Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 26 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 31 Sie 2022 21:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 100
Loty: 1066
Kilometry: 2 064 412
niebieski
Cały sierpień spędzam w podróżach po świecie. To będzie już mój 4 kontynent tylko w tym miesiącu (wliczając Europę).

Trzy dni przerwy od powrotu z Japonii i lecę do Ameryki Południowej.

Głównym celem są narty w Chile a dodatkowymi Salar de Uyuni w Boliwii i zobaczenie kawałka niesamowitych pustyń. Z braku czasu wyjątkowo nic nie poplanowałem przed wyjazdem. Zamierzamy pierwsze trzy dni spędzić na nartach i w wolnym czasie zaplanować pozostały tydzień. Kupiłem tylko dolot do La Paz przez Limę w Latam i przelot do Potosi lokalną Bolivianą. Wszystko bardzo tanio.

Zabieram 17-letniego syna i kolegę również z synem w tym samym wieku, więc wyruszamy na męską wyprawę w Andy i pustynie Ameryki Południowej.
Jest to kolejna część mojego prywatnego projektu odwiedzania latem wszystkich kurortów narciarskich półkuli południowej. To czwarta wyprawa z tego cyklu i powrót po 6 latach do jeżdżenia na nartach w Andach.

Początek roku obfitował w promocje do Chile z Amsterdamu na sierpień. Najpierw United z cenami poniżej 2000zł (niestety nie zdążyłem kupić) a zaraz potem Delta, niestety dolar zdrożał i kupiłem już po 2500zł. To dalej świetna cena jak za lot do Santiago, obydwie przesiadki w Atlancie. Zapewne mnóstwo forumowiczów załapało się też na te promocje.

Dolot do Amsterdamu albo za mile albo po 550zł RT. Rezerwacje oczywiście odrębne – będzie dreszczyk emocji zwłaszcza, że biorę dolot KLM-em z 3 godzinnym zapasem na niepołączoną przesiadkę.

Pakuję wielką torbę narciarskich ciuchów i butów, narty wypożyczę na miejscu. W Polsce sierpniowe upały więc trochę ochłody w zimie dobrze nam zrobi.

Jest 18 sierpnia, no to lecimy 😊. Na Okęciu mam plan przekonać faceta w check-in aby przynajmniej wysłał nam bagaż bezpośrednio do Santiago. O dziwo prawie się to udaje. Jeden bilet w KLM, drugi w Delcie i KLM robi mi przysługę łącząc te rezerwacje już na Okęciu. Mamy karty pokładowe na wszystkie trzy odcinki i bagaż (łącznie z podręcznymi walizeczkami) nadany do Santiago. Juppi!!!

Prawie mamy bo karty pokładowe udaję się wystawić tylko trzem z nas. Mój kolega nie przeszedł przez ten system i ma kartę tylko do Amsterdamu (ale bagaż nadany na syna prosto do SCL).

Do AMS zabiera nas Boeing 737 KLM-u. Bardzo lubię ich catering na lotach po Europie – pyszne kanapeczki i winko lub piwo w cenie.

Image

Image

W Amsterdamie omijamy cały ten sajgon z tłumem turystów czekających w wielogodzinnych kolejkach i spokojnie przechodzimy na strefę non-schengen
bramkami automatycznymi bez kolejki.

Pod bramką do Atlanty (rejs do Atlanty realizuje KLM na codeshare) mój towarzysz dowiaduje się, że jego rezerwacja została skasowana i nigdzie nie leci – nie zrobił check-in na czas !!!
Hola, krzyczę do Pani, wolnego z takimi żartami, apka Delty pisała, że checkin online jest niemożliwy i trzeba się stawić osobiście, w Warszawie nie dało się a tutaj na Schipol wszystkie transfer-deski są zamknięte z braku personelu, kiosk też wysyła do obsługi.
No dobrze, mało uprzejma Pani z KLM stuka w kompa i z wyraźnym skrzywieniem na twarzy przywraca tą rezerwację i wystawia karty pokładowe. Lecimy dalej, uffff.

Przelot do Atlanty na Benku 777 a po drodze długo towarzyszy nam Delta, dość blisko.

Image

Image

KLM karmi nawet OK:

Image

Mam po raz pierwszy w życiu dwa loty long-haul jeden po drugim. W Atlancie 1,5 godziny na przesiadkę, na szczęście ten sam terminal i ten czas wystarcza akurat na przejście immigration, ponowne sprawdzenie bagaży podręcznych i podejście do bramki na odlot do Chile.

Aaaaby obecnie wjechać do Chile należy wypełnić deklarację na stronce mevacuno.gob.cl (dane, adresy, fotkę z paszportem oraz skan europejskiego certyfikatu szczepienia covidowego). Apka wystawia deklarację C19.cl z QR-kodem, którą w Atlancie musimy pokazać przy bramce aby wpuścili nas na samolot. Upierdliwe ale do wykonania na 48h przez przylotem do Santiago.
Do Chile zabiera nas już Delta na Airbusie 350. Kolejne 9 godzin w samolocie.

Mijamy równik

Image

Lądowanie w Santiago wcześnie rano, ładne podejście wśród gór.

Image

Image

Lotnisko SCL przepięknie położone:

Image

Image

Na miejscu na lotnisku najpierw sprawdzanie QR-kodu z tej deklaracji, poprosili o nasz europejski certyfikat szczepienia (nikt nie skanował - tylko obejrzeli) i dostaliśmy z synem żółtą kropkę - zakwalifikowany do wjazdu, potem już oficer imigracyjny pytał tylko o pierwszy nocleg. Mój kolega miał mniej szczęścia bo nie dostał żółtej kropki od razu tylko skierowanie na test PCR, 20 minut później miał już swoją kropkę.
Chile z rana, bierzemy zamówiony wcześniej samochód z Sixta i jedziemy prosto do La Parvy, kurortu narciarskiego położonego prawie 70km od lotniska wysoko w górach.
To jest niecałe półtorej godziny drogi, omijamy Santiago nową obwodnicą i wjeżdżamy w Andy.
Droga pnie się w górę serpentynami, takich wąskich zakrętów jest ponad 30. Pojawia się prawdziwa zima.

Image

Wypożyczalnie w Chile mają nieprzyjemną modę, przekazują samochód z prawie pustym bakiem. Tak samo zrobił nas Sixt. Było niecałe 1/4 zapasu, myślałem, że to wystarczy ale podjazd pod górę SUVem to jednak dziura w baku. Na oparach dotarliśmy do stacji benzynowej w Farellones. O dziwo ceny podobne jak w Santiago:

Image

Dojeżdżamy do La Parvy, to prawie 2750 m npm:

Image

Zajeżdżamy na parking pod wyciągiem, przebieramy się już na śniegu przy samochodzie w ciuchy narciarskie, wypożyczamy narty i ….. resztę dnia szusujemy na wspaniale przygotowanych ale pustych stokach ośrodka La Parva. Od razu prosto z samolotu, po 20 godzinach spędzonych w powietrzu!
Jeszcze przez jazdą darmowa degustacja lokalnego rumu z Patagonii

Image

Radocha na maksa na stokach

Image

Image

Image

W oddali pod chmurami czai się Santiago:

Image

Image

Image

Do ostatniego wyciągu...

Image

Słońce zachodzi nad Andami, widoczki powalają.

Image

Mamy dwie noce w apartamencie w El Colorado, to 2km od La Parvy:

Image

Nasz hotel:

Image

Widoczki z okna:

Image

Image

Image

Zachodzi słońce naprawdę efektownie:

Image

Image

Idziemy do miejscowej knajpy na steki i moje ulubione chilijskie piwo – Austral.

Image

Mega zmęczeni idziemy w końcu spać po podróży i szusowaniu. Jutro dalszy ciąg narciarskiego szaleństwa w sierpniu…
Stay tuned.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
30 ludzi lubi ten post.
4 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 01 Wrz 2022 20:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 100
Loty: 1066
Kilometry: 2 064 412
niebieski
Kolejne cały dzień spokojne szusujemy w La Parvie a potem w niedzielę w Valle Nevado. Jest piękna pogoda i naprawdę żal nie tego nie wykorzystać. Widoczki Andów zapierają dech.

Image

Image

Image

Image

Wieczorkiem kolejny stek chilijski z lokalnym cabernet sauvignon 😊 – naprawdę mógłbym codziennie!

Image

Valle Nevado to taki kurort trochę dla „wyższej klasy”. Samochody bogatsze na parkingu, karnet droższy (podam na koniec relacji ceny karnetów i wynajmu) ale i wyciągi lepsze.

Image

Image

Image

Image

La Parva ma niestety trochę starą infrastrukturę, są kanapy ale jadą niemiłosiernie wolno, takie wczesna lata 90- w Polsce. Co nie znaczy, że są kolejki – w La Parvie czas oczekiwania na kanapę wynosi… 0 sekund. O dowolnej porze.

Image

Za to Valle Nevado ma gondolkę i kanapy ekspresowe. Trochę większe tłumy, mnóstwo narciarzy/narciarek lansuje się strojami i sprzętem w knajpkach (taka Białka 😉 )

Image

Oczywiście trasy też świetne i dobrze przygotowane. Ale chyba wole La Parvę.
Valle Nevado położona jest dokładnie na 3000m npm.

Image

Image

W międzyczasie zaplanowałem następny tydzień. Są zmiany bo w sobotę Boliviana odwołuje nam lot do Potosi (miało być przez Cochabambę). Coś tam piszą o problemach lotniska w Potosi. Potrzebowałem dolecieć do Potosi, bo stamtąd jest tylko 3 godziny autobusem do Uyuni, naszego celu na kolejne trzy dni. Zamierzamy wrócić potem przez lądową granicę do San Pedro de Atacama, jeden dzień liznąć z bliska Atacamę i jeszcze wrócić na dwa dni ostatnie w okolice Santiago, może jeszcze poszusować i ewentualnie zobaczyć Valparaiso.Plan trzyma się kupy, mamy samolot w niedzielę wieczorem o 19.10 do La Paz przez Limę. Ponieważ nie lecimy do Potosi to pojedziemy autobusem bezpośrednio do Uyuni z La Paz (9 godzin) za 14 USD od osoby. Boliviana zwróci za bilet (ciągle walczę)
Ten wspaniały plan wymaga tylko jednego – dotarcia na czas w niedzielę na lotnisko w Santiago. Planowaliśmy szusować do 15-tej ale było tak fajnie, że jeszcze jeden zjazd, jeszcze wizyta w sklepie po koszulki – finalnie ruszamy prawie o 16.

No i po kilku kilometrach zonk! 16 to godzina wyjazdu większości gości z wszystkich 3 ośrodków – La Parvy, El Colorado i Valle Nevado. Droga w dół jest tylko jedna.

Image

Image

Wpadamy w gigantyczny korek!

Image

Image

Jest zapas ale topnieje z każdą minutą. W którymś momencie nie poruszamy się ani o milimetr przez prawie 20 minut. Masakra. Droga w dół na lotnisko zabiera nam …. 2,5 godziny. Jeszcze trzeba przejechać przez Santiago obwodnicą.

Image

Oddajemy samochód i wpadamy na terminal o 18.30….
No i katastrofa, boarding zamknięty, Pani z Latam uśmiecha się ze współczuciem i wysyła nas do okienek linii lotniczej. Nie wierzę, spóźniliśmy się na kluczowy samolot! Jak to się mogło stać?? No stało się.
Latam wspaniałomyślnie proponuje nam przebukowanie biletów na następny dzień na czwartą. Z dopłatą do taryfy. Płaczemy i dopłacamy bo kupiłem te bilety 2 miesiące temu za marne grosze.
Bierzemy hotel przy lotnisku, jutro pojedzie się zobaczyć Santiago, lot o czwartej, w La Paz na siódmą a autobus mamy o 21-ej. Damy jeszcze radę, po prostu nie będzie zwiedzania La Paz.
Mocno wkurzeni (na siebie oczywiście) ruszamy do hotelu poprawić sobie humory lokalnym Pisco Sour w wersji chilijskiej (oczywiście inaczej smakuje niż wersja peruwiańska)
c.d.n.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
21 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 01 Wrz 2022 21:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1690
Loty: 787
Kilometry: 1 827 150
platynowy
Ale widoczki! A ja zamiast w góry pojechałem do La Serena. Szkoda, że nie udało się spotkać na miejscu, trzeba będzie nadrobić w WAW ;)
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
hiszpan lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 02 Wrz 2022 14:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 Cze 2012
Posty: 81
Fajnie się czyta. Jako narciarz tym bardziej jestem zainteresowany... :D
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 03 Wrz 2022 17:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 100
Loty: 1066
Kilometry: 2 064 412
niebieski
Trzeba się wziąć z garść i coś ogarnąć do popołudnia. Korzystamy więc z okazji i zwiedzamy po raz pierwszy centrum Santiago. Bierzemy taniego ubera z hotelu obok lotniska na Plaza de Armas w centrum Santiago. Tak mi się wydaje, że chyba wszystkie południowoamerykańskie metropolie mają swoje Plaza de Armas lub Plaza Bolivar.

Image

Na placu ładna zabudowa: Muzeum Historii Naturalnej, budynek poczty i Katedra Metropolitalna Santiago

Image

Image

Image

Santiago w zimie a właściwie tu na dole już bardzo wczesnej wiośnie. Wszyscy chodzą niestety w maseczkach. Spacerujemy zatłoczonym Paseo Ahumada.

Image

Bardzo fajna kawiarnia Cafe Haiti, płaci się w kasie przy wejściu i podaje ładnym paniom karteczkę. Spożycie tylko na stojąco przy długich ladach.

Image

Zaglądamy na bardzo urokliwe uliczki Londyńską i Paryską

Image

Image

Image

Wszędzie na chodnikach coś czymś handluje, takim mydłem i powidłem. Wygląda to jak Warszawa na początku lat 90-tych.
Pomnik z Wyspy Wielkanocnej

Image

W planach mamy wejście na wzgórze Santa Lucia ale nie wiedzieć czemu brama jest zamknięta

Image

Image

Kończymy spacer w Mercado Central de Santiago. Ależ tu wiele dobrego do zjedzenia i wypicia!

Image

Image

Zbieramy się na lotnisko. Zostawiamy wielkie torby z rzeczami narciarskimi w przechowalni hotelowej (będziemy tam nocować ostatniej nocy) i jesteśmy na terminalu międzynarodowym o 14-tej, tym razem wcześnie.

Patrzę na tablicę odlotów i ….. nie widzę naszego lotu o 4 do La Paz. Niemożliwe, czyżby odwołali???
Idziemy do check-in a tam Pani informuje nas, że owszem, był lot do La Paz o czwartej ale….. o czwartej rano dzisiaj!!!

Zbaraniałem, przyznam bez bicia! Jak mogliśmy się tak pomylić drugi raz z rzędu. Jak ja się mogłem tak pomylić???? No ale masakra, drugi raz z rzędu odwiedzamy lotnisko i znowu nie polecimy z naszej winy! Wczoraj mówili nam, że czwarta, spojrzałem przelotnie na bilet no i było tam jak byk, ze 4.00. Ale bez oznaczenia czy am czy pm.

Idziemy znowu do okienka Latam. Ten sam facet nas widzi i robi wielkie oczy! A wy tu co robicie? Jak mu wytłumaczyłem to z trudem nie parsknął śmiechem. Musieli mieć później z nas niezły ubaw na zapleczu. Dwa razy spóźnić się na ten sam lot. Musimy wyglądać strasznie żałośnie!

Ale chyba robi mu się nas żal bo proponuje nam bezpłatne przebukowanie na jutro na lot o 18.30 przez Limę. Grozi palcem i mówi, ze to ostatni raz i jak się trzeci raz spóźnimy to bilet ostatecznie przepadnie.

No to się posypał cały plan na tydzień. Zmieniam wszystkie rezerwacje po kolei i przebukowuję powrót z Calamy do Santiago o jeden dzień (za opłatą ale znośną)

Zostajemy z kolejnym wolnym dniem. Szybka decyzja – jedziemy na noc do Valparaiso. Bukuję samochód przez internet w Chilean. Przywożą go nam na terminal za 30 minut. Fajnie i szybko, samochód na dobę za 200zł, ale oczywiście z pustym bakiem i tak trzeba oddać.

Z Santiago do Valparaiso to tylko 1,5h bardzo malowniczej trasy przez góry i pola uprawy winorośli.

Image

Image

Bierzemy tani hotel w centrum Valparaiso i idziemy na wieczorny spacer. Całe Valparaiso jest pokryte graffiti i muralami. Wszystko jest też pozamykane. No tak, jest zima i najniższy sezon.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Z trudem znajdujemy otwartą knajpkę blisko Plaza Annibal Pinto. Ale za to jaką! Właściciel zaprasza przy wejściu i ostrzega, że za pół godziny zamykają. Ale jak już nas wpuścił i zamawiamy świeżą rybkę i lokalne winko to wraca uśmiechnięty i potwierdza, że możemy sobie siedzieć do woli.
Ale pyszny zestaw z lokalnym Carmenere i Cabernet Sauvignon.

Image

Na jutro znalazłem Free Walking Tour po zabytkowej części Valparaiso, wpisanej do listy Światowego Dziedzictwa Unesco.
Stay tuned….
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
14 ludzi lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 03 Wrz 2022 18:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1690
Loty: 787
Kilometry: 1 827 150
platynowy
Aleś rozrzutny, autobusy do Valparaiso co 15 minut za 5.5k pesos ;)
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
oskiboski lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 03 Wrz 2022 19:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6704
HON fly4free
Kurczę, przy Waszych perypetiach z lotami z SCL, moja przygoda z sejfem w czasie pobytu w Santiago (pod koniec tego odcinka: gnam-se-sam,219,144662?start=60#p1257920) to była czysta igraszka :D
Ciekawe, czy inni też mieli tam jakieś perturbacje, czy to tylko my takie gapy :D

Carmenere w Santiago, to istny balsam. Co ciekawe, w Polsce już mi tak nie smakowało...
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 05 Wrz 2022 20:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 100
Loty: 1066
Kilometry: 2 064 412
niebieski
Już drugi dzień niezamierzenie zwiedzamy miasta Chile. Valparaiso było w moim planie C jakby pogoda nie wypaliła na nartach. Teraz wpadło przymusowo do planu A.
Nic to, jest okazja, można zwiedzić słynną stromą starówkę, wpisaną na listę Unesco.

Zabierze nas tam Sebastian z Valparaiso Free Walking Tours. Spotykamy go punktualnie o 10 na placu Annibala Pinto. Oprócz naszej czwórki nikt nie stawia się na darmowe zwiedzanie więc ruszamy razem sami.

Image

Sebastian z pasją opowiada historię tego 200-tysięcznego miasta, założonego przez kolonizatorów hiszpańskich w XVI wieku. Było pierwszym dużym portem dla kolonii i później dla niepodległego Chile.

Image

Miasto przyjęło wiele fali uchodźców z różnych zakątków globu a także w XX wieku z okolic wiejskich Chile. Było wiele razy atakowane przez piratów, przeżyło liczne trzęsienia ziemi i pożary.
Mieszanka kulturowa mieszkańców była w stanie współpracować i wznieść niesamowite miasto na wzgórzach podzielone na kwartały należące do różnych nacji.
Zwiedza się je pieszo ale także przy pomocy kilkunastu czynnych funiculares, nazywanych tu ascensores czyli szynowych kolejek linowych.
Sebastian prowadzi nas najpierw przez zabudowania dookoła portu.

Image

Image

Rzucają się w oczy dwa wielkie murale symbolizujące lato i zimę.

Image

Image

W Valparaiso murale walczą z graffiti. Wszystko, dosłownie wszystko pokryte jest kolorową farbą. Wygląda to niesamowicie malowniczo.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Idziemy w górę popatrzyć na Valparaiso z innej perspektywy.

Image

Ilość wspaniałych murali w różnych zakątkach miasta sprawia, że aby wszystko zobaczyć trzeba by tu spędzić cały tydzień.

Image

Image

Image

Sebastian wybiera dla nas 3 godzinną trasę po najbardziej popularnych miejscach.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Jedziemy oczywiście również ascensores. Koszt biletu to około 40 groszy.

Image

Kończymy na głównym Placu Sotomayor

Image

Tuż obok – port

Image

Czas zbierać się z powrotem do Santiago, nie chcę już spóźnić się na żaden samolot!

Image

Image

Po drodze zajeżdżamy jeszcze do polecanej winnicy Vina Indomita w celu degustacji.

Image

Image

Image

Wygląda ślicznie ale niestety przed wejściem strażnik informuje nas, że w pandemii degustacje są odwołane a miejscowa restauracja zamknięta. No cóż, my już o takich obostrzeniach zapomnieliśmy w Europie.

W drodze do Santiago na horyzoncie Andy – ależ widać je niesamowicie z daleka!

Image

Wpadamy na lotnisko o czasie 😊 i idziemy odprawić się na lot do Limy a potem do La Paz.

Nic nie może już nas powstrzymać przed kontynuowaniem podróży do Boliwii. Lot na tablicy jest bez opóźnienia a my mamy prawie 2 godziny przed boardingiem.

Prawie nic…

...tylko pytanie Pani z Latam gdzie jest nasz lotniczy bilet powrotny z Boliwii.

Bo … przepisy wewnętrzne Chile nie dopuszczają przylotu lotniczego do Boliwii i potem wjazdu do Chile drogą lądową jak planujemy, nawet przez Limę.

Zonk. Chyba się przesłyszałem, co ta Pani pierniczy???? No nie wyda nam kart pokładowych, nie lecimy…

Idę po raz kolejny, trzeci dzień z rzędu do okienka Latam. Ten sam Pan, chyba już nawet nie zdziwiony, że nas znowu widzi.
Aaaaa to Wy? Hehe nie macie pewnie lotniczego biletu powrotnego z Boliwii - pyta na wstępie.

Przyznaję bez bicia, że ja i mój towarzysz byliśmy w tej chwili zdolni przeleźć przez kontuar i zamordować go gołymi rękami. Każdy sąd by nas uniewinnił w pięć minut.

Chyba tylko obecność naszej młodzieży powstrzymuje nas przed tym prostym planem. Pan nam więc tłumaczy, że takie są przepisy i że jeśli o tym nie wiedzieliśmy to tylko nasza wina, a że nam o tym nie powiedział jak dwa dni temu brał kasę za ten bilet i potem go przebukowywał to nie było w jego obowiązku. Ręce opadywują….

Mamy wybór albo nie polecieć do tej Boliwii wcale albo … no właśnie – tu Pan nas woła znowu i mówi – helo- ale Wam jest potrzebny dowolny bilet wylotowy z Boliwii, na dowolną datę, w dowolne miejsce, nie musicie wcale nim lecieć. Będziecie mieli taki bilet to Wam wydam karty pokładowe a potem sobie normalnie wrócicie z Boliwii do Chile autobusem jak planowaliście!

Żądza mordu wzmaga się we mnie i naprawdę jestem gotowy to zrobić. W końcu chyba wygrywa resztka rozsądku, siadam z laptopem, googluję jakiś najtańszy bilet z La Paz do Limy, bulimy kolejną bezsensowną kasę i wracam z eticketem. Pan uśmiechnięty sprawdza i …. grzecznie zaprowadza nas na checkin po nasze karty pokładowe. Lecimy!

Zgadnijcie kto jeszcze zapytał potem o ten bilet.. ? Oczywiście – nikt!
Jedyna pociecha to taka, że odcinek do Limy, Latam realizuje na Benku 787.

Image

Po starcie ściemnia się szybko ale jeszcze udaje mi się pstryknąć kilka fotek Andów zanim nie wlatujemy nad wodę.

Image

Image

Tak mi wychodzi, że tam na horyzoncie widać Aconcaguę.

Image

Na pokładzie ciepły serwis z winkiem i działające ekraniki, normalnie jak na long-haul.

Image

W Limie mamy 3 godziny przerwy. Kołatała mi się myśl, aby wyjść na miasto, wziąć taksówkę i śmignąć do Miraflores ale lądujemy w koszmarnej mgle (żadna nowość dla Limy w zimie) i nic nie widać nawet z okien terminala. Chyba też za duże ryzyko, po naszych przejściach wolimy już nie testować spóźnienia się na kolejny samolot.

Wbijamy więc do lotniskowej knajpy na moje ulubione peruwiańskie ceviche popijane peruwiańską wersją pisco sour (chyba bardziej smakuje mi jednak wersja chilijska)

Image

W La Paz wynająłem hostel blisko Dworca Autobusowego ale również w niewielkiej odległości od Linares. Zwiedzałem już La Paz 6 lat temu więc wiem czego się spodziewać.
Do La Paz z Limy zabiera nas Airbus 320 Latam i lądujemy planowo o 4 rano. Dogadałem się z hotelarzem na Whatsappie, że wyśle po nas transport i otworzy nam rano pokój abyśmy się jeszcze przespali. Żadnych problemów nie robi. Hostel kosztuje cudowne 150zł za pokój za cztery osoby 😊

Szybka pieczątka do paszportu i hotelowy kierowca zgarnia nas wcześnie rano z El Alto. Jedziemy w dół, w kocioł La Paz….

Image

Zaczyna się ciekawsza część wyprawy 😊
Cdn…
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
PKN_2606 uważa post za pomocny.
 
 
#9 PostWysłany: 05 Wrz 2022 21:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1690
Loty: 787
Kilometry: 1 827 150
platynowy
hiszpan napisał(a):

Image


Ale jaja, to był mój hotel! Super widoczki z niego i bardzo przyjemne miejsce za przyzwoite pieniądze :)
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 05 Wrz 2022 21:35 

Rejestracja: 07 Sty 2015
Posty: 1448
niebieski
hiszpan napisał(a):
Czas zbierać się z powrotem do Santiago, nie chcę już spóźnić się na żaden samolot!

Po drodze zajeżdżamy jeszcze do polecanej winnicy Vina Indomita w celu degustacji.


Haha... ciekawe jakby się skończyło gdyby degustacja się powiodła. ;)
Góra
 Relacje PM off
rllDNL lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 06 Wrz 2022 22:19 

Rejestracja: 16 Sty 2011
Posty: 6162
HON fly4free
hiszpan napisał(a):
W końcu chyba wygrywa resztka rozsądku, siadam z laptopem, googluję jakiś najtańszy bilet z La Paz do Limy, bulimy kolejną bezsensowną kasę i wracam z eticketem. Pan uśmiechnięty sprawdza i …. grzecznie zaprowadza nas na checkin po nasze karty pokładowe. Lecimy!


Kolejnym razem takie rzeczy się rezerwuje na randomową datę (najlepiej oddaloną o m.in. tydzień - dwa) na xp albo innym amerykańskim OTA i po szczęśliwym boardingu / wlocie do kraju kasuje jednym klikiem: jeśli nastąpi to do 24 h (a w praktyce do końca następnego dnia więc zwykle dłużej) dostaje się full zwrot bez względu na warunki taryfy, cenę itp.
Góra
 Relacje PM off
Japonka76 lubi ten post.
7 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#12 PostWysłany: 06 Wrz 2022 23:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 100
Loty: 1066
Kilometry: 2 064 412
niebieski
Masz 100% racji @marek2011, też na to wpadłem jak już przestał nade mną stać facet z Latam przypominając mi, że checkin zamykają za 23 minuty, jak już przeszliśmy koszmarną kolejkę do immigration (pracowały 3 okienka) i jak już dobiegliśmy do bramki na last call do Limy. Jak już sobie siadłem w fotelu Drimka to pomyślałem, że dokładnie tak trzeba było zrobić. Ot nauczka na przyszłość...
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
marek2011 lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 09 Wrz 2022 20:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 100
Loty: 1066
Kilometry: 2 064 412
niebieski
Boliwia jest niesamowita! Ma fantastyczny klimat przypominający mi trochę Azję Południowo-wschodnią. Klimat chaosu, luzu i zupełnie innej kultury niż reszta Ameryki Południowej. Czuję się w takich miejscach jak ryba w wodzie. Będę tu wracał jeszcze wielokrotnie.

Parę godzin snu stawia nas na nogi i łapiemy się jeszcze na śniadanko w hostelu. Do popijania herbata z koki 😊

Image

Ulica w międzyczasie zapełniła się lokalesami sprzedającymi wszystko czyli mydło i powidło.

Image

Image

Idziemy na pobliski Witches Market.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Tak, jeżeli z daleka wydaje się wam, że to pluszaki to… bardzo ale to bardzo się mylicie.

Image

Image

Image

Na straganach królują wypchane młode lamy, pakieciki drewienek i małe piecyki. Ten zestaw jest potrzebny do rzucania czarów i uzdrawiania magicznego. Oprócz tego można tu kupić wszelkiej maści amulety, magiczne pudełka, zioła i inne czarodziejskie utensylia. Lokalesi kupują suszone lub wypchane lamy na szczęście, zakopują je w fundamentach nowych budynków aby domostwu dobrze się wiodło.
Nie można tego miejsca przegapić - to must see w La Paz.
Całkiem niedaleko – uliczka Linares, gdzie mamy zatrzęsienie sklepików dla turystów z ciuchami, królują oczywiście wyroby z lamy i alpaki.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Obok mamy Plaza Mayor z bazyliką Św. Franciszka.

Image

Fajnie ogląda się ją z dachu pobliskiego budynku, gdzie jest kawiarnia.

Image

Image

Image

Image

Na placu łapiemy taksówkę, która zabiera nas do lokalnej Valle de la Luna – 9km od centrum La Paz. Umówiliśmy się z taksówkarzem, że na nas poczeka – za całą 2,5 godzinną wycieczkę bierze od naszej czwórki 80 bolivianos.
Na miejscu do przejścia trasa na około 40 minut. Pomimo zimy i sporej wysokości jest bardzo ciepło. Tak wygląda boliwijska Valle de la Luna:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po powrocie wbijamy do knajpki aby popróbować lokalną mięsną potrawę – Pique a lo Macho

Image

Wałęsamy się jeszcze uliczkami La Paz chłonąc ten klimat.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

La Paz leży na 4000 metrów npm na zboczach więc poruszanie się piechotą wymaga nie lada wysiłku i łapania oddechu.

Idziemy do pobliskiej stacji Teleferico Morado aby wjechać na górę na El Alto i pooglądać panoramę miasta. Mi Teleferico to system kolejek gondolowych, które są genialnym transportem miejskim dla położonej na zboczach El Alto aglomeracji. Pierwsza rozpoczęła działalność w 2014 roku a dzisiaj jest już 10 linii połączonych w bardzo wydajny system transportowy. La Paz jest mega zatłoczone samochodami i busikami więc to naprawdę świetna metoda szybkiego przemieszczania się po mieście. Bilety kupuje się w kasie przed jazdą i kosztuje 3 bolivianos za jeden przejazd.

Image

Widoczki z gondolki

Image

Image

Image

Image

Na górze na El Alto widać pięknie panoramę miasta oraz pobliskich wysokich Andyjskich szczytów.

Image

Image

Image

Idzie wieczór a my mamy dziś autobus do Uyuni. Żegnamy La Paz i udajemy się na dworzec autobusowy. Bilet do Uyuni kupiłem przez internet , kosztował 14 usd za najbardziej komfortowe półleżące miejsce. Trasa to 540km i około 9 godzin nocnej jazdy.
A co tu robi taka ciężarówka???

Image

Na dworcu musimy odnaleźć naszą bramkę.

Image

Pakujemy się o 21-ej do takiego wielkiego autobusu

Image

Image

Razem z nami wsiada chyba z pół miasta 😊 razem dobytkiem i tobołami.

Image

Autobus pełniuteńki, te lokalne kobiety śpią w przejściach bo ich miejsca zajęły bambetle, które przewożą. Generalnie niezły klimat tej podróży!
Po drodze jeden przystanek na rozprostowanie kości.

Image

Image

Zajeżdżamy do Uyuni na 6 rano. Jest -10C (w Polsce upały sierpniowe!). Odbiera nas z przystanku lokales (ugadany uprzednio na whatsappie), z którym pojedziemy na najbliższe trzy dni na Salar. Pakuje nas do samochodu i wiezie przez wyludnione ulice pustynnego miasta Uyuni.

Image

Image

Zostawia w otwartej dla nas o 6 rano kawiarni, miejscowi odpalają kozę na drewno i próbujemy przy gorącej kawie, grzankach i jajecznicy rozgrzać się nieco i ochłonąć po całonocnej podróży.

Image

Na Salar de Uyuni wyruszymy około 10 rano.

Stay tuned...
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
16 ludzi lubi ten post.
6 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#14 PostWysłany: 12 Wrz 2022 21:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 100
Loty: 1066
Kilometry: 2 064 412
niebieski
Salar de Uyuni – miejsce, które stało bardzo wysoko na mojej prywatnej bucket list do odwiedzenia w pierwszej kolejności, właściwie od czasu, kiedy zobaczyłem je po raz pierwszy z okiem samolotu, leciałem wtedy tylko do LaPaz. Wielka połać białej soli aż po horyzont. Warto zobaczyć w google mapie jak to wygląda z góry.

Jest to olbrzymie solnisko (wielkości mniej więcej Szwajcarii), pozostałość po wyschniętym wielkim słonym jeziorze. Znajduje się na Altiplano na wysokości 3653m npm. Jest płaskie aż po horyzont, nie ma na nim wytyczonych dróg, można przemieszczać się w dowolnym kierunku, gdzie dusza zapragnie.
Obecnie zwiedza się je w zorganizowanych grupach korzystając z floty samochodów terenowych – głównie starych Toyot i Nissanów. Sól zjada je całkiem szybko więc wybranie się tam innym np. własnym środkiem transportu to słaby pomysł.

W Uyuni jest wiele małych biur podróży organizujących najbardziej popularny 3-dniowy tour. Ceny wszędzie podobne – ja zapłaciłem podstawową opłatę 1030 bolivianos od osoby plus dopłata do kierowcy co gada po angielsku – 200bs. Można płacić amerykańskimi dolarami. W cenie dwa noclegi i pełne wyżywienie na cały trip.

Trasa bez powrotu do Uyuni tylko z odstawieniem na granicę chilijską i z wliczonym busem do San Pedro de Atacama. Agencja polecana na forum – Salty Desert. Wszystko załatwiam przez whatsappa parę dni wcześniej (stąd czekał na nas kierowca na przystanku – pilnował aby nikt nas nie „odbił” z konkurencji).
No właśnie – covid poważnie pogrążył lokalny biznes turystyczny. W czasach przed pandemią dziennie ruszało w trasę prawie 200 samochodów z turystami. Dziś naliczyłem ich ledwie 15-cie ☹

Oczywiście, dla nas dobrze bo pusto ale dla lokalesów – tragedia gospodarcza. Dlatego specjalnie się nie targuję i płacę ile sobie życzą.
Kilka fotek z objazdu miasta Uyuni za dnia – warto poczuć klimat takiego miejsca.

Image

Image

Image

Image

Dla rozgrzewki (jest ciągle poniżej zera) trochę wzmocnionej lokalnej kawki 😉

Image

Zajeżdżamy na początek na cmentarz pociągów, jeszcze w granicach miasta. Jest tu linia kolejowa ale tabor sprowadzano z USA, jak się psuł to nikt nie umiał go naprawić. Kilku przyjezdnych serwisantów z USA porwano przykładnie dla okupu i tak znikła możliwość naprawy. Składy niszczeją tu od kilkudziesięciu lat! Co dało się wyciąć i sprzedać na złom to znikło a reszta tworzy ten surrealistyczny cmentarz techniki kolejowej początku wieku XX.

Image

Image

Image

Image

Jedziemy najpierw do Colchani, zapoznać się z technikami pozyskiwania soli, oczywiście w bardzo prymitywny sposób
Produkcja jest niewielka, sprzedaż właściwie tylko wewnątrz Boliwii (nie joduje się tu soli) ale przynajmniej lokalni mieszkańcy mają jakąś robotę.

Image

Image

Zaraz za Colchani wjeżdżamy na solnisko i ….

Image

Image

Image

Jest efekt wow, czytałem, widziałem foty ale nie byliśmy przygotowani na TAKIE widoki!

Image

Image

Image

Obowiązkowe są okulary przeciwsłoneczne i zalecane nakrycie głowy. Tak naprawdę bez okularów nie da się otworzyć oczu! Blask jest nie do wytrzymania.
Ale tu pięknie, można naprawdę jechać w dowolną stronę.

Image

Naszym pierwszym pit-stopem jest schronisko zbudowane z bloków solnych.

Image

Image

Image

Image

Obok znaki informacyjne, że odbywał się tu rajd „Dakar” w 2016 roku.

Image

Image

Wewnątrz budynku rzeźby, wyposażenie, stoły i krzesła z soli.

Image

Image

Jemy tu lunch i jedziemy dalej. Stajemy co jakiś czas na fotki i zabawy z perspektywą.

Image

Image

Image

Oprócz naszej czwórki w samochodzie mamy jeszcze dwie Angielki, szybko się dogadujemy. Dziewczyny całą wyprawę siedzą z tyłu samochodu i mają mnóstwo własnych tematów w międzyczasie ale dzielnie nas wspierają przy posiłkach i zwiedzaniu.
Mniej więcej pośrodku Salar de Uyuni znajduje się „wyspa” nazywana Isla Incahuasi. Można tu dojechać właściwie tylko zimą (czyli teraz).

Image

Rzeczywiście sprawia wrażenie prawdziwej wyspy pośród białego oceanu soli. A to czubek wygasłego wulkanu.

Image

Wdrapujemy się na najwyższe wzniesienie i podziwiamy niezwykły krajobraz oraz wulkany na horyzoncie

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Cała wyspa porośnięta jest kaktusami z gatunku Echinopsis atacamensis, których pnie po wyschnięciu stanowią niezły materiał budowlany

Image

Image

Image

Image

Image

Widoczki powalają po prostu!

Image

Image

Image

Na wyspie żyją takie żółte ptaszki

Image

Image

Jedziemy dalej. Co jakiś czas mijamy prosty krzyż lub małą kapliczkę. To upamiętnienia zmarłych tu lokalesów i turystów! Tak - to pustynia, na której można łatwo zginąć nie przestrzegając zasad!
Jeździliśmy po Salarze cały dzień. Nadchodzi powoli zachód słońca i dojeżdżamy do miejsca gdzie stoi płynna solanka. To jedyne takie miejsce z wodą o tej porze roku, cały salar jest wyschnięty na wiór. W lecie oczywiście wody jest mnóstwo.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Zachód słońca i kolory są niesamowite

Image

Image

Ostatnie promienie nad tą solną pustynią i zapada szybko zmierzch.

Image

Image

Oryginalnie większość wycieczek nocuje na obrzeżach Salaru np. w Colchani. Ale teraz przy tak małej liczbie turystów, większość biur nie uruchamia tych hoteli tylko na pierwszą noc wracamy do pobliskiego Uyuni. Mega zmęczeni jemy kolację i lulu spać.
Jutro kolejny etap pustyń boliwijskich.
c.d.n.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
16 ludzi lubi ten post.
olajaw uważa post za pomocny.
 
 
#15 PostWysłany: 12 Wrz 2022 22:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6704
HON fly4free
A jak po zmroku? Niebo mocno rozgwieżdżone?
Góra
 Relacje PM off  
 
#16 PostWysłany: 12 Wrz 2022 22:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 100
Loty: 1066
Kilometry: 2 064 412
niebieski
tropikey napisał(a):
A jak po zmroku? Niebo mocno rozgwieżdżone?


Będą fotki!
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#17 PostWysłany: 12 Wrz 2022 22:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1690
Loty: 787
Kilometry: 1 827 150
platynowy
rewela!!!
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#18 PostWysłany: 12 Wrz 2022 22:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6704
HON fly4free
Ta terenówka jeszcze przed zachodem słońca wygląda niczym łódź nocą na oceanie w "Życiu Pi". Pięknie :)
Góra
 Relacje PM off
olajaw lubi ten post.
 
 
#19 PostWysłany: 13 Wrz 2022 13:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1336
Loty: 273
Kilometry: 484 319
złoty
Super! Dla mnie Salar wciąż jest jednym z najciekawszych miejsc, jakie zobaczyłem podczas podróży. Ciekawe, że pierwszą noc spędza się teraz w Uyuni.
Góra
 Relacje PM off  
 
#20 PostWysłany: 27 Wrz 2022 00:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2011
Posty: 100
Loty: 1066
Kilometry: 2 064 412
niebieski
Wstaje nowy dzień, wcześnie rano wyglądam przez okno i tak prezentują się ulice Uyuni.

Image

Przed południem zapełnią się znowu miejscowym bazarem. Na razie jednak idę na poranną przechadzkę poczuć ten niesamowity klimat pustynnego miasteczka.

Image

Image

Image

Pakujemy się i ruszamy na południe. Pierwszym stopem ma być miasteczko San Cristobal. Nie ma w nim może wiele interesującego do zobaczenia oprócz wiekowego kościoła i kopalni na horyzoncie (cały stożek góry ścięty – kopalnia rudy cyny).

Image

Image

Jednak nasza toyotka odmawia tu posłuszeństwa. Luiz próbuje ją przywrócić do życia z umiarkowanym powodzeniem.

Na wzmocnienie dobra będzie miejscowa czekolada. Szkoda, że nie można jej legalnie przywieźć do Polski (wracamy przez Stany, nie będę ryzykował…)

Image

Ruszamy dalej w kierunku pustyni Siloli i wulkanów.

Image

Droga jeszcze przez moment jest asfaltowa a potem przechodzi w szutry.

Image

Niestety samochód psuje nam się ponownie. Naprawa pochłania Luiza dosłownie 😊

Image

Image

Image

W międzyczasie idę pooglądać pasące się nieopodal lamy.

Image

Image

Image

Image

Zwiedzamy fajne formacje wulkaniczne, tutaj już napęd 4x4 się przydaje.

Image

Image

Image

Image

Przed nami rozpościera się niesamowity krajobraz wulkaniczny i piękne góry. Tu góra Chulluncani, ma ponad 5000m n.p.m.

Image

Image

Wulkan Ollague jest ciągle aktywny

Image

Image

Image

Rośnie tu też pewna endemiczna roślina, zabójczo zielona, która w dotyku przypomina skałę

Image

Image

Image

Image

Mijamy kilka lagun z solnymi jeziorami. Żerują tam niezliczone stada flamingów.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Krajobraz jest księżycowo-marsjański – a to dalej planeta Ziemia

Image

Image

Image

Zatrzymujemy się w osamotnionej stacji meteorologiczno/geologicznej w Chiarkota. Obsługuje ją jedna osoba. To znajomy naszego Luiza więc wpadamy tam na lunch (sami go wieziemy z Uyuni)

Image

Image

Image

Luiz cofając wpadł w jedyny zbiornik na wodę. Na szczęście jest z tworzywa i dało się go naprostować, nie pękł. Inaczej musielibyśmy gospodarza zabrać ze sobą!

Image

Tu też są stada flamingów

Image

Droga zanika, jedziemy już prawie w większości pustkowiem

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Dojeżdżamy do pustyni Siloli i podziwiamy fantastyczne formacje skalne zwane Arbol de Pietra.

Image

Charakterystyczne kamienne „drzewo”

Image

Image

Image

Lam już nie widujemy tylko od czasu to czasu przemykają stada wikunii.

Image

Wikunie prawie zostały wybite dla ich wspaniałego, ciepłego futra. Robi się z nich najdelikatniejsze swetry, bluzy i szale. Ponieważ wikunie są już pod ochroną więc podaż wełny jest niewielka. Ceny wyrobów za to kosmiczne np. sweter potrafi kosztować 2000USD!
Wikunie żyją wysoko w zimniejszym klimacie. Jak je masowo łapano i golono z futra to po prostu umierały z zimna. Na szczęście w porę się opamiętano i mamy je na wolności w Boliwii i Peru!

Image

Image

Dojechaliśmy do jednej z największych atrakcji tej części pustyni – Laguna Colorada. Jest to płytkie jezioro solne z duża zawartością pewnego gatunku kolorowych alg, które w ciągu dnia podpływają na powierzchnię i powodują ten niesamowity głęboki czerwony kolor wody.

Image

Ten kolor utrzymuje się od mniej więcej 9 rano do 17, potem algi opadają na dno i woda robi się znowu niebieska.
To jest widoczek zapierający dech!

Image

Image

Image

Image

Te kontrasty kolorów są nieziemskie.

Image

Image

Image

Image

Image

Oczywiście znów stada flamingów, latają nad tą czerwoną wodą.

Image

Krajobraz dookoła laguny również zachwyca, zwłaszcza ta roślinność:

Image

Tutaj musimy wykupić bilety do Parku, kosztują po 150 bolivianos od osoby i są skrupulatnie sprawdzane przy wjeździe i następnego dnia na wyjeździe z tej części pustyni.

Image

Przez większość dnia podróżujemy sami, co jakiś czas pojawiają się jednak i inni turyści ale to pojedyncze samochody:

Image

Znowu nam się psuje nasz LandCruiser. Grzebiemy we dwóch razem z Luizem pod maską i udaje się namierzyć uszkodzony kabel akumulatora. Drut + młotek i toyotka naprawiona 😊

Image

Jedziemy dalej, coraz wyżej i wyżej. Mój telefon w którymś momencie pokazuje 4940m n.p.m!!!

Image

Dojeżdżamy do Sol de Manana – miejsca aktywności wulkanicznej i pola gejzerów. Już z oddali coś świszczy i syczy parą:

Image

Image

Kolorki bulgoczących gejzerów i jeziorek są super:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Robi się już mocno po południu. Nocujemy dziś w schronisku Polques na wysokości 4600 m n.p.m.

Image

Image

Schronisko jest nieogrzewane a w nocy temperatura spadnie do około -15C. Luiz ma dla nas dodatkowe śpiwory, które oprócz grubej kołdry przydadzą się w nocy.
Jemy tu kolację. Atrakcją Polques jest basen z wodą geotermalną, do którego po zmroku skwapliwie wskakujemy.

Image

Woda ma 37C i siedzimy w niej ponad 3 godziny, mega fajne miejsce :D Nie ma żadnych świateł dookoła, wysokość 4600 metrów i powietrze niesamowicie przejrzyste.
Niebo wygląda jak z teleskopów. Nie mam aparatu tylko telefon więc zdjęcia (robione telefonem!) wyszły bardziej poglądowo (trochę podkręcone w LR) ale taki mieliśmy widok!!!!

Image

Image

Image

Image

Do tego stada meteorów, raz przeleciał jeden, naprawdę wielki, wolno i majestatycznie - cały basen jęknął z zachwytu, nikt nie zdążył z fotą niestety….
Wykąpani, pakujemy się do śpiworów i pod pierzyny bo jutro ostatni dzień zwiedzania Boliwii.
Stay tuned!
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
 [ 26 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group