Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 22 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
 Temat postu: Hola CentroAmérica
#1 PostWysłany: 11 Lip 2014 18:18 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Maj 2010
Posty: 1119
Loty: 174
Kilometry: 297 129
Promocja linii Iberia pozwoliła mi wkroczyć w Nowy Rok w iście podróżniczym stylu. 3 stycznia hiszpański przewoźnik wrzucił do systemu obłędnie tanie bilety do Ameryki Środkowej, więcej tutaj http://www.fly4free.pl/tanie-przeloty-b ... d-1001pln/
Decyzja, że jadę była dość oczywista! Pozostała sprawa terminu, dokładnego kierunku. Nie muszę mówić, że bilety rozchodziły się jak „świeże bułeczki”, dlatego decyzja i zakup biletów nastąpił w ciągu godziny. Koszt biletu dla jednej osoby wyniósł 1044,37 zł (kupione na empiktravel.pl) a trasa wyglądała tak:
20.IV.2014 Berlin Tegel 19:45 - Madrid Barajas 23:00
21.IV.2014 Madrid Barajas 12:45 - Guatemala city 16:00
12.V.2014 El Salvador 19:00 - Madrid Barajas 14:40 (+1d)
13.V.2014 Madrid Barajas 16:00 - Berlin Tegel 19:05
Seria tegorocznych promocji Iberii sprawiła, że liczba polskich turystów w Gwatemali wzrosła kilkanaście jak nie kilkadziesiąt razy porównując do lat ubiegłych :-)

Pomimo tego, że Gwatemala jest krajem kilka razy mniejszym od Polski to do zaoferowania ma bardzo wiele. Na zachodzie plaże Pacyfiku, na wschodzie wybrzeże Morza Karaibskiego, na północy rozległa dżungla oraz a w centrum setki wulkanów. Z tych powodów Gwatemala miała być głównym punktem wyjazdu a cała reszta była planowana jako sympatyczne uzupełnienie, choć jak się na koniec okazało to pierwotny plan dość mocno ewaluował, ale o tym to już w zasadniczej części relacji poniżej. Zapraszam do lektury!

19.IV.2014 Warszawa - Berlin
Swoją podróż rozpoczynam w Wielką Sobotę na Metrze Młociny. Trasę z Warszawy do Berlina pokonam Polskim Busem (odjazd g.22:30). Bilet kupowałam z historycznej już chyba puli wrzuconej 13.II, gdzie cały system PB padł, ale ostatecznie po tygodniu otrzymałam swój bilet w cenie 17zł. Autobus odjechał punktualnie z Warszawy, szczęśliwie miejsce obok było wolne, więc można było się rozłożyć. Niestety w Poznaniu doszło sporo ludzi i zrobił się komplet, więc komfort podróży znacznie spadł.


20.IV. 2014 Berlin

Na Dworzec Autobusowy Berlin ZOB docieramy ok. 50 min przed planowanym czasem wg rozkładu. Niestety pogoda w Belinie fatalna - wieje, pada i zimno. Po lekkim odświeżeniu i pozostawiam swój plecak w jednej z dworcowych skrytek – koszt 3€ /mała skrytka, 4€ /duża skrytka (ceny za dzień). Skrytki znajdują się po prawej stronie od wyjścia z dworca na perony.
Warunki pogodowe uległy znaczącej poprawie, więc ruszam spacerkiem na miasto, w kierunku Bramy Brandenburskiej, gdzie o 11:00 zbiera się Free Walking Tour http://www.newberlintours.com/daily-tou ... -tour.html Przewodnik posługiwał się bardzo płynnym angielskim i posiadał naprawdę imponującą wiedzę nt. miasta. Wycieczka trwała prawie 3h a pracę przewodnika wynagradza się dobrowolnymi napiwkami.
Mam jeszcze kilka godzin do lotu, więc udaję się na obiad z poznanymi podczas wycieczki Francuzami.
Na dworzec Berlin ZOB wracam autobusem nr 100 (1,60€) spod Ogrodu Zoologicznego. Na dworcu zabieram rzeczy ze skrytki i ruszam dalej w kierunku Lotniska Tegel. Najpierw Bus M49 do Ogrodu Zoologicznego i przesiadka do Bus 109 do samego Lotniska (na całość bilet za 2,60€).
Terminal D, którego odbywa się lot do Madrytu jest dość klaustrofobiczny, więc trzeba się tam udać przed końcem check-in żeby ograniczyć spędzony tam czas do niezbędnego minimum.
W samolocie jest kilkoro Polaków, cel podróży mają podobny do mojego – jednak wieści o promocji Iberii do Am. Środkowej szybko się rozeszły w kraju :-) Lot jest operowany przez Iberia Express a to oznacza, że podczas lotu nie ma posiłków – chyba LOT się na nich wzorował.

20-21.IV.2014 Madryt
W Madrycie lądujemy punktualnie o 23:00, pod długim maratonie przez lotnisko w końcu docieram do wyjścia, gdzie czeka na mnie moja współtowarzyszka Magda, która zaczęła podróż w Barcelonie. Czekamy jeszcze chwilę na Polaków, z którymi umówiłam się wcześniej na forum. Mamy rezerwację w tym samym hotelu – Hotel Osuna rezerwowany przez http://www.travelpony.com/?rc=zaps
Pokój 2-osobowy ze śniadaniem w formie bufetu i darmowymi transferami z/na lotnisko kosztował nas 19$ (po uwzględnieniu bonusa 35$ za rejestrację).
Pogoda w Madrycie jest zupełnie niehiszpańska, wieje potworny wiatr, jest strasznie zimno i leje. Musiałam zadzwonić do hotelu z prośbą o przysłanie busa, więc ponad 20-minutowe oczekiwanie wychłodziło nas totalnie. Blisko hotelu znajduje się metro, ale na nocne zwiedzanie stolicy nikt nie ma już ochoty.
Hotel Osuna wygląda bardzo przyzwoicie, wszędzie są dosyć niskie zabudowania, dużo zieleni a pokoje czystko i dosyć komfortowe.
Poranek wita nas znowu deszczem, na szczęście na śniadanie nam to wynagradza – wybór jedzenia i napojów jest bardzo duży , więc na pewno każdy znajdzie coś odpowiedniego dla swoich kubków smakowych.
Po śniadaniu szybkie pakowanie i ruszamy we czwórkę na lotnisko – droga hotelowym busikiem zajmuje ok. 15-20minut .
Odprawa na lot do Gwatemali jest bezproblemowa. Dojście do odpowiedniej bramki zajmuje ponad 30 min. Przed samym wejściem do samolotu spotykamy jeszcze wielu Polaków, każdy z innym, swoim wymarzonym planem na Amerykę Środkową.
Lot do Gwatemali odbędziemy na pokładzie wysłużonego już z lekka Airbusa A340-300. Startujemy z ok. 40-minutowym opóźnieniem
12 godzin w samolocie i to w dodatku w ciągu dnia (wg czasu europejskiego) to koszmar a system rozrywki jest dość ubogi. Jednak myśl, że leci się do Gwatemali znacznie poprawia nastrój 
W trakcie lotu są serwowane trzy posiłki. W samolocie jest trochę wolnych miejsc, więc niektórzy szczęśliwcy mogą wygodnie rozłożyć się na dwóch siedzeniach.

21.IV.2014 Guatemala City – Antigua
Na lotnisku La Aurora w stolicy Gwatemali lądujemy przed 17, wszystkie formalności idą bardzo sprawnie – jeszcze na pokładzie samolotu wypełnialiśmy kwity, które trzeba oddać przy kontroli paszportowej i po odebraniu bagażu. I tak oto oficjalnie znaleźliśmy się w jednym z najniebezpieczniejszych miast świata – tak przynajmniej mówią rankingi, które plasują Gwatemala City na 12 miejscu tej nie niechlubnej listy.
Na lotnisku znajduje się kantor, ale nie na hali przylotów, tylko znacznie wcześniej przed taśmą bagażową. My się trochę zgapiliśmy i było już za późno na powrót. Na hali przylotów jest informacja turystyczna i stoiska wypożyczalni aut. Nasi znajomi Polacy zarezerwowali auto i zgodzili się nas podrzucić do Antigua, gdzie zupełnie przypadkiem mamy nocleg w tym samym miejscu.
Po wyjściu przed terminal lotniska kłębią się dziesiątki osób z różnych wypożyczalni i hoteli, jednak tej o którą nam chodzi nie ma. Idziemy do informacji turystycznej, w której pracuje starsza kobieta mówiąca na szczęście po angielsku. Znajduje w książce telefonicznej nr do wypożyczalni i pozwala nam skorzystać z telefonu, musieliśmy się tylko wpisać do zeszytu – a miał być to dziki, niebezpieczny kraj :-) Po kilku telefonach w końcu przyjeżdża spóźniony pracownik wypożyczalni. Jedziemy do biura w najgorszych popołudniowych korkach. Samochód, który przygotowali jest prawie nowy, dlatego konieczne było wykupienie pełnego ubezpieczenia. Pracownicy wypożyczalni bardzo skrupulatnie odnotowali każdą mikroryskę.
Po tych lekko przydługich formalnościach ruszyliśmy do Antigua (45 km), niestety Toyota Yaris słabo sobie radziła z pokonywaniem fatalnie wyprofilowanych kocich łbów, ale jakoś pokonaliśmy główny odcinek drogi. Jazda w Antigua po zmroku jest dość trudna, bo wiele dróg jest jedno kierunkowych a ich oznaczenie pozostawia wiele do życzenia. Pobłądziliśmy trochę, ale w końcu odnaleźliśmy naszą kwaterę u Fernando i Evelyn. Nocleg zarezerwowany za 0zł dzięki kuponowi rabatowemu w serwisie Airbnb.com, kwatera bardzo fajna, gospodarze też świetni https://www.airbnb.pl/rooms/222037
Wycieńczeni podróżą padamy jak muchy po 22.

22.IV.2014 r. Antigua – wulkan Pacaya – Antigua
Różnica czasu sprawia, że przed 7 rano jesteśmy gotowi do wyjścia na miasto.
A propo miasta to krótka informacja dla niewtajemniczonych. Antigua a w zasadzie pełna nazwa to Antigua Gwatemala (stara Gwatemala) to dawna stolica kraju do 1773 r. Otaczające miasto wulkany (Agua, Acatenango, Fuego)powodowały liczne trzęsienia ziemi dlatego stolica została przeniesiona do Gwatemala City – miejsca bardziej bezpiecznego. Antigua to kolonialne, bardzo kolorowe miasteczko z klimatycznymi brukowanymi uliczkami i z mnóstwem turystów lub obcokrajowców, którzy postanowili tu zamieszkać.
Nasze pierwsze kroki skierowaliśmy na Cerro del Torre – wzgórze krzyża. Na wzgórze prowadzi ścieżka. Przed wyjazdem z Polski czytałam, że to bardzo niebezpieczne miejsce, ale jakoś ciężko w to uwierzyć mijając po drodze ludzi uprawiających poranny jogging. Ze wzgórza rozpościera się widok na całe miasto, ale głównym obiektem obserwacji miał być górujący nad miastem wulkan Agua. Niestety nie mieliśmy szczęścia, bo niebo było spowite chmurami, które nie chciały przesunąć się w żadną stronę.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Widok z Cerro del Torre
1.JPG
1.JPG [ 253.12 KiB | Obejrzany 13865 razy ]

Lekko rozczarowani wracamy na śniadanie do naszej kwatery, które nie było zbyt obfite, ale skoro jest darmowe to nie ma co narzekać.
Ponownie wyruszamy na miasto, które ospale budzi się do życia. Odwiedzamy jeden z licznych kościołów i przykościelny szpital/przychodnie – taka lokalizacja jest bardzo popularna w tej części świata. Następnie nasze kroki kierujemy w okolice Parku Centralnego, który obowiązkowo musi znaleźć się w każdym tutejszym mieście.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Park Centralny
8.JPG
8.JPG [ 239.92 KiB | Obejrzany 13865 razy ]

Z łatwością odnajdujemy bank, gdzie wymieniamy dolary po bardzo przyzwoitym kursie 1$ - 7,67Q (1 quetzal = 0,40zł).
Punktem obowiązkowym jest także piekarnia Doña Luisa Xicotencatl (4a Calle Oriente 12), która słynie z chlebka bananowego. Za dość spory bochenek trzeba zapłacić 27Q (10,80zł).
Nie mamy jakiegoś specjalnego planu na to miasto, dlatego intuicyjnie chodzimy brukowanymi uliczkami Anitigua, na których widać kolorowe kwiaty pozostałości po niedawnym procesjach wielkiego tygodnia, po drodze mijamy też schowane platformy z figurami przedstawiającymi sceny biblijne – chrześcijaństwo jest w Ameryce Środkowej dość „świeżą” religią dlatego wiara i religia są towarzyszą tutaj każdej sferze życia codziennego.
Niedaleko łuku św. Katarzyny natrafiamy na bardzo dobrze zaopatrzony sklep z pamiątkami – dużo rękodzieła z całego regionu, lokalna kawa – to tylko niektóre skarby, które można tam zdobyć.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Pozostałości po procesji
2.JPG
2.JPG [ 197.53 KiB | Obejrzany 13865 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Platformy na świąteczną procesję
6.JPG
6.JPG [ 162.58 KiB | Obejrzany 13865 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Antigua
3.JPG
3.JPG [ 197.53 KiB | Obejrzany 13865 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Antigua
4.JPG
4.JPG [ 235.62 KiB | Obejrzany 13865 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Antigua
5.JPG
5.JPG [ 228.87 KiB | Obejrzany 13865 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Antigua
7.JPG
7.JPG [ 195.66 KiB | Obejrzany 13865 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Antigua
9.JPG
9.JPG [ 190.53 KiB | Obejrzany 13865 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Antigua
10.JPG
10.JPG [ 177.71 KiB | Obejrzany 13865 razy ]


-- 11 Lip 2014 18:23 --

Załącznik:
Komentarz do pliku: Antigua
11.JPG
11.JPG [ 174.62 KiB | Obejrzany 13859 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Antigua
12.JPG
12.JPG [ 163.69 KiB | Obejrzany 13859 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Warsztat kowalski
13.JPG
13.JPG [ 163.76 KiB | Obejrzany 13859 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Tablica rejestracyjna z grafiką Tikal
14.JPG
14.JPG [ 176.48 KiB | Obejrzany 13859 razy ]

Jako, że zostajemy w Antigua na kolejną noc postanawiamy z Magdą wykorzystać popołudnie na wycieczkę na wulkan Pacaya. Lustrując oferty różnych biur najtańszy wariant (The Yellow House,1a Calle Poniente 24) to 60Q (24zł) za wycieczkę obejmujący transport w dwie strony oraz przewodnika, dodatkowo płatny jest wstęp do parku Pacaya 50Q/os (20zł). Jednak plan uległ pewnej modyfikacji gdyż nasi polscy znajomi również zdecydowali się odwiedzić wulkan więc wybieramy się wspólnie autem, trochę przy tym błądząc, ale w końcu docieramy do wioski San Vicente Pacaya (35 km).
Na miejscu uiszczamy opłatę wstępu za wejście do Parku oraz 100Q/4os. (40zł) za przewodnika. Początkowo cena usług przewodnika była 2x wyższa, wszyscy twierdzili, że to opcja obowiązkowa i nie pozwolili nam ruszyć na szlak indywidualnie. Więc po krótkich targach zgodziliśmy się zapłacić. Przez połowę drogi podążali za nami ludzie z końmi próbując nas namówić zdobycie wulkanu konno, jednak w końcu sobie odpuścili.
Wejście na wulkan Pacaya (2552 m n.p.m.) zajęło nam ok. 1,5h, po drodze można obejrzeć plantacje kawy, niestety krajobraz był średni z powodu chmur. Trzeba zabrać ze sobą jakieś okrycie wierzchnie gdyż pogoda zmienia się bardzo dynamicznie. Należy też pamiętać o wodzie, bo po drodze nie ma możliwości uzupełnienia zapasów.
Ostatnia erupcja wulkanu Pacaya miała miejsce miesiąc przed naszym przyjazdem więc mieliśmy okazję zobaczyć całe tony zastygłej, czarnej lawy. Na koniec nasz przewodnik zorganizował nam punkt obowiązkowy wycieczki, czyli grillowanie pianek Marshmallow w fumarolach.
Podczas zejścia spotykamy sporą konną wycieczkę Francuzów, która zmierzała na szczyt. To utwierdziło nas w przekonaniu, że wybraliśmy doskonałą porę na wejście, bo na szlaku było wtedy praktycznie pusto.
Z Magdą mamy jeszcze podwózkę autem do rozstaju dróg w Santa Lucia Milpas Atlas gdyż nasi polscy współtowarzysze ruszają dalej nad Atitlan. My za to będziemy miały okazję na pierwszą przejażdżkę chickenbusem. W międzyczasie kupujemy jeszcze skrojone mango 3Q (1,20zł), wodę 1,5 l 9Q (3,60zł). Ruszamy drogą prowadzącą do Antigua, próbujemy złapać stopa, ale po chwili nadjeżdża nasz kolorowy autobus, zatrzymuje się na poboczu. Za podwózkę do Antigua płacimy 4Q/os. (1,60zł), dostajemy bilety – takiego profesjonalizmu się tutaj nie spodziewałam. Dojeżdżamy do dworca autobusowego gdzie znajduje się również targ warzywny: pomidory kilka sztuk – 1Q (0,40zł), 5 bananów 4Q (1,60zł), ananas skrojony 5Q (2,00 zł). Popołudniu temperatura wreszcie pozwala na swobodny spacer po mieście. Nasze subiektywne wrażenie są takie, że Antigua owszem bardzo fajna, ale chyba trochę przereklamowana i 2 dni to jak dla nas absolutne maksimum pobytu tutaj. Gdybyśmy nie wybrały wycieczki na wulkan to pewnie plan dnia wzbogaciłby się o wycieczkę na jedną z pobliskich plantacji kawy – jest to swego rodzaju alternatywa, którą można wziąć pod uwagę.
Dzięki wskazówką naszej gospodynie Evelyn odnajdujemy duży supermarket (4th Calle Poniente 27, La Bodegona). W mniejszych sklepikach ceny są ustalane „na bieżąco”, więc przy większych zakupach lepiej wybrać się do supermarketu: woda 2l 7Q (2,80zł), Big kajzerka 1,5Q (0,60zł), piwo puszka 7,5Q (3,00zł), kawa regionalna 0,5 kg 50Q (20,00zł).
Po tym intensywnym dniu wracamy do domu, trochę rozmawiamy z gospodarzami przy okazji zdobywając cenne wskazówki na kolejne dni podróży po Gwatemali, bo pierwszym pełnym dniu w tym kraju wiele wskazuje na to, że będzie ciekawie :-)
Załącznik:
Komentarz do pliku: W drodze na wulkan Pacaya
DSC01222.JPG
DSC01222.JPG [ 229.31 KiB | Obejrzany 13859 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: wulkan Pacaya
15.JPG
15.JPG [ 224.75 KiB | Obejrzany 13859 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: wulkan Pacaya
IMGP3406.JPG
IMGP3406.JPG [ 181.23 KiB | Obejrzany 13859 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: wulkan Pacaya
IMGP3410.JPG
IMGP3410.JPG [ 222.02 KiB | Obejrzany 13859 razy ]


-- 11 Lip 2014 18:56 --

23.IV. 2014 r. Antigua – Panajachel – San Juan La Laguna – San Marcos La Laguna – San Pedro La Laguna – San Juan La Laguna

Poranna pobudka została nam wynagrodzona poprzez bezchmurne niebo, więc widok na wulkan Agua był bajeczny.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Wulkan Acatenango
1Anitgua.JPG
1Anitgua.JPG [ 146.99 KiB | Obejrzany 13831 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Wulkan Acatenango
2Anitgua (2).JPG
2Anitgua (2).JPG [ 179.06 KiB | Obejrzany 13831 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Wulkan Agua
3Antigua.JPG
3Antigua.JPG [ 155.09 KiB | Obejrzany 13831 razy ]

Plan na dziś to Lago de Atitlan. Jedyny bezpośredni publiczny autobus do Panajachel rusza przed 7. Później również można się tam dostać ale z co najmniej jedną przesiadką. Chickenbusa należy przy dużej bramie na ul. Alameda Santa Lucia pomiędzy 4th Calle 4 Poniente a 5th Calle Poniente. W celu obserwacji widoków lepiej zasiąść po prawej stronie autobusu. Bilet do Panajachel (80km) to koszt 36Q (14,40zł). Podróż zajęła nam lekko ponad 3h, oczywiście w autobusie byli również inni Polacy, ale to już chyba nikogo nie dziwi.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Przydrożny bufet
4Jadłodajnia.JPG
4Jadłodajnia.JPG [ 251.68 KiB | Obejrzany 13831 razy ]

Panajachel to miasto typowo turystyczne, wiele osób zatrzymuje się tutaj i miasto to stanowi bazę wypadową do innych wiosek zlokalizowanych wokół jeziora.
A jezioro Atitalan jest uważane za jedno z najpiękniejszych na świecie i wyjątkowych za sprawą swojej lokalizacji wokół czterech wulkanów. Wg lokalnych wierzeń jezioro co 7 lat zmienia wysokość stanu wody.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Zatopiony domek
10Zat_domki_san_marcos.JPG
10Zat_domki_san_marcos.JPG [ 198.92 KiB | Obejrzany 13831 razy ]

Mamy zarezerwowaną kwaterę w San Juan La Laguna, więc po krótkim obejściu Panajachel kierujemy się na przystań. Taxi wodne do San Juan kosztuje 25Q/os (10,00zł). Musimy chwilę poczekać na kolejnych pasażerów i ruszamy.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Przystań w Panajachel
5Pana.JPG
5Pana.JPG [ 124.52 KiB | Obejrzany 13831 razy ]

Łódka gna jak szalona i chyba nie tylko ja mam wrażenia, że za chwilę rozpadniemy się na kawałki - osoby ze skłonnościami do choroby morskiej czy lokomocyjnej powinny się już zorientować, że nie jest to opcja odpowiednia dla nich.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Lago de Atitlan
6atitlan.JPG
6atitlan.JPG [ 223.48 KiB | Obejrzany 13831 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Dziób naszej błękitnej strzały
7Atitlan (2).JPG
7Atitlan (2).JPG [ 170.51 KiB | Obejrzany 13831 razy ]

W San Juan wysiada z nami para Kanadyjczyków, którzy są zdziwieni, że chcemy to zostać na noc przecież to takie nieturystyczne miejsce. Zapewniamy ich, że jesteśmy tego świadome i żegnają się z nami… po polsku! Mamy drobny problem ze znalezieniem naszej kwatery, ale w końcu wieść o naszym przybyciu rozchodzi się po mieście i nasz gospodarz sam nas odnajduje. Pierwsze wrażenie naszej kwatery jest słabe, bo to typowe wąskie podwórka z kurami i inną zwierzyną, budynki pobudowane bez żadnego ładu i składu. Na szczęście pokój dla turystów jest bardzo schludny i czysty, łazienka też nie budzi zastrzeżeń, więc jest dobrze. Kwatera była rezerwowana za free z kodem https://www.airbnb.pl/rooms/2236156 Nasi gospodarze Pedro i Esmeralda byli niesamowici mili i życzliwi, niestety bardzo słabo znali angielski.
Plan na dzisiaj to eksploracja wiosek nad jeziorem. Pierwszy wybór pada na San Marcos La Laguna, wybieramy się tam tuk-tukiem 20Q/os (8zł, 7 km). Dystans nie jest zbyt duży, ale droga jest bardzo kręta i wyboista. Przed wjazdem do miasta trzeba uiścić drobną opłatę, ale to stoi po stronie naszego kierowcy.
San Marcos jest uważane za ośrodek medytacji, jogi, relaksacji itp. Muszę przyznać, że trochę jestem rozczarowana miasteczkiem, jak dla mnie nie spotkałam tam nic wyjątkowego. Wspięłyśmy się trochę powyżej zabudowań dla lepszego widoku na jezioro i potem nie wiedziałyśmy co by to jeszcze zrobić. W centrum jest mini targ i jakieś pseudo wesołe miasteczko, po drodze na przystań kilka kwater i punktów oferujących masaże, lekcje jogi itp.
Po tej niespodziewanie krótkiej wizycie postanowiłyśmy udać się wodną taksówką do San Pedro La Laguna 15Q/os (6,00zł).
Załącznik:
Komentarz do pliku: Widok z San Marcos
8San Marcor.JPG
8San Marcor.JPG [ 252.9 KiB | Obejrzany 13831 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Przystań w San Marcos
9San marcos.JPG
9San marcos.JPG [ 248.35 KiB | Obejrzany 13831 razy ]


-- 11 Lip 2014 19:00 --

San Pedro jest to miasteczko typowo turystyczne, z wieloma restauracjami oferującymi głównie kuchnię amerykańską i europejską. Znajdują się tutaj agencje turystyczne oferujące wycieczki w góry, na plantacje kawy, kursy hiszpańskiego i wiele innych. Przez to dostosowanie się do potrzeb turystów San Pedro wg mnie trochę traci na autentyczności. No ale każdy lubi co innego.
Przypadkiem spotykamy naszych polskich znajomych – nasza „rozłąka” nie trwała zbyt długo. Spacerujemy po wąskich uliczkach San Pedro. Akurat jest mecz Ligi Mistrzów w TV, więc sporo osób siedzi zahipnotyzowanych w lokalnych barach.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Port w San Pedro
11 san pedro port.JPG
11 san pedro port.JPG [ 229.18 KiB | Obejrzany 13829 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: San Pedro
12 san pedro (2).JPG
12 san pedro (2).JPG [ 171.67 KiB | Obejrzany 13829 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: San Pedro
13 san pedro (3).JPG
13 san pedro (3).JPG [ 210.31 KiB | Obejrzany 13829 razy ]

Wracamy z Magdą tuk-tukiem do San Juan 10Q/os (4,00zł, 3 km). Będąc jeszcze w Polsce umówiłam się z pewną Austriaczką z Couchsurfingu, która w San Juan kilka miesięcy temu zbudowała eko-domki dla turystów. Miejsce nazywa się Mayachik, jest zlokalizowane na uboczu. Domki są nowe i czyste a teren bardzo zadbany. Ceny są bardzo przystępne, więc gdyby nie oferta z Airbnb z pewnością zatrzymałybyśmy się właśnie tam http://www.mayachik.com/ Evelyn opowiada nam o swoich losach w Gwatemali, oprowadza nas po swojej posiadłości. Dużym zaskoczeniem dla nas był fakt, że w menu znalazły się nasze polskie pierogi z lekką nutką gwatemalskich smaków. Okazało się, że jednym z pierwszych gości Mayachik był Polak, który nauczył ich tego dania – nasi są wszędzie!!
Załącznik:
Komentarz do pliku: Mayachik
14mayachik.JPG
14mayachik.JPG [ 212.6 KiB | Obejrzany 13829 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Mayachik
15mayachik (2).JPG
15mayachik (2).JPG [ 241.15 KiB | Obejrzany 13829 razy ]

Po wypiciu kawy z lokalnych zbiorów opuściłyśmy Mayachik i ruszyłyśmy na wieczorny spacer po mieście. Weszłyśmy do pracowni, w której były tkane ręcznie typowe gwatemalskie tkaniny barwione naturalnymi farbami z roślin i warzyw, z tego zresztą jest znane San Juan.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Warsztat tkacki
16tkanie.JPG
16tkanie.JPG [ 238.3 KiB | Obejrzany 13829 razy ]

Po tym aktywnym dniu wróciłyśmy na kwaterę, gdzie dostałyśmy na kolacje tacosy chociaż nie byłyśmy świadome, że oferta noclegu obejmuje opcję wyżywienia – miła niespodzianka.
Moja opinia jest subiektywna, ale San Juan było dla mnie najlepszym wyborem, wg mnie jest to najbardziej prawdziwe miasteczko ze wszystkich, które dzisiaj odwiedziłyśmy, ma swój specyficzny klimat i rytm życia i fantastyczną lokalizację na zboczu góry.


Ostatnio edytowany przez Karolina_s 11 Kwi 2015 10:10, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
mashacra lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
 Temat postu: Re: Hola Centromérica
#2 PostWysłany: 11 Lip 2014 19:25 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Maj 2010
Posty: 1119
Loty: 174
Kilometry: 297 129
24.IV. 2014 r. San Juan La Laguna – Los Encuentros – Chichicastenango – Santa Cruz del Quiche – Uspantan – Coban – Lanquin
Dzisiejszy poranek a w zasadzie blady świt był koszmarny, kogut z naszego podwórka piał jak opętany a za nim osobniki z całej wsi. Przed 6 rano ogłosiłyśmy wygraną ptactwa i spakowane ruszyłyśmy do centrum miasteczka na autobus. Ludzie są tutaj bardzo życzliwi więc w czasie naszego kilkunastominutowego oczekiwania przechodnie ucinali sobie z nami krótkie pogawędki. Ponadto jest tutaj zaskakująco dużo biegaczy.
Dzisiejszy dzień będzie polegał głównie na przemieszczaniu się, ale nie zabraknie miłych przerywników.
Za radą Evelyn z Mayachik jedziemy chickenbusem do Los Encuentros z pominięciem Panajachel. Za bilet płacimy 20Q/os (8,00zł, 50 km, 1h 45 min), niby sporo jak na tutejsze warunki, ale trasa jest bardzo kręta z dużymi przewyższeniami, więc nasz pojazd z lekka się przegrzewa.
Los Encuentros to typowy punkt przesiadkowy na Panamericana Highway, przechodzimy tylko kładką przez drogę i już jesteśmy w kolejnym chickenbusie do Chichicastenango 10Q/os (4,00zł, 18 km, 35min). Na szczęście w Ameryce Środkowej nie używa się pełnych nazw miast, więc wystarczy powiedzieć Chichi bez konieczności łamania sobie języka.
Naszym ogromnym błędem było to, że usiadłyśmy w ostatnim rzędzie, na kocich łbach nasz kierowca nie zwalniał, wiec wystrzeliwało nas pod sufit – jeszcze kilka km i chyba poprzestawiałyby mi się organy wewnętrzne.
Celowo dzisiaj wybrałyśmy się do Chichi, gdyż w czwartki (oraz w niedzielę) odbywa się tam słynny targ – podobno największy w Gwatemali. Targ słynie z wyrobów rzemieślniczych i chyba więcej tu turystów i niż lokalnych. Wiele agencji turystycznych spędza tutaj swoje wycieczki. Targ owszem niby fajny, ale po tych wszystkich naj, o których czytałam to byłam z lekka rozczarowana. Poza targiem w Chichi można zajrzeć na bardzo kolorowy cmentarz, jakże inny od polskich.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Targ w Chichi
1 Chichi.JPG
1 Chichi.JPG [ 229.74 KiB | Obejrzany 13813 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Targ w Chichi
2 Chichi.JPG
2 Chichi.JPG [ 223.38 KiB | Obejrzany 13813 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Chichi
3 Chichi.JPG
3 Chichi.JPG [ 233.43 KiB | Obejrzany 13813 razy ]

Po obejściu targu ruszamy w dalszą drogę, chciałyśmy do Uspantan, ale nie da się bezpośrednio więc wsiadamy do minibusika do Santa Cruz del Quiche 6Q (2,40zł, 18 km, 25 min). Do busika wsiada też drób, ale turystki z Polski są upychane na końcu auta, a koguty i kury podróżują na pierwszym komfortowym siedzeniu obok kierowcy, więc bez obaw.
W Quiche też jest targ i zrobił na mnie o wiele lepsze wrażenie. Chyba był większy i taki bardziej swojski z ogromną ilością lokalnych przysmaków. Przy nim targ w Chichi wypada jeszcze bardziej blado.
W Quiche nie było czasu na nic więcej oprócz spaceru po targu, ale jeśli ktoś ma wolniejsze tempo to warto wybrać się na pobliskie ruiny Kumcaay będące kiedyś stolicą jednego z majańskich państw.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Targ w Quiche
4 Quiche.JPG
4 Quiche.JPG [ 255.11 KiB | Obejrzany 13813 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Suszone rybki
5 Quiche.JPG
5 Quiche.JPG [ 227.58 KiB | Obejrzany 13813 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Targ w Quiche
6 Quiche.JPG
6 Quiche.JPG [ 255.86 KiB | Obejrzany 13813 razy ]

Dworzec w Quiche jest dość spory jednak z łatwością udaje nam się znaleźć odpowiedniego chickebusa do Uspantan 30Q (12,00zł, 90km, 2h 30min). Można się zastanawiać czemu do Lanquin nie chciałyśmy jechać przez Gwatemala City co pewnie zajęłoby mniej czasu i podróż byłaby bardziej komfortowa i wcale nie droższa? Otóż oprócz targu w Chichi, który nie jest topową atrakcją jak widać z opisu powyżej, zależało nam żeby jechać przez Uspantan gdyż droga wiedzie przez wysokie malownicze góry, gdzie można uzmysłowić sobie jak trudne jest życie przeciętnego Gwatemalczyka.
Uspantan jest małym miasteczkiem bez żadnych specjalnych atrakcji. Jednak miałyśmy pół godziny do odjazdu minibusika do Coban więc zaliczyłyśmy krótki spacer. Bilet do Coban kosztował 30Q (12,00 zł, 80km, 2h 30min).
Początkowo droga od Uspantan jest asfaltowa, ale po przejechaniu mostu zaczyna się prawdziwa zabawa. Minibusik wspina się coraz bardziej krętą drogą, która podobno jest naprawiana samodzielnie przez okolicznych mieszkańców, więc można sobie wyobrazić jaki jest jej stan. Widoki zapierają dech, polecam siedzieć po prawej stronie. W tych najpiękniejszych miejscach ciężko robić zdjęcia, bo podczas jazdy unosi się chmura pyłu. Pomimo totalnego braku komfortu w czasie jazdy na pewno warto wybrać tą trasę.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Na trasie Uspantan - Coban
7 Uspantan.JPG
7 Uspantan.JPG [ 243.91 KiB | Obejrzany 13813 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Na trasie Uspantan - Coban
8 Uspantan.JPG
8 Uspantan.JPG [ 243.8 KiB | Obejrzany 13813 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Na trasie Uspantan - Coban
9 Uspantan.JPG
9 Uspantan.JPG [ 229.08 KiB | Obejrzany 13813 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Na trasie Uspantan - Coban
10 Uspantan.JPG
10 Uspantan.JPG [ 230.4 KiB | Obejrzany 13813 razy ]


-- 11 Lip 2014 19:28 --

Załącznik:
Komentarz do pliku: Na trasie Uspantan - Coban
11 Uspantan przystanej (2).JPG
11 Uspantan przystanej (2).JPG [ 227.11 KiB | Obejrzany 13807 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Na trasie Uspantan - Coban
11 Uspantan przystanej.JPG
11 Uspantan przystanej.JPG [ 236.41 KiB | Obejrzany 13807 razy ]

Nie sądziłam, że uda nam się dzisiaj dotrzeć tak daleko, ale skoro szczęście nam sprzyja to postanowiłyśmy jechać dalej do Lanquin. Niestety chickenbus, którym chcemy jechać rusza z innego dworca. Na rondzie trzeba skręcić w lewo za boiskiem, następnie na światłach w prawo. Ten niby dworzec to tak naprawdę brama między budynkami. Załapałyśmy się na ostatni autobus o 19. W oczekiwaniu na odjazd mamy czas na mały shopping. Bilet do Lanquin kosztował 30Q (12,00zł, 60 km, 2h 30min). Droga jest bardzo dobra przez jakieś 45km potem jest już gorzej gdyż nie ma asfaltu ani oświetlenia.
Do Lanquin docieramy przed 20, niestety w całym mieście nie ma prądu więc panuje totalna ciemność. Atakują nas właściciele kwater, ale wśród licznych nazw kojarzę tylko Zephyr Lodge. Żeby nie ryzykować w tych okolicznościach decydujemy się iść właśnie do tego miejsca, którego istnienia jesteśmy pewne. Tego wyboru żałuję do dziś!
Zephyr to wielka amerykańska oaza – masa ludzi, głośno. Zastanawiałyśmy się czy nie zrezygnować, ale byłyśmy już zmęczone po całym dniu. Wybrałyśmy nocleg w dormitorium 60Q/os (24,00zł), które znajdowało się na 1 piętrze domku – schody bez poręczy, brak oświetlenia i drzwi. Prysznice znajdowały się przy recepcji, więc to spory kawałek od domku. W pomieszczeniu prysznicowym nie było ściany więc można mieć widok na okolice, ale trzeba też brać pod uwagę, że okolica może też mieć widok na nas, ale to już kwestia indywidualna.

-- 11 Lip 2014 19:55 --

25.IV. 2014 r. Lanquin – Semuc Champey – Lanquin
Noc była ciężka bo w naszym pokoju było bardzo duszno, pojedyncze karaluchy też się kręciły po ścianach, ale jakoś przetrwałyśmy. Rano zostawiłyśmy bagaże na recepcji i ruszyłyśmy szukać transportu do Semuc Champey.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Zephyr, nasz domek
1.JPG
1.JPG [ 235.6 KiB | Obejrzany 13782 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Zephyr
2Zephyr 2.JPG
2Zephyr 2.JPG [ 217.51 KiB | Obejrzany 13782 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Zephyr
3Zephyr za dnia.JPG
3Zephyr za dnia.JPG [ 208.47 KiB | Obejrzany 13782 razy ]


Znalazłyśmy jeep-y, jednak odjeżdżają dopiero kiedy będzie komplet, ale nikogo poza nami nie było. Po kilkunastu minutach podjechała mała ciężarówka z lokalsami na pace. Ustaliłyśmy cenę 10Q/os. (4,00zł, 10km, 30min). Na kolejnym przystanku cena wzrosła dwukrotnie jednak po krótkiej wymianie zdań wróciła do wartości wyjściowej.
Załącznik:
Komentarz do pliku: W drodze do Semuc Champey
4 w drodze do semuc.JPG
4 w drodze do semuc.JPG [ 224.22 KiB | Obejrzany 13782 razy ]

Semuc Champey (wstęp 50Q = 20,00zł) to pomnik przyrody, który wart jest odwiedzenia. W wapiennych skałach znajdują się liczne małe baseniki o lazurowym odcieniu. Zdecydowanie lepiej przyglądać im się z punktu widokowego, z dołu nie robią już takiego wrażenia. Na punkt widokowy trzeba się wspinać przez las tropikalny. Spociłyśmy się jak prostytutki w kościele, ale było warto ;-) W Semuc można spokojnie spędzić cały dzień, chętni mogą wykupić wycieczkę po pobliskich grotach (70Q/os, muszą być min. 3 osoby).
Załącznik:
Komentarz do pliku: Semuc Champey
6semuc.JPG
6semuc.JPG [ 218.27 KiB | Obejrzany 13782 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Semuc Champey
7semuc.JPG
7semuc.JPG [ 225.29 KiB | Obejrzany 13782 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Semuc Champey
5semuc.JPG
5semuc.JPG [ 222.14 KiB | Obejrzany 13782 razy ]

Siedząc przy bramie do Parku i czekając na transport do Lanquin pewien mężczyzna sam do nas podchodzi i pyta czy nas przypadkiem nie podwieźć. Zgadzamy się bez wahania, bo ciężko powiedzieć kiedy pojawi się jakiś alternatywny transport. Nasz wybawiciel jest pracownikiem Parku, bardzo miło nam się rozmawia po drodze.
W Lanquin kierujemy swoje pierwsze kroki do Zephyra po bagaże i przenosimy się do hotelu Rabin Itzal – szału nie ma, ale nie jesteśmy zbyt wymagające. Płacimy 100Q/pokój ze wspólną łazienką, (40zł/os.), ale oprócz nas jest jeszcze tylko jeden gość. Jutro chcemy jechać do Flores. Można jechać transportem publicznym z przesiadką w Coban albo wykupić miejsce w agencji albo w hotelu na przejazd busikiem dla turystów. Cenowo nie ma żadnej różnicy więc wybrałyśmy tą drugą opcję. Bilety kupujemy w agencji niedaleko naszego hotelu 110Q/os (44,00zł, 8h, 270 km).
Wieczór spędzamy w Parku Centralnym przyglądając się zwyczajom lokalnej społeczności.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Lanquin
8Lanquin.JPG
8Lanquin.JPG [ 191.22 KiB | Obejrzany 13782 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Lanquin
8Lanquin (2).JPG
8Lanquin (2).JPG [ 180.56 KiB | Obejrzany 13782 razy ]


-- 11 Lip 2014 20:01 --

26.IV. 2014 r. Lanquin – Flores – Santa Elena - El Remate
Wychodzimy po 7 z hotelu, zdobywamy śniadanie i prowiant na podróż. O 7:45 podjeżdża nasz busik pod agencję, w której kupiłyśmy bilety. Jesteśmy na razie same, ale zbieramy ludzi z innych hoteli i po pół godzinie jest komplet. Oprócz nas sami Amerykanie więc przez całą podróż słyszymy tylko: It’s cool! ewentualnie Awesome!! W trakcie drogi mamy jeden krótki postój na stacji benzynowej oraz jeden dłuższy na posiłek w jakiej niby restauracji. Ponadto przy wjeździe do regionu Peten jest owocowa kontrola. Strażnicy przeszukują auto i bagaże, gdyż na ten obszar nie można wwozić niektórych gatunków owoców i roślin.
W Santa Elena dosiada się do nas jakiś gość, który ma pomóc w rozwiezieniu wszystkich do hoteli. My mówimy, że jedziemy do El Remate, oczywiście mówi, że ok. Gdy dojeżdżamy do Flores i wysiadamy dowiadujemy się wydzwonił dla nas taksówkę za 200Q. Oczywiście rezygnujemy choć Pan zapewnia nas, że jest weekend i nie znajdziemy już żadnego transportu bo jest 16.
Wędrujemy uliczkami malowniczego i zarazem przepełnionego turystami Flores. Przy kramiku, w którym kupujemy jedzenie zasięgam informacji – mamy iść na dworzec do Santa Elena i tam na pewno coś znajdziemy. Tak też robimy, dystans do pokonania to jakieś 2-3km.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Flores
DSC01379.JPG
DSC01379.JPG [ 75.92 KiB | Obejrzany 13774 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Flores
DSC01377.JPG
DSC01377.JPG [ 199.21 KiB | Obejrzany 13774 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Flores
DSC01375.JPG
DSC01375.JPG [ 242.5 KiB | Obejrzany 13774 razy ]

Minibusik już na nas czeka, cena to 20Q/os (8,00 zł, 30km,45min). Jest ogromny ścisk bo uczniowie zajęli większość miejsc. Bileter przeprowadza małą ankietę wśród podróżnych w celu namierzenia naszej kwatery i tak oto zostajemy podwiezione pod samą bramę. Najbliższe dwie noce spędzimy dzięki airbnb za friko hotele Las Gardenias https://www.airbnb.pl/rooms/672526 , http://www.hotelasgardenias.com/
Miejsce jest bardzo ładne i prawie w ogóle nie ma gości. Nie bez znaczenia jest fakt, że tutaj pierwszy raz trafiamy na gorącą wodę w łazience. W hotelu wykupujemy transport na jutro do Tikal, stawki wszędzie są takie same 50Q/os (20,00zł).
Wieczorem wychodzimy na naszą wioskę położoną nad jeziorem – wszędzie cisza, spokój.
Góra
 Profil Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
 Temat postu: Re: Hola Centromérica
#3 PostWysłany: 17 Lip 2014 18:34 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Maj 2010
Posty: 1119
Loty: 174
Kilometry: 297 129
27.IV. 2014 r. El Remate – Tikal – El Remate
Dzisiejszy dzień został przeznaczony na zwiedzanie Tikal. O 5:30 wychodzimy przed bramę hotelu. Zaczepia nas jakiś gość, okazuje się, że jest przewodnikiem i czeka na swoją grupę, która zgarnie go po drodze. Pyta się nas czy nie potrzebujemy przewodnika. My na to oczywiście, że nie! Więc stwierdza, że na pewno jesteśmy z Rosji, Słowacji lub Polski, bo te nacje nigdy nie korzystają z przewodników. Jedyne o czym pomyślałam, to fakt, że nie zostałam wrzucona do jednego worka z Amerykanami.
Nasz busik podjechał po kilku minutach, był prawie pusty, bo oprócz nas w środku siedziało dwoje turystów. Busik gnał jak opętany a widoczność była na jakieś 50 metrów z powodu mgły, w oczach śmigały mi tylko znaki ostrzegające przed dziką zwierzyną. Przed bramkami wjazdowymi okazało się (ok.15 km przed samym Tikal), że zapomniałam z hotelu portfela, w którym była kasa na wstęp do Tikal. Na szczęście miałyśmy $, które można wymienić w budce naprzeciwko kas (można płacić tylko w quetzalach). Kurs nie był najlepszy, ale nie miałyśmy wyboru (21$=150Q). Busik podwiózł nas do wejścia parka i ustaliliśmy, że wróci po nas o 14, czyli prawie 8h na zwiedzanie. Tikal jest otwarte dla zwiedzających od 6 do 18.
Tikal – miasto Majów jest wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Obszar całego Parku Narodowego Tikal zajmuje niespełna 600 km2, jednak część typowo turystyczna to niewielki odsetek całego terenu. To co jest najfajniejsze w Tikal to lokalizacja – świątynie są ukryte w dżungli. Oznakowanie nie jest idealne i w większości po hiszpańsku jednak bez problemu można trafić do wszystkich obiektów.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Tikal
1.JPG
1.JPG [ 217.06 KiB | Obejrzany 13555 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Tikal
2.JPG
2.JPG [ 124.32 KiB | Obejrzany 13555 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Tikal
3.JPG
3.JPG [ 219.03 KiB | Obejrzany 13555 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Tikal
4.JPG
4.JPG [ 248.48 KiB | Obejrzany 13555 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Tikal
5.JPG
5.JPG [ 215.11 KiB | Obejrzany 13555 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Tikal
6.JPG
6.JPG [ 193.51 KiB | Obejrzany 13555 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Ostronos rudy
9.JPG
9.JPG [ 233.98 KiB | Obejrzany 13555 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Tikal
10.JPG
10.JPG [ 184.81 KiB | Obejrzany 13555 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Tikal
11.JPG
11.JPG [ 216.72 KiB | Obejrzany 13555 razy ]


Czas, który przeznaczyłyśmy był w pełni wystarczający. Rano bardzo przyjemnie chodziło się pomiędzy budowlami, ale potem upał narastał z każdą godziną i do tego ta wilgotność.
Kierowca przyjechał po nas kilkanaście minut po czasie, ale uwzględniając tutejsze pojęcie czasu można uznać, że był punktualny. Znowu wracaliśmy we czwórkę, więc wielkiego biznesu kierowca dziś nie zrobił.
Popołudnie przeznaczyłyśmy na wylegiwanie się w hamakach na naszym hotelowym tarasie. El Remate nie ma zbyt wielu atrakcji turystycznych. W zasadzie to jest tu tylko muzeum jadeitów, ale nie należy oczekiwać zbyt wiele. Za to wioska jest idealna na odpoczynek, czyli w naszym przypadku lekkie przystopowanie od tempa zwiedzania, które sobie narzuciłyśmy przez ostatni tydzień. El Remate jest doskonałą alternatywą dla Flores, jest stąd bliżej do Tikal, jezioro Peten Itza jest na wyciągnięcie ręki a turystów jak na lekarstwo. Każdy lubi inne klimaty, ale ja cieszę się, że trafiłam właśnie tam.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Jezioro Peten Itza
12.JPG
12.JPG [ 110.28 KiB | Obejrzany 13555 razy ]
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
 Temat postu: Re: Hola Centromérica
#4 PostWysłany: 18 Lip 2014 08:21 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Maj 2010
Posty: 1119
Loty: 174
Kilometry: 297 129
28.IV. 2014 r. El Remate – Santa Elena – Rio Dulce – Morales – Chiquimula
Nasz organizm nadal jest zawieszony między Europą a Gwatemalą, więc dzień jak zwykle zaczynamy wcześnie rano. Zasiadłyśmy na jakiejś przydrożnej ławeczce i po kilku minutach nadjechał nasz busik do Santa Elena 20Q (8,00zł, 30 km, 45 min). To jedyny przypadek na całej wyprawie kiedy bileterką była kobieta.
Bus ma przystanek na targowisko, na szczęście główny dworzec autobusowy jest niedaleko. Z przewodnika dowiedziałam się, że do Rio Dulce kursują bezpośrednie autobusy. Na dworcu trafiamy do „biura” firmy przewozowej. Niestety autobus odjeżdża dopiero o 10:00, bilet kosztuje 65Q/os (26,00 zł, 206 km). Czas oczekiwania przeznaczyłyśmy na spacer po mieście i krótki wypad do Flores.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Flores
1flores.JPG
1flores.JPG [ 105.21 KiB | Obejrzany 13489 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Flores
2floeres.JPG
2floeres.JPG [ 100.52 KiB | Obejrzany 13489 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Flores
3flores.JPG
3flores.JPG [ 237.41 KiB | Obejrzany 13489 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Dworcowa jadłodajnia w Santa Elena
4 dworzec santa elena.JPG
4 dworzec santa elena.JPG [ 109.68 KiB | Obejrzany 13489 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Dworzec w Santa Elena
5 dworzec santa elena.JPG
5 dworzec santa elena.JPG [ 149.54 KiB | Obejrzany 13489 razy ]

Niestety autobus rusza z półgodzinnym opóźnieniem, na mieście też zatrzymujemy się kilka razy w oczekiwaniu na nikogo. Zaczyna się świetnie a chciałyśmy spędzić popołudnie w Rio Dulce.
Potem było już tylko gorzej. Jakiś superbystrzak urządził sobie wiosenne wypalanie traw. Wiatr był dość silny więc ogień przeniósł się na sporej przestrzeni. Gdy nasz autokar wjechał w chmurę dymu i w zasadzie toczył się, wjechał w nas czołowo samochód osobowy. Nic nie było widać z powodu zadymienia, ludzie zaczęli w panice uciekać z autokaru. My uderzenia w zasadzie nie odczuliśmy, ale osobówka przy dużej prędkości odbiła się od nas, przeleciała przez jezdnie i zatrzymała się na drzewie w rowie. W aucie był noworodek oczywiście bez fotelika. Więc zaczęło się: karetka, policja itd. Kierowca osobówki wykazał się dużą brawurą, bo inne auta nadjeżdżające z tego kierunku zatrzymywały się na poboczu, bo nic nie było widać. Ale kto by przejmował się widocznością kiedy przewozi rodzinę z małymi dziećmi?!
Załącznik:
Komentarz do pliku: Miejsce wypadku
6 wypadek.JPG
6 wypadek.JPG [ 165.1 KiB | Obejrzany 13489 razy ]

Ponad godzina czekania aż w końcu ruszyliśmy. Niestety tylko kilka km na komisariat policji. Tam dowiedziałyśmy się, że autokar zostaje zatrzymany i trzeba czekać na kolejny. Do Rio Dulce było już tylko 2-3 km. Kierowca nie chciał nam zwrócić części kasy, stwierdził że możemy wziąć tuk tuka i same za niego zapłacić. Uznałyśmy, że nie ma sensu się kłócić a Rio Dulce uznałyśmy za pechową lokalizację, dlatego tylko przeszłyśmy się po mieście, zobaczyłyśmy port i ruszyłyśmy dalej żeby dostać się jak najbliżej granicy.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Port w Rio Dulce
7rio dulce.JPG
7rio dulce.JPG [ 101.93 KiB | Obejrzany 13489 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Port w Rio Dulce
8rio dulce.JPG
8rio dulce.JPG [ 120.77 KiB | Obejrzany 13489 razy ]

Najpierw szybki busik do Morales 12Q/os (3,60zł, 40 km, 40 min). Wydawać by się mogło, że Morales to jakaś wiocha po środku niczego, nic bardziej mylnego. Morales to królestwo bananów. Przez miasteczko przetaczają się dziesiątki TIR-ów przewożąc setki ton tego narodowego bogactwa. Miasteczko jest niewielkie, ale dosyć czyste, ma ładny deptak. Byłyśmy skłonne tam zostać, ale w ostatniej chwili podjechał busik do Chiquimula – to jak dotąd moja ulubiona nazwa miasta w Am. Środkowej.
Ogólnie to mogłyśmy wysiąść przy głównej drodze przed Morales i tam się przesiąść do Chiquimula, ale nie ma tego złego.
Droga do Chiquimula zajęła prawie 3h, ale to 150 km. Pomocnik kierowcy był na bank potomkiem Niemców, bo nijak nie był podobny do Gwatemalczyków. Jednak w gruncie rzeczy okazał się pomocny. Pomógł nam szukać noclegu, ale zbyt dosłownie potraktował moje słowa, że chcemy coś taniego. Zaprowadził nas do nory koło dworca 20Q/os (8,00zł). Pokój mogłabym znieść, ale łazienka to był horror. Bez trudu znalazłyśmy coś innego za rogiem, pokój 100Q (40,00 zł) z wiatrakiem, łazienką, TV i wifi.
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
 Temat postu: Re: Hola Centromérica
#5 PostWysłany: 18 Lip 2014 09:40 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Maj 2010
Posty: 1119
Loty: 174
Kilometry: 297 129
29.IV. 2014 r. Chiquimula –– El Florido – Copan Ruinas – La Entrada – Santa Rosa
Opuszczamy rano hotel, chcemy znaleźć pocztę, ale pytając kilku mieszkańców stwierdzamy, że taka instytucja w ich świadomości nie istnieje.
Klimatyzowany busik do granicy z Hondurasem kosztuje 30Q/os. (12,00 zł, 50 km, 1,5h). Przejście granicy poszło bez problemów. Zapłaciłyśmy 10Q (4,00 zł) opłaty wyjazdowej z Gwatemali. Istnieje wiele teorii na temat tego czy opłata faktycznie powinna być pobierana czy jest to tylko rodzaj wyłudzenia przez pograniczników. Na granicy wymieniamy $ na lempiry. Kurs 1$ = 19 lempirów (1L = 0,16zł).
Od razu mamy busik do miasteczka Copan Ruinas 20L (3,20zł, 10 km, 30 min).
Tuż przy parku centralnym znajduje się Museo Regonal de Arquelogia Maya. Wstęp kosztuje 63 L (10,08 zł), ogólnie wrażenie na plus, więc warto zajrzeć.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Museo Regonal de Arquelogia Maya
1_museum.JPG
1_museum.JPG [ 149.3 KiB | Obejrzany 13472 razy ]

Wejście do ruin Copan znajduje się jakieś 15 min marszu od miasta. Zwiedzających było jak na lekarstwo za to przewodników cała gromada, na szczęście nie oferowali zbyt nachalnie swoich usług. Wstęp do ruin to 315 L (50,40zł lub 15$). Zatem bardziej opłaca się uiścić należność w $. Za kolejne 15$ można wykupić sobie możliwość przejścia tunelami. My korzystając z informacji w internecie odpuściłyśmy sobie, bo ponoć nie warto.
Gdybyśmy zaplanowały naszą trasę odwrotnie, tzn. najpierw Honduras a potem Gwatemala to być może ruiny Copan zrobiłyby na nas lepsze wrażenie. Jednak my najpierw widziałyśmy Tikal, które pozostanie na długo w naszej pamięci. W tej sytuacji Copan Ruinas wypadają dość blado, bo lokalizacja już nie w dżungli tylko na otwartym terenie, ruiny mniejsze i przede wszystkim zaniedbane – myślę, że wkrótce wszystko zostanie zadeptane i rozpadnie się.
Załącznik:
DSC01461.JPG
DSC01461.JPG [ 242.84 KiB | Obejrzany 13472 razy ]

Załącznik:
DSC01462.JPG
DSC01462.JPG [ 110.09 KiB | Obejrzany 13472 razy ]

Załącznik:
DSC01479.JPG
DSC01479.JPG [ 169.41 KiB | Obejrzany 13472 razy ]

Załącznik:
DSC01473.JPG
DSC01473.JPG [ 212.46 KiB | Obejrzany 13472 razy ]

Załącznik:
DSC01475.JPG
DSC01475.JPG [ 240.1 KiB | Obejrzany 13472 razy ]

Załącznik:
IMGP3730.JPG
IMGP3730.JPG [ 216.51 KiB | Obejrzany 13472 razy ]

Załącznik:
IMGP3735.JPG
IMGP3735.JPG [ 198.37 KiB | Obejrzany 13472 razy ]

Załącznik:
IMGP3739.JPG
IMGP3739.JPG [ 195.41 KiB | Obejrzany 13472 razy ]

Po obejściu całości, nieco rozczarowane odnalazłyśmy stadko ar na drzewach, więc przynajmniej zakończenie wizyty w Tikal było dość przyjemne.
Załącznik:
DSC01493.JPG
DSC01493.JPG [ 184.64 KiB | Obejrzany 13472 razy ]

Postanowiłyśmy kontynuować swoją dzisiejszą podróż, wróciłyśmy do miasta i wsiadłyśmy do chickenbusa do miasta La Entrada 60L/os (6,40 zł, 65 km, 2h). Wydawało nam się, że autobus strasznie się wlecze a do tego pod koniec trasy rozpętała się ulewa. Wszyscy pasażerowie wyskakiwali z busa w biegu żeby jak najszybciej schronić się pod dachem. W La Entrada próbowałyśmy znaleźć kilka dni wcześniej hosta z couchsurfingu jednak nie dostałyśmy żadnej odpowiedzi a teraz w dodatku nie mamy zasięgu żeby ponownie sprawdzić skrzynkę.
Gdy czekałyśmy pod daszkiem na koniec ulewy podjechał kolejny chickenbus, tym razem do Santa Rosa de Copan. Wsiadłyśmy, bo to teoretycznie po drodze 40L/os (6,40 zł, 45 km, 1,5h). Przez większość drogi grzmi. A w dodatku honduraski transport wg mnie jest o wiele bardziej powolny niż ten w Gwatemali. Chciałyśmy dziś dojechać do Gracias, ale gdy wjechaliśmy do Santa Rosa było już po zmroku, więc w tym mieście musimy zaliczyć przymusowy stop. Prowizoryczny dworzec znajduje się za miastem. W pobliżu jest kilka hoteli, ale ceny jakie nam podano za pokój trochę przewyższyły nasze wyobrażenia nt. noclegu w takim mało znaczącym mieście, ceny 500 ÷ 700 L (80zł ÷ 112zł) za pokój. Niby nie ma tragedii, ale standard był bardzo nieadekwatny do ceny.
Postanowiłyśmy iść w kierunku centrum miasta. Po drodze na chodniku kilku gość wyjęło z busika kilkumetrowego węża i zaczęli nim machać, bo wąż był na sznurku oczywiście. Trochę nas to wystraszyło więc przyśpieszyłyśmy kroku. Centrum miasta położone jest na wzgórzu, więc trochę wysiłku kosztował nas ten marsz z plecakami. Dodatkowej dramaturgii dodawał fakt, że ulice były praktycznie puste choć było dopiero po 20.
Koniec końców udało nam się znaleźć tani pokój 300L (48,00zł), nazywał się El Rosario, warunki delikatnie mówiąc były słabe, pokój przypominał małą celę, na szczęście to tylko na 1 noc. Za tą cenę w Gwatemali można spodziewać się czegoś o wiele lepszego. Cóż, pierwszy dzień w Hondurasie nie zwalił nas z nóg, trzeba być pełnym wiary, że jutro będzie lepiej :)
Góra
 Profil Relacje PM off
mashacra lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
 Temat postu: Re: Hola Centromérica
#6 PostWysłany: 18 Lip 2014 13:43 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Maj 2010
Posty: 1119
Loty: 174
Kilometry: 297 129
30.IV. 2014 r. Santa Rosa – Gracias – La Esperanza
Z naszego hotelu o standardzie bardzo, bardzo podstawowym wychodzimy po 8ej, bo od tej właśnie godziny jest czynna poczta przy Parku Centralnym. Tutejsze urzędy pocztowe nie rzucają się zbytnio w oczy, więc po obejściu wkoło Parku i tak musiałyśmy się spytać kogoś o lokalizację poczty a była oczywiście tuż obok.
Pan obejrzał moje kartki uważnie powiedział ile kosztuje znaczek – 25L (4,00zł) i wszystko szło sprawnie do momentu kiedy nie zaczął tłumaczyć, że „pani od znaczków” przychodzi po 9ej. Po pierwsze nie mamy czasu a po drugie poczta przecież jest czynna od 8.00. Na szczęście Pan wypisał mi jakiś kwitek podstemplował, zapłaciłam i pozostawiłam kartki w nadziei, że znaczki zostaną na nie przyklejone. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że poczta honduraska nie oszukała mnie i kartki doszły do PL.
Idziemy na dworzec, za dnia trasa prezentuje się o niebo lepiej. Upał jest okrutny, kupujemy wodę 13L – 1l (2,08zł). Autobus do Gracias już na nas czeka, płacimy 50L/os (8,00 zł, 50 km, 1,5h).
Na Honduras nie miałyśmy zbyt wiele czasu, dlatego ze względu na duże odległości zrezygnowałyśmy całkowicie z karaibskiego wybrzeża. Naszym celem były natomiast miasteczka, w których mieszkają potomkowie ludów Lenca – można porównać ich poniekąd do Majów. Ludy Lenca to rdzenni mieszkańcy terenów na południowym pograniczu Salwadoru i Hondurasu, przy czym na terenach tego drugiego Państwa było ich znacznie więcej. Ludy Lenca miały swój język, kulturę itd. W Hondurasie powstała tzw. La Ruta Lenca, czyli szlak turystyczny wiodący przez miasteczka Gracias, La Esperanza, Marcala, La Campa. Po takich informacjach oczekiwania mogą być dość spore.
W Gracias wysiadłyśmy na dworcu poza miastem. Spacerkiem przedarłyśmy się przez rozkopane ulice (budowa kanalizacji) do Parku Centralnego. Centrum miasta było czyste i zadbane, kolorowe domki, labirynty uliczek. Ogólnie może być, chociaż w takie zachwyty jak autor przewodnika nie wpadłyśmy. W naszym planie było też wejścia na wzgórze gdzie znajduje się fort San Cristobal. Jednak zostałyśmy zawrócone gdyż z powodu opadów szlak się osunął i ponoć nie można tam teraz chodzić. Posłusznie zawróciłyśmy, więc nie wiemy na ile informacja ta jest prawdziwa. Nie zauważyłyśmy też jakoś specjalnie obecności kultury Lenca. W Gwatemali ludzie chodzili w majańskich, kolorowych strojach a w Gracias jest tak jakoś nazbyt normalnie.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Gracias Park Centralny
gracias 2.JPG
gracias 2.JPG [ 169.54 KiB | Obejrzany 13446 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Gracias
gracias 4.JPG
gracias 4.JPG [ 144.61 KiB | Obejrzany 13446 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Gracias
gracias 5.JPG
gracias 5.JPG [ 114.28 KiB | Obejrzany 13446 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Gracias
gracias 6.JPG
gracias 6.JPG [ 140.07 KiB | Obejrzany 13446 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Gracias Park Centralny
gracias.JPG
gracias.JPG [ 156.74 KiB | Obejrzany 13446 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Gracias
gracias 3.JPG
gracias 3.JPG [ 221.88 KiB | Obejrzany 13446 razy ]

Lekko rozczarowane postanowiłyśmy ruszyć do kolejnego miasteczka La Esperanza. Wcześniej rozważałam wypad z Gracias do Parku Narodowego Celaque, jednak biorąc pod uwagę początek pory deszczowej, niepewną pogodę i pędzący czas postanowiłyśmy ominąć ten punkt.
W Gracias łatwo odnalazłyśmy mini dworzec, z którego odjeżdżają autobusy do La Esperanza, 90L/os (14,40 zł, 85 km, 2,5h). Autobus ruszył o 12:30 i wiele wskazuje na to, że był to ostatni bezpośredni autobus na tej trasie.
W La Esperanza zaglądamy do kilku hoteli, ceny 300 ÷ 400L (48,00 ÷ 64,00 zł) za pokój, jednak warunki są słabe – pokoje zatęchłe, rzadko odwiedzane przez gości, w dodatku nie ma prądu. Postanowiłyśmy podążyć w kierunku centrum miasta do hotelu Martiner, o którym wspominał przewodnik. Gdy lekko zagubione studiowałyśmy mapkę podeszła do nas jakaś dziewczyna z pytaniem czy potrzebujemy pomocy. O dziwo mówiła znakomicie po angielsku. Chęci miała dobre, ale w tej części świata ludzie w ogóle nie orientują się w adresach. Po kilkunastu minutach odnalazłyśmy hotel. Nie był specjalnie spektakularny, to tylko kilka pokoi, ale za to czystych z własną łazienką i w dodatku za 250L (40,00zł). Wg przewodnika tuż przy hotelu miała znajdować się knajpka ze smakowitym jedzeniem. Niestety knajpki nie było, gdyż prawdopodobnie została zamieniona w garaż dla samochodów.
Mamy pecha do pogody w Hondurasie gdyż znowu zaczęło padać, oprócz sklepu o nazwie Lenca nie znalazłyśmy nic spektakularnego co świadczyłoby, że te tereny były tysiące lat temu zamieszkiwane przez te ludy. Nieco rozczarowane kierujemy się do kawiarni żeby przeczekać deszcz – kawa , herbata 7 L (1,12 zł), ciastko 5L (0,80zł).
Gdy pogoda nieco się polepszyła udałyśmy się na lokalny bazar, który rozciąga się na kilku ulicach. Skusiłyśmy się na posiłek, który jest uznawany za tradycyjny w tej części świata – tamal (6L = 0,96 zł). Istnieje wiele wariantów tego dania. Bazę stanowi masa kukurydziana, do której dodawane jest mięso lub warzywa lub też w wersji słodkiej owoce, cynamon i cukier. Cała ta papka jest zawinięta zazwyczaj w liść bananowca. Nasz tamal był w wersji mięsnej. W ogóle nie przypadł mi do gustu i było to mój pierwszy i ostatni eksperyment z tym daniem, ale nie należy się zniechęcać gdyż istnieje wielu entuzjastów tego dania, ja mogę być tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę.
Ostatnim punktem dnia było odwiedzenie La Gruta, który znajduje się na niewielkim wzgórzu. Jest to mała kapliczka, z której rozpościera się ładny widok na miasto. My natomiast zamiast miasta zobaczyłyśmy nadciągające, czarne chmury. Zrobiło się ciemno, w mieście prądu nadal brak.
Załącznik:
Komentarz do pliku: La Esperanza
La Esperanza.JPG
La Esperanza.JPG [ 188.14 KiB | Obejrzany 13446 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: La Esperanza La Gruta
La Esperanza 2.JPG
La Esperanza 2.JPG [ 251.78 KiB | Obejrzany 13446 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: La Esperanza
La esperanza 3.JPG
La esperanza 3.JPG [ 79.24 KiB | Obejrzany 13446 razy ]

Na zasadniczą część ulewy schroniłyśmy się w supermarkecie i bardzo, bardzo powoli robiłyśmy zakupy – przykładowe ceny: serek w plasterkach 36L (5,76zł), 5 tortilli 10L (1,60zł), piwo puszka 25L (4,00 zł), soczek 0,33 7L (1,12zł). Deszcz padał jak oszalały, już znudziło nam się dawno łażenie po sklepie więc ruszyłyśmy do hotelu. Szło się fatalnie, wszędzie ciemność a krawężniki miejscami mają po 0,5 metra wysokości.
Przemoczone dotarłyśmy do hotelowego pokoju, obdarowano nas świeczką.
Szczęśliwie po kilkunastu minutach włączono prąd i mogłyśmy delektować się zawiłą fabułą telenoweli nadawanej w lokalnej TV.
Sprawdziłyśmy też pocztę i okazało się, że host z CS z La Entrada zgodził się nas hostować i podał adres. Co za pech, że nie miałyśmy wczoraj zasięgu ani internetu iprzez to wszystko musiałyśmy zanocować w Santa Rosa :-(
Góra
 Profil Relacje PM off
cyberpunk64 uważa post za pomocny.
 
      
#7 PostWysłany: 25 Lip 2014 19:53 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Maj 2010
Posty: 1119
Loty: 174
Kilometry: 297 129
1.V. 2014 r. La Esperanza – La Guama – Peña Blanca – Los Naranjos
Na dzisiaj w planach mamy przedostanie się nad słynne Lago de Yojoa. To największe jezioro w Hondurasie o fantastycznej lokalizacji, otoczone górami i wygasłymi wulkanami. Jednak jezioro jest najbardziej popularne ze względu na bardzo liczne gatunki ptaków, które tutaj występują.
Opuszczamy hotel ok. 8 i swoje kroki kierujemy na dworzec. Wsiadamy do autokaru jadącego do San Pedro Sula, będziemy musiały wysiąść po drodze w mieście La Guama 100 L/os (16,00 zł, 120 km, 2h 15 min). La Guama w zasadzie leży już nad jeziorem, można je obserwować zza szyb autokaru, jednak nam zależy żeby dotrzeć w nieco spokojniejszą okolicę. W La Guama zaliczamy szybką przesiadkę w busik do Peña Blanca 15L/os. (2,40 zł, 15 km, 25 min). Miasteczko jakoś specjalnie nas nie zachwyciło więc po krótkim spacerze, zakupach i znalezieniu drukarki postanowiłyśmy pojechać jeszcze dalej do miejscowości Los Naranjos.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Pena Blanca
1 Pena blanca.JPG
1 Pena blanca.JPG [ 238.44 KiB | Obejrzany 13279 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Pena Blanca
2 pena blanca.JPG
2 pena blanca.JPG [ 231.59 KiB | Obejrzany 13279 razy ]

Zdecydowałyśmy się na przejazd tuk-tukiem 30L/2os. (4,80 zł, 4 km). Przestudiowałyśmy przewodnik Lonely Planet i chociaż nas zawiódł przy Zephyr Lodge w Lanquin to jednak postanowiłyśmy mu dać drugą szansę. Wybrałyśmy rekomendowaną kwaterę w D&D Brewery (http://www.ddbrewery.com/). Miejsce na pierwszy rzut oka wygląda bardzo fajnie, dużo roślin, jest nawet basen, ale największa zaleta to fakt, że nie ma tu tłumu rozwrzeszczanych amerykanów. Nie ma wolnego pokoju z łazienką, więc decydujemy się na miejsce w 4-osobowym dormitorium 130L/os (20,80zł). Pokój jest czysty, niezbyt przestronny, ale można się pomieścić, od łazienki i prysznica dzieli nas kilka kroków. Razem z nami mieszka Szwajcar a po kilku minutach dołącza Holenderka. Szwajcar był kilka miesięcy na Internshipie w La Ceiba i dopiero tydzień temu zaczął część turystyczną swojego wyjazdu. Pocieszające jest to, że nasi współlokatorzy zgodnie stwierdzili, że wybrzeże karaibskie i Utila nie powaliły ich z nóg. Czyli może dobrze, że tam nie pojechałyśmy.
Załącznik:
Komentarz do pliku: D & D Brewery
3 d and d.JPG
3 d and d.JPG [ 245.15 KiB | Obejrzany 13279 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: D & D Brewery
4 d and d.JPG
4 d and d.JPG [ 232.42 KiB | Obejrzany 13279 razy ]

Na popołudnie postanowiłyśmy wybrać się nad jezioro Yojoa. Oczywiście ktoś źle nas pokierował i zamiast iść krótszą drogą poszłyśmy na około, plus był taki, że kupiłyśmy piękny okaz melona za 20L (3,20zł). Niestety nasz spokój w czasie spaceru zakłócały nadciągające chmury. No i niestety kiedy jezioro było już na wyciągnięcie ręki rozpętała się ulewa a my byłyśmy pośrodku niczego. Próby schowania się przed deszczem nie przyniosły pożądanego rezultatu. W końcu złapałyśmy nadjeżdżającego tuk tuka, którym jechało już dwoje pasażerów. W lekkim ścisku i strugach deszczu dojechałyśmy do Peña Blanca, gdzie schroniłyśmy się już pod dachem. Z każdą minutą nasze nadzieje na wypad nad jezioro i piękną pogodę malały. Ulice przeobraziły się w płynące potoki, istny koszmar.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Los Naranjos
5 los nara.JPG
5 los nara.JPG [ 243.07 KiB | Obejrzany 13279 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Los Naranjos
6 los nara.JPG
6 los nara.JPG [ 201.24 KiB | Obejrzany 13279 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Los Naranjos
7 los nara.JPG
7 los nara.JPG [ 223.99 KiB | Obejrzany 13279 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Los Naranjos
8 los nara.JPG
8 los nara.JPG [ 232.55 KiB | Obejrzany 13279 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Non stop color - Pena Blanca
8 non stop color.JPG
8 non stop color.JPG [ 96.77 KiB | Obejrzany 13279 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Czekając na suszę
10 potop.JPG
10 potop.JPG [ 179.96 KiB | Obejrzany 13279 razy ]

Gdy ulewa zamieniła się w deszcz zrezygnowane wsiadłyśmy do autobusu jadącego do Los Naranjos 10L/os (1,60zł). Od głównej drogi do naszej kwatery jest kilkaset metrów, ale na szczęście deszcze jest coraz mniejszy. Otoczenie naszego domku po tej ulewie wygląda jak las tropikalny.
Honduras nie jest dla nas szczęśliwy pod względem pogodowym, kolejny dzień i kolejna ulewa. Jeszcze kilka dni wcześniej rozważałam trekking na górę Santa Barbara, ale w zaistniałej sytuacji nie ma to większego sensu, bo raz, że droga jest błotnista, poza tym przy naszej passie znowu będzie lało i zero szans na fajne widoki ze szczytu.
Wieczór w D&D Brewery można spędzić w ogródku przy piwie, wytwarzanym na miejscu, jest też restauracja. Co prawda ceny są wyższe niż w lokalach dla miejscowych, ale ceny nie są z kosmosu.
Góra
 Profil Relacje PM off
cyberpunk64 uważa post za pomocny.
 
      
#8 PostWysłany: 24 Gru 2014 10:19 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Maj 2010
Posty: 1119
Loty: 174
Kilometry: 297 129
Lepiej późno niż później. W końcu znalazłam mobilizację, żeby dopisać dalsza część relacji :-) No to jedziemy!
2.V. 2014 r. Los Naranjos – Peña Blanca – La Guama – Tegucigalpa
Przed 6 zostajemy lekko przebudzone przez szamoczących się współlokatorów, którzy wykupili sobie jakąś wycieczkę z obserwacją ptaków – średni to pomysł, bo znowu pada. My dosypiamy do 8ej i pokonujemy znaną już drogę do Peña Blanca bus za 10L/os (1,60zł). Szybciutka zmiana busów i już jedziemy do La Guama 15L/os (2,40zł). Jeden z pasażerów widząc, że próbuję robić zdjęcia krzyczy do kierowcy żeby zatrzymał autobus, co ten bez problemu czyni. Podobnie jak w Gwatemali również w Hondurasie są bardzo życzliwi. Pomimo szczerych chęci zdjęcia wyszły fatalne, bo jezioro paruje i niebo jest bardzo zamglone.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Jezioro Yojoa
DSC01581.JPG
DSC01581.JPG [ 123.77 KiB | Obejrzany 12359 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Jezioro Yojoa
DSC01580.JPG
DSC01580.JPG [ 76.87 KiB | Obejrzany 12359 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Jezioro Yojoa
DSC01542.JPG
DSC01542.JPG [ 144.7 KiB | Obejrzany 12359 razy ]

Żeby zrekompensować mi brak zdjęć jeziora kolejny współpasażer wyjmuje z torby zielonego pisklaka, który ma mi zapozować do zdjęć. Wygląda okropnie, ale radośnie dziękuję za życzliwość współpasażerów i chęć umilenia mi podróży :)
Załącznik:
Komentarz do pliku: Pisklak papugi (chyba)
DSC01544.JPG
DSC01544.JPG [ 133.86 KiB | Obejrzany 12359 razy ]

W La Guama próbowałyśmy się przedrzeć do jeziora, ale wszędzie było mokro więc odpuściłyśmy. Pozostało nam oczekiwanie na autobus do stolicy. Musiałyśmy przepuścić pierwszy gdyż był okrutnie załadowany ludźmi. Na szczęście to główna droga tego kraju łącząca San Pedro Sula z Tegucigalpa więc autobusy przejeżdżają tędy bardzo często. Kolejny autobus ma już więcej miejsca, płacimy 100L/os (16,00zł, 180 km, 3h 15 min).
Słyszałyśmy, że od stolic krajów Ameryki Centralnej należy trzymać się z daleka i przedmieścia Tegucigalpa potwierdziły nam tą teorię. Dobrze, że przyjechałyśmy w ciągu dnia, bo po zmroku jest się czego bać. Autobus, którym jedziemy zatrzymuje się w dzielnicy Comayaguela – jedna z najgorszych w mieście, wszystko ogrodzone drutem kolczastym, nie wygląda zbyt przyjaźnie. Po wyjściu z autokaru, szybkim tempem postanawiamy opuścić tą dzielnię :) Kierujemy się na przystanek autobusowy komunikacji miejskiej. Z lekką pomocą miejscowych zostajemy upchane do odpowiedniego dyliżansu mknącego do Centrum (11L/os. =1,76zł). Popołudniu byłyśmy umówione z dziewczyną z Couchsurfingu, jednak nie wiedzieć czemu nasze telefony odmówiły posłuszeństwa i nie możemy się dodzwonić czy napisać do Andrei. Na szczęście udało mi się poprosić kogoś o użyczenie telefonu, więc kryzys zażegnany. Nasza „hostka” przeyjedzie po nas za 2h, więc mamy chwilę żeby przejść się po stolicy.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Plaza Morazan
IMGP3801.JPG
IMGP3801.JPG [ 108.49 KiB | Obejrzany 12353 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Plaza Morazan
IMGP3800.JPG
IMGP3800.JPG [ 69.4 KiB | Obejrzany 12353 razy ]

Ogólnie miasto jest rozczarowujące, nic ciekawego tutaj nie znalazłyśmy a do tego znowu zaczęło padać. Schroniłyśmy się w McDonaldzie, gdzie można skorzystać z darmowego wi-fi (bez hasła). W tym samym budynku (centrum handlowym) Magda znajduje bank, w którym wymienia kasę, bo zaskakująco dobrym kursie 1$=20,8L.
Andrea przyjeżdża lekko spóźniona, ale grunt, że w ogóle się zjawiła. Jedziemy do niej do domu, na przedmieścia, gdzie spędzamy popołudnie i wieczór ze znajomymi Andrei. Dowiadujemy się między innymi, że Honduranie są najbardziej leniwym narodem w Am. Centralnej, z czym chyba niestety muszę się zgodzić. Ta niezwykle miła atmosfera dzisiejszego wieczoru pozwala nieco zatrzeć te, jak do tej pory, niezbyt miłe wrażenia z Hondurasu :D
Góra
 Profil Relacje PM off
cyberpunk64 uważa post za pomocny.
 
      
#9 PostWysłany: 24 Gru 2014 13:07 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Maj 2010
Posty: 1119
Loty: 174
Kilometry: 297 129
3.V. 2014 r. Tegucigalpa – El Paraiso – Las Manos – Ocotal – Managua - Granada
Dzisiaj czeka nas prawdziwy dzień drogi, dobrze że nocowałyśmy w komfortowych warunkach, więc z nowymi siłami możemy ruszać na podbój Nikaragui. No, ale od początku. Ok. 8 rano Andrea podwozi nas w okolice centrum handlowego Alhambra, gdzie czeka na nas autobus do El Paraiso. Bilety kupuje się w biurze firmy przewozowej, płacimy 83L/os. (13,28zł). Podróż trwa nieco ponad 2 h (120 km). Zaliczamy szybką przesiadkę w busik do granicy w Las Manos 17L (2,72 zł, 30 min, 15 km). Na granicy musimy zaliczyć serię opłat, najpierw haracz wyjazdowy z Hondurasu 60L (9,60zł) – oficjalna opłata, bo dostałyśmy kwit, potem opłata wjazdowa do Nikaragui 12$ (najlepiej mieć równo, bo Pan oczywiście nie ma wydać) i jeszcze za posterunkiem granicznym 1 dolarek opłaty na rzecz ochrony środowiska. Takim oto sposobem z lżejszymi portfelami znalazłyśmy się w Nikaragui. Pieniądze można wymienić przy granicy, 1$ = 25 cordob.
Dzisiaj najbardziej chciałybyśmy dojechać do Granady, ale nie wiemy czy nasze dobre tempo się utrzyma. Tak czy inaczej trzeba dojechać do stolicy. Zatem kolejny busik do Ocotal 14C/os (1,82 zł, 22 km, 40 min), szybciutka podmiana na Managua Express 103C/os (13,39zł, 230 km, 4h). W stolicy wysiadamy na dworcu w samym środku niczego, uzyskujemy kilka różnych wersji na temat nr autobusu, którym trzeba dojechać dworca, skąd startują autobusy do Granady (terminal UCA). W końcu nasi wszyscy doradcy doszli do konsensusu i wcisnęli nas do odpowiedniego autobusu miejskiego. Problem pojawił się z biletem, gdyż nie ma jednorazowych a trzeba przy wejściu odbić kartę przy czytniku. Z pomocą przyszły nam dzieciaki, które za drobną opłatą 5C/os (0,65zł) użyczyły swojej karty. Ta pomoc to w zasadzie ich sposób na pracę.
Choć było późne popołudnie to busiki do Granady jeszcze jeździły. Przejazd dla jednej osoby kosztował 24C (3,12 zł, 50 km, 1h). Wysiadamy w Granadzie przy Parku Centralnym – plan na dziś zrealizowany, pominęłyśmy nocleg w nieciekawej stolicy na rzecz tego urokliwego miasteczka.
Pozostaje jeszcze kwestia noclegu – w przewodniku znajdujemy hostel La Libertad, cena ok, blisko centrum, zatem idziemy. Na miejscu okazuje się, że ceny są jeszcze niższe niż te podane w przewodniku LP – niezwykle rzadko spotykany przypadek. Łóżko w dormitorium (kilkanaście osób) kosztuje 4$ a pokój 2-osobowy z łazienką, tyle że w budynku na ulicy obok 10$/noc/2os. Wybieramy zatem „ekskluzywną” niezależność. Ponadto możemy korzystać ze wszystkich udogodnień jakie oferuje hostel – internet, kuchnia itp. Pokój, jak za cenę, którą przyszło nam zapłacić jest OK, czysty, bez robactwa – czegóż chcieć więcej. I tak kończy się nasz podróżniczy dzień.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#10 PostWysłany: 26 Mar 2015 20:00 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Maj 2010
Posty: 1119
Loty: 174
Kilometry: 297 129
Nie mogę uwierzyć w to, że tak rozwlekłam w czasie pisanie relacji, ale głęboko wierzę, że szczęśliwy the end nastąpi jeszcze tej wiosny :-)
Po prawie roku od wyjazdu do tego momentu dobrnęli już chyba tylko najwierniejsi czytelnicy ;-)

4.V.2014 r. Granada – Empalme – Granada
Celem na dzisiaj jest wejście na wulkan Mombache – można oczywiście skorzystać z wycieczki organizowanej przez agencję, ale oczywiście to nie dla nas.
Żeby dostać się do wejścia do Parku Narodowego Mombache musimy skorzystać z autobusu jadącego do Empalme, wysiadając po drodze w Empalme Guanacaste, 11 C (1,43 zł, 15 km, ok. 25 min.). Musimy skręcić z głównej drogi w lewo i spacerkiem dojdziemy do wrót Parku. Wstęp kosztuje 3$/os., można płacić w cordobach, 155C/2os (10 zł/os). Uzupełniamy zapas wody 1,5 l – 30 C (3,90 zł).
Droga na wulkan jest wyasfaltowana, coś jak u nas na Morskie Oko tylko bardziej stromo.
Załącznik:
Komentarz do pliku: W drodze na szczyt
1.JPG
1.JPG [ 138.27 KiB | Obejrzany 11685 razy ]

Oczywiście z pomocą w zdobyciu szczytu mogą pomóc płatne ciężarówki, bilet RT kosztuje 12$.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Kto nie ma grubego portfela ten ma własne nogi :-)
2.JPG
2.JPG [ 141.72 KiB | Obejrzany 11685 razy ]

W nieśpiesznym tempie droga na szczyt zajmuje ok. 2h.
Załącznik:
Komentarz do pliku: "Przydrożne" plantacje kawy
3.JPG
3.JPG [ 142.78 KiB | Obejrzany 11685 razy ]

W połowie drogi znajduję kawiarnio-restauracja Flores, gdzie możemy odpocząć i uzupełnić zapasy wody.
Droga na szczyt to niby ledwie 5 km, ale należy pamiętać o tym, że nachylenie dochodzi do 45%, więc po jakimś czasie zaczynamy myśleć tylko o jutrzejszych zakwasach w łydkach.
Sam wulkan trochę rozczarował, bo w zasadzie ciężko na szczycie zorientować się, że jesteśmy na wulkanie. Jest on od dawna nieczynny, więc jest porośnięty roślinami i ciężko porównać go do wulkanu Pacaya, na który wchodziłyśmy w Gwatemali. Na szczycie znajduje się restauracja, która jest jednocześnie punktem końcowym trasy ciężarówek. Obejście wyznaczonego szlaku wokół krateru zajmuje ok. 30 min.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Szlaki na Mombache
4.JPG
4.JPG [ 82.55 KiB | Obejrzany 11685 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Widok na krater
5.JPG
5.JPG [ 58.77 KiB | Obejrzany 11685 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Na szlaku
6.JPG
6.JPG [ 93.87 KiB | Obejrzany 11685 razy ]
Załącznik:
Komentarz do pliku: Na szlaku
7.JPG
7.JPG [ 90.7 KiB | Obejrzany 11685 razy ]
Załącznik:
Komentarz do pliku: Na szlaku
8.JPG
8.JPG [ 102.37 KiB | Obejrzany 11685 razy ]

No i męka dla nóg w drodze powrotnej, z góry dochodzą odgłosy małp kongo, które siedzą na pobliskich drzewach.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Małpy kongo
9.JPG
9.JPG [ 154.93 KiB | Obejrzany 11685 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Małpy kongo
10.JPG
10.JPG [ 129.32 KiB | Obejrzany 11685 razy ]

Na szczęście obok restauracji Flores jacyś turyści zaproponowali nam podwózkę na pacę pick-up do samej Granady.

Zadania na popołudnie to uzupełnienie zasobu waluty i sprawdzenie rozkładu promów. Pierwsza misja została zrealizowana za pomocą cinkciarzy na ulicy, kurs 1$ = 25,6C. Niestety druga część planu nie została zrealizowana, gdyż jest niedziela i nie udaje nam się dostać do dworca portowego, ale za to plaża tętni życiem.
Załącznik:
11.JPG
11.JPG [ 56.25 KiB | Obejrzany 11677 razy ]

Załącznik:
12.JPG
12.JPG [ 59.5 KiB | Obejrzany 11677 razy ]

Przed zmierzchem wracamy do centrum głównym deptakiem calle La Calzada, gdzie jemy najlepsze papusy z serem podczas całego wyjazdu, 20c/szt (2,60 zł).
Załącznik:
13.JPG
13.JPG [ 47.65 KiB | Obejrzany 11677 razy ]

Załącznik:
14.JPG
14.JPG [ 58.42 KiB | Obejrzany 11677 razy ]

W hostelu dowiadujemy się, że prom rusza w poniedziałek o g. 14.00. Dzień kończy mały, wieczorny deszczyk – temp. o 22 to przyzwoite 29 °C ;-)

-- 26 Mar 2015 19:22 --

5.V.2014 r. Granada – Altagracia (Ometepe)
Niestety nad ranem wyłączyli prąd, więc w pokoju nie dało się wysiedzieć bez wiatraka. Dzieki temu już przed 8 byłyśmy w porcie. Bilety na prom do Altagracia (wyspa Ometepe) na g. 14:00 kupujemy bez problemu. Trzeba mieć ze sobą paszport. Dla turystów obowiązuje tylko 1 klasa, ale nie należy spodziewać się nie wiadomo czego. Bilet kosztuje 104C/os. (13,52 zł). W drodze powrotnej, wstępujemy na śniadanie na targ – gotowana juka + sałatka warzywna 30C (3,90 zł).
Załącznik:
Komentarz do pliku: Reprezentacyjny deptak Granady
21.JPG
21.JPG [ 61.54 KiB | Obejrzany 11666 razy ]

Po powrocie do hostelu pakujemy się, zostawiamy bagaże na przechowanie w recepcji i ruszamy na shopping, w tym kartki (znaczek 20 C = 2,60 zł), które wypisujemy w parku centralnym popijając napój z tamarillo 20C (2,60 zł).
Ponieważ zostało nam jeszcze trochę czasu to udajemy się spacerkiem na cmentarz, który stanowi pełę architektury… cmentarnej (nie wiem czy to dobre określenie). Większość nagrobków jest wykonana z białego marmuru, spoczywa tu elita narodu. Jeśli ma się chwilę na pewno warto tu zajrzeć.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Cmentarz Granada
22.JPG
22.JPG [ 88.44 KiB | Obejrzany 11666 razy ]


W drodze powrotnej zgarniamy plecaki z hostelu i maszerujemy do portu.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Park Centralny Granada
23.JPG
23.JPG [ 107.65 KiB | Obejrzany 11666 razy ]

Po 13ej zaczynają wpuszczać na pokład, jest bardzo dokładna kontrola bagaży, oczywiście szukają broni lub narkotyków - po kontroli musiałam plecak praktycznie pakować od początku.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Prom na Ometepe
24.JPG
24.JPG [ 67.04 KiB | Obejrzany 11666 razy ]

Wypływamy z lekkim opóźnieniem o 14:30. Siadamy na górnym pokładzie, oczywiście TV obowiązkowo, telenowele itd. Po pokładzie krzątają się naganiacze z hoteli. My postanowiłyśmy znaleźć coś na miejscu. Równo po 4h docieramy na miejsce.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Widok na wulkany Ometepe
25.JPG
25.JPG [ 71.24 KiB | Obejrzany 11666 razy ]

Jest już zmierzch, ale decydujemy się iść piechotą do miasta, ok. 1,5 km. Niby wszystko ok, tylko im jesteśmy dalej od portu tym gorzej, droga z asfaltowej zamienia się w piaszczystą, latarni brak – przyjemnie nie było, ale na szczęście bezpiecznie docieramy do miasta.
Zaglądamy do hotelu Kemho (nie jestem pewna tej nazwy), pokój z łazienką 15$ niestety mają awarię hydrauliki i nie ma wody – przy panujących temperaturach nie ma mowy na taką opcję. Pokój znajdujemy w Hotelu Castillo – pokój z łazienką 15$, ale my targujemy do 300C (39 zł). Pokój wart tej ceny jest czysto, wifi. W hotelowym barze integrujemy się z resztą ekipy, która przypłynęła tym samym promem. Niestety po chwili gaśnie prąd, więc już mamy złe przeczucia, że już dzisiaj elektryczność nie powróci, ale na szczęście to tylko 10 min awaria. Planujemy sobie jutrzejszy dzień i idziemy spać, bo trochę nas wyczerpał ten dzień a szczególnie stresujący spacer z portu.
Góra
 Profil Relacje PM off
gosiagosia lubi ten post.
 
      
#11 PostWysłany: 30 Mar 2015 18:22 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Maj 2010
Posty: 1119
Loty: 174
Kilometry: 297 129
6.V.2014 r. Altagracia – Balgue – Santa Cruz – Santo Domingo – Ojo de Agua - Altagracia

Altagracia jest drugą co do wielkości miejscowością na wyspie, leży u stóp wulkanu Conception. Nie ma tu zbyt wiele do zwiedzania. Jednak jest tutaj pewien polski akcent – grób ks. Władysława (Ladislao) Chwalbińskiego, jego imieniem została nawet nazwana szkoła. Gdyby ktoś był zainteresowany to grób znajdziemy przy ruinach kościoła (wstęp 1 $).
My dzisiaj zaplanowałyśmy objazd wyspy – niestety czas nas nagli, więc musimy podkręcić tempo.
Z Altagracia udajemy się do Balgue 17 c (2,21 zł, 15 km, 30 min), skąd rozpoczyna się szlak prowadzący na wulkan Maderas. My oczywiście wulkanu nie będziemy zdobywać, ale udajemy się spacerkiem do Rancho Magdalena, skąd można podziwiać widoki na wulkan Maderas. Dwoje turystów, z którymi szłyśmy zatrzymuje się tutaj, na nocleg, jeśli ma się czas to czemu nie… cisza, spokój, fantastyczna przyroda.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Rancho Magdalena
1 (Small).JPG
1 (Small).JPG [ 142.54 KiB | Obejrzany 11581 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Rancho Magdalena
2 (Small).JPG
2 (Small).JPG [ 92.35 KiB | Obejrzany 11581 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Droga do/z Rancho Magdalena
3 (Small).JPG
3 (Small).JPG [ 134.97 KiB | Obejrzany 11581 razy ]

Po powrocie do głównej drogi łapiemy busa do Santa Cruz 10c (1,30 zł, 5 km, 10 min). Znajdują się tutaj prekolumbijskie petroglify. Musimy kierować się na hotel Porvenir, gdyż cześć petroglifów znajduje się na terenie należącym do hotelu. My idziemy nieco dalej, mijając farmy z taplającymi się w błocie prosiakami docieramy (chyba) prywatnej posesji, za drobną opłatą 25 c/os (3,25 zł) gospodarz pokazuję nam zgromadzone na tym terenie zabytki.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Petroglify
4 (Small).JPG
4 (Small).JPG [ 95.71 KiB | Obejrzany 11581 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: W drodze do petroglifów
5 (Small).JPG
5 (Small).JPG [ 142.71 KiB | Obejrzany 11581 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: wulkan Conception
6 (Small).JPG
6 (Small).JPG [ 92.99 KiB | Obejrzany 11581 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: W drodze do petroglifów
7 (Small).JPG
7 (Small).JPG [ 123.49 KiB | Obejrzany 11581 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Petroglify
8 (Small).JPG
8 (Small).JPG [ 130.58 KiB | Obejrzany 11581 razy ]
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#12 PostWysłany: 30 Mar 2015 19:30 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Maj 2010
Posty: 1119
Loty: 174
Kilometry: 297 129
Po części fakultatywnej czas na spacer plażą Santo Domingo, podobno najpiękniejszą na wyspie. Plaża jest faktycznie ładna, z widokiem na wulkany, dosyć czysta i co najważniejsze prawie pusta. Wzdłuż drogi znajdziemy kilka hotelików i knajpek.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Plaża Santo Domingo
9 (Small).JPG
9 (Small).JPG [ 58.66 KiB | Obejrzany 11568 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Plaża Santo Domingo
10 (Small).JPG
10 (Small).JPG [ 64.35 KiB | Obejrzany 11568 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Plaża Santo Domingo
11 (Small).JPG
11 (Small).JPG [ 79.19 KiB | Obejrzany 11568 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Plaża Santo Domingo
12 (Small).JPG
12 (Small).JPG [ 38.92 KiB | Obejrzany 11568 razy ]

Jest szczytowy upał, więc łapiemy autostop i na pace pick-up podjeżdżamy do krzyżówki, skąd spacerkiem udajemy się do Ojo de Aqua. Miejsce to kryje się za plantacjami bananów i jest idealną miejscówką w tak upalny dzień. Ojo de Agua to takie baseny wypełnione schłodzoną wodą ze studni głębinowej, wszystko jest zacienione, więc można tutaj spokojnie przysiąść i zrelaksować się. Wstęp kosztuje 75 c (9,75 zł).
Załącznik:
Komentarz do pliku: Ojo de Agua
13 (Small).JPG
13 (Small).JPG [ 83.46 KiB | Obejrzany 11568 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Ojo de Agua
14 (Small).JPG
14 (Small).JPG [ 126.1 KiB | Obejrzany 11568 razy ]

Gdy temperatura spada do znośnego poziomu wychodzimy do głównej drogi złapać transport powrotny do Altagracia. Niestety, kiedy siedziałyśmy nad oczkiem wodnym chyba wszystkie pojazdy mechaniczne zniknęły – ponad godzinę zajęło nam zatrzymanie czegokolwiek – bardzo miły mieszkaniec wyspy podrzucił nas do krzyżówki Altagracia/Balgue/Moyagalpa, skąd mamy autobus do Altagracia.
Jest już późno, więc sprintem pędzimy po plecaki do hotelu i z powrotem na przystanek. Niestety ostatni autobus do Mayagalpa odjeżdża o 17:00, niestety okazał się punktualny, więc dziś nie przemieścimy się na druga stronę wyspy – wielkiego żalu nie ma. Po raz drugi meldujemy się w Hotel Castillo – stawka bez zmian.
W Altagracia raczej nie tętni życie nocne, więc organizujemy sobie wieczorne zwiedzanie miasteczka i „wystawną” kolację gallo pinto 40c (5,20 zł) + 1l piwa 38c (4,94 zł).
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#13 PostWysłany: 05 Kwi 2015 13:13 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Maj 2010
Posty: 1119
Loty: 174
Kilometry: 297 129
7.V.2014 r. Altagracia – Moyogalpa – Rivas - San Juan del Sur
Po raz drugi wymeldowujemy sie Hotelu Castillo, mając nadzieję, że to już absolutnie ostatni raz  Porannym autobusem jedziemy do Moyogalpa 20c (2,60zł, 25 km, 40 min). Miasto jakoś nas nie zachęciło do zwiedzania, więc od razu skierowałyśmy swoje kroki do portu. Za 69c (8,97zł) kupiłyśmy bilety na prom płynący do San Jorge (ok. 1h). Z Moyagalpa średnio co godzinę opływa prom lub barka do San Jorge. Nasz wariant był akurat najdroższy, są też barki po 35c lub prom za 50c.
Po wyjściu z portu następuje oblężenie przez taksówkarzy – chyba najbardziej spektakularne podczas całego wyjazdu. Jakoś udaje nam się wynegocjować cenę taxi collectivos do Rivas 20c/os. (2,60 zł, 6 km), skąd od razu wsiadamy do autobusu do San Juan del Sur 18c (2,34 zł, 35 km, 45 min) – to był chyba najbardziej wypchany środek lokomocji na jaki trafiłyśmy. W ten sposób po ponad 2 tygodniach podróży jesteśmy nad Pacyfikiem – cel osiągnięty.
Miasteczko to istna mekka turystyczna, więc ze znalezieniem hotelu nie ma żadnego problemu. My wybieramy hotel Rositas – bierzemy oczywiście dormitorium, które i tak będziemy miały całe dla siebie. Właścicielką jest Kubanka, która miała męża Polaka, więc zna kilka słów po polsku. Cena za łóżko to 6$=150c (19,50 zł).
Załącznik:
Komentarz do pliku: Park Centralny San Juan del Sur
San Juan de Sur.JPG
San Juan de Sur.JPG [ 91.68 KiB | Obejrzany 11465 razy ]

Na resztę dnia mamy zaplanowany plażing, czyli leżaki, drinki z palemką itp. Bary przy plaży mają wi-fi, ceby nie odstraszają, przykładowo piwo – 30c (3,90 zł), ice tea/coffee, lemoniada również 30c. Z plaży można przejść mostem i wspiąć się na wzgórze z Jezuskiem, skąd mamy widok na całą okolicę.
Załącznik:
Komentarz do pliku: San Juan del Sur
2.JPG
2.JPG [ 75.38 KiB | Obejrzany 11465 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: San Juan del Sur
3.JPG
3.JPG [ 90.32 KiB | Obejrzany 11465 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: San Juan del Sur
4.JPG
4.JPG [ 62.05 KiB | Obejrzany 11465 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: San Juan del Sur
5.JPG
5.JPG [ 83.01 KiB | Obejrzany 11465 razy ]

Jeśli ktoś przyjedzie w nieco innej porze roku niż my to będzie miał okazję rozkoszować się przyrodą, gdyż na początku roku można w okolicy obserwować wieloryby a jesienią żółwie.
Wieczór spędzamy z Polakami z naszego hotelu, którzy byli nieco dziwni/podejrzani, ale to już temat na inną historię.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#14 PostWysłany: 05 Kwi 2015 14:50 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Maj 2010
Posty: 1119
Loty: 174
Kilometry: 297 129
8.V.2014 r. San Juan del Sur – Managua - Leon
Pewnie fani wypoczynku pod palmami pomyślą, że postradałyśmy zmysły, ale już dziś opuszczamy San Juan del Sur. Za 5 dni mamy samolot do Europy, a musimy jeszcze przejechać przez 2 kraje, realizując po drodze swój plan.
O 7 ruszamy ekspresem do Managua - bilet to koszt 76c (9,88 zł, 140 km, 2,5h). Ekspresy są również o 5 i 6 rano, później już tylko ordinario, które jadą dłużej.
Mniej więcej w połowie drogi „steward” próbuje nas skasować za bagaże 50c – oczywiście nie dajemy się, więc swojej szansy upatruje w zorganizowaniu nam taksówki w Managua – niestety również niepowodzenie. W zasadzie to chyba pierwsza próba naciągnięcia nas w autobusie podczas podróży, więc jestem mile zaskoczona tą statystyką.
Z dworca jedziemy autobusem miejskim (chyba nr 110) na Terminal Israel – ktoś z pasażerów odbija dla nas bilety ze swojej „karty miejskiej”. Od razu przesiadamy się do minibusa jadącego do Leon 51c (6,63 zl, 80 km, 1h40min). Bardzo skutecznie udaje nam się unikać dłuższych pobytów w stolicach krajów Am. Środkowej.
W Leon znalazłyśmy sobie wcześniej hosta przez CS, ale niestety nie udaje nam się do niego dodzwonić – po kilku próbach tracimy nadzieję i wiemy, że musimy liczyć na siebie. Zatrzymujemy się w hotelu Cerro Negro 153c dorm (19,89 zł) i idziemy eksplorować miasto.
Leon to wcześniejsza stolica Nikaragui, nierozerwalnie związana z rewolucją tego kraju. Architektura przypomina tą, z którą spotkałyśmy się w Granadzie, ale miasto jest mniej turystyczne i chyba bardziej przyjemne. Znajduje się tutaj jedna z największych katedr w Ameryce Centralnej, którą można odwiedzić za drobną opłatą. Życie wieczorne oczywiście koncentruje się wokół Parku Centralnego, można się tutaj poczuć bezpiecznie a my cieszymy się naszymi ostatnimi chwilami w tym pięknym i przyjaznym kraju.

Załączniki:
Komentarz do pliku: Leon
DSC01718 (Small).JPG
DSC01718 (Small).JPG [ 59.82 KiB | Obejrzany 11428 razy ]
Komentarz do pliku: Leon
DSC01714 (Small).JPG
DSC01714 (Small).JPG [ 103.12 KiB | Obejrzany 11428 razy ]
Komentarz do pliku: Leon
DSC01713 (Small).JPG
DSC01713 (Small).JPG [ 62.72 KiB | Obejrzany 11428 razy ]
Komentarz do pliku: Leon
DSC01711 (Small).JPG
DSC01711 (Small).JPG [ 92.41 KiB | Obejrzany 11428 razy ]
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#15 PostWysłany: 05 Kwi 2015 16:37 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Maj 2010
Posty: 1119
Loty: 174
Kilometry: 297 129
9.V.2014 r. Leon – Chinandega – El Guasaule- EL Amatillo- San Miguel
Dzisiejszy dzień to pokonywanie kolejnych kilometrów i przejść granicznych, gdyż chcemy dostać się do Salwadoru. Ok. 7 meldujemy się na dworcu i wsiadamy do busa jadącego do Chinandega 17c (2,21 zł, 40 km, 1 h). Tutaj musimy zmienić autobus, odszukujemy go bez trudu, tym razem kierunek granica w El Guasaule 30c (3,90 zł 80 km, 2h). Ponieważ posterunki graniczne dzieli spora odległość a nam się spieszy to bierzemy rikszę rowerową 25 c/os (3,25 zł), która zatrzymuję się przy odpowiednich okienkach i budynkach. Jeszcze w Nikaragui dopada nas ankieter z jakiegoś resortu turystyki, który w krótkiej rozmowie chciał się od nas dowiedzieć, jak długo byłyśmy w kraju, co nam się podobało, czy spotkało nas coś niemiłego itd. Ogólnie sprawiło to na nas bardzo pozytywne wrażenie.
Opłata wyjazdowa z Nikaragui to 2$=50c (6,50 zł) a wjazdowa do Hondurasu 3$ = 60 lempirów (9,60 zł).
Po dokonaniu wszystkich formalności udaje nam się znaleźć bezpośredni autobus do El Amatillo 80c (10,40 zł, 130 km, 4,5h), czyli od granicy do granicy – pełnia szczęścia, ale oczywiście jak to w Hondurasie wszystko poszło nie tak. Autobus żółwił się niemiłosiernie, wszędzie postoje, czekanie na ludzi – dramat i tak z obiecanych 3 godzin podróż wydłużyła się do 4,5h. Już nawet brak opłaty wyjazdowej z Hondurasu nie potrafił zmniejszyć naszej niechęci do tego kraju. Nasz ambitny plan żeby dostać się dziś do stolicy Salwadoru stał się właśnie niemożliwy.
Po całym Salwadorze jeżdżą numerowane autobusy, wynika to z niezbyt dużej wielkości tego kraju. Z granicy jedziemy autobusem nr 330 do San Miguel z przesiadką w Santa Ana, 3$ (9,30 zł, 60 km, 1,5h). No i tutaj dzisiejszą podróż kończymy, gdyż jest późne popołudnie i autobusów do stolicy brak. W San Salvador czekał na nas host z CS, ale musiałyśmy do niego zadzwonić i przeprosić, że dotrzemy dopiero jutro rano. San Miguel, nie ma się co oszukiwać, nie jest atrakcyjne. Znajdujemy jakiś podły hotel niedaleko dworca za 15$/2os. (23 zł/os.) i smakujemy pupusy, z których słynie Salwador.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#16 PostWysłany: 05 Kwi 2015 18:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 Gru 2012
Posty: 510
Loty: 127
Kilometry: 386 300
niebieski
Schodzi Ci z tą relacją :P
Doszły wasze pocztówki do Polski? My wysyłaliśmy z dwóch miejsc w Gwatemali no i niestety.
Fajnie się czyta do momentu, gdzie podróżowaliśmy po tych samych miejscach, także czekam na wasz Salwador, bo mi się bardzo podobał. Co do Hondurasu to np. w D&D Brewery ceny wypisane na tablicy były zupełnie inne, aniżeli oni liczyli sobie na końcu także nie polecałbym tego miejsca.
A w parku Montana de Celaque było fajnie :) Ciekawym jest też to, że w wielu miejscach byliśmy w odstępie 1-2 dni, a nam tak bardzo nie padało.

Pzdr,
Miłosz :)
_________________
Relacje z podróży, zdjęcia, informacje na blogu.
https://miloszmaslanka.wordpress.com/

Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#17 PostWysłany: 05 Kwi 2015 18:20 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Maj 2010
Posty: 1119
Loty: 174
Kilometry: 297 129
Na szczęście już kończę, bo chcę zdążyć przed pierwszą rocznicą od postawienia stopy na gwatemalskiej płycie lotniska ;-)
Pocztówki doszły ze 100% skutecznością, a wysyłałam z różnych miejsc, tylko musiałam potraktować klejem znaczki z Gwatemali bo odkleiły mi się zanim wrzuciłam je do skrzynki.
W D&D podliczyli nas uczciwie, więc pewnie różnie to bywa - jednym słowem trzeba się pilnować.
Niestety w Salwadorze byłyśmy już na mocnym niedoczasie i jeszcze ta pogoda - niestety najgorsze pogodowe wspomnienia mamy z Salwadoru i to pokrzyżowało nam plany, ale i tak uważam, że kraj był super :-)
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#18 PostWysłany: 05 Kwi 2015 18:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 Gru 2012
Posty: 510
Loty: 127
Kilometry: 386 300
niebieski
Rok temu termin wyjazdu wypadał właśnie w święta, więc wspomnienia i tak są już ja najbardziej na czasie. :)
To super, że chociaż wasze kartki doszły. Czasem wciąż mam nadzieję, że i moje jeszcze dojdą - tak jak list z Hogwartu, na pewno się gdzieś zawieruszył.
I tak niezłą trasę udało wam się zrobić. :)
_________________
Relacje z podróży, zdjęcia, informacje na blogu.
https://miloszmaslanka.wordpress.com/

Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#19 PostWysłany: 05 Kwi 2015 18:44 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Maj 2010
Posty: 1119
Loty: 174
Kilometry: 297 129
Te święta bardzo mnie zmobilizowały do pisania, bo już uznałam, że to lekki obciach tak długo się do tego zbierać.
Kartki wyglądały jakby je ktoś przeżuł 5x i wypluł, ale są. Jeśli twoje dotrą to będzie to wielki triumf poczty polskiej, czego ci oczywiście życzę :-)
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#20 PostWysłany: 05 Kwi 2015 19:47 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 Maj 2010
Posty: 1119
Loty: 174
Kilometry: 297 129
10.V.2014 r. San Miguel – El Salvador- Santa Ana – Juayua - Apaneca
Całą noc lało, wstajemy po 3ej żeby nadgonić to co wczoraj nam się nie udało. O 4ej startujemy busem nr 301 do stolicy, 4$ (12,40 zł, 140 km, 2,5h), tym razem już bez żadnych przygód.
Gdy wysiadamy z autobusu cały czas pada, pożyczamy telefon i dzwonimy do naszego hosta Alberta. Przyjeżdża po nas, ale niestety ma jakieś sprawy prywatne do ogarnięcia i nie może spędzić dzisiejszego dnia z nami… jedzie do swojego rodzinnego miasta, czyli…San Miguel.
Albert tłumaczy nam jak dojechać w okolice wulkanu Santa Ana i podrzuca nas na dworzec Ocidente, skąd autobusem nr 201 udajemy się w kierunku Santa Ana. Aby dostać się do Parku Cerro Verde należy wysiąść z autobusu przy El Congo 0,85 $ (2,65 zł, 50 km, 1h).
Teoria mówi, że aby wejść na wulkan trzeba się zjawić tam ok. 11, gdyż o tej porze codziennie wyrusza wycieczka z przewodnikiem i strażnikami. Właśnie po to żeby zdążyć wstałyśmy dzisiaj w środku nocy. Niestety mamy jakąś serię nieszczęść, nie dość że leje jak z cebra to kierowca zapomina nas wysadzić i dojeżdżamy do Santa Ana zamiast do El Congo. Okazuje się, że szanse na to żeby zawrócić i wyrobić się do 11ej są równe zeru a poza tym w tej pogodzie widoki z wulkanu będą marne. Zatem podejmujemy decyzję o modyfikacji planu. Chronimy się przed deszczem w centrum handlowym, jemy europejskie śniadanie i ruszamy dalej w kierunku Ruta de Flores. Mamy drobny problem z odnalezieniem dworca w Santa Ana, ale w końcu sukces. Aby dojechać do Juayua musimy wybrać autobus nr 238, 0,80$ (2,40zł, 45 km, 1h). Na odjazd autobusu czekamy prawie godzinę, w tym czasie wszystkie inne numery przyjeżdżały, odjeżdżamy, my poznałyśmy już całą społeczność zatrudnioną na tym mało interesującym dworcu, ale w końcu wystartowaliśmy.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Dworzec Santa Ana
1.JPG
1.JPG [ 99.93 KiB | Obejrzany 11319 razy ]

Na szczęście widoki po drodze wynagrodziły nam to przydługie oczekiwanie na autobus.
Załącznik:
Komentarz do pliku: W drodze do Juayua
2.JPG
2.JPG [ 88.69 KiB | Obejrzany 11319 razy ]

Ruta de Flores (Droga Kwiatów) to szlak miast kolonialnych o długości 36 km, które posiadają murale wykonane przez miejscowych artystów. Co weekend w Juayua odbywa się festiwal jedzenia, gdzie możemy znaleźć bardzo osobliwe potrawy. My skusiłyśmy się na frytki z juki i zupę z jaszczurki. Miasto jest niewielkie, ale za to bardzo przyjemne.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Juayua
3.JPG
3.JPG [ 72.69 KiB | Obejrzany 11319 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Festiwal jedzenia Juayua
4.JPG
4.JPG [ 104.78 KiB | Obejrzany 11319 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Festiwal jedzenia Juayua
6.JPG
6.JPG [ 92.34 KiB | Obejrzany 11319 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Juayua
5.JPG
5.JPG [ 69.85 KiB | Obejrzany 11319 razy ]

Pogoda cały czas nie odpuszcza, więc ruszamy do kolejnego miast na Ruta de Flores – Apaneca, bus nr 249, 0,35$ (1,10 zł, 9 km, 20 min.). Z głównej drogi musimy podejść do centrum miasteczka. Zatrzymujemy się w hotelu Il Piemonte, prowadzonym przez włoską rodzinę. Pokój kosztuje 15$ (46 zł), ale jest bardzo czysty, w łazience ciepła woda – pełen luksus. W mieście jest dosyć chłodno, odczuwa się wysokość 1450 m npm. – to najwyżej położona miejscowość w całym kraju. Miasteczko jest bardzo klimatyczne, wokół piękne widoki i plantacje kawy – dobrze, że zdecydowałyśmy się tutaj przyjechać.
Załącznik:
Komentarz do pliku: Apaneca
7.JPG
7.JPG [ 95 KiB | Obejrzany 11319 razy ]

Załącznik:
Komentarz do pliku: Apaneca
8.JPG
8.JPG [ 103.98 KiB | Obejrzany 11319 razy ]

Wieczór spędzamy w naszym hotelu, jest muzyka na żywo, można posilić się włoskimi daniami – bardzo sympatyczna atmosfera.
Góra
 Profil Relacje PM off
cyberpunk64 uważa post za pomocny.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 22 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group