Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 14 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 19 Sty 2017 10:26 

Rejestracja: 02 Lip 2012
Posty: 217
Loty: 175
Kilometry: 433 755
Witam wszystkich poszukiwaczy przygód !!!

Będzie to moja pierwsza relacja na tej „grupie wsparcia”, więc z góry proszę o wyrozumiałość. Zawsze po urlopie brakowało mi czasu na podzielenie się swoimi przeżyciami. Zauważyłem jednak, że wiele spostrzeżeń po tygodniach ulatuje w siną otchłań szybciej nawet niż rośnie nasz dług publiczny. Postanowiłem więc, że w nowym roku nadrobię zaległości i tym samym chociaż częściowo odwdzięczę się wielu forumowiczom, których relacje i wskazówki były dla mnie inspiracją do kolejnych podróży. W miarę możliwości postaram się dodawać ciekawe i praktyczne informacje o odwiedzanych miejscach.

Po trzech intensywnych wyprawach do USA w poprzednich latach jednym z moich wymarzonych, aczkolwiek odkładanych na przyszłość kierunków były Hawaje. Odkładane do czasu, aż pojawiła się promocja British Airways z lotami z Europy za jedyne 420 EUR, w dodatku z rzadko spotykanymi terminami noworocznymi lub wakacyjnymi. Znacie ten ból, gdy pakujecie się na najbliższy miesięczny wyjazd do Azji, w dodatku nakupowaliście bilety na następne 10 miesięcy i macie już rozdysponowany cały wycieczkowy budżet? I zawsze właśnie wtedy pojawia się taka oferta, na którą czekaliście od dawna. Rozpoczyna się wtedy wewnątrz nas majestatyczna walka rozumu ze sercem. Brak urlopu, pusta kasa i deficyt czasu na jakiekolwiek rzeczowe przemyślenia prowadził do jedynego sensownego wniosku – LECIMY !!!

Zwykle przesadzamy z intensywnością zwiedzania, narzucamy sobie tak napięty plan, że dla normalnych turystów wyglądamy z boku jak Griswoldowie przemierzający świat w groteskowej serii „W krzywym zwierciadle…”. Tym razem musiało być zupełnie inaczej, bo oprócz dwójki „turystów bez głowy” do przygody zaprosiliśmy zaprawioną w bojach 4-latkę i dwójkę 60-latków. Zapomnijcie więc o relacji z konspiracyjnej wspinaczki po schodach do nieba, kilkudniowym trekkingu po szlaku Na Pali Coast, czy też szaleństwach z deską na wzburzonych falach Pacyfiku. Pomimo tych ograniczeń staraliśmy się zobaczyć jak najwięcej i mam nadzieję, że poniższa relacja będzie przydatna nie tylko dla podróżujących rodzin.

Pierwsze wątpliwości pojawiły się już na etapie zakupu biletów. Archipelag Hawajów liczy 137 wysp, w tym 7 głównych (Oahu, Maui, Big Island, Kauai, Molokai, Lanai). Na wyjazd z wcześniej wymienionych już powodów mogliśmy przeznaczyć zaledwie 16-17 dni. I stanęliśmy przed dylematem, czy spędzić cały pobyt na jednej wyspie, czy zaliczyć jedynie najbardziej znane atrakcje na czterech głównych wyspach. I choć zdawałem sobie sprawę, że nawet 3 tygodnie na Oahu lub innej wysepce nie starczyłyby na poznanie jej sekretów, to jednak ciekawość zupełnej odmienności poszczególnych terenów skłoniła mnie do drugiego wariantu. Plan był taki, że na wyspę, która nas najbardziej oczaruje wrócimy jeszcze kiedyś, choćby przy wyprawie RTW. W celu oszczędności czasu i pieniędzy na loty wewnętrzne udało mi się znaleźć ciekawe połączenie open jaw. Z Amsterdamu przez Londyn i LA lecieliśmy do Honolulu, natomiast lot powrotny przez Phoenix i Londyn startował z wyspy Kauai, dlatego nie musieliśmy niepotrzebnie wracać do stolicy Hawajów.

Transport między wyspami - informacje praktyczne
Z informacji, na które trafiłem na wielu forach obecnie ze względów ekologicznych nie ma już między wyspami masowego ruchu promowego. Przemieszczać się można korzystając głównie z 3 przewoźników lotniczych:

1. Hawaii Airlines – to największa linia w regionie, która oferuje bardzo dużą liczbę kursów we wszystkich kierunkach. Dla miłośników dużych, aluminiowych puszek dodam, że na krótkich trasach latają głównie rzadko spotykanymi na świecie Boeingami 717 (pozostali operatorzy to Delta, QantasLink, Volotea, Turkmenistan Airlines). Bilety w porównaniu do innych wyspiarskich przewoźników mają najdroższe, więc jak nie trafi się jakaś dobra promocja to przeważnie za bilet trzeba zapłacić >100$. Wszyscy ciułacze, zbieracze i kolekcjonerzy mil mogą na szczęście skorzystać z zakupu biletu nagrody. W programie British Airways/American Airlines najtańszy bilet kosztuje zaledwie 5000 punktów + podatek (5$), natomiast serwis United ściągnie nam 6000 punktów + podatek (5$). Jeśli wybierzemy wieloodcinkową podróż to niestety w British Airways/American musimy zapłacić punktami za każdy odcinek, natomiast United traktuje taką wycieczkę jako jedną podróż. Fani startów i lądowań mogą sobie w United wybrać podróż z wyspy na wyspę nawet z kilkoma przesiadkami, np. Big Island >>> Maui >>> Oahu >>> Kauai. Nie zainfekowanych jeszcze samym lataniem osobników zachęcam jednak do bezpośrednich lotów :lol: Bagaże wędrujące do luku są dodatkowe płatne. 25$ zapłacimy za bagaż o wadze do 50lbs, czyli ok. 23 kg. Warto zapisać się do ich milowego klubu, bo wtedy opłata za bagaż spada do 15$. Za bagaż do 32 kg musimy zapłacić 32kg. Więcej szczegółów znajdziecie na https://www.hawaiianairlines.com/


2. Island Air – przewoźnik oferuje 3 trasy:
- Oahu – Maui (Kahului Airport),
- Oahu – Big Island (Kona International Airport),
- Oahu – Kauai.

Wiele biletów można kupić w promocyjnej cenie 69$, a przy wrzucaniu nowej puli nawet za 55$. W swoich hangarach trzymają samoloty ATR-72, z którymi większość forumowiczów miała okazję zapoznać się w naszej linii widmo OLT Express. Co prawda turbośmigło trzęsie i hałasuje znacznie mocniej niż odrzutowy Boeing 717, ale za to ATR72 leci na niższej wysokości, dzięki czemu możemy podziwiać malownicze krajobrazy. Za bagaż rejestrowany kasują oficjalnie 25$ (limit to 50lbs, czyli około 22.67 kg), ale wystarczy się zapisać do ich darmowego programu milowego (https://www.islandair.com/island-miles) i już ta opłata spada do 15$. Podręczny jest ograniczony do 16lbs (niewiele ponad 7kg) i wymiarów 25”x19”x10.9” (około 63.5 x 48 x 27.68 cm).

UWAGA – nasze podręczne były ważone, na szczęście udało mi się podać plecak bez części zawartości i jakoś zmieściłem się w limicie. A ja w podręcznym mam sam sprzęt foto, więc nie mam opcji przełożenia tego do bagażu nadawanego. Więcej szczegółów znajdziecie na https://www.islandair.com/


3. Mokulele Airlines – wisienka na torcie dla lotniczych podróżników. We flocie przewoźnika znajduje się 11 nowiutkich modeli 9-osobowej Cessny Grand Caravan. Jak to mówi ich hasło reklamowe, u nich każde siedzenie jest pierwszoklasowe, ponieważ siedzi się samemu w wygodnym fotelu, przy dużym oknie. Największą zaletą są niesamowite widoki zza okna porównywalne do widoków z helikoptera. Jeśli więc i tak musicie się przemieszczać między wyspami a szkoda Wam kasy na loty widokowe helikopterem od 150$ w górę to polecam tego operatora. Latają na Oahu, Maui, Big Island, Lanai i Molokai oferując nawet kilka mniejszych lotnisk na tych wysepkach. Dzięki temu można wylądować z jednej strony wyspy, przejechać samochodem na drugą część wybrzeża i dalej ruszać już z tego drugiego lotniska. Przy wczesnej rezerwacji ceny zaczynają się od 90$ i rosną wraz z ubywaniem miejsc, choć trzeba przyznać, że na Twiterze czasem pojawiają się atrakcyjne oferty last minute. Na szczęście jednak bym nie liczył i polecam wcześniejszą rezerwację. Ja bukowałem od razu przy pojawieniu się nowej puli, ponieważ moja załoga stanowiła ponad połowę samolotu i bałem się, że zabraknie dla nas miejsc :D Bagaż nadawany kosztuje 20$ (limit to 50lbs, czyli około 22.67 kg) lub 35$ (limit do 31.75 kg). Podręczny powinien mieć wymiary 22”x14”x9” (około 56x35x23 cm). I choć podręczne są ważone to waga nie jest jakoś restrykcyjnie przestrzegana, bardziej służy to rozłożeniu ciężaru w samolocie. Dlatego niech nie zdziwią Waszych Pań pytania o wagę :-P Z uwagi na bezpieczeństwo lepiej nie kłamać. Więcej szczegółów znajdziecie na https://www.mokuleleairlines.com/


Ostatecznie plan nasz zakładał takie loty:
1. Amsterdam – Londyn – Los Angeles – Oahu (British Airways/American Airlines).
2. Oahu – Maui, Kahului Airport (Island Air).
3. Maui, Kapalua Airport – Big Island, Kona Airport (Mokulele).
4. Big Island, Hilo Airport – Oahu – Kauai (Hawaii Airlines).
5. Kauai – Phoenix – Londyn – Amsterdam (British Airways/American Airlines).

Kończąc ten przydługi wstęp obiecuję, że we właściwej części relacji pojawią już się zdjęcia :mrgreen:
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez Joker, 25 Sty 2017 04:40, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
mikuś uważa post za pomocny.
 
      
#2 PostWysłany: 24 Sty 2017 21:41 

Rejestracja: 02 Lip 2012
Posty: 217
Loty: 175
Kilometry: 433 755
Na początku do Amsterdamu planowaliśmy dolecieć. Jednak obowiązki służbowe i trudności ze znalezieniem dogodnego połączenia sprawiły, że tym razem zdecydowaliśmy się na dojazd samochodem. Wyjazd był zaplanowany na godzinę 20, więc oprócz kierowców pozostałe towarzystwo poszło na drzemkę. Niestety po 300 km na desce rozdzielczej pojawiła się magiczna kontrolka niewłaściwej pracy silnika, a motor z kilometra na kilometr tracił moc. Wg instrukcji mogło to być wszystko, od faktycznego uszkodzenia jednostki napędowej, poprzez zapchanie filtra DPF, itd. Krótka diagnoza „zielonych” mechaników na szczęście pozwoliła zlokalizować usterkę. Pękł wąż od turbosprężarki, która nie utrzymywała odpowiedniego ciśnienia. Rozwiązaliśmy to w amerykańskim stylu, w końcu szara taśma jest dobra na wszystko :lol:

Pod lotniskiem mieliśmy zamówiony wcześniej tani parking Schiphol ParkFly Parkplatz w cenie 65 EUR za 17 dni, w tym oczywiście transfer 5 osób pod sam terminal. Po krótkiej jeździe w końcu dotarliśmy na Schiphol, z którego ostatnio nie mieliśmy najlepszych wspomnień. Przy poprzedniej wycieczce mieliśmy przesiadkę w Amsterdamie i niestety przez apokaliptyczne opady śniegu jeszcze w stolicy Niemiec nie zdążyliśmy na drugi lot. Koniec końców dopisało nam wtedy szczęście, bo zamiast kolejnych 2 lotów zostaliśmy przebukowani na bezpośrednie połączenie do Bangkoku. Teraz tuż przed kalendarzowym latem nie spodziewaliśmy się dodatkowych przygód.

Image

Image

Image

Życie jednak po raz kolejny nas zaskoczyło, gdy okazało się, że jeden z pasażerów nie dotarł do samolotu i obsługa lotniska straciła godzinę na wyniesienie jego bagażu z samolotu. W Londynie nie mieliśmy za dużo czasu na przesiadkę, więc zacząłem obawiać się, czy i tym razem zdążymy. Przed wyjazdem bardziej martwiłem się o connection flight w LA (wiadomo że na Immigration można stracić sporo czasu) i asekuracyjnie szukałem jakiegoś backupowego połączenia do Honolulu. Z tego co widziałem nasz lot był ostatni i czekałaby nas niepotrzebna nocka w Los Angeles.

Na Heathrow tliła się jeszcze w nas niewielka iskierka nadziei na dotarcie na czas pod bramkę. Mimo próśb do obsługi British Airways o poinformowanie obsługi naziemnej o naszym opóźnieniu i ułatwienie transferu między terminalami po wyjściu z samolotu nikt na nas nie czekał, więc musieliśmy tę drogę pokonać tradycyjnie. Obudził się w nas duch sportowy i walczyliśmy do końca. Poszło nawet bardzo sprawnie, utknęliśmy, a właściwie ja utknąłem dopiero na bramce bezpieczeństwa, kiedy to Pan strażnik postanowił skontrolować mój bagaż dokładniej. Jeszcze tak dokładnie sprawdzanego sprzętu nie miałem nawet w oficjalnym serwisie Canona na Żytniej :-P Ostatecznie więc mogliśmy podziwiać nasz samolot jak pięknie wznosi się bez nas w powietrze.

Do całej sytuacji podeszliśmy na pełnym luzie. Agenci rezerwacyjni próbowali znaleźć takie połączenia, żeby nas w pełni zadowolić. Padały warianty lotów przez Chicago, przez Nowy Jork, przez LA, oczywiście wszystkie z noclegiem w hotelu. Sto razy zdecydowalibyśmy się na którąś z opcji, gdyby nie fakt, że następnego dnia, czyli 11 czerwca na Hawajach miała odbyć się 100 Parada Króla Kamehameha. Jest to najważniejsze święto na wyspach związane z licznymi paradami, dodatkowymi imprezami, więc nic dziwnego, że nie chcieliśmy tego przegapić. Sam odpaliłem też swój komputer próbując znaleźć jakieś rozwiązanie, choć po wcześniejszych poszukiwaniach nie miałem zbytniej nadziei. Szczęście jednak znowu się do nas uśmiechnęło. Naszej rozmowie przysłuchiwał się supervisor, który w końcu sam zaczął dyktować obsłudze kody, o których oni nie mieli pojęcia. Po kolejnych minutach ten magik znalazł rozwiązanie – lot do Las Vegas z 8h przesiadką i dalej już do Honolulu. Na miejscu mieliśmy być o 6 rano, czyli 3h przed początkiem parady !!! Dodatkowo pojawiła się niespodziewana atrakcja pokazania „Miasta Grzechu” pozostałym podróżnikom. Jeszcze przed odlotem zarezerwowałem w Economy Car Rental samochód Full Size (dostałem jak zwykle Alamo, cena 42$ + opłata za fotelik) i zadowoleni szykowaliśmy się do przejażdżki wśród kasyn.

Image

Las Vegas przywitało nas wysoką temperaturą, mimo że rozpoczynał się już piątkowy wieczór. Spotkanie z urzędnikiem imigracyjnym trwało kilka sekund, zwłaszcza jak zobaczył całą rodzinę gotową do dalszej podróży na Hawaje. Jednak stojący obok nas młody chłopak z wyraźnym rosyjskim akcentem miał mniej szczęścia. Wszystko przebiegało pomyślnie dopóki nie dał się wciągnąć w rozmowę z urzędnikiem o grze w kasynach i różnych systemach gry. Ten chyba pomyślał, że to zawodowiec i wkrótce już razem wędrowali do pokoju zwierzeń. Tymczasem na nas czekały już bagaże i po krótkiej jeździe kolejką kierując się po znakach „Car Rental” wyszliśmy przed terminal. Po chwili podjechał po nas lotniskowy shuttle bus, który zawiózł nas pod ogromny parking, gdzie siedziby miały wszystkie wypożyczalnie. Jak zwykle w Alamo formalności zamknęły się w 5 minut i po chwili byliśmy już na firmowym parkingu. W USA kocham prostotę wypożyczania samochodów, zwłaszcza na lotniskach. Do wyboru jak zawsze mieliśmy kilkanaście samochodów z kategorii Full Size. Przeważnie wybieram Dodga Chargera lub Forda Fusion, odpowiednika polskiego Mondeo. Szybko zapakowaliśmy się do pachnącego jeszcze nowością Forda i ruszyliśmy na ekspresowe zwiedzanie. A przecież tym razem nie miało być w stylu Grinswaldów !!!

Image

Pierwsze kroki skierowaliśmy pod słynny podświetlony znak „Welcome to Fabulous Las Vegas”, który znajduje się na początku hotelowego Stripu. „The Strip” to odcinek niespełna 7 km bulwaru, przy którym działa 19 z 25 największych hoteli na świecie (pod względem ilości pokoi). Piątkowy wieczór przyciągnął do miasta grzechu wiele niczym nie skrępowanych Panien, dla których miała to być ostatnia noc wolności w życiu. Co chwila podjeżdżały imprezowe Mustangi, Hummery, limuzyny. Wieczorów kawalerskich także nie brakowało, a zachowanie jednych i drugich wskazywało, że zaraz imprezy mogą się połączyć. Po krótkiej sesji foto zapięliśmy kamerkę na dach naszego wehikułu i ruszyliśmy w dalszą wyprawę. Podążając główną aleję hotelową mijaliśmy kolejno znane z filmów hotele, jak Luxor, New York, MGM Grand, Bellagio, Caesers Palace, Mirage i wiele innych. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na chwilę pod hotelem Stratosphere, w którym spałem ostatnim razem. Hotel chwali się drugą co do wysokości wieżą widokową w Ameryce Północnej (po CN Tower w Toronto w Kanadzie). Na samym szczycie oprócz panoramicznej restauracji z pięknym widokiem na całe Las Vegas znajduje się ekstremalny park rozrywki. X-Scream to 10 metrowy rollercoster, który po starcie stacza się w dół, gdzie widać tylko koniec torów. Insanity z kolei to karuzela, która wiruje uczestnikami 20 metrów ponad krawędzią obserwatorium. Jeśli ktokolwiek z Was miałby jeszcze mało to zapraszam na wieżę Big Shot, gdzie zostaniecie wystrzeleni 50 metrów w górę, a opadając poczujecie przeciążenia jak pilot myśliwca lub po prostu na Sky Jump, czyli swobodny skok z wieży z prędkością ponad 60 km/h. Wspomniane atrakcje można zobaczyć w filmie Last Vegas z 2013 roku z Michaelem Douglasem, Morganem Freemanem i Robertem De Niro.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Drugim naszym punktem postojowym był znany hotel Venetian Las Vegas, gdzie zaparkowaliśmy. Warto tutaj dodać, że wszystkie samoobsługowe parkingi znajdujące się w kasynach są darmowe. Jeśli jednak pragniecie poczuć się jak w amerykańskim filmie możecie wybrać opcję Valet Parking i rzucić obsłudze swoimi zaskórniakami :) Jeśli zastanawiacie się jak odtworzyć wenecki charakter na środku pustyni to odpowiedź jest bardzo prosta: budując romantyczne kanały w środku hotelu !!! Nie brakuje tutaj oczywiście rejsów gondolami, śpiewających flisaków, czy regionalnego jedzenia.

Image

Image

Image

Image

Las Vegas dla jednych jest stolicą komercji i kiczu, inni zachwycają się niecodzienną architekturą. Ja choć nie jestem miłośnikiem hazardu to doceniam staranność, z jaką właściciele hoteli starają się oddać klimat swojego hotelu. Póki co jest to jedyne miejsce na świecie, gdzie przechodząc kilka kroków możemy przenieść się z paryskiej Wieży Eiffla na Most Brookliński, a idąc kilka kroków dalej odwiedzić pałac Cezara, czy wspominaną już przeze mnie Wenecję. Godziny mijały nieubłaganie, tłum na ulicach pomimo nocnej pory wcale się nie zmniejszał, a my stolicę hazardu zostawiliśmy już za sobą i zmierzaliśmy na wyczekiwany lot na Hawaje. Być może w kolejnym odcinku relacji uda się w końcu przedstawić ten piękny archipelag :lol:
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
      
#3 PostWysłany: 26 Sty 2017 11:56 

Rejestracja: 02 Lip 2012
Posty: 217
Loty: 175
Kilometry: 433 755
Do stolicy Hawajów lecieliśmy Airbusem A330 linii Hawaiian Airlines. Z uwagi na przebukowanie last minute przydzielono nam miejsca w różnych częściach samolotu. Zupełnie nam to nie przeszkadzało, bo po pełnym przygód dniu zamierzaliśmy całą 6-godzinną podróż smacznie przespać. Jedynie lodówkowa temperatura sprawiała, że człowiek jeszcze bardziej wtulał się w poduszkę i zakrywał samolotowym kocem. Na miejscu wylądowaliśmy nad ranem, gdzie czekać na nas miał zamówiony wcześniej 5-osobowy transport. Po naszych perypetiach lotniczych w Las Vegas poinformowaliśmy kierowcę o zmianie lotu i umówiliśmy się na telefon. Po kilkunastu minutach zamówiony VAN podjechał pod terminal.

Dojazd z lotniska – informacje praktyczne
Lotnisko w Honolulu położone jest zaledwie 15 kilometrów od znanej na całym świecie plaży Waikiki Beach, która położona jest niemal w centrum miasta. Z lotniska do miasta można dostać się na wiele sposobów:
- busem miejskim – po wyjściu z terminala kierujemy się przed siebie około 300 metrów do głównej drogi; estakadami przebiega autostrada H1, natomiast pod nią idzie lokalna droga, którą przejeżdżają autobusy i zatrzymują się na wysokości skrętu na lotnisko; do centrum odjeżdża kilka linii, m.in. busami 19, 20 i 42 bezpośrednio dojedziemy w rejon Waikiki Beach (przejazd około 65 minut), natomiast linią 2, 2L,13 dojedziemy w okolicę Pałacu Iolani do downtown; przejazd kosztuje 2.5 USD i jest płatny przy wejściu do autobusu (trzeba mieć odliczone pieniądze).
- taksówką w cenie około 50$,
- Uberem w cenie 22-30$,
- prywatnymi przewoźnikami za 25-35$ w zależności od pory dnia i promocji; większość z nich co jakiś czas wrzuca jakieś oferty flat rate, np. http://www.hawaii23.com/
- wypożyczonym samochodem.
UWAGA: Przy wyborze taksówek i przewoźników prywatnych radzę upewnić się wcześniej, że umówiona kwota dotyczy także bagażu. Na wyspie popularne jest kasowanie oddzielnej stawki za przejazd i oddzielnie za przewożony bagaż.

Image
Widok z naszego balkonu w Waikiki Gateway
Image

Po kilkunastu minutach dotarliśmy do hotelu Waikiki Gateway, położonego przy Kalakaua Ave, głównej ulicy dojazdowej i handlowej dzielnicy Waikiki. Dopiero co budził się dzień, więc postanowiliśmy jeszcze przespać się chwilkę przed startem „100” parady na część Króla Kamehameha. Był to przywódca jednego z królestw hawajskich, który wraz ze swoimi wytatuowanymi wojownikami zjednoczył w 1810 roku cały archipelag i został jego pierwszym królem. Dynastia przetrwała zaledwie do 1874 roku, a całe Królestwo jedynie 19 lat dłużej. 17 stycznia 1893 roku pod groźbą zejścia na ląd oddziałów amerykańskiej piechoty morskiej ze stacjonującego w pobliżu "USS Boston", królowa Liliʻuokalani zdecydowała się abdykować, ale pod warunkiem, że władzę przejmą Stany Zjednoczone. Pomimo obietnic jeden z członków Klubu Aneksyjnego powołał samozwańczy Rząd Tymczasowy i utworzył Republikę Hawajów. Doprowadziło to konfliktu pomiędzy rdzennymi mieszkańcami a cudzoziemcami. Dopiero 4 lata później Stany Zjednoczone zajęły cały kraj i ogłosiły jego aneksję, choć rewolucyjny Prezydent Republiki został pierwszym Gubernatorem. Początek uroczystej parady zaplanowany był na godzinę 9 sprzed Pałacu Iolani w centrum Honolulu. Trasa liczyła aż 4 mile i kończyła się wspólną imprezką w Kapiolani Park. Już kilkadziesiąt minut przed 9 miejscowi wzdłuż ulicy zaczęli rozkładać leżaczki i przygotować się do powitania parady. Organizatorzy zachęcali do dołączenia do tej nietypowej procesji w dowolnym odcinku przemarszu. Uroczysty start parady obserwowaliśmy z cieplutkiego hotelowego łóżeczka, ponieważ cała ceremonia transmitowana była w miejscowej telewizji. Trasa przebiegała tuż pod naszymi oknami, więc jak wypatrzyliśmy z oddali maszerujących to szybciutko zeszliśmy na dół na przygotowane stanowiska. Naszym oczom prezentowali się kolejno przedstawicie wszystkich wysp, zasłużone osoby, wojsko, artyści i wiele anonimowych osób w pomysłowych kreacjach. Na szczególną uwagę zasługuje tutaj dekoracje kwiatowe, niesamowite roślinne ozdoby ludzi i zwierząt. O porządek na trasie parady dbały specjalne grupy czystości wyposażone w miotły i małe pojemniki, które na bieżąco zbierały wszystkie zwierzęce nieczystości. Główni bohaterowie przemieszczali się w różnoraki sposób: najnowszymi Mustangami, końmi, oldschoolowymi samochodami, busami, specjalnie udekorowanymi platformami. Na końcu wędrowali zwykli turyści, do których dołączyliśmy po przejściu parady.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Ten dzień poświęciliśmy na wypoczynek i regenerację przed dalszym intensywnym zwiedzaniem. Trochę powylegiwaliśmy się na Waikiki Beach, napełniliśmy brzuszki, pokręciliśmy się po okolicy. Pierwszy dzień na Oahu zakończyliśmy tuż po zachodzie Słońca, bo o 6 rano następnego dnia miało rozpocząć się długo oczekiwane przez nas wydarzenie.

Image

Image

Image

Image

Image

Image
Widok na Diamond Head
Image
Popularne na amerykańskich plażach zabawy akrobatyczne
Image
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
      
#4 PostWysłany: 26 Sty 2017 22:28 

Rejestracja: 02 Lip 2012
Posty: 217
Loty: 175
Kilometry: 433 755
Nie od dziś wiadomo, że wszyscy Polacy znają się co najmniej na trzech sprawach: polityce, medycynie i oczywiście piłce nożnej. Ja nie odbiegam od tego schematu, więc nie ma się co dziwić, że z ogromnym podnieceniem czekałem na występ Reprezentacji Polski podczas Euro 2016 we Francji. Oprócz pierwszego spotkania eliminacyjnego na Gibraltarze byłem na wszystkich pozostałych meczach, więc wiele osób pukało się w głowę, co ja w czerwcu robię na Hawajach, zamiast uczestniczyć we francuskiej imprezie. Pierwszy mecz Polacy rozegrali z Irlandią Północną o godzinie 6 rano hawajskiego czasu. Sporo trudności zajęło mi znalezienie w necie jakiś działających streamów. Z ratunkiem nieoczekiwanie przyszła żona, która… włączyła hotelowy telewizor z pełnym pakietem kanałów sportowych transmitujących na żywo wszystkie mecze turnieju. Dzięki temu 13-calowy ekran laptopa zamieniłem na 40 calowy telewizor :P

Image

Po emocjach piłkarskich przetestowałem miejski transport na lotnisko, żeby wypożyczyć samochód. Jeden z punktów obsługi znajdował się kilka kroków od hotelu, ale po wcześniejszych doświadczeniach wolałem skorzystać z oferty lotniskowej. Przede wszystkim w takich małych punktach często czeka na klienta tylko jeden egzemplarz, zwykle jakiś mniej popularny lub zużyty model. Natomiast na lotnisku można przebierać w samochodach, a nawet w przypadku Alamo, jak wpadnie nam w oko jakiś konkretny model z parkingu tej samej grupy (Enterprise lub National) to obsługa nie robi żadnych problemów i możemy wyjechać wymarzonym samochodem. Po raz kolejny miałem zarezerwowany samochód Full Size, a tym razem wybrałem nowiutki Dodge Charger.

Wypożyczanie samochodu w USA – informacje praktyczne:
Polecam do korzystania ze strony brokera http://www.economycarrentals.com/ , który we większości wypadków oferuje najatrakcyjniejsze ceny. Rezerwacje proponuję robić kilka tygodni przed wyjazdem, bo im bliżej daty wypożyczenia ceny mogą rosnąć, zwłaszcza w jakimś gorącym terminie. Przede wszystkim zwracam uwagę na wykupienie pełnego ubezpieczenia, ale dodatkowo z zerową odpowiedzialnością od zniszczenia lub kradzieży. Niektóry firmy oferują niby pełne ubezpieczenie, jednak udział własny w przypadku jakiejś szkody może wynosić nawet 2000 USD. W opcji ZERO Deductible taki udział wynosi 0. W dodatku przy tej opcji Alamo nie wymaga depozytu, ani na karcie, ani w gotówce. Często też w cenie zawarte jest ubezpieczenie kół i szyb, na co niestety często jesteśmy naciągani przez europejskie wypożyczalnie. Na szczęście na razie nie miałem okazji przekonać się, jak działa takie ubezpieczenie, ale po tym jak sprawdzają, a właściwie jak nie sprawdzają stanu samochodu pracownicy przy oddawaniu można wywnioskować, że nikt mniejszymi i większymi ryskami się nie interesuje. Przy kilkunastu wypożyczeniach za każdym razem obsługa spisywała tylko stan licznika i sprawdzała poziom paliwa. Jeśli ze strony brokera wybierzecie opcje z zerową odpowiedzialnością to na 90% traficie na Alamo (firma wyświetla się dopiero po złożeniu zamówienia). W innych wypadkach może to być np. Dollar, który z reguły ma gorsze opinie. Do wypożyczenia nie jest wymagane międzynarodowe prawo jazdy. Dodatkowo trzeba okazać drugi dokument tożsamości, z reguły jest to paszport. Jakby ktoś chciał kombinować z jakąś kartą studencką lub klubową ze zdjęciem to się może zdziwić, bo pracownicy korzystają z leksykonu, gdzie mają dokładnie opisane i przedstawione na zdjęciach dokumenty, którymi mogą się posługiwać mieszkańcy danego kraju. W kategorii Full Size najczęściej są dostępne: Nissan Maxima, Toyota Camry, Dodge Charger, Ford Fusion, Hyundai Sonata, KIA i Chrysler (nie pamiętam dokładnych modelu). Jak grzecznie poprosimy to możliwe będzie podstawienie samochodu z parkingu Enterprise lub National.

Po zabraniu reszty załogi pojechaliśmy zwiedzić wschodnie wybrzeże. Na okolicznych szczytach wisiała mgła, więc wejście na Diamond Head przełożyliśmy na następny dzień. Drogą numer 72 kierowaliśmy się na Makapu‘u Point z malowniczą latarnią morską. Co chwila korzystaliśmy z zatoczek i punktów widokowych, robiąc sobie krótkie postoje na zrobienie fotek i podziwianie krajobrazów. Parking przy Makapu‘u Point był już niemal cały zapełniony. Droga prowadząca do punktu widokowego jest pokryta asfaltem, więc spacer możliwy jest nawet z małym dzieckiem w wózku. Szlak nie przysparza większych trudności, za to we znaki dała nam się pogoda. Z tej strony wybrzeża nie było już żadnych chmurek, a gorące Słońce w okolicy południa z każdym krokiem zabierało nam energii. Jednak prawdziwą nagrodą za nasz trud był widok na Makapu'u Beach, Króliczą Wyspę i dalszą linię wybrzeża. Szlak do latarni morskiej był niedostępny z powodu remontu. Za to miłośnicy niekonwencjonalnych kąpieli mogą zboczyć z głównej drogi w wąską, kamienistą ścieżkę prowadzącą w dół do naturalnych basenów.

Image
Koko Head
Image

Image
Hawaii Kai

Image
Image
Image
Halona Blowhole Lookout

Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Makapuu Point Trail

Drugim naszym celem tego dnia był przejazd dalej na północ na rekomendowane plaże Lanikai Beach oraz Kailua Beach Park. Znalezienie wolnego miejsca w szczycie dnia nie należało do najłatwiejszych. Obie plaże bardzo przypadły nam do gustu i spędziliśmy tam popołudnie. Nie zabrakło też chwili grozy. Niedaleko nas piknik urządzili sobie miejscowi, którzy w zdecydowanej większości poruszają się po wyspie Pick-upami. Zwykle na tylnej pace podróżują ich czworonożni przyjaciele, w dużej części są to Pit Bulle. Siedzące bez opieki dwa niezbyt przyjemnie miejscowe okazy upatrzyły sobie innego pieska, który bawił się piłką na plaży z wieloma dzieciakami. Pit Bulle przez kilkadziesiąt minut nie spuszczały z niego wzroku, aż w końcu nie wytrzymały psychicznie. W jednej sekundzie czmychnęły z bagażnika i zanim zdążyłem się zorientować, że one tam wcale nie były niczym przypięte, to przeleciały przy mnie jak TGV i zaatakowały bezbronnego pieska. Tylko natychmiastowa reakcja właściciela zaatakowanego psa, który swoim ciałem ratował przyjaciela i wciągnął go na głębszą wodę uratowała mu życie. Wszystko działo się kilka metrów od nas i poczuliśmy się jak w środku walki psów. Miejscowa właścicielka Pit Bulli jakoś nie przejęła się całą sytuacja, ale profilaktycznie zapakowała ich do samochodu i odjechała.

Image
Image
Image
Image
Image
Image
Kailua Beach Park

Po takim skoku adrenaliny musieliśmy się jakoś wyciszyć, a chyba nie ma w okolicy lepszego miejsca niż Dolina Świątyń. Tysiące Buddystów, Katolików i Protestantów jest pochowanych w tej dolinie. Najbardziej charakterystycznym obiektem jest replika buddyjskiej świątyni Byodo-In, która znajduje się w Uji w Japonii. W głównej części świątyni znajduje się 2,7 metrowy pomnik Buddy, który siedzi na złotym kwiecie lotosu. Cała dolina jest niezwykle malownicza, a wiszące często nad nią chmury dodają tajemniczego klimatu. Nic więc dziwnego, że ta sceneria została wykorzystana w serialu Lost.

Valley of the Temples - informacje praktyczne
Dolina czynna jest codziennie w godzinach od 9 do 17, natomiast sklep z pamiątkami od poniedziałku do soboty w godzinach 9-17, a w niedzielę 10-16. Bilet wstępu dla osób dorosłych to 3$, dzieci 1$. Więcej informacji znajdziecie na stronie http://www.byodo-in.com

Image
Image
Image
Image
Image
Valley of the Temples

Kolejny dzień niestety dobiegał końca. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze w zatoczce widokowej Nu‘uanu Pali. Miejsce to było świadkiem w 1795 roku legendarnej bitwy, kiedy to podczas walk o zjednoczenie wysp wojownicy Oahu zostali zaskoczeni przez hawajską armię. Siedmiuset wycofujących się wojowników zostało zepchniętych lub sami skoczyli z 300 metrowego klifu. Z tego miejsca roztaczał się też piękny widok na całe Honolulu, jednak zapadający zmierzch i bardzo porywisty wiatr nie zachęcał nas do wyciągnięcia lustrzanki.
Wieczór skończyliśmy w restauracji w downtown w okolicach Aloha Tower.

Image
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
      
#5 PostWysłany: 06 Mar 2017 17:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Gru 2012
Posty: 575
Loty: 19
Kilometry: 16 767
niebieski
Wyśmienite zdjęcia, gratulacje. Jeśli można spytać, jakim sprzętem robione?
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#6 PostWysłany: 06 Mar 2017 17:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Lip 2012
Posty: 3032
Loty: 249
Kilometry: 415 497
HON fly4free
Canon EOS 7D
EF24-70mm f/2.8L USM
EF70-200mm f/2.8L USM
i coś 10-20mm f/4

Zacny zestaw
_________________
Image

Zanim zadasz pytanie na forum poszukaj. Potem poszukaj jeszcze raz. Potem idź zrób sobie herbaty i poszukaj trzeci raz, tylko dokładniej.
Jest 90% szans że ktoś już pytał o to samo co Ty, tylko nie potrafisz/nie chce Ci się znaleźć odpowiedzi.
Góra
 Profil Relacje PM off
sherif14 lubi ten post.
 
      
#7 PostWysłany: 07 Mar 2017 21:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Gru 2012
Posty: 575
Loty: 19
Kilometry: 16 767
niebieski
Zgadza się niezły sprzęt :) A czy można wiedzieć, czy zdjęcia są naturalne prosto z aparatu czy też były obrabiane w jakimś programie?
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#8 PostWysłany: 12 Mar 2017 00:25 

Rejestracja: 02 Lip 2012
Posty: 217
Loty: 175
Kilometry: 433 755
Witam po dłuższej przerwie związanej z podróżą do Azji. Mam nadzieję, że na początku tygodnia się ogarnę i wrzucę następną część relacji.

A co do sprzętu to @‌zbyhu‌ ma rację:
Canon EOS 7D (I) x2:
- EF24-70mm f/2.8L USM L
- EF70-200mm f/2.8L USM L
- Sigma 10-20mm f/4-5.6 EX DC HSM.

@‌sherif14‌ zdjęcia zawsze zapisuję w formacie RAW, więc muszę je potem wywoływać w programie foto. W puszce mam wszystkie ustawienia neutralne, także standardowo muszę skorygować kontrast i kolory, ale oprócz wyciągania w niektórych zdjęciach szczegółów z cieni, czy niwelowania przepalonych miejsc staram się ich zbytnio nie modyfikować.
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#9 PostWysłany: 16 Mar 2017 19:36 

Rejestracja: 02 Lip 2012
Posty: 217
Loty: 175
Kilometry: 433 755
Parkingi przy Waikiki Beach - informacje praktyczne:
Zaparkowanie samochodu w rejonie Waikiki wcale nie jest łatwe, lekkie i przyjemne. Miejsc przy samej ulicy jest bardzo mało, a stawki hotelowe są na ogół zniechęcające. W samej okolicy jest bardzo dużo apartamentowców z ogólnodostępnymi parkingowymi loftami, a także takie wolnostojące garaże, niestety zwykle z przerośniętymi stawkami dla osób z zewnątrz. Dlatego polecam Wam stronkę http://en.parkopedia.com/parking/locations/201%20Ohua%20Avenue_87zc08vum5/ gdzie macie ciekawą porównywarkę cen miejsc parkingowych. Warto zapisać sobie w telefonie informacje o danym parkingu, bo często obsługa nie zna tych promocji i zamiast promocyjnej opłaty 5$ chcą standardowej 20-30$.

Pierwszą czynnością następnego ranka było sprawdzenie pogody. Nasze telefony się nie pomyliły, na niebie nie ma ani jednej chmurki, czyli wchodzimy na Diamond Head !!! Dojazd na parking przy początku szlaku zajmuje nam zaledwie 10 minut. Wjazd samochodem jest płatny 5$/samochód, piesi bez samochodu płacą 1$/os. Parking ma niestety ograniczoną liczbę miejsc, która szybko się zapełnia. Jeśli podróżujecie w szczycie sezonu warto wybrać się z samego rana lub znaleźć sobie jakieś alternatywne miejsce na postój lub podjechać autobusem.

Image

Image

Image

Image

Image

Diamond Head to krater wulkanu, którego erupcję szacuje się na okres 200 000 lat temu. Sama erupcja prawdopodobnie była bardzo krótka, dzięki czemu stożek zachował tak symetryczny kształt. Miejscowi nazywali go Leahi, co miało określać brew rekina, widoczną podobno od strony plaży Waikiki. Obecna nazwa powstała w XVIII lub XIX wieku od pomyłki brytyjskich marynarzy, którzy błyszczącą w słońcu sól wzięli za diamenty. Wejście na punkt widokowy zajmuje do godziny czasu, zejście około 30 minut. Jest to umiarkowana trasa, na której spotkamy dwukrotnie schody (99 i 76 schód) oraz wykuty w skale 69 metrowy tunel. Są to pozostałości po bazie wojskowej, która z wysokości 1073 metrów była doskonałym miejscem obserwacyjnym na całą okolicę.

Na trasie nie ma żadnych punktów sanitarnych, dlatego warto samemu zaopatrzyć się w wodę. Nie zapomnijcie też o wygodnych butach. Diamond Head zwłaszcza w pogodny dzień oferuje kapitalne widoki na Honolulu, a ponieważ jest to jedna z bliższych atrakcji od tego kurortu na szlaku możemy spotkać wielu turystów. Nie wszyscy z nich jednak przemyśleli wyjście na szlak. Nie brakuje osób w japonkach, bez nakrycia głowy, bez napojów. Parząc na ruchy niektórych typowo amerykańskich osobników zastanawiam się, jak byli w stanie podnieść swoje zapuszczone dupska z samochodu, a co tu dopiero mówić o wejściu na samą górę. W sumie nie ma się co dziwić, w naszych górach tez można trafić na spacerowiczów w butach na koturnach i inne górskie tygrysice w japonkach :lol:

Drugą atrakcją dnia była zatoczka Hanauma Bay. Powstała ona w skutek oderwania się wulkanu od reszty lądu, dzięki czemu nawet po upływie tysięcy lat stwarza ona idealne warunki do rozwoju życia podwodnego. W poprzednich dziesięcioleciach Hanauma Bay padła ofiarą swojego piękna i była stopniowo dewastowana przez miliony turystów. Na szczęście od 1990 roku jest systematycznie odbudowywana poprzez stworzenie obszaru ochronnego życia morskiego. Jest to obecnie jedyna płatna plaża na Hawajach (7,5 USD/os. i 1 USD za parking) z limitowanym dostępem. Pamiętajcie, że zatoka jest zamknięta w każdy wtorek, który ma być czasem odpoczynku dla podwodnych stworków. Dla zwiększenia świadomości zwiedzających przed wejściem obowiązkowo trzeba obejrzeć film o historii powstania zatoki, a także o ograniczeniu destrukcyjnego zachowania ludzi (nie dotykanie koralowców, nie używanie kremów z filtrem, itd.).

Image

Image

Image

Image

Image

Moim zdaniem największe wrażenie robi widok na zatokę z góry. Choć wg teorii ewolucji faceci rozróżniają tylko 6 kolorów to jednak zwłaszcza przy bezchmurnym świetle podziwiałem niebieskie, zielone, turkusowe kolory wody zlewające się z błękitnym niebem. Miłośnicy podwodnej fauny i flory także nie będą zawiedzeni. 450 gatunków ryb i innych żyjących organizmów robi wrażenie. Należy tylko uważać na silne prądy i fale, żeby nie wpaść na wystającą rafę. Na terenie zatoki znajdują się także punkty gastronomiczne i choć nie są jakoś specjalnie wyszukane to z głodu nie padniemy. Planując wycieczkę w pogodny dzień lub w szczycie sezonu warto wybrać się naprawdę wcześnie rano, ponieważ parking szybko się zapełnia. Gdy podróżujecie w pojedynkę podobnie jak w przypadku Diamond Head alternatywą jest tutaj dotarcie autobusem (2.5 USD).

Całodzienne leniuchowanie w tych błogich warunkach zakończyliśmy w Chili’s Grill Bar oraz drobnych zakupach w Premium Outlets. Przekonaliśmy się też na własne oczy, że podobnie jak na Kontynencie piękno natury zderza się tutaj z postępem technicznych. Przejazd 25 mil mimo kilku pasów zabrał nam sporo czasu i kilkukrotne postoje w korkach.
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
      
#10 PostWysłany: 21 Maj 2017 17:27 

Rejestracja: 14 Maj 2015
Posty: 18
Dalsza czesc poprosze! To jest swietne!!!:-)
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#11 PostWysłany: 21 Cze 2017 11:32 

Rejestracja: 17 Paź 2013
Posty: 149
super relacja :) wcześniejsze przeczytanie jej dało nam wiele inspiracji dla naszej podróży po oahu, bo właśnie dopiero co z niej wróciliśmy :)
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#12 PostWysłany: 06 Lip 2017 07:56 

Rejestracja: 08 Paź 2012
Posty: 87
Loty: 83
Kilometry: 204 734
Świetne zdjęcia i bardzo fajnie napisana relacja, a w szczegolności wszelkie "informacje praktyczne"! Niestety widzę, że zabrakło chyba czasu na opisanie wrażeń z dalszej podróży poza Oahu, a szkoda, bo sam planuje teraz wypad na Hawaje i przyglądam się właśnie Big island i Maui. Widziałem, że obie te wyspy znalazły się w pierwotnym planie podróży, jest więc jakakolwiek szansa doczekać się dalszej relacji lub przynajmniej garści informacji praktycznych, jak np. główne punkty zwiedzania i co polecacie? :)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#13 PostWysłany: 31 Sie 2017 11:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 Lut 2011
Posty: 474
Loty: 80
Kilometry: 171 925
srebrny
Przypominam, że czekamy na dalszy ciąg wydarzeń ;)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#14 PostWysłany: 18 Lis 2017 18:13 

Rejestracja: 16 Gru 2012
Posty: 104
niebieski
Cześć,
Uda się napisać kolejne części?
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 14 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group