Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 36 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 18 Wrz 2014 17:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 365
Loty: 58
Kilometry: 144 870
niebieski
W dniach 31. sierpnia - 15. września realizowaliśmy długo wyczekiwaną wycieczkę do Maroka.
Była to pierwsza nasza tego typu wyprawa. Poczytaliśmy trochę o tym co warto zobaczyć i gdzie warto zawitać. Bazując na uzyskanych informacjach zaczęliśmy przygotowywać naszą przyszłą trasę. Na jej zrealizowanie daliśmy sobie 14 dni.
Załącznik:
trasa.png

Ponieważ ogólne informacje uzyskane z przewodników, czy artykułów tak na prawdę okazały się namiastką praktycznych wskazówek, wielokrotnie przed wyjazdem korzystałam z forum fly4free i w wielu kwestiach polegałam na Waszym doświadczeniu. W moi odczuciu na wyróżnienie zasługują przede wszystkim dwie relacje: AJAJ-a i pifka - stokrotne dzięki za wiele wartościowych rad! Na podstawie Waszych podróży tworzyliśmy naszą własną.

Wiem ile pytań rodzi się w głowie turysty laika przed tego typu wyprawą, dlatego chcąc choć trochę odwdzięczyć się za Waszą pomoc postanowiłam podziękować zamieszczając relację również z naszego wyjazdu. Mam nadzieję, że informację, które w niej zamieszczę ułatwią planowanie kolejnym podróżnikom, bo jak widzę sporo forumowiczów właśnie w Maroku planuje spełniać swoje najbliższe wakacyjne marzenia :) a tym co Maroko już zwiedzili odświeżę nieco wspomnienia :) Zapraszam do czytania.

Lot: Warszawa - Bruksela, Bruksela-Tanger (Ryanair)
Cena biletów 277zł/os.
Lot powrotny: Marrakesz-Madryt (nocleg w Madrycie), Madryt-Kraków (Ryanair)
Cena biletów: 480zł/os.
Można było znaleźć promocyjne bilety w niższej cenie, ale wiązałoby się to z koniecznością dostosowania się terminu wyjazdu oraz miejsc przylotu i odlotu, a w tej kwestii nie bardzo chcieliśmy cokolwiek zmieniać.

Dzień 1 - 31 sierpnia

O 18:20 wylądowaliśmy w Tangerze.

Auto wynajęliśmy przez pośrednika arguscarhire.com w fajnej cenie 3437 MAD z czego równowartość 615 MAD zapłaciliśmy kartą kredytową podczas rezerwacji, a pozostałe 2822 MAD na miejscu gotówką. W tej cenie były już uwzględnione koszty odbioru i oddania auta w innych lokalizacjach. Na karcie mieli zablokować 10 000 MAD, czyli ok. 4,500 złotych. (blokady nie zrobili :P)
Wiedzieliśmy, że na lotnisku nie ma biura Locationauto.ma (jak się okazało w arguscarhire.com dopiero po zakończeniu procesu rezerwacji i wpłaceniu zaliczki dowiadujesz się jaka firma faktycznie wypożycza ci auto). Uzyskaliśmy informację, że na lotnisku ktoś będzie na nas czekał. I faktycznie - zaraz po odprawie podszedł do nas tubylec i na migi dogadaliśmy się, że zaprowadzi nas do auta.

Chwilę później naszym oczom ukazał się Hyundai i10. Oczywiście nie ten najnowszy :P Poobijany i obdrapany z każdej możliwej strony. Z uszkodzonym zderzakiem. :D Trochę ścierpła nam skóra na myśl, że czymś takim mamy przejechać ok. 3000km. Ale cóż... Posprawdzaliśmy co trzeba i porobiliśmy kilka fotek, tak na wszelki na wypadek, (choć potem śmialiśmy się, że przy tak wielu rysach i tak nie byliby w stanie doszukać się jakiegoś nowego zadrapania. :D), zapakowaliśmy bagaże i pojechaliśmy na poszukiwania naszego pierwszego noclegu.
Załącznik:
SAM_1060.jpg

Załącznik:
SAM_1068.jpg


Nocleg w Tangerze znalazłam jeszcze będąc w Polsce. Skorzystałam ze znanej Wam pewnie promocji na Hotels.com. - korzystał kto mógł :D (hotele 3 gwiazdkowe można było zarezerwować za -30CAD$ mniej, 4gwiazdkowe - 40CAD$ mniej i 5gwiazdkowe - 50CAD$ mniej - złapałam wtedy 6 noclegów w świetniej cenie, odwołali mi tylko 1 - ten zwrotny)
Niestety zanim dotarliśmy do hotelu minęły 3 dłuuugie godziny. To był koszmar. Powiem szczerze, że pierwsze zderzenie z ich stylem jazdy było dość brutalne i kompletnie nas przerosło. Tam nie ma ABSOLUTNIE żadnych zasad ruchu drogowego. Na dwóch pasach jedzie 5 aut i 3 motory, a między nimi pomyka osiołek! Na rondach nie obowiązuje zasada pierwszeństwa przejazdu - jedzie ten, kogo zderzak jest bardziej wysunięty i kto ma mocniejsze nerwy. Nie byliśmy na to psychicznie przygotowani. ;) Dodatkowo GPS nie sczytał mapy Maroka więc kompletnie nie wiedzieliśmy gdzie się kierować. Pytaliśmy przechodniów, ale oczywiście kontakt utrudniony - wszyscy tylko po francusku, mało tego każdy pokazywał co innego. (Pod koniec wyjazdu dowiedzieliśmy się, że żaden Marokańczyk nie powie, że „nie wie”, jak nie wie, to z miną pokerzysty pokaże jakikolwiek kierunek :D to część ich kultury/stylu bycia :D no cóż - szkoda, że wtedy tego nie wiedzieliśmy :P)
Suma sumarum po baaardzo wyczerpujących poszukiwaniach dotarliśmy do Hotelu Ramada Encore Tanger - cena: C$56.62 i był to prawdopodobnie nasz najdroższy nocleg. Wyczerpani podróżą i nadmiarem wrażeń poszliśmy spać.

-- 18 Wrz 2014 17:46 --

Dzień 2 - 1 września

Jako, że Tanger nie przywitał nas zbyt gościnnie, postanowiliśmy czym prędzej z niego uciekać :) Postanowiliśmy również zaprzyjaźnić się z naszym autkiem - co jak co, ale tylko od jego „widzi mi się” zależał sukces naszej wyprawy ;) Postanowiliśmy nazwać go jakoś pieszczotliwie, co by nas to zbliżyło. Tak więc, już od drugiego dnia nasz ŻUCZEK dzielnie przemierzał kolejne kilometry.
Rano po wymeldowaniu z hotelu i szybkich zakupach w supermarkecie skierowaliśmy się od razu do pierwszego punktu na naszej trasie - Szafszawanu. A tam.... cudowna niebieska medyna, która zrobiła na mnie duże wrażenie.
Załącznik:
SAM_1096.jpg

Załącznik:
SAM_1146.jpg

Załącznik:
SAM_1108.jpg

Załącznik:
SAM_1148.jpg

Załącznik:
SAM_1093.jpg

Załącznik:
SAM_1103.jpg

Załącznik:
SAM_1147.jpg

Załącznik:
SAM_1121.jpg

Spotkanie z pierwszymi kotami w Maroku :) Nie muszę chyba wspominać, że nie ostatnimi...? ;)
Załącznik:
SAM_1134.jpg

I nasz pierwszy sok pomarańczowy. Przepadliśmy... :D
Załącznik:
SAM_1130.jpg


-- 18 Wrz 2014 18:02 --

Na kolejny zarezerwowany już nocleg kierowaliśmy się do Fezu.
Po drodze jednak postanowiliśmy zahaczyć o Volubilis. Tego dnia mieliśmy istne piekiełko - ponad 35 stC.
Załącznik:
SAM_1175.jpg

Załącznik:
SAM_1184.jpg

Załącznik:
SAM_1190.jpg

Załącznik:
SAM_1193.jpg

Załącznik:
SAM_1198.jpg

Załącznik:
SAM_1199.jpg

Wieczorem docieramy do Fez. Wiedzieliśmy, że nasz riad znajduje się na obrzeżach medyny, nie mieliśmy jednak jeszcze wtedy pojęcia czym charakteryzuje się medyna <lol2> :D Jak to w Maroku, tubylcy dość szybko zorientowali się, że mimo naszych najszczerszych chęci... błądzimy :P i tak oto nie wiadomo skąd pojawił się Mohamed. Twierdził, że wie gdzie znajduje się nasz riad i chętnie nas tam zaprowadzi, a że wzbudził nasze zaufanie (a w dalszej części naszej wspólnej przygody nawet naszą sympatię:)) skorzystaliśmy z jego pomocy. Za samo doprowadzenie nas pod drzwi riadu nie wziął ani dirhama (czego nigdy później już nie doświadczyliśmy). :D Umówiliśmy się za to, że następnego dnia za 200 MAD oprowadzi nas po Fezie i pokaże miejsca, do których nie trafilibyśmy, bądź do których nie moglibyśmy wejść jako turyści „bez opieki”.

Tymczasem sam riad, choć zupełnie niemożliwy do odnalezienia, nieoznaczony i usytuowany w jednej z najciaśniejszych uliczek medyny urzekł nas swoim niezwykle klimatycznym wnętrzem i przemiła obsługą.
Załącznik:
SAM_1234.jpg

Załącznik:
SAM_1246.jpg

Managerem Riadu Sunrise jest Ali, który blisko 10 lat mieszkał w Stanach na Florydzie i niedawno wrócił do swojego kraju. Nie musze chyba wspominać, że w końcu można było sie z kimś dogadać i podpytać o kilka rzeczy w jęz. ang. Dodatkowo bez jakiejkolwiek dopłaty dostaliśmy pokój o wyższym standardzie. Cena noclegu w Riad Sunrise - 375 MAD. (booking.com)

No i nasza pierwsza miętowa herbata w Maroku :) Nie była to miłość od pierwszego smakowania, jak w przypadku soku pomarańczowego, ale na chwilę obecną jest porównywalnie mocna ;)
Załącznik:
SAM_1224.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 19 Wrz 2014 16:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 365
Loty: 58
Kilometry: 144 870
niebieski
Dzień 3 - 2 września

Dzień zaczęliśmy od leniwego śniadania i kawki na tarasie.
Załącznik:
SAM_1248.jpg

Załącznik:
SAM_1253.jpg


Z Mahomedem umówiliśmy się na godz. 11:00.
I przyszedł... o 12:30 :D Swoja drogą to niesamowite, jak Marokańczykom zupełnie inaczej płynie czas :))) Podczas naszej dwutygodniowej wyprawy wielokrotnie mieliśmy okazję przekonać się, że u nich 2-3 minuty prawie zawsze oznacza minut 15 bądź 20. Oni po prostu się nie śpieszą. Mają swój świat. Ciężko nam Europejczykom odnaleźć się w rzeczywistości, w której to, że się z kimś umawiasz wcale nie oznacza, że o umówionej godzinie się z nim spotkasz... :)
Choć z drugiej strony... może należałoby znaleźć jakiś złoty środek i też trochę zwolnić tempo...?

No, ale wracając do naszego Mohameda. Oczywiście byliśmy trochę źli - mieliśmy poczucie straty cennego czasu. Staraliśmy się go mądrze wykorzystać: w między czasie znaleźliśmy salon sieci komórkowej i kupiliśmy marokańską kartę do telefonu - cena 20 MAD za najmniejszy pakiet (Polecam! roaming w Maroku to szalony pomysł) oraz znaleźliśmy bank, w którym wymieniliśmy pieniądze.
Oczekiwanie na Mohameda i niepewność związana z tym, czy w ogóle przyjdzie nauczyła nas też, że jeśli kiedykolwiek później umawialiśmy się z kimkolwiek, zawsze wymienialiśmy się numerami telefonu, żeby w razie problemów z dotarciem na miejsce mieć kontakt.

Półtora godzinne spóźnienie niezbyt dobrze wpłynęło na nasze poczucie pewności co do tego, czy nasz przewodnik traktuje nas poważnie, ale od tego momentu było już tylko lepiej i ostatecznie Mohamed odkupił wszystkie swoje winy. :) Ponieważ dzięki jego uprzejmości mieliśmy możliwość poznania codziennego życia Marokańczyków, chcieliśmy z niej skorzystać do maksimum, dlatego też świadomie odpuściliśmy typowe atrakcje Fezu, o których mowa w przewodnikach. Nie widzieliśmy Medresy Bu Inania, ani Meczetu Karaouiyne. Mohamed zaprowadził nas za to do wielu mieszkańców Fezu i pokazał nam jak żyją i jak pracują.
Załącznik:
SAM_1273.jpg

Załącznik:
SAM_1303.jpg

Załącznik:
SAM_1308.jpg

Załącznik:
SAM_1309.jpg

Załącznik:
SAM_1310.jpg

Załącznik:
SAM_1313.jpg

Załącznik:
SAM_1315.jpg


-- 19 Wrz 2014 17:29 --

Fez słynie z manufaktury. Mozolnie wykonane towary mają swoją cenę, ale i rzucającą się w oczy jakość.
Pan tkający jedwab - na 3 metry tkaniny to miesiąc jego pracy:
Załącznik:
SAM_1277.jpg

Skórzane babusze:
Załącznik:
SAM_1289.jpg

Załącznik:
SAM_1293.jpg

Ręcznie żłobiony blat stolika:
Załącznik:
SAM_1320.jpg

Fach w Fezie przekazywany jest z pokolenia na pokolenie. Już 5-6 latki stawiają swoje pierwsze kroki w rodzinnych pracowniach. Tu np. ręcznie wyrabiane ażurowe lampy.
Załącznik:
SAM_1403.jpg

Byliśmy też oczywiście w warsztacie zajmującym się ceramiką i garncarstwem. Na miejscu poznaliśmy proces wyrabiania, formowania, malowania i wypalania ceramiki oraz proces powstawania pięknych mozaikowych fontann.
Załącznik:
SAM_1346.jpg

Załącznik:
SAM_1353.jpg

Załącznik:
SAM_1357.jpg

Załącznik:
SAM_1359.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko


Ostatnio edytowany przez Maxima0909 19 Wrz 2014 18:38, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 19 Wrz 2014 17:48 

Rejestracja: 25 Lis 2013
Posty: 1594
Loty: 367
Kilometry: 508 758
srebrny
Zapowiada się ciekawie i czekam z niecierpliwością na resztę.
Zaczęłaś od miejsc w których byłem w marcu, a skończysz na miejscach w których będę w grudniu :)
Góra
 Relacje PM off
Maxima0909 lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 19 Wrz 2014 17:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 365
Loty: 58
Kilometry: 144 870
niebieski
Załącznik:
SAM_1382.jpg

Garbarnia - to zdjęcie w swojej kolekcji ma chyba każdy :)
Załącznik:
SAM_1388.jpg

I szkoła koraniczna:
Załącznik:
SAM_1340.jpg

Załącznik:
SAM_1339.jpg


Jeszcze w Polsce wielokrotnie czytaliśmy o medynie w Fezie. Wiedzieliśmy, że jest plątaniną 9 i pół tysiąca uliczek miejscami tak wąskich, że na pewno byli tam i tacy, którzy mieli rzeczywisty problem ze swobodnym poruszaniem ;) rozważaliśmy jednak próbę podjęcia wyzwania i samodzielnego zwiedzania medyny. Z perspektywy czasu uważam, że w sytuacji, kiedy na Fez możecie poświęcić 1-1,5 dnia tego typu pomysły są niezbyt trafione ;)
Z dwóch powodów: po pierwsze - Fez jest niezwykle urokliwym i unikalnym miejscem, wartym każdej minuty - wg nas szkoda je marnować na zabawę w „chodzenie bez celu”. Na miejscu nie znajdziecie niestety nigdzie planu Fas al-Bali, a mapki rozdawane w hotelach są niedokładne.
Załącznik:
SAM_1402.jpg

Załącznik:
SAM_1266.jpg

Załącznik:
SAM_1288.jpg

Załącznik:
SAM_1316.jpg

Załącznik:
SAM_1325.jpg


-- 19 Wrz 2014 18:10 --

Załącznik:
SAM_1326.jpg

I Grand Taxi w medynie:
Załącznik:
SAM_1341.jpg

Po drugie - idąc z człowiekiem, który zna medynę jak własną kieszeń nie martwicie sie o nic. Nikt was nie zaczepia i nie proponuje pomocy, bo widzi, że już jej nie potrzebujecie ;) Ponadto, macie możliwość zaglądnięcia do miejsc niedostępnych dla przeciętnego „samotnego” turysty. I jeszcze jedno - nie wszyscy mieszkańcy Fezu lubią być fotografowani. Chodząc z Mohamedem miałam wrażenie, że mają do nas większe zaufanie, chętniej się zgadzali na zdjęcia. Zawsze też mogłam prosić Mohameda o to, aby zapytał kogoś czy nie ma nic przeciwko - jeśli przed zrobieniem zdjęcia zapytaliśmy o zgodę, prawie zawsze odpowiedź była pozytywna. :)

Drugą noc w Fezie spędziliśmy w nowoczesnej, kosmopolitycznej ville nouvelle - nowej części miasta.
Za noc w Hotelu Ramada Fez zapłaciliśmy C$34.43 (Hotels.com - promocja).
Załącznik:
SAM_1398.jpg

Załącznik:
SAM_1399.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 22 Wrz 2014 17:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 365
Loty: 58
Kilometry: 144 870
niebieski
Do Fezu we wspomnieniach będę wracać na pewno wiele razy. Dzięki Mohamedowi mogliśmy go zobaczyć oczami jego mieszkańców. Posłuchać o ich kulturze i obyczajach. Wszyscy przyjmowali nas z uśmiechem na twarzy.
Czuliśmy się z nimi wspaniale.

Dzień 4 - 3. września

Trzeciego dnia wycieczki zdecydowaliśmy sie na pierwszą modyfikację naszego pierwotnego planu. W pierwszej wersji planowaliśmy poświęcić jeden dzień na dojazd z Fezu do Merzougi i wieczorną wyprawę na pustynię. Zarówno Ali, jak i Mohamed odradzili nam to rozwiązanie twierdząc, że po całym dniu w aucie, nawet jeśli na czas dojedziemy na miejsce, będziemy już tak zmęczeni, że wyprawa na wielbłądach i nocna zabawa przy bębnach nie będą dla nas przyjemnością. Po przemyśleniu postanowiliśmy posłuchać ich rad i podzielić tą trasę na dwa dni.
Przed wyjazdem z Fezu Mohamed narysował nam nową mapkę, na której skrzętnie pozaznaczał miejsca, w których mieliśmy się zatrzymać... I tak, nie pojechaliśmy więc sugerowaną przez google drogą N8. Skierowaliśmy się na Sefrou chcąc zobaczyć „malowniczy wodospad - na rzece Oued Agay”.
Załącznik:
SAM_1437.jpg

Czy on taki malowniczy...? Pozostawiam to Waszej ocenie :) na nas nie zrobił większego wrażenia. Myślę, że przy intensywnym zwiedzaniu jest to punkt, który bez wyrzutów sumienia można sobie odpuścić :)

Następnie pojechaliśmy do Azrou w poszukiwaniu kolejnej atrakcji. W miejscowej restauracji popijając pyszną kawę podpytaliśmy miejscowych, gdzie można zobaczyć małpki, a ci chętnie pokierowali nas na odpowiednią drogę ok. 5-7 km od miasteczka. (o dziwo właściwą ;) ) Zgodnie z wcześniejszą radą Mohameda jeszcze w Fezie kupiliśmy kiść bananów i teraz wypatrywaliśmy... Na trasie wystarczyło dostrzec jedną z nich i rzucić jej banana.
Załącznik:
SAM_1456.jpg

Po chwili cała małpia rodzina ochoczo wybiegła z lasu na posiłek.
Załącznik:
SAM_1467.jpg

Załącznik:
SAM_1464.jpg

Nie spoufalaliśmy się z nimi, choć były cudowne. Obserwowaliśmy je z auta. Ponoć są bardzo łagodne w stosunku do turystów, nie chcieliśmy jednak ryzykować niepotrzebnego zadrapania i późniejszych ewentualnych związanych z nim problemów. (naoglądaliśmy się programów typu I’m Alive na Animal Planet albo Dead or Alive na National Geographic :P haha no cóż - staraliśmy się minimalizować ryzyko :D)
Spędziliśmy kilka miłych chwil karmiąc małpy, ale czas nas naglił. Czekał nas jeszcze spory odcinek drogi bez dłuższych postojów. Chcieliśmy jeszcze tego dnia dojechać jak najbliżej Merzougi, tak aby nazajutrz przed pustynną przygodą zdążyć porządnie wypocząć.
Nie mogliśmy sobie oczywiście po drodze odpuścić kilku postojów w celu zrobienia zdjęcia. ;)
Załącznik:
SAM_1483.jpg

Załącznik:
SAM_1500.jpg

Załącznik:
SAM_1527.jpg

Załącznik:
SAM_1529.jpg

Krajobraz w tamtych rejonach przypominał nam wielkie kopalnie odkrywkowe, zupełnie tak jakby gigantyczne koparki przyjechały i usypały wielkie góry gruzu, skał i piasku.
Załącznik:
SAM_1535.jpg


-- 22 Wrz 2014 18:06 --

Załącznik:
SAM_1582.jpg

Załącznik:
SAM_1541.jpg

Załącznik:
SAM_1544.jpg

Na jednym z takich krótkich postojów zaczepił nas... kolejny Mohamed :) Bardzo sympatyczny. Mało „marokański”, powiedziałabym bardziej „amerykański” w swoim ubiorze i stylu bycia. Okazało sie, że również pomieszkiwał w Stanach. Od słowa do słowa i (jak to w Maroku bywa) oczywiście znał super miejsce, gdzie moglibyśmy się przenocować za rozsądną cenę. A że zrobiło się już ciemno postanowiliśmy jechać za nim.

Zatrzymaliśmy się w Kasbie Kenzi Rissani w miejscowości Erachidia płacąc 350 MAD za noc. Ceny za pokój na tablicach w recepcji to 600-700 MAD. Dostaliśmy niby zniżkę ze względu na „znajomość” z Mahomedem. Myślę, że każdy mógłby coś z tej ceny zbić, ale ile? nie wiem. Na terenie Kasby był też całkiem spory basen.
Załącznik:
SAM_1555.jpg

Tu też wypiliśmy pierwsze piwko na afrykańskiej ziemi. Jakoś ichniejszego Heinekena pozostawiała dużo do życzenia ;) cena za butelkę 0,25 ok. 35 MAD. Warunki w pokoju oceniliśmy na dobre.
Załącznik:
SAM_1565.jpg

Minusem była niedziałająca klimatyzacja w pokoju. Nawiewała... tylko ciepłym powietrzem :D Zorientowaliśmy się już po zapłaceniu i rozgoszczeniu w pokoju, więc po prostu przecierpieliśmy do rana. Ciężko było zasnąć, ale potem poszło już z górki ;)

Dzień 5 - 4. września

Po porannym śniadaniu w towarzystwie kotów udaliśmy się w drogę do Merzougi. Po drodze zatrzymaliśmy sie w wielkiej oazie palmowej wąwozu Ziz - Source Bleu de Meski, która znajduje się wzdłuż drogi między Erfoud i Rissani. Zaparkowaliśmy przed wjazdem do oazy i schodami zeszliśmy nieco niżej. Skręciliśmy w prawo i zaczęliśmy spacer po oazie.
Załącznik:
SAM_1592.jpg

Załącznik:
SAM_1593.jpg

Cisza, spokój, CIEŃ, wokół pełno daktylowych palm. Palmy o tej porze roku nie były jednak soczysto-zielone - we wrześniu liście w dolnej części palmy są jakby spalone i wyschnięte.
Załącznik:
SAM_1595.jpg

Załącznik:
SAM_1603.jpg

W obrębie rzeki tereny są bardzo żyzne i uprawia się tu głównie zboża i zioła. My doszliśmy tez do plantacji kukurydzy :)
W oddali widać ruiny kasby malowniczo położone na obrzeżach doliny.
Załącznik:
SAM_1597.jpg


-- 22 Wrz 2014 18:35 --

Została nam jeszcze do oglądnięcia druga część oazy - ta bardziej popularna, już niestety mniej dziewicza.
Załącznik:
SAM_1604.jpg

Załącznik:
SAM_1607.jpg

Została nam jeszcze do oglądnięcia druga część oazy - ta bardziej popularna, już niestety mniej dziewicza.
Na towarzystwo oczywiście nie musieliśmy długo czekać - podszedł do nas Marokańczyk o jakże zaskakującym imieniu... - Mohamad. :D Początek rozmowy tradycyjny. Mohamad, jak każdy Marokańczyk, miał wielu przyjaciół w Polsce ;), ponoć nawet jego dziewczyna Ania była Polką na stale mieszkającą w Gdańsku. Mohamed oczywiście uwielbiał Kraków, śliwowicę i nasze piwo.
Ochoczo oprowadził nas po oazie, a w praktyce wokół basenu wypełnionego źródlaną wodą, charakterystycznego dla tej oazy.
Załącznik:
SAM_1609.jpg

Załącznik:
SAM_1611.jpg

Rzeka Ziz ma swoje źródło w szczytach Atlasu Średniego i przepływa 282km żeby skończyć swój bieg na algierskiej części Sahary. Jest to najważniejsza rzeka południowo-wschodniego Maroka, dzięki której wiele miasteczek i wsi ma dostęp do wody. Z basenu wypełnionego naturalną wodą z gór rzadko korzystają turyści. Jest to raczej miejsce, w którym głównie wypoczywa lokalna społeczność.

Po szybkiej wycieczce Mohamed przeszedł do meritum... :) i zaprosił nas na „szybką” miętową herbatkę. Staraliśmy sie z niej delikatnie wykręcić, ale ostatecznie ulegliśmy. Oczywiście na tym etapie wycieczki wiedzieliśmy już, że nie ma się co łudzić, że jest to wyłącznie miły niezobowiązujący gest. ;) Po godzinie wyszliśmy od Mohameda ubożsi o 200 MAD i bogatsi o 3 naszyjniki z ichniejszymi kompasami (oczywiście wyrabianymi przez jego siostrę ;) ) i dwoma szalikami, z których mieliśmy zrobić sobie turbany na pustynie. Lekcja kręcenia turbanów - gratis! Na marginesie: Cena wyjściowa za 5 wspomnianych rzeczy 1250 MAD HAHAHA oczywiście podawana regularnym turystom, my jednak Mohameda oczarowaliśmy i tak nas polubił, że był nam skory zejść do 800 MAD już w pierwszej fazie negocjacji... co za hojność :D nigdzie nie zdobywaliśmy sympatii tak szybko jak w Maroku :D
Załącznik:
SAM_1617.jpg

„Democratic price my friend. Good for me and good for you. Live and let live.” :)))
Pożegnaliśmy się z naszym nowym przyjacielem :D i skierowaliśmy się w stronę wydm Erg Chebbi.

Droga prowadząca na piaszczystą pustynię, której wydmy sięgają nawet 150-180 metrów jest zdecydowanie mniej urzekająca. Można by określić ją jako kamienistą. Tam zwana jest hamadą. Jest ona pokryta odłamami skalnymi, a często także czarną skorupą żelazistą.

Ponieważ zapoznany dzień wcześniej „amerykański” Mohamed wydawał się być bardzo sympatycznym gościem skorzystaliśmy z zaproszenia do jego Kasby w Merzoudze. Za $90/2os. oferował w zasadzie to, co wszyscy.
Pokój, w którym mogliśmy bezpiecznie zostawić bagaże, przed wyprawą na wielbłądach możliwość pojechania z wizytą do berberskiej rodziny, następnie powrót i wypoczynek przy basenie, koło godziny 18 właściwa wyprawa, a w tym ok. 1,5 godzinna jazda na wielbłądzie, kolacja, zachód słońca i noc na pustyni przy berberskiej muzyce, rano pobudka na wschód słońca, powrót do kasby na śniadanie i prysznic.

Kasbah Le Touareg rzucała się w oczy już z daleka. Robiła fajne wrażenie. Na miejscu przywitano nas standardowo miętową herbatą z orzeszkami. Miejsce jest ładne i zadbane. Jak na pustynię całkiem wysoki standard.
Załącznik:
SAM_1640.jpg

Załącznik:
SAM_1644.jpg

Załącznik:
SAM_1648.jpg


Po około godzinie poprosiliśmy o obiecane odwiedziny u berberskiej rodziny. Jeden z pracowników kasby wsiadł z nami do auta i pojechaliśmy. Na miejscu okazało się, że jest to liczna rodzina, która ma za sobą pewne osiągnięcia muzyczne i trasy koncertowe, o ile tak to można nazwać :)
Załącznik:
SAM_1654.jpg

Załącznik:
SAM_1659.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 22 Wrz 2014 18:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 365
Loty: 58
Kilometry: 144 870
niebieski
Załącznik:
SAM_1662.jpg

Załącznik:
SAM_1664.jpg

Specjalnie dla nas zagrali kilka „kawałków”. Zmusili nas nawet do czegoś w rodzaju tańca :)))
Załącznik:
SAM_1667.jpg

Oczywiście liczyliśmy się z tym, że po tego typu rozrywce będą oczekiwać zapłaty. Nie była to jednak zapłata wymuszona. Grali na prawdę świetnie, dawali z siebie wszystko. Nie przyszli i nie odbębnili, a to się ceni. Postanowiliśmy (ze względu na ich liczebność) zostawić 100 MAD, bo było to dla nas, choć krótkie, to na prawdę fajne doświadczenie. Okazało się, że w tej cenie sprzedają swoje płyty CD. Dostaliśmy więc jedną w zamian i zadowoleni wróciliśmy do naszej kasby.
(Następnego dnia rozpakowałam płytę z folii chcąc posłuchać jej w aucie i okazało się, że...... jest porysowana i nie działa <lol2> takie rzeczy tylko w Afryce ;) )

Wpisując w youtube Gnawa Berber Tribe Music and Dance znajdziecie się w miejscu, gdzie my dwa tygodnie temu :) - to nie jest nasz filmik, grupa grajków jest mniej liczna i grają inne kawałki, ale to wystarczy, żebyście poczuli klimat :D

Czas pozostały do 18 spędziliśmy przy basenie, bo upał był nieprzeciętny. A o 18 zaczęła się wyczekiwana wyprawa na pustynie. W grupie było oprócz nas jeszcze 6 turystów. Okazali się być super ludźmi. Z 4 z nich mieliśmy jeszcze potem okazję spotkać się ponownie w Essaouirze.

Początkowo było bardzo przyjemnie. Było bardzo ciepło, ale nie upalnie. Niebo od początku nie było czyste, nie przeszkadzało nam to, bo łagodziło doznania termiczne. :) Było też przesympatycznie dzięki współtowarzyszom wyprawy, którzy w drodze dużo żartowali i śpiewali.
Załącznik:
SAM_1701.jpg

Załącznik:
SAM_1705.jpg

Załącznik:
SAM_1709.jpg

Po niecałej godzinie pogoda gwałtownie się załamała. Trafiliśmy na pustynną burzę. Przyznaje, że widok wielkiej, ciemnej chmury piasku szybko zbliżającej się w stronę naszej karawany spowodował znaczący wzrost adrenaliny w organizmie :D chyba muszę ograniczyć oglądanie telewizji, bo znowu miałam przed oczami program - tym razem Ultimate Survival z Bergiem przestrzegającym przed niebezpiecznym piaskiem wdzierającym do oczu, nosa i ust utrudniającym oddychanie :P Wiatr był bardzo mocny - turbany rzeczywiście spełniły swoją funkcję choć na końcu musieliśmy je dodatkowo trzymać, bo wichura powodowała, że zaczynały się rozpadać. Okulary przeciwsłoneczne zabezpieczały oczy. Cieszyłam się też, że skorzystaliśmy z porady forumowiczów fly4free i ubraliśmy długie spodnie i bluzki z długim rękawem, bo przy takiej wichurze piasek uderzający o ciało jest wybitnie nieprzyjemny.
Ostatecznie przeżyliśmy :)
Załącznik:
SAM_1720.jpg

Dotarliśmy do bazy namiotowej i już po opadnięciu kurzu i emocji stwierdziliśmy, że w pustynna burza była atrakcją ekstremalną, na którą zdecydowanie trudniej trafić niż na rozgwieżdżone niebo, więc w gruncie rzeczy cieszymy się, że dane nam było poczuć te emocje i przeżyć coś tak innego. :)
Szkoda tylko, że ze względu na piach i deszcz musieliśmy schować aparat do plecaka, stąd i zdjęć niewiele..
Romantyczne zachody słońca i rozgwieżdżone niebo zostawiliśmy sobie na plaże Sidi Ifni i Legziry :)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko


Ostatnio edytowany przez Maxima0909, 19 Lut 2016 13:13, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
Grzes830324 uważa post za pomocny.
 
 
#7 PostWysłany: 22 Wrz 2014 19:50 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Lut 2014
Posty: 2401
Loty: 160
Kilometry: 255 753
świetne się czyta :) dzisiejszą popołudniową wrzutkę odświeżałem co kilkanaście minut z nadzieją na ciąg dalszy ;)
_________________
W "relacjach": Filipiny (2018), Armenia(2017), Argentyna(2016), Kazachstan (2016) i Maroko(2015).

Image
Góra
 Relacje PM off
Maxima0909 lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 22 Wrz 2014 20:23 

Rejestracja: 18 Gru 2013
Posty: 41
Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy. Jedziemy do Maroka za niespełna dwa tygodnie i każda wskazówka jest na wagę złota.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
Maxima0909 lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 23 Wrz 2014 10:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 365
Loty: 58
Kilometry: 144 870
niebieski
marcino123 napisał(a):
świetne się czyta :) dzisiejszą popołudniową wrzutkę odświeżałem co kilkanaście minut z nadzieją na ciąg dalszy ;)

ye2bnik napisał(a):
Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy. Jedziemy do Maroka za niespełna dwa tygodnie i każda wskazówka jest na wagę złota.

Baaardzo dziękuję Wam za miłe słowa. To, że ktoś śledzi moją relację motywuje do dalszego pisania. :)
Spróbuję jeszcze dzisiaj coś wrzucić.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 23 Wrz 2014 11:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Kwi 2013
Posty: 125
Loty: 41
Kilometry: 84 418
świetna relacja:) jak i inni czekam na ciąg dalszy ;)
_________________
Zapraszam na http://www.kwiatwswiat.blogspot.com/
Góra
 Relacje PM off
Maxima0909 lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 23 Wrz 2014 14:00 

Rejestracja: 20 Sty 2014
Posty: 8
Hej, super relacja-czekam na dalszą część.
Ja powoli dojrzewam do decyzji wyjazdu do Maroka więc chłonę każdą ilość informacji i zdjęć :D
Góra
 Relacje PM off
Maxima0909 lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 23 Wrz 2014 17:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 365
Loty: 58
Kilometry: 144 870
niebieski
Dzień 6 - 5 września

Wstaliśmy przed 6 rano z nadzieją na wschód słońca. W nocy trochę się rozpogodziło i mieliśmy okazję poobserwować gwiazdy. Rano na horyzoncie jednak utrzymywało się pasmo chmur/mgły, które pozbawiło nas wyczekiwanego widoku.
Załącznik:
SAM_1748.jpg

Wsiedliśmy więc na wielbłądy i wróciliśmy na śniadanie do kasby. Powrót był męką. Nie spodziewaliśmy się jak bardzo bolą nas tyłki po dniu wcześniejszym, zanim nie wsiedliśmy na wielbłądy ponownie. Najgorsze były momenty, kiedy wielbłąd chcąc zejść z wydmy w praktyce się z niej zsuwał i co pewien czas włączał ABS. MA-SA-KRA!
Załącznik:
SAM_1760.jpg

Załącznik:
SAM_1764.jpg

Załącznik:
SAM_1786.jpg

Przeszło mi przez myśl, żeby wrócić na nogach. ;) Wiadomo też, że jak z utęsknieniem wyczekujesz dotarcia na miejsce, to podróż oczywiście się dłuuuży.... ;) 3 dni później jeszcze chodziliśmy powykrzywiani :D

A sama noc na pustyni? Przyznam szczerze - nie trafiliśmy dobrze. Po dotarciu do bazy nikt się nami nie zajął. Wszyscy niby pobiegli przygotowywać kolację. Dostaliśmy duży dzbanek herbaty, orzeszki i nic poza tym. Nie było berberskiej muzyki, ani zabawy przy ognisku. (Ognisko jestem w stanie zrozumieć - wiatr nadal był dość porywisty, a namiotów wokół sporo.) Tak więc wieczór musieliśmy umilać sobie sami. Spędziliśmy go na pogadankach z Holendrami. Na pustyni jedliśmy też najgorszy tadzin. Czekaliśmy na niego blisko 3-4 godziny mając nadzieje, że jak już wjedzie na stół to będzie tak pyszny, że poobgryzamy sobie palce i jego smak zrekompensuje czas oczekiwania. Nie zrekompensował. Maluśkie kawałki kurczaka przykryte kopą ziemniaków. Mięso i warzywa były kompletnie niedoprawione. Nie było w nich ani odrobiny soli, co dopiero mówić o jakichkolwiek ichnijeszych orientalnych przysmaczkach. Poszliśmy spać głodni...
Załącznik:
SAM_1735.jpg

Rano w kasbie złożyliśmy reklamacje, ale w Maroku jak już zapłacisz, to nie ma co liczyć na odzyskanie choćby części pieniędzy. Oczywiście właścicielowi kasby było bardzo przykro i bardzo nas przepraszał, ale to musiało nam wystarczyć.
Wycieczka na wydmy nie spełniła naszych oczekiwań. Staraliśmy się jednak tym nie martwić i szukać pozytywów. Przeżyliśmy przecież pustynną burzę i poznaliśmy wspaniałych ludzi. To chyba ważniejsze jak nieudana kolacja, czy brak muzyki...? Wiele razy zresztą później łapaliśmy się na tym, że miejsca w stosunku, do których mięliśmy wielkie oczekiwania okazywały sie nas poniekąd rozczarowywać. Te natomiast, co do których nie pokładaliśmy wielkich nadziei - zaskakiwały nas i urzekały jednocześnie. To chyba cecha charakterystyczna tego typu podróży – jest jedną wielką niespodzianką. :)

Po śniadaniu wymieniliśmy się numerami telefonów umawiając się za kilka dni w Essaoirze. Nasz kolejny kierunek to Ourzazate. A po drodze oczywiście - wąwozy Todra i Dades.

-- 23 Wrz 2014 18:42 --

Z Merzougi kierowaliśmy się na Arfoud, następnie drogą R702 do miejscowości Tinghir, w której należy odbić na pierwszy z nich – Todrę.
Załącznik:
SAM_1795.jpg

Załącznik:
SAM_1796.jpg

Załącznik:
SAM_1797.jpg

Załącznik:
SAM_1807.jpg

Załącznik:
SAM_1808.jpg

Nasz Żuczek już w Todrze niestety mocno protestował, trzeszczał i rzępolił :) Droga od samego początku była bardzo dziurawa, asfalt często był pozrywany.
Do Dades należy skręcić w miejscowości Boumalne. Początkowo droga wije się wśród niewysokich wzgórz.
Załącznik:
SAM_1810.jpg

Załącznik:
SAM_1811.jpg

Załącznik:
SAM_1812.jpg

Załącznik:
SAM_1813.jpg

Po drodze minęliśmy kilka wiosek. Jadąc dalej po prawej stronie drogi znajdują się charakterystyczne formacje skalne wznoszące się nad doliną pełną topoli.
Załącznik:
SAM_1815.jpg

Ze względu na to, że nie chcieliśmy jechać do Ourzazate po ciemku, gdzieś w tej okolicy zdecydowaliśmy się nawrócić. Nie zobaczyliśmy charakterystycznej serpentyny w pobliżu restauracji Timzzillite - wielka szkoda.
Todra i Dades mają zupełnie inny klimat. Jeśli macie czas, to warto poświęcić go obu z nich.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 23 Wrz 2014 18:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 365
Loty: 58
Kilometry: 144 870
niebieski
Wieczorem docieramy do Ourzazate. Nocujemy w Residence Rosas – koszt 225 MAD - nasz najtańszy nocleg. W tej cenie otrzymujemy nie pokój, a coś w rodzaju małego mieszkania - dwa pokoje, kuchnia, łazienka i przedpokój. Świetna cena w stosunku do warunków, pyszne śniadanie następnego dnia oraz przemiły starszy Pan prowadzący to miejsce (choć nie rozmawiający po angielsku właściwie wcale) sprawiły, że ze spokojnym sumieniem możemy polecić Wam to miejsce. Rezerwowaliśmy je na booking.com i jechaliśmy tam z mieszanymi uczuciami. Niepotrzebnie! Zapomniałam niestety zrobić zdjęcia.

Na obiado-kolacje decydujemy się pojechać do centrum miasta. Zatrzymujemy się w uroczej Restauracji Chez Nabil. Serdecznie polecamy.
Załącznik:
SAM_1819.jpg

Załącznik:
SAM_1830.jpg

Nie trudno do niej trafić, bo usytuowana jest przy jednej z głównych dróg. Było to jedno z najlepszych miejsc, w jakich jedliśmy. Tego dnia odbiliśmy sobie pustynną katastrofę kulinarną. :) Przepyszne tadziny z fantastycznie chrupkim pieczywem, kawa i sok pomarańczowy w rozmiarze XL :) Ceny bardzo przystępne. No i oczywiście towarzystwo kotów gratis. :) Uprzedzam - gardzą chlebem nienamoczonym w sosiku. :P
Załącznik:
SAM_1826.jpg

Załącznik:
SAM_1827.jpg


Dzień 7 - 6 września

Tego dnia bez żalu odpuściliśmy sobie rozsławione studia, w których kręcono popularne filmy. Nie ciągnie nas do tego typu atrakcji. Postanowiliśmy po śniadaniu pojechać do Ajt Bin Haddu.
Załącznik:
SAM_1833.jpg

Załącznik:
SAM_1838.jpg

Na ten dzień jednak przed wszystkim zaplanowaliśmy przejazd drogą R307 do wodospadów Ouzoud, po czym dojazd i nocleg w Marrakeszu. Plan wydawał nam się mało ambitny, raczej lekki i przyjemny. Wkrótce mieliśmy się przekonać, że choć na mapie wytypowana przez nas trasa wygląda zupełnie niewinnie, w rzeczywistości nie należy do prostych.
Strome podjazdy, kręte serpentyny, brak barierek i zabezpieczeń, osuwiska, pozdzierany asfalt. To wszystko sprawiło, że ok. 100 km najtrudniejszy odcinek trasy (do miejscowości Demnate) robiliśmy w ponad 4 godziny. Droga wymęczyła nas głównie psychicznie. Wymagała ciągłego skupienia. Martwiliśmy się też o stan techniczny samochodu. Ale jakie widoki....... cudowne! Kto nie ryzykuje nie pije szampana. ;)
Załącznik:
SAM_1841.jpg

Załącznik:
SAM_1844.jpg

Załącznik:
SAM_1850.jpg

Załącznik:
SAM_1854.jpg


-- 23 Wrz 2014 19:15 --

Gdzieś w początkowej części trasy dojechaliśmy do rozgałęzienia dróg, którego nie było na mapie. Prawdopodobnie to droga prowadząca do miejscowości Skoura. Oznaczenia na trasach w Maroku są mało czytelne, bądź nie ma ich wcale. A jak są, to w miejscach tak oczywistych, że tam akurat mogłoby ich nie być. ;)
Szczęśliwie przejeżdżał koło nas Pan Dobry Duszek, który nie dość, że pokazał, w którą stronę należy skręcić do wodospadów (w lewo), to jeszcze postanowił przez całą podróż mieć nas na oku. Pewnie jak zobaczył jaką „maszyną” wybraliśmy się w Atlas Wysoki, to go oblały zimne poty i postanowił nas eskortować. :P
Wielokrotnie mówiliśmy mu, że nie musi na nas czekać. Jego 4x4 pokonywało tą trasę z łatwością. Współpraca naszego Żuczka i jego kierowcy musiała opierać się na większym wyczuciu drogi, opanowaniu i sprycie, co oczywiście przy niektórych podjazdach trochę trwało... :) Chcieliśmy też od czasu do czasu zatrzymać się i uwiecznić przepiękne widoki na zdjęciach. Okazało się, że przemiły pan jednak miał tego dnia sporo czasu. Co prawda jechał od nas szybciej, czasem na serpentynach znikał nam na chwilę z oczu, ale co jakiś czas zatrzymywał się w coraz to ciekawszym i piękniejszym miejscu, a gdy dojeżdżaliśmy kazał wysiadać z auta i robić zdjęcia. :)
Załącznik:
SAM_1866.jpg

Załącznik:
SAM_1868.jpg

Załącznik:
SAM_1877.jpg

Załącznik:
SAM_1884.jpg

Załącznik:
SAM_1885.jpg

Załącznik:
SAM_1889.jpg

Załącznik:
SAM_1892.jpg

Załącznik:
SAM_1894.jpg

A to nasz Dobry Duszek, który dobrowolnie towarzyszył nam do końca podróży. Rzeczywiście - z nim czuliśmy się bezpieczniej. Był prawdziwym prezentem od losu, bo przez cała naszą przeprawę minęliśmy się może z 4 innymi autami. Gdyby Żuczek odmówił posłuszeństwa, to strach myśleć...
Załącznik:
SAM_1881.jpg

Ale nie zawiódł nas. :) Od tego dnia nasze relacje z Żuczkiem zacieśniły się jeszcze bardziej ;) Byłam z niego tak dumna, że z wdzięczności miałam go ochotę zapakować do samolotu i zabrać do Polski. :)

-- 23 Wrz 2014 19:25 --

W Demnate pożegnaliśmy się i dalszą drogę do wodospadów kontynuowaliśmy już sami :)
Na parkingu, na którym zostawiliśmy auto musieliśmy się trochę pooganiać od pseudo-przewodników zapewniających, że bez ich pomocy nie sposób trafić do wodospadu. Powiedziałabym raczej - nie sposób się zgubić.;) Prowadzi do niego jedna kręta, stroma uliczka w dół, wzdłuż, której rozstawionych jest mnóstwo budek z bibelotami do sprzedania.
Wodospad jest piękny. Szkoda tylko, że miejsce zostało zupełnie odarte z naturalnej magii. Mieliśmy wrażenie, że wodospad stał się niestety tylko dodatkiem do prężnie kręcącego się tam biznesu, bądź co gorsza pułapką zastawioną na naiwnego turystę. Na pierwszym planie niestety mamy bezustannie zaczepiających naganiaczy proponujących to posiłek w knajpie, a to zakup jakiejś pamiątki, karmienie małpek, czy zrobienie zdjęcia z mułem. Odebraliśmy to miejsce jako głośne, zatłoczone i niestety pozbawione wszystkiego tego, czego szukaliśmy...
Załącznik:
SAM_1905.jpg

Załącznik:
SAM_1912.jpg

Załącznik:
SAM_1910.jpg

Wyjechaliśmy stamtąd na tyle późno, że ostatnie 60 km do Marrakeszu jechaliśmy w zupełnej ciemności. „W zupełnej ciemności” należy odebrać dosłownie. Przy głównej ulicy N8 prowadzącej do Marrakeszu nie ma lamp na poboczach. Co chwila przejeżdżaliśmy przez kolejne małe miasteczka, gdzie miejscowi swobodniej czuli się na ulicy, niż poza nią. Potrafili na jej środku prowadzić niekończące się rozmowy z napotkanym znajomymi. Wówczas to zadaniem kierowcy samochodu było zgrabnie ich ominąć. Dodatkowo, nie wszyscy Marokańczycy mają we krwi włączanie świateł po zmroku. Albo włączają długie :) Na prawdę nie wiem jak oni tam funkcjonują, ale te ostatnie 60 km ciągnęło się, oj ciągnęło....

Na dzisiaj tyle :) W kolejnym wpisie opiszę Wam sytuację, którą przywitał nas Marrakesz. To najgorsze wspomnienie naszego wyjazdu. Wrócę do tego w tej relacji tylko po to, żebyście mogli uniknąć podobnych, kiedy pojedziecie na swoje wymarzone wakacje. :)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 24 Wrz 2014 14:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 Wrz 2014
Posty: 18
Loty: 34
Kilometry: 88 311
Muszę przyznać, że czytając relację jeszcze raz przejechałem trasę Tanger - Marakesz ;-) żona pisz dalej bo nie moge sie doczekać żeby przejechac naszą wyprawę do końca :-) było nieziemsko!!!!
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
Grzes830324 uważa post za pomocny.
 
 
#15 PostWysłany: 24 Wrz 2014 19:33 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 365
Loty: 58
Kilometry: 144 870
niebieski
Było już grubo po 21, kiedy dotarliśmy do Marrakeszu i zaczęliśmy szukać naszego riadu. Standardowo próbowaliśmy dojechać do niego korzystając z GPS-a. Ale jak w 90% przypadków i tym razem wariował. Byliśmy już wykończeni psychicznie i fizycznie po całym dniu w samochodzie. Konieczność przeciskania się przez wąskie uliczki medyny potęgowała uczucie zmęczenia. Setki motorów jeżdżących w absurdalnych kierunkach, a pomiędzy nimi tysiące ludzi, którzy zewsząd oblepiali nasz samochód...

(Ogólnie ruch uliczny w większych miastach Maroka zasługuje na osobny temat. Żadne słowa nie są w stanie przekazać tego, co mam w głowie jak wracam wspomnieniami do tamtych chwil. :P)

Byliśmy już w desperacji, więc kiedy podszedł do auta młody Marokańczyk, który twierdził, że wie gdzie znajduje nasz riad, zdecydowaliśmy się na jego pomoc. Od początku nam się nie spodobał. Mimo zmęczenia powinniśmy mu wtedy stanowczo odmówić... Rada dla przyszłych podróżujących - jeśli coś podpowiada Wam, że spotkana osoba nie jest godna zaufania, nie korzystajcie z jej pomocy! Zaufajcie swojej intuicji. Nie na każdą zaoferowaną pomoc musicie się zgadzać! I jeszcze jedno - zmęczenie nie jest dobrym doradcą.

Wiedząc, że w Maroku ceny za usługę należy ustalać na początku, od razu zapytaliśmy ile będzie kosztować nas jego pomoc. „Nothing my friend, no problem.” Ale ile? „I want nothing. Don’t worry my friend.”.... Nie mieliśmy siły na prowadzenie tego typu rozmowy, więc po prostu odpuściliśmy i pojechaliśmy za nim.... A było ich 3. Dwóch wsiadło na motor, trzeci chciał zabrać się z nami. Nie zgodziliśmy się na takie rozwiązanie. W ekspresowym tempie znalazł się więc drugi motor i tak oto, chcąc nie chcąc, byliśmy eskortowani przez 3 młodziaków na 2 motorach. Kiedy dojechaliśmy na proponowany przez nich parking, zamarliśmy.... Kazali zostawić nam auto w miejscu, gdzie samochody były poustawiane bez żadnego ładu i składu. Te, zostawione na parkingu wcześniej były tak pozastawiane, że nie miały możliwości wyjechania. Mało tego właściciel parkingu (wyjątkowo parszywy typ) kazał zostawić nam auto na luzie, bez ręcznego, żeby mogło być przepychane. Nasza stanowcza odmowa zostawienia tam auta zainicjowała pyskówkę. Że co to za wybrzydzanie, że zawracamy głowę, że jak już przyjechaliśmy to auto musi zostawić. W Europie jak coś ci nie odpowiada, to dziękujesz, odwracasz się na pięcie i temat się kończy. Tam zrezygnować nie było łatwo... otoczyli auto tak, że nie mogliśmy wycofać. Pukali w szyby, ciągnęli za klamki. Zrobiło się bardzo nieprzyjemnie...

Ostatecznie udało nam się wyjechać i zostawić auto na sąsiednim normalnym, monitorowanym parkingu. Zapłaciliśmy 50 MAD za noc, ale w tej sytuacji baliśmy się zostawić auto gdziekolwiek indziej, żeby rano nie zastać poprzebijanych opon, czy porysowanej karoserii.
To, że znaleźliśmy bezpieczne miejsce dla naszego Żuczka nie oznaczało końca problemów. Młoda szajka nie odpuściłaby przecież pieniędzy. (A ponoć usługa była darmowa?) Kwota jaką sobie zawołali nas zszokowała - 100MAD za osobę. (No tak, nagle stało się jasne, dlaczego aż 3 zaangażowało się w pokazanie nam drogi do riadu..). Byliśmy na prawdę przerażeni, tym bardziej, że ich „lider” stawał się w swoich ruchach i mowie coraz bardziej agresywny. Uratowało nas to, że w portfelu po opłaceniu 50 MAD za parking zostało nam tylko 40 MAD (mąż resztę, wraz z paszportami, nosił zawsze w saszetce pod T-shirtem). Staraliśmy się na spokojnie wyjaśnić, że nie mamy więcej gotówki, dlatego od razu pytaliśmy ile będzie nas to kosztować. Zaglądał do portfela bez najmniejszych skrupułów! Wyjęliśmy te 40 MAD. Wyrwał je z ręki i rzucił na ziemie mówiąc, że to nie pieniądz, że co sobie myślimy, oni musieli jechać na motorze, stracili paliwo, itd. Próba uwolnienia się od nich trwała dłuższą chwilę. W normalnych okolicznościach może by człowiek był odważniejszy i nie dał się tak młodziakom traktować, ale w obcym kraju baliśmy się cokolwiek zrobić. Kto wiedział, czy zza zakrętu nie wyjdzie zaraz kolejnych 10 i nie pomoże swoim?

Ostatecznie znikąd pojawił się jakiś miejscowy, który załagodził sytuację. Powiedział coś w ichniejszym języku do awanturnika, dał mu zebrane z ziemi pieniądze, a nas doprowadził do naszego riadu.... To była najgorsza sytuacja w jakiej znaleźliśmy się w Maroku. Jedna jedyna, ale napsuła nam dużo krwi i napędziła strachu. Przypomniała nam też, że nie jesteśmy u siebie i musimy zachowywać większą ostrożność. Ze względu na to, że dotychczas spotkani ludzie byli przesympatyczni i pomocnych nieświadomie przyjęliśmy, że każde kolejne spotkanie będzie równie miłe. Z dnia na dzień zaczynaliśmy się czuć coraz bardziej swobodnie i nieświadomie stawaliśmy się coraz mniej czujni.

Będąc w Polsce zarezerwowaliśmy dwa noclegi w Riadzie Mahjouba. Ze względu na zmianę planów i 2-dniową trasę Fez-Merzouga mieliśmy jednodniowy poślizg. Na tym etapie nie można było już odwołać rezerwacji przez booking.com, więc musieliśmy zapłacić za dwie noce. Ponegocjowaliśmy trochę z właścicielem riadu i odpuścił nam 10 euro podatku. Więcej ponoć nie mógł. Ostateczny koszt noclegu to 400 MAD.
Załącznik:
SAM_1921.jpg

Miejsce centralne - patio w riadzie jest bardzo ładne.
Załącznik:
SAM_1917.jpg

Załącznik:
SAM_1919.jpg

Załącznik:
SAM_1918.jpg

Standard pokoju? Było skromnie, ale czysto. Łóżko było tak twarde, że nie mogłam uwierzyć, że leży na nim materac. Wkrótce potem okazało się to jednak bez znaczenia :D - byliśmy tak zmęczeni, że tej nocy zasnęlibyśmy nawet wisząc :)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#16 PostWysłany: 30 Wrz 2014 17:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 365
Loty: 58
Kilometry: 144 870
niebieski
Dzień 8 - 7 września

Jak tylko wstaliśmy podjęliśmy szybką decyzję, że po śniadaniu czym prędzej wynosimy się z tej części medyny i przenosimy się do riadu, w którym mieliśmy rezerwację na kolejną noc. Baliśmy się o samochód – szemrana szajka wiedziała, gdzie go zostawiliśmy...
Śniadanie było bardzo skąpe. Uraczono nas też paskudnie chemicznym sokiem pomarańczowym z butelki. Wstyd!

Żuczek na szczęście na nas czekał.

Kolejnym naszym riadem był Riad Le Jardin d'Abdou, który jak się okazało, znajduje się w świetnym miejscu. Nie trzeba wjeżdżać w głąb medyny, żeby zostawić auto w rozsądnej odległości od miejsca noclegowego, bo jest na jej obrzeżach. Zostawiliśmy Żuczka przy głównej ulicy na dużym i godnym zaufania parkingu (40MAD/noc). Po 5 minutach spacerem dotarliśmy do riadu (to te 10% przypadków, w których GPS był łaskawy i doprowadził nas do celu :)) Było koło 9 rano jak z dumą zapukaliśmy do Raidu Le Jardin d’Abdou. (zarezerwowałam ten nocleg będąc jeszcze w Polsce w promocji Hotels.com w cenie CAD$ 17)

Riad był piękny! z cudowną obsługą. Przyjęli nas tak, jak długo wyczekiwanych gości. Zostaliśmy poczęstowani kawą i ciasteczkami (pysznymi!). Po gwarze i chaosie, którymi przywitał nas Marrakesz, zatłoczeniu i awanturach to miejsce działało na nas kojąco. Było jak oaza spokoju… aż nie do wiary, że tuż za drzwiami riadu Marrakeskie uliczki tętniły życiem.
Załącznik:
SAM_1925.jpg

Załącznik:
SAM_1929.jpg

Załącznik:
SAM_2011.jpg

Okazało się, że doba hotelowa zaczynała się o 12. Nikt nie spodziewał się, że historie dnia poprzedniego zmobilizują nas do tak wczesnej zmiany lokum. Musieliśmy czekać na pokój jeszcze minimum dwie godziny, dlatego postanowiliśmy nie tracić czasu i od razu rozpocząć zwiedzanie Marrakeszu. Umówiliśmy się, że koło 14 w czasie największych upałów wrócimy wypocząć i zregenerować siły. Bagaże miały już na nas czekać w przygotowanym pokoju. Tymczasem dostaliśmy mapkę medyny i ruszyliśmy w drogę.
Oczywiście mapka na niewiele się zdała :) Od czasu do czasu pytaliśmy o drogę lokalnych ludzi, którzy chętnie kierowali nas dalej.

I tak po nitce do kłębka najpierw dotarliśmy do XIX wiecznego sułtańskiego Pałacu i ogrodów El-Bahia. Bogato zdobione mozaikami i ażurową ornamentyką wnętrza pałacu słusznie uważane są za kwintesencje marokańskiego i islamskiego stylu.
Załącznik:
SAM_1930.jpg

Załącznik:
SAM_1943.jpg

Załącznik:
SAM_1947.jpg

Załącznik:
SAM_1951.jpg

Centralny dziedziniec oraz kilka niesamowicie zdobionych sal zostało wykonanych przez rzemieślników pochodzących z miasta Fez. Na terenie pałacu znajdują się też patia z fontannami oraz ogrody wypełnione drzewkami cytrynowymi i pomarańczowymi.
Załącznik:
SAM_1932.jpg

W sezonie wakacyjnym miejsce oczywiście przepełnione jest turystami, co utrudnia robienie zdjęć, ale moja cierpliwość bywała wynagradzana :) Cena wstępu - 10 MAD/os.

-- 30 Wrz 2014 17:53 --

Następnie skierowaliśmy się do jednego z największych pałaców Maroka - Pałacu El Badii. Został on wzniesiony w XVI wieku, a materiały do jego budowy sprowadzane były głównie z Włoch i Francji. Aktualnie zwiedza się tu głównie jego ruiny i część podziemi. Na podstawie samych jego pozostałości widać rozmach z jakim pałac był wznoszony. Nie trudno wyobrazić sobie jego ówczesny przepych - za czasów swojej świetności musiał być zdumiewający.
Załącznik:
SAM_1958.jpg

Załącznik:
SAM_1964.jpg

Załącznik:
SAM_1969.JPG

Załącznik:
SAM_1970.jpg

Załącznik:
SAM_1984.jpg

Załącznik:
SAM_1972.jpg

Załącznik:
SAM_1985.jpg

Załącznik:
SAM_1989.jpg

Jeszcze jedna charakterystyczna dla tego miejsca rzecz utkwiła nam w pamięci. Nasze polskie boćki, które upodobały sobie pałac i na jego murach zbudowały sobie całą masę gniazd. Wygrzewając się w słońcu z góry obserwują coraz to nowe grupy turystów dumnie zapraszając na swoje włości. ;)
Załącznik:
SAM_1966.jpg

Załącznik:
SAM_19688.jpg

Wejściówka kosztowała 10 MAD/os. plus dodatkowo 10 MAD/os. za możliwość obejrzenia minbaru. Doczytałam gdzieś, że minbar to odpowiednik ambony w islamie, z której prawi się kazania. W pomieszczeniu, w którym się znajdowała nie można było jednak robić zdjęć.

-- 30 Wrz 2014 18:06 --

Z Pałacu Badii jest już rzut beretem do Grobowców Saadytów. Wejście zostało ponownie odkryte w 1917 roku i przekute w istniejącej zabudowie, dlatego też sprawia wrażenie wejścia do labiryntu. Grobowce mieszczą się w trzech pomieszczeniach, kilka znajduje się na zewnątrz.
Załącznik:
SAM_1997.jpg

Załącznik:
SAM_1992.jpg

Załącznik:
SAM_1995.jpg

Załącznik:
SAM_1996.jpg

Było już koło 13 i głód zaczął dawać we znaki. Przypomnieliśmy sobie, że poznani w Merzoudze Marjoke z Kalidem polecali nam restaurację, która mieści się na wprost grobowców. Mając je za plecami na wprost stoją dwie restauracje – należy wybrać tą mniejszą, po prawej: Kasbah Cafe.
Załącznik:
SAM_2007.jpg

Ponieważ po 7 dniach oprócz cudownej obiado-kolacji w Ourzazate nie mieliśmy szczęścia do prawdziwie pysznego marokańskiego jedzenia, postanowiliśmy skorzystać z ich rady. To był strzał w dziesiątkę! POLECAMY!!! Ceny są wyższe (za dwa pyszne tadżiny z kuskusem, ze świeżym i chrupiącym pieczywem + soki pomarańczowe w rozmiarze XL zapłaciliśmy blisko 400 MAD), ale każdy kęs i łyk był wart swojej ceny ;). Taras w restauracji jest naprawdę urokliwy. Dodatkową jego zaletą (na wagę złota w upalne dni) jest mgiełka wody uwalniana co kilkanaście sekund przez zraszacze umieszczone dookoła tarasu.
Załącznik:
SAM_2671.jpg

Załącznik:
SAM_2006.jpg

Załącznik:
SAM_2003.jpg

Z pełnymi brzuchami udaliśmy się, a ściślej rzecz ujmując - dotoczyliśmy;) do naszego riadu na krótką sjestę.

-- 30 Wrz 2014 18:19 --

Późnym popołudniem za nasz kolejny cel obraliśmy serce Marrakeszu – Plac Dżemaa el-Fna, jedno z największych targowisk na świecie. Opowieści o tętniącym życiem placu, o kuglarzach, tancerzach, opowiadaczach baśni, zaklinaczach węży, muzykantach i wielu innych barwnych postaciach pobudzały moją wyobraźnię i potęgowały ciekawość. Spodziewałam się miejsca absolutnie unikatowego, wypełnionego kolorami, aromatami i niepowtarzalną atmosferą.

Koło 17 stanęliśmy na placu i… czar prysł. Szybko zorientowaliśmy się, że tutaj naganiacze osiągnęli absolutnie najwyższy poziom swojej bezczelności i nachalności. Nie mieliśmy nawet ochoty na cokolwiek spojrzeć, bo od razu było to bezwzględnie wykorzystywane.. Zanim zdążysz się zorientować zarzucają ci węża na szyję niedługo potem żądając oczywiście za tą niezwykłą atrakcję sowitej zapłaty. Bezlitośnie wykorzystują twoje zdezorientowanie. Obłapiają, dotykają, ciągną za ręce... a to, czy masz na tego typu spoufalenia ochotę kompletnie nikogo nie interesuje... może hennę? może lampę? a może ząbek do wymiany...?!!? o zgrozo! mają tam nawet „ulicznych dentystów”, którzy na miejscu za pomocą metalowych narzędzi (nie czarujmy się - raczej nie jednokrotnego użytku :D ) chętnie wyrwą Ci zęba i wymienią go nowego! wybór nie byle jaki - cały taboret wyłożony zębami różnego koloru i kształtu. OHYDA! Co gorsza owi dentyści uważani są chyba za atrakcję, bo wielokrotnie potem widzieliśmy równie ohydne pocztówki obrazujące ich stragany z pokaźnymi zbiorami zębów....

Naganiacze często nie akceptują, że grzecznie dziękujesz, bo nie jesteś zainteresowany. Zdarzyło nam się usłyszeć kilka niemiłych słów, bo mieliśmy czelność odmówić zrobienia sobie zdjęcia z małpą, bądź nie skorzystaliśmy z usługi lokalnego uzdrowiciela, czy wróżbity. Miejsce to wymaga ogromnej dozy dystansu do rzeczywistości i spokoju ducha, żeby nie przerosło swoim zgiełkiem i wszechobecną nachalnością. Otaczający nas z każdej strony, przekrzykujący się i nieudolnie walczący o naiwnego turystę naganiacze zabrali nam całą radość z przebywania w tym miejscu. To, co zostało sklasyfikowane przez UNESCO jako "arcydzieło ustnego i niematerialnego dziedzictwa ludzkości" okazało się dla nas nie do zaakceptowania w formie jakiej doświadczyliśmy.

Obeszliśmy plac dwukrotnie w koło, wypiliśmy po 3 szklanki pysznego soku ze świeżych pomarańczy (w naszej ocenie jedyny punkt, dla którego warto było się tam znaleźć :))
Załącznik:
SAM_2031.jpg

Przed powrotem do riadu postanowiliśmy zrobić planowane ziołowo-przyprawowo-kosmetyczne zakupy u jednego ze sprzedawców. Znaleźliśmy go w soukach. Zachęcił nas swoim miłym spojrzeniem i tym, że dla odmiany - nie był natarczywy. Spędziliśmy u Mohameda ponad godzinę (na tym etapie miałam wrażenie, że blisko 90% męskiej populacji w Maroku nosi imię Mohamed! ;) ). Przyrządził nam najlepszą herbatę jaką piliśmy w Maroku.
Załącznik:
SAM_2022.jpg

Załącznik:
SAM_2023.jpg

Kupiliśmy u niego zieloną herbatę, mieszankę ziół, trawę cytrynową, płatki róż, cynamon, mieszankę do tadzina i jak mniemam - kryształki mentolowe (choć to, co po powrocie znalazłam w internecie pod tą nazwą używane jest do kąpieli czy saun, nie nadaje się do spożycia, a to, co kupiliśmy Mohamed dodawał do herbaty... już żałuję, że nie kupiliśmy więcej jak 4 gramy). Kupiłam tez 500 ml Savon Noir, a rękawicę Kessa dostałam gratis. (O dziwo z oliwkową papką przeszłam odprawy na dwóch lotniskach). Niestety nie pamiętam cen poszczególnych rzeczy.
Tego dnia nie doczekaliśmy już zachodu słońca i gastronomicznej metamorfozy placu. Po owocnych zakupach wróciliśmy do riadu.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#17 PostWysłany: 09 Paź 2014 18:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 365
Loty: 58
Kilometry: 144 870
niebieski
Dzień 9 - 8 września

Zanim wyjechaliśmy z Marrakeszu zostawiając za sobą zgiełk i chaos, a w poszukiwaniu ciszy i spokoju skierowaliśmy się w góry, do miejscowości Imlil, postanowiliśmy zobaczyć Ogrody Majorelle oraz Ogrody Menara. :)

Ogród Majorelle nie zajmuje dużej powierzchni. Ma charakter botaniczny - można obejrzeć tu ekspozycję kaktusów z całego świata, rosną też agawy, opuncje. Podobno teren ogrodu zamieszkuje 15 gatunków ptaków. Wyobrażam sobie, że na wiosnę bujnie kwitnąca egzotyczna roślinność i roznoszące się w ogrodzie zapachy mogą zachwycić. We wrześniu niestety cały klimat budowały sztuczne elementy ogrodu - kolorowa fontanna, budynek, donice i zacienione ścieżki. Mimo wszystko zaliczam to miejsce do przyjemnych.
Z pewnością można szukać tu schronienia od upałów i wytchnienia od natłoku innych atrakcji…
Załącznik:
SAM_2037.jpg

Załącznik:
SAM_2057.jpg

Załącznik:
SAM_2069.jpg

Załącznik:
SAM_2083.jpg

Załącznik:
SAM_2085.jpg

„Pomnik” na cześć słynnego francuskiego projektanta Yves’a Saint Laurenta, który był współwłaścicielem ogrodów i którego prochy po śmierci tu rozsypano. Cena wstępu dość wysoka – 50 MAD/os.
Załącznik:
SAM_2051.jpg

Zatrzymaliśmy się też w Ogrodzie Menara, który tworzą równo posadzone drzewa oliwne. Na środku ogrodu znajduje się pawilon (z XII wieku), gdzie za dawnych czasów odpoczywała rodzina Saadytów oraz zbiornik wodny. Przy dobrej pogodzie za pawilonem widać podobno Wysoki Atlas znajdujący się 30 km od tego miejsca. Podobno, bo my niestety gór nie widzieliśmy.

Daliśmy się złapać na zdjęcia zamieszczone w przewodniku, gdzie ogród wyglądał bajkowo. Rzeczywistość jednak szybko sprowadziła nas na ziemię. :) Pomijam fakt, że we wrześniu oczywiście nie mogliśmy liczyć na kwitnące drzewa, ale woda w zbiorniku była brunatno-brązowa, a na jej powierzchni dryfowały zdechłe karpie. Obrzydlistwo. Photoshop to jednak potężne narzędzie. ;)
Załącznik:
SAM_2091.jpg

Po szybkim „zaliczeniu atrakcji” i wyjściu za teren ogrodów czekała na nas kolejna niespodzianka. :) Policjant. Okazało się, że zaparkowaliśmy w miejscu zakazu, o czym świadczyć miał krawężnik pomalowany w biało-czerwone pasy. Chwilę zajęło nam tłumaczenie, że szukaliśmy znaku zakazu, którego nie było, mało tego w naszym odczuciu zaparkowaliśmy w zatoczce, która wręcz wyglądała jak celowo przygotowane miejsce parkingowe... Suma sumarum skończyło się na pouczeniu, a my bogatsi o nową wiedzę od tej chwili zwracaliśmy większą uwagę na krawężniki. :)

-- 09 Paź 2014 19:06 --

Ponieważ obcowanie z naturą i otwarta przestrzeń zawsze były nam bliższe, niż ciasno zabudowane miasta, z jakże miłą perspektywa błogiego "nicnierobienia" skierowaliśmy się do Imlilu na wypoczynek.
Załącznik:
SAM_2111.jpg

Załącznik:
SAM_2115.jpg

Na miejscu nie planowaliśmy żadnych ambitniejszych wypraw. Nie mieliśmy odpowiedniego obuwia , odzieży i czasu na dłuższe wyjścia. Dzień spędziliśmy na leniuchowaniu i włóczeniu się po wiosce. Mieliśmy wrażenie, że czas płynie wolnej...
Załącznik:
SAM_2117.jpg

Załącznik:
SAM_2124.jpg

Załącznik:
SAM_2127.jpg

Załącznik:
SAM_2133.jpg

Załącznik:
SAM_2145.jpg

Załącznik:
SAM_2151.jpg

Załącznik:
SAM_2161.jpg

Tutaj też udało nam się kupić dość dużego tadzina za 20 MAD co uważam, za nasz osobisty sukces. :)
(po kilku drobnych zabiegach przygotowawczych niedługo będzie debiutował w naszej kuchni :) )
Na noc zatrzymaliśmy się w Riadzie Atlas Toubkal. Godny polecenia. Za noc zapłaciliśmy 275 MAD.

-- 09 Paź 2014 19:29 --

Dzień 10 - 9 września

Dzień zaczęliśmy od pysznego śniadania z widokiem na góry.
Załącznik:
SAM_2172.jpg

Załącznik:
SAM_2173.jpg

Nareszcie mieliśmy okazje napełnić żołądki czymś niesłodkim. :) Chyba nigdy wcześniej nasze oczy nie błyszczały, a buzie nie cieszyły się tak na widok kilku jajek i serków topionych, jak wtedy :D

Po doświadczeniu jakim była mozolna i męcząca przeprawa przez Atlas Wysoki (Ourzazat-Demnate) postanowiliśmy tym razem nie kusić losu i odpuściliśmy planowaną serpentynę R203. Zawróciliśmy do Marrakeszu i stamtąd autostradą pojechaliśmy do Agadiru. Wspomniany odcinek trasy kosztował 66 MAD. Na autostradzie obowiązuje ograniczenie prędkości do 120 km/h - i raczej nie warto dociskać mocnej, bo co chwilę mijaliśmy na wpół leżącego, odpoczywającego w cieniu policjanta, który jakby od niechcenia strzelał do każdego z przejeżdżających aut.

W Agadirze planowaliśmy spędzić noc i rankiem na tyle wcześnie wyjechać do Legziry, żeby jeszcze tego samego dnia wrócić na drugi nocleg. Na szczęście po wjechaniu do miasta szybko zweryfikowaliśmy plany. Agadir jest „sztucznym”, mało marokańskim miastem, na ulicach którego chodzi więcej turystów z kolorowymi bransoletkami „all inclusive” na nadgarstkach, niż miejscowej ludności. A że wycieczka do Maroka kusiła nas przede wszystkim innością kulturową, a nie turystycznymi kurortami, zatrzymaliśmy sie na szybką kawę, po czym wsiedliśmy w auto i postanowiliśmy jechać do Sidi Ifni.
A po drodze...
Załącznik:
SAM_2179.jpg

Załącznik:
SAM_2182.jpg

Załącznik:
SAM_2184.jpg

Załącznik:
SAM_2185.jpg

Koło 17 dotarliśmy na miejsce. Zahaczyliśmy po drodze o kilka hotelików sprawdzając ich standard i cenę. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na Hotel Safa w cenie 600 MAD za dwie noce.
Załącznik:
SAM_2439.jpg


-- 09 Paź 2014 19:38 --

Sidi Ifni jest bardzo kameralnym i urokliwym miejscem z niepowtarzalnym klimatem. Tu nie ma tłumów turystów. Ludzie żyją swoim życiem. Dzieci kopią piłkę na plaży, pływają na wieeelkich oponach, a ich rodzice spotykają się, żeby porozmawiać nad brzegiem oceanu. Amatorzy surfingu szlifują tutaj swoje umiejętności - wiatr tworzy idealne fale dla tych, którzy zaczynają przygodę z deską.
Wieczór spędziliśmy na tamtejszej plaży. Znów wydawało nam się, że czas płynie inaczej. Po przebytym kryzysie Marrakeskim tutaj znowu nabiegaliśmy sił i entuzjazmu do dalszego zwiedzania.
Załącznik:
SAM_2187.jpg

Załącznik:
SAM_2190.jpg

Załącznik:
SAM_2194.jpg

Załącznik:
SAM_2195.jpg

Załącznik:
SAM_2216.jpg

Załącznik:
SAM_2223.jpg

Załącznik:
SAM_2230.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko


Ostatnio edytowany przez Maxima0909, 19 Lut 2016 13:39, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#18 PostWysłany: 09 Paź 2014 20:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 365
Loty: 58
Kilometry: 144 870
niebieski
Dzień 11 - 10 września

Na ten dzień przewidzieliśmy słodkie lenistwo na plażach Legziry, do której musieliśmy się cofnąć jakieś 10 km.

Legzira jest około 5 kilometrową dziką plażą odciętą z obu stron wysokimi klifami.
Jest wyjątkowa z dwóch powodów:
po pierwsze - zachwyca wznoszącymi się nad nią dwoma monumentalnymi łukami skalnymi - ich wysokość dochodzi do 60 metrów;
po drugie- szczęśliwie zachowała swoją dziewiczość. Spacerują tu głównie miejscowi i fakt, że nie została jeszcze zadeptana przez tłumy turystów jest jej największym atutem.

Pan parkingowy zasugerował nam, żeby po zejściu na plażę skręcić w lewo - do łuków. Zanim tak uczyniliśmy, postanowiliśmy jednak splądrować prawą stronę plaży. :) I jak się okazało podjęliśmy słuszną decyzję, bo pływy są bardzo duże i chwilę później wszystko było już pod wodą...
Załącznik:
SAM_2248.jpg

Załącznik:
SAM_2253.jpg

Załącznik:
SAM_2261.jpg

Załącznik:
SAM_2263.jpg

Załącznik:
SAM_2266.jpg

Załącznik:
SAM_2267.jpg

Załącznik:
SAM_2269.jpg

Załącznik:
SAM_2271.jpg

Załącznik:
SAM_2275.jpg


-- 09 Paź 2014 20:25 --

Nie znajdziecie tu parasolek, ani leżaczków. Plaża nie zachęca do opalania, a temperatura wody i wysokie fale do kąpieli. Wiatr jest dość mocny. Tworzy bryzę zbawienną w upalne dni.
Załącznik:
SAM_2283.jpg

Załącznik:
SAM_2290.jpg

Załącznik:
SAM_2293.jpg

Załącznik:
SAM_2300.jpg

Załącznik:
SAM_2314.jpg

Załącznik:
SAM_2318.jpg

Załącznik:
SAM_2330.jpg

Załącznik:
SAM_2333.jpg

Załącznik:
SAM_2340.jpg

Załącznik:
SAM_2366.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#19 PostWysłany: 10 Paź 2014 21:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 365
Loty: 58
Kilometry: 144 870
niebieski
Przypadkowo trafiliśmy do Gran Canaria. http://www.tripadvisor.com/Restaurant_R ... egion.html
Niewiele brakowało a przeszlibyśmy koło niej, ponieważ na dole znajduje się sama kawiarnia. Już mieliśmy się odwrócić na pięcie i udać się na dalsze poszukiwania, kiedy ktoś nas zaczepił i skierował na piętro do restauracji. Niestety jak to w małych miejscowościach bywa kelner nie mówił w języku angielskim. Miasteczko nad oceanem, więc spodziewaliśmy się owoców morza, a ponieważ na tym kończyła się nasza wiedza nie pozostało nam nic innego jak wybierać na chybił trafił :D
Załącznik:
SAM_2422.jpg

Załącznik:
SAM_2423.jpg

najpierw na stół wjechała ośmiornica.... a zaraz za nią pierwsza nasza myśl: "no to pojedzone" :) ale była pyszna!
Załącznik:
SAM_2414.jpg

a potem tadzin z rybką, ośmiornicą i ostrą papryczką - jedna z najpyszniejszych rzeczy jakie w życiu jadłam
oraz ryż z krewetkami przyrządzony w ichniejszych przyprawach.
Załącznik:
SAM_2417.jpg

Załącznik:
SAM_2420.jpg

Po obiedzie postanowiliśmy przespacerować się po uroczym Sidi Ifni.
Załącznik:
SAM_2424.jpg

Załącznik:
SAM_2426.jpg

Załącznik:
SAM_2432.jpg

Załącznik:
SAM_2433.jpg

Załącznik:
SAM_2437.jpg


-- 10 Paź 2014 21:17 --

Zgodnie z planem na zwieńczenie dnia - Legzira. :)
Załącznik:
SAM_2442.jpg

Załącznik:
SAM_2450.jpg

Załącznik:
SAM_2453.jpg

Załącznik:
SAM_2462.jpg

Załącznik:
SAM_2488.jpg

Załącznik:
SAM_2474.jpg

Załącznik:
SAM_2496.jpg

no i w tym momencie rozładował nam się aparat........ :)

Legzira to miejsce spokojne i niesamowite. Radzę się jednak spieszyć, bo w sąsiedztwie powstaje osiedle luksusowych domków... .
Plaża na pewno się zagęści, a dziki tłum ludzi z pewnością zepsuje efekt...


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#20 PostWysłany: 15 Paź 2014 22:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 365
Loty: 58
Kilometry: 144 870
niebieski
Dzień 12 - 11 września

Tego dnia po śniadaniu wsiedliśmy w auto i udaliśmy się w drogę do Essaouiry.
Spodziewaliśmy się, że trasa Sidi Ifni – Essaouira w przeważającej części będzie prowadzić wzdłuż wybrzeża. W rzeczywistości w wielu miejscach oddalony od drogi ocean znikał z oczu, a droga wiła się serpentynami w głąb lądu - niekiedy wręcz zapominaliśmy, że podróżujemy w okolicach oceanu.. Na trasie jest oczywiście kilka miejsc usytuowanych tuż przy wybrzeżu i tam zdecydowanie warto się na chwilę zatrzymać.
Załącznik:
SAM_2504.jpg

Po drodze wielokrotnie mijaliśmy małe „obozowiska”. Początkowo myślałam, że to forma zorganizowanego pikniku i w ten sposób lokalna społeczność wypoczywa na klifach - namioty, koce, ogniska... Niedługo potem przekonaliśmy się jednak, że to coś na kształt małych osad, w których ludzie żyją na co dzień.
Nie mieliśmy śmiałości, żeby zatrzymać się przy którejś z nich i zrobić zdjęcia – sądzę, że miejscowi zareagowaliby na tego typu próbę nerwowo, nie mniej sposób w jaki zdecydowali się żyć budził szacunek.

Zbliżając się do Essaouiry coraz uważniej obserwowałam krajobraz. Pojawiało się coraz więcej drzew arganowych, które sugerowały, że zbliżamy się do kolejnej, dość nietypowej atrakcji. Wiedziałam, że w tym rejonie można zobaczyć kozy pasące się... w koronach drzew. Owoce i liście arganii są ich prawdziwym przysmakiem.
Niestety zdecydowana większość drzew była bezlistna i obumarła. W rezultacie czego kozy nie miały potrzeby na nie wychodzić i wyglądało na to, że szanse na zobaczenie tego niepowtarzalnego „zjawiska” z każdym kolejnym kilometrem malały... Wypatrywałam ich jednak bardzo intensywnie i po jakimś czasie moja cierpliwość została wynagrodzona. Na całej trasie minęliśmy tylko dwa takie miejsca – obydwa oddalone od jezdni. Cierpię tym samym na zdjęciowy deficyt, ale ujęcie z czarną kozą na czubku drzewa po prawej jest kwintesencją tego, czego szukaliśmy :D Widok rzeczywiście dość zaskakujący ;)
Załącznik:
SAM_2509.jpg

Od czasu do czasu zatrzymywaliśmy się przy przydrożnych straganach, gdzie lokalni sprzedawali przeróżne produkty – między innymi miód, masło orzechowe, spożywczy olej arganowy oraz kosmetyczne olejki arganowe – wszystkie produkty stworzone na bazie owoców arganu. Ceny początkowe buteleczek olejku arganowego, które chciałam kupić startowały od 1800 MAD - bardzo bawił nas fakt, że już po pierwszych negocjacjach cena spadała dziesięciokrotnie. :)

Po południu dotarliśmy do Essaouiry.
Tym razem nie podjęliśmy nawet walki w zakresie samodzielnego szukania riadu :) szybko zaczepiliśmy tubylca. Żeby tradycji stało sie za dość - odpaliliśmy mu napiwek i poprosiliśmy go o doprowadzenie do riadu. Po drodze ów tubylec pochwalił się, że „pomaganie turystom” to jego jedyna forma zarobku - wygląda na to, że przy tak ogromnej fali turystów, którzy każdego roku gubią się w medynach Maroka tego typu „fach” stał się baaardzo opłacalny. :)

Na tę noc zatrzymaliśmy się w Riad Asmitou za 240 MAD. Hotel rezerwowaliśmy jeszcze w Polsce korzystając z Hotels.com. Zaskakujące było to, że w pokoju nie przewidziano drzwi oddzielających sypialnie od łazienki i toalety :)
Załącznik:
SAM_2510.jpg

Załącznik:
SAM_2512.jpg

Załącznik:
SAM_2514.jpg

Po szybkim prysznicu ruszyliśmy na pierwszy spacer po medynie, która, choć naturalnie miejscami bardzo zatłoczona, ma zupełnie inny klimat, niż uliczki Fezu czy Marrakeszu. Biało-niebieska zabudowa jest niższa, uliczki są szersze, i przyjemnie przestronne. W Essaouirze obowiązuje zakaz wjazdu motorów do medyny, co znacząco zwiększa komfort i poczucie bezpieczeństwa. Pierwsze wrażenia były bardzo pozytywne. To miejsce w sposób magiczny, mimo obecności wielu turystów, zachowało klimat prawdziwego Maroka, nie ma tam jednak chaosu charakterystycznego dla Fezu i Marrakeszu.
Załącznik:
SAM_2525.jpg

Załącznik:
SAM_2579.jpg

Załącznik:
SAM_2586.jpg

Załącznik:
SAM_2588.jpg

Załącznik:
SAM_2587.jpg


-- 15 Paź 2014 22:22 --

Po wstępnym zapoznaniu się z medyną, zatrzymaliśmy się w małej restauracji znajdującej w jednej z bocznych uliczek na obiado-kolację. Nasza wyprawa miała się ku końcowi, dlatego postanowiliśmy wykorzystać ostatnie dni na skosztowanie czegoś nowego. Zdecydowaliśmy się na typowe dla kuchni marokańskiej dania - zupę harirę oraz pastillę. Na wypadek, gdyby nam nie posmakowały zabezpieczyliśmy się dodatkowo kremem z krewetek oraz sprawdzonym już wielokrotnie tadżinem z jagnięciny z daktylami i orzechami włoskimi.
Załącznik:
SAM_2516.jpg

Załącznik:
SAM_2518.jpg

Harira jest gęstą zupą na bazie baraniny lub wołowiny z duża ilością ciecierzycy i soczewicy, z dodatkiem pomidorów, cebuli, czosnku i cała masą aromatycznych przypraw: cynamonem, imbirem, szafranem, kminem, kurkumą, kolendrą, sokiem z cytryny...
Załącznik:
SAM_2515.jpg

Efekt takiej mieszanki? zjedliśmy, ale z powodu zbyt mocno wyczuwalnej kolendry, za smakiem której nie przepadamy, nie znalazła się w naszej czołówce dań :)

Pastilla to odpowiednio przyprawione mielone mięso gołębia zawinięte w ciasto zwane „warką” przypominające ciasto francuskie. Całość posypywana jest cukrem pudrem, polewana lukrem i podawana w towarzystwie migdałów i orzechów.
Załącznik:
SAM_2519.jpg

Dość oryginalne połączenie słodko-słonych smaków zaskakująco do siebie pasuje. Danie było bardzo smaczne! Słodycz na końcu zaczęła trochę mulić, dlatego nie mogło zabraknąć orzeźwiającego soku z pomarańczy do przepijania (każdy pretekst jest dobry ;))

Po zaspokojeniu głodu spędziliśmy przemiły wieczór w towarzystwie zapoznanych na pustyni Khalida i Marjoke oraz pary Norwegów (niestety za skarby nie przypomnę sobie ich imion... ;/). Popijaliśmy kawę, degustowaliśmy kaab el ghzal – tzw. „rogi gazeli” czyli lukrowane rogaliki nadziewane pastą migdałową. Z zaciekawieniem słuchaliśmy o marokańskich dziwactwach i śmiesznych sytuacjach, w jakich Marjoke początkowo brała udział, kiedy nie znając jeszcze obyczajów i stylu życia Marokańczyków zdecydowała się na przeprowadziła się do Essaouiry i osiadła tam na stałe. :) Przez te 14 dni w Maroku obserwowaliśmy kulturę i zachowanie Marokańczyków i wyciągaliśmy już pierwsze wnioski. (Lepiej późno jak wcale. ;))

Zanim się rozstaliśmy umówiliśmy się z Khalidem na wspólne sniadanie następnego dnia. Mieliśmy mu towarzyszyć w jego codziennym rytuale pozyskiwania „niezbędnych do życia protein” :D


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 36 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group