Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 5 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 19 Lis 2015 20:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Lip 2014
Posty: 1101
Loty: 82
Kilometry: 162 652
niebieski
Okazją do wyboru Barcelony i okolic jako miejsca głównego urlopu, była wizzairowska promocja "drugi bilet gratis"... ale bez opłat, z wliczonym jedynie mikro-plecaczkiem i oczywiście od chwili wejścia w życie promocji bilety, które sobie upatrzyłem akurat musiały podrożeć. Loty częściowo zapłaciłem punktami i pożeniłem z accorową "majową promocją". Tym sposobem ostatnie sześć dni sierpnia wypadło na Katalonię. No to lecimy…

Część pierwsza – Barcelona

Po wylądowaniu na El Prat udajemy się w stronę "łącznika", który prowadzi z terminala do stacji kolejowej. W kasie tejże nabywamy dwa słynne bilety T-10 po 9,95 EUR za sztukę. Sprzedający widząc w nas (i słusznie) turystów, którzy nie specjalnie świadomi są subtelnych różnic między pociągami R2, a R2 północ, a R2 południe, informuje nas że "all trains" jadą na stacje Sants, a właśnie ta nas interesuje. Na Sants przesiadamy się z Renfe Rodalies na "zieloną" linię metra tj. L3 w kierunku Trinitat Nova, po czym na stacji Catalunya na czerwoną L1 w kierunku Fondo. Całość podróży mieści się w limicie czasowym jednego kasowania, chociaż na Sants po wyjściu z peronów kolei, a przed wejściem do strefy metra trzeba "przepuścić" bilet przez czytnik na bramkach (nie wykorzystuje to kolejnej części biletu T-10). Ciemną nocą wysiadamy na stacji Glòries i skrzypiącymi schodami ruchomymi wyjeżdżamy z podziemi prosto przed Torre Agbar. Nocą oświetlony na czerwono-niebiesko, inspirowany "fallicznym kształtem", biurowiec sprawia pozytywne wrażenie i z całą pewnością można go uznać za atrakcję Barcelony. Jak okazało się później, przy świetle dziennym Torre Agbar nie robi już takiego dużego wrażenia.

Image Image
Torre Agbar

Wtrącę tu kilka uwag dotyczących barcelońskiego metra. Pomijając zadowalającą częstotliwość połączeń oraz dużą siatkę linii, czyli dwie zdecydowane zalety metra, odnoszę wrażenie, że barcelońskie metro jest albo nie przemyślane, albo zbudowane "na odwal się". Duchota w dłuuuugich korytarzach, a potem schody w dół, w górę, w dół, w górę (do tego w większości nie widziałem alternatywy w postaci windy czy schodów ruchomych), szczególnie przy przejściach z linii na linię. Nie wyobrażam sobie korzystania z takiej infrastruktury przez inwalidów na wózkach i matki z wózkami.

Następnego dnia konsumujemy ibisowe śniadanie w Ibis Pza Glories, po czym ze stacji Llacuna metrem udajemy się zrealizować pierwszy punkt programu – fasady budynków Gaudiego położonych przy Passeig de Gràcia, konkretnie Casa Batlló i Casa Amatller. Wcale nie gorsze wrażenie od budynków Gaudiego, sprawia też położony nieopodal Casa Lleó-Morera ze swoimi balkonami. Położony na tyłach Casa Batlló sklep Servei Estació reklamuje się darmowym widokiem "od tyłu" na Casa Batlló, całkiem zresztą fajnym. Naprzeciwko wspomnianego sklepu uwagę przykuwa umieszczona na budynku Fundacji Antoniego Tàpiesa, nazwijmy to, "instalacja" z aluminium i stali nierdzewnej o nazwie Núvol i cadira (chmura i krzesło), autorstwa zresztą samego Tàpiesa. Po drodze przelatujemy jeszcze przez Plaça Catalunya, który nie zrobił jednak większego wrażenia i przechodzimy koło modernistycznego budynku na rogu Rambla de Catalunya 61 i Carrer d'Aragó, który przyciąga do siebie wzrok swoimi "gaudiowskimi" balkonami. Ponoć cena wynajmowanych w nim powierzchni dochodzi do 2500 EUR/msc za jedno biuro. Po drodze w jakimś minimarkecie zaopatrujemy się w żywność (jakiś krojony jamón, fenomenalne sery kozie i owcze) i napoje (mleko kokosowe i woda kokosowa).

Image Image
Casa Batlló

Następny punkt programu to Dzielnica Gotycka. Barri Gòtic ma zostać osiągnięty trasą okrężną zawierającą w sobie Palau Güell, który obieramy jako azymut. Po drodze przypadkiem trafiamy na Casa de la Caritat (Caritas? Dom Charytatywny?) z dziedzińcem (Pati Manning) zwieńczonym na piętrze pięknymi arkadami. Chociaż te ostatnie dostępne są jedynie zza krat, i tak zdecydowanie polecam. Dalej trafiamy na wyspę wśród, na oko, ponad stuletniej zabudowy, MACAB tj. Barcelońskie Muzeum Sztuki Współczesnej, ale niewzruszeni szybko przechodzimy obok. Ostatnim typowo "nowoczesnym", a konkretnie modernistycznym budynkiem tej części przechadzki, był Palau Güell. W porównaniu do innych budynków Gaudiego, ten wypada słabo.

Po przekroczeniu tłocznej i krzykliwej Rambly wchodzimy już do Barri Gòtic. Na Plaça Reial ładne fontanna i latarnie. Idąc dalej, coraz starsze budynki wskazują, że najstarsza część Starego Miasta jest coraz bliżej. Zagłębianie się w jedno z najstarszych starych miast, jakie miałem okazję widzieć, wzbudzało uzasadnione, a co ważniejsze, spełnione, nadzieje. Barcelońska Barri Gòtic była mniej więcej taka, jak ją sobie wyobrażałem – stare kamienice, wąskie (ale bez przesady) uliczki i specyficzny klimat (określiłbym go jako "wczesnonowożytny"). Wśród wąskich uliczek znajduje się też okazja do poczucia – i to dosłownego – średniowiecza, konkretnie pod postacią wonnej mieszaniny moczu (w sumie płynnej też) i kału.

Image
Casa de la Caritat, Pati Manning

Image
"modernistyczne druty" na Plaça Sant Miquel

Na Plaça Sant Miquel łapie nas lekkie zdziwienie – oto w prawie centrum najstarszej części Barcelony sterczą jakieś modernistyczne druty – potem internet donosi, że to nie druty, ale postawiony w 2012 r. pomnik ku czci "castellers" tj. ludzi tworzących ze swoich ciał żywe wieże. Po paru krokach docieramy do Plaça de Sant Jaume. Tam, w Palau de la Generalitat, znajduje się siedziba rządu autonomii, a na przeciwko pałacu mieści się ratusz (Casa de la Ciutat). Tylnią stronę, a w zasadzie tylnio-boczną, Palau de la Generalitat, charakteryzuje znajdujący się na wysokości pierwszego piętra, zbudowany w 1928 r., neogotycki mostek: Pont del Bisbe. Będąc w okolicy warto zajść też na Carrer de la Pietat, gdzie fasady kamienic, konkretnie Cases dels Canonges, również sprawiają bardzo dobre wrażenie. Zdecydowanie polecam.

Image
Carrer de la Pietat, Cases dels Canonges

Chyba najważniejszym, a przy okazji i bardzo ładnym punktem na mapie Dzielnicy Gotyckiej jest La Seu czyli katedra św. Eulalii. Oprócz klasycznego widoku od frontu tj. z Plaça Nova na neogotycką fasadę zachodnią (dobudowana w XIX w.), ciekawy jest też widok boczny na katedrę, a mianowicie z tarasu Casa de l'Ardiaca (wejście od strony Carrer de Santa Llúcia). Nic nie kosztuje, czasu nie zabiera wiele, a zawsze to jakiś inny punkt widzenia, pozwalający ograniczyć widok do starej części katedry. Poza tym sama Casa de l'Ardiaca może pochwalić się bardzo ładnym patio z fontanną.

Spod katedry udajemy się w kierunku morza. Przechodzimy obok rzymskich murów na Plaça Ramon Berenguer i wzdłuż Carrer del Sots-Tinent Navarro. Negatywnie zaskakuje nas tam spora liczba bezdomnych, "bazujących" pomiędzy palmami tuż przy najstarszych rzymskich murach.

Zbudowana przy okazji igrzysk olimpijskich w 1992 r. El Cap de Barcelona (głowa Barcelony) stanowi tak jakby punkt graniczny oznajmujący nam, że właśnie kończy się Dzielnica Gotycka. A zaczyna się Barceloneta, w której w głównej mierze dominuje zabudowa z XIX w. Idziemy trochę wzdłuż nabrzeża, trochę w gąszczu uliczek. Mijamy kościół św. Michała (Sant Miquel del Mar). Suszące się, zwisające girlandami z balkonów pranie, kojarzy mi się z "włoskimi/greckimi" klimatami, chociaż trzeba przyznać, że w Barcelonie nigdzie nie dopatrzyłem się suszenia w poprzek ulicy.

Image
El Cap de Barcelona

Image
Barceloneta

W końcu wkraczamy na plażę: Playa, albo po katalońsku Platja, Barceloneta z doniesień medialnych miała być niebywale zatłoczoną, przez co przereklamowaną plażą. Faktycznie, pusto nie jest, ale nie można też powiedzieć, że trafiliśmy na jakiś ogromny tłok, szczególnie biorąc pod uwagę, że to szczyt sezonu. Nad Bałtykiem zdarzało się oglądać o wiele większe "kumulacje": parawan przy parawanie, ciało przy ciele, a żeby dostać się do, czasem lodowatej, wody, trzeba było kluczyć pomiędzy ręcznikami i rozplackowanymi na nich ciałami. My jesteśmy jednak w Barcelonie i kierujemy się wybrzeżem na północ, a to plażą, a to szeroką promenadą. Mijamy coś, co jednoznacznie wygląda mi na wielką czapkę konkwistadora - po lekturze internetu okazuje się, że to... ryba (paix) o wymiarach 56 na 35 m., wystawiona w 1992 r. na okoliczność igrzysk olimpijskich. Dzień kończymy wracając z plaży Nova Icària do hotelu przez nieco wyludnioną (pustostany, zlikwidowane sklepy) dzielnicę Poblenou.

Image
ryba, względnie czapka konkwistadora

Image
trasa (mniej więcej, bo nowe g... mapy G. nie pozwalają na dodanie więcej niż 10 punktów)

Na dzień trzeci są wyznaczone dwa regiony "eksploracji": Sagrada Familia i wzgórze Montjuïc. Pod kościół Świętej Rodziny dostajemy się metrem. Do wejścia do środka zniechęcają długa kolejka, wysoka cena biletów oraz fakt, że bazylika zostanie ukończona... za jakieś 20 lat. Kościół obchodzimy dookoła, stwierdzamy, że faktycznie robi wrażenie (gdyby tylko nie te żurawie wieżowe) i obiecujemy sobie powrócić doń po sfinalizowaniu wszystkich prac.

Image
Sagrada Familia

Image
schody ruchome za Palau Nacional

Wsiadamy w metro i przemieszczamy się do stacji Espanya, w drugi uprzednio wyznaczony region. Kierujemy się aleją Reina Maria Cristina w stronę Montjuïc (Wzgórze Żydowskie). Generalnie region wzgórza jest ukształtowany przez dwie rzeczy – wystawę Expo z 1929 r. i zamek na szczycie. My najpierw mijamy wystawione na Expo w 1929 r. Wieże Weneckie (Torres Venecianes), po czym zażywamy widoków i odpoczynku pod Magiczną fontanną (Font màgica), orientując się przy okazji, że właśnie skończyły się puszka z aqua coco i jedyne 0,5 l (wody) oraz, że "po drodze" jakoś nie kupiliśmy ani nic do jedzenia, ani do picia. Przechodzimy koło symbolu katalońskości, Czterech Kolumn symbolizujących cztery czerwone pasy na fladze Katalonii, a potem koło mieszczącego się w Palau Nacional Museu Nacional d'Art de Catalunya i odbijamy do ogrodu botanicznego (Jardí Botànic Històric), gdzie rozwiązuje się problem wody pitnej. Otóż okazuje się, że na terenie Barcelony rozmieszczone są krany z pitną wodą, która w dodatku smakuje lepiej niż butelkowana. Przy okazji odkrywamy, że owe "wodopoje" umieszczone są na naszej nawigacji (OsmAnd, która nawiasem mówiąc spisała się znakomicie, widząc każdą ścieżkę). Kolejną ciekawostką okolicy są schody ruchome na wolnym powietrzu, które "windują" człowieka w co najmniej dwóch fragmentach góry: koło magicznej fontanny i między Palau Nacional, a stadionem olimpijskim.

Image
wieża telewizyjna Torre Calatrava

Dalej idziemy przez tereny olimpijskie, gdzie pozytywne wrażenie robi Torre Calatrava, wieża komunikacyjna zbudowana na olimpiadę w 1992 r., wraz z nawiązującą do antyku kolumnadą. Sama wieża była ponoć inspirowana postacią atlety trzymającego olimpijski znicz. Mi bardziej kojarzy się ze Star Trekiem :) Celem dalszej wędrówki jest punkt widokowy na szczycie, a raczej grzbiecie, Żydowskiego Wzgórza: Mirador del Migdia. Widok z miradora jest szeroki, ale umiarkowanie ciekawy. Widać port i zachodnią część Barcelony. Dodatkowo fani latania mogą sobie popatrzeć na ruch do i z lotniska El Prat. Góra zwieńczona jest zamkiem, który obchodzimy od strony morza. Idąc wzdłuż murów, widok na port rozszerza się aż zaczyna obejmować Barcelonetę.

Z góry schodzimy przez dwa parki-ogrody. Najpierw Jardins del Mirador de l'Alcalde, skąd faktycznie rozciąga się solidna panorama całej północnej Barcelony. Potem przez Jardins de Joan Brossa, chyba najspokojniejsze miejsce w całej Barcelonie (ludzi można było policzyć na palcach jednej ręki), w dodatku ozdobione kilkoma ciekawymi posągami/rzeźbami.

Image
widok na Barcelonę z Jardins del Mirador de l'Alcalde

Po chwili jesteśmy w dzielnicy El Poble-sec. Po wyglądzie większości przechodniów wnioskuję, że mamy do czynienia z dzielnicą "kolorową", głównie hinduską. Jest tam jednak schludnie, spokojnie i wydaje się, że bezpiecznie (nie wiem jak nocą). Na Carrer del Roser natrafiamy na knajpę lokalsów. Na zewnątrz stoi rower, a ze środka wychodzą ludzie obładowani reklamówkami, ewidentnie z jedzeniem na wynos – wniosek: musi być dobrze, tanio i w miarę czysto, czyli decydujemy się (z perspektywy czasu faktycznie, nic nie wskazuje na to, żebym się otruł). W Village Tandoori Restaurant, bo tak nazywa się ten przybytek, zostawiamy 11 EUR, wymienione na miskę chana masala (ciecierzyca w rozgrzewających przyprawach), miskę jakiegoś przyprawionego i rozgotowanego mięska (konkretnie "qeema especial" czyli "carne picada con especias típicas", czyli… nie wiem co) i dwa ichnie chlebki.

Reszta dnia schodzi na powrót do hotelu po rzeczy i zmianę miejsca zakwaterowania, czyli przejazd do Castelldefels (kombinacja metra i Renfe Rodalies), zameldowanie się na trzy noce w tamtejszym Ibisie i zakupy żywnościowe w położonym naprzeciwko naszego ibisowego okna centrum handlowym Ànecblau, konkretnie w Mercadonie.
_________________
Moje relacje: St Albans & Lizbona 2019Liwa & Łotwa 2019


Ostatnio edytowany przez Raphael 20 Sty 2018 15:43, edytowano w sumie 6 razy
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 19 Lis 2015 20:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Mar 2015
Posty: 194
Loty: 26
Kilometry: 30 304
zdjęcia umarły :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 19 Lis 2015 21:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Lip 2014
Posty: 1101
Loty: 82
Kilometry: 162 652
niebieski
Na szybko zmieniłem hostingodawcę.
Co ciekawe, z poprzednim na innym forum (węgierskim) nigdy problemów nie miałem.
_________________
Moje relacje: St Albans & Lizbona 2019Liwa & Łotwa 2019
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 23 Lis 2015 20:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Lis 2012
Posty: 5178
Zbanowany
Ładna relacja, trochę niestandardowa.
Kilka uwag:
- w metrze zwykle są windy,
- dzięki duchocie w metrze nie przesiaduje tam element; wagonik są klimatyzowane,
- z Sants mogliście pojechać na pl Espanya metrem i tam się przesiąść w zieloną linie, chyba było by wygodniej niż robić to na Catalunyi,
- ciesze się że dotarliście do historycznego ogrodu botanicznego. miejsce trochę ukryte ale w sumie przy głównym szlaku zwiedzania. genialne w letnie upały!
- Montjuïc zwany jest również wzgórzem jupitera (jowisza),
- tak jak wspomniałeś, wzgórze zostało ukształtowane przez wpływ zamku i olimpiady. zapomniałeś chyba o najważniejszym - wystawa światowa z 1929 - to wtedy powstał MNAC, fontanna i sporo innym budynków. co więcej, większość z nich (nawet MNAC!) miały po wystawie zostać rozebrane...
- tam gdzie widzieliście 2 ogrody z wyższej części wzgórza raczej było ich troch więcej. na montjuic jest ich ponad 20.

Czekam na c.d. :)
_________________
Marzy Ci się wycieczka rowerowa po Hiszpanii? Zapytaj! Coś podpowiem ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 12 Gru 2015 23:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 Lip 2014
Posty: 1101
Loty: 82
Kilometry: 162 652
niebieski
.

Część druga – Castelldefels

Część druga będzie krótsza, bo ileż można pisać o piasku…

Image
Castelldefels, prysznice na plaży

Druga część wywczasów to część rekreacyjna, mówiąc w skrócie: plaża. Jednak z leżenia na tejże wyszły jak zwykle nici, bo tradycyjnie 10 minut w jednym miejscu byłoby zbyt wielką katorgą (może kiedyś mi się uda przestawić w ten tryb). Rano udajemy się na plażę chodnikiem wzdłuż Canal Olimpic, wybudowanego celem odbywania w czasie olimpiady różnych wyścigów wiosłowych. Wstęp na teren tego przybytku to 3 EUR – odpuszczamy, szczególnie że widok ogólny mamy prawie cały czas obok. Gdyby jednak ktoś chciał się skusić, to prawdopodobnie jedynymi rzeczami, które można tam robić, nie licząc leżenia na trawie i korzystania z gastronomii, są narty wodne oraz wypożyczalnia kajaków (oczywiście płatne dodatkowo). Tuż przed plażą znajduje się Plaça de les Palmeres, charakterystyczny plac obsadzony dość gęsto palmami, w cieniu których można przysiąść na ławce i odpocząć od słońca. Po dojściu do morza udajemy się brzegiem na północ, idąc cały czas to plażą, to promenadą, przechodzimy przez miejscowości Gavà i Viladecans, docieramy do granicy tej drugiej z El Prat de Llobregat. Na końcu marszruty, tuż przy plaży znajduje się mała drewniana wieża widokowa, mirador de la riera de San Miquel. Chyba została wzniesiona po to, aby móc podglądać bytujące na okolicznych moczarach ptactwo, ale równie dobrze, a może nawet lepiej, nadaje się do oglądania samolotów schodzących na El Prat.

Image
Plaça de les Palmeres

Image
mirador de la riera de San Miquel

Dwa ostatnie dni przeznaczone zostały na włóczenie się po plaży w Castelldefels.

Kilka uwag o Castelldefels. Miasto dość rozległe i spore, ale część zbliżona do plaży zachowuje charakter turystyczno-willowy (w każdym bądź razie bez typowych wieżowców-molochów). Droga ze stacji kolejowej Castelldefels (nie mylić ze stacją Platja de Castelldefels) do Ibisa zajmuje 10 min., a z Ibis Castelldefels do plaży jakieś 30-45 min. i cały czas wiedzie chodnikiem przy ulicy. Chcąc dojechać pociągiem ze stacji Castelldefels do stacji Platja de Castelldefels należy uważać, żeby nie wsiąść w pociąg, który nie zatrzymuje się na tej drugiej (dodam że nie rozgryzłem jak je rozróżnić, pytałem kanara). Alternatywnie można użyć autobusu linii L95, który zatrzymuje się przy placu Kolumba (idąc od Ibisa przejść przez centrum handlowe ÀnecBlau i kierować się mostem w głąb lądu). Plaża w Castelldefels, a także w Gavà i w Viladecans jest piaszczysta i szeroka. Wzdłuż plaży w Castelldefels na całej długości biegnie promenada, która ciągnie się jeszcze potem przez pół długości plaży w Gavie. Przy promenadzie rozmieszczone są prysznice i, rzadziej, krany z pitną wodą (nie mylić z małymi kranikami do opłukiwania stóp – w nich woda pitna nie jest). Najwięcej plażowiczów występuje w Castelldefels, trochę mniej w Gavie i bardzo mało w Viladecans. Poza weekendami popularność plaży zdecydowanie spada. Najwygodniejsze połączenie Castelldefels i lotniska El Prat to linia L99, a jej trasę jak najbardziej można pokonać używając biletu T-10. W mieście L99 startuje z przystanku Doctor Trueta na Carrer Santiago Rusiñol (za kościołem, który z kolei znajduje się niedaleko od stacji kolei :) ), a na lotnisku z terminala T1 (pomiędzy T1, a T2 kursuje bezpłatny shuttle bus).

Podsumowując wyjazd, Barcelona potwierdziła, że jedną z czołowych turystycznych "destynacji". Tak jak przypuszczałem, dwa dni wystarczyły jedynie na to żeby pobieżnie przelecieć to miasto, ale przynajmniej będzie do czego wracać. Z rzeczy, które były w bliżej nieokreślonych planach, a na które zabrakło czasu, wymienię Park Güell, pomnik-statuę Kolumba i widok z góry Tibidabo. Wskazane byłoby też zobaczenie magicznej fontanny nocą, w trakcie spektaklu światło-woda-dźwięk. Oczywiście można byłoby rozszerzyć zwiedzanie o pozostałe trzy dni pobytu, ale rozbicie noclegów na Barcę i Castelldefels było celowe i pozwoliło trochę odpocząć od miasta, a także zwiększyć konto o 9000 promocyjnych punktów LCAH.
_________________
Moje relacje: St Albans & Lizbona 2019Liwa & Łotwa 2019
Góra
 Relacje PM off
namteH lubi ten post.
 
 
 [ 5 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group