Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 21 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 08 Wrz 2021 19:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3110
Loty: 504
Kilometry: 572 280
platynowy
Wydaje mi się, że jestem jedynym forumowiczem, który dotychczas nie był na Kanarach. Podchodziłem do tego archipelagu jak do jeża – bo strasznie turystyczny, za daleko jak na Europę. Ogólnie obciach.
W tym roku postanowiłem jednak trochę posłuchać tych, którzy tam byli i nie narzekali – troszeczkę tylko, żeby mi nie zespojlerowali wyjazdu. I to co usłyszałem oddałem w tytule jej relacji.
Przede wszystkim jednak wylot jakby sam się zaplanował. Korzystając z pewnej nieregularności taryfowej Ryanaira uznałem, że przed podjęciem ostatecznej decyzji co do destynacji, niech bilety sobie czekają na trasie WMI-TFS na ostatni tydzień sierpnia. Im bardziej ten ostatni tydzień sierpnia się zbliżaj tym bardziej wiedziałem, że to będzie docelowy kierunek.
Co ważne moje dwie córki uważały, że to jest w miarę w porządku plan na koniec szkolnych wakacji (tylko dla jednej koniec).
Ponieważ lecieliśmy do Hiszpanii żadne szczególne planowanie nie było potrzebne. Ot zabrać kilka zmian ubrań, stroje kąpielowe, jakieś zakryte buty do chodzenia po górach. Pakowanie zajęło kilkadziesiąt minut.
Na miejscu miałem wcześniej zarezerwowany samochód. Nawet dwa. Tydzień przed wyjazdem zrezygnowałem z Ibizy z automatem i wziąłem Citroena C3 Aircross z manualną skrzynią biegów, bo był 30 EUR tańszy.
Ponieważ leciałyśmy we trzy, najwygodniejszym, a jednocześnie prawie najtańszym sposobem dotarcia do Modlina było wzięcie Panka. Wyszło niecałe 6 dych i przejechaliśmy się bardzo przeze mnie dobrze wspominanym Fiatem 500. Na miejscu byliśmy dużo za wcześnie, bowiem przejście przez security zajęło może 10 min.
Odlot był przed czasem. Trochę bałem się tego francowego ponadpięciogodzinnego lotu na Teneryfę. Niesłusznie. Mieliśmy rząd z małymi przyległościami dla siebie. Przylecieliśmy nie za bardzo zmęczeni. Szybko opuściliśmy airside –przygotowani do kontroli QR kodów i ustawiliśmy się do, wtedy jeszcze króciutkiej kolejki do Autoreisen po odbiór kluczyków do samochodu. Kolejka szybko rosła po naszym przyjściu. My spędziliśmy w niej z 15 min, ale ci którzy znaleźli się na jej końcu pewnie kilkakrotnie dłużej.
Z kluczykiem – takim bez pilota zdalnego sterowania poszedłem do naszego niebieskiego samochodu. Mimo archaicznego rozwiązania pojazd okazał się być całkiem nowy. Kluczyk działał jakoś dziwnie, ale drzwi się otworzyły, zapakowaliśmy się, próbowałem uruchomić silnik i nie dało się. Poszedłem z reklamacją, Pani zapytała czy to na pewno ten samochód, ja że oczywiście, ale może nie umiem obsługiwać takich zwykłych kluczy. Okazało się, że to jednak nie był ten samochód, Nasz miał numer coś jak 2002 a my wsiedliśmy do 2022. W tym właściwym klucz działał już normalnie.
Góra
 Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 08 Wrz 2021 20:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Wrz 2012
Posty: 1274
Loty: 462
Kilometry: 714 395
srebrny
pabien napisał(a):
Wydaje mi się, że jestem jedynym forumowiczem, który dotychczas nie był na Kanarach.

Źle się Tobie wydaje.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 08 Wrz 2021 20:55 

Rejestracja: 29 Maj 2011
Posty: 146
Loty: 178
Kilometry: 329 695
niebieski
Ja sie zarzekalam ze Kanary to na emeryture bo co tam robic?? No ale tak wyszlo ze do Norwegii sie nie dalo w Swieta poleciec wiec wymyslilam ze wejde na Teide. Ale mi sie tam podobalo! Gory, plywanie, gory, plywanie. Od tej swiatecznej Teneryfy jeszcze MAdeire i Majorke zaliczylam. Wyspy sa jednak fajne. Czekam na relacje a na Teneryfe chetnie jeszcze wroce bo tyle tam do przejscia pozostalo...
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 08 Wrz 2021 21:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Wrz 2012
Posty: 1274
Loty: 462
Kilometry: 714 395
srebrny
Ja się wcale nie zarzekam. A nawet mam plan i bilet na Sylwestra. Ale dotychczas nie dotarłem.
Góra
 Relacje PM off
oskiboski lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 08 Wrz 2021 21:41 

Rejestracja: 10 Wrz 2019
Posty: 245
niebieski
Od 15 lat latalem co roku na ferie zimowe. Ciepło, bezpiecznie, czysto w przestrzeniach publicznych, nie ma pogrodzonych plaż no i żadnej egzotyki - prawie jak w Niemczech, a tylko 5 godzin lotu. Każdemu polecałem i planowałem, że na emeryturze kupię mieszkanie i będę spędzał tam nasze słotno zimne pòl roku. Do czasu tego obłędu w jaki całą Hiszpania popadła na punkcie covidu.

Ale latem nie byłem nigdy, bo latem lot wydaje się długi, a bliżej jest wystarczająco ciepło.
_________________
Należy bojkotować kierunki turystyczne, które żądają testów od zaszczepionych.


Ostatnio edytowany przez Tomasz101 08 Wrz 2021 22:23, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 08 Wrz 2021 21:55 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Wrz 2011
Posty: 2167
Loty: 194
Kilometry: 217 974
Niewątpliwą zaletą Kanarów jest to, że jest tam ciepło gdy w całej reszcie Europy jest już zimno :) No i do tego dochodzi ze względu na specyficzne położenie unikalna na swój sposób przyroda :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 08 Wrz 2021 22:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1211
Loty: 240
Kilometry: 448 218
srebrny
sko1czek napisał(a):
pabien napisał(a):
Wydaje mi się, że jestem jedynym forumowiczem, który dotychczas nie był na Kanarach.

Źle się Tobie wydaje.
To prawda. Zle Ci się wydaje
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 09 Wrz 2021 06:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3110
Loty: 504
Kilometry: 572 280
platynowy
@igore to była figura retoryczna. Choć trzeba przyznać się, że przywiązałem się do niej. Przecież dzień przed napisaniem tego tekstu rozmawiałem z @sko1czek i ... zapomniałem.

Jeśli chodzi o porę odwiedzania archipelagu, to moim zdaniem @klapio, latem tamtejsza pogoda też ma swoje zalety, bowiem nie ma upałów takich jak na kontynencie - o tym zresztą jeszcze będę pisał
Góra
 Relacje PM off
sko1czek lubi ten post.
sko1czek uważa post za pomocny.
 
 
#9 PostWysłany: 09 Wrz 2021 09:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3110
Loty: 504
Kilometry: 572 280
platynowy
Mając samochód pasujący do klucza mogliśmy ruszyć w nieznane.
W tym miejscu wypada napisać do jakiego stopnia cel naszej podróży był nieznany.
Wiedzieliśmy, że na Teneryfie znajduje się najwyższa góra Hiszpanii i że jest ona wysoka. Słyszałem i czytałem, że północ jest bardziej zielona niż południe, problem polegał na tym, że nie do końca wiedzieliśmy co jest północą a co południem. Słyszałem również, że południe jest super turystyczne i generalnie jest be. Przed samym wyjazdem dowiedziałem się, że gdzieś są góry Anaga, gdzie może być chłodno i pochmurnie. A i jeszcze, że jest Kanion Masca, gdzie należy mieć buty górskie oraz że przy wchodzeniu na Teide obowiązują jakieś limity i też trzeba mieć buty górskie.
Sprawdziłem na stronie, że nie ma wolnych dat na zwiedzanie Teide, a przed samym wyjazdem ustaliliśmy, że najbardziej górskie buty jakie ma moja młodsza córka to halowe Najki.
Organoleptycznie pierwszy kontakt z Teneryfą nastąpił w samolocie. Z daleka widać było górę i chmury nad południem wyspy. Przy lądowaniu zobaczyliśmy zindustrializowane turystycznie wybrzeże z jednej strony i krajobraz w ruinie po prawej. Później, jadąc już samochodem utwierdziłem się w przekonaniu, że jeśli tamten krajobraz (w kierunku północnym od lotniska) miałbym nazwać księżycowym to byłby widok księżyca po 30 latach eksploatacji przez Jeffa Bezosa. Dla mnie wzorcem z Sevres księżycowego krajobrazu pozostawał od 1991 roku pażski krajobraz z okolic zatoki.
Pewnym zdziwieniem było dla mnie to, że zaraz po opuszczeniu lotniska trafiliśmy na prawdziwą autostradę, choć pasy wydawały mi się (tylko do następnego dnia) jakieś węższe od znanych mi standardów. Tą autostradą dojechaliśmy do Puerto de la Cruz – miejsca, które dzięki wskazówkom @Oskiboski uznałem za najlepsze na naszą pierwszą noc na Kanarach. Ponieważ byliśmy głodni, a nasza procedura decyzyjna jeśli chodzi o jedzenie jest bardzo czasochłonna po drodze jeszcze wstąpiliśmy do Lidla, kupić jakieś przekąski, aby później nie szukać jedzenia w stanie wielkiego głodu.
Przy okazji zakupów moja córka dostrzegła, że takie Lidle na Kanarach mają lepiej niż nasze, bo mogą zazwyczaj cieszyć się przepięknym widokiem na morze lub góry. Nawet myśleliśmy o serii zdjęć pod tytułem Widoki z Lidla, ale wpadłem na to za późno i już nie chciało nam się wracać do tych poprzednio odwiedzonych – na Teneryfie są jednak miejsca bardziej spektakularne pod tym względem.
W Puerto Cruz nie mieliśmy zarezerwowanego noclegu. Postanowiliśmy na początek obczaić jak miasto wygląda i dopiero potem podjąć decyzje dotyczące lokalizacji hotelu. Wiedząc już jak wygląda miasto, gdzie możemy szukać miejsca na kolację wybraliśmy całkiem niedrogie coś z trzema pełnoprawnymi łóżkami i śniadaniem. Kosztowało to coś ok 200 zł i miało balkon z bocznym widokiem zarówno na Teide jak i Ocean – w sumie nawet lepszy niż przeciętny widok z Lidla.
Nasyciliśmy się widokami z balkonu i zeszliśmy na poziom oceanu w poszukiwaniu jedzenia. Tu należy zaznaczyć, że moja młodsza córka jest prawie weganką – tzn. je nabiał, ale nie lubi serów, co okazało się być istotnym utrudnieniem jeśli chodzi o wybieranie jedzenia na Teneryfie. Po 40 minutach przyglądania się różnym miejscom wybór padł na włoską knajpę – bo miejsce, obsługa, jedzenie na talerzach i klienci wyglądali najlepiej. Niestety, wolne miejsca były tylko w środku, a tam temperatura wynosiła ze 35 stopni. Na całe szczęście zaproponowano nam wyniesienie stolika na zewnątrz, więc jedliśmy w przyjemnych okolicznościach przyrody. Restauracja okazała się być prowadzona przez Rzymiankę, moja córka chwaliła sobie ravioli i pana kota. Nasz makaron z owocami morza smakował jak wyglądał.

Image

To było przy okazji nasze pierwsze zetknięcie z cenami kanaryjskiej gastronomii. Nie przerażają. Za 2 porcje makaronu, ravioli, wino, pannacotę, sałatkę, sok pomarańczowy i rakiję zapłaciliśmy chyba mniej niż 50 EUR.
Po obiedzie wspięliśmy się do naszego hotelu podziwiając kwitnące przy domach kolorowe orchidee (czy też inne kwiaty) i odnotowując znaczącą różnicę w zieloności między południem a północą. Poszliśmy na basen a potem spać. Nie udało nam się zrealizować planu znalezienia docelowej lokalizacji na kolejne 6 dni. Córka wymyśliła sobie jakieś ładne Aidbnb – dla mnie to nieosiągalne, bo serwis zbanował mnie kilka lat temu i ani myśli o odbanowaniu, ale na szczęście zakazu się nie dziedziczy. Coś tam przeglądaliśmy i niczego szczególnie atrakcyjnego nie znaleźliśmy.
Śniadanie niestety nie zwalało z nóg – było dużo słabej jakości jedzenia i jeden jedyny pyszny element – melon.
Przy posiłku córka pokazywała mi, że jej teoria jak po ubiorze rozpoznać Niemca na wakacjach działa
Plan na dzień zakładał tour de Teide i znalezienie noclegu. Jakoś specjalnie nas nie zraziły chmury pod wulkanem i ruszyliśmy w drogę. Przyzwyczajony do nawigacji zamiast patrzeć na drogowskazy jechałem tak jak mnie google prowadzą, a wydaje się, że google na Teneryfie wprowadzają w błąd jacyś dowcipnisie.
Drogowskaz mówił Teide prosto, google, że w lewo. Skręciłem w lewo, choć tam stał znak wzniesienie 28% (po powrocie z rozbawieniem przyglądałem się znakowi pod Krakowem ostrzegającym przed wzniesieniem 6%). Ja jestem człowiekiem z mazowieckich równin i przez długi czas skręt z Dolnej w Puławską był dla mnie symbolem wyzwania jeśli chodzi o jazdę pod górę, a tu nagle 28%. A na dodatek wąsko na niecałe 2 samochody, które postanawiają jednak jechać z przeciwka. Na szczęście od czasów horroru ul. Dolnej minęło parę lat i trochę się nauczyłem ruszać pod górę, ale nadal taka jazda stanowi dla mnie stres oraz w tej sytuacji powód do żalu, że zrezygnowałem z Ibizy z automatem.
Kiedy już odkryłem, że googlom nie można ufać, reszta drogi pod Teide okazała się najwyższej jakości a jej pokonywanie bardzo przyjemne przy umiarkowanym ruchu. Nie pamiętam do jakiej wysokości się dojeżdża, ale bodaj około 2200 m. Zjazd jest jeszcze przyjemniejszy. Na górze samochód pokazywał zasięg 90 km. Po zjechaniu było to już coś koło 600.
Same widoki pod wulkanem pozwalają myśleć o zrewidowaniu mojego wyobrażenia na temat księżycowego wzorca z Sevres (przynajmniej w części, bo były fragmenty z czarnej skały, które wyglądały jak gigantyczne bruzdy po oraniu – to już był taki bardziej Bezos style). I fajne są te porowate leciutkie kamienie wulkaniczne. Taki naturalny gazobeton, tylko lżejszy chyba.

Miały być zdjęcia, ale gdzieś zniknęły, niewielka strata. Wystarczy w Googlach wpisać parque nacional de Teide, Teide czy Montana Rajada i pojawia się ich setki.
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
Kothson uważa post za pomocny.
 
 
#10 PostWysłany: 09 Wrz 2021 10:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Wrz 2012
Posty: 1274
Loty: 462
Kilometry: 714 395
srebrny
Ciekawe nawet bez zdjęć ale poproszę jednak, abyś zapoznał bliżej z teorią twojej Potomkini, jak po ubiorze rozpoznać Niemca na wakacjach.
Góra
 Relacje PM off
oskiboski lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 09 Wrz 2021 13:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3110
Loty: 504
Kilometry: 572 280
platynowy
Zgodnie z prośbą:
Niemcy na wakacjach mają klapki typu Kubota bez napisu Kubota, do tego białe skarpetki, krótkie spodnie sportowe, markowe i niezbyt ekstrawagancki T-shirt. Ubrani byliby w sposób nie rzucający się w oczy, gdyby nie to, że wszyscy ubrani są tak samo. Sprawdzanie czy dobrze rozpoznało się Niemca jest potem proste – wystarczy go posłuchać
Dla odmiany Włosi na wakacje mogą wybierać się w wyprasowanych, szytych na miarę białych koszulach – sprawdzenie odbywa się w podobny sposób, tylko należy usłyszeć włoski nie niemiecki.
Ona oczywiście mówi o osobach tak do 30 lat, bo pozostali przede wszystkim starcy, narodowość schodzi na dalszy plan.
Ładne widoki, dużo zieleni i intensywnych kolorów roślin, dobre i niedrogie jedzenie, świetne drogi (mimo, że często pod górę), i jakieś takie niespieszne tempo wszystkich, żadnego pośpiechu, nerwowości, spowodowały, że już na początku pobytu byliśmy przekonani, że będziemy zadowoleni. Co ciekawe, turystów nie było mało, ale byli jacyś nieinwazyjni. Głównie Hiszpanie i Niemcy, praktycznie ziobro Anglików.

Image

Image

Widoki spod Teide - tu wulkan zostawił po sobie ślady przypominające mi wygląd czarnoziemu po zaoraniu. Na drugim zdjęciu dodatków widok na La Gomerę

Wracając do opowieści z drogi, jak pisałem zjazd spod Teide był całkiem przyjemny, pozostało rozważyć co robić z dalszą częścią dnia. Moja córka przed wyjazdem zaznaczyła miejsca, które wydały jej się interesujące. Nie wiem w jaki sposób dokonywała wyboru, ale ja jej ufam w takich sprawach bezgranicznie, w końcu to ja nauczyłem ją pewnego rodzaju wrażliwości, a ona to udoskonaliła, więc jest lepsza ode mnie. Jeden z nich – naturalny basen był prawie po drodze, więc po skreśleniu Maski oraz Los Gigantes pojechaliśmy właśnie tam. Maskę skreśliliśmy ze względu na brak stosownego obuwia, jego mniemane kontrole oraz długość trekkingu. Los Gigantes, dlatego, że spodziewaliśmy się zobaczyć inne równie atrakcyjne klify w mniej popularnych miejscach na północy.
Basen – Charco Los Chocos okazał się nie być cudem natury, ale był w porządku. Ciekawa była droga – wąziutkie serpentyny i ta była wyjątkowo nie najlepszej jakości oraz sama miejscowość. Zresztą widzieliśmy ją poprzedniego dnia z góry (zaraz wytłumaczę jakim sposobem mogło to mieć miejsce).
Większa szczęść powierzchni miasteczka – Los Silos czy też wsi zajmują plantacje eurobananów (ja rozumiem, że to są te banany od właściwego zakrzywienia, które uprawniają do stawki VAT ZW), z jakiegoś powodu większość z nich była ogrodzona murami między którymi przeprowadzono ulice. Byliśmy tam w okolicach sjesty (która mam wrażenie trwa między go 11 a 18), więc ruch był bardzo niewielki, w zasadzie nie było ludzi na ulicach, mimo że temperatura to pewnie było raptem 28 stopni w słońcu. O sjeście oraz ograniczonej podaży usług gastronomicznych poza miastami oraz miejscami uprawy turystów trzeba pamiętać planując posiłki. W Los Silos udało nam się znaleźć jedynie sklep spożywczy.

Image

I teraz wytłumaczenie. Pomyliły mi się dni. Tour de Teide zrobiliśmy dnia trzeciego, drugiego wybraliśmy się w poszukiwanie miejsca na nocleg gdzieś w górach oraz na mały trekking. To również oznacza, że nie zginęły mi zdjęcia w telefonie, tylko szukałem ich nie tam gdzie trzeba.
Miejsce na pierwszy spacer szlakiem wybraliśmy, bo z jednej strony córka miała te okolice zaznaczone u siebie na mapie, a z drugiej wydaje się, że mniej więcej ten rejon był polecany przez znającą się na górach @jolkah. Poza tym gdzieś tam booking.com pokazywał nam możliwy nocleg.
Schronisko i miejscowość w której się ono znajdowało nie zachwyciły nas, choć bezpośrednia okolica była przepiękna.

Image

Córka zaproponowała skorzystanie z aplikacji alltrails, którą testowała we Francji, w Alpes Maritimes, gdzie szlak opisany jako prowadzący po płaskim zawiódł ją na 2400 m w śnieg po pachy. Znaleźliśmy trasę robiącą kółko nad miejscowością los Erjos. Tu też nastąpiło spotkanie z gastronomią pozamiejską i jej ofertą wegetariańską. Pierwsze danie wyglądające na wegetariańskie – fasolka była oczywiście z boczkiem, zupa z mięsem, więc jedyną opcją było jajko na pieczonych kartoflach. Opcja wegańska pozostawiała już same kartofle. Jakoś głupio pozamawialiśmy i widzieliśmy jak wszyscy dookoła mają lepsze jedzenie. Ale wyciskany sok pomarańczowy był dobry, obsługa bardzo miła, więc nie było co narzekać.
Sam szlak oficjalny – monte del aqua, a potem ścieżka z alltrails prowadziły na początku po płaskim przez cudowny, gęsty zielony las. Przez pierwszą godzinę spacerowało się bardzo przyjemnie, potem zaczęło to być z lekka monotonne, a później nie zauważyliśmy, że idziemy złą drogą. Zawróciliśmy i dalsza część pętli już nie była taka miła – strome podejście prowadziło do grani. Ja z młodszą córką to góry lubimy raczej oglądać, starsza może po nich chodzić całymi dniami, nawet dla gór może wstać przed 10 rano, więc niektórzy dzielnie maszerowali a niektórzy narzekali. Tego chodzenia było raptem pewnie ze 3h.

Image

Image

Image

Kilka fotek ze szlaku - kiedy jestem z dziećmi jakoś nie udaje mi się tych najciekawszych rzeczy sfotografować

Nie udało nam się znaleźć noclegu w górach, wróciliśmy więc do Puerto Cruz i tym razem spaliśmy w samym centrum miasta. Zmotoryzowanym nie polecam – znalezienie miejsca parkingowego to prawdziwa męka. Na dodatek sam pokój był gorszy niż pierwszej nocy – zmotywowało nas to do poszukiwań miejsca, gdzie będziemy mieszkać przez kolejne dni. Airbnb na okres krótszy niż tydzień nie oferowało niczego rzucającego na kolana po cenie nie idącej w tysiące. Kiedy w końcu coś znaleźliśmy, na etapie płatności ten idiotyczny serwis przesłał nam informację, że w obawie o organizowanie głośnych imprez nie mogą nam zarezerwować tego miejsca last minute – zrobiło to Airbnb firma słynąca z rujnowania spokoju mieszkańcom starych miast. I dobrze się stało, bo okazało się, że ebookers ma ten sam apartament za wyraźnie mniej i nie zgłasza żadnych obaw.
Miejsce nie było szczególnie tanie, ale przyjemne, duże, jak i w poprzednich miejscach posiadające wyposażoną kuchnię. Nie miało co prawda trzech oddzielnych łóżek, ale w salonie spod kanapy wysuwał się pełnowymiarowy materac – fajne rozwiązanie, które mieliśmy także w naszym kolejnym apartamencie.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
sko1czek uważa post za pomocny.
 
 
#12 PostWysłany: 10 Wrz 2021 08:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3110
Loty: 504
Kilometry: 572 280
platynowy
Po trudach trekkingu kolejny dzień miał być bardziej wypoczynkowy. Celem było zwiedzanie wybrzeża na północ of Puerto Cruz wraz z małym urbexem, dzięki wskazówkom @Apadlo.
Z tym Urbrexem to lekka przesada, bowiem kiedy widzę, że moje dzieci zbliżają się na 2 m do jakiejś krawędzi dostaję palpitacji serca i błagam, żeby oddaliły się. A pierwszy budynek jest faktycznie przy stromej krawędzi. Czyli nie był to urbex a podziwianie szkieletora z lat 70 tych. Bardzo atrakcyjnego.

Image

Image

Po ciężkich stresach zgłodniałem, pojechaliśmy do najbliższego miasteczka. Na początku zobaczyć ocean, potem coś zjeść. Tam zobaczyliśmy na czym polega relatywizm jego bliskości. W poziomie było to ze 20 m. W pionie znacznie więcej. W minutach – bardzo wiele.

Image

Samo miasteczko było całkiem urokliwe. Dobre miejsce na spędzenie kilku tygodni.

Image

Posiłek niestety okazał się pułapką dla mojej wegetarianki. Ja zamówiłem kozinę, starsza córka sałatkę z rybą a młodsza fasolkę, która nie dość że okazała się być groszkiem to jeszcze z dużą ilością mięsa i w tłustym mięsnym sosie. Musiała zatem zadowolić się sokiem pomarańczowym i chlebkiem z masłem.
Potem pojechaliśmy wykąpać się na plażę. Wybraliśmy tak sobie, bo plaża strzeżona była całkiem zatłoczona, a naturalny basen został wzmocniony betonem. Na dodatek straciliśmy trochę czasu szukając miejsca do zaparkowania. Nazywało się to Mesa del mar wydawało się świetnym punktem startowym do zwiedzania klifu od dołu, ale po kilkudziesięciu metrach pojawił się zakaz wstępu ze względu na spadające kamienie. Oprócz wykąpania się najciekawszą rzeczą tam był budynek zbudowany pod ulicą, albo bardziej precyzyjnie, którego dach był ulicą – zjazdem na parking. Pod ulicą mieściło się kilka pięter pokoi z balkonami.

Image


I jeszcze jedna obserwacja. Mimo dość egzotycznego otoczenia, na wyspie co chwila widać było, że mieszkamy w pierwszym świecie. Świetne drogi, miejscowości nadmorskie, których mieszkańcy nie muszą zajmować się uprawianiem turystów, a państwo dba, aby miały drogę, szkołę i niewiadomo co jeszcze. Na tej plaży był specjalny pojazd dla niepełnosprawnych oraz dwóch sanitariuszy gotowych pomóc osobie, która chce się zamoczyć w oceanie, lub której rodzina chce, aby zamoczyła się w oceanie.
Potem pojechaliśmy do kolejnego naturalnego basenu – Piscina Natural de Jover, chyba najprzyjemniejszego z dotychczasowych, choć już na płaskim terenie a nie pod spektakularnym klifem. Uwielbiam ocean, patrzeć na te ruchy wody, a najlepiej być w wodzie i dawać się unosić falom czy pływać na ich grzbietach.
Moje wcześniejsze doświadczenia z Atlantykiem w Maroku i Portugali na Azorach były umiarkowanie przyjemne ze względu na niską temperaturę wody. Na Teneryfie spodziewałem się podobnej sytuacji, a byłem pozytywnie zaskoczony. Woda była ciepła, przebywanie z niej dawało komfort termiczny.

Image



Po południu pojechaliśmy do Decathlonu, bowiem moje córki zachciały mieć taki sam kapelusz jak mój, o nazwie Bob – polecam. Boba nie było, a z pozostałej po nim kartki z ceną wynika, że na Kanarach był ponad 5 EUR droższy niż nad Wisłą.

Wśród nielicznych zdjęć, które zrobiłem znalazłem jeszcze wieczorny widok na okolice centrum Puerto Cruz

Image
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
sko1czek uważa post za pomocny.
 
 
#13 PostWysłany: 10 Wrz 2021 11:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 Sty 2012
Posty: 3645
platynowy
pabien napisał(a):
...Dla mnie wzorcem z Sevres księżycowego krajobrazu pozostawał od 1991 roku pażski krajobraz z okolic zatoki....

Wyjaśnij proszę ten przymiotnik, bo wujek nie daje rady
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#14 PostWysłany: 10 Wrz 2021 11:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3110
Loty: 504
Kilometry: 572 280
platynowy
Od wyspy Pag. Tak jak pażski syr i pażskie cipki (te google powinny wyszukiwać)

Tu po czesku:

https://cestovanie.sme.sk/c/6867629/suv ... a-sol.html


Ostatnio edytowany przez pabien, 10 Wrz 2021 12:31, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
benedetti lubi ten post.
wtak uważa post za pomocny.
 
 
#15 PostWysłany: 10 Wrz 2021 12:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3110
Loty: 504
Kilometry: 572 280
platynowy
W końcu nadszedł czas zwiedzania gór Anaga – poprzedniego dnia tylko zbliżyliśmy się do nich. Daliśmy się namówić na kolejny trekking. Wybór padł na Igueste de San Andres. Stamtąd można było pójść na plażę de Antequera lub do Semafora. Tego dnia ciężko nam się zbierało z domu, więc na miejsce dotarliśmy chwilę po południu. Pomysł pójścia na plażę szybko odpadł, bowiem okazało się, że to wyprawa na wiele godzin. Do Semafora były ponoć 2 km, ale w słońcu i cieple wyprawa okazała się niezwykle wyczerpująca. Nagrodą było zobaczenie plaży, do której nie doszliśmy oraz jaszczurki sępiące jedzenie.

Image

Image

Image

Po powrocie ze szlaku 2 z 3 osób były całkowicie wymęczone, gdy trzecia pełna energii. W międzyczasie wydało się dlaczego – moja starsza córka miała buty górskie, jak powiedziała tak wygodne, że same chodzą. My nie byliśmy co prawda w japonkach, ale górskie buty to nie były.
W San Andres nie ma żadnej restauracji, sklepu zresztą chyba też nie ma, więc musieliśmy gdzieś pojechać na jedzenie. Pobliskie Las Gaviotas odpadało, nie chciało mi się tam zjeżdżać, zresztą nie wiadomo czy tam byłoby jakieś jedzenie. San Andres z plażą Las Teresitas z białym piaskiem z Sachary również – nie nasz stajlisz, pojechaliśmy więc do poleconego Mirador Cruz del Carmen, gdzie za jakieś 12 czy 13 EUR dawali zestaw obiadowy – rosół i królik, a dla młodszej córki mieli do zaoferowania faszerowane pieczarki. W bonusie piękny widok na interior Teneryfy i lotnisko TRN oraz zjawiskowa droga fragmentami w tunelach z drzew.

Image

Image

Kolejny dzień zaczął się od małej porażki. Pojechaliśmy do Punta del Hidalgo, Bajamar, bo wydawały się ciekawe. Niestety nie było gdzie zaparkować, trochę się pokręciliśmy i zrezygnowaliśmy, zwłaszcza że nie było tam nic spektakularnego. No może poza widokiem z knajpki w której zatrzymaliśmy się na kawę.
Tutaj pewna refleksja. Turystów było sporo, ale na pewno nie były to ilości porównywalne z tym co miało miejsce przed 2020 rokiem. Raz nie udało się nam znaleźć miejsca, na szczęście mogliśmy zrezygnować bez żalu. Jednak jeśli samochodów byłoby tak +30% to cała przyjemność pobyty na Teneryfie mogłaby zostać zniweczona przez koszmar parkingowy. Oczywiście alternatywą mogą być autobusy, które dojeżdżają wszędzie, choć wymagałoby to dyscypliny i planowania, ponieważ w niektóre miejsca jeżdżą rzadko.
Po nieudanej kąpieli w na plaży w Bajamar czy pobliskich naturalnych basenach pojechaliśmy na kolejny Urbex. Tym razem z wchodzeniem do budynku. Niekokończony hotel z lat 70-tych jest naprawdę wspaniały, a na jego teren wchodzi się przez otwarte furtki. Niestety, po raz kolejny nieracjonalny strach o dzieci spowodował, że weszliśmy zaledwie kilka pięter. Tam są prawie normalne schody, nie ma tylko barierek.

Image

Image

Image

Po oglądaniu szkieletora z II poł XX wieku pojechaliśmy zobaczyć znacznie starsze ruiny fabryczne. Mieściła się tam pierwsza na wyspach maszyna parowa.

Image

Ze względu na domniemane chmury poprzednio nie przejechaliśmy przez góry Anaga. Okazja nadarzyła się przedostatniego dnia pobytu kiedy wybraliśmy się na plażę Benijo. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że to najładniejsza z plaż, które zobaczyliśmy. Zaraz po niej są plaże znajdujące się obok. Ciepła woda, duże fale oraz brak kamieni (oprócz tych malowniczo wystających z wody) czynią to miejsce niezwykle atrakcyjnym. Niestety, najlepiej wyglądająca restauracja La Ola zamykała się o 16, właśnie wtedy, gdy postanowiliśmy tam pójść coś zjeść – przez Covid ponoć, bo jeden ze wspólników właśnie chorował i nie miał kto pracować. Droga przez góry oferuje widoki spektakularne. Niezwykle wrażenie robią chmurki przedzierające się przez grań. Można też znaleźć miejsce z którego widać morze po obu stronach.

Image

Image






Wieczorem mieliśmy ciekawe doświadczenia gastronomiczne w Puerto Cruz. W zasadzie to ja miałem. Poszliśmy do restauracji bałkańskiej/naleśnikarni – bo dzieci chciały naleśniki. Ja zamówiłem pljeskavicę i była znakomita, zresztą naleśniki ponoć też.
Tak dotarliśmy do ostatniego dnia pobytu. Samolot o 17:20, check out o 12, wyszło na to, że musimy pojechać do piekła turystycznego na południu Teneryfy, znaleźć miejsce na kąpiel, zjeść coś i do samolotu.
Pojechaliśmy nie autostradą objeżdżając Teide od Zachodu. I po raz pierwszy zobaczyliśmy z bliska te gęsto zabudowane apartamentami okolice. Niefajnie, bardzo niefajnie, jakbyśmy tam mieszkali, nasz pobyt straciłby ze 30% ze swojego uroku. Na szczęście dziecko znalazło całkiem miłą plażę w nieprzejętej przez deweloperów zatoczce, więc wykąpaliśmy się w całkiem przyjemnych okolicznościach przyrody. Tyle, że nie zdążyliśmy nic zjeść. Trudno, na lotnisku jest salonik, gdzie mieli dawać ciepłe jedzenie.
Dawali ciepłe, średniej jakości, ale jak się okazało do 16. My zdążyliśmy rzutem na taśmę. Potem przyszedł Niemiec z rodziną, zapłacił za wszystkich pieniędzmi, a potem zrobił awanturę na cały salon, że jak to on zapłacił, a jedzenia nie ma. Była to pierwsza awantutująca się osoba w trakcie całego pobytu. Poza tym było spokojnie, miło i przyjemnie.
W samolocie mieliśmy dużo miejsca, choć nasze wolne rzędy były rozrzucone między początkiem a końcem samolotu. W każdym razie było gdzie leżeć i można było wygodnie obserwować zachowanie wracających z wakacji rodaków. A było jak w wyobrażeniu o czarterze. Ludzie miewali opaski z all inn na rękach, zamawiali jedzenie, picie, kupowali perfumy, a nawet zdrapki. Normalnie załoga miała pełne ręce roboty przez cały lot. Wzbogaciło się nasze społeczeństwo przez ostatnie lata.
Teneryfę polecam i innym i sobie. Chętnie tam kiedyś wrócę i pozwiedzam autobusem. Inne wyspy też chętnie zobaczę.

Na sam koniec podróży znów nie udało mi się wsiąść do właściwego samochodu. Wypożyczyliśmy Panka, ale okazało się że nie miał bilety parkingowego, więc wyjechać się nie dało. Co gorsza nie dało się go również zwrócić przez appkę, bo nie miał karty paliwowej, a Panki najwyraźniej to wyczuwają. Trzeba było zadzwonić, przeprosili, dali 10 zł i mogliśmy wsiąść w kolejny samochód.
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
 
#16 PostWysłany: 11 Wrz 2021 18:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Lip 2014
Posty: 1029
Loty: 71
Kilometry: 137 269
niebieski
pabien napisał(a):
Niekokończony hotel z lat 70-tych jest naprawdę wspaniały, a na jego teren wchodzi się przez otwarte furtki.
Image

Podaj proszę namiar gdzie to jest.
_________________
Moje relacje: St Albans & Lizbona 2019Liwa & Łotwa 2019
Góra
 Relacje PM off  
 
#17 PostWysłany: 11 Wrz 2021 19:11 

Rejestracja: 10 Wrz 2019
Posty: 245
niebieski
Nad morzem koło Acoran. Rzut beretem od stolicy.
_________________
Należy bojkotować kierunki turystyczne, które żądają testów od zaszczepionych.
Góra
 Relacje PM off  
 
#18 PostWysłany: 11 Wrz 2021 19:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Mar 2012
Posty: 649
Loty: 43
Kilometry: 77 912
srebrny
Raphael napisał(a):
pabien napisał(a):
Niekokończony hotel z lat 70-tych jest naprawdę wspaniały, a na jego teren wchodzi się przez otwarte furtki.
Image

Podaj proszę namiar gdzie to jest.



do "pontonów" go wrzuć ...... :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#19 PostWysłany: 11 Wrz 2021 20:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 3110
Loty: 504
Kilometry: 572 280
platynowy
On jest googlalny.
Żeby nie dawać na tacy zrobię tak:Image
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#20 PostWysłany: 15 Wrz 2021 16:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Lip 2014
Posty: 1029
Loty: 71
Kilometry: 137 269
niebieski
@pabien - zawsze dobrze wiedzieć gdzie googlać
_________________
Moje relacje: St Albans & Lizbona 2019Liwa & Łotwa 2019
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 21 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group