Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 26 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 13 Lip 2019 21:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
Jakieś 12 tysięcy kilometrów od Polski. Na końcu świata, na 7 morzach, o powierzchni porównywalnej do rozmiarów naszego kraju leży ponad 7 tysięcy wysp – Filipiny.
Ze względu na swój wyspiarski charakter Filipiny zapewniają różnorodność zarówno krajobrazową, jak i kulturową. Każda, niezależna wyspa ma swój unikatowy, niepowtarzalny charakter, a jednocześnie wszystkie mają wspólny mianownik i są integralną częścią większej, spójnej całości.
Nadal blisko tysiąc filipińskich wysp jest niezamieszkanych. Pozostają one królestwem przyrody i całkowicie dziewiczym zakątkiem świata.

Jako zagorzały nature lover zawsze szukam destynacji, które zapewnią mi odpoczynek powiązany z bliskością natury. Po przeludnionym Pekinie, hałaśliwym Sajgonie i pełnym chaosu Hanoi wyczekiwałam wakacji z dala od metropolii. Potrzebowałam wyciszenia.

Rajskie plaże przyozdobione szeregiem gęstych palm.
Barwna rafa koralowa i snorkleing w turkusowo-krystalicznych wodach.
Jazda skuterem bez celu - wśród bezkresnych, nierealnie zielonych pól ryżowych.
Odkrywanie kolejnych wysp, poznawanie ich klimatu.
Do tego obietnica pływania w towarzystwie żółwi i wizyta u cudacznych wyraków.
Tak, to był bezczelnie dobry plan :D

Wiem, że mimo tego, że odwiedziłam zaledwie niewielki wycinek Filipin, to doświadczyłam ich bardziej niż zakładałam. I bardziej niż marzyłam. :mrgreen: Ale o tym później…

Co do planu podróżny... no cóż - ten mocno odbiegał od naszych wyjazdowych standardów, bo… w zasadzie go nie było. Z reguły jeszcze w Polsce dopinam wszystko na ostatni guzik (lub jak to woli: tuzin guzików). A tym razem? Nie miałam ani mocy, ani motywacji do studiowania dziesiątek przewodników i blogów podróżniczych. Tyle co wróciliśmy z intensywnego Wietnamu, po którym nie zdążyłam się zregenerować. Znacie to uczucie, kiedy po powrocie z wyjazdu przydałby się urlop od urlopu? :P No właśnie…
Na Filipinach czas miał zwolnić… Miał upływać na podziwianiu krajobrazów i morskich kąpielach.

A może brak regeneracji po Wietnamie to wymówka? Może po prostu, zupełnie naturalnie, nadszedł czas, w którym poczuliśmy, że chcemy spróbować innego podróżowania? Że chcemy, tak dla odmiany, przeżyć coś na większym spontanie. Bez pobudek o 4 nad ranem, bez tabelki w Excelu, programu dnia i bez napinki na wyrobienie 100 proc. normy (chociaż generalnie bardzo lubię to uczucie). W każdym razie, w kontekście swojej skrupulatności i perfekcji, ignorancja jaką wykazałam się podczas planowania Filipin była mocno zaskakującym zjawiskiem. Wzniosłam się na swoje osobiste wyżyny. :o

Zanim jednak Filipiny… postanowiliśmy zrobić sobie 4 dniowy stop-over w Dubaju (tak, wiem - a propos alergii na metropolię… :P).
Zjednoczone Emiraty Arabskie nigdy wybitnie nas nie elektyzowały. Stale były deklasowane przez płynnie zmieniającą się czołówkę Bucket Listy i jako destynacja sama w sobie prawdopodobnie nie doczekałby się swoich pięciu minut.
Z jednej strony – Dubaj niby nie zaprzątał naszych myśli. Przynajmniej nie nachalnie. Z drugiej, zgodnie stwierdziliśmy, że jako światowa stolica luksusu i powstałe na piaskach pustyni miasto przyszłości jest tworem tak innowacyjnym i nieprawdopodobnym, że dla zaspokojenia ciekawości trzeba będzie to miejsce kiedyś, choćby przelotem, odwiedzić. Tak dla odhaczenia… coś jak kiczowate Las Vegas – niby marne szanse na zakochanie, ale być w pobliżu i nie dać szansy...? :P

No i stało się. Promocja Cebu Pacific na odcinku Dubaj – Manila. Bilety w cenie 150 złotych błyskawicznie zakończyły rozważania dotyczące zasadności wizyty w Emiratach i otworzyły nowy rozdział podróżniczego pamiętnika - filipińską przygodę.

Ogólny schemat wyjazdu zarysowywał się tak:

10-01-2019 KRAKÓW (KRK) - (DXB) DUBAJ
14-01-2019 DUBAJ (DXB) - (MNL) MANILA
15-01-2019 MANILA (MNL) - (DGT) DUMAGUETE
21-01-2019 TAGBILARAN (TAG) - (MNL) MANILA
21-01-2019 MANILA (MNL) - (PPS) PUERTO PRINCESA
26-01-2019 PUERTO PRINCESA (PPS) - (MNL) MANILA
26-01-2019 MANILA (MNL) - (SIN) SINGAPUR
28-01-2019 SINGAPUR (SIN) - (TXL) BERLIN
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 14 Lip 2019 11:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
DUBAJ – czyli kraina ropą płynąca... :D

Nooooo…. to, to ja rozumiem. Już samo lotnisko wygląda nieprzeciętnie…
Załącznik:
20190110_190448p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190110_220853p-Resizer-800.jpg

Do centrum miasta dotarliśmy około północy, ale przygody tego dnia dopiero się zaczynały. :shock: I, co gorsza, bynajmniej nie mówię tu o tym, że wciągnęło nas nocne dubajskie życie. Niespodzianka niestety była bardziej prozaiczna. :lol: Otóż, po dotarciu do hotelu okazało się, że w zarezerwowanym przez nas pokoju goszczą już radośnie nowi lokatorzy… Z uwagi na late check-in i brak kontaktu – próbowali się do nas dodzwonić, kiedy niczego nieświadomi lecieliśmy w samolocie - postanowili wynająć pokój komuś innemu. (sic!) Uwielbiam szukać noclegu po nocy i uwielbiam ćwiczyć cierpliwość i strategie negocjacyjne w chwili, kiedy wszyscy z którymi podejmuję temat doskonale wiedzą, że mam mało alternatyw i jestem trochę w d… : :twisted:
Ostatecznie przenieśliśmy się do Golden Tulip Media Hotel. Miałam wrażenie, ze standard delikatnie niższy, ale whatever - przecież nie przyleciałam tu, żeby spać w hotelu……

Dzień 1. – Formuła 1 i projekcje na Burj Khalifa, czyli jak zrobić pierwsze dobre wrażenie.

…obudziłam się koło południa. :D :D :D
Pierwszy odruch – 12 ?!?!?!
Drugi odruch – kobieto oddychaj, przecież wdrażasz plan „bez planu”.

Po szybkiej burzy mózgów zarysował się z grubsza plan pierwszego dnia. Szczęście się do nas uśmiechnęło. Przynajmniej do @Maxi1982. Okazało się, że w piątek startuje 24-godzinny rajd na torze Formuły 1. Mało tego – wejście jest zupełnie darmowe. :D Póki co, podoba mi się ten Dubaj – miało być drogo, a tu proszę jakie zaskoczenie. :mrgreen:
Zagorzałą fanką sportów motoryzacyjnych nie jestem, ale co innego oglądać w tv, a co innego zobaczyć The Hankook 24h Dubai Endurance Race na żywo. Długo nie trzeba było mnie namawiać.
Załącznik:
20190111_145036p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09024-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09264p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09336-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09141-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09041p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09114-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09131-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09185-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09194-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09236-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09245-Resizer-800.jpg

Jako marny znawca tematu ograniczę się do zacytowania słów Maksa, którego warkot silników przyprawiał o wielokrotny zawrót głowy i (wg. relacji) co rusz wyzuwało go z trampek. :lol: „Spaliny z setek litrów paliwa, tony spalonej gumy - odleciałem.... Jeżeli istnieje raj to na bank oddycha się tam czymś takim”. No cóż. Ja tam mam nadzieję, że w raju będę jednak oddychać czymś innym… :P Nie ważne. Warto było, chociaż miks wspomnianych zapachów plus panujący tam hałas były kombinacją tak intensywną, że po około 2 godzinach – w obawie o zdrowie psychiczne - opuściliśmy imprezę. 8-)
Załącznik:
DSC09254-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09259-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190111_155101p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
GOPR8214p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09273-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09275-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09277-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09279-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_1380p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_1376p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
GOPR8223p-Resizer-800.jpg

W drodze do hotelu postanowiliśmy zatrzymać się w pobliżu Dubaj Mall na wstępne oględziny jednego z najbardziej spektakularnych elementów dubajskiej architektury - Burj Khalify, której wielkie otwarcie miało miejsce w 2010 roku. Aby ją zobaczyć w całej okazałości trzeba najpierw przespacerować się ok. 15 minut łącznikiem z metra do Dubai Mall, a następnie przedrałować kolejne 20 min. przez całe centrum handlowe...
Załącznik:
20190111_180136p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190111_203115p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190111_182106p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190111_182044p-Resizer-800.jpg

Burj Khalifa jest aktualnie najwyższym wieżowcem na świecie i nawet takiego architektonicznego ignoranta jak ja wprawiła w prawdziwe osłupienie. Jest nieprawdopodobnie wysoka i cudownie smukła. Wystrzeliwuje na 828 metrów wysokości i ma 206 pięter. Robi wrażenie. Podobno każda zewnętrzna szyba pokryta jest cienką warstwą srebra, żeby odbijać promienie słoneczne i zmniejszać nagrzewanie się budynku. Burj Khalifa dosłownie błyszczy na tle innych wieżowców. Figlarnie drapie chmury po brzuchach. Onieśmiela. Zwala z nóg. I na pewno jest kobietą… ;)
Załącznik:
DSC09346-Resizer-800.jpg

U jej stóp znajduje się największa tańcząca fontanna na świecie z rzędem dysz o długości 275m. Pokaz ich możliwości szczególnie atrakcyjnie prezentuje się po zmroku, kiedy efekt wzmocniony jest przez 6600 świateł zainstalowanych pod taflą wody i 25 kolorowych projektorów.
Ponadto, na Burj Khalifie co pół godziny (począwszy od 18:00) wyświetlane są projekcje. Dzięki nowoczesnej technologii powstaje niezwykły spektakl łączący wodę, światło i muzykę.
Załącznik:
20190111_200107p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190111_200203p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190111_200205p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190111_200301p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190111_200332p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190111_200338p-Resizer-800.jpg

Nie wiem, czy iluminacja na Burj Khalifie, którą mieliśmy okazję zobaczyć pierwszego dnia wizyty w Dubaju była tak wyjątkowa ze względu na jakąś okoliczność… Widzieliśmy w kolejnych dniach jeszcze kilka innych jej odsłon i żadna już tak nie zahipnotyzowała. Arabska klimatyczna muzyka w tle… Fontanny perfekcyjnie zsynchronizowane z muzyką wyrzucające w kluczowych momentach wodę na 150 metrów do góry. Wielokolorowe, przecinające niebo lasery oraz niezwykle dopracowane, zmieniające się jak w kalejdoskopie, projekcje na Burj Khalifie. U jej stóp morze ludzi i… zupełna cisza. Zero rozmów. Ciarki z pleców nie schodziły ani na chwilę… Zaczarowała wszystkich.
Załącznik:
20190111_200346p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190111_200350p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190111_200351p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190111_200419p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190111_200558p-Resizer-800.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 14 Lip 2019 12:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
Dzień 2. – dzielnica Dubai Marina i Jumeirah Palm, czyli pokaz potęgi, fantazji i przepychu.

Dubai Marina to dzielnica mieszkalna wybudowana wokół sztucznego kanału o tej samej nazwie. Jest synonimem przepychu i niewyobrażalnego bogactwa. Na jej obraz składają się szybkie samochody, warte miliony dolarów jachty, eleganckie restauracje oraz ekskluzywne butiki. Dookoła mariny rozciąga się 8-kilometrowy deptak z mostami łączącymi dwie części kanału. Las nowoczesnych wieżowców robi wrażenie. To zaskakujące, że głownie są to budynki mieszkalne.
Załącznik:
20190112_123232p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190112_125547p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09369-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09374-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190112_132127p-Resizer-800.jpg

Marina okazała się być bardzo spokojnym, emanującym przyjazną atmosferą miejscem. Spacerując deptakiem mijaliśmy wiele osób uprawiających jogging, co automatycznie przywiodło na myśl amerykański styl życia – dokładnie tak wspominam poranny spacer wzdłuż wybrzeża Michigan, czy plaże Miami. :D
Bogactwo wylewa się tu z każdego zakamarka, ale miejsce nie jest nadęte. Marina nie jest kiczowata, ani przerysowana. To raczej luksus w eleganckiej, czystej formie.
Załącznik:
DSC09383-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190112_125413p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09387-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09392-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09397-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09395-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09394-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190112_133245p-Resizer-800.jpg

Dubaj to miasto wizjonerów. Wzdłuż linii brzegowej powstały sztucznie usypane wyspy palmowe należące do największych na świecie wykonanych ludzką ręką obiektów tego typu. Palma Jumeirah, ponoć nazywana ósmym cudem świata, była naszym kolejnym celem.
Poza tym, że stała się atrakcją turystyczną, jest jedną z droższych dzielnic mieszkalnych Dubaju. Znajdujące się na niej wille i apartamenty cieszą się duża popularnością wśród celebrytów i najbogatszych tego świata.
Całkowity koszt budowy Palmy Jumeirah to 12 mld USD. Na kształt wyspy składa się rdzeń, który symbolizuje pień drzewa palmowego oraz korona składająca się z 16 ramion – liści palmowych. Ponadto, wyspę-palmę otacza 11 kilometrowej długości pierścień ochraniający ją od morskich fal. O ile na „liściach palmowych” znajdują się rezydencje prywatne, hotele i kurorty wypoczynkowe wobec czego zakaz wchodzenia na ich teren obowiązuje właściwie całą koronę, tak na owy pierścień można podjechać monorailem.
Na czubku palmy, tuż przy ostatnim przystanku wspomnianej kolejki turystycznej, wznosi się najbardziej rozpoznawalny na wyspie kompleks hotelowy Atlantis oraz wodny park rozrywki.
Załącznik:
20190112_145027p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190112_145148p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190112_145205p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190112_145344p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190112_145515p-Resizer-800.jpg

A my wybraliśmy się na sam koniec pierścienia... na piechotę.
Wpadliśmy na ten pomysł chyba jako jedyni, bo po pierwszym kilometrze przestaliśmy się z kimkolwiek mijać… Po drodze przechodziliśmy obok nowej dubajskiej inwestycji - The Royal Atlantis Resort and Residences. Jest gigantyczna i już na etapie budowy robi nie lada wrażenie. Tak wygląda teraz:
Załącznik:
20190112_151609p-Resizer-800.jpg

A tak ma wyglądać już niebawem... :o :o :o
Załącznik:
royal-atlantis-4-Resizer-800.jpg

Załącznik:
royal-atlantis-2-Resizer-800.jpg

Załącznik:
view-1-Resizer-800.jpg

Z zewnętrznych wysp palmy można oglądać panoramę Dubaju oraz charakterystyczny - przypominający kształtem żagiel - mierzący 321 metrów wysokości, najwyższy hotel na świecie- Burj Al Arab. Budynek hotelu stoi na sztucznej wyspie oddalonej o 280 metrów od plaży w Zatoce Perskiej.
Jako jeden z nielicznych na świecie posiada siedem gwiazdek określających jego standard. Na realizację projektu wydano 650 milionów dolarów.
Oczywiście nie można do tego typu hotelu wejść od tak – z ulicy. Ale to ponoć miejsce gdzie luksus przestaje czarować a zaczyna szokować… Noc w najdroższym apartamencie królewskim Royal Suite o powierzchni 780 m2 (?!?!?!?!) to koszt rzędu 53 tysięcy złotych za noc……
Załącznik:
20190112_150350p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09406-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_1492p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09402-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190112_150429p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09401-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190112_162041p-Resizer-800.jpg

Ponieważ nasz budżet nie przewidywał noclegu na terenie Jumeirah Palm, po zachodzie słońca wsiedliśmy pokornie do kolejki i na zakończenie dnia wróciliśmy do rozświetlonej i spokojnej Mariny. W tej części miasta czułam się wyjątkowo bezpiecznie. Nawet po zmroku.
Załącznik:
20190112_180627p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190112_180910p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09423p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09434p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09441p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09446p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09447p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09451p-Resizer-800.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 14 Lip 2019 15:02 
Król Ż
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Paź 2014
Posty: 2805
Loty: 175
Kilometry: 447 889
Super relacja i zdjęcia przypadkiem też mam bilet na Filipiny za 150 zł przez Dubaj i muszę zaplanować 1 dzień :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 15 Lip 2019 13:09 

Rejestracja: 15 Lip 2019
Posty: 1
Świetnie się czytało (i oglądało) bardzo inspirująca relacja ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 15 Lip 2019 17:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Maj 2017
Posty: 1282
Loty: 139
Kilometry: 230 108
platynowy
Byłem na PPS, wracam m.in. na TAG, czekam na część dalszą :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 16 Lip 2019 10:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
Dzień 3. – Abu Dhabi i Meczet Szejka Zayeda, czyli biały klejnot Emiratów oraz Burj Khalifa w innej odsłonie.

Abu Dhabi to stolica i drugie co do wielkości miasto Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Położone jest na wyspie w kształcie litery T nad Zatoką Perską.

Naszym celem był Meczet Szejka Zayeda.
Załącznik:
20190113_104022p-Resizer-800.jpg

W wielu aspektach jest NAJ… Na potwierdzenie tych słów kilka suchych faktów:
Na budowę Wielkiego Meczetu Shejka Zayeda przeznaczono – bagatela - 205 mln funtów. 😲
To architektoniczne dzieło sztuki zajmujące powierzchnię 22 412 m².
Zbudowany z macedońskiego marmuru i masy perłowej. Ozdobiony został 82 kopułami (z czego główna uważana jest NAJwiększą na świecie – mierzy 85 m wysokości i 32 m średnicy) oraz czterema minaretami, które strzelają w niebo na 107 metrów.
Zwieńczenia kopuł i minaretów oraz kapitele wszystkich 1048 kolumn wykonane są z 24-karatowego złota.
Jego olbrzymi dziedziniec na planie kwadratu zdobi NAJwiększa na świecie marmurowa mozaika zajmująca powierzchnię 17 tys. m².
W głównym budynku w sali modlitewnej z sufitu zwisa (prawie) NAJwiększy żyrandol świata, wykonany ze złoconego mosiądzu i niezliczonej ilości kryształów Svarovskiego (mierzy 15 metrów wysokości i waży 12 ton), a posadzkę przykrywa NAJwiększy na świecie ręcznie tkany dywan o powierzchni 5 600 m². Dywan jest dziełem 1200 artystów, a prace nad nim trwały dwa lata. Ciekawostką jest fakt, że utkano go w Iranie w całości, bez jakichkolwiek łączeń. Waży… 35 ton.
No i cóź... Może WOW. :P Ale natura moja pokrętna i umysł raczej mało ścisły pozostają na te „suche NAJ” nieczułe. 😅
Meczet niewątpliwie został wzniesiony z rozmachem, ale nie przepychem i zdobytymi rekordami mnie zachwycił a genialnym projektem. Czystą formą. Przestrzenią. Prostotą, elegancją i idealną symetrią. Śnieżnobiałą fasadą, która lśniąc w słońcu cudownie kontrastuje z niebiesko-granatowym niebem i rozmieszczonymi wokół meczetu basenami, dzięki którym odbijające się w lustrze wody rzędy kolumn potęgują wrażenie symetrii i harmonii.
Przenosi do krainy „Baśni 1000 i 1 nocy”? Zdecydowanie tak! 😍😍😍
Załącznik:
20190113_112018-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01409n-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01427-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01433n-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09500-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09488-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01457n-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01445n-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09519-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09499-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09532-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09546-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09482-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01455n-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01457n-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01435p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09503-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09493-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09542-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09540-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09564-Resizer-800.jpg


Burj Khalifa, czyli każdy wieżowiec ma swój czubaszek ;)

Po pierwszym nieśmiałym kontakcie przyszedł czas, żeby zapoznać się z Khalifą bliżej i zajrzeć do jej wnętrza. ;-)
To był drugi (i ostatni) punkt emirackiego programu (pierwszym był zwiedzony w Abu Dhabi Meczet), nad którym pochyliliśmy się jeszcze będąc w Polsce. Oczywiście szepty w głowie z cyklu „być w Dubaju i nie wjechać na najwyższy budynek świata” towarzyszyły mi od momentu kupienia biletów lotniczych. A że jestem wyjątkowo mało asertywna nasze rozważania z „czy skorzystać?” bardzo szybko przekształciły się w „no dobra - skorzystać… ale jak to zrobić, żeby nie zbankrutować?”. Ja rozumiem, że atrakcja niczego sobie, ale koszty związane z wyjechaniem i zjechaniem windą są zaporowe, a myśl o wydaniu takiej sumy bolesna.. :P Co innego jakby można było np. wrócić z fantazją. Nie wiem… żeby jakiś base jumping, albo chociaż bungee…? Ale come on – zwykła pospolita winda… ? :P
Załącznik:
20190113_152334p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01512p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01528-Resizer-800.jpg

Przy zakupie biletu przez Internet do wyboru mamy w sumie 4 opcje:
At The Top (obejmuje wjazd na 124. i 125. piętro) w godzinach szczytu – 216 AED/os., poza godzinami szczytu– 141 AED/os.,
At The Top Sky (obejmuje wjazd na 148. oraz 124. i 125. piętra) w godzinach szczytu – 525 AED/os., poza godzinami szczytu – 370 AED/os.

Na tym etapie trzeba podjąć dwie najważniejsze decyzje: na które piętro wyjechać i w jakich godzinach.

W pierwszej chwili chciałoby się wyjechać jak najwyżej… z drugiej – różnica zaledwie 24 pięter i ponad dwukrotny wzrost ceny studzi zapał. Uznaliśmy, że ta opcja nie warta jest swojej ceny. Przede wszystkim wilgotność powietrza spowodowana parowaniem wód Zatoki Perskiej oraz piach pustynny przenoszony i nawiewany do miasta sprawiają, że dobra widoczność w Dubaju to rzadkość. Właściwie cały czas Dubaj skąpany jest w chmurze pyłu. Im wyżej, tym trudniej dostrzec to, co na dole. Nie wspomnę o jakości zdjęć (a to przecież argument niepodważalny :P). Pierwsza decyzja podjęta – interesuje nas wycieczka na 124 piętro.

Decyzja druga – która godzina? Bo oczywiście idealnie byłoby za jednym razem zaliczyć widok i w dzień, i w nocy. Jedynym małym mankamentem tej koncepcji był fakt, że zapewne nie tylko my błysnęliśmy intelektem i takich pomysłowych Dobromirów ustawi się w kolejce więcej… Wiem, że gdybyśmy odpuścili wyjazd w godzinach szczytu umożliwiający zobaczenie Dubaju również po zmroku, to przez resztę wyjazdu „byłam, i nie zobaczyłam...” rezonowałoby w mojej głowie. Lepiej nie ryzykować - a więc druga arcyważna decyzja została podjęta. :) Ostateczna cena za parę (za jakąś godzinę „atrakcji”) wyniosłaby ok. 450 PLN. Do przełknięcia…. ale może by jeszcze pokombinować…? :D

Nawiązałam kontakt z Polką, która pracowała w hotelu znajdującym się w Burj Khalifie. Jako pracownik hotelowy dwa razy w tygodniu mogła bez ponoszenia kosztów wprowadzać swoich gości do znajdującej się na 124 piętrze strefie VIP :D Bingo!
Takie rozwiązanie oszczędziło nam stania w długaśnej kolejce do windy, a na górze przepychania się łokciami w walce o kawałek szyby. Obyło się też bez zniecierpliwionego wzroku innych turystów i presji z cyklu „a Psze Pani, a nie za długo stoi Pani przy tej szybie?” - przerabiałam w Sears Tower. Dziękuję.
W strefie VIP byliśmy zupełnie sami… mogliśmy się zrelaksować i napawać widokiem do bólu. W spokoju i ciszy, delektując się najlepszą kawą jaką w życiu piłam. Dodatkowo udało mi się umówić spotkanie na 17:00, dzięki czemu mieliśmy okazję zobaczyć Dubaj z tej wyjątkowej perspektywy i za dnia i po zmroku. Bajka!
A koszt „alternatywnej” wyprawy na czubaszek Burj Khalify? 150 AED/os. Idealnie!!!
Załącznik:
GOPR8304p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09594-Resizer-800.jpg

Załącznik:
GOPR8315p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_1591p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190113_174220-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_1593p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190113_172217p-Resizer-800.jpg

No i klasyka - najlepszy widok oczywiście z toalety :D
Załącznik:
20190113_180145p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190113_181530p-Resizer-800.jpg

Dubaj to miasto przyszłości, które wyznacza trendy w sektorze nowoczesnych technologii. Nieustannie rywalizuje ze światem pod względem najnowszych i największych projektów architektonicznych. Burj Khalifa jest wizytówką miasta i ikoną postępu - należy do niej kilka rekordów Guinessa.
Załącznik:
20190113_183421p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190113_193036p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190113_193041p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190113_193044p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190113_193232p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09362-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09611p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09612p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09619p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09621-Resizer-800.jpg

Głód przekraczania kolejnych granic jest jednak tak duży, że górująca nad miastem Khalifa niebawem będzie miała towarzystwo. Emaar Properties rozpoczęło budowę kolejnej inwestycji - The Tower. Otwarcie planowane jest na 2020 rok. Spekuluje się, że zostanie przekroczona bariera 1000 metrów, wobec czego wszystko wskazuje na to, że Królowa już niedługo zostanie zdetronizowana.
Załącznik:
DSC09346-Resizer-800.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
oskiboski uważa post za pomocny.
 
 
#8 PostWysłany: 18 Lip 2019 20:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
Dzień 4. - Deira i Bur Dubai, czyli stare serce Dubaju.

Dubaj, dzięki swoim osiągnięciom architektonicznym, dość jednoznacznie się zdefiniował. Sięgające nieba wieżowce, 10-pasmowe autostrady, Dubaj Mall - największe centrum handlowe na świecie ze stokiem narciarskim i oceanarium pod dachem, fanaberie typu sztucznie usypane wyspy w kształcie palm, kosztujące kilkaset tysięcy dolarów policyjne radiowozy, jedno z największych lotnisk na świecie, czy siedmio-gwiazdkowy hotel… – to wszystko tworzy spójny wizerunek luksusu i przepychu.
Myśląc „Dubaj” to właśnie przychodzi nam do głowy…

Ale Dubaj ma też swoje drugie oblicze. Deira i Bur Dubaj miały być esencją Arabii. Tam miało bić prawdziwe serce miasta – postanowiliśmy to sprawdzić.

Deira leży w okolicach naturalnego zalewu morskiego Creek, dzielącego miasto na pół. Zwiedzanie starej części miasta zaczęliśmy od suków, czyli tradycyjnych targowisk. I szybko pożałowałam…
Lubię klimat lokalnych bazarów, ale teraz się upewniłam: ZDECYDOWANIE i DEFINITYWNIE – NIE arabskich!!! :evil:
Przeżyłam swego rodzaju „podróż do przeszłości” - do marokańskiego Jemaa el Fna i do wszystkich nieprzyjemnych wspomnień. Założone wtedy mentalne kotwice odpaliły na dubajskich sukach błyskawicznie… :? :x Ktoś kiedyś powiedział, że jak trafisz na arabskie targowisko, to tak jakbyś wpadł do akwarium z piraniami. Trudno o bardziej trafne porównanie. :roll: Dokładnie tak się czuję w zderzeniu z natrętnymi sprzedawcami. Do ich standardowego repertuaru należą m. in.: zachodzenie drogi, ciągnięcie za rękę, nagabywanie. Nachalne i powtarzane pierdylion razy zaczepki „Shakira, Shakira!” (ruda Shakira – no comment :P), no i w końcu hit – niezwykle lotna taktyka - „połów na szal”. Na odchodne, z nienacka, zarzucają ci szal na szyje, zupełnie tak, jakby naprawdę wierzyli, że ten desperacki akt w magiczny sposób otworzy ci oczy i zmienisz decyzję. Kto wie... A nuż, twój otępiony i skołatany ilością bodźców mózg, na chwilę straci czujność i wtedy właśnie, w przypływie chwilowego ogłupienia, stwierdzisz, że w majtkowym różu to ci jednak do twarzy.... ;| - komedia. Nie wiem, może jestem nieobiektywna, ale to zdecydowanie nie moja bajka… Moja strefa komfortu to dość delikatny obszar, który w tego typu miejscach jest zbyt często i zbyt bezpardonowo naruszany. Mało rzeczy na świecie potrafi tak szybko wygenerować we mnie irytację sięgającą tak niebezpiecznie wysokiego poziomu… :evil:

Nie będę się rozpisywać o największym na świecie bazarze złota, gdzie ponoć przechowywanych jest w sumie 25 ton błyszczącego kruszcu, ani o bajecznie kolorowym i pachnącym targu przypraw. Potencjał jest, ale trudno czerpać jakąkolwiek przyjemność, kiedy przemieszczając się w labiryncie stoisk i kramików więcej energii tracisz na opędzanie się od natrętów, niż pożytkujesz na zakupy.
Załącznik:
DSC09633-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01617p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01663p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01664p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01648p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09637-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09743-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09640-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01652p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01653p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09740-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09739-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190114_160426p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01829p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09747-Resizer-800.jpg

Z Deiry ewakuowaliśmy się w pośpiechu. Przepłynęliśmy taksówką wodną – abrą – do Al Fahidi, czyli starego miasta.. Abra to tradycyjna łódź, na pokład której wchodzi około 10-15 osób. Kurs kosztuje jedynie 1dirhama.
Załącznik:
GOPR8318p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190114_114225p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190114_114319p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190114_114322p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190114_114545p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190114_114445p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09757-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09772-Resizer-800.jpg

Sznur z paciorkami, przypominający różaniec to subha - muzułmański sznur modlitewny. Jest on częścią tradycji islamskiej. Składa się z 33 koralików, które służą do odliczania wszystkich 99 tzw. atrybutów (imion) Allaha, po każdej modlitwie. Widzieliśmy je w dłoniach mężczyzn dość często.
Załącznik:
20190114_114305p-Resizer-800.jpg

Dzielnica miasta po drugiej stronie kanału podobała mi się duuuuuuuuuuuuuuuuużo bardziej. Była tradycyjna i prawdziwa. Klimat był, ale był też spokój.
Moja strefa komfortu znowu nadymała się swobodnie jak balonik. :mrgreen:
Załącznik:
DSC01697p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01730p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09667-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09658-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09656-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01736p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190114_140306p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190114_135932p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_1620p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01748p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01771p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01786p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01787p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01788p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01817p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09675-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09677-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09681-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09694-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09684-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09688-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09701-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09705-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09714-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190114_141231p-Resizer-800.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
oskiboski uważa post za pomocny.
 
 
#9 PostWysłany: 18 Lip 2019 21:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 3917
HON fly4free
Po pierwsze, super zdjęcia! A po drugie, jak ja Wam zazdroszczę tych pustek w meczecie w Abu Zabi... Niech zgadnę - byliście tam punktualnie na otwarcie? Gdy byłem tam w listopadzie 2017, otaczał mnie istny tłum (byłem wieczorem).

Wysłane z mojego CLT-L29 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off
Maxima0909 lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 19 Lip 2019 13:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
@tropikey tak, byliśmy raniuśko :) ale też zdjęcia starałam się robić tak, żeby w kadrze nie było tłumów... nie byliśmy tam sami ;-)
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 21 Lip 2019 16:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
Ciemna strona Dubaju

Dubaj to tygiel kulturowy. Niby jesteś w kraju arabskim, ale właściwie tego nie czujesz… Rdzenni Emiratczycy stanowią niecałe 20 procent mieszkańców. Reszta to ekspaci przybywający do kraju głównie w celach zarobkowych oraz turyści. Podobno połowa imigrantów pochodzi z Indii, Pakistanu i Bangladeszu – są najtańszą siłą roboczą zatrudnianą do wykonywania najcięższej, fizycznej pracy. Bez nich Dubaj nie mógłby poszczycić się tak pokaźnymi wieżowcami i autostradami. Ponad to, jest sporo kobiet z Etiopii i Filipin, które najczęściej znajdują pracę w charakterze służących lub opiekunek do dzieci. W końcu Amerykanie i Europejczycy, których główną działką są sektory specjalistyczne i praca umysłowa.

Na ulicach, czy w restauracjach mijasz kobiety w abajach noszące hidżab lub dłuższą chimarę, jak również nikab – chustę zakrywającą twarz. Nie brakuje kobiet w burkach okrywających całe ciało - łącznie z oczami zasłoniętymi siatką. Mężczyźni noszą śnieżnobiałe, beżowe lub niebieskie kandury i różnorodnie wiązane gutrie na głowach. Barwny kulturowy misz-masz dopełniają cudzoziemcy: Hinduski w kolorowych sari, Afrykanki w tradycyjnych kolorowych, fikuśnych turbanach i my, czyli reszta świata, ubrana hmm… klasycznie 😉, „po europejsku”.

Dubaj - choć na pierwszy rzut oka wydaje się być miastem marzeń i oazą bogactwa, w rzeczywistości niestety nie jest diamentem bez skazy i ma swoje niechlubne oblicze.
Dla rodowitych Emiratczyków to „kraina mlekiem i miodem płynąca”, z niekończącą się niemal listą przywilejów przysługujących na każdym etapie życia. Do niedawna obywatele kraju nie płacili absolutnie żadnych podatków (ze względu na kryzys ropy ostatnio wprowadzono 5% VAT). Ich miesięczna pensja oscyluje w granicach od 20 do nawet 65-80 tysięcy AED. Ponad to, każdy obywatel kraju dostaje od państwa ziemię, dotację na willę i kilkudziesięciotysięczną „zapomogę” na własne wesele. Państwo opłaca edukację dzieci w szkołach prywatnych, a następnie daje możliwość wyjazdu i studiowania na najbardziej prestiżowych uczelniach świata. Świeżo upieczeni absolwenci, po powrocie, mogą liczyć na własne mieszkanie. Służba zdrowia jest całkowicie darmowa. Benzyna za grosze. Emiratczycy nie płacą też za prąd, ani wodę. Ze znalezieniem pracy nie mają właściwie żadnych problemów, ponieważ funkcjonuje „emiratyzajca rynku pracy”, czyli podczas rekrutacji rdzenny Emiratczyk traktowany jest priorytetowo. Bez względu na kwalifikacje, czy doświadczenie zawodowe.Emiratczycy żyją jak elita. Problemy finansowe są im obce. Wszystko co mają zostało podane im pod nos, na złotych talerzach. Społeczność ta nigdy nie wytworzyła klasy pracującej.

I tutaj płynnie przechodzimy do imigrantów, dla których miasto marzeń często staje się miejscem wyzysku i niewolniczej pracy za głodowe stawki. Dysonans miedzy bogactwem i pozycją rodowitych Emiratczyków a statusem pracujących tam cudzoziemców jest druzgoczący... Klejnot Arabskiego świata prawie w całości został wzniesiony i funkcjonuje w oparciu o niewolniczą pracę ekspatów...
Zdaje sobie sprawę, że tego typu rozważania to pewnie nie na ten czas i inne miejsce, ale jest to niewątpliwie głęboka rysa na szkle, o której warto pamiętać spacerując w cieniu architektonicznych cudów.
„Według międzynarodowych raportów ok. 250 tys. robotników z południowo-wschodniej Azji żyje w Dubaju poniżej standardów cywilizacyjnych. Według Human Rights Watch podczas przygotowań do mundialu w 2022 r. co dwa dni z upału i przepracowania umiera jeden robotnik z Nepalu (brakuje danych dotyczących robotników z Indii, Sri Lanki i Bangladeszu). W badanie sprawy zaangażowana jest m.in. Amnesty International. To ciemna strona inwestycyjnego boomu w zatoce.”
Rozmach inwestycji graniczący z szaleństwem okupiony zdrowiem i często życiem robotników, którzy w 40-stopniowym upale pracują ponad siły.
Jeśli macie ochotę zgłębić temat odsyłam do dwóch pozycji: „Beduinki na Instagramie” Aleksandry Chrobak, która w obawie o karę więzienia opuściła Emiraty przed publikacją swojej książki oraz „Dubaj. Prawdziwe oblicze.” Jacka Pałkiewicza, który uważa, że „petrodolary zapewniły Dubajowi pobłażliwość świata, który nie ma odwagi, by złożyć interesy ekonomiczne na ołtarzu walki o prawa człowieka.” Nie są to pozycje wybitne pod względem literackim, ale ukazują miasto blichtru z szerszej, mniej chlubnej, perspektywy.

Nie-żona / Nie-mąż

Warto również pamiętać o tym, że w Dubaju i na terenie całego ZEA publiczne okazywanie sobie czułości uważane jest za niestosowne. Pod karą grzywny zabronione jest przytulanie, całowanie, a nawet trzymanie się za ręce, bez względu na to, czy para jest małżeństwem, czy nie.
Islamskie prawo zabrania życia ze sobą niezamężnej parze, w związku z tym w zależności od dzielnicy Dubaju – im dalej od turystycznej części miasta tym zjawisko to jest częstsze - w hotelach należy przedstawić akt małżeństwa. Jeśli nie jest się małżeństwem lub rodziną hotel może nie zgodzić się na wynajęcie pokoju. Najlepiej przed wizytą skontaktować się z obiektem i dopytać, czy dokument jest niezbędny.

Komunikacja miejska

Dubaj jest bardzo dobrze rozwinięty w zakresie transportu publicznego.
My w większości poruszaliśmy się w pełni zmotoryzowanym metrem. Jego dwie linie czerwona (od UAE Exchange do Rashidya) oraz zielona (od Creek do Etisalat) umożliwiają dojazd do praktycznie każdej części miasta. Najkorzystniej jest zainwestować w kartę NOL (my zdecydowaliśmy się na wersję Silver – była dla nas najkorzystniejsza), którą wielokrotnie można doładowywać, w zależności od potrzeb. Należy pamiętać, że karty odbija się przy wejściu i wyjściu z metra (przechodząc przez bramki) lub przed wejściem i po wyjściu z tramwaju – jeszcze na przystankach.

W metrze obowiązuje całkowity zakaz jedzenia, picia oraz żucia gumy. Wyznaczone są również specjalne różowe przedziały tylko dla kobiet i dzieci.
Załącznik:
20190113_205319p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190113_210339p-Resizer-800.jpg

Jakie były moje odczucia po 4 dniach w Dubaju? Zaskakująco pozytywne.
Mówili, że to luksusowe miasto bez duszy. Że przesadne, sztuczne i bez klimatu. A ja polubiłam futurystyczny Dubaj za jego bezkompromisowość, harmonię i gościnność. Za wielokulturowość i unikalność. Za to, że jest dowodem na to, że muzułmańskie wartości potrafią współgrać z zachodnim modelem życia.
Pewnie kiedyś - przelotem 😊- wrócę.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko


Ostatnio edytowany przez Maxima0909, 31 Lip 2019 20:35, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 21 Lip 2019 16:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 3917
HON fly4free
Przeczytane od deski do deski. Oto dowód: "Komunikacja miejsca" ;)
A tak bardziej poważnie, po tych interesujących wpisach chyba zmienię zdanie na temat długości mojego potencjalnego pobytu w przyszłości w Dubaju :)

Wysłane z mojego CLT-L29 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 31 Lip 2019 21:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
@oskiboski @nakoniecswiata @marcin.krakow @tropikey dziękuję za miłe słowa, zabieram się za Filipiny 😊

FILIPINY, czyli raj na każdą kieszeń 😊

Ponieważ nie prowadziłam zapisków na bieżąco, postanowiłam nie relacjonować Filipin dzień po dniu - to po prostu nie może się udać. :D Podzielę je natomiast na 3 etapy – 3 główne wyspy: Apo Island, Bohol oraz Palawan.

APO ISLAND, czyli Mały Dom dla Wielkich Żółwi.

Odkrywanie Filipin rozpoczęliśmy „z wysokiego C” kierując się bezpośrednio na Apo Island, na której spędziliśmy 3 dni.
Nie poświęciliśmy czasu na konfrontowanie rzeczywistości Manili z jej złą reputacją, nie zatrzymaliśmy się również na Dumaguete. Wizja tego, co miało się wydarzyć już wkrótce była tak obiecująca i bezkonkurencyjna, że w tamtym czasie przyćmiewała wszystko inne.

Apo Island to wulkaniczne maleństwo o powierzchni zaledwie 74 ha, leżące na południe od wyspy Negros. Traktowaliśmy ją priorytetowo nie z uwagi na to, co oferuje na lądzie, a ze względu na otaczające ją wody i skarby skrywane pod jej powierzchnią. Porośnięty przepiękną rafą koralową morski rezerwat jest domem dla licznych gatunków ryb i żerujących przy wybrzeżu żółwi, które zresztą były czynnikiem decydującym o naszej wizycie.
Byłabym naiwna łudząc się, że jednodniowa wizyta na Apo mogłaby mnie zaspokoić i pozwolić na opuszczenie wyspy bez poczucia żalu, czy niedosytu. Jednodniowo to co najwyżej można sobie odhaczyć jakąś zatłoczoną stolicę w ramach city-breaku. Kontaktu z naturą się nie „zalicza”. ;) Z tego powodu na wstępie odpadły wszelkiego rodzaju opcje zorganizowanych wycieczek. Żadnego doświadczania w towarzystwie histeryzujących w wodzie chińczyków i żadnego nerwowego spoglądania na zegarek.
Nieograniczony czas i elastyczność – inaczej sobie tego spotkania nie wyobrażałam... Nocleg na Apo był bezdyskusyjny. :D

Ze względu na niewielkie rozmiary wyspy ilość miejsc noclegowych jest ograniczona. Jeśli planujecie na Apo zostać kilka dni pomyślcie o zarezerwowaniu noclegu z odpowiednim wyprzedzeniem. My zatrzymaliśmy się w Liberty Lodge i gorąco polecam to miejsce. Pokoje są skromne, ale w klimacie który lubię. Widok z balkonów na wzniesieniu jest boski, a jedzenie serwowane w restauracji poniżej wyśmienite! Obsługa ośrodka była niezwykle uprzejma, uśmiechnięta i pomocna.
Liberty pomogło nam również w zorganizowaniu transferu „na” i „z” wyspy. Dzięki temu pozbyliśmy się logistycznego balastu. Azjatyckie podejście do jakichkolwiek grafików jest raczej beztroskie, a czas jest odczuciem mocno subiektywnym. A tak… mieliśmy pewność, że łódka nie wypłynie z Malatapay Market bez nas. I była spora szansa na to, że wypłynie o czasie. ;)
Załącznik:
20190116_115022p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
GOPR8338p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190118_113247p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20190116_124440-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20190116_125508p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190116_130219p-Resizer-800.jpg

Po przypłynięciu na Apo musieliśmy się „zarejestrować”” i opłacić entrance fee w wysokości 100PHP/os. Gdy tylko dopełnimy formalności, rzuciliśmy bagaże i popędzimy przywitać się z gromadką morskich słodziaków.

Snurkowanie w pobliżu Apo to właściwie gwarancja spotkania tych wyjątkowych stworzeń. W wodzie został wydzielony orientacyjny obszar, w obrębie którego teoretycznie szanse na zobaczenie żółwia są największe. Jest to strefa płatna. W praktyce miejsce to należy traktować z przymrużeniem oka, ponieważ nie jest to zbiornik zamknięty. Jego granice tworzą paliki luźno połączone liną, w związku z tym żółwie przemieszczają się w sposób przez nikogo niekontrolowany. Pływają gdzie im się żywnie podoba i zapewniam - równie swobodnie wpływają, jak i opuszczają strefę płatną. Bez żalu odpuściliśmy sobie towarzystwo zorganizowanych grup wycieczkowych snurkujących w idiotycznie wydzielonej „strefę VIP-owskiej” i przenieśliśmy się kilkanaście metrów dalej - nikomu niczego nie płacąc.
Załącznik:
20190117_185407p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190117_185518p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190117_185103p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190117_185726p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190117_185053p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190117_185031p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190209_155424p-Resizer-800.jpg

Banan z buzi nie schodził mi do wieczora… nie schodził tez następnego dnia… i następnego po następnym.
Największe prawdopodobieństwo na spotkanie tych cudownych stworzeń mamy popołudniu, kiedy przypływ i podwyższony stan wody umożliwiają żółwiom podpłynięcie blisko wybrzeża i beztroskie ucztowanie na okolicznej rafie.
Pływanie z żółwiami to fantastyczne przeżycie. Wiem doskonale, że jestem w tym temacie nadwrażliwcem, ale dla mnie takie momenty są MAGICZNE… i zawsze mnie wzruszają (tak jak Simba z tekstem „Tato, chodźmy do domu” – wiem co mówię, sprawdzałam ostatnio i nadal zalewam się łzami :D ). I jestem absolutnie przekonana, że dla dokładnie TAKICH momentów warto wydać określoną sumę pieniędzy i lecieć na drugi koniec świata……. Apo Island to unikalne miejsce, gdzie żółwi się nie ogląda tak o, po prostu, jak w oceanarium. To miejsce, gdzie się z nimi spotykasz… W ich środowisku, na ich warunkach. Gdzie DOŚWIADCZASZ ich obecności. Nawiązujesz interakcję. Nie szukają kontaktu, ale też nie stronią od ludzi. Same podpływają. Są ciekawskie. Widzisz, że cię obserwują. Kiedy przepływają kilka centymetrów pod tobą czujesz charakterystyczny ruch wody. Są taaaak blisko. Na wyciągnięcie ręki.
Załącznik:
20190117_185705p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190209_155721p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190209_155809p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190209_160522p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190209_160800p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190209_160545p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190117_185255p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190209_160126p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190209_160018p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190209_155910p-Resizer-800.jpg

I taaaak strasznie walczyłam ze sobą żeby ich nie dotknąć… Zakochanie od pierwszej sekundy! Przez trzy dni towarzyszyły nam żółwie różnej wielkości i – jak wnioskuję po różnorodnych skorupach – różnego gatunku. A skorupy mają przepiękne, jak malowane. Były fantastyczne!

Btw – jeśli planujecie snorkeling ograniczcie proszę używanie drogeryjnych kosmetyków z chemicznymi filtrami UV do minimum. Spłukiwane podczas kąpieli szkodzą rafom koralowym i innym organizmom wodnym. Większość balsamów/olejków ma w swoim składzie oksybenzon (jego inna nazwa to benzofenon-3) - związek, który absorbuje promienie ultrafioletowe. Jest tani w produkcji i w związku z tym stał się bardzo popularnym składnikiem filtrów przeciwsłonecznych. Zaburza on niestety działanie hormonalne parzydełkowców, uszkadza materiał genetyczny koralowców upośledzając ich zdolność do reprodukcji, przez co wpływa na zmniejszenie populacji. Rafa staje się bardziej podatna na choroby i mniej odporna na zmiany klimatu. Blaknie i obumiera, a nowa nie ma szansy na wzrost.
Dlatego, zanim nałożymy na siebie warstwę kremu sprawdźmy jego skład lub skorzystajmy po prostu ze specjalnej odzieży chroniącej przed promieniowaniem słonecznym. Nie chcemy przecież chroniąc samych siebie, truć innych?
Załącznik:
20190117_185626p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190209_160330p-Resizer-800.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#14 PostWysłany: 31 Lip 2019 21:50 

Rejestracja: 26 Gru 2012
Posty: 614
Loty: 46
Kilometry: 151 136
srebrny
Relacja super, 2 lata temu miałem podobny wyjazd Dubaj, APO, Siqujor, Bohol, Manila.
Jedna uwaga, z tego co wiem to mundial 2022 będzie w Katarze a nie w Dubaju :D

„Według międzynarodowych raportów ok. 250 tys. robotników z południowo-wschodniej Azji żyje w Dubaju poniżej standardów cywilizacyjnych. Według Human Rights Watch podczas przygotowań do mundialu w 2022 r. co dwa dni z upału i przepracowania umiera jeden robotnik z Nepalu (brakuje danych dotyczących robotników z Indii, Sri Lanki i Bangladeszu). ”
Góra
 Relacje PM off
Maxima0909 lubi ten post.
 
 
#15 PostWysłany: 01 Sie 2019 10:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
A widzisz! Słusznie... Nie interesowałam się mundialem, nie przyszło mi do głowy, żeby to sprawdzić. Zacytowany tekst w całości można znaleźć w internecie. 🤷
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off  
 
#16 PostWysłany: 05 Sie 2019 23:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
Żółwie są zdecydowanie największą atrakcją wyspy, ale sama wyspa, chyba głównie ze względu na swoje rozmiary i kameralny klimat, jest bardzo przyjemnym, spokojnym i godnym polecenia miejscem. W oczekiwaniu na popołudniowe snurki wybieraliśmy się na spacery wzdłuż linii brzegowej i w głąb wyspy. Wyszliśmy też na punkt widokowy, który punktem widokowym jest chyba właściwie tylko z nazwy. Panorama, którą zastaliśmy na górze nie zasługiwała nawet na jedno zdjęcie, ale ostatecznie lepszy mały trekking niż smażing na plaży, więc wielkiego żalu nie było.
Załącznik:
20190116_164047p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01865p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01867p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01871p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01921p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190117_112342p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01937p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01947p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190118_173730p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09806-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20190117_113602p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20190117_114911p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01911p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20190117_111630p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190116_164322p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190117_163124p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190117_163438p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190117_163521p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190117_163857p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190117_163620p-Resizer-800.jpg

Z Apo pochodzi jedno z moich ulubionych filipińskich wspomnień. Ostatnie stateczki wycieczkowe z turystami opuszczały zwykle wyspę popołudniu, pozostawiając nam magię wieczorów przy malowniczo-zachodzącym słońcu oraz cudownie-błogie noce, kiedy „cisza gra”, prawie na wyłączność.
Załącznik:
20190117_161955p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190116_180602p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190116_173412p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01890p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190116_174147p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190117_173543p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190117_175425p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190117_175722p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190117_180009p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01954p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190117_180851p-Resizer-800.jpg

„Prawie”, ponieważ na przygotowany przez naturę spektakl zwykle czekaliśmy na wybrzeżu z pokaźną grupą lokalsów. :D Najpierw wspólnie dogrzewaliśmy się ostatnimi promieniami słońca, a kiedy to znikało za horyzontem „czas antenowy” przejmowały kipiące energią dzieci. :lol:
Załącznik:
20190116_174907p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190116_175035p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190117_164954p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190116_175339p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190116_175827p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190116_180231p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190116_182946p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190116_183005p-Resizer-800.jpg

Uśmiech leczy i podnosi na duchu. Zbliża, dodaje odwagi, przełamuje lody i… nic nie kosztuje. 😁 Szczerbałkowa bomba energetyczna, funkcja selfi w komórce i... cytując klasyka: "stop this madnessss"! 😅 Radość w najczystszej postaci. 🤪🤪🤪 Dzieciaki totalnie skradły nasze serca. 😊
Załącznik:
20190116_180013p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190116_180019p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190116_180022p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190116_180059p-Resizer-800.jpg

I jeszcze jedna rzecz – na Apo Island nie ma wody pitnej. Jest ona codziennie dostarczana z sąsiedniej wyspy i pożytkowana w sposób niezwykle oszczędny. Z uwagi na brak wodociągów oraz dostęp do energii elektrycznej w ograniczonym zakresie, oferowany na wyspie standard możne być zaskoczeniem dla bardziej wymagających turystów. W naszych łazienkach nie było bieżącej wody, tylko dwa baniaki: z wodą morską i słodką. Woda była zimna :D i nie czarujmy się - trzeba było się trochę nagimnastykować, żeby ogarnąć poranną i wieczorną toaletę, np. z myciem włosów. :D Można było też wiecznie mylić baniaki :P i np. po morskiej kąpieli zmyć z siebie sól i piach wodą…. słoną – tak, robiłam wielokrotnie. :lol: :lol: :lol: Po zachodzie słońca prąd był tylko do 21, w porywach do 22.
Dla nas nie miało to zupełnie żadnego znaczenia. Właściwie to chyba nawet traktowaliśmy to jako dodatkową atrakcję. Planując noclegi na wyspie warto wziąć to jednak pod uwagę. Ostatecznie nie dla wszystkich polewanie się zimną wodą z miski może być zachęcające. I ja to szanuję… hahha 😉


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
oskiboski uważa post za pomocny.
 
 
#17 PostWysłany: 11 Sie 2019 23:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
BOHOL, czyli Zielono Mi !!!

Bohol jest większą i zdecydowanie bardziej popularną turystycznie wyspą niż Apo.
Można się na nią dostać na dwa sposoby – drogą lotniczą lub wodną. My wybraliśmy opcję drugą. Skorzystaliśmy z oferty OceanJetFerry na odcinku Dumaguette – Tagbilaran i za ok. 800PHP/os + bagaż (w klasie economy :) ) zafundowaliśmy sobie ok. 40-minutowy rejs.

Na pokładzie statku czekał nas taki obrazek. I choć jeszcze grubo przed wyjazdem czytałam o walkach kogutów na Filipinach. Oglądałam reportaże o ich brutalności i bezwzględności, jaką wykazują się właściciele tych zwierząt, to w tamtej chwili, na statku jakoś pierwszy raz uderzyła mnie ta myśl w dwójnasób.
Walki kogutów to tradycja. Organizowane są nieprzerwanie od stuleci i wrosły w filipińską kulturę niezwykle mocno. Skala zjawiska jest ogromna. Na Filipinach właściwie każdy inwestuje w koguta, którego później szkoli i przygotowuje do krwawej walki na śmierć i życie.
Ptaki faszerowane lekami i sterydami przyzwyczajane są do hałasu i rażącego światła w nocy, aby wystawione na arenę nie bały się reflektorów i głośnego aplauzu. Trudno mi zaakceptować fakt, że w XXI wieku nadal zezwala się na bezsensowne męczenie i torturowanie zwierząt ku uciesze gawiedzi… Walki są krwawe i bardzo brutalne. Ptaki zadziobują się na śmierć lub tną oponenta ostrzem przywiązanym do nogi. Wszystko trwa od kilku do kilkunastu minut. Przegrany kogut się wykrwawia, a zwycięzca, w zależności od poniesionych w walce ran, dzieli los przeciwnika lub jest szyty i po szybkiej rekonwalescencji wystawiany do kolejnej walki… Wszystko odbywa się w ogromnych emocjach, przy głośnym dopingu tłumów mężczyzn i zakładach za wielkie pieniądze. To filipiński sposób na odreagowanie stresu, relaks, ale i forma hazardu, która daje realną możliwość zarobienia szybkich pieniędzy i zyskanie pewnego prestiżu. Szkoda, że kosztem cierpienia kogutów.
Załącznik:
20190118_161657p-Resizer-800.jpg

Mówi się, że Bohol to Filipiny w pigułce, bo stosunkowo niewielka powierzchnia oferuje zarówno lśniące w słońcu piaszczyste plaże Panglao (sąsiadująca wysepka połączona mostami z Boholem), błękit otaczającej go wody wraz z fascynującym, różnobarwnym światem pod jej powierzchnią (wyspa stanowi świetną bazę wypadową na okoliczne nurki), jak i intensywnie soczystą zieleń interioru skrywającą unikalne skarby natury.
Nasze kolejne dni na Palawanie miały minąć pod znakiem hamaków, rumu, plaż i kąpieli wodnych, dlatego też będąc na Boholu postawiliśmy na aktywną formę spędzania czasu i postanowiliśmy skupiliśmy się na odkrywaniu jego wewnętrznej części. Poza tym, nasze rozważania pt. „a może by…” dotyczące leniuchowania na plażach Panglao szybko rozwiała pogoda, która na Boholu nas nie rozpieszczała. Intensywne deszcze i nisko zawieszone chmury towarzyszyły nam prawie przez cały pobyt na wyspie.

Nasze chciejstwa przewidywały 4 najważniejsze i najbardziej popularne atrakcje, porozrzucane w różnych częściach Boholu. Najszybszym i najprostszym sposobem na dotarcie do nich było wypożyczenie skutera. A że ceny wynajęcia dwukółka na Filipinach są śmiesznie niskie, to tego typu formę plądrowania wyspy zaadoptowaliśmy na wszystkie 4 dni pobytu. :mrgreen: Jednodniowy koszt wahał się w granicach 450-600 PHP. Przy niewielkich umiejętnościach negocjacyjnych i dłuższym wynajmie można było dodatkowo zejść z ceny – zapłaciliśmy ostatecznie 400 PHP. Za litr benzyny sprzedawany w gustownych butelkach po coca-coli płaciliśmy średnio 45-50 PHP. :D
Skuterkowe wojaże zawsze wywołują u mnie dreszczyk ekscytacji. Już na kilka dni „przed” aktywują niecierpliwe przebieranie nogami. Uwielbiam tą formę zwiedzania, bo daje mi beztroskie poczucie wolności. Swobody. Niezależności. Ze względu na deszcze nasze wstępne plany dość płynnie się zmieniały. Dzięki skuterom mogliśmy sobie pozwolić na elastyczność. Poza tym, drogi na Boholu są dobrej jakości, a ruch nie jest duży. Zamiast duchoty w wypełnionych po brzegi jeepneyach „wiatr we włosach, w oczach łzy, na liczniku 43 :D”. Lubię. :mrgreen:

Bambusowy Most w Sevilli, czyli Spacer z Wyimaginowanym Krasnalem :lol:

Sevilla to mała wioska, która znana jest z dwóch zawieszonych nad rzeką bambusowych mostów. Niby nic wielkiego. Mosty ani wybitnie długie, ani przerzucone wybitnie wysoko. „Barierki” za to wyplecione na wysokości kompatybilnej z przeciętnym, niskim Azjatą, a nie wysokim Europejczykiem. W związku z tym przejście chybotliwą konstrukcją na ugiętych nogach stanowiło pewne wyzwanie i przypominało spacer z wyimaginowanym krasnalem. Dla obserwatora z boku musiało to wyglądać komicznie.
Załącznik:
DSC09858-Resizer-800.jpg

Bambusowe kładki trzeszczą i skrzypią przy każdym kroku. Po opadach deszczu są śliskie. Wiatr rzuca nimi na boki, a przechodzący ludzie wprawiają je w ruch sinusoidalny – przez co momentami zachowują się jak trampolina. No szał… Maksowi wpadła stopa pomiędzy bambusowy splot i miał spore problemy, żeby ją z potrzasku wydostać. Gdyby przytrafiło się to mnie, umarłabym na zawał! No więc - wygląda banalnie, ale odnotowałam znaczny wzrost tętna. :lol:
Załącznik:
DSC09827-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_1711p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190119_125527p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09830-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09835-Resizer-800.jpg

Dzięki bogu konstrukcja została wzmocniona i ustabilizowana stalowymi linami. Po drugiej stronie rzeki czekały na nas kramiki z pamiątkami i koszulkami. I szkoda tylko, że produktów nie rozdawali za friko w ramach nagrody za odwagę i odniesione zwycięstwo. :D Bo należało się jak nic! :P
Koszt: 35 PHP
Załącznik:
DSC09842-Resizer-800.jpg


Chocolate Hills, czyli Bon Appetit? ;)

Najbardziej znaną atrakcją Boholu są oczywiście Czekoladowe Wzgórza, które znajdują się w sercu wyspy, w okolicach miasteczka Carmen. Rozczarowaniem dla łasuchów będzie pewnie fakt, że niestety, mimo apetycznej nazwy w miejscu tym zaspokoić można co najwyżej głód… ciekawości. Na wzgórzach nie rośnie bowiem kakaowiec, a wapienne wybrzuszenia nie mają nic wspólnego z czekoladą. Ich nazwa powstała w związku z kolorem trawy, która pokrywa pagórki w porze suchej. W wyniku nasłonecznienia przybierają one czekoladowo-brązowy odcień, który kontrastuje z soczystą zielenią znajdującą się u ich podnóży. Z uwagi na fakt, że nie byliśmy w porze suchej podziwialiśmy wzgórza się w innej odsłonie.
Pagórki rozciągają się na ok. 50 km2 i mimo, że nie ma oficjalnych danych, szacuje się, że na tej przestrzeni znajduje się od 1260 do nawet 1700 charakterystycznych stożków. Ich przeciętna wysokość to 30-50 metrów, ale zdarzają się wzniesienia wybitne – sięgające nawet powyżej 100 metrów.
Jest to miejsce tak charakterystyczne, że stało się nieoficjalną wizytówką wyspy. Do tej pory jednoznacznie nie stwierdzono jak owe stożki powstały, co czyni to miejsce jeszcze bardziej ciekawym i tajemniczym. Jak najbardziej punkt warty odwiedzin, tym bardziej, że cena wstępu niska.
Koszt: 50 PHP
Załącznik:
DSC09861-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09864-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09872-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09871-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09890p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02045p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09893-Resizer-800.jpg


Tarsier Sanctuary, czyli your eyes are Hypnotizing! :D

Bohol to jedno z nielicznych miejsc na świecie, na których wciąż występują tarsiery, zwane również wyrakami.
To futerkowe maleństwa z cudacznymi, nieproporcjonalnie dużymi do reszty ciała oczami i bardzo długim ogonkiem. Mają około 15 centymetrów wielkości. Aktywne są głównie nocą, w dzień odpoczywają i przysypiają w cieniu roślin. Nie są zwierzętami stadnymi, nie spędzają czasu razem, raczej cenią sobie samotność. Wzbudzają sympatię. Rozczulają oczami i przypominającymi ludzkie dłonie łapkami. Wyglądają jak przyczepione do gałęzi pluszaki.
Załącznik:
20190119_110316p-Resizer-800.jpg

Na Boholu jest kilka miejsc, gdzie można je zobaczyć, ale nie we wszystkich chcieliśmy się znaleźć. Wybraliśmy ośrodek prowadzony przez fundację Tarsier Sanctuary w Corelli. Urocze wytrzeszczałki to niestety ginący gatunek i chociażby z tego powodu należy im się wyjątkowy spokój i szacunek. We wspomnianym sanktuarium o powierzchni 13 ha znajdującym się na terenie rezerwatu, wyraki żyją w warunkach naturalnych. Jest to teren na tyle duży, że zwierzęta, jeśli nie chcą być niepokojone, w każdej chwili mogą się oddalić od ścieżek i zaszyć w części niedostępnej dla turystów.

Na terenie ośrodka obowiązuje bezwzględne zachowanie ciszy i odpowiedniej odległości od wyraków. Nie można wymachiwać im obiektywem przed nosem, ani robić zdjęć z lampą błyskową. Nie można do maleństw cmokać, ani ich dotykać. Nie wolno potrząsać gałązkami, na których siedzą. W sąsiednich ośrodkach ponoć wszystkie chwyty dozwolone….. :?

Tasiery są tak malutkie, że bez pomocy przewodników byłyby w gąszczu liści praktycznie niemożliwe do wypatrzenia. Rano pracownicy sanktuarium przeczesują teren w poszukiwaniu jego mieszkańców i jeżeli zguby odnajdują się w strefie dostępnej dla turystów, to przewodnicy zostają w ich pobliżu. W ten sposób pomagają turystom namierzyć ukrytego futrzaka, a jednocześnie ich stała obecność zapewnia maluchom bezpieczeństwo i komfort.
Wstęp: 60 PHP; 9:00-16:00
Załącznik:
DSC09810-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09820-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09814-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09811-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09825-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20190119_110428p-Resizer-800.jpg


Mieliśmy w planach jeszcze rejs na rzece Loboc. To popularna atrakcja Boholu. Stateczek jest „pływającą restauracją”. Podczas rejsu, oprócz napawania oczu krajobrazami można się najeść do syta i nieźle wybawić. Na pokładzie przewidziane są występy tancerzy, grajków i śpiewaków. Słyszałam, że po zachodzie słońca w okolicach rzeki lata cała masa świetlików, co czyni taki wieczorny rejs jeszcze bardziej niezapomnianym.
Yyyy… I w sumie nie pamiętam dlaczego z tej atrakcji nie skorzystaliśmy…. Może nie byliśmy głodni? :lol:
Załącznik:
20190119_120254p-Resizer-800.jpg


Poza kierowaniem się do konkretnych atrakcji wykorzystywaliśmy każdą chwilę na jeżdżenie po wyspie bez konkretnego celu. Tam, gdzie nas oczy poniosą. Wielokrotnie zbaczaliśmy z asfaltowych dróg w nieuczęszczane wyboiste ścieżki, które prowadziły nas do totalnie bezludnych plaż (głównie na Palawanie) lub do wiosek, gdzie Filipińczycy witali nas z otwartymi rękami, częstowali lokalnym wyrobem i zapraszali do wspólnego karaoke. (Nie)stety na Filipinach karaoke to niemalże sport narodowy. Śpiewać każdy może, a nawet musi….. i tak - popełniliśmy kilka utworów. 🙈🙈🙈🤪
Załącznik:
20190119_115111p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190120_150913p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190120_153137p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190120_153159p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190120_153626p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190120_154033p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190120_154047p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190120_154114p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190120_154124p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_1766p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190120_163350p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190120_163956p-Resizer-800.jpg

Bezkresne pola ryżowe soczysto-zielona przestrzeń to esencja Boholu. Takim będę go pamiętać.
Załącznik:
DSC02073p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02093p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02054p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02110p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02096p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20190119_163609p-Resizer-800.jpg]
[attachment=0]DSC02127p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02104p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02080p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02098p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02071p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09910-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC01972p-Resizer-800.jpg

Kolejne skojarzenia to charakterystyczne trycykle z cytatami…
Załącznik:
20190120_171826p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190120_173324p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190120_224011p-Resizer-800.jpg

"nienachalna" pogoda i adekwatna warunków atmosferycznych motocyklowa stylówa :lol: :lol: :lol:
Załącznik:
IMG_20190120_150935p-Resizer-800.jpg

i oczywiście urocze Wytrzeszczałki – wróciłam z pokaźnym naręczem breloków. :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Załącznik:
20190120_181932p-Resizer-800.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#18 PostWysłany: 31 Sie 2019 11:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
PALAWAN, czyli Perła Filipin.

Wyspa Palawan od dawna uważana jest za Perłę Filipin i jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie. Nota bene, nie tak dawno określenie to nabrało zupełnie nowego znaczenia. Nie gdzie indziej, jak właśnie w rejonach Palawanu wyłowiono największą, ważącą 34kg!, perłę świata. Ma 61 cm długości i 30 cm szerokości, a jej wartość szacuje się na 100 mln dolarów.
Śmieszna historia, bo perła-celebrytka, zanim została bohaterką wiadomości na całym świecie, niedoceniona przeleżała w domu filipińskiego rybaka 10 lat. Szczęśliwca wyłowił ją przez przypadek w czasie burzy, a następnie nie zdając sobie sprawy z rangi wydarzenia i wartości znaleziska przez kolejną dekadę przechowywał ją w domu pod łóżkiem, traktując jako… talizman. Dopiero 3 lata temu, ratując dobytek z pożaru, mężczyzna wyniósł ją z domu, a następnie, prawdopodobnie nadal niczego nieświadomy, zaniósł do miejscowego biura turystyki na przechowanie… I tak oto niebanalna historia ujrzała światło dzienne, a perła-gigant wprawiła cały świat w zdumienie.

Wracając do wyspy… Wielokrotnie uznawana za najpiękniejszą wyspę świata zajmowała czołowe miejsca w przeróżnych rankingach. Choćby w latach 2014 i 2015 zdobyła pierwsze miejsce prestiżowego czasopisma Conde Nast Traveler. W 2017 roku była bezkonkurencyjna i w plebiscycie Travel + Leisure zajęła pierwsze miejsce pozostawiając w tyle m. in. Wyspy Galapagos, Hawaje, czy Bali. Krótko mówiąc: nie można rozważać wizyty na Filipinach i o Palawanie nie słyszeć.

Na czym polega jej wyjątkowość?
Wąska wyspa rozciąga się na długości ponad 400 km z północnego wschodu na południowy zachód. W najszerszym miejscu ma zaledwie 40 km. Przy powierzchni 25-krotnie mniejszej od Polski, może poszczycić się przepiękną linią brzegową o długości 2000 km.
Mało tego, prawdopodobnie ze względu na fakt, że położona była z dala od głównych szlaków handlowych i nigdy nie była zasobna w żadne bogactwa naturalne zachowała dziewiczy charakter. Na przestrzeni lat jej popularność wzrosła i na chwilę obecną jest rozpoznawalną destynacją turystyczną, niemniej, pozostała prawie nieskomercjalizowana. Oczywiście pewien rozwój i pro-turystyczne nastawienie są zauważalne, ale w dalszym ciągu ingerencja człowieka w naturę jest symboliczna, a krajobraz w zdecydowanej większości jest niemal nietknięty.

Tuż przed wyjazdem miałam nieodparte wrażenie, że zdjęcia Palawanu mnie prześladują. Nie wiem, może kontekst sytuacyjny sprawił, że podświadomie wyławiałam właśnie TE okładki spośród dziesiątek innych. Może to coś na zasadzie „eLek” - nie masz pojęcia, jaka ich masa jeździ po mieście, dopóki sam nie zaczynasz robić prawa jazdy. Nagle wydaje ci się, że totalnie zalały miasto… Tak, czy inaczej - Palawan magnetyzował, a prezentujące go fotografie zawiesiły poprzeczkę oczekiwań naprawdę wysoko. Czy pięknie opakowana wyspa nasycona nierealnie intensywnymi barwami i sprzedawana jako definicja raju jest dziełem Matki Natury, czy produktem umiejętnie dopieszczonym ludzką ręką i odpowiednim filtrem? Trzeba było to sprawdzić. :D

Załącznik:
IMG_20190121_152443p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20190121_151314p-Resizer-800.jpg

Zdecydowana większość lotów na Palawan kończy swój kurs w stolicy wyspy - Puerto Princesa. Niewielu turystów zostaje jednak w mieście. Większość kieruje się bezpośrednio do położonego na północy miasteczka El Nido. I my w tej kwestii nie byliśmy oryginalni. Północny Palawan miał być synonimem błogostanu i obietnicą raju. Stwierdziliśmy zgodnie, że nie ma więc na co czekać.

O transport na trasie PP - El Nido nie trudno. Nie wymaga organizacji z wyprzedzeniem. Spod lotniska często odjeżdżają kilkunastoosobowe busy.

Cała trasa liczy około 250 km, ale prowadzi przez góry. Kręte, wyboiste i kiepskiej jakości drogi sprawiają, że podróż dłuuuuży się niemiłosiernie. Żeby było ciekawiej, „empatyczni” kierowcy jeszcze przed rajdem na sztywno zakładają określony czas potrzebny do przejechania trasy, po czym do realizacji swoich założeń podchodzą nad wyraz ambitnie. Tuż za miastem rozpoczyna się trwający minimum 5 godzin popis umiejętności pod tytułem „mistrz kierownicy”. Te dwa aspekty tworzą skrajnie nieprzyjemną dla pasażerów mieszankę, dlatego wg mojej subiektywnej oceny wyjścia są dwa. Właściwie trzy. Albo cztery nawet…?

1. Zejść na zawał.
2. Znieczulając się smacznym rumem za 100 peso wejść łagodnie w tryb „whatever” (byleby nie przesadzić, bo wiadomo… :D drogi kręte :P)
3. Przespać najbardziej mrożące krew w żyłach etapy.
4. Nie zastosować się do żadnej z trzech wyżej wymienionych opcji i bezpowrotnie stracić zdrowie psychiczne.

El Nido
No dobra, spójrzmy prawdzie w oczy. O ile w dalszej części relacji przedstawię Wam miejsca, które błyskawicznie kradną serce, tak zupełnie nie rozumiem ochów i achów dotyczących El Nido, z którymi spotykałam się na etapie przygotowywania podróży. Przepraszam, ale co by nie mówić, to miasteczko nie było dla mnie ani czarujące, ani autentyczne, ani klimatyczne… Fakt, jest nieduże i mimo licznych knajpek, sklepów z pamiątkami i masy hosteli/pensjonatów nadal zachowało swój lokalny charakter, ale - na tym koniec… El Nido jest najbardziej obleganym miasteczkiem na północy, w związku z czym jest tłoczno, duszno, głośno i jakoś tak… nerwowo? Mnóstwo skuterów i trycykli unoszących piach, wąskie uliczki, chaos, brak zieleni. Męcząco… W moim odczuciu miasteczko nie zasługuje na jakąś szczególną uwagę. Spędziliśmy w nim absolutne minimum czasu. Tylko tyle, ile było niezbędne, aby wypożyczyć skutery, załatwić island hopping i się posilić.
Załącznik:
20190123_085201-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC00145-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_20190122_110850p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190124_093549p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190124_093639p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC00131-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC00132-Resizer-800.jpg

Z pozytywnych wspomnień z El Nido kojarzy mi się pewna knajpeczka. Nie karmiła zbyt dobrze, ale przysiadaliśmy przy niej, ponieważ była jedyną, która udostępniała jako takie wi-fi (z naciskiem na "jako takie" ;) ). Właścicielką lokalu była przeurocza babuszka, która codziennie rano okadzała swój lokal tajemniczą miksturą ziół. Czasami okadzała też nas mówiąc, że wypędza złe duchy. :shock: :lol: była tak ciepłym i uśmiechniętym człowiekiem, że poddawałam się jej praktykom z pełnym zaufaniem. :lol:
Załącznik:
20190125_101238p-Resizer-800.jpg


Z informacji praktycznych:
Po pierwsze: w miasteczku na próżno szukać miejsca, gdzie akceptowana byłaby płatność kartą. I rzecz jasna nie mówię tu o ulicznych sprzedawcach z chińszczyzną, czy kramikach z magnesami. Mam na myśli biura wycieczkowe, wypożyczalnie, miejsca gdzie wykupujesz transfer na lotnisko, wszelkiego rodzaju restauracje, hostele, pensjonaty i sklepy. Chcesz skorzystać z ich usług? Lepiej przygotuj gotówkę.

W nawiązaniu do punktu pierwszego, punkt drugi: w całym miasteczku jest jeden, powtarzam - JEDEN bankomat, który z oczywistych względów jest permanentnie oblegany. Choć ukryty w bocznej uliczce, łatwo go namierzyć, bo drogę do niego wyznacza kilkunasto-, jeśli nie kilkudziesięciometrowa kolejka turystów jednakowo zaskoczonych faktem, że w El Nido posiadanie karty jest zupełnie bezużyteczne. Jeśli więc nie przygotowałeś wcześniej zapasu gotówki, lepiej uzbrój się w cierpliwość… :P A! zapomniałabym… bankomat często odmawia posłuszeństwa lub najzwyczajniej w świecie kończy się kasa. I człowieku kombinuj... :D

Punkt nr 3: Mimo, że El Nido oferuje największą ilość noclegów w okolicy, ich standard często dalece odbiega od ogólnie przyjętej normy, czy akceptowalnego minimum. Większość jest słabo oznakowana, w nieciekawej lokalizacji, wciśnięta między budynki pokryte blachą falistą. Dlatego jeśli chcecie spać w miasteczku, najlepiej o kwaterunek zadbać z odpowiednim wyprzedzeniem, tak by nie pozbawić się szansy znalezienia czegoś godnego. Z niezłym stosunkiem jakości do ceny.
Plaży miejskiej El Nido nie należy traktować w kategoriach klasycznego „plażowania”. Jest wąska, tłoczna i brudna. Morze usiane jest dziesiątkami dryfujących na wodzie łodzi, a plaża jest punktem zbiorczym na okoliczne island hopping, z której codziennie całe hordy turystów wypływają w poszukiwaniu obiecanego raju.
Załącznik:
20190123_090642p-Resizer-800.jpg

Dość już jednak narzekania, bo to, co zaoferować może nam miasteczko El Nido to jedno… a magia pobliskiego regionu i czary jakie się dzieją w jego pobliżu to już zupełnie inna, arcyciekawa bajka. :o Warta każdego poświecenia. Przejechania zarówno niekończącej się, bezlitośnie krętej drogi z kierowcą-szaleńcem w pakiecie, jak i przeegzystowania kilku dni w ciasnym i dusznym El Nido. ;)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko


Ostatnio edytowany przez Maxima0909, 02 Wrz 2019 12:38, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#19 PostWysłany: 31 Sie 2019 13:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 370
Loty: 60
Kilometry: 147 772
niebieski
Korzystając ze swobody jaką dawały nam skutery codziennie rano wyruszaliśmy w nieznane, bez konkretnego planu. Celem ogólnym było znalezienie/odkrycie miejsca, w którym poczujemy się dobrze i tam zostaniemy….

Plaża Nacpan
Najpierw trafiliśmy na Nacpan Beach. Oddalona od El Nido jakieś 15 kilometrów, z czego ostatni etap to szutrowa, nieutwardzona droga. O ile wcześniej nie pada, to jest to malownicza, przyjemna i technicznie prosta do pokonania na skuterze trasa. Plaża jest znana i z pośród wszystkich, na których byliśmy to właśnie ta przyciągała najwięcej turystów. Nie bez znaczenia jest pewnie fakt, że posiada określone zaplecze gastronomiczne. Na plaży są dwa bary, wokół których skupiają się spragnieni odrobiny relaksu turyści. Obydwa wspomniane miejsca są niezwykle klimatyczne, a obsługa przyjacielsko i ciepło nastawiona do klientów. Odrobiny wytchnienia od palącego słońca można poszukać też w urokliwych i zacienionych „palmowych sadach” znajdujących się nieopodal wspomnianych barów.

Załącznik:
20190122_170127p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190122_121953p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190122_165337p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
IMG_1788p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190122_165218p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190122_163136p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190122_164721p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190122_164731p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190122_163118p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190122_162524p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190122_145630p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190122_145700p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02203p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02201p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09939-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09960p-Resizer-800.jpg

Jeśli natomiast mamy ochotę na kontemplowanie widoków z dala od grupy turystów, wystarczy odejść kilkadziesiąt metrów dalej, gdzie bez najmniejszego problemu odnajdziemy spory kawałek plaży wyłącznie dla siebie. Nacpan Beach jest dłuuuga i szeroka, choć turystyczna, to nie zatłoczona. Warto tu zagadnąć.
Załącznik:
20190122_125618p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190122_130948.pjpg-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190122_131149p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02170p-Resizer-800.jpg


Załącznik:
DSC02212p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190122_125820p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
20190122_130116p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02172p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02182p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02214p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02218p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02220p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC02213p-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09927-Resizer-800.jpg


Załącznik:
DSC09932-Resizer-800.jpg


Załącznik:
DSC09937-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09941k-Resizer-800.jpg


Załącznik:
DSC09961-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09954-Resizer-800.jpg

Załącznik:
DSC09949-Resizer-800.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko


Ostatnio edytowany przez Maxima0909, 02 Wrz 2019 12:35, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#20 PostWysłany: 01 Wrz 2019 06:11 

Rejestracja: 14 Sie 2019
Posty: 39
niebieski
Swietna relacja! Ja Dubaj kocham i nigdy sie tam nie nudze. Zawsze jest cos do ogladania czy robienia. Sprostuje tylko, ze stok narciarski nie jest w Dubai Mall, ale w Mall of the Emirates. I z kuponem z aplikacji The Entertainer, calkiem przystepny cenowo.

Filipiny natomiast wcale mnie nie kreca... Ale relacja i tak pierwsza klasa!
_________________
~~~ Do or do not. There is no try. ~~~
Góra
 Relacje PM off
Maxima0909 lubi ten post.
 
 
 [ 26 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group