Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 105 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 22 Lut 2015 11:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2014
Posty: 975
niebieski
Wombatów niestety nie udało mi się zobaczyć. Chociaż bardzo chciałam…
@maxima - Ty tez ? Jakie miejsce do życia sobie wybrałaś w marzeniach :D .
Przed wyjazdem często słyszałam od ludzi, którzy byli w Australii zachwyty nad tym krajem. Zastanawiałam się co w nim takiego jest, że tak się im buzia rozmarza na samo wspomnienie. Na pytania odpowiadali: no po prostu - Australia taka jest… Super wyjaśnienie. Pojechałam i powiem tak: no, Australia taka jest :lol:
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#22 PostWysłany: 22 Lut 2015 14:18 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 3954
Loty: 354
Kilometry: 799 888
srebrny
sama nie wiem :) wszędzie było fajnie :) Melbourne, Sydney lub Brisbane :)
bardziej pewnie zależałoby to od pracy - gdzie bym dostała, tam bym pracowała, bo wszędzie mi się podobało ;)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#23 PostWysłany: 22 Lut 2015 17:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2014
Posty: 975
niebieski
AUSTRALIA ZACHODNIA

Image

Dlaczego akurat tam? Może na przekór wszystkim pytającym: a będziecie na Wielkiej Rafie? Nieeeee? Łeeeee. :roll: Może dlatego, że tak niewiele o tym regionie się pisze. A może dlatego, że jest najrzadziej odwiedzanym przez turystów stanem i w związku z tym w okresie wakacji australijskich miałam nadzieję na brak tłumów ( i miałam rację). Bilet z Melbourne do Perth kosztował 800 zł. I był najdroższym biletem podczas naszej podróży po Australii a i tak na promocję polowałam 3 miesiące.

DO CELU

Do Perth lecimy liniami Qantas.

Image

Kiedy o 7 rano wylatywaliśmy z Melbourne temperatura wynosiła 13°C. Kiedy po czterech godzinach, o 8 lądowaliśmy w Perth termometry pokazały 32 stopnie. Po kolejnych dwóch godzinach jazdy w kierunku Coral Bay - 42. No cóż… Australia.
Formalności związane z odbiorem samochodu trwają do 10. Z kilku przyczyn, których nie opisuję bo są nudne. Dostajemy Toyotę Kluger. Przed nami 730 km a i tak to tylko przystanek na nocleg. Nie przeraża mnie to w żadnym stopniu. Co tam będę ściemniać – lubię podróżować samochodem (może dlatego, że siedzę na ogół na miejscu pasażera). No, lubię po prostu – nigdy nie czytam wtedy książek, gazet – i to bez różnicy czy jadę po drogach egzotycznych krajów czy do Koziej Wólki.
Musimy zdążyć przed zmrokiem. Naczytaliśmy się o kangurach wyskakujących na jezdnię. Z drugiej strony… Jesteśmy w Australii już 9 dni a nie widzieliśmy jeszcze ani jednego. Oprócz zabitych na poboczu – tych jest sporo. Ale skoro są te zabite to przed śmiercią bezwzględnie musiały żyć. A skoro nie żyją bo zostały przejechane przez samochód to nie zmniejszamy naszej czujności. Jak później się okazało – bardzo dobrze. Bo pewnego dnia trochę za późno zdecydowaliśmy się na powrót (90 km) i 20 km jechaliśmy w ciemnościach. W ostatniej chwili zobaczyłam 4 kangury siedzące na środku drogi i Maciek (również w ostatniej chwili) zjechał na przeciwległy pas. Albo zostałyby ominięte albo przejechane bo z niewiadomych przyczyn nie uciekają przed zbliżającym się samochodem. Ich ślepia nie świecą w ciemności jak sarnom, wiec na nieoświetlonej drodze zobaczyć je można naprawdę tuż przed maską. Maciek odetchnął z ulgą, że nic się nie stało. Myślałam, ze chodzi o samochód a on na to: „dobra tam - samochód - ale gdzie ja bym w Australii weterynarza znalazł”. „Czemu weterynarza?” – pytam. „Taaaaa – już widzę jak byście mi pozwoliły rannego kangura zostawić….” W sumie to miał chyba rację.
Innym razem kangur w dzień wyskoczył Łukaszowi prosto pod samochód. Też obyło się bez szwanku. Ale one jakoś tak dziwnie przeskakują przez ulicę: po skosie i skacząc wprost na samochód. Dlatego przestrzegam: to, że nic się nie stało świadczy tylko o naszym szczęściu i zachowywanej ostrożności a nie o tym, że niebezpieczeństwa nie ma. Ograniczenia prędkości w Australii zaczynają nabierać sensu po takich zdarzeniach.

Może trochę o jeżdżeniu samochodem po Australii. Ruch lewostronny, ale z powodu małego natężenia ruchu i automatycznej skrzyni nie jest to szczególnie uciążliwe. To nie moje doświadczenia bo ja nie prowadziłam – przekazuję opinie kierowców: Maćka, Dagi i Łukasza. Ale wycieraczki włączali na początku prawie przy każdym zakręcie ( ;) ) – których - tak na marginesie w WA niewiele. Komunikat podawany przez nawigację: „jedź 100 km prosto potem lekko w prawo” należy do normy. W tym lewostronnym ruchu obowiązuje reguła prawej ręki. Ograniczenia prędkości różnią się w poszczególnych stanach. Na ogół jest to 50/100. W WA 50/110. My generalnie przestrzegaliśmy ograniczeń prędkości. Przyznaję -głównie ze względu na ostrzeżenia o wysokich mandatach. Policję widzieliśmy dwa razy. Kontrolowani nie byliśmy ani razu. Raz mieliśmy szczęście bo w Victorii jechaliśmy w jakiejś wsi i chłopak idący poboczem zrobił nam z dłoni prostokącik , zasymulował robienie zdjęcia i wskazał za siebie. Zwolniliśmy. Kilka km dalej w nieoznakowanym, ukrytym samochodzie siedział facet z radarem (dzięki Ci, o nieznajomy!). Więc może policja była tylko my jej nie widzieliśmy.
Mandat można dostać jeszcze za parkowanie na poboczu niezgodnie z kierunkiem jazdy. I za niezapięte pasy tak kierowcy jak i pasażerów ( podobno za niezapięte pasy u pasażera płaci pasażer)
Paliwo to jedna z niewielu rzeczy, które są tańsze niż w Polsce. Najtaniej kupowaliśmy w Perth (1,2$) najdrożej w roadhouse na trasie WA (1,7$) Ceny paliwa wzrastają wraz z oddaleniem od dużych miast. A przy okazji to Pringles’y też są tańsze niż w Polsce– 2$. I to jest koniec wymieniania pt. „rzeczy tańsze w Polsce”. :lol:

Drogowskazy na drogach – doskonałe. My mieliśmy nawigację co było ogromnym ułatwieniem ale myślę, że i bez tego nie mielibyśmy problemów. Sam dojazd do terminali na lotniskach jest tak świetnie oznakowany, że zaryzykuję twierdzeniem, że takiego nie widziałam w żadnym z dotychczas odwiedzonych krajów.
Stan dróg jest bardzo dobry. Nawet tych na kompletnych zadupiach. Dziwne, ze w tych temperaturach nie ma kolein i dziur. Drogi (poza dojazdowymi do miast) to głównie dwa pasy niezbyt szerokie. Co jakiś czas jeden z pasów rozszerza się i powstaje dodatkowy pas do wyprzedzania. To tzw. overtaking lane, o którym znak drogowy informuje np. 2 km wcześniej. I tak naprzemiennie. Wygodne, bezkolizyjne. No ale takie coś może się udać tylko przy tak niewielkim ruchu jaki jest w Australii. Dwupasmowe (a czasem trzy) drogi są w okolicach dużych miast.

No i nie radzę robić zakupów na stacjach benzynowych tylko zaopatrzyć się w markecie w mieście. My nie mieliśmy wody - nie kupiliśmy jej w Perth. Na stacji za 3 butelki zapłaciliśmy 18$. Bolało.

Wracając do podróży…. Im dalej jedziemy tym robi się bardziej pusto. Samochodów coraz mniej. Pusto po prawej, po lewej, z przodu, z tyłu. W okolicach Perth są jeszcze jakieś drzewa – im dalej w kierunku północnym tym ich mniej aż w końcu zostają już tylko równiny z niewysokimi krzewami. Jedziemy. Jedziemy. I jedziemy….

Image

Image

Po drodze jeszcze musimy coś zjeść – około 13 zatrzymujemy się w Geraldton. Jakieś podstawowe zakupy w Coles na dalszą drogę i szukamy knajpki. No niestety – w tych godzinach wszystko jest pozamykane i ostatecznie lądujemy w KFC. Kupujemy kubełek.(w domyśle „jak będzie za mało to dokupimy”) Dostajemy kubeł :shock: . Nie sposób było to pochłonąć. 50$
Zatrzymujemy się jak najrzadziej a i tak nie zdążamy przed zachodem. Latem słońce w WA zaczyna zachodzić ok. 19.30 i o 20 robi się zupełnie ciemno. Wtedy widzimy naszego pierwszego (żywego) kangura. Oczywiście kica w ciemności na drodze.

W Hamelin Pool Caravan Park mamy zarezerwowany nocleg na jedną noc. Noc, nawigacja prowadzi nas do miejsca, gdzie stoi znak „end of the road”. Jest ciemno jak w smole. Na szczęście w oddali migoczą światła. Podczas dzisiejszej drogi straszyłam resztę ekipy, że nie mam pojęcia jak wygląda miejsce naszego postoju, że pewno jak z filmu „ Wolf Creek” i że mieszkamy w sześcioosobowym kempingu (to akurat była prawda) i że na pewno dokwateruja nam takiego brodatego faceta z siekierą. Daga mówiła, że wyobraża sobie taką urwaną tablicę na wjeździe poruszaną przez wiatr z charakterystycznym zgrzytem. Wjeżdżamy: słyszymy ów charakterystyczny dźwięk ;) Cisza, nikogo. Szukamy recepcji. Podjeżdżamy. Drzwi otwierają się z przeciągłym iiiiiii…iiiiiiii… Wychodzi mężczyzna. Koszula w kratę, spodnie na szelkach, wysoki. Patrzy na nasz samochód jakiś czas po czym wraca do środka bez słowa. Idę tam z Łukaszem. W środku coś jakby sklep połączony ze stołówką. I biurko. Ogólny rozgardiasz….. I bardzo miła pani i bardzo miły pan. Jak to Australijczycy :D Ich angielski/australijski jest dla mnie kompletnie niezrozumiały ale Łukasz daje radę, więc wracam do samochodu. Za chwile wychodzi miły Pan w szelkach, zagląda do samochodu i mówi coś w tym stylu: „amgoooontubeeeebadeledyłylbsteindeeee”. Patrzę na niego kompletnie otępiałym wzrokiem. Daga wychyla się i prosi o powtórzenie.
Pan mówi: „amgontubebadeledyłylbsteindeeeeee”
Daga mówi: „Ok, thank you - good night”
Pan odchodzi.
Ja mówię: „co on do cholery powiedział?”
Daga mówi: „I’m going to bed but the lady will be stay in there”
Ja mówię: „jakim sposobem Ty to zrozumiałaś”
Daga nie mówi nic. Wzrusza ramionami. Ja też. ;)

Dorm okazał się całkiem znośny, łazienka (w oddzielnym kempingu) czysta i w porządku. Z kranów i prysznica leciała co prawda słona woda ale w kąpieli po podróży to nie przeszkadzało. Może trochę w myciu zębów :). Ale nocleg polecam.

Image

Rano wstajemy wcześnie i jedziemy zobaczyć stromatolity. Są minutę drogi stąd, więc czemu nie. Jakby to powiedzieć… dla przyrodników to może wielka atrakcja – my nie potrafimy tego docenić. Dla nas to tylko czarne skałki wystające z płytkiej wody. Brzydkie skałki. Nawet zdjęcia nie zrobiliśmy. Z pełną odpowiedzialnością piszę: ominąć.

Tego dnia zostało już nam „tylko” 460 km. Robimy zakupy w Carnarvon. To owocowa stolica WA. Ogromne połacie drzew mangowych.

Image


Po drodze mijamy wielkie termitiery, które przypominają mi zawodników sumo. Są wielkie mają nawet do 2 m wysokości.

Image

Image

A potem z wielką pompą przekraczamy Zwrotnik Koziorożca. Na zdjęciu w końcu Główny Fotograf Wycieczki - Maciek.

Image

W końcu dojeżdżamy do upragnionego miejsca – do Coral Bay.

Image

W naszej podróży czeka nas teraz 7 dni chillout’u z rafą koralową Ningaloo w roli głównej. To 260 km rafy barierowej ciągnącej się wzdłuż wybrzeża. Nie jest taka ogromna jak Great Barrier Reef ale o wiele bardziej dostępna bo już kilkanaście metrów od brzegu można podziwiać podwodne życie. Za darmo. I w temperaturze wody bez stresu zanurzania :D No i woda wolna od parzących meduz box jellyfish – os morskich i małych, wrednych Irukandji.
Mi najbardziej podobają się korale, które wyglądają jak kwiaty róż. Albo znacznie mniej romantycznie - jak sałata. Później okazało się, że nikt nie zrobił temu dziwowi zdjęcia, zamieszczam więc link bezpośredni do fotki wyszperanej w sieci.

http://www.westernaustralia-travellersg ... -coral.jpg

która została zawłaszczona z tej strony:

http://www.westernaustralia-travellersg ... point.html

Mieszkamy prawie na plaży więc przez dwa dni nurkujemy, opalamy się, nurkujemy, pływamy, jemy, pijemy…. Plaża jest piękna: biały piasek, turkusowa woda, czasem skałki – no i prawdziwe duże kangury. Wreszcie :mrgreen:

Image

Image

Image

Image

Po tych dwóch dniach ruszamy do Exmouth. Wybór padł na tą miejscowość bo święta chcemy spędzić w bardziej cywilizowanych warunkach - w Coral Bay mamy jeden pokój z aneksem kuchennym co znacznie utrudniłoby nam zrealizowanie naszych ambitnych planów „wyprawienia Świąt”. Druga sprawa to taka, ze ten pokój z aneksem kosztuje prawie tyle co nasz przyszły dom w Exmouth. A trzecia to taka, ze 60 km od Exmouth jest Cape Range National Park ze słynną Turquoise Bay. O tym miejscu przeczytałam, że rafa koralowa jest tam jedną z najpiękniejszych na świecie. I również dostępna z brzegu.
Droga z Coral Bay do Exmouth to ok. 150 km. Niby niedużo. Nam jednak zajmuje ok. 4 godziny. Powód? Poniżej.

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Naprawdę nie sposób było nie zatrzymywać się co chwilę w takim fajnym Zoo. Poza tym to już miejsce, gdzie ziemia jest czerwono-ruda. No i po drodze kilometrami ciągną się tereny całe pokryte termitierami.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
MaciekM uważa post za pomocny.
 
 
#24 PostWysłany: 23 Lut 2015 08:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Maj 2012
Posty: 381
niebieski
fajna relacja :)

obecnie mieszkam właśnie w Sydney już prawie pół roku.

Co do zakupów do polecam Aldi, najtańszy, Coles droższy ale i większy wybór i lepsze jakościowo rzeczy.

Obok Coogie jest Gordons Bay świetne miejsce do snoorklowania, są pdowodne łańcuchy trzeba było spróbowac.

Wode mozna śmiało pić z kranu, troche "pachnie" chlorem, ale jak postawisz w butelce albo jakims naczyniu to szybko odparuje i nie czuc.

Szkdoa, że nie pojechaliscie do Blue Mountains bedac w Sydney zobaczyc kanion, wodospady albo jaskinie, ale to calodzienna podroz.

Fajnie, ze Wam sie podobalo! Super zdjecia!

Pozdrawiam.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#25 PostWysłany: 25 Lut 2015 20:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2014
Posty: 975
niebieski
Exmouth

Mamy wynajęty dom. Jest wygodny, duży - idealny, żeby spędzić tam święta. Ale jeżeli chcesz korzystać z wszystkich atrakcji jakie daje Ci położenie tego miasta – bezwzględnie musisz mieć samochód. Bez niego pobyt tam jest bez sensu.
Dom był na terenie czegoś w rodzaju osiedla domków wypoczynkowych. W Exmouth takich osiedli jest kilkanaście.

Image

Image

Exmouth to niewielkie miasteczko, w większości zabudowane domami wypoczynkowymi. W pobliżu znajduje się stacja amerykańskiej (US Navy) i australijskiej (Royal Australian Navy) marynarki wojennej. Samo miasto powstało całkiem niedawno – około 50 lat temu, głównie jako miejsce dla rodzin personelu. Teraz nie jest już to tak strategiczne miejsce– jest to baza - ale głównie dla turystów. Stamtąd odbywają się połowy na „wielką rybę”, nurkowania głębinowe, wycieczki na pływanie z żółwiami, rekinami i mantami. Miasto słynie też z połowów krewetek, jest portem macierzystym dla największej firmy zajmującej się połowami - MG Kailis. Wielka krewetka jest więc symbolem miasteczka.

Image

No i w niedalekiej okolicy znajduje się piękna Zatoka Turkusowa. Jest w Cape Range National Park i dojeżdża się do niej Yardie Creek Rd. Wjazd do parku jest płatny – 12 $ za samochód. Można też kupić karnet, kosztuje (chyba) 44 $ i jest (chyba) na miesiąc.
Wzdłuż wybrzeża jest sporo miejsc, gdzie można nurkować na rafie Ningaloo. Jest Tulki Beach, Ospray Bay, kamienista Oyster Stacks i wiele innych .Jest nawet Mauritius Beach :D Dojechać samochodem można tylko do Yardie Creek. Można dalej ale trzeba mieć napęd 4WD. My nie mieliśmy.
Nasze ulubione miejsce to Turquoise Bay. Była… WOW :shock:

Image

Image

Sama plaża jest długa i tworzy coś jakby cypel oznaczony jako danger zone. Nasza „baza wypoczynkowa” była dokładnie w miejscu „you are here”.

Image

Ten cypel opływają wody o silnym prądzie. Prąd jest na tyle silny, ze pływając „pod prąd” czujesz się jak na bieżni wodnej :) Czyli płyniesz, płyniesz i stoisz w miejscu. Z drugiej strony, kiedy szliśmy nurkować wchodziliśmy do wody mniej więcej 200 m od naszych ręczników i prąd przez piękne rafy niósł nas swobodnie do cypla. Żadnej pracy rąk i nóg. Inna sprawa, że zatrzymanie w miejscu, na dłuższą obserwacje wymagało ciężkiej pracy tychże.
Łukasz znalazł coś takiego w sieci. W okolicach 45 s do 1,10 widać dokładnie jak ten cypel wygląda a od 3,08 min samolocik filmuje pod wodą. Doczekajcie przynajmniej do 3,50.

http://www.geekweek.pl/aktualnosci/2179 ... o-samolotu

Rafa bogata w kolorowe ryby, płaszczki, udało nam się popływać z żółwiem a nawet z rekinem. Rekin to było moje doświadczenie tuż po pierwszym wsadzeniu głowy pod wodę. Dosłownie w momencie kiedy zanurzyłam się w wodzie w odległości 3,4 metrów przepłynął taki niewielki, może metrowy. Szybko zawołałam resztę. Kiedy zanurzyłam głowę po raz drugi już go nie było. Nie uwierzyli mi chyba, że był bo podsumowali : ta, ta - był... :D Rekiny w zasadzie nie zatrzymują się – muszą cały czas pływać. Wyjątek stanowią miejsca, gdzie prąd jest tak duży, że pozwala na swobodne przepływanie tlenu przez skrzela. Tam mogą sobie postać bez ruchu w jakiś jamach.
W Torquoise Bay po raz pierwszy zobaczyłam z jaką ogromną prędkością startuje wystraszona płaszczka i jak pięknie i majestatycznie poruszają się żółwie na wolności.
Kilka zdjęć.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Tam też zupełnie zawiódł mnie (nas? nie, chyba jednak mnie :oops: ) instynkt samozachowawczy. Płynęliśmy we trójkę: ja , Łukasz i Maciek. Wiadomo jak to jest pod wodą: zobaczysz coś ciekawego – zwołujesz pozostałych. Łukasz zawołał nas ze słowami: tam głęboko jest taka wielka ryba. Podpłynęliśmy. Wielka ryba odpoczywała? spała? żerowała? na dnie do połowy schowana w jamie w rafach. Obserwując ją z góry stwierdziliśmy, że to czarny rekin rafowy. Nie ruszał się. Byłam nieusatysfakcjonowana. Chciałam koniecznie zobaczyć go w całości, próbowałam wiec namówić Łukasza, żeby….złapał go za ogon :oops: :oops: :oops: (pytana potem dlaczego sama go nie złapałam odpowiedziałam od razu i zgodnie z prawdą „bo się bałam”) Łukasz (na szczęście ) stanowczo powiedział: nie ma opcji!! Udało mi się za to namówić Maćka, żeby zszedł niżej i zrobił bliższe zdjęcie. Zrobił (to trzecie) ale nie bardzo mu wyszło, bo zaraz wyskoczył na powierzchnię jak oparzony ze słowami: ON jest ogromny, spadamy stąd!!. I uciekliśmy.

Image

Image

Image

Myślę, że to (z perspektywy czasu – nieodpowiedzialne) zachowanie wynikało z tego, że po jakimś czasie w Australii poczuliśmy się bardzo bezpiecznie. Straszeni przed wyjazdem, z myślą, że tam właściwie strach gdziekolwiek wejść - do wody, lasu, na ścieżki na wzgórzach chodziliśmy zaopatrzeni w ampułkę adrenaliny w strzykawce. Potem zobaczyliśmy, że wcale nie jest tak, że wszystko usiłuje Cię zjeść. Że żyje się normalnie, bez strachu, z zachowaniem zdrowego rozsądku. Czarny rekin rafowy też właściwie nie atakuje ludzi. Właściwie. W zeszłym roku w Torquoise Bay zaatakował jakąś kobietę. Ale wtedy tego nie wiedzi-ałam/eliśmy.

Ograniczę się teraz do relacji zdjęciowej z Exmouth i Cape Range NP. Był to świetnie, leniwie spędzony czas we wspaniałym otoczeniu

- błękitnego nieba

Image

- turkusowego morza

Image

Image

- białego piasku

Image

Image

- zwierząt

Image

Image

Image

Image

i pięknych zachodów słońca

Image

Image

Image

A to Yardie Creek. Gdybyśmy wybrali się tam na początku naszej wyprawy do Australii pewno bylibyśmy zachwyceni. :D

Image

Image

Jedno z moich „must do” to spędzić święta Bożego Narodzenia w tropikalnym klimacie, pod palmami, ze zdjęciami w mikołajowej czapce i płetwach. Zrealizowane.

Image

Image

I odczarowane. Bo w takich warunkach trudno jest poczuć magię świat. Bo przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. Bo brakuje świątecznego stołu, rodziny, z którą zawsze spędzamy święta, prezentów pod choinką, kolęd. Wprawdzie wzięłam opłatek, płytę z kolędami ale magii zabrakło. Zabawnie było paradować w stroju kąpielowym i czapce mikołaja, robić z rafy koralowej napisy „wesołych świąt”. No właśnie. Zabawnie. Ale polecam spróbować. I sama też nie mówię „nigdy więcej” :mrgreen:

Australijczycy nie obchodzą Wigilii Bożego Narodzenia, 24 grudnia jest dniem, kiedy wszystko jest otwarte. Na kolację wigilijną wybieramy się do restauracji. Celebrujemy ten dzień jest to więc „prawdziwa” restauracja z obrusami, kelnerami, winem i świecami na stołach. I z bardzo prawdziwym rachunkiem :shock:

Przedtem podjeżdżamy jeszcze do kościoła katolickiego ale drzwi zastajemy zamknięte. Urodzinowe przyjecie Jezusa było rano.

Image

Spóźniliśmy się na tę „imprezę”. Msza jest następnego dnia o 8. 30. Idziemy. Odświętnie ubrani, my sukienki, chłopaki długie spodnie i koszule. Nie pasujemy do reszty towarzystwa w krótkich spodenkach, klapkach. Brakuje im tylko kół dmuchanych założonych na szyję :lol: Ale w tym klimacie jakoś to nie razi. Wchodzi ksiądz – wygląda i mówi po angielsku jak Polak. Po mszy ksiądz wychodzi przed kościół i żegna się z wiernymi. Kiedy podchodzimy do niego mówi „Merry Christmas” „Wesołych Świąt” odpowiada Maciek. Bardzo się ksiądz ucieszył: „Wiedziałem! Jak tylko was zobaczyłem, wiedziałem, ze jesteście Polakami” :)

Image

W pierwszy dzień świąt na kolację robimy „barbie”: rewelacyjna, wspomniana już wcześniej wołowina, jakieś kotleciki z posiekanego mięsa i… steki z kangura. Do tego pyszne owoce i piekielnie drogie warzywa ;) Mięso kangurze kupujemy już przyprawione bo nie bardzo wiemy jakie przyprawy do niego pasują. Każdy (oprócz Majki, która kategorycznie zaprotestowała przeciwko takiemu barbarzyństwu) próbuje pierwszy kęs. Daga krzywi się i mówi: „nie smakuje mi, jakieś takie słodkawe, smakuje jak ludzkie” (ciekawe skąd wie??? :mrgreen: ) Ale fakt, jakieś słodkie to mięso było. I to był koniec degustacji. Nikt już nie tknął ani kawałka. Nam w każdym razie kangurze mięso nie smakuje.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
 
 
#26 PostWysłany: 25 Lut 2015 20:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Maj 2014
Posty: 116
Loty: 66
Kilometry: 189 466
Noooo, Gosia, teraz to ja zaczynam zazdrościć tej zachodniej części.... :)
Relacja i zdjęcia super! :)
Lubię ! Bardzo! :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#27 PostWysłany: 25 Lut 2015 20:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2014
Posty: 975
niebieski
Nooo, Mayka - to napisz relację ze środka, żebym wiedziała co straciłam :) A i tak tam wrócę. Taki przymus. :lol:
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#28 PostWysłany: 25 Lut 2015 21:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Maj 2014
Posty: 116
Loty: 66
Kilometry: 189 466
Na napisanie relacji to musiałabym się mocno zebrać w sobie... (ja umysł mocno ściśnięty - chyba nie potrafię tak pisać :? )
Albumów z fotkami nie mogę zrobić jeszcze od '13 roku.. :lol:
Ja też bym z chęcią wróciła, ale: primo - nie wiem, czy męża uda mi się namówić (na tę eskapadę ledwie mi się udało...), secundo - już chyba naszego małego :twisted: nie zostawimy z dziadkami na tak długo, tertio - jeśli już się trafi następna wyprawa - to w zupełnie przeciwną stronę :) I jak zawsze na celowniku mam kochaną Japonię, do której mam zamiar wrócić niejednokrotnie...
Ale za lat kilka.. kto to wie.... :mrgreen:
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#29 PostWysłany: 25 Lut 2015 21:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Paź 2012
Posty: 285
Loty: 18
Kilometry: 30 760
super zdjęcia i relacja!
_________________
Codzien­nie pat­rz na świat, jak­byś oglądał go po raz pierwszy.
Góra
 Relacje PM off
gosiagosia lubi ten post.
 
 
#30 PostWysłany: 28 Lut 2015 19:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2014
Posty: 975
niebieski
PODRÓŻ POWROTNA

27 grudnia opuszczamy Exmouth i wyruszamy w naszą podróż powrotną. Droga daleka . Po drodze termitierowe pola.

Image

Jest gorąco.

Image

Coraz goręcej ;)

Image

Wyruszyliśmy wcześnie rano bo nastawiamy się na „zatrzymanki” po drodze w ciekawych miejscach. Nic nam z tego nie wychodzi. Powód jest prozaiczny i obrzydliwy. Plaga much. Czytałam o tym, ale nie zdawałam sobie sprawy, że jest to tak uciążliwe. Właściwie eliminuje możliwość wyjścia z samochodu. Muchy są bardzo natarczywe – wchodzą do buzi, nosa, oczu, uszu. Są ich setki i nie dają się odgonić! Znikają dopiero po zachodzie słońca a pojawiają się tuż po wschodzie. Przez głupie muchy nie mogliśmy nacieszyć się piękną Shell Beach – poszliśmy i uciekliśmy bo zatrzymanie się choćby na minutę powodowało nową inwazję. Nawet zdjęcia nie zrobiliśmy :x .

Nasz przystanek na nocleg to Monkey Mia Dolphin Resort. Miejscowość leży na terenie Parku Narodowego Zatoki Rekina. Turystów przyciąga tam możliwość przyglądania się karmieniu delfinów butlonosych, które codziennie rano podpływają do plaży na bardzo płytkiej wodzie.

Image

Image

Image

Delfinów nie można dotykać. Co powiem na ten temat? No cóż – bardzo to skomercjalizowane. Nie uważam, że jak nie wezmę zwierzęcia na ręce, nie pogłaskam, nie zrobię selfie to taki tylko wizualny kontakt nie ma dla mnie sensu. Wręcz przeciwnie. Szanuję dzikość zwierząt i jak wspominałam wcześniej - nie lubię ZOO w żadnej postaci. Nie pcham się z łapami tam gdzie mnie nie chcą :) . Ale tam? Tłum ludzi (łącznie z nami), który tuż przed ósmą rano dziarsko maszeruje do plaży najpierw wyganiany „za barierkę”. Potem na komendę ten tłum ludzi jest ustawiany w szeregu nad brzegiem przez rangerkę, która chodzi wzdłuż niego patrząc czy ktoś czasem nie przekracza wytyczonej niewidzialnej linii. Potem do morza wchodzą dwie, trzy osoby z obsługi z wiaderkami. W wiaderkach po 3 ryby. Patrzą uważnie na tłum i wybierają kogoś do podania ryby. Może odzwyczaiłam się w Australii od tłumów, może odzwyczaiłam się od „nie wolno” . Nie chciałam dotykać – wiedziałam, że nie wolno. Ale myślałam, że będę mogła wejść do wody po kolana a delfiny będą przepływać w pobliżu. Tak było kiedyś i to się zmieniło. Liczyłam na bliskie spotkanie trzeciego stopnia – skończyło się na pierwszym :roll:
Jako, że ta atrakcja wymaga nadłożenia dodatkowych 300 km - bo z drogi głównej do Monkey Mia jest 150 km, jako, że pobyt w Dolphin Resort jest drogi (jakość/cena) plus dodatkowo płatny wjazd na teren parku 8,5 $/os. – myślę, że ten element podróży spokojnie mogliśmy ominąć.

Większą atrakcją dla nas okazały się pelikany australijskie. Piękne, wielkie ptaki, kompletnie nie bały się ludzi można im się było przyglądać z odległości 1,5 metra.

Image

Image

Image

Image

To dzikie stworzenia, więc też nie wolno ich dotykać. Zresztą nie pozwalają na to – syczą. Ale jak mu się chciało pić to czekał żebym odkręciła kran :lol:

Image

Image

Na terenie resortu jest też mnóstwo emu. Te tutaj są nachalne i nie czułam się komfortowo w ich obecności. To wielkie ptaki z dziobem na wysokości ludzkich oczu i trudno je przegonić, kiedy chcą sprawdzić czy nie masz czegoś co mogłyby zjeść. Buszują głównie w miejscach, gdzie ludzie przyrządzają jedzenie lub jedzą posiłek. Bezczelnie wsadzają te swoje małe łebki do bagażników w poszukiwaniu jedzenia.

Image

Około 11 jedziemy w dalszą drogę. Naszym celem jest Kalbarri National Park. Po drodze często widzimy małe tornada piaskowe. Zdjęcie bardzo słabe bo z jadącego samochodu.

Image

W końcu dojeżdżamy do parku Kalbarri. Miejsca warte odwiedzenia znajdują się w wąwozie rzeki Murchison w głębi lądu i w części przybrzeżnej. W lądowej znajduje się Okno Natury (Natures Window) do którego zmierzamy. Wjazd na drogę tam wiodącą jest płatny w automacie jak na wjeździe. Na tablicy opisane ile $ za jaki pojazd. W zasięgu wzroku nikogo. Za samochód osobowy płaciliśmy chyba 8 $. Z punktu opłat do parkingu, z którego idzie się do Okna Natury jest 20 km. Po drodze ciekawe rośliny.

Banksja

Image

Image

Image


A to? Ktoś wie jak to się nazywa? – to nie konkurs – ja po prostu nie wiem.

Image

Droga piesza do Okna Natury jest niedługa wszystkiego razem może kilometr, może półtora wliczając w to powrót. Najpierw schody, potem dróżka a potem kilkadziesiąt metrów po skałach. Ale jest godzina 15 i potwornie gorąco: ponad 40 stopni. Po powrocie, po wejściu na ostatni schodek do parkingu było mi słabo jakbym przebiegła maraton co najmniej. Z powodu tej temperatury ( i much) nie idziemy do Z Bend. Z drugiej strony… rzeka Murchison jest wyschnięta, widoki nie są więc takie jakich oczekiwaliśmy. Ale piaskowiec, który tworzy wąwóz Murchison jest przepiękny.

Image

Image

Image

Image

Kolejny cel znajduje się w części przybrzeżnej – Mushroom Rock. Pięknie. A ocean daje przyjemny chłodek.
Jest tak pięknie, że zostajemy tam trochę za długo. Do naszego miejsca zamieszkania mamy 90 km. Wiemy już, że nie zdążymy przed zmrokiem.

Image

Image

Image

Image
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#31 PostWysłany: 02 Mar 2015 17:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2014
Posty: 975
niebieski
Mamy zamieszkać na farmie oddalonej kilka km od Geraldton w Waminda Wildlife Sanctuary. Na 11 ha znajduje się gospodarstwo, do którego możesz przywieźć ranne zwierzę. Wszystkie zwierzaki biegają wolno – oprócz dingo. Rano odbywa się karmienie całego „dobytku”, w którym oczywiście mogliśmy wziąć udział. Największą przyjemność sprawił nam kontakt z ośmiomiesięczną Boną.

Image

Image

Bona jest niewidoma dlatego kica sobie na ogrodzonym terenie wokół domu. Właściciele Waminda martwią się czy Bonę kiedykolwiek będzie można wypuścić na otwarty teren, gdzie żyje reszta zwierząt - czy poradzi sobie sama, bez pomocy ludzi.
Nasze mieszkanie jest też dosyć nietypowe – to przerobiony autobus. Jest zadziwiająco wygodny: doskonale wyposażony, klimatyzowany, woda, gaz – genialny :D

Image

Image

Image

A rano z okien naszego autobusu obserwujemy tych oto mieszkańców farmy.

Image

Image

Image

Image

Image

Kangury nie podchodzą do nas. Można je obserwować z odległości 3,4 m. Zmniejszenie dystansu powoduje spokojne odkicanie. Kangury są naprawdę dużymi, zwierzętami. I mocno zbudowanymi. Nie atakują ludzi. Ale zbyt bliski kontakt z nieoswojonym, wystraszonym kangurem ma prawo skończyć się tragicznie.

Po śniadaniu decydujemy wrócić do Kalbarri. Po drodze mijamy wyschnięte słone jezioro.

Image

A nieopodal dalej w okolicach Port Gregory odnajdujemy Pink Lake. Oficjalna nazwa to Hutt Lagoon. Nie jest tak spektakularne jak Jezioro Hillier u południowych wybrzeży Australii Zachodniej na wyspie Middle chociażby ze względu na jego otoczenie no ale… sami zobaczcie :)

Image

Image

Image

Potem zmierzamy do Eagle Gorge, który znajduje się w nabrzeżnej części parku Kalbarri. Do tych wszystkich miejsc wstęp jest bezpłatny. Kiedy idziemy płaskowyżem do wąwozu naszym oczom ukazuje się taki widok.

Image

Koniec. Przepadliśmy. Australia na koniec podarowała nam prywatną plażę więc z wdzięczności zostajemy tam 4 godziny.

Image

Image

Image

Skały w wąwozie to moim zdaniem cud natury. No bo spójrzcie na te połączenia kolorów:

Image

Image

Kraby – szczęśliwe istoty zamieszkujące Wąwóz Orła ;)

Image

Image

Image

Porządnie głodni jedziemy do pobliskiego miasteczka Kalbarri na fish and chips. Gdybym jeszcze raz miała planować wyjazd do WA na przystanek w drodze zatrzymałabym się w Kalbarri a nie w Monkey Mia. Czas przejazdu ten sam, a park ma naprawdę wiele do zaoferowania.

Wracamy znów nocą, (zważywszy, że czarna noc zapada o godz.20 :mrgreen: ), do naszego wypasionego autobusu.
Kolejnego dnia znów wczesna pobudka. Przed nami jeszcze 450 km a nie chcielibyśmy ostatniego dnia spędzić w samochodzie. Zmierzamy do Nambung National Park z magiczną Pinnacles Desert. Teorii na temat powstania tych wapiennych tworów jest kilka: od takiej, ze to pozostałość po lesie, który skamieniał pod wpływem nanoszonego na drzewa piasku, muszli i wody aż po legendę aborygenów głoszącą, że każdy pinnacle to zamieniony przez bogów wróg.
Co ja tam będę opowiadać, pomęczę Was trochę zdjęciami :mrgreen:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Powiem tylko, że to kolejne miejsce, które trzeba obowiązkowo zobaczyć na własne oczy bo zdjęcia nie oddają jego magii. Piasek jest naprawdę żółty jak żółtko jajka, krajobraz jest po prostu księżycowy i absolutnie niepowtarzalny. Na teren Pinnacles wjeżdża sie samochodem (12$), ruch jest jednokierunkowy a zatrzymywać można się w specjalnie w tym celu przygotowanych zatoczkach. I oczywiście wyjść z samochodu, żeby dotknąć, pooglądać z bliska czy przejść się w dalsze „niezmotoryzowane” zakątki pustyni. Wyjeżdżamy stamtąd z niemiłym przeświadczeniem, że to ostatnie miejsce w Australii na naszej liście :cry: Jedziemy do Perth i tam musimy zrobić obowiązkowe zakupy: prezenty… Jakoś tak szybko znajdujemy się w mieście wobec tego decydujemy się na błyskawiczny galop po sklepie i w dzięki temu zostają nam 3 godziny do czasu, w którym musimy zameldować się na lotnisku. Szybkie zwiedzanie miasta czy ocean? Jak nasza grupa może pożegnać się z Australią? Fundujemy sobie ostatnią kąpiel w oceanie – to coś na co będziemy musieli teraz czekać kilka miesięcy .
I to już naprawdę koniec.
Siedząc w samolocie rozmyślam nad naszą podróżą.
Co mogę powiedzieć o tym kraju. Może tylko tyle, że na wjeździe do Australii powinny wisieć transparenty: Przyjeżdżaj do nas, nie jedź nigdzie indziej. Nie ma takiej potrzeby - my mamy (prawie) wszystko. Ma się wrażenia, że gdyby nawet życie spędziło się na podróżowaniu po Australii to i tak będzie ona dostarczać nowych wrażeń. Strasznie różowe te moje okulary przez pryzmat których piszę relację z podróży o tym kraju ale nie bez kozery nadałam taki tytuł.
Po co więc Australijczycy przyjeżdżają do Europy. No właśnie po to słowo: prawie – jedyna rzecz, której nie mają to ślady długiej historii, za którą podążamy zwiedzając np. Europę czy Azję.
Aborygeni, którzy zamieszkiwali Australię przed XVIII wiekiem prowadzili mało cywilizowany, koczowniczy tryb życia. Stworzyli odrębną kulturę jednak nie cywilizację jak Majowie, Egipcjanie czy Rzymianie. No ale może właśnie dlatego ten kraj jest tak oszałamiający przyrodniczo. Bo świadomość ludzi zasiedlających te
tereny, dotycząca ochrony naturalnego środowiska była już na tyle wysoka, że bezmyślnie nie niszczyli tego co takie piękne. No cóż – coś za coś.
Czy coś mi się tam nie podobało? Nie chce tu pisać czego nie warto według mnie, bo o tym napisałam w relacji. To rzecz subiektywna i być może – pomimo moich sugestii albo właśnie dzięki nim – ktoś stwierdzi ooo! to jest dokładnie dla mnie. Co mi się więc NIE podobało. 15 minut siedziałam i próbowałam znaleźć odpowiedź na zadane samej sobie pytanie. W końcu znalazłam: muchy!!! :P

Trochę moich spostrzeżeń o ludziach w Australii. Mili, uczynni, ufni, uśmiechnięci. W sumie nic dziwnego: pierwsi koloniści zostali bardzo starannie wybrani przez najlepszych angielskich sędziów :mrgreen: (zasłyszane )

Totalny luz. No worries. Be happy.
Ale jeżeli na mało uczęszczanej drodze zatrzymasz samochód, możesz być pewien, że KAŻDY kierowca zatrzyma się, żeby zapytać czy nie potrzebujesz pomocy.
Migawka z supermarketu: rozpakowujemy pełen kosz na taśmę, okazuje się, że zapomnieliśmy cukru. Chcę pójć po ten cukier. Chłopak z kasy: nie, ty nie wiesz gdzie jest – ja pójdę, bo wiem. Przynosi dwa: mniejszy i większy – „nie wiedziałem, który wolisz”. Widział ktoś coś takiego u nas? A na pytanie gdzie jest proszek do prania nie otrzymujesz odpowiedzi: „w alejce 7” tylko „chodź to Cię zaprowadzę”.
Dom w Exmouth: klucze do domu są w niezamkniętej szafce przed domem o czym informowani jesteśmy mailem. Tam je też zostawiamy po wyjeździe.
Wjazdy do Parków Narodowych: przejeżdżasz koło budki, nikogo w niej nie ma. Jest informacja, żeby wypełnić blankiet na którym wpisujesz numer rejestracyjny potem włożyć do koperty wraz z odpowiednią ilością pieniędzy za wjazd i kopertę wrzucasz do skrzynki. Wokół nikogo nie ma, nikt też nas nigdy nie sprawdzał. Wobec takiego zaufania czulibyśmy się jednak jak zwykli złodzieje, gdybyśmy oszukali. Nie oszukiwaliśmy więc :)
Tasmania: na poboczach wystawione stoły z jajkami, czereśniami itp. Napisana cena i puszka. Sprzedawcy brak – j.w.
Zwierzęta: są pod szczególną ochroną. Traktują je z ogromnym szacunkiem. Jeżeli w Monkey Mia zostaje powiedziane „proszę nie wchodzić do wody, kiedy przypłyną delfiny” wszyscy stają w karnym szeregu metr od wody i nikomu nie przyjdzie do głowy złamanie tego zakazu.
No i jeszcze zdjęcie rytualne, które Maciek obowiązkowo robi w każdym kraju, w którym jesteśmy. Przed śmiercią zrobię z tego tapetę. I nazbieram na miejsce na cmentarzu Weverley. :lol:

Image

Do Australii jeszcze pojadę. Zacznę od Tasmanii i poświecę jej o wiele więcej czasu. Do miast już pewno nie wrócę :cry: natomiast obejrzę wszystko co możliwe wokół nich. Pojadę wschodnim wybrzeżem na północ. Zobaczę Aborygena. Wychodzi na to, że do Australii muszę wrócić. Nie raz.

Na koniec zadam jeszcze kultowe (dla mnie) pytanie z forum:
Zakochałam się w Australii na zabój – CZY KTOŚ JESZCZE/TEŻ TAK MA? :D
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez gosiagosia, 01 Paź 2015 18:18, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
kamwad uważa post za pomocny.
 
 
#32 PostWysłany: 02 Mar 2015 18:25 

Rejestracja: 04 Wrz 2013
Posty: 192
Loty: 18
Kilometry: 72 648
Podzielam zachwyt nad Australią, chociaż nie byłem (jeszcze) w WA.
Co więcej obiecałem sobie (15 lat temu), że jeśli pozwoli mi na to zdrowie i stan finansów to emeryturę chcę spędzić właśnie w Australii.
Według moich marzeń wygląda to tak, że pieniądze z emerytury ZUS przelewa na konto w Polsce a ja wydaję je na antypodach.
Pewnie pierwsza część moich marzeń to mrzonki (myślę, że za 20 lat nie będzie już ZUS-u) ale mam plan B: inwestuję we własną firmę tak aby uniezależnić się od państwowego kolosa na glinianych nogach. Już za 20 lat sprzedaję firmę (ewentualnie przekazuję ją następcom aby Ci robili comiesięczne przelewy) i jadę TAM na dłużej. :D
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
gosiagosia lubi ten post.
 
 
#33 PostWysłany: 02 Mar 2015 22:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2014
Posty: 975
niebieski
Z tym, że @TomGSM - emerytura w Australii to mrzonka :( Nie dostaniesz wizy pobytowej jeżeli będziesz miał powyżej 50 lat.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#34 PostWysłany: 02 Mar 2015 23:22 

Rejestracja: 04 Wrz 2013
Posty: 192
Loty: 18
Kilometry: 72 648
I na to mam rozwiązanie - cała rzecz w grubości portfela. Poza tym za 20 lat świat może wyglądać inaczej i na pewno inne będą przepisy.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#35 PostWysłany: 02 Mar 2015 23:37 

Rejestracja: 11 Sty 2013
Posty: 170
aaaaaaa te zdjęcia mnie zabijają, piękne!!! w przyszłym roku lecę do Australii :)
Góra
 Relacje PM off
gosiagosia lubi ten post.
 
 
#36 PostWysłany: 03 Mar 2015 01:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Maj 2012
Posty: 381
niebieski
Przepiekne zdjecia robisz!

Ja mieszkam w Sydney juz pol roku wiec jakbys miala jakies pytania o przeprowadzce to pisz smialo!
Góra
 Relacje PM off
gosiagosia lubi ten post.
sqbaluki uważa post za pomocny.
 
 
#37 PostWysłany: 03 Mar 2015 14:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2014
Posty: 975
niebieski
@fortuna - muszę być uczciwa: to nie ja jestem autorem zdjęć - głównie mój mąż i kilku Majka.
Zazdroszczę Ci, że możesz tam mieszkać.
Idealny dla mnie byłby wyjazd na 3, 4 miesiące. Ale niestety niemożliwy.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#38 PostWysłany: 03 Mar 2015 14:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 Gru 2012
Posty: 538
Loty: 143
Kilometry: 431 241
niebieski
@fortuna, ja bym miał pytania odnośnie przeprowadzki, ponieważ od pewnego czasu mam AU i NZ na oku.
Z tym, że nie chciałbym lecieć w ciemno, a znaleźć pracę z PL i dopiero wtedy załatwić wszelkie formalności. Jest to wygodniejsze i łatwiej dostać wizę pobytową.
Myślisz, że taki wariant jest możliwy czy jednak miejscowi pracodawcy preferują kogoś, kto jest już na miejscu?

Pozdrawiam
_________________
Relacje z podróży, zdjęcia, informacje na blogu.
https://miloszmaslanka.pl/

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#39 PostWysłany: 04 Mar 2015 00:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Maj 2012
Posty: 381
niebieski
kefirm napisał(a):
@fortuna, ja bym miał pytania odnośnie przeprowadzki, ponieważ od pewnego czasu mam AU i NZ na oku.
Z tym, że nie chciałbym lecieć w ciemno, a znaleźć pracę z PL i dopiero wtedy załatwić wszelkie formalności. Jest to wygodniejsze i łatwiej dostać wizę pobytową.
Myślisz, że taki wariant jest możliwy czy jednak miejscowi pracodawcy preferują kogoś, kto jest już na miejscu?

Pozdrawiam



zależy o jakiej branży i pracy mówimy. Jesli jest to IT, marketing albo ogólnie pojęta praca, która ma te same standardy pracy na całym świecie to można znaleźć już z Polski (podobno są takie przypadki, ale moim zdaniem jest to duży fart, chyba że najpierw pracujesz dla nich zdalnie itd). Jednak uważałbym tutaj np. na inzynierów, wcale nei będą mieli łatwiej będą musieli tutaj pojsc do szkoly i przejsc caly proces praktyk itd. od nowa.

Najwazniejsza sprawa to wiza. JEsli znajdziesz prace z Polski i Ci dzadza sponsora to jestes gosc i mozesz otwierac szampana :). W innych przypadkach np. na wizie studenckiej moze byc ciezko znalezc jakas stala prace w ktorej Ci dadza sponsora, nie oszukujmy sie wiekszsc na studenckiej to praca fizyczyna, restauracje, sprzatanie itd. a te firmy zeby Cie zasponsorowaly to sa marne szanse albo bys musial dobrych kilka lat u nich przerobic, ale to tez ma swoja ciemna strone, bo jak CI oferuja sponsoring to musisz u nich przepracowac 2 lata a slyszalem, ze wtedy, zwlaszcza jesli to praca fizyczna potrafia czlowieka wykorzystac do szpiku kosci, no bo jestes do nich przywizany wiec zrobisz wszystko a nie odejdziesz. Jesli bys odszedl to albo przepada Ci sponsoring albo znajdziesz w ok chyba miesiac inna firme ktora Cie przejmie na sponsoring. Ale to moim zdaniem wrecz niemozliwe. Bo to jest mnostwo formalnosci oraz spore koszta dla pracodawcy.

Wracajac jeszcze do wizy studenckiej i prac niefizycznych. Jesli juz ktos na cos takiego idzie, to niech oleje studia, najlepiej zeby sie dogadal z wykladowca ze nie bedzie w ogole chodzil a tylko na testy. Wtedy znalezc prace fizyczna dobrze platna i jakis staz na dzien lub dwa w tygodniu. Jak sie sprawdzisz pracujac na takim stazu kilka miesiecy sa duze szanse ze Ci dadza sponsora. Bo na wizie studenckiej mozna pracowac tylko 20h wiec nie lciz ze ktos Cie z miejsca przyjmie do jakiejs firmy dajac 20h, a druga sprawa nie przezyjesz za te pieniadze.

Ogolnie pracy jest dosc sporo na rynku (Sydney), ale trzeba byc zaradnym i sie samemu ubiegac, trzeba tez dobrze napisac CV itd. Ja pierwsza prace dostalem na magazynie, ale na romozwie kwalifikacyjnej mowilem ze znam sie na IT i ze maja slaba strone i im moge przy niej pomoc :D wiec 2 pierwsze tyg pracowalem fizycznie a potem w biurze, ale i tak odszedlem.

Ja jestem tutaj na wize 462 working and holiday, chyba dostalem ja jako jeden z pierwszych albo i pierwszy w PL. Jak Wam sie uda ja dostac to polecam kazdemu. Jest tez wiza partnerska o ktorej warto poczytac, mozecie np przyjechac tutaj na studencka i zmienic na partnerska jak jestescie para, zawsze lepsze to niz we dwoje na studenckiej. No i ostatnia studencka, najgorsza, ale spokojnie mozna dac rade, tylko ze bedzie sie bardzo zajetym wiekszosc czasu ;)


Ostatnio edytowany przez fortuna, 04 Mar 2015 07:57, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off  
 
#40 PostWysłany: 04 Mar 2015 01:19 

Rejestracja: 26 Lip 2011
Posty: 225
Loty: 77
Kilometry: 325 362
niebieski
kefirm napisał(a):
@fortuna, ja bym miał pytania odnośnie przeprowadzki, ponieważ od pewnego czasu mam AU i NZ na oku. Z tym, że nie chciałbym lecieć w ciemno, a znaleźć pracę z PL i dopiero wtedy załatwić wszelkie formalności. Jest to wygodniejsze i łatwiej dostać wizę pobytową.
Myślisz, że taki wariant jest możliwy czy jednak miejscowi pracodawcy preferują kogoś, kto jest już na miejscu?


Obecnie sytuacja gospodarcza pogarsza sie z kazdym miesiacem - Australia ozywa na czas boomu surowcowego i zapada w letarg, kiedy sie konczy. Tu artykul, zebys mial wyobrazenie http://www.couriermail.com.au/news/quee ... ec368cd238 . W duzych miastach jest lepiej, ale i tak bezrobocie powoduje, ze jest ogromna ilosc lokalnych kandydatow. Jesli nie posiadasz unikalnych umiejetnosci, na razie zapomnialbym o znalezieniu pracy z PL.
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 105 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group