnych względów Albańczycy to ludzie o innej mentalności, dopiero na początku swojej cywilizacyjnej przemiany...

Jestem przekonana, że Bałkany mają wiele do zaoferowania i zauroczą niejednego. Z drugiej jednak strony, wiem, że nie są kierunkiem uniwersalnym i mogą pozostawić niedosyt. Liczę na to, że niezdecydowanym relacja odpowie na pytanie, czy kierunek spełni Wasze oczekiwania i czy na Bałkanach odnajdziecie to, czego na wyjazdach szukacie. Bez względu na decyzję, życzę spełnienia podróżniczych planów! :-)

Jeśli chodzi o informacje praktyczne, czyli głównie kosztorys, to jest mi o tyle ciężko cokolwiek napisać, że tym razem podróżowaliśmy grupą dziewięcioosobową.

NOCLEGI

Ze względu na nieparzystą ilość osób, noclegi organizowaliśmy różnie. Czasami wynajmowaliśmy całe mieszkanie, czasami dzieliliśmy się na dwie grupy po 4-5 osób – np. w bangalowach, czy tipi. Czasami, szczególnie w hotelach, braliśmy pokoje 2-osobowe, choć bywało, że każdy miał inną cenę…

Podzielę się z Wami miejscami, w których nocowaliśmy, bo uważam, że każde z nich jest godne polecenia.

1. Apartament Viktorija, Uzice, Serbia – dwa mieszkania (3-osobowy – 32 euro; 6-osobowy – 48euro)
2 i 3. Etno Selo Grab, Grab, Czarnogóra – dwa 6-osobowe bungalowy (1 bungalow – 59 euro/dwie noce)
4 i 5. Shkodra Lake Resort, Albania – dwa tipi i domek (domek – 56 euro/dwie noce, tipi 4-osobowe - 76euro/dwie noce)
6 i 7. Shpella Guesthouse, Theth, Albania – pięć pokoi 2-osobowych (pokój - 60euro/dwie noce)
8. Drymades Inn, Dhermi, Albania – dwa piętra, coś w rodzaju mieszkań z dwoma pokojami, kuchnią i łazienką (jedno piętro - 70euro)
9, 10 i 11. Villa Wood, Dhermi, Albania – trzy pokoje 3-osobowe (pokój 105euro za pokój/trzy noce)
12. White City Hotel, Berat, Albania – pięć pokoi 2-osobowych (pokój - 33 euro)
13. Apartament Bojadzi, Ochryda, Macedonia – cztery pokoje (2-osobowe - 30 euro, pokój 3-osobowy - 40 euro)
14. Travelers Hostel, Belgrad, Serbia - dwa mieszkania (łączny koszt – 95euro)

TRANSPORT

Koszty paliwa podzieliliśmy po równo, mimo oczywistych różnic w spalaniu każdego z aut.
Poza paliwem w rozliczenie samochodów wrzuciliśmy dodatkowo wszystkie opłaty związane z przejazdem - winiety, autostrady, tunele, parkingi, itp. Przejechaliśmy około 4300 km.
Wyszło ok. 500 złotych za osobę.

ATRAKCJE

Rafting na Tarze – 44euro plus 4euro opłaty za przebywanie w parku ;-)
Ekstremalna tyrolka :-) – 15euro – wrażenie bezcenne :-D
Prom po Jeziorze Komani – 10euro za prom w obie strony
Blue Eye – 100leków
Butrint – 700leków

UBEZPIECZENIE

AXA Ubezpieczenie Podróżne „Daleko od domu” – 102 złote za osobę.

Jedzenie to sprawa indywidualna, więc pozwolicie, nie będę tego rozpisywać. Ceny z reguły są niższe, bądź porównywalne do polskich.
W każdym razie na jedzeniu oszczędzać nie warto, bo jest naprawdę pyszne!


Jeśli jest coś, czego jesteście ciekawi, a o czym zapomniałam wspomnieć w relacji, pytajcie.
Dziękuję, tym którzy dotrwali ze mną do końca. Do usłyszenia za rok! :-)


EDIT: Aaaaa zapomniałabym... Żeby naszej podróżniczej tradycji mogło stać się za dość, z bałkańskiej wyprawy również przyjechaliśmy z kilkoma muzycznymi delicjami :-D
Otóż - młodzież w Theth bawiła się przy Ermal Fejzullahu, LumiB & Ledri Vula - Tavolina.
Na południu, w Dhermi Tommy twierdził, że najnowszym albańskim odkryciem jest Era Istrefi - Bonbon.
W radio natomiast najczęstszym, nieeuropejskim kawałkiem był spokojny Alban Skenderaj - Engjell. ;-)
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#37 PostWysłany: 17 Sty 2018 17:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Maj 2017
Posty: 121
Loty: 22
Kilometry: 31 751
niebieski
Co się stało ze zdjęciami?
Góra
 Relacje PM off  
 
#38 PostWysłany: 17 Sty 2018 22:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
postawiłam na zły serwis hostingowy :(
nie mam siły wrzucać tych zdjęć od nowa :P
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off  
 
#39 PostWysłany: 18 Sty 2018 10:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 290
srebrny
@Maxima0909, o nie!!! :( I to jeszcze TE zdjęcia...Moje ulubione..... :(
Będę Cię gorąco namawiać, żebyś jednak jeszcze raz je wgrała. Moje też poleciały i powolutku, w miarę wolnych chwil, wgrywam od nowa. Nie jest tak źle, zaręczam. Dodatkowy plus - przypominasz sobie wyjazd ze szczegółami :) Umieść na społeczności, tam są bezpieczne.

Wgraj je, wgraj je, wgraj je...proszę :*
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915
Góra
 Relacje PM off
Maxima0909 lubi ten post.
 
 
#40 PostWysłany: 18 Sty 2018 11:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
@pestycyda Kochanaś! :D a na co wymieniłaś naszego fantastycznego photobucketa? :-)
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 42 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group