Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 23 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 12 Maj 2016 19:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 Lut 2012
Posty: 974
Loty: 597
Kilometry: 665 933
niebieski
Sam za mniej więcej miesiąc będę w Mendozie, więc nie ukrywam, że jestem żywotnie zainteresowany. Myślę, ze inni też z chęcią przeczytają. Super jest Twoja relacja.
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
dialam lubi ten post.
 
      
#22 PostWysłany: 12 Maj 2016 20:24 

Rejestracja: 10 Sie 2011
Posty: 453
Loty: 12
Kilometry: 12 344
niebieski
MENDOZA

W Mendozie zatrzymaliśmy się w Hostel Suite Mendoza. Mieliśmy szczęście, bo mimo iż przybyliśmy o tak wczesnej porze okazało się, że nasz pokój jest wolny i możemy się już do niego udać, a na dodatek możemy zjeść śniadanie. Super, bo Natalka pierwsze co zobaczyła po wejściu do hostelu, to właśnie jadalnię i płatki z mlekiem i strasznie mi wierciła dziurę w brzuchu, żebyśmy poszli na śniadanie.
Nasz pokój miał mieć 20 m2, ale ledwo mieściły się tam piętrowe łózka. Jeśli chodzi o pokoje 2-osobowe, to możemy je jak najbardziej polecić, czyste, dość obszerne, ładnie urządzone. W hostelu, ku mojemu zaskoczeniu, było bardzo dużo osób z dziećmi.

Tego dnia zwiedziliśmy okoliczne parki i małe jeziorko. W Mendozie zadziwił mnie system nawadniania drzew (notabene jest ich mnóstwo wzdłuż ulic) - między chodnikiem a ulicą są dość szerokie i głębokie kanały, wiecie takie całkiem odkryte. Że też tam nikt w to nie wpadnie :shock:

Image

Image

Dzieciaki oczywiście znowu dostawały lizaki.

Image

Spodobał nam się taki zabytkowy autobus - wypatrywałyśmy go z Natalką i podziwiałyśmy, siedząc i wcinając frytki w Super Pancho ;)

Image

W naszym hostelu można było wykupić różne wycieczki - rafting, trekking po górach, wyprawę do winnic, przejażdżkę końmi w góry. Jak się okazało (jak zresztą słusznie podejrzewałam), z niemowlakiem nie chcieli nas nigdzie zabrać oprócz winnic, z tym że Natalka miała płacić pełną cenę (340 ARS). No za tyle, to stwierdziliśmy, że sami sobie zorganizujemy wycieczkę do winnic. Kojarzyłam z forum, że ktoś to zrobił na własną rękę, odnalazłam więc relację @koreankazkatowic i tu wielkie podziękowania za mnóstwo cennych informacji :) i zaczęłam planować nasz wypad.
Zanim jednak się tam wybraliśmy, odwiedziliśmy zoo, żeby dzieciaki miały chociaż jakąś atrakcję. Okazało się, że w zoo były też koniki, Natalka była więc wniebowzięta.
Zoo mieści się na obszarze ogromnego parku San Martin. Jeżdżą tam liczne autobusy, my jednak udaliśmy się tam pieszo.
Kartę autobusową (tzw. red bus) można nabyć w licznych punktach na mieście za kwotę 10 ARS i doładować dowolną kwotą. Przejazd w obrębie miasta wynosi 6 ARS (stan na luty '16, cena zmienia się dość często).

Image

Sam park jest ogromny. Jest tam też jeziorko, ale strasznie brudne.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Bilet do zoo dla osoby dorosłej kosztuje 40 ARS a dla dziecka 4-12 lat 20 ARS. Jednakże jest fajna opcja biletu promocyjnego dla 2 dorosłych i 2 dzieci w wieku 4-12 lat - koszt 80 ARS.

Image

Image

Ostatnie uśmiechnięte zdjęcie zanim małpki wyrwały Natalce torebkę z orzeszkami. Uraz pozostał do dziś ;)

Image

Mimo wszystko dzieciakom się podobało w zoo. Błażejek większość zwierząt widział po raz pierwszy w życiu.

Image

Image

Image

Image

Image

Pośród ogrodu siedzi ta królewska para :lol:

Image

Kolejnego dnia postanowiliśmy zaatakować winnice.
Najsensowniejszy dojazd wydawał się do Maipu, złapaliśmy więc odpowiedni autobus. No dobra, wydawało mi się, że odpowiedni - w przewodniku czytałam, jaki to ma być nr autobusu, ale powiem wam, że widziałam tyle autobusów z napisem Maipu, że po prostu wsiedliśmy w pierwszy z brzegu, upewniając się u kierowcy, czy jedzie do Maipu.
Tak jedzie. Po około godzinie i w obliczu narastającej pustki w autobusie, pytam kierowcy gdzie to Maipu - on mi pokazuje, że już było.
Nie wierzę :mrgreen: Wracam na swoje miejsce i zagaduję babkę o Maipu - też mi pokazuje, że już było. Nie zauważyłam jakby :lol: Jakaś kobieta jednak się nami zainteresowała - o coś pyta. Tłumaczę jej, że nie mówimy po hiszpańsku. Zaczyna więc krzyczeć na kierowcę, pokazując na nas :lol: Wskazuje na autobus jadący z naprzeciwka i zmusza krzykiem biednego kierowcę, żeby się zatrzymał :lol: Kierowca staje więc na środku drogi, macha jadącemu z naprzeciwka, wyjaśnia o co biega i przesiadamy się do kolejnego autobusu. Tam kierowca nie każe nam kasować biletów. Siadamy blisko niego, co by tym razem nie przejechać. Po pewnym czasie pokazuje nam drogę i mówi: "Maipu". Dobra, to wysiadamy. Pytam ludzi o 'bodega', ale nikt nic nie wie. Zaczepiam dzieciaki, myśląc, że może one znają angielski. Nie znają. W końcu trafiły się jakieś dwie super babki, które nie znały angielskiego, ale miały koleżankę, co po angielsku potrafi mówić, jedna więc po nią biegnie, a druga próbuje się dodzwonić :lol: Ja w międzyczasie odpalam mapy. Patrzę - jak byk stoi - ulica Maipu, na północny wschód od Mendozy, blisko lotniska. Tyle, że my do miejscowości Maipu chcieliśmy dojechać, na południe od Mendozy. :lol:
Kobieta, która z nami została, pokazuje, żebyśmy szli za nią. Kupuje dzieciakom banany.
Przychodzi nasza tłumaczka, sytuacja jest już jasna. Śmiejemy się z naszej przygody, postanawiamy wrócić do miasta, babki upierają się, że nas odwiozą, bo to jest zła dzielnica i lepiej, żebyśmy się tu nie kręcili. Oponujemy, ale nie chcą dać za wygraną. Są niesamowicie serdeczne i bezinteresowne. W końcu dochodzimy do kompromisu - odprowadzą nas na przystanek i poczekają, aż wsiądziemy do autobusu. W międzyczasie kupują jeszcze cały wór świeżego pieczywa dla nas i dzieci :mrgreen: Bierzemy kilka sztuk, bo dzieciaki jakby pierwszy raz bułki na oczy widziały - prawie się na nie rzucają, resztę oddajemy wsiadając do autobusu - pieczywo wcale nie jest tanie, my byśmy i tak nie dali rady tego zjeść, a babki na pewno mają dzieci. Ściskają nas serdecznie, kierowcy mówią, gdzie ma nas wysadzić, machają na pożegnanie.
Powiem wam, że ta przygoda zajęła nam bite kilka godzin, a dzieciaki były tak umęczone upałem, że spały 2 godziny po przybyciu do hostelu.
Kolejnego więc dnia postanowiliśmy znowu zaatakować Maipu - tym razem jednak sprawdziłam dokładnie w przewodniku, jaki to ma być autobus.
Autobus nr 10 z przystanku na rogu Catamarca i Rioja. Koszt ok. 7,5 ARS. Od razu też widać, że jesteśmy w dobrym autobusie - kierowca widząc nas pyta czy jedziemy do Maipu, a już w samej miejscowości mówi nam, kiedy mamy wysiąść.

Image

Maipu jest uroczym miejscem. Od razu po przybyciu kierujemy się do wypożyczalni rowerów, pewni, że dostaniemy tam rowery przynajmniej z siedzonkami dla dzieci. W końcu jest to miejsce bardzo turystyczne, wypożyczalni też jest kilka. Koleś wyprowadza nas z błędu, mało tego, dodaje, że z tego co się orientuje, żadna wypożyczalnia w Maipu nie ma siedzonek dla dzieci ani innych wynalazków.
Daje nam jednak mapę i pokazuje, co warto i co da się zobaczyć w odległości 2-3 km. Zahaczamy jeszcze o pobliską informację turystyczną, jednak po półgodzinie czekania, poddajemy się i ruszamy - na pierwszy rzut idzie muzeum. Droga jest bardzo przyjemna, wzdłuż drzew i pobliskich winnic, czasem przejedzie jakieś wiekowe auto.

Image

Teren wokół muzeum robi wrażenie, budynki zadbane, super. Wtem zatrzymuje nas strażnik - muzeum jest nieczynne :lol:

Image

Wracamy, udajemy się do winoteki spróbować wina i obmyślić plan na dalszą część dnia. Właściciel jest przesympatyczny, ma wielką cierpliwość do dzieci i lubi żubrówkę :mrgreen:

Image

Jeśli chodzi o degustację wina, jest kilka opcji do wyboru. Można też wybrać degustację z jedzeniem. My, z uwagi na liczne butelki i rozbrykanego Błażejka, wybraliśmy degustację 5 win bez jedzenia (50 ARS). Dodatkowo właściciel dorzuca małą butelkę własnego wina gratis.

Image

Image

Image

Dowiadujemy się o procesie produkcji każdego wina, beczkach, w których było przechowywane, samych owocach używanych do produkcji. Widać, że to prawdziwy pasjonata. Dostajemy mapę okolicy, pokazuje nam miejsca warte odwiedzenia, informuje, że muzeum jest nieczynne. Widzę, że jest dobrze zorientowany, pytam więc którą winnicę warto odwiedzić. Poleca nam zdecydowanie Trapiche, w bliskiej odległości od fabryki oliwy.

Zanim ruszymy w dalszą drogę, idziemy jeszcze na kawę. Najlepiej wydane 1 peso w moim życiu - mała rzecz a cieszy:

Image

Jak tu nie lubić zimy w lutym :mrgreen:

Image

Droga do Trapiche (niby 3 km) trochę nam się ciągnie, słońce praży niemiłosiernie, dzieciaki, umęczone upałem, marudzą.
Po drodze mijamy fabrykę czekolady, Piotr jednak nie daje się skusić.
Docieramy w końcu do winnicy.

Image

Image

Image

Chwilę musieliśmy czekać na wycieczkę, bo zaczyna się o pełnej godzinie. Koszt 100 ARS od osoby. Wycieczka trwa godzinę, cena zawiera oprowadzenie przez przewodnika, pałaszowanie winogron oraz degustację 3 rodzajów wina.
Powiem wam, że tak słodkich winogron jeszcze nie jadłam.

Image

Zwiedzanie minęło bardzo przyjemnie.

Image

Image

Natalka nie wiem, czego się nawąchała, ale dopadła ją głupawka :lol:

Image

Image

Image

W drodze powrotnej wstąpiliśmy do fabryki oliwy Santa Augusta. Wstęp z degustacją 50 ARS, przepyszne oliwy i zdecydowanie warto. Dzieciaki nie płaciły, nawet Natalka, która nie dość, że spałaszowała cały kosz pieczywa, to jeszcze nie pogardziła dokładką :lol:

Image

Właścicielka (?) machała nam na pożegnanie, upewniwszy się czy na pewno mamy zapas wody dla dzieci na podróż. Miło tak :)

Przez naszą przygodę z zabłądzeniem, straciliśmy 1 dzień i niestety nie udało nam się dojechać do winnic w Velle de Uco.

Jeśli chodzi o jedzenie, to nie urzekło nas ono w Mendozie. Natomiast muszę przyznać, że piłam tu najlepsza kawę w Argentynie - w budynku targu z końca XIX w. znajdziecie sympatyczną kawiarnię Cafe del mercado. Kawa z 2 rogalikami podawanymi na ciepło kosztuje zaledwie 28 ARS. Oprócz tego można się też napić pysznych soków ze świeżych owoców.

Image

Jako że z Mendozy jechaliśmy już do Chile, to dla zainteresowanych wrzucę jeszcze kilka przykładowych cen popularnych produktów.

Image

Image

Kaucja za butelkę litrowego piwa to 7-8 ARS, zazwyczaj do odzyskania (czasem nie - gdy się dostawało kwitek za oddaną butelkę zamiast gotówki).

I mniej popularnych, nie mniej niekiedy koniecznych:

Image

Image

Image

Image

Nasza argentyńska przygoda pomału dobiegała końca, z wielką ciekawością oczekiwałam przeprawy przez Andy do Chile.
C.D.N.

-- 12 Maj 2016 20:38 --

tomwie napisał(a):
Sam za mniej więcej miesiąc będę w Mendozie, więc nie ukrywam, że jestem żywotnie zainteresowany. Myślę, ze inni też z chęcią przeczytają. Super jest Twoja relacja.


Dzięki @tomwie, mam ogromny niedosyt po Mendozie i muszę tam koniecznie wrócić, jak dzieciaki trochę podrosną.
Mogę jeszcze podać orientacyjne ceny wycieczek z Mendozy, na które nas nie chcieli zabrać z uwagi na małego:
- Atuel Canyon in San Rafael 770 ARS, 7-22
- Sunset Horse riding with BBQ and wine, 660 ARS, 16-22
- High Andes Tour 650 ARS, 7-19
- Half Day Wine Tour 340 ARS, 14:15-19:30
- Full Day Wine Tour with lunch, 650 ARS, 9:30-19:30
- Wine Bike, 600 ARS, 10-19
- Rafting 520 ARS, 9:30-18:30
- Trekking, Rappel & Hot springs 700 ARS, 9-19
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
#23 PostWysłany: 12 Maj 2017 00:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Mar 2015
Posty: 22
Loty: 1
Kilometry: 1 284
Czytam z ciekawością, bo wybieramy się do Chile z naszym równie małym szkrabem jak Wasz, a tu ciągu dalszego brak.. Czy może w innym miejscu jest dalszy ciąg? Jeśli nie to może udzielisz mi jakiś porad co do podróżowania po Chile z takim dzieciaczkiem na priv? :) miałabym kilka pytań ;)
Góra
 Profil Relacje PM off
dialam lubi ten post.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 23 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 4 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group