Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 8 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 09 Wrz 2019 14:13 

Rejestracja: 08 Lis 2011
Posty: 442
Loty: 63
Kilometry: 202 612
srebrny
Na początku był początek...

Córka zjeździła z nami kawał świata, aż została nastolatką i stwierdziła, że wyjazdy na wakacje ze "starymi" są passe. I nie jeździła, poza kierunkami północnymi. Do Norwegii poleciała, a jej wielkim marzeniem była Islandia. Zrodził się więc taki chytry plan, że na 18 urodziny dostanie voucher na wyjazd na wyspę ognia i lodu.
Załącznik:
Voucher Islandia.jpg

Prezent okazał się trafiony, a ja rozpocząłem misję wyszukiwania tanich biletów. Był styczeń 2018, daliśmy sobie czas na realizację vouchera do końca 2020. Ponieważ w grę wchodziły tylko terminy wakacyjne, to nie było prosto, ale udało się. W 2019 we wrześniu zakupiłem bilety na sierpień 2020. Chyba jeszcze nigdy nie kupiłem biletów z takim wyprzedzeniem, ale raz, że miałem nóż na gardle (bo termin na zrealizowanie vouchera się zbliżał), a dwa, że cena była korzystna.
3 x Wrocław - Reykjavik + 5 x bagaż nadawany (10kg) na tej trasie kosztował (Wizz z WDC) 1270 PLN. Dlaczego 5 x bagaż? Bo 2 bagaże (w dwie strony) były przewidziane na nasze rzeczy, a jeden na żarcie. ;)
Tak to jakoś wyglądało...
Załącznik:
Kolejka.jpg

Dużo tego...

Rok czekania na wyjazd szybko minął, może dlatego, że nie czekaliśmy bezczynnie, tylko zajęliśmy się różnymi ciekawymi sprawami, jak na przykład szkoła (bleee...), praca (bleeee....) grudniowy wyjazd do Norwegii ( :D ) czy styczniowy na Seszele ( 8-) ). W tak zwanym międzyczasie pojawiła się akcja bookingu z kuponami wkładanymi do gazet i krótka wizyta w pobliskim kiosku ruchu pozwoliła nam zaoszczędzić prawie 1000 PLN na kosztach noclegów.

Miałem też sporo czasu, żeby przygotować plan wyjazdu. Żeby zrobić to dobrze, najpierw trzeba poznać oczekiwania uczestników.
Córka - W zasadzie było jej wszystko jedno co będziemy robić, bo Islandia jest cudna w całości i w każdym jej małym fragmencie. Bardzo chciała jedynie zobaczyć zorzę, ale wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że szanse na to są znikome.
Żona - Numerem jeden był lodowiec, a w szczególności lodowe góry pływające po jakiejś wodzie oraz skrzyżowanie kaczki, pingwina i tukana, czyli maskonury.
ja - No wiadomo, ja jestem do spełniania marzeń kobiet mojego życia. ;) A tak dla siebie, to chciałem zobaczyć gejzer. Tylko proszę mi tu bez Zygmunta Freuda... :lol:

Uznałem, że najlepszym sposobem aby spełnić powyższe konieczne będzie wynajęcie auta i objechanie wyspy dookoła. Ponieważ nie miałem zamiaru zbytnio się oddalać od drogi nr 1, a już zupełnie odpuściłem wszystkie drogi z "F" w nazwie, to uznałem, że wynajmowanie jakiegoś 4x4 to przesada, a jakieś autko z segmentu C będzie w sam raz. A jak wszyscy wiedzą, wynajęcie auta na Islandii to nie jest tania rzecz. ;) Poobserwowałem ceny i ciągle najkorzystniej wypadały autka z EconomyCarRentals. Renault Megane za ok. 2.000 PLN za tydzień. Wynajem w ECR ma jednak tę wadę, że nie wiesz co (a dokładniej: "nie wiesz z jakiej wypożyczalni...") kupujesz, dopóki nie kupisz. W zeszłym roku, w USA, miałem szczęście w "losowaniu" i trafiłem Alamo, na którym mi właśnie zależało. W tym roku na Islandii miałem pecha i trafiłem na FairCar. Wypożyczalnie ta, wbrew nazwie, wcale nie jest "Fair". W wielu miejscach w internecie, również i na forum f4f, można wyczytać, że dziwnie często udaje im się zauważyć usterki na oddawanym aucie dopiero po jakimś czasie od zwrotu auta, gdy wynajmujący nie ma najmniejszej szansy się bronić. I za te usterki ściągają później z karty straszne pieniądze. Szanse na uznanie jakiejkolwiek reklamacji marne. Wakacje to nie jest czas, który powinno się spędzać na zamartwianiu się o ewentualny niespodziewany i nieuzasadniony wzrost kosztów, skorzystałem więc z opcji darmowego anulowania złożonej w ECR rezerwacji i wynająłem auto z mającej świetne opinie Blue Car Rental. Toyota Auris za ok. 2.400 za tydzień. W cenie był już całkiem niezły pakiet ubezpieczeń, a jako szczęśliwy posiadacz polisy icarhireinsurance wkładem własnym się nie martwiłem.
Załącznik:
Auris.JPG

Uprzedzając fakty - auto okazało się być nówką w świetnym stanie, "przygód" żadnych nie mieliśmy, a z wynajęciem i zwrotem auta nie było żadnego problemu. Przy okazji chciałbym podziękować @Artycjusz. Jego obszerne i ciekawe wpisy bardzo mi pomogły w podjęciu decyzji dotyczących wynajmu auta, a także w planowaniu pewnych innych aspektów wyjazdu.

Mamy bilety, noclegi, auto i spakowane bagaże, to co dalej? To...

Lecimy!

Dojazd do Wrocławia bez przygód. Samochód zostawiamy na parkingu lotniskowym. Minimalna różnica w cenie w stosunku do "prywatnej inicjatywy" przegrała z komfortem wynikającym z braku konieczności dojeżdżania. Krótki spacer, nadanie bagażu bez problemu. Dozwolone 10 kg/osobę wykorzystane z dokładnością do 100g :D Jeden z plecaków, z uwagi na dużą ilość wystających pasków, został nadany jako niestandardowy, oczywiście bez dodatkowych opłat.
Na lotnisku spodobały nam się bardzo te fotele, zwłaszcza w wersji "leżącej".

Image

W saloniku świetny makaron z suszonymi pomidorami. Wejście na Diners Club.
Lot, jak lot. Nieodmiennie zadziwiają mnie jedynie ludzie, którzy kupują w samolocie perfumy czy zegarki. Ale ponieważ m. in. dzięki temu mamy tanie bilety, to chwała im. Nich kupują nawet i samochody. :D
Już pierwsze widoki na Islandię w zasadzie pozwoliłyby odhaczyć jeden z punktów wycieczki - lodowiec, ale Żona uparła się, że jednak nie. Niby, że za daleko. Nie jest łatwo kobiecie dogodzić... ;)

Image

Lotnisko w Keflaviku bardzo ładne i nowoczesne. Do tego bardzo dobrze oznakowane. Nie sposób się pomylić i wyjść na przykład na Krecie czy Madagaskarze. :lol:

Załącznik:
Wyjście.jpg


Darmowym autobusem podjeżdżamy pod wypożyczalnię. Na upartego można iść na pieszo, nie jest daleko. Odbieramy Aurisa, seria zdjęć "na wszelki wypadek" i jedziemy w kierunku pierwszego noclegu. Wyspę będziemy objeżdżać w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara. Poszukiwania niedrogich kwater po trasie sprawiło, że na pierwszą nockę wybrałem Akra Guesthouse w miejscowości Akranes. Nocleg dla 3 osób, ze śniadaniem ok. 450 PLN.

Tu mała dygresja - wszystkie ceny będę podawał w PLN, bez uwzględniania różnych metod optymalizujących wydatki, takich jak, wspomniane już kupony od booking.com czy programy pozwalające na cashback kilku procent poniesionych kosztów. Wydaje mi się, że tak będzie bardziej czytelnie.


Załącznik:
Trasa dzień 0.JPG

W Akranes nie ma zbyt wiele atrakcji, a co za tym idzie, zbyt wielu turystów.
Z atrakcji na google znalazłem latarnię morską (a nawet dwie) i wrak kutra rybackiego. Natura zaserwowała nam trzecią atrakcję - niesamowity zachód słońca. :)
Najdroższa nie czuła się za dobrze, więc tylko z córą udaliśmy się na "zwiedzanie" atrakcji.

Image

Centrum informacji turystycznej. Czemu trzymają słońce w domu? Nie mam pojęcia... Jest latarnia stara i nowa (działająca). Na zdjęcia załapała się tylko ta nowa, bo stara nie chciała ładnie zapozować z zachodzącym słońcem. :)

Image

Image

Image

Image

Nasza czarodziejska kulka, którą wierni czytelnicy znają z relacji o Seszelach była z nami. Mimo ograniczonej wagi bagażu :)

Image

Image

Ile to się trzeba z obróbką napracować, żeby stara łajba w kiepskim świetle bajkowo na zdjęciu wyglądała :lol:

Image

Akra Guesthouse to pensjonat w prywatnym, piętrowym domu. Jedna łazienka na kilka pokoi to minus, ale za czystość i pyszne śniadanie dwa duże plusy. Zresztą była druga łazienka, awaryjna, na parterze. Tylko bez prysznica. Zasadniczo obiekt mogę polecić. Największe zaskoczenie - możliwość płacenia kartą, i to Dinersem. :)
Jemy kolację i idziemy spać.
Co do tej kolacji - nasz dodatkowy, spożywczy, bagaż zawierał wielki, wiejski chleb, z gatunku tych, co po tygodniu są równie smaczne, jak pierwszego dnia, kilka konserw, jakieś chińskie i knorrowskie dania, gotowe po zalaniu wrzątkiem, duże i dobre musli oraz trochę słodyczy. Dokładając do tego świetne śniadania, które mieliśmy każdego dnia w hotelach dało się na tym przeżyć i nie było źle.
Kolejny dzień zaczynamy od drobnych zakupów (mleko do musli i szczoteczka do zębów). Jak się później okazało szczoteczka (moja) jednak była w bagażu, tylko się schowała. Tak to jest, jak się ma za dużo bagaży. Trzeba latać z podręcznym, to się człowiek nie zamota. :lol:
Zaopatrzenie robiliśmy niemal wyłącznie w Bonusie. Taka ichnia Biedronka, tylko, że świnka.

Image

W tym momencie przechodzimy do właściwej części naszego wyjazdu. A właściwie, to przejdziemy, jak napiszę kolejną część.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image

Moje relacje:
USA - Roadtrip z namiotem na dachu
Seszele Luksusowo? Budżetowo? Panie, a nie można obu? Można!
Islandia - lodowe góry i maskonury (pisze się)
Góra
 Relacje PM off
14 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 09 Wrz 2019 15:20 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 1553
złoty
Brawo ! Mam nadzieję ze moje córki tez będą chciały ze mną jechać na Islandię.
Zapisuję się do wątku.
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 11 Wrz 2019 14:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Gru 2014
Posty: 0
Loty: 66
Kilometry: 75 657
"...Był styczeń 2018, daliśmy sobie czas na realizację vouchera do końca 2020. Ponieważ w grę wchodziły tylko terminy wakacyjne, to nie było prosto, ale udało się. W 2019 we wrześniu zakupiłem bilety na sierpień 2020..." to kiedy byliście na tej Islandii? Po za tym relacja ciekawa, czekam na dalszą część relacji. Wybieram się na Islandię w przyszłym roku - 2020:)
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
marcinsss uważa post za pomocny.
 
 
#4 PostWysłany: 11 Wrz 2019 15:53 

Rejestracja: 08 Lis 2011
Posty: 442
Loty: 63
Kilometry: 202 612
srebrny
anapinio"...Był styczeń 2018, daliśmy sobie czas na realizację vouchera do końca 2020. Ponieważ w grę wchodziły tylko terminy wakacyjne, to nie było prosto, ale udało się. W 2019 we wrześniu zakupiłem bilety na sierpień 2020..." to kiedy byliście na tej Islandii? Po za tym relacja ciekawa, czekam na dalszą część relacji. Wybieram się na Islandię w przyszłym roku - 2020:)

Jedyny, który przeczytał uważnie. Ewentualnie jedyny, któremu chciało się skomentować.
Oczywiście namieszałem. Bilety kupione we wrześniu 2018 na sierpień 2019.
_________________
Image

Moje relacje:
USA - Roadtrip z namiotem na dachu
Seszele Luksusowo? Budżetowo? Panie, a nie można obu? Można!
Islandia - lodowe góry i maskonury (pisze się)
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 11 Wrz 2019 16:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lip 2018
Posty: 148
Loty: 75
Kilometry: 103 543
niebieski
Właśnie chciałem pisać, że chyba wehikuł czasu był w użyciu ;) Pisz, będę czytał, bo za Islandią już mi się tęskni :D
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 12 Wrz 2019 12:26 

Rejestracja: 08 Lis 2011
Posty: 442
Loty: 63
Kilometry: 202 612
srebrny
Zachód zawiódł.

Tego dnia mieliśmy ponad 400 km do zrobienia, kilka mocno polecanych w internetach miejsc i na koniec... nie było efektu WOW!

Może mieliśmy zbyt wysokie oczekiwania? To było tydzień po powrocie z Kirgistanu, a Kirgistan mocno podniósł poprzeczkę. Ale to dopiero w kolejnej relacji.
Może pogoda nam troszkę zepsuła wrażenia? Może jakieś takie zmęczenie?
No nie wiem... Żeby Was nie zniechęcić do czytania dalszych części, od razu powiem, że w kolejnych dniach efekt WOW! się pojawił. I to wielokrotnie, ale na razie taka trasa...
Załącznik:
Trasa dzień 1.JPG

Jak widać zachód wyspy z wyskokiem na półwysep Snæfellsnes. Przed wyjazdem kombinowałem na różne sposoby, żeby zahaczyć jeszcze o fiordy zachodnie, ale nijak mi się to czasowo nie zgrywało. Pierwszy przystanek spontaniczny. Był drogowskaz na jakieś baseny termalne (Landbrotalaug). No to skręcamy. My, "starzy" jakoś ochoty na kąpiele nie mieliśmy, ale córka stwierdziła, że zamoczy nogi z widokiem, na jakiś wulkanik.

Image

Image

Image

"Jak tu teraz zamienić ciepłą wodę na zimne glany?" :lol:

Kolejny przystanek już według rozkładu jazdy. Ölkelduvatn - źródło naturalnej GAZOWANEJ wody mineralnej. Woda bardzo kiepska w smaku, z powodu bardzo wysokiej zawartości żelaza (1000 razy więcej, niż "normalna" woda). Z powodu tego żelaza cała okolica zardzewiała. Źródło znajduje się na prywatnym terenie, ale właściciel udostępnił je do "zwiedzania", w zamian prosząc o wrzucenie "grosika" do wiszącej przy parkingu puszki. Smak kiepski, ale podobno zdrowa. I bąbelki faktycznie były.

Image

Następny punkt programu, to nasz pierwszy większy wodospad na Islandii - Bjarnarfoss. Wysoki na 79 metrów. Ładny.

Image

Image

Tu widać skalę, tylko trzeba zauważyć ludzi na zdjęciu. ;)
A jak już woda spadnie z góry, to jej się przestaje spieszyć.

Image

Kawałek dalej mamy widok na Snæfellsjökull – wysoki na 1446 m stratowulkan, którego szczyt przykryty jest lodowcem. A właściwie widok, na kawałek stratowulkanu.

Image

Nie był tak uprzejmy, żeby nam się zaprezentować w całej okazałej okazałości. A szkoda, bo to celebryta wśród wulkanów. Snæfellsjökull został rozsławiony przez Juliusza Verne w powieści "Podróż do wnętrza Ziemi". Główni bohaterowie schodzą do wnętrza Ziemi właśnie poprzez Snæfellsjökull.

Za to czarny kościółek w Búðakirkja nam się pokazał w pełnej krasie...

Image

ale tylko z jednej strony. Z drugiej strony był remont. :lol:

Image

W sumie nic dziwnego, że remontują. To w końcu najstarszy drewniany budynek na Islandii (z 1703 roku).
Z racji remontu nie było szans na jakąś ciekawszą sesję fotograficzną z kościółkiem, to idziemy na krótki spacer na pobliską plażę.

Image

Image

Image

Na plaży podobno można czasami spotkać foki. Nam się nie udało.
W drodze powrotnej za to, udało się zrobić jeszcze kilka zdjęć kościółka. Z daleka nie widać, że trwa remont. :)

Image

Image

No to jedziemy dalej. W góry. A dokładnie, to w te góry widoczna za kościółkiem. Przejazd przez góry bez większych emocji. Droga głównie asfaltowa, tylko w najwyższych partiach były fragmenty szutrowe. Za to widoczność paskudna. Było po drodze kilka punktów widokowych, ale obejrzeć mogliśmy co najwyżej owce.

Image

Jak widać nie ma rasizmu na Islandii.
I tak dojeżdżamy do głównego punktu programu przewidzianego na ten dzień. Niestety, chmury dojeżdżają razem z nami. I nie chcą odjechać.

Image

Image

Wodospad Kirkjufellsfoss oraz góra Kirkjufell to chyba najbardziej znany "widoczek" z Islandii. Czekaliśmy ponad godzinę na poprawę warunków, ale się nie doczekaliśmy. Zjedliśmy sobie za to obiad - musli z mlekiem i wyruszamy dalej. Z nudów Asia się trochę filtrami w tablecie pobawiła i oto jej wersja Kirkjufell. Taka jesienna, zainspirowana zdjęciami jednej znanej instagramerki, u której nawet w środku wiosny może być jesień, bo jej pasuje do outfitu. :lol:

Image

Jedziemy dalej i pogoda już po chwili się zmienia. Znane powiedzenie mówi: "Jeżeli podoga na Islandii/ w Norwegii Ci nie odpowiada, to poczekaj 15 minut", ale mam swoją teorię. Pogoda zmienia sie nie co 15 minut, tylko co 15 kilometrów.

Image

Image

Tu chyba też przerwa obiadowa. :)
Nic zbytnio ciekawego po drodze już nie było, a godzina późna, więc bez przystanków jedziemy do hotelu. Pod koniec dnia natura przygotowała nam jednak niespodziankę. To chyba miała być rekompensata za zepsute chmurami widoki. Bo chmury, to potrafią również być piękne. I rzucać piękne cienie.

Image

Image

Image

Image

Nocka w hotelu Huni, do którego idealnie pasuje określenie "pośrodku niczego". Cena - 601 PLN. Nie wiem, jak to się stało, ale nie mam z tego hotelu żadnego zdjęcia. :shock: Hotel bardzo fajny. Jak wszystkie na Islandii wzorcowo czysty. Jest to spory obiekt, ma własną salę gimnastyczną i basen (oraz jakuzzi) ogrzewany geotermią. W obsłudze dwoje bardzo sympatycznych Polaków.
Tu pierwszy raz spotykamy się z tym, że CIEPŁA woda z kranu śmierdzi siarkowodorem. Zimna na szczęście jest normalna.
Dostaliśmy darmowy upgrade do pokoju z łazienką :) Skorzystaliśmy z basenu wspólnie z grupą Czechów. Zjedliśmy rano pyszne śniadanie i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Ale tylko kawałek, bo pominęliśmy jedną atrakcję, której pomijać się nie powinno... CDN


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image

Moje relacje:
USA - Roadtrip z namiotem na dachu
Seszele Luksusowo? Budżetowo? Panie, a nie można obu? Można!
Islandia - lodowe góry i maskonury (pisze się)
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 18 Wrz 2019 14:07 

Rejestracja: 08 Lis 2011
Posty: 442
Loty: 63
Kilometry: 202 612
srebrny
Północ daje radę!

Według google maps, z hotelu Huni do naszego następnego noclegu mieliśmy 143 kilometry. No ale nie jesteśmy na wyścigach. Udało mi się zrobić z tego ponad 270. Głównie dlatego, że na początku dnia cofnęliśmy się nieomal o 50 km, żeby pojechać do Hvítserkur.
Załącznik:
Trasa dzień 2.JPG

Do Hvítserkur jedzie się drogą szutrową i do wyboru są dwa warianty: z lepszą nawierzchnią i z lepszymi widokami. Oczywiście wybraliśmy widoki.

Image

Image

Image

Auris dała radę, choć było kilka ciekawszych momentów. 8-)
Okolica zrobiła się wreszcie taka islandzka, a uroku dodawały jej stada owiec. Bardzo spodobały nam się te dwa maluchy, które w ciągu kilku minut próbowały wydoić matkę i chyba wszystkie "ciotki" obecne na pastwisku. Bez względu na kolor "ciotek". :)

Image

Image

Jak ktoś dojedzie w te okolice transportem publicznym, to pewnie dane mu będzie dojść na dół tą ścieżką. Zmotoryzowani jadą kawałek dalej i parkują na darmowym parkingu. Z parkingu można iść w dwie strony. Gdy pójdziesz w lewo, to dojdziesz do Hvítserkur.

Image

Image

Hvítserkur znaczy "biała koszula". Łatwo chyba się domyśleć, skąd się na skale wzięła ta "biała koszula". Dla mniej domyślnych - mewy czy inne rybitwy ją "utkały". :lol:
Idąc z parkingu w prawą stronę najpierw jest widok na Hvítserkur z innej perspektywy. Od tej strony wygląda zaskakująco mało atrakcyjnie.

Image

Ale nie po to się tu idzie. Tylko po to:

Image

Pewnie nie widać, bo za daleko. Teraz lepiej?

Image

Image

Image

Spędziliśmy chwilę podglądając foczki. Głównie leżały, ale czasami szły do wody popływać i pewnie co nieco przekąsić. W pewnym momencie przypłynęło też kilka delfinów, ale nie było szansy na zdjęcie.
Pomijając zwierzęta, sama okolica też wygląda ciekawie. Takie "domki teletubisiów".

Image

Image

Oprócz fok i delfinów jest tam również sporo wodnego tkactwa ptactwa.

Image

Image

Nie znam się, ale wydaje mi się, że to rybitwy.
Tu za to znam się trochę bardziej, i jestem pewien, że to koń. Co prawda niektórzy mówią, że kuc, ale wikipedia twierdzi, że jednak koń.
Zatem dwa konie. Jeden przystojny i jeden zmęczony. :lol:

Image

Image

Kolejną, zaplanowaną na ten dzień atrakcją był wodospad Reykjafoss.

Image

Image

Image

Pozwolę sobie zacytować opis tego miejsca z zamkniętej grupy na FB:
Cytuj:
Małeńki raj.
Mam z tym wodospadem piekne wspomnienie poranka i dobrych kilku godzin poszukiwan. Musielismy niemal wlamac sie na czyjas farme (co bylo calkowicie dozwolone, jak sie okazalo) by po przejsciu ledwie kilku kilometrow, uslyszec a potem zobaczyc to cudo! Co piekniejsze, malo osob wie gdzie jest; jak sie tam dostac... dlatego mielismy tam swoj maly raj; jednak nie tylko dzieki wodospadzie - zaraz obok niego ukryte jest gorace źródlo. Nie wyobrazacie sobie jak wspaniałym jest zagłuszanie ciszy przez wodospad, idealnie ciepla woda, piekny widok na doline i... jakby tego bylo malo - przyszedl deszcz. Uwielbiam plywac podczas burzy - jednak to! To zacisze, nasza samotnosc, bliskosc potegi i cieplo sprawily, ze sie zakochalam. Jakbym jeszcze nigdy, na zadnej wysokosci i w zadnym miejscu nie byla tak bliska natury.


Tak...
Poszukiwania tego "ukrytego raju" i drogi dojazdu do niego trwa jakieś 2 minuty. Na mapie. Bo w rzeczywistości nic nie trzeba szukać. Jest przygotowany duży parking dla turystów, z którego do wodospadu prowadzi szeroka ścieżka. Jakieś 600-700 metrów. Po drodze kilka furtek czy bram, które trzeba sobie otworzyć i za sobą zamknąć. Standard. Choć niektóre patenty na zamknięcia ciekawe.
No i sam wodospad faktycznie ładny.

Image

Image

Image

Niewysoki. Około 20 m. Nazwa Reykjafoss oznacza "dymiący wodospad".
Kiedy szliśmy do wodospadu, z drugiej strony rzeki, widzieliśmy jakąś parę, która robiła sobie sesję zdjęciową z tym wodospadem. Kiedy przyszliśmy, to właśnie odchodzili. Chwilę później znalazłem okulary przeciwsłoneczne. Na szczęście odchodząca para zatrzymała się po drugiej stronie rzeki by zrobić jeszcze kilka zdjęć, bo okazało się, że to były ich okulary. Oczywiście wrócili po nie.

Asia tymczasem wreszcie wyjęła Pentaxa, zatem teraz będzie trochę islandzkiej flory.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Na nocleg dzisiaj jedziemy do Akureyri. Miasto to powinno się właściwie nazywać "Zawsze drugie". Jest drugim (po Reykjavíku) co do wielkości miastem na Islandii (ponad 18.000 mieszkańców), ma drugi co do wielkości (po Reykjavíku) uniwersytet, drugie co do wielkości (po Reykjavíku) lotnisko, drugi co do wielkości (po Reykjavíku) port, drugi co do wielkości (po Reykjavíku) szpital...
Kurde, oni chyba się nie lubią z tym Reykjavíkiem. :oops:
No ale jedno trzeba im przyznać - mają największy na Islandii browar. :)
I tylko 60 km do koła podbiegunowego.
I piękne góry dookoła.

Image

W Akureyri nocowaliśmy w Guesthouse AkurInn (577 PLN) i troszkę dałem ciała, bo standardowo wklepałem adres obiektu w nawigację i... No właśnie... Dojechaliśmy, a tu zamknięte.
Ale jest domofon. Dzwonię. Domofon, a połączenie ewidentnie telefoniczne. Po dłuższej chwili odzywa się damski głos i zaczyna mi tłumaczyć, że recepcja jest, ale zupełnie gdzieś indziej. W hotelu "Akureyri", kilkaset metrów dalej. Wtedy mi się otworzyły jakieś zapadki w głowie, że faktycznie, kilka dni temu, dostałem maila pod tytułem "Check-in instructions for Guesthouses Hrafninn & Akurinn", ale nawet się za bardzo w niego nie wczytywałem, bo przecież zameldować się to ja umiem. :lol:
Dalszy proces zameldowania oczywiście bez żadnych problemów. Jak się okazało, śniadanie również będziemy mieli w tym hotelu. A hotel, nie powiem, taki już trochę lepszy (i znacznie droższy).
Ale do naszego też nie można się przyczepić. Troszkę tylko kontrastował wystrój pokoju w stylu Ludwika któregoś tam ze wspólną łazienką o rozmiarach 1,5 na 1,5 metra. :lol:

Jak się okazało, zupełnie przypadkowo, wstrzeliliśmy się w islandzki długi weekend. W pierwszy poniedziałek sierpnia przypada Święto Kupców (Frídagur verslunarmanna), które jest świętem państwowym i dniem wolnym od pracy. Weekend przed tym świętem, zwany "Verslunarmannahelgina" jest na Islandii okresem, który wielu mieszkańców wykorzystuje na podróżowanie po kraju, a w wielu miastach i miasteczkach organizuje się festyny i inne atrakcje.
Oczywiście w Akureyn również zorganizowano obchody tego święta, zapewne drugie co do wielkości (po Reykjawiku). :lol: Były karuzele, lody, występy zespołów muzycznych i nawet fajerwerki.

Po pierwszym dniu było lekkie rozczarowanie.
Nie że ta Islandia jest brzydka, tylko że nie aż tak piękna, jak miała być.
Drugi dzień zdecydowanie poprawił nam humory. Było bardzo dobrze, a przecież największe atrakcje dopiero przed nami.

I przed Wami...


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image

Moje relacje:
USA - Roadtrip z namiotem na dachu
Seszele Luksusowo? Budżetowo? Panie, a nie można obu? Można!
Islandia - lodowe góry i maskonury (pisze się)
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 19 Wrz 2019 13:18 

Rejestracja: 08 Lis 2011
Posty: 442
Loty: 63
Kilometry: 202 612
srebrny
Najdłuższy dzień cz. 1

Google maps się bardzo rozwinęła, od kiedy ostatnio zaglądałem w "Moje miejsca". Wiedzieliście, że w historii można już takie ładne mapki zobaczyć?

Załącznik:
Trasa dzień 3.JPG


Z możliwością filtrowania, wyszukiwania i w ogóle fajne. Chyba, że ktoś jest przewrażliwiony na punkcie swojej prywatności, ale to powinien dawno już telefon wyrzucić.
Dla mnie opcja bardzo przydatna, bo nie muszę od nowa tej trasy rysować i jeszcze się zastanawiać, czy gdzieś się nie pomyliłem. Dzięki tej historii wiem również, że tego dnia przejechałem 503 kilometry, a w czasie całego wyjazdu 2.444. Był to najdłuższy dzień zarówno pod względem ilości przejechanych kilometrów, jak i czasu spędzonego w samochodzie.

Już na początku atrakcja. jedyne takie miejsce na całej Islandii. Płatny tunel! :lol: Wreszcie coś, czego mieszkańcy Rejkiawiku zazdroszczą mieszkańcom Akureyn. Tyle, że pewnie nie za bardzo. W okolicy Rejkiawiku też był płatny tunel, nawet dłuższy, ale od 28 września 2018 jest bezpłatny. Tak że ten...
Opłatę w wysokości 1500 ISK za osobówkę (około 50 PLN), wnosi się bardzo prosto przez stronę http://www.tunnel.is Przed wjazdem stoi tablica przypominająca o konieczności wniesienia opłaty. Tunel oczywiście można objechać i zaoszczędzić 50 PLN kosztem dodatkowych ok. 16 km.

Porzućmy tę wątpliwą atrakcję i jedźmy dalej. Kolejny punkt programu to Wodospad Bogów (Goðafoss).

Image

Nazwa nie pochodzi od tego, że się tam jacyś bogowie pojawili, wręcz przeciwnie. Jak głosi legenda, gdy cała Islandia przechodziła z pogaństwa na chrześcijaństwo, ich ówczesny władca, o wdzięcznym imieniu Þorgeir Ljósvetningagoði Þorkelsson w symbolicznym geście wrzucił tu do wody posągi pogańskich bóstw. Myślę, że warto tu dodać, jako ciekawostkę, że działo się to w okrągłym roku 1000. Tak, tysięcznym.

Image

Czemu wybrał akurat ten wodospad? W polskiej Wikipedii nie jest to wyjaśnione. Ani specjalnie wielki, ani bardzo ładny... Wszędzie daleko... No jakiś powód pewnie miał.
Zastanawiam się też, jak się ten wodospad nazywał wcześniej. :) Wiecie o co chodzi? To jak z Władysławem Warneńczykiem...

Image

Szału ten wodospad nie robi, ale że jest przy samej drodze, to warto się zatrzymać.

Kawałek dalej, podobno przepiękne, jezioro Mývatn. W promieniach słońca woda podobno ma piękny, turkusowy kolor a w okolicach jeziora jest mnóstwo ptactwa wodnego. Samych kaczek podobno 150 tysięcy.
Podobno...
Bo w czasie deszczu jezioro ma kolor szarobury, a ptactwo jest, ale bez przesady. Jezioro Mývatn więc nas nie zachwyciło, a że plan napięty, to nie czekaliśmy na zmianę pogody. Ale podobno warto tam spędzić więcej czasu...

W okolicy jeziora znajdują się też bardzo aktywne sejsmicznie tereny i z tym związane są kolejne atrakcje. Po krótkiej wizycie w Gestastofa Umhverfisstofnunar (czyli takim centrum informacji turystycznej skrzyżowanym z mini muzeum) jedziemy do jaskini Grjótagjá. Jaskinia malutka i cała zalana wodą, no i właśnie ta woda...

Image

Image

Nie dość, że ładna, to jeszcze ciepła. Kiedyś służyła okolicznym mieszkańcom jako łaźnia (jakim kurna okolicznym mieszkańcom???). Obecnie jest zakaz kąpieli, co nie przeszkadza niektórym moczyć w niej nóg.
W jaskini kręcono sceny "Gry o tron"
W okolicy można również zobaczyć ciekawe formacje skalne.

Następny przystanek - Blue Lake. Mamy w Koninie piękne Turkusowe Jeziorko, mają i na Islandii. To znaczy oni mają w sumie chyba trochę więcej takich...

Image

Jego istnienie jest związane z działającą obok elektrownią geotermalną. Wg tabliczek ostrzegawczych rozstawionych gęsto dookoła, woda zrzucana do jeziora ma ok. 100 stopni C.

Image

Image

Image

Image

Ujęcie z trochę większej odległości. Przy okazji gorące podziękowania do islandzkich chmur za brak słońca, kolorów i co za tym idzie, zepsucie kolejnych zdjęć. :(
Jedziemy dalej bardzo malowniczym odcinkiem drogi i dojeżdżamy do miejsca, zwanego Hverir.

Image

Image

Wspominałem, że w hotelu Huni ciepła woda śmierdzi siarkowodorem. W kilku następnych hotelach również, ale to wszystko jest niczym zapach fiołków, jaśminu i konwalii w porównaniu z odorem, jaki unosi się tutaj. Smród jest nieprawdopodobny i do tego stopnia uciążliwy, że moja wspaniała żona zaprojektowała i wykonała prototyp podręcznej, turystycznej maski przeciwsmrodowej.

Image

Image

Skuteczność podobno na zadowalającym poziomie, może tylko nad estetyką trzeba troszkę popracować i będzie hicior. :lol:
Hveriri, oprócz smrodu ma do zaoferowania trochę błotnych wulkanów i ciekawych formacji skalnych.

Image

Image

Ja to jednak ubogie mam słownictwo i nieciekawe skojarzenia. Smród mi najbardziej utkwił... A można przecież tak:
Cytuj:
Hverir to obszar geotermalny na którym można utwierdzić się w przekonaniu o zupełnie nieposkromionym życiu wewnętrznym Ziemi. Energia wyzwalana przez Ziemię przyjmuje przeróżne formy i objawia się w bardzo urozmaicony sposób. A więc znaleźć tu można ziemskie piekiełko z polami krwiożerczo gorących źródeł, ogromne zgromadzenia fumaroli, parujące i syczące bezecnie szczeliny skalne, niestrudzenie wrzące potoki oraz szaleńczo bulgoczące, błotniste sadzawki.
Wkoło kratery i unoszące się kłęby pary, która wydobywa się z gruntu z nieprawdopodobną szybkością, a z niektórych głębin wydobywają się jej nierealnie duże ilości. Wszystko tu syczy, dudni, bulgoce i kipi, a czyni to pośród gleb naznaczonych cudownymi kolorami. Płomieniste czerwienie, piekielne oranże, intensywne żółcienie – barwy te zdają się pochodzić wprost z palety Matisse’a czy innego fowisty.

Cytat ze strony Bite of Iceland/ z którą nie jestem w żaden sposób związany i przed chwilą mi przypadkowo w google wyskoczyła. Ale opis ciekawy. :) No może te "bezecne szczeliny skalne" to już za daleko...

Wizytę w tym "piekiełku kończymy zdjęciem błotnego krateru...

Image

...żeby płynnie przejść do kolejnego punktu wycieczki, również krateru. Trochę ładniejszego moim zdaniem.

Image

Krater Viti. Ładny. Można chwilkę pospacerować. I najważniejsze - nie śmierdzi. :lol:

Image

Image

Image

Z tego wyjazdu mamy (z Asią) wyjątkowo dużo wspólnych zdjęć. Dzięki temu, że była z nami córka, która je robiła. Inna opcja to statyw i samowyzwalacz. Takie sobie rozwiązanie, córka lepsza. O dronie to nawet nie wspomnę.
No i jest jeszcze kolejna możliwość - poprosić o zdjęcie przypadkowego przechodnia. Czasami efekt jest bardzo dobry, ale przeważnie cyk i nóżka ucięta. I tak dobrze, że nie głowa.

Image

Z racji tego, że dzień był długi, to i wpis się długi zrobił. Zakończę zatem w tym miejscu, choć tego dnia jeszcze wiele się wydarzyło.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image

Moje relacje:
USA - Roadtrip z namiotem na dachu
Seszele Luksusowo? Budżetowo? Panie, a nie można obu? Można!
Islandia - lodowe góry i maskonury (pisze się)
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 8 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group