Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 8 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 25 Sty 2015 19:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Mar 2014
Posty: 1511
Loty: 135
Kilometry: 254 896
niebieski
Po wyjeździe napisałem tą relację dla znajomych, w końcu trafiła na jedno z forów. Jako, że widzę iż czasem tego typu opowiastki potrafią być przydatne, postanowiłem relację trochę przerobić i wkleić tutaj. Może akurat ktoś skorzysta wybierając się w tamte okolice:) Bo ja często korzystam z opowieści innych planując swoje podróże :) Będzie trochę treści i trochę zdjęć lepszej lub gorszej jakości o czym napiszę w dalszej części. Miłej lektury.

Zacznę od harmonogramu wyjazdu aby każdy na początku wiedział jakie okolice będą tu opisywane i jakie terminy:

1.08 lot Warszawa-Dubaj

2.08 lot Dubaj-Bangkok, Bangkok

3.08 Bangkok

4.08 Bangkok, nocny przejazd na Koh Nang Yuan

5.08 Koh Nang Yuan

6.08Koh Nang Yuan,Koh Phangan

7.08 Koh Phangan

8.08 Koh Phangan

9.08 Koh Phangan

10.08 Koh Phangan

11.08 Koh Phangan

12.08 Koh Phangan

13.08 Koh Phangan

14.08 lot Surat Thani – Bangkok, Bangkok

15.08 Bangkok

16.08 Bangkok

17.08 lot Bangkok-Warszawa

Pomysł na Tajlandię zrodził się na początku 2014 roku. Jakoś tak wśród wakacyjnych wizji padło zdanie: " a może Tajlandia". O kraju wiedzieliśmy tyle co i nic. Tyle, że daleko, że państwo raczej biedniejsze aniżeli bogatsze,no i, że kilku znajomych sobie bardzo ten kierunek chwaliło. Pierwsze co przyszło do głowy to wątpliwości. Czy nas stać i czy tam czasem nie ma pory deszczowej. Z finansami stwierdziliśmy, że jakoś to będzie bo czasu jest dużo. Gorzej z porą deszczową. Google powiedziało, że jest i to akurat w miesiącu w którym moja firma daje urlopy: sierpniu. No ale poszukało się trochę więcej i tu niespodzianka. Okazuje się, że okolice Samui to rejon całkiem przyjazny pogodowo w sierpniu ,i że można tam całkiem przyjemnie wtedy spędzić czas. Oczywiście pogoda nie jest tak gwarantowana jak na południu Europy, ale tragedii też nie ma. Wtedy to zapadła decyzja jedziemy. A od decyzji do wyjazdu hohoho tyle sprawdzania, szukania, planowania, ale to akurat bardzo przyjemny etap podróży.

Przygotowania zaczęliśmy od kupna biletu lotniczego. Trochę niedoświadczeni w tej materii (wcześniej głównie tanie linie, które mają inną politykę promocji cenowych) zakupiliśmy bilety linii Emirates. Połączenie było dość komfortowe, z stosunkowo krótką przesiadką w Dubaju : 5 godzin. Niestety jak się później okazało, Emiraty zniosły dla Polaków wizy (wcześniej koszt 500zł), i można było kupić bilety trochę tańsze z dużo dłuższą przesiadką. A różnica w cenie biletu pozwoliłaby wynajem hotelu i jeszcze zwiedzanie Dubaju. Ale cóż, tego że zniosą wizy nie mieliśmy możliwości przewidzieć , także nie było się czym zrażać. Przed wyjazdem mieliśmy sporo załatwione już na miejscu w Tajlandii: tj. zarezerwowane wszystkie hotele, głównie przez booking, ale np. na Nang Yuan przez stronę resortu. Do tego kupiony transport BKK-Koh Nang Yuan, oraz lot Surat Thani-BKK. Do tego zrobione szczepienie przeciwko tężcowi oraz żółtaczce typu A (kilka lat wcześniej szczepiliśmy się na typ B). Na 2 tygodnie przed wyjazdem oraz przez cały pobyt zażywaliśmy florę bakteryjną (1 tabletka na dobę). Aby dalej nie zanudzać nadszedł w końcu dzień wylotu:) Dojazd do Warszawy z Poznania i dalej w niebo Boeingiem 777-200 należacy Emirates.
W samolocie tłumy, właściwie chyba nie było żadnego wolnego miejsca. No i pierwszy zawód w czasie podróży: brak filmów w języku polskim. Linia o takim standardzie , latająca z Warszawy powinna zapewnić chociaż namiastkę rozrwyki w języku kraju z którego odlatuje (mamy za to chyba z milion filmów w Hindi). No ale cóż, można obejrzeć coś po angielsku w końcu lecę z przyszłą Panią Doktor anglistyki, to najwyżej coś wytłumaczy:) Lot do Dubaju bez większych emocji. Na lotnisku noca przesiadka, urozmaciona zwiedzaniem lotniska.

Jest ono naprawdę duże. Do tego stopnia, że między terminalami jeździ kolejka podziemna. Dla osób które mają przesiadkę powyżej 4 godzin, linie Emirates przewidziały posiłek w którejś z restauracji. Należy tylko odebrać voucher przy bramce A19 (łatwo trafić, lotnisko dobrze oznakowane), i udać się do którejś z knajp wymienionych na odwrocie. Jako, że mieliśmy trochę czasu zwiedziliśmy kilka z nich aby wybrać coś oryginalnego i smacznego (można np. wybrać Mc Donalds jeśli ktoś się boi nowości).

Trafiło na Taste of India i był to wybór bardzo smaczny. Po jedzonku chwila czekania i gdy już rozładowała się kolejka do bramek (nigdy nie rozumiem tego przeciskania się do Gate, jakby mieli kogoś nie wpuścić) podchodzimy do Panów z obsługi i wręczmy im swoje odprawy on-line zrobione jeszcze w Poznaniu. Na co Panowie trochę stukają Boeinga 777-200. Cóż radość była, choć oboje jeszcze nie wiedzieliśmy do końca co to oznacza. Okazało się, że oznacza to, że zamiast lekko odchylanego fotela będziemy mieli dla siebie całe łóżko, zupełnie inne menu, obsługę cały czas donoszącą picie i jedzenie, wszystko najwyższej jakości. W biznes tak naprawdę wszystko jest inne, nawet słuchawki dają lepszej jakości. Zresztą zdjęcia choć minimalnie pokażą standard lotu.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#2 PostWysłany: 21 Lut 2015 13:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 2154
Loty: 807
Kilometry: 1 954 890
srebrny
Będzie kontynuacja?
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 21 Lut 2015 13:49 

Rejestracja: 01 Gru 2012
Posty: 1023
niebieski
O co chodzilo z tym udostepnieniem Wam miejsca w business class: promocja, overbooking, rozlozenie rownomierne miejsc?
_________________
Życie jest dobre, ale dobre życie jest lepsze!
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 23 Wrz 2015 14:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Mar 2014
Posty: 1511
Loty: 135
Kilometry: 254 896
niebieski
Zacząłem pisać tą relację i niestety przestałem. Teraz mam na koncie już jedną z Grecji, a że tutaj mam sporo notatek i wklejoną częściową relację na innym forum, to postaram się ją dokończy w oparciu o te dwa źródła + dodać trochę fotek. Może akurat komuś przydadzą się informację tutaj zamieszczone, tym bardziej, że Tajlandia staje się coraz popularniejszym kierunkiem.
W odpowiedzi na pytanie 01ERES , dostaliśmy upgarde do klasy biznes, ale nikt nam nie wytłumaczył dlaczego i dlaczego akurat my. Co więcej podejrzewam, że sama obsługa nie wie tego, wyświetla im się taka informacja na komputerze i zmieniają rezerwację. Pewnie mieli komplet w ekonomicznej, więc zamiast płacić odszkodowanie woleli nas przenieść, zrobili tak jeszcze z jedną parą niemieckojęzycznych turystów. Każdemu życzę takiego upgrade, choć po nim nigdy latanie nie jest już takie samo.
Piszę w takim razie dalej relację, od następnego postu.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 23 Wrz 2015 15:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Mar 2014
Posty: 1511
Loty: 135
Kilometry: 254 896
niebieski
Tak oto miło i sympatycznie minął nam lot do BKK.
Po przylocie do Bangkoku, wypoczęci i zrelaksowani stwierdziliśmy, że zamiast jechać taksówką czas ruszyć na podbój miasta kolejka Sky Train. Bilety za 45 BTH zakupione i w drogę do ostatniej stacji Phaya Thai, a potem tuk tuk za 200 BTH (bez targowania, pewnie targując się można by dojechać za ok 130-150) na Khao San road gdzie mieliśmy swój hotel D&D Inn. Nie odpiszę czy były kolejki do odprawy paszporotwej bo biznes ma osobną odprawę bez kolejek, ale podobno tak owe występują. Walutę oczywiście bez problemu można wymienić w jednym z licznych kantorów na lotnisku. Aby każdy mógł ocenić indywidualnie jak duża jest różnica między lotniskiem na Khao San podaję kursy wobec dolara. Lotnskisko 3.041, Khao San 3.177. Tego dnia po dotarciu do hotelu mieliśmy w planach tylko dwie rzeczy: odświeżyć się w basenie oraz spotkać z kolegą ze studiów mojej Asi. Kolega na stałe mieszka w Bangkoku i zgodził się nas oprowadzić po mieście.
Pierwszego dnia chcieliśmy coś zjeść oraz dać mu "pamiątki" z Polski w postaci 4 butelek wódki (do Tajlandii można wwieść 1 litr mocnego alkoholu na głowę) oraz kabanosów. Z Khao San pojechaliśmy tuk-tukiem do knajpy prowadzonej przez byłego kucharza królowej. Niestety trochę zawiodła nasze oczekiwania. Jedzenie było przeciętne, a rachunek jak na warunki tajskie całkiem spory. Później wybieraliśmy już kuchnie uliczne, które były zdecydowanie smaczniejsze i tańsze. Wieczór spędziliśmy na odkrywaniu Khao San , smakowaniu lokalnych przysmaków.

Image

Image

Image

Co nas zaskoczyło to ceny alkoholu. Całkiem spore, właściwie to wyższe niż w Polsce, co zupełnie nijak miało się do cen jedzenia czy transportu. Wieża piwa kosztowała 550BTH za 3 litry napoju. A robaczek na patyczku tylko 20 BTH .

Po nocy w D&D Inn na Khao San przyszedł czas na podbój Bangkoku. Co do samego hotelu to przyzwoity. W pokojach czysto, te które są usytuowane od dziedzińca budynku cisza i spokój. Na dachu całkiem fajny basen z leżakami. W budynku naprzeciwko śniadania. Także jest to z pewnością miejsce które można polecić. Tak wygląda najbardziej znana ulica Bangkoku ok 9:00 rano.

Image

Image

Także jak widać rano nie uświadczy się pysznych, ulicznych przysmaków takich jak pancake, ani Pad Thaia. Szybki kurs z naszym bankodzko-polskim przewodnikiem Andrzejem w kierunku Pałacu Królewskiego i zaczynamy podziwiać najciekawszy zabytek stolicy Tajlandii. Z informacji praktycznych dodam, że wstęp jest drogi: kosztuje 500 BTH. Wcześniej nie ma potrzeby kupowania ani pożyczania na stoiskach ubrań. Pałac Królewski wypożycza je za darmo po opłaceniu kaucji (chyba 300 BTH). Dla kobiet są to suknie i koszule, dla mężczyzn długie spodnie. Oczywiście jak ktoś jest odpowiednio ubrany wchodzi we włsanych ubraniach. Ale jak tu przy temperaturze powyżej 30 stopni chodzić ubranym na długo? To co nas uderzyło, a czego akurat w Pałacu nie doświadczycie to smród. Naprawdę to miasto w wielu miejscach śmierdzi. Czasem są to śmieci, czasem jedzenie, czasem wszystko na raz. Po jakimś czasie już się tego nie czuje, ale początki bywają trudne. No i jak ktoś coś kupi, chociażby napój to niech go wypija od razu. Bo coś takiego jak kosz na śmieci to rzecz wręcz niespotykana. Nawet na ultranowoczesnych stacjach BTS i metra, a co dopiero na ulicy. Na terenie Pałacu uświadczycie też "przyjemności" przebywania z "milionem" innych turystów. Także na chwilę ciszy i podziwiania architektury nie ma co liczyć.
Image

Image

Image

Image

Image
Nie zanudzam dużą ilością zdjęć z atrakcji turystycznych Bangkoku, bo każdy już to widział w innych relacjach.

Z Pałacu Królewskiego przeszliśmy dalej do świątyni Leżącego Buddy (wstęp 100BTH, na wejściu otrzymuje sie odzienie wierzchnie w postaci "szlafroku"). Dojście do owej świątyni wiedzie przez targowisko, na którym głównym towarem są amulety. Fajne miejsce, gdzie można kupić całkiem osobliwe rzeczy i zasmakować ulicznej kuchni.

Image

Ze Świątyni Leżącego Buddy wybraliśmy się w dalszą drogę do Wat Arun. Przyjemny to szlak, ponieważ wiedzie przez targ i stoiska z pamiątkami. Ale po kolei. Na bazarze możecie zakupić różne tajskie przysmaki, od suszonych ryb, poprzez soki aż po jedzonko z gar kuchni. Tam też niestety miały miejsce sytuacje które później rzutowały na cały nasz dalszy wyjazd. Asia spróbowała świeżo wyciskanego soku z granatu, którego następnie szukała na wszystkich stoiskach z sokami w Tajlandii (niestety znaleźliśmy go tylko w BKK), spróbowaliśmy też świeżego kokosa i soku z niego, a do tego zjedliśmy Pad Thaia. I tak oto rozpoczęła się nasza prawdziwa przygoda z kuchnią tajską. Obok owego targu odpływają stateczki na drugą stronę rzeki, pod samą świątynie Wat Arun. Przedtem są stoiska z pamiątkami. Początkowo nic na nich nie kupiliśmy, ale ostatecznie pod koniec naszego wyjazdu, przy ponownej wizycie w BKK, okazało się, że właśnie tam są tanie pamiątki. Jako, że lubimy osobliwe środki transportu, i akcje których w Polsce nie doświadczymy (przynajmniej w Poznaniu), płynięcie tramwajem wodnym sprawiło nam wielką frajdę, którą później kilkukrotnie powtarzaliśmy . Tym bardziej, że cena dopłynięcia na drugi brzeg jest zawrotna, całe 3 BTH.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 24 Wrz 2015 12:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Mar 2014
Posty: 1511
Loty: 135
Kilometry: 254 896
niebieski
Z Wat Arun mieliśmy wybrać się do muzeum Jima Thomsona. Jednakże spora odległość, i ogólne zmęczenie zweryfikowały nasze plany. Postanowiliśmy jechać do Chinatown. A tam najlepiej dostać się statkiem : ) Tym sposobem odbyliśmy jeszcze dłuższą podróż rzeką. Swoją drogą jest to rzeka zupełnie inna niż to co jest nam znane z Polski. Po pierwsze pływają na niej ogromne barki , a po drugie jest niesamowicie brudna. Ot taki lokalny koloryt. No i pływają w niej bardzo duże ryby. Choć chyba nie chciałbym mieć jej na talerzu. Droga od przystani do Chinatown to 40 BTH, trwa jakieś 15 min. Sama dzielnica chińska to tak naprawdę znany nam Bangkok tylko „opisany” na szyldach w innym alfabecie. No i zagłębie jubilerów. Jeśli ktoś planuje zakupy złota musi koniecznie się tam wybrać. Poza tym sama okolica niczym specjalnym się nie wyróżnia.
Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Zakupiliśmy tam pierwszą naszą pamiątkę. Prawdziwą, chińska, zieloną herbatę. Obecnie smakuje ona pysznie:) Tam też rozstaliśmy się z Andrzejem, który wyruszył w stronę swojego domu a my w stronę Khao San. I tutaj małe zaskoczenie. Podchodzimy do pierwszego Tut-tuka i oferujemy 70BTH za kurs. Kierowca odmawia. Mówi, że pojedzie za 100BTH. To samo robimy za kolejne kilkadziesiąt metrów. Ta sama sytuacja, która powtórzyła się jeszcze z 3 kierowcami. Byliśmy pewni, że skoro stoją w miejscu to wolą się przejechać i zarobić. Ale jednak się zaskoczyliśmy. Dlatego zatrzymałem kolejnego i pytam do za ile. Jaką otrzymałem odpowiedź … 200!!! No i musiałem się targować do 100, co wcześniej miałem zapewnione z góry! Także jak widać, nie z każdej ceny można tak bez problemu zjechać. Nagrałem też krótki filmik z jazdy Tuk-Tukie, niestety kierowca wyjątkowo spokojnie i przepisowo jechał, a ja tu chciałem pokazać jakie to ciekawe doświadczenie :)



Image

Image

Kolejny dzień stanowił małe wyzwanie. Wieczorem o 21:00 mieliśmy odjazd z stronę Koh Tao. Hotel trzeba było opuścić o 12:00 i następnie czymś się zająć. Postanowiliśmy, że zostawimy bagaże w hotelu i udamy się na Golden Mountain. Wybraliśmy się tam spacerem po drodze mijając Demokracy Monument oraz dziesiątki kierowców Tut-Tuków, którzy postanowili nas przekonać, że wszystkie atrakcje turystyczne są w danym dniu zmaknięte. Także jak widać owy patent na oszustwo turystów jest ciągle żywy. Oczywiście wszystko tego dnia było czynne. Wat Saket czyli kompleks świątynny wokół Golden Mountain jest miejscem wartym zobaczenia. Nie ma tam zbyt wielu turystów, a ze szczytu rozpościera się całkiem ładny widok na miasto.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

W okolicy natomiast znajdują się ulice o konkretnym profilu handlowym. Np na jednej sprzedawane są wyroby z drewna: drzwi, karnisze, doniczki. Na kolejnej instrumenty muzyczne, na innej jeszcze figurki buddy, od najmnejszych po takie ponad 2 metry.

Image

Pozostał nam jeszcze powrót na Khao San i oczekiwanie na odjazd w kierunku wysp. Po drodze widzieliśmy jeszcze Giant Swing (nie warto się wybierać). Jako, że kwestie transportu są dla wielu istotne to trochę na ten temat. Bilety kupiliśmy już w Polsce poprzez internet, kurs Bangkok - Koh Tao . Jeden 1100BTH. Na samym Khao San wiedzieliśmy już oferty za 600 BTH, ale nie wiem kto jest przewoźnikiem. Sama Lomprayah w swoim biurze ma takie same ceny jak w internecie. Co do przewoźnika to zaoferował on dość fajny autobus. Wszystko odbyło się sprawnie i punktualnie. Każdy dostał swoje naklejki i ruszyliśmy w podróż, o czym już w następnym poście: )
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 27 Wrz 2015 13:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Mar 2014
Posty: 1511
Loty: 135
Kilometry: 254 896
niebieski
Początkowo plan był taki. Koh Nang Yuan, potem kilka dni Tao i kilka Phangan. Nawet na Tao mieliśmy już klepnięty hotel, tylko odwołaliśmy. Stwierdziliśmy, że żal nam trochę dnia na przenosiny i transfer, i że lepiej jeśli zostaniemy w jednym miejscu. Decyzja w sumie inna niż większości podróżujących po tamtych okolicach, ale nie żałujemy. Podróż na południe rozpoczęliśmy z okolicy Khao San, tam podstawiono kilka autobusów ruszyliśmy dalej. Nasz był w całkiem dobrym stanie technicznym, choć akurat fotele na których siedzieliśmy nie posiadały pasów bezpieczeństwa. Po drodze do przystani kierowcy robią jedną dłuższą przerwę w czasie której można odwiedzić całkiem osobliwą stację benzynową. Dodam, że Pani przez megafon mówi non stop! A toaleta przedstawiona na obrazku to podobno standard tajski.



Image

Image

Po dotarciu do przystani ok 1,5 godziny oczekiwania na prom. I co... zaczęło lać. Jak z wiadra. No tośmy sobie pomyśleli „pięknie zaczyna się nam przygoda na wyspach”. I tak padało, aż do Tao, gdzie mieliśmy przesiadkę na dalszą trasę w kierunku Nang Yuan. Na wyspie można zamieszkać wyłącznie w Nang Yuan Resort. Rezerwacje wyłącznie przez ich stronę internetową, ceny całkiem wysokie. Chcieliśmy jednak spędzić trochę czasu w tak rajskim miejscu, a wiedzieliśmy, że jedynym kluczem to pobycia tam w ciszy jest nocleg. Niestety w ciągu dnia miejsce to odwiedzają dzikie tłumy. Po dotarciu do recepcji otrzymaliśmy pakiet informacji przydatnych. Tj. transfer Tao-Nang-Tao jest bezpłatny, wejście na wyspę również (inaczej 100BTH), oraz ma się dwa leżaki w cenie. Do tego w cenie jest również śniadanie. Tyle plusów. Zarezerwowany mieliśmy najtańszy domek na wyspie, choć i tak drogi. Cena 1500 BTH. Niestety domek okazał się kompletną porażką. Rozwalona umywalka, wszędzie brudno i brzydko. Owszem nie spodziewaliśmy się luksusów. Jednak skromny domek to jedno, a domek o który nikt nie dba a kasuje za niego sporą jak na lokalne warunki kasę to drugie. Owszem wyspa sama w sobie jest miejscem pięknym, posiada też super rafę dookoła. Ale … no właśnie. Wszystko jest tam ustawione pod kasę. Wstęp na wyspę , ceny i jakoś jedzenia. Wynajem brudnych i zaniedbanych leżaków. Nawet woda pod prysznicem jest płatna. Otóż woda morska jest strasznie słona, a w łazienkach nie ma dostępu do wody słodkiej. Jest tylko morska, z tego powodu ośrodek kasuje za prysznic 50 BTH!!! Do tego fatalna obsługa i tłumy turystów. Szczególnie głośnych Azjatów robiących z wypoczynku na Nang Yuan mały koszmar. Jak wpaść to tylko na chwilę, bardziej rano lub popołudniu gdy ludzi jest mniej. A najlepiej nie wpadać w ogóle. Jest dużo więcej przyjemniejszych miejsc w okolicy, których głównym zdaniem nie jest nabijanie kasy. A teraz parę fotografii z okolicy oraz jeden filmik . Niestety nie posiadam GoPro, także podwodne ujęcia wychodzą średnio. Ale kiedyś to GoPro uzbieram i wtedy dopiero pokaże co potrafię pod wodą z maską :) 3 aaa dodam tylko, że po dotarciu na Tao pogoda się poprawiła i można było plażować. Później około 15 znów lało aby wieczorem się wypogodzić. Taką pogodą przywitało nas południe Tajlandii. Niestety część zdjęć ma taką sobie jakość i ostrość. W czasie pierwszego dnia pobytu na Nang Yuan zepsuł się nam obiektyw i mieliśmy problem z ostrością zdjęć, robieniem ich w pomieszczeniach i po zmroku, oraz zostaliśmy pozbawieni zooma. Trochę to skomplikowało fotografowanie , ale robiliśmy co w naszej mocy aby mimo to oddać piękno tych miejsc.



Image

Image

Następny dzień od rana po wymeldowaniu (godzina wymeldowania to 10:00) spędziliśmy na plaży, a raczej na nurkowaniu i snurkowaniu (jako nurkowanie mam na myśli schodzenie na dno bez tlenu, ale jako był pływak mam to dośc dobrze opanowane). I tak nam czas minął do godziny 14. Później rozpoczynał się transfer na Phangan. Na szczęście na samym Nang Yuan udało nam się na końcu plaży odszukać między kamieniami ustronne miejsce , gdzie była cisza i spokój. Bo tłumy są tam straszne. Na Phangan płynęliśmy znów lomprayah za 500 BTH. W czasie płynięcia promem i transferu na wyspie również lało i to dość mocno. Ale od następnego nie miały się rozpocząć lazurki, biały piasek i rajskie wakacje:)

Image

Od 7.08 zaczynał się nasz najbardziej wyczekiwany etap podróży, ale również etap co do którego było najwięcej obaw. Obawy dotyczyły szczególnie pogody. Jednak to pora deszczowa, z tego co jest napisane w necie pada co drugi dzień. Początek wyjazdu potwierdzał trochę obawy. W końcu padało i to sporo. Do tego przez cały lipiec śledziłem kamery internetowe na stronie http://www.samuiwebcam.com/ , na których co prawda deszczu nie było zbyt wiele, ale chmur już całkiem sporo. Dodatkowe obawy pojawiły się w trakcie wyjazdu, skoro na Nang Yuan mieliśmy taki dziadowski domek, to kto wie czy historia się nie powtórzy. A o ile jedna noc to nie problem, to jednak spędzenie 8 nocy w takich warunkach potrafiłoby zepsuć rajski urlop jaki planowaliśmy. Wybierając Koh Phangan długo zastanawialiśmy się na wyborem plaży. I tutaj bardzo pomocne okazały relacje z podróży odszukane w necie. Ostatecznie padło na Haad Yao. Pozostało do wyboru jeszcze odpowiednie miejsce noclegowe. Do finału przeszły dwa ośrodki Longbay Resort oraz High Life. Ostatecznie padło na Longbay, wyłącznie ze względu na niższy koszt. Oba ośrodki proponowały właściwie identyczną cenę, jednak w Longbay w cenie są śniadania. Jeśli pomnożyć średnią cenę śniadania 150-200BTH razy dwie osoby razy 8 nocy, wyjdzie już całkiem duża oszczędność. W Longbay mieszkaliśmy w najtańszych domkach Garden Hut. Sam domek był dość mały, jednak spełniał wszystkie podstawowe potrzeby. Był czysty, miał ciepłą wodę ,klimatyzację i wygodne łóżko. Na zewnątrz był zadaszony taras z krzesłami i stolikiem. Sprzątano go każdego dnia i uzupełniono o dwie butelki wody. W ofercie są domki dużo większe i jak mniemamy lepiej wyposażone, ale oczywiście droższe. Sam ośrodek prezentował się naprawdę super. Bardzo zadbany, codziennie sprzątany, grabiony, podlewany. Nie można było się specjalnie do czego przyczepić. Na terenie ośrodka specjalny parking dla skuterów, basen z leżakami, leżaki na plaży, restauracja, bar. Wszystko wśród ogromnej ilości zieleni. Każdego dnia były też śniadania. Robiono na zamówienie dowolne potrawy z jajek. Poza tym wybór owoców, jogurty, dżemy, jakiś ryż. Ot typowo hotelowy standard. Niczym nie wyróżniający się ani na plus ani na minus. Jedyne co odkryliśmy ostatniego dnia i co nam się nie spodobało to fakt, że woda w dystrybutorze w czasie śniadania pochodziła z kranu, a soki to tak naprawdę koncentrat z wodą z kranu. Ale jak się potem okazało się tajski standard. Obok ośrodka mamy wszystko co turyście potrzebne. Wypożyczalnie skuterów, Seven Eleven, pralnie, masaże i wieczorem pana z Pancake. Do tego kilka restauracji zarówno na plaży jak i w „miasteczku”. Tak naprawdę można by się nie ruszać z miejsca, a i tak spełniłoby się wszystkie swoje potrzeby. To teraz kilka zdjęć z plaży Haad Yao oraz ośrodka w czasie pierwszego dnia pobytu.

Image

Image

Image

Image

Image
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez Washington, 20 Paź 2015 22:38, edytowano w sumie 1 raz
usunięcie dubla
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 07 Paź 2015 15:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Mar 2014
Posty: 1511
Loty: 135
Kilometry: 254 896
niebieski
Plaża Haad Yao ma kilka dużych plusów: jest szeroka, ma fajny piasek, właściwe brak na niej ludzi, oraz w odległości ok 50m od brzegu jest atrakcyjna rafa. Minusem jest fakt, że rano są takie odpływy, że głęboko jest właśnie dopiero w okolicy rafy. Do której dość trudno dojść oraz dopłynąć. Dość bo mnóstwo kamyczków raniących nogi, a dopłynąć bo wody nie ma nawet po kolana. Ale jest w jednym miejscu dość głęboki przesmyk i można tam pływać. Pierwszy dzień przywitał nas średnią pogodą, było bardzo ciepło, ale trochę chmur spowiło niestety niebo. Choć i za tymi chmurami ciało nadal się opala. Wieczorem spróbowaliśmy masażu tajskiego (zdecydowanie polecamy). Cena na plaży 300BTH cena w "miasteczku" 250 BTH i tam właśnie rekomendujemy masaże. A spróbować musi każdy odwiedzający Tajlandię. Tanio, a niezwykle przyjemnie.

Plan na Phangan mieliśmy taki, że jeden dzień wypoczywamy na Haad Yao drugi urządzamy sobie wycieczkę. Naprzeciwko 7/11 wypożyczaliśmy skuter. Wersja z silnikiem o pojemności 125 za 250BTH na dobę. Uznaliśmy, że skoro jeździmy we dwójkę na jednym to lepszy będzie silniejszy silnik. Był to zdecydowanie dobry wybór. Górki na Phangan są naprawdę spore (najbardziej strome podjazdy mają 20% nachylenia). Dzień przywitał nas słońcem.

Po wypożyczeniu skutera w pierwszej kolejności wybraliśmy się na plażę Haad Mae Haad aby niczym odkrywcy w majtkach spenetrować Koh Ma. Marzyła nam się prawie dziewicza i bezludna wyspa połączona bardzo wąskim przesmykiem. W zamian otrzymaliśmy brzydkie plaże, mnóstwo śmieci i pozostałości domków oraz szerokie dojście. Rozczarowanie pełną gębą.

Image

Image

Image

Po tym mały rozczarowaniu ruszyliśmy dalej na podbój wyspy. Tym razem stanęło na Haad Salad. I powiem Wam szczerze, że plaża chyba wygrywa konkurs na najlepszą palże na Phangan. Jest bardziej kameralna niż Yao, ale ma miększy piasek i dużo lepsze warunki do pływania i nurkowania a do tego obłędnie przeźroczystą wodę.

Image

Image

Image

Po Haad Salat przyszedł czas na wodospad Paradis Waterfall. (w ogóle mapki całej wyspy są łatwo dostępne w okolicach jak i w samych biurach podróży, których jest mnóstwo). Sam wodospad nie jest imponujący ale jako ciekawostka wart zobaczenia. Jest to też forma relaksu dla dzieci kąpiących się w nim po szkole. Wokół trochę śmieci które również psują wizerunek miejsca.

Image

Image

Następnie dalej wsiedliśmy na naszego mechanicznego rumaka i ruszyliśmy w kierunku kolejnego wodospadu Phaeng Waterfall na terenie parku narodowego. Obok wodospadu istniała opcja przejażdżki na słoniu w którym zrobiliśmy sobie małe zdjęcia.

Image

Image

Image
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
Iwogo lubi ten post.
 
 
 [ 8 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group