Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 26 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 27 Wrz 2022 07:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Paź 2014
Posty: 1004
srebrny
Dla niektórych relacji powinien być przycisk "uwielbiam " :D
Przepięknie!!
_________________
Moje relacje:
Włochy - Liguria / Indonezja / Malmo+Kopenhaga / Dublin / Sri Lanka+Malediwy / Maroko / Amsterdam / Kaukaz / Wyspy Owcze
i: https://www.instagram.com/ola.javv/
Góra
 Relacje PM off  
 
#22 PostWysłany: 27 Wrz 2022 08:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1620
Loty: 781
Kilometry: 1 817 108
złoty
Dodaję do ulubionych :D
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#23 PostWysłany: 28 Wrz 2022 17:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 80
Loty: 1050
Kilometry: 2 042 624
niebieski
Całkiem dobrze znieśliśmy zimną noc. Wczesnym rankiem jest naprawdę chłodno i widać jak paruje woda z tych gorących źródeł gdzie wczoraj siedzieliśmy.

Image

Image

Image

Jedziemy dalej przez pustkowia

Image

Naszym następnym przystankiem jest Salvador Dali Desert. Miejsce na pustyni upstrzone nieregularnymi głazami, które kiedyś jakiemuś podróżnikowi skojarzyło się z surrealistycznymi dziełami Mistrza i nazwa się przyjęła.

Image

Image

Na tej części pustyni deszcz nie padał od kilkuset lat! Jest mega sucho i kosmicznie nieziemsko

Image

Image

Image

Image

Dojeżdżamy do następnej laguny znanej jako Laguna Verde. Składa się z dwóch jeziorek, jednego klasycznego solnego zwanego Laguna Blanca i drugiego zielonego, które ma sporą zawartość trujących substancji takich jak arszenik, nadające mu zieloną barwę. Niestety zielony kolor widoczny jest tylko wtedy kiedy porządnie wieje wiatr. Przy spokojnej pogodzie, którą dziś mamy, pozostaje nam pooglądać zieloną wodę w internecie (tu fotka z Wikipedii):

Image

Ciekawostką jest fakt, że podczas corocznej migracji flamingów z Amazonii, przylatują tu całe stada wytaplać się w tej trującej wodzie aby zabić wszystkie bakterie, które tam złapały. Jak one na to wpadły to pozostanie tajemnicą natury.
A tak wygląda Laguna Blanca i widok na jeden z najwspanialszych wulkanów w okolicy – Licancabur.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Niedaleko jest brama parku, tam sprawdzają i bilety i paszporty

Image

Image

Dojeżdżamy do granicy boliwijskiej. Tak wygląda przejście graniczne.

Image

Image

Żegnamy się też tutaj z Luizem, wraca dziś do Uyuni sam, bo wszyscy jedziemy dalej do San Pedro De Atacama. Czeka na nas busik (był w cenie tripu).
Jest to zupełne bezdroże, granica chilijska jest za kilkanaście kilometrów i prowadzi tam szutrówka. Naszą akcję przepakowania do busika spokojne obserwuje lis:

Image

Luiz nas trochę nastraszył tą granicą lądową. Twierdzi, że to ulubione miejsce przemytników i służby chilijskie są mega wyczulone na wszystko co się przewozi z Boliwii. Radzi nam zadeklarować wszystkie zakupy łącznie z koszulkami i wyrzucić lub zjeść całą żywność – bo i tak zabiorą.
I rzeczywiście na przejściu chilijskim wszyscy opuszczają busa i ustawiają się w długa kolejkę do kontroli bagaży. Wszystkie bez wyjątku są otwierane i bardzo dokładnie przeszukiwane! Do niczego się nie przyczepili u nas ale jedzenia żadnego nie mieliśmy.
Mega długo nam schodzi na tej granicy. Oczywiście trzeba jeszcze pokazać deklarację C19.cl z ważnym kodem QR (ale nie ma problemu jak ktoś nie ma, rozdają papierową kserówkę, którą na kolanie można wypełnić) i podać adres w Chile.
To wszystko na zewnątrz przy temperaturze poniżej zera. Mocno zmarznięci pakujemy się wszyscy do busa po kontroli i wjeżdżamy do Chile.

Jesteśmy praktycznie u stóp Licancabura ciągle na wysokości około 4300m n.p.m. San Pedro de Atacama leży jakieś 2 kilometry niżej. Jedziemy więc następne 40 kilometrów mega zjazdem w dół. To fragment trasy tranzytowej pomiędzy Argentyną i Chile więc droga jest również zawalona ciężarówkami, które mają tu trudny odcinek.

Image

Image

Dojeżdżamy do San Pedro de Atacama około południa. Ale tu ciepło!!!
Kupujemy bilety na busik do Calamy (tam mamy dziś samolot do Santiago) i mamy około 2 godzin na przejście się po SPdA. Busiki jeżdżą dość często i nie ma kłopotów z biletami.

Image

Oryginalnie planowałem spotkać się tu z @Cart -em i uskutecznić razem objazd Atacamy ale kilka tygodni przed wylotem jego harmonogram uległ zmianie a mój plan na Atacamę jak pisałem w odcinkach wyżej na własne życzenie również został kompletnie zdemolowany.
Rozminęliśmy się więc i odpuszczam zwiedzanie Atacamy, zostawiam to miejsce na następny raz a wspaniałą sąsiednią relację Carta potraktuję jak gotowy przewodnik.
San Pedro de Atacama szybciutko wskakuje do moich ulubionych miasteczek na obrzeżach świata, gdzie jest fajna baza turystyczna, mnóstwo się dzieje, są super knajpki i lokalne sklepiki. Można tu siedzieć i mieć coś do roboty tygodniami. Do takich miejsc zaliczam również Luang Prabang, Siem Reap, Ubud, Puerto Princessa, Mahahual i kilka innych takich podobnych miejscówek poznanych podczas dotychczasowych podróży.

W SPdA całe życie kręci się wzdłuż ulicy Caracoles i tam się właśnie udajemy coś zjeść i kupić jakieś pamiątki:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Wulkan Licancabur góruje tutaj nad całym miasteczkiem, widać go z każdego miejsca.

Image

Jest dla nas mega gorąco po tych mrozach ostatnich paru dni.

Image

Wsiadamy w busika, który w półtorej godziny zawiedzie nas do Calamy.
Ale po drodze zahaczamy jednak trochę o Valle de la Luna i parę fotek przez szybę zrobiłem (oczywiście fotki Carta z jego relacji to mistrzostwo świata).

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

W Calamie trafiamy na jakiś festyn ludowy w centrum miasta.

Image

Image

Lot jest po południu wiec jeszcze mamy czas odwiedzić polecaną na forum knajpę Pasion Peruana.

Image

Image

Wow, bardzo dobre i przystępne cenowo jedzenie - steki i owoce morza. Od zamówienia do podania minęło….. 10 minut. Nie wiem jak oni to zrobili!
Na lotnisko z centrum Calamy wiezie nas Uber za 12zł. Czeka na nas Airbusik Latam.

Image

Wpadamy na ostatni nocleg do naszego hotelu La Quinta w Santiago gdzie zostawiliśmy graty narciarskie. Wychylam jeszcze z kolegą chilijskie pisco sour za szczęśliwe zakończenie wyprawy do Boliwii.

Image

A jutro? Hehe postanawiamy następnego dnia jeszcze raz pojechać na narty do La Parvy! A co, ostatni dzień. Wylot do Polski mamy o 20-stej więc tym razem w planie jest zdążenie na czas!
c.d.n.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#24 PostWysłany: 28 Wrz 2022 20:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1620
Loty: 781
Kilometry: 1 817 108
złoty
Rewelacja. Zastanawiałem się nawet czy nie wpaść wypożyczonym samochodem do Laguna Blanca by choć trochę liznąć Boliwii, ale potem przeczytałem, że nie przepuściliby mnie przez granicę. Widoki boliwijskie wydają się jednak lepsze niż okolice SPdA, nawet ze zdjęć z telefonu ;). Koniecznie muszę się tam wybrać w najbliższym czasie.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#25 PostWysłany: 28 Wrz 2022 22:59 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 3973
Loty: 359
Kilometry: 821 162
srebrny
dla mnie trip z SPdA do Uyuni i okolice samego SPdA to najpiękniejsze przyrodnicze miejsce na ziemi - jest wszystko: ciepłe źródła, pustynia, doliny, wulkany, laguny, lamy i wikunie..te kolory oddają właśnie to jak tam jest ;) miło powspominać na zdjęciach :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#26 PostWysłany: 29 Wrz 2022 17:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 80
Loty: 1050
Kilometry: 2 042 624
niebieski
Narty to był podstawowy cel tego wyjazdu, sprzęt jest, pogoda śliczna i cała niedziela do dyspozycji więc nie zastanawialiśmy się długo. Po raz trzeci wynajmuję samochód w Santiago. Przez internet w 5 minut w NU cars. Odbiór niedaleko lotniska, podjeżdżamy uberem.
Dostajemy Cherry Tiggo, ło matko – chińszczyzna, wprawdzie nówka fungiel ale to auto prawie nie jeździ! Wciskam gaz w podłogę i rusza jak żółw ociężale.
Do La Parvy mamy trochę ponad godzinkę drogi i już o 9.30 meldujemy się pod stokiem

Image

Bierzemy znowu narty performance i jazda na wyciągi.

Image

Pomimo niedzieli jest pusto

Image

Image

Od poprzedniego tygodnia ubyło sporo śniegu, to chyba już mocny schyłek sezonu. Ale trasy dobrze przygotowane i nie ma kolejek do wyciągów

Image

Image

Do południa na jednej z szybkich tras trenuje kadra zjazdowa Austriaczek. Jeździmy obok i od czasu do czasu podziwiamy ich szybkie zjazdy. Dziewczyny trenują na maksa więc jest widowiskowo.

Image

Jest tak pusto, że o 13 robimy sobie przerwę.

Image

Warto spróbować empanady – lokalnej przekąski podawanej z mięsem lub serem

Image

Pomni wydarzeń z przed tygodnia punktualnie o 14 zjeżdżamy do dolnej stacji, oddajemy narty i rozpoczynamy zjazd w dół do Santiago.
Idzie dobrze, jest pustawo, dobrze, dobrze…. aaaa stoimy!

Image

Korek na maksa przed nami i nie posuwa się o jotę przez dobre pół godziny. Już przed oczami staje mi wizja kolejnego spóźnienia, tym razem na powrót do Europy więc bardzo grubego.
Stoimy a koło nas krąży kondor… czyżby coś zwiastował niedobrego? Jakieś złe przeczucie krąży mi po kręgosłupie.

Image

Ale dla równowagi ducha biega też żyjący tu na swobodzie lokalny konik:

Image

Na szczęście kolumna rusza w końcu. Dopytaliśmy i okazało się, że w weekendy ta wąska trasa z serpentynami do La Parvy i Valle Nevado jest zamykana w jedną stronę. Rano pod górkę a po 14.30 można zjechać tylko w dół. Uffff… jedziemy już sprawnie i płynnie.
Spokojnie dojeżdżamy do Santiago, oddajemy samochód i meldujemy się na terminalu o dobrej porze. Nasz lot Deltą do Atlanty wisi na tablicy i jest o czasie.

Ale jeden bilet mamy tylko do Amsterdamu, potem 3,5 godziny przerwy i niepołączona przesiadka na KLM do Warszawy.
Przy okienku próbuję przekonać przedstawiciela Delty aby połączył nam rezerwacje i nadał bagaże prosto do Warszawy. Nie da się – twierdzi, grzebie w kompie długo i na koniec rozkłada ręce. Ja się nie poddaję– w końcu udało się mi tak załatwić na przylocie i połączyć loty.

Proszę go uprzejmie o konsultacje z supervisorem. O dziwo się zgadza, woła szefową, która cierpliwie wysłuchuje mojej prośby i….. sama zaczyna stukać w kompa. Zakładam, że myśli sobie „co ja im tego nie załatwię???” 😉.
I bach – mamy połączone rezerwacje i bagaż nadany prosto do Warszawy! Juppi, będzie łatwiej na przesiadkach w Atlancie (gdzie mamy 8 godzin i zaplanowane wyjście na miasto) i oczywiście w Amsterdamie, gdzie spodziewam się tłumów ludzi bo to ostatni weekend wakacji.
Na dodatek Pani zabiera nam cały bagaż podręczny do luków za free. Super.

Nauczka – nie poddawajcie się, jak wam mówią, że się nie da!

Idziemy pod bramkę i spokojne czekamy na boarding. Uśmiecham się na smsy od Carta, który pisze, że jego wszystkie loty w tym samym czasie były opóźnione i ledwo zdążył na swój boarding na powrót. No proszę, myślę sobie, a nasze wszystkie loty dotychczasowe równiutko o czasie – i nawet Delta teraz pisze na tablicy, że boarding planowo za 20 minut.

No to sobie chyba pomyślałem w „złą godzinę” – musiałem ewidentnie coś zapeszyć bo zaraz na tablicy zmienia się info, że boarding opóźniony o godzinę. Awaria komputera w A350 Delty.
Za godzinę kolejne opóźnienie. Robi się coraz słabiej. 4 godziny opóźnienia to już niedobrze. Po piątej godzinie już wrze przy bramce. Samolot do Atlanty a sporo ludzi ma inne połączenia na przesiadkę. My mieliśmy zapasu 8 godzin na zwiedzanie Atlanty, który topnieje coraz bardziej.
W końcu około 1.30 w nocy radosne info, naprawili. Rozpoczynamy boarding. Siedzimy sobie grzecznie w samolocie, kalkuluję, że wprawdzie szlag trafił zwiedzanie Atlanty ale spokojnie zdążymy na lot do Amsterdamu.
Odzywa się pilot: „Bardzo Państwa przepraszamy ale nie polecimy dziś do Atlanty. Wyszły nam godziny pracy i związki zawodowe nie pozwalają nam wykonania tego lotu. Centrum operacyjne Delty próbuje rozwiązać problem….”
Zapadła najpierw martwa cisza a potem wrzawa. Pilot ponownie się odzywa: „Mamy dobrą wiadomość – uzyskaliśmy zgodę na start i lot w tej załodze ale lecimy do ….. Miami. Nie wiemy co dalej, będziemy Was informować ”
Wstrząśnięci nie zmieszani startujemy – nikt nie wie co dalej a nasz powrót do Europy i załapanie się na lot do Warszawy staje pod dużym znakiem zapytania.

Delta serwuje skromy posiłek jak na 9-godzinny lot.

Image

Lądujemy w Miami i dostajemy kolejnego newsa – Załoga jest „po czasie pracy” i musi opuścić samolot. Delta usiłuje skompletować załogę rezerwową. Miami nas nie przyjmie (tzn. nie zrobi immigration) bo jest końcówka wakacji i mają gigantyczne kolejki. Mamy czekać w samolocie na nową załogę.
Sytuacja jest irracjonalna – stara załoga wychodzi żegnając się z nami a nam nie wolno się ruszać. Siedzimy sami w samolocie dłuższą chwilę. W końcu pojawiają się nowa załoga i nowy pilot informuje, że za godzinę dostaniemy slot do startu do Atlanty. Kilka osób miało połączenia właśnie do Miami ale nie wolno im opuścić pokładu. Załoga informuje, że na tym locie nic nam nie da do jedzenia i picia. Nie załadowali.
Kalkuluję, jak wylądujemy w Atlancie to nasz samolot do Amsterdamu będzie już w powietrzu. Ciekawe co zrobi Delta.
Na miejscu walę do transfer desku i tam na szczęście jest info, że przebukują nas na następny samolot do Amsterdamu za 2 godziny. Pojawia się światełko nadziei, że zdążymy jeszcze na nasz lot do Warszawy.
Wsiadamy do Airbusa 330 Delty na lot do Amsterdamu:

Image

W AMS bardzo mało czasu, biegniemy przez mega zatłoczone lotnisko – ratują nas paszportowe bramki automatyczne, do których jest względnie niewielka kolejka. Tłum kłębi się okrutny i czekając w normalnych kolejach było by bez szans zdążyć. Chyba tych bramek automatycznych mnóstwo ludzi jeszcze nie ogarnia.
Ufff – KLM czeka na nas i wracamy szczęśliwie do Warszawy. Co by nie było miło, zgubili połowę naszych bagaży (w Amsterdamie oczywiście). Na szczęście na drugi dzień dowożą je całe.
Koniec tej szalonej wyprawy 😊 Mimo początkowych trudności udało się ogarnąć większość planu wyjazdowego i pojeździć sporo na nartach.
O kosztach biletów pisałem, teraz narty. Buty przywieźliśmy swoje, wynajmowaliśmy tylko deski. Te zawsze w wersji performance ski – cena około 56000 clp za dobę. Do tego karnet – była promocja w La Parvie - 50% z ceny za zapłatę elektroniczną Visa. Wyszło 28500 clp za dobę od osoby.

Image

Trochę nas kosztowało to przekładanie biletów ale ciągle walczę z Latam o częściowy zwrot więc się zobaczy.
Podsumowując – dla miłośników narciarstwa Santiago w lecie to super miejsce. Jak się da tanio dolecieć to na miejscu ceny już bardzo przystępne, ośrodki narciarskie blisko a śnieg gwarantowany.
Na pewno wrócę do Chile jeszcze nie raz, chociażby zobaczyć do końca pozostałe atrakcje Atacamy i oczywiście Wyspę Wielkanocną.
Przypominam wszystkim aby dobrze sprawdzali lokalne przepisy gdzie wolno lecieć, jechać i jak wracać bo można się naciąć – patrz loty do Boliwii.

Kończę pisać i lecę na boarding do… (aaa to będzie kolejna relacja) 😉
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
 [ 26 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group