Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 35 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 21 Kwi 2022 08:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6568
HON fly4free
Gen ABCC11 występuje ponoć u ponad 95% Koreańczyków. U innych Azjatów jest on również dość rozpowszechniony, ale to właśnie Koreańczycy - zapewne z obu stron 38. równoleżnika - są nim obdarowani w stopniu niespotykanym gdziekolwiek indziej. Sprawia on, że gruczoły nie wydzielają odorów potnych. Tako rzeczą internety, a one - powiadam Wam - nie kłamią.
Gdybym wiedział o istnieniu tego genu ponad 2 dekady temu, gdy trolejbusem nr 24 jeździłem do pracy razem ze stoczniowcami, to bym im ten gen podstępnie wstrzykiwał.

Tyle w nawiązaniu do tytułu. Miał przykuć uwagę i mam nadzieję, że spełnił swoją rolę. Dla wszystkich jednak, którzy spodziewają się, że będę organoleptycznie weryfikował informacje o genie ABCC11 i jego zbawiennym działaniu oraz skrupulatnie raportował wyniki mych badań, mam przykrą wiadomość - niestety, raczej tego nie przewiduję. Jeśli ktoś z tego powodu nie będzie kontynuował śledzenia tej relacji, zrozumiem takie postępowanie bez zająknięcia, bo to przecież arcyważki temat. Pozostałych przyjmuję z otwartymi ramionami, odpowiednio oczywiście zabezpieczonymi dezodorantem, tam gdzie trzeba :)

Egzaltacja i zbytni entuzjazm. Oto cechy, których trzeba się pozbyć, jeśli planuje się podróże w czasie pandemii (no bo formalnie ciągle ją jeszcze mamy, a w niektórych krajach przyjęła ona już chyba postać permanentną). Cóż, ja tej rady nie wziąłem sobie do serca i lot do Seulu zarezerwowałem w pewnym zaślepieniu. Padła informacja, że dla zaszczepionych znoszą kwarantannę po przylocie i wymagany będzie tylko test PCR przed lotem, no to do dzieła! Przecież ostatni raz byłem w Azji w 2019 r.! Trzeba tam lecieć, póki jeszcze pustki...
Dopiero później przyszło otrzeźwienie, gdy po bliższym sprawdzeniu wymagań okazało się, że jest jeszcze jedno "drobne" wymaganie: test PCR po przylocie. Kto ma ochotę, może zajrzeć sobie do dyskusji na ten temat prowadzonej tu: korea-poludniowa-i-covid,1126,155735?start=20#p1518976.
Cóż, kolejność moich kroków była ułożona w zdecydowanie nieprawidlowej kolejności.

To wyżej to kij (oby mnie nie obił). Jest jednak i marchewka. Lot do Seulu nie jest zupełnie przypadkowy. Bilet kupiłem jeszcze w 2020 r. w ramach tej oto "promocji" Lufthansy: kbp-icn-ok-2600-rt,234,155652.
Lot przekładałem kilka razy, cały czas ze startem w Kijowie. Teraz, gdy kacapy najechały na Ukrainę, Lufthansa zgodziła się zmienić bezpłatnie trasę tak, że podróż rozpoczyna się w Gdańsku. No i jak tu nie skorzystać z takiej możliwości? Nawet jeśli po dotarciu do Korei patyczek wygrzebie mi z nosa jakieś cholerne szczątki covida, w ostateczności spędzę większość wyjazdu na 7-dniowej kwarantannie, ale przynajmniej odhaczę ten lot do Azji :D

Z dzisiejszego planu podróży zaliczone mam:

1) dość krótką wizytę w saloniku w GDN, w którym dostrzegłem kilka drobnych zmian. Zamiast bułek, w lodówce są croissanty z różnym "wsadem", a obok lodówek stoją nowe ekspresy do kawy. Reszta z grubsza po staremu.

Image

Image

Image

Image

2) lot LH w zapełnionej w 50% kl. biznes. Poziom serwisu - zwłaszcza na tak niedługim locie - bardzo przyzwoity. Sympatyczna stewardessa co chwilę dopytuje, czy coś podać, a to, co dają w ramach cateringu jest w pełni zadowalające.

Image

I tylko ta moja nieświadoma niczego współpasażerka wprawiła mnie w lekkie osłupienie, bo nijak nie mogę pojąć, jak ona się znalazła między tymi dwoma szybami...

Image

Z tą nieodgadnioną zagadką w głowie ląduję w Bawarii. Willkommen in München :)






Wysłane z mojego CLT-L29 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off
39 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 21 Kwi 2022 13:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6568
HON fly4free
Widzę, że odrębna ekipa rozpoczęła tego samego dnia "drobny" przelot przez kawałek świata, więc się dzieje na forum :D

U mnie zbliża się powoli pora boardingu na lot do Seulu, o którym już w innym odcinku, a teraz jeszcze zamknięcie etapu europejskiego.

Saloniki Senator w Monachium są raczej godne ubolewania. W porównaniu z tym, co oferuje salonik LOT-u w Warszawie (w obu sekcjach), wygrywają jedynie przestronnością.

Po przylocie z GDN trafiam najpierw do saloniku zlokalizowanego w części Schengen. Jest akurat "faza" śniadaniowa. Do wyboru okropnie wyglądająca jajecznica, pieczarki i kiełbaski. Te ostatnie akurat lubię, więc wciągam kilka, dorzucając kilka (ostatnich) kawałków sera pleśniowego. Pozostała oferta jest równie uboga. Aż strach pomyśleć, co dają w "zwykłym" saloniku.

Image

Image

Image

Image

Po jakimś czasie idę piętro wyżej. Kontrola paszportowa przy automacie i już jestem w części Non-Schengen. Tutejszy salonik jest większy od poprzedniego, ale oferta jest tak samo przeciętna (choć nawet to określenie na wyrost).
Zmiana następuje po 11:00, gdy rozpoczyna się "faza" lunchowa. Jest trochę lepiej, a kluseczki z serem oraz mus czekoladowy są naprawdę smaczne.

Image

Image

Image

Image

Image

Co najważniejsze, są szezlągi i prysznice, a tego mi teraz trzeba :)

Image

Image

To tyle na dzisiaj. Kolejny meldunek już z Seulu.
Góra
 Relacje PM off
28 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#3 PostWysłany: 21 Kwi 2022 21:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Wrz 2015
Posty: 1025
złoty
@tropikey powodzenia !!!
będę śledził
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 22 Kwi 2022 05:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6568
HON fly4free
Na pokład wchodzę po królewsku, jako pierwszy :D

Image

Nie żebym czyhał, by tak właśnie się stało. Po prostu, gdy pojawiłem się przy bramce, akurat weryfikowali, czy każdy ma negatywny PCR, a gdy sprawdzali mnie, uruchomili również boarding dla biznes klasy i tych wszystkich innych darmozjadów (w tym i mnie). Korzyść taka, że zdążyłem zrobić jakieś zdjęcie pustej kabiny. Chwilę potem już by się nie dało, bo leci prawie 100%.

Image

No właśnie, "prawie" czyni cuda :D
Lufthansa znana jest z archaicznego układu foteli w kabinie biznes (2+2+2), powodującego, że pasażerowie pod oknami muszą skakać przez swoich sąsiadów np. gdy idą do WC, a sąsiadom zostaje znosić owe skakanie. Tylko ci w środkowym rzędzie mają niezależne dojście do korytarza i nie są jednocześnie narażeni na pełnienie roli przeszkody dla kogoś innego. W zamian mają jednak inną dolegliwość - miejsca na stopy obu pasażerów są zaraz obok siebie, z niziutką przegrodą, która nie zabezpiecza przed przypadkowym (albo i celowym) mizianiem.
Dopiero w nowych konfiguracjach (np. w B777) pojawić się ma nowoczesny układ foteli zapewniający każdemu swobodny dostęp do korytarzy i brak udogodnień dla froterystów.

W A350, którym dziś lecę, mimo że to stosunkowo nowy samolot we flocie LH, nadal trzeba uprawiać parkour. Chyba że... Chyba że nie leci komplet pasażerów i akurat obok mnie jest ten jeden wolny fotel. Siedzę zatem przy oknie a obok mnie brak przeszkód, chrapania i cudzych kończyn szukających kontaktu z moimi :)
Moja dzisiejsza noclegownia prezentuje się tak:

Image

Image

Image

Image

Image

To mój pierwszy lot międzykontynentalny w lufthansowym biznesie. Pewne obawy, które mialem po lekturze kilku recenzji okazują się zupełnie nieuzasadnione.
Fotel jest nad wyraz wygodny (przespałem bite 6, czy 7 godzin), jedzenie - jakkolwiek o klasę niżej od Katarczyków, czy Singapore Airlines - bardzo smaczne, a do załogi nie mam najmniejszej nawet uwagi. Pewnie wrażenia mógłbym mieć inne, gdybym miał sąsiada, ale w tych okolicznościach lot oceniam na 8 w skali 10-cio punktowej.

Image

Image

Image

Image

Image

Jeśli mam mieć jakiekolwiek zastrzeżenia, to chyba tylko do słuchawek. Owszem jakość dźwięku jest w porządku, ale "nauszniki" są za małe, przez co nie wygłuszają otoczenia, jak należy.
No i jeszcze jeden drobiazg. Steward przynosi mi piżamę, idę z nią do toalety, rozdziewam się ze swej odzieży, rozwiązuję sznureczek owijając dar od załogi, a tu tylko góra... Nie wiem, jaki jest powód takiego rozwiązania. Jeśli chodzi o oszczędności, to nieco to zaskakujące.

Lot prowadzi wydłużoną trasą omijającą Z-land. Po przebudzeniu widzę, że jesteśmy jeszcze nad Chinami. Śniadanie jest jednak europejskie.

Image

Image

Image

Po wylądowaniu sprawy toczą się błyskawicznie, no bo tak:

9:40 - otwarcie drzwi z przodu, przez które wychodzę w pierwszej dziesiątce pasażerów i już po kilkunastu metrach wysuwam się na prowadzenie,

9:45 - oddaję do sprawdzenia swój Q-CODE (wykonana przed lotem rejestracja szczepionki i testu),

9:50 - jestem już po kontroli paszportowej i schodzę do hali bagażowej,

10:00 - jestem przy punkcie z kartami telefonicznymi, w którym obsługa instaluje na moim telefonie kartę zakupioną jeszcze przed lotem na kkday,

10:15 - wyciągam 100.000 wonów z bankomatu (Revolut, opłata dodatkowa 3600 KRW), idę na stację metra, kupuję kartę T-Money, doładowuję ją na 10.000 KRW i jadę na stację Unseo,

10:45 - jestem już po darmowym teście PCR i ruszam do hotelu przy stacji Seoul Station.

Sam test - wbrew lękom wywołanym licznymi informacjami o wyjątkowo głębokim, niemal domózgowym sięganiu patyczkami wymazowymi przez sanitariuszy - okazuje się całkiem standardowy. Owszem grzebanie było trochę dalej idące, niż to w Gdyni, 2 dni temu, ale nie było to nic ponadprzeciętnego. Niewykluczone jednak, że to kwestia indywidualnego mojego szczęścia.
Image

Image

Teraz pozostaje już tylko poczekać na wyniki testu...
Góra
 Relacje PM off
30 ludzi lubi ten post.
7 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#5 PostWysłany: 22 Kwi 2022 14:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6568
HON fly4free
Pierwsze 4 noclegi mam zarezerwowane w Four Points by Sheraton Seoul Station.
Docieram tu przed południem, ale pokój już na mnie czeka. Jestem jednak nieco rozczarowany, bo nie dali żadnego upgradu, usprawiedliwiając się bardzo dużym obłożeniem. Niech im będzie. Ten standardowy wygląda w porządku, no i jest na przedostatnim (29.) piętrze.

Image

Image

Image

Image

Największą frajdą jest dla mnie to, co widać na ostatnim zdjęciu. Nie ze wszystkich udogodnień tych azjatyckich desek korzystam, ale podgrzewane siedzisko to coś, co lubię :D

Zgodnie z regułami, do czasu uzyskania wyniku testu powinienem pozostać w miejscu zakwaterowania. Biorę zatem prysznic, a potem zastanowię się, co dalej. Życie pisze dalszy scenariusz w ten sposób, że odpływ z brodzika jest całkowicie zapchany i zalewam wodą całą łazienkę. Zgłaszam to do recepcji, a że nie widzę potrzeby spędzania czasu z koreańskim hydraulikiem, postanawiam jednak wyjść, choćby do najbliższego sąsiedztwa hotelu, tym bardziej, że głód mnie ściga co raz mocniej. Skoro nie ma obowiązkowej covidowej aplikacji lokalizacyjnej, ryzyko takiego naruszenia zasad wydaje się niewielkie (a i @m_budka pisał, że w błogiej nieświadomości chodził po mieście zanim uzyskał wynik).
Idę w kierunku tutejszego Huam Traditional Market, który nie prezentuje żadnej szczególnej wartości, ale po drodze jest masa małych restauracyjek i barów. Widać ewidentnie, że jest jeszcze wcześnie, jak na potrzeby gastronomiczne Koreańczyków, bo lokale są pozamykane, albo niemal puste. Trochę na chybił trafił wybieram taki, który ma możliwie jak najbardziej zrozumiałe menu. Nie jest tanio (15000 KRW, czyli 52 zł), ale jedzenie jest wyśmienite: delikatnie grillowany węgorz, pod nim ryż z kapustą pekińską (ciekawe, jaką nazwę ma ona tutaj?) i pasemkami świeżego imbiru, a do tego cała masa drobnych "smaczków",cz m.in. imbir marynowany i obowiązkowe (ostre) kimchi, a oprócz tego przysmaki, których proweniencji nie jestem pewien.

Image

Przy okazji robię z siebie głupka, gdy nie odnajduję żadnych pałeczek, czy sztućców, sądząc, że kelner o nich zapomniał, a okazuje się, że wszystko mam w szufladzie w stoliku. Zdaje się, że to u nich standard :D

Po powrocie do hotelu widzę, że robota w brodziku już zakończona. Po obfitym posiłku czuję, że odpływam. Mimo błogiego snu w samolocie, oczy same mi się zamykają. Odpływam na dobrą godzinę.

Po wyjściu z letargu schodzę jeszcze po moje drinki powitalne - wybieram wyrób Oriental Brewery. Rzadko pijam piwo, więc jak na moje mało doświadczone podniebienie może być.

Image

Teraz poplanuję sobie jutrzejsze zwiedzanie, przy założeniu oczywiście, że rano przyjdzie wreszcie (negatywny) wynik porannego testu PCR.
Góra
 Relacje PM off
32 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#6 PostWysłany: 22 Kwi 2022 22:27 

Rejestracja: 21 Cze 2016
Posty: 343
niebieski
Ciekawa, z grubej rury relacja i czekam na dalsze odcinki. :D
_________________
Zamiast dziękuję klikamy „Lubię” / „Pomocny post”, jeśli tak jest.

Kochać to chcieć przemierzyć cały świat we dwoje, po to, by nie było miejsca na ziemi wolnego od wspólnych wspomnień.
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 22 Kwi 2022 23:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6568
HON fly4free
Na razie drobna aktualizacja: przyszedł wynik testu... Uff, negatywny.

To, co najistotniejsze, wygląda tak:

Image

Się zna języki, to się rozumie taki tekst :D
Góra
 Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#8 PostWysłany: 23 Kwi 2022 17:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6568
HON fly4free
The Eatery - taką wysublimowaną nazwę nosi miejsce, w którym mój hotel oferuje gościom posiłki o różnych porach dnia. Nie oczekując zbyt wiele (po lekturze opinii z tripadvisora) zjeżdżam na 19. piętro i jestem w sumie przyjemnie zaskoczony. Nie jest wcale tak źle. Co najistotniejsze, jest normalny bufet, a nie jakieś covidowe substytuty. Wybór owoców mógłby być większy, ale stacja z ramenem, czy rewelacyjne pierożki na parze ucinają moje krytyczne spostrzeżenia.

Image

Image

Image

Image

Wypełniony entuzjazmem po porannym SMS-ie od seulskich władz sanitarnych ruszam na miasto. Jak się okaże na koniec dnia, dziś będę chodził trochę po swoich śladach. Ale po kolei...

Obiecałem sobie, że będę możliwie dużo przemieszczać się po Seulu na piechotę. Dziś to wdrażam w życie. Wychodzę z hotelu i kieruję się do pałacu Gyeongbokgung, który oddalony jest od hotelu o ok. 3,5 km (ok. 50 min marszu).

Image

Image

Nie idę tam na zwiedzanie, ale by kupić bilet na "night walk" (https://www.ivisitkorea.com/special-eve ... ngbokgung/). Niestety, obcokrajowiec nie może kupić na to biletu online (w każdym razie, mnie się nie udało), a znam dwie wersje, jak obecnie wygląda zakup w kasie: a) że trzeba być rano lub b) że trzeba być przed 19:00. Ponieważ jest ponoć jakiś limit dla obcokrajowców, nie pozostaje mi nic innego, jak pójść tam z rana, mając świadomość, że może się to okazać zbędną wizytą (jeśli zachodzi opcja b). Nie wiem tylko czemu nie wpadłem na to, żeby po prostu poprosić recepcję o wykonanie telefonu - wszystko byłoby wyjaśnione zdecydowanie sprawniej.

Po drodze przechodzę przez bramę Sungnyemun. Zbliża się 11:00, a wraz z nią zmiana warty. Widziałem już coś podobnego podczas krociutkiej wizyty w Seulu jakieś 6 lat temu. Pamiętam, że trąciło to wówczas niezłą cepelią. I raczej nie uległo to szczególnej zmianie. Te błyszczące stroje nadal wyglądają, jak świeżo wyjęte z dostawy ze szwalni w Chinach. Dobrze, że wartownicy mają maski, bo przynajmniej nie doklejają sobie sztucznych wąsów i zarostu brodowego, jak czynili to przed covidem. Dużo to jednak czasu nie kosztuje, więc z chęcią się przyglądam całej tej paradzie.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po drodze do mojego głównego celu mam jeszcze seulski urząd miasta z ogromną szklaną naroślą. Za nic nie mogę dojść, co ona ma prezentować (o ile cokolwiek)?

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Aleja prowadząca do pałacu jest domem dla pomników dwóch największych bohaterów narodowych Korei: króla Sejonga (ten siedzący) i admirała Yi Sun Shina (ten stojący). Niestety, trwają tam teraz duże roboty (rearanżacja całego otoczenia), więc zdjęcia liche.

Image

Image

W pałacowej kasie dowiaduję się, że oczywiście zachodzi opcja b)... Znaczy, przyszedłem teraz bez sensu. No, nie do końca - przy pałacowej bramie są znowu panowie w śliskich materiałach.

Image

Image

Image

Robi się gorąco (od słońca, nie od widoku mężczyzn w śliskich materiałach), więc postanawiam wrócić do hotelu na przebierkę, by dostosować się do aury. Po drodze mijam jednak pałac Deoksugung, a że nigdzie mi się nie spieszy, przekraczam jego bramę (za jedyne 1000 KRW, czyli ok. 3,5 zł.). Zanim to jednak uczynię, kogóż ja tu widzę... Czy oni mnie przypadkiem nie śledzą?

Image

Image

Image

Image

Image

No dobra, ponawalali w bęben i chyba już sobie poszli. Wchodzę przez bramę. Kompleks pałacowy Deoksugung jest znacznie mniejszy od Gyeongbokgung (bez obaw, jeszcze dziś do niego wrócimy), ale przez swoją kompaktowość sprawdza się doskonale, jako cel nie za długiej wizyty. Z powodu swojego otoczenia, stanowi przy tym ciekawą ilustrację zmian, jakie zaszły w Seulu na przestrzeni wieków.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image
Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po opuszczeniu terenu pałacowego przechadzam się jeszcze wzdłuż jego muru, gdzie jest jeszcze więcej kwiatów (Seul jest nimi usiany we wszelkich dostępnych miejscach), nie tylko naturalnych.

Image

Image

Image

Jest też "kwiatek" artystyczny - to nie jest błąd aparatu.

Image

A zaraz obok niego, na rondzie krążył sobie chwilę ten oto samochodzik z ukraińską muzyką na cały regulator:

Image

CDN tego dnia wkrótce...
Góra
 Relacje PM off
21 ludzi lubi ten post.
futro uważa post za pomocny.
 
 
#9 PostWysłany: 23 Kwi 2022 18:09 

Rejestracja: 25 Sie 2011
Posty: 7958
Loty: 911
Kilometry: 876 816
platynowy
Te nowe ekspresy do kawy w GDN to rzeczywiście świeżutkie. Jak ostatni raz leciałem 3 tygodnie temu, to jeszcze były te stare, serwujące coś, co naprawdę trudno nazwać kawą. Mam nadzieję, że to nie będzie tylko zmiana wizerunkowa, ale także smakowa.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 23 Kwi 2022 19:13 

Rejestracja: 21 Sty 2015
Posty: 1572
Loty: 120
Kilometry: 240 602
platynowy
tropikey napisał(a):
Nie jest tanio (15000 KRW, czyli 52 zł)

Porównując do cen w WAW powiedziałbym, że tanio (lub cena średnia) za takie danie ;)
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 24 Kwi 2022 03:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6568
HON fly4free
@jar188: w mojej beztrosce zapomniałem o szalejącej u nas inflacji. Choć u nas w Trójmieście ceny są jeszcze (a przynajmniej były ok. 2 tygodni temu, gdy jadłem w restauracji) generalnie na poziomie niższym. Jeśli jednak porównywać, to faktycznie, punktem odniesienia dla Seulu powinna być nasza stolica :)

Dokończmy zatem ten, jakże długi dzień...

Po natknięciu się na uroczy akcent ukraiński wracam do hotelu, wdziewam krótsze rzeczy i ruszam na wzgórze, na którym stoi wieża N Tower, oczywiście na piechotę. To niby tylko 2,6 km, ale w zasadzie cały czas pod górę, na niektórych odcinkach całkiem stromą. Nie jest to oczywiście żadna wspinaczka - cały czas idzie się chodnikiem lub po asfalcie, ale nogi w tyłek trochę włażą, zwłaszcza, jeśli zrobi się to trasę półtora raza (o czym za chwilę). Choć w porównaniu do wchodzenia na Victoria's Peak w Hong Kongu, to jest to raczej igraszka :)

Na szczycie, u podnóża wieży odbywa się akurat pokaz walk z użyciem białej broni.

Image

Image

Image

Słyszałem, że w Krakowie mają problem z kłódkami miłości na Kładce Bernatka... Ciekawe, co powiedzieliby na to, co wyprawia się tutaj? Na niemal wszystkich barierkach wiszą tu, tak na oko, setki tysięcy kłódek! Wygląda to tak, jakby każda seulska para postanowiła uwiecznić swe uczucia skrzyneczką z zamkiem powieszoną właśnie tu (zdjęcia poniżej obrazują tylko drobny wycinek tego zjawiska).

Image

Image

Image

Z resztą, czynią to pary nie tylko z Seulu. Obserwuję przez chwilę, jak dwóch Niemców próbuje powiesić swoją kłódkę dokładnie przy poniższej kartce (jeśli jest nieczytelna, to prosi ona o nie dokładanie kolejnych kłódek w tym miejsce ze względu na bezpieczeństwo).

Image

W końcu podchodzi starszy pan z obsługi i grzecznie prosi, by powiesili ją vis a vis.

A propos obcokrajowców, jest ich tu całkiem sporo, głównie Amerykanów. Ludzi z naszej części świata jest zdecydowanie mniej. Wydaje mi się przy tym, że odbywają się tu jakieś zawody w taekwondo, bo większość Europejczyków, których tu spotykam ma emblematy związane z tym sportem. Jedyni Polacy, których na razie widziałem wyglądali na mieszkających w Seulu.

A co z widokiem? Jest w porządku, ale do wspomnianego już Victoria's Peak są stąd lata świetlne. Pewnie przesadzam, bo punkty widokowe w Hong Kongu, to dla mnie niedościgniony wzór doskonałości, ale tak, czy inaczej, pozostaje pewien niedosyt. Kto wie, może z tarasu na wieży rozpościera się widok wyrywający z butów, ale odezwał się we mnie sknera i tam już nie dotarłem.

Image

Image

Image

Image

Przed powrotem zasiadam sobie jeszcze na jednej z licznych ławeczek. Po chwili dosiada się Koreanka, grzecznie wcześniej pytając, czy może (mimo że miejsca jest od groma). Zaczyna się pytać o różne kwestie (studiowała w Kanadzie i stąd jej w miarę dobry angielski), emocjonalnie reaguje, gdy mówię, skąd jestem, a ona na to zaraz o wojnie, ja z kolei drążę temat zjednoczenia Korei, no i tak sobie gaworzymy na same miłe tematy. A na koniec mówi, że jestem drugą obcą jej osobą (nie w sensie cudzoziemca, tylko ogólnie "nieznajomym"), z którą ma jakąś dłuższą pogawędkę od roku! Okazuje się, że przez rok siedziała w domu i opuszczała go tylko w wyjątkowych sytuacjach, bo przeszła jakąś operację, nie mogła się zaszczepić i chciała zminimalizować ryzyko zachorowania. Widać było po niej, że cholernie jej brakowało jakiegokolwiek dłuższego i bezpośredniego kontaktu z innym człowiekiem (a rodzinę ma w innej części Korei).

Do hotelu wracam również pieszo. Z górki to sama przyjemność. W pokoju robię krótką przerwę i wracam na trasę. O 18:40 mam być przy kasie w pałacu Gyeongbokgung, by kupić bilet na zwiedzanie wieczorne. Mam jeszcze sporo czasu, w sam raz m.in. na zjedzenie czegoś. Przy bramie do pałacu Deoksugung widziałem wcześniej malutki lokalik, który zwrócił moją uwagę. Skoro to po drodze, to dajmy mu szansę. W środku sami Koreańczycy, choć niekoniecznie Seulczycy (wyglądają raczej na turystów wewnętrznych). Obsługa to dwie panie ok. 60-tki. Jedna gotuje w otwartej kuchni, druga zajmuje się "kelnerstwem" oraz częściowym przygotowywaniem posiłków.
Zamawiam ryż ze słodko-pikantnym kurczakiem oraz 8 szt. pierożków dim sum. Dostaję również tradycyjne dodatki. Całość nie prezentuje się zbyt gustownie, ale jest bardzo smaczna. Wszystko to za 13.500 KRW, w tym same pierożki to raptem 4000 KRW. Gdyby ktoś potrzebował taniej, sycącej przekąski, vto taniej trudno chyba coś znaleźć :)

Image

Image

Image

Do kasy pałacowej trafiam z półgodzinnym wyprzedzeniem na ogromnym placu gromadzą się powoli tabuny osób obojga płci wystrojonych w tradycyjne koreańskie szaty hanbok. Raz, że oni strasznie lubią te przebieranki, a dwa, że bonusem za to jest bezpłatny wstęp na tereny pałacowe (z czego korzystają i cudzoziemcy). Inna sprawa, że koszt wynajęcia stroju zapewne przewyższa cenę biletu (raptem 3000 KRW).
Wygląda to z grubsza tak:

Image
(to akurat młodzi Filipińczycy, którzy poprosili, bym zrobił im zdjęcie)

Image
(a to ludzie z mojej kolejki do kasy)

Teraz, wyobraźcie sobie setki takich par, a ujrzycie tamtejsze "okoliczności przyrody".

Wieczorne wejście rozpoczyna się o 19:00 i jest wtedy jeszcze zdecydowanie zbyt jasno, by dostrzec jakieś walory wizyty o tej porze. No, może poza tym, że wchodzę na samym początku i jest jeszcze dość pustawo.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Gdy robi się ciemniej, sceneria robi się jednak naprawdę przyjemna.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image
Image

Image

No dobrze, to co by tu jeszcze zrobić na koniec dnia? Skoro już rzekłem, że krążę dziś po swoich śladach, trzeba wpaść ponownie pod N Seoul Tower, żeby zobaczyć tym razem miasto po zmroku. Na dotarcie tam stąd na piechotę nie mam już siły i ochoty, więc zgodnie ze wskazówkami z Navera, wsiadam w autobus 04, którym w 30 minut docieram wprost pod wieżę. Seul nocą wygląda stamtąd mniej więcej tak...

Image

Image

Image

Image

Do hotelu, znaną mi drogą wracam na piechotę. Przelazłem dziś chyba z 20 km, więc z lubością biorę prysznic i idę w kimono. W przenośni, bo to realne wisi ciągle na wieszaku :)
Góra
 Relacje PM off
31 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#12 PostWysłany: 25 Kwi 2022 07:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6568
HON fly4free
Podobno kaca zwalcza się klinem. Niespecjalnie się na tym znam, ale podobną technikę zastosowałem dziś na nogi obolałe po wczorajszych nabitych kilometrach. Uczyniłem to jednak kompletnie nieświadomie. A było to tak...

Po pierwsze, zacznę od tego, że sprawdziłem w aplikacji, ile dokładnie przeszedłem w tym wczorajszym chodzeniu po swoich śladach. Wyszło tego niemal 31 km. Kurde, i co się tutaj rano dziwić, że ledwo nimi powłóczę :D
Efekt okazuje się na szczęście tylko chwilowy. Może po prostu żołądek grzecznie, acz stanowczo wytłumaczył kończynom, że on ma w dupie (bądź, co bądź, będącej z nim w nierozerwalnym związku już od kilkudziesięciu lat), że mają dziś gorszy dzień i że mają w try miga go zanieść na śniadanie. Takoż się stało.

Po śniadaniu, widząc, że pogoda nadal dopisuje, ruszam w plener, choć oczami wyobraźni widzę spory tłumek Seulczyków spędzających niedzielę na łonie natury.

Za cel wybieram sobie dzisiaj górę Gwanaksan. Z dotarciem tam nie ma problemu. Spod hotelu kilkanaście przystanków jednym autobusem, kilkuminutowa przesiadka i jazda jeszcze jednym autobusem wprost do początku ścieżki. Końcówka trasy autobusu przypada na rozległe i świetnie urządzone tereny Uniwersytetu Seulskiego. Aż chciałoby się ponownie zostać studentem :D

Docieram na miejsce. Z ludźmi - w znaczeniu ich nagromadzenia - jest w porządku, gorzej z Naverem. Mapa pokazuje, że mam walić prosto i będę u celu za kilkanaście minut. Coś mi się to wydaje podejrzane, skoro mówimy o jakimś szczycie, no ale może jest tu zastosowane jakieś sprytne rozwiązanie? Tylko po co ci wszyscy ludzie mają że sobą te kijki, buty górskie, plecaki, rękawiczki itd.? Ja w swoich krótkich spodenkach, T-shircie i z marną Quechuą na plecach wyglądam wprost żałośnie. Dobrze, że na nogach mam chociaż salomony trekkingowe, a nie sandały :D
Doprawdy, do tej pory myślałem, że to Norwegowie, czy Niemcy mają fioła na punkcie odzieży outdoorowej. Teraz już wiem, jak bardzo się myliłem :D

W każdym razie, idę sobie w ustalonym kierunku, nabijając się w myślach z alpejskiego niemal ekwipunku mijanych ludzi, ale robi się jakoś tak coraz bardziej stromo. Ujmując rzecz skrótowo, wskazówka z Navera okazała się kompletnie niedorzeczna. Nie trzymając Was w napięciu (piszę, jakbym myślał, że ktokolwiek się emocjonuje :D ), wyjaśniam, że na szczyt prowadzą dwie drogi, których wyboru należy dokonać w tym miejscu:

Image

Jeśli pójdziecie w tą stronę:

Image

traficie na ścieżkę, którą wybrałem idąc na szczyt. Jest to niby skrót, ale w 95% wymaga ciągłego wspinania się, często ze wspomaganiem ręcznym, linowym lub poręczowym (po to im rękawiczki), w wielu miejscach po gładkich kamieniach (stąd ważne, by mieć dobre obuwie). Proszę bardzo, popatrzcie sami:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Zaletą są widoki z kilku tarasów skalnych.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Jeśli zaś pójdziecie tą drogą:

Image

traficie na ścieżkę, którą wracałem w dół. Ta nie wymaga żadnej wspinaczki, ale ilość schodów jest niemiłosierna. Trasa prowadzi częściowo wzdłuż wyschniętego (teraz, w kwietniu) strumyka. Podejrzewam, że może tu być bardzo urokliwie, gdy koryto wypełnia się wodą.

Image

Image

Jednego jestem pewien - wracać w dół lepiej jest ścieżką drugą. Co do wchodzenia na górę, obie wersje są do rozważenia, przy czym "mojej" trasy nie radzę pokonywać w trampkach, czy sandałach, nie wspominając o klapkach (choć na szczycie widziałem miejscowego na bosaka, ale nie wiem którą szedł drogą).

Z samego szczytu, z podnóża dużej stacji (chyba) radarowej, widoki są takie:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Niestety, nad Seulem cały czas powietrze jest gęste i nieprzejrzyste. Nie wiem, czy to kwestia smogu, czy może zbliżających się ulew (to już chyba wolę smog), ale uprzykrza to mocno oglądanie miasta z daleka, zarówno za dnia, jak i po zmroku.

Na szczycie jest pamiątkowy głaz-tablica, do którego ustawia się kolejka do selfie. Inni, kawałek dalej (u moich stóp) potrafią spreparować sobie intymne gniazdko lunchowe.

Image

Image

Zaglądam jeszcze na moment do maleńkiej kapliczki przyklejonej do szczytu i wracam na dół, gdzie łapię autobus do centrum. Po tej "wyprawie" moja odzież ewidentnie wymaga wymiany, a ja sam odświeżenia. To jednak jeszcze nie koniec dnia ;)
Image

Image

Image
Góra
 Relacje PM off
22 ludzi lubi ten post.
futro uważa post za pomocny.
 
 
#13 PostWysłany: 25 Kwi 2022 16:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6568
HON fly4free
Po odświeżeniu startuję w dalszą trasę. Mam do załatwienia 2 miejsca: okolice ul. Hongdae wraz z przekąszeniem czegoś, a potem górę Ansan.

Na ul. Hongdae chcę się poczuć, jak 20-latek, bo to świat głównie takich osób. Wynika to z bliskiego sąsiedztwa Uniwersytetu Hongik, którego studenci są jednym z głównych źródeł witalności tego rejonu. Faktycznie, jak na niedzielne popołudnie, jest tu bardzo żywo i żwawo. Jest gastronomia w każdej postaci, sklepy z odzieżą młodzieżową (którą u nas, w wielu przypadkach, sprzedawaliby raczej w sex shopach, na dziale z "przebraniami" :D ), piercing, tatuaże, a nawet brazylijska parada perkusyjna. O ile te pierwsze sprawy niespecjalnie mnie zainteresowały, o tyle dla samej tej imitacji Rio (bo byli to w istocie Koreańczycy) warto było tu przyjechać.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Tutaj zaś spożywam 4 rolki kimbapu - za niecałe 30 zł (8400 KRW):

Image

Image

Nie było to może jedzenie, które wywaliło do góry nogami moje podniebienie, ale za tą cenę nie mogę mieć pretensji. Tym bardziej, że dodatki (woda, rzepa, rosołek) były gratis i bez ograniczeń. A rzepa (to żółte) była rewelacyjna!

Wsiadam w autobus i jadę do stacji Muakjae. Kręcę się tam trochę w kółko, bo nie mogę zlokalizować ulicy, w którą trzeba skręcić, by dojść do ścieżki na górę. Wszystko przez budowane tu osiedle. W końcu się udaje. Trzeba szukać tego drogowskazu:

Image

Zasuwam pod górę (znowu!), ale nie narzekam, bo idzie się najpierw asfaltem, a potem po ścieżce gruntowej lub po drewnianej konstrukcji.

Image

Image

Image

Potem jednak - o zgrozo - moim oczom ukazuje się powtórka z pierwszej części dnia:

Image

Na szczęście, to tylko stosunkowo niedługi odcinek. W końcu docieram na szczyt. Dawno temu było tu zlokalizowane palenisko, z którego przekazywano do miasta znaki dymne. Teraz, jest tu punkt widokowy.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Gdy schodzę ze szczytu wybieram (bo na szczęście się da) nieco inną ścieżkę, prowadzącą zwykłymi schodami, bez konieczności jakiegoś gramolenia się (co byłoby trudne w ciemności). Nie ma tu oświetlenia, więc pomagam sobie latarką z telefonu (nareszcie do czegoś się porządnie nadała). Dochodzę w końcu do ścieżki z latarniami, tylko że ta prowadzi mnie nie do miejsca, w którym zaczynałem, a gdzieś indziej. Mam tu problem ze zlokalizowaniem przystanku (drugi raz Naver mnie zawodzi), ale w końcu wyłuskuję go z otoczenia i wracam aurobusem do hotelu.

No i tak to wygląda, że miał być tylko klin na zabicie kaca, a dziś kolejne 20 km w nogach. Aż strach pomyśleć, co będzie jutro....
Góra
 Relacje PM off
16 ludzi lubi ten post.
futro uważa post za pomocny.
 
 
#14 PostWysłany: 26 Kwi 2022 16:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6568
HON fly4free
Na początek zagadka: kto/co jest bohaterem tego pomnika?

Image
(odpowiedź na końcu :) )

Pogoda jest dziś taka jakaś zakamuflowana i nie do końca wiadomo, w co się przepoczwarzy. Prognoza niby pokazuje słońce przebijające się przez chmury, ale póki co, pierzyna jest chyba za gruba. Jest jednak przyjemnie ciepło.
W tych okolicznościach przyrody postanawiam podjechać do świątyni Bongeunsa. Na mapie wygląda, że to nie tak daleko, ale dotarcie tam zajmuje ok. godzinę. Odległości są w tej metropolii doprawdy ogromne.

Po wyjściu ze stacji metra Bongeunsa, dotarcie do kompleksu świątynnego to dosłownie kilkanaście kroków, pod warunkiem oczywiście, że na powierzchnię wychodzi się właściwym wyjściem (w tym wypadku Naver działa bezbłędnie).
Z przyjemnością stwierdzam, że przygotowania do urodzin Buddy idą pełną parą. Bo chyba nie wspominałem jeszcze, że do Korei trafiłem akurat (w niezamierzony sposób) w okresie bezpośrednio poprzedzającym czas urodzin Buddy przypadający na 8. maja. Będę już wtedy z powrotem w Polsce, ale załapię się na uroczystości, które zwyczajowo przypadają na tydzień przed urodzinami. Zaczynają się one ok. 29.04. O tym jednak później, w odpowiednim czasie.
Na razie - wracając do świątyni Bongeunsa - widać, że lampiony, które są istotnym elementem uroczystości, są już porozwieszane, a i podświetlane postaci są już na miejscu. Na sucho wygląda to tak...

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

A gdyby ktoś chciał spędzić tu trochę więcej czasu, to...

Image

Image

Opuszczając kompleks zagaduję jeszcze człowieka otwierającego właśnie budkę informacyjną, czy oświetlenie już działa (mówi, że i owszem). Człowiek ów okazuje się przemiły i gadamy chwilę, głównie oczywiście o Ukrainie (gdy dowiaduje się, skąd jestem). Jestem ponownie ukontentowany poziomem uświadomienia Koreańczyków. Na pewno nie wszyscy prezentują taki sam, ale nie dostrzegam nawet śladu poddania się kremlowskiej propagandzie.

Po drugiej stronie ulicy jest centrum kongresowe COEX, a na jego tyłach (przynajmniej z punktu widzenia świątyni Bongeunsa) centrum handlowe którego całkiem sporą część zajmuje... biblioteka.

Image

Image

Image

Image

Image

Niedaleko stąd do rzeki, więc idę tam, żeby zobaczyć, jak sobie radzą z ujarzmianiem nabrzeża.
Co ja widzę! Mają tu nawet kaskadę :)

Image

A kawałek dalej wędkarze oczekują na ryby już w odpowiedniej zalewie :D

Image

Inni jednak wolą bardziej naturalne.

Image

Zastanawiam się, jak to możliwe, że woda w tak szerokiej rzece, jak Han, jest spokojna, niczym w jeziorze. Okazuje się, że akurat na tym odcinku jest ona wyposażona w dwie "przegrody", które wydzielają ogromny obszar przeznaczony do korzystania z rzeki w celach rekreacyjnych. Prąd wody jest tu tak powolny, że można nawet uprawiać stand up paddling. Jeden z tych progów wygląda tak:

Image

Na jego odległym końcu jest ogromna śluza, która pozwala na przepływanie większych jednostek.

Nadrzeże jest tu świetnie zagospodarowane. Ścieżki rowerowo-spacerowe ciągną się kilometrami, a pusta przestrzeń między rzeką i drogami jest przeznaczona na tereny zielone, parki, strefy sportu i wypoczynku. Idąc wzdłuż nich docieram do kolejnego mostu (tego z "przegrodą") i odbijam tu w głąb miasta, by zobaczyć Lotte Tower - najwyższy budynek Korei (raczej obu :D ).

Image

Jest to przejaw jakiejś megalomanii. Wieża stoi kilkanaście kilometrów od centrum miasta, dookoła zabudowa jest niska (w porównaniu z wieżą), oprócz innych "atrakcji" Lotte Corporation, takich jak wesołe miasteczko, centrum handlowe, hotel, w zasadzie niewiele się tu dzieje. Ot, duża dzielnica mieszkaniowa.
W zestawie jednak z sąsiednim jeziorem, całość sprawia w sumie dość przyjemne wrażenie, więc cyknąłem jeszcze kilka fotek.

Image

Image

Image

Image

Image

Koreańczycy postawili to ogrodzenie pewnie jeszcze przed najazdem na Ukrainę, a teraz użyty na nim znak "V", w zestawieniu z napisem, nabrał jakże innego znaczenia.

Image

Spod wieży Lotte niedaleko już do parku olimpijskiego. Raptem 2,5 km :)
Aż trudno uwierzyć, że to już 34 lata temu...

Image

Image

Idę tu tak trochę dla zaliczenia kolejnego punktu na mapie, bez szczególnych oczekiwań. Tymczasem, okazuje się, że na ogromnej przestrzeni parku można byłoby spędzić pewnie i cały dzień.
Jest tu cicho, śpiewają tylko ptaki, a z głośników na latarniach dobiegają ciche dźwięki utworów Chopina, czy Mozarta. Do tego, rozsiane są po nim dziesiątki rzeźb i instalacji artystycznych utworzonych specjalnie na igrzyska i pozostawionych tu dla potomnych.
Są i polskie akcenty, z "agdaleną Abakanowicz" na czele :D No, ale artyści z "Lumanii" też mogą się czuć nieswojo.

Image

Image

Image

Image

Image

Zagłębiam się w czeluści parku. O ho... Co my tu mamy. Jest majestatycznie, w szeregach... To musi być Abakanowicz (bo z wełny by przecież na lata czegoś tu nie zostawiła).

Image

Podchodzę bliżej...

Image

Pudło. Dzieło z Izraela. Idę zatem dalej...
A może tu? Trochę to może chaotyczne, ale za to jakie rozmiary!

Image

Image

Image

Zgadza się :)
Tu dane artysty są już poprawne.

Image

Liczba i różnorodność dzieł przytłacza. Od kilkudziesięciocentymetrowych (Boże, co za długi wyraz) po kilkumetrowe giganty, od drewna po metal, od zwiewnych po przytłaczające. Zobaczyłem może 30%. Sfotografowałem może tuzin.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Wracam na sesję odświeżającą do hotelu, po czym postanawiam sprawdzić, jak po zmroku prezentuje się ulica Hongdae, ta na której spotkałem brazylijską paradę. Cóż, może to kwestia poniedziałku, ale jestem mocno rozczarowany.


Cóż zatem w zamian? Wracam do Bongeunsa, by zobaczyć, jak prezentują się działające lampiony. Trafiam tam przed 21:00. Świątynia jest pusta, niemal wyłącznie dla mnie...

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Ukontentowany wracam do hotelu. Mam już przedsmak tego, jak to będzie wyglądać za kilka dni.
Zaraz, zaraz, ja przecież oprócz 2 bananów nic od śniadania nie jadłem!
Bliziutko hotelu jest kilka lokali typowo nie turystycznych. Sami miejscowi. O dziwo jednak, w pierwszym, do którego wchodzę kelnerka mówi po angielsku.
Zamawiam ryż z warzywami i małżami, a do tego duże piwo. Wychodzi to za 14000 KRW, z czego same piwo to cztery tysiaki.

Image

Image

Image

Gość w koszuli w paski jest ze swoim (niewidocznym) kolegą tak napruty, że siedzą tam obaj i płaczą rzewnymi łzami :D
Ja aż takiego poziomu nie osiągam. Dziękuję grzecznie za bardzo dobre jedzenie i idę lulu.

Zgodnie z obietnicą, oto wyjaśnienie zagadki ;)

Image


Ostatnio edytowany przez tropikey, 26 Kwi 2022 17:40, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
futro uważa post za pomocny.
 
 
#15 PostWysłany: 26 Kwi 2022 16:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 08 Lut 2014
Posty: 251
Loty: 111
Kilometry: 236 609
Nawet można pooglądać cię na zdjęciu :)
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
 
 
#16 PostWysłany: 26 Kwi 2022 16:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6568
HON fly4free
E tam, nie kryję się :)
Bywały już w moich relacjach prawdziwe close up'y :D
Góra
 Relacje PM off
futro lubi ten post.
 
 
#17 PostWysłany: 26 Kwi 2022 17:35 

Rejestracja: 07 Kwi 2014
Posty: 923
srebrny
@tropikey a w tej bibliotece próbowałeś zdjąć coś z górnej półki? :-)
Góra
 Relacje PM off  
 
#18 PostWysłany: 26 Kwi 2022 17:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6568
HON fly4free
Tak, Harry Potter latał na miotlle i zgarniał na zamówienie :D
Choć tak na serio, to w jednym miejscu by się dało. Może nie z najwyższej półki, ale z tych wyższych, gdy jedzie się schodami ruchomymi.

Mnie coś jeszcze zastanawia - jak oni tam kurz wycierają?
Góra
 Relacje PM off  
 
#19 PostWysłany: 27 Kwi 2022 15:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6568
HON fly4free
Czas opuścić Four Points.

Podsumowując pobyt tu mogę rzec, że hotel jest w jak najlepszym porządku, zwłaszcza jeśli ktoś chce mieć dobrą bazę wypadową do różnych miejsc, zarówno w centrum Seulu, jak i w dalszej odległości.
Oczywiście, luksusów tu nie ma, ale trzeba byłoby być bardzo wybrednym, żeby czegoś się tu czepiać w tym przedziale cenowym.
Wychodzę zatem z hotelu i idę w lewo... Dokładniej rzecz ujmując 765 m. Tyle jest stąd bowiem do mojego kolejnego miejsca zakwaterowania:

Image

Tak, nie dość, że zostaję nadal w Seulu, to w zasadzie się nie przenoszę. Logistyka przemawia za takim rozwiązaniem, a zbieractwo punktów za zmianą hotelu. W zasadzie, nie zbieractwo, a wydawanie, bo pobyt jest za punkty. Płacę tu zero zł., ale punktów nieco schodzi z konta. Się jeszcze okaże, czy było warto.

O hotelu zbyt dużo pisać nie będę, bo dowiedziałem się dziś, że budynek jest przeznaczony do rozbiórki do końca tego roku. Może być zatem tak, że nikt z forum nie zdąży tu już zamieszkać. Ma tu powstać nowy biurowiec, bez części hotelowej. Czy w Seulu powstanie jakiś inny Hilton? Tego nie wiem. Zawsze zostaje jeszcze Conrad, ale ten to się dopiero ceni...
W celach archiwalnych zamieszczam kilka zdjęć:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Jest to pokój po upgradzie ze standardowego do King Executive Mountain View. Z mojego okna, ten "mountain view" to

Image

Teraz krociutkie cofnięcie czasu... Do Hiltona docieram przed 11:00. Z rozczarowaniem przyjmuję do wiadomości, że pokój będzie dostępny dopiero o 12:00. Cóż tu począć w tą godzinkę? Na dworze piękna pogoda, czemu by zatem nie skoczyć znowu na górę Namsan? Wydaje się, że jest stąd na nią jeszcze bliżej, niż z Four Points.
Przy okazji, orientuję się, że sposób liczenia przez Navera czasu marszu opiera się chyba na krokach azjatyckich. Pokazuje mi, że dotrę tam w 48 minut, a jestem na miejscu już po 25 minutach. Wcześniej tego nie wyłapałem, bo zawsze po drodze gdzieś się zatrzymywałem, ale teraz jest trasa non-stop i wychodzi szydło z worka.
Przejść się na górę zawsze jednak warto, tym bardziej, że w porównaniu z poprzednią wizytą w czasie weekendu, teraz na szczycie jest pustawo :)

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po powrocie szybko odstawiam manele do pokoju i ruszam do pałacu Chandgdeokgung, w którym jestem zapisany na dziś na 14:30 na zwiedzanie części, co się zowie "The Secret Garden" (http://www.cdg.go.kr/eng/cms_for_cdg/contents/c3_1.jsp). Przybywam tam z godzinnym wyprzedzeniem, więc mam jeszcze czas na obejrzenie części dostępnej w ramach zwiedzania ogólnego.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Wbrew oczekiwaniom (i nadziejom) grupa na 14:30 jest całkiem spora - liczy chyba ok. 50 osób, w większości Amerykanów choć są też Holendrzy, Francuzi (a może Kanadyjczycy?) i Włosi. Prowadzi nas chłopak, dla którego jest to debiut. Prowadzi nas starając się, jak może, ale do tego trzeba mieć południowoamerykański talent. Mentalność Koreańczyków (ale pewnie i Polaków) nigdy nie pozwoli dobić do takiego poziomu "opowiadactwa", z jakim miałem przyjemność obcować w Meksyku, czy Chile.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Będę szczery - sekretny ogród nie wyrył się w mej pamięci złotymi zgłoskami. Owszem, miejsce jest urokliwe (najbardziej zapewne jesienią), ale nie był on wart poświęconego czasu, zwłaszcza w tak powolnym i apatycznym towarzystwie. Ja już zupełnie odwykłem od oglądania się za siebie i snucia się w ślimaczym tempie.

Opuszczam tereny pałacowe, a że zaraz obok jest tzw. "wioska" Bukchon Hanok, zaglądam tam przed powrotem do hotelu.
Trzeba wejść trochę głębiej w kilka uliczek, żeby dostrzec urodę tego miejsca, bo pobieżne rzucenie okiem mówi, że dzielnica została już kompletnie "zkwadracona". Gdzieś tam jednak, w zaułkach, albo za betonowymi sąsiadami skryte są odrestaurowane drewniane domki.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

W dwóch miejscach udaje się nawet przekroczyć próg.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image
Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

A na koniec trafiam jeszcze do sympatycznej starszej Pani sprzedającej w różnych postaciach projekty artystyczne swego męża. Córka ma nawrót na puzzle, więc biorę dla niej te najbardziej rozbudowane (1000 elementów).

Image

Niestety, nie będą w Polsce na pewno jedynym produktem z tego sklepiku, bo jak opowiedziała mi żona autora, wysłali do Polski niedawno puzzle zamówione przez internet.

Zwieńczeniem dnia jest zasłużona wizyta w saloniku. Nie ma rozczarowania :)
Trzy dania na ciepło, trzy sałatki, owoce, sery, pieczywo, desery, alkohol... Przez 3 dni wydatków gastronomicznych ponosić raczej nie muszę :D

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Sąsiadów żadnych za oknem nie mam, a sam widok też udany, więc zasypiam z szeroko odsłoniętym oknem.

Image
Góra
 Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#20 PostWysłany: 28 Kwi 2022 10:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 6568
HON fly4free
Dokończmy jeszcze sprawy gastronomiczne w seulskim Hiltonie. Tu też - podobnie jak w saloniku - nie ma lipy.
To znaczy, faktycznie lipy w żadnej postaci nie znalazłem, ale poza tym wybór jest rozpieszczający. Oprócz rzeczy standardowych, warto wspomnieć pierożki, które są jeszcze lepsze, niż w Four Points (nadzienie podobne, ale sposób zawijania inny, jak nasze uszka, tylko dużo większe), stację z innym, niż udon rodzajem makaronu zalewanego "rosołkiem", czy grillowane grzyby a la prawdziwki. Ba! Jest nawet bulgogi... Tak, smażona i duszona wieprzowina (wyśmienita) na śniadanie :D

Image

Image

Image

Image

Image

Dziś wybieram się nieco dalej za miasto - do wpisanego na listę UNESCO, ufortyfikowanego pałacu Namhansanseong. Jadę tam autobusem podmiejskim.

Image

Dojazd zawiera w sobie sporą "atrakcję". Ostatni fragment kilkuetapowej podróży stanowi przejażdżka autobusem linii nr 9, która prowadzi serpentynową drogą pod samą niemal bramę pałacu. Ku memu zaskoczeniu kierowcy autobusów tędy kursujących prowadzą, jak wariaci. Czuję się bardziej, jak w Peru, czy Kolumbii. Dla jednych będzie to frajda, dla innych przeżycie z rodzaju tych mniej przyjemnych. Dodam, że jeśli się nie załapiecie na miejsce siedzące, warto stać przodem do kierunku jazdy, by dać sobie szansę na przygotowanie ciała na nagłe skręty.
Na miejscu jestem zaskoczony, bo okazuje się, że do zwiedzenia jest tu bardzo rozległy obszar. Jego centralną część stanowi pałac, ale większość ludzi przybywa tu, by pokonać jak najdłuższy odcinek trasy biegnącej wzdłuż murów obronnych. Cała trasa ma ponad 12 km. Nie mam już specjalnej ochoty na aż takie "spacery" (tym bardziej, że teren jest górzysty). Skupiam się zatem na północnej i zachodniej części fortyfikacji.

Zaczynam od pałacu, do którego wejście jest dziś bezpłatne, z powodu - jak to powiedziała pani w informacji - "dnia kultury". Kto wie, może każda środa ma takie miano i daje takie benefity?

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Potem ruszam w górę (mury zostały wytyczone wzdłuż grzbietu górskiego otaczającego pałac) i od bramy północnej idę w lewo. Przed dotarciem do niej mijam miejsce, w którym rekonstruowana jest obecnie jeszcze jedna brama, która uległa kiedyś zniszczeniu.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Idę ciągle w górę, aż docieram do bramy, przy której z muru rozciąga się wspaniały widok na tą część Seulu, w której stoi Lotte Tower. Widać tu, jak na dłoni to, o czym pisałem wcześniej, że lokalizacja najwyższego budynku Korei jest dość kuriozalna.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Podpowiem jeszcze, że najlepiej być tu z rana. Zdjęcia robiłem około południa i widać już było, że promienie słońca co raz bardziej mącą obraz wpadając w smog spowijający miasto. Gdy przechodzę tędy godzinę później, widać już tylko zamglone zarysy budynków.

Potem krążę jeszcze po ścieżce, raz w górę, raz w dół, zaglądając do różnych obiektów, albo podziwiając widoki.

Image

Image

Image

Image

Image

Najbardziej zaskakują tutejsze liczne toalety - na odludziu, ale z muzyką poważną z głośników :D

Image

Po powrocie z przyjemnością kieruję się do saloniku. Zapełniam organizm i już mam się zbierać na pokaz fontann na jednym z mostów, a tu nagle jakaś pani pyta, czy jestem może z Holandii, bo jestem strasznie podobny do jej znajomego stamtąd. Ona sama, to Koreanka z USA, która jest w Seulu z synem w interesach. Dosiadam się do nich i prowadzimy sobie naprawdę ciekawą rozmowę. Na most wieczorową porą przyjdzie jeszcze czas :)
Góra
 Relacje PM off
16 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
 [ 35 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group