Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 6 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 23 Lip 2020 21:57 

Rejestracja: 04 Lut 2017
Posty: 171
Loty: 86
Kilometry: 91 162
srebrny
Po raz pierwszy w mojej „karierze” zdecydowałem się na typowo kurortowy wyjazd (13-19 lipca). Powód? Wiadomo, dziewczyna :) Czy się zawiodłem? Na pewno nie, bo mimo wszystko przemyciłem wyjazdy i spacery również do innych miejscowości, niż docelowy Słoneczny Brzeg.
Lot Warszawa-Burgas na pokładzie Wizzaira przebiegł spokojnie i można powiedzieć, że komfortowo, bo dziewczyna załatwiła z obsługą zmianę miejsca na rzędy przy wyjściach awaryjnych. Nawiasem mówiąc w drodze powrotnej udało się powtórzyć ten zabieg.
Załącznik:
1.jpg

Załącznik:
2.jpg

W Burgas na lotnisku pustki. Wcześniej za bardzo nie przygotowywałem całego planu pobytu, całej logistyki, więc nieco w ciemno poszliśmy na przystanek, z którego powinien jechać autobus do Słonecznego Brzegu, tłumaczonego na angielski jako Sunny Beach. Znajduje się on przy rondzie na wprost lotniska: pierwszy przystanek jest dla autobusów jadących w kierunku Burgas, a drugi (za wiaduktem) w kierunku S. B. Na przystanku, a jakże, był rozkład jazdy, jednak autobusu nie było już ponad 20 minut od wskazanej godziny odjazdu. Od początku przyczepił się do nas miejscowy biznesmen/taksówkarz, którzy zaproponował naszej dwójce i parze z dzieckiem zawiezienie do S.B. pod dany adres za 40 lv łącznie (dorośli po 10 lv, dziecko gratis). Ostatecznie nas przekonał i pojechaliśmy taryfą na miejsce. Nie jest to cena skandaliczna, a można powiedzieć, że nawet uczciwa, bo autobus kosztuje 7 lv od osoby. 1 lv przeliczana była na 2,30 zł.
W S.B. mieliśmy zakwaterowanie w bardzo dobrym kompleksie apartamentowców Waterpark Fort Apartments na wprost aquaparku, kilkanaście minut od plaży. Liczba gości była znikoma, byliśmy prawdopodobnie jedynymi osobami na naszym piętrze, a pozostałe piętra i budynki również świeciły pustkami. Plus to kilka basenów, minus to brak sprzątania i zmiany ręczników.
Załącznik:
3.jpg

Załącznik:
4.jpg

Załącznik:
5.jpg

Naprawdę ciężko jest napisać coś o kurorcie typowo wypoczynkowym, w którym nie ma niczego ambitniejszego. Dodatkowo widoki były smutne, bo mnóstwo hoteli było zamkniętych, podobnie jak sklepów i restauracji. Tęsknota za turystami była przeogromna. Na plażach było mało ludzi, chińskiej tandety nie miał kto kupować, w ogródkach barowych również pusto. Jak żyć, turyści, jak żyć?
Niedaleko od S.B. jest miejscowość Sweti Wlas, która jest spokojniejszą wersją kurortu. Można dojść do niej pieszo główną ulicą lub plażą, chociaż w kilku miejscach trzeba przedzierać się przez kamienie. Czy warto? Cóż, w obu największymi atrakcjami są plaże, więc niewiele mogą zaoferować podróżnikom. Jako że nie ma czego opisywać, to wrzucę trochę fotek z obu tych miejsc. Hotele, plaże, krajobrazy, czyli podstawy leniwej odmiany turystyki.
Załącznik:
6.jpg

Załącznik:
7.jpg

Załącznik:
8.jpg

Załącznik:
9.jpg

Załącznik:
10.jpg

Załącznik:
11.jpg

Załącznik:
13.jpg

Załącznik:
14.jpg

Załącznik:
15.jpg

Załącznik:
16.jpg

Załącznik:
17.jpg

Załącznik:
18.jpg

A teraz widok głównego deptaku przy plaży w S.B. Smutne, prawda?
Załącznik:
19.jpg

Załącznik:
20.jpg

Czytając internet znajdziecie informację, że trzeba zobaczyć starożytną miejscowość Nesebyr, a dokładniej jej część leżącą na półwyspie. Dotarcie możliwe jest albo plażą, albo autobusami. Na miejscu w oczy rzuca się nietypowa architektura i ruiny budynków sprzed wielu, wielu lat. No i oczywiście sporo stoisk handlowych (nie tylko z chińszczyzną) i knajpek.
Załącznik:
21.jpg

Załącznik:
22.jpg

Załącznik:
23.jpg

Załącznik:
24.jpg

Załącznik:
25.jpg

Załącznik:
26.jpg

Załącznik:
27.jpg

Załącznik:
28.jpg

Załącznik:
29.jpg

Załącznik:
30.jpg

Załącznik:
31.jpg

Załącznik:
32.jpg

Załącznik:
33.jpg

Kolejnego dnia wybrałem się do miejscowości Sozopol. Najpierw trzeba było pojechać autobusem do Burgas (7 lv), a następnie drugim autobusem do Sozopolu (5 lv). Miejscowość w części turystyczno-historycznej podobna była nieco do Nesebyru, ale miała kilka plaż więcej i bardzo, ale to bardzo czystą wodę w morzu.
Załącznik:
34.jpg

Załącznik:
35.jpg

Załącznik:
36.jpg

Załącznik:
37.jpg

Załącznik:
38.jpg

Załącznik:
39.jpg

Załącznik:
40.jpg

Załącznik:
41.jpg

Załącznik:
42.jpg

Załącznik:
43.jpg

Załącznik:
44.jpg

Ostatnią noc chcieliśmy spędzić blisko lotniska w Burgas, bo wylot był o 10 rano i pojechaliśmy do Sarafova, które jest – można powiedzieć – częścią lub przedmieściami Burgas. Hotel niestety był fatalny, a nazywał się tak ładnie – Prometei. Również sama miejscowość miała mało do zaoferowania. Widać było, że sporo ludzi nad wodą to Bułgarzy, czyli to miejsce raczej dla tubylców. Niestety, plaże fatalne, piasek szary wymieszany z rozdrobnionymi muszelkami, pełno paskudnych roślin i innego syfu. Unikajcie Sarafova jak ognia. Mały plus to port, w którym można pooglądać jachty.
Załącznik:
45.jpg

Załącznik:
46.jpg

Załącznik:
47.jpg

Załącznik:
48.jpg

Załącznik:
49.jpg

Załącznik:
50.jpg

Załącznik:
51.jpg

Załącznik:
52.jpg

A na koniec jak zawsze troszkę ciekawostek i uwag. Jako że unikam leżakowania na plaży, to zdziwiła mnie możliwość zrobienia sobie masażu w takich mniej więcej punktach, jak na zdjęciu poniżej. A’propos leżakowania: można wynająć na plażach parasole i leżaki (najtańsze widziałem za 3,50 lv, najdroższe za 5 lv). W wersji mega hiper giga lux można wynająć łoże w baldachimami, ale ta przyjemność to już 50 lv. Oczywiście można rozbić się bezpłatnie ze swoim sprzętem lub po prostu poleżeć na ręczniku w darmowych rejonach plaży.
Załącznik:
53.jpg

Opalanie topless jest dość popularne i praktycznie w każdym z odwiedzonych miast odważniejsze panie tak leżakowały sobie na plażach. W S.B. i Sozopolu były dla najodważniejszych ludzi plaże typowo naturystyczne. Bez żadnych tablic, informacji itp. Nagle można znaleźć się wśród golasów, nawet tego nie chcąc, a niektórych widoków nie da się już odzobaczyć.
Bardzo wkurzające są progi zwalniające, usytuowane często kilkadziesiąt metrów od siebie. Spowalniają ruch i to skutecznie.
Załącznik:
54.jpg

Na pewno rzucą się wam w oczy żółte taksówki, ale oficjalne cenniki są bardzo różne w Sozopolu i Sarafovie. Jednak chyba i tak nie mają za wielkiego zastosowania, bo od mojej dziewczyny taksiarz chciał 15 lv za około 2-3 km odcinek. Ciekawostka to fakt, że na każdym pojeździe jest nazwisko i telefon właściciela (tak przynajmniej wywnioskowałem).
Załącznik:
55.jpg

Załącznik:
56.jpg

Załącznik:
57.jpg

Przy drodze można spotkać taki oto słodki znak drogowy (niestety, zdjęcie zrobione w ruchu).
Załącznik:
58.jpg

Ceny paliw i walut w kantorze przedstawiają się następująco:
Załącznik:
59.jpg

Załącznik:
60.jpg

A że nie samą plażą człowiek żyje, to trzeba zaopatrywać się w jedzenie i picie. Ceny w S.B. w supermarketach nie należą do najniższych – o wiele taniej było w Billi w Burgas. Większość sklepików jest czynna do późnych godzin, a ceny jak na polską kieszeń są do zaakceptowania. Co krok można kupić napoje, czy piwo. Nawet w takich 2,3-litrowych „maciorach” (w przeliczeniu za niecałe 6 zł). A że butelka plastikowa, nie szklana? Piwo smakuje tak samo.
Załącznik:
61.jpg

Idąc za podpowiedziami podróżników wybraliśmy w S.B. do stołowania się miejsce, gdzie przebywają głównie tubylcy, a turyści są w mniejszości. Codziennie menu było nieco zmieniane, ale naszym stałym punktem była sałatka szopska (pomidor, ogórek, cebula, bryndza). Kapitalna w smaku. Próbowaliśmy jej bodajże w trzech innych miejscach, ale smakiem odstawały od tej serwowanej w naszej knajpce. Jednak bryndza ma znaczenie… Sanepid może miałby jakieś zastrzeżenia do jej funkcjonowania, ale nam to nie przeszkadzało. Najbarwniejszą postacią był ok. 70-letni pan Stefko, który był pizzermanem. Nieodłączny papieros w ustach, niczym fajka u Popeya, brudny fartuch, ubranie nieświeże, pociąganie rozweselających napojów, wszystko robił rękami bez ich przemywania, ale sympatia aż biła z jego twarzy. Moim drugim ulubionym daniem były małe rybki ca-ca z piwkiem. Za taki zestaw płaciło się 2 lv, czyli 4,60 zł.
Załącznik:
62.jpg

A królowa szkopskich sałatek prezentowała się w tej żuler…, przepraszam, knajpce, w sposób zaiste imponujący. Naprawdę, pod spodem są warzywa. Same warzywa, bez żadnych przypraw.
Załącznik:
63.jpg

W Sarafovie wdałem się w integracyjną rozmowę z miejscowym smakoszem tanich piw i rakiji. Pan o twarzy wypalonej nie tylko słońcem miał pseudonim „Dżamaika” i według niego każdy go znał w tym mieście. Na pytanie o to, czy ksywka pochodzi od nazwy państwa stwierdził stanowczo, że nie, bo nie ma przecież kraju Jamajka. Pan pracował przy produkcji soli, jak sam przyznał typowo przy łopacie i narzekał na bułgarski rząd, jego politykę i ceny. „Tomasz, powiedz, jak można żyć w kraju, gdzie w restauracji piwo kosztuje 4 lv, a papierosy w sklepie 5 lv, a człowiek zarabia 400 lv?” – spytał filozoficznie. I słusznie zauważył, że liczba turystów mocno spadła, każdy za nimi tęskni. Wiadomo – mniej ludzi, mniej pieniędzy. Przez pół godziny próbował mi też wyjaśnić niuanse w rozumieniu słowa „kur..” w różnych językach, nie widząc w nim za wiele złego  I jeszcze nie mógł nadziwić się, że w Polsce nie można posiedzieć przed sklepem z butelką piwa i może to grozić mandatem. Ciekawy człowiek. Bardzo lubię takie spotkania.
Równie ciekawą osobą była pani biegle władająca polskim, bułgarskim, ukraińskim, rosyjskim i nieco gorzej innymi językami. Jej ojciec wyswabadzał Bułgarię w czasie wojny, mieszkała w różnych krajach i ma nawet „Kartę Polaka”. Pisze wiersze, działa w stowarzyszeniach. Kobieta orkiestra.
Od pana „Dżamaiki” dowiedziałem się też o nieznanej u nas tradycji. Na budynkach, drzewach, przy kościołach i w wielu innych miejscach można znaleźć podobne informacje będące wspomnieniem osób, które już odeszły dawno i całkiem niedawno…
Załącznik:
64.jpg

Świat Instagramu pozostanie dla mnie tajemnicą nie do pojęcia. Po kiego wała ktoś sobie robi sesję selfie w największym syfie, błocie i glonach na plaży w Sarafovie??
Załącznik:
65.jpg

A na koniec coś z pogranicza erotomaństwa. W drogerii znalazłem takie oto akcesorium. Słowa na nim się znajdujące nie wymagają komentarza, chociaż w rzeczywistości mają inne znaczenie, niż nam się wydaje 
Załącznik:
66.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
14 ludzi lubi ten post.
chester0 uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 23 Lip 2020 22:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Paź 2016
Posty: 673
Loty: 256
Kilometry: 411 326
srebrny
Bardziej niż dupa sex przeraził mnie chyba tylko pies skaczący przez wielką kupę. Ale generalnie zakładam że Twój wyjazd był bardzo interesującym doświadczeniem, gratuluję! ;)
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 23 Lip 2020 23:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 Maj 2012
Posty: 1256
srebrny
Wielką kupę wodorostów... faktycznie, woda w Sarafovie bywa mętna :D
W tym roku Bułgaria dla nas nieco droższa, bo kurs leva powiązany jest z kursem euro, a ten do złotówki ułożył się dość niekorzystnie.
@Tom Stedd - podzielisz się lokalizacją sprawdzonej lokalnej spelunki w S.B.? Może we wrześniu skorzystam ;)
_________________
Bułgaria - Rumunia 2015: Góry Piryn, Delta Dunaju, Morze Czarne.
http://www.fly4free.pl/forum/z-bulgarii-do-bulgarii-przez-delte-dunaju,1512,81506
http://arturro.fly4free.pl/blog/1455/z- ... te-dunaju/
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 23 Lip 2020 23:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 4754
HON fly4free
Bardzo ciekawa i pouczająca relacja :D
Gdyby producent przywołanego przez Ciebie piwa chciał wejść na polski rynek, mam dla niego hasło reklamowe:

"Astika z plastika
wali w łeb i znika"

Dla wielu koneserów byłaby to pokusa nie do zwalczenia :D
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 24 Lip 2020 09:39 

Rejestracja: 04 Lut 2017
Posty: 171
Loty: 86
Kilometry: 91 162
srebrny
@arturro
Nie zwróciłem uwagi, czy ten przybytek ma w ogóle jakąś nazwę własną, ale wg maps.google jego lokalizacja to 42.701056, 27.711672. Jest to bar narożny, a nie leżący po sąsiedzku elegancki grill.
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 20 Sie 2020 09:58 

Rejestracja: 18 Sie 2020
Posty: 1
Ciekawe zdjęcia i pewnie udana wycieczka była :)
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 6 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group