Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 78 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 14 Sty 2015 21:13 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 6426
Loty: 301
Kilometry: 518 862
Apo – czyli raj dla Robinsonów <3

Apo to bardzo mała wysepka (nie mająca nawet kilometra kwadratowego powierzchni) znajdująca się niedaleko południowego końca wyspy Negros i stolicy prowincji Dumaguete. Jej wyjątkowość tkwi w otaczającym ją rezerwacie morskim, stanowiącym dom dla 650 gatunków ryb i 400 gatunków korali! Nic dziwnego że wśród turystów stała się znana jako miejsce gdzie można naprawdę podziwiać piękno morskiego świata. Wiele osób przypływa na nią podczas wycieczek nurkowych/snorklowych i odpływa tego samego dnia. W końcu co można by robić na tak mikroskopijnej wysepce? Mogę im tylko współczuć – rezygnują bowiem z najpiękniejszego klejnotu Filipin ;)

Dostanie się na Apo nie stanowi wyzwania, czas potrzebny by tam dotrzeć zależy jednak od naszego szczęścia/zasobności portfela. Najpierw musimy dostać się na wyspę Negros, do miasta Dumaguete. Jest ono dobrze skomunikowane z pobliskimi wyspami archipelagu Visayas. Prom z Boholu firmy OceanJet jest niestety dość kosztowny (700P) ale płynie jedynie 2h i kursuje 2-3 razy dziennie (2 kursy poranne są pewne, wieczorny gdy my byliśmy był zawieszony; w związku z tym w porcie należy się stawić najpóźniej przed 10!). Dużo tańsze połączenie oferuje firma autobusowa Ceres z Cebu (jest to połączenie typu RORO – przejazd autobusem który potem jest ładowany na prom) i zapłacimy za nie jedynie 205P(bus płatny na dworcu)+70P(prom płatny na miejscu). Autobusy kursują często (jakieś 8 razy dziennie) ale jazda nimi zajmuje sporo czasu (chyba 5h jeśli mnie pamięć nie myli). Jeśli przypłynęliśmy promem musimy z portu wziąć tricykla do stacji autobusowej – nie powinien kosztować więcej niż 10P od osoby. Tam łapiemy autobus jadącego do Malatapay (25P, jakieś 30-40min jazdy) – jak zawsze warto sprecyzować gdzie chcemy się dostać i napomnieć że chodzi nam o łódki odpływające na Apo. Do Malatapay jeżdżą również jeepeye z bliżej nieokreślonego miejsca w centrum miasta (za jedyne 15P) – przejeżdżają one tą samą drogą więc możemy je złapać też przy dworcu. Właśnie z jeepeya skorzystałem wracając z Apo i był to jeden z dwóch razów na Filipinach kiedy zostałem oszukany – tym razem przez samego siebie :P Wiedząc ile kosztuje bus bez pytania dałem taką samą kwotę jak poprzednio kierowcy jeepeya. Ten nie protestował ;) Potem niefortunnie podpatrzyłem że wszyscy inni płacą jednak mniej :roll: . Z drogi gdzie wysiądziemy musimy podejść kawałek (z 100m) do przystani. Stamtąd to odpływają łódki na Apo. Jeśli mamy szczęście załapiemy się na łódkę z mieszkańcami wyspy i zapłacimy 300P od osoby. Łódki zazwyczaj odpływają tylko raz dziennie, wcześnie rano, ale nasza odpływała akurat po 13 (oczywiście mówię o transporcie publicznym, w każdej chwili można wynająć całą łódkę – niestety za turystyczną cenę). Jak to na Filipinach w przypadku lokalnych połączeń – łódka odpłynie gdy zbiorą się chętni. W internecie przeczytałem że nie da się odbyć tej podróży nie mocząc się. I nie była to przesada. Łódeczka jest mała, pomieściła by może z 4 osoby, bierze ich na pokład jednak 12 oO i to z bagażami. W dodatku dystans nie jest krótki (łódka nie rozwija zawrotnych prędkości, płynie się więc ok 30min) a fale bywają naprawdę duże. Jakby tego było mało nas złapała burza! Nie powiem, gdy kapitan zaczął robić się nerwowy, zaś łódka nie była w stanie podpłynąć na plażę i musiała opłynąć wyspę i wysadzić nas z drugiej strony – nie było mi do śmiechu.. Oczywiście narzeczonej mówiłem że wszystko w porządku :P

Po wylądowaniu zostaliśmy poproszeni o zapłacenie 100P podatku, w wolnej chwili, jeśli nie mamy nic przeciwko :) (zaprawdę wspaniały naród :) ) zaś ktoś z lokalsów zapytał się nas gdzie nocujemy i ochoczo zaprowadził - tak po prostu (to nie ta Azja gdzie oczekuje się napiwków). Na wyspie mamy do wyboru 2 noclegi tradycyjne (Apo Beach Resort dla bogoli i Liberty's Lodge z w miarę normalnymi cenami – oba mieszczące się niedaleko kaplicy) oraz 3 niemal identyczne opcje budżetowe wewnątrz wioski – Mario's/Mary's/Runor's homestay – czyli możliwość zamieszkania u lokalsów za 500P ze śniadaniem. Oczywiście wybraliśmy opcję budżetową, u Runor (przy szkole). W zamian dostaliśmy pokój z moskitierą nad łóżkiem, łazienkę na zewnątrz bez bieżącej wody (posiada jedynie zbiorniczek na deszczówkę z którego czerpakiem pobiera się wodę zarówno do toalety jak i by się umyć)
Image
oraz 3h prądu dziennie – przez tyle działa generator prądu na wyspie. A także śniadanie robione palniku podgrzewanym chrustem
Image
i siedziska na przyjemnie zacienionym tarasie.
Image
Innymi słowy – można poczuć się naprawdę jak Robinson. Tylko że on nie wylądował w tak wspaniałym miejscu :)

Bo na Apo jest co robić!
Można wylegiwać się na rajskiej plaży - od głównej plaży przed boiskiem do koszykówki kierujemy się w lewo po skałkach i po 5min osiągamy miniaturową prywatną plażę :)
Image
Podczas tygodniowego pobytu tylko raz spotkaliśmy jedną osobę na niej :) jedyny problem – podczas przypływu zostaje nam ze 2m piasku – fale podmywają nam stopy gdy wylegujemy się czytając książki :)
Image
Można snorklować, poznając setki żółwi morskich. I słowo setki używam nieprzypadkowo. Po wejściu do wody (zarówno z głównej plaży przy Chapel reef jak i tam gdzie mieściła się nasza prywatna plaża czyli na Katipanan reef) już po przejściu kilku kroków można potknąć się o żółwia albo dwa – dosłownie!
Image
Image
Żółwie są wszędzie, a każdy z nich jest wspaniały.
Image
Image
Ale nie samymi żółwiami człowiek żyje – rafy są równie wspaniałe :)
Image
Image
tylko uważajmy na terytorialne trigger fish'e. Mogą kąsać, tak samo jak trujące gigantyczne (ponad 1,5m) węże morskie! Na szczęście trzymają się one zazwyczaj w głębszych rejonach i nie gustują w towarzystwie.
Jeśli dopisze nam szczęście zobaczymy również bumphead parotfish'e – te dorastające prawie 1,5m ryby robią wrażenie!
Image
(marna jakość zdjęcia, ale na głębokości 18m nie dociera już tak wiele światła)

Oczywiście snorkle to tylko namiastka tego co podwodny świat odkryje przed osobami które założą na siebie butlę z tlenem. Na nurków czekają niezapomniane wrażenia, jeden z najpiękniejszych raf na Filipinach (o ile nie najpiękniejsze), a także w południowo-wschodniej Azji. Szczególnie polecam miejsca Rock West (przepiękne twarde i miękkie korale) i Coconut (najciekawsze miejsce na wyspie - tyle ryb że czujesz się jak w akwarium). Nurkowania są technicznie łatwe (spokojnie można je odwiedzić z OWD), choć w kilku miejscach występują prądy, i bardziej zaawansowane osoby na pewno je bardziej docenią. Nurkować na wyspie można z całymi 2 firmami - u Maria i z Liberty - prowadzone są one przez brata i siostrę. Ja polecam Liberty - po pierwsze są tańsi dla fun divów (1000 peso za nurkowanie vs 1150 u Maria, choć chyba kursy mają droższe), a po drugie mają możliwość płacenia kartą. Do niedawna głównym powodem dla którego bym polecił to miejsce był instruktor Michał (którego serdecznie pozdrawiam!) - nasz rodak (profesjonalny nurek i super sympatyczna osoba nie tylko pod wodą ;) ), ale niestety obecnie już tam nie pracuje.

Jeśli zmęczy nas ciągłe pluskanie się w wodzie (choć to niemożliwe w naszym wypadku) lub po prostu poszukujemy urozmaicenia możemy udać się na spacer, choć widoki nas wodą nie są tak piękne jak te pod ;) Są 2 możliwe trasy do przejścia się. Jedna wiedzie na punkt widokowy przy Rock Point. Idziemy przez wioskę mijając lagunę, do Saktuarium (zamknięta rafa, niegdyś najładniejsza na całej wyspie, niestety została zniszczona przez tajfun i jest obecnie sztucznie zasadzana koralami) skąd wiedzie ścieżka pod górę oferująca takie widoki.
Image
Na końcu czeka nas podniszczona altanka gdzie można odpocząć chwilę przed powrotem. Trasa zajmuje w jedną stronę ok 45min.

Druga trasa wiedzie na latarnię morską i to jest już dłuższa wyprawa (ok 3h jeśli odwiedzimy wszystkie 3 wioski znajdujące się na wyspie – zacząć proponuję przy schodach na górę prz Liberty's a wrócić trasą przy lagunie). Nie jest może jakoś super malownicza, ale można po drodze popodziwiać szczyt filipińskiej myśli architektonicznej ;) (polecam zwrócić uwagę na te kąty proste ;) )
Image
czy porządnie zmęczyć się wspinając wśród wzgórz pokrytych palmami.
Image
My niestety mieliśmy również okazję obserwować tragedię – krowa zaplątała się w linkę którą była przywiązana na wzgórzu i skręciła sobie kark.
Image
Czemu piszę o tragedii? Krowa dla biednych mieszkańców wyspy to prawdziwy majątek (tylko 2 osoby na całej wyspie mogą krowami się poszczycić), na szczęście udało nam się znaleźć właściciela szybko a wypadek zdarzył się niedawno – mięso się jeszcze nie zepsuło, mógł je sprzedać i odrobić trochę straty.

Bo mięso na Filipinach to też luksus. Raz spotkaliśmy na plaży tatę świętującego urodziny syna kozą – raz do roku można pozwolić sobie na rozpustę! (koza zostaje najpierw pozbawiona sierści przez opalenie liśćmi palmowymi)
Image
I dlatego nie spodziewajmy się za wiele od kuchni na Apo. W zasadzie jedyne miejsce oferujące prawdziwe posiłki w rozumieniu zachodnich turystów to Liberty's, posiłki zaś nie są tanie (jak dla Filipińczyków, zachodni turysta nie zbankrutuje) a do wyboru jest to co akurat w kuchni im jeszcze zostało (pizze zmieniały skład dość często :P). Za to widoki są przednie,
Image
a prąd pojawia się nieco częściej niż raz dziennie (resort ma własny generator) – można podładować elektronikę. My próbowaliśmy żywić się jeszcze u naszej gospodyni, ale najczęściej mieliśmy do wyboru sam ryż z warzywami (a w zasadzie warzywem ;) niemniej jednak smacznie przyprawionym). Kosztowało nas to całe.. 75P od osoby. Czasami pojawiała się na stole również ryba (wtedy cena posiłku wzrastała do zawrotnych 150P), ale to zależało już tylko od Richiego – męża naszej gospodyni który zajmował się połowem ryb.
Image
Niestety zamiast łowić ryby wolał on raczyć się rumem :P dlatego ryby były jedynie od święta ;) Nic dziwnego – nawet na tak malutkiej wysepce rum Tanduay jest w tej samej nie zawyżonej cenie i kosztuje w jednym z kilku miniaturowych sklepików
Image
80P (wersja dark – 80%)..
Image
Richi łowić ryb nie lubił, za to lubił śpiewać i grać na gitarze przy rumie, a jak już się napił to obiecywał mi że zabierze mnie jutro rano na połów ryb i będzie wreszcie ryba na obiad. I tym oto sposobem pewnego razu poszedłem nauczyć się polować na ryby przy pomocy kuszy :) Pozwólcie że przekażę Wam tą wiedzę na koniec relacji z Apo :)
Image
Z kuszą w ręku zanurzamy się pod wodę
Image
i zalegamy na dnie nieruchomo. Inaczej ryby się spłoszą i nie podpłyną. Leżymy tak przez kilkanaście lub kilkadziesiąt sekund
Image
czasami na naprawdę dużej głębokości (kilkunastu metrów – czy to możliwe bez wyhodowania skrzeli?) i gdy ujrzymy w końcu swoją ofiarę w odpowiedniej pozycji – BACH! Upolowana.
Image
By zdjąć ją z harpuna przegryzamy rybę zębami
Image
by następnie nadziać ją przy pomocy gwoździa na linkęprzez skrzela.(lapu lapu, najlepsza w sosie słodko kwaśnym :) )
Image
Linka z przyczepionym korkiem unosi się na powierzchni, my zaś powiększamy sukcesywnie swoją kolekcję.
Image
Czynność powtarzamy tyle razy aż nakarmimy całą rodzinę ;) Voilà!
Image

Mam nadzieję że udało mi się Was przekonać do najpiękniejszego z klejnotów Filipin :)

CDN
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
michcioj uważa post za pomocny.
 
 
#22 PostWysłany: 14 Sty 2015 22:58 

Rejestracja: 25 Lis 2011
Posty: 261
fajna relacja, zgadzam się z twierdzeniem, że Filipińczycy to najmilsza nacja z jaką miałam kontakt, mango jest najlepsze na świecie, plaże fantastyczne,
spędziliśmy 3 tygodnie w cenie kilkukrotnie niższej niż oferowane przez biura podróży, bo jest
tam b. tanio, a rum chyba również najtańszy na świecie.
Góra
 Relacje PM off  
 
#23 PostWysłany: 20 Sty 2015 23:55 

Rejestracja: 12 Gru 2012
Posty: 517
Loty: 119
Kilometry: 254 856
niebieski
Przede mną za kilkanaście dni podróż życia a tu trzeba zbierać nową kasę na następną wyprawę...
Czekamy na nowy wpis.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#24 PostWysłany: 04 Lut 2015 22:16 

Rejestracja: 25 Wrz 2011
Posty: 32
Mam pytanie do autora, odnoście Palawan (El Nido) i Apo island. Mając 6 dni na spędzenia czasu wśród przyrody pięknych rajkich plaż z ładniejszym snoorkiem i widokami pod wodą , którą destynację Pan by polecił ?
Góra
 Relacje PM off  
 
#25 PostWysłany: 04 Lut 2015 23:12 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 6426
Loty: 301
Kilometry: 518 862
Na forum nie ma żadnych Panów ;)
6 dni to mało czasu; z jednej strony uważam że Apo + Siquijor są fajniejsze, z drugiej trochę więcej czasu może zejść na transport, a i tak masz go mało. Więc El Nido nie było by głupim rozwiązaniem. Mam nadzieję że ułatwię Ci decyzję wrzucając kolejne wpisy z Filipin (te niestety prawdopodobnie pojawią się dopiero za 3 tygodnie, mam teraz nawał roboty)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
michcioj lubi ten post.
 
 
#26 PostWysłany: 18 Lut 2015 14:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Sie 2012
Posty: 244
niebieski
Fajna relacja!
Góra
 Relacje PM off  
 
#27 PostWysłany: 19 Lut 2015 00:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 Mar 2014
Posty: 11
Dużo istotnych informacji, na pewno skorzystam :)
_________________
http://agatka.2be.pl/
Góra
 Relacje PM off  
 
#28 PostWysłany: 25 Lut 2015 22:24 

Rejestracja: 23 Paź 2012
Posty: 67
Loty: 2
Kilometry: 2 927
niebieski
Super relacja, bardzo dużo przydatnych informacji, czekam niecierpliwie na resztę, choć pewnie nie załapię się przed swoim wylotem :)

Btw. tak coś mi się zdaje, że ta Polka w fundacji to moja koleżanka która właśnie tam siedzi, mały ten świat :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#29 PostWysłany: 07 Mar 2015 00:13 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 6426
Loty: 301
Kilometry: 518 862
Siquijor – magiczna wyspa czarowników dla osób lubiących przygody

Wyspa Siquijor. Kiedyś odstraszała przybyszów opowieściami o czarach i czarnoksiężnikach, dziś mimo magicznych krajobrazów mało który turysta ją odwiedza. Dlaczego jest to błąd postaram się Wam pokazać w kolejnej części mojej relacji.
Image
Najpierw jednak parę słów praktycznych porad.
Na Siquijor najlepiej dostać się promem z Dumaguete – kosztuje on raptem 120P i obsługiwany jest przez firmę GL Lines. Kursuje kilka razy dziennie i płynie ok 1h. Mowa o kursie do miasteczka Siquijor, promy kursują również do miasteczka Larena (rzadziej; ponadto miasteczko to jest bardziej oddalona od głównych atrakcji).

Po Siquijrze należy poruszać się tylko w jeden sposób – skuterem bądź motorem. Tak jest najtaniej (wynajęcie motoru kosztuje 250P/dobę, pełen bak paliwa pozwalający objechać niemal całą wyspę - 180P), najbardziej bezproblemowo (wszędzie dojedziemy, o każdej porze dnia) i najfajniej! :) Przy okazji jest to całkowicie bezpieczne – na całej wyspie praktycznie nie ma ruchu na drogach (jeżdżą prawie tylko jednoślady, i robią to dość ostrożnie), drogi są dość dobre. Oficjalnie nie jest wymagane też prawo jazdy kat A (wystarczy B, zwykłe, polskie), zaś nieoficjalnie nie potrzeba nic – osoba wynajmująca nam motor nie chciała zobaczyć żadnych dokumentów – prawka, paszportu, nic. Poprosiła o zapłatę z góry, zostawiła swoje imię i numer telefonu by w razie czego w dniu oddania łatwiej było ją znaleźć – i tyle :) Filipiny <3
Image
(Inna sprawa że nigdy w życiu nie jechałem na motorze, w dodatku z manualną skrzynią biegów – miałem tylko niewielkie doświadczenie z automatycznymi skuterkami. W skrócie – było wesoło, na szczęście bez wypadków ;) )

Co jeść na Siquijorze? Z tym jest problem. Jako że nie jest to turystyczna wyspa, Filipińczycy jadają zaś zazwyczaj w domu, brakuje na niej knajpek. Można powiedzieć, że nie ma ich prawie wcale. Mogę polecić tylko jedno miejsce - pizzerię (kilka kilometrów za San Juan, jadąc na wschód, po lewej stronie). Jest ona jednak tak fantastyczna, że więcej lokali nie potrzeba. Przyjeżdżaliśmy do niej na śniadania, obiady oraz kolacje:P Za 180P otrzymamy pizzę którą dwie osoby się najedżą, a jest ona tak przepyszna, że niejeden Włoch mógłby się na Siquijorze uczyć jak przyrządzać pizzę :)

Gdzie warto się zatrzymać? My wybraliśmy Lorna's End of The World (400P za noc) w okolicy San Juan, które oferuje jedne z najlepszych snorkli i piękną plażę. Dostaliśmy bardzo duży pokój z własną łazienką, wifi, oraz takie widoki z tarasu :)
Image
Niestety pogoda na Siqijorze niezbyt nam dopisała. Był to jedyny czas podczas naszego pobytu na Filipinach kiedy często było pochmurno, wietrznie, zaś w nocy czasem padało. Przez to nanosiło na naszą plażę dużo glonów, więc nawet ani razu się na niej nie wykąpaliśmy. Nic nie szkodzi – rozrywek mieliśmy aż nadto, a innych plaż nie brakowało!

Jedną z głównych atrakcji jest jaskinia Cantabon. Nie odwiedza się jej dla pięknych widoków (choć ciekawych formacji skalnych jest trochę)
Image
ale by się zmoczyć, ubrudzić i po przeciskać!
Image
Image
Image
Image
Rozrywka w sam raz dla osób lubiących przygody :)
(można zabrać aparat do jaskiń, ale robicie to na własne ryzyko ;) najlepiej wziąć wodoodporny sprzęt)

By odwiedzić jaskinię trzeba się zarejestrować w miasteczku i wynająć przewodnika (nie da się odwiedzić na własną rękę jaskini. gdyż jest po prostu zamknięta). Na szczęście koszt nie jest wygórowany – 600P za dwie osoby (ta sama cena obowiązuje chyba dla grup do 4 osób, potem o ile pamiętam rośnie). Polecam!

Nie jest to jedyna rozrywka dla osób lubiących spędzać czas aktywnie. Są jeszcze wodospady Cambugahay (wstęp darmowy, parking przy wodospadach 10P – można też zostawić samopas nasz pojazd, ale w tym rejonie były raportowane kradzieże, o czym sami Filipińczycy wspominają ze wstydem). Na pierwszy rzut oka po prostu ładny wodospad z jeziorkiem w którym można popływać. Ale ma też autentyczną lianę która pozwoli poczuć nam się jak Tarzan i poskakać do wody :)
Image
Tej zabawy nie da się mieć dość :D
Image
(uwaga, skacząc upewnijcie się że robicie to bezpiecznie, jest tam dość płytko – maksymalnie 2m głębokości, miejscami koło metra!)

Ale to nie koniec atrakcji dla odważnych, oj nie :D Jest jeszcze najładniejsza plaża na wyspie, Salagdoong. Jest to ewenement na Filipinach, gdyż jest to prywatna plaża, a wstęp na nią kosztuje – 20P od osoby. Ale czy dla takich widoków nie warto wydać kilka peso?
Image
Image
Na plaży znajdują się zjeżdżalnie, ale lata swej funkcjonalności mają za sobą (urwane lub odpadające fragmenty mówią nam o tym dobitnie).
Image
Za to 10m wysokości skocznia nadaje się do użytku jak najbardziej :D
Image
Jak tu nie skorzystać? ;)
Image
Image
(pamiętajcie by przed skokiem sprawdzić dno; najlepiej skakać daleko, przy samych skałach, jest dość płytko, jakieś 2m, dalej jest dużo głębiej)

Niedaleko znajduje się też druga najładniejsza plaża (może nawet ładniejsza, bo w pełni naturalna i darmowa) - Kagusuan.
Image
Niestety i w tym rejonie notowano kradzieże, a znajduje się ona na dużym odludziu, zaś motor należy zostawić na górze klifu, co dodatkowo zwiększa niepewność co do pozostawionej maszyny. Widoki jednak wszystko wynagradzają :)
Image
Image
Nie trzeba jednak jechać na specjalne plaże by znaleźć piękne miejsca na Siquijorze. Te bezimienne są równie wspaniałe.
Image
Jeśli panie zmęczy aktywny wypoczynek można wysłać je do autentycznego filipińskiego lumpeksu :D Ceny wygórowane – 10P od sztuki odzieży (70gr! Obecnie chyba peso trochę podrożało – uważajcie by nie zbankrutować :P)
Image
Mieliśmy odwiedzić jeszcze kilka miejsc (m. in. plażę Paliton czy posnorklować przed hotelem Coco grove gdzie rafy podobno są najlepsze), ale w końcu dowiedzieliśmy się dlaczego wrzesień określany jest na Filipinach miesiącem tajfunów :P Pogoda stała się okropna, zaś w nocy baliśmy się, że urwie nam dach nad głową. Czas było przenieść się w inne rejony Filipin.

CDN
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
 
#30 PostWysłany: 01 Maj 2015 15:06 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 6426
Loty: 301
Kilometry: 518 862
Polując na rekiny

O wysepce Malapascua nie będę się rozwodził, zawitaliśmy tam bowiem w jednym konkretnym celu. By zanurkować oko w oko z ponad 4m rekinami z rodzaju kosogonowatych. Spotkanie z nimi na Malapascua, cytując naszego divemastera, jest „100% sure but not guarantee” ;) Ten fakt, plus łatwy dojazd z Cebu, zamieniły tą małą wyspę w mekkę nurkową i umieściły na turystycznej mapie. Nie grzeszy ona bowiem nadmiarem urody – płaska i pozbawiona roślinności nie gwarantuje pięknych widoków ani nadmiaru atrakcji.
Image
Nie bez znaczenia jest fakt że została dość ciężko uszkodzona przed paru laty przez tajfuny. Jeśli jednak nurkujecie – nie powinniście jej omijać. Poza wielkimi rekinami odnajdziecie tu ładne rafy w sanktuarium morskich węży przy wyspie Gato czy dobre nocne nurkowania/ nurkowania makro w okolicach latarni morskiej. Z powyższych powodów wpis ten będzie miał charakter czysto praktyczny.

Jak dojechać?
Z północnego dworca w Cebu regularnie (co 30min) odjeżdżają publiczne busy do miejscowości Maya. Zanim się do niej udamy warto zaopatrzyć się w gotówkę – w bliższej i nieco dalszej okolicy, a także na samej wyspie, nie ma bankomatów (choć są terminale płatnicze z centrach nurkowych, za prowizję wypłacające gotówkę). Bus kosztuje 163 peso i jedzie ok 4h.
Najlepiej dojechać do Maya przed 16:30. Po tej godzinie nie odpływają na Malapascua'e łódki i będziecie zmuszeni zanocować przy przystani (tak jak byliśmy i my). Opcji noclegowych praktycznie nie ma. Poza jednym (i jak na Filipiny bardzo drogim!) guesthousem żadne inne miejsce się nie reklamuje. Jest jednak jeszcze jedna nieoznaczona noclegownia przy głównej drodze. Najlepiej po prostu zapytać się o nią miejscowych – tam spotkamy co prawda nieco spartańskie warunki, za to za cenę 300 peso/noc. Nam z powodu późnej godziny dotarcia (przed północą) znalezienie jej nastręczyło nie lada trudności – nie było po prostu kogo o nią zapytać, na ulicach było pusto.
Rano już bez większych problemów możemy wsiąść na łódkę płynącą na wyspę z nadbrzeża przy dworcu autobusowym. Niestety, jako że na wyspę pływają głównie osoby zamożniejsze, które mogą pozwolić sobie na nietani sport jakim jest nurkowanie, ludność lokalna stara się wykorzystać ten fakt. Łódka nie powinna kosztować więcej niż 80P od osoby. Jeśli brakuje pasażerów lokalsi mają w zwyczaju dzielić się po równo opłatą za wolne miejsca. Jeśli jednak kapitan zobaczy białego (a więc bogatego) turystę – będzie wmawiał mu że musi koszt ten pokryć całkowicie z własnej kieszeni Na szczęście na wyspie pozostały jeszcze przyzwoite osoby, jedna z pasażerek ochrzaniła właściciela łódki za takie zachowanie i powiedziała nam żebyśmy nie przepłacali (i tak nie zamierzaliśmy, ale ładnie z jej strony ;) ). Dodatkowo, podczas odpływu, należy liczyć się z opłatą 20 peso za podwiezienie do brzegu przez mniejszą łódkę.

Gdzie zatrzymać się na wyspie i co jeść?
Jeśli szukamy najtańszego miejsca to wybór jest bardzo prosty – należy zatrzymać się blisko głównej wioski, u BB's. Za 300 peso dostaniemy do swojej dyspozycji schludny domek z łazienką, musimy się jednak liczyć z występującym okresowo brakiem prądu.
Tuż obok BB's jest knajpka Gings z najtańszym jedzeniem na całej wyspie. Za kilkadziesiąt peso dostępnych jest większość potraw, nie są one jednak super smaczne. Czasami warto przejść się do restauracji przy kompleksach nurkowych, oferują one bowiem dość tanią pizzę w dodatku do darmowego wifi ;) (wszystkie inne pozycje mogą zrujnować backpackerski budżet )
Inną opcją jest oczywiście wykupienie noclegu wraz z pakietem nurkowym (i czasami wyżywieniem) – oferty te mogą być najatrakcyjniejsze dla osób które chcą więcej nurkować i mają nieco wyższe wymagania.
Myślę, że warto też nadmienić o lokalnej piekarni w głównej wiosce (a w zasadzie cukierni) – oferuje ona fantastyczne wręcz pączki (za śmieszną cenę kilku peso).

Nurkowania
Z kim warto nurkować? Na to pytanie ciężko mi odpowiedzieć. Podczas mojego pobytu firma Sea Explorers świętowała okrągłe urodziny. Z tej okazji oferowała super atrakcyjne ceny – pojedynczy fun dive za 800 peso. Normalnie jednak jest jedną z droższych opcji – jest to bowiem duża baza, z nowoczesnym sprzętem. Divemasterów w niej polecam (zabawni, profesjonalni), ale jej popularność wiązała się z przemiałem jak w fabryce i dużymi grupami pod wodą. Podczas gdy przy obserwacji rekinów nie stanowi to problemu, nocne nurkowania w takich warunkach stanowczo odradzam! Na co dzień najtaniej wychodzi nurkowanie z zblazowanym (jak na nasz gust zbyt) Danem, który prowadzi jednoosobową firmę (mieszczącą się zresztą tuż obok BB's).

Główną atrakcją jest oczywiście nurkowanie na Monad Shoal. Aby zobaczyć rekiny trzeba wstać przed świtem i wypłynąć łodzią o 5 rano. Schodzimy na 25-30m i nieruchomo zalegamy na dnie przy stacji czyszczącej. Jest to miejsce do którego rekiny przypływają w celach higienicznych – w zamian za wyjadanie pasożytów z własnej skóry łaskawie wyzbywają się swojej agresji. Dzięki temu my możemy cieszyć się takimi widokami :)
Image
Nie jest rzadkością zobaczenie kilku tych ogromnych bestii podczas jednego nurkowania.
Drugim nurkowaniem na którym byliśmy było nocne nurkowanie. I mimo, że zobaczyliśmy sporo (m.in. najbardziej kolorową rybę świata - mandaryna, koniki morskie, kraby i różnego rodzaju dziwne bezkręgowce), to był to jeden wielki koszmar. Sześciu nurków na jednego divemastera, słabo działające latarki, no i Chinka. Jeśli choć raz nurkowaliście z Chińczykami to wiecie o co mi chodzi – totalny brak pływalności, kopanie wszystkich wokół płetwami, pchanie się do podwodnych atrakcji odstraszające ryby – a to wszystko przy posiadaniu własnego, mega wypasionego sprzętu.. Z nocnego nurkowania zdjęć nie mam, ale dla osób które nie wiedzą jak wygląda mandaryn – mówimy o takiej piękności :) (źródło - flickr)
Image


Inne atrakcje?
Tak jak pisałem wcześniej, wyspa nie grzeszy nimi. Może jednak poszczycić się całkiem ładną plażą Bounty Beach, przy której mieści się większość centrów nurkowych (podobno była ona dużo ładniejsza, ale została zniszczona przez wcześniej wspomniane tajfuny)
Image
Wpływ na moją ocenę być może miał fakt nie plażowej pogody która panowała podczas naszego pobytu.
Image
Czy jest coś jeszcze do roboty na Malapascua? Oferowano nam niejednokrotnie wycieczki snorklowe (miejsc do popływania z rurką we własnym zakresie z brzegu niestety nie ma) ale słyszeliśmy że okoliczne rafki do najlepszych na Filipinach nie należą. Nie skusiliśmy się, nie mogę więc potwierdzić ani zaprzeczyć (najlepsze miejsce to podobno Coral Garden; inne znane to Lapus Lapus i Dakit Dakit; ogólnie wycieczkę przy kilku osobach da się wynegocjować za 200 peso od osoby).
Na wikitravel wyczytaliśmy zaś, że warto udać się na oglądanie zachodu słońca na latarnię morską. Nie wiem kto zamieścił tą informację, ale musiał być bardzo zdesperowany w poszukiwaniu atrakcji na wyspie :P Nie jest tam ani ładnie, ani blisko z głównej wioski.

Pożegnanie z Visayas
Nasz pobyt na Malapascu'a był krótki ale bardzo satysfakcjonujący. Rekiny wielorybie na Filipinach występują sezonowo, a kosogonowate przez cały rok. Mimo iż nie są tak ogromne, swoją krwiożerczą naturą dostarczają wystarczająco wrażeń :) Nurkując z nimi zakończyliśmy nasz pobyt na archipelagu Visayas, który moim zdaniem jak żaden inny oferuje dużą różnorodność ciekawych atrakcji i pięknych widoków. Nim przyszło nam się pożegnać z tym zakątkiem Filipin, byliśmy zmuszeni zanocować w Cebu. Prawdopodobnie i Wy wybierając się w te strony będziecie musieli się tam zatrzymać na parę chwil ze względów logistycznych. Oby były one jak najkrótsze! Jak każde duże filipińskie miasto, Cebu należy omijać. Nie znajdziemy tu zabytków ani pięknej przyrody, za to na pewno sporo brudu i hałasu. W takich warunkach trudno o tani, dobry nocleg. Proponuję szukać na Garcia St, zaczynając od ronda. Centralna lokalizacja i sporo hoteli spośród których możemy wybierać to niewątpliwe atuty, jednak tańsze miejscówki bardzo szybko się zapełniają. My byliśmy zmuszeni nocować w hotelu... „na godziny” ;] Charakteru tego przybytku możecie się domyślić, a i tak wyniósł nas 630 peso (była to najtańsza dostępna opcja).

CDN
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
88rysiek uważa post za pomocny.
 
 
#31 PostWysłany: 01 Maj 2015 20:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Wrz 2013
Posty: 494
Loty: 35
Kilometry: 111 384
ehhh kupiłam bilety na koniec roku ale nici z moich filipin tym bardziej jestem zaciekawiona dalszą częścią relacji!!!! ;)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#32 PostWysłany: 02 Maj 2015 14:54 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 6426
Loty: 301
Kilometry: 518 862
Coron, czyli Palawan w miniaturze

Jeśli czegoś żałuję jeśli chodzi o mój pobyt na Filipinach to właśnie tego, że na Coron mogłem spędzić tylko 1 dzień! Planowałem 3 dniowy pobyt (i tak za krótki!) ale na skutek przełożenia lotu byłem zmuszony zadowolić się jednym dniem i wykorzystać go do maksimum.

Coron, a w zasadzie Busuanga (gdyż tak nazywa się największa wyspa tego położonego na północy Palawanu archipelagu), to miejsce z wielu powodów wyjątkowe.
Charakteryzuje się tymi samymi pięknymi krasowymi krajobrazami co El Nido - wysepek wynóżających się wprost z krystalicznej wody. Oferuje tym samym cudowny islandhopping oraz niesamowite snorkle. Jednocześnie jest to jedna z najlepszych destynacji nurkowych na świecie!

W 1944 amerykańskie naloty niedaleko zatoki Manili zmusiły japońskie okręty do schowania się przy Busuanga, gdzie rzekomo miały być one bezpieczne, poza zasięgiem amerykańskich samolotów. Że jest inaczej, przekonano się 24 września, gdy 120 bombowców i myśliwców osłony, wykonując lot na odległość 350 mil, doszczętnie zniszczyło prawie całą flotę (najprawdopodobniej ofiarą bombardowań padło 18 statków). Choć dziś jest to jedynie historia, 14 wraków spoczywających na przystępnym głębokościach (od kilkunastu do ok 40m) przyciąga nurków z całego świata. 130 metrowe japońskie giganty oferują jedne z najlepszych nurkowań wrakowych na świecie.

Dodajmy do tego krystalicznie czyste słodkowodne jeziora, lasy namorzynowe, cudowne krajobrazy z gór czy możliwość kąpieli w gorących źródłach – i zapragniecie zostać tu jak najdłużej :)

Jak dostać się na Coron? Najlepiej, najłatwiej i często najtaniej (już od 60zł w jedną stronę) – samolotem. Wyspa połączona jest z Manilą oraz Cebu. Rozkład lotów (jak to w wyspiarskich, mało cywilizowanych państwach) lubi się często zmieniać. Zapewnijcie sobie odpowiedni zapas czasu, szczególnie w przypadku lotów łączonych. Jeśli nurkujecie warto mieć również na uwadze odstęp czasowy który powinien minąć między nurkowaniami a lotem (choć szczerze mówiąc w przypadku nurkowań rekreacyjnych, bezdekompresyjnych – sugerowany odstęp 24h jest zdecydowanie na wyrost).
Image
By dostać się z lotniska do miasta trzeba zdać się na monopol vanów wożących pasażerów za 150 peso od osoby (zawsze gdy czytam że nie ma innej opcji odzywa się we mnie buntownicza nuta mówiąca "jasne że jest, po prostu jeszcze nikt o niej nie napisał" – ale nie tym razem :P lotnisko jest sporo oddalone, pośrodku niczego, nic tam nie jeździ nawet by złapać stopa, nie mówiąc o przejeżdżających kierowcach tricyklów chętnych do dorobienia).
Można również dostać się do Busuanga drogą morską. Oficjalnie łódka wypływa raz w tygodniu, z PP na Palawanie. A to i tak tylko przy sprzyjających warunkach atmosferycznych, kursy bywają często odwoływane.

Gdzie nocować? My wybraliśmy Coron Backpacker Guesthouse. Było to najtańsze miejsce jakie udało nam się znaleźć – mimo niskiego sezonu kosztowało 500 peso. Za tą cenę dostaliśmy dwuosobowy pokój z wiatrakiem, wifi oraz ładną przestrzeń wspólną z kuchnią. Pociesza natomiast fakt że tyle samo kosztuje pokój w wysokim sezonie, właścicielka po prostu jest nieczuła na negocjacje ;) Guesthouse znajduje się niedaleko głównej ulicy – wystarczy idąc w stronę lotniska odbić w lewo i wejść między domy na wodzie.
Image
Nieco przerażający widok? Być może, ale bardzo klimatyczny ;) Ogólnie warto mieć na uwadze że miasteczko Coron do najładniejszych nie należy.
Image
Jedyną miejską atrakcją jest punkt widokowy znajdujący się nad miastem – góra Tapyas (wejście od boiska do koszykówki, jakieś 30-40min pod górę – przy dobrej pogodzie widok musi być niezły, przy tak pochmurnej jak miałem okazję być szkoda pamięci na karcie :P). Nie znajdziecie też w miasteczku ładnej plaży, ani.. żadnej plaży w ogóle. Wszelkie cuda są oddalone jednak dosłownie minuty wycieczki łódką. Wystarczy takową wynająć z market pier (ok 1500 peso na cały dzień niezależnie od ilości osób – mając więcej chętnych można obniżyć więc mocno cenę).
Image
Największą atrakcją jest oczywiście wysepka Coron – posiadająca dwa krystalicznie czyste jeziora, Barracuda i Cayangan (wstęp osobno płatny odpowiednio 100 i 250 peso), z występującą w wodzie termokliną. Nie wspominając o pięknych plażach i zatoczkach (Banol Beach, Twin Lagoon). Jeśli chcemy nacieszyć się cudownymi snorklami powinniśmy udać się do Siete Pecados (wstęp 100 peso, miejsce "rozsławione" przez lokalną telenowelę ;) ). Innymi wysoce polecanymi miejscami do oglądania podwodnego świata są Coral Garden i wspomniana wcześniej Twin Lagoon. Oczywiście cudownych miejsc jest zdecydowanie więcej, najprawdopodobniej najpierw skończy się nam czas pobytu na wyspie (lub pieniądze :P) nim odkryjemy je wszystkie. Piszę czysto teoretycznie, na podstawie wykonanych w internecie poszukiwań informacji. Mając jedynie jeden dzień na miejscu postanowiliśmy wykorzystać go w jedyny słuszny sposób – nurkując :)

Jeśli nie nurkowałeś na Coron to tak jakbyś nie wiedział co to nurkowania wrakowe. I gwarantuję że je pokochasz. Ze względu na głębokości, by w pełni docenić wraki należy mieć AOWD lub ten dziwny twór zwany Adventure deep dive. Nurkowania należą do odrobinę bardziej wymagających (głębokość, penetracja wraków, niewielka widoczność – maks 10m, obecne prądy), ale te wrażenia.. Możliwość eksploracji 4 różnych poziomów kilku różnych ładowni, pośród gigantycznych płaszczek, ryb krokodyli czy skrzydlic – masakra :D (szczególnie polecam wrak Morazan maru). Te 3 nurkowania które udało mi się wykonać zaliczam do najlepszych w moim życiu (porównać z nimi mogę tylko nurkowanie na Komodo, na Batu Balong – ale to inna kategoria nurkowań - piękne rafy i duże ryby). Nawet jeśli znudzą nam się wraki (czy to możliwe? :) ), a jest ich 14, możemy spróbować krystalicznie czystego jeziora Barracuda czy wybrać się na rafy (choć te już nie są tak wyjątkowe). Jest co oglądać pod wodą :)
Z kim warto nurkować? Zdecydowanie polecam Fun&Sun - są najtańsi (2750 peso za 3 nurki, 2900 z obiadem), mają największą i najnowocześniejszą łódź nurkową, załoga dive masterów jest bardzo zabawna (ale profesjonalna) - no i mieliśmy całą łódź i 2 masterów tylko dla siebie :D Gdy w innych firmach panował tłok pod wodą (szczególnie uważajcie na koreańskie i chińskie grupy - zejście z nimi w błękit to koszmar), my czuliśmy się jak VIP
Image
Jeśli wrócicie wcześniej z nurkowań – może warto zażyć wieczornego relaksu w gorących źródłach Maquinit? (150 peso wstęp) Tego również nie było dane nam sprawdzić. Ledwo zaczęliśmy cieszyć się pobytem na Coron - już musieliśmy ją opuszczać..

Jedno jest pewne – jeśli wrócimy kiedyś na Filipiny, na pewno zawitamy ponownie na Coron!
Tymczasem nasza wycieczka powoli zbliżała się do końca. Pozostało nam odwiedzić ostatni rejon Filipin. Bez plaż i podwodnych raf, za to pełen pięknych tarasów ryżowych, ciekawej kultury i niezwykłych jaskiń. W następnej (i ostatniej) części – północny Luzon!
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#33 PostWysłany: 18 Maj 2015 12:42 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 6426
Loty: 301
Kilometry: 518 862
Tajemnica rozwiązana! Wiemy gdzie podziali się wszyscy naciągacze z Filipin!

Jeśli znudziły się Wam wszystkie ochy i achy przeczytane w tej relacji wyrażone w stosunku do pięknych raf, kryształowej wody i cudownego pisaku na plażach.. a także gościnności i braku zepsucia Filipińczyków – możecie odetchnąć z ulgą. Nie znajdziecie na ich w tej części relacji ani słowa. Na ostatnie kilka dni udaliśmy się w rejon kompletnie ich pozbawiony. W kraju gdzie obecnych są tysiące pięknych wysepek, ta największa z nich, Luzon, nie zwraca szczególnej uwagi turystów. To na niej mieści się niechlubna stolica Filipin - Manila. Jeśli jednak podejmiemy wysiłek wydostania się poza tą okropną metropolię odkryjemy, że północny Luzon oferuje nam strome zbocza pokryte tarasami ryżowymi, których widok oszołamia. Nie będzie jednak łatwo ani przyjemnie. Jak się tam dostać?

Po pierwsze należy przetrwać spotkanie z Manilą ;) O tej wielkiej aglomeracji napisałem w pierwszej części już dość nieprzyjemnych słów, teraz poprę je zaś odpowiednim zdjęciem ukazującym skalę problemów jej ludności.
Image
Z Manili w rejon tarasów ryżowych (do Banaue) kursują dwie firmy, odjeżdżając z okolic Uniwersytetu św. Tomasza (UST) w Sampaloc. Obie oferują nocne połączenia, co stanowi wielką oszczędność czasu, jeśli nawet nie wygody. Mowa o firmach Florida i Ohayami. Przejazd ten zajmuje 8h, kosztuje 450 peso. My wybraliśmy firmę Ohayami, mieliśmy dość napięty plan następnego dnia i chcieliśmy dojechać jak najwcześniej – pierwszy kurs odjeżdża u nich o 21, a więc 2h wcześniej niż u konkurencji. Dostępność biletów jest różna, najlepiej nie przychodzić tuż przed odjazdem w celu zakupu biletów, widzieliśmy turystów którzy próbowali tego dokonać i część z nich musiała zostać na miejscu. Najpierw trzeba jednak odnaleźć odpowiedni dworzec autobusowy. A tych w okolicy jest co najmniej kilka, każda firma ma swój własny. Ten nas interesujący znajdziecie tu 14.607217, 120.994631 . Na mapie dojście do niego wygląda prosto, z poziomu filipińskiej ulicy takie proste już nie jest, nam jednak za cenę licznych poszukiwań i odrobiny stresu udało się to bez pomocy żadnego tricyklarza.

Sam przejazd upływa szybko (choć autobusy do najwygodniejszych nie należą), dalej jest jednak tylko gorzej. Jako że sen mam lekki obudziłem się gdy nad ranem do autobusu wsiadła 3 mężczyzn. Po dosłownie kilku minutach zaczęli budzić wszystkich białasów i informować, że zbliżamy się do Banaue, że zaraz będziemy wysiadać. Zaspane ofiary oczywiście przyjęły wszystko bez zarzutów, w końcu czym jeden Filipińczyk różni się od drugiego, to na pewno pomocni współtowarzysze podróży. Bus zatrzymuje się przed "oficjalną" informacją turystyczną. Pada hasło – "koniec podróży" – i potulne białasy wychodzą prowadzeni przez naciągaczy. Oczywiście zanim udadzą się gdziekolwiek muszą uiścić "opłatę klimatyczną" za pobyt w Banaue. Potem zaś co będą się trudzić szukaniem noclegu bądź organizacją wycieczki do tarasów ryżowych – w informacji turystycznej wszystko im zostanie powiedziane (i sprzedane). Oczywiście dziwnym trafem żaden z Filipińczyków (pod koniec trasy już nielicznych) nie wysiada pod agencją turystyczną. Gdy i nas oszuści próbują wyciągnąć z autobusu tłumaczą że autobus zaraz zawraca i te osoby to już są pasażerowie jadący w drugą stronę :D a my dotarliśmy do końca naszej trasy. Jest to częściowa prawda, rzeczywiście znajdujemy się w Banaue, bardzo blisko rynku na którym wysiądą wszyscy lokalsi. Cały schemat opiera się po prostu na zgarnięciu wszystkich białych zanim się porozchodzą po miasteczku. Nie udaje nam się odczepić naciągaczy od siebie, mimo że stanowczo odmawiamy wejścia do "informacji" i uiszczania jakichkolwiek opłat. Zamiast tego proponują nam śniadanie w pobliskim hoteliku i prezentację map okolicy z opowiedzeniem o pobliskich atrakcjach. Jako że i tak planowaliśmy coś zjeść, co nam szkodzi, na Filipinach nawet w lepszych knajpkach pod turystów ceny są bardzo przystępne. Nie w Banaue. Szybki rzut okiem na menu i wysłuchanie pierwszych kilku słów o cenach wycieczek zorganizowanych zmusił nas do opuszczenia lokalu. Informujemy, że w Banaue zostać nie zamierzamy, zaś do wioski Batad planujemy dostać się transportem publicznym. Wywołują one śmiech, ucinają jednak wszelką dyskusję – słyszymy, że niedługo się przekonamy i sami wrócimy do nich, wynająć prywatny transport..

Co jak co, ale nikt nie będzie mi mówił że nie dam rady dostać się gdzieś na własną rękę :D Wiem że pierwsze jeepeye publiczne do Batad odjeżdżać będą dopiero po południu (ok 16nastej, choć niekiedy odjeżdżają po 14), czyli jak dla nas zdecydowanie za późno. W tej okolicy możemy spędzić tylko jeden dzień. Na mapie znajduję właściwą drogę i wyruszamy pieszo, licząc na autostopowe szczęście. Do pokonania mamy bowiem 15 km, z czego 3km nieuczęszczaną drogą pod górską przełęcz, z której resztę trasy do wioski trzeba pokonać pieszo. Na Filipinach nie istnieje praktycznie prywatny transport, marnie więc wyglądały nasze szanse na stopa, na szczęście zawsze są jeszcze ciężarówki. Takie jak ta
Image
która podwiozła nas połowę trasy. (na powyższym zdjęciu widać również zebrany ryż, jeśli zastanawialiście się jak wyglądają formy pośrednie między tym co znajdujemy na talerzu a zieloną trawą wystającą z błota ;) ) Wszędzie wokół nas rozpościerają się większe lub mniejsze tarasy z polami uprawnymi ryżu
Image
jednak na te naprawdę wspaniałe musimy jeszcze poczekać. Powodzenie nas nie opuszcza, kolejnym transportem który zatrzymuje się by nas zabrać jest wynajęty przez amerykańskich turystów jeepey jadący dokładnie w kierunku Batad. Dla nas znalazło się jeszcze miejsce na dachu :) Szybko dojeżdżamy do przełęczy, z której do Batad wiedzie jedynie piesza ścieżka, zajmująca z plecakami ok 45-60min (w tą stronę na szczęście wiedzie ona w dół, ogólnie w upale i panującej wilgotności powietrza nie jest to tak łatwe zadanie jakby się wydawało). Niestety zmieni się to wkrótce, rozpoczęto bowiem budowę betonowej drogi. I tak w ten sposób kolejne miejsce odcięte od świata zostanie dopadnięte przez globalizację.

Co jednak jest tak wyjątkowego w tej małej wiosce, liczącej niespełna 1500 mieszkańców, że zadaliśmy sobie tyle trudu by ją odwiedzić?
Położona w niedostępnych górach Cordillera, oferuje prawdopodobnie najlepszy widok na mające ponad 2 tysiące lat tarasy ryżowe na zboczach Ifugao.
Image
Zbudowane przez ludy Igorot praktycznie bez użycia narzędzi zostały docenione przez UNESCO umieszczeniem na liście światowego dziedzictwa. Powiada się że gdyby ułożyć poziomo wszystkie stopnie okolicznych tarasów jeden za drugim okrążyły by one połowę naszego globu.
Image
Do nas bardziej przemówiły jednak te oto widoki :)
Image
Będąc w wiosce warto przejść się po tarasach i przyjrzeć się im z bliska
Image
(nie zawsze jest to łatwa droga!)
Image
oraz odwiedzić pobliski wodospad Tappiya – podobno da się w nim kąpać, jednak jak dla mnie robili by to tylko samobójcy oO (być może gdy są mniejsze opady kąpiel odświeżająca kąpiel jest możliwa – my napotkaliśmy rwący strumień; tak czy inaczej warto się przejść, choć napocicie się po drodze co niemiara – przygotujcie się na 2h sauny)
Image
W wiosce można zamieszkać w kilku miejscach, my zatrzymaliśmy się u dziadka kierowcy ciężarówki który podwiózł nas na stopa :) (nazwy nie pamiętam, najbardziej na prawo położone chatki). Otrzymaliśmy schludny pokój za 400 peso. Standardowo trzeba się liczyć z jedynie zimną wodą i brakiem elektryczności. Gospodarz dodatkowo gotuje posiłki, jednak wybór jest skromny nawet jak na filipińskie warunki – nic dziwnego, zważywszy na lokalizację. Za dodatkową opłatą można nawet zamieszkać w tradycyjnej chacie Ifugao.
Image
Następnego dnia wstajemy wcześnie rano. Publiczny jeepey odchodzi z przełęczy ok 9 (warto się upewnić pytając gospodarza, w różne dni odjeżdżają o różnych godzinach). Publiczny jak publiczny.. Miejsca mamy standardowe, z lokalsami na dachu.
Image
Ceny standardowej jednak nie mamy. Choć lokalsi płacą 50 peso, od turystów wymagane jest 150. I nic nie dadzą żadne przekonywania. "Jesteście bogatsi, musicie zapłacić więcej" :/

W Banaue, które powoli zaczynamy nienawidzić, oczywiście podczas szukania publicznego transportu do Sagady, próbują nas naciągnąć na wszelkie sposoby. Że nie ma publicznego transportu, że kosztuje więcej niż kosztuje, że musimy wynająć prywatny transport. Gdy szukamy śniadania – podobnie, głupi hotdog kosztuje 3 razy więcej niż gdziekolwiek indziej na Filipinach. No trudno, te widoki warte są odrobiny nerwów!
Image
Z ulgą wsiadamy do jeepeya (publicznego :P ) jadącego do Bontoc (150 peso). Widoki po drodze są niesamowite!
Image
W Bontoc szybka przesiadka w kolejny transport (45 peso) i w 3h jesteśmy u celu. Sagada na szczęście z powrotem okazuje się bardzo przyjazna dla turystów. Znajdujemy miłe lokum za 400 peso (bodajże był to Yellow house – wifi i ciepła woda!). Po co tu przyjechaliśmy?

W Sagadzie również znajdują się ładne tarasy ryżowe, jednak największą atrakcją są tutejsze jaskinie i ciekawe zwyczaje pogrzebowe. Jeśli bowiem jesteś w związku małżeńskim oraz posiadasz wnuki możesz liczyć że Twoje ciało spocznie ułożone niczym embrion w trumnie wyciętej z pojedynczego kawałka drewna. Trumnie którą musisz najpierw własnoręcznie wydrążyć. Trumnie która zawiśnie na klifie.
Image
Lud Igorot w ten sposób chciał sprawić by zmarli znaleźli się jak najbliżej nieba. Tradycja ta sięga 2000 lat. Choć dziś większość osób jest wyznania chrześcijańskiego, jeszcze do niedawna mieszkańcy Sagady wierzyli w animalizm.
Image
Praktyki te ukrócili w dużej mierze Amerykanie.
Nawet jeśli nie interesują Was ciekawostki etniczne, na pewno spodobają się Wam tutejsze jaskinie. Najbardziej znane z nich to Lumiang i Sumaging, znane pod nazwą "cave conection" – obie jaskinie są bowiem połączone siecią tuneli, której przejście wymaga niemałej ekwilibrystyki
Image
i 4h czasu! Rozrywka zdecydowanie nie dla otyłych (niektóre szczeliny przez które trzeba się przeciskać są bardzo małe!)
Image
ani bojących się wody
Image
czy też ciemności. (drogę rozświetla jedynie alkoholowa lampa trzymana przez przewodnika)
Image
Ale za to jakie wrażenia! W końcu mało kto pływał w prywatnym podziemnym basenie :)
Image
Do jaskiń można udać sie jedynie z przewodnikiem – oświetla on drogę i służy w niektórych momentach za ludzką drabinę (dosłownie – każe niekiedy wspinać się po sobie). Dodatkowo nasz przewodnik zabawiał nas całą drogę, pokazując co bardziej pikantne kształty skał (z powodów obyczajowych nie będę zamieszczał zdjęć ;) )Wynajęcie przewodnika jest konieczne, ale tanie (800 peso za dwie osoby; my udaliśmy się do biura turystycznego tuż obok naszego guesthousu) i naprawdę warte swojej ceny. Z wyprawy w głąb ziemi wróciliśmy mokrzy, brudni i zziębnięci ale baardzo zadowoleni. Była to prawdziwa przygoda :)

Z powodu bardzo napiętego planu to był koniec naszej wizyty na północnym Luzonie. W drodze powrotnej w Banaue znowu próbowano nas zgarnąć z autobusu i zmusić do zapłacenia haraczu (mimo że tylko przejeżdżaliśmy tranzytem!). Przez cały pobyt na Filipinach zastanawialiśmy się gdzie podziali się wszyscy naciągacze, oszuści i zepsuci pieniędzmi ludzie których w Azji uświadczysz bez liku, a na Filipinach brak. Teraz wiemy to już na pewno – wszystkich zsyłają do Banaue. Przez 2 dni które tam spędziliśmy próbowano nas oszukać więcej razy niż przez cały miesiąc w pozostałych miejscach. Mimo to myślę że mając więcej czasu warto odwiedzić ten rejon, jest on wyjątkowy.

I to był w zasadzie również koniec naszej przygody z Filipinami w ogóle. Ostatniego dnia, który wypadł ze względów logistycznych znów w nieszczęsnej Manili, zamiast kulturalnie posiedzieć w w kinie (śmiesznie tanie seanse, w dodatku po angielsku) lub pobuszować po ogromnych centrach handlowych my nie odpuszczaliśmy do samego końca - odwiedziliśmy wulkan Taal.
Image
Jest to wulkan-wyspa, na jeziorze, znajdującym się na wulkanie-wyspie, znajdującym się na jeziorze, znajdującym się na wyspie, znajdującej się na morzu! Dodajmy do tego że jest drugim najbardziej aktywnym wulkanem na Filipinach, i otrzymamy miejsce godne odwiedzenia. Nie powiedziałbym jednak że jest to miejsce które trzeba zobaczyć, jest ładnie, ale raczej do odwiedzenia przy okazji, mając ok 6-8h wolnego w przesiadce w Manili (wszystko zależy od korków, a te są okropne na obrzeżach Manili – warto mieć nawet 10h wolnego by się nie stresować).

Jakbyście mimo to chcieli się tam dostać - autobusy do Tagaytay jeżdżą z Pasay (dworzec na rogu edsa i taft, ten taki w głębi centrum handlowego), nie jeżdżą już za to z Cubao jak kiedyś tylko z Baclaran spod Coastal. Wysiada się w Olivarez. Potem trzeba wziąć tricykl, od 80 peso, co przy dwóch osobach wychodzi taniej niż jeepey (niby te do Taal kosztują od osoby 35 peso, ale nie odjeżdżają z miejsca w którym się wysiada z autobusu, najpierw trzeba dojechać innym jeepeyem do nich). Normalnie tricykle kosztują 200 peso na tym dystansie, ale kierowcy mają znajomych którzy mają łódki - dlatego zawiozą po cenach dumpingowych :P a to że nie mamy potem obowiązku płynąć akurat tymi łódkami do których oni nas przywiozą to inna sprawa ;)

No dobrze, ale gdzie zdjęcia z samego wulkanu, na który można popłynąć łódką? Nie ma, gdyż nie starczyło nam już na tą atrakcję pieniędzy ;) Wyczytaliśmy że wynajęcie takowej kosztuje 800 peso (tak naprawdę po targach już nie schodzą niżej niż 1000P, a zaczynają od 1500P), nikt jednak nie wspomniał, że w miasteczku jest zmowa i nie pozwalają na dzielenie kosztów z innymi podróżnymi - łódka zabiera do 5 osób, ale o ile nie przyjedziecie z innymi chętnymi do Taal razem (tak by wyglądało że jesteście jedną grupą) to potem nie da się z tym nic zrobić oO Co śmieszniejsze, Filipińczycy nie byli w stanie pojąć że jest to ostatni dzień naszej podróży, że zaraz wracamy do domu i nie mamy już zwyczajnie pieniędzy na tak zawyżoną cenę. Mówili "Jesteście biali, jesteście bogaci, o co chodzi? O to że w portfelu nie macie pieniędzy? Tam jest bankomat, można wyciągnąć. Jak to na koncie nie macie pieniędzy? Niemożliwe!" :D

I myślę że to stanowi dobre podsumowanie całej naszej wycieczki w cudownych Filipinach. Filipiny, mimo biedy ich mieszkańców, są przepięknym miejscem gdzie (prawie) wszędzie spotkamy tylko i wyłącznie miłych, przyjaznych, uczynnych i nie skażonych pieniędzmi ludzi. Być może wynika to z ich pogody ducha, którą muszą przeciwstawiać codzienności, być może jednak wynika też z jeszcze niewielkiego zainteresowania turystów tym wyspiarskim rajem i może niestety się to w najbliższej przyszłości zmienić. Dlatego nie zastanawiajcie się – jedźcie tam już teraz!

KONIEC
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
7 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#34 PostWysłany: 18 Maj 2015 13:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Lut 2014
Posty: 1288
Loty: 189
Kilometry: 399 636
złoty
Bardzo dobra relacja. Ale przecież wrzesień to pora deszczowa na Filipinach, a ty nam tu jakieś plażowe foty rozświetlone słońcem wrzucasz?! Rozjaśniałeś w FotoSzopie?!;-)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#35 PostWysłany: 21 Maj 2015 11:16 

Rejestracja: 01 Sty 2015
Posty: 20
Loty: 153
Kilometry: 338 068
a jak wygląda wynajęcie samochodu na Palawan? chcę w jak najszybszy sposób przejechać z PP do El Nido
Góra
 Relacje PM off  
 
#36 PostWysłany: 21 Maj 2015 12:21 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 6426
Loty: 301
Kilometry: 518 862
Niestety nie wiem, tak jak napisałem podróżowałem busem .Nie wydaje mi się jednak żeby wynajęcie znacząco skróciło czas podróży - dystans jest relatywnie niewielki, to drogi są słabe.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#37 PostWysłany: 21 Maj 2015 12:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Maj 2015
Posty: 89
Washington przepiękna relacja, nic dodać nic ująć :) Rejon bez naciągaczy to coś co mnie najbardziej interesuje i z pewnością to wykorzystam niedługo. Wybieram się tam za rok - przynajmniej taki jest plan.
_________________
http://skokispadochronowe-pl.blogspot.com
Góra
 Relacje PM off  
 
#38 PostWysłany: 22 Maj 2015 06:52 

Rejestracja: 22 Maj 2015
Posty: 2
Hej! Super relacja, pierwsza która mi się na maksa spodobała o Filipinach! :) Tak trzymaj!
Góra
 Relacje PM off  
 
#39 PostWysłany: 22 Maj 2015 06:54 

Rejestracja: 22 Maj 2015
Posty: 2
kasia0001Hej! Super relacja, pierwsza która mi się na maksa spodobała o Filipinach! :) Tak trzymaj!
Niestety nie uda mi się napisać prywatnie, Obecnie jestem w Chinach i miałam plan lecieć za miesiąć właśnie na Filipiny, tylko ta pogoda! Na każdym portalu całkowicie odradzają lipiec, myślisz, że warto się tym sugerować?
Góra
 Relacje PM off  
 
#40 PostWysłany: 22 Maj 2015 09:28 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2014
Posty: 3118
@Washington nie bądź wiśnia, pokaż te zdjęcia skał :D Przecież to tylko natura i kamienie :D
_________________
Ιαπόνκα76
Image
Góra
 Relacje PM off
Koala22 lubi ten post.
 
 
 [ 78 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 5 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group