Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 13 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 01 Wrz 2014 21:53 

Rejestracja: 03 Lip 2012
Posty: 1257
niebieski
Salony Splitu (dzień pierwszy)

Z czym nam się kojarzy Chorwacja? Z rajskimi plażami, ze strzelistymi palmami wzdłuż promenady, ze słońcem grzejącym nieprzerwanie od początku do końca wakacji, z błękitnym, gładkim jak stół morzem, na którym ktoś hojną ręką rozsypał cudowne, zielone wysepki, z białymi żaglami kluczącymi po rozgałęzionych zatoczkach. To wszystko prawda. To wszystko tam jest. Po prostu słoneczne eldorado, cel wakacyjnych pielgrzymek. Człowiek przyjeżdża, aklimatyzuje się w minutę i z miejsca rozpoczyna jedno lub dwutygodniowe leżakowanie, zalega na plaży i już tylko przekręca się z boczku na boczek, dopieszcza opaleniznę, przez okulary przeciwsłoneczne leniwie toczy wzrokiem na dynamiczną rzeczywistość: ooo mewa przeleciała, ooo łódka płynie, ooo Miss Chorwacji przeszła, ooo i druga; może podejdę, zagadam; eee, może później, pierw drink orzeźwiający z parasolką, bo lód mi się stopi. Ech, żyć nie umierać. Za to kocham Chorwację. W czasie mojego wyjazdu też tak leżałem i kontemplowałem; znaczy … przez godzinę leżałem i kontemplowałem. W końcu ile można leżeć na plaży, skoro dookoła tyle pięknych miejsc: wysp, gór, rzek, lasów i zabytków. Chorwacja to nie tylko plaża. Chociaż w moim przypadku również i plaża grzechu była warta, wyjątkowa pod każdym względem, jedna z najpiękniejszych plaż świata. Ale o tym później.

Image

Jak trafić do tego raju? Przecież to musi kosztować fortunę. Nagle na forum fly4free użytkownik perpolo podzielił się informacją, że mogę tam być już za 253 zł i to z dużym (do 20 kg) bagażem rejestrowanym. Nie, takiej oferty nie można ot tak sobie zignorować. Tanie bilety z Warszawy do Zadaru oferowało szwedzkie biuro podróży Scandjet, które dla przelotów do słonecznej Chorwacji czarteruje samoloty polskiej linii lotniczej Enter Air. Wiadomość lotem błyskawicy podchwycona została przez stronę główną fly4free, zelektryzowała wszystkich i od tego momentu zaczął się wyścig. Wyścig po bilet. W zeszłym roku tanie bilety Scandjetu do Chorwacji rozeszły się w 10 minut, tym razem wyścig trwał aż pół godziny. Pewnie dlatego, że rezerwacji trzeba było dokonać na szwedzkim formularzu. Z pomocą tłumacza Googla przeszedłem przyspieszony kurs szwedzkiego i … udało się. Za 3 tygodnie będę w raju. Od środy 21 maja rano do niedzieli 25 maja wieczorem, całe 5 dni i 4 noce.

W końcu nadszedł oczekiwany dzień. Na warszawskie Lotnisko Chopina dotarłem nieprzytomny o jakiejś barbarzyńskiej porze, przed godziną 6. Na telewizorze przeczytałem, że mój samolot startuje dopiero o 8.20, miast wcześniej planowanej 7.30. Przy odprawie bagażowej pani stwierdziła, to co wszyscy wiemy, że telewizja kłamie i odlot będzie zgodnie z planem o 7.30, a kontrola biletów przed wejściem na pokład również planowo rozpocznie się o 6.45. Gdy o 6.45 doszedłem do stanowiska kontroli biletów stwierdziłem, że to chyba pani z odprawy kłamie, bo nie było ani obsługi ani współpasażerów. Sam jak palec. Trochę się zaniepokoiłem. Gdzie są wszyscy. Na szczęście po kilku minutach niemrawo zaczęli się zbierać kolejni pasażerowie. Tłumów jednak nie było. Łącznie ze mną dokładnie 21 osób, w ogromnym Boeingu 737-400, który ma 168 miejsc pasażerskich. Każdy miał po kilka miejsc sypialnych. Luksus, tak to można podróżować. Co ciekawe, po pięciu dniach w drodze powrotnej sytuacja się powtórzyła; wracało mniej więcej tyle samo osób i w większości te same.

Już wiem, że pogoda będzie rewelacyjna. Chmur prawie nie ma. Kapitan głosem doświadczonego przewodnika wycieczek informuje: pod nami Wiedeń; a jak Wiedeń to i Dunaj przecież (ale szeroki, nawet z góry). Wszystkie głowy w oknach. Po niedługim czasie, już bez zapowiedzi wiedziałem, że jestem na miejscu: skaliste góry na wybrzeżu wyłaniające się z zielonych lasów, pasma podłużnych, ogromnych wysp równoległych do lądu, okrągłe, mniejsze wysepki z cudownie postrzępionymi liniami brzegowymi. Najlepiej widać z lewej strony samolotu. Przez chwilę leci wzdłuż wybrzeża, mija wyspy: Pag, Ugljan, Pašman, miasto Zadar. Zaraz, chwileczkę, czy to aby nie do Zadaru miałem lecieć. Zawracaj, natychmiast. Jeszcze trochę pomarudził, ale potem posłusznie zawrócił i od południa podszedł do lądowania na lotnisko w Zadarze.

Image

Port Lotniczy Zadar (kod IATA: ZAD) położony jest w odległości ok. 9 km na południowy-wschód od centrum Zadaru. Położenie ma wspaniałe. Zielona równina dookoła, pasmo górskie Welebitu na horyzoncie. Będę i tam, ale dopiero ostatniego dnia wycieczki. Lotnisko jest niewielkie, obsługuje głównie sezonowy ruch wakacyjny, jednak wydaje się, że działa całkiem efektywnie. Co roku zwiększa się liczba przyjętych samolotów i obsłużonych pasażerów. Posiada dwa prostopadłe pasy startowe, co w dużym stopniu uniezależnia je od warunków pogodowych. W Chorwacji ma to znaczenie. Mimo, że kraj jest bardzo słoneczny, to wiać potrafi naprawdę mocno.

Tylko wyszedłem z terminalu i od razu nowe doświadczenie. Nigdy jeszcze nie wypożyczałem samochodu. Zawsze jeździłem środkami komunikacji publicznej. Hmm, mówią, że zawsze musi być ten pierwszy raz. Pierwotnie również i po Chorwacji zamierzałem poruszać się autobusami: zbadałem połączenia międzymiastowe, potem system transportu miejskiego w Zadarze i w Splicie, przekopałem się przez rozkłady jazdy i ceny biletów. Wszystko po to, by stwierdzić, że tak się nie da. W krótkim czasie (5 dni) nie da się efektywnie zwiedzić tego skrawka Chorwacji, który sobie zaplanowałem. Za wypożyczeniem samochodu przemawiało kilka czynników. Po pierwsze, Chorwacja to nie tylko miasta z historycznymi zabytkami, ale przede wszystkim nieprzebrane bogactwo przyrody: góry, lasy, rzeki, wyspy i jeziora. Podczas, gdy pomiędzy głównymi miastami funkcjonują regularne połączenia autobusowe, to dojazd komunikacją publiczną do jakiegoś parku narodowego nie jest już taki prosty. Połączenia oczywiście są, ale stosunkowo rzadkie. Po drugie, hotele lub apartamenty położone poza centrami głównych miast są znacznie tańsze. Tańsze, nie znaczy gorsze, a nierzadko po prostu lepsze, z dostępem do plaży lub z basenem. Jednak skutecznie można tam dojechać tylko samochodem. Po trzecie, samochód zapewnia większy komfort podróżowania: klimatyzacja, bagażnik. Do torby podręcznej do autobusu na jeden dzień nie zapakuję: trampek, sandałów, klapek, butów turystycznych, krótkich, długich spodni, kąpielówek, kurtki; a do bagażnika – dlaczego nie.

Samochód jest często traktowany jako dobro luksusowe. Myślałem więc, że i tutaj wydam majątek. W przekonaniu tym utwierdziło mnie przejrzenie ofert wypożyczalni z lotniska w Zadarze. Przejrzałem wszystkie 11 wypożyczalni. Przed sezonem, czyli w maju, ceny właściwie nie schodziły poniżej 100 zł na dzień. Trochę mnie to zmartwiło, ale wybitni matematycy mówią, że cena jest malejącą funkcją czasu poświęconego na szukanie, więc szukałem dalej. Nie wypożyczając dotychczas samochodu, nie byłem nawet świadomy, że również i na tym rynku funkcjonuje rozwinięta sieć pośrednictwa pomiędzy wypożyczalnią a wypożyczającym; podobnie jak na rynku hotelowym funkcjonuje wiele firm (np. booking.com) pośredniczących pomiędzy hotelami i gośćmi hotelowymi. No i znów przygotowania od początku. Tym razem trzeba przejrzeć pośredników. Wybrałem pośrednika Economy Car Rentals, który za równowartość 222,59 zł na 5 dni, czyli 44,52 zł na dzień wystawił mi voucher na wypożyczenie samochodu w wypożyczalni Oryx Rent a Car. W praktyce powyższa opłata składa się z prowizji pośrednika (31,92 zł) płatnej w euro przy rezerwacji i opłaty za wypożyczenie (190,67 zł) płatnej w chorwackich kunach w wypożyczalni po zwrocie samochodu. No za taką cenę to już można pojeździć. Voucher został wystawiony na Forda Fiestę lub coś podobnego. Na miejscu coś podobnego do Fiesty okazało się nowiutką, białą Skodą Fabią. Wspólnie z panem z wypożyczalni obeszliśmy samochód dookoła. Ach, najmniejszej ryski ani wgniecenia. Po prostu wspaniale. Wszystkie przyszłe, ewentualne uszkodzenia lecą na moje konto. Przy okazji poćwiczyłem chorwacki, przywitałem się z panem – Dobar dan (Dzień dobry), pożegnałem – Doviđenja (czytaj dowidzieńja; Do widzenia). No i teraz niech ktoś mi powie, że chorwacki nie jest podobny do polskiego. Na pożegnanie wręczyłem panu unikalny prezent z kraju nad Wisłą. Długopis z pięknym staropolskim napisem: I love Poland. Może wspomni o mnie życzliwie, gdy będę zwracał podrapane auto.

Bak pełny. Pogoda wyśmienita. Można ruszać. Podłączyłem nawigację przywiezioną z Polski, wyłączyłem podpowiedzi głosem Agaty, włączyłem głos Gorana; jakoś trzeba się osłuchać z chorwackim. Jako niedzielny kierowca, na początek wybrałem drogę najprostszą, czyli autostradę. Górami, serpentynami i przepaściami martwić się będę później. Określenie kierowca niedzielny i tak jest dla mnie zbyt łaskawe, bo samochodem jeżdżę średnio raz w miesiącu, krótkie odcinki po warszawskich przedmieściach, nawet nie zapuszczając się w dziki ruch śródmiejski. Chciałem jak najszybciej przeskoczyć autostradą na południe, z Zadaru do Splitu (ok. 150 km), zakładając, że za kilka dni wrócę sobie powoli nadmorską, widokową Magistralą Adriatycką (Jadranska Magistrala). Autostrada ma tylko dwa pasy ruchu w jedną stronę. Zupełnie mi to nie przeszkadza, bo jest zupełnie pusta. Tylko jeden samochód majaczy daleko na horyzoncie. Łatwo, miło i przyjemnie, jak na autopilocie, mknę przepisowe 130 km na godzinę. Krajobraz płaski, nudnawy. I była to pewna zmyłka, bo krajobraz niby płaski, ale nagle autostrada przelatuje mostem nad głęboką doliną rzeki Krka. Niespodziewanie nudny krajobraz zmienia się w tak przepiękną scenerię, tak że nie pozostaje mi nic innego jak gwałtownie nacisnąć na hamulce. Zaskoczyło mnie to. Planowałem, że Park Narodowy rzeki Krka odwiedzę za trzy dni, jednak zupełnie zapomniałem, że przecież i autostrada krzyżuje się z rzeką Na szczęście zaraz za mostem jest parking, gdzie można się zatrzymać i na spokojnie podziwiać wspaniałe widoki.

Image
Malownicza dolina rzeki Krka. Na ostatnim planie Krka wpada w Prokljansko jezero.

Image
Pomiędzy filarami mostu można dostrzec Skradin – wrota do Parku Narodowego Krka.

Image
Przeprawy drogowej przez rzekę strzeże Matka Boska od Drogi (Gospa od Puta). Jest to najwyższy posąg Matki Boskiej w Chorwacji (3,5 m).

Dalej krajobraz już nie usypia, pojawiają się wzgórza, na wzgórzach wiatraki. Szczytami wzgórz Trtal (po lewej stronie autostrady) na wysokości około 400-500 m biegnie rząd 14 wiatraków. Te majestatyczne, pięćdziesięciometrowe kolosy kręcą się niby ociężale, leniwie kroją powietrze. Z dala od siedzib ludzkich nikomu nie przeszkadzają, za to pięknie wkomponowują się w naturalną scenerię. No i co najważniejsze, robią coś z niczego; coś, czego nie widać (wiatr) zamienia się na inne coś, którego również nie widać (prąd). Silnych wiatrów w Chorwacji nie brakuje. Czasami są tak silne, że zamykane są mosty w obawie, żeby samochodów nie zdmuchnęło do wody. Dzisiaj jednak tylko umiarkowany wietrzyk; przyjemnie chłodzi od upału. Od czasu do czasu nawiewa mi tylko chmary jakichś owadów, które w zderzeniu z szybą z miejsca podlegają masowej eksterminacji. Szybę całą mam upstrzoną w ich zwłokach.

Znawcą motoryzacji jestem nie lepszym niż kierowcą, więc nowego samochodu uczę się powoli. Odkryłem już, gdzie włącza się wycieraczki. Usunąłem dowody zbrodni na owadach. Teraz niepokoi mnie, że nijak nie mogę otworzyć wlewu paliwa. Na postoju kręcę w prawo, w lewo, z kluczykiem, bez kluczyka. Nic z tego, coś zakleszczyło się na amen. No nieźle, dopiero co dostałem nowy samochód i już go popsułem. Pocieszam się faktem, że bak wciąż mam pełny. Na razie nie zaprzątam sobie tym głowy. Problem odsuwam do czasu, aż zaświeci się rezerwa. Jadę dalej. Bezpieczeństwo przede wszystkim, więc zapalam światła, żeby być lepiej widocznym na autostradzie. Przynajmniej tak mi się wydawało. Dopiero, gdy jadąc ponad setką wpadłem w tunel, przekonałem się, że musiały to być chyba jakieś światła postojowe. Zapaliłem je, a potem pewnie zgasły w momencie włączenia silnika. Ciemność, widzę ciemność, deska rozdzielcza znikła, nic nie widać, z tyłu zostałem gruntownie otrąbiony. Szczęście, że tunele w Chorwacji są dobrze oświetlone, od góry lampami, od dołu odblaskami wzdłuż toru jazdy. Jakoś się przemęczyłem te 790 m bez deski rozdzielczej. Potem jeszcze tylko miałem powtórkę z rozrywki w Tunelu Konjsko, nawet trochę dłuższą powtórkę, 1.122 m. Oczywiście nadal nie odkryłem, gdzie włącza się te cholerne światła. Dlaczego w każdym samochodzie wszystko musi być gdzie indziej. Potem problem rozwiązał się sam. Po prostu nie było już więcej tuneli.

Z autostrady zjechałem w stronę Splitu. Dzisiaj można do niego dojechać wygodną krajówką D1. Jednak przez długie wieki nie było szans, żeby z głębi kontynentu ot tak sobie bezkarnie wjechać do Splitu, do Dalmacji, czy ogólnie rzecz biorąc na wybrzeże Adriatyku. Rycerz znużony wojnami i bitwami, nie mógł ot tak sobie pojechać na wakacje, zajechać na koniu na plażę, zrzucić zbroję, opalać się i uzupełniać niedobory witaminy D przed kolejnymi krucjatami. Tak łatwo nie było. Wpierw musiał pokonać załogę Twierdzy Klis (chorw. Tvrđava Klis); a załoga, jak to załoga – zazwyczaj uzbrojona po zęby. Twierdza była nie do przejścia, np. Turcy w XVI w. zdobyli ją dopiero po 25 latach obleżenia. Twierdza położona na przełęczy między górami Mosor i Kozjak uważana jest za najbardziej strategiczną budowlę w historii Chorwacji. Mówi się, że Twierdza Klis, stanowi wrota do Dalmacji, albo nawet wręcz, że jest kluczem do Dalmacji (pierwotnie nosiła nazwę Kleisa od greckiego słowa kleis – κλείς – klucz). Zmierzałem do Dalmacji. Postanowiłem zatem poszukać klucza do Dalmacji. Dziś załogę Klisu stanowi jeden, niegroźny bileter; jak przysypia wchodzimy za darmo; gdy wzmaga czujność, uiszczamy myto w wysokości 20 kun (ok. 11 zł).

Image

Widoki wspaniałe. U stóp mam cały Split – przemysłowy, mieszkaniowy, portowy. Majowa zieleń tochę już wysuszona, ale jeszcze nie całkiem spalona słońcem. Z lewej góry Mosor, z prawej góry Kozjak, w oddali Morze Adriatyckie i wyspa Brač.

Image
Na pobliskich stokach rozłożyła się wieś Klis. Ma zaledwie 2,5 tysiąca mieszkańców; za to aż dwie szkoły. Szkolny harmider dolatuje na szczyt twierdzy. Jedna szkoła ma widoki na góry Kozjak (na powyższym zdjęciu), druga na góry Mosor. Opowieści szkolne, z którymi się czasem stykamy, „do szkoły zawsze miałem pod górkę“, tu nabierają dosłownego znaczenia. Spójrzcie na boisko na powyższym zdjęciu. Trochę się trzeba było napracować, żeby je zbudować. Po prostu wycięto kawałek góry. Teraz przynajmniej piłka za bramkę nie wypadnie, bo tam pionowa skała. Gorzej, jak wyleci na bok; wtedy przepadła.

Image
Tu na górze wrzawa ze szkoły miesza się z miarowym postukiwaniem maszyn w kamieniołomie. Młoty i koparki cierpliwie zjadają zbocze gór Mosor w poszukiwaniu wysokogatunkowego wapienia.

Image
Twierdza tak strategicznie położona zawsze była łakomym kąskiem dla kolejnych wojsk przetaczających się przez Półwysep Bałkański. Jej kolejni lokatorzy to z grubsza rzecz biorąc: Rzymianie (ci starożytni), Chorwaci, Węgrzy, Wenecjanie, Turcy, Francuzi, Austriacy i znowu Chorwaci. Szczególnie zainteresowali mnie ci Węgrzy. Co u licha Węgrzy robili nad Adriatykiem. Czy rzeczywiście kiedyś mieli dostęp do jakiegoś innego morza, poza Balatonem. Okazuje się, że tak i to już w Średniowieczu. Dwa lata temu byłem w Budapeszcie, uprawiałem jogging na zielonej Wyspie Małgorzaty (Margit-sziget), położonej na pięknym, modrym Dunaju. Swoje wrażenia z pobytu w węgierskiej stolicy i historię Małgorzaty opisałem w relacji „Wakacje u Bratanków“ (zachwycający Budapeszt) http://www.fly4free.pl/wakacje-u-bratan ... budapeszt/ Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że Małgorzata urodziła się właśnie tutaj, w Twierdzy Klis, w 1242 r., w czasie, gdy jej ojciec, król węgierski Bela IV, musiał chronić się tutaj przed inwazją mongolską. Małgorzata ciągle się modliła, pościła, samobiczowała, ale też i ciężko pracowała, pomagała chorym. Była jedną z pierwszych kobiet mistyczek i stygmatyczek w Kościele katolickim. Mimo, że zmarła młodo (28 lat), jej osobę szybko otoczono kultem. W 1789 r. została beatyfikowana, a w 1943 r. uznano ją za świętą. Zresztą cała rodzinka była mocno świątobliwa. Ciotka Małgorzaty (siostra ojca) to Święta Elżbieta Węgierska. Wśród licznego rodzeństwa Małgorzaty znajdziemy i Świętą Kingę, i Błogosławioną Jolentę Helenę. Co ciekawe, święte te niewiasty zostały wydane za nie mniej pobożnych mężów, w dodatku naszych książąt piastowskich: Kinga za Bolesława V Wstydliwego, a Jolenta Helena za Bolesława Pobożnego. I tak na pewnym poziomie szczegółowości, wszystko łączy się ze wszystkim: Chorwacja z Węgrami, Węgry z Polską.

Image

Klis był świadkiem nie tylko prawdziwych historii, jak ta ze św. Małgorzatą, ale również historii całkowicie zmyślonych. Może i zmyślonych, ale za to z jakim rozmachem. Niedawno w Twierdzy Klis kręcono odcinki niezwykle popularnego serialu HBO – „Gra o tron“ (3 i 4 odcinek czwartego sezonu). Oczywiście, żeby przerobić Klis na filmowe Meereen należało trochę dobudować, zarówno w realu, jak i w wirtualu, trochę rzeczy trzeba było komputerowo pousuwać (no może więcej niż trochę; w końcu cały Split wyleciał). Wciąż jednak bez pudła można powiedzieć, że na filmie to na pewno jest Twierdza Klis a w oddali wybrzeże Chorwacji.

Image
Foto: http://gameofthronestourcroatia.com/

Image
Foto: http://gameofthronestourcroatia.com/

Image
Foto: http://gameofthronestourcroatia.com/

Image
Foto: http://gameofthronestourcroatia.com/

Image
Foto: http://gameofthronestourcroatia.com/

Image
Mury obronne poprzerastane różnymi ciepłolubnymi roślinkami, w tym agawami.

Image
W entomologii nie jestem tak biegły jak marszałek Niesiołowski, ale motyl, który przysiadł na roślince, to na pewno musi być paź żeglarz, inaczej zwany witeziem żeglarzem lub po prostu żeglarkiem.

Przepraszam, ale gatunku żmii, która nagle wystrzeliła z otworu w murze nie byłem już w stanie określić. Metr ode mnie żmija zrobiła syczącą stójkę. Ja również zrobiłem stójkę, łącznie z włosami na plecach, których nie mam. Wierzgnąłem tak, że omal nie straciłem lustrzanki. Na szczęście żmija przeraziła się bardziej i w popłochu uciekła. Mimo wszystko, od teraz w pobliżu rozgrzanych murków lub kamiennych schodów zamaszyście szurałem, żeby zawczasu przepłoszyć gada. Napotkałem jednak tylko niegroźne jaszczurki.

Image

Nadeszła pora, żeby zstąpić na salony Splitu, czyli do starożytnej Salony. Z Klisu to tylko 6 km w dół wzgórza. Hmm, to w końcu ile jest tych salonów Splitu, jeden czy kilka? W starodawnych tekstach łacińskich Salona funkcjonuje zarówno w liczbie pojedynczej (Salona), jak i mnogiej (Salonae), co oczywiście daje ogromne pole do popisu dla archeologów. Niektórzy z nich twierdzą, że liczba pojedyncza stosowana była dla miasta, a liczba mnoga dla otaczającego regionu. Inni z kolei utrzymują, że po prostu u stóp Klisu funkcjonowało kilka osad o zbiorczej nazwie Salonae.

Image
Dopiero z Salony właściwie można ocenić strategiczne położenie Twierdzy Klis. Na powyższym zdjęciu widać ją z prawej strony, pomiędzy górami Kozjak i Mosor. Na przestrzeni kilkunastu kilometrów to jedyne możliwe przejście pomiędzy górami.

Image

W pierwszych wiekach naszej ery było tu olbrzymie miasto, stolica rzymskiej prowincji Dalmacji. Mogło liczyć nawet 60 tysięcy mieszkańców. Miało swoje forum, świątynie, amfiteatr i teatry, łaźnie publiczne i akwedukt. Całość otoczona była murami. Ciężko w to uwierzyć, ale kiedyś to Split, a w zasadzie rzymskie Spalatum położone było na przedmieściach Salony. Dziś jest odwrotnie. Współczesne, małe miasteczko Solin, gdzie znajdują się ruiny starożytnej Salony, położone jest na przedmieściach Splitu. Skąd ta nieoczekiwana zmiana miejsc? W Salonie około 240 r n.e. urodził się przyszły cesarz rzymski Dioklecjan, znany nie tylko ze swych wielkich reform, ale też i z tego, że był bezwzględnym prześladowcą chrześcijan. A w Salonie stopniowo dojrzewała właśnie pierwsza chrześcijańska wspólnota. Niemałe zasługi miał w tym syryjski biskup Domnius (znany też pod imieniem Dujam lub Duje), który kierował tą wspólnotą. W 304 r. n.e. jego zasługi zostały „właściwie docenione”. Zginął śmiercią męczeńską wraz ze swymi podopiecznymi. Niestety nie załapał się na edykt mediolański, który w 313 r. ogłosił następca Dioklecjana, cesarz Konstantyn. Edykt wprowadził wolność wyznania w Cesarstwie Rzymskim.

Dioklecjan nakazał wybudowanie w Splicie potężnego pałacu, który dziś stanowi główną atrakcję turystyczną miasta. Tutaj też spoczął Dioklecjan, w mauzoleum. Ironia historii sprawiła, że mauzoleum prześladowcy przekształcono w katedrę prześladowanego. Biskup Salony, Domnius (Dujam), męczennik i późniejszy święty, jest dziś patronem zarówno katedry, jak i całego Splitu.

Budowa pałacu w Spalatum (Splicie) była początkiem przesuwania się akcentów z Salony na Split. Kropkę nad i postawili Awarowie i Słowianie, którzy w 614 r. n.e. na dobre zniszczyli miasto, zmuszając mieszkańców do ucieczki na wyspy lub w obręb murów Pałacu Dioklecjana.

Image

Image

Wspaniałe starożytne miasto Salona dziś pozostaje co najwyżej największym stanowiskiem archeologicznym w Chorwacji. Potrzeba naprawdę dużej dozy wyobraźni, wspartej komputerowymi rekonstrukcjami w przewodniku, żeby dostrzec dawny majestat miasta. Zrujnowane budowle niezbyt wysoko wychylają się pośród traw. Dawna główna arteria miasta via pricipalis (decumanus) biegnąca na linii wschód-zachód to dziś ścieżka pomiędzy ogródkami działkowymi; w oddali widać Split portowy, przemysłowy oraz zbiorniki przedsiębiorstwa paliwowego INA. Miejscowi spacerują z psami. Właśnie, co oni tutaj robią? Chyba nie kupują codziennie biletu na teren Salony (20 kun; 11 zł). No tak, też mogłem podjechać od zachodu, od strony amfiteatru, a nie od strony głównego parkingu ;-) Teren Salony zajmuje bardzo dużą powierzchnię, dostępny jest w zasadzie ze wszystkich stron, częściowo nawet zabudowany współczesnymi domkami jednorodzinnymi; pilnuje tego jeden znudzony strażnik przy głównym wejściu.

Image
Czerwone maki rosną nie tylko na Monte Cassino.

Image
Najlepiej zachowany zabytek Salony – amfiteatr z drugiej połowy II w n.e. Walki gladiatorów lub dzikich zwierząt jednocześnie mogło oglądać 17 tysięcy widzów. Co ciekawe, w przypadku deszczu lub upalnego słońca istniała możliwość rozwinięcia nad amfiteatrem płóciennego dachu na wystających, długich tyczkach.

Image
Tam, gdzie kiedyś były trybuny amfiteatru ktoś postanowił zamieszkać.

Image
Patrząc od dołu: starożytna Salona, względnie nowoczesny Solin, góry Kozjak.

Jako ciekawostkę można dodać, że w czasie pielgrzymki do Chorwacji w 1998 r. Ojciec Święty Jan Paweł II odwiedził nie tylko duży Zagrzeb i Split, ale również i niewielki Solin, gdzie narodziło się chorwackie chrześcijaństwo. Nasz papież w Chorwacji cieszy się bardzo dużym szacunkiem. W kościołach można znaleźć jego wizerunki. Poza tym, nazwy głównych ulic w różnych miastach to albo Jana Pawła II, albo Dr Franjo Tudjmana, niedawnego prezydenta Chorwacji.

Image

Dobrze, dość już tego biegania po rozgrzanych kamieniach w południe. W samochodzie klimę rozkręciłem na maksa, przebiłem się przez zatłoczony Split i dotarłem do mojego hotelu w miejscowości Podstrana (9 km na wschód od Splitu). Tu w nagrodę czekały orzeźwiające napoje w kawiarni na plaży, potem szybki skok do basenu (morze jednak jeszcze ciut za zimne), potem szybki skok na leżak i w końcu można odespać poranne wstawanie na samolot.

Image

Koszmarne korki w Splicie i potencjalne trudności ze znalezieniem miejsca parkingowego sprawiły, że wieczorem przerzuciłem się na komunikację miejską. Autobus zatrzymał się pod hotelem i po 20 minutach byłem w centrum Splitu. Dziś odpuściłem sobie Pałac Dioklecjana i inne zabytki. Chciałem zobaczyć tylko, jak wyglądają procedury związane z wjazdem na prom. Nigdy jeszcze nie płynąłem tak wielkim promem, tym bardziej z samochodem. Zamierzałem jutro popłynąć na wyspę Brač i nie chciałem się zakręcić. No i przy okazji kupiłem bilet (28 kun za osobę i 130 kun za samochodzik; razem ok. 87 zł). Wszystko wyglądało prosto. Nie wiedziałem jeszcze, że jutro będę musiał wjeżdżać na stromą, wąską rampę, modląc się, żeby nie stracić lusterek.

Image
To kapitan odpływa, czy kucharz gotuje kolację?

W hotelu zamiast spać poszedłem „reperować” samochód, to znaczy szukać włącznika normalnych świateł oraz próbować odkręcić wlew paliwa. Bez tego na dłuższą metę ani rusz. Nic nie działa. Ciągnę, kręcę, włączam, wyłączam, wszystko na nic. Naprawdę coś popsułem. Ponaddwustustronicowa instrukcja obsługi Skody Fabii, niestety po chorwacku, również nie okazała się pomocna. I to pomimo licznych obrazków. Na szczęście w nieocenionym Internecie znalazłem identyczną instrukcję po polsku. Jakież to było proste. Chyba do końca życia zapamiętam: przekręcić kluczyk w lewo, wyjąć kluczyk, przekręcić korek w lewo. Wreszcie mogłem usnąć snem sprawiedliwego.

Praktykalia, czyli jak powyższe zrealizować w praktyce:

Bilet lotniczy:

Warto śledzić strony internetowe biur podróży oferujących czarterowe przeloty do Chorwacji. Czasami lepiej wstrzymać się z kupnem biletu do ostatniej chwili, do około tygodnia przed wylotem. Historia pokazuje, że wtedy bilety są albo wykupione albo najtańsze. Oczywiście historia nie zawsze się sprawdza. Swój bilet kupiłem np. z miesięcznym wyprzedzeniem.

http://www.scandjet.pl/ - Scandjet; po zarezerwowaniu i opłaceniu na maila przychodzi nie elektroniczny bilet, tylko faktura, którą przy odprawie bagażowej wymieniamy na kartę pokładową; niedługo potem jak kupiłem przelot na szwedzkiej wersji strony Scandjetu, przestała ona wykazywać połączenia z Warszawy do Zadaru; pewnie dlatego, żeby znakomicie zarabiający Szwedzi nie zwariowali od tak niskich cen ;-)

http://www.tui.pl/bilety-lotnicze/przeloty-czarterowe - TUI.

Można też bezpośrednio sprawdzać stronę linii lotniczej EnterAir, z której usług korzysta zarówno Scandjet, jak i TUI:

http://www.enterair.pl/

Lotnisko w Zadarze:

http://www.zadar-airport.hr/en

http://www.zadar-airport.hr/en/airport-map - porządnie wykonana, interaktywna mapka terminalu; w praktyce do niczego nie przydatna, gdyż niewielki terminal składa się właściwie z 4 pomieszczeń i zgubić się nie sposób. Jednak miłośnicy lotnictwa na pewno docenią możliwość spojrzenia na płytę lotniska przez trzy dodane kamerki internetowe.

Wypożyczenie samochodu:

http://www.zadar-airport.hr/en/rent-a-car - linki do wypożyczalni samochodów funkcjonujących na lotnisku w Zadarze;

http://www.economycarrentals.com/ - samochód zarezerwowałem za pośrednictwem Economy Car Rentals; w przypadku tego pośrednika konkretna wypożyczalnia przydzielana jest dopiero po dokonaniu płatności, a w zasadzie jeszcze później. W moim przypadku od opłaconej rezerwacji do wystawienia voucheru minęły 22 godziny. Wcześniej zatem nie ma możliwości, żeby wejść na stronę konkretnej wypożyczalni i bardziej szczegółowo sprawdzić warunki wypożyczenia. Znamy tylko podstawowe parametry samochodu (nawet bez konkretnej marki) i ogólne warunki wypożyczenia i ubezpieczenia. Docelową wypożyczalnią okazał się być Oryx Rent a Car:

http://www.oryx-rent.hr/ - voucher opiewał na zatankowany samochód, ubezpieczony od uszkodzeń w wyniku wypadku (collision damage waiver) oraz od kradzieży (theft waiver) z zastrzeżeniem, że ubezpieczyciel odpowiada za szkody dopiero powyżej 3.956 kun (2.187 zł); jest to tak zwana franszyza, czy jak kto woli mój udział własny w ewentualnej szkodzie; oczywiście zarówno Economy Car Rentals, jak i Oryx Rent a Car proponują ubezpieczenie znoszące i udział własny. Grzecznie podziękowałem. Jak się coś stanie, to przeboleję udział własny. Jak się nic nie stanie, to zaoszczędzę 100 zł. Z innych ważnych opłat wartych wspomnienia – ewentualne oddanie niezatankowanego pojazdu wiąże się z opłatą 200 kun (111 zł) + VAT, nie licząc dodatkowego kosztu paliwa.

Hotel:

Hotele rezerwowałem za pośrednictwem http://www.booking.com Uparłem się na hotel i to najlepiej ze śniadaniem, pomimo tego, że Chorwacja to przede wszystkim apartamenty do wynajęcia; jest ich nieprzebrana ilość. Hotele, hostele, pensjonaty odgrywają daleko mniejszą rolę. Pierwsze dwie noce spędziłem w Beach Hotel Bozikovina w Podstranie pod Splitem:

http://www.booking.com/hotel/hr/beach-b ... na.pl.html - pokój dwuosobowy typu standard (do pojedynczego wykorzystania) ze śniadaniem kosztował mnie równowartość 40 euro za noc. Sam obiekt jest bardzo dobry, czterogwiazdkowy. W pokojach i na zewnątrz ma wszystko, co potrzeba, żeby wygodnie spędzić czas. Jest basen, restauracja na plaży i na końcu całkiem przyzwoita plaża. Idealne rozwiązanie dla kogoś, kto się nie chce pchać do centrum zatłoczonego Splitu. Przy hotelu jest przystanek, z którego w miarę szybko można dojechać do Splitu komunikacją miejską. Jednak w mojej ocenie jest to idealne miejsce tylko na krótki pobyt turystyczny. Nie zdecydowałbym się spędzić tutaj dłuższych wakacji. Przeszkodą jest nie hotel, który jest dobry, ale jego położenie w miejscowości Podstrana. Miejscowość ta to po prostu taki wydłużony nadmorski koszmarek z apartamentami nadźganymi przy Magistrali Adriatyckiej, którą dzień i noc rozjeżdżają tysiące samochodów zmierzających z północy na południe Chorwacji lub na odwrót. Trudno wzdłuż czegoś takiego spacerować, a przechodzenie przez ulicę tylko na własną odpowiedzialność.

Informacja turystyczna przydatna do przygotowania wyjazdu:

http://croatia.hr/pl-PL/Homepage - oficjalna strona informacji turystycznej Chorwacji posiada polską wersję językową;

http://www.visitcroatia.net/en - strona w formie przewodnika turystycznego po Chorwacji; generalnie dużo przydatnych linków, np. do biur informacji turystycznej w poszczególnych miastach, parków narodowych, przewoźników, Instytutu Meteorologii i Hydrologii (pogoda w Chorwacji);

http://www.dalmatia.hr/pl - oficjalna strona informacji turystycznej środkowej Dalmacji, w tym po polsku. Bardzo przydatna strona. Oferuje wiele folderów do ściągnięcia pod tym linkiem:

http://www.dalmatia.hr/en/brochures/brochure

http://www.cro.pl/ - polska strona i forum turystyczne o Chorwacji;

http://meteo.hr/index_en.php - służba meteorologiczna i hydrologiczna Chorwacji, czyli prognoza pogody dla Chorwacji; można w niej znaleźć siedmiodniowe prognozy dla Chorwacji i poszczególnych miast pod tym linkiem:

http://prognoza.hr/sedam_e.php?id=sedam ... code=14240

Autostrady w Chorwacji, poruszanie się samochodem:

W poruszaniu po Chorwacji w dużym stopniu pomogła mi nawigacja samochodowa Tom-Toma, którą przywiozłem ze sobą z Polski oraz mapy Pobrzeża Dalmatyńskiego austriackiego wydawnictwa Kompass. Komplet trzech map, z których jestem bardzo zadowolony kupiłem w warszawskiej Księgarni Atlas przy Al. Jana Pawła II 26. Jedna mapa kosztowała ok. 40 zł, natomiast komplet 3 map ok. 60 zł. Bardzo szczegółowe (skala 1:100.000, czyli 1 cm = 1 km). Pokrywają całe wybrzeże Chorwacji, które przedstawione jest pionowo, czyli zazwyczaj pionowe południki są w tym przypadku skośne.

http://www.hak.hr/en - strona Chorwackiego Automobilklubu. W wersji angielskiej strona zawiera tylko podstawowe informacje o komunikacji samochodowej w Chorwacji, jednak interaktywna mapa Chorwacji, jaką udostępnia, to prawdziwy skarb; pod poniższym linkiem:

http://map.hak.hr/en/ - z lewej strony mapki jest menu, gdzie możemy wybrać dosłownie wszystkie obiekty, jakie mogłyby nas zainteresować w trakcie podróży, czyli np. prognozę pogody (na dzisiaj, jutro i pojutrze), stacje benzynowe (w podziale na przedsiębiorstwa paliwowe i rodzaj sprzedawanego paliwa), banki i bankomaty według nazwy banku, wjazdy na autostradę, kampingi, hostele, hotele, szpitale, przychodnie, apteki, biura informacji turystycznej, parki narodowe, miejsca UNESCO, duże sklepy / supermarkety według nazwy (np. Konzum, Lidl, Plodine, Billa), kioski, urzędy pocztowe, komisariaty policji, lotniska.

http://www.hak.hr/info/cestarine/ - na chorwackiej wersji strony Automobilklubu znajdziemy jeszcze punkty poboru opłat na autostradach z możliwością wyboru konkretnej autostrady. Na górze wybieramy autostradę, potem konkretną bramkę wjazdową, a na dole pojawia się tabela z cenami za odcinek od tej bramki do wszystkich, możliwych bramek wyjazdowych. Z prawej narysowane są pojazdy przypisane do konkretnego rodzaju taryfy, np. za odcinek Zadar-istok - Dugopolje zapłaciłem 53 kuny (29 zł) w taryfie I (samochód osobowy). Tabelki z cenami za odcinek można uzyskać również klikając ikony bramek wjazdowych (paytoll) na wyżej opisywanej interaktywnej mapie Chorwacji.

http://www.hak.hr/info/cijene-goriva/ - Chorwacki Automobilklub informuje nas też o aktualnych, średnich cenach paliwa nie tylko w Chorwacji, ale i w dowolnym kraju europejskim.

http://www.hac.hr/home - strona przedsiębiorstwa zarządzającego chorwackimi autostradami (Hrvatske autoceste d.o.o. – własność państwowa). Można na niej sprawdzić:

http://www.hac.hr/toll-rates/pricelist - kategorie taryf według pojazdów. Z lewej jest menu z listą 8 autostrad. Jak klikniemy na autostradę, to pojawia się tabelka ze wszystkimi bramkami wjazdowymi na daną autostradę. Jak klikniemy jakąś bramkę wjazdową, to pojawia się ta sama informacja, którą możemy znaleźć na stronie Chorwackiego Automobilklubu, czyli ceny do wszystkich bramek wyjazdowych.

W praktyce, przed bramką wjazdową pierwszy pas od prawej przeznaczony jest dla samochodów stosujących elektroniczny pobór opłaty. Na pasie tym na jezdni napisane jest ENC (Elektronička naplata cestarine). Użytkownicy okazjonalni jak ja wybierają pas bardziej na lewo, samodzielnie pobierają bilecik, a przy bramce wyjazdowej opłacają go kasjerowi w kunach lub w euro.

Twierdza Klis:

http://www.tzo-klis.htnet.hr/TZK_en.html - informacja turystyczna Klisu.

Salona:

http://solin-info.com/en/ - informacja turystyczna Salony i Solina;

http://solin-info.com/en/attractions/town-history/ - obszerne i szczegółowe artykuły na temat historii Salony (menu z prawej strony);

http://solin-info.com/en/attractions/monuments/ - zabytki Salony i Solinu; bardzo szczegółowy opis (menu z prawej strony).

Komunikacja miejska w Splicie:

Komunikacja miejska w Splicie zarządzana jest przez przedsiębiorstwo transportowe Promet d.o.o.

http://www.promet-split.hr/ - strona komunikacji miejskiej w Splicie (tylko po chorwacku);

http://www.promet-split.hr/sadrzaj/lini ... zoom8.html - mapka linii autobusowych w Splicie; można przeciągać i powiększać;

http://www.promet-split.hr/sadrzaj/mrez ... adska.html - taka sama mapka autobusów podmiejskich;

http://www.promet-split.hr/sadrzaj/lini ... linija.pdf - mapka autobusów miejskich w Splicie w pdf, do pobrania;

http://www.promet-split.hr/index.php?op ... &Itemid=30 - tu można pobrać też mapkę autobusów podmiejskich w formie zzipowanego pdf (pod hasłem Mreža linija prigradskog prometa); poza tym, z lewej i prawej strony ekranu mamy linki do wszystkich linii miejskich i podmiejskich w Splicie.

Bilet z Podstrany do Splitu (autobus nr 60) kupowany u kierowcy w jedną stronę oraz kupowany w kiosku w drugą stronę niezmiennie kosztował mnie 13 kun (7 zł; strefa 2). Wchodzi się pierwszymi drzwiami. Kierowca stempluje bilet. Sporo kontroli biletowych. W warunkach, gdy na przystanku możemy spotkać elektroniczną tablicę śledzącą ruch autobusów w czasie rzeczywistym, zadziwia brak jakiejkolwiek szczegółowej mapy przystanków na stronie internetowej Promet d.o.o.

Prom na Brač:

http://www.jadrolinija.hr/en/home - promy Jadroliniji; na stronie internetowej nie można kupić biletów na lokalne połączenia na wyspy, np. ze Splitu na Brač lub Hvar. Internetowa sprzedaż biletów dostępna jest tylko dla rejsów międzynarodowych i dłuższych rejsów turystycznych wzdłuż wybrzeża. Bilet kupiłem w porcie na następny dzień do miejscowości Supetar na wyspie Brač. Bilet obowiązuje na wszystkie połączenia danego dnia; nie jest na konkretną godzinę;

http://www.jadrolinija.hr/en/sailing-sc ... 28-09-2014 - lokalne połączenia promowe w sezonie;

http://www.jadrolinija.hr/en/sailing-sc ... 31-12-2014 - lokalne połączenia promowe poza sezonem;

http://www.jadrolinija.hr/en/prices/loc ... -season%29 - ceny na lokalne połączenia promowe w sezonie;

http://www.jadrolinija.hr/en/prices/loc ... -season%29 - ceny na lokalne połączenia promowe poza sezonem.


Ostatnio edytowany przez Grzegorz40, 19 Wrz 2014 12:15, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
14 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 01 Wrz 2014 22:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Cze 2013
Posty: 2064
srebrny
Czekam z niecierpliwością na dalszą relację z mojej ukochanej Chrowacji - za to ja już za półtora tygodniu znowu Split :D do tego Dubrovnik, Omis oraz BiH :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 01 Wrz 2014 23:21 

Rejestracja: 03 Lip 2012
Posty: 1257
niebieski
lukas63 napisał(a):
Czekam z niecierpliwością na dalszą relację z mojej ukochanej Chrowacji - za to ja już za półtora tygodniu znowu Split :D do tego Dubrovnik, Omis oraz BiH :)


Z tego wszystkiego tylko Split zwiedzałem; trzeciego dnia wycieczki, więc pewnie nie zdążę opisać przed Twoim wyjazdem.

Zwiedzałem trochę standardowo, czyli Pałac Dioklecjana. Chociaż może i niestandardowo, bo spotkałem samego Dioklecjana ;-) polecam w południe przyjść do Perystylu ;-)

Warto też wspiąć się schodami na punkt widokowy we wschodniej części Półwyspu Marjan i zasiąść w kawiarni z czymś orzeźwiającym :-) Widok na cały Split i ogromne promy Jadroliniji :-)
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 01 Wrz 2014 23:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Cze 2013
Posty: 2064
srebrny
A byłeś w Sibeniku? jak nie to polecam na następny wyjazd ;) dla mnie to najlepsze miasto Chorwacji - najbardziej chorwackie ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 02 Wrz 2014 08:31 

Rejestracja: 03 Lip 2012
Posty: 1257
niebieski
lukas63 napisał(a):
A byłeś w Sibeniku? jak nie to polecam na następny wyjazd ;) dla mnie to najlepsze miasto Chorwacji - najbardziej chorwackie ;)


Byłem, byłem, niestety tylko w ... Lidlu ;-) więc w zasadzie nie byłem ;-) Trzeciego dnia wycieczki przejechałem w okolicę Szybenika. Tego dnia zwiedzałem też Split i Trogir, więc ubolewam, ale na sam Szybenik nie starczyło już czasu. Jednak na następnym wyjeździe na pewno skorzystam z Twojej rekomendacji :-)
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 09 Wrz 2014 10:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Sty 2013
Posty: 2610
srebrny
Grzegorz40 napisał(a):
W hotelu zamiast spać poszedłem „reperować” samochód, to znaczy szukać włącznika normalnych świateł oraz próbować odkręcić wlew paliwa. Bez tego na dłuższą metę ani rusz. Nic nie działa. Ciągnę, kręcę, włączam, wyłączam, wszystko na nic. Naprawdę coś popsułem. Ponaddwustustronicowa instrukcja obsługi Skody Fabii, niestety po chorwacku, również nie okazała się pomocna. I to pomimo licznych obrazków. Na szczęście w nieocenionym Internecie znalazłem identyczną instrukcję po polsku. Jakież to było proste. Chyba do końca życia zapamiętam: przekręcić kluczyk w lewo, wyjąć kluczyk, przekręcić korek w lewo. Wreszcie mogłem usnąć snem sprawiedliwego.

He, he, dla wieloletniego użytkownika Fabci, takie rzeczy wydają się oczywistą, oczywistością.
Podróż nieznanym autem może jednak sprawić sporo kłopotów. Przy następnych problemach z tą marką, pytaj od razu na forum :)

Co do samej relacji, to bardzo lubię takie szczegółowe opisy, a sam kierunek kusi mnie od dawna. Czekam na dalszy ciąg i może szala się wreszcie przeważy ...
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 09 Wrz 2014 12:13 

Rejestracja: 03 Lip 2012
Posty: 1257
niebieski
maczala1 napisał(a):
Podróż nieznanym autem może jednak sprawić sporo kłopotów. Przy następnych problemach z tą marką, pytaj od razu na forum :)


Ha ha, pierwsze, co zrobiłem, to spojrzałem właśnie na jakieś forum motoryzacyjne. Tam mnie tylko skutecznie przestraszyli ;-) bo okazało się, że ten korek czy klapka do wlewu w Fabii bardzo często się psuje. No i przekonany, że naprawdę coś popsułem o 12 w nocy wróciłem do lektury instrukcji obsługi ;-)
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 09 Wrz 2014 12:56 

Rejestracja: 10 Lip 2014
Posty: 81
Loty: 47
Kilometry: 102 530
Świetna relacja.
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 26 Kwi 2015 15:19 

Rejestracja: 03 Lip 2012
Posty: 1257
niebieski
Wyspa Brač – Kamieniołom świata (dzień drugi)

„Oliwki nigdzie nie są tak zielone jak tutaj, dachy domków nigdzie nie są tak kolorowe jak tutaj …, nigdzie nie ma światła tego rodzaju i zieleni w niebie”.

Ignat Job (malarz chorwacki), Supetar 1935.

Już kolejny dzień budzik przypuszcza na mnie zmasowany atak o 4:45. Pierwsza myśl wrzynająca się w mózg – co mnie podkusiło, żeby wybrać biuro podróży, które bladym świtem zrywa uczestników wycieczki. Świadomość wraca powoli. Przecież sam sobie to wymyśliłeś. Sam jesteś jednoosobowym „biurem podróży” i jedynym uczestnikiem wycieczki. No dobra, jeśli tak, to nie ma sprawy, wstaję, ale żeby mi to było ostatni raz.

Zwyczajowo dzień rozpoczynam od porannej gimnastyki. Gimnastyki związanej z wyjazdem pod górkę z mikroskopijnego parkingu hotelowego. Droga wyjazdowa ma „marne” 30-35 stopni nachylenia i wychodzi bezpośrednio na bardzo ruchliwą Magistralę Adriatycką, bez jakiegokolwiek przejściowego, płaskiego odcinka. To był ten pierwszy i na szczęście ostatni raz, kiedy się zagapiłem. Gwałtowanie zacząłem się staczać w dół i do tyłu. Obudź się człowieku, bo coś rozwalisz, samochód, hotel albo siebie. W Chorwacji zawsze trzeba być przygotowanym na raptowne zwiększenie obrotów pod górkę lub na zaciągnięcie hamulca ręcznego, gdy samochód zaczyna toczyć się w dół. Przyzwyczajenia nabyte na polskich, płaskich drogach tu się nie sprawdzają. Uprzedzając fakty, tutaj przez pięć dni pod górkę lub z górki pojeździłem więcej niż w ciągu całego swojego życia.

Rankiem magistrala jeszcze luźna. Szybko przemknąłem z Podstrany do portu w Splicie. Na terminalu, mimo wczesnej pory, przed szóstą, zawijający się wężyk samochodów oczekujących na prom: ciężarowych, dostawczych, osobowych. Pierwsze kursy na wyspę Brač są bardzo zatłoczone. Na wyspę zmierza wtedy całe zaopatrzenie sklepów – artykuły spożywcze, artykuły przemysłowe, paliwo dla stacji benzynowych. Wszystko trzeba dostarczyć z lądu. Nawet wodę. Na wyspie nie ma żadnych rzek, czy źródełek. W dawnych czasach mieszkańcy dawali sobie radę gromadząc deszczówkę.

Image

Gimnastyki porannej ciąg dalszy. Prom jest zatłoczony, więc na obu jego burtach rozłożono dodatkowe rampy dla samochodów osobowych. Wjazd na rampę jest dosyć wąski, mocno pod górkę, ale idzie mi coraz lepiej. Obyło się bez strat w ludziach i lusterkach. Pracownicy Jadroliniji są zresztą niezwykle pomocni, niemalże prowadzą za rękę, pokazują, jak najlepiej ustawić koła, żeby wpasować się w tę mozaikę samochodów.

Hamulec ręczny zaciągnięty. Można odetchnąć. Fala pasażerów pociągnęła mnie do bufetu. Bufetowe już się krzątają, jednak wyszynk, jak za socjalizmu, czynny dopiero, jak prom ruszy. Spragniony wyszedłem na górny, odkryty pokład. To czwarta kondygnacja statku. Pokład samochodowy na 130 samochodów i 12 tirów po 40 ton każdy jest na pierwszych dwóch kondygnacjach. Potem na trzeciej kondygnacji jest salon z kawiarnią i wygodnymi kanapami na 800 osób (łącznie promem może podróżować 1.200 pasażerów). I na końcu odkryty pokład. Prom, pomimo, że wcale nie z gatunku tych największych, i tak jest wyższy od mojego osiedlowego bloku mieszkalnego. To rodzima produkcja chorwacka ze stoczni w Krajlevicy. W końcu blok ruszył. Gdybym nie wyjrzał za burtę, to bym nie zauważył. Przy tej masie, ruch promu jest prawie nieodczuwalny, szczególnie, że wlecze się niemiłosiernie. Wyspę Brač ze Splitu widać doskonale, jest niemalże na wyciągnięcie ręki, jednak drobne 16 km, jakie dzieli ją od stałego lądu, prom pokonuje w 50 minut. W późniejszym okresie płynąłem promem z Tallina do Helsinek. Tam już po godzinie nie było widać stałego lądu. Wolne tempo mi nie przeszkadza. Południe, tu wszystko dzieje się wolniej. W tym cały urok. Dzień zapowiada się przepięknie. Pierwsze promienia słońca muskają mury Pałacu Dioklecjana w Splicie, prześwitują między żaglami budzącej się do życia przystani jachtowej. Niedaleko czeka na mnie zielona, górzysta wyspa Brač.

Image
Słońce wschodzi nad Splitem. Z prawej strony wieża katedry św. Domniusa (Dujama), biskupa Salony, dumnie wyrasta w obrębie murów Pałacu Dioklecjana. Św. Domnius na dobre rozgościł się w pałacu swego prześladowcy. W tle góry Kozjak.

Wróciłem na chwilę do salonu wypoczynkowego. Wygodne kanapy, szerokie okna, ale duchota nie zachęca do pozostania. Na ścianach duże zdjęcia Jana Pawła II, który w czasie swojej historycznej, setnej pielgrzymki zagranicznej również korzystał z usług Jadroliniji. Bufetowe się zrehabilitowały. Dostałem parujący kubas czarnej herbaty i saszetkę z miodem dla osłody, mój pierwszy i ostatni zresztą kubas czarnej herbaty na ziemi chorwackiej. Moje późniejsze próby zamawiania herbaty kończyły się degustacją herbaty zielonej, malinowej, porzeczkowej, jeżynowej, a nawet mięty. Zupełny brak zrozumienia dla herbaciarzy. Przecież herbata oznacza czarną herbatę, a nie jakieś owocowe wynalazki. No ale czegóż się można spodziewać w obszarze oddziaływania kawowego kręgu kulturowego.

Image

Image
Trasa wycieczki.

Wyspa Brač powoli się zbliżała. Już z daleka przypadła mi do gustu. Największa wyspa Dalmacji. Postrzępiona linia brzegowa. Zielone wzgórza pokryte lasami piniowymi, winnicami i gajami oliwnymi. W dawnych czasach lasy były bogate w zwierzynę. Starożytna nazwa wyspy (Brattia, Brentista) wywodzi się od iliryjskiego słowa brenton – jeleń, czyli Brač to po prostu Wyspa Jeleni. Na marginesie można wspomnieć, że nazwa nieodległych Wysp Elafickich, położonych koło Dubrownika, również pochodzi od jelenia. W tym przypadku zastosowanie miał jednak zoonim nie iliryjski, tylko grecki (elaphos – jeleń). Dziś na wyspie jeleni już się nie uświadczy, za to setki owiec, krów i kóz jak najbardziej, najczęściej łażących samopas tuż przed maską samochodu takich niedzielnych kierowców jak ja.

Z uwagi na wczesną porę śniadanie hotelowe mnie ominęło. Szkoda; serwowane jest w restauracji na plaży z widokiem na morze, a w zasadzie na Brački kanal i oczywiście na wyspę Brač. No cóż, dzisiaj śniadanie zjem z drugiej strony kanału. Ciekawe, czy będzie widać mój hotel?

Image

Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Po drugiej stronie kanału sceneria na śniadanie jest równie malownicza. Historyczne kamieniczki otaczają podkowiastą zatoczkę z przystanią żaglową. Już o 7 ekipa robotników podlewa rozłożyste palmy. W kafejkach budzi się życie. Pierwsi goście pokrzepiają się kawą. Dzieciaki biegną do szkoły, joggerzy biegną nie wiadomo gdzie. Zresztą, gdzie by nie pobiegli, wszędzie jest pięknie. Ech, Chorwacja. Jest super, ale jak inaczej może być w Superstar. Wróć ..., nazwa miasteczka wciąż mi się myli. Nie Superstar, tylko Supetar. Nazwa nieoficjalnej stolicy wyspy Brač pochodzi nie od hollywoodzkiej supergwiazdy, tylko od Świętego Piotra, też, było nie było, supergwiazdy chrześcijaństwa.

Image

W piekarni na migi wskazałem na pączki. Pani spytała – jedan? Nie znając chorwackiego, zaryzykowałem po polsku – dwa. Ooo, tak samo. To niesamowite, tak daleko na południe od Polski, a można się jeszcze po słowiańsku porozumieć. W sieciowym sklepiku Studenac (taka nasza Żabka) obkupiłem się w serki, kefiry i przycupnąłem na ławce kontemplując południową rzeczywistość.

Image
Obok sklepiku Studenac w cieniu palmy na zatokę spogląda Ivan Rendić, najsłynniejszy artysta Supetar, uważany za ojca współczesnej rzeźby chorwackiej. Rendić wyrósł z kamieniarskich tradycji wyspy Brač. Umarł jednak w biedzie. Do dziś można podziwiać jego dzieła w różnych zakątkach Chorwacji, ale też i w Wenecji oraz w Trieście.

Image
Supetar. Kościół Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny (crkva Navještenja Marijina) z XVIII w.

Postanowiłem ruszyć śladem dzieł Ivana Rendicia. Informacja turystyczna Supetar przygotowała nawet specjalny, turystyczny szlak kulturalny „Dzień z Rendiciem”. Nie miałem całego dnia na oglądanie rzeźb. Chciałem przynajmniej odwiedzić lokalny cmentarz (groblje), gdzie Rendić wykuwał swoje kamienne nagrobki. Można tam zobaczyć 12 jego prac. W niewielkim miasteczku nawigacja samochodowa zwariowała i skierowała mnie na wąziutkie uliczki, gdzie między ścianami domów jedzie się jak w tunelu. Wąziutkie uliczki w ostatecznym rozrachunku i tak okazały się ślepe. Co więcej, niektóre były całkiem strome. Za bardzo nie było widać, co jest za wzniesieniem. A za wzniesieniem mogło być dosłownie wszystko, bo ścieżka szerokości samochodu była oczywiście ulicą dwukierunkową, jednocześnie chodnikiem, a czasem i placem zabaw dla dzieci. Przy moich nikłych umiejętnościach rajdowych musiałem bardzo uważać. W końcu uznałem, że bezpieczniej będzie wyjechać z Supetar na normalną, międzymiastową drogę na Milnę i z powrotem wjechać do Supetar w odpowiednim miejscu.

Kluczenie po uliczkach opłaciło się. Nie tylko dotarłem na cmentarz, ale spotkało mnie tam prawdziwe zadziwienie. Nie spodziewałem się tak pięknego miejsca. Po pierwsze, pod względem przyrodniczym, cmentarz jest wspaniale położony. Wśród pinii, cyprysów i palm. Wśród morza. Jak to wśród morza? No tak, cmentarz położony jest na niewielkim półwyspie; z obu stron, za murkiem faluje morze; z jednej strony Brački kanal, z drugiej strony zatoka św. Piotra (Uvala sv. Petra), przy której leży Supetar. Cisza i spokój. Poczucie odosobnienia. Jeśli w ogóle może to być przedmiotem marzeń, to wydaje mi się, że jest to wymarzone miejsce na ostatni spoczynek. Po drugie, cmentarz to prawdziwe dzieło sztuki. Nie przypuszczałem, że trafię na coś tak pięknego w niewielkim miasteczku, liczącym ledwie 4 tys. mieszkańców. Jak to możliwe? A możliwe w sytuacji, gdy cmentarz stanie się polem twórczej rywalizacji czołowych rzeźbiarzy chorwackich: Ivana Rendicia, Tomy Rosandicia i innych. Korzystając z obfitości budulca na wyspie, artyści wyczarowywali cudowne, kamienne nagrobki i mauzolea dla lokalnej społeczności. W rezultacie, miasteczko może się poszczycić jednym z najpiękniejszych cmentarzy w Chorwacji. W Supetar można sobie darować główną promenadę, ale cmentarz odwiedzić trzeba koniecznie.

Image
Z lewej strony nagrobek przedstawiający Pietę autorstwa Ivana Rendicia.

Najbardziej okazałym zabytkiem na cmentarzu jest bezsprzecznie mauzoleum rodziny Petrinović. Pompatyczne mauzoleum o rozbuchanych, bizantyńskich kształtach wyrasta ponad skromny, małomiasteczkowy cmentarzyk. Na szczycie kopuły w zadumie przysiadł anioł o wielkich skrzydłach. Olśniewająca biel kopuły to pierwsze, co zobaczymy wpływając do portu w Supetar. Co ciekawe, Ivan Rendić, którego liczne prace odnajdziemy na cmentarzu, nie jest autorem mauzoleum. Co nie znaczy, że nie chciał nim być. Chciał i to bardzo. O możliwość stworzenia mauzoleum rywalizowała cała czołówka chorwackich rzeźbiarzy. Rendić już wcześniej pracował dla majętnej rodziny Petrinović, stworzył nawet projekt mauzoleum. Jednak bogaty zleceniodawca, Frane Petrinović, zachwycił się innym mauzoleum, wzniesionym w Cavtat, przez równie sławnego Ivan Meštrovicia (w Splicie warto odwiedzić Galerię Ivana Meštrovicia, która gromadzi nie tylko jego prace, ale i sama w sobie jest dziełem sztuki). Uczciwość zawodowa i solidarność z Rendiciem nie pozwoliła Meštroviciovi na przyjęcie zlecenia i ostatecznie zostało ono powierzone Tomie Rosandiciovi.

Image

Image

Image

Image

Image

Image
Na cmentarzu znajdziemy też nagrobek samego Ivana Rendicia. Zadziwiająco prosty, mając na uwadze dzieła jakie stworzył. Rendić zmarł w 1932 r., dokładnie 29 czerwca, czyli w dniu, w którym Supetar uroczyście obchodzi święto swoich patronów, Świętych Piotra i Pawła.

Turyści odwiedzający wyspę Brač zazwyczaj zmierzają do miejscowości wypoczynkowych, położonych na wybrzeżu: Supetar, Bolu, Milny, Sumartinu i innych. Sam postanowiłem dotrzeć do serca wyspy, do jej najstarszej osady, czyli do Škrip. Najstarsza to mało powiedziane, gdyż Škrip (łac. scrupus – duży ostry kamień) początki ma starożytne, a nawet prehistoryczne. Chciałem poczuć prawdziwego ducha wyspy, zagubić się między plantacjami winorośli oraz gajami oliwnymi, pokrywającymi stoki wzgórz. Między poletkami migają mi fragmenty jakichś starożytnych fundamentów. Na wyspie jest 597 stanowisk archeologicznych, jednak to Škrip jest najistotniejszy. Historyczne znaleziska może nie imponują rozmiarami, nie są spektakularne, jednak uderza ich różnorodność. W zasadzie mamy tu przekrój przez całą historię. Na obszarze mniejszym niż hektar można zobaczyć prehistoryczne, megalityczne mury, starożytne, rzymskie inskrypcje, reliefy, sarkofagi, mauzoleum, późnostarożytny kościół, grobowce i inne zabudowania, średniowieczne grobowce i Kościół Ducha Świętego (crkva sv. Duha).

Image

Można się też tu natknąć na całkiem współczesne budowle. Tradycje kamieniarskie wyspy Brač odcisnęły swoje głębokie piętno nie tylko w artystycznych wyobrażeniach Rendicia czy Rosandicia, ale też w zwykłych zabudowaniach gospodarskich lub murkach wokół plantacji.

Image
Domek z kart. I to całkiem solidny domek z kart. Na swojej drodze spotkałem wiele takich domków. Niby zwykłe, a jednak niezwykłe, zabudowania gospodarskie. Tam naprawdę nie ma żadnej zaprawy murarskiej. Ściany i dach domku zbudowano układając na siebie kolejne warstwy kamieni różnej wielkości. Proste? Pewnie, że proste, tylko jak to zrobić, żeby domek nie zawalił się przy pierwszym podmuchu wiatru? A wiatry na wyspie potrafią być naprawdę silne. Potrzeba do tego niezwykłej wprawy w rodzinach kamieniarskich przekazywanej z pokolenia na pokolenie oraz dużego wyczucia równowagi.

Image

Image

Image
W Škrip odwiedziłem Muzeum wyspy Brač. Wcześniej przeczytałem, że to jedno z najczęściej odwiedzanych muzeów w Chorwacji. Co roku przyjmuje 12.000 gości. Na miejscu odniosłem przeciwne wrażenie. Będąc jedynym odwiedzającym, wyrwałem z odrętwienia jedynego pracownika muzeum, przemiłą młodą dziewczynę. Pani, gdy już otrząsnęła się ze sjesty, z zapałem opowiedziała mi historię Škrip oraz w ogóle historię całej wyspy Brač. Potem obejrzałem sobie muzeum. Trochę mi było głupio, bo pani przez 10 minut cierpliwie przybliżała mi historię Škrip, a potem ja przez 5 minut przebiegłem przez całe muzeum. Muzeum jest niewielkie. Rzuciłem okiem na starożytne mauzoleum Pryski i Walerii – odpowiednio żony i córki cesarza Dioklecjana. Nieoceniona pani kustosz szybko wyprowadziła mnie z błędu. Mauzoleum cesarzowej to tylko legenda. Najprawdopodobniej było to miejsce ostatniego spoczynku jakiegoś chorwackiego szlachcica. Poza starożytnymi rzeźbami, reliefami, amforami, w muzeum zobaczymy też stare narzędzia rolnicze i rzemieślnicze. Ooo, patrzę, nasz sierp. I nawet podobnie się nazywa – srp. Tylko jak przeczytać wyraz bez jednej samogłoski?

Image
W dawnych czasach też nie zawracano sobie głowy zaprawą murarską. Wystarczyło kilka kamyczków odpowiednio dopasować i powstawało takie oto zgrabne sklepienie łukowe bez żadnego cementu.

Image
Starożytna płaskorzeźba w Muzeum wyspy Brač – Herkules z maczugą ze skórą lwa na ramieniu. Podobne wyobrażenie Herkulesa można spotkać w pobliskim kamieniołomie. Kamieniarze uważali Herkulesa za swego protektora.

Na wyspie funkcjonuje kilka kamieniołomów. Wyspa słynie ze swego kamienia. Brački kamen to kamień najwyższej jakości. Od czasów starożytnych wykorzystywany jest na wszelkie możliwe sposoby, od budowy prostych zabudowań gospodarskich, budynków mieszkalnych, murków wokół pół, po najwyższej klasy zabytki architektury czy rzeźbiarstwa. Ze skalistej wyspy Brač pochodzi kamień, z którego zbudowano starożytną Salonę, ogromną stolicę rzymskiej prowincji Dalmacji, poprzedniczkę Splitu. Słynny Pałac Dioklecjana w Splicie również powstał z kamienia z wyspy Brač. Nie bez przesady można powiedzieć, że wyspa Brač wybudowała Split. Wszystkie największe budynki Splitu do XV w. budowane były z materiału pochodzącego z kamieniołomów Brač. Wpisana na listę dziedzictwa UNESCO Katedra św. Jakuba w Szybeniku również powstała z tutejszego budulca. Sława kamienia z Brač wykracza daleko poza granice Chorwacji. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że wyspa Brač to kamieniołom świata. Kamień z wyspy wykorzystywany był do budowy m.in. Białego Domu w Waszyngtonie, Parlamentów w Wiedniu i w Budapeszcie, Pałacu Gubernatora w Trieście, zburzonych bliźniaczych wież World Trade Center. Wydobycie kamienia na wyspie Brač wcale nie zwalnia. Szacuje się, że w ciągu ostatnich 50 lat wydobyto go więcej niż w okresie od czasów Dioklecjana do pierwszej połowy XX w. Wydobycie stało się prostsze. Mechanizacja sprawiła, że tam, gdzie kiedyś trzeba było setki ludzi do wycięcia kamiennego bloku, dziś wystarczy kilku. Obecnie na Brač około 300 pracowników i ich rodzin utrzymuje się z kamieniarstwa.

Ze Škrip pojechałem do Nerežišća. Teraz to tylko większe wioski, ale przez lata były głównymi ośrodkami wyspy Brač. Najpierw Škrip, potem przez osiem wieków Nerežišća i dopiero na końcu, od XIX w., Supetar. I tak w ciągu trzech godzin udało mi się poznać trzy historyczne stolice wyspy Brač.

Image
Drzewko bonsai? Niewielka sosna przerasta przez daszek apsydy kościółka Świętych Piotra i Pawła w Nerežišća. To symbol Nerežišća. Szacuje się, że drzewko ma 150-200 lat.

Image
Najwyższy szczyt wysp adriatyckich zdobyty (Vidova gora, 780 m), a na dole strony, drobnym druczkiem: "można go zdobyć wjeżdżając prostą dróżką samochodem" ;-) Wspaniałe widoki na Hvarski kanal; za cieśniną wyspa Hvar, a zupełnie na horyzoncie majaczy się wyspa Korčula.

Image
Czarna sosna dalmatyńska (Pinus nigra dalmatica) – drzewo charakterystyczne dla wyżej położonych rejonów wyspy Brač.

Image
Złoty Przylądek (Zlatni Rat) – najsłynniejsza plaża Chorwacji. Załapała się nawet do rankingu TripAdvisora dziesięciu najbardziej unikalnych plaż świata. Ponadpółkilometrowy, trójkątny półwysep wrzynający się w morze sprawia, że siedząc na plaży woda otacza nas prawie ze wszystkich stron. Kształt i długość plaży może się zmieniać w zależności od prądów morskich i wiatru. Zazwyczaj najbardziej odległy koniuszek półwyspu jest, podobnie jak na zdjęciu powyżej, lekko odchylony w kierunku wschodnim. Silny wiatr południowo-wschodni sirocco (w Chorwacji zwany jugo) czasami jest w stanie przekręcić końcówkę plaży w kierunku zachodnim.

Image

Image

Image

Image

Image

Na Vidovej gorze plaża Zlatni Rat wydaje się całkiem blisko, jest widoczna doskonale, jednak, żeby się tam dostać, trzeba zjechać z powrotem w kierunku centrum wyspy i długim łukiem przez góry jechać do miejscowości Bol. W sumie 31 km. Zanim dane mi było pokontemplować urodę plażowiczek, postanowiłem pokontemplować rzeczywistość z prawdziwymi pustelnikami. Postanowiłem oddać się medytacjom w Pustelni Blaca (Pustinja Blaca). Niestety droga do samotni prosta nie jest. Tak jak na Vidovą gorę wygodnie wjedziemy asfaltową dróżką, tak dotarcie do Pustelni Blaca wymaga już nieco większego wysiłku. Kierując się znakami, z asfaltu zjechałem w lewo na drogę gruntową. Kamienista dróżka okazała się szlakiem krętym, wąskim i wyboistym. W tym momencie już na poważnie zacząłem się obawiać o stan wypożyczonego samochodu. Na samochodach może się nie znam, ale jednego jestem pewien. Skoda Fabia z pewnością samochodem terenowym nie jest. Samochód oczywiście był ubezpieczony od podstawowych uszkodzeń, przynajmniej tak założyłem, bez wahania podpisując umowę najmu. Jednak nawet bez czytania kilkustronicowej fachowej umowy po angielsku, można było spokojnie założyć, że ewentualna szczodrość ubezpieczyciela kończy się w momencie zjazdu z asfaltu na drogę gruntową. Kamyczki strzelały pod kołami, gałęzie tarły po masce, wyboje wypełnione wodą. Niedawne ulewy, które doprowadziły do tragicznych powodzi w Serbii, dotarły i tutaj. Nie za bardzo wiadomo, jak je pokonywać, żeby podwozie nie ucierpiało. Tak, to o podwozie drżałem najbardziej. Jedno, co wiedziałem na pewno, to to, że podwozie w ogóle mam nie ubezpieczone, nawet na asfalcie. Odcinek 3-4 km jechałem pół godziny, ostrożnie, z nosem przylepionym do szyby. Już myślałem, że pomyliłem drogę, już chciałem się wycofać, aż w końcu Pan zesłał znak:

Image
„Pustinja Blaca. Glagoljaški samostan”, czyli „Pustelnia Blaca. Głagolicki klasztor”. Klasztor głagolicki, czyli pielęgnujący specyficzny, chorwacki obrządek chrześcijański oparty na piśmie zwanym głagolicą.

Image
Same pętelki i oczka. W porównaniu do alfabetu głagolickiego, dzisiejsze pismo to prościzna.

Głagolica to najstarsze pismo słowiańskie, podobno wymyślone przez św. Cyryla, którego ze szkoły nieodłącznie kojarzymy z jego bratem, św. Metodym. Podczas, gdy w innych krajach południowosłowiańskich, głagolica stopniowo zastępowana była cyrylicą lub łacinką, w Chorwacji utrzymała się o wiele dłużej. W ogóle przez długi okres Chorwacja była jedynym krajem, w którym jednocześnie używano trzech alfabetów: głagolicy, cyrylicy i łacinki. Przez wieki wszędzie w liturgii katolickiej niezmiennie dominowała łacina. W kościele nie można było używać języków narodowych; z wyjątkiem Chorwacji. Papież Innocenty IV w 1248 r. nadał Chorwatom przywilej używania podczas liturgii swojego ojczystego języka oraz pisma głagolickiego. Przywilej ten, jako unikatowy, trwał 7 stuleci, aż dopiero Sobór Watykański II w latach 1962–1965 wprowadził oficjalnie inne języki narodowe do katolickiej liturgii. Sam alfabet głagolicki znacznie przekroczył granice obrządku. Był nie tylko alfabetem obowiązującym w księgach kościelnych, ale stał się również alfabetem świeckim, narodowym dla języka starochorwackiego. W swej pierwotnej, liturgicznej funkcji głagolica przetrwała w Chorwacji do XX w. Natomiast jako alfabet świecki głagolica jest martwa od prawie 400 lat. Wraz z zanikiem jej praktycznego użycia stała się pismem symbolicznym, znakiem narodowej tożsamości, synonimem chorwackości. (za Barbara Oczkowa, Głagolityzm i neogłagolityzm w Chorwacji, w: Biuletyn Polskiego Towarzystwa Językoznawczego, ss. 57-63); całość tego niezwykle ciekawego artykułu można pobrać tutaj:
http://www.ptj.civ.pl/component/option, ... ew/gid,18/

Słońce w zenicie, skwar doskwiera, a do klasztoru jeszcze 2,5 km. Trampki zmieniłem na buty trekkingowe. Nie wyobrażam sobie dojścia do pustelni w sandałach, trampkach, czy nawet w adidasach. Nie jestem jakimś ortodoksem w zakresie używania specjalistycznego obuwia, ale tutaj rzeczywiście się przydało. Część szlaku wyłożona jest po prostu kamieniami wielkości pięści. Wszystko to ma ostre krawędzie, przesuwa się pod nogami, łatwo o jakiś uraz lub kontuzję.

Image

Image

Pół godziny wędrówki w upale w głąb Doliny Blaca. Cała czapeczka zdążyła mi się spocić. W końcu w oddali, w bardzo dalekiej oddali, widać morze.

Image

Wcześniej jednak wyłania się niesamowita, magiczna budowla. W tym odosobnionym i niedostępnym miejscu (przypomnę, pół godziny jechałem po wertepach, potem pół godziny przechadzki po kamienistej ścieżce), na stromym zboczu wyrasta pionowa, lita skała, a do niej jakby przylepiona i tworząca z nią jedność – Pustelnia Blaca. Z miejsca tego emanuje niewiarygodny spokój i dostojeństwo.

Image

To niezwykłe miejsce kontemplacji założone zostało ponad 400 lat temu przez głagolskich duchownych, którzy przybyli na wyspę Brač ze stałego lądu chorwackiego, uciekając przed inwazją turecką. Erem powstał w miejscu bardzo niedostępnym. Można się tu dostać tylko na dwa sposoby, tak jak ja, schodząc ze szczytu doliny lub można wykupić rejs z Bol i potem wspinać się od strony morza. Z tej czy z innej strony zawsze to pół godziny wędrówki po górach. Morze jest widoczne, ale to tylko złudna bliskość. Najbliższe zamieszkałe miejsce to Nerežišća, oddalona o około 11 km.

Image

Gdy już troszkę odsapnąłem po trudach wycieczki, zakołatałem do drzwi. Nic. No to jeszcze raz stukam. Po pewnym czasie wychyliła się głowa około czterdziestoletniego mężczyzny. W ogóle nie przypomniał mnicha, współczesne ubranie, buty turystyczne. Głowa rozejrzała się w prawo i w lewo, a potem spytała ze zdziwieniem po angielsku:

- Ty sam?
- No tak, sam.

Pewnie się spodziewał, że mu tu cała wycieczka z Bol zjechała. Rozczarowany podrapał się po brodzie.

- No dobra, to właź. A skąd jesteś?
- A z Polski.

Tu wyraźnie się ucieszył. Widać, że angielski nie za bardzo mu leżał:

- Dobrze, to ja teraz oprowadzę cię po pustelni. Będę bardzo wolno opowiadał po chorwacku, a jak czegoś nie zrozumiesz, to bardzo wolno spytasz mnie po polsku.

Szybko się zgodziłem i przyznam się, że ten lingwistyczny pomysł sprawdził się znakomicie. Zrozumiałem przynajmniej 2/3 z jego opowieści, a opowieść i wnętrza przerosły moje oczekiwania. Wcześniej nastawiałem się tylko na wizytę w miejscu pięknym widokowo. Chciałem zobaczyć klasztor przyczepiony do pionowej skały, w zielonej dolinie, z widokiem na morze. Chorwacja zgłosiła to miejsce do wpisu na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Nie spodziewałem się jednak takich wnętrz, a w zasadzie nie spodziewałem się tak komfortowych wnętrz, zupełnie nieprzystających do mojego wyobrażenia o skromnym życiu mnichów. We wnętrzach nie można robić zdjęć, więc trochę poopowiadam. Pierwsze, co mi się rzuciło w oczy to kilka historycznych ciężarków do ćwiczeń fizycznych, zupełnie jak z przedwojennego cyrku. Dwie żelazne kule połączone gryfem, jeden lity kawałek żelaza. Kilka ciężarków różnej wielkości, ale nawet ten największy był względnie mały. Przymierzyłem się do największego, zapominając, że prawdopodobnie jest to jakiś obiekt muzealny, i zgiąłem się pod jego ciężarem.

- 50 kilogramów – zaśmiał się mój przewodnik. – Jak widzisz mnisi mieli swój fitness club.

Co jeszcze mieli mnisi, a w zasadzie ostatni z nich i najsławniejszy, Nikola Miličević. Na przykład pięknie rzeźbione łoże i meble z drewna orzechowego, obrazy, zegary, dużą żeliwną wannę, ... fortepian koncertowy.

- Ale jak to w ogóle możliwe? – spytałem zdumiony – przecież przed chwilą szedłem tą ścieżką dla kozic. Jak u licha po tych zboczach górskich przytargano ogromny fortepian?

Przewodnik tylko się uśmiechnął. – Wszystko, co znajduje się w pustelni zostało dostarczone na barkach ludzi, koni, bądź osłów. Nierzadko było to okupione wielogodzinnym wysiłkiem. Fortepian podobno niesiono 8 godzin od strony Zatoki Blaca. Ciekawe, jak długo niesiono półtonowy teleskop. W pustelni są dwa takie teleskopy, jeden zainstalowany, drugi w skrzyni. I to nie jest wcale jakiś zabawkowy teleskop; normalny, profesjonalny teleskop. Don Nikola Miličević zmarł w 1963 r., ale teleskop z Blacy do dziś pozostaje trzecim, najsilniejszym teleskopem w Chorwacji. Miličević był naukowcem o rozległych zainteresowaniach. Przede wszystkim był jednak mnichem. W Blacy tradycja ta przekazywana była przez wieki. I to najczęściej w obrębie rodziny. Bratanek kolejnego opiekuna Blacy jechał do Wiednia studiować teologię, a potem wracał i sam stawał się kustoszem pustelni. Don Nikola był także astronomem i pisarzem. W pustelni miał obserwatorium astronomiczne, miał księgozbiór na 12.000 woluminów (niektóre księgi to unikaty pisane w głagolicy, dużo książek astronomicznych i rozpraw o rolnictwie). Z tego odosobnionego miejsca korespondował z naukowcami z całego świata. Wystawiona jest jego korespondencja z Wiedniem, Waszyngtonem i innymi miejscami. Moją uwagę przykuło jednak pięknie ilustrowane dzieło autora o swojsko brzmiącym nazwisku, Nicolaus Copernicus.

Mój przewodnik uśmiechnął się złośliwie:

- Ten Copernicus to Czech.
Odgryzłem się: - Niektórzy mówią, że Niemiec – Ciekawe, co by powiedział, gdyby się dowiedział, że Kopernik tak naprawdę była kobietą.

Duże wrażenie robi pomieszczenie kuchenne. Z zewnątrz pustelnia wygląda jak dobudowana do skały. W rzeczywistości stanowi z nią jedność. Połowa kuchni to pieczara w skale z paleniskiem i wydrążonym nad nim 7-metrowym kominem, a połowa dobudowany pokój. Dzięki takiej naturalnej klimatyzacji, w eremie przez cały rok panuje wyrównana temperatura, w lecie jest przyjemnie chłodno, a w zimie przyjemnie ciepło. Ponadto, piękne widoki z okna, góry i morze, rekompensują samotność.

Image

Pustelnia jednoczyła pobliskie wspólnoty mieszkańców. Była tu i szkoła podstawowa i kościółek. Do dzisiaj w pierwszą sobotę po Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny schodzą się tu pielgrzymi z okolicznych wiosek i odbywa się jedyna w ciągu roku msza święta.

Na tym względnie niekorzystnym terenie mnisi stworzyli wysoko rozwiniętą wspólnotę duchową i gospodarczą. Byli prawie samowystarczalni. Uprawiali pszenicę, oliwki, winorośl, hodowali pszczoły i owce. Gdy czegoś nie umieli wytworzyć, kupowali to na zewnątrz, ale zawsze bez użycia pieniądza. Tylko na zasadzie wymiany, towar za towar. Zobaczyłem sierp i postanowiłem się pochwalić, że już wiem jak jest sierp po chorwacku:

- Srp – mówię.
- Nie srp, tylko „serp” (coś jak Serb) – sprostował mój przewodnik. W piśmie może i nie ma samogłosek, ale w wymowie słychać je wyraźnie.

Image

To było fascynujące doświadczenie. Pustelnia Blaca jest prawdopodobnie najciekawszym miejscem na wyspie Brač, ale pora się zbierać. Niestety, droga z powrotem jest pod górkę, ale jakoś doczłapałem. W międzyczasie samochód zamienił się w piekarnik. Pootwierałem drzwi, rozkręciłem klimę na maksa i po 5 minutach już dało się wejść.

Image
Wracałem trochę dłużej. Natknąłem się na krowy samodzielnie wracające do domu. I tak jak starsze krowy przed samochodem spokojnie schodziły na bok, tak nijak nie mogłem wyminąć młodego cielaczka. Bał się samochodu i uciekał środkiem drogi. W końcu się zmiłował i uciekł na górę.

Dalej wygodną drogą pojechałem do Bol. Droga jest może wygodna dla doświadczonego kierowcy, ale ja nigdy nie jeździłem pod górkę lub w dół serpentynami górskimi. Po pewnym czasie staje się to męczące. Droga jest niby normalna, tyle, że ma 20 zakrętów w ciągu 5 minut. Ma piękny, gładki asfalt, pobocze i rów, zupełnie jak w Polsce, z tą różnicą, że rów jest w zasadzie przepaścią. Widoki wspaniałe, ale w zasadzie ich nie zauważałem. Musiałem się skupić na kierowaniu. Nie było marginesu błędu w rodzaju, że jak się pomylę, to najwyżej wjadę w pole. Rozśmieszyło mnie ograniczenie prędkości – 60 kilometrów na godzinę. W Polsce mam problem, żeby zbytnio nie przekraczać prędkości, tutaj miałem problem, żeby w ogóle osiągnąć te 60 kilometrów na godzinę. Dopiero po kilku dniach byłem w stanie jeździć na poziomie chorwackich ograniczeń prędkości.

Image
Plaża Zlatni Rat. To, co z Vidovej gory wydawało się rajską, piaszczystą plażą, okazało się, charakterystyczną dla Chorwacji, plażą kamyczkową. Kamyczki są jednak na tyle drobne, że nie przeszkadzają w spacerach lub plażowaniu.


Image

Image

Image

Image
Widok z plaży na Vidovą gorę (góra z lewej strony z masztem telewizyjnym).

Image
Na nasady plaży Zlatni Rat, w jej wschodniej części, jest plaża dla naturystów.

Image
Plaża Zlatni Rat to raj dla kitesurferów. Pan miał trochę trudności z postawieniem latawca.

Image

Image
To co było malutkie z Vidovej gory, tutaj okazało się ogromną plażą. Nawet stojąc na krańcu plaży, ciężko mi było zrobić zdjęcie, przy użyciu standardowego obiektywu, żeby morze było widoczne i z lewej i z prawej strony plaży.

Image

Image

Image
Gdy już panu się udało postawić latawiec, zaprezentował efektowny odjazd. Nie sądziłem, że kite’y są tak szybkie. W zasadzie po minucie był w połowie drogi pomiędzy wyspą Brač a wyspą Hvar.

Dość plażowania. Trzeba się zbierać, bo mi ostatni prom odpłynie. Powrót był odpoczynkowy. Po serpentynach w okolicy Bolu, spodziewałem się podobnych serpentyn w pobliżu Supetar. W końcu jakoś trzeba zjechać na niżej położone wybrzeże. Tu jednak okazało się, że zjazd do Supetar to po prostu długa prosta w dół. Można wyłączyć silnik, a samochód sam jedzie w dół na autopilocie bez żadnego skrętu.

Smutno odpływać z tego wspaniałego miejsca, gdzie przyroda, historia i ludzie tak zgodnie współżyją. Szkoda opuszczać te piękne krajobrazy wyspy Brač, ale nie ma wyjścia, gdy chce się obejrzeć piękne krajobrazy również gdzie indziej.

Praktykalia, czyli jak powyższe zrealizować w praktyce:

Prom na wyspę Brač:

Połączenia promowe Jadroliniji z wyspami opisałem w poprzednim odcinku. Bilet powrotny kupowałem w Supetar.

Komunikacja na wyspie Brač:

Po wyspie podróżowałem samochodem, co jest najwygodniejsze. Teoretycznie moją trasę można przejechać przy użyciu transportu publicznego, jednak wycieczka po wyspie wydłużyłaby się wtedy do kilku dni. Również odcinki piesze byłyby wtedy dłuższe. Gdyby jednak ktoś chciał skorzystać z autobusów, powinien odwiedzić poniższą stronę:

https://www.autotrans.hr/en-us/home - komunikację autobusową na wyspie zapewnia Autotrans. To również największy przewoźnik autobusowy w Chorwacji. Na stronie Autotrans możemy sprawdzić rozkłady i kupić bilety autobusowe. Na przykład, z Supetar do Bol jest 8 autobusów dziennie, podróż trwa 1h-1h10 min., bilet kosztuje 40 kun (ok. 21 zł). Opłaca się od razu kupić bilet powrotny, 50 kun (ok. 26 zł). Z Supetar do Škrip odjeżdżają tylko dwa autobusy dziennie, w dodatku z samego rana, podróż trwa 15 minut, koszt 22 kuny (ok. 12 zł). Do Nerežišća z Supetar dojedziemy autobusami, które zmierzają w kierunku Bol, 15-20 minut, 22 kuny (ok. 12 zł).

Informacja turystyczna wyspy Brač:

http://moj-otok.com/wp/bracinfo/ - dobra strona turystyczna, niestety w większości po chorwacku.

http://www.bracinfo.com/pl/ - komercyjna strona turystyczna wyspy Brač.

http://www.visitbrac.com/ - inna komercyjna strona turystyczna wyspy.

Informacja turystyczna Supetar:

http://www.supetar.hr/en/home.html - bardzo dobra strona informacji turystycznej Supetar.

http://www.supetar.hr/images/stories/do ... ta-mad.pdf - 36 stron przewodnika po Supetar do ściągnięcia (po angielsku, niemiecku, francusku).

http://www.bracinfo.com/pl/supetar/mapa-supetar.htm - plan turystyczny Supetar do pobrania.

Informacja turystyczna Bol:

http://www.bol.hr/en - strona informacji turystycznej Bol.

http://www.bol.hr/info.pdf - w pdf; wszelkie możliwe użyteczne adresy w Bol, telefony i strony internetowe; 9 stron spisu hoteli, kempingów, restauracji, kawiarni, cukierni, sklepów, supermarketów, agencji turystycznych, stacji benzynowych, banków.

http://www.bracinfo.com/pl/bol/mapa-bol.htm - plan Bol.

Škrip:

Muzeum Wyspy Brač w Škrip czynne jest codziennie od 8 do 20. Bilet wstępu kosztuje 15 kun (ok. 8 zł), 5 kun (ok. 3 zł) dla dzieci do lat 14. Można tu nabyć ilustrowany przewodnik po wyspie Brač za 130 kun (ok. 69 zł) wydawnictwa Biseri Jadrana (po angielsku). Warto.

Dojazd do Pustelni Blaca:

Na mapie Googla, nawet przy największym zbliżeniu, droga do pustelni nie jest oznaczona. Widoczna jest tylko asfaltowa droga nr 6191. Z niej trzeba skręcić w prawo w drogę gruntową (zaznaczona na czerwono na poniższym zdjęciu). Po ok. 3-4 km będzie parking. Stąd, już tylko ok. 2,5 km spaceru w głąb Doliny Blaca (zaznaczony na niebiesko na poniższym zdjęciu).

Image

Droga gruntowa jest widoczna na zdjęciu satelitarnym:

Image

http://www.otok-brac.info/lokacije2/kar ... _karta.gif - inna mapka dojazdu do Pustelni Blaca.

Pustelnia jest otwarta codziennie, z wyjątkiem poniedziałków, od 8 do 17. Bilet kosztuje 40 kun (ok. 21 zł).
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#10 PostWysłany: 24 Lis 2017 00:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Wrz 2015
Posty: 1114
Loty: 78
Kilometry: 102 633
złoty
Bardzo fajna relacja. Napisana z humorem i w żywym, soczystym stylu. A do tego zawiera sporo ciekawostek i informacji historyczno-krajoznawczych. Osobno zebrane praktykalia to świetny pomysł. Zdjęcia również bardzo mi się podobały. Będzie dalszy ciąg?
Góra
 Relacje PM off
Grzegorz40 lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 24 Lis 2017 13:46 

Rejestracja: 03 Lip 2012
Posty: 1257
niebieski
Cicha_Woda napisał(a):
Będzie dalszy ciąg?


Uff, nie wiem, czy się zmobilizuję po dwóch latach nieróbstwa ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#12 PostWysłany: 24 Lis 2017 15:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Gru 2015
Posty: 158
niebieski
@Grzegorz40

Noooo, przydałoby się!
Nie wiem jak, ale jakoś pominąłem Twoją relację, a jest niezła.
_________________
Pomogłem?
Góra
 Relacje PM off
Grzegorz40 lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 25 Lis 2017 00:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 Lip 2017
Posty: 100
Zbanowany
Konkret relacja - brawo!
Grzegorz40 napisał(a):
ale wybitni matematycy mówią, że cena jest malejącą funkcją czasu poświęconego na szukanie
:mrgreen:
Góra
 Relacje PM off
Grzegorz40 lubi ten post.
 
 
 [ 13 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group