Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 35 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 17 Paź 2014 01:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Mar 2011
Posty: 6170
Loty: 171
Kilometry: 188 843
platynowy
Zapraszam Was na relację z miesięcznej podróży do Indii. Dzisiaj już wiem, że ambitne plany pisania relacji na żywo się nie wyszły. Szczerze wszystkich, którym się to udaje podziwiam! Relacja była pisana w Indiach, podczas podróży tak więc może przyjmiemy konwencję „na żywo z odtworzenia” zobaczymy jak wyjdzie :)

Pisząc początek relacji siedzę wygodnie, w "arbuzie" A-330 linii lotniczej Air France na wysokości 37 tysięcy stóp , który aktualnie wylatuje z Iranu i wkracza do przestrzeni powietrznej Afganistanu. Raczę się szampanem albowiem narodowy francuski przewoźnik częstuje pasażerów klasy ekonomicznej najprawdziwszym francuskim trunkiem. Zatem Wasze zdrowie! :)

Każda historia powinna być kompletna zatem warto zacząć od początku. Chęć wyprawy do Azji pojawiła się dużo wcześniej, jednak z różnych powodów nie mogła ona przejść z fazy planowania do etapu realizacji a to nie było czasu (to chyba główny powód) innym razem brakowało środków itp. Jednak ostanie, długie, moje studenckie wakacje chcieliśmy z narzeczoną- Magda dobrze spożytkować. Postanowiliśmy- spinamy tyłki, zbieramy fundusze, ogarniamy wszystkie inne zajęcia tak aby miesiąc można było zarezerwować na wyprawę. Z takimi założeniami łatwiej było szukać tanich lotów lub czekać na dobrą okazję.

Dlaczego Indie? Chyba głównie dlatego, że to kraj ciekawy, sporych kontrastów, ogromny i co bardzo Pod uwagę braliśmy jeszcze inne kraje azjatyckie. Czynnikiem głównym miały być koszty na miejscu i tani dolot.

Ostatecznie wybór padł na Indie gdy na stronie głównej http://www.fly4free.pl pojawił się artykuł o tanich lotach z Warszawy do Bombaju.
http://www.fly4free.pl/tanie-loty-do-bombaju-delhi-goa/
Połączenie z miasta w, którym mieszkamy do miasta w Indiach, bez żadnego kombinowania, z łatwym zakupem i powrotem po miesiącu prosto na "macierzyste" Lotnisko Chopina za 700zł. Nie pozostało nic innego jak kupować.

Tak się akurat złożyło, że w momencie pojawienia się informacji o tanich Indiach na wakacje byłem w pracy i ciężko, bardzo ciężko było mi dostać się do komputera, szaleńcza akcja i..... mamy 2 bilety na miesiąc do Azji! Chciałem w tym miejscu podziękować wszystkim przyjaciołom i znajomym, którzy wiedząc o moich planach wydzwaniali i SMS-wali do mnie, oraz pomagali w zakupie biletów. Akcja była kosmiczna z problemami ale ostatecznie się udało. Szczególne podziękowania wysyłam @Kamil i @M3lm4k. Reszcie serdeczne dzięki za mobilizowanie i dopingowanie!

"Okazja" na tak tanie loty pojawiła z związku z rozpoczęciem operowania przez Jet Airways (9W) na trasie CDG-BOM co w połączeniu z dolotem LOT-em do Paryża dało bardzo dobrą cenę. Dopiero gdy spokojnie przejrzałem się rezerwacji, po jakimś tygodniu zorientowałem się, ze loung haul mamy na biletach 9W ale rejsy wykonywane będą przez Air France. Plan lotów wygląda tak:

3 sierpnia LO 333 19.55- 22.10 WAW-CDG
4 sierpnia AF 218 10.50 - 23.25 CDG-BOM
1 września AF 217 2.15- 8.50 BOM-CDG
1 września LO 336 19.30- 21.40 CDG-BOM

Mamy jeszcze kupione 3 loty wewnętrzne w Indiach, z których najprawdopodobniej zrobi się 5... Gdyż Jet Airways skasował nam 2 rejsy i przebokował na inne z przesiadkami. W związku z tym, że zmienione połączenia nie bardzo nam pasują po wylądowaniu w Bombaju będziemy starać się trochę modyfikować plan lotów.

Po zakupie biletów trzeba było przystąpić do ogarniania spraw formalnych i zdrowotnych. Wyrobienie wizy to koszt 232zł i dwukrotne odwiedzenie firmy BLS w Warszawie (wnioski można też wysyłać pocztą ale za chwil kilka wizę obywatele Polscy otrzymają na lotnisku po przybyciu. Wtedy odwiedzanie firmy BLS w Warszawie nie będzie już konieczne. Więcej "zabawy" było ze szczepieniami. Odnalezienie karty szczepień, przekopanie się przez listy zalecanych i stronę WHO zajęło trochę czasu. Ostatecznie okazało się, że potrzebowaliśmy zaszczepić się na WZW A i dur , ale tego drugiego nie zrobiliśmy gdyż za późno się za to zabraliśmy i nie uzyskalibyśmy pełnej odporności podczas wyjazdu a szczepionka do tanich nie należy. Na końcu została kwestia malarii. Lekarka podczas wizyty po receptę na Malarone gdy usłyszała słowo malaria wyraźnie zbladła. Po chwili gdy dokładnie opisałem o co chodzi i co potrzebuję, podałem nazwę handlową leku a system komputerowy przychodni posiadał go w swojej bazie i "wypluł" go na receptę lekarka odzyskała kolor. Jeszcze tylko trzeba było podpytać pacjenta jak lek ten się dawkuje (musi znajdować się na recepcie) i ... można było przystawić pieczątkę oraz życzyć przyjemnej podróży:)

Pierwszy etap podróży przebiegał bardzo spokojnie. Na lotnisko przybyliśmy ok 18.30. W Warszawie bez problemu udało nam się nadać bagaże bezpośrednio do Bombaju (mam nadzieję, że lecą razem z nami). Niedzielny wieczór na Lotnisku Chopina okazał się mocno senny. Bardzo mało pasażerów, przejście kontroli bezpieczeństwa zajęło zaledwie 2minuty. W strefie zastrzeżonej zdążyliśmy się zdrowo wynudzić. Rejs do Paryża wykonywany był Embraerem 175 z załoga pod dowództwem Pani Kapitan Aleksandry Pieczkin-Lisowskiej.

Image
Nasza dzisiejsza załoga

Image
Doskonale wszystkim znany lotowski Embrion

LF = 56% (46/82). Załoga pokładowa bardzo miła, szefowa pokładu starsza, druga stewardessa zdecydowanie młodsza. Bardzo lubię lotowskie Embraery, dla pasażera są bardzo przyjemne. Sporo miejsca na nogi a układ 2-2 zamiast 3-3 jest zdecydowanie bardziej wygodny. Niestety uważam, że LO strzela sobie w... stopę obecnym serwisem pokładowym. Zdaję sobie sprawę, że na locie trwającym nieco ponad 2h kawałek bułki i sok nie są niezbędne ale... gdy konkurencja daje taką możliwość oferta LO wygląda słabo. Woda i nieśmiertelne Prince- Polo to za mało. Wystarczyłoby rotować wafelkiem (nie cały czas to samo!) Podać herbatę, kawę, sok i słodki napój-serwis taki jak robi Eurolot na rejsach własnych. Koszty nie były by chyba znacznie większe a przyjemne wrażenie po locie byłoby trwalsze, nie zacierałoby starań załogi i pewnie procentowało by pozytywnie w przyszłości. Personel latający to naprawdę duży plus na większości rejsów LO ale serwis jest za słaby. To moje zdanie, gdyby to szło w parze byłoby idealnie.

Image

Skorzystałem z płatnego cateringu na tym locie, ceny są jak najbardziej OK uważam, że za jakość, którą proponują 10zł za sporą kanapkę jest przystępna wartością na wysokości 11km nad ziemią. Jednak siedząc w ostatnim rzędzie Embriona gdy na pokładzie było zaledwie 46 osób i tylko niewielka część skusiła się na płatny catering zakupiłem(bo nie wybrałem) ostatnią kanapkę nie tą, którą chciałem. Jednak tak jak przekonywała Szefowa Pokładu kanapka z mozarellą była równie świetna jak mięsna. Jadłem ciabatkę z kurczakiem wcześniej i uważam, że obydwie są bardzo smaczne. Tak czy siak wyboru nie miałem a gdyby jeden pasażer więc skusił się na jedzenie zostałaby mi sałatka....

Image

Image

Lądowanie na podparyskim lotnisku de Gaulle'a z panoramą Paryża i Wieżą Eiffla doskonale widoczną w tle po prawej stronie 15min przed czasem, długie kołowanie i wyjście przez rękaw do terminala 1. Z T1 musieliśmy dostać sie do T2E skąd odjeżdżał nasz bus do hotelu. Pierwsze wrażenie z lotniska CDG- jakie ono ogromne! Przesiadałem się wcześniej na bardzo dużym lotnisku we Frankfurcie ale wszystko odbywało się w ramach *A czyli jednego terminala. Tutaj była konieczność jego zmiany i powiem szczerze, mając niewiele czasu nie chciałbym się na tym lotnisku przesiadać.

Image
Długa prosta do lotniska de Gaulle'a z widokiem na Paryż

Jest ogromne! Z T1 do T2 zawozi nas automatyczna kolejka po drodze zatrzymując się mi. na T3, czas przejazdu 8-10min. Gdy wysiądziemy na Terminalu 2 okazuje się, ze jest podzielony na kilka mniejszych np. A, B, C, D, E, F, G . Jak już dostaniesz się do konkretnego terminala, w naszym przypadku T 2E, najpierw przejść ,musisz kontrolę paszportową. Następnie okazało się, że T2E jest podzielony na kilka pirsów mi. K, L,czy M z którego odlatywaliśmy. Żeby dostać z się do skrzydła M musimy jechać kolejnym automatycznym pociągiem. Dopiero na miejscu czeka nas kontrola bezpieczeństwa ale nawet tam jesteśmy segregowani na kolejne dwie kolejki zieloną i pomarańczową (niestety nie wiem jakie były kryteria). Wydaję się to być bardzo skomplikowane, w praktyce tak nie jest ale zdecydowanie trzeba być czujnym! Ostatecznie od naszego wejścia do T2E do zakończenia kontroli bezpieczeństwa minęło ok 45minut.

Image
Stacja kolejki lotniskowej

Image
tablica odlotów w terminalu 2

Image
Wnętrze T2E pirs M

Image
Pasące się Arbuzy Air France pod terminalem

Image
Strefa rozrywki w T2E-M. Na podróżnych czekają darmowe Play Station

Pod bramka M43 czekał już na nas zaparkowany Airbus A-330 (F-GZCH). Boarding zaczął się o czasie ale wylot nastąpił z piętnasto minutowym opóźnieniem. Udało nam się zająć wcześniej zarezerwowane miejsca 38 A i B i można było kierować się na Bombaj. Dużo naczytałem się przed lotem złych opinii o AF a to, że załoga nie miła, innym razem, że zagubione bagaże itp. Żadna z nich na moim locie się nie potwierdziła. Odniosłem wręcz przeciwne wrażenie. Załoga nie padała do stóp pasażerom ale swoją prace wykonywała bardzo dobrze. Przez pierwszą część lotu praktycznie cały czas krążyła po kabinie dbając o to aby nikomu niczego nie brakowało. Zaraz po stracie pierwszy serwis z przekąskami, napojami zimnymi i alkoholowymi w tym z francuskim szampanem w klasie ekonomicznej, chwilkę później serwis z ciepłymi napojami ledwie się zakończył a załoga rozdawała już pierwszym pasażerom specjalne zestawy obiadowe, następnie przystąpiono do serwowania zestawów z karty dla reszty pasażerów. Do wyboru tak jak na zdjęciu.

Image
Nasz Airbus A-330 (F-GZCH)

Image
Wnętrze klasy ekonomicznej

Image
Starter na dobry początek

Image
Menu obiadowe

Image
oraz napojowe

My zdecydowaliśmy się na dania kuchni francuskiej,bo przez miesiąc będziemy żywić się indyjskim jedzeniem no i przecież lecimy francuskimi liniami. Zostałem pozytywnie zaskoczony cateringiem, zestaw był bardzo smaczny (szczególnie kurczak z makaronem) a ciastko na deser było wyśmienite. Dużo naczytałem się o samolotowym jedzeniu, byłem przygotowany na coś kiepskiego w stylu byle nie być głodnym a to tak mi posmakowało, że poprosiłem załogę o drugi zestaw gdyby coś im zostało. Niestety europejskie jedzonko rozeszło się w całości i zaproponowano mi zestaw indyjski. Z propozycji skorzystałem i miałem okazję porównać obydwa. Drugi wypadł zdecydowanie gorzej. Ryż, pieczone ziemniaki i sos warzywny. Był suchy i bez smaku po dodaniu pikla zrobił się bardziej zjadliwy ale do smakowitości francuskiego było mu bardzo daleko. Do tego jogurt naturalny i makaron ze słodkim sosem. Zdecydowanie gorszy zestaw nie polecam a doradzam wybór francuskiego. Po obiedzie serwis z ciepłymi napojami, później jeszcze lody następnie załoga zgasiła światła w kabinie, sporo pasażerów poszło spać a w tylnej kuchni wystawione były przekąski, napoje bezalkoholowe o te z alkoholem trzeba było poprosić załogę ale bez żadnego słowa wyciągała co było trzeba z odpowiednich szufladek. Co można było wypić zawierającego procenty? Do wyboru Heineken, 2 rodzaje wina czerwonego (obydwa bardzo dobre), 2 wina białego ( również bardzo dobre, te tylko próbowałem od Magdy), szampan, koniak i brandy- tych nie próbowałem.

Image
Zestaw europejski, bardzo smaczny.

Image
Zestaw indyjski dużo gorszy

Image
Na deser szampan

Dość bogaty IFE, sporo nowych filmów, trochę klasyki, dużo muzyki, kiepskie gry. Szkoda , że dostępna tylko jedna kamera dla pasażerów, chciałbym więcej. Strasznie wkurzało mnie to, że gdy wybierałem mapę z trasą lotu to wybrana przeze mnie muzyka zmieniała się na muzykę na stałe przypisaną do mapy… Nie mogłem wybrać opcji mapa plus moja lista utworów albo wybrany kanał radiowy. Strasznie dla mnie było to uciążliwe i kiepskie ale ogólnie IFE mi się podobało choć widać, że to sprzęt już trochę starszej daty. Miejsca na nogi mi nie brakowało przy wzroście 184, było bardzo OK do momentu gdy hinduska siedząca przede mną rozłożyła się jak tylko można było swoim fotelem bez żadnego uwaga albo czy nie będzie przeszkadzać?. Od tego czasu podróż stała się dla mnie bardzo nie przyjemna. Nie docierało do niej, że moja przestrzeń życiowa zmalała poniżej potrzebnego minimum. Zreflektowała się dopiero gdy zacząłem jej kolanami dziurę w oparciu wygniatać...i jej komfort ku mojej uciesze zdecydowanie zmalał. Podciągnęła fotel na tyle, że nie było tragicznie a tylko bardzo źle. Wyjście z miejsca przy oknie było bardzo trudne i nie przyjemne. Ogólnie strasznie mnie to denerwowało ale cóż zrobić uparła się i tyle. Z lekcji tej będą dwa wnioski: albo tak samo jak ta babka będę miał wszystko gdzieś albo nie będę nigdy się tak rozwalał. Jednak wydaję mi, że drugi sposób jest lepszy a dla takich co lubią leżeć uważam, że są odpowiednie łóżka z przodu samolotu :) Co innego gdyby to był lot nocny ale na lotach dziennych takie zachowanie uważam za buractwo.

Image
W powietrzu, nad Europą, Jeziora w okolicach granicy szwajcarsko-niemieckiej

Image
Iran z widziany z 11km nad ziemią

Lądowanie w Bombaju ok 10minut przed czasem. Terminal nr 2 jest bardzo nowoczesny i ładny. Szybka kontrola imigracyjna odbiór bagażu a tuż przed wyjściem do strefy ogólnodostępnej (która wcale taka ogólnodostępna nie jest bo bliscy czekają przed budynkiem bez prawa wstępu do terminala) należało przejść procedurę celną. "Białych" wyłapywano z kolejki i przepuszczano bez żadnych formalności. Następnie udaliśmy się zamówić taksówkę prepaid. Stanowisko jest bardzo dobrze oznakowane, po drodze mija się kilka kierunkowskazów. Uwaga na miejscu można płacić tylko gotówką! Przy stanowisku znajduje się bankomat a 15m dalej kantor. Jak to bywa na lotniskach nie ma on dobrych kursów ale czasami skorzystać trzeba. Co ważne kantory dają zaświadczenie o wymianie pieniędzy, bez tego papieru podobno czasami mogą być problemu z płatnościami w niektórych miejscach. Wyczytaliśmy, że nie można np. kupić biletu na kolej bez udokumentowania pochodzenia gotówki. Wymagane jest tam okazanie właśnie dokumentu z kantoru bądź wydruku z bankomatu. Dlatego warto zachować sobie ten kawałek papieru i korzystać z niego później. Po wymianie pieniędzy można było zakupić przejazd. Musimy podać adres gdzie chcemy zostać zawiezionym, liczbę osób oraz liczbę i wielkość bagażu. Nie wiem czy już tutaj nas oszukano ale zamiast 2 bagaży na paragonie pojawiły się trzy co zobaczyłem dopiero w taksówce- trzeba płacić tz. "gapowe". Dostajemy dwa paragony jeden dla nas drugi dla kierowcy. Na naszej kopii jest nr rejestracyjny pojazdu oraz strefa w której ma być zaparkowany samochód. Należy zejść poziom niżej gdzie przed terminalem czekają na nas taksówki. Oczywiście inni taksiarze chętnie pomagają w odnalezieniu właściwej taksówki i ulokowaniu bagażu ale zaraz potem domagają się napiwków. Nasz kierowca nie odzywał się do nas przez cały kurs na końcu zagaił niespodziewanie po angielsku, że należy mu sie napiwek. Dodam tylko, że wszyscy wspominają o tym, również obsługa na stanowisku gdzie opłacamy przejazd powtarza, ze napiwków nie dajemy!

Image

Ok godziny 0:40 dotarliśmy do hotelu. Rezerwowałem go przez Internet na Expedii z jednej z multiwyszukiwarek z racji późnego przybycia do Bombaju. Miał bardzo dobre opinie. Jednak hotelarz postanowił zrobić nam psikusa bo umieścił nas w sąsiednim hotelu w innych warunkach. Nie było się jak dogadać z obsługą ani czasu na wybrzydzanie, kilka godzin można się przemęczyć. Grzyb na ścianach po kilkunastu minutach nie wydawał się taki straszny, szkoda, ze klimatyzacja nie chłodziła tylko grzała i było bardzo gorąco. Na całe szczęście był wiatrak i jakoś udało się przespać. Nocleg nie był tani, jak na warunki jakie dostaliśmy to zapłaciliśmy zdecydowanie za dużo.
Grzyb na ścianach ogromny ale nowy płaski TV z Satelitą obowiązkowy :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 17 Paź 2014 09:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 Kwi 2011
Posty: 2171
srebrny
Przyjemnie sie czyta. Czekamy na kolejne czesci :)
Góra
 Relacje PM off
Gaszpar lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 17 Paź 2014 10:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Wrz 2013
Posty: 494
Loty: 35
Kilometry: 111 384
czekam na więcej, zapowiada się fajnie no i cena lotu heh boska;)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 17 Paź 2014 23:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Mar 2011
Posty: 6170
Loty: 171
Kilometry: 188 843
platynowy
Dziś dużo tekstu mało zdjęć. Dzień w biegu mało czasu na zwiedzanie i robienie zdjęć

Dzień 2gi- zderzenie kulturowe.

Zaczynamy od pobudki 8 rano zafundowanej przez obsługę, skoro macie nocleg ze śniadaniem to Wam je przyniesiemy jako pierwszym... 2wie kromki tostowego chleba, jakiś rodzaj omletu jajecznego i herbata (obowiązkowo z mlekiem). Wieczorem a raczej w nocy widziałem jak wygląda "kuchnia" i w związku z tym nie miałem zbyt dużej chęci na jedzenie. Nasz nocleg był na północy Bombaju. Lądowaliśmy późnym wieczorem, praktycznie w nocy więc wybraliśmy nocleg blisko lotniska. Ostatecznie zebraliśmy się z hotelu ok godz.11 a chcieliśmy dostać się do centrum w okolice Bramy Indii i dworca kolejowego CMT. Chcieliśmy znaleźć nocleg, wpaść do biura linii Jet Airways i zakupić bilety kolejowe na następny dzień. Mimo zweryfikowanego konta na clertrip.in nie udało nam się kupić biletów przez Internet wcześniej gdyż ile raz próbowaliśmy tyle razy pojawiał sie komunikat o problemie dotyczącym serwera Kolei Indyjskich. Tak więc zostaliśmy bez biletów kolejowych.

Image
nasz wczorajszy dodatkowy lokator w pokoju :)

Image

Planowaliśmy dojechać do Centrum metrem albo pociagiem. Jednak po paru chwilach podjechał do nas tuk tuk i kierowca pyta sie czy nas nie podrzucić? Spytaliśmy o cenę. Najpierw padło 800 Rp, podziękowaliśmy. Podczas rozmowy zatrzymał się drugi tuk tuk. Ten jednak powiedział, że do Centrum nas nie zawiezie bo tam tu-tuki jeździć nie mogą. Wtem dogania nas ten pierwszy i pyta za ile nas podrzucić kolejna negocjacja, brak porozumienia, odchodzimy dalej tuk tukarz mówi, że 400 to za mało ale przystajemy na 500 Rp. Jesteśmy ciut na północ od lotniska, czytałem wcześniej, ze 500 z lotniska to normalna cena na usługi prepaid taxi zatem uznałem ją za w miarę w porządku. Jak on nas tam zawiezie skoro nie może wjeżdżać tuk tukiem do centrum ? Nie wiem ale wsiadamy do tuk tuka i jedziemy.

Śmieszne wrażenie zawsze azjatyckie podróże niskobudżetowe musza sie wiązać z podróżami tymi pojazdami. Nasz przedsiębiorczy kierowca nie jechał z nami zbyt długo. Dowiózł nas do jakiegoś postoju taxi tam zrobił nam przesiadkę do taksówki sam opłacając taksówkarza. Dał mu 200 Rp i powiedział, że ten zawiezie nas do centrum i żebyśmy mu nic nie dopłacali. Cóż 200Rp to zdecydowanie za mało za kurs z miejsca w którym byliśmy ale to nie nasz problem. Dojazd taksówką był zły z 2 powodów
1) ogromne korki- pociągiem dojechalibyśmy zdecydowanie szybciej. Transport samochodem zajął nam zdecydowanie ponad godzinę. A to dystans 25km.
2) Akcja jaka się później wydarzyła. Niewiele po starcie włączył się taksometr w aucie. Jak wiadomo, mało kto z turystami chce jeździć z włączonym bo wtedy stawki dla zagranicznych turystów są zdecydowanie jeszcze bardziej śmiesznie małe a tutaj nagle zadziałał. Wiedziałem również, że 200 Rp nie starczy na taki kurs bo wg stawek to za kilometr powinno wyjść ok 400 Rp. Zatem węszyłem kłopoty ale nie chciałem wcześniej zaczynać tego tematu. Nie pomyliłem się kierowca na koniec stwierdził, że wyszło mu 170Rp więcej niż dostał od tamtego i chce dopłaty. Powiedzieliśmy mu, że umowa była inna i musi dogadywać sie, ze swoim znajomym. Oczywiście kierowca nie był jego znajomym, pierwszy raz zapewne się widzieli i chce przynajmniej 150 Rp bo będzie do tyłu. Mówimy mu, że to nie nasz problem i wysiadamy. Chciał przytrzymać mój plecak ale szybko mu go zabrałem. Wysiadając jeszcze raz mu powiedzieliśmy, że to nie nasz problem tylko tych ich. Gdy odeszliśmy kawałek kierowca podjechał do nas na wstecznym prosząc chociaż o 50 Rp. Nie znalazł u nas współczucia i po stanowczych dwóch" NO" odczepił się i odjechał. Nie wiem czy faktycznie tuktukarz go wycyckał to nie mój problem sądzę, jednak, że to zaplanowana akcja tych dwóch bo taksiarz nie pojechał by do Centrum za 200 Rp nie mając pewności, że ten pierwszy w razie co mu nie dopłaci. Chyba, że pierwszy zrobił go w wała…

Następnie pokręciliśmy sie trochę po okolicy i udaliśmy się zmienić nasze loty krajowe do biura Jet Airways. Tak jak pisałem wcześniej loty, które kupiłem zostały skasowane. Tam zmiany tego co nam bez żadnego kontaktu z nami wcisnęli (4 pojedyncze rezerwacje OW )zajęło im ponad 2h! Pomyślałem sobie, że gdyby hindusi czytali F4F.com i w takim tempie kupowali bilety to byli by autorami komentarzy na stronie głównej typu (nie widzę biletów w takiej cenie 5h po wrzuceniu nowego newsa) :) Najważniejsze, ze sie udało i nawet dobrze się stało, że skasowali nam pierwotne rezerwacje bo w zw. z tym mogliśmy je lepiej pod pasować, na takie jakie teraz nam bardziej odpowiadają. Zatem lecimy tak:
24.08 na trasie MAA-GOI z międzylądowaniem w Bangalore. JET LITE
31.08 na trasie GOI-BOM-MAA przy czym chcemy wykorzystać tylko odcinek GOI-BOM. JET AIRWAYS.

Następnie udaliśmy się w okolice Gate of India na poszukiwania hotelu. Przeczytaliśmy w przewodnikach, że znajduje się tam całkiem spora liczba niskobudżetowych miejsc do spania. Przechodząc obok hotelu Tadż zagadał do nas hindus z pytaniem czy nie szukamy noclegu. Powiedział, że może nam kilka miejsc pokazać. Rozmawiał dobrze po angielsku i wydawał sie nam się sympatyczny dlatego się zgodziliśmy. Spytał czego szukamy i pokazał kilka lokalizacji. Zaprowadził nas w fajne miejsca z akceptowalnymi cenami. Ostatecznie wybraliśmy coś w rodzaju pokoju, pensjonatu gościnnego (guest hause). Za duży pokój z wiatrakiem i oknem, czystą pościelą i wspólną łazienką zapłaciliśmy 600 Rp. Cena wydawała nam się bardzo OK tym, bardziej, że pensjonat był trzecim budynkiem na prawo od hotelu Tadż i stał jako pierwszy od morza. Pokój był trochę zniszczony ale najważniejsze, że czysty jak na indyjskie warunki. Niestety nie miał Internetu i nie mogliśmy zakupić biletów na kolej. Właściciel hotelu zaproponował, że możemy kupić bilety w jego agencji turystycznej nie opodal hotelu. Jednak okazało, się, że chce za tą przyjemność prawie 2x więcej niż gdybyśmy bilety kupili sami.

Image
Brama Indii

Podziękowaliśmy i udaliśmy się do pobliskiego Starbacksa znajdującego sie w hotelu Tadż (wejście z tyłu budynku) gdzie złapaliśmy Wifi i mimo problemów zakupiliśmy bilety na dzień następny do Aurangabadu. Wizyta w Starbaksie przyniosła też ciekawe obserwacje. Żeby wejść do lokalu trzeba przejść przez bramkę do wykrywania metali i pokazać zawartość toreb. Dwóch panów ochroniarzy w mundurch dość powierzchownie sprawdzali co mamy w plecakach a piszczeniem bramki sie zbytnio nie przejmowali. Jednak wejście do kawiarni z taką kontrolą daje troszeczkę do myślenia. Żeby połączyć się z WIFI trzeba podać swoje dane: Imię i Nazwisko, mail oraz nr telefonu na który kod do Wifi zostanie podany, Polski nie było na liście a samemu prefixu nie dało rady wpisać.... Były nawet Czechy, Węgry a Polski nie …Nosz k….a…

Pomogła nam pracownica Starbacksa, która użyczyła nam swojego nr telefonu i podała hasło. Bez tego nie połączylibyśmy się z tym konkretnym WIFI w Starbacksie. Na lotnisku obowiązywał ten sam system z ta tylko różnicą , że można było wybrać Polskę i SMS dotarł na mój numer. Skoro zatem telefon w Indiach wydaję się być bardzo pomocny, planowałem to zrobić i zabrałem nawet starszy aparat telefoniczny spytaliśmy pomocna Panią gdzie możemy kupić starter prepiad. Otóż w wielu ale my go kupić nie możemy ... a to dlatego, że aby kupić indyjski numer komórkowy trzeba mieć adres zameldowania/mieszkania w Indiach. Zatem połowę rzeczy albo i więcej weryfikują telefonicznie ale obcokrajowiec nie jest tego w stanie zrobić. Po zakupie biletów udaliśmy sie je jeszcze wydrukować gdyż taka informacja widniała na bilecie. Pomógł nam jeden z wcześniej spotkanych hindusów, którego spotkaliśmy po drodze. Też miał agencję turystyczną (oni chyba wszyscy mają agencje turystyczne) ... ale zaproponował, że druknie nam za darmo. Przede wszystkim było to dla nas wygodne bo mogliśmy wydrukować prosto z maila. W kserze chcieli abyśmy zgrali to na pendrive a ten był w hotelu. Przy okazji drukowania Pan zrobił dużą reklamę swoich usług posłuchaliśmy o cudownych wycineczków w rajskich sceneriach ale nie skorzystaliśmy z propozycji.

Image

Na koniec dnia udaliśmy się na jedzonko do restauracji poleconej przez hindusa- drukarza :)
Choć byli sami lokalsi znalazło się angielskie menu. Niestety karta oprócz tego, że potrawy są z kurczaka albo wegetariańskie nic nam nie mówiły. Zatem zaufaliśmy kelnerowi i było pysznie. Za 2 osoby, potrawy mięsne z kurczakiem, ryż, nany i wodę zapłaciliśmy 300 Rp.
Po kolacji poszliśmy jeszcze pod oświetloną Gate of India na zdjęcia i mały spacer. Wracając spotkaliśmy hotelowego naganiacza z rodzinka sprzedającego parasole. Pogadaliśmy trochę, nawet chcieliśmy od niego kupić parasol ale był trochę za duży dla nas. Zaproponował nam cenę 150 Rp twierdził, że to taka po jakiej kupuje ... :) Ale wracając wzdłuż bulwaru pytaliśmy z ciekawości ile za podobne parasole i im bliżej naszego spania cena rosła. Było to trochę zabawne bo szła tak 200,250,300,350 przy czym pytaliśmy za każdym razem inną osobę a ostatnia oferta nagle stopniała z 350 do 150 jak powiedzieliśmy, że pierwsza była za 150 Rp i powtórzyliśmy 3x NO. Cuda Panie :)

Image

Jeszcze troszeczkę napiszę o wymianie pieniędzy. Wzięliśmy gotówkę w Dolarach z myślą o wymianie na Rupie. Tak jak pisałem kantor na lotnisku to zawsze zły pomysł. Nie dość, że kursy słabe to jeszcze jakaś prowizja w zależności od ilości wymienianej waluty. Tak więc wymieniliśmy tam niewiele kasy, tyle aby starczyło „do pierwszego”…:) napotkanego kantoru w mieście z lepszymi kursami. Po zameldowaniu w hotelu zapytaliśmy w recepcji gdzie możemy wymienić walutę. Zaproponowali, że sami nam mogą wymienić po kursie
1$- 61,5 Rp jednak nie dostalibyśmy zaświadczenia. Udaliśmy sie do kantoru. Tam widniał Kurs 1$-59,5 Rp nie udało się nic wytargować a gdy poprosiliśmy o wymianę części kasy z zaświadczeniem kurs spadł do 58,5 Rp a do tego miała dojść prowizja. Ostatecznie podziękowaliśmy za wymianę i skorzystaliśmy z opcji na cinkciarza z recepcjonista. Jednak w międzyczasie wykonał on telefon do swojego odbiorcy dolarów i kurs spadł do 60,5 Rp za 1$.
Uwaga praktyczna zdecydowanie zarówno w kantorze jak i cinkciarze preferują większe nominały waluty. Tak więc lepiej brać grube Dolce niż mniejsze nominały.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 29 Paź 2014 21:24 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Wrz 2011
Posty: 1892
Loty: 166
Kilometry: 183 215
Bardzo fajnie się czyta, czekam na dalsze części :-)
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 29 Paź 2014 22:21 

Rejestracja: 16 Sty 2011
Posty: 4277
złoty
No w tempie, które narzucił Kacper, relacja skończy się w 2020 :P
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 29 Paź 2014 22:41 

Rejestracja: 17 Paź 2011
Posty: 13
Też ostatnio leciałem na tej trasie, wrażenia kulinarne bardzo fajne w czasie lotu do Bombaju, nieco gorzej podczas powrotu, ale on się odbywał w porze nocnej. Nie zgodzę się z tym, że rozłożenie fotelu bez uprzedzenia lub uzyskania zgody w porze dziennej to buractwo. Odnośnie wymiany walut: najlepiej w agencjach bankowych i większe kwoty (minimum 200 USD i kurs 65 INR za dolca). W New Delhi wymieniłem 10 dolców po kursie 53 INR. Zbiłeś kwotę za bilety do 700 PLN jakimś kodem czy tak pierwotnie było? Mnie na trasie WAW-CDG-BOM-DEL-BOM-CDG-PRG kosztowały ok 980 PLN. Czekam na kolejne odcinki relacji.
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 02 Lis 2014 14:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Mar 2011
Posty: 6170
Loty: 171
Kilometry: 188 843
platynowy
Przywołany do porządku przez forumowiczów viewtopic.php?f=18&t=58667&p=472080#p471965 wracam do pisania.

Dzień 3ci

Udało się kupić bilety na poranny pociąg 6.10 Mumbai CMT- Auragamabad 13.15 wybraliśmy na początek przygody z pociągami droższą klasę AC Chair Car z puli Taktal. Za dwa bilety zapłaciliśmy ze wszystkimi opłatami 1300 Rp (67zł).
Pociąg wyruszał wcześnie rano zatem chcieliśmy ogarnąć sobie taksówkę zawczasu. W recepcji powiedziano nam, że dzienny kurs na CMT dla turystów (czytaj białasów) kosztować powinien max 60 Rp. Pierwszy taksiarz powiedział, że pojedzie za 250 Rp... "Bo wie Pan to piata rano". Podziękowaliśmy i podpytaliśmy na postoju taksówek pod Bramą Indii czy stoją one cała noc i ile by to mogło kosztować. Taksiarze powiedzieli, że postój jest 24h koszt max 150Rp. Gdy rano podeszliśmy na postój złapaliśmy taksówkę za 100Rp o 5 rano trudno się targować o lepsze stawki
Na dworzec przybyliśmy bardzo wcześnie bo o 5.20 nie wiedzieliśmy jaka sytuacja będzie tam panować i jak długo zejdzie się nam z odnalezieniem pociągu, wagonu i miejsca. Chcieliśmy mieć bezpieczny zapas na wypadek jakiś wielkich tłumów itp. Jednak zajęło nam to dużo mniej czasu niż sadziliśmy. ok 5.35 siedzieliśmy juz wygodnie w wagonie. Każdy wagon jest opisany symbolem, dodatkowo na wyświetlaczach przy każdym z nich powieszonym nad peronem wyświetla się jego oznaczenie. Na boku pociągu jest wywieszona lista pasażerów uprawnionych do podróżowania z przypisanymi konkretnymi miejscami.

Image

Image

Image

Image

Sam wagon jest OK, na warunki indyjskie bardzo czysty. 2 siedzenia z jednej strony, 3 z drugiej, dużo miejsca na nogi. Siedzenia rozkładają się głęboko do pozycji leżącej.
Serwowane było cieple śniadanie. 2 tostowe chlebki z 2 "kotletami" warzywnymi. Panierowane, smażone kotlety z papki warzywnej... Dobrze, że był keczup bo ciężko byłoby bez niego to zjeść. :)

Image

Bliżej Aurangabadu ma być serwowanym ciepły lunch - ryż z warzywami. Po za tym ciepła kawa i herbata (mleczna, słodka) serwowana kilka razy. Po za tym co chwilkę ktoś chodzi i proponuje odpłatne mydło i powidło. Od jedzenia, picia (przekąski słone, kanapki, woda, pepsi, popcorn itd) do etui na karty płatnicze, telefon i zabawki. Co ciekawe są gniazdka elektryczne. Trasa ładna , szkoda tylko, że gdy przejeżdżaliśmy przez Ghaty było pochmurno i padało.

Image

W Aurangabadzie chcemy zobaczyć Bibi Ka Maqbara- mini Taj Mahal oraz wybrać sie do Elory i Adżanty.
Po ciężkich próbach wzięliśmy pokój w jednym z hoteli obok dworca. Cena wysoka bo 800 Rp ale przez to, że zwlekaliśmy ktoś zwinął nam pokój w bardzo dobry hotelu obok za 650 Rp. Cóż dopiero uczymy się jak to robić. Z tego co pokazał nam motoriksiarz nie byliśmy zadowoleni. Proponował nam on hotele za 500-550 Rupi po targach jednak wyglądały znacznie gorzej niż ten za 650- 5zł różnicy wiec chcieliśmy ten dużo lepsze. Gdy dowiedzieliśmy sie, że nasz pokój zniknął (faktycznie Pan pokazał książkę meldunkową, że 10min wcześniej kogoś zameldował) nie chcieliśmy już krążyć i wzięliśmy "executiva" z częścią do pracy :D i prywatna łazienka za 800 Rp. Gdyby nie brudne białe ściany i niezbyt czysta łazienka powiedziałbym, że hotel uszedł by nawet w PL."



Umówiliśmy się z ryksiarzem, że po godzinie przyjedzie po nas i zawiezie nas do Bibi Ka Maqbara. Gdy wsiadaliśmy juz do tuk tuka z recepcji wybiegł pracownik naszego hotelu i krzycząc kazał nam wysiadać. Nie wiedzieliśmy o co chodzi bo ani jeden ani drugi nie mówili dobrze po angielsku. Myśleliśmy, może że hotel ma jakieś "swoje riksze" od swoich zaprzyjaźnionych rikszarzy itd. Oczywiście zrobiło się zbiegowisko i nagle było tam z 20 osób obserwujących kłótnię tych dwojga. Znalazły się jakieś młode dziewczyny, które trochę mówiły (indgiiszem :) i pomogły. Okazało się, że Pan z recepcji „bronił” nas przed riksiarzem naciągaczem. Umówiliśmy sie z naszym na 120Rp RT, ale on teraz mówi, że rozmawialiśmy o cenie OW. Od dziewczyn dowiedzieliśmy się, że powinien wziąć 30 Rp za osobę. Ten bronił się, że 30 od głowy ale jak jadą 4 osoby... I tak w kółko. Skończyło się na tym, że zamówiony nie chciał zejść poniżej 110 Rp za kurs w jedną a jakiś, który się zatrzymał bo widział, zbiegowisko chciał 180 Rt i miał na nas zaczekać na nas na miejscu. Zatem zostaliśmy wsadzeni do nowego tuk tuka a tamten został z niczym pod hotelem. Ciekawe przeżycie :)

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Podczas drogi do małego Taj nasz nowy przyjaciel mówiący tylko kilka słów po angielsku dał nam poprowadzić Tuk tuka pod jego nadzorem. Sam zaproponował, całe szczęście był to prosty kawałek drogi bo jestem pewny, że zginęlibyśmy marnie na pierwszym napotkanym skrzyżowaniu :) O ruchu ulicznym w Indiach będzie jeszcze na pewno okazja napisać. Mega HARDCORE i tylko jedna zasada czyli większy ma zawsze rację.

Image

Image

Sam grobowiec ciekawy. Miejsce ładne zadbane. Wstęp dla obcokrajowców 100 Rp dla lokalsów ...5 Rp. Na miejscu sami hindusi żadnych "białasów" dlatego szybko staliśmy się atrakcją większą niż samo mauzoleum. Autentycznie poczułem się jak celebryta. Mnóstwo osób podchodziło i chciało abyśmy robili sobie z nimi zdjęcia oraz, żebyśmy im robili fotki. Wciskali nam na ręce dzieci i robili zdjęcia … Dla mnie to jakiś kompletny KOSMOS. W pewnym momencie musieliśmy zacząć mówić NIE bo nie dało się zwiedzać. Zadziałał efekt lawiny, gdy ktoś zobaczył, że inny zrobił sobie zdjęcie z białym to każdy chciał…. Udało sie to jakoś ogarnąć i dokończyliśmy zwiedzanie.

Image

Image

Image


Następnie poprosiliśmy aby ryksiarza podrzucił nas do sklepu z chemią. Takim trafem trafiliśmy do najstarszej części Aurangabadu. Nawet nie da się tego opisać. Gdyby chciano to jakoś nazwać to ciężko dobrać odpowiednie słowa ale chyba określenie piąty świat będzie już blisko! Totalny, totalny Sajgon. Wszędzie muchy, całe chmary, śmieci liczone chyba w tonach bo i gór nie można było zliczyć, psy, kozy, koty chodzące wszędzie obraz jak po tsunami.... A obok życie toczy się normalnie sprzedaje się mięso leżące w 30 stopniach na drewnianym wozie (podobnym jak u nas wozi się ziemniaki) przykryte kawałkiem szmaty a nad i na nim roje much(takie jak w bajkach aż ciemno od nich) To naprawdę nie wiarygodne wrażenie. Obok skaczą kozy, srają kury, biegają hordy psów, śmieci żrą krowy, popierdzieljaą szczury itp.
Jak sie na to człowiek napatrzy to nie dziwi się, że wszystkie ostatnie groźne, nowe wirusy wywodzą się z Azji. Idealna wylęgarnia tego typu odzwierzęcych patogenów. Przypomniały mi się tegoroczne zajęcia chorób ptaków o wysoko-zakaźnej grypie ptaków, zdjęcia z Azji i tłumaczenia Profesora o tym jak „rodzą się nowe wirusy” po tym co zobaczyłem nabrały innego wydźwięku i nic już nie dziwiło!
Warto zaznaczyć, że Aurangabad wioską nie jest bo liczy sobie około 1mln mieszkańców!

Image

Image

Image

Po powrocie udaliśmy się do kafejki aby kupić bilet na następny dzień, na pociąg. To jest absolutne szaleństwo z tymi pociągami. O sposobie zakupu nie będę się rozpisywał bo zrobił to Tygrysm w swojej relacji z Indii bardzo dobrze (obowiązkowa lektura dla chcących korzystać z indyjskich kolei) Dodam tylko od siebie planujcie wyprawę możliwie wcześnie, co zwiedzacie dokładnie, gdzie i kiedy. Zakładajcie konto na Clertrip-ie i kupujcie bilety najlepiej wtedy kiedy otwiera się sprzedaż - czyli 60dni przed odjazdem pociągu. Oczywiście są jeszcze taktale i pule dla turystów ale nie na wszystkie pociągi i nie wszędzie da się je kupić!! My nie kupiliśmy biletów wcześniej i cały czas mamy z tym problem. Na jutrzejszy pociąg bilety zakupiliśmy dopiero na stacji chyba z puli turystycznej. Jest trochę droższa i można ją kupić tylko w kasach ... ale najważniejsza, że jest!
Jedziemy jutro o 17.55 z Jalapur do Agry 8.35- ponad 14h zobaczymy czy przeżyjemy. Korzystamy z puli biletów dla turystów zagranicznych, mamy rezerwację w AC3 z łóżkami. Mam nadzieję, że przeżyjemy i się wyśpimy. Cały ten system rezerwacyjny biletów, jak dla mnie jest dziwny i mocno skomplikowany. Przeczytajcie sobie relacje Tygrysm jeżeli jedziecie do Indii i zamierzacie korzystać z pociągów a to praktycznie nieuniknione. Codziennie jeździ tutaj nimi około 20-23mln ludzi. Serwery kolei indyjskich obsługujące system rezerwacyjny są bardzo potężne i podobną są jednymi z największych na świecie. Jednak cały ten system pozwalający rezerwować jak się chce i zwracać kiedy się chce jest trochę dziwny jakby popatrzeć na to z boku. Jak pisał już Tygrysm hindusi kupują te bilety jak u nas niektórzy pulę PB za 1zł. Biorę bo są :) Tymczasem wczoraj byliśmy świadkami jak długa było kolejka za 5 ósma do okienka z anulacjami rezerwacji (o 20 zamykali biuro rezerwacji) Dopiero wtedy ci z waitlisty awansuja wyżej itd. Do końca nie wiesz czy pojedziesz. Ostateczna wiadomość czy podróżujesz czy nie pojawia się w systemie internetowym na 4h przed odjazdem. Gdzie się da wolimy korzystać z puli dla zagranicznych i mieć święty spokój – czyli wszystko potwierdzone. Wymaga to jednak wizyty w biurze rezerwacyjnym, przez Internet nie da się tych biletów nabyć. Niestety warto pamiętać, że tych biletów jest bardzo mało (np. 4 na pociąg) i w sezonie może być je bardzo trudno zdobyć, wiemy też, że np. w marcu do biura rezerwacji biletów dla turystów w Delhi trudno było nawet wejść - taki tam panował tłok. Uczymy się i chcemy ogarnąć potrzebne bilety kolejowe na resztę wycieczki. Problem jest tylko taki, że plan mamy elastyczny, tworzymy go i zmieniamy na bieżąco a zakup biletów to ograniczenia i limity a jak wiadomo ograniczenia i limity nie obowiązują mnie :) Tutaj to trudne ogarnąć wszystko co do dnia, nigdy nie wiesz do końca co cię czeka. Poza tym wymaga to mnóstwa pracy a na to nie miałem za dużo czasu przed samym wyjazdem. Wiem jedno- następna wycieczka do "dzikiego" kraju będzie dużo lepiej przygotowana i będzie miała praktycznie sztywny plan od początku.

Po zarezerwowaniu biletów poszliśmy na kolację. Wybór padł na najzwyklejszy "bar" gdzie widać było jedzących lokalsów. Żyjemy więc źle nie jest. Za kolację z dwoma Coca colami zapłaciliśmy 180 Rp. Dało się zjeść ale pomógł dopiero ketczup, który dostarczył nam kucharz patrząc na nasze miny :D .Pieczywko 3, 1 placek, 3 sosoy i limonki- thali. Do tego 2 pierożki na dokładkę z warzywnym nadzieniem.


Rano o 6 pobudka. 6.30 z Aurangabadu odjeżdża autobus do Adżanty. Z informacji turystycznej wiemy, że jeżdżą co pół godziny od 6.30 koszt to 40Rp, czas jazdy ok 3h, dystans 100km.
Jeszcze ciekawostka z dzisiejszej wizyty w biurze informacji turystycznej (oficjalna rządowa) –„taka sytuacja”. Wchodzi do niego za nami Pan stojący przed wejściem i proponujący Jeep-a na wynajem do Elory i Adżanty. My przyszliśmy zapytać o opcję budżetową -autobusy zatem nie byliśmy zainteresowani taxi. „Nasz nowy kolega” widząc nieporadność młodego, nowego pracownika IT i jego nie najlepszy angielski wysadził go z jego fotela, usiadł za jego biurkiem i wszystko dokładnie nam wytłumaczył. Oczywiście zakończył, że najlepiej i tak pojechać jego super Taxi. Sytuacja naprawdę śmieszna.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 02 Lis 2014 17:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Wrz 2012
Posty: 1211
Loty: 457
Kilometry: 708 387
srebrny
Gaszpar, dzięki za relację, wybieram się do Bombaju w styczniu, bardzo się przyda.
Małe sprostowanie: myślę, że nie ty byłeś główną atrakcją w Taj, ale blondynka widoczna na zdjęciach. Nie wiem, czy ty brałeś dzieci do zdjęcia na ręce czy ona? Hindusi uważają, że białogłowy przynoszą szczęście...


Ostatnio edytowany przez sko1czek 02 Lis 2014 18:44, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 02 Lis 2014 18:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Mar 2011
Posty: 6170
Loty: 171
Kilometry: 188 843
platynowy
Uwierz, że nie było dla nich różnicy czy wpychali mi na ręce dzieci czy mojej Magdzie ;)
PS. To oczywiście jeszcze nie prawdziwy Taj :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 02 Lis 2014 19:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2014
Posty: 962
niebieski
Image
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#12 PostWysłany: 02 Lis 2014 21:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Wrz 2012
Posty: 1211
Loty: 457
Kilometry: 708 387
srebrny
To u mnie było inaczej- wszyscy te dzieci wciskali dziewczynie, z którą byłem. Albo mi się już zapomniało, bo mój jedyny wyjazd do Indii był w 2009 roku ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 17 Gru 2014 23:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Mar 2011
Posty: 6170
Loty: 171
Kilometry: 188 843
platynowy
Dzień czwarty 07.08.2014

Wstajemy później niż planowaliśmy i jedziemy na autobus o 7. Chyba w końcu zegar biologiczny ustalił, że jesteśmy w Indiach. Mimo, że to ledwie 3,5h różnicy przez to, że 2 razy wstaliśmy bardzo wcześnie nie mogliśmy się przestawić na czas indyjski. Za Tuk tuka z hotelu na dworzec autobusowy płacimy 20Rp. Na miejscu nie ma wielu ludzi, widać, że jest jeszcze trochę za wcześnie, życie budzi się tutaj na dobre około 8. Autobus już czeka, na początku gdy konduktor chce za bilet do Adżanty 120 Rp robimy awanturę bo przecież w IT mówili o 40 Rp!! Stwierdzamy, że chcą nas pojechać bez masła! Jednak po chwili namysłu, że w sumie to trochę mało, zapewnieniu konduktora, że to cena dla wszystkich i włączeniu się do rozmowy znającego dobrze język angielski hindusa (później się okazało, że to farmaceuta) problem się rozwiązał. W IT podali nam cenę do Elory nie do Adżanty. Aptekarz pokazał nam swój bilet i powiedział, że on też tyle płaci. Jesteśmy czujni ale może trochę przesadzamy? Po historiach znajomych, którzy byli w Azji i przeczytanych relacjach wolimy być ostrożni. Standardową historyjkę o nauczycielu mimo dopiero 4 dniowego pobytu już słyszeliśmy :)
Podróż autobusem okazała się być bardzo OK. Jechaliśmy nieco ponad 2h. W środku sami lokasi i my jako atrakcja dla miejscowych. Myślałem, że będzie zdecydowanie gorzej. Wygodne siedzenia, szeroko otwarte okna bez tłoku bardzo dbali o nas współpasażerowie mówiąc kiedy mamy wysiąść gdzie iść itd.

Image

Image

Nawet ci którzy nie mówili po angielsku, zagadywali skąd jesteśmy itp. aptekarz pełnił rolę tłumacza. Autobus po drodze zatrzymywał się podobnie jak u nas PKS, w 2-3 miastach wjechał na dworzec w mniejszych przy drodze gdy ktoś stał albo chciał wysiąść. Mniej więcej w połowie drogi był dłuższy przystanek na dworcu w jednym mieście ok 5-10 min. Była okazja coś zjeść nawet nie wychodząc z autobusu bo sprzedawcy sami wchodzili do środka lub podchodzili do okien. Podobnie jak w pociągach.

Image

Adżanta to kompleks 27 świątyń buddyjskich wykutych w skale. Powstawały w okresie od VII w. p.n.e. do II n.e. Odkryli je w XIX Anglicy. Obiekty są wpisane na listę UNESCO.
Informacje praktyczne. Świątynie są kilka kilometrów za miastem. Trzeba powiedzieć konduktorowi gdzie chce się wysiąść. Nie Adżanta tylko Adżanta Caves.

Image

Jeżeli wysiądziecie w mieście zostaje dojazd następnym autobusem za 30min lub Tuk tuk. Na miejscu jest przechowalnia bagażu w budce obok parkingu, pierwszy budyneczek spotkany po drodze. Koszt to 10 Rp za bagaż, płaci się tam również opłatę wstępną w 10Rp... Nie wiem co to ma być za opłata ale zapłacić trzeba. Dają na to bileciki, jest opisana w przewodnikach więc to nie przekręt. Później przejmą Was na pewno osoby pracujące w strefie z pamiątkami zaprowadzą do autobusu i przypomną 10 razy, który numer ma ich sklep i gdzie ich znajdziecie. Świątynie są 4km od drogi, jeździ shutell bus za 15Rp OW bez AC jeżeli trafi Wasm się nowy z AC to 20 Rp. Można też dojść samemu ale przy tych cenach to bez sensu. Zjazd płatny tak samo.
Wstęp lokalni 10 Rp zagranica 250Rp. :) Na miejscu po wyjściu z autobusu są kasy, łazienki, bar. Można kupić wodę i coś zjeść. Ceny bardzo OK, nie wywindowane zbytnio.

Image

Image
zwiedzanie dla leniwych

Same świątynie to 27 grot w skale. 4 z nich są używane jako miejsca modlitw reszta jako miejsca medytacji. Nie wszystkie są udostępnione do zwiedzania. Te modlitewne zwiedza się na bosaka zostawiając buty przed wejściem. Po odwiedzaniu kilku jaskiń wszystkie wydaja się być takie same jednak jest kilka atrakcyjnych, innych i ciekawych a jedną z najciekawszych jest ostatnia . Dlatego warto wytrwać do końca.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Miejsce warte dowiedzenia szczególnie gdy jest się w okolicy. Dodatkową atrakcją jest samo położenie świątyń. W dolinie rzeki gdzie gdy byliśmy w porze monsunowej było bardzo ładnie. Dużo, takiej żywej zieleni oraz wodospad.
Co ciekawe spotkaliśmy tutaj również naszego rodaka, któremu staraliśmy się pomóc w znalezieniu ....toalety. Nie wiedzieliśmy, że chłopak jest Polakiem do czasu aż zaczęliśmy rozmawiać między sobą po polsku, że gdzieś tą toaletę widzieliśmy. Na to chłopak robiąc się co raz bardziej blady na twarzy odpowiedział "sory k**a muszę lecieć, s..ć mi się chce" i pędzikiem udał się w stronę toalety. Niestety nie udało nam się go więcej spotkać.

Image

Image

Image

Mając jeszcze sporo czasu, za wcześniej zjechaliśmy z pod jaskiń w okolice drogi. Pyrzy świątyniach było zdecydowanie przyjemniej, żeby posiedzieć i odpocząć. Więcej drzew a i od rzeki było trochę chłodniej. Siedząc pod jednym z drzewek zagadywał nas kierowca tuk tuka, który usilnie chciał nas zawieść do Adżanty bo z stamtąd odjeżdża przecież zdecydowanie więcej autobusów do Jalpur a tutaj mamy tylko jeden raz na 30min. Gdy odmówiliśmy mu kilka razy przestał nas już nagabywać na kurs ale podpytał nas trochę o Polskę. Ile kosztuje samochód? czy mamy tuk tuki itd. ? :) My skontrowaliśmy podobną serią i kilku ciekawych rzeczy się dowiedzieliśmy. Nowy samochód (Hyundai)kosztuje w Indiach ok 5 tys $. To zdecydowanie jedna z najpopularniejszych tutaj marek gdyż koncern ma w kraju fabrykę. Na ulicach najwięcej widać właśnie koreańskich i japońskich marek- Hundai i Toyota. Oczywiście nie należy zapominać o samochodach produkowanych przez hinduskiego giganta firmę Tata. Czasami ma się wrażenie, że ta grupa produkuje tutaj wszystko. Ostatnio np. ogłosiła otwarcie nowych indyjskich linii lotniczych dla bogaczy gdzie mają się oni czuć odpowiednio w stosunku do ilości zer na koncie. Jeżeli dobrze wyczytałem to otwierają ją we współpracy z grupą SIA Singapoore Airlines.

Image

Nowa motoriksza to koszt ok 500$. Kierowca tuk-tuka dziennie może zarobić ok 500-700 Rp. Warto mieć to w głowie gdy ustala się cenę za jeden przejazd lub bierze się rikszę na cały dzień.O czym warto pamiętać? Zawsze należy dogadać cenę przed przejazdem. Doprecyzować, że jest to cena za konkretną liczbę osób w rupiach. (często pomaga powiedzenie zamiast dwadzieścia to dwa, zero) Jeżeli wszystko gra i jest zrozumiałe dopiero wtedy można wsiadać. Czasami ceny są tak horendalnie przesadzone, że trudno się nie zaśmiać. Standardowy tekst to przecież jest tak daleko np 6km (gdy rzeczywiście to np tylko 2km) itd. Najlepiej byłoby jechać na taksometr bo wtedy płaci sie normalną cenę i wychodzą prawdziwe grosze. Niestety, złoty medal dla tego, kto znajdzie riksiarza, który przewiezie białasa z włączonym taksometrem. Nie ma takiego głupiego. Riksiarze jak większość hindusów widzi białego człowieka w zielonym kolorze z twarzą Georga Washingtona z którego jak najwięcej trzeba wydoić.

Autobus do Jalpur odjeżdża co 30min z tego samego miejsca gdzie wysiada się jadąc z Aurangabadu. Koszt dojazdu to 63Rp za osobę, czas ok 1,5h. Na miejscu przedostaliśmy się w okolice stacji kolejowej. Tam zagadaliśmy z hotelarzem i za 100Rp wzięliśmy prysznice i chwilkę odsapnęliśmy przed podróżą w pokoju. Jedliśmy dzisiaj ciekawe danie. Był to ziemniak, nadziewany ....zmielonym ziemniakiem razem z kokosem. Wszytko było podane w bardzo smacznym ziemniakowo-kokosowym sosie. Dość ciekawe.

Image

Image

Pociąg spóźnił się ok 30min. Dziś podróżujemy składem złożonym z 24 wagonów! Jeżeli policzymy, że wagon ma ok 60m to wychodzi, że pociąg liczy ok 1,5km długości! Jedziemy w klasie AC3 klima chodzi na pełnych obrotach, czasami ma się wrażenie, że nawet za mocno bo siedząc w krótkich spodenkach i koszulce robi się chłodno. Każdy ma swoje łóżko. Najlepsze są te wzdłuż wagonu. Są tylko dwa w pionie i zdecydowanie da się na nich siedzieć nie składając ich. Dla pary to idealny wybór. Gdy chcesz posiedzieć siedzisz we dwójkę na dolnym, gdy chcesz się położyć, wędrujesz na górę i wygodnie odpoczywasz. Łóżka w trójkach są zdecydowanie mniej wygodne. Mniej miejsca między nimi gdy leżysz, ciaśniej. Dodatkowo zazwyczaj na dzień dolne i środkowe składa się, żeby mieć gdzie usiąść. W trójkach najlepszy wybór to chyba górne łóżko. Kiedy chcesz to leżysz na górze a gdy chcesz usiąść i dół jest złożonych schodzisz na dół. Niestety w puli turystycznej łózka w wzdłuż wagonów nie są dostępne. Wytłumaczono nam, że to ze względów bezpieczeństwa, że te miejsca są bardziej niebezpiecznie bo idąc przez wagon można łatwiej coś tobie zabrać... Ja takiej gadki nie kupuję. Jeżeli tylko będziecie mieć taką możliwość kupujcie te w dwójkach albo kombinujcie, żeby zamienić się już w pociągu.
W wagonie spotkaliśmy hindusa- Shilka z kanady który wyjechał 25 lat temu i dopiero 4 lata temu pierwszy raz odwiedził Indie od wyjazdu. Jechał z 19 os wycieczką- rodzina i znajomi hindusi. Jego dzieciaki były pierwszy raz w Indiach i dla nich to musiał być SZOK :) . Pogadaliśmy trochę i trzeba było iść spać. Gdyby ktoś zapomniał zabrać czegoś do jedzenia lub picia wszystko można kupić w pociągu w bardzo dobrej cenie. Zazwyczaj lepszej niż, na stacji czy w zwykłym sklepie. Nie warto zaprzatąć sobie tym głowę wcześniej. Niestety w naszym pociągu nie było prysznica podobno w części są dostępne. Do Agry dojechaliśmy ok 40minut po czasie planowym.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 29 Gru 2014 18:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Gru 2011
Posty: 265
Loty: 140
Kilometry: 285 616
W końcu udało mi się doczytać! Super relacja - bardzo dobrze się ją czyta i wracają wspomnienia kłótni z tuktuk driverami - liczę na resztę ;)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 29 Gru 2014 19:38 

Rejestracja: 03 Maj 2012
Posty: 277
Ciekawa relacja!
Góra
 Relacje PM off  
 
#16 PostWysłany: 03 Wrz 2015 23:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Mar 2011
Posty: 6170
Loty: 171
Kilometry: 188 843
platynowy
Dzień piaty 08.08 Agra

Udało się przespać bez budzenia całą noc. od 23 do 7, było wygodnie, spokojnie i cicho. Ok 22 zostały zgaszone światła i większość osób zasnęła. Ci co nie spali grali po cichu na komórkach, tabletach bądź pisali relację tak jak ja :)
Nad ranem gdy jeszcze spałem podobno chodził po mnie jakiś nowy przyjaciel- karaluszek ale w związku z brakiem rezerwacji na to miejsce sąsiad, który już nie spał wykopał go z mojej leżanki. Ja nic nie czułem ani nie słyszałem ale Magda, która już nie spała a była łóżko wyżej zreferowała mi sytuację. Cóż jak to mi powiedzieli współpasażerowie Welcom in Indian Railways :) Ja mam raczej bardzo dobre zdanie o tych kolejach. Naprawdę jak na tak wielkie przedsiębiorstwo, tak ogromną logistyką radzą sobie bardzo dobrze. Nawet na swój sposób dbają o to, żeby było czysto i istotnie na indyjskie standardy w tych klasach w których podróżujemy jest bardzo czysto.

Na dworcu w Agrze wzięliśmy prepaid rikszę za 130Rp i poprosiliśmy o wskazanie dobrego hotelu w dobrej cenie z WIFI. Zaproponowano nam Inian Guest Hotell. Myślę, że można go polecić za 500Rp. otrzymaliśmy pokój z balkonem, łazienką i wiatrakiem. 3min piechotką od południowej bramy do Taj. Z balkonu pokoju na drugim piętrze nawet było widać kopuły największej atrakcji Agry. Hotel naprawdę bardzo czysty i schludny jak na tutejsze warunki.

Załącznik:
DSC_0193.JPG


Do hotelu wiózł nas tuk-tukiem kierowca Kiki, który namawiał nas na to, że za 900Rp spędzi z nami cały dzień, pokarze wszystkie ciekawe miejsca nie tylko turystyczne i opowie o historii itd. Miał przy sobie taki gruby notatnik z kilku lat wstecz w którym w różnych językach miał rekomendacje od pasażerów, których woził. Było też trochę z Polski. Wszystkie bardzo pozytywne.Przejrzeliśmy jeszcze te najświeższe angielskie i ulegliśmy namowom. Był to dość dobry pomysł w zw z tym, że dzisiaj piątek Taj jest zamknięty dla zwiedzających a pogoda nie była dobra. Pierwszy dzień naszego pobytu w Indiach, kiedy faktycznie było deszczowo. Kiki poczekał na nas pod hotelem i zabrał nas wycieczkę w naprawdę ciekawe miejsca. Pojechaliśmy do starej części Agry gdzie zapuszcza się niewielu turystów. Zatrzymywaliśmy się w jakiś prywatnych świątyniach dla jednej rodziny itd. Przejechaliśmy na drugą stronę rzeki. Pokazał nam prawdziwe slamsy, zabrał w dobre miejsca do robienia zdjęć. Zwiedziliśmy tez otwarty w piątek baby Taj Mahal. (wstęp 100 rp) Naprawdę byliśmy zadowoleni do momentu gdy potem zaczął nas wozić do sklepów czy galerii biżuterii gdzie bardzo nas nagabywali, żeby cos kupić. Jasne dawali coś fajnego bo pokazywali np jak robią ręcznie biżuterię, obrabiają kamienie czy rzeźbią ale było tego za dużo i odbywało sie w zbyt nachalny, oczywisty sposób. Na koniec gdy chcieliśmy aby zawiózł nas do baru dla lokalów wylądowaliśmy w barze gdzie byliśmy sami i dostaliśmy angielskie menu. Fajnie jest spotkać kogoś miłego, Kiki b.dobrze mówił po angielsku, sporo wiedział, nie byl młody 48, miał te zeszyty polecające ale mimo to okazał się nie do końca w porządku wobec nas. Trzeba uważać na każdym kroku. Widział na końcu, że jesteśmy średnio zadowoleni. Nie dał nam książki abysmy się wpisali a na końcu, zapewne czując kłopoty ale jeszcze bez skrupułów rozmawiał o napiwku ponad tą niemałą kasę, którą dostał.

Załącznik:
DSC_0213.JPG


Załącznik:
DSC_0227.JPG


Załącznik:
DSC_0230.JPG





Nie lubimy takich akcji. Naprawdę wycieczka była by mega ciekawa i godna polecenia gdyby nie ta końcówka, która sporo zepsuła. Rozumiem, że riksisarze dostaje jakiś procent od tych sklepów i knajpek ale po co te zapewnienia, że jedziemy do najlepszej restauracji i ze dba o nasze zdrowie dlatego nas tu przywiózł a ceny w angielskim menu 3x wyższe niż gdzie indziej. Popsuło to wrażenie po wycieczce ale myślę, że i tak było warto. Zabrał nas i pokazał miejsca gdzie sami byśmy nigdy nie weszli. Slumsy, tradycyjna pralnia nad rzeką, czy od tak z ulicy weszliśmy do wiejskiej chatki gdzie mieszkała starsza para pracująca na roli. Tego byśmy sami nie zobaczyli i było to prawdziwe życie w Indiach. Myślę, że gdyby ktoś się zastanawiał nad taka wycieczką to warto potargować się o cenę i wybrać opcję na parę godzin ale bez tych sklepów i galerii na koniec. Następnego dnia gdy korzystaliśmy rano z tuk-tuka inny kierowca miał taki sam zeszycik z poleceniami i zaczął cenę od 750 Rp za wycieczkę. Zszedł gdy powiedzieliśmy, że nie jesteśmy zainteresowani do 650 i potem do 600. Zatem warto się targować i nie dać się "nabrać" na numer z zeszycikami.

Załącznik:
DSC_0234.JPG


Załącznik:
DSC_0245.JPG


Załącznik:
DSC_0262.JPG


Załącznik:
DSC_0264.JPG


Wróciliśmy do hotelu ok 17 odpoczęliśmy i planowaliśmy następne dni.
Po zmroku wyszliśmy przespacerować się po okolicy i kupić wodę. Akurat trafiliśmy na moment kiedy w całej Agrze nie było prądu. Po ciemku te stare uliczki przy świetle tylko świeczek i niekiedy, gdy ktoś posiadał agregat jakiś energooszczędnych nie za dużych żarówek robiły niezwykle mroczne wrażenie. Mimo wszystko nie czulimy niebezpiecznie choć początkowo czuliśmy się dziwnie. Trochę jak byśmy przenieśli się kilka wieków wstecz. Jutro wstajemy rano i zwiedzamy Taj i Fort od środka. Mamy nadzieję, że pogoda będzie
odpowiednia. Dzis sprawdzałem północ gdzie mamy się wybrać temperatura w Amritsar 38 stopni odczuwalna 48!! Dziękuje nie mam pytań! Dobranoc!

Załącznik:
DSC_0287.JPG


Załącznik:
DSC_0304.JPG


Załącznik:
DSC_0326.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
cyberpunk64 lubi ten post.
 
 
#17 PostWysłany: 04 Wrz 2015 00:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Mar 2011
Posty: 6170
Loty: 171
Kilometry: 188 843
platynowy
Dzień szósty 09.08 Agra

Wstaliśmy rano i podjechaliśmy na stację kolejowa, żeby kupić bilety z puli turystycznej. Podróżujemy jutro z Mathury do Delhi. Mathura jest zaledwie ok 60km od Agry i jest to jedno z ważnych miejsc dla hindusów.W Mathurze urodził się Krishna, jest to ośrodek religijny. Jedziemy przekonać się jak to wygląda naprawdę.

Po kupieniu biletów wracamy w okolice bramy południowej do Taj Mahal. Do pałacu prowadzą trzy bramy, przy czym warto pamiętać, że kasa od wschodniej oddalona jest o dobry kilometr. Południowe wejście wydaję się być optymalnym rozwiązaniem, dla nas tym bardziej, że hotel znajduje się 3min od niej. Przedzieramy się przez handlową uliczkę z niezliczoną ilością tandetnych pamiątek i dochodzimy do wejścia południowego. Gdzie znajduje się kasa. Wstęp to koszt 750 Rp, lokalsi tradycyjnie płacą .... 20 :). Można dostrzec pewien plus. Turyści przyjezdni dostają w cenie biletu 0,5 litra wody i ochraniacze fizelinowe na obuwie, które trzeba założyć przed wejściem do środka pałacu a lokalsi nie. Zatem założyć można, że pijemy najdroższą wodę w życiu i chodzimy w najdroższych fizelionowych ochraniaczach :) Bilet wstępu zostawiamy, po wizycie gdyż pozwoli nam obniżyć o 50 Rp koszt wstępu do fortu.

Załącznik:
DSC_0347.JPG


Załącznik:
DSC_0348.JPG


Załącznik:
DSC_0416.JPG



Przed wejściem na teren zabytku trzeba przejść dość szczegółową kontrolę bezpieczeństwa prowadzona chyba przez Policję. Nie można wnosić jedzenia ani żadnych statywów do aparatów bez znaczenia jest czy dużych czy małych. Rzeczy można zostawić w darmowym depozycie znajdującym się zaraz obok kasy. Trzeba wziąć numerek i pilnować go do końca zwiedzania. Depozyt jest darmowy!!! Oczywiście gdy zgłosiliśmy się po odbiór statywu po wyjściu z Taj usłyszeliśmy gadkę, że ten jest płatny i należy zapłacić, gdy odmówiliśmy pokazując, że na tablicy z regulaminem jak wół napisane, że jest za darmo wydano nam statyw ale chciano już nie opłaty a napiwków .... Warto czytać wszystkie tablice z regulaminami przed wejściem do zabytków bo często jest tam napisane co jest darmowe a co płatne i jak pokaże się to obsłudze pracującej w tych miejscach to z bólem ale odpuszczają z roszczeniami.



Sam Taj nas urzekł bez dwóch zdań. Naprawdę zrobił na nas ogromne wrażenie. Zbudowany w 1632 roku jako pomnik miłości. Postawił go Cesarz Indii jako miejsce pochówku swojej żony, która zmarła przy narodzinach jego kolejnego dziecka. Naprawdę obowiązkowy punkt do zobaczenia podczas wizyty w Indiach!

Załącznik:
DSC_0354.JPG


Załącznik:
DSC_0412.JPG


Załącznik:
DSC_0362.JPG


Jednak jest on zdecydowanie do oglądania z zewnątrz bo w środku jest niewiele ciekawego. Natomiast panuje potworny ścisk i duchota. Podczas naszego zwiedzania akurat było cały czas słonecznie i ukrop był nie do wytrzymania nawet dla hindusów. Na terenie obiektu już w środku znajduje się małe muzeum, stojąc przodem do Pałacu po lewej stronie, mniej więcej na wysokości podestu. Wstęp jest opłacony w ramach biletu podstawowego. Gdyby ktoś zdecydował się chodzić na bosaka a nie w ochraniaczach (odradzam ze względu na temperaturę kamienni) może zostawić buty w jednej z przechowalni butów, bez opłat.

Załącznik:
DSC_0397.JPG

Oczywiście nie odbyło się bez zdjęć.

Załącznik:
DSC_0409.JPG

Można było poczuć się jak gwiazda

Po wyjściu z Taj nad miastem przeszła mała ulewa. Kilkanaście minut intensywnego deszczu wystarczyło aby z rynsztoków wypłynęły nieczystości,zmieszały się z wodą i zaczęły płynąć ulicami. W Agrze w zdecydowanej większości nie ma kanalizacji a ścieki z domów wypływają rurami wprost do rynsztoków. Jednak gdy deszcz ustał wystarczyło kilka chwil aby sytuacja wróciła do normy.
My w tym czasie zjedliśmy obiad i następnie piechotką przez całkiem ładny park udaliśmy się na zwiedzanie fortu.

Załącznik:
DSC_0486.JPG


Tak pisałem warto trzymać bilet z Taj do wizyty w forcie albo z fortu do Taj (gdy mamy taką kolejność) gdyż bilet ten zawiera całkiem sporo specjalnego podatku, który nie mając biletu z Taj musielibyśmy opłacić ponownie. Dzięki temu obniżamy koszt wstępu do fortu o 50 Rp- płacimy 250 Rp. Podatek ten wprowadzono w celu zrekompensowania strat dla gospodarki. Żeby chronić Taj przed zniszczeniem zakazano budowy (działalności?) przemysłu w promieniu 50 km od pałacu. Ma to go chronić przed zniszczeniem. Natomiast ciekawa jest wysokość tego podatku. W sklepie z luksusową biżuteria gdzie byliśmy dzień wcześniej sprzedawca powiedział nam, że to aż 30% ceny produktów. Dodał, że istnieje możliwość go odzyskania go na lotnisku przy wylocie. Ile w tym prawdy nie wiem bo jaki byłby wtedy sens tego?

Załącznik:
DSC_0447.JPG


Załącznik:
DSC_0454.JPG


Załącznik:
DSC_0478.JPG



Fort warty odwiedzenia. Do jego budowy został użyty ciekawy czerwony piaskowiec. Po wcześniej ulewie znowu zrobiło się słonecznie i upał zrobił się nie do wytrzymania. Zwiedliśmy co można było i wróciliśmy tuk tukiem odpocząć pod wiatrakiem w naszym hotelowym pokoju przed ostatnią atrakcją dzisiejszego dnia.

Na zachód słońca udaliśmy się do restauracji Shanti, jednej z knajpek ulokowanych na dachu z widokiem na Taj.My wybraliśmy Shantii ponieważ była kilkadziesiąt metrów od naszego hotelu. Na miejscu tylko zagraniczni turyści, wszyscy z przewodnikami LP gdzie miejsce to było polecane :) "Zaszaleliśmy" i zjedliśmy kolację. 2 porcje baraniny, 2 cole i deser za wszystko zapłaciliśmy 510 Rp. Jak na tutejsze warunki to zjedliśmy drogo ale patrząc z drugiej strony za 2ie baraniny zapłaciliśmy 26zł :) Ciekawym była cena piwa. Nam Pan zaproponował Kingfishera za 250Rp natomiast chwilkę po nas przyszło dwóch Niemców i oni usłyszeli już cene 300 Rp za to samo :)

Załącznik:
DSC_0489.JPG


Załącznik:
DSC_0491.JPG


Na końcu okazało sie, że jeden z nich mówi bardzo dobrze po polsku, pochodzi z Wrocławia i mieszkał oraz pracował kiedyś 3 lata w Indiach. Pogadaliśmy w ojczystym języku. Wypytał nas gdzie jedziemy, na ile przylecieliśmy i udzielił kilku cennych rad. Bardzo miłe wrażenie.

Załącznik:
DSC_0510.JPG

Tuż zaraz restauracji dla turystów codzienne życie

Pogoda sprzyjała prawie do końca było słonecznie. Jednak gdy słońce zniżało się już co raz bardziej nadeszły chmury i zrobiło się szaro... :) Cieszymy się, że przez większą część czasu słońce było z nami.

Nie oświetlony Taj w nocy wygląda smutno.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#18 PostWysłany: 26 Wrz 2016 11:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Mar 2011
Posty: 6170
Loty: 171
Kilometry: 188 843
platynowy
Dzień siódmy, niedziela 10.08

Wstajemy nieco później niż planowaliśmy. Zatem mamy w nosie naszą pierwszą planową podróż pociągiem w drugiej klasie i jedziemy na dworzec autobusowy. Tam czekają już na nas autobusy do Mathury. Wsiadamy i czekamy aż ruszy, odjedzie kiedy będzie pełny. Całe szczęście szybko się zapełnił i ruszamy. Okazuje się bowiem, że dzisiaj jest jakieś hinduskie święto w którym odwiedza się bliskich. Podróżuje sporo ludzi i z tego powodu wzmocniono komunikację zwiększając liczbę kursów itd.
Niektórzy podróżują np tak.

Image

Image

Image

W okolicy Mathury urodził się Krisha, choć nie do końca jasne jest dla nas miejsce jego urodzin. W przewodonikach podają , że miejscem tym jest własnie Mathura ale spotkana w autobusie hinduska bardzo dobrze mówiąca po angielsku tłumaczy nam, że urodził się on pod Mathurą, tam później mieszkał a następnie dorastał w okolicy ale nie dokładnie w Mathurze. Owa kobieta umiliła nam podróż mówiąc sporo ciekawych rzeczy na temat ich kultury religii itd. Nawet w pewnym momencie mieliśmy już jej trochę dość. Podróżowanie pociągami i autobusami ma duży plus. Spotyka się przypadkowych ludzi, od których jesteś w stanie czegoś wartościowego się dowiedzieć i podpytać. Wszyscy tam są zupełnie przypadkowo, nie ma naciągaczy i oszustów. Z takimi osobami warto pogadać można się czegoś fajnego się dowiedzieć o kraju, kulturze i ludziach.
Autobus poruszał się czymś w rodzaju autostrady. Raz musieliśmy nawet przystanąć na bramkach i konduktor płacił za przejazd. Nie przeszkadzało to niektórym tuk tukom, samochodom itd jeździć pod prąd.!Ruch drogowy tutaj to absolutne szaleństwo ale o tym, napiszę później.

Niestety hinduska mówiąca po angielsku wysiadła wcześniej i nie udało nam się z nikim porozumieć kiedy mamy wysiąść. Miał być jeszcze jeden przystanek a okazało się, że nie ma ... Przejechaliśmy miasto i musieliśmy wysiąść na następnym przystanku. Jednak nie straciliśmy za dużo gdyż wysiedliśmy w okolicy gdzie hinduskich świątyń było bardzo dużo. Szybko podrzucono nas tuk tukiem w odpowiednie miejsce do hinduskich świątyń. Aby móc wejść na jej teren trzeba zostawić napoje, jedzenie i używki (papierosy) przed wejściem.

Image

Image

Image

Image

Po wyjściu złapaliśmy tuk tuka. Licytacja kilku kierowców, kurs ze świątyń w Vrindavhan do Mathury to około 10km wygrywa tuktukarz nr 3 z ceną 150 Rp. Jesteśmy zadowoleni. Jednak okazuje się, że ten przycwaniakował i jedździ po Vrindavhan chcąc nas dosadzić do jakiegoś innego tuk-tuka jadącego do Mathury. Wywiązuje się mała kłótnia. Magda nie ma już litości dla kierowców. Zjechaliśmy go jak mogliśmy i zażądaliśmy wykonania usługi za którą zaproponował najniższa cenę :) Delikatnie mówiąc. Ten pochodził po kolegach, pogadał i znalazł swojego muzułmańskiego kolegę, który pojechał za 150 Rp do Mathury. Ech ci oszusci z tuk-tuków! Nigdy im nie ufaj, kontroluj i stój nad nim z batem.

W Mathurze mieliśmy trochę czasu do pociągu dlatego postanowiliśmy wyskoczyć na jedzenie. Wchodzimy do knajpki gdzie jest dużo lokalsów. Zamawiamy thali za 40 Rp. Pada odpowiedź, że dziś nie ma thali . My zdziwieni jak to nie ma thali? (to najbardziej podstawowa potrawa) No dziś nie ma... Wiemy, że gość nas robi w wała. Pokazuje nam w karcie co jest, oczywiście same droższe potrawy. Widzimy, że 2 stoliki dalej siedzą policjanci i pałaszują thali. Pytamy go, że skoro nie ma thali to co jedzą policjanci? Pada odpowiedź, że coś innego.... Wyższej wody cwaniak.... zamówiliśmy coś innego bo nie mieliśmy dużo czasu. Jednak pytam policjantów co jedzą, ci nie mówili po angielsku ale dogadaliśmy się, że jedzą thali.... Osz ty w mordę kopany hindusie! Magda poszła się z nim kłócić, stanęło na tym, że mieli nam podać thali... a przynieśli oczywiście to co zamówiliśmy najpierw.... Zjedliśmy bo nie mieliśmy już czasu szukać innej knajpy ale nie zapłaciliśmy tyle ile chciał....bo jeszcze nas na chapati chciał przerobić mówiąc, że jedna porcja chapati to jedna sztuka a nie 2 ....

Na stacji natomiast szukając naszego wagonu dowiedzieliśmy się, że sprzedano nam w Agrze bilet na waitliście czyli nie potwierdzony. Pytaliśmy kilka razy dokładnie o to czy bilet ten jest potwierdzony, miał być z puli turystycznej i na pewno potwierdzony ....miał... Nie zwróciliśmy na to uwagi. Myślałem, że to jakieś dziwne oznaczenie wagonu WTLS... a nie skrót od wait list...

dworzec kolejowy

Image

Lekko się wkurzyliśmy rozmawiamy z konduktorem. Okazało się, że w pociągu są miejsca i możemy jechać. Konduktor dopisał nas tylko do swojej listy i życzył przyjemnej podróży do Delhi. Nie wiem do końca czy mógł nas wpuścić ale całe szczęście pojechaliśmy.

przedmieścia New Delhi

Image

Dojechaliśmy do Delhi z opóźnieniem chyba ze względu na bardzo silny deszcz, który lał całą drogę a w Delhi padał, przez cały dzień.


Image

Image

Z dworca Nizzamundin przedostajemy sie po dużych negocjacjach rikszą rowerową do metra. Pan chyba nie do końca był zadowolony z tego co wziął sobie na pakę. Ciągnął dwójkę ludzi z plecakami i bardzo opornie mu to szło. Co nie przeszkodziło mu na końcu chcieć więcej kasy niż było dogadane. Następnie metrem z przesiadką dojeżdżamy do dworca New Delhi gdzie na przeciwko rozciąga się Paharganj bazar- miejsce z mnóstwem hoteli na każdą kieszeń. My korzystając z usług tuk-tukarza, który prowadzi nas pieszo .... :) trafiamy na JJ International hotel. Gdzie za bardzo czysty pokój z super łazienka, wifi, oknem, wiatrakiem i klimatyzacją (ale nie włączaliśmy jej, żeby zbić cenę) płacimy 600 Rp za noc. Jesteśmy bardzo zadowoleni bo warunki "prawie europejskie" do stacji 4 minuty piechotą. Wieczorem wychodzimy pospacerować po bazarze. Jemy najlepsze do tej pory thali w najzwyklejszej knajpce do której weszliśmy od tak. Odwiedzamy kramy i nie możemy nadziwić się cenom. Uzupełniamy zapasy kosmetyków i leków w aptece, dobre miejsce, żeby kupić repelenty i inne rzeczy, które nie zawsze są tak dostępne na prowincji a jak są to zdecydowanie gorsze jakościowo.

Image
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez Gaszpar 29 Wrz 2016 12:22, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off  
 
#19 PostWysłany: 26 Wrz 2016 13:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Mar 2011
Posty: 6170
Loty: 171
Kilometry: 188 843
platynowy
Dzień ósmy 11.08 New Delhi

W planach mamy zwiedzanie brytyjskiej części New Delhi. W drodze do metra zaczepia nas jakiś gostek i mówi, że jest mieszkańcem Delhi. Pyta gdzie idziemy itd. Oczywiście zlewamy go ale on nie ustępuje i kroczy za nami. Pokazuje nam na mapie gdzie jesteśmy co warto zobaczyć itd. Mówi, również żebyśmy skoczyli do oficjalnej informacji turystycznej w ND po darmową mapkę i trochę informacji. Czytaliśmy wcześniej o tym, że jest tylko jedna, jedyna oficjalna- rządowa informacja turystyczna w mieście i gdzie się znajduje. Gostek dokładnie to powtórzył i nawet opisał jak wygląda budynek. Powiedział również, że jest to na tyle blisko i żeby jechać tuk tukiem bo to ledwie 2 km od miejsca gdzie jesteśmy. Podeszliśmy z nim do pierwszego tuk tuka powiedział, kierowcy gdzie chcemy jechać i zapytał za ile nas zawiezie. Padła cena 100 Rp. "Nasz nowy znajomy" zaczął opieprzać kierowcę, że chyba zgłupiał, że jesteśmy jego gośćmi, że zapisze jego numer i zgłosi gdzie trzeba, że jest oszustem ... Stanęło na 20 Rp za kurs. Spotkany przypadkowo jegomość wsadził nas do tuk-tuk i życzył miłego zwiedzania Delhi. Na odchodne jeszcze nas ostrzegł, żeby uważać i jechać tam gdzie on mówił wysoki budynek itd.

Nie podobało nam się gdzie wiezie nas kierowca, bo z mapy i z przewodnika wyglądało, że coś jest nie tak. Odpaliliśmy GPS w komórce i okazało się, że zawiózł kierowca zawiózł nas do innego biura turystycznego, które oczywiście obklejone, że jest napisami "rządowe, oficjalne" ..... Mówimy gościowi, że to nie jest tutaj gdzie chcieliśmy dotrzeć bo to nie jest ten adres itd. Starał się nam wmówić, że jesteśmy w dobrym miejscu i ze nasz GPS nie działa dobrze .... :) Oczywiście wszystko nam brzydko pachnie na kilometr ściemą! Pytamy się jeszcze spotkanego na ulicy przypadkowego przechodnia czy to adres biura oficjalnej IT mówi, że inny. Powoli żyłki na moim czole wypełnia krew i rośnie mi ciśnienie. Wtem wychodzi do nas jakiś pracownik z biura i zaprasza do siebie ... Kierowca mówi, że dobrze trafiliśmy, że to druga filia tego oficjalnego itp.... No ściema pełną gęba. Mówimy kierowcy, że nas oszukał i że jesteśmy wkurzeni i ma nas zawieść we właściwy adres. Nagle olśnienie stąpiło na kierowcę, chyba po ramieniu poklepał go Krishna i mówi, że faktycznie się pomylił ....nie tu pojechał, nie tam skręcił gdzie trzeba.... że nasz GPS jednak jest dobry.... Wkurzeni na maksa zjechaliśmy go jak .... Jedziemy dalej, teraz juz cały czas kontrolujemy go na GPS. Kierunek dobry liczymy, że tym razem będzie OK. Ale okazuje się, że cwaniak wysadził nas pod biurem IT ale jakieś 200 m od tego oficjalnego dalej nam wpierając, że to jest to oficjalne. Oj, żebyście widzieli wtedy Magdę. Myślałem, że zaraz go tam pobije .... Skończyło się na tym, że doszliśmy sobie te 200 m na piechotkę a gościowi daliśmy 20 Rp, żeby już się od nas tylko odczepił.... Po wejściu do biura naszym oczom ukazała się oczywiście informacja o oszustach i prośba o ostrożność bo to na prawde jedyna IT w Delhi. Przypadkowy, miły jegomość z pod dworca pojawi się jeszcze w naszej relacji z Indii.

Następnie udaliśmy się piechotką na zwiedzanie brytyjskiej, postkolonialnej dzielnicy stolicy. Spacer okazał się męczący bo odległości chociaż na mapie nie wydawały się duże w terenie zweryfikowaliśmy jako znaczne. Przy tej temperaturze i wilgotności człowiek czuje się jakby chodził cały czas w saunie rzymskiej. Wystarczy chwila na powietrzu i jesteś cały mokry.

Zaczynamy od Bramy Indii. To wzniesiony w 1931 r. (budowany przez 10 lat) pomnik wdzięczności Brytyjczyków dla hindusów za ich udział w I Wojnie Światowej. Mierzy 42 metry wysokości u jej podnóży znajduje się grób nieznanego żołnierza przy którym wartę pełni hinduska armia. Kiedyś była bramą wjazdowa do miasta. Obecnie jest początkiem drogi królewskiej. Czegoś na kształt lokalnych Pól Elizejskich. Przyznam, że na mnie zrobiło to bardzo duże wrażenie. Niestety nie można było podejść bezpośrednio pod bramę, 15 sierpnia przypada Dzień Niepodległości, do którego trwają już przygotowania i teren jest wyłączony z użytkowania i zabezpieczany przez Policję.

Image

Następnie planowaliśmy przejść piechotką wzdłuż parków pod parlament i dom prezydenta jednak w połowie dystansu zrezygnowaliśmy ze względu na okropny upał. Wzięliśmy tuk-tuka i podjechaliśmy pod parlament oraz dom prezydenta. Następnie udaliśmy się na Connaught Place. Cała okolica to można powiedzieć dzielnica rządowa. Przy pałacu prezydenckim znajduje się również tz. Central Secretariat czyli siedziba wielu ministerstw między innymi obrony,spraw wewnętrznych, spraw zagranicznych czy finansów. W okolicy znajduje się wiele ambasad. Po obydwu stronach Rasztrapati Bhawan zlokalizowane są muzea i galeria w bardzo okazałych gmachach.

Image

Image

Image

Następnie zwiedzamy okolice Connought Place czyli ogromnego ronda, które ma w swoim środku rozmieszczone ulice wzdłuż mniejszego i większego okręgu. Usytuowane są tam drogie i bardzo drogie sklepy, restauracje i punkty usługowe. Śmiało można powiedzieć, że jest to okolica dla bogatszej części indyjskiego społeczeństwa. Co ciekawe znajduje się tam też targ z męskimi ciuchami. Można tam kupić chyba wszystko. Nie da rady przejść obok straganu aby nie zostać zaczepionym. Hello my friend, special offer for you ... tych tekstów mam już po dziurki w nosie... Najlepsza cena, najlepsza jakość, proszę zajrzyj... nic nie będziesz musiał płacić... ech Najlepszy sposób to odpowiadać, że nie mówi się po angielsku ;) Wtedy ich entuzjazm spada.

W środku ronda znajduje się mały park w którego centralnym punktem jest wysoki masz z ogromną flagą Indii. Bardzo lubię takie klimaty. Uważam to za dobry pomysł i trochę żałuje, że w Polsce nigdzie takiego nie widziałem. (wiem, że ma stanąć coś podobnego w Warszawie na Rondzie "Radosław" ale z flagą Polski Walczącej. Zobaczymy co z tego wyjdzie). Co ciekawe flaga była w bardzo dobrym stanie. Często zdarza się, że powiewająca na maszcie flaga wygląda źle, jest brudna czy postrzępiona. Ta natomiast była w takim stanie w jakim powinna być!

Image

Z okolic Connaught Place przedostajemy się metrem do starego Delhi, w okolice fortu i Dżama Masdżid. Podróż metrem w Delhii dla kogoś kto podróżował metrem w Europie jest szokiem. Sama podziemna kolejka (nazywana tutaj po angielsku metro a nie subway(tutaj to oznacza przejście podziemne) czy underground) stoi na bardzo wysokim poziomie. Wszystko jest bardzo nowoczesne i czyste. Dopiero niedawno kolejka obchodziła 10 lat istnienia o czym przypominają plakaty w metrze. Bilety są bardzo tanie od 10 do 25-30 rupii za naprawdę spory kawałek. Turyści mogą nabyć bilet jednorazowy jak wszyscy mieszkańcy lub dzienny (nie dobowy) obowiązuje w dniu skasowania do 23 (czyli mniej więcej godziny końca kursowania pociągów). Koszt dziennego to 150 Rp dla turystów jest dostępny również bilet 3 dniowy. Tutaj tez liczymy nie dobami a dniami tak jak przy jedno dziennym.

Image

Podróż mocno komplikują procedury. Żeby zakupić bilet kodowany na specjalnych tokenach każdorazowo musisz stać w kolejce do kasy a te są zawsze i zajmują kilka chwil. Dodatkowo wielu hindusów ma w nosie kolejkę i wpycha się jak tylko może i trzeba im przypominać, że przecież "Pan tu nie stał"! W kasie można kupić tylko bilety na najbliższy przejazd, nie sprzedadzą tobie biletu na kurs powrotny zatem znowu będziesz musiał stać w kolejce tracąc czas. Gdy już masz bilet i myślisz, że możesz jechać to jesteś w błędzie. Żeby wejść na teren stacji musisz przejść kontrolę bezpieczeństwa podobna do tych na lotnisku. Czyli musisz ustawić się w następnej kolejce, odczekać swoje, prześwietlić plecak przejść przez bramkę do wykrywaniu metalu i zostać sprawdzonym, przez policjanta. Z naszych kilku przejazdów metrem wynika, że są to raczej procedury dokładne, nie takie jak na dworcach gdzie tez prześwietlają bagaże ale chyba bardziej dla picu i pozorów. W metrze każą wyjmować, rzeczy z kieszeni, sprawdzają manualnie. To zajmuje trochę czasu. Przy niektórych wejściach do metra widzieliśmy tylko po 2 takie stanowiska jedno dla kobiet drugie dla mężczyzn ze zdecydowanie zawsze większym ogonkiem. Nie wyobrażam sobie co tam się dzieje w godzinach szczytu. Nie wiem czy tak jest zawsze czy to jakieś szczególne procedury związane z Dniem Niepodległości ale takie widoki jak te dają trochę do myślenia. Na zdjęciu nie widać może dokładnie ale opiszę je. Zobaczyć można specjalnie wybudowane stanowisko dla żołnierza z karabinem maszynowym skierowanym w stronę bramek bezpieczeństwa. Robi to wrażenie.

Image


Jest poniedziałek zatem fort jest zamknięty. Wysiadamy przy Chandni Chowk i spacerujemy tym nie kończącym się bazarem z możliwością zakupu chyba każdej rzeczy. Chcemy odwiedzić Meczet ale tam na wejściu pobierana jest opłata 300 Rp za aparat nie ważne czy osobny czy w telefonie komórkowym. Oczywiście pobierana jest tylko od obcokrajowców.... Nie udały się sztuczki z tym, że nie będziemy robić zdjęć i, że aparat się rozładował nie ma przebacz. Mówią, że mamy komórkę i będziemy robić foty. Co z tego, że co chwila wchodzi jakiś lokals z aparatem i telefonem. Ich się nie czepią. Zdecydowaliśmy się ostatecznie zapłacić ale Magdę i mnie chcą ubrać bo mamy odkryte stopy. Za wypożyczenie chust chcą kolejne 100 Rp od głowy. Mówimy, że ich pogrzało i dziękujemy ... Przyjdziemy jutro bez aparatu w długich spodniach. :)

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Z racji zamknięcia fortu poszliśmy do rzadko odwiedzanego przez turystów a z racji profesji ciekawego dla nas miejsca - szpitala dla ptaków znajdującego się naprzeciwko fortu. To miejsce prowadzone przez hindusów od prawie 80 lat gdzie zwierzęta dochodzą do siebie po chorobach. Co ciekawe na miejscu mogą być leczone tylko ptaki roślinożerne. Mięsożerne mogą przebywać tam jeżeli same przylecą. Akurat udało nam się trafić na moment podawania leków. Gdy patrzyliśmy na wózek co podają podszedł do nas jak się okazało tamtejszy weterynarz i zagadał do nas. Gdy dowiedział się, co studiujemy oprowadził nas po całym szpitalu i trochę poopowiadał co tam się dzieje i jak szpital funkcjonuje. Szpital funkcjonuje już od 80 lat i utrzymuje sie wyłącznie z datków. Ciekawe, że kraju w którym tyle osób żyje w skrajnej nędzy ktoś zajmuje się rannymi gołębiami.

Image

Image

Następny punkt programu to targ przypraw. Ogromna wręcz ilość niedostępnych u nas i świeżych przypraw. Istne szaleństwo. Polecam szczególnie odwiedzić sklep ze zdjęcia, w którym uzyskacie olbrzymią wiedzę o przyprawach sprzedawanych, będziecie mogli wszystkiego spróbować a jak zechcecie to i kupić. Jednak nikt was w nachalny sposób do tego nie będzie zmuszał.

Image

Image

Do hotelu wracamy rowerową rikszą, których w okolicy jest mnóstwo. Można wynegocjować naprawdę dla europejczyka minimalne ceny a podczas wolnej przejażdżki jeszcze sporo ciekawych rzeczy zobaczyć.

Image
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez Gaszpar, 29 Wrz 2016 12:30, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
olajaw lubi ten post.
 
 
#20 PostWysłany: 29 Wrz 2016 08:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Mar 2014
Posty: 1356
Loty: 112
Kilometry: 220 170
niebieski
Fajna relacja, ale z ostatnich dwóch wpisów sporo zdjęć się nie wgrało. Tak mniej więcej co drugie.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 35 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group