Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 72 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna
Autor Wiadomość
#41 PostWysłany: 14 Lis 2016 17:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5947
HON fly4free
Dzień 6.

Hongkong (c.d.)

Wstaję dość wcześnie, bo trzeba się będzie wymeldować odpowiednio szybko, by przed wieczornym lotem do Manili spokojnie odwiedzić wyspę Lantau. Schodzę na śniadania i nareszcie widzę to, co lubię. Prawdziwy, bogato zastawiony bufet z przysmakami dla każdego.

Załącznik:
WP_20161031_09_40_04_Pro.jpg


Jest naprawdę dobrze. Wędzony łosoś jest pyszny, sery również. Są też wędliny, wszelakie owoce, dobra kawa, jakieś dania azjatyckie. Być może chcą w ten sposób nadrobić niezbyt dogodną (przynajmniej dla niektórych) lokalizację hotelu. Jest też stacja do samodzielnego przyrządzania naleśników. Podchodzę do niej z dużą rezerwą, ale okazuje się, że w tym wypadku wystarczy nacisnąć guzik. Reszta robi się sama.
Wypełniony po brzegi wymeldowuję się i czekam chwilkę na busa hotelowego, który zawiezie mnie za chwilę na stację Central. Na parkingu przed hotelem stoją dwie Tesle. Gratisowy dodatek dla każdego, kto zarezerwuje tu pobyt w suicie. Swoją drogą, ilość Tesli jest w Hongkongu wprost zadziwiająca. Wygląda na to, że jest to chyba jeden z głównych rynku zbytu dla Elona Muska.

Załącznik:
WP_20161031_11_00_19_Pro.jpg


Po półgodzinnej jeździe jestem na „centralu”. Jako pasażer Airport Express odprawiam się na lot do Manili, zostawiam swój bagaż i ekspresowo, adekwatnie do nazwy pociągu, przemieszczam się na lotnisko.

Załącznik:
WP_20161031_11_27_13_Pro.jpg


Tu miła starsza pani kieruje mnie na przystanek autobusu S1, który zawozi mnie na stację Tung Chung, obok której swój bieg rozpoczyna kolejka linowa do wioski Ngong Ping. Po drodze mijam plac budowy wielokilometrowego mostu, o którym wspominałem już wcześniej.

Załącznik:
WP_20161031_11_59_52_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_12_02_27_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_12_07_02_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_12_07_28_Pro.jpg


Z wykupionym wcześniej na klook.com voucherem idę sobie na luzie w stronę kolejki, ale mój luz szybko znika, gdy widzę nieprzebrany tłum ludzi mających zamiary dokładnie te same, co ja. Staję w kolejce dla posiadaczy voucherów. Na szczęście, ta zdaje się poruszać nieco szybciej, niż ta do zwykłego okienka biletowego. Tak, czy inaczej, dotarcie do kasy, w której voucher wymieniam na bilet zajmuje mi ok. 50 minut. Potem jeszcze z 15 minut czekania w kolejce do wagonika i wio do góry.

Załącznik:
WP_20161031_12_17_11_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_12_25_53_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_12_37_55_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_12_57_48_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_13_15_44_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_13_23_40_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_13_26_33_Pro.jpg


Gdybym miał wybrać jedną płatną atrakcję w Hongkongu, z której trzeba koniecznie skorzystać, to byłaby to bez wątpienia właśnie kolejka linowa do Ngong Ping. Oczywiście, sporo zależy od pogody. Ja mam nie do końca idealną, bo powietrze jest nadal gęste i ogranicza nieco widoczność w dal, ale wrażenia są i tak rewelacyjne. To nie jest jakaś tam 5-minutowa przejażdżka. Do wioski jedzie się dobre 15-20 minut. Dookoła widać najpierw okoliczny fragment Hongkongu z wielkim Novotelem Citygate na czele, potem wyłania się lotnisko, a jeszcze później dominują zielone wzgórza wyspy Lantau. Sygnałem zbliżającego się końca jazdy jest gigantyczny Budda siedzący na szczycie jednego ze wzgórz.

Załącznik:
WP_20161031_13_30_14_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_13_32_46_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_13_46_52_Pro.jpg


Sama wioska, to typowa cepelia dla turystów, ale miła dla oka. Szeroka aleja prowadzi do placu, z którego w jedną stronę można wejść na teren świątyni, a w drugą stronę wstąpić na strome schody prowadzące do stóp wielkiej figury. Ciekawostką przykuwającą uwagę turystów są tu wolno przechadzające się krowy. Każda ładna, czysta, z identyfikatorem w uchu. Najwyraźniej nobliwe istoty.

Załącznik:
WP_20161031_13_50_18_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_13_50_24_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_13_54_08_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_14_00_36_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_14_04_28_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_15_01_08_Pro.jpg


Na pierwszy cel obieram Buddę. Dotarcie do tarasu na szczycie schodów to nie igraszka, zwłaszcza w pełnym słońcu. Utrudnia ono nie tylko chodzenie, ale i fotografowanie. Ulokowało się akurat wprost za potylicą Buddy, więc nijak nie da się sfotografować jego twarzy. No, ale przynajmniej ma aureolę ;-)

Załącznik:
WP_20161031_14_09_09_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_14_20_09_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_14_22_48_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_14_24_44_Pro.jpg


Rundka po tarasie, kilka fotek figur drugoplanowych i schodzę do świątyni. To bardzo przyjemny, kolorowy i fotogeniczny kompleks. Gdzieniegdzie pojawia się jakiś mnich, więc życie duchowe chyba tu trwa. Jednak religia religią, ale musi być również oznaka tego, kto tu tak naprawdę rządzi…

Załącznik:
WP_20161031_14_58_05_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_14_32_29_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_14_40_17_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_14_40_54_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_14_41_33_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_14_48_20_Pro.jpg


Czas kierować się powoli z powrotem na lotnisko. Z samymi Kitajcami w gondoli wracam do Tung Chung.

Załącznik:
WP_20161031_15_34_31_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_15_42_32_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_15_46_17_Pro.jpg


Wysiadam i trafia mnie niewielki szlag. Po kolejce nie ma już najmniejszego nawet śladu! Do kas biletowych i gondoli można dojść tak po prostu z ulicy. Co więcej, gondolę można mieć tylko dla siebie. Morał z tego taki, że warto tu przybyć już po południu, tak około 14.00. Cóż, dla mnie byłoby to dziś i tak za późno, ale jeśli będę jeszcze kiedyś w tym mieście, tak właśnie uczynię i stawię się dopiero wczesnym popołudniem.
Po drodze do przystanku spostrzegam, że i tu zdarzają się wypadki (wcześniej sądziłem, że nie, bo nie widziałem nawet żadnego uszkodzonego pojazdu). Tak jak z budowaniem, tak też i z wypadkami. Jak już jakiś się przydarzy, to na maksa. Autokar nie wyrobił na zakręcie i werżnął się całym narożnikiem w wiatę. Jeśli ktoś siedział w tym miejscu, zwłaszcza na górnym poziomie, mam poważne obawy, czy przeżył…

Załącznik:
WP_20161031_16_00_32_Pro.jpg


Mimo tego widoku, w autobusie S1 siadam właśnie na górnym poziomie, na samym przedzie. Wracam bezpiecznie na lotnisko, z którego za jakiś czas odlecę do Manili.

Załącznik:
WP_20161031_16_10_12_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_16_17_01_Pro.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#42 PostWysłany: 15 Lis 2016 20:33 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5947
HON fly4free
Dzień 6.

HKG-MNL

Lot CX 905, klasa C regionalna, A330-300, miejsce 15 A.

Z kartą pokładową w ręce (po wcześniejszym check-inie na stacji Central) zmierzam do kontroli bezpieczeństwa i paszportowej.

Załącznik:
WP_20161031_16_25_24_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_16_25_41_Pro.jpg


Ta pierwsza idzie bardzo sprawnie. Ta druga ciągnie się jak flaki z olejem. Jestem chyba zbyt zamyślony i dopiero po chwili dostrzegam, że w moim ogonku jest kilka matek z dziećmi. Złe przeczucia się sprawdzają jak w scenariuszu hipermarketowym. Kolejka, w której stałem najpierw, ale się z niej przeniosłem do obecnej, przesuwa się, jak taśma w fabryce, podczas gdy moja aktualna czasem tylko lekko drgnie. Gdy jestem „już” następny do kontroli, przychodzą zmiennicy. Oczywiście wylogowanie z systemu, zalogowanie się na nowo… Kolejne minuty mijają. W końcu przechodzę na drugą stronę. Byłem tu już wcześniej, ale nadal zorientowanie się w tym molochu nastręcza trudności. Podziemną kolejką bezobsługową jadę do kolejnego budynku, przemierzam na piechotę jeszcze kilkaset metrów i oto jestem u celu - przy saloniku Cathay Pacific Pier Business Class (jest też taki sam, ale First Class). Podczas ostatnich tu dwóch wizyt latem obiecałem sobie, że mimo wielu innych saloników w HKG, właśnie tu poczekam na lot do MNL. Dlaczego? Myślę, że to jeden z najlepszych saloników dla klasy C na świecie. Wiem, wiem, nie jestem jeszcze aż takim salonowcem, żeby mieć bardzo szerokie porównanie, ale po prostu jest tu wszystko, czego potrzeba do szczęścia. No i te widoki za oknem :-)

Załącznik:
WP_20161031_17_42_39_Pro.jpg


Moja ulubiona tu część, to łazienki. Są może nieco surowo urządzone (dominują szare ściany, do tego szkło, drewno i złota armatura), ale mimo to tak przytulne, czyściutkie, pachnące, wyposażone w świetne kosmetyki i obsługiwane przez przesympatyczne panie. Tam właśnie udaję się w pierwszej kolejności.

Załącznik:
WP_20161031_17_45_15_Pro.jpg




Załącznik:
WP_20161031_17_45_46_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_19_52_38_Pro.jpg


Oprócz tego, salonik składa się jeszcze z kilku połączonych ze sobą, a jednocześnie dyskretnie przedzielonych części, przeznaczonych do innych celów. Najbliżej recepcji jest sala biznesowa z wieloma stanowiskami komputerowymi i wielkim fotelami.

Załącznik:
WP_20161031_19_29_39_Pro.jpg


Dalej jest pierwsza jadalnia, w której jest bogaty wybór owoców, przystawek i potraw kuchni międzynarodowej (głównie śródziemnomorskiej) oraz pyszne desery. Do tego specjalny wózek kawowy, samoobsługowe ekspresy do kawy, herbata, napoje, wina, itd. Potem przechodzimy do baru, w którym wypić można drinki i wszelakiej maści alkohole. Kolejny segment to jadalnia azjatycka z pierożkami przyrządzanymi na życzenie oraz z kilkoma gotowymi potrawami. Na końcu, przed wspomnianymi wcześniej łazienkami jest herbaciarnia. Na całej długości saloniku, ciągnie się jeszcze odseparowana strefa wypoczynkowa z bardzo wygodnymi fotelami i innymi siedziskami.

Załącznik:
WP_20161031_18_13_21_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_19_28_11_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_19_35_55_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_18_16_57_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161031_18_12_32_Pro.jpg


Tak powinien wyglądać każdy salonik. Jest tu tak miło i spokojnie, że nie zauważam upływu czasu. Mój lot do MNL jest o 22.05, a jest właśnie… 21.30! Kurde, boarding się już na pewno zaczął, nawet nie wiem do końca, jak daleko mam do bramki. Wszystko podchodzi mi pod gardło, zabieram manatki i lecę w te pędy. Docieram na miejsce, gdy ogłaszają już final call. Ale wyrabiam się. To co miałem pod gardłem opada z powrotem na miejsce. Wstępuję na pokład A330, znajduję swoje miejsce pod oknem. Obok siedzi już 50-latek o tych samych korzeniach rasowych, ale już po pierwszym spojrzeniu wiem, że bliżej mu do Chińczyków. Co za gość. Gdybym był na miejscu obsługi, którą traktował jak śmieci, dałbym mu jakoś do zrozumienia, że to naprawdę nieładnie z jego strony…
Kabina jest identyczna, jak w czasie lotu z NRT do HKG, więc zdjęć nie zamieszczam. Zresztą, wyobrażam sobie minę gościa obok, gdybym zaczął fotografować fotel i jedzenie :roll:
Lot mija bardzo szybko, no bo i dystans niewielki. Zbliżamy się do Manili. Hmm... Z lotu ptaka wygląda całkiem ok...

Załącznik:
WP_20161031_23_42_46_Pro.jpg


Po opuszczeniu hali przylotów jestem zagadywany przez taryfiarzy, ale nie jestem zainteresowany, bo szukam busa wożącego gości do Belmont Hotel. Zapytuję kierowcy czerwonego autobusu z logo World Resorts i okazuje się, że to właśnie ten. Rozwozi on do wszystkich hoteli rozlokowanych w sąsiedztwie centrum handlowego i kasyna World Resorts. Jest już po północy, więc w recepcji pustawo. Rozbrajają mnie filipińscy pracownicy hotelu, którzy starają się mówić po angielsku z akcentem tak bardzo amerykańskim, że czuję się prawie jak w Kalifornii.

Załącznik:
WP_20161101_00_39_10_Pro.jpg


Pokój jest bardzo przytulny, zaprojektowany w stylu podobnym do tego w Le Meridien, ale czuć różnicę jakościową. Użyte materiały są słabszej jakości, a i samo wnętrze zaprojektowane - przynajmniej gdzieniegdzie - przez dyletanta. Przykład? Przeszklona kabina prysznicowa jest z całej jednej strony otwarta na wnętrze łazienki, co powoduje, że po wzięciu prysznica, woda jest wszędzie.

Załącznik:
WP_20161101_00_43_41_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_00_44_22_Pro.jpg


Staram się jak najszybciej położyć spać. Niestety, za ścianą jakieś Azjatki mielą jęzorami tak głośno i intensywnie, że nie mam szans na zaśnięcie. Izolacja dźwiękowa tu nie istnieje :-(
Aplikuję sobie do uszu stopery z zestawu dla pasażerów C w CX, zasłaniam je dodatkowo rękoma niczym uczestnik konkursu wiedzy o Wiśle w "Rejsie" i udaje mi się powoli odjechać...


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
 
#43 PostWysłany: 16 Lis 2016 19:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5947
HON fly4free
Dzień 7.

Manila

Wstaję rano z niejasnymi planami. Z jednej strony myślę sobie, że skoro już tu jestem, to może warto ruszyć się i cokolwiek zobaczyć. Jedyne miejsce, które chodzi mi po głowie, to Intramuros. Z drugiej, pozwoliłem dziś sobie na nieco dłuższy sen i nie mam aż tak bardzo dużo czasu (lot do SIN mam ok. 19.00). Do tego, jest dziś cholernie parno. Odkładam decyzję na czas po śniadaniu. Zjeżdżam na dół, a w sali śniadaniowej istny chaos. Masa gości kręci się po obszernej jadalni, niemal wszystkie stoliki zajęte. Dobre opinie z tripadvisora działają - myślę sobie. Zaraz potem zadaję sobie jednak pytanie, skąd się one (znaczy, te dobre opinie) wzięły? Bo na pewno nie z powodu śniadania... Wybór, owszem, jako taki jest, ale wszystko niespecjalnie apetyczne. No i ta stołówkowa atmosfera. Zupełnie, jak na jakiejś kolonii. Słabo.
Jadę jeszcze na dach, zobaczyć jak tam na basenie. Pogoda jest coraz gęstsza, słońce przebija się przez chmury, muzyka nastawiona tu na maksa. Niespecjalnie to zachęcające, ale jak sobie pomyślę, że mam w tych dusznych warunkach łazić teraz gdzieś między murami Intramuros, odpuszczam. Stare budynki wolę jednak w innym, mniej upadłym wydaniu. W recepcji mówią mi, że w pokoju mogę zostać aż do 14.00, więc rozkładam się na leżaczku, co chwilę schładzam swe ciało w basenie i spoziram na lotnisko, widoczne stąd jak na dłoni.

Załącznik:
WP_20161101_10_26_05_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_10_28_27_Pro.jpg


Po wymeldowaniu, do lotu mam jeszcze ładne 3 godziny do czasu, który zaplanowałem sobie na przybycie do saloniku SQ. Zostawiam bagaż w recepcji i idę do sąsiadującego z hotelem centrum handlowego World Resorts. Nie mam żadnych zamiarów zakupowych, ale coś wrzucę na ząb i popatrzę sobie na handlowo-hazardowy świat. Po drodze przybija mnie widok barykad i zabezpieczeń przy wszystkich wjazdach do obiektów hotelowych, czy biurowych. Czy to faktycznie wynik realnego zagrożenia? Czuję się jeszcze bardziej nieswojo, gdy muszę przejść przez bramkę do wykrywania metalu, by dostać się do wnętrza World Resorts...

Załącznik:
WP_20161101_13_41_53_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_15_28_01_Pro.jpg


A w środku luksusowo i ewidentnie nie filipińsko, choć autochtonów jest całkiem sporo. Najwyraźniej 1.11 świętują w nowoczesny sposób, choć zaczyna tu już pachnieć bożonarodzeniowo.

Załącznik:
WP_20161101_15_02_35_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_15_03_34_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_13_50_54_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_13_54_42_Pro.jpg


Nad moim wyjazdem ciąży chyba jakiś duch ramenu, bo coś ciągnie mnie do restauracji japońskiej. To już kolejny japoński rosół w trakcie tej podróży. Ten również jest bardzo udany, więc gdybyś ktoś był kiedyś w tej okolicy, polecam ten oto lokal:

Załącznik:
WP_20161101_14_17_52_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_14_26_24_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_14_26_30_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_14_34_39_Pro.jpg


Do odlotu mam nadal dużo czasu, ale zabieram manatki i busem hotelowym z nastawioną (jak zwykle tutaj) na pełną parę muzyką jadę na lotnisko. Podchodzę do odprawy, a tu sympatyczna pani w mundurku SQ pyta mnie, czy nie chciałbym może polecieć wcześniejszym lotem? Los się ponownie do mnie uśmiecha! Odpowiadam, że oczywiście, bo przecież mój oryginalnie zarezerwowany lot MNL-SIN przylatuje zaledwie godzinę przed odlotem z SIN do MNL, a statystyki wskazują, że potrafi być opóźniony, więc taki wcześniejszy lot nie tylko uratuje mnie przed ryzykiem nie załapania się na lot do MNL, ale również pozwoli na odwiedziny któregoś z saloników SQ w SIN... Pani wręcza mi kartę pokładową i o dziwo wymawia moje nazwisko (Jankowski) tak jak trzeba, czyli przez "jot" na początku. Dziękuję jej za to, bo w innych przypadkach "angielskiego" odczytywania mego nazwiska, jego najbardziej wyeksponowaną część stanowi "dżank", co chluby mi nie przynosi. Potem gaworzymy jeszcze z panią i jej koleżanką o mojej podróży za mile o pogodzie w Polsce o tej porze roku i innych takich tam pierdołach, do czasu gdy się z nimi żegnam i ruszam do saloniku SQ.

Załącznik:
WP_20161101_16_04_08_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_16_05_28_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_16_07_25_Pro.jpg


Jest to miejsce otwarte stosunkowo niedawno, chyba na początku tego roku. Nie imponuje wielkością, ale jest bardzo przytulne i przyjemnie urządzone. Do wyboru mamy różne rodzaje foteli i stolików - od gastronomicznych, przez wypoczynkowe, po przeznaczone do pracy. W części jadalnej jest przyzwoity, choć nie oszałamiający wybór jedzenia i picia. Do gate'u jest stąd rzut beretem, więc można się rozgościć aż do ostatniej chwili.

Załącznik:
WP_20161101_16_08_05_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_16_08_17_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_16_13_01_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_16_13_07_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_16_13_26_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_16_14_13_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_16_15_07_Pro.jpg


Tymczasem nadchodzi chwila, na którą czekałem od dawien dawna. Po raz pierwszy w życiu wchodzę na pokład SQ.

MNL-SIN
SQ A330-300, klasa C, miejsce 11A

Uśmiechnięty do granic możliwości (ale naturalnie, nie w wymuszony sposób) personel wita mnie po nazwisku i prowadzi do fotela. Nie jest to typ międzykontynentalny (w końcu lat trwa zaledwie 3 godz. 45 min.), ale wygląda naprawdę solidnie. Zresztą, po rozłożeniu okazuje się, że to naprawdę wygodne - choć nie całkiem płaskie - łóżko. Do tego sporo schowków, przyjemne oświetlenie i brak sąsiada na fotelu obok lustrującego moje poczynania (ogólnie, samolot był zapełniony w ok. 40 %, przynajmniej w C).

Załącznik:
WP_20161101_16_40_03_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_16_35_16_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_16_37_28_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_16_35_55_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_17_00_33_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_16_40_21_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_16_41_44_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_16_44_41_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_17_45_09_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_19_16_49_Pro.jpg


Dzięki małej ilości pasażerów czuję się naprawdę dopieszczonym. Personel co rusz dopytuje, czy wszystko mi odpowiada, czy może czegoś sobie nie życzę, zagaduje w różnych sprawach. Profesjonalizm - tak, ale jednocześnie naturalna uprzejmość. Jestem zachwycony.

Startujemy. Jeszcze ostatnie widoczki na Manilę i pora na część kulinarną.

Załącznik:
WP_20161101_17_16_52_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_17_17_08_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_17_18_03_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_18_06_55_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_18_19_24_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_18_56_20_Pro.jpg


Jeszcze wizyta w przypominającej garderobę teatralną łazience i czas na chwilę kinomana - rozpoznajecie?

Załącznik:
WP_20161101_19_12_31_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_16_50_31_Pro.jpg


Podsumowując krótko ten niezbyt długi lot, jestem wniebowzięty. W zasięgu mojego wzroku (z pozycji siedzącej) w kabinie był jeszcze tylko jeden pasażer, więc czułem się jak w prywatnym odrzutowcu. Do tego troskliwa i niezmiernie sympatyczna załoga, bardzo dobre jedzenie (wbrew wrażeniom, które mogą mieć niektórzy z Was na podstawie mojego zdjęcia, wołowinka była pyszna :-D) i znacznie wygodniejsze, niż się spodziewałem siedzisko-legowisko. No i oczywiście pozytywne wrażenia z check-in oraz z saloniku w MNL. Zobaczymy, co przyniesie wizyta na lotnisku w SIN oraz o ponad 7-godzinny lot z SIN do MEL...


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#44 PostWysłany: 17 Lis 2016 17:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5947
HON fly4free
Dzień 7.

SIN-MEL

SQ 237, klasa C, B 777-300ER, miejsce 11K

Po przylocie z MNL wraz z innymi pasażerami C opuszczamy samolot jako pierwsi i zautomatyzowanym wagonikiem przenosimy się do terminalu. Dzięki uprzejmości pań z check-inu w MNL, które zaproponowały mi wcześniejszy lot do SIN, mam dużo czasu na wizytę w saloniku SQ. Gdybym przyleciał pierwotnie zarezerwowanym SQ 921, nie miałbym nawet cienia szansy na tą przyjemność. Idę zatem w pełni wykorzystać okazję, którą dał mi los.

Załącznik:
WP_20161101_20_35_57_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_20_37_53_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_20_39_53_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_22_45_37_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_20_40_12_Pro.jpg


Po wejściu do saloniku, pierwsze kroki kieruję do sekcji łazienkowej. Ponury pan w niczym nie przypominający radosnych pań w Pier w HKG skinieniem głowy wskazuje mi wolny "pokoik" kąpielowy. Wchodzę i ulegam chwilowemu zatkaniu. Tak super? Nic z tego, wręcz przeciwnie. Pomieszczenie składa się z dwóch części. W pierwszej jest całkiem w porządku. Lustro, półki, suto zapełniony koszyk z utensyliami higienicznymi. Jest nawet maszynka, żel do golenia oraz jakaś woda kolońska. Tego w HKG nie było. Całe wrażenie psuje jednak część prysznicowa. Nie wiem, kiedy była ostatni raz odświeżana, ale to naprawdę ostatni dzwonek, by wezwać tu ekipę remontową. To po prostu nie uchodzi, żeby w saloniku 5-gwiazdkowej linii lotniczej kabina prysznicowa była w tak mizernym stanie. Przez litość dla SQ nie zamieszczam żadnych zdjęć tego miejsca.
Odświeżony jak ta lala udaję się na salony.
SilverKris Lounge jest obiektem "wielkopowierzchniowym", przypominającym nieco salonik JAL w NRT. Tu jednak jest tylko jeden poziom. Do tego, dzięki umiejętnej aranżacji wnętrz, nie czuję się tu jak w centrum handlowym. Jest dużo przytulniej.
Oferta gastronomiczna jest bardzo bogata. Są zarówno dania ciepłe, jak i obfity bufet zimny, do tego desery, owoce, różnorodne herbaty, no i oczywiście barek alkoholowy. Gdyby nie to, że czuję się nadal najedzony po locie z MNL, z pewnością skonsumowałbym tu dużo, bo wszystko wygląda bardzo apetycznie. Ograniczam się jednak do sushi, drobnego deseru i pysznej herbaty jaśminowej.

Załącznik:
WP_20161101_20_41_28_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_21_21_46_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_21_21_53_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_21_41_41_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_21_41_49_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_21_44_53_Pro.jpg


Powoli zbliża się czas boardingu, więc ruszam w kierunku mojego samolotu. Przechodzę kontrolę bezpieczeństwa, mam jeszcze chwilę czasu, więc wypełniam australijski kwitek przylotowy i mogę już wchodzić na pokład. Tu czeka na mnie fotel 11K, tuż za sekcją First, więc cykam również fotkę tej kabiny (chyba nikt się tam nie usytuował).

Załącznik:
WP_20161101_22_58_24_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_23_17_35_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161101_23_17_21_Pro.jpg


Różnice między F i C zdają się być jedynie symboliczne. Nieco szerszy fotel i większy monitor, zapewne wygodniejsza toaleta i bardziej wyszukane jedzenie. Nie wiem, czy jest to warte dodatkowych kosztów, czy też dodatkowego wydatku milowego...
Kabina C w moim samolocie jest jeszcze poprzedniej generacji. Obecnie SQ jest w trakcie wprowadzania nowej wersji, ale czytałem wiele opinii, że nowe fotele nie są aż tak wygodne, jak te nieco starsze. Może kiedyś będę mógł wyrobić sobie własne zdanie, ale na razie skupiam uwagę na moim "tronie". To chyba dobre porównanie, bo o ile się nie mylę, tak wielkiego fotela nie oferuje w C żadna inna linia lotnicza. To istna sofa. Zresztą, rozkładanie do postaci łóżkowej też nie jest standardowe, bo nie służą do tego przyciski. Trzeba wstać i samemu lub przy pomocy stewardesy ręcznie rozłożyć fotel, dokładając jego elementy do podnóżka. Na to kładziemy dodatkowy materacyk i kołderkę. Voila! Łóżko gotowe. Leży się na nim dość dziwnie, bo lekko na ukos (w każdym razie, ja muszę tak leżeć, by rozłożyć swe 188 cm długości), ze stopami bliżej okna. W żadnej mierze nie utrudnia to jednak spania. A ono jest moim głównym celem. Proszę stewardesę, by posiłek dała mi rano, poddaję się krótkim zabiegom ablucyjnym i jestem gotowy do spania.

Załącznik:
WP_20161102_00_20_27_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_00_24_31_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_00_26_01_Pro.jpg


Czasu nie jest wiele, bo lot trwa ok. 7,5 godziny, więc staram się szybko zasnąć, by w Melbourne nie czuć się skołowanym.
Po dobrych 5 godzinach snu budzę się na śniadanie. Pod nami Australia.

Załącznik:
WP_20161102_04_43_34_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_04_49_54_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_04_50_49_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_05_01_34_Pro.jpg


Za oknem sporo chmur, ale poprzecinanych błękitnymi wstęgami nieba, więc aura zdaje się mi nadal dopisywać. Zniżamy się, a krajobraz pod nami cały czas wiejski lub małomiasteczkowy. Gdzież to wielkie Melbourne?

Załącznik:
WP_20161102_06_34_02_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_06_33_25_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_06_37_43_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_06_38_42_Pro.jpg


Lotnisko jest wybudowane w szczerym polu/szczerych krzakach, więc widok wielkich maszyn jest tu dość kuriozalny.

Załącznik:
WP_20161102_06_45_21_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_09_51_06_Pro.jpg


Z kartą Express Pass (chyba tak to się nazywa) pędzę do kontroli paszportowej, bo przed nami wylądowało kilka samolotów, więc intuicja podpowiada mi, że będzie niezła kolejka. Melbourne wita mnie, a ja witam Melbourne :-)

Załącznik:
WP_20161102_09_54_36_Pro.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#45 PostWysłany: 18 Lis 2016 18:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5947
HON fly4free
Dzień 8.

Melbourne

Docieram do kontroli paszportowej. Moje obawy się sprawdzają. Kolejka niemal taka, jak w Tong Chung w Hongkongu. Na szczęście, pasażerowie w C otrzymują kartkę pozwalającą stanąć w ogonku "ekspresowym". W rzeczywistości nie jest aż tak różowo, bo pasażerów z tej klasy, nie tylko z mojego samolotu, jest całkiem sporo. Do tego, w pewnym momencie pogranicznicy informują, że system się sypnął i będzie kilka minut przerwy. Z mojej kolejki przyglądam się polsko-niemieckiej rodzinie z czwórką małych urwisów i dziwię się, że nikt ze służb nie wyciąga ich do przodu, bo dzieciaki już ledwo przędą (nie wspominając o tym, że jeden z nich ma opatrunek na całą głowę - najwyraźniej ślad po jakimś dokazywaniu). Ale i tak przechodzą na drugą stronę szybciej, niż ja. Moja kontrola indywidualna jest szybciutka i bezproblemowa. Najwyraźniej zadanie wizowe odrobiłem w domu dobrze :-)

Zgarniam walizkę z taśmy, gdy ta wyjeżdża jako jedna z pierwszych z brzucha terminala i lecę do kantoru, żeby kupić nieco AUD. Błąd! Toż to złodzieje i szubrawcy! Prowizja jest taka, że niech ich szlag trafi. To już sto razy lepiej wziąć gotówkę z bankomatu. Cóż, tego zadania domowego nie odrobiłem wcale, no i kolejne frycowe zaliczone :-(

Kupuję bilet powrotny na Skybus i jadę do miasta. Pogoda jest nie do końca taka, jakiej mi trzeba. Trochę, jak zimą w Puerto de la Cruz na Teneryfie. Pochmurno, ale dość ciepło. Na szczęście nie pada. Dojeżdżam do dworca Southern Cross, skąd wliczony w cenę mniejszy bus zawozi mnie do Radisson on Flagstaff.

Załącznik:
WP_20161102_10_41_56_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_11_20_51_Pro.jpg


Wygląda na to, że pozytywne o nim opinie są w pełni zasłużone. Bardzo sympatyczna okolica, przemiła obsługa, bardzo duży pokój z urozmaiconym i bogatym wyposażeniem. Na jeden nocleg w tym dużym mieście będzie świetny.

Załącznik:
WP_20161102_11_56_25_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_11_57_20_Pro.jpg



Pobyt w mieście zaczynam od kuracji. W Manili załatwili mnie klimatyzacją w busie hotelowym i teraz dmucham nos, jak disnejowski Smarkaś. Na szczęście mam ze sobą (uwaga: product placement :D ) Ascalcin. Oby przeszło do przyjazdu na Fidżi. Snorkelingu przecież nie odpuszczę, choćbym miał gorączkę, ale dla zdrowia mogłoby to być zgubne. Wtedy zaś powstałoby ryzyko, że jako ciężko chorego nie wpuszczą mnie z powrotem do Australii, a przynajmniej poddadzą mnie kwarantannie ("Patrz Dave, czy ten gościu z wypiekami na twarzy i szklistymi oczami nie wygląda ci przypadkiem na zarażonego Zicą, albo ptasią grypą?").

Tuż obok hotelu jest przystanek bezpłatnego tramwaju okrążającego centrum Melbourne. To tylko jeden z wielu przykładów na to, jak dobrze jest to miasto zorganizowane. Jestem pod coraz większym jego wrażeniem. Nawet przy tej szarawej aurze, prezentuje się naprawdę atrakcyjnie. Miszmasz budynków kilkudziesięcioletnich lub starszych oraz nowoczesnych konstrukcji, niektórych ciągle jeszcze w realizacji, jest tu wyjątkowo udany. Pewnie dlatego, że te starsze obiekty to wcale nie ruiny, jak bywa w innych miastach gdzie przeszłość styka się z przyszłością.

Załącznik:
WP_20161102_13_36_36_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_13_48_18_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_13_00_52_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_13_03_21_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_13_10_11_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_13_14_34_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_13_59_51_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_14_42_02_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_16_05_14_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_16_16_30_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_14_43_21_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_15_09_27_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_14_35_25_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_14_37_05_Pro.jpg


W widocznym powyżej centrum sztuki filmowej trafiam do ciekawej toalety. Zresztą czynię to nie jeden raz - ot, skutki uboczne ascalcinu ;-)

Załącznik:
WP_20161102_14_33_32_Pro.jpg


Pora na jakiś posiłek. Kręcę się właśnie po Chinatown, więc dokoła duży wybór kuchni azjatyckiej. Stołuję się w tych oto dwóch miejscach. W jednym wciągam kolejny już w czasie tego wyjazdu ramen (wskazany w moim aktualnie stanie przeziębienia), w drugim zaś dość skromną (jak na moje możliwości) porcję bardzo dobrego sushi.

Załącznik:
WP_20161102_15_18_11_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_15_18_19_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_15_24_59_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_15_45_45_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_21_37_56_Pro.jpg


Wracam na chwilę do pokoju (po kolejną dawkę medykamentu). W parku vis a vis hotelu z dziupli w drzewach wyłażą sympatyczne zwierzątka. Zdają się nie wywoływać żadnego wrażenia na nikim oprócz mnie.

Załącznik:
WP_20161102_19_50_14_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_19_51_54_Pro.jpg


Jest późno, ok. 20.00, ale dopiero zaczyna zmierzchać. Lubię takie długie dni. U nas musiałbym czekać na takie jeszcze kilka ładnych miesięcy, więc mimo cieknącego nosa korzystam i lecę znów na miasto. Humor polepsza mi też pogoda. Chmur jest coraz mniej. Coś czuję, że jutro będzie ładnie :-) Idąc w stronę doków mijam najnowocześniejszą chyba siedzibę policji, jaką miałem okazję zobaczyć do tej pory.

Załącznik:
WP_20161102_19_58_14_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_20_09_54_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_20_32_28_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_20_37_38_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_20_43_04_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_21_06_27_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_21_24_58_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161102_21_46_58_Pro.jpg


"Skyline" w Melbourne nie jest z pewnością tak imponujący, jak w Hongkongu, ale bliskość wieżowców, które usadziły się nad rzeką sprawia, że wrażenia są równie intensywne. Jestem oszołomiony gwarnym życiem, które toczy się na bulwarach rozciągających się między mostami. Wspaniała atmosfera. Widać, że mieszkańcy czerpią z życia dużo przyjemności. Nie przypadkowo zatem Melbourne gości pod koniec listopada te oto targi (jest jeszcze ciut czasu - może ktoś jeszcze zdąży :lol: ).

Załącznik:
WP_20161102_21_48_22_Pro.jpg


Tramwajem wracam do hotelu. Jestem pod wielkim, pozytywnym wrażeniem Melbourne. Fakt, z punktu turysty z Polski jest drogo, ale widać jak na dłoni, że mieszkający tu ludzie są szczęśliwi. Zaczynam im zazdrościć. W pokoju łykam jeszcze jedną saszetkę rozpuszczoną w ciepłej wodzie i zasypiam z nadzieją, że jutro będzie już po przeziębieniu...


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
 
 
#46 PostWysłany: 18 Lis 2016 18:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 2120
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
niebieski
Widzę, że Ty zdążyłeś odwiedzić dzielnicę chińską. Fajnie też, że miałeś hotel w obrębie darmowego transferu z dworca :)

Opinie o Melbourne mamy podobne - fajne miasto i ludzie są tu szczęśliwi. Same pozytywne emocje.

Czekam na dalszy ciąg!
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
 
 
#47 PostWysłany: 18 Lis 2016 19:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5947
HON fly4free
Ha, nawet wielokrotnie :-D
Jakoś tak mi się krzyżowały drogi z tą dzielnicą, że w ciągu moich 2 dni byłem tam w sumie chyba z 4 razy. Jeśli będę jeszcze kiedyś w Melbourne (a myślę, że to prawdopodobne), to znowu tam wpadnę, bo gastronomia jest tam bardzo bogata i urozmaicona, więc chętnie bym jeszcze czegoś spróbował.
Faktycznie, miasto bardzo przyjemne. Myślę, że mógłbym tam mieszkać, o ile oczywiście byłoby mnie na to stać :-)
Kolejny dzień będzie chyba jutro... Z dużo lepszą pogodą :-)
Góra
 Relacje PM off  
 
#48 PostWysłany: 18 Lis 2016 20:51 

Rejestracja: 19 Mar 2014
Posty: 1248
Loty: 428
Kilometry: 721 114
srebrny
tropikey napisał(a):
tysiące kobiet z Azji Płd.-Wsch., głównie z Filipin i Indonezji, które albo mieszkają w podziemnych przejściach stacji Central, albo jedynie spędzają tu jakąś część dnia. Tak, czy inaczej, znaczna ich część rozłożona jest na kartonach lub karimatach, niektóre mają nawet tekturowe konstrukcje tworzące coś na kształt ścian, wśród których zdają się prowadzić jakieś tam życie. Co krok widać, jak wzajemnie się czeszą, wykonują manicure albo inne zabiegi kosmetyczne, przygotowują jakieś posiłki.


@‌tropikey‌ - to opiekunki miejscowych dzieci. Z racji weekendu mają wolne i tak wygląda ich relaks :D
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#49 PostWysłany: 18 Lis 2016 21:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5947
HON fly4free
Dzięki za wyjaśnienie. Tak podejrzewałem, że to raczej stan tymczasowy. Na bezdomne te panie nie wyglądają, choć w przypadku tych budujących sobie domki z kartonów mam wątpliwości.
Tak, czy inaczej, widok to nietypowy...
Góra
 Relacje PM off  
 
#50 PostWysłany: 18 Lis 2016 21:36 

Rejestracja: 21 Cze 2012
Posty: 335
niebieski
tropikey napisał(a):
Ha, nawet wielokrotnie :-D
Jakoś tak mi się krzyżowały drogi z tą dzielnicą, że w ciągu moich 2 dni byłem tam w sumie chyba z 4 razy. Jeśli będę jeszcze kiedyś w Melbourne (a myślę, że to prawdopodobne), to znowu tam wpadnę, bo gastronomia jest tam bardzo bogata i urozmaicona, więc chętnie bym jeszcze czegoś spróbował.
Faktycznie, miasto bardzo przyjemne. Myślę, że mógłbym tam mieszkać, o ile oczywiście byłoby mnie na to stać :-)
Kolejny dzień będzie chyba jutro... Z dużo lepszą pogodą :-)

Prawie w tym samym czasie bylismy w Melbourne. Tez nam sie to miasto bardzo podobalo. Moze Sydney nieco ladniej polozone, ale Melbourne mialo jakis taki fajniejszy klimat... Do tego dni dluzsze.. ale pogoda, tu to sam nie wiem. My 4go listopada ruszylismy na Great Ocean Road. Rano piekne slonce, w poludnie okolo 25 stopno w cieniu a juz kolo 16 w okolicach 12 apostolow wiatr prawie huraganowy, deszcz i 12 stopni. Ta zmiennosc pogody niewiarygodna. Czekam na dalsza czesc:)
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
 
 
#51 PostWysłany: 19 Lis 2016 09:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5947
HON fly4free
Jakiegoś bardziej wnikliwego porównania do Sydney jeszcze nie czynię, bo przyjdzie jeszcze na to pora przy dniach w tym mieście, ale krótko rzecz ujmując, w mojej subiektywnej opinii Melbourne wygrywa :-)
Pozostały czas spędzaliście w Australii, czy jeszcze gdzieś?
Góra
 Relacje PM off  
 
#52 PostWysłany: 19 Lis 2016 10:22 

Rejestracja: 21 Cze 2012
Posty: 335
niebieski
tropikey napisał(a):
Jakiegoś bardziej wnikliwego porównania do Sydney jeszcze nie czynię, bo przyjdzie jeszcze na to pora przy dniach w tym mieście, ale krótko rzecz ujmując, w mojej subiektywnej opinii Melbourne wygrywa :-)
Pozostały czas spędzaliście w Australii, czy jeszcze gdzieś?

Nie. My tylko Australia: Sydney (+Blue Mountains), Uluru (Ayers Rock, Kings Canyon, Alice Springs), Melbourne (+ Great Ocean Road, Philips Island) - 2 tygodnie. My niestety wszystkie loty w "cargo" :) bez wygod C i F. Nam na poczatku bardziej sie Sydney podobalo ale jakos tak po przemysleniu Melbourne jednak jakies takie przyjemniejsze.
Góra
 Relacje PM off  
 
#53 PostWysłany: 19 Lis 2016 11:49 

Rejestracja: 18 Gru 2015
Posty: 102
Loty: 69
Kilometry: 147 644
Fajna relacja. Coś wiem na temat mężczyzn po 40-tce 8-) 8-) 8-) . Mój mąż kupił sobie motor :lol: :lol: :lol: ......stoi w garażu.
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
 
 
#54 PostWysłany: 19 Lis 2016 17:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5947
HON fly4free
Dzień 9.

Melbourne c.d.

Budzę się z kompletnie zatkanym nosem. Znaczy, jeszcze nie przeszło. Nie mogę jednak narzekać, bo udało się uniknąć bólu gardła, tak typowego przy przeziębieniu wywołanym klimatyzacją. Co ważniejsze, odsłaniam okna, a tam przepiękne, bezchmurne niebo i pełna lampa :-)
Tryskając optymizmem schodzę na śniadanie i doznaję niestety lekkiego rozczarowania. Na pozór jest na bogato, jak na 4 gwiazdki przystało, ale po bliższym zapoznaniu kręcę nieco nosem. No bo jeden rodzaj wędlinki, jeden rodzaj żółtego sera, pieczywo też mało urozmaicone. Najeść się oczywiście można, ale w porównaniu do Le Meridien w HKG pozostaje daleko w tyle, w peletonie przeciętnych śniadań. Sytuację ratuje przesympatyczny kucharz przygotowujący naleśniki i gofry. Twierdzi, że sam skomponował proporcje składników ciasta i rzeczywiście, gotowe gofry są wybitnie pulchne.

Załącznik:
WP_20161103_08_37_18_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_09_22_43_Pro.jpg


W recepcji nie udaje mi się wynegocjować dużo późniejszego wymeldowania. Zgadzają się jedynie na półgodzinne przesunięcie. Kieruję się zatem w niedalekie sąsiedztwo, do Queen Victoria Market. W godzinach porannych jest to bardzo gwarne i ruchliwe miejsce. Są tu różne sekcje: owocowo-warzywna, rybna, tekstylna, itd. Sam obiekt jest bardzo interesujący, bo utrzymano w nim wiktoriański styl, symbole i szyldy.

Załącznik:
WP_20161103_10_21_04_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_10_18_52_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_10_16_15_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_10_10_29_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_10_33_01_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_10_38_21_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_10_38_47_Pro.jpg


Wokół targowiska jest masa uliczek ze świetnie utrzymanymi domkami z XIX w., choć wystarczy rzut oka w przeciwną stronę, by zobaczyć jakie jest oblicze miasta w XXI w. Tuż obok.

Załącznik:
WP_20161103_10_15_18_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_10_15_15_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_10_08_59_Pro.jpg


Wracam do hotelu, żeby się wymeldować. W leżącym na przeciwko parku Flagstaff wiosna pełną gębą. Zieleń jest tak intensywna, że aż bolą oczy, na trawie wylegują się roznegliżowani ludzie, inni uprawiają namiętnie różne sporty. Aż miło popatrzeć. Jeśli będę miał po południu trochę czasu, też się pobyczę... Tymczasem wjeżdżam jeszcze na dach, by rzucić okiem z wysokości.

Załącznik:
WP_20161103_12_35_27_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_11_48_15_Pro.jpg


Zostawiam swoje rzeczy w recepcji i ruszam na miasto. Do późnego popołudnia, gdy mam mieć transfer na lotnisko, jest jeszcze 5-6 godzin, więc mogę spokojnie zwiedzić miasto, tym razem w pełnym słońcu. Zdarza mi się nieraz trafić w te same miejsca, które widziałem wczoraj, ale jakże inaczej się one dziś prezentują.

Załącznik:
WP_20161103_11_22_23_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_11_21_34_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_11_20_12_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_12_50_25_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_13_45_49_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_13_43_28_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_13_38_34_Pro.jpg


Przy Royal Exhibition Building natykam się na setki, a może tysiące studentów. Mają tu chyba jakieś egzaminy?

Załącznik:
WP_20161103_12_52_24_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_12_54_08_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_12_56_17_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_12_58_17_Pro.jpg




Ruszam dalej. W wiktoriańskiej części miasta mijam m.in. katedrę Św. Patryka i oldskulowy przystanek tramwajowy (nieczynny, ale dokładnie odmalowany), a potem docieram do ogrodów królowej Wiktorii.

Załącznik:
WP_20161103_13_06_47_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_13_11_12_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_13_14_45_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_13_15_35_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_13_57_00_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_13_58_21_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_14_07_23_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_14_09_45_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_14_10_16_Pro.jpg


Wracam do centrum i zanurzam się w nim, w jego nowoczesnej architekturze, radosnej atmosferze (nie wiem, czy to wynik ilości studentów, rozbujałej wiosny, czy po prostu tego czegoś, co ma Melbourne i daje swym mieszkańcom). Krążę po bulwarach nadrzecznych, między strzelającymi refleksami światła wieżowcami, przechodzę przez parki pełne ludzi (czy oni tu nie pracują?) i zastanawiam się, jak im się tu udaje osiągnąć taki doskonały balans między życiem zawodowym, rodzinnym i towarzyskim? Czy to kwestia charakteru Australijczyków, przyjaznej administracji, a może jakiś prądów, czy fal przechodzących przez tą część globu? Tak, czy inaczej, należy się im pełne uznanie...

Załącznik:
WP_20161103_13_09_06_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_13_50_25_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_14_22_57_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_14_37_50_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_14_44_19_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_18_38_53_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_18_37_36_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_18_31_02_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_18_23_56_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_18_19_55_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_18_11_46_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_18_03_54_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_17_50_38_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_17_48_49_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_14_49_31_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_15_11_40_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_15_12_09_Pro.jpg


I tylko jedna rzecz psuje moje dobre zdanie o tym mieście. Tradycyjne poszukiwanie polskich akcentów przynosi dwa. Pierwszy, to przegląd twórczości Romana Polańskiego w centrum filmowym. To oczywiście chwalebne.

Załącznik:
WP_20161103_13_32_08_Pro.jpg


Drugi, to napis "Poland" na jednym z mostów, ulokowany w ciągu wielu innych nazw państwa, z których przybywali tu osiedleńcy. Niestety, tylko ten jeden pomazany jest sprayem. E, jakoś tak niemiło się zrobiło...

Załącznik:
WP_20161103_18_36_56_Pro.jpg


Nie zmienia to mojej bardzo pozytywnej opinii o Melbourne. To takie wzorcowe miasto. Przynajmniej jego centrum. A może przesadzam? Może dwa dni to zdecydowanie za mało, by móc wyrobić sobie obiektywną opinię o tej metropolii? Kto wie, może będę miał jeszcze kiedyś okazję przybyć tu na dłużej, by zweryfikować swój pogląd. Na razie żegnam się powoli z australijską intensywną wiosną. Wracam po swój bagaż, by udać się z powrotem na lotnisko. Kolejny etap - Fidżi :-D


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#55 PostWysłany: 20 Lis 2016 12:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5947
HON fly4free
Dzień 10

MEL-NAN

FJ930, klasa Y, B737-800, miejsce 15A

Wieczorem dnia 9-tego mały busik zabiera mnie spod Radissona na stację Southern Cross, skąd SkyBus wiezie mnie na lotnisko. Przy stanowiskach Fiji Airways piętrzy się już niewielki tłumek, który walczy z maszynami do samodzielnej odprawy, blokując jednocześnie dalsze przejście. Ja już się odprawiłem w hotelu, więc chciałbym oddać tylko bagaż, ale i tak nie mogę się ruszyć. Całe to zamieszanie obsługuje jedna pani po 60-tce, która niby spokojnym, ale władczym tonem próbuje to wszystko ogarnąć. No tak, mam już pierwsze oznaki tego, że lecę w Y, a nie w C, jak tych kilku pasażerów w ogonku obok, których odprawa przebiega znacznie spokojniej.

Załącznik:
WP_20161103_20_54_49_Pro.jpg


Po jakimś czasie przedostaję się na drugą stronę. Z wypełnionym kwitkiem wylotowym z Australii ruszam do kontroli bezpieczeństwa i paszportowej. Idzie to nadzwyczaj sprawnie, więc po chwili jestem już w części "gatowej". Witają mnie swojskie klimaty w sklepie duty free.

Załącznik:
WP_20161103_21_25_09_Pro.jpg


Mam pełną świadomość, że nie przysługuje mi wejście do żadnego salonika (karta Silver BA nic mi nie daje, bo FJ nie jest w OW, a Priority Pass nie ma tu żadnego salonika), ale myślę sobie "A co tam, może mój wdzięk osobisty zadziała...". Ruszam więc do saloniku QF, bo mój lot ma numer zarówno FJ, jak i właśnie QF. To oczywiście nic nie zmienia w mojej sytuacji, bo kartę pokładową mam tylko z numerem FJ, ale spróbować można. No więc zjeżdżam bezczelnie piętro niżej, tam gdzie ulokowana jest większość saloników. Wchodzę do saloniku QF i już wiem, że nic z tego nie będzie. Za ladą dwie panie po 50-tce, znaczy stare wygi, co niejedno już widziały i niejednego już frajera odprawiły z kwitkiem. Mimo to zagaduję, że mam kartę Silver BA, że lot jest przecież również pod numerem QF, który jest w OW, że byłoby mi niezmiernie miło, gdyby mnie wpuściły i takie tam. Pani nie wywala mnie od razu, tylko najpierw coś tam sprawdza w komputerze, a dopiero potem bezradnie rozkłada ręce, że niestety, nic się z tym nie da zrobić. Cóż, sam się do tego przyczyniłem. Gdy kupowałem bilety na Fidżi nie miałem jeszcze karty Silver BA. Gdybym ją miał, kupiłbym bilet na ten sam lot, ale z oznaczeniem QF, o ile oczywiście różnica w cenie nie byłaby jakaś kolosalna. Wtedy nie miałbym żadnego problemu z wejściem do któregokolwiek saloniku OW w MEL. Kolejne frycowe zaliczone...

Wracam zatem na główną halę, siadam grzecznie w okolicach mojego gate'u i korzystam z uroków tego miejsca. Ładuję telefon, uczęszczam do bezpłatnego WC i takie tam różne rozrywki. Kurczę, muszę uczciwie przyznać, że jestem już chyba za bardzo rozbestwiony, bo naprawdę brakuje mi salonikowych wygód. Choć z drugiej strony, siedząc w saloniku nie mógłbym obserwować fidżiańskich pasażerów gromadzących się przed lotem. To zupełnie inna kategoria. Ciągle się śmieją i gadają jak nakręceni, choć to nie takie samo irytujące trajkotanie, jak tych dwóch chińskich babć w Hongkongu.

No dobra, wzywają na pokład. Rękawem docieram do drzwi z charakterystycznym dla Fidżi powitaniem. Zajmuję swoje miejsce. Ach, gdzież te przepastne miejsca na nogi, które miałem do tej pory... Ale nie jest źle. W porównaniu z FR, czy innymi lowcostami jest tu dość wygodnie. Mogłem co prawda kupić miejsce przy wyjściu awaryjnym, ale musiałbym zapłacić aż 59 AUD. Niecałe 5 godzin lotu nie jest aż taką udręką, by wyskakiwać z takiej kwoty.

Załącznik:
WP_20161103_23_42_37_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_23_42_45_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161103_23_47_12_Pro.jpg


Samolot jest zapełniony w 100% (być może w C nie ma kompletu), ale catering idzie w miarę sprawnie. Dostaję jakiegoś kurczaka. Smakuje bardzo dobrze, ale porcja jest malutka.

Załącznik:
WP_20161104_00_50_30_Pro.jpg


Po jedzeniu zaciemniam otoczenie nakładką na oczy i udaje mi się zasnąć na jakieś 2 godziny. Po przebudzeniu za oknem widzę cały czas ciemność z lekka tylko rozjaśniającą się gdzieś tam w oddali. Lądujemy o świcie, więc widoki za oknem absolutnie nie egzotyczne. Nie ma nawet co marnować miejsca na karcie. Parkujemy przy rękawie stolicznego lotniska.

Załącznik:
WP_20161104_04_25_59_Pro.jpg


Budynek jest w trakcie procesu przepoczwarzania się z baraku z rękawami w coś bardziej dostojnego. Dla podróżujących w przyszłości to dobrze. Dla tych obecnych, takich jak ja oznacza to chodzenie po plątaninie krytych dyktą korytarzy. Docieram nią do błyskawicznej kontroli paszportowej, czekam chwilkę na swój bagaż, wymieniam walutę i zaczynam poszukiwania miejsca, skąd ma mnie odebrać bezpłatny autobus zawożący do mariny pasażerów katamaranu Yasawa Flyer. Hala przylotów jest malutka, ale i tak nie widzę ani jednej wskazówki, gdzie mam się udać. Pytam tu i ówdzie, ale każdy mówi coś innego. W końcu okazuje się, że powinienem był wejść do biura znajdującego się zaraz obok kantoru. Tam pani informuje mnie, że autobus przyjedzie na parking obok hali. Siadam sobie na murku (bo ławka jest tylko jedna i już zajęta przez część grupy Chińczyków, którzy w liczbie około 100 czekają na swój autobus) i czekam. Na nodze siada mi mucha i uświadamiam sobie, że to pierwsza mucha, którą widzę od wyjazdu z Polski. Obserwuję też miejscowych panów noszących tradycyjne spódnice. W sumie, nie wyglądają wcale zniewieściale.

Załącznik:
WP_20161104_06_27_14_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161104_06_27_25_Pro.jpg


Po ok. 40 minutach przyjeżdża autobus firmy Awesome Fiji. Jestem jedynym gościem wsiadającym na jego pokład. Super - myślę sobie - będę miał prywatny i szybki transfer. O tym, jak się mylę przekonuję się dopiero po jakimś czasie. W autobusie, oprócz kierowcy jest jeszcze... no właśnie, tu zagadka dla Was: pan to, czy pani?

Załącznik:
WP_20161104_07_21_14_Pro.jpg


Wracając do mojego transferu, okazuje się, że po drodze do mariny, autobus skręca do niemal każdego cholernego hotelu. Zabiera z nich pasażerów Yasawa Flyer, którzy przylecieli do Nadi poprzedniego dnia, albo jeszcze wcześniej. Transfer ciągnie się zatem niemiłosiernie. W końcu docieramy jednak do przystani. Słońce jest coraz wyżej, więc widoki robią się coraz przyjemniejsze.

Załącznik:
WP_20161104_08_18_15_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161104_08_22_26_Pro.jpg


W kasie pokazuję swój voucher i odbieram bilet na statek, a wcześniej oddaję bagaż, na którym umieszczają plakietkę z nazwą mojego hotelu: "Blue Lagoon Resort". Do rejsu jest jeszcze kilkanaście minut. Wbrew moim wcześniejszym przekonaniom, orientuję się, że tak naprawdę Awesome Fiji ma nie tylko Yasawa Flyer, ale kilka innych podobnych jednostek. Mój dzisiejszy rejs wykonywać będzie Cougar II. Wszystkie katamarany prezentują się bardzo dobrze. Nie są to na pewno jachty szejków, ale wyglądają zdecydowanie lepiej, niż np. wodoloty Tiger Ferries, które pływają po wodach południowej Tajlandii.

Ruszamy, silniki pracują zadziwiająco cicho, słońce przygrzewa, wietrzyk powiewa. To będzie miła przejażdżka, choć trwać będzie aż ponad 4 godziny, bo Blue Lagoon Resort to ostatni przystanek na trasie. Kto chce dostać się tam wcześniej, musi skorzystać z hydroplanu, który leci tam zaledwie 30 minut. Koszt tej przyjemności (ok. 400 dolarów Fidżi, czyli ok. 200 USD w jedną stronę) przekracza moje możliwości, więc jestem zdany na podróż morską. Czas umilam sobie obserwacją pięknego otoczenia, konsumpcją ciasteczek nabytych w sklepiku przy marinie i ogólną kontemplacją. Szkoda tylko, że nie jestem na tyle przewidujący, by domyśleć się, jakie będą skutki oddziaływania słońca, którego ciepło skutecznie maskuje chłodzący wiatr...

Załącznik:
WP_20161104_08_58_20_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161104_09_14_59_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161104_10_02_37_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161104_10_34_17_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161104_10_39_20_Pro.jpg


Załącznik:
WP_20161104_11_02_33_Pro.jpg


Jestem zaskoczony ogromną ilością Niemców na pokładzie. Stanowią co najmniej 50% pasażerów. W zdecydowanej większości, to ludzie ok. 20-25 lat, którzy - jak wynika z prowadzonych przez nich rozmów - są właśnie w trakcie wielomiesięcznych podróży obejmujących Australię, Nową Zelandię i wyspy Pacyfiku. O tym, jak wielu jest ich w tym rejonie świata przekonam się jeszcze bardziej już wkrótce, gdy zejdę na ląd ;-)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
 
 
#56 PostWysłany: 20 Lis 2016 12:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Lut 2013
Posty: 1648
niebieski
W końcu zaczyna się ta część opisu podróży, na którą najbardziej czekałem ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#57 PostWysłany: 20 Lis 2016 12:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5947
HON fly4free
Kurczę, to "w końcu" zabrzmiało dość krytycznie w odniesieniu do dotychczasowych części :-D
Góra
 Relacje PM off  
 
#58 PostWysłany: 20 Lis 2016 14:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Wrz 2012
Posty: 1272
Loty: 462
Kilometry: 714 395
srebrny
Bartek,
nie każdy musi pasjonować się opisem saloników i hoteli ;)

A postać w autobusie- obstawiam jednak "trójkącik".
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
 
 
#59 PostWysłany: 20 Lis 2016 15:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 5947
HON fly4free
Oczywiście, pełna zgoda (choć mam nadzieję, że nie wyszło do tej pory tak, że skupiam się wyłącznie na lotach i salonikach :-D )

A co do postaci, to jeśli Twoja odpowiedź oparta jest na symbolice toaletowej, to niestety skucha ;-)
Góra
 Relacje PM off
sko1czek lubi ten post.
 
 
#60 PostWysłany: 20 Lis 2016 16:16 

Rejestracja: 19 Paź 2015
Posty: 115
Nieźle, też obstawiałem w autobusie faceta?.A na Fidżi też czekałem z niecierpliwością, choć oczywiście poprzednie odcinki, a szczególnie Melbourne również bardzo ciekawe.
P.S. 3 miesiące temu też zacząłem zabawę z lx100- na razie przetestowany na Milos- naprawdę rewelacyjny sprzęt wyjazdowy.
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 72 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot], kb_poland oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group