Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 126 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna
Autor Wiadomość
#81 PostWysłany: 03 Cze 2013 02:14 

Rejestracja: 26 Gru 2011
Posty: 102
miki3475 napisał(a):
Maturę napisałem to teraz nie mam już szkoły. A co co do kasy to oszczędzałem i tak jak już wyżej pisane, trip raczej budżetowy (przesadziłem w Singapurze, tylko nie wiem na co).
A co do budek to uważam, że w Azji to inna klasa niż u nas "jedzenie z budek". Tutaj po prostu każdy tak je, bo wszyscy są zabiegani pracą. W efekcie takie jedzenie jest bardzo smaczne i tanie.

Za moich pomaturalnych czasow budzetowo to jechalo sie pod namiot na Polwysep Helski. Czasem na bogato byly domki, a typowy low cost to lawka na dworcu PKS w Jastrzebiej Gorze po uprzedniej konsumpcji tzw. "telewizorów" :D
A pisze to dlatego, ze czytajac takie relacje (a czyta sie swietnie!; watki "kryminalne" rzadza :) ) zal dupsko sciska, ze kiedys, jak jeszcze byly dobre ekipy osiedlowe czy szkolne, nie bylo takich mozliwosci podrozowania.

Co do jedzenia to moja pierwsza mysl przy kazdej fotce to: ciekawe jaka jest % zawartosc szczura w potrawie, albo "psa, przemilenoego razem z buda" ;) Ale i tak bym jadl te wszytskie swierszcze i inne robale.

Ehhh szkoda kasyna :( Mogles odrobic tripa albo i zarobic na kolejnego.

Powodzenia dalej.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#82 PostWysłany: 03 Cze 2013 10:21 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 3963
Loty: 354
Kilometry: 799 888
srebrny
takie info uzupełniające a propo Twojej wizyty w Makau :)
http://www.pb.pl/3155964,70969,w-tym-ka ... -6-mln-usd
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#83 PostWysłany: 03 Cze 2013 14:04 

Rejestracja: 06 Mar 2013
Posty: 29
High five dla Ciebie za taki trip w takim wieku!,
Góra
 Relacje PM off  
 
#84 PostWysłany: 04 Cze 2013 09:04 

Rejestracja: 21 Maj 2012
Posty: 809
Zbanowany
miki3475 napisał(a):
Angrenne napisał(a):
Mam jedno pytanie, tylko proszę, nie traktuj tego jako złośliwość, po prostu jestem ciekawa. Jak to możliwe, że 18-letni chłopak zamiast siedzieć w szkole ma czas i pieniądze na podróże po Tajlandii?


Maturę napisałem to teraz nie mam już szkoły. A co co do kasy to oszczędzałem i tak jak już wyżej pisane, trip raczej budżetowy (przesadziłem w Singapurze, tylko nie wiem na co).
A co do budek to uważam, że w Azji to inna klasa niż u nas "jedzenie z budek". Tutaj po prostu każdy tak je, bo wszyscy są zabiegani pracą. W efekcie takie jedzenie jest bardzo smaczne i tanie.

Póki co naprawdę NIC mi nie zaszkodziło jeśli chodzi o kwestie żołądkowe. Raz po Burger Kingu z Mong Kok bolał mnie trochę brzuch, ale to może godzinkę. No i właśnie - to amerykański fastfood!
Ostre, nieostre, wszystko zawsze świeże było i smaczne. Można jeść śmiało.

Ale dziś pożałowałem, że tak młodo podróżuję, bo nie wpuścili mnie do żadnego kasyna w Makau :( Relacja będzie za kilka godzin. Mam może z 50%, ale muszę już iść spać. Na nogach od 6 rano a już 3:30, a za 4h muszę wstać :P A nie chce robić Makau na odwal się, bo to mało popularne miejsce wśród podróżników i chce napisać to porządnie.

Czekamy ;)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#85 PostWysłany: 04 Cze 2013 10:06 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 3963
Loty: 354
Kilometry: 799 888
srebrny
Miki już pewnie w AMS siedzi i czeka na lot do WAW :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#86 PostWysłany: 04 Cze 2013 10:25 

Rejestracja: 07 Cze 2011
Posty: 77
Jak codzień przychodze do pracy, odpalam poranna kawę, patrze- a relacji nie ma:D
Czekamy i udanego powrotu :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#87 PostWysłany: 04 Cze 2013 10:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 Lut 2012
Posty: 302
Przepraszam ale ostatnio to już naprawdę 3h snu przez ostatnie dni. Chciałem wycisnąć wszystko z tego tripa. Siedzę teraz w Amsterdamie, zwiedzam miasto. Makau i HK ostatni dzien będze na 100% dzisiaj, bo mam 6h czekania na autobus dzisiaj. A co do Amsterdamu i podsumowania to może jutro. Przepraszam i pozdrawiam z Amsterdamu ;)
_________________
Image Image Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#88 PostWysłany: 04 Cze 2013 13:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Maj 2011
Posty: 1903
srebrny
Masz to samo co ja ;) O ile w trakcie wycieczki siedząc wieczorem przy piwku można sobie pisać, to podczas powrotu tyle spraw się nakłada, że ciężko aby coś napisać. Ja końcówkę pisałem siedząc w PB, trasa WAW-KRK to niecałe 5h więc sporo aby nadrobić.
Góra
 Relacje PM off  
 
#89 PostWysłany: 04 Cze 2013 19:22 

Rejestracja: 15 Maj 2013
Posty: 48
Loty: 3
Kilometry: 3 815
Mam tak samo, wstaje rano ( o 12 :P ) klikam w zakładke relacji a tu nic ;D ale wiem że nie piszesz,bo zajęty/zmęczony jesteś :) tylko nie wiem co bedzie, gdy sie relacja skończy, albo musisz zacząć opisywać do robisz w Polsce, albo nam coś pozmyślać hahah ;D
Góra
 Relacje PM off  
 
#90 PostWysłany: 04 Cze 2013 22:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 Lut 2012
Posty: 302
Dzień 18: Portugalska kultura w dalekiej Azji

Bardzo długo pragnąłem zobaczyć Makau, a gdy teraz to zrobiłem jest mi trochę smutno. Bo to był ostatni etap mojej podróży, która w ekspresowym tempie dobiega końca. Dzień rozpocząłem od wczesnej pobudki i wielu wrażeń na śniadanie. Niespokojny lot i wreszcie stanąłem na ziemi kolejnego kraju, niekraju w Azji. Jestem ogromnie zadowolony z tej wizyty! Zapraszam do relacji.

Lot do Makau miałem zaraz po godzinie 10 z drugiego lotniska Bangkoku, Don Muang. Nie jest ono połączone linią metra ani kolejką naziemną przez co dojazd jest nieco utrudniony. Możemy wziąć metro do przedostatniej stacji, a następnie busem 29 kierować się na lotnisko. Tak też planowałem, ale wypadło kilka niespodziewanych rzeczy, dodatkowo metro uciekło mi dosłownie sprzed nosa. W efekcie na północnej stacji metra byłem po godzinie 7. Znalezienie przystanku to kolejne 10 minut i nie wiadomo kiedy odjedzie. Autobus planowo jedzie 2h, więc zdążyłbym zupełnie na styk. A trzeba wziąć poprawkę na to, że Bangkok słynie z gigantycznych korków podczas szczytu, a ten właśnie się zbliżał. Ten plan był zbyt ryzykowny.

Wczoraj wolałem zachować sobie 200 bathów na powrót - jakby coś, na wszelki wypadek. Po opłaceniu metra zostało 150 w papierkach i ok. 40 monetami. Podjąłem decyzję, że nie ma co ryzykować i wolę zapłacić te 15zł za taksówkę i na motorze dostać się na lotnisko. Jeśli nie zdążyłbym kosztowałoby mnie to dużo więcej. A te 150 bathów i tak i tak wydałbym co najwyżej na chipsy w 7/11. Znalazłem pana z motorem. Życzył sobie 200 THB. Ale jako że miałem tylko 150 THB za tyle pojechałem. Mimo, że omijał płatne drogi to po 20 minutach byśmy już na miejscu.

Śniadanie zjadłem na lotniskowej stołówce. Za 35 THB ryż i kurczak w imbirze (oczywiście nie wiedziałem co zamawiam :P). Nie dojadłem do końca, bo po prostu było dla mnie niesmaczne.

Lotnisko dużo spokojniejsze niż brat Suvarnabhumi. Jest tu też dużo czyściej. Okienka do check-inu zajmują całe piętro i miałem trudności ze znalezieniem bramek do kontroli bezpieczeństwa. Znajdują się one za nimi, głęboko ukryte. Błyskawicznie stanąłem po drugiej stronie. Nie ma tam tam dużo sklepów. Nie mogłem znaleźć żadnego 7/11. Wymieniłem dodatkowo 10 HKD (ok. 4-5zł, pani aż się uśmiechnęła) w kantorze na kupno zapasu "inhalatorów" :P Właściwie to będę je testował, bo wszystkie trzy są inne.

Image
Strefa za kontrolą bezpieczeństwa.

Czekając na otwarcie boardingu uciąłem sobie prawie godzinną drzemkę. Gdy ustawiła się kolejka wszystko szło bardzo sprawnie. Bez żadnego ważenia i mierzenia. A widać, że znaczna część na pewno nie zmieściłaby tam swoich walizek. Ja przekraczełem na pewno wagą, więc też mi było to na rękę.

Samolot miał swoje lata. Mój stolik był wyłamany przez co nie mogłem z niego korzystać. Miejsca na nogi nie ma jakoś bardzo dużo, szczególnie, gdy osoba siedząca na następnym siedzeniu rozłoży się. Ale tak jak wspomniał Andi, załoga prezentuje się przednio. Linia trafia na 2 miejsce tanich linii u mnie. Nie za kobiety tak naprawdę, a za to, że widać że olewają mierzenie bagaży, bo ludzie się przyzwyczaili i biorą dużo większe. Scoot nadal na pierwszym miejscu ;)

Image
Dziwne jak na AirAsię malowanie

Lądowanie było naprawdę bardzo ciężkie. Krążyliśmy, obracaliśmy się z jednego boku na drugi, wznosiliśmy się i opadaliśmy. Pilot poderwał nawet samolot, gdy był już dosyć nisko. Muszę w wolnej chwili zobaczyć ten lot na flightradarze. Po raz pierwszy w życiu miałem lekkie obawy jeśli chodzi o możliwą katastrofę :P Nie jestem typem histeryka i zawsze wierzyłem w statystyki przemawiające za bezpieczeństwem samolotów. Ale zawałem sobie jak wygląda pas startowy w Makau i dosyć się to niebezpieczenie prezentuje. I faktycznie lecieliśmy może kilkadziesiąt metrów nad płynącymi statkami przez spory kawałek.
Makau ma jeden pas startowy i zlokalizowany jest on na sztucznej wyspie, specjalnie do tego usypanej. Z pasa od razu zjeżdża się mostem na ląd.

Image
Pierwszy raz miałem styczność z portugalskim jako językiem oficjalnym. Ale z tego coś więcej da się zrozumieć niż z chińskich krzaczków.

W karcie imigracyjnej, którą wypełniałem w samolocie zostawiłem puste pole adresu w Makau. Chciałem sprawdzić pierwszy lepszy hotel w googlu i go wpisać. Zupełnie o tym zapomniałem i 30 sekund w kolejce przed kontrolą wymyśliłem nazwę hotelu i taką wpisałem :D Tak jak zawsze, nikt tego nie sprawdził i było ok.

Zaraz po opuszczeniu strefy przylotów czekała pani z iPadem i pytała się czy chcę autobus do Hotelu Venetian, gdzie akurat i tak szedłem (2-3 km). Dowiedziałem się, że w Makau istnieje rozbudowana siatka połączeń autobusowych dowożących z/do różnych hoteli regionie. Zupełnie za darmo, nie potrzeba być nawet klientem. Tak więc chętnie skorzystam z tej przejażdżki. Ale najpierw opublikowałem recenzję z poprzedniego dnia tak jak obiecywałem. Krótkie sprawdzenie informacji i w drogę. Rzecz jasna przebrałem długie spodnie na krótkie spodenki, bo na dworze jest >35 stopni, zero chmurek i ogromna wilgotność, w skrócie - ugotowałbym się :D

Image
W darmowym autobusie

Na lotnisku zdobyłem bardzo dobrą mapę całego Makau z zaznaczonymi atrakcjami turystycznymi i ich opisem. Dawno nie widziałem tak porządnego darmowego wydania. Bardzo mi się przydała podczas całej wycieczki.

Najpierw ruszam do hotelu Venetian, stylizowanego na Wenecję, skąd też nazwa. Jest też tutaj obecnie największe kasyno na świecie. Ale od listopada zmieniło się prawo i korzystać mogą tylko osoby powyżej 21 wieku :( Pan za żadne skarby nie chciał mnie wpuścić, nawet gdy mówiłem że chciałbym tylko popatrzeć. Ale nie wyszedłem zawiedziony z hotelu, bo jest tu też druga interesująca atrakcja. Na 3 piętrze jest galeria handlowa... w Wenecji! Po środku płynie błękitna rzeka, wokoło włoskie budynki, a na suficie lekko pochmurne niebo. Początkowo myślałem, że to jest otwarty od góry budynek :D Ale po chwili zauważyłem, że to tylko makieta. Prezentuje się to bardzo okazale. Można nawet za darmo przepłynąć się gondolą po basenie. Ale kolejka była na przynajmniej 15 minut czekania. Przytłaczał mnie ogrom tego centrum handlowego, nie lubię takich miejsc, dlatego jak najszybciej musiałem się wyrwać z tego budynku.

Image
Trzecie piętro w weneckim stylu

Kolejną atrakcją w moim planie był hotel Galaxy. Pośrodku jest wielki "diament", który ponoć wzbudza ogromny zachwyt. Musiałem to koniecznie zobaczyć! Hotel Galaxy jest tuż obok opisanego juz Venetiana. Z zewnątrz prezentuje się dużo lepiej. Pytałem wiele osób tutaj pracujących, ale żadna nic nie wiedziała nic o diamencie! Byłem pewny, że pomyliłem hotele. W końcu dowiedziałem się, żeby iść prosto. Widziałem fontannę, wiszące kawałki szkła, ale gdzie ten wielki diament to ja nie wiem. Już miałem iść, gdy zauważyłem tabliczkę informacyjną. Diament ukazuje się co 30 minut. 7 minut się spóźniłem :/ Nie było sensu, bym dał sobie spokój, bo jak już tu jestem to te 20 minut mnie nie zbawi.

Image
Gdy przyszedłem widziałem tylko takie coś.

W środku jest WiFi, czas szybko zleciał, a show się zaczęło. Naprawdę super wrażenie. Mimo że trochę to wszystko kiczowate, prezentowało się bardzo okazale. Wejście oczywiście nic nie kosztuje, bo to jest w głównym holu hotelu. Jeśli ktoś nie planuje odwiedzić zapraszam na YouTube by zobaczyć "Galaxy Hotel Diamond Macau". W innym wypadku zepsujecie sobie niespodziankę. Bo poza muzyką, która się zmienia, przedstawienie wygląda zawsze tak samo.

Image
Podczas przedstawienia.

Musiałem wydostać się z drugiej wyspy wchodzącej w skład Makau - Taipy. Reszta wybranych przeze mnie atrakcji jest zlokalizowana właśnie na wyspie noszącej tę samą nazwę jak cały region. To tutaj Portugalczycy założyli swoją kolonię. Właściwie to sami Chińczycy ich sprowadzili oferując im darmowe cumowanie w zatoce Makau. Z czasem dostali prawo do zakładania magazynów a później już zaczęto dzierżawić teren od Chińczyków. W 1999 Makau podobnie jak Hongkong zmienił się w niezależny region. O ile w HK drugim oficjalnym językiem jest angielski to tutaj napisy możemy znaleźć po portugalsku. Nie ma co liczyć, że ktokolwiek mówi tym językiem. Myślę, że powoli będą odchodzić od tego, bo Makau jest coraz bardziej chińskie, portugalskiego już prawie nikt nie używa, a tych jest tutaj bardzo mało. Za kilka lat może całkowicie dadzą sobie spokój z tym. Ale fakt europejskiego języka jest dla nas bardzo korzystny, bo przez to litery są możliwe do przeczytania.

Image
Hotel Galaxy

Chciałem wziąć autobus miejski na sam początek wyspy i z tego miejsca zacząć pieszą wędrówkę dookoła Makau. Nie wiedziałem tylko, gdzie znajdę odpowiedni przystanek. W informacji polecono mi natomiast skorzystanie z darmowego autobusu hotelu Galaxy. Autobus mały, ludzi pełno. Ja na szczęście zmieściłem się do autobusu i nie musiałem czekać na kolejny. Plusem jest to, że nie zatrzymuje się po drodze, jest więc dużo szybszy niż miejski i do tego darmowy. Jest to linia 10 hotelu Galaxy.

Image
Kolejny darmowy autobus, tym razem Hotelu Galaxy

Zwiedzanie rozpocząłem od słynnego placu Senado z przepiękną kostką i ułożeniem. Wszędzie w Makau dzisiaj jest bardzo tłoczno. Jest niedziela, piękna pogoda, wiele wycieczek z Chin, ale jeszcze więcej pojedynczych osób z Hongkongu. Plac jest miejscem spotkań całej społeczności regionu. To tutaj odbywają się ważne dla miasta imprezy przez cały rok.

Image
Plac Senado

Wszedłem na chwilę do kościoła świętego Dominika, który jest na samym placu. Kościół w środku jest bardzo obszerny. Pomyśleć, że 100m dalej cała, czteroosobowa rodzina żyje na kilkunastu metrach kwadratowych. Kościół zachował się raczej jako atrakcja turystyczna, bo tylko 7% społeczeństwa jest wyznaje chrześcijaństwo.

Image
Kościół św. Dominika

Nie chciałem zwiedzać tylko głównych, jakże przepięknych, atrakcji turystycznych. Pragnąłem zobaczyć prawdziwe Makau. Ludzie przecież nie żyją w hotelach, nie jedzą na placu Senado i nie spędzają każdej wolnej chwili w kasynie. Sprawdziłem na mapie google dobry kierunek (bardzo szybko i sprawnie działał tutaj nadajnik GPS. Wcześniej pobrałem mapę offline jak zawsze to robię). I po prostu szedłem przed siebie.

Uliczki z jednej strony przypominają te, które można spotkać w starych, włoskich czy portugalskich miastach a z drugiej bez problemu czujemy, że nie jesteśmy na starym kontynencie. Wszystko jest mylące, do tego te wszędobylskie skutery. Budownictwo w staro-europejskim stylu. Wspinałem się coraz wyżej. Przed wyprawą dałbym sobie rękę uciąć, że Makau jest bardzo płaskie.

Image
Wspinałem się coraz wyżej.

W tym upale, z tą wilgotnością i 10kg plecakiem traciłem powoli siły. Sprawdziłem, gdzie jestem i okazało się, że całkiem przypadkiem zaszedłem aż do wzgórza z fortem na szczycie. Jest to jedno z nielicznych miejsc w całym Makau, gdzie możemy podziwiać panoramę całej wyspy. Z jednej strony widzimy okazale prezentujący się hotel Grand Lisboa, a z drugiej stare, zatłoczone budynki mieszkalne.

Fort była miejscem historycznym. To z tej wieży Portugalczycy w XVII wieku odbierali atak Holendrów użwając do tego m. in. armat, które dzisiaj są atrakcją turystyczną. Na szczycie góry znajduje się też Muzeum Historii Macau, jednak nie miałem okazji obejrzeć ich zbiorów.

Image
Prosto w Grand Lisboę

Jedna z najpopularniejszych atrakcji Makau zlokalizowana jest tuż obok, chodzi o fasadę kościoła świętego Pawła. Świątynia aż trzykrotnie przechodziła pożary. Ostatnim razem spowodowany został przez tajfun i spłonęło wszystko oprócz frontowej ściany kościoła i kamiennych schodów. Obowiązkowe zdjęcie na schodach [nazwa schodów] i kierowałem się z powrotem do miasta. Taka ciekawostka z wiki: Powszechnie przyjęta nazwa "katedra św. Pawła" jest błędna, w rzeczywistości kościół był pod wezwaniem Matki Bożej.

Image
Z nieco innej perspektywy niż 99% zdjęć w internecie. Frontowa ściana kościoła.

Załapałem się na degustację plastrów pieczonego mięska, które próbowałem pierwszego dnia w Hongkongu. Właściwie to degustacja była jedna obok drugiej. Chciałem spróbować wszystkich rodzajów, bo każdy sprzedawał co innego. W efekcie trochę się najadłem :D Ale nie mogłem nie zjeść nic lokalnego. Za 20 MOP (płaciłem tyle samo HKD) kupiłem Pork chop bun. Z jednej strony jest to sama, chrupka bułka z kawałkiem mięsa, a z drugiej dosyć najadłem się tym. Nie jest to zwykłe mięso, bo używany jest zawsze plaster wieprzowiny, często z pozostawionym kawałkiem kości.
Raczej nie można mówić czy smaczne czy nie, a hamburgerem grzech to nazwać. Ani sosu, ani warzyw, nic poza kawałkiem mięsa. Ale spróbować było warto, szczególnie że uwielbiam fast-foody :D.

Image
Pork chop bun

Stąd to już 5 minut drogi do okolic portów, gdzie mieszka biedniejsza część społeczeństwa. Uwielbiam takie miejsca, budynki, dzielnice. czuć ten klimat, dla którego przyjechałem do Azji. Wszystkie te miejsca tutaj mają prawie taką samą gęstość zaludnienia jak Mong Kok w Hongkongu. W Makau wszędzie jest bardzo czysto, nawet w takich dzielnicach. Wydaje mi się nawet, że dbają tutaj bardziej o porządek niż w Singapurze, przynajmniej takie odniosłem wrażenie po jednym dniu spędzonym w tym "kraju".

Image
Jakaś uliczka

Nie zwiedzałem konkretnych uliczek, po prostu kiedyś używając Google Street View w Makau zobaczyłem jak tam jest ciekawie, wszędzie jednak podobnie. Dlatego gdziekolwiek pójdziecie jest w porządku (to znaczy w tym rejonie Makau). Wzbudzałem duże zainteresowanie mieszkańców, widać że nie często widzi się tutaj turystów, a to tylko 10-15 minut od fasady kościoła św. Pawła.

Spacerowałem po Makau kierując się na wyścigi psów. Wyścigi odbywają się codziennie oprócz śród i piątków od godziny 19:30. Każdego wieczoru jest 10 biegów, które można obstawiać czy po prostu obejrzeć. Wejście 10 MOP, przy czym kiedyś biletem wejściowym można było obstawić wygraną psa, teraz już jest to tylko bilet wstępu. Większość osób tutaj przyszła po wielkie pieniądze. Ja po prostu nie mogłem odpuścić sobie hazardu w regionie, gdzie 50% przychodu jest właśnie z usług z tym związanych. A że do kasyna nie chcieli mnie wpuścić musiałem to zrobić tutaj. Postawiłem najniższą stawkę, czyli 10 MOP na psa numer 3.

Image
Mimo restrykcyjnych zasad zakazu robienia zdjęć udało mi się zrobić jakieś zdjęcie.

Przed biegiem psy bardzo się niecierpliwią. Niektóre nawet robią kupę zaraz przed startem na środku toru. To także dotyczyło mojej trójki :D Ale jest pani, która od razu to sprząta. Pies niestety nie wygrał, chyba był nawet na 4 lub 5 miejscu z 6 :D Powstrzymując się od kolejnego postawienia dolarów (choć nie ukrywam kusiło) oglądnąłem jeszcze kilka wyścigów po czym poszedłem na prom (2km).

Ostatnie małe zakupy. Wydaje mi się, że jest nieco taniej niż w Hongkongu. Promy na wyspę Hong Kong są co kilkanaście minut. Ja chciałem od razu płynąć na Kowloon. Promu oczekiwałem dopiero za półtorej godziny, ale zauważyłem że prom jest też za 40-50 minut. Bilet w najdroższej opcji (niedziela + noc) kosztował 184 HKD. Można płacić także kartą Visa i Mastercard.

Image
Ostatni widok Macau

Mimo że jest tak dużo promów do Hongkongu to wszystkie miejsca były wykupione, następny dostępny dopiero za półtorej godziny, więc udało mi się, że płynę do Kowloonu. Można robić rezerwacje internetowe i jeśli ktoś przypływa z HK na jeden dzień to może nie warto ryzykować, choć wydaje mi się, że w tygodniu nie powinno być problemu z miejscami.

Odprawa przypomina bardzo tę lotniskową, tyle że tutaj nie ma skanowania bagażu. Ostatnie minuty w Makau spędzamy w strefie tranzytowej, skąd przechodzimy bezpośrednio na pokład promu. W środku luksusowo, ekskluzywnie. Siedzenia numerowane, właściwie w ogóle nie czuję, że jestem na łodzi. Nie buja a przeprawa ponad 60 km trwa tylko godzinę. Oczywiście wkraczam po raz kolejny do HK z innego kraju, więc muszę od nowa wypełniać kartę wjazdową. Tym razem śpię w hotelu Macau :D

Na ostatnią noc wyprawy miałem niespodziewany couchsurfing. Gdy byłem w Singapurze, Erica z HK przypadkiem znalazła informacje że odwiedzam jej miasto. Poprosiła mnie czy nie mógłbym wziąć laptopa dla jej dobrego znajomego z Krakowa. Oczywiście żaden to problem, szczególnie że to malutki netbook. Od razu się zgodziłem, a Erica nalegała bym spał u niej. Zaoferowała mi też ostatni chiński obiad, mówiąc że jej kolega już jej zapłacił za przesyłkę i ona tylko wydaje jego pieniądze (oczywiście on o tym wie, są bardzo dobrymi znajomymi).

Nie można wysyłać rzeczy zawierające baterie pocztą lotnicza, a statkiem trwałoby to miesiąc. Mimo że odmawiałem to ona nie dała za wygraną i ja ostatecznie przyjąłem ich warunki. Odebrała mnie ze stacji metra. Mieszka daleko od centrum niedaleko granicy z Chinami, ale MRT jest to tylko 30 min jazdy metrem. Mieszkanie jest na 40 piętrze, znowu mam przepiękny widok. Tutaj nieco inny. Wszędzie płasko a tylko przy samym końcu widać potężne budynki. Superowo po prostu!

Siedziałem do 3 próbując spisać Makau. Dałem sobie spokój, gdy zacząłem zasypiać na siedząco. Poszedłem spać, a od tamtego czasu cały czas na nogach, zero czasu na relację, za co bardzo przepraszam.

Podsumowując Makau - ogromnie się cieszę, że przez przypadek znalazłem tę ofertę. Nawet, gdy bilet byłby dwukrotnie droższy nie żałowałbym wydanych pieniędzy. Makau to takie wielkie Chinatown w bogatym Monako, niby trochę kultury europejskiej a jednak wszystko na bogato!

Bardzo mi się tutaj podobało i chętnie wrócę do tego miejsca, ale dopiero w wieku 21 lat, gdy będę mógł odwiedzić kasyna. Nie uważam, że Makau to tylko 1 dzień. Na południu jest duży fragment terenu nadającego się na piesze wędrówki. Sam właściwie planowałem zwiedzenie samego południa Makau. Znalazłem przepiękne miejsce na zdjęciach [link] i ogromnie chciałem tam iść, ale nie starczyłoby na to czasu i musiałem zrezygnować z tego planu, a raczej odłożyć go na następną wizytę, która będzie zdecydowanie dłuższa.

Więcej fotek na Picasie. Reszta jutro czy coś, bo w tym momencie tak padam, że już wiem co będę robił przez całą podróż ;) Dobranoc ;)
_________________
Image Image Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#91 PostWysłany: 04 Cze 2013 23:34 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 3963
Loty: 354
Kilometry: 799 888
srebrny
a ciasteczka w Makau próbowałeś? tez można się najeść tyle tych rodzajów tam mają :) niektóre z mięsem lub algami, ale najlepsze z migdałami ;)
Warte spaceru są jeszcze okolice Muzeum Morskiego i Makau Tower :) No i można się wybrać pod chińską granicę ;) oczywiście darmowym busem ;)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#92 PostWysłany: 05 Cze 2013 00:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2011
Posty: 60
Loty: 213
Kilometry: 494 205
miki3475 napisał(a):
Angrenne napisał(a):
A co do budek to uważam, że w Azji to inna klasa niż u nas "jedzenie z budek". Tutaj po prostu każdy tak je, bo wszyscy są zabiegani pracą. W efekcie takie jedzenie jest bardzo smaczne i tanie.

Póki co naprawdę NIC mi nie zaszkodziło jeśli chodzi o kwestie żołądkowe. Raz po Burger Kingu z Mong Kok bolał mnie trochę brzuch, ale to może godzinkę. No i właśnie - to amerykański fastfood!
Ostre, nieostre, wszystko zawsze świeże było i smaczne. Można jeść śmiało.


W Azji jedzenie z ulicy najlepsze!!! Od dziadka ze starego woka albo grilla :)
Szaszłyczki z krewetek albo makaron, pycha.
O dziwo, jedząc cały tydzień "na ulicy", poczułam się źle dopiero po kolacji w restauracji :P ;)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#93 PostWysłany: 05 Cze 2013 00:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2011
Posty: 60
Loty: 213
Kilometry: 494 205
Fajnie obejrzeć relację i powspominać Bangkok.
Link do moich fotek z Tajlandii, na których są wspomniane smażone świerszcze i skorpiony :)

https://plus.google.com/photos/11577321 ... nfLBmabpDg
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#94 PostWysłany: 05 Cze 2013 16:04 

Rejestracja: 20 Lis 2012
Posty: 1
Cytuj:
Na ostatnią noc wyprawy miałem niespodziewany couchsurfing. Gdy byłem w Singapurze, Erica z HK przypadkiem znalazła informacje że odwiedzam jej miasto. Poprosiła mnie czy nie mógłbym wziąć laptopa dla jej dobrego znajomego z Krakowa. Oczywiście żaden to problem, szczególnie że to malutki netbook. Od razu się zgodziłem, a Erica nalegała bym spał u niej. Zaoferowała mi też ostatni chiński obiad, mówiąc że jej kolega już jej zapłacił za przesyłkę i ona tylko wydaje jego pieniądze (oczywiście on o tym wie, są bardzo dobrymi znajomymi).


Oj, nie podoba mi się to :/ Nie wiesz że nigdy, ale to przenigdy jadąc przez granicę nie bierze się ŻADNYCH rzeczy od nieznajomych? Nigdy!!! Przecież to może być jakiś przemyt :/
Na poparcie moich słów: http://www.rp.pl/artykul/414188.html?print=tak
Chroń siebie, zostaw to, nie ryzykuj.
Góra
 Relacje PM off  
 
#95 PostWysłany: 06 Cze 2013 06:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 Lut 2012
Posty: 302
Dla mnie osoba ta byla zaufana i wczesniej wszystko sprawdzilem. Jesli cos wzbudziloby moje podejrzenie powiedzialbym ze nie moge tego zrobic. Sprawdzilem laptopa dokladnie, bo tez o tym myslalem. Wszystko bylo w porzadku. Rownie dobrze gdy stoisz w kolejce do kontroli bezpieczenstwa ktos moglby ci wrzucic mala paczuszke, ktora bylaby odebrana na lotnisku docelowym. Nie mozna zawsze doszukiwac sie zlych zamiarow, trzeba zbadac sprawe i dopiero ocenic. Wszystko bylo oki.

Poki co przespalem z 18h, ale dzis powinna byc dalsza czesc.
_________________
Image Image Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#96 PostWysłany: 06 Cze 2013 06:59 

Rejestracja: 07 Cze 2011
Posty: 77
No to czekamy:)
Góra
 Relacje PM off  
 
#97 PostWysłany: 07 Cze 2013 15:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Lip 2012
Posty: 3071
Loty: 249
Kilometry: 415 497
niebieski
ten pork chop bun wygląda kropkę w kropkę jak portugalska bifana :D
_________________
Zanim zadasz pytanie na forum poszukaj. Potem poszukaj jeszcze raz. Potem idź zrób sobie herbaty i poszukaj trzeci raz, tylko dokładniej.
Jest 90% szans że ktoś już pytał o to samo co Ty, tylko nie potrafisz/nie chce Ci się znaleźć odpowiedzi.
Góra
 Relacje PM off  
 
#98 PostWysłany: 07 Cze 2013 21:46 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Wrz 2011
Posty: 2383
Loty: 213
Kilometry: 249 545
Dawaj ostatnią część !!! :-D
Góra
 Relacje PM off  
 
#99 PostWysłany: 08 Cze 2013 09:46 

Rejestracja: 28 Gru 2012
Posty: 14
też czekam z niecierpliwością na ostatnią cześć :)...śledzę Twój wątek i świetnie się czyta;):D ... gratuluję wyprawy :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#100 PostWysłany: 08 Cze 2013 20:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 Lut 2012
Posty: 302
Na początek muszę bardzo przeprosić za zwlekanie z opublikowaniem kolejnych części. Jak tylko przyjechałem padłem, przez pierwsze dwa dni dosłownie zdychałem. Nie miałem apetytu, nie jadłem ZUPEŁNIE nic przez 2 pierwsze dni od przyjazdu (tylko trochę soku, wody, herbaty). Pierwszej nocy przespałem 22 godziny... Fatalnie się czułem, ból w kościach, senność, wspomniany brak apetytu. Od zgłoszenia się do lekarza powstrzymywał mnie tylko brak gorączki. Mimo to trochę bałem się, że mogłem przywieźć coś ze sobą. Ale we wszystkich chorobach temperatura ciała jest znacząco podwyższona. Wczoraj już było trochę lepiej, ale miałem wiele spraw do załatwienia, musiałem się wreszcie ogarnąć. Dziś nie narzekam, wróciłem do siebie i zabieram się za ostatnie etapy podróży i kończące podsumowanie. Przepraszając za tę zwłokę, liczę że nadal będą osoby chętne czytać ostatnie wpisy dziennika ;)

Dzień 19: Ostatni dzień w Azji

Przed 8 razem z Ericą wzięliśmy metro do Mong Koku, gdzie ona pracuje. To było idealnie miejsce dla mnie. Dzisiaj zwiedzam centralno-wschodnią część HK. Nie planuję już jechać na wyspę, zostając tylko na lądzie. Na szczęście Erica przechowała moją torbę z ubraniami przez co miałem 5-10kg lżej (przynajmniej na chwilę :D). Gdy byłem na miejscu poszedłem do pierwszego 7/11 na śniadanie. Kupiłem świeże pieczywo i wodę, ale muszę przyznać - babeczka z wieprzowina była fatalna :P

Image
Babeczka z wieprzowiną BQQ i ananasem

Nikt chyba nie spodziewał się takiej pogody w Hongkongu o tej porze roku. Słońce bardzo mocno świeci, a chmury często całkowicie uciekają. Temperatura jest wysoka, ale w połączeniu z tą wilgotnością jest naprawdę ciężko.

W Hongkongu poza parkami nie ma prawie miejsc do siedzenia, a tym bardziej nie ma co ich oczekiwać w Mong Koku, gdzie za całe mieszkanie w Krakowie czy Warszawie tutaj mielibyśmy mały pokój 7m^2 z 3 osobami w środku. Na kraweżniku w najgesciej zaludnionym rejonie świata przesiedziałem prawie godzinę. Odkryłem sposób na darmowy Internet. Jeśli roaming oferuje wam firma PCCW (ja mam w PL w Play) to przez 24h możecie się cieszyć darmowym internetem. Prawie wszędzie jest zasięg. Po zalogowaniu do sieci "PCCW Free Internet otrzymamy instrukcję.

Przypomniało mi się, że koło Mong Kok jest jeszcze targ z ptakami. Faktycznie, tylko 10 minut spacerkiem i jesteśmy na miejscu. Ale znowu dodałem coś do mojego planu. Idąc z włączoną mapą zauważyłem ulicę Flower Market tuż przy samym wejściu na Yuen Po, gdzie są te ptaki.

Jak już pewnie zauważyliście bardzo lubię odwiedzać parki, rezerwaty przyrody czy właśnie takie targi. Nie mogłem sobie tego odpuścić. Piękne kwiaty, ogromny wybór, niskie ceny. Pełno lokalnych dżentelmenów zaopatrujących się w kwiaty dla swoich kobiet :P

Image
Piękny bukiet za 10zł

Image
Ulica Flower Market

Na ulicy Yuen Po mieści się właściwie "ptasi ogród", ale to tylko teoretycznie. W praktyce jest to miejsce handlu (jak wszędzie w HK). Nie spotkamy tutaj podróbek wielkich amerykańskich firm, ulicznego jedzenia a wszystko co z hodowlą ptaków związane. Były żywe robaki czy zapakowane żyjące świerszcze. Ale także zwykłe rzeczy takie jak różniej wielkości klatki, no i oczywiście wiele ptaków, które można było kupić. Możliwe, że to miejsce trzeba odwiedzić o innej porze, gdy wszyscy okoliczni hodowcy ptaków wyprowadzają swoje "pociechy" na zewnątrz. Bo warto dodać, że w Hongkongu ze względu na brak miejsca, ptaki są traktowane jako domowe pupile, coś jak nasze psy czy koty.

Image
Yuen Po

Ruszyłem w dwukilometrowy spacerek do parku Kowloon Walled City. Wkroczyłem w strefę nietykalną przez turystów. Te tereny omija nawet doskonałe hongkońskie metro, co jest trochę dla mnie niezrozumiałe, ale oznacza, że musi to być region zamieszkiwany przez dosyć średnio majętnych mieszkańców. Nienajnowsze, choć jeszcze nie tak wysokie, trochę rozpadające się budynki wszędzie po drodze, gdy tylko wkroczyłem do Kowloon City.

Image
Ten budynek się nieco różni, ale jeszcze w 2011 roku był budowany (Street view). Przewiduję, że za kilka lat tak będzie wyglądała cała okolica.

Po drodze znalazłem pierwszy większy supermarket od początku mojej podróży. 7/11 oferuje mały wybór produktów, a ceny są raczej wyższe. Inaczej sytuacja wygląda w tym sklepie. Dwa poziomy, wiele produktów i całkiem atrakcyjne ceny. Idealna okazja by zrobić zakupy spożywczo-pamiątkowe. Zupka chińska, soki, jakieś słodycze, nic właściwie nie ma tutaj tak super ciekawego co można byłoby przywieźć do Polski. Jedzą dużo produktów z zachodu, firm które są dostępne także u nas. Czasem tylko trafia się jakiś smak, który jeszcze do nas nie dotarł.

Image
Moje zakupy?

Zaraz obok zaczęły się prostopadłe uliczki, o których wspominałem już kiedyś. Zainteresowały mnie, bo lokalizacja była tuż obok Walled City. Wszyscy z Chin, wszystko chińskie, każdy patrzy na mnie z zaskoczeniem "co on tutaj robi?". Na wielu rogach ulic stoiska z owocami. W sklepie spożywczym pani zaczęła mnie zapraszać na degustacje jakiegoś czarnego, dziwnie wyglądającego soku. Nie smakowało to nawet trochę :D Ale nigdy się nie dowiem co to było, bo nikt tam nawet słowa nie umie po angielsku, oczywiście poza "Hello" i "Bye-Bye".

Image
Stoisko z owocami

Spróbowałem jeszcze "Tea-Egg" czyli jajka gotowanego w herbacie. Widziałem to kiedyś na ulicy, ale wtedy byłem już totalnie najedzony i nic nie mogłem zmieścić. Koszt 4 HKD. Smak... jak jajko gotowane w normalnej wodzie popite herbatą. Nie ma jakiegoś szczególnego smaku, może jeśli się skupimy da radę wyczuć specjalną woń herbaty, kolor białka też jest trochę ciemniejszy. Ale nic specjalnego.

Image
Tea egg

W Parku główną atrakcją jest muzeum Kowloon Walled City. Kilkanaście dni temu opublikowałem tutaj link do artykułu o tej dzielnicy.
Cytuj:
Chińska enklawa w brytyjskim Hongkongu

Wszystko zaczęło się jeszcze w XIX wieku, gdy na miejscu dawnej osady Chińczycy wznieśli niewielki fort. Gdy w 1898 roku Wielka Brytania wydzierżawiła od Chin Hongkong, Chińczycy postanowili umieścić tam własne wojska, które miały pilnować dotrzymania warunków dzierżawy.

Pomysł nie spodobał się Brytyjczykom, którzy po przejęciu Hongkongu zaatakowali garnizon. Problem polegał na tym, że atak trafił w próżnię – chińskie wojsko opuściło fort, a Brytyjczycy nie mieli żadnego powodu, by w nim stacjonować. Również go opuścili, a do opustoszałych zabudowań zaczęli napływać nielegalni imigranci.

Początkowo brytyjska administracja próbowała z nimi walczyć, ale w końcu machnęła na problem ręką. W międzyczasie wybuchła druga wojna światowa i Hongkong zajęli Japończycy.

Za: gadzetomania.pl


Image
Kowloon Walled City Park

Tyle historia, a jak żyło się w dzielnicy o rekordowej gęstości zaludnienia? Bardzo dobrze przedstawia to wystawa/muzeum znajdujące się w tym samym miejscu, co omawiane Kowloon Walled City, którą miałem okazję zobaczyć. Mamy tam wiele filmów, są nawet wypowiedzi osób tam mieszkających. Jest też wiele zdjęć oraz opisów. Przychodząc tutaj nie spodziewałem się niczego poza małą, makietą z brązu. Jedno z milszych zaskoczeń podczas tej podróży.

W dzielnicy jak grzyby po deszczu zaczęły się pojawiać 14-piętrowe budynki (14 pięter, bo tylko takie można było budować, ze względu na pobliskie lotnisko). W jednym małym pokoju mieszkała cała rodzina. Za ścianą kolejna, a obok nich mieściła się fabryka makaronów lub kuleczek rybnych (fishballs). Taka mała ciekawostka. W czasach, gdy działało Walled City aż 80% wszystkich kuleczek rybnych jedzonych w całym Hongkongu pochodziło z tego miejsca.

Brakowało tutaj prądu i wody. Za małą opłatą mieszkańcy mieli dostęp do studni z wodą. Źródło było jednak limitowane, a woda nie nadawała się do picia. Mimo to każdy jej potrzebował, a noszenie wiader pełnych wody było ciężkim zajęciem, szczególnie w miejscu gdzie były tylko 2 windy w całej dzielnicy. Wielu staruszków, którzy już nie pracowali w dzień nosili wodę do swoich 18 metrowych mieszkań. Powstało też wiele ofert pracy, za 1 dolara przynoszono wodę pod same drzwi.

Image
Mapa dzielnicy

Na zachodzie mieściła się ulica Kwong Ming, czyli "jasna i pusta". To za sprawą narkomanów, którzy w nocy tutaj właśnie spożywali narkotyki. Z czasem mieszcząca się tutaj fabryka narkotyków przeniosła się poza Walled City, a jej miejsce zajęło od razu wiele innych firm. W tej dzielnicy ceny najmu były bardzo niskie, a podatki nie istniały. Zachęcało to do przenoszenia swojego biznesu właśnie tutaj. Mieściło się tutaj wiele fabryk, m.in. cukierków, makaronów, kuleczek rybnych. Na obrzeżach (tuż przy ulicy) swój gabinet miało wielu dentystów leczących mieszkańców całego Hongkongu.

Image
Wystawa

W samym środku znajdował się niski budynek będący urzędem Chińskim, zwany Yamen. Swoją wysokością różnił się od budynków powstających wkoło, toteż możemy mieć wrażenie, że w samym sercu dzielnicy, była "dziura", teren niezamieszkały.

Image
Wyremontowany Yamen

Image
Widok na dzielnicę z "góry"

W 1984 roku władze brytyjskie i chińskie wspólnie doszły do wniosku, że trzeba zacząć panować nad dzielnicą, najprościej burząc ją. Był to teren o bardzo wysokiej przestępczości, bez policji i o słabych warunkach do życia. Dlatego sami mieszkańcy cieszyli się z tej decyzji: "Pytaliśmy, dlaczego tak długo czekaliście z podjęciem tej decyzji", mówił jeden z mieszkańców na filmie. Obecni lokatorzy byli stopniowo przenoszeni do nowych mieszkań, a budynki zostały zburzone w 1993. Zachował się tylko Yamen oraz jeden z kawałków fundamentu. W miejscu Walled City powstał właśnie ten park.

Image
Fundamenty pozostawione na pamiątkę

Podobnie jak Andi poszedłem do pobliskiej świątyni - Wong Tai Sin. Jest bardzo kolorowa. Wejście oczywiście darmowe.
Ciekawe było przyglądanie się ludziom z tymi tajemniczymi koszyczkami. Potrząsali nimi, tak, aby wypadł tylko jeden patyczek. Zapisywali wyniki i robili tak z kolejnym.

Image
Świątynia Wong Tai Sin

W drodze powrotnej nie mogłem się oprzeć piekarni. "Egg tart" za mną chodziło od dnia numer 1 w HK, gdy po raz pierwszy to spróbowałem. Przyjemny deser a teraz na zakupy.

Image
Egg tart po raz drugi

Od początku mojej wyprawy pytałem każdą bliżej poznaną osobę, gdzie poleca mi zrobić zakupy - tanie t-shirty jakieś drobne pamiątki. Każdy mówił to samo - Ladies Market w Mong Kok. Targ ożywa dopiero po południu, słynie z dosyć niskich cen ale konieczne jest targowanie się. Czasem udało mi się obniżyć cenę nawet o 70%, szczególnie dobry jest sposób z odchodzeniem do następnego stoiska. Prawie zawsze sprzedawca podbiega i proponuje niższą cenę.

Na samym końcu znalazłem najtańsze koszulki. 6 sztuk za 100 HKD. Materiał uważam nie najgorszy, nadruk z "Hong Kong" bardzo ciekawie zrobiony, duży wybór. Tylko sprzedawca bardzo niemiły. Erica była moim tłumaczem :D Wybrałem zestaw, w drodze powrotnej (targ kończy się murem) wydałem moje ostatnie dolary na bluzę, okulary (choć za nie bardzo przepłaciłem).

Image
Ladies Market, wbrew nazwie to nie jest miejsce tylko dla kobiet

Żeby mógłbym powiedzieć, że spróbowałem wszystkiego co chciałem brakowało jeszcze: bubble tea oraz dim sum. Erica tutaj pracuje, zna więc bardzo dobre miejsca, gdzie można zjeść smaczny obiad. Wzięliśmy 3 rodzaje dim sum, jeden z wieprzowiną, drugi z owocami morza a trzeci ogólnie mieszany. Do tego oczywiście herbata.

Pierwszy przypominał trochę zwiniętego naleśnika. Tylko było to bardzo śliskie. Pałeczkami nie dałem rady tego chwycić, pomagałem sobie łyżką :P Bardzo smaczne. Teraz kolej na mieszane dim sum. Nie wypadło już tak okazale, ale z drugiej strony nie mogę powiedzieć, że było niesmaczne. Wygląd to już bardziej uszka z barszczu. Myślałem, że ja szybko jem, ale gdy ja byłem w połowie Erica mierząca może 140cm już dawno skończyła :D

Image
Pierwsze dwa dim sum

Swoją krótką przygodę z tym daniem zakończyłem dim sum z krewetkami. Na górze pokryte były ikrą krewetek. Miodzio! Ląduje na moim pierwszym miejscu azjatyckich potraw spychając tajlandzkie "Pad Thai" na drugie. W Europie naprawdę nie znosiłem krewetek. Nie mogłem ich przełknąć, dla mnie "śmierdziały", a mięso było niesmaczne. Tutaj jest zupełnie inaczej, zakochałem się w nich!

Image
Dim sum z krewetkami (jak teraz w Polsce patrzę na to zdjęcie to mam taką ochotę na to! :D)

Bardzo chciałem, by ostatnim widokiem jaki zobaczę w Hongkongu (a przynajmniej na razie) będzie znowu ta zapierająca dech w piersiach panorama wybrzeża wyspy Hong Kong. Nie było lepszego miejsca niż 118 piętro ICC, czyli restauracja Ozone (po raz kolejny). Zaproponowałem to Erice, choć nie wierzyła, że możemy tam za darmo wejść zgodziła się. Z bubble tea ruszyliśmy do metra. Ja wolałem poczekać te 5 minut i wypić zimną herbatkę z małymi kawałkami galaretki przed wejściem do metra. Nie chciałem, by ostatnia przejażdżka skończyła się wysoką karą :D

Na szczęście mięliśmy jeszcze godzinę do 21 (od tej godziny strój galowy), wpuszczono nas bez problemu. Rozejrzałem się, po prostu stałem i wpatrywałem się w to magiczne miasto. Akurat zdążyliśmy na festiwal świateł odbywający się codziennie o 20. Ale jak pisałem, nie robi to wrażenia. Ale było to miłe połączenie na wysokości prawie 480 metrów. Zakochałem się w tym mieście, wrócę do niego na pewno, mam nadzieję, że nie jeden raz!

Image
ICC, 118 piętro. Widok na Hong Kong

Czas ruszać do domu :( Wziąłem metro do ostatniej stacji Tung Chung. Na jednej ze stacji pożegnałem się z Ericą, która zmieniła linię. Na Tung Chung po przyjeździe czekał od razu autobus na lotnisko - 3.5 HKD 15 minut jazdy. Bardzo smutno było mi wracać, ale wszystko się kiedyś kończy. Trzeba po prostu kupić kolejny bilet do Hongkongu lub chociaż przez Hongkong!

Na mojej karcie Octopus zostało mi ponad 20 dolarów. Nie chciałem jej zwracać, wolałem sobie ją zostawić na pamiątkę, może nawet na kolejną podróż. Na Octopusie raz możemy wykonać transakcję na sumę większą niż mamy środków. To znaczy, możemy zejść do -35 HKD. A więc mam 55 HKD do wydania w 7eleven. Ciężko było, bo wybór produktów bardzo mały.

Image
Fota a'la Andi :D

Wszystko związane z odprawą i samolotem obeszło się bez najmniejszej komplikacji. Siedząc przy oknie po raz ostatni mogłem spojrzeć na oddalające się miasto, które nigdy nie zasypia - Hongkong!


Dużo więcej zdjęć na Picasie.
_________________
Image Image Image
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 126 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group