Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 12 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 15 Kwi 2016 14:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Kwi 2013
Posty: 125
Loty: 41
Kilometry: 84 418
Zapraszam na relację z mojej podróży do Boliwii i północnego Chile. Stanowi to wycinek z 3 tygodniowej podróży po Ameryce Południowej. Co by nie przedłużać lecę z tematem.

Potrzebny wam jakiś naturalny medykament, którego nie dostaniecie w aptece? A może amulecik na szczęście? Jeśli tak, to to niesamowite, egzotyczne miejsce spełni wasze oczekiwania. Targ czarownic - Mercado de las Brujas. Każdy szaman - głównie panie - oferujący przeróżne specyfiki znajdzie coś na każdy wasz problem. Oprócz różnych ziołowych eliksirów czy afrodyzjaków możecie przykładowo nabyć mumifikowane płody lam. A po co? Po to, by rytualnie spalić bądź zakopać pod fundamenty nowo budowanego domu. Czego w końcu nie robi się dla zapewnienia sobie szczęścia. Dla jednych dziwactwo, a dla innych - jak ja - piękno kultury. Kultury w kraju, gdzie chrześcijaństwo daje radę współistnieć z pradawnymi wierzeniami. Np. w Pachamamę - inkaską boginię ziemi.
Załącznik:
DSC_6601_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_6582_1024x683.JPG

W środku nocy (2:00) docieram na lotnisko w La Paz. Dokładniej El Alto sąsiadujące z La Paz. Plan wyglądał tak. W hali przylotów ma czekać na mnie kierowca taksówki, którą zamówiłem z hostelu. Ma trzymać kartkę z nazwiskiem i nazwą hostelu. Dlaczego tak daleko posunięte środki ostrożności? I dlaczego nie chciałem brać samemu pierwszej lepszej taksówki? Powód prosty. La Paz ma złą sławę. Znane jest właśnie z fałszywych taksówek czy fałszywych policjantów. Porwania, wymuszenia i inne gangsterskie interesiki. Ostrożności więc nigdy za wiele. Wszystko pięknie zaplanowane, więc nie mam czego się bać. Plany często mają to do siebie, że lubią się zmieniać wbrew naszym oczekiwaniom. Tu tak się stało. Zamówionej taksówki nie było..... Jak czułem się zaspany po wylądowaniu, tak w mgnieniu oka się ocuciłem. Zamiast zamówionej taryfy, nagabujący pseudo-taksówkarze o nieciekawym spojrzeniu. Choć to spojrzenie to chyba bardziej wyobraźnia mi w sytuacji stresu stworzyła. Co robić? W głowie opcje miałem dwie. Pierwsza to poczekać do rana na lotnisku i załapać się na pierwszy publiczny środek transportu. Druga to wybrać jednak jakąś taksówkę. Ta druga wygrała. Ale jak tu się zabezpieczyć na wypadek "kiepskiego wyboru"? Wybrałem furę wyglądająca na lotniskową taryfę. Stargowane na 60 BOB (33 zł). Zrobiłem telefonem zdjęcia identyfikatora kierowcy i tablicy rejestracyjnej jego autka, a dzięki połączeniu z darmowym wi-fi na lotnisku wysłałem je żonie. W razie czego będę wiedział, gdzie szukać winnego :) Koniec końców dotarłem do hostelu bez niemiłych wydarzeń.
Przylot do miasta położonego na wysokości od 3,2 do 4,1 tys. metrów powyżej poziomu morza nie jest najprzyjemniejszy dla organizmu. Zwłaszcza, jak przybywamy właśnie z poziomu morza. Soroche. Chorobowa wysokościowa nie omija większości turystów. Pierwszym punktem na mojej trasie wędrówki przez miasto była apteka. Zaopatrzyłem się tam w tabletki o tej samej nazwie co choroba, mające pomóc z wysokościowymi dolegliwościami. Dlaczego właściwie Boliwia? Dlaczego La Paz? Przecież jest tyle do zobaczenia w samej Brazylii. Powodów było co najmniej kilka. Pierwszy. Zrobienie zakupów na targu czarownic w La Paz - pozycja na mojej liście marzeń znajdująca się od dawna. Drugi, to zobaczyć na własne oczy tą kolorową andyjską kulturę, gdzie życie już tak kolorowe nie jest. Kraj wszak należy do najbiedniejszych na kontynencie. W poście tym poza wspomnianym targiem czarownic postaram się wam pokazać choć fragment tej barwnej kultury widziany moimi oczami. Samą zabudowę La Paz oraz trochę o kuchni i może innych kwestiach wspomnę już w następnej części.
Jeśli macie trochę gotówki nie będzie problemów z jej wydaniem na ciekawe pamiątki. Choćby na wspaniałe rękodzieła czy tradycyjne ubrania z wełny z alpaki, których nie brakuje.
Załącznik:
DSC_6572_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_6571_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_6567_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_6565_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_6563_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_6557_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_6597_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_6594_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_6580_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_6575_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_6619_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_6612_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_6605_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_6604_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_6603_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_6599_512x768.JPG

Wysokość, na jakiej mieszkasz w tym mieście jest odwrotnie proporcjonalna do twojego finansowego statusu społecznego. Mówiąc prościej. Biedni wyżej. Bogatsi niżej. Widać to w wielu kwestiach. Przede wszystkim zabudowa. Położone wyżej budynki to proste ceglane konstrukcje. Nierzadko niedokończone. Im niżej, tym budowle ładniejsze i większe. Podobnie ze środkami transportu. Miasto jest idealnym przykładem na to, że komunikacja samochodami osobowymi może zostać zdecydowanie zdominowana inną formą komunikacji. Tak dużej ilości mini-busików jeszcze nie widziałem. Chyba nie będzie przesadą stwierdzenie, że taka forma komunikacji w mieście stanowi ponad 70% poruszających się tu pojazdów.
Może i łatwo się dzięki temu wszędzie dostać ale weź człowieku się w tym ogarnij. Szczerze mówiąc nawet nie podjąłem próby. Tam, gdzie chciałem się dostać zaniosły mnie nogi, bądź dotarłem kolejką linową. Teleferico. O niej słów później.
Załącznik:
DSC_6619_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_6612_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_6706_512x768.JPG

Mieszkańcy Boliwii niespecjalnie lubią, jak robi się im zdjęcia. Mimo, iż nie znam języka, czasami jeden uśmiech potrafił zdziałać cuda. A dlaczego tak naprawdę nie lubią tych zdjęć? Jeśli prawdą jest jedna z zasłyszanych przeze mnie historii, Boliwijczycy nie lubią ich, gdyż wierzą, że każde zrobione zdjęcie zabiera im cząstkę duszy. Odbiera im część ich własnego ja.
Załącznik:
DSC_6539_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_6536_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_6514_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_6483_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_6710_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_6629_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_6620_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_6541_512x768.JPG

La Paz jest chyba pierwszym miastem na świecie, o którym mogę powiedzieć, że naprawdę polubiłem. Sam nie wiem, jak to się stało. Ja, taki oponent miast. A jednak. Tam, wszechobecny bazar, który mniej więcej rok wcześniej w Marrakeszu mnie męczył, tu wprawiał w sielski nastrój. Po paru godzinach szwędania nie czułem już stresu. Moje obawy o bezpieczeństwo malały ale czujność pozostała. Coraz częściej i chętniej wyjmowałem aparat z plecaka, co zaowocowało większą liczbą zdjęć. A może to te liście koki, które kupiłem sobie do żucia tak na mnie podziałały rozluźniająco:) Jeśli chodzi o same liście, to warto wspomnieć, że stanowią one jedno z lekarstw na chorobę wysokościową. Dostaniecie je niemal wszędzie. Można je żuć lub wypić z ich dodatkiem herbatę. Sprawdzałem i rzeczywiście pomagają na wysokogórski ból głowy.
Załącznik:
DSC_7230_1024x683.JPG

ak widać na powyższym zdjęciu, zawód pucybuta nie umarł. Powiedziałbym nawet, że w La Paz ma się całkiem dobrze. Ubrani w kominiarki mężczyźni rozstawiają się z małym stołeczkiem nawet na środku chodnika. Klient nasz pan. Poruszając rękami w tempie błyskawicy doprowadzają buciki do połysku.

Załącznik:
DSC_6798_1024x683_800x534.JPG

Załącznik:
DSC_6628_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_6549_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_6507_1024x683.JPG

Teraz pokaże wam, jak wygląda samo miasto. Wędrowanie po nim trochę męczy. I nie mówię tego w przenośni. Spacer po nim nieodłącznie związany jest z pokonywaniem szeregu wzniesień. Same w sobie nie byłyby tak uciążliwe gdyby nie poleżenie miasta na wysokości od 3,2 do 4,1 tys. m.n.p.m. Ma to z pewnością jedną zaletę. Zwłaszcza dla takich pędziwiatrów jak ja. Mogłem dostrzec to, co przy szybkim kroku mi nieraz umyka.
Załącznik:
DSC_6471_512x768.JPG

Załącznik:
2_1024x387.jpg
Załącznik:
1_1024x464.jpg

Załącznik:
DSC_6794_1024x683_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_6776_1024x683_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_6496_1024x683_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_6486_1024x683_800x534.JPG

Załącznik:
DSC_6497_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_6487_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_6481_1024x683.JPG

Położenie miasta na wysokości od 3200 do 4100 m.n.p.m. stanowi pewnego rodzaju wyzwanie komunikacyjne. Boliwijczycy wyszli z tych problemów w świetny sposób. Wybudowali i ciągle budują sieć kolejek linowych - teleferico. Obecnie w La Paz znajdują się 3 linie. Stanowią one zwykły środek transportu dla mieszkańców, a dla turystów ciekawą atrakcję. Cena za przejazd to 3 BOB. Sam skorzystałem tylko z jednej linii - czerwonej. Dostałem się nią na wysokość 4095 m.n.p. do El Alto. Miejscowości przyległej do La Paz. Tam też spędziłem jednak niewiele czasu. Specjalnie zwiedzać tam nie ma co, a poziom bezpieczeństwa już niższy niż w turystycznych częściach miasta.
Załącznik:
DSC_6704_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_6700_1024x683.JPG

Załącznik:
DSC_6794_1024x683_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_6713_1024x683_800x534.JPG

Załącznik:
DSC_7218_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_7216_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_6803_1024x683.JPG

Nieodłączny element, a nawet i cel każdej mojej podróży stanowią doznania kulinarne. Nie inaczej było w Boliwii. Aby spróbować tego co je przeciętny mieszkaniec udałem się do miejscowego Mercado. Z nazwy to taki nasz market. Z charakteru bardziej rynek. W kilkupiętrowym budynku znajduje się wiele niewielkich stanowisk, gdzie kobiety przygotowują i serwują codziennie posiłki. Od tego wyjazdu mam też nowy rekord w cenie, jaką zapłaciłem za dwudaniowy posiłek. Za zupę i drugie danie zapłaciłem 10 BOB, a więc niecałe 6 zł. Nie wiem, czy cena ta wynikała z godziny, w jakiej tam trafiłem - było około 16, a więc niewiele przed zamykaniem stanowisk, czy z pomyłki sprzedawczyni. W innych dniach, kiedy również się tam żywiłem - co prawda we wcześniejszych godzinach - już tak niskiej ceny nie zapłaciłem. Co ogólnie warto spróbować w Boliwii? Wszystko :) Precyzując. Na pewno mięsa z lamy. Co prawda jadłem je nie w La Paz a w okolicach ale szczerze polecam. Ogólnie rzecz biorąc naprawdę jest w czym wybierać jeśli chodzi o spróbowanie nowych smaków. Od owoców przez warzywa, po mięsa i ryby. Nie wspominając już nawet o ich połączeniu :)
Załącznik:
DSC_7233_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_7226_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_7225_1024x683.JPG

Załącznik:
DSC_7224_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_7223_1024x683.JPG

Załącznik:
DSC_7233_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_7226_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_7225_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_7224_1024x683.JPG

Jak wspomniałem na początku, miasto cieczy się złą sławą jeśli chodzi o poziom bezpieczeństwa. Mi na szczęście udało się uniknąć jakichkolwiek niemiłych sytuacji. Wskazane poniżej koszty nie są dokładnym spisem z jednego dnia w LA Paz, dlatego, że i sama relacja nie stanowi opisu stricte jednego dnia. W La Paz miałem łącznie 3 noclegi. Między drugim i trzecim wybrałem się nad jezioro Titicaca co zrelacjonuje wkrótce.
Koszty:
Taxi 60 BOB (33.05 zł)
Śniadanie w knajpie 25 BOB (13.77 zł)
Nocleg 3 x 65 BOB (3 x 35,81 zł)
Tabletki Soroche 7,90 BOB (4,35 zł)
Coca 8 BOB (4,41 zł)
Zupa 6 BOB (3,31 zł)
Burger z napojem 8 BOB (4,41 zł)
Pamiątki: 55 BOB
Kolejka Teleferico 2 x 3 BOB (2 x 1,65 zł)
Wejście do parku 3 BOB(1,65 zł)
Napój 6 BOB (3,31 zł)
Koszty lotów po Ameryce jako, że były wszystkie na jednym bilecie podam na końcu relacji.
Dalszy ciąg niebawem :)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Zapraszam na http://www.kwiatwswiat.blogspot.com/
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 20 Kwi 2016 11:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Kwi 2013
Posty: 125
Loty: 41
Kilometry: 84 418
Jeszcze jako małe dziecko lubiłem legendy. Czytać bądź słuchać. Zresztą, kto nie lubił. Fragment jednej, nie wiedzieć dlaczego utkwił w mej pamięci. Tayta Inti - bóg słońce - zrodzony w toni jeziora Tititaca, dał początek całej Inkaskiej cywilizacji. Tyle zapamiętałem z dzieciństwa. Tylko tyle i aż tyle. Tylko - bo mówi w sumie to niewiele. Aż - bo pamięć o tej legendzie popchnęła mnie ku Isla del Sol - wyspie słońca. Coś co sprawiło, że choć na chwilę zapragnąłem postawić stopy na tej wyspie i spojrzeć w wyłaniające się z tafli jeziora słońce.
Załącznik:
DSC_7060_800x533.jpg

Samej legendy nie będę wam przybliżał. Bez problemu znajdziecie ją w necie. Z La Paz porannym autobusem ruszyłem do miejscowości Copacabana - tak, tak samo brzmiąca jak plaża w Rio - położonej nad jeziorem Titicaca. Przejazd tam (40 BOB) zarezerwowałem sobie w hostelu. Wiem, że przepłaciłem ale jak chcesz mieć odbiór z hostelu liczysz się z tym. W końcu jestem frajer gringo i czasami jestem wygodny. Wyruszyłem około 7 rano. Przejazd trwa ponad 3 godziny. Aby dostać się do Copacabany, nieprzejeżdżając przez Peru trzeba przeprawić się promem. Nasz autobus płynie barką a my niewielką łódką.
Po przyjeździe do Copacabany pierwszą rzeczą były zakupienie biletów na prom na Isla del Sol.
Część bagaży zostawiłem w La Paz, dzięki czemu chodzenie z plecakiem nie było tak uciążliwe. Zwłaszcza, że nadal znajduję się na wysokości blisko 4 tys. m.n.p.m. Tititaca to najwyżej położone żeglowne jezioro świata.
Załącznik:
DSC_6905_801x1200_400x600.JPG

Załącznik:
DSC_6892_801x1200_400x600.JPG

Załącznik:
DSC_6837_801x1200_400x600.JPG

Załącznik:
DSC_6814_801x1200_400x600.JPG

Załącznik:
DSC_6828_801x1200.JPG
Załącznik:
DSC_6825_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_6813_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_6812_800x534.JPG

Załącznik:
DSC_6877_400x600.JPG
Załącznik:
DSC_6869_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_6863_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_6860_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_6841_800x534.JPG

Załącznik:
DSC_6963_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_6953_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_6952_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_6935_800x533.jpg
Załącznik:
DSC_6884_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_6879_800x534.JPG

Po małym spacerku i posiłku ruszyłem w około dwugodzinną podróż promem. Kierunek- północna część wyspy. Osady Challapampa. Dotarliśmy tam po 15. Mój plan był dość napięty. W sumie nie pierwszy i nie ostatni raz w czasie wyjazdu. Chciałem zobaczyć zachód jak i wschód słońca. Cel zrealizowałem połowicznie. Po zejściu na ląd miejscowi pobierają opłatę 10 BOB. Taki podatek za wejście na ich święte ziemie :)
Na miejscu razem z poznanym Francuzem (Erwan) oraz grupką Chilijczyków znaleźliśmy nocleg w prywatnej kwaterze (25 BOB). Wspólnie z Erwanem odbyliśmy treking po północno-zachodniej części wyspy. Dobrze mieć kompana. Jest z kim pogadać i wymienić się doświadczeniami. Może okazać się również pomocny. Zwłaszcza, gdy zapada noc, a ty zapominasz latarki. Zanim zapadła jednak noc spełniłem jedno z moich marzeń. Miałem okazję podziwiać pozostałości inkaskiej cywilizacji oraz przede wszystkim, uczestniczyć w niesamowitej grze kolorów, jakie stworzyło zachodzące słońce. Patrząc na ten piękny spektakl przez chwilę naprawdę wierzyłem, że właśnie tu narodziło się słońce. I to pomimo, iż podziwiałem zachód a nie jego wschód :)
Załącznik:
DSC_7134_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_7131_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_7039_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_7003_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_7001_800x534.JPG
Załącznik:
4 (2)_800x413.jpg
Załącznik:
3_800x326.jpg

Załącznik:
pan 4_800x247.jpg
Załącznik:
pan 3_800x202.jpg
Załącznik:
pan 2_800x250.jpg
Załącznik:
pan 1_800x243.jpg

Wieczór zwieńczyliśmy pyszną rybką i piwkiem w jednej z knajp. Parę minut przed 6 rano zameldowałem się znowu na szlaku. Cel to osada Yumani na południu wyspy, skąd chciałem złapać prom powrotny do Copacabany. Mimo, że wschodzącej tarczy słońca nie zdążyłem zobaczyć, to był jeden z piękniejszych trekingów, jakie odbyłem. Trasa prowadziła brzegiem wyspy. Żadnego turysty na szlaku. Od czasu do czasu pojawiał się jedynie jakiś mieszkaniec, z którym wymieniałem pozdrowienia.
Załącznik:
DSC_7166_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_7165_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_7142_800x496.jpg
Załącznik:
DSC_7140_800x533.jpg
Załącznik:
DSC_7139_800x533.jpg
Załącznik:
DSC_7137_800x533.jpg
Załącznik:
DSC_7136_800x533.jpg

Załącznik:
DSC_7200_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_7199_400x600.JPG
Załącznik:
DSC_7198_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_7182_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_7176_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_7166_800x534.JPG

Dla mnie osobiście, czar wyspy tkwi w dużej mierze w legendach z nią związanych. Gdyby nie one, miejsce to - pomimo swej urody - aż takiego statusu by sobie nie wyrobiło. Pozostałości pradawnej cywilizacji nie są imponujące. Gdyby nie idealna pogoda, którą trafiłem wiele z tej magi bym nie poczuł. Warto jednak wybrać się na wyspę. Nawet na kilka dni. Dla tych zachodów i wschodów. Dla tej ciszy i spokoju.
Powrót do La Paz to był prawdziwy folklor. Obok mnie (jechałem autobusem) dosiadła się boliwijska kobieta z dzieckiem. Ubrana w swój tradycyjny, kolorowy strój. Mniej więcej po godzinie drogi kobieta zaczęła karmić dziecko piersią, Po paru minutach zasnęli oboje. Matka z piersią na wierzchu. Kilkanaście minut później obudziła się. Pierś dalej na wierzchu. Zaczęła nawet do mnie coś mówić, odwracając się w moją stronę. Sytuacja tak mnie rozbawiła, że chyba nieświadomie zacząłem do niej mówić po polsku :) Warto również dodać, że prawie godzinę czasu spędziliśmy stojąc pośrodku niczego. Autobus się zepsuł. Na szczęście kierowcy udało się samemu doprowadzić pojazd do użyteczności.
Kolejne marzenie spełnione.
Koszty:
Dojazd do Copacapana z La Paz 40 BOB (22,13 zł) - 3 godziny jeśli nie będzie żadnych problemów na drodze i nie zepsuje się wam autobus jak mi :)
Obiad Copacabana 40 BOB (22,13 zł)
"Wejściowe" na wyspę 10 BOB (5,53 zł)
Nocleg na wyspie 25 BOB (13,83 zł)
Łódź na wyspę 2x25 BOB (2x13,83 zł)
Jedzenie na wyspie 45 BOB (24,90 zł)
Bułki i sok w Copacabana 20 BOB (11,06 zł)
Powrót busem do La Paz 25 BOB (13,83 zł)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Zapraszam na http://www.kwiatwswiat.blogspot.com/
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
zolty uważa post za pomocny.
 
 
#3 PostWysłany: 21 Kwi 2016 11:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
śledzę relacje, czekam na więcej!!! :)
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 21 Kwi 2016 12:55 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2014
Posty: 3127
Rewelacyjne zdjęcia. Oddałeś cały urok tamtych miejsc. Oglądając je, czułam się tak, jakbym tam była.
Kocham takie zachody słońca.
I bardzo lubię takie kolorowe stragany.
Czekam na więcej.
_________________
Ιαπόνκα76
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 21 Kwi 2016 15:01 

Rejestracja: 02 Sty 2016
Posty: 129
niebieski
3 x TAK, przechodzisz dalej :D
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 21 Kwi 2016 15:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Kwi 2013
Posty: 125
Loty: 41
Kilometry: 84 418
Dzięki ludziska :) Pieścicie moje ego ale kto tego nie lubi hehe
Wieczorem albo jutro postaram się napisać dalszą część :)
_________________
Zapraszam na http://www.kwiatwswiat.blogspot.com/
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 21 Kwi 2016 19:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Kwi 2014
Posty: 1518
Loty: 300
Kilometry: 446 165
złoty
Super zdjęcia :)
_________________
https://kamo375.fly4free.pl/
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 22 Kwi 2016 16:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Kwi 2013
Posty: 125
Loty: 41
Kilometry: 84 418
W okolicach La Paz jest trochę ciekawych miejsc do zobaczenia. Na wszystkie nie miałem czasu. Musiałem się więc na coś zdecydować. Wybór padł na dawny ośrodek narciarski Chacaltaya i dolinę księżycową. Dotarcie samemu w krótkim czasie do tej pierwszej atrakcji - położonej około 30 km od LA Paz - do najprostszych nie należy. Dlatego też zakupiłem wycieczkę, która obejmowała odwiedzenie obu wspomnianych miejsc. Pierwszy punkt to Chacaltaya - dawny ośrodek narciarski.
Pobudki, które stały u podstaw odwiedzenia go były dwie. Pierwsza to położenie ośrodka na wysokości 5300 m. n.p.m. - najwyżej położony ośrodek narciarski na świecie, jak piszą internety. Drugi to to, że ten ośrodek "był". A dlaczego "był"? W skutek ocieplenia się klimatu nie ma tam już po prostu śniegu. Lodowiec Chacaltaya - zimna droga w języku Ajmara - przestał istnieć. I niech ktoś mi powie, że klimat się nie zmienia.
Pogoda podczas tej jednodniowej wycieczki niestety nie była zbyt łaskawa. Dlatego też i zdjęcia nie oddają piękna odwiedzonych miejsc.
O tym, że nie była łaskawa przekonaliśmy się po dotarciu do pierwszego celu. Ciemne chmury zaczęły spowijać niebo.
Załącznik:
DSC_7266_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_7258_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_7257_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_7235_1024x683.JPG

W okolicach ośrodka można było odbyć mały, kilkudziesięciominutowy treking po okolicznych szczytach. Nie mogłem się temu oprzeć i to mimo nie najlepszej pogody. Dzięki temu pokonałem własną granicę wysokości na jakiej się znalazłem. (latania samolotami nie liczę). 5400 m.n.p.m. Wysokość, na której człowiek zaczyna odczuwać brak tlenu przy większym wysiłku. A tym jest nawet mały krok pod górę. W pewnym momencie zerwał się naprawdę silny wiatr. Chwiejąc się jak chorągiewka na wietrze zdążyłem wbiec do opuszczonego ośrodka w idealnym momencie. Burza i grad. Tego gradu spadło takie ilości, że zabielona została cała okolica. Okazało się to sporym problemem w naszej drodze powrotnej. Napadało go tyle, że zjazd autobusem wąską drogą stał się po prostu ryzykowny. Drogą, która w normalnych warunkach nie należy do zbyt bezpiecznych dla pojazdu wielkości autobusu. A co dopiero w takich warunkach, jak nas spotkały. Po pewnym czasie kierowca i przewodnik wyszli z autobusu i zaczęli odgarniać śnieg własnymi nogami....
Załącznik:
DSC_7282_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7251_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_7250_1024x683.JPG

Załącznik:
DSC_7309_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7308_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7284_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_7261_512x768.JPG

Całe szczęście, że towarzystwu, które miałem w czasie wycieczki - poza małymi wyjątkami - humor dopisywał. "No trudno, będziemy musieli to jakoś przetrwać. To kogo zjadamy jako pierwszego?" Rzucił jeden z Kanadyjczyków po czym dodał, wbijając wzrok w młodą dziewczynę: "O, Ty wyglądasz młodo i apetycznie. Idziesz na pierwszy ogień". Salwy śmiechu na ten i tym podobne teksty przerywane były "radzeniem", co robimy dalej. Po pewnym czasie grad przestał padać i to co z niego zostało zaczęło topnieć. Kierowca i przewodnik postanowili jechać dalej. Większość z nas nie miała jednak zamiaru ryzykować. W tym ja. Wysiedliśmy z autobusu i najgorszą część trasy pokonaliśmy idąc za autobusem. Mniej więcej po jednym kilometrze wsiedliśmy i ruszyliśmy już wszyscy w kierunku drugiej atrakcji. Była nią dolina księżycowa, która swą nazwę zawdzięcza niezwykłym strzelistym formacjom skalnym. Koszt takiej jednodniowej wycieczki obejmującej dwa odwiedzone przeze mnie miejsca to 100 BOB (55 zł) + 30 BOB (16,53 zł) za wejściówki do odwiedzanych miejsc. Wrażenia wizualne z pewnością byłyby lepsze gdyby nie pogoda. Pomimo tego, grad w górach i podążanie piechotą za autobusem to jedna z ciekawszych przygód podczas tego wyjazdu :)
Załącznik:
DSC_7370_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7358_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7346_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7328_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_7320_1024x683.JPG

Załącznik:
DSC_7390_512x768.jpg

Załącznik:
DSC_7386_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7384_512x768.jpg
Załącznik:
DSC_7381_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7376_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7371_1024x683.jpg

Załącznik:
pan_1024x414.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Zapraszam na http://www.kwiatwswiat.blogspot.com/
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 23 Kwi 2016 19:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Kwi 2013
Posty: 125
Loty: 41
Kilometry: 84 418
Dość tych miejskich atrakcji. Czas na pustynną przygodę!!
Jeden z bardziej oczekiwanych punktów pustynnej części południowoamerykańskiego wyjazdu. Pustynia Salar de Uyuni. Prehistoryczne wielkie jezioro zamienione w ogromne solnisko, będące najbardziej płaską powierzchnią na Ziemi.
Plan był prosty. Na początek dotrzeć do Uyuni - położonej na południu kraju niewielkiej, turystycznej miejscowości po środku niczego. Tam znaleźć agencję turystyczną, w której wykupię sobie 3, a najchętniej 4-dniową wycieczkę przez boliwijskie bezdroża, kończąc na granicy z Chile. Na dworcu zakupiłem bilet na nocny autobus z La Paz do Uyuni. Wycieczka nad jezioro Tititaca i przygoda w górach trochę osłabiły mój organizm. Złapałem przeziębienie. Postanowiłem więc dać sobie trochę więcej luksusu. Wybrałem więc autobus typu cama - z leżącymi siedzeniami. Wyjazd godz. 20:30. Planowy dojazd 6:30. Na miejscu meldujemy się jednak już o 5:15. Ciemno wszędzie. Poza paroma naganiaczami ludzi na ulicach brak. Bezpańskie psy patrzą na mnie, jak na posiłek. Co tu zrobić ze sobą? Człowiek rozespany. Agencje turystyczne jeszcze pozamykane. Po obejściu paru ulic udało mi się znaleźć otwartą kawiarenkę i przycupnąć w niej na chwil kilka. Agencje otwierają się między godziną 7 a 8. Jest ich kilkadziesiąt. Którą wybrać by być zadowolonym? Jakkolwiek wszystkie oferują raczej to samo, tak standard usług czy realizacja zapewnień składanych przed wyjazdem jest już różna. Jeszcze przed wyjazdem z domu przekopałem internet w poszukiwaniu potrzebnych informacji. Dzięki nim wyselekcjonowałem kilka biur, z którymi chciałbym pojechać. Rozpytanie zrobiłem jednak w parunastu. Tak dla lepszego rozeznania. Pierwszym zaskoczeniem było to, iż żadna z agencji nie oferowała 4 dniowego wyjazdu. Musiałem więc plan trochę zmienić i wybrać opcję 3-dniową. Ceny wahały się od 650 do ponad 1000 BOB.
Załącznik:
DSC_7406_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_7405_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_7400_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_7397-7399_1024x286.jpg

Po wielu negocjacjach zdecydowałem się na agencję Cordiliera Travellers, gdzie wynegocjowałem cenę 800 BOB (441 zł). Start wszystkich wycieczek odbywa się między 10 a 11. Przed samym załadunkiem do jeepa pani z biura oznajmiła mi, że nie pojadę z nimi bo mają nadkomplet. Pojadę z inną agencją. "No i cały mój piękny plan się spier...Pewnie jakąś gów.. agencję dostanę" - pomyślałem. Tu jednak los się do mnie uśmiechną. Jadę z Red Planet Expedition, a więc jedną z najlepszych i rekomendowanych agencji. Nie dopłacam oczywiście różnicy. "Tylko niech Pan nie mówi swoim współtowarzyszom ile pan zapłacił, bo oni płacili więcej" - usłyszałem od obsługi agencji. Nie wiem czy słyszy to każdy, kto wynegocjuje niższą cenę, czy też faktycznie zbiłem ją konkretnie. Zważywszy, że w mojej ekipie były osoby z Australii i Hong Kongu - a więc nie najbiedniejszych miejsc na ziemi - opcja druga jest całkiem prawdopodobna. Z tego co wyczytałem, zmiana agencji, z którą jedziesz nie jest wcale rzadkim precedensem.
Pierwszy punkt trasy to cmentarzysko pociągów, znajdujące się nieopodal Uyuni. Boom na wydobywanie różnorakich minerałów, który miał miejsce w IX i na początku XX wieku musiał się kiedyś skończyć. Skończyła się więc i kariera wielu lokomotyw i wagonów, które te minerały transportowały. Nikt już ich nie chciał. A swoją drogą wyobrażacie sobie w Polsce takie coś? Tyle złomu do rozkradzenia :) Kapitalne miejsce dla fotografów. Niestety, jako że jest to pierwszy punkt wycieczek, które ruszają w tym samym czasie, ciężko było o naprawdę dobre kadry, gdzie nie ma ludzi. Kilka mi się udało ale potencjał miejsca jest dużo wyższy. Większość turystów jak małpy w cyrku właziła na co się tylko da. Wszystko, byle zrobić sobie piękną fotkę.
Załącznik:
DSC_7421_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_7417_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_7414_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_7413_1024x683.JPG

Załącznik:
DSC_7432_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7431_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7428_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7427_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7424a_1024x683.jpg

Załącznik:
DSC_7454_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_7449a_970x768.jpg
Załącznik:
DSC_7442_512x768.jpg
Załącznik:
DSC_7441_1024x683.JPG

Następny cel to Salar de Uyuni - największa solna pustynia świata. W tej porze roku odwiedzenie go ma dodatkową zaletę. Opady deszczu, które mogą się wtedy właśnie pojawić powoduję przybieranie wody, co tworzy niesamowity efekt lustra. Żałuje, że nie wykupiłem dodatkowej wycieczki na wschód/zachód słońca. Zdjęcia, które widziałem u innych, a które zrobione były właśnie wtedy zwaliły mnie z nóg. Salar de Uyuni to dla zdecydowanej większości osób miejsce dziecinnych zabaw z perspektywą. Płaska powierzchnia zapewnia niezliczoną ilość możliwości szalonych ujęć. Granicą jest tylko nasza wyobraźnia. Niestety moje samopoczucie spowodowało, iż nie byłem zbyt skłonny do takich szaleństw. Coś jest w tych pustkowiach, co mnie przyciąga. O tym jednak i o przebiegu samej wycieczki w następnej części. Tymczasem zapraszam na resztę zdjęć z pierwszego dnia wyjazdu.
Załącznik:
DSC_7480_1024x682.jpg
Załącznik:
DSC_7479_1024x637.jpg
Załącznik:
DSC_7478_512x768.jpg
Załącznik:
DSC_7476_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7469_1024x683.jpg

Załącznik:
DSC_7508_1024x566.JPG
Załącznik:
DSC_7502_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_7493-7494_1024x321.jpg
Załącznik:
DSC_7489_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_7488_1024x683.JPG

Załącznik:
DSC_7539_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7542_1024x683.jpg

Załącznik:
DSC_7548_1024x683_800x534.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Zapraszam na http://www.kwiatwswiat.blogspot.com/
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
zolty uważa post za pomocny.
 
 
#10 PostWysłany: 28 Kwi 2016 20:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Kwi 2013
Posty: 125
Loty: 41
Kilometry: 84 418
Zamknijcie oczy. Wyobraźcie sobie piasek i żwir ciągnące się po horyzont. Gdzieś w oddali majestatyczny, wygasły wulkan. Obok was przechadzają się dumne lamy i brodzące w burgundowych wodach lagun flamingi. To, co zobaczyliście w waszej wyobraźni to w zasadzie najprostsza odpowiedź na pytanie, dlaczego tak właściwie wybrałem się w to pustkowie. W takich miejscach dostrzegam piękno otaczającego świata. Piękno, które leży w prostocie tego na co patrzę. Piękno działające jak magnes i uzależniające jak narkotyk.
Drugi dzień pustynnej przygody to dalszy ciąg ochów i achów. No bo jak nazwać dzień, w którym widoki, na które spoglądasz już od samego rana, powodują uśmiech od ucha do ucha. Krajobrazy obok których nie da się po prostu przejść obojętnie. Właśnie świadomość, że gdzieś na drugim końcu świata istnieją miejsca tak oszałamiające jak te, które tu widziałem, mówi mi "wstań i zobacz co tracisz siedząc w domu".
Załącznik:
DSC_7867a_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7717b_1024x683.jpg

Po naprawdę komfortowym noclegu w wielkim łóżku i wieczornej dawce lekarstw od koleżanki z Hong Kongu, poczułem się o wiele lepiej. Po obfitym śniadaniu ruszyliśmy na południe. Wyjazd trochę się opóźniał przez dość mozolne ruchy naszych kierowców. Miało to niewątpliwie jeden znaczący plus. W miejscach, w których się zatrzymywaliśmy nie było już tłumów turystów z innych wycieczek, jak to miało miejsce na cmentarzu pociągów. Choć słowo "tłumy" jest raczej nieadekwatne w żadnym z miejsc, jakie odwiedziłem w Boliwii. Turystów jest po prostu tu mniej niż np. w sąsiadującej Brazylii.
W świetle informacji, które przedstawił nam przewodnik, na terenie Boliwii znajduje się 35 wulkanów! Liczba wręcz niewiarygodna. Fakt jest jednak taki, iż tylko dwa z nich są aktywne i kolejne dwa kolejne półaktywne. Nie pytajcie czym się różnią. Przytaczam tylko mądrze brzmiące stwierdzenia. Te niesamowite tereny to nie tylko wulkany - wliczając krater jednego z nich, który można podziwiać - ale i laguny. A tych jest z kolei 24. Drugi dzień wycieczki to również okazja do podziwiania obfitującej w skały o niebanalnych kształtach - pustyni Salvadora Daliego.
Załącznik:
7_1024x253.jpg
Załącznik:
4_1024x265.jpg
Załącznik:
1_1024x398.jpg

Załącznik:
DSC_7648_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_7646_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_7573_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_7565_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_7560_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7721_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7702_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7700_1024x618.jpg
Załącznik:
DSC_7656a_1024x683.jpg
Załącznik:
6_1024x347.jpg

Załącznik:
DSC_7813a_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7790_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_7768_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7761a_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7758_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7739_1024x683.JPG

Załącznik:
DSC_7826_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7819_1024x683_800x534.jpg
Załącznik:
DSC_7817_1024x683.jpg
Załącznik:
8_1024x313.jpg
Załącznik:
7a_898x768.jpg

Załącznik:
12a_1024x346.jpg
Załącznik:
12_1024x368.jpg
Załącznik:
11a_1024x361.jpg
Załącznik:
9_1024x266.jpg

Drugi nocleg spędziliśmy w niewielkim budynku położonym gdzieś pośrodku pustyni, u podnóża jednego z wygasłych wulkanów. Chętni mogli za niewielką opłatą skorzystać z ciepłej kąpieli w termalnych wodach, kilkadziesiąt metrów dalej. Zważywszy na mój stan zdrowia nie skusiłem się na tą atrakcję. Nie mogłem sobie jednak nie pozwolić na nocny, samotny spacer w celu podziwiania rozgwieżdżonego nieba. Opisać to jest naprawdę ciężko. To po prostu trzeba zobaczyć.
Załącznik:
DSC_7914_512x768.jpg

Agencję, z którą jechałem - Red Planet Expedition - muszę ocenić na 5 w 6-stopniowej skali. Świetne jedzenie. Sympatyczny, wygadany, angielskojęzyczny przewodnik, od którego można się było dowiedzieć wielu ciekawych informacji. Brak dodatkowych opłat pobieranych przez niektóre agencje za ciepły prysznic pierwszego dnia. Brak pośpiechu przy zwiedzaniu atrakcji. Wszystko co zapowiedziane zostało zrealizowane. O tym, jak trafiłem do tej agencji możecie przeczytać w poprzednim poście. Jedyny mankament agencji to tempo zbierania się do wyjazdu. Niejednokrotnie zdarzało się, że wszyscy byliśmy gotowi i musieliśmy czekać na ich zebranie się. I to pomimo, iż sami wyznaczyli wcześniejszą godzinę wyjazdu.
W godzinach około południowych dotarliśmy na granicę z Chile. Tam musimy uzyskać stempel wyjazdowy w paszporcie. Oficjalnie pobierana jest za niego opłata w wysokości 15 BOB. Dałem celnikowi 9 BOB mówiąc, że nie mam więcej drobnych i nie robił problemu. Legalności tego procederu oceniał nie będę. Inny kraj i kultura. Cena naszej wycieczki obejmowała busa, który zabrał część z nas (część wracała do Uyuni) z granicy do San Pedro de Atacama w Chile.
Załącznik:
DSC_7979_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_7960a_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7959_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_7942-7943_1024x369.jpg

Załącznik:
DSC_7985_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_7983-7984_1024x387.jpg
Załącznik:
DSC_7981_1024x683.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Zapraszam na http://www.kwiatwswiat.blogspot.com/
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 30 Kwi 2016 21:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Kwi 2013
Posty: 125
Loty: 41
Kilometry: 84 418
Są takie miejsca na naszej planecie, gdzie od setek lat nie spadł deszcz. Nawet El Nino nie zdołał go przynieść. Te miejsca można znaleźć na pustyni Atacama - jednej z najsuchszych na ziemi. Bogactwo minerałów tam występujących nadaje jej niezwykłych kolorów. Różni się ona od tej Saharyjskiej. Jest kamienisto-piaszczysta. Otoczenie wulkanów i innych gór dodaje magii całemu krajobrazowi tego regionu. Ale po kolei. Pierwotny plan zakładał zameldowanie się w Chile 12 marca. Niemożność znalezienia 4-dniowej wycieczki z Uyuni (i wybór 3 dniowej) spowodował jednak, że znalazłem się tam 11 marca. Najszczęśliwszy z tego powodu nie byłem. Głownie z powodu cen, jakie tam zastałem. Chile samo w sobie należy do najdroższych krajów kontynentu. A co dopiero w tak turystycznym miasteczku, w jakim się znalazłem - San Pedro de Atacama. Jeśli odjąć by hotelki, hostele, knajpki i agencje turystyczne tam się znajdujące zostanie wam.... sam piasek. Miejscowość stanowi punkt startowy prawdopodobnie wszystkich wycieczek organizowanych w regionie. Można ją obejść wzdłuż i wszerz w niewiele ponad godzinę. Co oczywiście uczyniłem nie raz. Ma swój klimat co trzeba przyznać. Taki dziki zachód. Po przyjeździe musiałem znaleźć jakiś nocleg.
Załącznik:
DSC_8189_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_8186_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_8184_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_8005_1024x683_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_7999_1024x683_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_7993-7994_1024x365.jpg
Załącznik:
DSC_8360_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_8352_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_8349_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_8348_1024x683.JPG

Wybór wycieczek - biur jak i miejsc jest spory. W planie miałem dwie. Gejzery el Tatio i dolinę księżycową. Obie chciałem odbyć jednego dnia. Niestety agencji, z którą pojechałem nie pamiętam i nie mogę wam zarekomendować. Za obie zapłaciłem łącznie 22 tys. peso. Około 5 rano bus zebrał wszystkich z miasteczka. Po 1,5 godzinnej jeździe zameldowaliśmy się w okolicy gejzerów. Cóż mogę powiedzieć. Choć przewodnik opowiadał tyle ciekawych rzeczy, że mógłby spokojnie tym obdzielić ze dwie całodniowe wycieczki, to miejsce nie zrobiło na mnie aż takiego wrażenia jak oczekiwałem. I to wcale nie z powodu zimna, jakie tam panowało. Powód był prosty. Miejsce to bardziej bym określił mianem pól geotermalnych. Mimo, iż z wielu dziur w ziemi bucha para, to o spektakularnych strumieniach wody, wystrzeliwanych w powietrze można raczej zapomnieć. Chyba, że akurat ja nie miałem takiego szczęścia.
Załącznik:
DSC_8092_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_8072_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_8059_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_8044_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_8022_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_8013_1024x683.JPG

Załącznik:
DSC_8157_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_8152_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_8143_1024x683_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_8141-8142_1024x341.jpg

Zupełnie inne odczucia miałem po drugiej w wykupionych wycieczek. I to nie tylko ze względu na możliwość podziwiania zachodzącego słońca w kolejnym z wymarzonych miejsc. Na niej właśnie spotkałem parę z Polski, (pozdrowienia dla was!) z którą spędziłem później miły czas. Wycieczka obejmowała zejście do jednej z jaskiń. Z twierdzeń naszego przewodnika wynikało, że większość grup tu nie przyjeżdża. W sumie nie dziwię się. Zejście do jaskini nie zabezpieczone w żaden sposób. Już wyobrażam sobie wariatów w klapeczkach chcących zrobić sobie super foteczkę schodząc po stromych krawędziach bez żadnych zabezpieczeń. Miejsce jednak nie takie najsuchsze jak wspomniałem na początku Tydzień przed moim przybyciem spadł tam deszcz. Trudno nadążyć za tym klimatem. Opady te spowodowały niezwykłe zjawisko w postaci białych wykwitów, sprawiających wrażenie szronu, który osadza się o poranku.
Załącznik:
DSC_8244_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_8241-8242_1024x334.jpg
Załącznik:
DSC_8235_1024x683.JPG
Załącznik:
DSC_8217_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_8202-8203_1024x395.jpg

Załącznik:
DSC_8310-8311_1024x453.jpg
Załącznik:
DSC_8282_512x768.JPG
Załącznik:
DSC_8269_1024x683_800x534.JPG
Załącznik:
DSC_8259_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_8258_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_8332_1024x683.jpg
Załącznik:
DSC_8319-8321_1024x292.jpg

Przyznam szczerze, że trochę zmarnowałem czas spędzony w Chile. Mogłem go lepiej wykorzystać i odwiedzić inne miejsca jak choćby kopalnie Chuguicamata. Fakt faktem nie chciałem wydawać więcej forsy, ani na zorganizowane wycieczki, ani na dojazdy w inne miejsca. Po dwóch dniach spędzonych w San Pedro udałem się autobusem do Calamy. Tam celem numer jeden stało się zwykłe zrobienie tanich zakupów w jakimś markecie i odbudowanie się żywnościowe po zemście faraona męczącej mnie od dłuższego czasu. Trochę Calamy zwiedziłem pieszo. Nie zrobiłem w niej ani jednego zdjęcia... Chyba mówi to samo za siebie w kwestii atrakcyjności miasta. Drogę na lotnisko pokonałem pieszo. Przecież nie mogłem im dać więcej na mnie zarobić. Ilość bezpańskich psów jednak mnie trochę martwiła. Zwłaszcza, że trochę ujadały. Na szczęście niemiłych przygód udało się uniknąć. Tak oto zakończyłem tą bardziej surową, pustynną część mojego wyjazdu. Ogólnie rzecz biorąc, niesamowitego wyjazdu.
Koszty:
Wycieczki san Pedro 22000 peso (128 zł)
Obiad san Pedro 4900 (28 zł)
Noclegi w San Pedro 20 $ i 15 $
Dojazd do Calamy z San Pedro (3000) peso - tu mogę się mylić bo zapomniałem tego zapisać.
Nocleg w Calama 20 $
Dzięki wszystkim, którzy dobrnęli do końca relacji. Mam nadzieję, że jakieś informacje wam się przydadzą i relacja była zjadliwa :)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Zapraszam na http://www.kwiatwswiat.blogspot.com/
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
pifko uważa post za pomocny.
 
 
#12 PostWysłany: 19 Gru 2017 15:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Lis 2016
Posty: 9
Loty: 47
Kilometry: 164 928
Super... jak na razie w sferze moich marzeń...
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 12 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group