Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 29 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 30 Lis 2013 01:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Wrz 2012
Posty: 943
Loty: 101
Kilometry: 164 561
niebieski
Witam ;)

Zbierałem się do napisania tej relacji od dłuższego czasu więc chyba pora się za to zabrać. Na początek będzie to taki prolog ;) jutro prawdopodobnie część 1 wraz ze zdjęciami. Cały wyjazd trwał 14 dni podczas, których pokonałem blisko 4 tys km z czego zdecydowana większość była pokonana autostopem ;) podróż obejmowała następujące kraje:Czechy-Słowacja-Węgry-Chorwacja-Czarnogóra-Bośnia i Hercegowina-Serbia-Węgry-Słowacja-Polska. Skąd pomysł na podróż autostopem? Zbierałem się na taki krok blisko 2 lata od kiedy pierwszy raz wyjechałem poza granice naszego kraju (Berlin IC), dużo czytałem relacji z podróży autostopowych i dorastałem do tego kroku ;) tak więc w 2011 roku po kilku odbytych już podróżach min Ryanairem zdecydowałem się na podróż autostopem. Najpierw na próbę pojechałem autostopem do Paryża (maj '11) na mecz PSG ;)
Wyjazd do Paryża okazał się bardzo udany i postanowiłem w lipcu wyruszyć na dłuższą podróż. Początkowo brałem dwie opcje do wyboru: Portugalia albo Bałkany. Po kilku dniach przemyśleń zdecydowałem się na opcję nr 2. Tak więc cel został obrany, pozostało tylko rozpocząć przygotowania. Analizy map, dróg, tras, ustalenie miejsc do zobaczenia, przeglądanie for autostopowych, kontakty z osobami, które już tam były. To wszystko pozwoliło mi na wstępne oszacowanie czasu i ustalenie trasy. Tak więc wstępna trasa zapowiadała się następująco: Warszawa-Czechowice Dziedzice-Cieszyn-Czechy-Słowacja-Węgry-Chorwacja:Split-Makarska-Dubrownik-Czarnogóra: Kotor-Herceg Novi-Budva-Święty Stefan-Bośnia i Hercegowina: Mostar-Sarajewo-Serbia: Belgrad-Nowy Sad-Węgry-Słowacja-Polska ;)
Dokonałem oczywiście potrzebnych zakupów na wyjazd tego typu i mogłem ruszyć w podróż ;)

To tyle na dziś na wstępie. W weekend pierwsza dłuższa relacja.
_________________
Zapraszam na moją stronę! :) https://www.facebook.com/zyjipodrozujzp ... page_panel

Image


Ostatnio edytowany przez krasnal 01 Gru 2016 13:12, edytowano w sumie 2 razy
Tagowanie
Góra
 Relacje PM off  
 
#2 PostWysłany: 30 Lis 2013 02:09 

Rejestracja: 23 Lis 2013
Posty: 226
Loty: 54
Kilometry: 59 518
Zbanowany
Zawsze podziwiałem autostopowiczów za odwagę, zwłaszcza "jedynaków". Czekamy na relację:)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 30 Lis 2013 12:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 Sie 2013
Posty: 976
Loty: 5
Kilometry: 5 110
Także czekam na relację :)
_________________
Pytania o Gdańsk/trójmiasto? Śmiało, spróbuję pomóc.
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 30 Lis 2013 12:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Wrz 2012
Posty: 943
Loty: 101
Kilometry: 164 561
niebieski
No więc zaczynamy ;) będę opisywał każdy dzień podróży.Ogólnie z całej podróży mam zapiski,które postaram się tutaj streścić ;)

Dzień 1: Witaj przygodo! z plecakiem na Bałkany

Wstałem o 5:00, po ogarnięciu się ruszyłem z plecakiem o wadze 20 kg na pociąg linii skm z Legionowa do Warszawy Centralnej. O godzinie 7:30 miałem pociąg do Czechowic-Dziedzic. Podróż była spokojna i na miejsce dotarłem o godzinie 11:20. Tam szybka wizyta w sklepie po małe zakupy, rozejrzenie się po okolicy i o 12:10 wsiadłem do pociągu jadącego do Cieszyna. W pociągu do Cieszyna miałem okazję poznać mieszkańca Moskwy Eugeniusza, który jak się okazało był również podróżnikiem, a co więcej wydawał w Rosji przewodniki o Polsce (pokazywał mi jeden egzemplarz) i właśnie był w trakcie zbierania materiałów do kolejnego wydania ;) Tak więc po dotarciu do Cieszyna jeszcze chwilę porozmawialiśmy i każdy z nas udał się w swoją stronę. Tego dnia po raz pierwszy w życiu przekroczyłem granicę polsko-czeską i uradowany ruszyłem szukać miejsca do złapania pierwszego samochodu w stronę Słowacji ;) kilka zdjęć:

Załącznik:
DSCN5099.JPG


Tak więc pełen optymizmu zrobiłem odpowiednią kartkę i rozpocząłem zabawę ;) Niestety okazało się, że początki nie będą takie łatwe jak zakładałem. Pierwszy samochód zatrzymał mi się dopiero po ponad godzinie! Nie dość, że czekałem ponad godzinę to z młodą parą Czechów, którzy się zatrzymali przejechałem ledwie 15 km :) no, ale na początek dobre i to było. Zostawili mnie w miejscowości Trinec. Niestety Trinec okazał się równie pechowy co Cieszyn...tam dopiero po 2 godzinach stania! zatrzymała mi się starsza para Słowaków, która przyznała mi z rozbrajającą szczerością, że widzieli mnie prawie 2 godziny wcześniej jak jechali w przeciwnym kierunku i zrobiło im się mnie szkoda, że nadal tu stoję więc mnie zabrali :) niestety z nimi również dużo nie przejechałem bo ok 10 km. Na dodatek wysadzili mnie w beznadziejnym miejscu gdzie nie było w ogóle miejsca do łapania stopa i musiałem zdecydować się na spacer w poszukiwaniu lepszej miejscówki.

Załącznik:
DSCN5101.JPG


No więc zdecydowałem się na spacer poboczem, trwał on około 20 minut gdy nagle zatrzymał się samochód. Okazało się, że jechało nim 2 młodych Słowaków i postanowili sami z siebie mnie zgarnąć z trasy. Wytłumaczyłem im w, którym kierunku chcę jechać. Postanowili mi trochę pomóc ;) z nimi też wjechałem do Słowacji. Najpierw pojechaliśmy pod dom jednego z nich żeby go zostawić, następnie kierowca zawiózł mnie na miejscówkę z, której według niego często zabierani są autostopowicze. Miejscówka była dość dobra to zatrzymania nawet dużych samochodów więc stałem tam z nadzieją, że w końcu coś się ruszy. No i po około 25 minutach zatrzymał się polski TIR. Kierowca nie ukrywał, że zatrzymał się tylko i wyłącznie z powodu mojej "polskiej" koszulki (tak to bardzo pomaga przy takich podróżach). To był mój najdłuższy stop tego dnia bo kierowca wysadził mnie ok 50 km od Bratysławy na stacji benzynowej. Podziękowałem mu za podwózkę i w rzeczy samej w tym miejscu planowałem pierwszy nocleg. Jednak jak się okazało los sprawił, że jednak tego wieczoru czekała mnie jeszcze jedna podróż ;) Po zjedzeniu kolacji około godziny 20stej postanowiłem jeszcze spróbować złapać transport w okolice Bratysławy i po około 10 minutach zgarnął mnie mieszkaniec Bratysławy. Wpadłem z nim w rozmowę w, której to zachwalał on walory Słowacji i nie mógł zrozumieć czemu chcę jechać na Węgry skoro jak on to mówił "Madziary to ino kukurydza nic więcej" ;) a Słowacja to piękny kraj ;) Tak więc sympatyczny Słowak wysadził mnie na stacji benzynowej przy autostradzie gdzie już definitywnie postanowiłem nocować. Do spania miałem tylko karimatę i śpiwór, żadnego namiotu co było dość ryzykowne jak się z czasem okazało ;) Tak oto zakończył się mój 1 dzień podróży.

Załącznik:
DSCN5107.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Zapraszam na moją stronę! :) https://www.facebook.com/zyjipodrozujzp ... page_panel

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 30 Lis 2013 14:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Wrz 2012
Posty: 943
Loty: 101
Kilometry: 164 561
niebieski
Dzień 2: Autostopem po węgierskich trasach

Po porannym ogarnięciu się w toalecie na stacji i śniadaniu postanowiłem nie tracić czasu i ruszyć w dalszą drogę. Liczyłem na dużo więcej szczęścia ;) W planach było łapanie transportu w stronę Budapesztu. Jednak okazało się, że ten dzień nie różni się zbyt wiele od dnia poprzedniego ponieważ przez 2 godziny w okolicy stacji nic się nie chciało zatrzymać. Zrezygnowany poszedłem na parking w poszukiwaniu jakiegoś transportu. Tam wypatrzyłem półciężarówkę na polskich blachach. Podbiłem i po krótkiej rozmowie okazało się, że kierowca niedługo rusza na Węgry. W ten sposób udało mi się wydostać ze stacji. Początkowo kierowca zaproponował mi, że wysadzi mnie na granicy słowacko-węgierskiej, ale po krótkim namyśle stwierdził, że lepiej będzie jak wysiądę kawałek dalej na dużej stacji bo tam i tak sporo osób zjeżdża bo to ostatnie miejsce gdzie można kupić winiety. No i w ten sposób znalazłem się na naprawdę sporej stacji benzynowej gdzie faktycznie pojawiało się mnóstwo samochodów. Niestety nie sprzyjało to mi w żaden sposób. Lekko ponad 30 stopni w słońcu, ponad 4 godziny stania i nic. Na dodatek podczas tych 4 godzin stania przekonałem się na własnej skórze jak czepialska jest węgierska policja. Najpierw podjechał do mnie patrol, który nakazał mi zejście w głąb stacji bo ich zdaniem łapałem samochody jadące autostradą, a nie te wyjeżdżające ze stacji. Po krótkiej rozmowie zgodziłem się i zszedłem w głąb. Po blisko 2 godzinach ten sam patrol znów do mnie podjechał (akurat siedziałem i odpoczywałem) no i tym razem nie obyło się już bez serii pytań i kontrolnego sprawdzenia dokumentów. Pośmiali się z mojego pomysłu i pojechali dalej. W międzyczasie pojawiła się również propozycja od mieszkańców Rumunii żeby jechać w kierunku tego kraju jednak nie skorzystałem bo mogło to znacznie skomplikować moje plany ;) No i w końcu los się do mnie uśmiechnął i zatrzymał się mieszkaniec Budapesztu, który akurat wrócił na wakacje do domu z Anglii (jechalismy angielskim samochodem z kierowcą z prawej strony-dziwne uczucie :) ) podczas podróży z nim sporo porozmawialiśmy, poczęstował mnie też swoim jedzeniem, które miał akurat ze sobą. Docelowo chciałem wysiąść na obwodnicy Budapesztu żeby mieć prostą drogę na Chorwację już.
Moim celem była trasa M7 lecąca w kierunku Balatonu. Niestety mój kierowca zignorował idealny do tego zjazd bo twierdził, że dalej jest lepsza miejscówka. No i w końcu wysadził mnie w miejscu w, którym....jak się okazało spory odcinek trasy jest w budowie (i to w moim kierunku) i stacja, która tam była jest zamknięta. Kierowca nie mógł mi więcej pomóc i pojechał, a ja zmuszony byłem na prędko kombinować co dalej. Ruch niewielki w obie strony, na dodatek zero możliwości do łapania stopa. Czekał mnie więc dłuuugi spacer (kilkanaście km jak się potem okazało) po węgierskich autostradach. Po jakimś czasie gdy znalazłem już właściwy kierunek (niestety po drodze lekko się zgubiłem i poszedłem nie tam gdzie trzeba co kosztowało mnie nadrabianie potem sporej odległości) i szedłem poboczem zatrzymała się kobieta z córką i psem, która postanowiła mi pomóc i podwieźć mnie spory kawałek w kierunku Balatonu. Niestety jednak w pewnym momencie zjeżdżała ona z autostrady na co ja pozwolić sobie nie mogłem i musiałem wysiąść na autostradzie i kontynuować podróż pieszo. Po dłuższym spacerze zostałem zatrzymany przez węgierski patrol policyjny na motorach. Nakazali mi oni opuszczenie autostrady najbliższym zjazdem. Nie próbowałem nawet się kłócić bo wiem, że węgierska policja wlepia spore mandaty. No i tym sposobem byłem eskortowany (ja pieszo pomiędzy 2 motorami) do zjazdu i tam zostałem zostawiony już przez policję. Gdy tylko zobaczyłem, że zniknęli za horyzontem wróciłem znów na autostradę ;)
W końcu w godzinach późno popołudniowych udało mi się dotrzeć pieszo na stację gdzie postanowiłem odpocząć. Tutaj też spotkałem polską rodzinkę podróżującą samochodem do Chorwacji. Niestety nie zaprezentowali się zbyt dobrze. Rozmawiałem z szanowną głową rodziny (mamusia z dziećmi nawet na mnie nie zwrócili uwagi) który lekko się podśmiewał z tego, że autostopem do Chorwacji (bo jego to stać więc jedzie samochodem) i ogólnie, że on to by mnie może i zabrał, ale no jedzie całą rodziną więc tak nie bardzo ma miejsce. Z takim obrazem "naszych" podczas tego wyjazdu spotkałem się jeszcze kilkukrotnie o czym w dalszych częściach relacji. Po zakończeniu tej rozmowy rodzinka odjechała, a ja postanowiłem skorzystać z tego, że jestem niedaleko Balatonu i ruszyłem na kładkę idącą nad autostradą żeby popatrzeć na Balaton. Zdjęcia poniżej:

Załącznik:
DSCN5109.JPG


Załącznik:
DSCN5110.JPG


Po zrobieniu zdjęć wróciłem na stację. Ruch był już praktycznie zerowy. Popytałem jeszcze kilku kierowców, którzy się tam pojawili bądź stali w tirach czy jadą do Chorwacji. Niestety nikt nie jechał w tym kierunku. Usiadłem więc już zrezygnowany przy stoliku, który należał do mini baru, który był przy stacji, wyjąłem konserwę żeby zjeść kolację i najpewniej pójść spać. Plecak wsadziłem na krzesełko obok, a kartkę z napisem "Croatia" wsadziłem pomiędzy plecak, a oparcie krzesła tak żeby była skierowana w stronę drogi. No i nagle stał się cud. Na stację po kawę podjechał koleś w średnim wieku i gdy wychodził zauważył moją kartkę. Podszedł i zapytał czy chcę jechać do Chorwacji. Oczywiście odpowiedziałem, że tak i po 3 minutach siedziałem już w jego samochodzie i jechaliśmy do Chorwacji :D przemiły Chorwat miał na imię Mladen i wracał do domu w miejscowości Varazdin. Ruszyliśmy i przez spory odcinek trasy podziwiałem z okna widok na Balaton ;) w trakcie podróźy dowiedziałem się, że Mladen ma żonę polkę, ale niewiele umiał po polsku ;)
Na granicy węgiersko-chorwackiej kontrolerzy przyglądali mi się dość uważnie i chcieli zobaczyć zawartość bagażnika Mladena. Po kontroli ruszyliśmy dalej i moja podróż zakończyła się na ogromnej stacji przy autostradzie w kierunku Zagrzebia. Była godzina 23:30, wtedy mogłem po raz pierwszy powiedzieć udało się! jestem w Chorwacji! :D
Po krótkiej radości postanowiłem z racji pory poszukać noclegu. Na stacji kręciło się sporo osób (był tam ogromny parking więc sporo osób tam miało postój nawet na nocki) więc zdecydowałem się udać na polankę za stacją. Niestety na mojej drodze stanął kanałek od ścieków. Na pierwszy rzut oka wyglądał na pusty i nieduży do przeskoczenia. Tak więc podjąłem próbę sforsowania go..prawa noga przeszła i już stwiałem również lewą po drugiej stronie i niestety katastrofa! Lewa noga obsunęła mi się prosto do kanałku, który jak się okazało nie był pusty...całą stopę i spory kawałek łydki miałem w ściekach...masakra, załamka i szybki sprint na stację do wc. Tam kilkunastominutowe szorowanie nogi i sandału (dobrze, że miałem sandały, a nie normalne buty) nogę udało się wyczyścić,ale jednak pewien dyskomfort pozostał. Po tym zdarzeniu darowałem sobie kolejną próbę sforsowania kanałku i poszedłem na tyły stacji gdzie położyłem się na chodniku przy drzwiach twarzą do ściany. W ten sposób udało mi się jakoś zasnąć ;)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Zapraszam na moją stronę! :) https://www.facebook.com/zyjipodrozujzp ... page_panel

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 30 Lis 2013 16:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Wrz 2012
Posty: 943
Loty: 101
Kilometry: 164 561
niebieski
Dzień 3: Witaj Chorwacjo! Jedziemy na Split!

Na chorwackiej stacji zostałem obudzony przez kręcących się turystów około godziny 7. Na początku nic sobie z tego nie robiłem i nadal leżałem twarzą skierowaną do ściany jednak co i rusz pojawiały się komentarze w naszym języku "zobacz śpi na stacji! Rób mu zdjęcie!" co zaczynało mnie już pomału irytować i ostatecznie zmobilizowało mnie to do wstania, ogarnięcia się, zjedzenia śniadania i ruszenia w dalszą drogę ;)
Na kartce umieściłem napis SPLIT ponieważ chciałem się czym prędzej dostać właśnie tam. Po paru minutach od rozpoczęcia łapania stopa zatrzymał się Chorwat, który jechał do Zagrzebia. Po chwili zastanowienia podziękowałem mu za propozycję licząc na to, że szybko złapię coś do Splitu.

Załącznik:
DSCN5117.JPG


Jednak i ten dzień zaczynał się tak samo, znów zmuszony byłem do dość długiego czekania w coraz większym upale, który nasilał się z każdą godziną. W końcu zatrzymał się starszy Niemiec jadący do Zagrzebia. Tym razem już nie odmówiłem bo chciałem wydostać się z tej nieszczęsnej stacji benzynowej. Ruszyliśmy i mój kierowca poinformował mnie, że wysadzi mnie w bardzo dobrym miejscu gdzie na bank coś złapię. No i wysadził mnie na...autostradzie. Na dodatek biegnącej w przeciwnym kierunku, a kierowca doradził mi żebym po prostu przebiegł autostradę w poprzek żeby dostać się na odcinek w przeciwną stronę. Po krótkim zapoznaniu się z okolicą doszedłem do wniosku, że ten pomysł choć bardzo głupi jest jedynym wyjściem w tej sytuacji. No i po kilku minutach byłem już po drugiej stronie gdzie ruch w kierunku Splitu był spory no i co najważniejsze była tam wylotówka na autostradę. Niestety stanie na wylotówce w niczym mi nie pomogło, upał był już przeogromny,a w okolicy nie było nawet trochę cienia. Po jakimś czasie jeden z kierowców zatrzymał się i doradził mi, żebym łapał stopa w kierunku miejscowości Karlovac i dopiero stamtąd na Split. Tak jak mi doradził też uczyniłem. Jednak i to nie przyniosło żadnych efektów. Miałem już dość tego miejsca więc ruszyłem poboczem autostrady w kierunku bramek oznaczających płatny odcinek autostrady. W momencie gdy byłem już niedaleko tych bramek zatrzymał się samochód. Okazało się, że jedzie nim Milan, mieszkaniec Karlovac. Szybko zaproponował mi transport i po przekroczeniu bramek ruszyliśmy do tej miejscowości. Milan okazał się bardzo sympatycznym człowiekiem, który sam w młodości podróżował autostopem. Na pożegnanie zostawił mi swoją wizytówkę i zaprosił na następne wakacje do siebie do domku nad Jeziorami Plitwickimi ;)
Milan zostawił mnie w miejscowości Karlovac w kierunku starej górskiej drogi do Splitu. Uważał, że tutaj szybciej znajdę transport niż na płatnej autostradzie.

Załącznik:
DSCN5120.JPG


Szybko więc wyjąłem kartkę z napisem SPLIT i ruszyłem do akcji. Milan miał rację bo po blisko 10 minutach zatrzymał się chorwacki TIR jadący do Splitu. Górska droga była bardzo długa, ale widoki po drodze naprawdę warte uwagi ;) po drodze mieliśmy dwa postoje. Najpierw na jedzenie w barze, a następnie na przedmieściach Splitu gdzie kierowca zostawił naczepę z towarem.

Załącznik:
DSCN5131.JPG


W centrum Splitu znalazłem się około godziny 20stej. Podziękowałem kierowcy za kilkugodzinną podróż i ruszyłem pieszo nad morze ;) Ogarnęła mnie ogromna euforia, że po 3 dniach podróży dotarłem do jednego z wymarzonych miejsc jakim był Split. Pokręciłem się po plaży, porobiłem zdjęcia i udałem się na starówkę. Dość szybko dało znać o sobie jednak zmęczenie więc zdecydowałem się na poszukanie miejsca do noclegu. Po kilkunastu minutach kręcenia się stwierdziłem, że jedyne odpowiednie miejsce to znajdujący się niedaleko park. Znalazłem tam dość płaski teren między drzewami skąd miałem też widok na ulicę (byłem jednak trochę wyżej bo park był na wzniesieniu) i gdy upewniłem się, że nikogo nie ma w okolicy poszedłem spać ;)

Załącznik:
P1000036.JPG

Załącznik:
P1000038.JPG

Załącznik:
P1000045.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Zapraszam na moją stronę! :) https://www.facebook.com/zyjipodrozujzp ... page_panel

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 30 Lis 2013 17:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Wrz 2012
Posty: 943
Loty: 101
Kilometry: 164 561
niebieski
Dzień 4: Zwiedzamy Split i ruszamy na Makarską z szalonymi Chorwatami

Poranek w parku przyniósł mi niemiłą niespodziankę. Okazało się bowiem, że położyłem się w okolicy mrowiska i niestety w nocy mrówki dostały się do mojego chleba w plecaku i tym sposobem musiałem się go pozbyć. Gdy już zebrałem swój cały bagaż udałem się na zwiedzanie miasta. Wymieniłem w kantorze gotówkę, plecak zostawiłem w przechowalni bagażu. Na pierwszy ogień poszła starówka gdzie porobiłem kilkanaście zdjęć i pokręciłem się po jej wąskich uliczkach. Turystów było już dość sporo o tej porze.

Załącznik:
P1000051.JPG

Załącznik:
P1000053.JPG


Za następny cel zwiedzania obrałem stadion piłkarski Hajduka Split. Po drodze wstąpiłem jeszcze do pubu na zimne piwo ;) po wypiciu piwa i krótkiej rozmowie z barmanem ruszyłem w kierunku stadionu. Na terenie stadionu kibice przygotowywali oprawę na mecz z FC Barceloną, który miał uświetnić 100 lecie klubu ze Splitu. Ja oczywiście szukałem sposobu na to żeby wejść jakoś na trybuny stadionu i porobić zdjęcia. Po zrobieniu kółka w okół stadionu udało mi się znaleźć jedną uchyloną furtkę co też pozwoliło mi wejść na trybuny ;)
Załącznik:
P1000062.JPG


Po zwiedzeniu stadionu udałem się w kierunku portu, a następnie ruszyłem na wzgórze Marjan skąd można było podziwiać piękną panoramę zarówno Splitu jak i okolic ;) od strony portu wchodziłem leśnymi ścieżkami prowadzącymi na samą górę. Po drodze trafiłem na stanowisko straży pożarnej gdzie zostałem poczęstowany wodą ;)
Gdy już dotarłem na szczyt mogłem podziwiać takie widoki:
Załącznik:
P1000073.JPG

Zdjęcia zostały zrobione więc ruszyłem dalej, zszedłem niżej i dotarłem do schodków prowadzących na tak jakby drugie wzgórze z,którego można było podziwiać panoramę samego Splitu. Na wzgórze prowadziło 178 schodków. W wielu miejscach można było skorzystać z ławek dla odpoczynku. Widoki były następujące:
Załącznik:
P1000079.JPG

Załącznik:
P1000083.JPG


Prosto ze wzgórza udałem się na promenadę i małe zakupy. Po zwiedzeniu promenady udałem się po odbiór bagażu.
Załącznik:
P1000088.JPG


Odebrałem bagaż,ostatni raz rzuciłem okiem w stronę pięknej starówki w Splicie i ruszyłem do miejsca w, którym zostawił mnie kierowca tira gdy przybyłem do Splitu. Droga ta prowadziła do Makarskiej tak więc byłem przekonany, że będzie to idealne miejsce do złapania transportu do tej miejscowości...
Jednakże po blisko godzinie sytuacja wyglądała tak jak nie jeden raz podczas tego wyjazdu- nic nie złapałem. Byłem wkurzony i głodny i na poprawę nastroju zakupiłem ogromną połówkę arbuza u miejscowego sprzedawcy, który miał stoisko niedaleko mnie ;)
Gdy już się najadłem postanowiłem poszukać lepszego miejsca. Ruszyłem więc poboczem i po około 10 km znalazłem dobrą miejscówkę do łapania. Miejscówka miejscówką, ale w nowym miejscu również nic nie chciało się zatrzymać. Wtedy niespodziewanie ok 20 metrów po mojej prawej stronie pojawił się jakiś chłopak, który zaczął mnie wołać. Szybkim krokiem pokonałem dzielącą nas odległość i na miejscu okazało się, że było tam 2 Chorwatów stojących samochodem na poboczu. Na masce samochodu leżała pizza i stały piwa. Usłyszałem od kierowcy, że za 5 min ruszają do Makarskiej i mogę się z nimi zabrać. Miałem ogromne wahania co do tego czy z nimi jechać czy nie bo wyglądali dość podejrzanie, ale po chwili namysłu stwierdziłem, że spróbuję. Pierwsze zaskoczenie spotkało mnie zaraz po tym jak wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy, kierowca bardzo szybko wyjął piwo i zaczął je pić. Ja to skwitowałem lekko przerażoną miną co kierowca skomentował słowami "nie martw się, ja jak nie piję to nie umiem prowadzić". Jechaliśmy drogą nad wybrzeżem co dostarczało niesamowitych widoków. Prędkość samochodu rzadko kiedy schodziła poniżej 100 km/h co dwa razy doprowadziło prawie do stłuczki. Całą drogę moi towarzysze śpiewali piosenki dotyczące Hajduka Split,a w momencie kiedy przejeżdżaliśmy przez małe miejscowości to zwalniali żeby zaczepiać dziewczyny klepaniem w tyłek czy czymś podobnym ;)
Tak czy inaczej ku mojemu zaskoczeniu dotarliśmy w końcu do Makarskiej i co więcej zostałem zaproszony na piwo przez moich towarzyszy ;) po dość szybkim piwku rozstaliśmy się, a ja ruszyłem na plażę na, której miałem zamiar trochę poleniuchować ;)
Załącznik:
P1000103.JPG

Załącznik:
P1000117.JPG


Po zwiedzeniu całej okolicy zjadłem kolację i udałem się na plażę w celu znalezienia miejsca do spania. Rozłożyłem karimatę i śpiwór, plecak pod głowę i mogłem podziwiać plażę i morze ;) Pogoda była idealna, ciepło i bezchmurnie. Mimo późnej pory plaża i okoliczne puby, kluby tętniły życiem. W pewnym momencie zagadały nawet do mnie jakieś 2 blondynki, ale niestety ich stan wskazywał na dość mocne spożycie alkoholu więc rozmowa z nimi nie potrwała zbyt długo ;)
Po północy okolica zaczynała już pustoszeć, a mnie zaskoczyła delikatna mżawka.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Zapraszam na moją stronę! :) https://www.facebook.com/zyjipodrozujzp ... page_panel

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 02 Gru 2013 00:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Wrz 2012
Posty: 943
Loty: 101
Kilometry: 164 561
niebieski
Dzień 5: Koszmarny dzień

Spanie na plaży zakończyło się nagle około godziny 4 padającym coraz mocniej deszczem i objawami nadciągającej burzy. Zmusiło mnie to do przeniesienia się pod dach jednego z barów znajdujących się przy plaży. Tam też położyłem się i pisałem swój dziennik. W momencie gdy pogoda już się uspokoiła postanowiłem wrócić na plażę żeby się ogarnąć i przygotować do dalszej podróży. Upatrzyłem sobie nawet w tym celu ułożoną sporą kupę leżaków za, którymi miałem zamiar się schować żeby na spokojnie zmienić ubranie i spakować wszystko. Jednakże w momencie kiedy dotarłem do tych leżaków zaskoczył mnie widok...3 par zabawiających się w wodzie :D Zmieniłem więc miejsce i po wykonaniu wszystkich potrzebnych czynności udałem się w stronę drogi ochoczo trzymając w ręku kartkę z napisem "Dubrovnik" ;)
Załącznik:
DSCN5146.JPG

Miejsce do łapania wydawało mi się idealne ponieważ łączyła się tutaj jedyna droga idąca z Makarskiej z główną drogą idącą nad wybrzeżem w kierunku Dubrownika. Moje plany szybko zweryfikowała jednak pogoda, najpierw delikatnie zaczęło kropić co zignorowałem i postanowiłem na chwilę schować się pod drzewem. Jednak momentalnie wzmógł się silny wiatr i przyszła taka ulewa, że nie byłem w stanie dostrzec co dzieje się w odległości kilku metrów przede mną. Momentalnie zabrałem swój plecak i przebiegłem na drugą stronę ulicy gdzie były jakieś magazyny w, których na szczęście udało mi się znaleźć schronienie, ale niestety byłem już totalnie przemoknięty :( cała ulewa trwała około 40 minut,a po niej na niebie zaczynało się przejaśniać. Gdy upewniłem się, że już nie spadnie ani kropla deszczu wróciłem na swoje miejsce łapać dalej. Pierwszy kierowca zatrzymał mi się po blisko 40 minutach, po krótkiej rozmowie zabrałem się z nim i pokonaliśmy blisko 40 kilometrów. Wysiadłem przy głównej drodze na wzgórzu na przystanku autobusowym gdzie na szczęście mogłem chować się przed coraz większym upałem, który po porannej ulewie narastał coraz bardziej.
Załącznik:
P1000133.JPG

Jednak miejsce to okazało się dla mnie totalnym koszmarem.Mimo sporej ilości samochodów pojawiających się w tym miejscu przez dobre 4 godziny nikt się nie zatrzymał...pierwszy raz podczas tego wyjazdu miałem ogromne chwile zwątpienia czy ten wyjazd ma w ogóle sens. Upał, niewielka ilość wody, która mi pozostała i żadnego samochodu, który mógłby mnie stamtąd wyrwać. Mijało mnie również sporo polskich rodzin i mimo, że stałem w koszulce z napisem POLSKA w większości przypadków zwyczajnie się ze mnie śmiali. Gdy już czarna rozpacz ogarniała mnie coraz bardziej zatrzymał się w końcu młody chłopak jadący do miejscowości oddalonej od Dubrownika o około 70 km (nie pamiętam teraz jej nazwy). Oczywiście skorzystałem z okazji gdyż chciałem się wyrwać jak najszybciej z tego przeklętego miejsca. Rozmowa z kierowcą była bardzo miła i zawierająca wiele ciekawych faktów dotyczących wojny na Bałkanach. Wysiadłem jakiś kilometr przed tą miejscowością na przystanku. Liczyłem, że chociaż tutaj trochę bardziej dopisze mi szczęście. Stałem godzinę i niestety nic. Zrezygnowany doszedłem do wniosku, że idę pieszo i może coś po drodze zatrzymam. Do Dubrownika miałem około 70 kilometrów więc przez blisko 8 godzin od momentu kiedy zaczynałem łapać stopa w Makarskiej przejechałem również około 70 kilometrów..autostopowa katastrofa. Dotarłem w końcu pieszo do najbliższej miejscowości i tam udało mi się skorzystać z gościnności starszej pani i napełnić butelki wodą oraz zjeść kolejną konserwę. Po chwilowym odpoczynku ruszyłem dalej i natrafiłem na przystanek autobusowy. Jednak również tutaj nie było żadnych efektów..Zrezygnowany rozglądałem się za miejscem do spania ponieważ pora była już wieczorowa, a ja nie miałem już sił na dalszy marsz w tym dniu. No i wtedy moim oczom ukazał się autobus z napisem "Split-Dubrownik", którego bez wahania zatrzymałem. Z autobusu wysiadł gruby wąsaty członek obsługi i na moje pytanie za ile dojadę do Dubrownika odpowiedział tylko "50 kun". W myślach natychmiast posłałem mu niecenzuralną wiązankę, ale w tym momencie i po tym dniu, który miałem już praktycznie za sobą nawet się nie zastanawiałem tylko od razu wpakowałem się do autobusu. Jak się dosłownie kilkanaście minut później okazało byłem dosłownie "o krok" od przejścia granicznego z Hercegowiną. Na przejściu kilku minutowa kontrola paszportowa i mogliśmy jechać dalej. Po przejechaniu około 10 minut mieliśmy przerwę na posiłek dla kierowcy. Wykorzystałem ten moment na porobienie paru zdjęć okolicy:
Załącznik:
DSCN5158.JPG

Załącznik:
DSCN5157.JPG


Do Dubrownika dotarliśmy po godzinie 21,imponujące wrażenie zrobił na mnie most z, którego zjeżdża się do miasta, niestety nie zrobiłem żadnych zdjęć :( na dworcu autobusowym zostałem zaatakowany od razu przez starsze kobiety oferujące noclegi jednakże wszystkim odmówiłem. Poszedłem najpierw do sklepu po jakieś małe jedzenie, a następnie wymieniłem kolejne euro na kuny. Gdy załatwiłem już te najpilniejsze sprawy ruszyłem w kierunku starówki (mimo ogromnego zmęczenia pokusa zobaczenia starówki nocą była zbyt silna). Droga do starówki wiodła pod górę (lekko ponad kilometr) i okazała się na ten moment dość wyczerpująca. Na starówce kręciło się oczywiście wielu turystów i imprezowiczów.
Załącznik:
DSCN5162.JPG

Po nocnym zwiedzaniu około północy postanowiłem poszukać miejsca do noclegu. Niestety nie było to łatwe zadanie...próbowałem kilku miejscówek jednak w każdej z nich byłem zbyt widoczny żeby czuć się na tyle bezpiecznie. W końcu postanowiłem udać się do siedziby straży pożarnej, która jest niedaleko starówki i tam spróbować szczęścia. Zaczepiłem jednego ze strażaków pełniących nocny dyżur z pytaniem czy mogę położyć się gdziekolwiek na terenie remizy, niestety otrzymałem negatywną odpowiedź. Coraz bardziej zmęczony udałem się w górną część Dubrownika i w końcu udało mi się znaleźć mały ogródek między domami gdzie stało spore drzewo i parę gęstych krzaków, które dość dobrze zasłaniały ulicę i schody prowadzące na wyższą ulicę. W szybkim tempie rozłożyłem legowisko i zapadłem w sen. Miałem za sobą najgorszy i najbardziej męczący dzień wyjazdu, a następnego dnia czekało mnie parę atrakcji w Dubrowniku ;)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Zapraszam na moją stronę! :) https://www.facebook.com/zyjipodrozujzp ... page_panel

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 03 Gru 2013 12:22 
Redaktor F4F

Rejestracja: 08 Kwi 2012
Posty: 3824
Loty: 39
Kilometry: 33 222
Przyznam szczerze, że nie przeczytałem całości relacji, ale czy padło w jakim miesiącu robiłeś swoją wycieczkę?
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 04 Gru 2013 01:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Wrz 2012
Posty: 943
Loty: 101
Kilometry: 164 561
niebieski
Witam

Lipiec 2011 ;) na dniach reszta relacji, teraz mam lekki zapierdziel w robocie ;)
_________________
Zapraszam na moją stronę! :) https://www.facebook.com/zyjipodrozujzp ... page_panel

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 04 Gru 2013 11:14 
Redaktor F4F

Rejestracja: 08 Kwi 2012
Posty: 3824
Loty: 39
Kilometry: 33 222
A jak cenowo wyglądają poszczególne kraje? Sklepy, kawiarnie, noclegi? :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#12 PostWysłany: 04 Gru 2013 11:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Wrz 2012
Posty: 943
Loty: 101
Kilometry: 164 561
niebieski
Co do noclegów, to przez cały wyjazd tylko 2 razy korzystałem z noclegu płatnego u mieszkańców (oba przypadki w Czarnogórze) pozostałe noclegi to karimata+śpiwór w plenerze ;) co do kosztów to na koniec napiszę mniej więcej ile mnie ta zabawa kosztowała ;)
_________________
Zapraszam na moją stronę! :) https://www.facebook.com/zyjipodrozujzp ... page_panel

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 07 Gru 2013 00:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Wrz 2012
Posty: 943
Loty: 101
Kilometry: 164 561
niebieski
Pogoda nie zachęca do wieczornych wyjść więc można zabrać się za dalsze pisanie ;)

Dzień 6: Dubrownik, Dubrownik, ach ten Dubrownik :)

Ten dzień zaczął się dla mnie o godzinie 8.00 gdy obudził mnie facet przechodzący w pobliżu miejsca gdzie spałem. Uznałem, że nie mogę tracić więcej czasu na spanie więc zebrałem swój przenośny hotelik, ogarnąłem się i wygrzebałem z ogródka ;) na początek wróciłem do strażaków żeby uzupełnić wodę i zapytać o drogę na wzgórze Srd z, którego rozciąga się niesamowity widok na Dubrownik. Strażacy wspomogli mnie oczywiście wodą i wskazali drogę do kolejki, która jechała na wzgórze. Mnie jednak interesowała droga piesza i po chwili uzyskałem wskazówki ;)
No i ruszyłem. Na początek musiałem wspiąć się na główną ulicę, która przechodziła nad miastem. Im wyżej byłem tym ładniejszy widok miałem za sobą:
Załącznik:
DSCN5169.JPG

Ucieszony takim widokiem ruszyłem dalej. Początkowo byłem przekonany,że wejście na wzgórze będzie bardzo blisko, ale niestety albo ominąłem wejście bezpośrednio z miasta albo naprawdę innego nie było. Musiałem pokonać spory kawałek drogi żeby znaleźć w końcu drogę w górę. Droga była dość kręta po takim jakby skalnym chodniczku, a na końcu wchodziło się na wzgórze i trzeba było wrócić się "nad" starówkę gdzie znajdowała się stacja kolejki wraz z restauracją. Cała droga zajęła mi spokojnie ponad godzinę z 20 kg plecakiem na plecach w mocnym słońcu ;)
Załącznik:
DSCN5171.JPG

Po paru minutach udało mi się dotrzeć do stacji kolejki. Tam też usiadłem i mogłem cieszyć się niesamowitymi widokami :) poprosiłem też odpoczywającego chłopaka o zrobienie paru zdjęć. Nie ukrywał on wielkiego zdziwienia gdy dowiedział się, że dotarłem z dołu pieszo mając do dyspozycji kolejkę ;) Widoków z góry opisywać nie będę, wystarczą chyba chociażby to zdjęcia:
Załącznik:
P1000137.JPG

Załącznik:
P1000140.JPG

Na wzgórzu było już sporo turystów, oczywiście w większości z krajów azjatyckich ;) po odpoczynku w budynku restauracji gdzie schowałem się przed nasilającym się słońcem postanowiłem wrócić na dół. Planowałem również uczynić to pieszo, jednak po krótkim namyśle zdecydowałem się na podróż kolejką. Bilet jednorazowy kosztował 50 kun, natomiast bilet w dwie strony to był wydatek 80 kun. Przez chwilę nawet się zawahałem jak usłyszałem cenę, ale za chwilę dokonałem zakupu. Odjazd kolejki przewidziany był za około 15 minut więc wróciłem jeszcze na taras pocieszyć się na pożegnanie widokami. Kolejka w końcu ruszyła i przejazd nią to też było dość ciekawe przeżycie. Nie rzucało i prędkość była zadowalająca ;)
Załącznik:
DSCN5180.JPG

Po dotarciu na dół udałem się prosto na plażę znajdującą się blisko starówki. Słońce świeciło już bardzo mocno, na plaży było sporo osób, ale udało mi się znaleźć trochę miejsca blisko wody. Niestety będąc w Makarskiej zgubiłem swój duży plażowy ręcznik i w tym wypadku musiałem rozkładać się na karimacie co nie do końca było komfortowe, ale miało też swoje plusy ponieważ plaża była kamienista i karimata dość dobrze amortyzowała kamienie ;)
Załącznik:
DSCN5181.JPG

Tak więc plażowanie trwało ponad godzinę podczas, której udało mi się doskonale zrelaksować ;) Po odpoczynku na plaży udałem się na zwiedzanie starówki. Starówka za dnia zrobiła na mnie ogromne wrażenie, pełno turystów, wysokie mury,wąskie uliczki i ogólnie wspaniała okolica. Zwiedzanie starówki bardzo mnie wciągnęło i obiecałem sobie, że jeszcze tam wrócę ;)
Załącznik:
P1000149.JPG

Załącznik:
P1000154.JPG

Załącznik:
P1000169.JPG

Tak więc po zwiedzeniu tej przepięknej starówki , zrobieniu małych zakupów nastąpiła pora ruszenia w dalszą drogę ;) Po drodze wstąpiłem ponownie do strażaków po uzupełnienie zapasów wody. Przejrzałem mapę, zrobiłem odpowiednią tabliczkę i wspiąłem się znów na główną drogę idącą nad Dubrownikiem. Moim celem była od tej pory Czarnogóra ;)
W tym celu poszukiwałem w miarę dobrego miejsca do łapania okazji. Słońce świeciło dość mocno więc chciałem również mieć miejsce w miarę zacienione. Po przejściu sporego kawałka znalazłem spory krzaczek, który dawał trochę cienia i prowizorycznie można było uznać to miejsce za pobocze (tylko w momentach przejazdu autokarów musiałem trochę się wychylać do tyłu dla bezpieczeństwa), a w oczekiwaniu na samochód mogłem jeszcze ostatni raz spoglądać na piękny Dubrownik:
Załącznik:
P1000170.JPG
:)
Po blisko 40 minutach zatrzymał się facet z, którym zabrałem się. Co prawda podróż objęła tylko 4 kilometry, ale był to duży plus. Po blisko godzinie zabrał mnie stamtąd młody chłopak, który dowiózł mnie do miejscowości Ćilipi skąd do granicy z Czarnogórą było już tylko niecałe 16 kilometrów. Tam też zrobiłem sobie małą przerwę na jedzenie, kupiłem nawet 2 banany w pobliskim sklepie i w planach miałem próbę złapania transportu maksymalnie do godziny 18stej. Jeśli wtedy nic bym nie złapał ruszyłbym pieszo do granicy. Po jakimś czasie zatrzymał się Albańczyk, który najpierw wypytał mnie czy jestem sam, dokąd jadę i w końcu zaproponował mi transport do granicy za 5 euro ;) Oczywiście podziękowałem mu za propozycję ponieważ nie na tym polega autostop. W międzyczasie po drugiej stronie drogi pojawiła się młoda para autostopowiczów. Jak się okazało byli z Rosji i podróżowali do Dubrownika. Chwilę z nimi porozmawiałem i na pożegnanie życzyliśmy sobie wzajemnie szerokości ;)
No i nagle stał się cud. Zatrzymała mi się młoda para Czarnogórców zmierzających do Budvy ;) Krótka rozmowa i już jechałem z nimi do Czarnogóry.Początkowo miałem zabrać się z nimi tylko do granicy jednak okazali się bardzo miłymi ludźmi, dziewczyna kierowała, a chłopak pokazywał mi na mapie, którędy najlepiej jechać, co warto zobaczyć, a co odpuścić (odradził mi Herceg Novi) i w końcu postanowili zabrać mnie dalej. Po przekroczeniu granicy udaliśmy się do małej miejscowości gdzie oni byli umówieni z babcią dziewczyny na kawę. Ja postanowiłem pokręcić się po okolicy w oczekiwaniu na ich powrót ;) Ci pojawili się po około 30 minutach. Ruszyliśmy dalej.
Przejechaliśmy wspomniany wcześniej Herceg Novi i dotarliśmy do przystani promowej gdzie za pomocą promu można było dostać się na drugą stronę Zatoki Kotorskiej w celu ominięcia jazdy dookoła. Na promie zauważyłem już, że między dziewczyną, a chłopakiem doszło do jakiegoś zgrzytu. Jak się potem okazało poszło o mnie :) dziewczyna, która kierowała uparła się, że zawiozą mnie jednak do samego Kotoru, natomiast jej chłopak mocno walczył o to, że wysadzą mnie po drugiej stronie zatoki i sam dotrę do Kotoru, a oni pojadą dalej prosto do Budvy. Język czarnogórski dało się często dość łatwo zrozumieć i wyłapywałem teksty typu "zachciało się wozić polskiego turysty do Kotoru" :D
Tak czy inaczej stanęło na tym, że chłopak obraził się, a ja zostałem podrzucony prosto do Kotoru ;) Uradowany podziękowałem im mimo wszystko za transport. Zostawiłem im jeszcze namiary do siebie (jednak nie dali więcej znaku życia) i ruszyłem w stronę starówki ;)
Gdy już byłem w okolicy starówki postanowiłem odpocząć. Usiadłem więc na ławce rozkoszując się widokiem, napiłem się i zacząłem pisać swój dziennik podróży. Nawet nie zauważyłem kiedy obok mnie pojawiała się jakaś turystyczna rodzinka. Ojciec 3 dzieci usiadł najbliżej mnie i niby zainteresowany widokami zapuszczał żurawia do mojego zeszytu. Szybko to zauważyłem i zagadałem do niego ;) okazało się, że była to rodzinka z Belgradu ;) Opowiedziałem o sobie, co robię tutaj, skąd jestem i usłyszałem,że mam śmieszne pismo :)
Po tej krótkiej, ale za to dość miłej rozmowie ruszyłem pozwiedzać. Pokręciłem się po starówce, pooglądałem pamiątki i postanowiłem zjeść coś ciepłego. Padło na hamburgera. Sprzedawca smażył tylko mięso, które wkładał nam do bułki, a wszelkie dodatki nakładało się już samemu za bodajże 3,5 euro ;) No więc nie zwracając uwagę co jest co nakładałem różnych dodatków i przypraw. Jednakże w momencie konsumpcji bardzo mocno się zdziwiłem gdyż jedna z przypraw, której dałem najwięcej okazała się czymś w stylu papryczki chili :D Niestety przez to nie byłem w stanie zjeść całego hamburgera :?
Po tych przygodach postanowiłem poszukać noclegu. Robiło się dość ciemno i najpierw ruszyłem w stronę portu, ale tam nie było szans na dobre miejsce więc wróciłem w drugą stronę. Tam również sytuacja przedstawiała się średnio. W pewnym momencie kręcenia się zaczepiła mnie starsza kobieta z pytaniem czy szukam noclegu. Odpowiedziałem, że tak to usłyszałem, że za 10 euro ma dla mnie pokój. Zgodziłem się i ruszyliśmy, ale w trakcie gdy już tam szliśmy okazało się, że pokój jest już zajęty. Jednak kobieta okazała się na tyle dobra, że zaproponowała mi nocleg u siebie za te 10 euro na co również przystałem. Doszliśmy do jej domu, tam w końcu mogłem wziąć porządny prysznic, zjadłem mały podwieczorek z tą kobietą i jej siostrą, naładowałem baterię do aparatu i telefon i udałem się spać na prowizorycznie stworzonym posłaniu ;)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Zapraszam na moją stronę! :) https://www.facebook.com/zyjipodrozujzp ... page_panel

Image
Góra
 Relacje PM off
kasiadookola lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 07 Gru 2013 14:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Wrz 2012
Posty: 943
Loty: 101
Kilometry: 164 561
niebieski
Dzień 7: Czarnogórskie krajobrazy i Polacy na szlaku

Pierwszy raz od początku wyjazdu spałem w miarę normalnych warunkach co też bardzo dobrze mi zrobiło. Obudziłem się lekko po godzinie 8. Rozejrzałem się i mój niepokój wzbudziło pochmurne niebo, ale miałem nadzieję, że szybko się wypogodzi.
Gdy już byłem spakowany podziękowałem kobietom, które mnie przenocowały i ruszyłem w stronę wzgórza gdzie z ruin roztaczał się piękny widok na całą Zatokę Kotorską. W momencie gdy szukałem wejścia na wzgórze napotkałem francuskiego autostopowicza. Porozmawiałem z nim chwilę, wymieniłem się doświadczeniami i zapytałem go o drogę. Kolega był na tyle miły, że dał mi mapkę z zaznaczonymi wejściami i szlakami na wzgórzu ;) w ten oto sposób wiedziałem już gdzie się kierować.
Za wejście na ruiny płaciło się 3 euro (przy każdej z bram wejściowych siedział człowiek pobierający opłatę) i wraz ze mną na szlaku pojawiło się trochę turystów. Po drodze (droga była trochę męcząca zwłaszcza z dużym plecakiem) często można było spotkać sprzedawców zimnej wody, ale ja na szczęście miałem swoją i nie musiałem u nich przepłacać. Im wyżej byłem tym ciekawiej robiło się za mną:
Załącznik:
P1000176.JPG

Wspinaczka na górę trwała w najlepsze. W momencie gdy dotarłem na taki jakby duży plac na wzgórzu ogarnęło mnie zdziwienie ponieważ rozbite były tam 3 namioty i kręciło się wokół nich parę osób mówiących po polsku ;) postanowiłem jednak iść wyżej i dopiero w drodze powrotnej porozmawiać z osobami z namiotów. Gdy już dotarłem na punkt widokowy na tej części szlaku tam również zauważyłem 2 namioty i 3 polaków. Zagadałem do nich, okazało się,że są razem z tymi z niższego piętra, podróżują od 3 tygodni autostopem i zatrzymali się w tym nietypowym miejscu na nocleg ;) weszli tam po prostu w nocy i już zostali na noc. Porozmawiałem z nimi, porobiłem zdjęcia i zeszliśmy na dół do pozostałej części grupy. Razem było ich 8 osób(4 dziewczyny i 4 chłopaków) zmierzających teraz do Dubrownika ;) Zdjęcia ze wzgórza:
Załącznik:
P1000183.JPG

Załącznik:
P1000184.JPG

Niestety jak widać na zdjęciach w momencie gdy tam byłem pogoda nie była zbyt sprzyjająca.
Gdy już cała grupa polskich autostopowiczów się zebrała zeszliśmy do miasta na starówkę, po drodze dużo rozmawialiśmy, robiliśmy przystanki, uzupełniliśmy braki wody. Część grupy odeszła potem do sklepu i na stację benzynową, a ja z drugą częścią przesiadywałem w cieniu drzew. W końcu i oni postanowili ruszyć zwiedzać dalej Kotor, a ja postanowiłem ruszyć w dalszą podróż. Jednak w momencie gdy zmierzałem już w stronę drogi spotkałem przed sklepem drugą grupę i postanowiłem z nimi porozmawiać. Tym samym nasze rozmowy przedłużyły się do godziny 15stej ;) Po pożegnaniu wszedłem jeszcze do marketu na małe zakupy i ruszyłem dalej. Po drodze jednak zaczepiła mnie młoda kobieta, która miała problem z wniesieniem wózka do mieszkania. Więc bez wahania jej pomogłem i zostałem chwilę u niej porozmawiać ;)
Załącznik:
P1000196.JPG

Moim następnym celem była Budva. Postanowiłem łapać stopa przed wjazdem do długiego tunelu na poboczu. Po blisko 20 minutach zatrzymał się mieszkaniec Czech, który jechał do Budvy. Pokręciłem się po miasteczku, posiedziałem na plaży i w godzinach wieczornych postanowiłem ruszyć dalej.
Załącznik:
DSCN5192.JPG

Załącznik:
DSCN5193.JPG

Na początek próbowałem złapać coś w kierunku Petrovac. Gdy tak stałem obok mnie stanął jakiś miejscowy, który również próbował coś złapać w tym kierunku. Niestety nic się nie zatrzymywało wiec postanowiłem odpocząć i usiadłem. W międzyczasie miejscowy złapał transport i odjechał. Postanowiłem łapać dalej, ale nic nie szło nadal. Wróciłem się na plażę żeby pokręcić się po okolicy i wtedy stwierdziłem, że odpuszczam łapanie i pieszo przejdę się do miasta Święty Stefan.
Pytając miejscowych o odległość padały różne liczby od 5 do 10 kilometrów. Mimo to postanowiłem iść. Zrobiłem jeszcze zakupy w sklepie i ruszyłem w drogę. Po drodze mimo,że było już dość ciemno widoki były bardzo fajne:
Załącznik:
P1000203.JPG

Po spokojnym i dość długim spacerze dotarłem na miejsce. Było już całkowicie ciemno, w okolicy kręcili się nieliczni turyści. Poszukałem dobrego miejsca na plaży w okolicy wyspy do spania. Było bardzo ciepło więc nocleg na plaży był idealnym rozwiązaniem ;)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Zapraszam na moją stronę! :) https://www.facebook.com/zyjipodrozujzp ... page_panel

Image
Góra
 Relacje PM off
kasiadookola lubi ten post.
 
 
#15 PostWysłany: 11 Gru 2013 00:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Wrz 2012
Posty: 943
Loty: 101
Kilometry: 164 561
niebieski
Dzień 8: Czarnogórska gościnność

Pobudkę na plaży zgotował mi o godzinie 6 rano ochroniarz. Okazało się, że za nocleg wybrałem sobie plażę jakiegoś hotelu i zostałem poproszony o zebranie się ponieważ niedługo w okolicy pojawią się pierwsi hotelowi turyści. Zebrałem więc swój bagaż i udałem się na ławkę na placyku gdzie czekałem na otwarcie toalet, które zostały w końcu otwarte o godzinie 8. Po ogarnięciu najważniejszych spraw dopytałem miejscowych, którą drogą najlepiej kierować się na Petrovac. Po zasięgnięciu informacji udałem się w górę na główną drogę. Stamtąd mogłem dość dobrze obserwować słynną wyspę Świętego Stefana:
Załącznik:
DSCN5210.JPG

Załącznik:
DSCN5216.JPG


Od rana pogoda nie zapowiadała ładnego dnia, ale na szczęście póki co nie zapowiadało się na deszcz. Po około 30 minutach zatrzymał się kierowca, który kierował się do miejscowości Bar,a że było to w moim kierunku to postanowił mnie zabrać. Razem ze mną zabrało się dwóch robotników jadących do pracy ;) Robotnicy nie przejechali z nami dużego odcinka i niedługo potem wysiedli.
Po pewnym czasie kierowca zaproponował mi, że lepiej będzie jechać do miejscowości Sutomore z, której bliżej w kierunku Podgoricy. Przystałem na jego propozycję. W trakcie jazdy okazało się również, że mój kierowca jest taksówkarzem, ale akurat nie będącym w pracy ;)
Pojechaliśmy więc w kierunku Sutomore, a dokładniej w kierunku tunelu idącego do Podgoricy. Gdy już dojeżdżaliśmy na miejsce okazało się, że do miejscowości Bar jest ogromny korek więc mój kierowca nie chciał z niego wyjeżdżać żeby mnie podrzucić kawałek dalej tylko chciał jechać prosto. Ja natomiast musiałem odbić w prawą stronę. Otrzymałem więc informację od kierowcy gdzie mam się kierować i gdy samochód odpowiednio zwolnił w tym ogromnym korku wysiadłem z niego w szybkim tempie i poboczem ruszyłem we właściwym kierunku ;) Okazało się, że do wspomnianego tunelu był jednak spory kawałek drogi. Po drodze co i rusz byłem zaczepiany przez miejscowych kierowców stojących w tym ogromnym korku i pytających mnie o jego przyczyny.
W końcu udało mi się dotrzeć do tunelu ;) łapałem w kierunku Podgorica/Niksić.
Załącznik:
DSCN5219.JPG

Po jakimś czasie zatrzymał się mieszkaniec Luksemburga. Okazało się, że wypatrzył mnie już wcześniej, ale jechał za szybko więc nie miał jak się zatrzymać i specjalnie po mnie zawrócił. Po krótkiej rozmowie wyjaśniło się, że jedzie on do dziewczyny w Podgoricy bo spędzają akurat wakacje w Czarnogórze. Obejrzał moje zdjęcia, popytał o najlepsze miejsca no i co najważniejsze dla mnie zatrzymał się na chwilę nad Jeziorem Szkoderskim przez, które przejeżdżaliśmy ;)
Załącznik:
DSCN5220.JPG

W końcu dotarliśmy do celu, byłem na obrzeżach Podgoricy na drodze w kierunku Niksić. Wydawało się, że złapanie tam transportu nie będzie problemem. Jednak aż 3 razy zmuszony byłem zmieniać miejsce aż w końcu dotarłem do stacji benzynowej gdzie postanowiłem łapać trochę dłużej.
Załącznik:
DSCN5223.JPG

Niestety na stacji złapał mnie deszcz i zmuszony byłem schować się pod dach. Usiadłem i czekałem aż przestanie padać. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu w momencie gdy tak usiadłem i czekałem na pogodę nagle w okół mnie zebrali się wszyscy pracownicy stacji pytając skąd jestem, czy się zgubiłem i dokąd zmierzam. Wytłumaczyłem im wszystko,a oni postanowili mi pomóc ;) Ci, którzy mogli podchodzili do przyjeżdżających samochodów i pytali się czy mógłbym się dołączyć. No i tym sposobem bardzo szybko znalazł się samochód jadący do Niksić. Samochodem jechała młoda kobieta ze swoim ojcem, który właśnie wrócił z Wiednia. Zgodzili się żebym się z nimi zabrał. Droga upłynęła pod znakiem opowieści o okolicach no i okazało się, że ów facet ma w Polsce w Warszawie bliskiego znajomego, który nauczył go niektórych polskich słów "k**** mać, ja p******ę :) no i tak przez pewien moment słuchałem jak ten facet je na okrągło powtarza.
Tak czy inaczej dotarliśmy w końcu do Niksić. Tam zostałem wysadzony na drodze w kierunku Bośni. Jednakże droga do granicy była jeszcze bardzo daleka. Próbowałem łapać w tym miejscu z kartką "Bosnia i Herzegovina", ale dawało to marny skutek. Na początek podjechało do mnie 2 młodych, ale i chyba zjaranych chłopaczków, którzy proponowali mi transport, ale szybko im odmówiłem. Po jakimś czasie zatrzymał się młody chłopak z, którym niestety nie za bardzo mogłem się dogadać, ale na swojej mapie pokazał mi, że jedzie w moim kierunku do swojej miejscowości. Zgodziłem się i pojechaliśmy. Pogoda robiła się tymczasem coraz bardziej niepokojąca. Jednak miałem nadzieję, że miejsce w, którym wysadzi mnie kierowca będzie w miarę dobrym miejscem do łapania dalszego transportu bądź też do schowania się przed ewentualnym deszczem.
Moje zdumienie było jednak przeogromne w momencie kiedy w środku jakiegoś sporego lasu i mało cywilizowanego terenu zostałem wysadzony gdyż mój kierowca kończył tu podróż i zjeżdżał daleko w dół do jakiejś malutkiej wioski. Ja zostałem natomiast sam na pustej drodze w lesie. Jedynie po drugiej stronie drogi stał mały drewniany domek będący jakimś punktem informacyjnym. Niestety domek był zamknięty i nie stanowił żadnej alternatywy do schowania się przed zbliżającym się deszczem.
Załącznik:
DSCN5224.JPG

Załącznik:
DSCN5225.JPG

Postanowiłem więc za wszelką cenę wydostać się z tego miejsca. Samochodów niestety było mało. W końcu zatrzymał się pierwszy kierowca z Bośni. Od razu powiedział mi, że zawiezie mnie do granicy za 10 euro. Mimo trudnej sytuacji odmówiłem mu licząc jednak na trochę więcej szczęścia. Ryzyko opłaciło się bo po 10-15 minutach zatrzymał się kolejny samochód również z Bośni. Porozmawiałem z kierowcą przez uchylone okno i dogadałem się,że zawiezie mnie jak najdalej w kierunku granicy. No i w momencie gdy chciałem wsiąść do jego wiekowego samochodu spotkała mnie niespodzianka...w momencie gdy chciałem otworzyć drzwi z przodu klamka została mi w ręku, kierowca poprosił żebym otworzył tylne drzwi, a tutaj taka sama sytuacja :D W końcu kierowca otworzył mi drzwi od środka. Wsiadłem i po chwili jak ruszyliśmy rozpętała się prawdziwa ulewa. Wycieraczki w samochodzie mojego kierowcy nie działały, przeciekał mu dach :D a moje przerażenie podróżą stromymi drogami nad urwiskami było coraz większe. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się bo przez tą ulewę i niedziałające wycieraczki nic nie było widać. Kierowca je poprawił i ruszyliśmy dalej. Na szczęście w końcu przestało padać i nie czułem się już tak dziwnie jak wcześniej. Zmiana pogody pozwoliła mi też na rozmowę z kierowcą co do tego dokąd zmierzamy. Tak więc z rozmowy wynikło, że kierowca jedzie do Bośni, ale w zupełnie innym kierunku niż interesujący mnie. Jednak kierowca zapewnił mnie, że niedaleko przed granicą jest duża stacja benzynowa na, której mnie wysadzi.
No i gdy dojechaliśmy ta ogromna stacja....okazała się budką ze starym dziadkiem i dwoma dystrybutorami...gdy wszedłem do tej budki razem z jej właścicielem zajmowałem praktycznie całą powierzchnię, na dodatek była ona czynna jeszcze 30 minut. Nie mając wyboru szybko się stamtąd zabrałem i zacząłem rozglądać się za miejscem do noclegu. Pogoda niestety znów zaczynała zwiastować coś złego. Gdy tak maszerowałem nagle podbiegła do mnie dziewczyna na oko w moim wieku ubrana cała na złoto..początkowo pomyślałem, że jakaś dziwna czy coś, ale ona zapytała się czy szukam noclegu. Zaproponowała mi za 10 euro pokój u siebie. Długo się nie zastanawiałem i zgodziłem się na propozycję. Podczas spaceru do bloku w, którym znajdowało się owo mieszkanie dowiedziałem się, że jestem w miejscowości Pluzine, a moja gospodyni ma na imię Aleksandra. Gdy weszliśmy do mieszkania okazało się, że za 10 euro na noc dostałem do dyspozycji mieszkanie 2 pokojowe z kuchnią, łazienką i telewizją ;) co więcej godzinę później dostałem również ciepły obiad od mamy Aleksandry :), a jeszcze później zostałem przez tą dziewczynę zaproszony na miejscową imprezę, ale z uwagi na ogromne zmęczenie grzecznie odmówiłem i szybko poszedłem spać na bardzo wygodnej kanapie. Wtedy nie wiedziałem jeszcze co czeka mnie dnia następnego ;)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Zapraszam na moją stronę! :) https://www.facebook.com/zyjipodrozujzp ... page_panel

Image
Góra
 Relacje PM off
kasiadookola lubi ten post.
 
 
#16 PostWysłany: 13 Gru 2013 00:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Wrz 2012
Posty: 943
Loty: 101
Kilometry: 164 561
niebieski
Dzień 9: Deszczowe Sarajewo i karaluchy

Z Aleksandrą wstępnie byłem umówiony na godzinę 7 rano. Przyszła o umówionej porze chcąc odebrać klucze, ale niestety ja jeszcze spałem i poprosiłem o trochę więcej czasu. Aleksandra poinformowała mnie żeby zostawił klucze pod wycieraczką ponieważ ona ucieka do pracy. Tak więc pożegnaliśmy się, a ja poszedłem dalej spać. Wstałem ponownie około godziny 9tej, zjadłem śniadanie, posprzątałem, ogarnąłem się i postanowiłem się zbierać. Zostawiłem jeszcze na pożegnanie list Aleksandrze, a wraz z nim umówione 10 euro za nocleg. Gdy wychodziłem z mieszkania okazało się, że u sąsiadki czekała na mnie mama Aleksandry. Początkowo myślałem, że przyszła tylko po klucze, ale jak się okazało miała wobec mnie zupełnie inne plany ;)
Załącznik:
P1000209.JPG

Na początek mama Aleksandry zaprowadziła mnie do pobliskiego sklepu gdzie zostałem zaopatrzony w jedzenie(rozmawiałem z Aleksandrą przez telefon i ona się mnie pytała co chcę, a potem przekazała info mamie) no, a następnie...mama Aleksandry zabrała mnie na przystanek autobusowy, wsadziła do autobusu, zapłaciła za bilet i wysłała do Sarajewa upominając jeszcze na koniec kierowcę żeby przypilnował tego, że dotrę na miejsce ;) ciężko opisać słowami na jakich wspaniałych ludzi trafiłem :)
Samym autobusem jechało niewiele osób,a droga mimo iż wydawała mi się dość niebezpieczna jak na podróż autobusem to praktycznie cała przebiegała przez piękne górzyste tereny.
Załącznik:
DSCN5229.JPG

Podczas całej podróży mieliśmy jeden 10 minutowy postój. Kontrola graniczna poszła bardzo sprawnie i po chwili po raz drugi podczas tego wyjazdu znalazłem się w Bośni i Hercegowinie ;) Do Sarajewa dojechaliśmy około godziny 14stej. Jak się okazało stacja autobusowa, która wyglądała dość staro znajdowała się około 30-40 minut od centrum miasta. Po zasięgnięciu informacji od kierowcy trolejbusa odnośnie tego czym i gdzie muszę się kierować udałem się wymienić kasę (Sztywny kurs 1 euro=2 dinary), kupiłem bilet i wsiadłem w środek transportu publicznego. Po przejechaniu odpowiedniego odcinka drogi wysiadłem. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to ogromna ilość bloków, meczetów,kościołów oraz otaczające Sarajewo wzgórza. Było również trochę turystów, ale już nie w takich ilościach jak w Chorwacji czy też Czarnogórze. Pokręciłem się trochę po okolicy, kupiłem parę pamiątek i postanowiłem zwiedzić miejskie stadiony piłkarskie ;) parę zdjęć z Sarajewa:
Załącznik:
Bo.JPG

Załącznik:
P1000216.JPG

Gdy uzyskałem informację, którędy należy się kierować ruszyłem przez miasto na stadion FK Sarajewo. Po drodze mijałem pierwszy otwarty w Sarajewie Macdonalds, który był oblegany przez klientów;
Załącznik:
P1000225.JPG

Po około 40 minutowym spacerze dotarłem na stadion. Niestety stadion był zamknięty i nie było mi dane obejrzeć największego i narodowego stadionu Bośni i Hercegowiny :?
W okolicy stadionu znajduje się cmentarz upamiętniający ofiary oblężenia Sarajewa:
Załącznik:
P1000226.JPG

W drodze powrotnej udałem się jeszcze do słynnej Alei Ambasadora wraz z muzeum:
Załącznik:
P1000237.JPG

Podczas spacerowania po Alei złapał mnie lekki deszcz, który na szczęście niedługo potem ustał. Przespacerowałem się całą Aleją i postanowiłem wrócić w okolice centrum i starówki. Po drodze można było napotkać wiele budynków mających wciąż na sobie ślady wojny:
Załącznik:
P1000241.JPG

Takie widoki robiły naprawdę niesamowite wrażenie, aczkolwiek i tak ciężko mi było sobie wyobrazić co czuli ludzie te kilkanaście lat wstecz gdy na ulicach Sarajewa trwała prawdziwa wojna..
Okolicę zwiedzałem w totalnej ciszy i zadumie, aczkolwiek 2 razy zostałem zaczepiony przez starsze osoby z, którymi zamieniłem parę słów na temat tych wydarzeń.
Po dłuższym spacerze dotarłem na stadion drugiej drużyny z Sarajewa- FK Zależnicar. Akurat na stadionie trwał trening drużyny, udało mi się też zamienić kilka słów z miejscowym kibicem.
Załącznik:
P1000250.JPG

Pooglądałem trening przez około 20 minut i postanowiłem wrócić do ścisłego centrum. W tym celu wsiadłem do tramwaju, ale przed zakupem biletu chciałem się upewnić, że jedzie on na starówkę. Niestety motorniczy nie chciał mi udzielić żadnych informacji póki nie kupiłem biletu, gdy go kupiłem powiedział mi, że zmierza na starówkę ;)
Po dojechaniu na starówkę chciałem koniecznie zobaczyć jak wygląda wieczorne życie w tej okolicy. Turystów oczywiście było więcej niż za dnia, a starówka wyglądała bardzo sympatycznie.
Załącznik:
P1000266.JPG

Podczas spacerowania po starówce poprosiłem pewnego faceta będącego z synem o zrobienie mi zdjęcia. Gdy to zrobił zapytał mnie skąd jestem, oczywiście odpowiedziałem, że z Polski i wtedy okazało się, iż ten człowiek urodził się w Polsce, ale bardzo szybko z niej wyjechał wraz z rodzicami. Tak czy inaczej stwierdziliśmy wtedy, że świat jest bardzo mały ;)
Po zwiedzeniu okolicy naszło mnie zmęczenie i postanowiłem poszukać miejsca do spania. W centrum ciężko było znaleźć dobre miejsce co zaczynało mnie niepokoić. W końcu udało mi się trafić na pewien kościół otoczony ogrodzeniem, ale z otwartą furtką. Wszedłem szybko na jego teren i wtedy okazało się, że pewna kobieta wychodziła z kościoła i zamykała bramę na noc. Porozmawiałem z nią i zapytałem się czy mogę spać gdzieś pod murem kościoła na tym zamkniętym terenie. Kobieta bez problemu się zgodziła. Uradowany znalazłem miejsce za filarem przy lampie oświetlającej mury kościoła. Byłem bardzo zadowolony bo spałem na ogrodzonym terenie. Rozłożyłem się w śpiworze i zacząłem pisać dziennik podróży. W pewnym momencie tak około godziny 23ciej zauważyłem jakiś ruch w oddali na chodniku. Jednak zignorowałem to i pisałem dalej. Jednakże po pewnym czasie zrozumiałem co się dzieje...w okół mnie ze wszelkich szpar i dziur zaczęły wychodzić karaluchy..starałem się je zabijać gdy podchodziły zbyt blisko ewentualnie odstraszać bo każde uderzenie butem w ziemię sprawiało, że wszystkie znikały, ale po chwili znów wychodziły. Byłem bardzo przerażony tym faktem i szybko schowałem swój dziennik podróży. Sam usiadłem i szczelnie owinąłem się śpiworem i próbowałem czuwać spoglądając co i raz na pojawiające się w okolicy karaluchy. W tej pozycji nawet nie zauważyłem kiedy zasnąłem...


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Zapraszam na moją stronę! :) https://www.facebook.com/zyjipodrozujzp ... page_panel

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#17 PostWysłany: 14 Gru 2013 18:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Wrz 2012
Posty: 943
Loty: 101
Kilometry: 164 561
niebieski
Dzień 10: Żegnaj Bośnio i Hercegowino, witaj Serbio!

Sen nie po raz pierwszy podczas tego wyjazdu został przerwany przez poranny deszcz. Tym razem około godziny 5.00 zaczęło delikatnie kropić. Przeniosłem się więc ze swoim bagażem pod dach prowizorycznego garażu otworzonego w budynku obok kościoła. Karaluchów już nie było widać więc mogłem spać już o wiele spokojniej,a lekka mżawka zmieniła się w konkretny deszcz. Około godziny 8 pojawiło się dwóch pracowników kościoła. Jeden z nich mimo fatalnej pogody nakazał mi opuszczenie terenu kościoła. Powiedziałem, że to zrobię jak tylko się pozbieram. Pozbierałem się, ale nadal padało więc postanowiłem dalej czekać pod daszkiem aż pogoda się poprawi. Czekałem tak do godziny 10tej, wtedy też z budynku przy, którym czekałem wyszedł jakiś facet (prawdopodobnie ksiądz) i gdy tylko mnie zauważył zdecydowanym ruchem ręki pokazał mi bramę informując mnie tym samym, że mam się natychmiast wynosić mimo padającego deszczu. Niestety tym razem już nie miałem wyboru i musiałem wyjść spod daszku na ten deszcz i opuścić teren kościoła. Poszedłem znów w kierunku starówki. Ogólnie w planach miałem już ruszenie w dalszą podróż tym razem w kierunku Belgradu od, którego dzieliło mnie jakieś 300 km. Na starówce zaczepiałem ludzi pytając o właściwą drogę i w końcu trafiłem na faceta, który wziął ode mnie mapę i poszedł pytać miejscowych w jakimś barze, a mi zostawił pod opieką swojego małego synka ;) Po paru minutach pojawił się ponownie i wskazał mi właściwą drogę. Tak więc ruszyłem po drodze jeszcze podziwiając ostatnie widoki w Sarajewie. Niestety nadal było trochę deszczowo:
Załącznik:
P1000267.JPG

Załącznik:
P1000272.JPG

Ogólnie żeby dojść do w miarę dobrego miejsca miałem spory odcinek drogi do przejścia. Po drodze zatrzymała się jeszcze bośniacka policja i byłem przekonany, że zwrócą mi uwagę, że próbuję łapać stopa, ale okazało się, że byli bardzo uprzejmi i na dodatek też dali mi kilka wskazówek odnośnie drogi ;)
Szukając jednak miejsca nie mogłem nigdzie trafić na żadną stację benzynową więc postanowiłem łapać na poboczu. Po jakimś czasie zatrzymał się młody facet, który nic nie rozumiał po angielsku, ale dał mi do zrozumienia, że zawiezie mnie w dobre miejsce. Zabrałem się z nim, niestety nie był on dobrym kierowcą, ale jednak po jakimś czasie dojechaliśmy do jakiejś średnio uczęszczanej drogi gdzie było rozwidlenie i jedna droga szła w kierunku Zvornika i Belgradu. Podziękowałem więc kierowcy, który od razu jak mnie wysadził zabrał ze sobą jakieś dwie kobiety, a ja postanowiłem łapać transport obok warsztatu samochodowego. Mimo iż miejsce wydawało się dość dobre to ruch tam był niewielki. Na dodatek pogoda znów zaczynała się psuć i co jakiś czas zmuszony byłem schodzić drogi do miejscowego sklepu i tam chować się pod dachem przed deszczem. W końcu po ponad godzinie takiej zabawy udało mi się zatrzymać jakiegoś faceta. Co prawda nie jechał on ani do Zvornika ani do Belgradu, ale jechał do następnej miejscowości do, której mogłem się z nim zabrać. Na dodatek poinformował mnie, że za jakąś godzinę będzie jechał dalej i jak będę dalej stał i łapał to mnie zabierze. Tak więc byliśmy wstępnie umówieni i pojechaliśmy . Zostałem wysadzony na stacji benzynowej gdzie łapałem dalej stopa. Jednakże pogoda nadal nie chciała odpuścić i deszcz robił się coraz bardziej uciążliwy, a na dodatek zaczęło wiać. Niedaleko mnie stało parę miejscowych osób, które łapały stopa bez problemu, a mi ciągle nie szło. Co jakiś czas pojawiał się też autobus do Zvornika, ale nie chciałem z niego korzystać. Pogoda niestety nie poprawiała się, a ja nie miałem za bardzo gdzie się chować przed tym deszczem i pomału zaczynałem oswajać się z myślą, że będę musiał nocować na tej stacji. Po chwili zatrzymało się 3 młodych chłopaków, ale jechali oni zaledwie 3 km dalej więc stwierdziłem, że mija się to z celem i podziękowałem im za propozycję.
Nagle na horyzoncie pojawił się kolejny autobus, byłem przekonany, że to kolejny jadący do Zvornika, ale okazało się jednak, że ten jechał bezpośrednio do Belgradu. Zatrzymałem go i zapytałem o cenę. Koszt przejazdu wynosił 15 euro i po chwili zastanowienia się zdecydowałem się jechać tym autobusem. Podróż trwała od godziny 17stej do 22:30. Kontrola graniczna nie trwała zbyt długo, ale kontroler zniszczył mi etui od paszportu bo coś mu w nim nie pasowało :?
Załącznik:
P1000275.JPG

Tak więc byłem w końcu w Serbii ;) Jak już wcześniej wspomniałem o 22:30 byłem już w Belgradzie na dworcu autobusowym. Nie padało, ale widać było, że w ciągu dnia musiało konkretnie lać. Wymieniłem jeszcze gotówkę i stwierdziłem, że jest już za późno żeby kręcić się po mieście i trzeba znaleźć miejsce do spania. Spanie na dworcu nie było dobrym pomysłem ponieważ kręciło się tam sporo podejrzanych typków. Nie mając za wielkiego pola manewru postanowiłem wbić się na dach dworca autobusowego i tam spać ;) nie było to super wygodne, ale wydawało się dużo bezpieczniejsze niż spanie w jakimkolwiek innym miejscu w okolicy.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Zapraszam na moją stronę! :) https://www.facebook.com/zyjipodrozujzp ... page_panel

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#18 PostWysłany: 14 Gru 2013 18:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Gru 2013
Posty: 39
20 kg?? Jeżu, coś Ty tam napchał? :-)
Poznałem miejscowości przez które jechałeś, byłem tam raz samochodem, raz na motorze. Nie dziw się ludziom, którzy nie chcą Cię zabierać - Twoja koncepcja na podróż nie oznacza, że oni muszą swoją dopasować do Twojej.
Rozbawił mnie fragment o Czarnogórcu, który znał kilka polskich słów i je powtarzał :-)
Szybko przelatywałeś przez Bałkany, jak mogłeś nie skorzystać z propozycji zabawy na bałkańskiej imprezce!?
Tak czy siak, narobiłeś smaka na taką wycieczkę.
_________________
http://perney.pl/
Góra
 Relacje PM off  
 
#19 PostWysłany: 14 Gru 2013 23:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Wrz 2012
Posty: 943
Loty: 101
Kilometry: 164 561
niebieski
Wiesz co miałem sporo konserw turystycznych (sporo z nich przywiozłem z powrotem), których miałem już dość po 3 dniach ;) Oczywiście nie dziwię się tym co się nie zatrzymują, to normalne ryzyko przy podróżowaniu autostopem. Co do szybkiego przelatywania niestety miałem ograniczony czas(14-16 dni) na całość więc nie było to tak naprawdę dużo czasu ;) a co do imprezy fakt mogłem iść, ale zmęczenie było przeogromne ;)
_________________
Zapraszam na moją stronę! :) https://www.facebook.com/zyjipodrozujzp ... page_panel

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#20 PostWysłany: 14 Gru 2013 23:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Gru 2013
Posty: 39
Przez 3 tygodnie w Mongolii jadłem konserwy, bo tam nie było żadnej alternatywy. Po powrocie miesiąc się odtruwałem...
_________________
http://perney.pl/
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 29 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group