Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 11 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 10 Paź 2018 20:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 Maj 2012
Posty: 275
srebrny
Tytułem wstępu – poniższe moje wypociny nie są relacją [a przynajmniej w założeniu nie mają być] w dosłownym znaczeniu, ot raczej impresje, gdzieniegdzie okraszone jakimś przydatnym protipem :D

Od kilku lat hołduję niepisanej świeckiej tradycji wyjazdu okołourodzinowego. Krótkiego wypadu za miasto na dwa, góra trzy dni. W tym roku szczególnie chciałam uniknąć urodzinowej zawieruchy, więc lekko spóźniona, pod koniec sierpnia zabrałam się za szukanie biletu. Założenie było proste – gdzieś, gdzie w październiku jest ciepło, kolorowo, ludzie przyjaźni, jedzenie smaczne, a wino najlepiej smakuje na świeżym powietrzu.

Padło na Sewillę trochę przypadkiem, gdy w ucho wpadł dawno niesłyszany kawałek The Doors „Spanish Caravan” – „Andalusia with fields full of grain…” Wiedziałam, że „pól malowanych zbożem rozmaitem, wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem” już nie będzie, będzie za to ciepło.

Wiadomo, że znowu nie ma nic z Poznania, więc wylot z Berlina. Berlin-Sewilla-Kraków. Dwa loty i trzy przejazdy autobusem, od 4-go do 6-go października. Dobrze, że Ryanair nie zastrajkował w tym terminie ;)

W przeddzień wyjazdu wiało złem i paździerzami, a ściana deszczu skutecznie utwierdzała w słuszności wyboru kierunku.

Czwartek, 4 października
Przed wschodem słońca Flixbus porwał mnie w kierunku zachodniej granicy. Na lotnisku Schonefeld 20-minutowa kontrola bezpieczeństwa i już mogłam zasiąść w saloniku podglądając kołujące samoloty, a na horyzoncie majaczący moloch nieukończonego lotniska Berlin-Brandenburg imienia Willy’ego Brandta. Jak zwykle nie ma parówek, jest za to typowa niemiecka sałatka ziemniaczana. Szybki boarding, samolot z około 90% obłożeniem, miejsce przy oknie, no to lecę 8-)

Trochę przysypiam, trochę spoglądam przez okno pstrykając kilka fotek (od razu przepraszam, bo fotograf ze mnie żaden). Lądujemy przed czasem, fanfary, oklaski i takie tam ;)

Image

Image


Z płyty lotniska do terminalu idzie się spacerem, żadnego rękawa, ani autobusu, kilkaset metrów wytyczoną ścieżką oraz między budynkami.


Image


Image


Image



Wypłacam trochę euro na drobne wydatki, niestety bankomat Euronetu życzy sobie 3,75 EUR, co i tak nie jest wygórowaną kwotą (5 EUR) w porównaniu z Santanderem. Autobusy lotniskowe linii EA odjeżdżają dość regularnie, a przejazd kosztuje 4 EUR, bądź 6 EUR za bilet tam i z powrotem, jeśli skorzysta się z niego w ciągu jednego dnia.

Z przystanku Prado de San Sebastian mam kilkunastominutowy spacer do hostelu. Trasa jest całkiem przyjemna, bo częściowo wiedzie przez park Jardines de Murillo.


Image


Po dotarciu na miejsce, zrzuceniu plecaka i szybkim ogarnięciu porzucam nadzieję, że moje zwiedzanie będzie miało jakikolwiek plan. A tak pięknie miało być, zakładałam – „a może wyskoczyłabym do Kadyksu, a może do Grenady? To nic, że mam tylko 48 godzin, przecież chciałam wycisnąć z wyjazdu jak najwięcej”. Nic z tego … zostanie mi niespieszne napawanie się miastem, które w gruncie rzeczy jest fajne, bardzo fajne. Mieszkając w samym centrum dokądkolwiek bym nie poszła, znalazłabym coś ciekawego do zawieszenia na nim oka, a na koniec i tak wylądowałabym przed Katedrą.

Image

Image


Wyjeżdżając samej często korzystam z hosteli, bo po pierwsze to redukcja kosztów, a po drugie możliwość poznania innych osób, a sam hostel bywa swoistą organizacją kulturalno - oświatową zarządzając wspólne gotowanie, czy inny free walking tour. Tym razem hostel położony jest w samym sercu miasta, w budynku z wnętrzami stylizowanymi na mauretańskie.

Image


Zanurzam się w uliczki dawnej dzielnicy żydowskiej, przyjemnie pachną przyprawy w okolicznych sklepikach, dźwięczy szkło, pobrzękują sztućce w małych restauracyjkach i bodegach, turyści, nie tak liczni, ale jednak obecni, wolnym krokiem suną wąskimi pasażami, kupując wachlarze i sukienki w charakterystyczne grochy.

Image

Image

Image



Wychodzę na główny deptak i przede mną staje ona – Katedra - wraz z charakterystyczną wieżą – Giraldą. Odtąd towarzyszyć będzie mi przez większość pobytu.

Image

Image

Image

Image


Mimo prób i starań nie jestem w stanie objąć katedry w całości w jednym kadrze, to ogromny budynek. To podobno największa gotycka świątynia na świecie, budowana przez jakieś sto lat, nosi wiele pozostałości architektury arabskiej, nic w sumie dziwnego, bo przez lata Sewilla była w rękach muzułmanów. Wystarczy spojrzeć na Giraldę – nie przypomina marakeskiego meczetu Kutubijja? No właśnie…

Image


Wolnym krokiem przez Plaza del Triunfo, przechodząc obok Alkazaru kieruję się w stronę Placu Hiszpańskiego.

Jest gorąco, upalnie można powiedzieć, nie na darmo Andaluzję nazywa się „patelnią Hiszpanii”. Mimo późnego popołudnia termometr nadal wskazuje 32 stopnie. Miejscowi mówią, że w lipcu często słupek sięga 45 stopni. Jestem ciepłolubna, ale żeby aż tak, to lekka przesada. Zwiedzanie w takich warunkach to masakra. Przegrywam w nierównej walce ze sprzedawcami lodowatej wody 0:1 - ceny jak na lotnisku ;)

Dorożkarze ustawiają się w rzędzie czekając na turystów płacących po kilkadziesiąt euro za przejażdżkę. Koni żal, bo kopyta ślizgają im się po bruku.

Image

Image

Image


Wiosną całe miasto pachnie kwiatami pomarańczy, podczas mojej bytności owoce były zielone i do pełnej dojrzałości brakowało im jeszcze trochę czasu. Chociaż i tak podobno pomarańcze są niezjadliwe, a ich cierpki smak doceniają jedynie Anglicy produkując z nich konfitury.

Image

NO8DO – w wielu miejscach można spotkać się z tym znakiem, Sewilla przyjęła go za swoiste logo, poczynając od latarni, przez słupy, plakaty, a kończąc na pokrywach studzienek kanalizacyjnych.
Ta ósemka w środku symbolizuje motek włóczki, po hiszpańsku mniej więcej - madeja. NO-madeja-DO, czyli fonetycznie No me ha dehado, czyli „nie porzuciła mnie” – w sensie Sewilla nie zostawiła mnie. Historia sięga czasów króla Alfonsa X, którego własny syn próbował pozbawić tronu, jednak mieszkańcy Sewilli opowiedzieli się po stronie króla i miasta, który w podzięce zostawił miastu taki „herb”.

Image

Image


Opuszczając plac przy katedrze docieram w okolice Torre del Oro – „złotej wieży” wybudowanej nad brzegiem rzeki. Kiedyś stanowiła część zespołu fortyfikacji miejskich, podobno przerzucenie grubego łańcucha z Torre del Oro do wieży znajdującej się ongiś na drugim brzegu skutecznie uniemożliwiało wpływanie statków Wikingów. Skąd Wikingowie w mieście? Rzeka Guadalquivir w latach świetności była spławna, można nią było dopłynąć aż do Atlantyku, choć to ponad 100 km. Mówi się, że Kolumb popłynął nią aż do Kadyksu, stąd wyruszył na podbój … Indii ;)

Image

Image

Image

Image

Image


Po kilkunastu minutach dochodzę do Plaza de Espana - Na potrzeby wystawy iberoamerykańskiej w 1929 roku wybudowano szereg budowli żeby uświetnić to wydarzenie, patrząc na plac z całkiem niezłym skutkiem.

Image

Image

Image

Image

Image


Spora powierzchnia z jednej strony półkoliście zabudowana i zwieńczona dwiema wieżami. Przed budynkiem rodzaj „wnęk”, ławek bogato zdobionych kaflami azulejos, gdzie dominuje kolor kobaltowy – jest ich 40, a każda symbolizuje hiszpańska prowincję. Widać całe rodziny szukające swojej prowincji, a następnie robiącej sobie zdjęcia na ławeczce.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Podcienie to też kilka ciekawostek – to miejsce gdzie słychać grę na gitarze, zawodzące flamenco, koreańscy turyści gromadzą się na schodach w poszukiwaniu cienia, to miejsce, gdzie ze zdumieniem obserwowałam, jak w ciągu 3 sekund można cały nielegalnie sprzedawany zapas wachlarzy zwinąć w prześcieradło i uciec przed policją patrolującą plac.

Image

Wreszcie to miejsce, które kilkukrotnie było scenerią do filmów, grało choćby w filmie „Lawrence z Arabii”, ale chyba najbardziej znane jest miłośnikom Gwiezdnych Wojen, gdzie w Epizodzie II zagrało planetę Naboo.

Był więc tutaj Anakin Skywalker, było i F4F. A co !!! ;)

Image

Image

Image

Image


Przez środek placu przepływa kanałek, po którym można popływać łódką. Myślę, że kilku znajomych by się pokusiło ;)

Image

Pogapiwszy się bez celu przez dobre pół godziny wracam do centrum. Słońce powoli zachodzi, robi się bardziej klimatycznie, na ulice zaczynają wychodzić zwykli mieszkańcy idąc na tapasy, czy szklaneczkę pomarańczowego vino de naranja. Rzeczywiście szklaneczkę, góra dwie, bo po większej ilości można zaliczyć potężny katzenjammer, jest słodkie i mocne.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Ciekawym i logicznym wynalazkiem są płachty materiału rozciągnięte pomiędzy budynkami, wysoko ponad ulicą. W upalny dzień dają chociaż trochę cienia.

Image

Kilkanaście minut od katedry napotkać można Metropol Parasol – dość awangardową budowlę wykonaną z drewnianych listewek. Kształtem przypominająca grzyby, mnie raczej skojarzyła się z gigantycznym plastrem miodu, bądź goframi, wejście na taras widokowy, za jakieś 3 euro i widok na miasto w cenie ;)


Image

Image

Image


Wracając można zgłodnieć, na co z odpowiedzią przychodzą bary tapas – praktycznie nie potrafiłabym polecić jednego konkretnego, bo większość z nich trzyma niezły poziom, a ceny zaczynają się od dwóch euro jeżeli weźmie się zestaw np. 5 tapa, średnio jednak kosztują 3 euro, popite dzbankiem sangrii skutecznie poprawiają nastrój na resztę wieczoru. Zasypiam jak kamień.

Image

Image

Image

Image


Piątek, 5 października
Kolejny dzień to free walking tour, podczas którego z grubsza powtarzam wczorajszą trasę, katedra, Plaza del Triunfo, brama Alkazaru, dziedzińce i fontanny, czy dawna fabryka cygar, a dzisiaj normalnie funkcjonujący uniwersytet, chociaż studentów jakoś nie widać.

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Jeśli ktoś interesuje się operą, na pewno będzie wiedział, że to tutaj rozgrywa się akcja „Carmen” Bizeta. W ogóle w Sewilli jest sporo miejsc związanych z operą , czy teatrem, tu Carmen, tu Don Juan, tam Rosina i jej balkon rodem z „Cyrulika Sewilskiego”.

Image

Wracam przed katedrę, bo to jedyna zaplanowana wcześniej i opłacona atrakcja wyjazdu.

Za wejściówkę zarezerwowaną online zapłaciłam 10 euro, chociaż właściwie jak się okazało nie trzeba było specjalnie się wysilać, bo kolejka snuła się może na jakieś 20 minut. Można jeśli jest się w poniedziałek pokusić o darmowe wejście, od 16.30 – 18.00 (po wcześniejszej rezerwacji), tyle, że wtedy zwiedza się trochę w biegu.

Image

Image

Image

Image


Katedra Najświętszej Marii Panny w Sewilli (Catedral de Santa María de la Sede de Sevilla).

Tam, gdzie dziś stoi - jeszcze w XII wieku znajdował się Wielki Meczet, a razem z nim Giralda, oraz przylegający do nich dziedziniec z drzewkami pomarańczy. Katedrę wybudowano z takim rozmachem żeby przyćmić i zmazać, to co było przedtem.

Zresztą wpływy widać nadal w wielu elementach budynku, brama, ogród, czy fontanny.

Image

Image

Image


Warto przy wejściu dopłacić 3 euro i dokupić audioguida, do którego dodawana jest mapka z zaznaczeniem najważniejszych atrakcji, samych kapliczek jest kilkadziesiąt.
Jak i z zewnątrz, tak i w środku ma się wrażenie ogromu i potęgi, wysokie kolumny, łuki, boczne ołtarze.

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Jednak tym co zrobiło na mnie największe wrażenie jest grób Kolumba. Co prawda poddawana jest w wątpliwość autentyczność szczątków, bo Kolumb „przejechał się” ze 3 razy przez ocean i miał kilka pogrzebów, jednak badania DNA przychylają się do autentyczności pozostałości podróżnika. Giganci wnoszący na marach Krzysztofa Kolumba reprezentują prowincje, które finansowały jego wyprawy: Kastylia, Aragon, Navarra i Leon.

Image

Image

Image


Kilka zaułków jest ciekawych, choćby owalna Sala Kapitularna, gdzie posadzkę wykonano na wzór tej z Kapitolu zaprojektowanej przez Michała Anioła.

Image

Image


Główny ołtarz to też nie byle co – ma prawie 30 metrów wysokości, 45 scenek, 1000 figur i mnóstwo złota. Nieszczęsny twórca pracował nad nim prawie pół wieku. Tak więc Wicie Stwoszu – przykro mi bardzo … ;)

Image

Image

Image


Na koniec wizyty małe wyzwanie – wspiąć się na Giraldę – bagatela 91 metrów. Jak sądzicie, ile schodów trzeba pokonać, żeby dostać się na szczyt tak wysokiego budynku? Policzyłam. Wszystkie. Uffff. Całe 17 stopni ;)

Jak to możliwe? Otóż przez 34 wybrukowane rampy… Muezzin też człowiek, a jak to w islamie - modlono się 5 razy dziennie, więc żeby mógł pełną piersią bez zadyszki wzywać wiernych do modlitwy zbudowano wygodne podjazdy, po których na koniu, czy innym osiołku mógł dotrzeć na samą górę.

Image

Widok wynagradza delikatne niedogodności związane z podejściem.

Image

Image

Image

Image


Po zejściu można chwilę odetchnąć w ogrodzie pomarańczowym.

Image

Image


Santa Cruz – dawna dzielnica żydowska, najbardziej klimatyczna. Zanim pan Tomás de Torquemada nie rozhulał piekła inkwizycji jakiej nie spodziewaliby się nawet członkowie Monty Pythona dzielnica zamieszkiwana była przez sewilskich Żydów. Synagogi były niszczone, mieszkańcy prześladowani albo paleni żywcem.

Spędzam tu resztę popołudnia, snując się po Juderii, zaglądając na podwórka, klatki schodowe, przemykając przez placyki. Co kawałek można przysiąść w cieniu, przy fontannie, napić się wina, czy coś zjeść.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Wieczór to już typowy relaks, bodegita, tinto verano, sangria, tapas. Muzyka dla moich uszu ;)

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Z hostelowego dachu długo w noc można patrzeć na miasto.

Image

Sobota, 6 października
Pobudka o nieludzkiej jak na hiszpańskie warunki porze i wdrażam w życie pomysł zwiedzenia Alcazaru. Biletów online (kosztujących i tak 18,5 euro) nie ma na dwa dni naprzód, więc na żywioł jakieś 15 minut przed otwarciem ustawiam się w ogonku do kasy. Kolejka ciągnie się na pół placu, przewodnicy/naganiacze za dodatkowe 10 euro proponują ominięcie kolejki i półtoragodzinne zwiedzanie.

Nie musiałam korzystać, bo po odstaniu równej godziny mijam bramki, przechodząc przez czerowną Puerta de Leon (Bramę Lwów).

Image

Image

Image


Alcazar – rezydencja królewska, której historia sięga jeszcze IX wieku. Oczywiście jak wiele budowli w Sewilli zbudowana w stylu mauretańskim, później przebudowywana w tzw. stylu mudejar (który połączył to co islamskie z tym, co chrześcijańskie). Do dzisiaj rodzina królewska od czasu do czasu zatrzymuje się w pałacu (chociaż częściej jednak wybiera hotel Alfonso XIII). Pałac wielokrotnie przebudowywany i rozbudowywany, ale nie stracił przez to uroku.

Na każdym kroku przyjemne chłodne ściany wyłożone kafelkami, ogrody, patia, palmy, drzewa owocowe, zdarzają się nawet papugi.

Image

Image

Image


Jeżeli miałabym wybrać tylko jeden obiekt do zobaczenia w mieście – wybrałabym właśnie Alcazar.

To tutaj Magellan i Kolumb musieli się spowiadać Królowej na co wydawali ciężko zarobione/zdobyte pieniądze publiczne ;)

Sala Ambasadorów jest gratką sama w sobie, ściany pokryte są mozaikami, ozdobne łuki, wykusze, arabeski, do tego piękny drewniany sufit; dodatkowo dla miłośników Gry o Tron – Alcazar zagrał Dorne, siedzibę rodu Tyrellów, dokąd niejaki Jaime L. wybrał się odebrać córkę.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Za dodatkową opłata można wykupić zwiedzanie pokoi królewskich, chociaż często bilety są również wyprzedane z marszu.

Jeszcze rzut oka na ogród.

Image

Image


Kafle zdobiące klatki schodowe

Image

[Image


Wypadam z pałacu z uczuciem niedosytu, czas lekko goni, więc jeszcze, coś dla ciała, coś dla ducha, taki byczy ogon na przykład ;)

Image

Image


Ostatni spacer uliczkami Juderii i docieram na przystanek autobusu EA, pół godziny później lotnisko, 3,5 godzinny lot do Polski, jeszcze dwa autobusy i już jestem w domu ;)

Image

Image

Image


W Sewilli nie udało mi się zobaczyć kilku rzeczy, dla których chętnie wróciłabym do miasta – areny byków, chociaż samego oglądania corridy wolałabym uniknąć, hal targowych o poranku zmywanych wodą, sprzedawców rozkładających owoce i warzywa, do których wyjście ze względu na wszechobecną mañanę odkładałam na później, później, czyli nigdy; czy bloków przy ulicy Kansas City, gdzie jest kolekcja całkiem ciekawych murali, nie widziałam też Archiwum Indii, gdzie można obejrzeć za darmo choćby rękopisy Kolumba.

Jednakże, jako, że jestem jak inżynier Mamoń z „Rejsu”, który lubił te piosenki, które już słyszał, tak ja lubię wracać do miejsc, w których już byłam, więc …. :D
_________________
Ніночка


Ostatnio edytowany przez Ninoczka 14 Lis 2018 19:15, edytowano w sumie 13 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
21 ludzi lubi ten post.
 
      
#2 PostWysłany: 10 Paź 2018 23:11 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2014
Posty: 3073
Gratuluje pierwszej relacji na forum. Dobre pióro i ładne wyczucie na przekaz informacji, bez przeładowania.. Powinnaś pisać częściej.
Czekam jeszcze na Twoje zdjęcie w sukience w grochy. ;)
_________________
Ιαπόνκα76
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
Ninoczka lubi ten post.
 
      
#3 PostWysłany: 11 Paź 2018 01:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Paź 2014
Posty: 151
niebieski
Podoba mi się Twoja Sewilla. Świetne miejsce na niespieszną wycieczkę.
Patrząc na niektóre zdjęcia Sewilli wydaje mi się jakbym równocześnie była w Bolonii, Wenecji, Bari czy Krakowie :)
Mam nadzieję, że dzięki Twojej relacji odwiedzę Sewillę.
Góra
 Profil Relacje PM off
Ninoczka lubi ten post.
 
      
#4 PostWysłany: 11 Paź 2018 01:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Wrz 2014
Posty: 1152
złoty
Sewilla wygląda bardzo obiecująco - trzeba się będzie wybrać :)

A cała wyprawa przypomina mi nieco klimatem moją zeszłoroczną wyprawę na sylwestra do Walencji - na miejscu byliśmy w sumie 4h dłużej, niż w podróży :lol:
_________________
Metia jest kobietą, powtarzam, metia jest kobietą.
Góra
 Profil Relacje PM off
Ninoczka lubi ten post.
 
      
#5 PostWysłany: 11 Paź 2018 08:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 Maj 2012
Posty: 275
srebrny
Japonka76 napisał(a):
Czekam jeszcze na Twoje zdjęcie w sukience w grochy. ;)


Cóż... mam takie zdjęcie, ale to może przy innej okazji ;)
_________________
Ніночка
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#6 PostWysłany: 11 Paź 2018 10:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Wrz 2012
Posty: 1060
Loty: 392
Kilometry: 629 740
złoty
Tak, poprosimy o zdjęcie w sukience w grochy.

Marna jakaś ta relacja. Kompletny brak informacji nt saloniku w SVQ. Czy działa fast track? Ile kosztuje Uber z lotniska i dlaczego tłukłaś się autobusem? Jaka sytuacja z przydziałem miejsc w FR, to przecież aż 3,5 godziny lotu! Czy rozdzielali rodziny? Czy w hostelu dostałaś upgrade za status oraz czy były owoce południowe i szampan?
Ten byczy ogon - naprawdę go zjadłaś?
A Giralda robi się ze starości coraz bardziej krzywa...

Nina, piękny debiut w relacjach fly4free. Gratuluję i zazdroszczę samozaparcia, ja nie potrafię się zebrać. Śliczne zdjęcia i ciekawy tekst. Andaluzja, chociaż bardzo turystyczna to jednak jeden z moich ulubionych rejonów Hiszpanii i w Europie. No i ciesz się, że nie leciałaś latem bo gorąc wtedy nie do wytrzymania.
Skoro katedra i alkazar tak bardzo przypadły Ci do gustu, powinnaś zobaczyć La Mezquitę w Granadzie tfu w Cordobie. Koniecznie.


Ostatnio edytowany przez sko1czek, 11 Paź 2018 11:17, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
      
#7 PostWysłany: 11 Paź 2018 11:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 Maj 2012
Posty: 275
srebrny
Sukienka to jak pisałam przy innej okazji ;)

Salonik SVQ jest słaby, strasznie słaby. Mieli 3 piwa, z czego jedno bezalkoholowe. Chociaż kanapki były ;)

Temat fast tracka nie był sprawdzany, o Uberze w ogóle z gorąca nie pomyślałam, a upgradem w hotelu była zasłonka przy łóżku ;) Owoce południowe tylko na drzewach/niedojrzałe/a_nawet_jak_dojrzałe_to cierpkie_i_niejadalne ;)

Byczy ogon, jak to ogon, zjadliwy w tych częściach, w które dało się wbić widelec.
_________________
Ніночка
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
sko1czek uważa post za pomocny.
 
      
#8 PostWysłany: 11 Paź 2018 12:14 

Rejestracja: 14 Maj 2016
Posty: 960
srebrny
Bardzo przyjemnie się czytało i fajne foto. A żeby monotematycznie nie powtarzać wcześniejszych podpowiedzi to poproszę na przekór o Twoje foto ale ...bez sukieneczki a nawet bez... :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#9 PostWysłany: 11 Paź 2018 12:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 1800
Loty: 360
Kilometry: 428 510
platynowy
Widzę dużo zdjęć proto Pałaców Kultury,
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#10 PostWysłany: 11 Paź 2018 12:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 Maj 2012
Posty: 275
srebrny
to chyba jakieś zboczenie ;)
_________________
Ніночка
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#11 PostWysłany: 24 Paź 2018 11:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Wrz 2015
Posty: 984
Loty: 74
Kilometry: 92 215
złoty
@Ninoczka bardzo fajna relacja i zdjęcia - proszę o kolejne. Muszę do Sewilli wrócić, najlepiej jak najszybciej :D bo to miasto mnie zauroczyło.
A co do ulicznych pomarańczy to są całkiem zjadliwe już w połowie listopada ;) co prawda są mało soczyste i czasem z lekką goryczką, ale niezbyt kwaśne. Przynajmniej jeśli chodzi o owoce, które same już spadły z drzewa. Oczywiście te kupowane w sklepie są dużo lepsze - w końcu nawadnianie gai pomarańczowych robi różnicę.
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 11 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
cron
phpBB® Forum Software © phpBB Group