Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 51 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
 Temat postu: Idu na Jujuy (Live!)
#1 PostWysłany: 04 Lis 2022 19:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6700
HON fly4free
Tytuł jest nieco na wyrost, ale żal byłoby nie wykorzystać potencjału drzemiącego w jakże uroczej nazwie regionu Argentyny, do którego się wybieram :)

Oczywiście, owo "idu" oznacza w tym wypadku "podążam", a nie "idę", bo choćbym nie wiem jak się wytężał, to z buta do Argentyny bym nie dotarł.
Poza tym, prawda jest taka, że Jujuy to tylko jeden z kilku kawałków tortu, które mam zamiar zjeść. W tytule powinny być zatem jeszcze: Nowy Jork, Buenos Aires, Salta i okolice oraz Sao Paulo. Tak długiego tytułu forum f4f by jednak nie strawiło.

Całość (lotnicza) wygląda tak:

1) do momentu wypożyczenia auta

Image

2) po oddaniu auta:

Image

Na szczęście, po miesiącach permanentnych zatorów, wykonawca węzła drogowego w mojej okolicy nareszczie ukończył najbardziej korkogenne prace i dojazd trójmiejską obwodnicą na lotnisko GDN poszedł błyskawicznie.
Check in na lot do FRA był jeszcze szybszy. Zdziwiło mnie, że nie sprawdzano ani ESTA, ani szczepienia. Lufthansie wystarczą najwyraźniej dane wprowadzone przeze mnie w trakcie on line check in, a zwłaszcza odhaczony "ptaszek" przy oświadczeniu, że jakby co, to poniosę wszelkie koszty, jeśli nie wpuszczą mnie do USA.... No ale chyba nie zrobią mi tego przy mojej pierwszej w życiu wizycie tamże :D ?

Salonik w GDN jest powszechnie znany na forum, więc dokumentacja fotograficzna jest zbędna. Wciągam jakieś bułki i sałatki greckie, popijając czerwonym winem, kończę kilka spraw zawodowych (tak, tak @abelincoln - mnie też dopadły różne plagi przedwyjazdowe :D ) i mogę iść do bramki nr 11. Mam do niej jakieś 15 kroków :D .

Dzisiejszy pre-departure drink :)

Image

Image

Na miejscu 1A czuję się nieco, jak w metalowym pudełku.

Image

Bombardierem (nie mylić z czasownikiem "bombardieren") powozi dziś Pani Kapitän. Obie Panie Stewardesy są natomiast... z Czech.
Oferta w klasie biznes jest skromna, ale po gdańskich bułach salonikowych i tak nie wcisnąłbym więcej. Ciekawe, czy zgadniecie z grubsza, co jest w miseczce po lewej stronie?

Image

Potem pojawia się przede mną jeszcze wino i czekoladka w żółtym papierku z odlatującym żurawiem (dobrze, że nie pawiem).

Po niecałej półtorej godziny lotu lądujemy we FRA. Czeka mnie tu nocleg. Cóż, trasa "5th freedom" Singapore Airlines z FRA do JFK, mimo wszelkich zasłużonych ochów i achów na temat samej linii, ma tą wadę, że wylot z Frankfurtu jest wcześnie rano i nie ma siły, by doczepić do niego jakiś dolot tego samego dnia. Bez nocki na lotnisku lub w okolicy się zatem nie obędzie :(

Image

Oby tęcza nad jumbo była zapowiedzią samych dobrych przygód :)

Image

Na szczęście, bagaż mam już odprawiony do JFK, więc z moim plecakiem "Fly4free" udaję się od razu do lotniskowego Moxy. Na piechotę zajmuje mi to ok. 20 minut. Można podjechać jedną stację pociągiem, ale skoro pogoda sprzyja...
Na miejscu jest kilka hoteli lotniskowych (Holiday Inn, Hampton, Radisson Park, itd.), a tuż obok Moxy duży REWE.

Image

W środku typowy dla Moxy młodzieżowo-hipsterski (kurczę, jest w ogóle takie określenie?) wystrój, zwłaszcza w okolicach recepcji. A pokój? Też dość standardowy, choć chyba ciut większy, niż te, które widywałem w innych obiektach tej marki.

Image

Image

Image

Na jutrzejszy lot muszę się zebrać wcześnie rano, więc rezygnuję ze śniadania i zamiast tego biorę dodatkowe punkty. Mam nadzieję, że brakujące składniki odżywcze dostarczę memu ciału w saloniku i na pokładzie A380 :)

Wysłane z mojego CLT-L29 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off
32 ludzi lubi ten post.
Gadekk uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 05 Lis 2022 09:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6700
HON fly4free
Krótki odcinek przed lotem do JFK...

Na początek drobna retrospekcja - REWE obok hotelu jest fajnie zaopatrzony, bo jest sporo gotowych dań, np. bar sałatkowy (1,48 EUR za 100 g), kanapki, sushi, kawa itp. Jeśli zatem macie nocleg w pobliżu, to da się tu coś zorganizować do konsumpcji. Na przeciwko hotelu jest również restauracja włoska, w której wieczorem siedziała masa gości. Pytanie tylko, czy dlatego, że jest tam tak smaczne jedzenie, czy raczej z powodu monopolu w tej okolicy :D ?

Ranek jest rześki i bezdeszczowy, więc trasę między Moxy i terminalem nr 1 pokonuję znowu na piechotę.
Na wszelki wypadek idę jeszcze do stanowisk check in, żeby sprawdzić, czy wszystko z moją odprawą jest w porządku (bo coś w tym Gdańsku zbyt krótko to trwało, niemal jak na lot do Krakowa). Tu wreszcie ktoś wyraża zainteresowanie moim ESTA, wklepuje jakieś informacje, sprawdza dalszy lot, a na koniec drukuje nową kartę pokładową i życzy miłego lotu.
Kątem oka obserwuję - trochę zaskoczony - że na stanowisku obok odprawia się 3 pasażerów "suitowych". A kto wie, może pod moją nieobecność byli też inni. Najwyraźniej nie doszacowałem popytu na loty 1. klasą.

Pozostaje jeszcze fast track, kontrola paszportowa (automatyczne bramki dla paszportów UE to zbawienie) i kieruję się do Marple Leaf Lounge Air Canada.

Image

Image

Image

Nawet jeśli nie macie tu wstępu, warto wjechać na piętro, bo tutejsza strefa relaksu jest zdecydowanie spokojniejsza, niż te na dole ;)

Image

VS.

Image

Sam salonik jest bardzo przyjemny. Dość przestronny, z relaksującym oświetleniem i gastronomią, która nie zwala z nóg, ale na moją poranną potrzebę jest w sam raz.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Kolejna część pewnie już z NYC...
Góra
 Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
oskiboski uważa post za pomocny.
 
 
#3 PostWysłany: 05 Lis 2022 10:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Wrz 2012
Posty: 1394
Loty: 532
Kilometry: 846 995
złoty
[/quote]Check in na lot do FRA był jeszcze szybszy. Zdziwiło mnie, że nie sprawdzano ani ESTA, ani szczepienia. Lufthansie wystarczą najwyraźniej dane wprowadzone przeze mnie w trakcie on line check in, a zwłaszcza odhaczony "ptaszek" przy oświadczeniu, że jakby co, to poniosę wszelkie koszty, jeśli nie wpuszczą mnie do USA.... No ale chyba nie zrobią mi tego przy mojej pierwszej w życiu wizycie tamże[/quote]

Coś się zmieniło w tym temacie. Przy tegorocznym wylocie z WAW do Toronto nikt nie sprawdzał kanadyjskiej eTA. Znaczy, że była sprawdzona w inny sposób. Zarówno kanadyjska eTA jak i amerykańska ESTA są powiązane z numerem paszportu. Po maszynowym odczycie paszportu przez osobę na check-inie czy urzędnika Immigration po prostu widać, że klient ma eTA czy ESTA.
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 05 Lis 2022 10:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6700
HON fly4free
We FRA obsługiwał mnie bardzo młody chłopak, chyba nowicjusz (pytał sąsiadów o różne kwestie), więc być może działał asekuracyjnie :)

Na marginesie, SQ daje na cały lot wifi gratis dla pasażerów w C i F, więc chyba nadam jeszcze odcinek z pokładu (z którego piszę właśnie te słowa).
Góra
 Relacje PM off
oskiboski lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 05 Lis 2022 14:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6700
HON fly4free
Cóż, internet na tej wysokości ma przepustowość starszego pana ze szwankującym układem hydraulicznym, więc nie zaszaleję z ciągiem dalszym. Pozostaje mi zamieścić drobny wycinek...

Bramka nr 46 jest ok. 10 min. spacerkiem od saloniku. Czeka tu już multum ludzi. Ustawił się nawet ogonek do wejścia priorytetowego dla pasażerów z kl. biznes i pierwszej. Co zrobić, staję w nim i ja. Po chwili wchodzimy na pokład.

Image

A kawałek dalej samolot Condora, w którym nowe malowanie wprowadzono tylko na "ogonie". Czyżby zorientowali się, że samolot akurat niemieckiego przewoźnika udekorowany w biało-niebieskie pasy mógłby wzbudzać niesmak? 

Image

Reszta później, już z Nowego Jorku :)
Góra
 Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 05 Lis 2022 20:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6700
HON fly4free
Siedzę sobie w A Train, widoki dookoła (na razie) mizerne, więc szybka wrzutka z lotu...

Oto moje miejsce 11K

Image

Image

Image

Image

Image

Gdybyście tak jak ja nie wiedzieli, jak włączyć okrągłą lampkę do czytania, mam dla Was sekretną podpowiedź - trzeba ją przekręcić :D

A propos wątku czy-zdejmujecie-buty-w-samolocie,18,139293, oto moje stanowisko w tej materii ;) 

Image

Z przyjemnością oglądam film z instrukcją bezpieczeństwa, który opowiada o wszystkich tych nudnych (acz ważnych) rzeczach w spokojny, interesujący sposób, prezentujac przy okazji ciekawe miejsca w Singapurze. Kiedyś już go wrzucałem, ale warto to powtórzyć, bo to wzorcowa produkcja:



Aspekt kulinarny prezentuje się zaś następująco... 

Przystawka nr 1

Image

Przystawka nr 2

Image

Danie główne

Image

Serowy finisz

Image

A do tego wszystkiego "Bullet train" na krystalicznym ekranie i można się zdrzemnąć... 

Niestety, pora tego lotu jest tak, że nawet pomimo dzisiejszej wczesnej pobudki, sen był krótki i mało intensywny. Może i dobrze, bo nie widziałem jeszcze Diuny :)

Po jakimś czasie przemiła obsługa donosi jeszcze jeden posiłek, ale rzuca w tym czasie samolotem niemiłosiernie i zdjęcie wyszło, jak wyszło, więc wyjaśniam, że to makaron z krewetkami.

Image

Lądujemy nieco przed czasem, ale i tak swoje musimy odczekać, bo (chyba) jedyne stanowisko do obsługi A380 jest jeszcze zajęte przez samolot Emirates. Po ok. 15 min. odbija od pirsu i przychodzi pora na nas.

Image

Po drodze dostrzegam, że zaraz przy płycie jest jakiś Marriott, czy inny Hilton ze świetnym tarasem do spottingu.

Image

Po wyjściu z samolotu zostaje jeszcze największa dla mnie (jako nowicjusza w USA) zagadka - jak powita mnie urzędnik imigracyjny?
Cóż, poszło bezproblemowo. Jedyne na co mogę pokręcić nosem, to ok. 30 min. czekania w kolejce.
Jeszcze tylko ostatni rzut oka na "mojego" A380 z Air Train i wkrótce potem wsiadam do metra (z którego piszę te słowa).

Image

Image

Na razie, tempo relacji mam rewelacyjnie "na żywo". Ciekawe, kiedy je zgubię...
Góra
 Relacje PM off
20 ludzi lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 07 Lis 2022 23:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6700
HON fly4free
Najwyraźniej zapeszylem swoim ostatnim samochwalstwem, bo tempo relacji już mi drastycznie spadło. Jutro wyjeżdżam z Nowego Jorku, a jeszcze nic z niego w zasadzie nie napisałem. Ale cóż zrobić... To miasto wciąga, zwłaszcza, gdy ma się na nie raptem 3 dni. Sądząc po niektórych osobnikach spotykanych na ulicy, najwyraźniej nie tyle wciąga, ale wręcz wsysa, a potem wypluwa. 

Pierwsze widoki po wyjściu z metra nie licują z moimi wyobrażeniami Manhattanu.

Image

Widok równie dziadowski, jak pociąg, którym tu przyjechałem. Swoją drogą, lotnisko i jego otoczenie też sprawia wrażenie, że jest na dnie fali opadającej. Od razu dodam jednak, że generalizowanie to błąd, z którego miasto wyprowadzilo mnie bardzo szybko. 

Kilkadziesiat kroków i stopni wcześniej robię z siebie głupka przed jakąś miejscową panią (jedyną osobą, która była na horyzoncie), gdy pytam, gdzie mogę odbić moją Metrocard, żeby wyjść, bo mnie "kołowrotek" nie przepuszcza. Ona patrzy na mnie chwilę w milczeniu, jakby nie rozumiała co mówię (albo tyle trwało, zanim przefiltrowała mój akcent) i stwierdza, że mam po prostu przejść. No to tak robię i... przechodzę. A jeszcze minutę wcześniej nie mogłem. 

Ze stacji Fulton mam do hotelu kilka minut na piechotę. Z uwagi na remonty i krzywe chodniki trasa bywa dość trudna do pokonania z walizką, ale i tak do celu docieram nadspodziewanie prędko. Dostaję pokój na 24. piętrze. Nie wiem, czy to kwestia statusu (w recepcji nie zająknęli się na ten temat), ale widok jest przyjemny. Z resztą, cały pokój jest w porządku. 

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Generalnie, hotel mogę polecić, zwłaszcza za punkty (w moim wypadku 77000 vs. ok. 1500 USD za 3 noce - szaleństwo!). Lokalizacja jest świetna, choć na pewno są lepsze, bardziej centralne (na takie nie byłoby mnie jednak stać ani "gotówkowo", ani punktowo) a pokoje przyjemne. Są też jednak wady - słabej jakości okna, które przepuszczają hałasy ulicy, no i śniadania (ale do tego tematu wrócę jeszcze osobno, zgodnie z chronologią wydarzeń). 

Wczesnopopołudniowa pora i umiejscowienie hotelu, czyli

https://maps.app.goo.gl/9YEZUoJT1PuoDrJU8

zachęcają do rozpoczęcia zwiedzania miasta od najbliższej okolicy. A co jest stosunkowo niedaleko? Most brookliński! Pogoda jest wspaniała na spacer, więc ruszam w drogę.

Zaczynam na bulwarze zaraz przy hotelu. Gdyby nie startujące i lądujące co chwilę helikoptery (kawałek na prawo jest lądowisko jednej z firm oferujących loty widokowe) byłoby tu błogo. Inna sprawa, że w Nowym Jorku niezmiernie trudno uciec od dźwięku helikopterów. Człowiek czuje się tu, jak na planie filmu o Wietnamie lub Afganistanie. Ze śmigłowcami w tle, czy bez, Pier 17 to bardzo fajne miejsce na obserwację Downtown'u, Brooklynu, no i mostu. Całe jego otoczenie zostało przeobrażone w strefę spacerowo-gastronomiczną i najwyraźniej cieszy się ona powodzeniem.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Most brookliński jest niby na wyciągnięcie ręki, ale żeby wejść na kładkę pieszą (albo z niej zejść), trzeba oddalić się nieco od brzegu. Najbliższe wejście piesze od mojej strony jest tu:

https://maps.app.goo.gl/5sDLMa6H455HYiVZ9

a pierwsze zejście na Brooklyn tu:

https://maps.app.goo.gl/E4bzAC5bnwh6VYrw9

Nie wiem, czy to kwestia pogody, czy jest tu tak zawsze, ale tłum spacerowiczów wszelakiej maści i narodowości (choć dominują osoby hiszpańskojęzyczne) jest nieprzebrany. Gdy dodać do tego sprzedawców turystycznego badziewia oraz przynajmniej tuzin gości z obrotowymi podestami oferujących teledyskowe ujęcia z NYC z przebojem Alicii Keys w tle, robią się tu co chwilę małe korki. W takich momentach doceniam swoją szczupłość, czy raczej witkowatość, która pozwala na sprawne przeciskanie się przez przeszkody :D .

Image

Image

Co by się jednak tu nie działo, muszę przyznać, że odczuwam efekt "Wow!". Zobaczenie tego miejsce na żywo, wzbudza dość entuzjastyczne odczucia. Niby zwykły most, na dodatek w smrodzie spalin i hałasie aut przesuwających się powoli w obie strony jezdniami poniżej kładki, a jednak... Być może wrażenia byłyby inne w deszczu i chłodzie, ale dziś cieszę się jak dziecko. Do tego stopnia, że tą samą trasę pokonuję dziś dwukrotnie (za dnia i po zmroku) - w sumie 28,5 km na piechotę. To oczywiście nie tylko trasa z hotelu przez most i z powrotem. Obchodzę też spory kawałek nadwodnego Brooklynu (do Brooklyn Bridge Park Pier 5) i okolice 9/11 Memorial, a wbrew pozorom, to duże odległości.

Moje sobotnie popołudnie i wieczór prezentują się z grubsza tak:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Wracam do pokoju, a zmęczenie nie pozwala mi napisać ani słowa. Tak samo jest nazajutrz, no i dopiero dziś udaje mi się naskrobać powyższe słowa... Sam sobie jednak zgotowałem ten los. Przecież nikt mi nie kazał wszędzie łazić ;) 
Góra
 Relacje PM off
26 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#8 PostWysłany: 07 Lis 2022 23:27 
Moderator forum

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1505
@tropikey jak karta alkoholowa na pokładzie SQ? :>
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 07 Lis 2022 23:33 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6700
HON fly4free
Wiedziałem, że po przylocie będzie jeszcze bieganina, więc nawet jej nie sprawdzałem, co by się nie drażnić :D
Wypiłem 2 kieliszki Shiraz (bardzo dobre, ale nawet nie wiem, z jakiego kraju) i tyle.
Na bieżąco można sprawdzać tu:

https://inflightmenu.singaporeair.com/home
Góra
 Relacje PM off
Gadekk lubi ten post.
Gadekk uważa post za pomocny.
 
 
#10 PostWysłany: 11 Lis 2022 01:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6700
HON fly4free
Dziś jest (tj. wtedy był) 6.11.2022 r. W Nowym Jorku oznacza to maratonowe szaleństwo. Nigdy nie ciągnęło mnie do tego antycznego dystansu, więc będę się trzymał od biegu... na dystans. A którędy na pewno nie prowadzi jego trasa? Po wodzie! Wybiorę się zatem dzisiaj w rejs. A co tam, niech będą dwa, a w zasadzie trzy :) .

Najpierw wróćmy do tematu zasygnalizowanego w poprzednim wejściu - śniadania w AC NYC Downtown. Kogo nie interesują te kwestie, może przeskoczyć nieco dalej ;)

Niestety, potwierdzam wszystko to, o czym od lat piszą tutaj niektórzy z Was, tj. że poziom tzw. "soft product" (m. in. gastronomii śniadaniowej) - przynajmniej w hotelach sieciowych - jest w USA lata świetlne za Europą, nie wspominając o Azji.
Hotele AC są o tyle wyjątkowe (w złym tego słowa znaczeniu), że goście statusowi nie otrzymują śniadania gratis. Bonusem jest kredyt "gastronomiczny" w dziennej wysokości 10 USD na gościa. Starając się go choć ciutkę uefektywnić, rezerwuję pokój dla dwóch osób, dzięki czemu, do dyspozycji mam podwójny kredyt. Podczas meldowania się próbuję - choć wiem, że to raczej droga do nikąd - załatwić sprawę tak, żeby tymi kredytami "dwojga" gości pokryć łącznie koszt jednego śniadania, który tak się akurat składa, że wynosi 20 USD (o ile rezerwuje się je poprzedniego dnia, bo zakup bezpośrednio przed śniadaniem, to już 25 USD mniej w portfelu). Dwoje recepcjonistów zgodnie twierdzi, że tak się nie da, więc będę musiał dołożyć tą dychę od siebie za każdy poranny posiłek. Na szczęście, nie ma żadnego problemu, bym kredyt "2-go gościa" wykorzystał od razu w sklepiku tuż obok recepcji. Cóż, sklepik, to określenie zdecydowanie na wyrost dla tych kilkunastu półek, na których stoi trochę produktów wycenionych tak, jakby sprzedawane były w Wersalu. Darowanemu koniowi (tu raczej mustangowi) w zęby się jednak nie zagląda ;)
Ten sam układ stosuję przez kolejne dni. Na koniec okazuje się, że system kredytowy przerasta nie tylko mnie. Podczas wymeldowania, zamiast 30 USD muszę za te moje 3 śniadania dopłacić ciut ponad 20. Na podstawie rachunku z recepcji nijak nie jestem w stanie ustalić, jak to zostało obliczone, no ale nie będę się przecież o to kłócił :D

Wracając do samego śniadania, to jest ono mizerne, ale biorąc pod uwagę horrendalne (moim zdaniem) ceny posiłków w NJ, trzeba się cieszyć i tym, bo za te 10 USD dopłaty (a po ww. ostatecznym rozrachunku za jakieś 7 USD) nic lepszego nie dostanę.
Wygląda to tak:

Image

Image

Wiem, niewiele tam widać, bo i niewiele jest, choć udaje mi się z tego wycisnąć codziennie całkiem obfity posiłek. Pieczywo można sobie odpuścić, bo są tylko suche pokrojone kromki. Jedynie rogaliki francuskie przechodzą test zjadalnosci. Na talerzach są plastry sera (2 rodzaje), salami, wędliny drobiowej i czegoś a la szynka szwarzwaldzka. Są też "eggburgery" (zawsze max. 2, ale donoszą kolejne) z jajkiem sadzonym i bekonem, owsianka, ugotowane jajka, a w lodówkach jogurty w opakowaniach. Najwięcej ilościowo jest owoców (ananas, melon, borówki amerykańskie). Wreszcie, o czym nikt nie informuje, póki się samemu człowiek nie podpyta, bez dopłaty są jajecznice i omlety (te drugie zupełnie w porządku) robione w kuchni na zamówienie. Do tego soki i kawa/herbata z termosów.
Reasumując, przy odrobinie kreatywności, "food & bevarage credit" można tu zoptymalizować.

Więcej już o gastronomii w AC Downtown nie będzie. Opis jest dla potomnych, którzy tu być może kiedyś trafią i będą się zastanawiać, jak żyć :D ?

Gdzie to ja byłem... A ha! Rejsy. Będą w pewnym rozrzuceniu czasowym. Zacznijmy od pierwszego.
Rano, zgodnie z prognozą, jest pochmurno, ale ciepło, bo temperatura ma dojść do 25 st. C. Spodziewane są też jakieś drobne opady. Dla maratończyków to drugie jest ok, a pierwsze nie za bardzo. Dla mnie w zasadzie odwrotnie.

Przed wyjazdem kupiłem na Expedii za 75 USD (z użyciem jakiegoś kodu zniżkowego) jeden z nowojorskich pass'ów dający mi wstęp do 3 atrakcji. Dwa mam zamurowane na coś innego, ale jeden można byłoby wykorzystać już teraz. Wezmę zatem rejs do Statuy (vel Statui, bo taki dopełniacz jest ponoć też w porządku) Wolności. Tak, wiem, że można to zrobić też za darmo, promem na Staten Island, ten jednak nie przepływa tak blisko obiektu moich zainteresowań, a poza tym, startuje z czubka Manhattanu, podczas gdy rejs komercyjny, dzięki temu, że rozpoczyna się zaraz przy lotniskowcu-muzeum (czyli na wysokości Times Square) daje możliwość obejrzenia sporej części wyspy od strony wody. A tak w ogóle - uwaga, spoiler - to przecież jeden rejs nie musi wykluczać drugiego ;)

Sprawdzam szybko, że dzisiaj najbliższy rejs zaczyna się o 10:30, a jest 9:00. Do celu mam 6,5 km. Zdążę nawet na piechotę. Ruszam zatem w kierunku rzeki Hudson, mijając po drodze kilka widzianych już wcześniej zakątków.

Image

Image

Image

Hudson River Park ciągnie się kilometrami. Mimo prowadzonych gdzieniegdzie prac rewitalizacyjnych, jest to rewelacyjne miejsce i najwyraźniej bardzo cenione przez mieszkańców, bo jest tu masa biegaczy, rowerzystów i zwykłych spacerowiczów. Niestety, pośpiech nie pozwala mi zrobić zbyt wielu zdjęć.

Image

Image

Na miejsce docieram, gdy rozpoczyna się już zaokrętowanie. Pan w kasie skanuje mój kod QR, wydaje bilet i mogę od razu ruszać za innymi.

Image

Image

Siadam na otwartym pokładzie. Po chwili pojawia się kaowiec Dave, który jeszcze przed odbiciem od brzegu zaczyna snuć opowieść o mieście, miejscach, które będziemy mijać oraz o naszym głównym celu. Robi to przy tym lekko i przyjemnie. Czuję się nieco, jak na występie w którymś z tutejszych klubów komediowych.

Image

Po obowiązkowym przeszywającym trzewia sygnale dźwiękowym odbijamy od nabrzeża. Trasa wiedzie wzdłuż brzegów Manhattanu, a wraz z przesuwaniem się statku Dave opowiada różne ciekawostki o widocznych bliżej lub dalej obiektach. Na przykład, byłem zupełnie nieświadomy tego, że Empire State Building był przez kilkadziesiąt lat klapą finansową, bo nie spełniły się plany inwestora, co do zapełnienia jego powierzchni. W zasadzie, najbardziej dochodową okazała się dopiero ta odsłona budynku, w której zaczął on funkcjonować jako atrakcja turystyczna.
I tak sobie Dave gawędził o wielu innych budynkach, w tym oczywiście o samotnej damie z pochodnią (to akurat moje własne określenie). Popłyniecie, posłuchacie :)

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po rejsie zasiadam sobie na chwilę relaksu przy Intrepidzie i jednym z niezliczonych ogrodów wybiegowych dla psów (ten akurat jest dość kompaktowy) i zastanawiam się, co dalej.

Image

Image

Image

Cóż, ESB jest tak blisko, to załatwmy i tą atrakcję! Idę do niej okrężną drogą, bowiem przez siedzibę ONZ, a potem Grand Central Terminal. Rzut oka na mapę wystarczy, by zobaczyć, jak bardzo nie szanuję swego czasu tutaj (nie wspominając o kończynach dolnych). Po drodze odkrywam ten oto produkt masowo dostępny w tutejszych sklepach (później orientuję się, że jest też w mym hotelowym "markecie").

Image

Pierwszy z ww. przystanków, to wielkie rozczarowanie. Ot, gdański "zieleniak" (no, może trochę wyższy) rzucony losowo gdzieś na Manhattan. Nawet kurde flagi pościągali.

Image

Jedyny plus, że odkrywam obecność tutaj brazyliskiego Kobry, o którym wspominałem kilkukrotnie w tej relacji (panie-barry-ktoredy-na-copacabane,212,162190).

Image

Stromymi schodami wspinam się na właściwy poziom Manhattanu i po chwili jestem na tutejszym dworcu centralnym. To ja rozumiem! Hall główny robi nieziemskie wrażenie, pewnie ze względu na tematykę zamieszczoną na sklepieniu.

Image

Image

Image

No dobra, teraz to już prosto do... Eee, a jednak nie. Po wyjściu z GCT skręcam w Fifth Avenue, a tu sprzed wejścia do wielkiej nowojorskiej biblioteki publicznej zapraszają mnie do zajrzenia tam banery informujące o bezpłatnej wystawie skarbów kolekcji niejakiego Polonsky'ego. Hmm, bezpłatna, nazwisko jakieś takie swojskie, czemu nie? Może nawet jakieś polonica się znajdą...
Cóż, okazuje się, że polskich akcentów nie ma tam żadnych, ale i tak zdecydowanie warto skorzystać (tym bardziej, że sprawdza się akurat ta część prognozy, która mówi o przelotnym deszczyku). Są tu starodruki (np. biblia Gutenberga z XV w., czy jedna ze stron sporządzonej przez Jeffersona odręcznej kopii Deklaracji Niepodległości), ciekawe pamiątki po znanych osobistościach, czy mapy.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Ta ostatnia, to ewenement. Jej sporządzanie zajęło 20 lat i jest wykorzystywana nawet dziś, gdy inżynierowie sprawdzają na różne cele lokalizację koryt dawnych cieków wodnych, którymi poprzecinany był Manhattan.

Teraz to już nie ma zmiłuj... Empire State Building, nadchodzę!
Jestem mile zaskoczony, bo nie muszę stać w żadnej kolejce (te tworzą się zapewne bliżej zachodu słońca). Ponowne skanowanie kodu QR i już zmierzam do czeluści tego najbardziej chyba znanego symbolu nie tylko Manhattanu, ale całego Nowego Jorku.
Dolna część, to bardzo ciekawe multimedialne muzeum .

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Potem jazda windą, której kabina pełni również funkcje audiowizualne i jestem na szczycie!

Chmury są na szczęście na tyle wysoko, że nie psują widoku. Podczas zachodu słońca i po nim byłoby może lepiej, ale nie narzekam, tym bardziej, że odczuwam pozytywne zaskoczenie, gdy kraty wokół tarasu (poniżej jest też oszklone piętro) okazują się mocno ażurowe i pozwalające na robienie zdjęć bez ich udziału w planie. Wydaje mi się, że kiedyś zamiast krat była tu metalowa siatka, a jej oczka na pewno nie dawały takiego komfortu.

Image

Image

Image

Image

Zegnam się z ESB - to było urocze randez vous.

Image

By utrzymać jeszcze przez chwilę romantyczny nastrój cofam się do parku Bryanta, w którym urządzono już (mimo letniej temperatury) jedno z kilku nowojorskich lodowisk pod chmurką.

Image

Image

Teraz drobny, 6-kilometrowy spacer do mojego AC i zostaje do załatwienia ostatni punkt programu.

Image

Image

Jest nim (zasygnalizowany już) wieczorny bezpłatny rejs na Staten Island i z powrotem. Z hotelu mam tam 10 minut na piechotę. Gdy docieram do przystani promowej, akurat rozpoczyna się boarding.

Image

Staję na tarasie ciągnącym się wzdłuż prawej burty. Prom po chwili rusza i oddalając się od brzegu pokazuje wieczorną twarz dolnego Manhattanu i New Jersey.

Image

Image

Po jakimś czasie mijamy Statuę Wolności, która jest jednak - zgodnie z moimi podejrzeniami - na tyle daleko od nas, że wcześniejszy rejs komercyjny uznaję za dobrą inwestycję.

Image

Po dotarciu do Staten Island schodzę że statku wraz z wszystkimi pasażerami, a następnie - z niektórymi z nich - wracam od razu na tą samą jednostkę, by popłynąć z powrotem na Manhattan.

Image

Image

Image

Cóż za udany kolejny dzień. Jutro - o ile sprawdzą się zapowiedzi internetowych synoptyków - aura ma powrócić do postaci krystalicznej :)
Góra
 Relacje PM off
20 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#11 PostWysłany: 12 Lis 2022 02:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6700
HON fly4free
Wstaję o wschodzie słońca i jeszcze przed śniadaniem idę na sąsiedni bulwar zobaczyć, jak o tej porze prezentuje się Brooklyn i dolny Manhattan. Widoki cieszą oczy...

Image

Image

Image

Prognozy chyba się nie myliły i zapowiada się piękny, słoneczny i bezchmurny dzień. W sam raz na Central Park i Top of the Rock o zmierzchu. A że nie byłem jeszcze w siedzibie zła światowego, zaczynam swą trasę od Wall Street.

Image

Image

Image

Image

Image

Ciekaw jestem, cóż takiego znalazł z tyłu byka gość w turkusowej bluzie, że jest taki rozmarzony? To pewnie przez takich, jak on, zwierzę jest do tego stopnia rozwścieczone :D .

Image

Image

Image

Gdy staję przed budynkiem nowojorskiej giełdy, znajduję od razu odpowiedź na nurtujące wielu pytanie, kto rządzi na świecie :)

Image

Image

Zajrzyjmy jeszcze do sąsiedniego Battery Park. To kolejne miejsce, skąd zaczynają się rejsy turystyczne ze Statuą Wolności w roli głównej. Wewnętrzny dziedziniec małego bastionu nie kryje w sobie nic nadzwyczajnego (choć tamtejszy WC, może się okazać dla wielu prawdziwym "hidden gem" ;) ).

Image

Image

Image

Image

Tuż obok znajduje się kolejny przykład kompromisów w zagospodarowaniu przestrzennym Nowego Jorku. A jest tego typu przypadków tutaj co nie miara.

Image

Dziś lituję się nad nogami, przynajmniej w pewnym stopniu. W pierwszej kolejności udaję się po bilet wstępu na Top of The Rock, ale nie czynię tego pieszo, lecz korzystam z metra. W sumie, to atrakcja sama w sobie, więc wypada przejechać się choć raz (bo A Train z okolic lotniska, to takie tylko semi-metro).
Po drodze zahaczam jeszcze o siedzibę NBC, w pobliżu której @Zeus chyba uruchomił jakiś kram :D

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Co do NBC, to ok. miesiąca przed podróżą udało mi się zarejestrować na nagranie jednego z odcinków show Jimmiego Fallona. Co z tego, skoro po rejestracji ciągle pokazywał się komunikat, że moje zgłoszenie czeka w kolejce i zostanę powiadomiony mailowo, jeśli zostanę zaakceptowany. Mijały dni i żaden mail nie przyszedł. Dziś robię ostatnie podejście, licząc, że może jednak.... W sklepie NBC sprzedawca informuje mnie dość olewczo, że jak chcę, to mogę sobie przyjść jeszcze raz o którejś tam godzinie i może mnie wpuszczą, o ile się załapię. Skoro tak, to mam ich gdzieś. Nie będę w taką pogodę tracić czasu na kręcenie się po okolicy, żeby potem stanąć w szranki z innymi po to, by ewentualnie dostać ochłap z pańskiego stołu. W sumie dobrze się stało, bo to byłoby przecież bezmyślne, gdybym zamiast korzystać z pięknej aury, miał siedzieć w studiu przez jakieś 2 godziny i klaskać na zawołanie.

Wejście do TOTR jest kawałek za rogiem. W kasie okazuje się, że mogę wejść albo w ciągu najbliższej godziny, albo dopiero o 17:50 (czyli już po zachodzie słońca), bo inne "sloty" są już wykupione. Biorę oczywiście opcję późniejszą, bo drugą wizytę na tarasie widokowym chcę mieć wieczorową porą. Szkoda, że już po zachodzie słońca, ale co zrobić....

Mam ok. 4 godzin do dyspozycji. W dwadzieścia kilka minut docieram do Central Parku mijając po drodze plan zdjęciowy do jakiegoś filmu o latach 70-tych.

Image

Image

Image

Image

Zaczynam zwiedzanie tego - śmiem twierdzić - skarbu miasta. Zaczyna się kulturalnie, z dorożkami, muzykami, malarzami, potem robi się co raz bardziej "leśnie", z wszędobylskimi wiewiórkami i ptakami, co rusz jest jeziorko, czy strumyk, nie wspominając o wielkim retencyjnym zbiorniku wody (który wyznaczył kres mej trasy). Do tego tereny sportowe, rekreacyjne, olbrzymie wybiegi dla psów, amfiteatr, Jagiełło na koniu, szwedzka wioska i masę innych miejsc, których albo nie pamiętam, albo po prostu ich nie widziałem. Bo musiałbym poświęcić cały 3-dniowy pobyt w Jorku na sam ten park, by powiedzieć, że go w miarę poznałem. Nawet jednak ta kilkugodzinna, intensywna wizyta dała mi masę frajdy.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Będąc w Central Parku wyskakuję na chwilkę w bok, by chociaż spojrzeć na muzeum Guggenheima. Z bliska widać, że ma już swe lata, ale ciągle ma w sobie to coś, co przykuwa wzrok.

Image

Image

Image

Czas wejścia na taras widokowy Top of The Rock powoli się zbliża, więc maszeruję z powrotem do Midtown, oczywiście środkiem Central Parku. Mimo, że nie z wysokości, mam swoją namiastkę widoków na miasto w czasie zachodu słońca.

Image

Image

Image

Image

Image

Odbijam nieco, by odhaczyć przy okazji jeszcze jeden obowiązkowy punkt wieczornego Nowego Jorku - Times Square. No, na energii elektrycznej, to tu nikt nie oszczędza :D

Image

Image

Image

Image

Jest 17:40, ale obsługa Top of The Rock prosi, by przyjść ponownie o 18:00, bo jest lekki poślizg z poprzednią grupą. Korzystam z okazji i zaglądam na kolejne tutejsze lodowisko - chyba najbardziej znane - przy budynku Rockefellera.

Image

Image

Tuż obok jest katedra św. Patryka i słynny majestatyczny Atlas.

Image

Image

Image

Nadchodzi nareszcie pora na gwóźdź wieczornego programu. Niestety, w porównaniu z ESB, organizacyjnie jest tu dużo gorzej, choć niewątpliwie gości jest wielokrotnie więcej, więc ogarnąć ten tłum jest na pewno trudniej. Dotarcie na górę zajmuje dobre 30-40 min., a nie ma tu żadnego muzeum do odwiedzenia. Widoki u góry wszystko jednak rekompensują.
Dolny poziom można potraktować po łebkach. Grube szyby otaczające tarasy powodują refleksy światła. Szczeliny między nimi pozwalają co prawda wysunąć dłoń z aparatem/telefonem, ale jest to raczej zabawa dla opanowanych graczy. Mi trzęsą się ręce, bo nie dość, że mam stracha przed wypadnięciem telefonu z dłoni, to moje lęki potęgują silne podmuchy wiatru. Na marginesie, serdecznie współczuję tym, którzy zasugerowali się ciepłem na dole i wjechali na górę bez żadnej dodatkowej odzieży - jest tu góra 12-13 st., więc moja kurtka okazuje się zbawienna).
Zdecydowanie najlepiej jest na najwyższym, a zarazem najmniejszym tarasie. Ponieważ znajduje się pod nim niższy poziom, nie trzeba tu stosować aż tak dużych zabezpieczeń, w związku z czym widok jest najmniej "zakłócony". A że nie ma też nawet śladu po chmurkach i smogu, doświetlone przez księżyc w pełni powietrze jest bardzo przejrzyste. Gapię się i gapię. To mój ulobiony chyba rodzaj wielkomiejskiego widoku.

Image

Image

Image

Image

Image

Wracam do hotelu metrem. Jestem trochę rozczarowany, bo jakoś tam strasznie spokojnie. Tyle się naczytałem o dziwakach na stacjach, czy w wagonach, a tu nic. Pełna kultura. Przy okazji innej wizyty tutaj wybiorę bardziej ekstrawagancką linię :D .

Image
Image

Jutro żegnam się z Nowym Jorkiem. Czeka mnie lot do Buenos Aires (przez Santiago de Chile).
Góra
 Relacje PM off
25 ludzi lubi ten post.
5 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#12 PostWysłany: 13 Lis 2022 13:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6700
HON fly4free
Po rutynowym śniadaniu i po ustaleniu, że mogę się wymeldować o 15:00, idę na ostatni spacer. Za oknem ponownie żarówa, więc zjeżdżam na dół ubrany tak, jak wczoraj, czyli w krótkim rękawku i krótkich spodenkach.

Image

Kto by tam sobie zawracał głowę prognozą pogody, gdy jak na dłoni widać, że jest jak wczesniej...
Wychodzę zatem z lobby (w którym dość dla mnie egzotycznie prezentowali się ludzie w typowo jesiennej odzieży), przekraczam próg hotelu, a tu przeszywa mnie niemal lodowy podmuch.
To pewnie z klimatyzacji - myślę sobie i brnę dalej w stronę bulwaru. Owszem, z bezchmurnego nieba słońce daje do wiwatu, ale nijak nie rekompensuje to faktu, że sterowana zapewne zimnym wiatrem temperatura spadła do 8 st. C! Wczoraj o tej samej porze (a nawet nieco wcześniej) było prawie 20. Prognoza, do której w końcu zajrzałem, zapowiada, że w najcieplejszym momencie będzie dziś 14 st. C. Cóż to jest przy wczorajszych 24 (aż do wieczora)... Niesamowita jest ta nagła zmiana. Nie mogę jednak narzekać, bo aura jest nadal bardzo przyjemna do spacerowania. Trzeba tylko inaczej skomponować odzież.
Czas do wymeldowania raczej marnotrawię. Nie mam jakiegoś ściśle określonego planu. Z resztą nie tylko dziś. Przez cały czas tutaj jestem nastawiony na kierowanie się instynktem wspartym pinezkami na mapie. Mimo że sporo ich pozostało jeszcze niezweryfikowanych, nie będę już dziś ganiał, byle tylko odhaczyć coś z listy. Zamiast tego, będę raczej wsysał widoki, dźwięki i zapachy.
Na razie siedzę sobie w słoneczku na jednej z wielu ławek przy opisywanym już Pier 16.

Image

O tej porze jest tu jeszcze pusto. Choć nie do końca. Otacza mnie kilkunastoosobowa grupa Chińczyków z nieodległego Chinatown, którzy drą się w niebogłosy, a w ramach kultywowania pamięci o kraju przodków puszczają rzewne melodie znad Żółtej Rzeki. O dziwo, nawet mnie to nie irytuje. W końcu to też lokalny koloryt. Miesza się to z dźwiękami promów kursujących w te i nazad między Manhattanem i Brooklynem, szumem aut przejeżdżających nadbrzeżną "elevated road" i - oczywiscie - bliższym lub dalszym turkotem helikopterów.

Image

Image

Co do zapachów, to Nowy Jork będzie mi się kojarzył z dwoma. Po pierwsze - marihuana. Czytałem, że czuć ją można tutaj bardzo często, ale nie sądziłem, że aż do tego stopnia. W zasadzie, ciężko jest wskazać miejsce, w którym bym jej nie wywąchał. Jest absolutnie wszędobylska, choć nie jest wcale tak, że co rusz widzę na ulicy kogoś zaciągającego się blantem. Owszem, bywają i tacy, ale "ziołowy" aromat wydobywa się raczej z wnętrz budynków.
Z zapachem palonych konopii konkurować może chyba tylko taki niezidentyfikowany, przywodzący na myśl zalewę do ogórków małosolnych (koperek, czosnek, itp.). Początkowo myślałem, że może dociera on do mnie z wód otaczających Manhattan, ale z czasem zorientowałem się, że wyczuwam go nie tylko blisko brzegów wyspy, ale również w jej wnętrzu. Może to zatem coś związanego z kanalizacją, albo metrem?

Robię ostatni spacerek po Downtown. Odkrywam np., że nawet taki Trump Building potrafi wywołać pozytywne odczucia.

Image

Image

Image

Wpadam jeszcze na moment w okolicę WTC (już chyba 3.raz, ale to tak blisko) i znajduję tam ciekawy pomnik ku czci amerykańskich marines, którzy po ataku z 2001 r. wykonywali niektóre akcje - o czym zupełnie nie wiedziałem - konno!

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Pora jechać na lotnisko. Jadę tam - a przynajmniej tak mi się zdaje - tą samą trasą, którą poruszałem się w stronę do miasta. Przed stacją Rockaway Blvd. siedzący obok mnie pasażer pyta jednak, czy jadę na lotnisko, a jeśli tak, to mówi, że muszę teraz wysiąść i poczekać na kolejny A Train, bo ten jedzie do Lefferts Blvd. Inni pasażerowie z walizkami też są zaskoczeni, ale wszyscy grzecznie wysiadamy. Nie wiem, może ktoś przez megafon coś mówił na ten temat, ale chyba tylko wieloletni mieszkańcy NYC są w stanie zrozumieć dźwięki wydobywające się z głośników w tutejszych pociągach.
Faktycznie, po ok. 10 min. przyjeżdża kolejny skład, a że wszyscy z walizkami doń wsiadają, robię to i ja, mimo że nie zauważyłem, ani nie usłyszałem żadnych informacji o kierunku jazdy. Na szczęście okazuje się on być tym właściwym.
W Terminalu 4 szybko odnajduję stanowiska check in LATAM.

Image

Image

Wręczając mi kartę pokładową, sympatyczna pani mówi, że mogę skorzystać z saloniku Delty. Z mojego rekonesansu wynika jednak, że mam dostęp również do lokalu prowadzonego przez Virgin Atlantic, a mam wielką ochotę, by osobiście zweryfikować bardzo zachęcającą niedawną recenzję @apadlo (opisz-swoj-pobyt-w-saloniku,15,117643&p=1560207&hilit=Virgin#p1559702). Pytam zatem o tą opcję, a pani na to, że oczywiście jak najbardziej (dodając przy tym teatralnym szeptem, że tam jest znacznie lepiej, niż w Delcie), tyle że to dużo dalej od mojej bramki. Póki nie muszę drałować do innego terminalu, nie ma problemu :)

Kawałek dalej jest kontrola bezpieczeństwa. Niby jest osobny ogonek dla kl. biznes i pierwszej, ale świadomie chyba nie nazwali tego fast trackiem, bo nie idzie to nadzwyczajnie szybko.
Co ciekawe, jest tu od razu weryfikacja paszportów. Najpierw pomyślałem, że to tylko jakaś wstępna kontrola, ale okazuje się, że później nie ma już - przynajmniej w przypadku lotu do Chile - żadnych tradycyjnych stanowisk granicznych.

Docieram nareszcie do saloniku. Już po chwili obecności żałuję decyzji... że nie przyjechałem tutaj wcześniej :)
Pomijając ciekawy wystrój, meble i aranżację wnętrz, tutejsza gastronomia jest świetna! Już sam system zamawiania jest swego rodzaju atrakcją, a do tego realizacja życzeń, zarówno w zakresie jedzenia, jak i picia, ekspresowa. Smakiem też jestem w pełni ukontentowany (łosoś, a potem warzywne curry, a do tego wino i Cosmopolitan). To naprawdę jeden z lepszych, a w każdym razie jeden z najbardziej zaskakujących saloników, w których miałem okazję przebywać.

Image
Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Z żalem opuszczam atlantycką dziewicę i ruszam na lot do Santiago de Chile. O nim jednak już w innym odcinku.
Góra
 Relacje PM off
20 ludzi lubi ten post.
4 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#13 PostWysłany: 14 Lis 2022 03:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6700
HON fly4free
Dreamliner LATAM już czeka, by zabrać pasażerów do Santiago de Chile.

Image

Zaraz po wymianie mil na ten lot wybrałem sobie miejsce 4D. Chodzi o to, by mieć swobodny dostęp do korytarza bez konieczności skakania nad sąsiadem. Oczywiście, taki sam dostęp miałbym też z miejsc z lit. J i C, ale wtedy to ja byłbym przeskakiwany.

Image

Image

Image

Image

Image

Siedząc w rzędzie 4 jestem zaraz przy drzwiach, którymi na pokład wchodzą wszyscy pasażerowie tego lotu. To dopiero uczucie :D Jestem pierwszym po stewardesach, którego wyłapują oczy każdego wchodzącego na pokład. Jestem trochę, jak freak of nature, którego ludzie przyszli oglądać w cyrku osobliwości :D Po wizycie w saloniku Virgin Atlantic nic mi jednak nie przeszkadza. Jest mi błogo....

A ha! Te wielkie sakwy, niczym od marynarza z dawnych reklam Baltony, kryją w sobie materac na fotel i kołderkę :) .

Przez długi czas miejsce obok pozostaje wolne. W końcu siada na nim kobieta, którą wcześniej widziałem w kolejce stojącą z mężem. Po jakimś czasie pojawia się i on, staje przy swej lubej i o czymś tam szepczą. Pewnie rozważają, jak by tu podejść tego gościa obok, żeby się przeniósł. Moja salonikowa błogość przechodzi w litość i sam z siebie proponuję, że mogę się z mężem zamienić miejscami. Niestety, jego fotel, to 1L (pod oknem), a to oznacza skakanie nad współpasażerką. Niech się pani obok cieszy, że mam takie długie nogi :D .
Swoją drogą, na obu fotelach, z obcymi mi osobami płci przeciwnej, czuję się niekomfortowo wiedząc, że już za chwilę rozłożymy fotele i będziemy tak leżeć obok siebie. Jak tu potem odpowiedzieć kiedyś tam w przyszłości na pytanie żony: "czy spałeś kiedyś z inną?".

Image

Zanim przyjdzie czas na spanie, trzeba coś zjeść. Po bardzo dietetycznym pobycie w Nowym Jorku, od momentu wejścia do saloniku Virgin Atlantic na JFK będzie to już mój trzeci posiłek w ciągu mniej więcej 3 godzin :D .
Wybór na pokładzie prezentuje się dziś z grubsza tak:

Image

Image

Image

a w praktyce tak (kolacja, a potem jeszcze śniadanie w skąpym świetle, by nie krzywdzić śpiącej sąsiadki):

Image

Image

Lot był generalnie w porządku - nie mam się do czego przyczepić. Niestety, podobnie, jak w czasie lotu Singapore Airlines, nie udało mi się zasnąć na zbyt długo. Tym razem udaje mi się zdrzemnąć góra przez 3 kwadranse. Ciekawe, jak będzie wyglądał mój dzień w Buenos...

Zanim tam się znajdę, ląduję w stolicy Chile. Ostatni raz byłem tu kilka lat temu i mam miłe wspomnienia z tutejszego saloniku flagowego LATAM (choć wtedy bardziej podobał mi się ich lokal w GRU). Nie wiem, czy w czasie pandemii został on odremontowany, czy wpuścili mnie do jakiejś wyższej klasy, ale jestem pod wielkim wrażeniem. Kurde, pomyśleć, że to salonik linii, która jeszcze niedawno była objęta postępowaniem układowym z wierzycielami. Jak sobie to porównam z warszawskim salonikiem LOT-u, to... Eeee, szkoda gadać. Wystarczy wspomnieć o drzwiach do męskiego WC w części dla "goldów", których od nie wiem ilu lat nikt nie jest w stanie wyregulować tak, by się zamykały. A tu? Naprawdę, pierwsza klasa. Elegancki, stonowany wystrój, sala konferencyjna, kinowa, dla dzieci, część relaksacyjna, ładowanie bezprzewodowe w stolikach, nowoczesne toalety i prysznice, itd. Na jedzenie i picie nie mogę chwilowo patrzeć ;)

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Następnym razem (jeśli będzie ku temu okazja) muszę zaplanować sobie dłuższy pobyt tutaj. Tymczasem, lot do AEP już wzywa. Tym razem już koniec luksusów. Cały pokład to klasa ekonomiczna, więc jedyny bonus, na który się załapuję to miejsce przy wyjściu awaryjnym.

Image

Image

Najlepsze czeka mnie jednak po oderwaniu się od ziemi i przebiciu przez nisko zawieszone chmury. Andy są piękne!

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Jedynie w celach archiwalnych odnotowuję skromną ofertę gastronomiczną.

Image

Potem już tylko pola i łąki.

Image

Niestety, tak jak w ub. roku w trakcie lotu do SDU w Rio de Janeiro, tak i tym razem siedzę po absolutnie złej stronie - z punktu widzenia obserwacji w trakcie lądowania. Podczas gdy u mnie po prawej stronie nie ma kompletnie nic, a na dodatek moje okno jest całkowicie pokryte szronem, to przez czyściutkie okna po lewej stronie ludzie oglądają jak na dłoni całe Buenos Aires, wzdłuż którego przelatujemy nisko, gdy podchodzimy do pasa na lotnisku AEP. Będę miał w czasie tej podróży jeszcze jedną okazję - może wtedy się uda.
Tymczasem, pora ucałować argentyńską ziemię...
Góra
 Relacje PM off
18 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#14 PostWysłany: 16 Lis 2022 00:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6700
HON fly4free
Zatem jestem w boskim Buenos. Z całowaniem argentyńskiej ziemi na razie się jednak wstrzymuję, bo idzie mi opornie... 

Najpierw muszę odstać dobre 45 minut w kolejce do kontroli paszportowej. Argentyńczycy najwyraźniej bardzo boją się napływu nielegalnych imigrantów ;) 

Co gorsze, coś mi się dzieje z wifi i pomimo tego, że łączę się z darmowym dostawcą na lotnisku, pojawia się ciągle komunikat, że ta siec wifi nie ma połączenia z internetem (dziękuję wszystkim, którzy chcieli pomóc :) ). Ten sam problem był już na lotnisku SCL -  najwyraźniej Huawei nie lubi się (z wzajemnością) z południowoamerykańskimi WiFi lotniskowymi - a zniknął dopiero w hotelu w Buenos Aires. 

Nieszczęścia chodzą parami i dołącza moje gapiostwo, przez które zapomniałem ściągnąć sobie mapę Buenos offline, a nawet nie zapisałem sobie numeru autobusu, który z AEP jedzie do centrum. Nie mam zatem podstawowych danych, by dotrzeć do hotelu. Ale jest jeszcze gorzej, bo po wyjściu z lotniska, gdy mam nadzieję znaleźć po prostu przystanek i sobie z niego pojechać zgodnie z jakimiś informacjami, okazuje się, że tam jest wszystko w przebudowie, a funkcję przystanku pełnią przejścia dla pieszych. A żeby ciamajdztwa było pod korek, to kompletnie nie pamiętam o tym, że przecież za bilet nie płaci się tu gotówką, tylko kartą SUBE (której oczywiście jeszcze nie mam). Tak to jest, jak człowieka od internetu odłączyć. 

Wracam zatem potulnie na lotnisko, znajduję punkt informacyjny i po zasięgnięciu tam języka (angielskiego), w pobliskim kiosku kupuję SUBE, a potem udaję się nieco dalej, na standardowy przystanek, z którego - zgodnie z podpowiedzią pani informatorki - zabieram się autobusem 45.

Image

Nie wiem, skąd ta pani czerpie swoją wiedzę, ale jest ona z pewnością niekompletna. Owszem, 45-tka jedzie w kierunku centrum, ale nijak nie zahacza o Plaza de Mayo, o które ją pytałem. Widzę to na azymut w Google maps, więc wysiadam z grubsza w pobliżu mojego Anselmo Curio Collection i daję tam na piechotę (również z grubsza, widząc tylko kierunek marszu), przyglądając się pierwszym obrazkom z urokliwej dzielnicy San Telmo. 

Image

Intuicja mnie nie zawodzi i po niecałym kwadransie docieram do Plaza Dorrego.  Potem przypominam sobie, że trzeba było jechać numerem 33. Owszem, i w tym przypadku trzeba podejść, ale zdecydowanie mniej. 

Image

Jest około południa. Pokój już na mnie czeka, więc uderzam tam w podskokach, by zostawić cały majdan i ruszyć na miasto, bo jest kilka spraw do załatwienia. 

Moja Junior Suite okazuje się bardzo przestronna. Owszem, tu i ówdzie są jakieś drobne mankamenty, ale generalnie jest cacy :) . Zmieściłaby się tutaj cała drużyna harcerska, oczywiście na karimatach (a na nieco mniejszym balkonie zastęp zuchów).

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Tu już internet działa, ale jeżdżąc po Argentynie muszę mieć do niego dostęp stały, a nie tylko doraźny (zwłaszcza później, w północno-zachodniej części kraju). W celu zapewnienia go sobie udaję się do jednej z placówek Claro, by skorzystać z tej oto oferty:

https://www.claro.com.ar/personas/plane ... o/turistas

W sklepie doskonale wiedzą, o co chodzi. Trudno się dziwić - na dziesięciu klientów, siedmiu (w tym ja, jako drugi) jest właśnie po tego rodzaju kartę. 

Korzystam z usług tej placówki (mogę ją polecić):

https://maps.app.goo.gl/ZSG4HTcycHqt2BuL7

Teraz, to człowiek się od razu jakoś tak pewniej czuje :D

Idę w kierunku "centrum" miasta (w cudzysłowie, bo jest tu takich centrów kilka). Najpierw Casa Rosada I sąsiadujący z nią pomnik, przy którym ludzie składali pamiątkowe kamienie symbolizujące ofiary covidu.

Image

Image

Image

Image

Image

O ile w Nowym Jorku Polaków nie widywałem prawie wcale, tak tu nagle jakiś wysyp! Solo, parami, płci obojga :) Na dodatek - cóż za niespodzianka - część z nich to forumowicze :D . Serdeczne podziękowania dla @Zeus i @seba wraz z szanownymi Paniami za przemiłe spotkanie, no i przede wszystkim dla @Buyaka za cierpliwość i wytrwałość w oprowadzaniu :) . A obeszliśmy niemały kawałek miasta... 

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image
(i oni mają swego Dudę :D)

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

...kończąc w Pizzería Güerrín:

https://maps.app.goo.gl/WHn4cu7VVBuvx8Sz9

Image

Image

Image

Image

Image

Image

O dziwo, brak normalnego snu w czasie lotu z Nowego Jorku nie odbił się jakoś szczególnie na moim samopoczuciu i kondycji. Do hotelu wracam na piechotę obserwując z pewnym zaskoczeniem, że coś takiego, jak kryzys energetyczny tu nie występuje. 

Image

Image

Image

Teraz to już mogę odetchnąć. Pomimo początkowych oporów, Argentyna (a przynajmniej jej stolica) przyjęła mnie ostatecznie z otwartymi ramionami. Oby tak pozostało do końca. 
Góra
 Relacje PM off
27 ludzi lubi ten post.
5 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#15 PostWysłany: 16 Lis 2022 12:58 

Rejestracja: 16 Sty 2011
Posty: 6153
HON fly4free
@tropikey: zaiste poczekalnia LA w SCL jest znakomita - jest przeznaczona tylko dla paxów segmentu premium (bilet biznes / premium międzynarodowe) oraz posiadaczy najwyższego statusu w LATAMPASS.
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
tropikey uważa post za pomocny.
 
 
#16 PostWysłany: 17 Lis 2022 23:28 

Rejestracja: 08 Sie 2013
Posty: 1809
niebieski
@tropiklucz - zyjesz? :)
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
 
 
#17 PostWysłany: 17 Lis 2022 23:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2011
Posty: 1015
złoty
@lataczuk mając do wyboru otwarte ramiona latynoskiego kraju i forum z dalekiego, zimnego środkowoeuropejskiego kraju - nic dziwnego że utonął w tych ramionach
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
lataczuk uważa post za pomocny.
 
 
#18 PostWysłany: 17 Lis 2022 23:55 

Rejestracja: 08 Sie 2013
Posty: 1809
niebieski
@abelincoln - ja ze zwyklej troski pytam :)
Góra
 Relacje PM off
tropikey uważa post za pomocny.
 
 
#19 PostWysłany: 18 Lis 2022 00:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Sty 2011
Posty: 1015
złoty
Jeden dzień to nic, impreza z kacem tyle nie trwa. Zaginione osoby się po 48h zgłasza
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
 
 
#20 PostWysłany: 18 Lis 2022 00:33 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6700
HON fly4free
Jestem, jestem, wkrótce się odezwę :)
No i dziękuję za troskę. Wszystko gra!
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
lataczuk uważa post za pomocny.
 
 
 [ 51 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group