Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 14 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 10 Sie 2019 11:47 

Rejestracja: 26 Sty 2013
Posty: 306
Loty: 108
Kilometry: 162 182
niebieski
Któregoś zimowego wieczoru, biesiadując w gronie znajomych, odebrałem telefon od kolegi, z którym kilka lat temu byłem w Nepalu. Gdy padła propozycja wyjazdu do Kazachstanu i Kirgistanu, nie wahałem się ani chwili. Jedziemy! Bo tam nie byłem, bo będą góry, no i przecież mogę podać jeszcze milion powodów do wyjazdu, jak każdy z Was. Ba! Po co w ogóle wymyślać powody
Turkish miał przyzwoite ceny lotów, więc kupiłem bilety z Pragi do Ałmaty i powrót z Biszkeku. Cieszyłem się dodatkowo, bo na locie tam planowany był prawie 12 godzinny stop w Stambule, po prostu niesamowicie lubię to miasto.
W końcu nadszedł oczekiwany dzień wyjazdu, w międzyczasie Turkish nieco pozmieniał loty i z 12 godzin zrobiło się siedem, ponadto przeniósł się na nowe lotnisko w Stambule, ale przecież to nie są żadne niedogodności, które mogłyby zmienić nastawienie. Ot, nieco inna rzeczywistość, zmiana bez znaczenia.
Dzień pierwszy- no to ruszamy!
Trochę późno zabrałem się za rezerwację parkingu w okolicy lotniska i nie miałem wielkiego wyboru, wybrałem Parkujuuletiste.cz w Hostivicach, opłata za parkowanie 1000kcs, w cenie transfer na lotnisko. Niezbyt duży i nie bardzo zatłoczony parking zlokalizowany około dziesięciu minut jazdy samochodem od lotniska.
Lot przebiegł bez żadnych zakłóceń i planowo wylądowaliśmy w Stambule. Lotnisko jest ogromne ale dosyć dobrze zorganizowane, dokoła wciąż wielki plac budowy, po prawdzie w środku widać wielkie partactwo w wykończeniu, popękane płytki to wcale nie rzadkość, ale...przynajmniej nie odkładali otwarcia jak u naszego zachodniego sąsiada. Trochę czasu zajęło nam ogarnięcie skąd odjeżdżają autobusy do centrum, jeszcze tylko kupno biletu za 18lir i ruszyliśmy. Stambuł zobaczyliśmy w zasadzie tylko z okien autobusu IST20, do Sultanahmed jechaliśmy ponad 100 minut, zatem z planów na zwiedzanie i jedzenie niewiele zostało, zdjęcie Hagia Sofia i Błękitnego Meczetu, drożdżówka i sok i trzeba było wracać, kurs na lotnisko zajął około godziny. Plus, że z okien autobusu widać nieco więcej niż z okien metra ;) Przed dwudziestą już siedzieliśmy w Airbusie A330 do Ałmaty.
ImageImageImageImageImageImageImageImageImage
ImageImageImageImageImageImage


Ostatnio edytowany przez thurin.cz, 10 Sie 2019 13:16, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 10 Sie 2019 13:09 

Rejestracja: 26 Sty 2013
Posty: 306
Loty: 108
Kilometry: 162 182
niebieski
Dzień drugi- wItaj Ałma-Ato, albo witajcie Ałmaty
Po przylocie trzeba wypełnić małą kartkę i z nią udać się do kontroli paszportowej. Standardowa procedura, pieczątka w paszporcie i można ruszać w drogę do hostelu.Od wyjazdu z domu minęło już ponad 30 godzin, zatem najbardziej marzyłem o śnie. Minęliśmy niezbyt intensywnie nagabujących taksówkarzy i autobusem udaliśmy się do miasta. Bilet należy kupić w autobusie, powinienem powiedzieć raczej, że zapłacić za bilet u kierowcy, bo przypadki gdy bilet dostaliśmy były, hmm...incydentalne ;) i zdarzały się tylko wtedy, gdy poza kierowcą w autobusie był jeszcze konduktor( a właściwie konduktorka). Cena biletu 150 tenge. Wszyscy miejscowi korzystają w środkach komunikacji publicznej z karty- kosztuje 400 tenge, ważna tylko dla jednej osoby i umożliwia doładowania w wysokości 80 tenge za jeden przejazd, do nabycia w kasach w metrze. Wysiedliśmy nieco za wcześnie, na szczęście w pobliżu przystanku była stacja metra. Metru w Ałmatach należy się kilka odrębnych określeń. Składa się z jednej linii mającej 9 stacji, w tym stacja Bajkonur, jeździ do 24-ej i nie jest zatłoczone. By wejść do metra trzeba przejść skanowanie jak na lotnisku, a po kontroli można zakupić bilet- żeton w kasie. Koszt przejazdu 80 tenge. Co ciekawe żeton ważny jest tylko w dniu zakupu.
Wysiedliśmy na stacji Abay i kilkaset metrów do hostelu pokonaliśmy pieszo. My Hostel zlokalizowany jest przy ulicy Dostyk w pobliżu centrum handlowego Dostyk Plaza. Naprawdę przyzwoite miejsce, mówiąca po angielsku obsługa, czysto, możliwość rezerwacji noclegów ze śniadaniem w cenie, klimatyzacja, pokoje z łazienkami (są też wieloosobowe ze wspólną łazienką). Miejsce ma swój klimat. Udało się nam dokupić jeszcze dodatkowe śniadanie i zaraz po zjedzeniu go poszliśmy spać. Po kilku godzinach, gdy kiszki znowu zagrały marsza, ruszyliśmy na miasto. Pierwszy chyba raz w życiu naprawdę cieszyłem się, że uczyłem się rosyjskiego, mogłem czytać i rozmawiać (może zbyt duże słowo). Mój syn powiedział, że już wie jak to być analfabetą, nic nie rozumieć i nie potrafić odczytać. No cóż, z reguły lepiej być młodym, pięknym i bogatym...Miasto jest bardzo rozległe, szerokie ulice i naprawdę nie czuć, że mieszka w nim tak dużo ludzi. Przy ul. Abay weszliśmy do restauracji Aspandiyar Express, jako że wyglądała nie zachodnio i pełna była miejscowych. W czasie pobytu gościliśmy tam wielokrotnie i można powiedzieć, że byliśmy traktowani, jak stali bywalcy :) Bulion z pielmieni, plow, czuczwara, manty i inne dania sprawiają, że już chce się wracać. Wiedzieliśmy, że w pobliżu znajduje się dobrze wyposażony sklep sportowy, kupiliśmy tam butle gazową, i liofilizaty na górską część wyjazdu. Odwiedziliśmy też galerię Dostyk Plaza, centrum handlowe jak w całej Europie, te same sklepy, marki, globalizacja po prostu i kupiliśmy napoje na wieczór, nie jestem wielkim znawcą tematu, ale polecam kazachskie koniaki w cenie ok 15złotych za 0,5litra.
ImageImageImageImageImageImageImageImageImage
ImageImageImageImageImageImageImageImage


Ostatnio edytowany przez thurin.cz, 10 Sie 2019 19:47, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 10 Sie 2019 18:24 

Rejestracja: 26 Sty 2013
Posty: 306
Loty: 108
Kilometry: 162 182
niebieski
Dzień trzeci- ruszamy w góry
Jeszcze zanim wyjechałem wiedziałem, że te kilka dni to zbyt krótko, by poznać tak wielki obszar, zobaczyć wiele miejsc, delektować się kulturą. Ale taki był plan, trekking w Kirgistanie a wcześniej aklimatyzacyjne wyjścia w Kazachstanie w Ałatau Zailijski- proszę o wybaczenie za patos, ale taki był plan, nie ja go układałem :lol: A, że góry znajdują się bardzo blisko Ałmaty i Biszkeku, wszystko staje się jasne.
Po śniadaniu wsiedliśmy w autobus linii nr 12, by pojechać do stacji kolei gondolowej, jeżdżącej na przełęcz Talgarską (3200m n.p.m.). Kolej składa się z trzech odcinków, kursuje od godziny 10-tej (pierwszy wyjazd ) do 17-tej (ostatni zjazd) i nie oferuje biletów na trzy odcinki w jedną stronę a tylko RT. Już z samej przełęczy fantastyczne widoki na góry i pobliski lodowiec. wyszliśmy na Szymbulak (Shymbulak 3450 m n.p.m.), a następnie na Panoramę (3260 m n.p.m.) i Furmanov (ok 3200m n.p.m.) i zeszliśmy do Medeu. Piękny ośmiogodzinny (bez pośpiechu) trekking z fantastycznymi widokami. Co tu dalej opowiadać, trzeba to zobaczyć! Po powrocie do sklepu na zakupy (woda), do znajomej knajpy na posiłek i powrót do hostelu.
Góra
 Relacje PM off
WaldekK lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 10 Sie 2019 18:28 

Rejestracja: 26 Sty 2013
Posty: 306
Loty: 108
Kilometry: 162 182
niebieski
ImageImageImageImageImageImageImageImageImage

Wysłane z mojego NEM-L21 przy użyciu Tapatalka
ImageImageImageImageImageImageImageImageImage
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 10 Sie 2019 19:13 

Rejestracja: 26 Kwi 2013
Posty: 687
niebieski
Skąd odjeżdza autobus nr 12?
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 10 Sie 2019 19:42 

Rejestracja: 26 Sty 2013
Posty: 306
Loty: 108
Kilometry: 162 182
niebieski
Ja wsiadałem na przystanku przy Dostyk Plaza, na przystankach są schematy linii. Poza tym zajrzyj tu:https://citybus.kz/
Dla 12 pokazuje się trasa : Gostinica Kazachstan- Sportkompleks Medeu: ulicami Furmanova- Abaja- Dostyk
Góra
 Relacje PM off
dyzio1 uważa post za pomocny.
 
 
#7 PostWysłany: 11 Sie 2019 22:39 

Rejestracja: 26 Sty 2013
Posty: 306
Loty: 108
Kilometry: 162 182
niebieski
Dzień czwarty- żegnajcie Ałmaty
Po śniadaniu czas było się zbierać, założyłem zbyt ciężki plecak i autobusem pojechaliśmy na dworzec Saryan, by tam wsiąść w marszrutkę do Biszkeku. Tego dnia jednak ulica przy dworcu była zamknięta, sam dworzec również i wszystkie marszrutki odjeżdżały z sąsiednich ulic. Po kilkunastu minutach odpytywania kierowców i otrzymywania sprzecznych odpowiedzi udało się nam znaleźć ten właściwy do Biszkeku, nie będzie niespodzianką, gdy powiem, że połowę pasażerów stanowili nasi rodacy. Koszt transportu 1800 tenge od osoby. Po kilku godzinach jazdy przez step, znaleźliśmy się na granicy z Kirgistanem. Granicę trzeba pokonać pieszo, zabierając też swoje rzeczy. Wszystko przebiega w miarę sprawnie, choć tak się początkowo nie wydawało, gdy pogranicznik kilka osób przed nami, jak gdyby nigdy nic po prostu zamknął okienko. Wtedy jednak jakaś kobiecina, zwróciła innemu uwagę, że jesteśmy z tej innej, już nie ważnej kolejki i wprowadziła nas bez kolejki do kolejnego okienka. Wyszło więc, tak jakby szybciej trochę i już byliśmy w Kirgistanie.
Za granicą można kupić somy, napić się czaju, kumysu, kwasu etc. Pić się chce, bo gorąc niesamowity. Po kilku minutach nadjechał nasz bus i już bez przeszkód dojechaliśmy na dworzec autobusowy w Biszkeku. Tam gwar i harmider na całego, nagabywaczy na taxi bez liku, minęliśmy ich jednak nieśpiesznie i z buta udaliśmy się do naszego lokum, oddalonego trochę ponad kilometr Rich Hotelu.
Po zostawieniu maneli można było pójść na miasto, wymienić walutę, napić się piwa i zjeść coś konkretnego. Na forum @Apocalipse pisał o Cafe Faiza i tam też poniosły nasz nasze nogi. Mnóstwo ludzi ale dania pyszne i ceny bardzo dobre. Można było wrócić do hotelu, kolejnego dnia rano jedziemy do Alpłagieru i dalej w góry.
ImageImageImage


Ostatnio edytowany przez thurin.cz, 12 Sie 2019 08:07, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 11 Sie 2019 23:24 

Rejestracja: 26 Kwi 2013
Posty: 687
niebieski
O której trzeba być na dworcu żeby złapać marszrutkę do Bishkeku (jak często odjeżdzają) i ile czasu zajęła Wam cała podróż?
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 12 Sie 2019 08:04 

Rejestracja: 26 Sty 2013
Posty: 306
Loty: 108
Kilometry: 162 182
niebieski
Wybraliśmy się zaraz po śniadaniu, czyli gdzieś około dziewiątej byliśmy przy dworcu. Dworzec był odcięty przez barierki więc nawet nie szliśmy do budynku, nie mam pojęcia z jaką częstotliwością odjeżdżają marszrutki do Biszkeku. Cała podróż zajęła ze cztery godziny, wliczając przejście przez granicę i postój zaraz po wyjeździe z Ałmaty.
Góra
 Relacje PM off
dyzio1 uważa post za pomocny.
 
 
#10 PostWysłany: 12 Sie 2019 17:46 

Rejestracja: 26 Sty 2013
Posty: 306
Loty: 108
Kilometry: 162 182
niebieski
Dzień piąty- ruszamy do nieba
W hotelu załatwiliśmy transport do Alpłagier, oczywiście można pojechać marszrutką a potem skorzystać z taksówek ale perspektywa drałowania z Ala Arcza 12 kilometrów asfaltem była wystarczającym bodźcem, by szukać alternatywy. Zdecydowaliśmy się więc na to, by zapłacić 50 dolarów za transport w obie strony, co dla czterech osób było wydatkiem akceptowalnym. Po śniadaniu, zostawiając niepotrzebne rzeczy w hotelu, rozpoczęliśmy prawdziwie górską część naszej przygody. Pyszne śniadanie, idealna pogoda, wszystko jak z bajki. Tylko ten plecak, 15 kilogramów na plecach trochę psuje humor, bo przecież z nim będzie trzeba iść.
Przejazd zajął około 30 minut i znaleźliśmy się u stóp gór Tien Szan, Niebiańskich gór. Wspaniałe szczyty, z zawieszonymi lodowcami rysowały się w oddali, piękne, majestatyczne, góry naprawdę wysokie prawie na wyciągnięcie ręki. Słychać i widać świstaki, przy szlaku widoczne liczne nory. Wszędzie niezliczone kwiaty. Część tej trasy opisał i sfotografował @cart w swojej relacji, pokażę tu dalszy ciąg tej trasy, do małej chatki w której można spać. Taką właśnie mieliśmy nadzieję, że w bazie Ratzek spędzimy dwie noce. Z doliny Ala Arcza skręcamy w dolinę Ojo Suu i powoli wznosimy się z każdym krokiem, zaczęliśmy z wysokości około 2200m n.p.m a trzeba było dojść na ok 3300. Widoki cudowne, nie wiadomo w którą stronę skierować aparat, w dole wartko płynie polodowcowa rzeka. Mijamy Plateau, Broken Heart i wodospad, przy wodospadzie rozbite namioty. Jest niedziela, sporo ludzi schodzi i raduje się serce bo powinno być miejsce, nawet nogi nie bolą. Krok za krokiem w górę. Ponad wodospadem ścieżka wznosi się stromo na morenę lodowca, w jednym miejscu nawet lina asekuracyjna pomaga w podejściu. Dalej w coraz bardziej surowym otoczeniu, już bez kwiatów, wśród skał ciągle mozolnie pod górę. Nikt nie narzeka, bo jak można w takim miejscu, dolinę zamyka Korona (bez trudu do zlokalizowania, gdyż jej nazwa pochodzi od kształtu wierzchołka), jeszcze kilka kroków, kilka oddechów, bicie serca przyspiesza, oddech może krótszy ale już, już widać wejście do bazy, napisy Witamy, potem coś jakby chodnik wytyczony kamieniami, rozbite namioty i baza. Chata ni to z drewna, ni to z blachy a w środku bufet i niewielka sala oraz dwie do spania. Niestety schodzący ludzie nie nieśli dobrej nowiny, pani bez żalu stwierdziła- miejsca nie ma. Jak to nie ma? Spytaliśmy. No, nie ma odpowiedziała niezmieszana. To gdzie mamy spać? Wzruszyła ramionami, miejsca nie ma...W głowie już zaświtała myśl, że może trzeba będzie wracać, na szczęście przyszedł chłopak i zapytany o miejsce zaproponował namiot. O tak! Jasne, bierzemy! 200 somów za noc, rewelacja, a jaki widok z namiotu. Napiliśmy się herbaty (50 somów), zjedliśmy liofilizaty (termos wrzątku 200 somów) i postanowiliśmy nabrać jeszcze trochę wysokości. Nieopodal bazy znajdują się dwa jeziorka lodowcowe, dolne i górne, zobaczyliśmy je i można było wracać. Żadne słowa nie opiszą piękna otoczenia, lodowiec ogromny przed nami, inne zawieszone z grani otaczających szczytów, turkusowe jeziora. W bazie powyżej bazy Ratzek, jest tam jeszcze jedna blaszana, grupy ćwiczące na lodowcach. Udało się, mamy miejsce, możemy odpocząć, spróbować zasnąć bo jutro znowu w górę, jeszcze 1250 metrów w górę.ImageImageImageImageImageImageImageImage
ImageImageImageImageImageImageImage
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 14 Sie 2019 12:58 

Rejestracja: 26 Sty 2013
Posty: 306
Loty: 108
Kilometry: 162 182
niebieski
Dzień szósty- Nauczyciel
Mam tak, że nie śpię najlepiej gdy następnego dnia czeka mnie coś szczególnego, to nic szczególnego a raczej chyba normalnego, myśli w głowie, ekscytacja, Nie spałem prawie wcale, dopiero koło trzeciej odpłynąłem na chwilę. Pobudka o piątej trzydzieści, baton na śniadanie i...wyruszamy. Jest chłodno, jeszcze promienie słońca nie docierają do bazy. Zatem w górę. Przy budynku powyżej ścieżka skręca w lewo i od razu zdecydowanie wznosi się małymi zakosami, takimi, by schodząc nie zjechać na drobnych kamieniach. I dalej do góry, stromo, najpierw jakby na niewielką przełączkę, potem boczną granią aż do widocznych skał, mijając je z prawej strony, niknąc wśród wielkich kamieni. Drogę gdzieniegdzie znaczą jedynie ułożone z kamieni kopczyki. Coraz bardziej stromo, w dole daleko już baza i lodowiec, a wciąż nie widać szczytu. Z prawej strony duży płat śniegu. Mozolnie krok za krokiem, coraz wolniej, a może to tylko złudzenie. Liczę kroki, trzydzieści i chwila na odsapnięcie i zdjęcia, trzydzieści i przerwa, trzydzieści...Droga najpierw zmrożona, w półmroku, teraz już oświetlona w pełni. Słońce ponad granią, piękny dzień, żadnej chmury. A jeszcze wczoraj około czternastej padało i widać było na kilkadziesiąt metrów tylko. Uśmiecham się, znowu mamy szczęście. Myślę tylko o tym by iść, tak tu pięknie, wiem to bardziej niż widzę. Jak automat posuwam się w górę. I nawet nie wiem kiedy stromizna łagodnieje a ja znajduje się na grani. Jeszcze dwadzieścia minut i jestem na szczycie. Jesteśmy. Ale jednak jestem, to moje osobiste doznanie. 4540 m n.p.m. Uczitel. Nauczyciel.
Radość, zdjęcia, zdjecia, zdjęć bez liku i pora wracać, trochę czasu zajęło wyjście a przecież to dopiero połowa, a może nawet mniej, sukcesu. Jeszcze trzeba zejść więc w dół tą samą drogą, do bazy. Po dwóch godzinach jesteśmy na dole. Teraz można naprawdę cieszyć się, chociaż w tej radości jest też nie tak radosna myśl, że powrót coraz bliżej, taka kolej rzeczy. Jeszcze czaj w bazie i liofilizat. Spojrzenie na góry, czy kozice widziane wczoraj znowu przyszły. W bazie sporo naszych rodaków, jedna 10-cio osobowa grupa i jeszcze jakaś Polka z zagranicznymi znajomymi. Podróżujemy! Dzień się kończy, słońce skryło się za górami. Nauczyciel ponad nami. Życie uczyło nas znowu pokory. Ale pokornie wzięliśmy się z nim za rogi!
ImageImageImageImageImageImageImage
ImageImageImageImage
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 14 Sie 2019 18:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Gru 2014
Posty: 584
Loty: 156
Kilometry: 195 412
srebrny
Fajna wyprawa. IMO trochę szkoda,że zdjęcia z telefonu.
_________________
http://www.zb-szwoch.pl
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 14 Sie 2019 18:32 

Rejestracja: 26 Sty 2013
Posty: 306
Loty: 108
Kilometry: 162 182
niebieski
Jak kumpel mi zrzuci z aparatu, to coś wyedytuję ;) Bardzo mi się podobało, góry wysokie, ale oprócz gór bardzo fajni ludzie. Dwa podobne lecz I odmienne kraje. Sam boleje nad zdjęciami
Góra
 Relacje PM off
BooBooZB lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 17 Sie 2019 15:40 

Rejestracja: 26 Sty 2013
Posty: 306
Loty: 108
Kilometry: 162 182
niebieski
Pasowało by to wszystko zakończyć, przecież każda podróż zaczyna się i kończy w domu ;)
Dzień siódmy- Już nie pod górę
Tej nocy spało się zdecydowanie lepiej, wcale nie było nam śpieszno, by zbierać się do drogi, mięliśmy nadzieję, że zjemy śniadanie w bufecie. Cóż, o ósmej trzydzieści bufet był zamknięty i nic nie wskazywało na to, że się to zmieni. Dwa dni wcześniej obiecaliśmy gościowi z bazy, że zostawimy mu naszą butlę i tak też zrobiliśmy, postawiliśmy ją przy drzwiach. Jeszcze rzut oka na otaczające góry i ruszyliśmy w dół.Droga, już raz przebyta w odwrotnym kierunku, teraz jakby sama umykała spod nóg. I tak, nawet nie wiedząc kiedy zeszliśmy do Alpłagier. Najpierw poszliśmy do jurty napić się herbaty, w środku tylko babuszka z wnuczką, chętnie nas przyjęły. Miły to był czas, nie naglący, spokojny, wolny. Potem odwiedziliśmy hotel po przeciwnej stronie drogi, by napić się piwa i spokojnie poczekać na kierowcę do hotelu. Przyjechał wkrótce. Droga powrotna do Biszkeku minęła bardzo szybko, przy hotelu okazało się, że kierowca chce za oba kursy nie 50 ale 100 dolarów. Byliśmy twardzi w negocjacjach i zapłaciliśmy umówione wcześniej 50 i dodatkowo opłatę za wstęp do parku. Zostawiwszy bagaże, poszliśmy na posiłek do Faizy, na stolik musieliśmy poczekać około piętnastu minut, ale potem było już tylko bardzo dobrze. Trzy litry kompotu, herbata i jedzenie, bajka. Przepyszne były szaszłyki z baraniny, jakie zamówiliśmy z kolegą na koniec, wrażenia kulinarne prawie, jak górskie widoki :)
Po śniadanio- obiedzie ( w końcu jest przecież obiadokolacja, więc czemu nie) jeszcze spacer po Biszkeku, piwo w knajpie, drobne zakupy w sklepie no i powrót do hotelu. To już prawie koniec, jutro do domu.
Dzień ósmy- z góry na ziemię
Po obfitym śniadaniu pojechaliśmy z tym samym kierowcą, za 10 dolarów na lotnisko. Czasu było jeszcze sporo, więc poszedłem na chwilę do saloniku. Poza mną w środku były jeszcze dwie osoby, a sam salonik całkiem duży z widokiem na płytę. Mocniejsze alkohole podaje pracownik obsługi. Na ciepło do wyboru ze trzy potrawy, ale po obfitym śniadaniu nie miałem na nic ochoty. Zjadłem tylko jakąś malutką kanapeczkę, napiłem się wina i wróciłem do kumpli.
Loty Turkishem, zwłaszcza ten do Stambułu, były bardzo przyjemne, steward od razu przynosił nam ppo dwie butelki wina, zapewne widział, że jesteśmy nieco wysuszeni. Do Pragi również dotarliśmy bez opóźnień, potem już tylko na parking do samochodu i o drógiej w nocy dziewiątego dnia podróży zapukałem do drzwi domu.
ImageImageImageImageImageImageImage
Na koniec jeszcze kilka słów podsumowania, nikogo nie trzeba przekonywać, że każda podróż jest warta przeżycia, na swój sposób cudowna i niezapomniana. Każda odmienna od innej. Koszty, najdroższy bilet, cena przelotu na trasie Praga-Ałmaty; Biszkek- Praga ok 1500 złotych, koszty na miejscu 250 dolarów za wszystko, wliczając noclegi i transporty. Gdybym miał sporządzić jakiś subiektywny ranking, poza górami wymieniłbym jeszcze inne rzeczy. Ale każdy taki ranking tworzy sam. I dobrze!
Góra
 Relacje PM off
marcinsss lubi ten post.
 
 
 [ 14 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 4 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group