Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 1 post ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 24 Sty 2020 18:25 

Rejestracja: 04 Lut 2017
Posty: 163
Loty: 86
Kilometry: 91 162
srebrny
Może będzie to trochę nietypowa relacja jak na F4F, bo podróż odbyła się autobusem, jednak nie znalazłem taniego sposobu dostania się do Tallinna. A koszty za dojazd Lux Expressem były bardzo zacne: trasy Warszawa-Wilno-Tallinn i Tallinn-Wilno-Warszawa kosztowały jedynie 103 złote RT. Do tego dojazdy do/z Warszawy Neobusem za 22 zł RT. Mankament to oczywiście czas dojazdu, ale mam już pewność, że mój zadek może znieść 21 godzin jazdy z dwoma półgodzinnymi przesiadkami.

Pierwszy raz na podróżniczym szlaku skusiłem się na kartę turystyczną/miejską. Do tej pory było mi jakoś tak nie po drodze, ale przyjrzałem się ofercie tallińskiej i zdecydowałem się nabyć 72-godzinną wersję za 51 euro. Zdecydowana większość atrakcji była za darmo, w kilku można było zapłacić mniej, a do tego miało się nieograniczony transport publiczny. Na stronie oferenta karty dostępny jest kalkulator oszczędności i już wiem, że płacąc 51 euro skorzystałem z atrakcji, za wstęp do których należałoby zapłacić 178,50 euro. Wycisnąłem tyle z karty, ile się dało przez trzy dni. Dodam, że zabrakło mi jeszcze jednego dnia, żebym zobaczył wszystko, co chciałem. Niestety, trzeba również pamiętać, że w poniedziałki zdecydowana większość atrakcji jest nieczynna. W relacji wymieszane będą atrakcje/miejsca płatne, pokrywane w całości przez Tallinn Card i całkowicie bezpłatne, a posługiwać się będę terminologią angielską. Dla fanów jedzenia: nie, nie będzie zdjęć talerzy i opisów wizyt w restauracjach, ponieważ żywiłem się w sklepach.

W Tallinnie wysiadłem przed 7 rano i nie miałem co ze sobą zrobić. Zakwaterowanie w apartamencie dostępne było dopiero od godziny 14.00, sklepy były pozamykane, a na dworze było ciemno. Najwcześniej otwieraną atrakcją (o 9.00) było ZOO i pod nie dojechałem autobusem miejskim. Niepotrzebnie, bo ZOO w styczniu nie jest dobrym pomysłem. Powiem więcej - jest pomysłem złym. Bardzo złym. Zwierząt prawie nie ma (wywieźli je gdzieś lub poukrywały się przed zimnem?), ogólnie wszędzie szaro, smutno i dziwnie. Na pewno, gdy jest ciepło i słonecznie, to odbiór ogrodu zoologicznego byłby lepszy. A w styczniu ZOO w dużej części wyglądało tak:
Załącznik:
1.jpg

Załącznik:
2.jpg

Załącznik:
3.jpg

Znacznie lepsze wspomnienia będę miał po wizycie w Seaplane Harbour Maritime Museum. Jest ono zlokalizowane w dawnych hangarach wodnosamolotów, a jego największą atrakcją jest możliwość zwiedzenia … okrętu podwodnego. Tak, jakimś cudem upchnięto cały okręt podwodny pod dachem. Ekspozycja – jak sama nazwa wskazuje – dotyczyła głównie klimatów morskich w kontekście historycznym, sportowym i wojskowym. Jest i zabytkowo, i multimedialnie. Ogólnie bardzo ciekawe miejsce.
Załącznik:
4.jpg

Załącznik:
5.jpg

Załącznik:
6.jpg

Załącznik:
7.jpg

Załącznik:
8.jpg

Pierwszy raz byłem w okręcie podwodnym. Trochę ciasno, ale nie aż tak, jak sądziłem.
Załącznik:
9.jpg

Załącznik:
10.jpg

Załącznik:
11.jpg

Załącznik:
12.jpg

Załącznik:
13.jpg

Załącznik:
14.jpg

Załącznik:
15.jpg

Załącznik:
16.jpg

Nietypowym elementem w muzeum jest ściana butelek. Na miejscu można napisać list i włożyć go do flaszki. Kolekcja jest przebogata.
Załącznik:
17.jpg

Czasową (chyba) wystawą była wystawa dotycząca morza i seksu. Tutaj było i romantycznie, i erotycznie. Nawiasem mówiąc nagość i erotyka były w różnych muzeach tallińskich prezentowane dość chętnie, o czym w dalszej części opisu.
Załącznik:
18.jpg

Załącznik:
19.jpg

Załącznik:
20.jpg

Przed muzeum znajduje się ciekawy obiekt. To kopia pierwszej estońskiej łodzi podwodnej. Chwała bohaterom, którzy mieli odwagę w czymś takim schodzić pod wodę.
Załącznik:
21.jpg

Z kolei za muzeum znajdują się tereny portowe, zwane Noblessner. Tutaj na początku XX wieku zbudowano 12 okrętów podwodnych. Jachty, żaglówki, statki, okręty – to można oglądać obecnie (nie zwiedzać) na nabrzeżu. Stare budynki portowe z kolei przekształcone zostały na lofty, lokale gastronomiczne, galerie. Znak czasu.
Załącznik:
22.jpg

Załącznik:
23.jpg

Załącznik:
24.jpg

Załącznik:
25.jpg

Załącznik:
26.jpg

Jedynym obiektem, który można zwiedzać w Noblessner, jest lodołamacz Suur Toll, używany w latach 20-tych i 30-tych XX wieku. Na owe czasy było to podobno arcydzieło techniczne. Dla turystów udostępnionych jest wiele pomieszczeń mieszkalnych i technicznych.
Załącznik:
27.jpg

Załącznik:
28.jpg

Załącznik:
29.jpg

Załącznik:
30.jpg

Taka mała wrzutka nie na temat – jeśli ktoś chciałby w Tallinnie pojeździć samochodem, to za paliwo przyjdzie mu dość słono zapłacić.
Załącznik:
31.jpg

Wracam do zwiedzania zabytków. Udałem się na starym mieście do Epping Tower, która reklamuje się tym, że można doświadczyć w niej prawdziwego średniowiecza. Broń, zbroje i inne akcesoria były, ale nie wiem, na jakiej zasadzie można było się nimi pobawić. Nie spytałem pracownika, bo mnie zamurowało na wejściu – spał on sobie smacznie z głową na stole i niewiele był zainteresowany moją osobą. Wieża ma kilka pięter, jednak tak naprawdę to nie ma za wiele do zaoferowania. Jest trochę informacji historycznych na planszach, a niespodziankę stanowi machina oblężnicza stojąca na najwyższym poziomie.
Załącznik:
32.jpg

Załącznik:
33.jpg

Skoro było ZOO, to i musiało być Estonian Museum of Natural History, czyli przyroda, zwierzątka (wypchane), ekologia itp. Sporo dzieciaków zwiedzało to miejsce, ale i dla dorosłych kilka miejsc jest ciekawych.
Załącznik:
34.jpg

Załącznik:
35.jpg

Załącznik:
36.jpg

Załącznik:
37.jpg

Załącznik:
38.jpg

Załącznik:
39.jpg

Załącznik:
40.jpg

Jednym z „naj”, a może właśnie tym „naj naj”, było w Tallinnie Estonian Health Care Museum. Oferuje ciekawostki naukowe, szeroko rozumiana medycyna przedstawiona jest w sposób przystępny, a przedstawienie życia od narodzin aż do śmierci jest bez żadnej cenzury (poród, choroby weneryczne, procesy gnilne ciała, szkielety, anatomiczny model człowieka). Wielkie zdziwienie wypisało się na twarzy matki z kilkuletnim dzieckiem, gdy siadło ono na zwykłej kanapie i nagle rozległ się z głośników horrorowy marsz pogrzebowy. Nie wiedziała, co odpowiedzieć synowi, gdy pytał się, o co chodzi.
Załącznik:
41.jpg

Załącznik:
42.jpg

Załącznik:
43.jpg

Załącznik:
44.jpg

Załącznik:
45.jpg

Z lekkiej tematyki warto wspomnieć o przedstawieniu różnych zmysłów człowieka. Zaprezentowano m.in. ciekawy przykład optyki – patrząc z boku widzimy coś takiego, a patrząc od przodu już pełen widok.
Załącznik:
46.jpg

Załącznik:
47.jpg

Załącznik:
48.jpg

Załącznik:
49.jpg

Załącznik:
50.jpg

Sztuka nowoczesna zupełnie do mnie nie przemawia, ale coś mnie tknęło, żeby nie unikać w Tallinnie takich muzeów. Na pierwszy ogień poszło Estonian Museum of Applied Art and Design. Z początku miałem wrażenie, że na wystawie będą prezentowane jakieś bzdury. Spodziewałem się obiektów podobnych do tych z komedii „Nie lubię poniedziałków” i „dzieła” zaopatrzeniowca Bączyka z Sulęcic (słynne ćwierćcalowe treblinki do kombajnu), ale z każdym krokiem zaczynało mi się w tym obiekcie coraz bardziej podobać. Sztuki podobno się nie ocenia, sztukę się ogląda.
Załącznik:
51.jpg

Załącznik:
52.jpg

Załącznik:
53.jpg

Załącznik:
54.jpg

Załącznik:
55.jpg

Załącznik:
56.jpg

Załącznik:
57.jpg

Załącznik:
58.jpg

Załącznik:
59.jpg

Spacerując dalej po starym mieście nagle usłyszałem polską mowę. Para z dzieckiem wychodziła z NUKU Museum of Puppet Arts. Spytałem, czy jest tam coś ciekawego dla dorosłych i usłyszałem, że można obudzić w sobie dziecko, a poza tym nie ma tam za wiele ciekawego. No to wstąpiłem i budziłem ukryte dziecko … Było i śmiesznie, i strasznie, i ładnie, i brzydko. Jak można się domyśleć po nazwie muzeum, jego główna tematyka to kukiełki teatralne.
Załącznik:
60.jpg

Załącznik:
61.jpg

Załącznik:
62.jpg

Załącznik:
63.jpg

Załącznik:
64.jpg

Załącznik:
65.jpg

Załącznik:
66.jpg

Załącznik:
67.jpg

Na pewno tylko strasznie było w KGB Prison Cells. To muzeum to kilka cel, w których przetrzymywani, torturowani i mordowani byli więźniowie. Podobne miejsca można zobaczyć w Warszawie i Krakowie w odniesieniu do okupacji niemieckiej. W Tallinnie największe wrażenia robi „kredens”, czyli wąskie miejsce, w którym zamykano czasami kilku więźniów i przedstawienie niektórych typów tortur.
Załącznik:
68.jpg

Załącznik:
69.jpg

Załącznik:
70.jpg

Załącznik:
71.jpg

Z kolei tylko wesołe odczucia można mieć po wizycie w Marzipan Gallery, czyli wytwórni i sklepie ze słodkościami z marcepanu. Można wziąć udział w warsztatach, pomalować własne figurki, ale oczywiście za odpłatnością. Na miejscu zaprezentowano wiele fajnych wyrobów z tej masy, a dla łasuchów oferowane są mniejsze lub większe słodkości.
Załącznik:
72.jpg

Załącznik:
73.jpg

Załącznik:
74.jpg

Załącznik:
75.jpg

Załącznik:
76.jpg

Great Guild Hall to muzeum nie tylko gildii, ale i historii Tallinna. Obok stałych wystaw prezentowane były wystawy czasowe – w czasie mojej obecności przedstawiono życie (mi nie znanego) wielkiego artysty Georga Otsa. Poza tym dużo historii i ciekawostek, m.in. oryginalny zapis nutowy utworu Mozarta.
Załącznik:
77.jpg

Załącznik:
78.jpg

Załącznik:
79.jpg

Załącznik:
80.jpg

Załącznik:
81.jpg

Załącznik:
82.jpg

W centrum Tallinna (tym nowoczesnym, nie historycznym) znajduje się Rotermann City, którego początki sięgają 1829 roku. Kiedyś był to kompleks głównie przemysłowy, a obecnie jest to dzielnica luksusowych budynków, loftów, sklepów i miejsc rozrywki. Wszystko zadbane, wszystko zrobione ze smakiem i dla ludzi z grubszym portfelem. Imponująco prezentuje się i w dzień, i w nocy.
Załącznik:
83.jpg

Załącznik:
84.jpg

Załącznik:
85.jpg

Załącznik:
86.jpg

Załącznik:
87.jpg

Załącznik:
88.jpg

Załącznik:
89.jpg

Przenosimy się znów na stare miasto. Tym razem porywam Was do Museum and Visitor Center of Fat Margaret. A co oferuje wieża Gruba Małgorzata? W sumie według mnie niewiele. Kilka pięter wypełnionych jest eksponatami morskimi, modelami, tablicami multimedialnymi, prostymi zabawami dla dzieci. Na szczęście można wyjść na najwyższym piętrze na taras widokowy i stamtąd podziwiać panoramę miasta.
Załącznik:
90.jpg

Załącznik:
91.jpg

Załącznik:
92.jpg

Załącznik:
93.jpg

Załącznik:
94.jpg

Załącznik:
95.jpg

Załącznik:
96.jpg

Przy muzeum znajduje się ważna dla Polaków tablica pamiątkowa.
Załącznik:
97.jpg

A sama Gruba Małgorzata prezentuje się tak. Mocno przysadzista, prawda?
Załącznik:
98.jpg

Kolejne muzeum mieści się w dawnym kościele i zwie się Niguliste Museum. Sądzę, że nie odbywają się w nim już nabożeństwa (tylko po co ławki?), a jedynie prezentowane są dzieła sztuki sakralnej. Wizyta w nim zachwyci wielbicieli tego typu przedmiotów, a reszta turystów może czuć się nieco rozczarowana.
Załącznik:
99.jpg

Załącznik:
100.jpg

Załącznik:
101.jpg

Załącznik:
102.jpg

Załącznik:
103.jpg

Załącznik:
104.jpg

Jednym z nowszych muzeów w Tallinnie jest Vabamu Museum of Occupations and Freedom. Po nazwie można domyśleć się, co jest przedstawione w środku. Według mnie troszkę małe, ale ciekawe miejsce.
Załącznik:
105.jpg

Załącznik:
106.jpg

Załącznik:
107.jpg

Załącznik:
108.jpg

Załącznik:
109.jpg

Załącznik:
110.jpg

Pora wyjechać trochę poza centrum Tallinna i poczuć sporo luksusu i kultury. Tak oto prezentuje się rezydencja prezydenta Estonii, a o jego obecności na miejscu informuje podobno flaga państwowa na dachu. Podczas mojego spaceru nie było jej. Byli za to stojący nieruchomo wartownicy.
Załącznik:
111.jpg

Załącznik:
112.jpg

Mały biały domek to House of Peter the Great, czyli rezydencja cara Piotra Wielkiego. Wielokrotnie przebudowywany „doszedł” do formy obecnej. Jak wspomniała opiekunka obiektu, wszystkie eksponaty w środku nie są może autentyczne, czyli nie są cara, ale są z epoki i budzą respekt.
Załącznik:
113.jpg

Załącznik:
114.jpg

Załącznik:
115.jpg

Załącznik:
116.jpg

Załącznik:
117.jpg

Kadriorg Art Museum mieści się w pięknym pałacu. Latem okolica musi wyglądać imponująco, skoro nawet zimą wygląda przyzwoicie. A co w środku? Luksus, sztuka, koncerty muzyki poważnej. Sztuka przez duże „S”.
Załącznik:
118.jpg

Załącznik:
119.jpg

Załącznik:
120.jpg

Załącznik:
121.jpg

Załącznik:
122.jpg

Załącznik:
123.jpg

Załącznik:
124.jpg

Praktycznie po drugiej stronie ulicy jest Mikkel Museum, czyli kolejne miejsce, gdzie można oglądać sztukę, głównie sprzed wielu lat. Prezentowane są zbiory podarowane przez kolekcjonera Johanesa Mikkela i jest to także miejsce poświęcone jego pamięci.
Załącznik:
125.jpg

Załącznik:
126.jpg

Załącznik:
127.jpg

Załącznik:
128.jpg

Załącznik:
129.jpg

Załącznik:
130.jpg

Mekką wielbicieli sztuki dawnej i współczesnej jest Kumu Art Museum. Prezentowane są w nim głównie eksponaty artystów estońskich. Obiekt jest kilkupiętrowy, duży i podzielony jest na sekcje. Hmmm, szczególnie w części współczesnej sporo jest eksponatów dyskusyjnych, sporo prowokacji i sporo nagości, także w wersji multimedialnej. Nie znam się na sztuce, więc nic nie napiszę więcej. Popatrzcie sobie w spokoju na promil prezentowanych eksponatów.
Załącznik:
131.jpg

Załącznik:
132.jpg

Załącznik:
133.jpg

Załącznik:
134.jpg

Załącznik:
135.jpg

Załącznik:
136.jpg

Załącznik:
137.jpg

Załącznik:
138.jpg

Załącznik:
139.jpg

Załącznik:
140.jpg

Załącznik:
141.jpg

Załącznik:
142.jpg

Załącznik:
143.jpg

Załącznik:
144.jpg

Załącznik:
145.jpg

Załącznik:
146.jpg

Załącznik:
147.jpg

Załącznik:
148.jpg

Załącznik:
149.jpg

Załącznik:
150.jpg

Po przejściu przez park w kierunku morza natkniemy się na memoriał o nazwie Rusałka. Pomnik upamiętnia ofiary katastrofy morskiej z 1893 roku. Stamtąd można promenadą wzdłuż morza dotrzeć do samego portu – w sumie nie jest daleko.
Załącznik:
151.jpg

Kolejna atrakcja wymaga dojechania autobusem. Jest nią wieża telewizyjna położona praktycznie poza Tallinnem. To według mnie jedno z większych rozczarowań turystycznych, a pobyt w niej trwał może z 15 minut. Byłby o wiele dłuższy, gdyby chciało mi się czytać mnóstwo tekstów o genomie i genetyce na wielu tablicach. A tak to spojrzałem przez okna (niestety, są duże refleksy świetlne), spojrzałem z góry na dół przez mocno zniszczone okienko w podłodze i już zjeżdżałem do wyjścia. Z ciekawostek warto odnotować dywany z dystansami do wielu miast na świecie i windę, która wskazuje aktualne piętro i wysokość, na jakiej się znajdujemy.
Z faktów historycznych warto wspomnieć, że w 1991 roku miała tutaj miejsce próba opanowania wieży przez wojska radzieckie (Estonia wybijała się wówczas na niepodległość) i zablokowania jej przez czterech pracowników. Pamiątką tamtych zdarzeń jest monument i wóz pancerny.
Aha – dla twardzieli przewidziano wersję hard wycieczki: można za odpłatnością pospacerować po kopule wieży.
Załącznik:
152.jpg

Załącznik:
153.jpg

Załącznik:
154.jpg

Załącznik:
155.jpg

Załącznik:
156.jpg

Załącznik:
157.jpg

Załącznik:
158.jpg

Załącznik:
159.jpg

Załącznik:
160.jpg

Jako kibic piłkarski nie mogłem nie sprawdzić, jak pod względem piłki nożnej prezentuje się Tallinn. Od razu skojarzyłem nazwę Levadia Tallinn, którą powiązałem z jedną z większych kompromitacji polskiej piłki, czyli odpadnięciu z Levadią przez Wisłę Kraków w 2009 roku z europejskich pucharów. Podjechałem na miejsce oznaczone na mapach jako kompleks sportowy Levadia i oczom moim ukazał się taki widok:
Załącznik:
161.jpg

Załącznik:
162.jpg

Załącznik:
162.jpg

Pomyślałem, że tak nie może wyglądać stadion klubu grającego w europejskich pucharach. Od pracownika dowiedziałem się, że to obiekt treningowy i meczowy dla drużyn juniorskich, żeńskich i drugiego zespołu, a z Wisłą mecz rozgrywany był na stadionie Kardiorg. Mężczyzna ten uśmiechnął się na wspomnienie meczu z Polakami, więc kojarzył tamten miły akcent dla tallińskiej drużyny. Dodał też, że obecnie ligowe mecze Levadia i Flora Tallinn rozgrywają na wspólnym stadionie o nazwie A. Le Coq Arena, będącym jednocześnie stadionem narodowym.
Niewiele namyślając się podjechałem pod ten stadion. W sklepie z pamiątkami dowiedziałem się, że obiekt jest dostępny dla widzów tylko podczas meczów i mogę zapomnieć o wejściu. Nauczony doświadczeniem z takich miejsc wiem, że jeśli wyrzucają mnie drzwiami, to trzeba próbować wejść oknem. I tak też zrobiłem podchodząc do jakiejś pracownicy w administracji. Od słowa do słowa i zostałem po minucie zaprowadzony na stadion przez opiekuna murawy i mogłem zobaczyć obiekt. Wokół niego są jeszcze boiska pod balonem, ze sztuczną murawą i obiekt dla najmłodszych. Imponujący kompleks.
Załącznik:
163.jpg

Załącznik:
164.jpg

Załącznik:
165.jpg

Załącznik:
166.jpg

Załącznik:
167.jpg

Jak mi powiedział greenkeeper, nie ma żadnych animozji między stołecznymi drużynami, oba kluby grają na tym stadionie, ale liga piłkarska nie cieszy się za dużym zainteresowaniem i mecze gromadzą z 1000-1500 osób. Pozwolił mi nawet wejść do szatni, ale nie zezwolił zrobić tam zdjęcia.
Załącznik:
168.jpg

Załącznik:
169.jpg

Załącznik:
170.jpg

W Tallinnie rozgrywany był Superpuchar Europy w 2018 roku. Cały piłkarski świat zastanawiał się, jaki jest sens w rozgrywaniu meczu na obrzeżach Europy w państwie, gdzie futbol nie wywołuje za wielkiego zainteresowania. Zagrały ze sobą drużyny Realu Madryt i Atletico Madryt. Kibice nie mieli lekko – aby zobaczyć spotkanie musieliby pokonać z Hiszpanii prawie 4000 kilometrów. Polski akcent meczu – sędziował go Szymon Marciniak. On miał zdecydowanie bliżej.
Na stadionie jest ścianka (dość uboga) z największymi sukcesami estońskiej piłki. Hmmm, czyżby było na niej zwycięstwo nad Polską?
Załącznik:
171.jpg

Po sportowym akcencie wracamy do zwiedzania miasta. Jadąc do wieży telewizyjnej widziałem duży kompleks niewiadomego znaczenia i w drodze powrotnej wstąpiłem do niego. Był to Memorial to Victims of Communism, czyli miejsce upamiętniające ofiary systemu totalitarnego. Dodatkowo upamiętniono w pobliżu żołnierzy walczących w różnych wojnach – obok siebie spoczywają i Estończycy, i Niemcy, i Rosjanie.
Załącznik:
172.jpg

Załącznik:
173.jpg

Załącznik:
174.jpg

Załącznik:
175.jpg

Załącznik:
176.jpg

Załącznik:
177.jpg

Zupełnie nietypowym miejscem jest Ruins of Pirita Abbeys, czyli pozostałości po klasztorze sprzed kilkuset lat. Obecnie funkcjonujący klasztor znajduje się tuż obok ruin, a turyści mogą swobodnie oglądać resztki starej budowli. Cmentarz plus ruiny = dreszczyk emocji.
Załącznik:
178.jpg

Załącznik:
179.jpg

Załącznik:
180.jpg

Załącznik:
181.jpg

Załącznik:
182.jpg

Załącznik:
183.jpg

Znów przeskok z przedmieścia do centrum. Tym razem przedstawiam Wam Sobór Aleksandra Newskiego. Wygląda na starą budowlę, ale ma dopiero około stu lat. W środku sporo Rosjan i ochrona, która skutecznie pilnuje, żeby nie robić zdjęć soboru wewnątrz.
Załącznik:
184.jpg

Na wprost soboru znajduje się siedziba estońskiego parlamentu. Widać, że kolor różowy budowli jest jednym z ulubionych w tym kraju. Budynek nazywany jest również Toompea Castle.
Załącznik:
185.jpg

Tuż obok parlamentu jest niewielki park i wieża Tall Herman Tower. Codziennie rano wciągana jest na nią flaga estońska i powiewa aż do zachodu słońca.
Załącznik:
186.jpg

W okolicy można znaleźć kilka punktów widokowych, z których można podziwiać i stare miasto, i nowocześniejszą część Tallinna. Królują na nich wycieczki Azjatów i Rosjan, którzy jak szaleni latają z telefonami i pstrykają sobie zdjęcia.
Załącznik:
187.jpg

Załącznik:
188.jpg

Załącznik:
189.jpg

Załącznik:
190.jpg

Załącznik:
191.jpg

Nieco ukryte jest bardzo ciekawe miejsce: The Museum of Estonian Drinking Culture at the Luscher & Matiesen Destillery. W progu wita nas doskonałym angielskim pracownik muzeum, który serwuje do degustacji dwa rodzaje wina. Skosztowałem wina jabłkowego i obłędnie dobrego wina z … rabarbaru. Na miejscu można oczywiście nabyć wina, ale koszt ponad 100 zł za butelkę skutecznie mnie zniechęcił. Pracownik przedstawia historię tego miejsca, mówi o kulturze uprawy winorośli (niewielki areał) i produkcji wina z różnych owoców. Następnie udajemy się do podziemi, gdzie w towarzystwie nastrojowej muzyki możemy podziwiać historię winiarni i destylarni. Miejsce bardzo klimatyczne, polecam.
Załącznik:
192.jpg

Załącznik:
193.jpg

Załącznik:
194.jpg

Załącznik:
195.jpg

Załącznik:
196.jpg

Załącznik:
197.jpg

Wśród eksponatów trafiłem na bardzo ciekawą rzecz: list z 1945 roku Dimitra Matiesena-Matvejeva do firmy John Walker&Sons (nie, nazwa nie jest przypadkowa) w sprawie możliwości zatrudnienia się w tej firmie i nawiązania współpracy handlowej. Zaprezentowana jest również odpowiedź z Londynu. Mała rzecz, a cieszy.
Załącznik:
198.jpg

Załącznik:
199.jpg

Dalsza droga zaprowadziła mnie do Danish King’s Garden, gdzie wyróżniają się tajemnicze postacie.
Załącznik:
200.jpg

Załącznik:
201.jpg

Załącznik:
202.jpg

Załącznik:
203.jpg

Jako atrakcje turystyczne wymienione są w przewodnikach i na mapach dwie uliczki: Masters’ Courtyard i St. Catherine’s Passage and Church. Może latem, gdy jest pełno turystów, te miejsca wyglądają ciekawiej, ale w styczniu są nader smutne. Gdyby nie informacja na mapie, można by je ominąć.
Załącznik:
204.jpg

Załącznik:
205.jpg

Załącznik:
206.jpg

Załącznik:
207.jpg

Łatwo przeoczyć jest także najważniejszą świątynię katolicką – St. Peter and St. Paul’s Cathedral. Z zewnątrz nie jest efektowna, wewnątrz również nie jest najciekawiej, ale „atrakcyjność” ratuje możliwość zwiedzenia fragmentu starego zakonu Dominikanów. Płaci się za tą przyjemność 2 euro i nie jest ona udostępniana w ramach Tallinn Card.
Załącznik:
208.jpg

Załącznik:
209.jpg

Załącznik:
210.jpg

Załącznik:
211.jpg

Załącznik:
212.jpg

Załącznik:
213.jpg

Załącznik:
214.jpg

Dużym rozczarowaniem była za to wizyta w obecnej filharmonii, a dawniej siedzibie gildii House of Black Heads (Czarnogłowych). Pani wprawdzie uprzedziła mnie, że obiekt przechodzi remont, ale to, co pokazała, było bardziej niż niewystarczające: trzy prawie że puste sale. Jeśli miałbym za to zapłacić kilka euro, to chyba bym domagał się zwrotu.
Załącznik:
215.jpg

Załącznik:
216.jpg

Załącznik:
217.jpg

Załącznik:
218.jpg

Jako że mój pobyt w Tallinnie dobiegał końca, a najdłużej czynną atrakcją było Energy Discovery Center, to pozostawiłem je sobie na deser. Obiekt znajduje się w dawnych budynkach elektrowni i przedstawia nieco historii energetyki, nieco jej współczesności i wiele różnych eksperymentów naukowych. Jedne były mniej ciekawe, inne bardziej, ale przynosiły ogólnie sporo radości. Można było poczuć oddziaływanie na każdy zmysł, ale nazwanie tego miejsca centrum nauki byłoby nieco na wyrost. Jako ciekawostkę przeprowadzano eksperymenty w klatce Faradaya, gdzie można było oglądać wyładowania atmosferyczne o różnej intensywności.
Załącznik:
219.jpg

Załącznik:
220.jpg

Załącznik:
221.jpg

Załącznik:
222.jpg

Załącznik:
223.jpg

Załącznik:
224.jpg

Załącznik:
225.jpg

Załącznik:
226.jpg

Załącznik:
227.jpg

Załącznik:
228.jpg

Załącznik:
229.jpg


Tyle wycisnąłem z mojej Tallinn Card. Dużo, muszę to przyznać.

Jak na pewno domyślacie się, Tallinn stawia na klimaty średniowieczne. Jego starówka była w czasie II wojny światowej tylko nieznacznie uszkodzona i dlatego zachowało się wiele autentycznych budowli. Sporo również odrestaurowano w dawnym klimacie, co czuć na uliczkach. Wąskie przejścia, ładne budynki, opisy dwujęzyczne na wielu kamienicach ułatwiają zwiedzanie. Przykłady klimatyczności? Proszę bardzo:
Załącznik:
230.jpg

Załącznik:
231.jpg

Załącznik:
232.jpg

Załącznik:
233.jpg

Załącznik:
234.jpg

Załącznik:
235.jpg

Załącznik:
236.jpg

Załącznik:
237.jpg

Załącznik:
238.jpg

Załącznik:
239.jpg

Załącznik:
240.jpg

Załącznik:
241.jpg

Załącznik:
242.jpg

Załącznik:
243.jpg

Załącznik:
244.jpg

Załącznik:
245.jpg

Załącznik:
246.jpg


Na deser zostawiłem jeszcze jeden zabytek: najstarszą w Europie ciągle działającą … aptekę (Town Hall Pharmacy). Pracuje ona od 1422 roku, czyli bez mała 600 lat. Wewnątrz można oczywiście nadal kupić medykamenty i obejrzeć skromne muzeum farmacji. Uwagę przykuwa kilka eksponatów w słoikach (kurczę, tym naprawdę leczono ludzi?).
Załącznik:
247.jpg

Załącznik:
248.jpg

Załącznik:
249.jpg

Załącznik:
250.jpg

Załącznik:
251.jpg

Załącznik:
252.jpg

Załącznik:
253.jpg


A na koniec jeszcze mój mały zachwyt. Na jednym z biurowców zainstalowano coś, co wyświetlało swego rodzaju animacje dotyczące historii Estonii, odzyskania niepodległości itp. Wyglądało to jak animowany film i wzbudzało zainteresowanie przechodniów. U nas w Polsce nie widziałem jeszcze czegoś takiego.
Załącznik:
254.jpg

Załącznik:
255.jpg

Załącznik:
256.jpg


Jedźcie/lećcie do Tallinna – setki Azjatów nie mogą się mylić. Naprawdę warto.

Załącznik:
257.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez michzak, 25 Sty 2020 12:41, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
michzak uważa post za pomocny.
 
 
 [ 1 post ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group