Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 33 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 16 Lis 2020 13:57 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 827
złoty
:!: Na wstępie przyznaje, ze oczywiście nie wszystkie, a tylko te, do których można bez większych problemów dostać się transportem publicznym. :!:

Wenecja jest jednym z tych miast, do których dostać się jest stosunkowo łatwo, a że wyróżnia się na tle wielu pozostałych kierunków podróży, to niestety trzeba liczyć się z gigantyczną ilością turystów, szczególnie w sezonie. Na szczęście gdy tylko trochę zejdziemy z najpopularniejszej trasy, możemy bez problemu zwiedzać w spokoju. Tutaj naprawdę sprawdza się sposób podróżowania pt. "zgub się", bo niemal każdy zakątek jest ciekawy. Celem tej relacji jest przybliżenie Wam kilku, może mniej popularnych, miejsc i wysp, na które również warto się wybrać. Oczywiście jeśli mamy tylko 1 czy 2 dni, to mimo wszystko proponowałbym Wam ten standardowy plac Św. Marka, most Rialto i przepłynięcie się Canal Grande, ale jeśli macie taką możliwość, to warto zostać tu trochę dłużej. Większość wysp możecie zwiedzić w dodatkowe 2-3 dni w zależności od narzuconego tempa. Jeśli dorzucimy do tego jeszcze pójście na pokaz w czasie festiwalu filmowego lub zwiedzanie corocznego biennale (Architektury i Sztuki naprzemiennie), to okazuje się, że można zostać nawet tydzień. To dla Was zbyt długo? Podzielcie to na kilka podróży, bo jest to miasto, do którego moim zdaniem wracać warto. Przyjmuję do wiadomości, że niektórym śmierdzi (chociaż akurat nie było mi dane doświadczyć), że obdrapane (często niestety to prawda) i pełne tłumów, ale mam nadzieję, że wszyscy się zgodzimy, że jest to miejsce wyjątkowe.
Pewną zachętą mogą być dla Was cykliczne promocje linii lotniczej Volotea, które ma tutaj sporą bazę i lata do wielu ciekawych kierunków jak np. grecka wyspa Samos czy Karpathos lub włoska Pantelleria. Przyznaję, że ciężko znaleźć lot w dwie strony, ale czasami może to być forma składaka. W tym roku np. w dobrej cenie (LOT oferował 1 i 3 lot od 99zł, a Volotea od 9-29€ na oficjalnych stronach) mogliśmy mieć loty Warszawa-Wenecja-Skiathos-Warszawa. Można też czasami przepłynąć między greckimi wyspami lub np. wrócić do pobliskiej Werony. Czasami może nawet warto nieco przepłacić, bo możemy trafić na lot Boeingiem 717, a to dla niektórych może być gratka, gdyż mało już kto nimi lata, a już w szczególności w Europie. Volotea bazuje na głównym Weneckim lotnisku kilka takich maszyn.

No, ale wracając do Wenecji, warto zacząć od spojrzenia na mapę połączeń Vaporetto. Wersję w wyższej rozdzielczości znajdziecie - tutaj. Na mapie naniosłem numery miejsc, które później będę opisywał. Aby łatwiej było zlokalizować daną wyspę, numery idą od góry do dołu. Zapewne zauważyliście 3 różne kolory. Oznaczają one czy polecam daną wyspę/atrakcję. Kolor ciemno zielony to "naprawdę warto", jasno zielony to "można", a pomarańczowy "lepiej odpuścić". Zdetronizowanie Murano jest nieco subiektywne, ale pamiętajcie, że osobiście zachęcam Was do zobaczenia wszystkich zaznaczonych na zielono wysp oraz Arsenału.
Na mapie jest jeszcze kilka wysp. Murano składa się z kilku wysp, które połączone są mostami. Lazzaretto jest dostępna dla zwiedzających, ale tylko w określonych porach i trzeba się zapisać. W związku z czym nie było mi dane jej odwiedzić. Fusina, to żadna wyspa, a raczej wielki parking na lądzie. Istnieje jeszcze kilka innych wysp, ale są one niezamieszkałe, niedostępne lub prywatne. Czasami są to też wyspy hotelowe jak luksusowy hotel Kempinski w miejscu dawnego psychiatryka na wyspie San Clemente).
Załącznik:
2020-11-16.png
Relacja jest o różnych wyspach, ale chciałbym, żeby to było jednak w miarę pełne kompendium, dlatego zacznę od rzeczy ogólnych, potem przejdę do poszczególnych wysp zgodnie z numeracją, a na koniec mimo wszystko opisze także wyspę główną, a może i wspomnę o Mestre, bo to tam znacznie łatwiej o tani nocleg.
Najważniejsza rzecz w podróżowaniu po wyspach laguny weneckiej to bilet. Nie ma możliwości, wpław nie przepłyniecie, Vaporetto to jedyna możliwość dostania się na inne wyspy nie licząc prywatnej łodzi. Bilet jednorazowy nie ma żadnego sensu, gdyż kosztuje, aż 7,5€ i choć w przypadku niektórych wysp jesteście w stanie na nim obrócić w dwie strony, to znacznie lepiej zainwestować w karnet. Mamy do wyboru 1 (20€),2 (30€),3 (40€) i 7 dniowy (60€). Dodatkowo jeśli macie poniżej 30 lat, to możecie kupić 3 dniowy karnet za 22€ + 6€ za kartę Rolling Venice upoważniającą Was do zniżek np. w Muzeach. Karta jest ważna rok, dlatego możecie np. przez 3 dni pływać po wyspach, a następnie pieszo zwiedzać główną wyspę wraz z jej muzeami np. przez 2 kolejne dni. Ta uwaga dotyczy też pozostałych. Chodzenie po głównej wyspie jest przyjemne, nie ma samochodów, niemal wszędzie jest ciekawie i można się schować przed słońcem w wielu wąskich ścieżkach.

Jeśli mieszkacie w Mestre, to za 1,35€ w 10-11 minut dojedziecie pociągiem na wyspę. W ostatnich latach w okolicach stacji Mestre zbudowano bardzo wiele tanich hoteli, dlatego jest spora szansa, że tego typu dojazd będzie dla Was szybszy niż tramwaj lub autobus. Niestety pociąg nie jest dostępny w ramach karnetu, wtedy trzeba będzie korzystać z wcześniej wspomnianego tramwaju lub autobusu. Oba są zresztą w porównywalnej do pociągu cenie, 1,5€ za do 75 minut jazdy. 7,5€ obowiązuje tylko na tramwaj wodny. Ilość połączeń każdego dnia niezależnie od wybranego środka transportu jest naprawdę duża, więc nie musicie nawet jakoś specjalnie planować konkretnego czasu wyjazdu. Powrót do Mestre nawet w środku nocy jest możliwy. Dwie nocne linie autobusowe jeżdżą przez całą noc co pół godziny, co 10 lub 20 minut następuje więc kolejny odjazd z wyspy. Wracałem kiedyś ok. 2 i wszystko działało sprawnie, typów z pod ciemnej gwiazdy nie było.

No dobra, a więc od początku. Do Wenecji można dostać się na wiele sposobów. Może to być Flixbus bezpośrednio z pod lotniska w Bergamo lub z innego włoskiego miasta np. Bolonii, pociąg np. z Mediolanu czy Werony, ale i oczywiście przylot bezpośrednio do Treviso lub na główne lotnisko Marco Polo. Niestety po za Warszawą i lotem LOTem (przed pandemią), ilość rotacji tygodniowo jest mocno ograniczona, dlatego nie zawsze lot bezpośredni będzie najbardziej optymalny. W starych dobrych czasach Flixbus z Bolonii kosztował ok. 30zł, z Bergamo ok. 50zł, Italo treno z Mediolanu za 9,9-14,9€, a to wszystko jeszcze można było obniżyć kodem. Teraz to poszaleli z tymi cenami, więc lepiej wszystko sprawdzić przed zakupieniem lotu na odległe lotniska.
Jak się dostać z danego weneckiego lotniska dowiecie się w odpowiednich tematach na forum. W tym miejscu zaczynam swoją przygodę z głównego lotniska. Bardzo Wam polecam wybranie łódki firmy Alilaguna - bilet kupcie tu. Niestety nie jest ona w cenie karnetu (zresztą to samo dotyczy autobusu bezpośrednio z lotniska). Do Murano dostaniecie się za 7€ jeśli kupicie bilet przez internet i 1€ więcej jeśli na miejscu. Jeśli kupicie bilet w 2 strony to zapłacicie 13€ lub 15€. Wenecja właściwa lub Lido, to odpowiednio 14€ i 15€ w jedną stronę oraz 25€ i 27€ w dwie strony. Koniecznie pamiętajcie, że bilet kupiony przez internet musicie odebrać w kasie. Przypłynięcie na lotnisko statkiem daje dużo więcej frajdy niż autobusem, a niekoniecznie musi być dużo droższe, szczególnie jeśli popłyniemy na/z Murano, a stamtąd już na karnecie popłyniemy dalej. Podstawowa cena na autobus z lotniska to 8€ zarówno za miejski jak i przyśpieszony. Ten pierwszy w przypadku kupowania go z karnetem kosztuje 6€. Myślę, że jednorazowo warto zaszaleć. Ja akurat wybrałem sobie taki powrót w związku z czym miałem sporo problemów, żeby wymienić mój internetowy bilet na fizyczny. O ile na lotnisku, to prosta sprawa, to na mieście nie koniecznie. Punkty sprzedaży w większości ich nie wymieniają. Dla potomnych wspomnę, że na stacji kolejowej na wyspie (Venize St. Lucia) przy linii peronów po prawej znajdziecie właściwą kasę. Problem z wydawaniem biletów, nie tylko tych, niestety zdarzył mi się nie raz.
Z lotniska chciałem jednak jechać autobusem i to możliwie jak najtaniej, dlatego udałem się w pieszą podróż do najbliższego przystanku po za lotniskiem czyli Tessera. To tylko kilka minut, a jednocześnie pokazanie środkowego palca mafii lotniskowej z ich absurdalnymi dopłatami. Rozkład jazdy oraz trasę znajdziecie na stronie ACTV. Jeśli chcecie jechać na wyspę wybierzcie autobus 5, jeśli do Mestre to 15. Tutaj następuje kolejna uwaga, bilet jednorazowy nie jest możliwy do kupienia na lotnisku, ani w autobusie. Można go kupić tylko przez aplikację. Pozdrawiam w tym momencie siebie z przeszłości z telefonem na Windowsie. Tak się zaczęła moja nienawiść do Wenecji. Na szczęście po drugiej stronie ulicy jest kiosk (Tabacchi z szyldem z dużą literą T) i tam sprzedawali bilety. Na lotnisku dostaniemy za to bez problemu karnet i ewentualnie naszą kartę Rolling Venice w punkcie Venezia Unica. Możemy go aktywować w autobusie na przystanku Tessera.
Do odjazdu autobusu zostało mi trochę czasu, dlatego udałem się pod pobliski kościół, żeby uciec przed słońcem.
Załącznik:
pomnik-przy lotnisku.JPEG
Załącznik:
kościół-przy lotnisku.JPEG

Na koniec tylko dodam, że nigdy nie odbyłem opisywanej tutaj podróży. Owszem, odwiedziłem opisywane miejsca, ale niekoniecznie w tej kolejności. Większość będzie dotyczyła mojej tegorocznej wizyty w Wenecji, ale częściowo także poprzedniej podróży np. opis Biennale Architektury/Sztuki, które w tym roku się nie odbyło, a uważam, że warto choć raz w życiu coś takiego zobaczyć, nawet jeśli nie jesteście wielkimi fanami tego typu wystaw. Jest to pewnego rodzaju unikat na skale światową, bo mamy tu do czynienia m.in. z grupę zdaje się ponad 100 krajów, które co roku aranżują swoje osobiste przestrzenie dziełami "lokalnych" artystów.
Tyle tytułem wstępu, zapraszam jednocześnie na pierwszy odcinek, czyli wyspę Torcello, który ukarze się jeszcze dzisiaj jak go napiszę i jak ktoś napisze komentarz, żeby mi się nie dodał do wstepu jako aktualizacja.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 17 Lis 2020 22:14 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 827
złoty
1. Torcello

Czy warto się wybrać? Można, ale jeśli nie macie czasu, to sobie odpuśćcie.

Jak się dostać? Większość z Was będzie ją zwiedzać wraz z Burano. Po między Torcello i Burano kursuje tramwaj wodny nr 9, co 15 minut między 9 a 18. W godzinach porannych i wieczornych dostaniemy się tutaj także z głównej wyspy (przystanek Fondamente Nove) i z Murano - vaporetto nr 12.

Ile czasu trwa dopłynięcie? 38 minut z przystanku Fondamente Nove, 29 minut z Murano Faro - Vaporetto nr 12 lub 5 minut z Burano - Vaporetto nr 9.

Co tutaj się znajduje? Bazylika Santa Maria Assunta z VII-XI w. z pięknymi mozaikami, kościelna dzwonnica, Kościół Santa Fosca z XI-XII w, Muzeum prowincjalne, łąki i bagna.

Ile czasu potrzeba? Jeśli nie będziecie wchodzić do muzeum to >1h. Z muzeum i posiłkiem odpowiednio więcej, ale myślę, że więcej niż 3h tu nie spędzicie.

Ile trzeba przejść? Co najmniej 1,5km. Ja zrobiłem ponad 2km.

Minęła doba, więc ten post nie powinien połączyć się ze wstępem. Zapraszam więc na wyprawę do kolebki weneckiej kultury.
Załącznik:
mapa.jpg
Jako, ze był to pierwszy punkt mojego zwiedzania, to dotarłem na wyspę dość wcześnie. Vaporetto nr 13 z przystanku Fondamente Nove pływa tu bezpośrednio zdaje się do 9 rano. To jest zaleta, bo nie trzeba się przesiadać na Burano. Niestety w moim przypadku oznaczało to zamknięte muzeum. Trudno mi powiedzieć czy dużo straciłem czy nie. Musicie sami zdecydować.
Z samego rana wyspa była pusta. Dosłownie kilka osób, co widać na zdjęciu, przybyło wraz ze mną. Przyznaję, że nawet do Burno tłumów nie było, może taka pora, albo pandemia. Zanim zacumowaliśmy na przystanku można było podziwiać trudno powiedzieć co, jakieś bagienko (1). Wysiadłem i co? Nic, jest wykostkowana ścieżka i nic więcej. Trzeba nią iść przez jakieś 300 metrów (2). Dochodzimy do jakiś zabudowań (3). Znajdują się tu jakieś restauracje, jeśli ktoś chce można też tu przenocować z dala od zgiełku wyspy głównej. Jeszcze kawałek i trafiamy do części historycznej. Znajdziemy tutaj jedne z najstarszych obiektów na lagunie Weneckiej.
Załącznik:
bagienko.JPEG
Załącznik:
droga z przystani.JPEG
Załącznik:
można coś zjeść lub zamieszkać.JPEG
Na Torcello uciekli swego czasu mieszkańcy lądu i to tutaj jeszcze w X w. znajdowało się ważny ośrodek miejski. Mieszkało tu nawet ponad 10000 osób. Była to nawet siedziba biskupa. To co zobaczymy obecnie to tylko jakieś resztki, ale nie znaczy, ze nieciekawe. Nawet bez wchodzenia do muzeum możemy zobaczyć kilka kamiennych artefaktów poukładanych wokół ścian budynków (4). Po prawej stronie stoi Kościół Santa Fosca (5), do którego niestety nie można było akurat wejść. Zaraz obok stoi Bazylika Santa Maria Assunta wraz z dzwonnicą (6 i 7). Znajdziemy tutaj słynne freski. Dzwonnica niestety była w remoncie. Z przodu mamy jeszcze ruiny apsydioli i kolejny uroczy budynek (8). Można się okręcić dookoła siebie i wszystkie zabytki mamy wokół siebie. Właściwie trudno sobie wyobrazić, że to spokojne obecnie miejsce tętniło życiem i opływało w dostatki ze względu na położenie na szlakach handlowych i sprzedaż soli. Bazylika wręcz zadziwia swoją nieproporcjonalną wielkością. Miałem wrażenie jakby kogoś mocno poniosło i zbudował wielki kościół w małej wiosce. Podobno wszystkiemu winna epidemia malarii. Torcello zaczęło być ponownie dostrzegane, gdyż Ernest Hemingway, spędził tu część roku 1948. Pisarz bardzo upodobał sobie wyspę.
Załącznik:
trochę historii.JPEG
Załącznik:
Kościół Santa Fosca.JPEG
Załącznik:
Bazylika Santa Maria Assunta .JPEG
Załącznik:
Bazylika Santa Maria Assunta z dzwonnicą.JPEG
Załącznik:
hmmm.JPEG
Właściwie to byłoby na tyle jeśli chodzi o historie. Obszedłem kościół. Jeśli ktoś chce może sobie tutaj odpocząć. Jest tu mnóstwo zieleni, drzewo, łąka, woda, sielsko i spokojnie. Postanowiłem iść dalej, ścieżka co raz bardziej zarastała, aż w końcu się skończyła. Zawiedziony jakoś bardzo nie byłem, bo miałem świetny widok na Burano (9), urocze miejsce. Nie chciałem jednak wracać tę samą drogą, więc poszedłem polną ścieżką nad kanałem. Po drodze podziwiałem lokalne gospodarstwa (10). Następnie ponownie skierowałem się w stronę głównej ścieżki i pokonałem słynny most "Ponte del Diavolo" (11). Szczerze mówiąc trudno było się domyślić, że to XV. zabytek.
Załącznik:
widok na Burano.JPEG
Załącznik:
powrót polną ścieżką.JPEG
Załącznik:
słynny mostek.JPEG
Na tym skończył się mój pobyt na Trocello, a ja wsiadłem do Vaporetto nr 9 i udałem się w kierunku Burano.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#3 PostWysłany: 18 Lis 2020 22:06 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 827
złoty
2. Cavallino-Treporti

Czy warto się wybrać? W domu się Wam nudzi? Lepiej patrzeć jak schnie farba.

Jak się dostać? Z głównej wyspy (przystanek Fondamente Nove) i Murano (Faro) linią numer 12 (przez Burano) lub 13 (przez San Erasmo) na przystanek Treporti. Z placu Św. Marka i Lido linią nr 14 na przystanek Punta Sabbioni.

Ile czasu trwa dopłynięcie? 58 minut z przystanku Fondamente Nove, 49 minut z Murano, 15 minut z Burano - Vaporetto nr 12; Godzinę z przystanku Fondamente Nove, 51 minut z Murano, 30-13 minut z San Erasmo - Vaporetto nr 13; 35 minut z placu Św. Marka, 21 minut z Lido - Vaporetto nr 14.

Co tutaj się znajduje? Rozczarowanie

Ile czasu potrzeba? W ogóle. Ja spędziłem tutaj tylko 1,5h.

Ile trzeba przejść? Najlepiej nic. Zapakujcie się z powrotem na Vaporetto i wracajcie. Ja szedłem z 5 km.

Jak już chyba zauważyliście nie polecam, ale zawsze jest jakieś ale, nie doszedłem do plaż, a pewnie warto. Być może akurat źle trafiłem, ale z drugiej strony inne miejsca jakoś sobie poradziły.
Zacznijmy jednak od jednaj bardzo ważnej sprawy. To uzurpatorzy, właściwie to są na półwyspie i nie powinienem ich liczyć jako wyspa w mojej relacji. Choć w sumie jak spojrzeć na mapę, to przystanek Treporti jest na wyspie, bo jakiś tam kanał oddziela ten fragment lądu.
Na wyspę przypłynąłem dość późno, był to ostatni przystanek mojej podróży tamtego dnia. Przypłynąłem do Treporti, a wypłynąłem z Punta Sabbioni. Drogę po między nimi przeszedłem, trasa wyglądała mniej więcej tak jak na mapie poniżej.
Załącznik:
mapa.jpg
Z San Erasmo przybyłem tutaj Vaporetto nr 13. Wysiadam i nie bardzo wiem gdzie jestem. Właściwie widzę jakiś wielki parking, budynek i nic więcej. Przyznaję, byłem zmęczony i w sumie dość zadowolony z poprzednich odkryć. Nic dziwnego, że czułem się rozczarowany. Trochę nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Uznałem, że trzeba iść przed siebie, coś tu w końcu musi być, skoro jest przystań. Ludzi wysiadło ze mną sporo, ale prawie wszyscy poszli do samochodów. Nieliczni udali się do autobusu. Niby mam karnet, ale zdaje się, że tam to on już nie działa, bo obsługują ich autobusy AVTO (jeżdżą też na weneckie lotniska). Nawet nie próbowałem się pytać. Uznałem, że piechotą też można się wydostać. Niestety pierwsze próby nie były udane. Potem natrafiłem na policję i zacząłem się stresować, że nie da się wyjść i że zaraz zaczną mi zadawać pytania. To jakoś poprawiło wydajność mojego umysłu i od razu znalazłem ścieżkę oraz nawet jakiś ludzi nią idących. Na szczęście chodnik nie wyglądał na taki co miałaby się zaraz kończyć i rzeczywiście nie skończył się. Można więc spokojnie chodzić tutaj pieszo, nawet jeśli mało kto to robi i przez pierwszy kilometr właściwie nie było nic do czego ktokolwiek po cokolwiek miałby przychodzić. Dotarłem jednak do pierwszego mostku, a tu już było widać jakąś cywilizację. Jeszcze raz odpaliłem mapę w telefonie i zaplanowałem moje przejście do Punta Sabbioni. Wyszło mi, że nie ma szans bym dotarł tam za dnia, no ale cóż, miałem nadzieję, że nic ciekawego przez to jednak nie przegapię.
Załącznik:
Treporti.JPEG
Załącznik:
cały czas przed siebie.JPEG
Załącznik:
pierwszy most.JPEG
Idąc dalej natrafiłem na słynny XX w. kościół Trójcy Przenajświętszej. Trochę mu brakowało, do tego do czego przyzwyczaiła mnie Wenecja, a może i całe Włochy. Nawet nie wchodziłem. Śpieszyłem się, by jak najwięcej zobaczyć za dnia. Ogólnie cała okolica wyglądała jak zwykłe miasteczko, niby można się po nim przejść, ale właściwie po co? Na przykład po to, by zobaczyć jakiś typowy budynek lub jakiś nietypowy budynek, który pachnie trochę brutalizmem, a przynajmniej tak go określiłem na potrzeby zwiększenia zadowolenia z oglądania go. Znajdziemy tu też przykłady zrównoważonego produkowania energii - mają od czas do czasu jakieś solary. Kto by się spodziewał, że tak szybko dojdę do trzeciego mostka i tym samym trafię już oficjalnie na półwysep. Ten konkretny most był zwodzony. Nie wiem na ile często zdarza się mu podnosić, ale pamiętam, że jako dziecko uwielbiałem stać i gapić się jak się podnosi most, zdaje się, w Dziwnowie.
Załącznik:
kościół św. Trójcy.JPEG
Załącznik:
taki tam domek.JPEG
Załącznik:
brutalizm.JPEG
Załącznik:
energia odnawialna.JPEG
Załącznik:
trzeci mostek.JPEG
To miejsce jest też ważne z innego powodu. Kilkadziesiąt metrów dalej po prawej jest supermarket. Po raz kolejny w przypadku moich podróży jestem głodny, bo nic nie jadłem od dawna. Jedzenie batonów, to jednak nie to samo, a na San Erasmo i wyspie Vignole nie bardzo miałem gdzie zjeść coś sensownego. Choć dla wielu z Was supermarket nie wydaje się ziemią obiecaną jeśli chodzi o jedzenie we Włoszech, to dla mnie w tamtym momencie nią był. Nawet trójkątna kanapka w tamtym momencie jawiła się jako wykwintne danie. Szczerze mówiąc już nie pamiętam co kupiłem po za bananem i lodami, ale od razu jakoś mi się humor poprawił.
Od razu napisze, że to nie tak, że żadnej knajpy czy czegoś podobnego nie było przez całe 5 km, ale musicie pamiętać, że śpieszyłem się. Robiło się już ciemno, a ja miałem jeszcze ze 2,5 km drogi piechotą do pokonania. Władowanie się na Vaporetto, potem jeszcze jedno, a potem jeszcze autobus, jak nic ponad 2 godziny, a w rzeczywistości nawet dłużej, bo zalało plac św. Marka i pierwszy raz było mi to dane doświadczyć. Mojżesz powoli zaczyna działać, więc w przyszłości już może nie będzie można doświadczyć łażenia po kolana w wodzie w tym miejscu. Z tej radości pokręciłem się jeszcze trochę po okolicy i w hotelu byłem naprawdę późno.
Jeszcze kawałek i doszedłem do głównej drogi. Teraz już cały czas przed siebie. Jestem już jednak zaspany i każde kolejne pół kilometra przychodzi mi z coraz większą trudnością. Nadal nic ciekawego nie widzę. Chodnik cały czas jest za to ok. Gęstość zabudowy znowu spada. Co chwile zerkam na mapę w nadziei, że już niewiele mi zostało. Przechodzę obok jakiejś ruiny, którą zaczęła odzyskiwać natura. Zrobiło się już ciemno, a ja trafiam na spore rondo z napisem "Welcome". Cel mej podróży już blisko. Jeszcze kilka minut i jestem na przystanku. Nie mam pojęcia, o której najbliższe Vaporetto, ale to nie ma znaczenia, bo zawsze to koniec tułaczki, przynajmniej na chwilę. Okolica wygląda jak na zdjęciu. Mamy jakąś informację turystyczną, pomnik i budę z jedzeniem. Przypływa tu tez prom samochodowy.
Załącznik:
już bliżej niż dalej.JPEG
Załącznik:
wreszcie coś ciekawego.JPEG
Załącznik:
no nie wiem.JPEG
Załącznik:
IMG_4353.JPEG
Jakoś się szczęśliwie złożyło, że Vaporetto nr 14 na plac św. Marka odpływało za kilka minut. Wraz ze mną wsiadło dosłownie kilka osób. O tej porze ludzie pływają raczej w odwrotnym kierunku. Siadam na zewnątrz i pozwalam orzeźwić się powiewom wiatru.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#4 PostWysłany: 19 Lis 2020 19:42 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 827
złoty
3. Murano

Czy warto się wybrać? Można, ale jeśli nie chcecie oglądać pokazów tworzenia szkła, a wahacie się miedzy Murano i Burano, to lepiej wybrać to drugie.

Jak się dostać? Każdemu typowemu turyście polecam sezonową linię 7 z placu św. Marka. Mamy też linię 4.1 i 4.2, które przepływają przez większość przystanków głównej wyspy oraz 3 z pętli autobusowo-tramwajowej i przystanku kolejowego. Jest też np. sezonowe 18 z Lido 12 z Burano czy 13 z San Erasmo. Kursuje tu także linia nocna. Transport między przystankami Murano Colonna i Fondamente Nove dostępny jest także za 5€ w jedną stronę. Standardowy bilet za 7,5€ jest natomiast ważny 75 minut, więc może się opłacać jeśli na wyspie spędzicie do 50 minut.

Ile czasu trwa dopłynięcie? Zależy od miejsca startu. 9 minut z przystanku Fondamente Nove czyli głównego hubu w kierunku północnym, 20-30 minut z dworca kolejowego, przystanku autobusowego i nawet 40 minut z plac św Marka. Rozkład jazdy 7 nie jest na tę chwilę dostępny, ale prawdopodobnie pozwala wam ona oszczędzić z kwadrans.

Co tutaj się znajduje? Wyspy te znane są z wyrabiania szkła oraz bycia Wenecją w mniejszej skali. Mamy tu także kilka pięknych kościołów, muzeum i latarnie morską.

Ile czasu potrzeba? To kolejne miejsce jakich tu wiele. Absolutnie nie chodzi mi o wtórność a raczej o fakt różnych typów zwiedzania. Można spędzić 30 minut i w sumie starczy, ale tak naprawde warto poświęcić tutaj ze 2 godziny nie licząc czasu na muzeum szkła czy posiłek. Np. Michelin zakłada preferowany czas zwiedzania na 1,5 godziny.

Ile trzeba przejść? To trochę zależy od Was samych, ale 2 km to minimum, żeby przejść po tym co ważne. Zawsze można też popłynąć wokół którąś z linii Vaporetto. Nie mniej jednak przejść się wzdłuż Rio del Vetrai i wejść np. do Bazyliki Najświętszej Maryi Panny i św. Donata warto.

Murano jest chyba najpopularniejszą z wysp laguny weneckiej nie licząc oczywiście tej głównej. Różnego rodzaju opisów, relacji i porad pojawiło się, także na tym forum, sporo. Jest to dobry wybór na pierwszy wypad gdzieś dalej, bo od razu odczuwa się inność w porównaniu z Wenecją właściwa, a jednocześnie to tylko kilka minut podróży Vaporetto. Określenie "mała Wenecja" wydaje mi się tutaj jak najbardziej właściwe. Jest trochę spokojniej, wszystko jest niższe, mniejsze, trochę biedniejsze, ale nadal zachwycające. Wzdłuż kanałów są chodniki w przeciwieństwie do części kanału Grande, więc można sobie tu swobodnie spacerować. Szczególnie teraz można było swobodnie chodzić wzdłuż wyspy bez zbędnego tłoku, w normalnych czasach bywa różnie, choć i tak luźniej niż na moście Rialto i przy innych topowych atrakcjach.
Załącznik:
widok z vaporetto.JPEG
Załącznik:
przy przystanku navagero.JPEG
Załącznik:
wenecki autobus hop on hop off.jpg
Załącznik:
no ten kanał wygląda jakoś bardziej grande.jpg
Załącznik:
z mostu.jpg

Większość osób przypływa tutaj dla szkła, dlatego mam dla Was cytat z jednego ze sklepów: "Szanowny kliencie! Być może nie wszystko, co wydaje się sprzedać jako przystępne jak niektóre artykuły w innych sklepach. Powodem jest to, że tylko sprzedają towary z Murano i żaden z Chin." Szkło z Murano jest drogie i jeśli cena wydaje Ci się normalna, to najprawdopodobniej to chińska podróbka. Jeśli nie widzisz różnicy, to może nie kupuj wcale, aby nie zachęcać sprzedawców na Murano do sprzedaży podróbek. Na Aliexpress będzie równie dobrze, a taniej.
Załącznik:
przy murano colonna.jpg
Załącznik:
w drodze na poszukiwanie szkła.jpg
Załącznik:
szkło znalezione.jpg

Zostawiam Was z kilkunastoma zdjęciami z własnych przechadzek po wyspach. Część jest z czasów pandemicznych, część z wcześniej. To kolejne z miejsc, po którym można sobie pochodzić bez żadnego planu, szczególnie jeśli zobaczyliśmy już proces wyrobu szkła i weszliśmy do jednego lub kilku kościołów.
Załącznik:
rzeczywiście wygląda jak mała wenecja.jpg
Załącznik:
rzeczywiście wygląda jak mała wenecja2.jpg
Załącznik:
mini wenecja.jpg
Załącznik:
przed pandemiczne czasy.jpg
Załącznik:
świąteczne ozdoby we wrześniu.jpg
Załącznik:
wieża zegarowa bazyliki.JPEG
Załącznik:
Bazylika Santi Maria e Donato.JPEG
Załącznik:
wnętrze bazyliki.JPEG
Załącznik:
no chyba widać.JPEG
Załącznik:
na murano jak widac tłumy.JPEG
Załącznik:
ulica.JPEG

Stojąc na przystanku Murano Colonna mamy dobry widok na cmentarz na wyspie San Michele. Z kolei Murano Faro, to piękna latarnia. Trudno powiedzieć przy którym przystanku lepiej wysiąść. Pewnie najlepiej pokręcić się przy obu.
Załącznik:
widok na cmentarz.jpg
Załącznik:
latarnia.JPEG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez adam1987, 07 Gru 2020 15:56, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
Zeus uważa post za pomocny.
 
 
#5 PostWysłany: 19 Lis 2020 22:19 

Rejestracja: 29 Maj 2011
Posty: 232
Loty: 178
Kilometry: 329 695
niebieski
Swietne kompedium wiedzy, na pewno pomoze w planowaniu wyjazdu w te rejony.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 20 Lis 2020 22:37 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 827
złoty
4. Burano i Mazzorbo

Czy warto się wybrać? Koniecznie, jesli macie trochę czasu, żeby wyrwać się z wyspy głównej, to najlepiej tutaj.

Jak się dostać? Z głównej wyspy (przystanek Fondamente Nove) i z Murano - vaporetto nr 12. Pływa tu także linia nocna.

Ile czasu trwa dopłynięcie? 43 minut z przystanku Fondamente Nove na Burano i 33 do Mazzorbo, 34 i 24 minut z Murano Faro - Vaporetto nr 12

Co tutaj się znajduje? Burano jest znane przede wszystkim z kolorowych domków. Są tu też m.in. Kościół Św. Marcina i muzeum Koronki. Mazzorbo to trochę zieleni, winnica i Kościół Św. Katarzyny.

Ile czasu potrzeba? Jeśli nie będziecie wchodzić do muzeum to na samo Burano i kościół starczy 1h. Rekomendowany czas pobytu na wyspie to jednak 1,5h. Wizyta w muzeum to ok. 1h. Dodatkowe 30 minut dodajcie na Mazzorbo.

Ile trzeba przejść? Co najmniej 1,5 km jeśli chcecie spacerować tylko po Burano i kilkaset metrów więcej w przypadku wyprawy na Mazzorbo. Ja zrobiłem ponad 4 km.

Burano, to kolejna wyspa, obok Murano, która jest bardzo dobrze opisana i obfotografowana. Mazzorbo choć jest połączona z Burano mostem, to nie przyciąga już takie zainteresowania. Przyznaję, że i ja potraktowałem ją po macoszemu ze względu na napięty harmonogram. Na mapie zaznaczyłem fragment trasy, który jest tym podstawowym do przejścia, choć jeśli macie czas to polecam Wam pokręcić się również po nabrzeżu. Krzyżyk to supermarket coop jeśli chcielibyście kupić jakieś przekąski czy napoje, a niekoniecznie mieli czas na wizytę w kawiarni. Jak widać Burano składa się z pięciu "wysp", a Mazzorbo z kolejnych dwóch.
Załącznik:
mapa.jpg

Jako, że niestety trochę pokręciłem numerację wysp, to Burano i Mazzorbo pojawiają się dopiero teraz, choć powinny zaraz po Torcello. Ze względu na bliskość warto zrobić wszystkie trzy wyspy za jednym razem. Taka wyprawa to jednak co najmniej 4 godziny, choćby ze względu na dość znaczną odległość od Wenecji właściwej. Jeśli jednak chcemy się wszystkim nacieszyć, przysiąść w knajpce i napić się kawy, pobuszować między kramami z pamiątkami, to okaże się, że zajdzie nam pół dnia.
Tyle czasu nie miałem. Przybyłem tu dość wcześnie, bo ok. 10 z Torcello. Pierwsze wrażenie mam nieco inne niż to czego się można spodziewać po zdjęciach w internecie. Tych intensywnych kolorów jeszcze, aż tak nie widać (choć było je widać z promu). Przy przystanku znajdziemy mały skwerek, poidełko i pomnik. Zacząłem od zrobienie zdjęcia z widokiem na Torcello i miejsce, z którego robiłem takie samo zdjęcie tylko, ze z widokiem na Burano.
Załącznik:
przystanek Burano.JPEG
Załącznik:
pomnik i źródełko.JPEG
Załącznik:
widok na Torcello.JPEG

Nie wiedziałem gdzie się udać, więc poszedłem wzdłuż wybrzeża. Niestety widać, ze ta część jest mniej uczęszczana, bo tynk trochę bardziej tu odpada, nie ma też żadnych straganów czy knajp. Nawet kolory nie są tu tak wyraziste. Może to spryt mieszkańców? Dzięki temu mają spokój i mniej osób kręci im się pod oknami. Może jednak te wszystkie zdjęcia, które widziałem to lekka przesada. Idę dalej i okazuje się, że nie mogłem się bardziej mylić. Nadal jest pusto, ale już kolorowo. Jeszcze kawałek i dochodzę do kanału, który na zaznaczeniu na mapie jest ogonkiem.
Załącznik:
nie zawsze jest pieknie.JPEG
Załącznik:
robi się bardziej kolorowo.JPEG
Załącznik:
mają też kanały.JPEG

Ja jednak przechodzę przez most i idę dalej, aż do nadbrzeża. Tutaj po raz kolejny znajduję trochę zieleni i znowu spoglądam w kierunku Torcello. Chwilę później zakręcam i wracam do kanału, a następnie idę wzdłuż niego. Po jakiś dwustu metrach kanał zakręca o 90 stopni. Tutaj znajduje się mała kapliczka na ścianie jednego z budynków. Zastanawiam się czy nie przejść przez most, bo widać, że dalej robią jakieś remonty. Ryzykuje i idę dalej prosto, aż do głównego placu przy kościele św. Marcina. Na szczęście nie musiałem zawracać. Z tej perspektywy widać jak bardzo krzywa jest wieża, nawet ta w mieście Pizza wydaje mi się bardziej prosta.
Załącznik:
wybrzeże .JPEG
Załącznik:
kolejne domki.JPEG
Załącznik:
domki i krzywa wieża.JPEG

Nagle pojawiają się inni turyści. Większość przychodzi tu prosto z przystanku, bez zbędnego krążenia jak ja. Pojawiają się kramy. Plac jest dość duży po jednej stronie mamy muzeum koronki, a po drugiej słynny XVI wieczny kościół św. Marcina z charakterystyczną krzywą wieżą. Na samym placu stoi studnia oraz pomnik, ale jego podpis nic mi nie mówi. Dopiero później dowiaduje się, że Baldassare Galuppi to osiemnastowieczny kompozytor i twórca oper z Burano. Idę do kościoła, a tam zaraz za drzwiami wejściowymi wita mnie uśmiechnięty Jan Paweł II. Wnętrze kościoła nie jest bardzo imponujące, ale i tak nie odmawiam sobie obejścia go wokół. Warto zwrócić uwagę na obraz Giambattista Tiepolo z 1727 roku pt. "Crufixion". Właśnie przyjrzałem się swojemu zdjęciu i widzę, że to nie ten obraz. Ten właściwy jest naprzeciwko, po lewej stronie od wejścia, ale moje zdjęcie zawiera tylko jego fragment, więc go nie dodaje.
Załącznik:
muzeum koronki.JPEG
Załącznik:
kościół św. Marcina.JPEG
Załącznik:
kościół św. Marcina - wnętrze.JPEG
Załącznik:
to ten obraz.JPEG

Wychodzę z kościoła. Niestety nie mogę wejść na wieżę, a zapewne widok z niej byłby świetny. To już kolejny punkt widokowy, który muszę odpuścić, a przyznam, że co do zasady uwielbiam włazić po milionie kręconych schodów, żeby po kilku-kilkunastu minutach ledwo dysząc zachwycam się widokami. Kieruje się na główną drogę, ale dość szybko skręcam w lewo by skierować się w kierunku kolejnego kanału i kolejnej wysepki tworzącej Burano. Co ciekawe nazywa się ona Giudecca czyli tak jak południowa wyspa Wenecji właściwej (w sumie to nie wiem czy to jeszcze Wenecja właściwa, ale bardzo blisko, więc chyba tak). Jest to część o najmniejszym zaludnieniu, choć nadal przypada tu ponad 10000 osób na km2. Skręcam w prawo i idę wzdłuż wyspy. Zachodzę na chwilę na wybrzeże (zdjęcie numer 2 jeśli się nie mylę). Przechodzę przez kolejny most w okolicy kościoła św. Barbary. Tutaj irytują mnie turyści, którzy blokują drogę, robią zdjęcia i nie noszą maseczek, choć w tłumie jest to zalecane przez władze. Sam zakładam, żeby ukryć moje poirytowanie, nie żeby ktoś zwrócił na nie uwagę, ale co tam. Kawałek dalej mamy placyk ze skwerkiem i widok na kolejne kolorowe domki. Kręcę się po uliczkach i zawracam w kierunku przystanku Vaporetto. Po drodze natrafiam na supermarket Coop. To chyba jedyny większy sklep na wyspie. Zaznaczyłem go dla Was na mapie. Może się przyda. Idę dalej w kierunku przystanku i dalej wzdłuż wybrzeża w kierunku mostu. Robię ostatnie zdjęcie z widokiem na Burano.
Załącznik:
główna aleja.JPEG
Załącznik:
z innej perspektywy.JPEG
Załącznik:
i jeszcze raz.JPEG

Przechodzę na Mazzorbo. Wyspa ta jest niemal 2,5 raza większa od Burano, ale mieszka tu z 10 razy mniej ludzi. Wynik jest prosty, mamy tu bardzo dużo zieleni. Zaraz za mostkiem znajduje się winnica. Nie wiem czy można tu wejść, ale na chwilę wchodzę, bo jest otwarte. Zdaje się, że mają tu restauracje z lokalnymi produktami. Idę dalej wzdłuż wybrzeża w kierunku przystanku Vaporetto - Mazzorbo. Na rogu wyspy trafiam na uroczy park. Można odpocząć od Słońca. Jak widać jakaś rodzina z dziećmi, również dostrzega potencjał tego miejsca. Z parku mamy widok na wieżę. Wygląda znajomo, ale nie jest to ta stojąca przy kościele św. Marcina. Na zdjęciu po prawej widać natomiast coś co wygląda jak wieża ciśnień, ale znajduje się po drugiej stronie, w cichej części Burano.
Załącznik:
park na mazzorbo.JPEG
Załącznik:
2 wieże.jpg

Wychodzę drugim wyjściem z parku i idę dalej w kierunku przystanku, przechodzę obok niego i idę dalej przed siebie, bo mam jeszcze 10 minut do mojego Vaporetto. Spoglądam na znajdująca się po drugiej stronie wody wyspę Mazzorbetto. Tam niestety nie dopłyniemy komunikacją publiczną. Wracam na przystanek, bo już najwyższy czas. W drodze na wenecką wyspę główną robie jeszcze zdjęcie z widokiem na jedyny kanał na Mazzorbo. Jak sami widzicie na wyspie może i byłem, ale potraktowałem ja po macoszemu. Warto tu wejść do kościoła św. Katarzyny. To ostatni kościół jaki się tutaj ostał. Jeśli będziecie mieli szczęście i będzie otwarte powinniście być zadowoleni. Wyprawy w czasach pandemii mają swoje wady.
Załącznik:
mazzorbo w okolicach przystanku.JPEG
Załącznik:
widok na Mazorbetto.JPEG
Załącznik:
widok na Mazzorbo.JPEG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#7 PostWysłany: 21 Lis 2020 17:18 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 827
złoty
5. San Michele - cmentarz

Czy warto się wybrać? Zdecydowanie. Jeśli nie macie wiele czasu, a chcecie zobaczyć jakąkolwiek inną wyspę, to jest to najlepszy wybór, bo całość z transportem zajmie Wam tylko 30 minut.

Jak się dostać? Pływają tu linie 4.1 i 4.2, które zatrzymują się na większość przystanków głównej wyspy, ale opływają ją w odwrotnym kierunku.

Ile czasu trwa dopłynięcie? 6 minut z przystanku Fondamente Nove czyli głównego hubu w kierunku północnym lub 3 minuty z Murano (Colonna)

Co tutaj się znajduje? Bardzo różnorodny cmentarz i kościół św. Michała Archanioła.

Ile czasu potrzeba? 20 minut wystarczy (co tyle pływa linia 4.1 oraz 4.2), więc może być to przerwa w podróży między wyspą główną, a Murano. Jako, ze obie linie pływają naprzemiennie, to w razie potrzeby możecie wydłużyć swój pobyt o 10 minut albo skrócić. Zachęcam raczej do tego pierwszego.

Ile trzeba przejść? Trudno powiedzieć, wyspa nie jest bardzo duża. Najprawdopodobniej pokonacie mniej więcej jeden kilometr.

Nie wszyscy lubią zwiedzać cmentarze, ale ten jest w pewnym stopniu niezwykły. Bardzo podoba mi się idea, że ludzie całe życie mieszkający na wyspie, również po śmierci mogą tu zostać. Zabieranie ich na ląd mogłoby nie być właściwe. Oczywiście cmentarz jest stary (choć nie wszystkie jego części), więc taka argumentacja nie stała za jego powstaniem. Choć jest to główny Wenecki cmentarz, to znajdziemy jeszcze kilka innych. Jeden z nich znajduje się na Murano, co może wskazywać na jakąś formę odrębności mieszkańców Murano. Mamy też kilka małych lokalnych cmentarzy np. przy miejscowości Malamocco na wyspie Lido czy przy miejscowości Pellestrina na wyspie o tej samej nazwie.
Na cmentarz przybyłem z Murano po czwartej wieczorem. Wraz ze mną wysiadła tu tylko jedna osoba, ale spacerując po cmentarzu zauważyłem jeszcze kilkanaście innych ludzi, z czego mniej więcej połowa to turyści, a reszta osoby opiekujące się grobami. Wchodząc przez główną bramę natrafiamy na dziedziniec otoczony krużgankiem. W każdej takiej "kapliczce" znajdują się miejsca na trumny lub urny.
Załącznik:
1.JPEG

Sporo przypływających tu turystów przypływa tu, aby zobaczyć groby konkretnych osób. Spoczywają tu m. in. Igor Stravinsky, Joseph Brodsky, Jean Schlumberger czy Christian Doppler. Osobiście nie miałem takich motywów i bardzo zachęcam, żeby się ich wyzbyć. Oczywiście nie znaczy, że nie warto szukać tych konkretnych grobów (a jest to niestety raczej skomplikowane), ale dobrze jest się po prostu powłóczyć jak na po każdej innej weneckiej wyspie. Cmentarz składa się z wielu sektorów, które często są diametralnie różne od siebie. Trzeba pamiętać, że to cmentarz ekumeniczny, więc znajdziemy tu groby osób o rożnych wyznaniach. Niektóre części są bardzo kameralne inne bardzo duże.
Część grobów jest większa i wyższa, a inne mniejsze i niemal na wysokości ziemi. Czasami mamy też do czynienia z niewielkimi zakamarkami być może dla konkretnych rodzin. W porównaniu z moim okolicznym cmentarzem, typowy grób jest tu zdecydowanie mniejszy i niższy. Mam wrażenie, że mało gdzie są tak duże groby jak w Polsce centralnej.
Załącznik:
2.JPEG
Załącznik:
3.JPEG
Załącznik:
4.JPEG
Załącznik:
5.JPEG

Patrząc na wielkość wyspy, zaczynam się zastanawiać, na jak długo starczy tutaj miejsca. Idąc dalej przez przypadek natrafiłem na nową część cmentarza. Musicie wiedzieć, że cały czas trwa tutaj budowa i jest on sukcesywnie powiększany. Wygląda jednak to wszystko już nieco inaczej. Resztki ziemi jaka została jest użytkowana w sposób bardziej "ekonomiczny". Cały ten sektor na północnym skraju wyspy to grupa kolumbariów. To wcale nie tak, że obecnie konieczna jest kremacja. Wiele miejsc jest tutaj przeznaczona na trumny choć ustawione w 5 rzędach. Często na ścianach bocznych są natomiast miejsca na trumny. Jeśli ktoś zastanawia się jak dostać się do grobu ukochanej osoby na poziomie 5, to śpieszę z informacją, że co chwile stoją specjalne schody na kółkach, które możemy przesunąć w odpowiednie miejsce. W takich warunkach oczywiście nie ma możliwości na położenie wielkiego wieńca czy wielu zniczy, ale jak widać na zdjęciach ludzie jakoś sobie radzą. Zamiast zniczy są tu raczej lampki LED, a zamiast wieńców, bukiety. Wszystko wydaje się mądrze zaprojektowane i przygotowane. W razie deszczu są dachy. W różnych miejscach leżą miotełki, konewki, itp. Nowe kolumbaria są moim zdaniem ładniejsze i bardzo eleganckie. Powoli się zapełniają. Od razu widać, które poziomy są najbardziej popularne wśród Wenecjan.
Załącznik:
6.JPEG
Załącznik:
7.JPEG
Załącznik:
8.JPEG

Na cmentarzu mamy też część wojskową, ale po raz kolejny ze względu na konieczność zdążenia na Vaporetto na wyspę San Erasmo musiałem się zacząć śpieszyć i nie mogłem w pełni tego fragmentu zobaczyć. Niektóre groby wyróżniają się w stosunku do pozostałych, są duże i przybierają różne formy. Czasami mamy też do czynienia z małymi "kapliczkami".
Niestety nie było mi również dane odwiedzenie kościoła, który także znajduje się na wyspie. Jest to podobno najstarszy renesansowy wenecki kościół, więc jeśli podczas waszego pobyt byłaby możliwość zwiedzania, to myślę, że warto.
Załącznik:
9.JPEG
Załącznik:
10.JPEG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#8 PostWysłany: 22 Lis 2020 20:53 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 827
złoty
5. Sant'Erasmo

Czy warto się wybrać? Można. Ta wyspa jest inna niż inne. Nazywa się ją weneckim ogrodem, ale nie pełnym pięknych roślin, a bardziej owocowo-warzywnym. Można tu się poczuć jak na wsi.

Jak się dostać? Pływa tu linie 13, ma aż 3 przystanki na wyspie. Jest też linia nocna, choć naprawdę nie mam pojęcia co można tu robić po zachodzie słońca.

Ile czasu trwa dopłynięcie? 28-43 minuty z przystanku Fondamente Nove czyli głównego hubu w kierunku północnym w zależności od przystanku, na który chcemy wysiąść. 19-38 minut będziemy płynąć z Murano (Colonna), a z Triportti to od 13 minut.

Co tutaj się znajduje? XIX wieczny fort i kościół Chrystusa Króla. A także zieleń, spokój i wiejskie klimaty bez brzydkich zapachów, jeśli by się jakiś mieszczuch obawiał.

Ile czasu potrzeba? Przejście między pierwszym, a trzecim przystankiem na wyspie to ok. 60 minut. Jeśli chcecie również odwiedzić fort, to musicie wygospodarować kolejne kilkadziesiąt minut, bo niestety jest on na innym skraju wyspy (zaznaczone krzyżykiem na mapie).

Ile trzeba przejść? Jakieś 4 km, bo ok. 3,5 km zajmuje przejście między skrajnymi przystankami na wyspie. Jeśli chcecie zobaczyć fort, to należy się liczyć z dodatkowymi ok. 2,5km. Możecie też zawsze wrócić z drugiego przystanku, wiele nowego już nie zobaczycie, co może Wam oszczędzić jakieś 1,5 km.

Załącznik:
mapa.jpg

Po 10 minutowej podróży z wyspy Vignole trafiłem na Sant'Erasmo. Kiedy podpłynęło Vaporetto, to pracownik, aż nie dowierzał, że turysta nie chce płynąć w drugą stronę (na główną wyspę). Coś w tym jest. Dla mnie Sant'Erasmo to jedno z wielkich odkryć laguny weneckiej, ale przyznaję, że tak racjonalnie do tego podchodząc, to właściwie nic tam nie ma. Dotarłem tam już po piątej, a to nie był jeszcze koniec moich planów na ten dzień. Przyznaję, ze nie sprawdziłem co ciekawego można zobaczyć na wyspie. Szczerze mówiąc, nie tylko tutaj miałem podobne nastawienie. Nie chciałem, żebym nastawiał się przed przyjazdem i skupiał na tym co polecane. Co zobaczę, to zobaczę, a jest szansa, że trafię na coś niepopularnego, ale dla mnie zachwycającego. Są tego niestety też pewne wady, bo potrafię przegapić to czego nie powinienem. Jedną z atrakcji wyspy jest Wieża Maksymiliana czyli XIX wieczny fort. Niestety nie dotarłem. Nie wiem czy bym się wybrał, bo jednak to zupełnie nie po drodze, ale przyznaję, że najwyraźniej jest brak oznaczeń, które by mnie na tę atrakcję naprowadziły. Zaznaczyłem umiejscowienie fortu na mapie, jak widać, trasa jest bardzo prosta. Z przystanku Capannone idziemy prosto przez sto metrów, skręcamy w prawo, kolejne 100 metrów prosto i w lewo. Dalej z kilometr pieszo i już będziecie widzieć wieżę. Obok jest też plaża, chyba jedyna na wyspie. Naturalnie można następnie iść drugą stroną wyspy, ale przystanków żadnych tutaj nie ma i ostatecznie i tak będziecie musieli wrócić. Zdjęcie z Wikipedii.
Załącznik:
Torre Massimiliana z wikipedii.jpg

Wracając jednak do tego co ja przeszedłem. Szedłem wzdłuż jednej krawędzi wyspy, właściwie niemal cały czas mniej więcej wzdłuż wybrzeża. Są tylko dwie drogi wzdłuż wyspy, więc właściwie nie ma innego wyboru, trzeba iść przy wybrzeżu, można sobie tylko wybrać, które wolimy. Wyspa ta jest miejscem skąd pochodzą produkty, który następnie jemy w tradycyjnych weneckich restauracjach. Mowa tu bardziej o roślinach, choć nie wykluczam, że może produkują także np. jakieś jajka. Słynną rośliną jest tutaj "castraure", czyli właściwie lokalna odmiana karczocha. Polecana jest szczególnie w risotto. Znając taką specjalizację wyspy, nie powinien dziwić jej wygląd. Osobiście byłem bardzo zachwycony, uczucie podobne do wyrwania się z miasta na wieś. Dużo tutaj kanałów, choć ich przeznaczenie to raczej nawodnianie upraw, a nie transport. Gdy wysiadłem na przystanku Capannone i przeszedłem 100 metrów do "głównej" drogi, moim oczom ukazało się mniej więcej coś takiego.
Załącznik:
IMG_4313.JPEG
Załącznik:
IMG_4314.JPEG
Załącznik:
IMG_4315.JPEG
Załącznik:
są i kanały choć inne.JPEG

Tutaj warto powiedzieć coś o drogach na wyspie. Po pierwsze nie ma tutaj chodnika. Po drugie istnieje tu normalny ruch samochodowy. Po trzecie to jednak wioska, a więc w sumie nie ma się co tym stresować. Choć droga jest dość wąska to samochody przejeżdżają rzadko i nie ma żadnego problemu ze spokojnym spacerem. Jeszcze dodajmy do tego fakt, że większość pojazdów poruszających się po tutejszych drogach to małe trójkołowce. Także bez stresu. Idę kawałek dalej i natrafiłem na prawdziwą metropolię, zgrupowanie kilku domków.
Załącznik:
ale metropolia wyrosła.JPEG

Bliżej drugiego przystanku na wyspie czyli Chiesa (Kościół) okazuje się, że trochę się pośpieszyłem z tą metropolizacją. Tutaj mamy już prawdziwe małe miasteczko. Najpierw mamy małą marinę z łódkami lokalnych mieszkańców. Mniej więcej tutaj zaczyna się chodnik i "nadmorska promenada". Miasteczko choć małe, to urocze. Znajdziemy tutaj mini supermarket, jakiś bar i kościół. Mimo wszystko raczej można założyć, że na wyspie nie ma żadnej infrastruktury turystycznej i lepiej wziąć sobie jakąś przekąskę i coś do picia. Następnie zwracam uwagę na drobne detale. Z jednej strony ciekawy pomysł na stojaki rowerowe, z drugiej ławki, na których można sobie przysiąść i popatrzeć sobie na lagunę. Przystają na chwilę i podziwiam widoki na Burano.
Załącznik:
jak inni wenecjanie mają własne łódki.JPEG
Załącznik:
centrum wyspy.JPEG
Załącznik:
ciekawy pomysł na stojak.JPEG
Załącznik:
miasto.JPEG
Załącznik:
widok w kierunku burano.JPEG

W centrum miasta znajduje się kościół Chrystusa Króla z 1929 roku. Środek nie jest bardzo zachwycający i w sumie nie koniecznie trzeba wchodzić. Dla zainteresowanych, znajduje się tu obraz Męczeństwo św. Erazma. Wersja mini wyprawy po wyspie to wizyta w tym kościele, pokręcenie się po pobliskiej miejscowości przez 5-10 minut i powrót. Z drugiej strony mamy ok. 40 minut do kolejnego Vaporetto, dlatego przejście do któregoś ze skrajnych przystanków jest jednak polecane.
Załącznik:
Kościół Chrystusa Króla.JPEG
Załącznik:
Kościół Chrystusa Króla - wnętrze.JPEG

Ja jednak idę dalej, zdaje się do najmniej ciekawej części wyspy, bo nie ma tam już żadnej atrakcji. Mijam kolejno staw, pola i domki. Dochodzę trochę zbyt szybko, dlatego idę jeszcze kawałek przed siebie, ale niestety nic nowego nie było mi już dane zobaczyć. Wracam pod przystanek, robię kolejne zdjęcie znajdującego się po drugiej strony wody Burano i wraz z jeszcze jedną osoba czekam na Vaporetto. Ta część leży najbliżej Burano, dlatego to tutaj będziecie mieli najlepsze na nią widoki. Oczywiście z Vaporetto będą nawet lepsze. Wsiadam w 13 i płynę przez 13 minut jeden przystanek do Treporti, które już opisałem wcześniej.
Załącznik:
stawy.JPEG
Załącznik:
niedaleko punta vela.JPEG
Załącznik:
po drugiej stronie wyspy.JPEG
Załącznik:
Jeszcze raz burano.JPEG

Następny odcinek to przystanek na Vignole, który chronologicznie wydarzył się tuż przed Sant'Erasmo, ale skoro w pierwszym poście zrobiłem numerację jaką zrobiłem, to teraz muszę się jej trzymać.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
Zeus uważa post za pomocny.
 
 
#9 PostWysłany: 30 Lis 2020 19:20 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 827
złoty
Dopiero co w ostatniej linijce zapowiedziałem, że następny odcinek będzie o wyspie Vignole, ale według numeracji jaką zrobiłem na mapie wychodzi, że numer 7 to Arsenał, a konkretnie weneckie Biennale, które jak sama nazwa wskazuje odbywa się co roku.

7. La Biennale di Venezia

Biennale składa się z 6 części, z czego trzy są bardziej znane (wystawa architektury, wystawa sztuki, festiwal filmowy), a trzy mniej (taniec, muzyka, teatr). Jeśli chodzi o samą nazwę, to choć większość wydarzeń odbywa się co roku, to ma ona jakiś sens. Biennale architektury i Biennale sztuki odbywają się naprzemiennie co 2 lata

Czy warto się wybrać? Koniecznie, warto wręcz dopasować swój wyjazd do terminów, w których się odbywa.

Jak się dostać? Większość imprez odbywa się na głównej wyspie, więc można nawet iść na piechotę z dworca kolejowego. Część kinowa jest raczej na Lido, wiec trzeba wziąć Vaporetto.

Ile czasu potrzeba? Wszystko zależy od tego na co się zdecydujecie, ale spokojnie może Wam to zająć cały dzień. W przypadku głównej wystawy sztuki lub architektury trzeba się liczyć z co najmniej 3-4 godzinami. Znajdą się także wydarzenia, na które wystarczy kilkanaście minut.

Ile trzeba przejść? Zależy od atrakcji jaką wybierzecie, jak film to właściwie nic nie będziecie iść, ale jak wystawę architektury lub sztuki, to możecie przejść nawet z 5 km i to tylko po wystawach i z/do najbliższego Vaporetto.

Ile to kosztuje? Sporo, ale znowu zależy od wybranego wydarzenia. Przykładowo jednorazowe wejście na każdą z dwóch części Biennale Sztuki lub Architektury to 25€. Dla studentów to zdaje się 15€. Nie muszą one być na szczęście jednego dnia. Za 30€ możemy kupić dwudniowy bilet z nielimitowaną liczbą wejść. Rodzajów biletów jest więcej i ceny w kolejnych latach mogą być inne. Festiwal filmowy w tym roku kosztował od 5€ do 50€ w zależności od wybranego sensu i miejsca, w którym się odbywa. Zniżki obowiązują dla osób do 26 i powyżej 60 roku życia. Ceny w tym roku wyglądają na obniżone. Festiwal tańca, muzyki oraz teatru to po 20€ dla dorosłych i 14€ dla studentów.

Biennale Architektury i Sztuki

Biennale architektury i Biennale sztuki zajmują spory kompleks wystawowy składający się z dwóch części, tj. arsenał i ogrody. Ich umiejscowienie zaznaczam na mapie poniżej na pomarańczowo. Zielone krzyżyki to przystanki Vaporetto, z których najłatwiej będzie się Wam dostać na wystawę. Ich nazwy zawierają w sobie nazwy miejsca do, którego chcecie się udać tj. Arsenale lub Giardini, więc się nie pomylicie przy wysiadaniu. Po między dwoma głównymi częściami wystawy kursuje, zdaje się darmowe, Vaporetto oraz normalne kilka normalnych pełnopłatnych linii. Mała fioletowa linia to przeprawa z Arsenału (część wystawowa) w kierunku przystanku Vaporetto.
Załącznik:
mapa.jpg
W roku 2020 powinna się odbyć wystawa architektury, ale została przeniesiona na następny rok. Oznaczało to również przeniesienie wystawy sztuki na rok 2022. Zapewne to ta druga jest bardziej sławna, ale nie należy od razu przekreślać wystawy architektury, bo nie jest ona tylko pokazem architektonicznych planów i makiet budynków. Niektórzy pewnie nie wiedząc o dwóch różnych wystawach mogli by nie zauważyć, że to nie jest wystawa sztuki jak by nie patrzeć nowoczesnej, a wiec i przybierającej często nie standardowe formy.
Sama wystawa jest otwarta zazwyczaj pół roku, w 2021 będzie to pomiędzy 22 maja, a 21 listopada. Należy pamiętać, ze poniedziałki jak to i w wielu innych muzeach jest zamknięte. Drugie pół roku jest zazwyczaj przeznaczone na sprzątanie i przygotowanie drugiej z wystaw, choć akurat teraz w planach jest skrócenie tego okresu. Wystawa sztuki rozpocznie się już w kwietniu 2022, konkretnie 23, będzie również trwała do listopada, tym razem 27. Otwarte jest między 10, a 18 i przyznam, że jeśli chcemy wszystko zobaczyć, to powinniśmy wykorzystać ten czas w całości. Część wystaw jest multimedialnych i czasami warto się zatrzymać na te kilkanaście minut, żeby coś zobaczyć. Nie zapominajmy również o kilkudziesięciu krajach, z których każdy ma nam do zaoferowania swoją wystawę. Wszystkiego jest po prostu dużo. Zapewne dla osób, które nie interesują się sztuką nowoczesną i pokrewnymi dziedzinami, cały dzień, to będzie zbyt wiele, ale dla pozostałych dodatkową dużą wartością będzie sama atmosfera tego miejsca. Nie mniej jednak średni czas pobytu na każdej z wystaw to według organizatorów 3 godziny.
Każdego roku jest inny temat i większość uczestniczących, a są nimi nie tylko kraje, ale też indywidualni artyści oraz sama Wenecja, starają się dopasować to co wystawiają do niego. Jaki tytuł miała zeszłoroczna wystawa sztuki? Patrząc z dzisiejszej perspektywy może to brzmieć trochę jak żart, bo tytuł brzmiał jak słynna internetowa chińska obelga czyli "May You Live in Interesting Times". Wystawa architektury w 2018 miała natomiast tytuł "FREESPACE".
Jeśli nie wiecie czy to miejsce dla Was, to na szczęście istnieje coś takiego jak wersja próbna. Nie wszystkie kraje wystawiają się na terenie wystaw głównych. Część krajów ma swoje wystawy rozsiane po całej Wenecji. Z tego co mi powiedziano, można je odwiedzać nawet bez biletu. Mamy do wyboru takie tuzy jak San Marino czy Watykan, choć zapewne ze względu na fakt, że wystawa jest we Włoszech, to nie należy ich niedoceniań. W przypadku roku 2018 po za kompleksem znaleźć można było także np. Portugalię, Pakistan czy Litwę lub Estonię. Dostępne są również inne wydarzenia i wystawy na terenie całego miasta, choć mogą one nie być dostępne przez cały czas trwania wystawy. Osobnym elementem są też przestrzenie na Forte Marghera, znajdującego się jeszcze w części należącej do Mestre.
Sama przestrzenie wystawowe są ciekawe. Poniżej zamieszczam kilka zdjęć tego co zobaczycie na zewnątrz w Arsenale. Co ciekawe nie mam żadnych zdjęć z ogrodów, które mógłbym tutaj zamieścić. Mam tylko zdjęcia część fasad. Wyprawę zaczynamy na przystanku Vaporetto - Arsenale. Skręcamy w prawo, przechodzimy przez most i od razu odbijamy w lewo. Tutaj możemy skorzystać z fontanny i napełnić butelkę wodą. Widok jaki nam się ukarze wygląda tak.
Załącznik:
w strone arsenału.jpg

Skręcamy w prawo i powinniśmy zobaczyć jakiś baner, słup czy coś podobnego z informacjami o obecnym Biennale.
Załącznik:
przed wejściem do arsenału.jpg
Idziemy prosto, aż do końca. Przechodzimy przez łuk i po lewej powinniśmy mieć wejście do pomieszczenia z kasami. Teraz czeka nas dość długi spacer po powierzchni wystawowej. Przez 300 metrów podziwiamy różnych artystów, następnie skręcamy i mamy jeszcze jakieś kilkadziesiąt metrów. W prawo mamy wyjście na zewnątrz. Po wyjściu, po prawej są łazienki. Natomiast w budynku po lewej mamy pierwsze wystawy krajowe, na dwóch piętrach znajdziemy: Argentynę, Arabię Saudyjską, Meksyk i Emiraty oraz Wenecja - na parterze oraz Peru, Turcja, Luksemburg i Singapur oraz Macedonia na piętrze. Następnie znowu wracamy do głównego budynku i natrafiamy na wystawę Filipin. Dalej kolejno: Albania i Słowenia, Tajlandia i Łotwa, Chorwacja Bahrajn, Indonezja, Kosowo i Liban, Irlandia, Chile i Kanada. Tutaj znowu musimy wyjść na zewnątrz i przejść się wzdłuż nabrzeża. Idziemy do końca i skręcamy w prawo. Jeszcze ze sto metrów i trafimy do tego "co najważniejsze" czyli dużego pawilonu Włoch oraz w dalszej części także Chin. Kolejność krajów dotyczy ostatniej wystawy architektury, czyli tej, która odbędzie się za rok. Większość krajów nie zmienia swojego miejsca, ale mam wrażenie, że czasami się to zdarza, nawet w poprzednim roku na wystawie sztuki.
Załącznik:
tuż za rogiem.jpg
Załącznik:
arsenał.jpg
Załącznik:
arsenał once again.jpg
Właściwie na tym koniec wystawy w Arsenale. Trzeba teraz przemieścić się do ogrodów. Oczywiście można też od nich zacząć jeśli mamy mało czasu, a chcemy zobaczyć co przygotowała Polska, której ekspozycja znajduje się właśnie w części zwanej Giardini. Mamy dwie możliwości, albo wrócimy się do wejścia i piechotą przejdziemy do drugiej części, albo udamy się na przystanek "Bacini - Arsenale Nord" i popłyniemy Vaporetto. Jakby się zastanowić, to pewnie pierwsza opcja jest nawet lepsza czasowo i jeszcze nie musimy się wpasować w rozkład, no ale raczej chyba nikt tak nie robi. Oczywiście po za mną, ale to było raz, dawno i nie prawda. Taka ciekawostka, po terenie wystawy jeżdżą melexy, ale raczej nie oczekujcie że będziecie mogli z nich skorzystać, o ile nie jesteście schorowani lub nie jesteście w pracy.
Załóżmy jednak, że wybierzecie preferowaną przez większość opcję numer 2. Pojawia się drobny problem jakim jest woda nie pozwalająca nam dojść od przystanku. Rozwiązaniem jest kursująca tu łódka, która pozwala nam na pokonanie tych kilkudziesięciu metrów. Jako, że jest jedna, to należy się liczyć z oczekiwaniem kilku minut na transport i kolejnych dwóch na samo przepłynięcie. Czasami nie wszyscy się mieszczą i trzeba czekać na następną. Możemy w tym czasie porobić zdjęcia budynków znajdujących się wokół, ale jak daleko będziemy mogli odejść zależy od kolejki i tego czy chcemy zaryzykować swoje miejsce na łódce. Poniżej cel naszej krótkiej wyprawy czyli przestrzeń kulturalna, ale niezależna od wystawy Biennale.
Załącznik:
przestrzeń wystawowa.jpg
Załącznik:
china.jpg

Po krótkim czasie wreszcie wysiadamy i kierujemy się do budynku przed nami. Jak widzicie na zdjęciu łódka rzeczywiście nie jest zbyt duża, choć oczywiście kilkunastu pasażerów zabiera. W samym budynku możemy natrafić na mapę całego kompleksu. Wenecja cały czas ma problemy z odpowiednim zagospodarowaniem tego terenu, nie mniej jednak należy oczekiwać, że w przyszłości będziemy mogli trafić tu na coraz więcej wydarzeń kulturalnych.
Załącznik:
po drugiej stronie.jpg
Załącznik:
mapa-arsenał.jpg
Wychodzimy z budynku drzwiami na przeciwko wejścia. Idziemy prosto w stronę wybrzeża, a gdy już do niego dojdziemy, to skręcamy w prawo i zaraz jesteśmy na przystanku Vaporetto. Tutaj znowu zazwyczaj musimy trochę poczekać, chyba, ze mamy szczęście i wstrzeliliśmy się idealnie w rozkład. Co można zrobić z wolnym czasem? Najprościej usiąść i podziwiać widoki przed sobą, mamy w końcu przed sobą świetny widok na Murano oraz cmentarz. Inna opcja, to wejście przez przejście w płocie do małego parku gdzie możemy zapoznać się ze sztuką nowoczesną, choć czy akurat tego nie mogę zagwarantować. Na zdjęciu Ośmiornica, której autorem jest włoski artysta Omar Ronda i którą podziwiałem we wcześnie wspomnianym parczku.
Załącznik:
rzeźba.jpg
Załącznik:
w oczekiwaniu na Vaporetto.jpg
Opływamy wyspę od wschodu i wysiadamy na przystanku Giardini. Szybko przechodzimy przez bramki i już jesteśmy na terenie kompleksu. Pierwsze co zauważymy to wolnostojące pawilony różnych Państw, po prawej Hiszpania, trochę dalej Dania i na przeciwko niej Szwajcaria. Kolejność zwiedzania jest dowolna. Trzeba pamiętać, że po za pawilonami narodowymi jest tu też jeden większy budynek wystawowy na północy terenu, w którym znajdziemy wystawy artystów na podobnych zasadach co w pierwszej części budynku Arsenału. Dodatkowo pewna ilość pawilonów znajduje się na wyspie (nie jest ona naprawdę wyspą, ale jest odgrodzona kanałem od części głównej i możemy się do niej dostać za pomocą tylko jednego mostu). Przykładowo możemy poruszać się np. tak, zaczynając od pawilonów po naszej prawej stronie na wprost od wejścia. Będą to kolejno pawilony: Szwajcarii, Wenezueli (ostatnio był pewien problem z zagospodarowaniem tego pawilonu), Rosji, Japonii. Tutaj skręcamy nieco w prawo i kierujemy się wokół do kolejnych pawilonów: Korei Pd., Niemiec, Kanady, Wielkiej Brytanii, Francji, Czechosłowacji (która jest wiecznie żywa). Przechodzimy przez niego aby zajrzeć do Australii i Urugwaju. Następnie wracamy do pawilonu Nordyckiego. Czechosłowacki i Nordycki to dwa pawilony, w których mamy wspólne wystawy dwóch Państw. Choć w przypadku Czechów i Słowaków występuje odrębność przynajmniej na mapie, to w drugim przypadku nawet tego nie ma. Idziemy dalej i trafiamy do Danii, która się najwyraźniej łączyć nie chciała. Cofamy się kilkanaście metrów i kierujemy się na północ do Pawilonu Amerykańskiego, Izraelskiego i Węgierskiego. Następnie idziemy na prawo i przechodzimy przez most. Na wprost stoi pawilon Brazylii. Wychodzimy i kierujemy się na lewo do pawilonu Austriackiego. Wychodząc po lewej mamy jeden długi budynek z wystawami kolejno, Serbii, Egiptu, Wenecji, Polski :!: i Rumuni. Jeszcze tylko Grecja i wracamy do mostku. Idziemy przed siebie i trafiamy na zdrajców Finów, którzy niby są razem, ale osobno. Po prawej trafiamy do wcześniej wspomnianego budynku wystawowego niepaństwowego. Po zwiedzaniu wychodzimy i po prawej mamy łazienki, następnie Niderlandy, łazienkę, Belgię i Hiszpanię. Po lewej mamy natomiast m.in. restaurację.
Załącznik:
Czechosłowacja wiecznie żywa.jpg

W roku 2018 Wielka Brytania zapraszała na herbatkę na dachu swojego pawilonu gdzie mogliśmy podziwiać widoki na San Servolo i Lido.
Załącznik:
herbatka na dachu budynku GB.jpg
Czego można się spodziewać na wystawach? Raczej sztuki nowoczesnej, ale mamy też filmy, performens czy gry i zabawy. Każdego roku zobaczycie coś innego, więc zdjęcia z jednego roku nie mają raczej przełożenia na kolejne lata. Zawsze znajdzie się jednak kraj, który postanowi postawić na minimalizm i pozostawi swój pawilon pusty, a następnie nazwie to walką z nadmierną konsumpcją lub czymś innym. Kilka przykładów z ostatnich lat. Szwajcaria zaproponowała nową wizję "pustego domu" pomieszczenia i meble w nich były przeskalowane, np. 2 razy większe. Indonezja zaproponowała grę, w której należało kończyć zdanie i przechodzić do kolejnych gablot. Akurat moim zdaniem nie sprawdzało się to najlepiej, bo goście nie wiedzieli gdzie konkretnie mają szukać gablot z podanym numerem, a obsługa była albo jej nie było. Zresztą to jest problem niektórych z wystawa, że obsługa chodzi sobie na super długie przerwy i nie ma kogo zapytać. Izrael stworzył klinikę. To jeden z tych przypadków kiedy możemy zmarnować dużo czasu. Na parterze była poczekalnia. Trzeba było pobrać numerek i czekać, niestety dość długo, więc niektórzy wychodzili. Mogło się więc okazać, że sto numerków zejdzie w dwie godziny albo w kwadrans, bo nikt się nie będzie zgłaszał. Gdy już zostaliśmy wywołani, wybieraliśmy jeden z tematów i kierowaliśmy się do pierwszego przestanku jakim była mała wygłuszona komora w której byliśmy zamknięci przez 3 minuty i gdzie mogliśmy robić co chcemy, choć film zachęcał nas do krzyczenia. Potem kierowaliśmy się wyżej aby zobaczyć film zgodnie z wybranym przez nas tematem. Rumunia miała m.in. pralnię. Filipiny zaproponowały kilka nieskończonych luster, po których można było chodzić. Peru wystawiło zbiór węzłów, których końce były naniesione na mapę w zależności od miejsca dla którego są charakterystyczne. Ukraina postanowiła przelecieć załadowanym zdigitalizowanymi wersjami ukraińskich artystów AN-225 nad Wenecją. Trudno mi dokładnie wyjaśnić co się znajdywało w cargo. Niektóre kraje miały wystawy składające się z kilku działów. Często choć częściowo wystawy są powiązane z krajem wystawcy i tak np. w Egipcie pojawił się motyw Sphinxa. Trzeba też się liczyć, ze niektóre z dzieł mogą być uznane za obsceniczne lub wydawać się kompletnie nie na miejscu.
Załącznik:
gry i zabawy.jpg
Załącznik:
izrael.jpg
Załącznik:
a tak ukraina.jpg
Załącznik:
tak to serbia.jpg
Załącznik:
tak to architektura.jpg
Zazwyczaj jednak mamy do czynienia z kilkoma rzeźbami, obrazami, planszami i puszczanymi filmami. Poniżej zamieszczam co w ostatnich latach zaproponowała Polska. Należy pamiętać, że mówimy o jednym z najbardziej popularnych pawilonów. Czy ze względu na jakość wystawy pozwolę Wam samym ocenić. Trzeba pamiętać, że Polska znajduje się dość daleko od wejścia, ale jednocześnie przy weneckim pawilonie. Pierwsze dwa zdjęcia to propozycja na Biennale Architektury w 2018, a trzecie zdjęcie to Biennale Sztuki z 2019 roku. Wygląda mocno patrząc z perspektywy naszej nie tak dawnej historii, ale sam pomysł w głowie artysty (Roman Stańczyk) zakiełkował jeszcze pod koniec XX wieku. Oczywiście dzieło uzyskało również kontekst smoleński, ale nie jest on wbrew pozorom jedynym.
Załącznik:
polska architektura.jpg
Załącznik:
polska architektura2.jpg
Załącznik:
polska sztuka.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
Zeus uważa post za pomocny.
 
 
#10 PostWysłany: 01 Gru 2020 20:38 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 827
złoty
8. Le Vignole

Czy warto się wybrać? Odradzam, to właściwie moje największe rozczarowanie.

Jak się dostać? Z głównej wyspy (przystanek Fondamente Nove), z Murano i Sant'Erasmo- vaporetto nr 13. Pływa tu także linia nocna.

Ile czasu trwa dopłynięcie? 18 minut z przystanku Fondamente Nove, 9 minut z Murano Faro, 10-29 minut z Sant'Erasmo - Vaporetto nr 13

Co tutaj się znajduje? Właściwie to nic, mamy tu ogrody, trochę przypominała mi ogródki działkowe, choć oczywiście w większej skali.

Ile czasu potrzeba? Tak szczerze to pewnie z kwadrans jak już musicie postawić tu stopę, ale że Vaporetto nie kursuje częściej niż co 40 minut, to raczej nie da się tyle tutaj spędzić.

Ile trzeba przejść? Ja przeszedłem 1,5 km, ale właściwie nie wiem po co.

Załącznik:
mapa.jpg
La Vignole, to wyspa ogród z fenomenalnymi restauracjami, tańcem i śpiewem. Tyle teorii, bo w czasach pandemicznych to była jedna wielka strefa "teren prywatny, zakaz wstępu". Pracownik Vaporetto był w ogóle zdziwiony, ze chce tu wysiąść. Zacznijmy jednak od tego co na mapie. Przyznaję, że budynki na dole wyglądają ciekawie. Tylko tyle, że to strefa wojskowa, więc nie sądzę, żeby można tam było tak po prostu się dostać.
No, ale cóż wysiadłem, to wysiadłem. Przy samym przystanku i ciut dalej trwają pracę budowlane, no albo widać, że zaczeli jakieś prace, bo żadnego robotnika nie widziałem, a nabrzeże było trochę rozkopane. Nie wiem co robią, ale raczej coś w stylu ścieżki i może wzmocnienia jednego z brzegów. Miałem godzinę przed sobą i właściwie nie wiedziałem gdzie mam iść, bo gdzie nie chciałem skręcić, to albo była brama i było zamknięte albo tabliczka, ze zakaz wstępu. Zdaje się, ze jedną i tak zignorowałem, bo na mostku spotkałem jakiś ludzi i trochę głupio by mi było zawrócić tuż za nim zdradzając jednocześnie, ze nie wiem co ja właściwie tu robię, nawet jeśli to była prawda. Tymi osobami, które mnie tak speszyły, było jakiś trzech chłopaków, którzy trudno powiedzieć co robili, ale wyglądali jakby mieli się zamiar wykąpać w kanale. Jako odpowiedzialny dorosły nie mogłem przecież przed jakimś młokosami się przyznać do błędu. Cały czas miałem też sporo czasu, a tablica była tak ustawiona, że mogła również mówić o zakazie wstępu do posiadłości przy drodze. W skrócie, w swojej głowie się usprawiedliwiłem.
Do tej pory szedłem cały czas wzdłuż nabrzeża, przekroczyłem most, więc zmieniłem stronę nabrzeża, ale nic ponad to. W pewnym momencie zaczęły się pojawiać łódki/jachty n, na których odpoczywało po kilka osób. Było ich dosłownie kilka, ale zawsze to jacyś ludzie, którzy mogą mnie wywalić, bo wlazłem na nie swój teren. Oczywiście nic takiego się nie wydarzyło, bo po pierwsze to najprawdopodobniej też nie ich teren, a po drugie, atmosfera na wyspie jest wyjątkowo luźna i spokojna. Spotkałem jakieś pieski, które chciały mnie zjeść, ale zostały zawołane przez ich Panią.
Postanowiłem zrobić coś szalonego i skręciłem w prawo gdy tylko nadarzyła się okazja, ale niestety nic po za łąką, laskiem i wielkim pająkiem na mnie tam nie czekało. Przykucnąłem chwilę w cieni, trzy razy zastanowiłem się czy gdzieś bym jeszcze nie mógł pójść i uznałem, że nie za bardzo jeśli nie chcę wbić komuś na chatę. W oddali słyszałem odgłosy jakiejś imprezy, co zważywszy na porę popołudniową wydawało się dziwne, ale nie poszedłem sprawdzić co to było.
No nic, nadszedł moment, ze musiałem wracać. Znowu spotkałem ludzi z psem, ale tym razem innych. Psy były oczywiście bardzo groźne po mimo swoich niewielkich rozmiarów i chciały mnie zjeść. Nie spodziewały się jednak, że będę twardy i zechcę się z nimi bawić. Gdy wyciągnąłem rękę, jeden od razu uciekł. Zapewnię, ze było to super spokojne wyciągnięcie ręki, żadne tam takie co można zinterpretować jako bicie. Jeszcze minutę próbowałem przekonać go do siebie, ale się nie udało. Na moście nie było już chłopaków, co się z nimi stało nie wiem, bo gdy poszedłem na przystanek , to tez ich tam nie było.
Następnie udałem się na Sant'Erasmo, o której to wyspie pisałem już wcześniej.
Załącznik:
1.JPEG
Załącznik:
2.JPEG
Załącznik:
3.JPEG
Załącznik:
4.JPEG
Załącznik:
5.JPEG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
Zeus uważa post za pomocny.
 
 
#11 PostWysłany: 02 Gru 2020 20:56 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 827
złoty
9. La Certosa

Czy warto się wybrać? Można, jeśli macie ochotę na wizytę w parku.

Jak się dostać? Vaporetto nr. 4.1 lub 4.2, które pływają wokół głównej wyspy i na Murano. :!: Uwaga przystanek jest na żądanie. Od 21 nic tu nie pływa. :!:

Ile czasu trwa dopłynięcie? 26 minut z Murano Colonna, 17 minut z przystanku Fondamente Nove, 15 minut z Placu Św. Marka, 3 minuty z S.Pietro Di Castello, 42-38 minut od pociągu/autobusu.

Co tutaj się znajduje? W obecnych czasach to park wypoczynkowo-rekreacyjny.

Ile czasu potrzeba? Nie potrzeba wiele, ale kto chce to może zostać dłużej, żeby wśród zieleni odpocząć od zgiełku Wenecji

Ile trzeba przejść? Ile się chce, jak to w parku.

Certosa w poprzednich wiekach była miejscem, w którym urzędowali mnisi, ale dawno się już wynieśli. Potem było tutaj wojsko, ale i ono zrezygnowało, tym bardziej, że cały czas mają teren na pobliskiej wyspie Vignole. Kilka lat temu samorząd Wenecji postanowił przekształcić wyspę w tereny wypoczynkowo-rekreacyjne. Cały czas inwestycje nie zostały zakończone, choć szczerze mówiąc po za płotem i tablicami informacyjnymi, nie zauważyłem żeby cokolwiek się działo "na budowie".
Na Certosę przybyłem z wyspy Pietro di Castello tuż przed zachodem słońca. Przypłynąłem tam z Lido tylko po to, żeby się przesiąść na Vaporetto 4.2. Jak pewnie wiecie, jest to część Wenecji właściwej i z nią połączona. Swoją drogą miejsce ciekawe, ale już je kiedyś widziałem. Gdy tylko wsiadłem od razu poprosiłem obsługę Vaporetto, żeby mnie wysadzili na następnym przystanku. To bardzo ważne, bo na Certosę dostaniemy się tylko na żądanie i jeśli nie zasygnalizujemy naszej chęci dostania się tam, to Vaporetto będzie płynęło wzdłuż głównej wyspie. Po raz kolejny spowodowałem, że obsługa się zdziwiła, ale cóż, skoro chciałem, to się zatrzymali. Przypłynąłem chwilę przed 20. Ostatnie Vaporetto odpływa za mniej niż godzinę, ale moje o 20.16, bo musiałem płynąć w stronę przystanku Fondamente Nove. Po tej godzinie dostępne są tylko dwa kursy, ale w przeciwnym kierunku na Plan Św. Marka. Nie mogłem sobie na to pozwolić ze względu na wcześniej złożone zamówienie w aplikacji "Too Good To Go", którą testowałem podczas pobytu. Aplikacja pozwala na zakup niesprzedanego jedzenia w obniżonej cenie. Szczerze mówiąc mam mieszane uczucia, choć sama aplikacja i jej wsparcie jest absolutnie bez zarzutu.
Wiedziałem, że nie mam dużo czasu. Dodatkowo zachodzące słońce nie było moim sprzymierzeńcem, bo jednak robiłem zdjęcie telefonem i nocą jakość fotografii jest taka sobie. Przyznaję, że mój pobyt na wyspie był wciśnięty trochę na siłę i ledwo udało mi się w ogóle tam zdążyć, ale szczerze mówiąc nie czuję jakbym coś tam przegapił. Przystanek Vaporetto znajduje się na końcu pomostu. Wokół znajduje się sporo jachtów. Nie bardzo wiem gdzie znajdowali się ich właściciele, bo raczej nie na wyspie, no ale kto wie może restauracja była pełna.
Załącznik:
restauracja.JPEG
Zszedłem z pomostu na wyspę i ruszyłem przed siebie. Kilka lat temu wiele drzew na wyspie uległo zniszczeniu i teraz spory teren porasta trawa. Ścieżka jest właściwie jedna, chociaż z rozgałęzieniami, ale można chodzić po trawie, bo jest koszona. Poszedłem w stronę płotu i jakiś ruin, żeby zobaczyć cóż to za budowa się tam dzieje. Jak już wcześniej wspomniałem nie działo się nic. W sumie, to nie do końca prawda, bo coś się poruszało w trawie. Były to króliki. Byłem zachwycony. Próbowałem zrobić im zdjęcia, ale uciekały gdy chciałem podejść zbyt blisko. Przedstawiam Wam, więc szare plamy na zielonym tle i obyście mi uwierzyli, że to kicusie. Płot pozwalał im na bezpieczne żerowanie bez żadnych dziwnych przeszkadzających im ludzi i większość z nich dość szybko powróciła za płot gdy chciałem podejść zbyt blisko.
Załącznik:
ruiny.JPEG
Załącznik:
tak to są zające.JPEG
Szybko się poddałem, bo czas mnie gonił. Poszedłem w stronę zachodniej części wyspy, przeszedłem przez bramę i dostałem się do głównej ścieżki. Ta część jest już wyraźnie przebudowana i bardzo czysta. Nie wiem jak dużo ludzi spaceruje tutaj za dnia, ale gdy byłem tam ja, to byłem sam. Gdzieś tam później trafiłem na jakiegoś człowieka, ale raczej otaczały mnie jakieś ptaki i ewentualnie zające czy inne małe zwierzątka.
Załącznik:
w głąb wyspy.JPEG
Załącznik:
parkowa ścieżka.JPEG
Trzeba było wracać, zawróciłem i tym razem poruszałem się już wzdłuż zachodniego wybrzeża. Natrafiłem na przykład sztuki nowoczesnej, albo coś co uznałem za taki. Szklana cegła być może ma jakiś konkretny cel, ale ja w Wenecji wszystko uważam za sztukę i pomysł jakiegoś, czasami szalonego, artysty. Biennale ma w tym dość duże zasługi. Spoglądam na zegarek i przyśpieszam kroku. Po prawej mijam jeszcze jedne zabudowania, jakiś zajazd, kolejną restaurację i garaże obsługi parku.
Załącznik:
sztuka.JPEG
Załącznik:
w drodze do przystani.JPEG
Na szczęście już prawie jestem przy przystani i przystanku. Jeszcze 2 minuty i stoję przy wiacie. Jak wcześniej wspomniałem przystanek jest na żądanie. O ile łatwo zażądać będąc na Vaporetto, to trudniej będąc na wyspie. Oczywiście przewidziano problematyczność próbowania łapania Vaporetto machając ręką jak na autobus. Przed barką przystankową jest słupek, a na nim dwa przyciski w zależności, w którą stronę chcemy płynąć. Klikam jeden z nich i zapala się lampa informująca obsługę Vaporetto, żeby podpłynęła. Ze względu na to rozwiązanie, trzeba pamiętać by pojawić się na przystanku o 2-3 minuty wcześniej niż na innych, bo jeśli zasygnalizujemy chęć wejścia na pokład zbyt późno, to po prostu nikt nie podpłynie. Bezwładność łódki jest jednak większa niż autobusu w weneckich warunkach. Wykorzystuje moje ostatnie chwile na wyspie na sfotografowanie Wenecji (p)o zachodzie słońca.
Załącznik:
z widokiem na wenecję.JPEG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
Zeus uważa post za pomocny.
 
 
#12 PostWysłany: 04 Gru 2020 19:15 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 827
złoty
10. Lido

Czy warto się wybrać? Można, jeśli macie ochotę na kąpiel w morzu lub pokaz filmowy. Jeśli macie więcej czasu to zalecam wybranie się.

Jak się dostać? Vaporetto nr. 1 płynące przez Canal Grande do dworca kolejowego i przystanku autobusowo-tramwajowego; Vaporetto nr. 5.1 lub 5.2, które pływają wokół głównej wyspy; Vaporetto nr. 6 z przystanku autobusowo-tramwajowego (P. le Roma) wzdłuż południowej krawędzi wyspy; Vaporetto nr. 14 bezpośrednio z Placu św. Marka i z Punta Sabbioni oraz z Burano w środku dnia. Jest też linia nocna oraz sezonowo przedłużone Vaporetto nr. 20 z Placu św. Marka pod Pałac Festiwalowy w czasie trwania festiwalu filmowego. Transport po między przystankami Lido S. Maria Elisabetta (S.M.E.) i S.Elena lub Giardini (najbliższe Lido przystanki na głównej wyspie) dostępny jest w obniżonej cenie 5€ w jedną stronę.

Ile czasu trwa dopłynięcie? 51 minut z Burano; 14 minut z Placu Św. Marka; 38-32 minuty od pociągu/autobusu (P. le Roma/Ferrovia)

Co tutaj się znajduje? Dla mnie Lido to przede wszystkim plaża, ale wyspa ma do zaoferowania znacznie więcej niż tylko bycie resortem wakacyjnym Wenecji. To tutaj odbywa się festiwal filmowy jest też planetarium czy pole golfowe.

Ile czasu potrzeba? Żeby przejść się po samym Lido i poczuć klimat wystarczy z godzinka, tym bardziej, że jeżdżą tu autobusy. Jednak każdy chyba wie, że miło sobie spokojnym krokiem pochodzić po plaży czy wykąpać się w morzu co powoduje, że podczas pewnie ze 2-3 godziny więcej. Kto chce udać się dalej w głąb wyspy np. do Malamocco znowu musi dodać trochę czasu. Podsumowując, spędzimy tu z pół dnia jeśli chcemy obejrzeć całą wyspę, wejść do morze i obejrzeć film.

Ile trzeba przejść? Ile się chce, bo pod samym przystankiem Vaporetto jest autobus i możemy zwiedzać z jego okien lub pojechać nim na plażę. Autobus wzdłuż wyspy jeździ średnio co 10 minut, na przemian linia 11 (na wyspę Pellestrina) i linia A. Mapa linii autobusowych na Lido -> tutaj

Lido jest wyspą długą i różnorodną, ale większość osób nie rusza się dalej niż kwartał pomiędzy głównym przystankiem Vaporetto, a terenem festiwalu filmowego. Na mapie niebieskimi krzyżykami zaznaczyłem przystanki Vaporetto, ten po lewej dotyczy właściwie wszystkich linii do Wenecji, a ten po lewej to miejsce wypłynięcia na Pellestrina. Czerwone krzyżyki, to miejsca odbywania się festiwalu filmowego. Główny teren to ten poniżej, a ten wyżej to konstrukcja tymczasowa z ekranem czyli PalaBiennale. Duży zielony teren po prawej to lotnisko, więc jak ktoś ma prywatny samolot to może bezpośrednio na wyspę się dostać. :D Po drugiej stronie wyspy znajduje się natomiast pole golfowe.
Załącznik:
mapa.jpg
Załącznik:
widok na lido.jpeg
Przyznaję, że i ja podczas mojej pierwszej wyprawy na Lido nie ruszyłem się po za wcześniej wspomniany kwartał. To była jednak przeszłość. W tym roku na Lido byłem codziennie, choć jednego dnia tylko cumowałem, więc się pewnie nie liczy.
Już gdy widzimy wyspę z daleka, od razu naszą uwagę przykuwa budowla z kopułą będąca świątynią i ossuarium poległych podczas dwóch wojen światowych. Tempio Ossario del Lido di Venezia przez dłuższy czas było niedostępne ze względu na remont, ale obecnie ponownie otworzyło swoje podwoje. Budynek znajduje się po lewej od przystanku Vaporetto. Dojdziemy do niego w 2 minuty.
Załącznik:
Tempio Ossario del Lido di Venezia.JPEG
Większosć osób skieruje jednak swoje kroki lekko w prawo, żeby przejść się chyba najbardziej reprezentatywną i najbardziej zatłoczoną aleją Lido w kierunku morza. Znajdziemy tutaj dużo restauracji i sklepów, w tym dużych spożywczych. Jednym z najbardziej monumentalnych budynków jest tutaj luksusowy Hotel Ausonia Hungaria. Jeśli ktoś chciałby się zatrzymać, to uprzedzam, że do kwietnia przeprowadzają remont w celu udoskonalenia wrażeń gości, cokolwiek to znaczy. Doba w losowo wybranej majowej dacie kosztuje od 1200zł, więc trudno powiedzieć co to za zmiany.
Załącznik:
Hotel Ausonia Hungaria.JPEG
Monumentalnych budynków znajdziemy na wyspie więcej. Nie wszystkie jednak przetrwały próbę czasu. Był to kiedyś bardzo luksusowy resort, ale się zdemokratyzował. Jedną z ofiar jest Hotel des Bains. Położony jest tuż przy plaży, zaraz za zakrętem. Nie przyjmuje już gości, ale nadal zachwyca swoim wyglądem. Jakiś czas temu podjęto próbę zamienienia go na apartamenty, ale z tego co mi wiadomo nic z tego nie wyszło i zrezygnowano z tych planów. Od czasu do czasu można było dostać się do środka, głównie w związku z festiwalem i Biennale.
Załącznik:
Grand Hotel des Bains.JPEG
Zasmuciłem się nad losem obiektu, ale cóż mogłem zrobić. Ruszyłem dalej przed siebie wzdłuż plaży. Po jakimś czasie uznałem, że jednak sensownie jest iść plażą. Plaże są tutaj piaszczytse i szerokie. Są świetnie przystosowane i zawierają odpowiednią infrastrukturę w postaci domków plażowych, leżaków, itp. Oczywiście nic nie jest za darmo. Jednak jeśli chcecie się rozłożyć po prostu na ręczniku albo zwyczajnie przejść po plaży, to nikt nie będzie Was gonił. Chętni mogą też pograć w siatkówkę plażową. Jak teraz się nad tym zastawaniem, to "Włosi" właściwie zawsze okupywali boisko do siatkówki i jak komuś brakuje kompanów to można spróbować się przyłączyć.
Niestety nie miałem szczęścia do pogody i nieustannie była czerwona flaga. No cóż, brodziłem więc w wodzie do kostek i coraz bardziej przesuwałem się w stronę kolejnego znanego obiektu noclegowego czyli Hotelu Excelsior. Znajduje się on tuż przy plaży i to nawet po właściwej stronie drogi. Po przeciwnej stronie ulicy, choć właściwie to trochę wcześniej, mieści się natomiast kompleks festiwalowy z główną areną weneckiego festiwalu filmowego.
Załącznik:
szerokie plaże.JPEG
Załącznik:
infrastruktura dla nie biedaków.JPEG
Załącznik:
Hotel Excelsior.JPEG
Czas było się zbierać z plaży i udać się w stronę Via Sandro Gallo, czyli głównej ulicy Lido, która pod różnymi nazwami, ciągnie się wzdłuż całej wyspy. Doszedłem do niej na wysokości kościoła Św. Antoniego. Patron świątyni jest związany z miastem Padwa, które to znajduje się dość blisko i również może być dobrym pomysłem na wyrwanie się z Wenecji właściwej. Okolica ta jest już mniej monumentalna, budynki są tu mniejsze i prostsze, nie ociekają luksusem. W okolicy znajdziemy też PalaBiennale czyli jedną z aren festiwalu filmowego.
Załącznik:
kościół św. Antoniego z Padwy.JPEG
Załącznik:
Nie wszędzie jest monumentalnie.JPEG
Tamtego dnia wsiadłem do autobusu i pojechałem w kierunku przystani Vaporetto, aby udać się do hotelu. Kolejnego dnia znowu pojawiłem się na Lido, tym razem aby przejechać wyspę wzdłuż. Od razu z Vaporetto przesiadłem się w autobus A i ruszyłem przed siebie wcześniej wspominaną ulicą Sandro Gallo. Zwiedzanie Lido z okien autobusu miejskiego też daje radę, szczególnie kiedy oddaliliśmy się od najbardziej turystycznych miejsc. Lido tylko fragmentami jest ciekawe, a większość budynków zasługuje na tyle uwagi co właśnie rzut oka przez nie zawsze czystą szybę. Czasami jest po prostu brzydko. Przejażdżka autobusem ma jednak sens, bo możemy się dzięki niej dostać do miast Malamocco i Alberoni oraz na kolejne wyspy.
Załącznik:
zwiedzanie autobusem miejskim.JPEG
Załącznik:
jest też brzydko.JPEG

Malamocco

Czy warto? Taaaaaaaak, to moje Lidowe odkrycie.

Jak dojechać? Autobusem linii A, 11 lub nocnym z głównego przystanku Vaporetto (Santa Maria Elisabetta). Czas przejazdu to kwadrans.

Co tutaj się znajduje? Wyjątkowo urocze miasteczko z kościołem Santa Maria Assunta.

Ile czasu potrzeba? Aby przejść się po miasteczku wystarczy 20-30 minut.

Ile trzeba przejść? Od przystanku autobusowego i z powrotem to ok. 800 metrów.

Jechałem sobie spokojnie autobusem A przez wyspę jak by był na jakiejś objazdówce autobusem po Lido i natrafiłem na taki widok.
Załącznik:
widok na Malamocco.JPEG
Wtedy uświadomiłem sobie, że właściwie równie dobrze, to może być bus hop on hop off. Widok zaintrygował mnie na tyle, że uznałem, iż warto "zmarnować" 10 minut do następnego autobusu, żeby zorientować się na co ja właściwie patrzę. To był dobry wybór, a początkowe dziesięć minut zmieniło się w trzydzieści jak nie więcej. Z początku wyglądało mi to trochę na miasto duchów, niby jakieś samochody stały na parkingu przed miastem, ale ludzi nie było widać. Tak szczerze, to dla mnie nawet zaleta, bo sobie mogłem zwiedzać bez tłoku. Potem oczywiście pojawili się inni turyści oraz mieszkańcy, ale było ich niewiele. Z tego co się dowiedziałem miasteczko jest równie senne, jak na weneckie warunki, w czasach nie pandemicznych.Szedłem cały czas przed siebie szerokim deptakiem i rozkoszowałem się słoneczną pogodą. Po jakiś 200 metrach pojawiła się mała marina, więc droga musiała skręcić lekko w lewo. Za kolejne sto metrów był kanał, a miasteczko się kończyło. Przeszedłem przez most i poszedłem kawałek dalej, ale nic ciekawego po za jakimś ruinami, do których nie można się było dostać, nie zastałem. To były jakieś chyba powojskowe zabudowania, które strasznie zarosły.
Załącznik:
Malamocco-deptak.JPEG
Załącznik:
Malamocco-deptak2.JPEG
Zawróciłem, ponownie przeszedłem przez most i postanowiłem wrócić inną drogą. Ta była już zupełnie inna niż ta wcześniejsza, bo była znacznie węższa, ale nadal nie mniej urokliwa. Jako, że miasteczko małe, to już po chwili doszedłem do placu przed kościołem Santa Maria Assunta. Gdy teraz się nad tym zastawaniem, to chyba nie wszedłem do środka, bo nie mam żadnego zdjęcia. Istnieje mała szansa, że było wyjątkowo nieciekawie, ale nawet to mnie nie powstrzymuje zazwyczaj przed fotografowaniem. Jaka była tego przyczyna nie wiem, może było zamknięte, a może śpieszyłem się na autobus? Jednak jak już ktoś jest na miejscu, to sam się może przekonać, to i tak tylko kilka minut. Sam plac przed duży nie był i wyglądał jak na zdjęciu. Mimo wszystko nie byłem ani trochę rozczarowany.
Załącznik:
ciasna uliczka.JPEG
Załącznik:
plac przed kościołem.JPEG
Załącznik:
Santa Maria Assunta.JPEG
Trudno mi powiedzieć co tu zobaczyłem, ale bardzo mi się tu podobało. Niestety spóźniłem się na autobus,który uciekł mi z przed nosa. Chciałem jechać 11, ale ostatecznie jednak zdecydowałem się na A. W moim przypadku była jednak pewna różnica, gdyż 11 jedzie dalej na sąsiednią wyspę. Wykorzystałem moje pozostałe 9 minut na spacer po nabrzeżu. Gdy tylko doszedłem do kanału, budynki po drugiej stronie od razu zaczęły przypominać bardziej te na reszcie Lido. Miasteczko wyraźnie odznacza się innym stylem i wydaje się, ze trochę tu nie pasuje.
Choć początkowo planowałem pójść do kolejnego przystanku, to zrezygnowałem, bo bałem się, że znowu mi ucieknie autobus z przed nosa. Wróciłem więc, ale autobus nie nadjeżdżał. Siedząc pod wiatą, podziwiałem widoki na wyspę Poveglia, na której znajdował się kiedyś szpital dla chorych psychicznie, a obecnie jest ona opuszczona. Przyjmuje się, że ponad 100 000 osób zmarło tu i zostało pogrzebanych głównie w masowych grobach w czasie epidemii dżumy. Co może być powodem, dlaczego po mimo podejmowania różnych prób, Poveglia pozostaje nieużytkiem. Co ciekawe na wyspie dzieje się akcja polskiego komiksu "Żyjesz?", którego autorami są Roman Pietraszko i Maciej Kur. Swoją drogą wenecjanie mieli zadziwiająco dużo wysp z psychiatrykami.
Załącznik:
za kanałem wygląda wszystko bardziej Lidowo.JPEG
Załącznik:
w oczekiwaniu na autobus.JPEG

Alberoni

Jak dojechać? Autobusem linii A, 11 lub nocnym z głównego przystanku Vaporetto (Santa Maria Elisabetta). Czas przejazdu to ok. 20 minut.

Co tutaj się znajduje? Pole golfowe, miasteczko, ścieżka nad wodą, a także wydmy i las sosnowy (30 hektarów) z unikalnymi okazami świata flory i fauny.

Ile czasu potrzeba? Miasteczko jest malutkie i średnio ciekawe. Pozostałe atrakcje również nie muszą zajmować dużo czasu, choć oczywiście mogą.

Ile trzeba przejść? Znowu wszystko zależy od Was. Pamiętajcie, że dzięki przystankom autobusowym podjedziemy pod każdą z atrakcji.

Jak już wcześniej wspomniałem, w Malamocco wsiadłem w autobus A i pojechałem dalej wzdłuż wyspy. Minąłem oczyszczalnie, szpital i zaraz byłem już w Alberoni. Przez chwilę zastanawiałem się czy nie wysiąść, ale zanim zdążyłem się zdecydować, to miasteczko się skończyło. Duże nie jest, ale że autobus nie zatrzymuje się na każdym przystanku, a raczej na żądanie, to potrafi jechać dość szybko, a mnie gonił czas, więc myślałem długo. Dojechałem więc na sam koniec wyspy. W mojej głowie pojawiło się pytanie, "Co teraz?". Nie było tu właściwie nic, a od jakiegoś czasu jechaliśmy przez las. Dość szybko się jednak zorientowałem, że stoję przed przystankiem "Vaporetto". Cudzysłów nie jest tutaj przypadkowy, bo zdecydowanie nie tego co przypłynęło się spodziewałem. Po części wyjaśnia to 11, która pojawia się na mapie komunikacyjnej Wenecji w prawym dolnym rogu i przewozi ludzi z Lido na wyspę Chioggia przez wyspę Pellestrina. Prom pływa tutaj co pół godziny. Miałem trochę czasu, więc przeszedłem się wybrzeżem. Jak widać ścieżka jest porządna, można spacerować, jeżdzić na rowerze, co kto lubi. Niestety nie prowadzi ona bezpośrednio do Alberoni (miasto). Na chwilę trzeba wrócić do głównej drogi i mostu żeby pokonać kanał, a potem idzie się wzdłuż budynków, a nie nad wodą.
Załącznik:
w oczekiwaniu na prom.JPEG
Załadowałem się na prom, a wraz ze mną autobus 11, który po prostu wjechał jak jeszcze kilka samochodów na pokład. Parter to parking, a na pierwszym i pół piętrze są miejsca siedzące. Tę podróż dokładniej opiszę przy opisie wyspy Pellestrina w odcinku 15, bo już i tak ten post o Lido jest długi.
Po kilku godzinach znowu siedziałem na promie, ale już w autobusie. Gdy jedzie się w drugą stronę na autobus objeżdża rondo wokół. Zauważyłem, że budowana jest infrastruktura dla autobusów elektrycznych. Zresztą to nie jedyna stacja ładowania jaką zauważyłem na wyspach. Elektryfikacja autobusów na Lido i na wyspie Pellestrina będzie postępować. Nie jest to takie głupie, bo w końcu to resort i im lepsze w nim powietrze tym lepiej. Nie żeby z silnie uprzemysłowionego regionu Mestre i okolic nie przywiewało nie wiadomo czego, ale zawsze to lepiej nie dokładać smrodu spalin i ryku silnika własnych autobusów.
Załącznik:
ktoś tu kupił autobusy elektryczne.JPEG
Ciekawość przyjrzenia się Alberoni zwyciężyła i postanowiłem jednak wysiąść w "centrum". Czasu dużo tu nie spędziłem, bo raptem 20 minut i w sumie to i tak nie wiem po co. Pewnie bym jednak żałował gdybym przejechał bez wysiadania. Alberoni jest znane z parku sosnowego i wydm, przyznaję że ich nie widziałem i zapewne poprawiły by one moją ocenę tego miejsca. Ja zastałem mały placyk nad morzem, hotel, restauracje, sklep i domki. Od tego miejsca znowu możemy podróżować pieszo wzdłuż wybrzeża Lido. Jako, że są tu też stanowiska wypożyczenia hulajnóg elektrycznych i rowerów miejskich, to możemy pokonać ten dystans nie tylko używając naszych nóg, choć pewnie w tym drugim przypadku jednak będzie to konieczne.
Załącznik:
widoki w Alberoni.JPEG
Załącznik:
można wypożyczyć hulujnogę.JPEG
Załącznik:
Alberoni.JPEG
Załącznik:
w oczekiwaniu na autobus-Alberoni.JPEG

Festiwal filmowy

Kiedy?Co roku w okolicach początku września odbywa się jeden z najważniejszych festiwali filmowych na świecie.

Gdzie?Większość wydarzeń ma miejsce właśnie na Lido. Glamur, gwiazdy i przepych znajdziemy w okolicach pałacu festiwalowego, a ogólnodostępne pokazy dla mas odbywają się głównie w PalaBiennale. To drugie to tak naprawdę gigantyczny namiot, który choć ma stałe miejsce, to jest budowlą tymczasową. Nie wiem czy w tym roku się coś tam odbywało, bo Wenecję odpuściłem tuż przed rozpoczęciem festiwalu.

Jak dojechać?Jak zawsze Wenecja jest świetnie przygotowana w dziedzinie transportu. Specjalnie przedłużona linia Vaporotto nr. 20 zawiezie na s z placu św. Marka niemal bezpośrednio pod pałac festiwalowy wewnątrz wyspy. Z głównego przystanku Vaporetto na Lido (Santa Maria Elisabetta) kursuje specjalny autobus. Możemy tez dojechać stałą linią 11 lub kursująca przez całe lato linią okrężną C (CO lub CA w zależności od kierunku jazdy). W okolice PalaBiennale dojedziemy też standardową linią A, a wrócimy linią nocną. Przejazd autobusem odbywa się na tym samym bilecie co Vaporetto, ale są też autobusowe po ok. 1,3€. Oczywiście możemy tez iść pieszo, ale to 1,5-2km trasy.

Ile to kosztuje? W tym roku ceny były zdaje się niższe, nie wiem czy się utrzymają. Pokazy w PalaBiennale kosztowały 12€ lub 8€ dla osób wieku poniżej 26 lat lub powyżej 60. Kiedyś wieczorny pokaz składał się z dwóch filmów, a cena była taka sama, nie wiem jak było teraz. Niestety, kończyło się grubo po północy. Sala Grande (pałac festiwalowy) jest droższa i w zależności od godziny pokazu bilety normalne kosztują 20,30 lub 50€ oraz 15,25 i 40€ ulgowe. Dostępne są również karnety, w tym na lepsze miejsca. Pamiętajmy jednak, że nie wszystkie pokazy są otwarte i raczej nie będziemy siedzieli wśród gwiazd filmowych. Najtańsze bilety, bo po 5€, znajdziemy w Sala Giardino, znajdującej się nieopodal.

Moja pierwsza podróż na festiwal była jednocześnie moją pierwszą wizytą na Lido. Zresztą dostałem się tam bezpośrednio z Biennale Architektury co i Wam polecam.Taka porządna dawka ukulturalnienia nikomu nie zaszkodzi, a oba wydarzenia są naprawdę wysokiej klasy. Te kilkanaście dni trwania festiwalu wydają się absolutnie najgorszym momentem na odwiedzenie Wenecji, ale szczerze mówiąc nie zauważyłem by ludzi było jakoś wyraźnie więcej. Być może już po prostu więcej się nie da. Dodatkowy tłok jest tylko w okolicy głównego kompleksu festiwalowego. Taniec, muzyka i teatr odbywały się w tym roku jedno po drugim po zakończeniu festiwalu filmowego, dlatego trudniej je połączyć podczas jednej wizyty.
Na wyspę przybyłem przed czasem, żeby się nieco po niej przejść po reprezentatywnym deptaku w kierunku plaży. Jako, że byłem młody i głupi to myślałem, że wszystko jest w jednym miejscu, a to nie prawda, choć dystansy do głównych scen jest nie za duży. Gdy doszedłem do wybrzeża wsiadłem w autobus i pojechałem pod główną arenę. Tam był już niezły tłum, a na ściance zaczęli się kręcić jacyś pomniejsi celebryci. Poszedłem do kas, żeby wyjaśnić czy wpuszczą mnie na bilet na ekranie komórki oraz oto gdzie właściwie mam się udać. Jeśli kupicie bilet wcześniej przez internet, to może się to wiązać z dopłatą 1,5€ i koniecznością wydrukowania biletu. Dowiedziałem się gdzie mam iść. Nawet znalazłem oznaczenia i strzałki kierujące na miejsce. Trasa jest naprawdę prosta, prawo, prosto, lewo. Czasu było dużo, to udałem się na plaże. Zmoczyłem nogi, przeszedłem wokół hotelu Excelsior i udałem się za znakami do PalaBiennale.
Załącznik:
festiwal filmowy.jpg
Załącznik:
festiwal filmowy2.jpg
Nie trzeba wchodzić znacznie wcześniej, kilkanaście minut wystarczy. Za bramą mamy łazienkę (kontenerową), kawiarenkę, czerwony dywan i właściwie nic więcej. Jeśli ktoś chce coś zjeść lu zrobić cokolwiek innego, to lepiej żeby nie wchodził zbyt wcześnie. Wbrew moich obaw, nie było żadnego problemu z akceptacją biletu z komórki. Ludzi nie było zbyt wiele, ale z każdą chwilą pojawiało się ich coraz więcej. Sala jest naprawdę duża i robi się wyjątkowo tłoczna podczas przerw. Zdjęcie robiłem z końca, więc mniej więcej oddaje wielkość sali. Siedzenie są standardowe, ale wygodne. Przed ekranem na korytarzu wokół sali jest ścianka i figura lwa. Jak ktoś chce może sobie zrobić zdjęcie. Co do samych pokazów, to filmy wyświetlane są w oryginalnej ścieżce dźwiękowej z napisami włoskimi oraz angielskimi, więc nie trzeba się martwić, że nic nie zrozumiemy. Jak wspomniałem wcześniej kiedyś wieczorne pokazy były podwójne (może nadal są). Po pierwszym filmie następuje kilkanaście minut przerwy. Dzwonek jak w teatrze przypomni nam kiedy mamy wrócić. Ze względu na późne godziny sala się potrafi mocno przerzedzić. Gdy tylko drugi film się kończy, duża liczba osób udaje się na pobliski przystanek autobusowy w kierunku przystanku Vaporetto. Naprawdę nie ma żadnych problemów z powrotem o tak późnej porze. Dotarłem do swojego hotelu po 2 w nocy, ale i tak byłem zadowolony.
Załącznik:
pokaz filmowy.jpg

Lido autobusem i nie tylko

Atrakcje Lido z okien autobusu istnieją również po drugiej stronie wyspy, bliżej lotniska. Ostatniego dnia zostawiłem absolutnie wszystko, łącznie z pieniędzmi i telefonem, w pokoju hotelowym i udałem się na Lido w celu zażycia kąpieli. Zamiast skręcić w prawo przy Hotelu des Bains, skręciłem w lewo i po przejściu 600 doszedłem do plaży dla biedaków. Nie bojąc się o utratę czegokolwiek postanowiłem oddać się radosnemu chlapaniu. Ja wiem, że to przesada, ale gdy jestem sam to mam tendencję do ciągłego sprawdzania czy nikt się nie kręci przy moim ręczniku.Tym razem nie było to konieczne, a że fale były spore, to przynajmniej wtedy uważałem, że dobrze zrobiłem. Niestety, pierwszy raz natrafiłem na złodzieja, na moje szczęście były to mewy, które z niewiadomego powodu zaczęły wyciągać moje ubrania. Przyznaję, że miałem tam jakiegoś batona czy inną przekąskę, ale na pewno nie w koszulce, którą wyciągnęły najdalej. Być może chodziło o owocowy nadruk, ale one chyba nie są tak głupie. Ptaszyska na szczęście uciekły jak mnie zobaczyły. Nie pozostawało mi nic innego jak się osuszyć i udać w kierunku powrotnym. Autobus, już tradycyjnie zwiał mi z przed nosa. Postanowiłem więc pójść piechotą na kolejny przystanek. Droga robi tu S, żeby ominąć całkiem spory kompleks wypoczynkowy. Jest to kolejna ofiara obecnych czasów. Choć ten obiekt nie wygląda na bardzo luksusowy, to i tak został porzucony. Przeszedłem jakieś 600 metrów i zauważyłem autobus, podbiegłem i wsiadłem do niego tylko po to, żeby mnie zawiózł wzdłuż plaży (i jednocześnie wzdłuż lotniska), a następnie zawrócił do miejsca, w którym wsiadałem. Na szczęście jechał dalej, najpierw wzdłuż kolejnego boku lotniska, tym razem wzdłuż wyspy, a następnie skręcił w lewo w stronę Monastyru św. Mikołaja. W tym momencie bardzo żałowałem, że nie miałem czym zrobić zdjęcia. W zastępstwem wklejam fotografię z wikipedii wykonaną przez Didier Descouens.
Załącznik:
San_Nicolo_(Venice).jpg
Nie miałem już innej możliwości jak tylko wrócić na przystanek Vaporetto i udać się w stronę hotelu. Na koniec moje pożegnanie z Lido już na pomoście przed samym wejściem do Vaporetto.
Załącznik:
Pożegnanie z Lido.JPEG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez adam1987, 07 Gru 2020 15:58, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#13 PostWysłany: 05 Gru 2020 18:14 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 827
złoty
11. San Giorgio Maggiore

Czy warto się wybrać? Można, bo jest tu świetny widok na Pałac Dożów i panoramę jego okolicy.

Jak się dostać? Vaporetto nr. 2 z przystanku autobusowo-tramwajowego (P. le Roma) lub z Placu św. Marka

Ile czasu trwa dopłynięcie? Tylko 3 minuty z Placu św. Marka i 35 minut od autobusu/tramwaju (P. le Roma)

Co tutaj się znajduje? Opactwo San Giorgio Maggiore oraz Bazylika San Giorgio Maggiore oraz widoki na główną wyspę (również z wieży).

Ile czasu potrzeba? Vaporetto kursuje co 12 minut. W przypadku podróży w dwie strony z Placu św. Marka mamy 13 minut. Da radę się uwinąć, ale lepiej przeznaczyć 25 minut i wjechać na wieżę (6€).

Ile trzeba przejść? Pewnie mniej niż 300 metrów.
Załącznik:
San Giorgio Maggiore.JPEG
Nie wiem czy to nie nadużycie z mojej strony, ale jak by nie patrzeć jest to osobna wyspa, nie połączona mostem z żadną inną. Bazylika, która się tutaj znajduje jest jednym z najbardziej charakterystycznych budynków Wenecji. Stojąc na nabrzeżu przed Pałacem Dożów, to właśnie ona przykuwa naszą uwagę. Zastanawiające jest, że po mimo relatywnie niewielkiej odległości i ogólnej zgody co do atrakcyjności świątyni, niewiele osób faktycznie tu dociera. Może skoro widoki są dobre przez kanał, to nie ma po co fatygować? Uważam, że to błąd, ale z drugiej strony to duża zaleta dla tych, którzy faktycznie tutaj przypłyną.
Na wyspę przypłynąłem z Placu św. Marka, to dosłownie jeden przystanek. Wraz ze mną wysiadła chyba jeszcze tylko jedna rodzina. Od razu skierowałem się do kościoła. Co ważne, jako do jednej z niewielu weneckich świątyń, wejście jest tutaj bezpłatne. O ile podczas moich podróży uwielbiam wchodzić do kościołów, to w Wenecji nie koniecznie, bo uważam, że ten cały Church Pass to złodziejstwo. Jako, że obecnie muzea we Włoszech zamknięte, to nie wiem jak ten Pass się nazywa i ile kosztuje, bo strona oficjalna wycofała go ze sprzedaży. Pojedyncze wejście to chyba 3€, więc pakiet pewnie za jakieś 12-15€. Niby Wenecja jest właściwie synonimem złodziejstwa i nikogo nie powinno to dziwić. Mnie też nie dziwi, ale nie chcę w tym procederze uczestniczyć, tym bardziej, że mamy też dość szeroki wybór bezpłatnych kościołów, szczególnie na pozostałych wyspach.
Załącznik:
fasada świątyni.JPEG
Zostawmy jednak moje frustracje i wejdźmy do środka. Kościół zbudowany na przełomie XVI i XVII wieku ma zadziwiająco minimalistyczne wnętrze. Oczywiście ten minimalizm to tylko w porównaniu np. z ociekającą złotem i nie tylko Bazyliką Św. Marka po drugiej stronie kanału. Dominują tu jasne kolory i mimo wszystko pewien monumentalizm. Ze względu na przestronność budynku, człowiek ma wrażenie, że jest on trochę pusty. Znajdziemy tutaj obrazy Tintoretta i nagrobki dożów weneckich. Ważną atrakcją jest też dzwonnica, która jak to często we Włoszech bywa jest wydzielona z bryły kościoła. Za 6€ od osoby można wjechać windą i podziwiać panoramę Wenecji. Jest to jedno z najlepszych miejsc widokowych ze względu na swoje usytuowanie. Dodatkowo nie ma tutaj takich kolejek, jeśli w ogóle są, jak w przypadku wieży po drugiej stronie kanału na Placu Św. Marka.
Załącznik:
wnętrze.JPEG
Załącznik:
nawa boczna.JPEG
Wychodzę z Bazyliki i kieruje się na prawo. Nie żebym miał inny wybór. Obchodzę budynek i próbuję się dostać w głąb wyspy pod amfiteatr w parku, bo zauważyłem, że jacyś ludzie poszli w tamtym kierunku. Niestety zaraz zawracają, bo okazuje się, że było zamknięte. Sam też musiałem zawrócić w stronę mini przystani jaka się tu znajduje.
Opactwo nie jest na co dzień dostępne dla każdego i właściwie po wizycie w świątyni można spokojnie opuścić wyspę. Jednak w czasie Biennale, Watykan swoją wystawę prezentuje właśnie tutaj. Nigdy tu nie trafiłem, ale z tego co rozumiem, to przestrzeń wystawowa znajduje się po za świątynią. Przy okazji jeszcze jedna ciekawostka, odbyło się tu konklawe, które w 1800 wybrało papieża Piusa VII.
Załącznik:
widk na kościół San Giorgio Maggiore.JPEG
Załącznik:
mini przystań.JPEG
Miałem jeszcze 5 minut do Vaporetto, więc stanąłem na placu przed świątynią i zrobiłem kilka zdjęć z widokiem na Pałac Dożów, Bazylikę Santa Maria della Salute i okolice. Widoki może nie tak spektakularne jak z wieży, ale w sumie nadal spektakularne i warte utrwalenia. Słoneczko ładnie przygrzewało, wiec z dużą radością powitałem przypłynięcie Vaporetto i udałem się ponownie na Plac św. Marka w celu dalszego zwiedzania.
Załącznik:
widok na Pałac Dożów.JPEG
Załącznik:
widok na Bazylike Santa Maria della Salute.JPEG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
Zeus uważa post za pomocny.
 
 
#14 PostWysłany: 06 Gru 2020 19:26 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 827
złoty
12. San Servolo

Czy warto się wybrać? Można, bo jest tu spokojnie, zielono i bywają wystawy

Jak się dostać? Vaporetto nr. 20 z Placu św. Marka i w czasie trwania festiwalu filmowego również z Lido. Jeśli podróżujecie na bilecie jednorazowym, to na tej trasie możecie go kupić za 5€ w jedną stronę.

Ile czasu trwa dopłynięcie? Tylko 10 minut z Placu św. Marka.

Co tutaj się znajduje? Park, muzeum szpitala psychiatrycznego, kampus uniwersytecki (International College of Ca' Foscari University), wystawy i granaty (owoce).

Ile czasu potrzeba? Należy zapytać raczej ile czas trzeba tu spędzić, bo Vaporetto kursuje rzadko i 70 minut to minimum, jeśli nie chcemy wracać po 10. Sytuacja zmienia się w czasie trwania festiwalu filmowego kiedy linia 20 jest przedłużona na Lido i zwiększana jest liczba kursów.

Ile trzeba przejść? Ile chcemy, ale że wyspa dość mała, to więcej niż kilometr raczej będzie ciężko.

Załącznik:
mapa.jpg
Nad wyprawą tutaj musiałem się porządnie zastanowić, bo "dojazd" tutaj jest więcej niż problematyczny. Jednak chęć zaliczenia jak największej liczby wysp laguny zwyciężyła i o 11.30 pięknego słonecznego dnia załadowałem się przy Placu Św. Marka na Vaporetto nr 20. Akurat przystanek tego konkretnego jest niemal na samym końcu dużej liczby pomostów przystankowych się tu znajdujących. To już kolejny raz kiedy będę płynął 20, a wydawałoby się, że to tak niepopularna linia. Podałem godzinę wypłynięcia, bo jest ona dosyć istotna. Latem tego roku 20 pływała co godzinę, półtorej i miała dwie przerwy w środku dnia. Wybór odpowiedniej pory jest więc kluczowy jeśli chcemy zajrzeć do muzeum lub nie chcemy spędzić tutaj 3 godzin. 20 płynie do San Lazarro i wraca w kierunku Placu św. Marka, jeśli nie wyrobimy się w tym czasie (10 minut), to musimy czekać na kolejny kurs co najmniej godzinę, tak przynajmniej było latem. Płynąłem więc ze świadomością, że będę musiał spędzić 70 minut na wyspie. Widzę, że teraz rozkład się nieco zmienił i najkrótszy możliwy pobyt na wyspie to 55 minut (12.10-13.05), ale nadal jest niewiele kursów (10) dziennie.
Wydaje się, że to bardzo dużo i w sumie jeśli nie udacie się do muzeum, to niestety tak jest. Z drugiej strony wydaje mi się, że jest to miejsce bardzo romantyczne, na ile psychiatryk może być romantyczny. Na korzyść przemawia także brak innych ludzi, choć oczywiście nie jest to gwarantowane, szczególnie w czasie zajęć uniwersyteckich lub wyjątkowych wystaw. Sama wyspa jest zielona i ma kilka zakątków, w których można się schować i zjeść granat. Rośnie ich tu całkiem sporo i o ile ktoś nie ma oporów przed zrywaniem owoców w parku i ich spożywaniem, to można spróbować, może policja nie zamknie. Szczególnie polecam zakątek z widokiem na Lido i San Lazzaro znajdujący się na krótszym boku wyspy po drugiej jej stronie od przystanku Vaporetto. Możemy sobie wejść po schodkach na mały "taras" zasłonięty od wyspy, ale z czystym widokiem na inne.
Załącznik:
park.JPEG
Załącznik:
zakątek z widokiem na Lido.JPEG
Załącznik:
w parku.JPEG
Na wyspie mamy kilka budynków, w tym centrum konferencyjne i restauracje. W parku znajdują się różne rzeźby lub sztuka w innej formie, są to oczywiście w większości wystawy czasowe, dlatego powracając na wyspę po dłuższym czasie niemal na pewno trafimy na coś innego. Jako, że wyspa jest otoczona murem, postanowiono zbudować kilka platform, aby można było podziwiać okoliczne widoki. O jednej wspomniałem już wcześniej, ale jest jeszcze jedna, znacznie większa na dłuższej krawędzi wyspy przy centrum konferencyjnym. Mamy tu dobre widoki przede wszystkim na Lido i końcową część Wenecji właściwej, w tym głównie wyspa Sant'Elena i Ogrody Biennale.
Załącznik:
budynek.JPEG
Załącznik:
zabudowa.JPEG
Załącznik:
na pomostku.JPEG
Załącznik:
tak to wystawa.JPEG
Całą wyspę już obszedłem więc udałem się w kierunku głównego budynku wyspy, który zawiera muzeum znajdującego się tu kiedyś psychiatryka czy kościół. To chyba jedyne co przypomina, że swego czasu był tu klasztor. Zresztą jak na wielu innych wyspach. Po raz kolejny okazuje się, że weneckie wyspy klasztorami i psychiatrykami stoją. Znajduje się tutaj także hotel. To może być ciekawa alternatywa, bo z jednej strony cisza i spokój, a z drugiej blisko do głównych atrakcji Wenecji (choć tylko za pomocą Vaporetto). Nie jest to ośrodek bardzo luksusowy, a więc i ceny nie są absurdalne, choć nadal to 500-600zł za pokój za dobę.
Załącznik:
wejście .JPEG
Załącznik:
wnętrze.JPEG
Jeśli przejdziemy przez budynek główny, to dostaniemy się do małego dziedzińca, na którym stoi kościół. Nie jest może jakoś bardzo zachwycający, ale i tak skoro mamy za dużo czasu, to warto zajrzeć.
Załącznik:
kościół.JPEG
Załącznik:
kościół-wnętrze.JPEG
Nadszedł już czas na powrót, więc udałem się na pomost. Na moje nieszczęście zerwał się deszcz. Zostawiam Was z widokiem na wcześniej opisana San Giorgio Maggiore i okolice Placu św. Marka, który zaraz miał stać się celem mojej podróży.
Załącznik:
widok na wenecje.JPEG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
Zeus uważa post za pomocny.
 
 
#15 PostWysłany: 08 Gru 2020 00:02 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 827
złoty
13. Giudecca

Czy warto się wybrać? Można, bo jest tu spokojniej i bardziej zielono niż na głównej wyspie.

Jak się dostać? Vaporetto 4.2 i 4.1 pływają wokół głównej wyspy i zazwyczaj będą lepszym, bo szybszym wyborem. Numer 2 płynie między Placem św. Marka, parkingiem i przystankami autobusu/tramwaju (P. le Roma) oraz dworcem kolejowym. Tylko nr. 2 pozwoli Wam na przepłynięcie kanału. Dodatkowo jest też dostępna linia nocna. Jeśli podróżujecie na bilecie jednorazowym, to pomiędzy przystankiem Zattere i Giudecca Palanca możecie go kupić za 5€ w jedną stronę. Pamiętajcie jednak, ze standardowy bilet za 7,5€ ważny jest 75 minut i będzie bardziej opłacalny dla krótkiej podróży.

Ile czasu trwa dopłynięcie? W zależności od docelowego przystanku na wyspie to tylko 4-21 minut z Placu św. Marka, 10-32 z P. le Roma i od 14 minut z dworca kolejowego.

Co tutaj się znajduje? Dzielnica mieszkalna, zabudowa przemysłowa, kwartał współczesnych budynków, kilka kościołów, trochę zieleni, teatr Junghans i widoki na inne wyspy.

Ile czasu potrzeba? Michelin mówi pół godziny, TripAdvisor 1-2 godziny. Bardziej przychylam się do tej drugiej opcji i zaproponuje półtorej godziny jeśli chcemy przejść wyspę wzdłuż.

Ile trzeba przejść? 2,5 km to minimum, żeby przejść wyspę wzdłuż, dlatego warto dodać jeszcze jeden na kręcenie się między uliczkami.

Załącznik:
mapa.jpg
Giudecca to wyspa, którą wielu turystów widziało, ale nie koniecznie na niej było. Znajduje się bardzo blisko głównej wyspy i jest od niej oddzielona prawdziwym kanałem Grande czyli Canale della Giudecca. Ze względu na jego szerokość nie zdecydowano się zbudować tu żadnego mostu, w związku z czym uznałem, że mogę Giudeccę dodać do mojego opisu wysp jako niezależną od innych. Za nim mi ktoś zarzuci, to wiem o zwyczaju budowania mostu pontonowego przez kanał, ale jest to konstrukcja tymczasowa. Nie mniej jednak Festa del Redentore na cześć pokonania zarazy przez Wenecję może być dla Was dobrą propozycją na zobaczenie wyspy bez płacenia za Vaporetto. Święto odbywa się w trzecią niedzielę lipca.
Już dawno sobie zdałem sprawę jak bardzo skopałem mapę w pierwszym poście i jak bardzo wszystko jest niezgodne z kierunkiem moich podróży lub prawdopodobnymi trasami zwyczajnego turysty. Za późno już jednak na zmiany. Z kronikarskiego obowiązku wspomnę więc tylko, że tak naprawdę Giudecca jest moim drugim punktem w tegorocznej podróży po Wenecji. Na Piazzale Roma przesiadłem się z autobusu 5 z lotniska w Vaporetto 4.1 na Giudeccę. Po drodze przepłynąłem obok gigantycznego jachtu, który kosztował pewnie pół budżetu jakiegoś mniejszego Państwa. Wysiadłem na przystanku Sacca Fisola. Nazwa odnosi się do wyspy, która kiedyś była osobnym od Giuddeci tworem, ale teraz zostały połączone. Wysiadłem i zacząłem się rozglądać wokół. Przede mną widoki na główną wenecką wyspę, z lewej przemysł na lądzie, a za mną, bardziej zielona niż bym się spodziewał Giudecca.
Załącznik:
przybycie.jpg
Załącznik:
pierwsze wrażenie.JPEG
Załącznik:
drugie wrażenie.JPEG
Mam wrażenie jakbym trafił na osiedle mieszkaniowe i w sumie chyba rzeczywiście tak jest. Większość osób, która tu wysiadła zachowuje się jak lokalni mieszkańcy. Idę dalej przed siebie i trafiam na lokalny targ, gdzie wszystko działa tak jak zawsze, choć przy zachowaniu większych środków bezpieczeństwa ze względu na koronawirusa. Musze przyznać, że od początku mojego pobytu zauważam jak duża uwagę do zaleceń przywiązują Włosi. Wydawałoby się, że będą ostatni, którzy będą się do czegokolwiek stosować, ale jak widać wiosenne doświadczenia jednego z najbardziej dotkniętych regionów nie zatarły się. Kawałek dalej, po prawej po między blokami jest otoczone wysoką siatką boisko. Jego fragment widać na zdjęciu poniżej.
Załącznik:
trzecie wrażenie.JPEG
Idę wzdłuż boiska niemal na sam skraj wyspy, a potem skręcam w lewo żeby zobaczyć kościół Najświętszej Maryi Panny Matki Pana, ale zastaję tylko remont i budynek cały zasłonięty płachtą. Wpisałem nazwę kościoła w wyszukiwarkę i znalazł mi jakiś na wyspie głównej. Patrzę teraz na zdjęcia lotnicze Giudecci i tam nie widać żadnego kościoła. Zielony przewodnik Michelin nadal utrzymuje, że on tam jest. Także moje wspomnienia mówią, że coś tam było. Trochę nie wiem co o tym myśleć. Musze dokonać kolejnego skrętu w lewo i obchodzę budynek, który było widać na poprzednim zdjęciu. Nie warto iść na kolejne wyspy, bo mamy tam jakieś magazyny i przystań dla weneckich łódek-śmieciarek. Idę wzdłuż i trafiam na targ z drugiej strony po prawej mam mały plac, a przy nim jeden z najciekawszych kościołów Wenecji. Przyznaję, że jest on głównie ciekawy ze względu na swoją inność od pozostałych świątyń. To pierwsza nowoczesna świątynia jaką tutaj widziałem, zamiast stylu renesansowego czy barokowego mamy coś jak brutalizm. Kościół Św. Gerarda? zbudowano w latach 60 XX w. Zresztą większość okolicznej zabudowy też nie jest jakaś wyjątkowo stara.
Załącznik:
czwarte wrażenie.JPEG
Załącznik:
La Chiesa di San Gerardo Sagredo.jpg
Czas opuszczać wyspę Sacca Fisola i kierować się w kierunku Canale dei Lavraneri i jedynego mostu, którym możemy się przedostać do historycznej Giuddeci. Most znajduje się mniej więcej w połowie szerokości wyspy, więc niemożliwe jest przejście współczesnej Giudecci tylko wzdłuż kanału z widokiem na Wenecję. W pobliżu natrafiam jeszcze na uroczy posterunek Policji i żegnam się z tym kwartałem.
Załącznik:
Carabinieri.JPEG
Za mostem po lewej stoi najbardziej chyba monumentalny wenecki budynek przemysłowy, czyli dawny młyn zbożowy i fabryka makaronu. Obecnie znajduje się tu luksusowy Hilton Molino Stucky, którego nazwa pochodzi od Giovanniego Stucky’ego, na którego zlecenie obiekt powstał pod koniec XIX wieku w stylu neogotyckim. Co ciekawe znajduje się tu tylko 379 pokoi, dodatkową powierzchnię zajmuje podobno największe w mieście centrum kongresowe oraz odnowy. Jest tez basen na dachu co raczej jest niespotykane w okolicy. Jednak jeśli spojrzymy na zdjęcia lotnicze, to nie robi wielkiego wrażenia. Ogrom budowli zdecydowanie lepiej widać z drugiego brzegu.
Załącznik:
dawne magzyny zboża.JPEG
Załącznik:
Hilton Molino Stucky.JPEG
Niestety nie było mi dane tu mieszkać, więc idę prosto, po chwili dochodzę do kanału "Rio Delle Convertite" i idę wzdłuż niego. Widzę tu trochę zielonego buszu, poststrukturalizm i wodę, nie wiem dlaczego, ale ten widok do mnie przemawia. Na mojej ścieżce natrafiam na kaczki, które akurat postanowiły sobie odpocząć uciekając przed słońcem. Nie wiem czy kostka jest lepszym wyborem niż mimo wszystko dość zimna woda kanału, ale nie wyglądają jakby im nie pasowało. Kanał się kończy (albo rozwidla, zależy jak na to spojrzeć), a ja trafiam na kolejny zielony placyk i mieszkalne zabudowania.
Załącznik:
kolejne wrażenie.JPEG
Załącznik:
kaczki.JPEG
Załącznik:
jeszcze jedno wrażenie.JPEG
Postanawiam skręcić w lewo, choć to po prawej stoi kościół świętych Kosmy i Damiana. Teraz już nie powiem czemu nie wszedłem do środka i nie próbowałem zobaczyć klasztornych krużganków z tyłu, ale być może nie chciałem przeszkadzać Panu na zdjęciu lub ewentualnie nie chciałem, żeby mi przeszkadzał Pan ze zdjęcia. Mogło tez być zamknięte lub ciążył mi trochę plecak, który miałem na plecach.
Załącznik:
Chiesa dei Santi Cosma e Damiano.JPEG
Długo się jednak nie naszedłem, bo po jakiś stu metrach doszedłem do Canale della Giudecca i wszedłem do stojącego na rogu kościoła Świętej Eufemii? To kolejny z ciekawych weneckich kościołów, który można zobaczyć bez konieczności płacenie. Dwa poprzednio opisane na 90% również są bezpłatne, tylko nie wchodziłem do nich, więc nie mogę ocenić ani Wam pokazać ich wnętrza.
Załącznik:
Chiesa di Sant'Eufemia.JPEG
Załącznik:
Chiesa di Sant'Eufemia-wnętrze.JPEG
Idę chwilę wzdłuż wybrzeża. Zaraz obok znajduje się główny przystanek Vaporetto na wyspie. Dopłyniemy tutaj specjalną taryfą ze znajdującego się po drugiej stronie przystanku Zattere. Transport w jedną stronę to 5€. Może to być istotna informacja dla tych, którzy mieszkają na wyspie i w ciągu dnia chcą się przeprawić na główną wyspę, dla reszty raczej zbędna, bo za 7,5€ na normalnym bilecie możemy wrócić w czasie 75 minut jego ważności.
Na kanale zauważam taką oto gromadkę identycznych łodzi. Robię im zdjęcie z widokiem panoramą Wenecji.
Załącznik:
A któż to płynie.JPEG
Czas z powrotem udać się w gęb wyspy. Przekraczam most i skręcam w prawo w bardzo wąską uliczkę, która prowadzi mnie do najnowszej (przynajmniej z wyglądu) weneckiej zabudowy. Ktoś powie, pasuje jak pięść do jeża i nie będę się z nim kłócić, bo częściowo ma rację, ale dzięki postawieniu takich budynków w kolejnej linii nie tworzą one zaburzenia panoramy jakiego możemy doświadczyć choćby na rynku we Wrocławiu. Jednym z obiektów jest zbudowany na planie ćwierci okręgu teatr będący siedzibą weneckiej akademii teatralnej. Znajdziemy tutaj również mały placyk. Architektura wokół jak widać jest zróżnicowana.
Załącznik:
nowoczesna zabudowa.JPEG
Załącznik:
L’Accademia Teatrale.JPEG
Załącznik:
wśród nowoczesnej zbudowy.JPEG
Po raz kolejny wracam w stronę nabrzeża. To co ukazuje się moim oczom przypomina mi nieco to co można zastać na Murano. Być może jestem w tym poglądzie odosobniony. Widać jednak jak szybko architektura tego miejsca się zmienia. Dopada mnie myśl, że w sumie jakbym mieszkał w Wenecji, to czyha najchętniej właśnie na Giuddece w jednym z tych nowoczesnych koszmarków. Nie mam oczywiście pewności, ale wydaje mi się, że z jednej strony mają one nieco niższą cenę ze względu na położenie, a z drugiej są od początku dostosowane do potrzeb współczesnego człowieka. W wielu starych kamienicach może być jednak z tym dość spory problem. Sama wyspa wydaje się też stosunkowo zielona i bez turystów, a przynajmniej z niewielką liczbą takich co to się zapuszczają dalej niż wzdłuż wybrzeża.
Załącznik:
szerkie kanały.JPEG
Długo się nie nabyłem na wybrzeżu. Przechodzę przez mostek na kolejną część wyspy i skręcam w pierwszą uliczkę w lewo. Kręcę tak tylko ze względu na niemożność pokonania kanału gdzie indziej, mostek jest tu tylko jeden. Mniej więcej tutaj jest połowa trasy. Wracam więc znowu na drugi skraj i idę do parku. Jest tu plac zabaw, ławeczki i świetny widok na lagunę. Można podziwiać okoliczne wyspy np. w celu wybrania jednej z nich na cel swojego zamieszkania podczas kolejnego pobytu w Bydgoszczy Południa (Skoro Bydgoszcz jest czasami nazywana Wenecją Północy. Przynajmniej w Bydgoszczy spotkałem się z tym określeniem, była tez mowa o Amsterdamie). Moje zdjęcie akurat nie jest z widokiem na hotel Kempinsky na wyspie San Clemente, a raczej na wyspę Santa Maria della Grazia, która podobno w przyszłości również ma zostać przekształcona w wypoczynkowy resort.
Załącznik:
uliczka.JPEG
Załącznik:
park.JPEG
Załącznik:
widoki z parku.JPEG
Wracam tą samą trasą do nabrzeża i kontynuuję swoją podróż wzdłuż niego. Po chwili dochodzę do jednej z największych atrakcji wyspy czyli Kościoła Najświętszego Zbawiciela. To jeden ze wspaniałych przykładów architektury późnego renesansu. Jest on o tyle ważny, że jest wotum dziękczynnym za ustanie zarazy. To tutaj buduje się ponad 300 metrowy most pontonowy przez kanał i do tej świątyni przechodzi przez niego procesja. Niestety ta sława oznacza konieczność zapłaty za wejście. Jeśli pojawiasz się na obrazach między innymi Canaletta, to musisz się cenić. ;) Na fasadzie spotkamy, a jakżeby inaczej, Świętego Marka oraz w sumie co również nie jest wielkim zaskoczeniem, Św. Antoniego Padewskiego związanego ze znajdująca się kilkadziesiąt kilometrów dalej Padwą, do której odwiedzenia nieustannie Was zachęcam i o której pozwolę sobie napisać dodatek do niniejszej relacji.
Załącznik:
Chiesa Votiva del Santissimo Redentore.JPEG
Jak się pewnie już domyślacie, chwilę jeszcze szedłem wzdłuż wybrzeża, a potem tuż przed ostatnim na wyspie przystankiem Vaporetto czyli Zitelle po raz kolejny skręcam w głąb wyspy. Tym razem natrafiam na ludzi z walizkami. To chyba pierwsi na wyspie, choć wcale nie jest powiedziane, że turyści, bo okolica wygląda typowo mieszkaniowo. Na poprzecznych uliczkach widać przewieszone nad ulicą suszące się pranie, które jest jednym z powodów, dla których utwierdziłem się w mojej poprzedniej opinii. Idę do końca drogi, robię kółeczko po osiedlu i wracam w okolice przystanku. Ostatni z budynków z dość ciasno ustawionymi w swoją stronę balkonami nieco przypomina mi obecne polskie budownictwo gdzie wszyscy patrzą sobie w okna. Co prawda w tamtej chwili pomyślałem sobie o Hong Kongu, ale skala przecież nie ta.
Załącznik:
w takich miejscach też są ludzie z walizkami.JPEG
Załącznik:
pranie1.JPEG
Załącznik:
więcej zieleni.JPEG
Załącznik:
klimaty z hong kongu lub nowego budownictwa.JPEG
Podchodzę na przystanek i patrzę ile mam czasu do Vaporetto. Jako, że jeszcze trochę go zostało idę jeszcze kawałek wzdłuż wybrzeża, dużo już go nie zostało. Tuż obok jest nieco wcześniej opisywana wyspa San Giorgio, ale nie można się na nią dostać piechotą. Na samym skraju wyspy znajduje się Belmond Hotel Cipriani, który zalicza się do najdroższych w całej Wenecji. Po drodze mijam jeszcze kościół Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny znany pod potoczną nazwą kościoła panien bez posagu, który w przeszłości pełni rolę profilaktyki przed zostaniem prostytutką dla młodych pięknych weneckich dziewcząt z biednych domów.
Załącznik:
Chiesa delle Zitelle.JPEG
Wracam na przystanek Vaporetto i żegnam się z Giudeccą. Czas udać się zameldować do hotelu, bo niestety lot miałem z samego rana i byłem zbyt wcześnie by to zrobić. Prezentuje Wam tutaj również panoramę z widokiem na Wenecję, bo jakbym nie patrzeć jedną z największych atrakcji Giudecci jest to co możemy z niej zobaczyć.
Załącznik:
pożegnanie z Giudeccą.JPEG
Załącznik:
panorama.JPEG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#16 PostWysłany: 08 Gru 2020 19:01 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 827
złoty
14. San Lazzaro degli Armeni :!: Dostęp tylko po wcześniejszej rezerwacji :!:

Czy warto się wybrać? Można, bo jest tu spokojniej i bardziej zielono niż na głównej wyspie.

Jak zarezerwować? Należy wysłać maila na adres: visite@mechitar.org. Mail można napisać po angielsku, nie musi być po włosku lub ormiańsku. Warto wskazać daty, które nas interesują. Czekamy na odpowiedź z dostępnością i tyle. Opłata w wysokości 8€ od osoby jest pobierana na koniec wycieczki. Wycieczka odbywa się po włosku, ale przewodnik mówi też po angielsku w razie potrzeby.

Jak się dostać? Vaporetto nr. 20 z Placu św. Marka i w czasie trwania festiwalu filmowego również z Lido.

Ile czasu trwa dopłynięcie? Tylko 15 minut z Placu św. Marka.

Co tutaj się znajduje? Ormiański klasztor, dom macierzysty zakonu Mechitarystów, muzeum, miejsce gdzie uczył się Byron i ważna instytucja propagująca armeńską kulturę.

Ile czasu potrzeba? Należy zapytać raczej ile czas trzeba tu spędzić, bo zwiedzanie możliwe jest tylko z przewodnikiem po wcześniejszej rezerwacji. Latem dostępne były trzy wycieczki (9:35, 13.45, 15.45), 2 dwugodzinne i jedna trwająca 1,5h.

Ile trzeba przejść? Wyspa jest malutka, trudno powiedzieć ile trzeba pokonać podczas wycieczki, ale raczej niewiele.

Wczoraj napisałem, że z Giudecci wybrałem się do hotelu, ale oczywiście to nie jest prawda. Już po wysłaniu wiadomości uświadomiłem sobie, że popłynąłem na Plac św. Marka, aby tam przesiąść się na Vaporetto nr. 20 i popłynąć do klasztoru na wyspie Świętego Łazarza. Choć raz zachowana będzie kolejność mojej podróży. :)
Załącznik:
widok z przystanku.JPEG
Jak wcześniej wspomniałem, wizytę trzeba zarezerwować. Było to szczególnie przestrzegane w czasach pandemii ze względu na limity osób. Jak wyglądało to w latach poprzednich trudno mi powiedzieć. Cieszę się, że gdzieś trafiłem na informację i maila, bo przez dłuższy czas planowałem swoją trasę po Wenecji zupełnie inaczej i zwyczajnie by mi się wszystko posypało. Zapytanie o dostępne terminy wysłałem 2 dni przed i jeszcze tego samego dnia dostałem odpowiedź z możliwymi godzinami. Odpowiedziałem niestety wieczorem przed wyjazdem i nie uzyskałem wiadomości zwrotnej z potwierdzeniem rezerwacji. Pewnie się domyślacie, że stres był. Podróżowałem jednak samotnie, wiec liczyłem, że jakoś to będzie. Przystanek Vaporetto nr. 20 znajduje się w części B przystanku San Marco - San Zaccaria, czyli niemal najdalej od Placu św. Marka. Mamy tutaj niewielką poczekalnię, na wprost odpływają nie pamiętam już jakie linie, a 20 odpływa po prawej. Na ścianie wisi wyraźny komunikat, że na wyspę Świętego Łazarza, można się dostać tylko z rezerwacją. Pracownicy Vaporetto również o tym przypominają jeśli się nie mylę. Zestresowałem się już na poważnie. Na szczęście jest podany numer telefonu do klasztoru. Zadzwoniłem i wyjaśniłem sytuację. Powiedzieli, ze mogę przypłynąć. Ufff. Ładuje się więc z grupką kilkunastu osób na Vaporetto, to chyba najmniejsza łódka jaką mają, ale nadal ze 25 osób wchodzi. Wypływamy. Na statku znowu informacje o konieczności posiadania rezerwacji, chyba że mi się już coś miesza. Po 10 minutach przypływamy na San Servolo, ktoś tam wysiada, ale większość nie. Po kolejnych 5 minutach jesteśmy u celu. Wysiadam.
Na brzegu wita nas nasz przewodnik (tego jeszcze nie wiemy) i pyta się, czy wszyscy mają rezerwację. Mówię, że dopiero rozmawiałem przez telefon i powiedzieli mi, że mogę przyjść. Okazało się, że to z nim. Znalazło się jednak kilka osób, które nic nie rezerwowały, ale chciałyby dołączyć. Zostali poinformowani, że limit wyczerpany i lepiej niech biegną do Vaporetto zanim odpłynie, bo będą czekać 2 godziny na następne na placu przed klasztorem. Jak widać na zdjęciu wyżej raczej niewielki teren zostałby takim osobom do eksploracji. Można zobaczyć pomnik założyciela, napić się wody (kraniki przy wejściu do budynku) i usiąść na trawce pod drzewkiem, tyle.
Załącznik:
omnik założyciela.JPEG
Załącznik:
poidełko.JPEG
Wchodzimy do środka. Okazuje się, że nikt nie prosi nikogo o potwierdzenia rezerwacji. Być może one w ogóle nie istnieją. Pierwszy element to zmierzenie temperatury i odkażenie rąk. Następnie siadamy sobie na krużganku i chwilę czekamy. W tym czasie można skorzystać z łazienki. Na ścianach wiszą tablice informacyjne o historii wyspy, zakonu i klasztoru. Niestety informacje są napisane właściwie w całości po włosku. Po kilku minutach wraca nasz przewodnik i nagle okazuje się, że wycieczka nie jest po angielsku, a po włosku. Wcześniej informacje były podawane dwujęzycznie. Prowadzi ją tylko jedna osoba i nie ma podziałów na języki. Osób było 12 i wydawało się, że wszyscy mówią po włosku. Tylko ja zgłosiłem się, że wolę angielski. Padło więc pytanie czy wszyscy znają angielski, ale niestety nie. Okazało się, że nie będzie żadnego problemu i po prostu najpierw informacja będzie podawana po włosku, a potem po angielsku. Trochę mi się jednak zrobiło głupio, więc po pierwszym przystanku wymamrotałem "Io parlo l'Italiano" i takie tam, żeby nie psuć innym wycieczki. Okazało się, że jednak jakaś rodzina francuzów się ogarnęła, że oni jednak też wolą angielski. Ufff.
Załącznik:
krużganek właściwy.JPEG
Załącznik:
krużganek.JPEG
Załącznik:
krużganek2.JPEG
Nie chcę Wam zdradzać całości wycieczki, więc tylko pokrótce wspomnę z czego się składała. Najpierw zapoznaliśmy się z informacją o wyspie i o tym jak właściwie ormiańscy mnisi znaleźli się na niej. Jak łatwo się domyślić była to początkowo kolejna z wysp gdzie wysyłano chorych, w tym wypadku trędowatych. Tłumaczy to po części patrona tego skrawku lądu. Mnisi trafili tu na zaproszeni najwyższych władz Wenecji w skutek zniszczenia ich macierzystego greckiego klasztoru przez Turków. Mechitaryści po za tym klasztorem mają jeszcze drugi istotny kompleks w Wiedniu. Kiedyś były to dwie oddzielne grupy, ale niedawno ponownie się zjednoczyły. Członkowie zakonu dużą wagę przywiązują do szerzenia kultury ormiańskiej i działalności edukacyjnej. Poszliśmy zwiedzać dalej. Kierując się przez kolejne pomieszczenia udaliśmy się do małego kościółka.
Załącznik:
wnętrze.JPEG
Styl w jakim został wykonany jest dość charakterystyczny i przywołuje mi nieco w pamięci widoki z kościoła ormiańskiego we Lwowie. Mam wrażenie, ze powtarzają się tutaj niektóre charakterystyczne elementy nawet jeśli całościowo oba obiekty są od siebie różna. W czasach przed pandemicznych regularnie odbywały się tu msze, na które przypływała ormiańska ludność zamieszkująca Wenecję. Jest to, więc kolejny sposób by trafić na wyspę, ale w moim odczuciu trochę bezsensowny, bo wycieczka jest naprawdę świetna. Na ścianie kościoła możemy zauważyć ślady po oknach. Na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że mogli przecież zaszpachlować, ale dobrze, że tego nie zrobili, bo to ważny element historyczny. Są one umieszczone tak nisko, żeby osoby stojące na zewnątrz mogły widzieć co dzieje się w środku. Jako, że trędowaci nie mogli przebywać podczas nabożeństwa w kościele, to był to dla nich ważny substytut uczestnictwa.
Załącznik:
przy klasztorny kościół.JPEG
Załącznik:
nie dyskryminujemy chorych.JPEG
Załącznik:
ołtarz.JPEG
Kolejnym etapem jest wizyta na piętrze. Od tej pory nie można już robić zdjęć. Wystawa składa się tutaj z 5 podstawowych elementów. Najpierw podziwiamy różnorodną kolekcje prezentów jakie uzyskał zakon od swoich gości. Choć to małe pomieszczenie, to mamy i coś z Egiptu i z Indii i z Chin i z wielu innych miejsc, dla każdego coś innego. Po prawej mamy pokój związany z Lordem Byronem, w którym jak rozumiem studiował. Jest tu też m.in. mumia. Gdy skręcimy w lewo mamy wąski korytarz, z którego widać przyklasztorne ogrody. Na końcu korytarza jest wejście do dwupoziomowej biblioteki z cennym księgozbiorem. Choć dominują tu głównie książki pisane po ormiańsku, to znajdziemy tez wystawkę z bardzo starymi egzemplarzami napisanymi w innych językach. Nie są to książki tylko religijne. Co ciekawe znajdziemy tutaj także m. in. średniowieczny Koran. Łącznie przechowywane jest tutaj ponad 100 000 woluminów spośród których kilka tysięcy to cenne manuskrypty. Po lewej mieści się stara biblioteka, która niestety częściowo spłonęła. Za biblioteką jest sala muzealna z ormiańskimi eksponatami, także z tymi bardziej współczesnymi.
Załącznik:
tuż przed strefą zakazaną.JPEG
Choć wiele osób przybywa tu dla Byrona, to miejsce to ma znacznie więcej do zaoferowania. Pewnie niewielu z Was wie jak ważny dla wyspy był Napoleon.
Jako, że czas się kończył, a Vaporetto przecież czekać nie będzie, udaliśmy się z powrotem pod wejście. Tutaj każdy był zobowiązany do wniesienia opłaty za wizytę. Teoretycznie stawka to minimum 8€, ale jak dałem dychę, to i tak mi wydali. Opłaty dokonuje się w małym sklepiku. Znajdziemy tutaj szeroki wybór pamiątek, książek i bzdetów związanych z wyspą i całą Wenecją. Kupimy tutaj także wyroby mnichów. Na półce stoi ich niewiele, a etykiety są trochę jak z drukarki, wiec istnieje prawdopodobieństwo, że rzeczywiście pochodzą z wyspy. Mały słoiczek dżemu figowego, spełniający wymogi lotniskowych płynów, kosztuje 5€. Co do smaku, to żadne kulinarne doznanie, ale jak najbardziej ok. Zawsze to jednak fajna pamiątka, nawet jeśli jej największą zaletą jest miejsce wytworzenia i zakupu.
Wszyscy zapłacili i porobili zakupy. Pozostało udać się na przystań. Zostało jeszcze kilka minut. Kto chciał poszedł do łazienki lub udał się do kraniku z wodą albo przysiadł na trawce pod drzewem. Właściwie był to jedyny moment, żeby dokładniej przyjrzeć się okolicy, bo po przypłynięciu zostaliśmy od razu zabrani do środka. Wyspa jest na stałe zamieszkana przez kilkunastu mnichów, którzy posiadają swoją własną łódkę o nazwie Armenia i nie muszą dostosowywać swoich podróży pod rozkład Vaporetto.
Załącznik:
mają własną łódkę.JPEG
Tyle na dzisiaj. Myślę, że jest to jedna z ciekawszych atrakcji Wenecji i w jakiś sposób unikatowa. Limit wejść i konieczność rezerwacji pozwoli Wam na zwiedzanie w spokoju, co nie zawsze jest możliwe w przypadku innych atrakcji.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
4 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#17 PostWysłany: 08 Gru 2020 22:57 

Rejestracja: 21 Mar 2018
Posty: 1062
srebrny
Dzięki za wpis! W podróżowaniu "palcem po mapie" (a raczej kursorem po Google Maps :) ) już dość dawno namierzyłem San Lazzaro degli Armeni i poczytałem o jego ciekawej historii, więc bardzo fajnie było teraz przeczytać o tym, jak się odwiedza to miejsce.
Ogólnie świetny wątek, mam nadzieję skorzystać z niego przy okazji następnej wizyty w Wenecji!
Góra
 Relacje PM off
adam1987 lubi ten post.
adam1987 uważa post za pomocny.
 
 
#18 PostWysłany: 09 Gru 2020 21:22 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 827
złoty
15. Pellestrina

Czy warto się wybrać? Można, bo jeśli chcemy się dostać na Chioggię transportem publicznym, to trzeba jechać przez tę wyspę. Sama wyspa też jest według mnie bardzo ciekawa, ale trudno mi powiedzieć dlaczego. Może to klimat miasteczek żyjących w zgodzie z naturą i morzem bez zatrzęsienia turystów?

Jak się dostać? Autobus 11 z Lido (jedzie od głównego przystanku Vaporetto - Lido Santa Maria Elisabetta, przez całą wyspę.) lub prom 11 z Alberoni na Lido (autobus też nim płynie)

Ile czasu trwa dopłynięcie? Prom pomiędzy Lido i Palestriną płynie 10 minut. Autobus przez wyspę jedzie 15 minut. Autobus przez Lido to kolejne 20 minut. Trzeba jeszcze dotrzeć na Lido. Łącznie trasę z dworca kolejowego/przystanku autobusowo-tramwajowego (P. le Roma) do głównego miasta na wyspie pokonamy w ok. 80 minut. Trasa z placu św. Marka to ok. godziny.

Co tutaj się znajduje? Zapomniana przez turystów wyspa ze wspaniałym klimatem. Mamy tu, klimatyczne miasteczka, kościoły, wał ze ścieżką wzdłuż wyspy, muzeum oraz ruiny fortu.

Ile czasu potrzeba? Jeśli to tylko podróż na wyspę Chioggia, to potrzebujecie 45 minut, 15 na przejazd autobusem i 30 na czekanie na kolejny prom. Te pół godziny warto znaleźć i przejść się po którymś z miasteczek, zajrzeć do kościoła lub pospacerować po wale. Swoją drogą, w Alberoni na Lido można wypożyczyć rower miejski lub hulajnogę i przejechać się wzdłuż wału. Transport roweru promem kosztuje 1€.

Ile trzeba przejść? Można przejechać całość autobusem. Choć zalecam przespacerowanie się chociaż miastem Pellestrina. Nie będzie to długi marsz, może łącznie z pół kilometra? Dłuższy marsz (chyba że mamy własny transport) będzie konieczny tylko jeśli chcemy dostać się do fortu.

Załącznik:
mapa.png
Pelesttrina bardzo mnie zaintrygowała, a jeszcze bardziej tajemnicze Vaporetto 11 na planie komunikacji miejskiej. Nocą mają autobus, a za dnia łódkę? Przecież tam mostu pewnie nie ma? Spojrzałem na mapę laguny i oczom nie dowierzam. Nie dość, że mostu nie ma, to jeszcze Pellestrina jest długa prawie jak Lido, gdy na schemacie wydawała się maleństwem. Spoglądam na rozkład Vaporetto 11 i jakiś dziwny, bo są na nim przyjazdy i odjazdy i to jeszcze dokładnie o tej samej porze. Zaintrygowany całą tą sytuacją przypłynąłem na Lido. Moją podróż na skraj Lido opisałem już wcześniej, teraz warto wspomnieć co było dalej. Dla przypomnienia przyjechałem autobusem A pod przystanek Vaporetto.
Czekam, czekam, a wraz ze mną ludzie w samochodach. Płynie! Ale co to jest? Wygląda dziwacznie. Po głębszym zastanowieniu przyznaję, że ma to sens. Odbijam swój bilet i wchodzę na bezczela, a za mną wjeżdża autobus 11, a w dalszej kolejności kolejne samochody. Jak już się pewnie domyślacie, to wyjaśnia rozkład jazdy. 11 jedzie jako autobus przez całe Lido i Pellestrinę oraz pokonuję dystans między wyspami na promie. Uprzedzając fakty powiem, że na Chioggię płyniemy już standardowym promem, do którego trzeba się przesiąść z autobusu. Wracając jednak do promu i jego wyglądu. Nie jest on duży, ale mieści jeden lub dwa autobusy i klika samochodów. To znajduje się na parterze. Natomiast pasażerowie piesi mają do dyspozycji piętro. Dostępne są zarówno krzesła w pomieszczeniu zamkniętym jak i w pomieszczeniu tylko z dachem, w przeciwieństwie do standardowego Vaporetto, tu podział jest mniej więcej pół na pół. Wejścia na górę są po obu bokach promu. Mamy też półpiętro z rzędem krzeseł z każdej strony. Autobus otwiera drzwi na promie, wiec można z niego wejść lub wyjść. Po tym jak zwiedziłem już wszystko co się dało, władowałem się do autobusu, żeby móc przejechać nim Pelesttrinę.
Załącznik:
przystanek-wjazd.JPEG
Załącznik:
na górze krzesła, na dole autobus.JPEG
Załącznik:
krzesła nie w środku.JPEG
Załącznik:
prom.JPEG
Przyznaję, że wyspę potraktowałem trochę po macoszemu. Byłem w końcu w drodze na Chioggię. Myślałem sobie, że przecież jeszcze będę wracał, to wtedy mogę coś zobaczyć. Potem się okazało, że zabalowałem dłużej niż planowałem i udałoby mi się jeszcze zahaczyć o ostatnią z wysp (Certosa), a potem praktycznie ostatnim kursem z niej wrócić. Pellestrina będzie więc musiała poczekać do następnego razu na dogłębne zwiedzanie. Ten sam niedosyt czuje jeszcze w przypadku Torcello i częściowo Lido. Wbrew pozorom, coś jednak zobaczyłem na skutek nieprzewidzianych okoliczności.
No, ale dobra, autobus zjechał z promu i ruszył przed siebie właściwie jedyną drogą na wyspie. Tak, w rzeczywistości co chwile odchodzą od niej boczne uliczki, ale jak spojrzymy na mapę, to wyspa jest właściwie na tyle wąska, że droga ta pełni funkcję jej arterii. Pierwsze wrażenia są średnie. Takie to wszystko tutaj nijakie, trawa, woda i baraki.
Załącznik:
pierwsze wrażenia .JPEG
Po jakimś czasie zaczynają pojawiać się bardziej zwarta zabudowa. Można wyróżnić osobne miasteczka. Warto więc wspomnieć o tym czego nie zobaczyłem. Najprawdopodobniej miejscowości te mają swój urok. W oddali majaczyły kościelne wieże, a kościoły wydawały się jakieś przeskalowane zważywszy na fakt, ze na całej wyspie nie ma nawet 5000 mieszkańców. Prawdopodobnie warto je odwiedzić. Na wyspie znajduje się także muzeum, którego niestety nie byłem wstanie odwiedzić. Trzeba wysiąść na piątym (o ile mapa nie kłamie) przystanku na wyspie "Calle Tardivi di San Pietro in Volta". Tylko pamiętajcie, że przystanki są na żądanie. Muzeum jest czynne wyłącznie w sezonie letnim w soboty i niedziele między 10:00 a 13:00. Oficjalna strona - tutaj. Mamy tu trzy sale, każda z innym tematem przewodnim. Znajdziemy tu informacje o wyspie, jej walce z morzem, wydarzeniach z 4 listopada 1966 (powódź) i o rybołówstwie. Problem z zalewaniem wysp przez wodę jak widać nie ma końca. Choć po 17 latach za miliardy euro zbudowano zaporę, to wczoraj znowu zalało, bo...trzeba zacząć zamykać na 48 godzin wcześniej, a prognozy wysokości wody były błędne.
Załącznik:
po prawej miasto po lewej morze.JPEG
Kolejną interesująca kwestią jest wał, który ciągnie się wzdłuż wyspy. O ile nie przeszedłem całego, a tylko fragment, to mimo wszystko zakładam, że wszędzie wygląda tak samo. Niestety przy głównej drodze nie zawsze jest chodnik. O ile ruch nie jest jakiś zmasowany, to jednak jest, a autobusy potrafią naprawdę pędzić na tej mimo wszystko wąskiej drodze. Na szczęście jest ścieżka właśnie na wale. Co jakiś czas są schodki umożliwiające wejście lub zejście z niego.
Załącznik:
można sobie iść pieszo nasypem.JPEG
Ja jednak cały czas w autobusie. Dojeżdżam to czegoś co wygląda jak koniec, ale GPS pokazuje, ze wyspa jeszcze się trochę ciągnie. Sporo ludzi wysiada, a ja znowu zbyt długo się zastanawiam. Autobus zawrócił i pruje z powrotem. Wysiadłem na kolejnym przystanku. Na prom i tak nie zdążę, więc decyduje się na przejście się po wale, a potem po miasteczku. Największa z osad nazywa się Pellestrina i to właśnie tutaj trafiłem. Tutaj jest tez główny przystanek Vaporetto i centrum przesiadkowe z promem na Chioggię, które przegapiłem. No i super, ze jestem tak niezdarny. Miasteczko jest bardzo klimatyczne.
Załącznik:
Plac przed kościołem.JPEG
W mieście znajduje się Kościół pod wezwaniem Wszystkich Świętych? Na zewnątrz wygląda nie najlepiej ze względu na odpadający tynk. Nie przeczę, że gdyby go odmalować, to zdecydowanie prezentuje się interesująco. Wchodząc nie miałem dużych oczekiwań, wnętrze mnie jednak zaskoczyło. Przypominam, że miasto ma mniej niż 3000 mieszkańców. Inne kościoły, które widziałem na wyspie wydają się być zbudowane w innym stylu, ale zakładam, że mogą robić tak samo dobre wrażenie wbrew temu co by się człowiek spodziewał w takich miejscach.
Załącznik:
Chiesa di Ognissanti, Pellestrina .JPEG
Załącznik:
Kościół Wszystkich Świętych - wnętrze.JPEG
Następnie udałem się na pobliski przystanek Vaporetto. Także tutaj budowana jest infrastruktura dla autobusów elektrycznych. Cały czas miałem trochę czasu, wiec udałem się na lokalny cmentarz. Jeśli czytaliście wcześniejszy post o wyspie San Michelle (cmentarna) i widzieliście zdjęcia, to pewnie dostrzegacie pewne różnice, pomniki są tutaj zazwyczaj mniejsze. Z tyłu pobudowane są kolumbaria, bo jednak teren jest ograniczony. Tuż za cmentarzem wyspa robi się bardzo wąska i mieści głównie drogę.
Załącznik:
i tu szykują infrastrukturę dla e-autobusów.JPEG
Załącznik:
cmentarz na wyspie.JPEG
Załącznik:
za cmentarzem.JPEG
Wracam na przystanek i wsiadam na Vaporetto. Tutaj wygląda ono już standardowo. Z okna podziwiam dwa autobusy, na które czekaliśmy, żeby ludzie mogli się przesiąść. Z wody zdecydowanie lepiej widać panoramę miasteczka. Niech ktoś mi powie, że nie jest uroczo. Ja akurat jestem fanem tego typu architektury.
Załącznik:
przesiadka z autobusu.JPEG
Załącznik:
widok na miasto Pellestrina.JPEG
Na Pelesttrinie jest jeszcze jeden przystanek, Caroman. Znajduje się on 2-2.5 kilometra dalej wzdłuż wyspy. Nie każde Vaporetto się tam zatrzymuje, trudno powiedzieć właściwie dlaczego tu coś staje. Wyspa na końcu się rozszerza. Tutaj znajduje się fort, a może bardziej jego ruiny. Niestety nie dotrzemy tutaj autobusem. Nie byłem w tym miejscu, ale czytałem relacje, że ciekawe miejsce i jeśli ktoś ma czas to może sobie zrobić 2 kilometrowy spacer od i do przystanku Caroman.
Załącznik:
ostatni przystanek na wyspie.JPEG
Wróciłem Z Chioggi i wsiadłem w autobus. Przejechałem całą trasę autobusu po wyspie, a następnie wraz z nim zapakowałem się na prom na Lido. Przepraszam za wygląd tych fotografii, ale jednak prędkość, aparat w telefonie i brudna szyba wraz z powolnym zachodem słońca dają taki efekt.
Załącznik:
słabe zdjecie przez szybę autobusu1.JPEG
Załącznik:
słabe zdjecie przez szybę autobusu2.JPEG
Załącznik:
słabe zdjecie przez szybę autobusu2,5.JPEG
Załącznik:
słabe zdjecie przez szybę autobusu3.JPEG
Załącznik:
słabe zdjecie przez szybę autobusu4.JPEG
Pellestrina jest jednym z moich odkryć, nawet jeśli cały czas mylę ją z Pantellerią czyli inną włoską wyspą, tym razem położoną między Sycylią i Tunezją. Tyle już lat czatuje na promocje Volotei i jakoś nigdy nie mogę nic zgrać.Ostatnio przestali dawać najniższe ceny nawet w jedną stronę, więc chyba długo tam nie dotrę. Latają tam głównie w soboty i niedziele, więc słabo, bo tydzień zbyt długo, a dzień krótko. Jak ktoś pracuje w marketingu Volotei, to niech da im znać, że jest pilna potrzeba zorganizowania porządnej promocji i dodania lotu w tygodniu. No to tyle moich frustracji. :D Wiem, że ludzie chcieliby dotrzeć na koniec świata, ale moje top 3 to właśnie Pantelleria, Kirkenes i już nieco bardziej egzotyczna Święta Helena. Jest taki dział na forum gdzie wpisuje się te 3-5 kierunków, które byśmy chcieli zobaczyć? W sumie to mnie ciekawi, a nie mogę na szybko nic znaleźć.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez adam1987, 11 Gru 2020 21:45, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#19 PostWysłany: 09 Gru 2020 22:27 

Rejestracja: 25 Paź 2012
Posty: 939
niebieski
Bardzo świetna relacja ! I zdjęcia też, niektóre bardzo ładne. Podziwiam ilość odwiedzonych miejsc. Zrobiłeś niezły przewodnik :)
I...tak się zachęciłam, że kupiłam bilety. Co prawda na styczeń, więc słaba nadzieja na realizację (kto wie, czy Włosi nie przedłużą kwarantanny :( ), no i nie dam rady zobaczyć tyle. Byłam w Wenecji kilka lat temu i z przyjemnością przypomniałam sobie te widoki :) Dziękuję :)
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
adam1987 uważa post za pomocny.
 
 
#20 PostWysłany: 11 Gru 2020 20:44 

Rejestracja: 22 Lip 2015
Posty: 827
złoty
16. Chioggia i Sottomarina

Czy warto się wybrać? Trzeba o ile macie na to czas, bo niestety wyspa jest bardzo daleko.

Jak się dostać? Autobus 11 z Lido (jedzie od głównego przystanku Vaporetto - Lido Santa Maria Elisabetta, przez całą wyspę.) z przesiadką na prom 11 w Pellestrinie na wyspie Pellestrina.

Ile czasu trwa dopłynięcie? Autobus+Vaporetto 11 rozkładowo jedzie 75 minut. Trzeba jeszcze dotrzeć na Lido. Łącznie trasę z dworca kolejowego/przystanku autobusowo-tramwajowego (P. le Roma) to aż 110 minut. Trasa z placu św. Marka to ok. 1,5 godziny. Sam prom z Pellestriny płynie 25 minut.

Co tutaj się znajduje? Całe zabytkowe miasto, klimatyczne z wieloma kościołami, knajpkami, muzeum. Dodatkowo mamy też "Władysławowo" (Sottomarina) z super szeroką plażą.

Ile czasu potrzeba? Samą Chioggię można zrobić w godzinę. Jeśli chcemy zaliczyć jeszcze Sottomarina czy muzeum należy dodać co najmniej drugie tyle. Vaporetto pływa zazwyczaj co pół godziny.

Ile trzeba przejść? W przypadku Chioggii większość trasy znajduje się wzdłuż jednej nieco ponad kilometrowej drogi. Spacer na plażę to dodatkowe 2 kilometry w każdą stronę.

W trakcie zwiedzania Chioggii natrafiłem na taki oto plan. Niestety zauważyłem go dość późno, więc być może wcale nie ma go przy każdej atrakcji. Trasa jak widać jest bardzo prosta i rzeczywiście zawiera to co najważniejsze.
Załącznik:
plan zwiedzania.JPEG
Chioggia jest naprawdę bardzo daleko, więc jednocześnie warto jakoś tę podróż podzielić, np. oglądając Pellestrinę lub Malamoco na Lido. Te trzy wyspy zajęły mi cały dzień, a przyznaję, że Lido częściowo widziałem już wcześniej. Na wyspę przybyłem w porze po obiadowej. Vaporetto było dość duże, wiec gdy wszyscy wysiedliśmy na jednym przystanku zrobił się tłok. Jak się okazało sporo ludzi było też na placu przy przystanku. Przez większość mojej podróży tego dnia były jednak pustki. To nie była miła odmiana. Jakiś czas później się trochę rozrzedziło, ale mimo wszystko wzdłuż głównej ulicy Corso del Popolo cały czas trochę tych ludzi jest. Moja podróż odbywała się w lato, ale jednak w roku pandemicznym i warto brać to pod uwagę.
Po lewej znajduje się jedna z atrakcji wyspy czyli most (konkretnie Ponte di Vigo), który jest najładniejszym z mostów na kanale. Powstał w 1685, ale ozdobiono go niemal 80 lat później. Szczerze mówiąc nie wiedziałem, że to taka atrakcja, ale ludzi cała masa robi sobie z nim zdjęcia. Nie wiem czy gdziekolwiek indziej zauważyłem, aż takie zainteresowanie. Podobno obiekt ten ma nawiązywać do słynnego Rialto w Wenecji właściwej...no szczerze skala trochę nie ta, no ale może rzeczywiście ma w sobie jakiś wenecki szyk.
Załącznik:
wysypało się towarzystwo z Vaporetto.JPEG
Załącznik:
Ponte di Vigo.JPEG
Po raz kolejny podróżowałem bez większego przygotowania. Standardowy plan zakładał pokręcenie się szerokimi zawijasami wokół. Gdy spojrzycie na mapę zauważycie, że liczba mostów między wyspami jest mocno ograniczona i w pewien sposób wyznacza to jedną trasę, w której zmianie może ulegać co najwyżej kolejność. Postanowiłem najpierw udać się na Isole dei Saloni (wyspa po lewej na mapie, a po prawej podczas spaceru z przystanku Vaporetto), a potem w kierunku plaży na Sottomarinie (po prawej już po za mapą, widać tylko most na nią prowadzący). Nie pozostało mi więc nic innego jak przejść się do połowy Corso di Popolo. Jako, ze jest to główna ulica turystyczna, to znajdziemy tu wiele sklepów, straganów i knajpek. Są też podcienie kamienic (nie cały czas), którymi można się poruszać nie obawiając się ostrego słońca. Zastanawiałem się przez jakiś czas czy nie dodać ich zdjęcia, ale szczerze mówiąc ładne to one nie są, a jeszcze dodatkowo obdrapane i pomazane.
Pierwszą napotkana przeze mnie atrakcja znajduje się po ok. 200 metrach od rozpoczęcia trasy. Jest nią Kościół św. Andrzeja (Chiesa di Sant'Andrea) i stojąca obok niego wieża (Museo dell'Orologio "Torre di Sant'Andrea"). Ze względu na uroczystości nie wszedłem do Świątyni. Jeśli chodzi o jej wieżę będącą jednocześnie "wertykalnym" muzeum, to dostęp do niej jest wyjątkowo utrudniony. W normalnych czasach otwarta jest tylko w niedzielę i to jedynie przez kilka godzin. Widoki są zapewne piękne z góry, ale nie było mi dane się wstrzelić w odpowiedni czas z moją podróżą.
Kolejne 150 metrów i już stałem pod ratuszem miejskim (Palazzo Comunale di Chioggia). Jest to jeden z budynków wyróżniających się na tle pozostałej zabudowy.
Załącznik:
La chiesa di Sant'Andrea.JPEG
Załącznik:
Palazzo Comunale di Chioggia.JPEG
Kawałek dalej, tym znowu po lewej stronie ulicy znajduje się Bazylika Mniejsza pod wezwaniem Św. Jakuba (Basilica minore di San Giacomo Apostolo). Jest to drugi największy kościół w historycznym centrum Chioggii. Bazyliką została stosunkowo niedawno, bo trochę ponad sto lat temu. Świątynie konsekrowano natomiast w 1790 roku. Choć z zewnątrz wydaje się nieciekawa, to w środku zaskakuje. Szczególną uwagę należy zwrócić na sufit, który jest dosyć niestandardowym na kościelne standardy.
Załącznik:
Chiesa di San Giacomo.JPEG
Załącznik:
Chiesa di San Giacomo-wnętrze.JPEG
Załącznik:
Chiesa di San Giacomo-sufit.JPEG
Wyszedłem ze świątyni i zszedłem z głównej drogi. Udałem się w kierunku mostu na inną wyspę (Isola di Saloni), to tylko jedna z dwóch dróg jakie mamy do wyboru. Może to i dobrze, bo właściwie nic tam nie znajdziecie. Zupełnie nie polecam przechodzenia przez most. O ile dojście do kanału (Canale Lombardo) i zrobienie zdjęcia nie jest samo w sobie bezsensowne, to wszystko po za tym już tak. Wyspę upuściłem drugim z mostów. Ten jest już drogowy i ze względu na to musimy się liczyć ze sporej ilości przejeżdżających nim samochodów, w tym ciężarówek.
Załącznik:
Canale Lombardo.JPEG
Załącznik:
Canale Lombardo2.JPEG
Tuż za mostem skręciłem w lewo, żeby wrócić do Chioggii właściwej. Tutaj trzeba uważać, żeby nie przegapić kolejnej atrakcji, choć z drugiej strony jak tak teraz patrzę na mapę to może właśnie trzeba było trafić do niej później. Z mostu skręca się w Via Antonio Nacari i idzie się nią do końca, czyli jakieś 200 metrów. Ja poszedłem tak jak zakręcała główna droga, czyli w lewo, ale jeśli chcielibyście koniecznie podążać moim szlakiem i zobaczyć Isola di Saloni, to skręćcie w lewo. Dotrzecie dzięki temu do najdalej wysuniętej z atrakcji ścieżki turystycznej i nie będziecie musieli iść z powrotem ta samą drogą.
Wracając jednak do mnie. Po chwili doszedłem do kanału i postanowiłem przejść się wzdłuż niego skręcając w prawo. Z niewiadomych powodów niektóre kanały nie są zaznaczone na mapie, zarówno tej z mojego telefonu, komputera jaki i z mapki turystycznej, która wrzuciłem u góry. To jest jeden z tych przypadków. Jego umiejscowienie to przedłużenie na linii łączącej atrakcje 2 i 3 na mapce. Bliżej Corso del Popolo ozdobiony jest on rzeźbami. Atrakcja ta nazywa się Passeggiata del Lusenzo.
Załącznik:
Passeggiata del Lusenzo.JPEG
Jeśli poszliście w kierunku atrakcji numer 1, to i tak go nie przegapicie, bo znajduje się obok Katedry Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, będącej największym kościołem na starym mieście i jednocześnie będącą siedzibą biskupa. Świątynia ta nie jest tak bogata jak bym się spodziewał. Jednak wizyta w Bazylice św. Marka w Wenecji rozpuszcza nieco człowieka. Tutaj na początku XII w. przeniesiono biskupstwo z Malamocco na wyspie Lido. Oczywiście sam kościół nie pochodzi z tamtego okresu, a z XVII wieku.
Załącznik:
Cattedrale Santa Maria Assunta di Chioggia .JPEG
Załącznik:
Cattedrale Santa Maria Assunta di Chioggia-wnętrze1.JPEG
Załącznik:
Cattedrale Santa Maria Assunta di Chioggia-wnętrze2.JPEG
Moje kroki musiałem następnie skierować w prawo, aby dojść do atrakcji numer 1 czyli Muzeum Laguny (Museo Civico della Laguna Sud) znajdującym się w dawnym klasztorze Św. Franciszka. Budynek ten znajdował się już po za murami miasta. Jest to placówka archelogiczno-etnograficzna. Wejście kosztuje 4€ lub 5€ w pakiecie z muzeum zoologicznym (tam też bilet kosztuje 4€). Co ciekawe w weekendy (latem od czwartku do niedzieli) można tu zwiedzać praktycznie nocą, bo między 21 a 23. Od wtorku do niedzieli dodatkowo otwarte jest od 9 do 13. Jak pewnie się domyślacie, akurat byłem w okolicy w innych godzinach. Jednak dla ludzi będących na urlopie tutaj, to genialne rozwiązanie. Za dnia można pójść na plaże lub popłynąć do Wenecji, a po powrocie zobaczyć lokalne muzeum. Obszedłem się smakiem i musiałem zawrócić pod katedrę.
Załącznik:
Convent of San Francesco-muzeum.JPEG
Tuż obok znajdują się kolejne atrakcje. Niedaleko katedry znajduje się jej dzwonnica. To kolejny już przykład gdy jest ona wolnostojąca. Jak się teraz nad tym zastanawiam to czy jest jakiś większy kościół w okolica Wenecji, którego wieża jest złączona z głównym budynkiem? Obok stoi "kościółek" św. Marcina. (Chiesetta di San Martino). Po mimo niewielkich rozmiarów, jest to budowla niezwykle ważna. Powstała w stylu weneckiego gotyku w XIV wieku, a więc znacznie wcześniej niż obecna wersja katedry. Niestety nie można było wejść do środka. Po drugiej stronie ulicy jest jeszcze mniejszy budynek, kapliczka, tym razem otwarta dla zwiedzających.
Załącznik:
Wieża katedry i Tempietto di San Martino.JPEG
Załącznik:
naprzeciwko Tempietto di San Martino.JPEG
Nadszedł wreszcie czas, aby udać się w kierunku plaży. Poszedłem Corso del Popolo, aż do miejsca, w którym za pierwszym razem ją upuściłem, czyli pod Bazylikę św. Jakuba. Skręciłem w prawo i szedłem już cały czas przed siebie po drodze mijając kolejne kanały. Pierwszy z nich Canal Vena nie jest widoczny na wszystkich mapach, cięgnie się równolegle do Corso del Popolo tuż za zabudowaniami przy owej drodze stojącymi. Widok jest tutaj bardzo klimatyczny. Kolejny z kanałów, czyli Św. Dominika? jest już szerszy i mniej ciekawy, oddziela Chioggię od Isola di Cantrieri. To bardzo wąska wyspa, która niemal na całej długości nie przekracza 100 metrów. Nawet się na nią nie zapuszczam. Zresztą widać, ze budynki tutaj wyglądają już nowocześniej. Rozwija się tutaj przemysł stoczniowy w małej skali. Kolejna wyspa, na którą trafiam, to Isola dell'Unione czyli właściwie parking i boisko.
Załącznik:
Canal Vena.JPEG
Załącznik:
Canale San Domenico.JPEG
Załącznik:
Canale San Domenico2.JPEG

Sottomarina

Mapa z góry tego posta się w tym miejscu kończy, ja jednak idę dalej i trafiam na Sottomarinę, która na własne potrzeby tytułuję weneckim Władysławowem, w którym byłem lata temu i nie wiem czy rzeczywiście to porównanie ma sens. W skrócie typowy kurort, plaże, buda z pizzą, mini park rozrywki i ogólnie brzydko jak w w kanadyjskim Niagara Falls (mówię o mieście, nie o wodospadach i ich bardzo bliskiej okolicy), które również tytułuje Władysławowem, tym razem kanadyjskim. A co, mamy w Polsce Padwę Północy, Paryż Północy, Polskie Carcassonne i to co najmniej dwa razy, to w innych krajach mogą mieć coś polskiego. Oczywiście nie jest to zbyt pochlebny tytuł, ale też nikt nie jeździ do Władysławowa w poszukiwaniu zabytków, muzeów i piękna. Za to z rodziną na plaże jak najbardziej można tam pojechać. Mimo wszystko przyjechać w okolice Wenecji do czegoś takiego? Za dnia na plażę, ok, ale na dwa tygodnie do hotelu? Brak mi słów. To już nie można wybrać Rimini?
W ogóle to Chioggia ma autobusy i nawet w ramach weneckiego systemu, choć ceny są nieco inne (niższe). Oczywiście bałem się sprawdzić czy da się pojechać na normalnym karnecie, ale zakładam, że to możliwe i cały ten spacer na plażę można pokonać autobusem z pod Bazyliki. Problem jest też taki, że właściwie wszystkie linie autobusowe zaczynają się na Isola dell'Unione czyli wyspie parkingu. Być może wiec dopiero tutaj wart wsiąść w autobus, bo w innym wypadku przejdziemy jeden lub dwa przystanki, a potem będziemy tu stali przez kwadrans czy ile tam czasu będzie do rozpoczęcia kolejnego kursu. Pętla jest w części bliżej Chioggii.
Sottomarina w wersji pieszej zaczyna się jednak jeszcze znoście i w tam tym momencie aż tak bardzo jeszcze nie narzekałem.
Załącznik:
Sottomarina-pierwsze wrażenie.JPEG
Im dalej, tym gorzej, choć i tu znajdą się jakieś "perełki". Jedną z nich jest kościół Św. Marcina. Obecny wygląd świątynia uzyskała na skutek prac prowadzonych w latach 1859-1898. Środek nie jest jakiś zachwycający, ale nie można też powiedzieć, że całkowicie rozczarowuje, tym bardziej że to kolejny kościół do którego można wejść za darmo, czyli tak jak być powinno.
Załącznik:
S-Church of San Martino.JPEG
Załącznik:
S-Church of San Martino-wnętrze.JPEG
Sottomarina wygląda jak typowy rodzinny kurort, dlatego nie chce się nad nią jakoś bardzo rozwodzić. Blisko plaży wszystko wygląda absolutnie najgorzej, co przykre, bo budynki są tutaj najnowsze. To co nowe nie zawsze musi być byle jakie co kilka razy udowodniono np na Giudecce. Mamy tutaj jakieś fontanny, pomniki, światełka i park rozrywki przy plaży. Nie miałem ochoty na jakieś głębsze wypady, nie tylko dlatego, że kończył mi się czas. Wszystko takie raczej bez szału, albo to ten kontrast ze starym miastem Chioggii. Przeszukując internet podczas pisania tej relacji zauważyłem, że można tu trafić na co najmniej dwa dodatkowe potencjalnie ciekawe kościoły, ale znajdują się już one nieco dalej i zdecydowanie po za moją trasą.
Załącznik:
światełka.JPEG
Załącznik:
S.-pomnik.JPEG
Załącznik:
a tu nagle Władysławowo.jpg
Załącznik:
Władek.JPEG
Załącznik:
park rozrywki.JPEG
Doszedłem wreszcie do plaży. Jednak do morza jest jeszcze bardzo daleko. Serio, tak szerokiej plaży to dawno nie widziałem, a nie wiem czy w ogóle jeśli nie liczyć tworów takich jak wydma w Słowińskim Parku Narodowym. Bliżej drogi mamy boiska do siatkówki plażowej. Dalej są rzędy plażowych domków oraz leżaków pod parasolami. Wszystko wieńczą plażowe bary. Wszystko wygląda jak płatne i niedostępne dla zwykłego śmiertelnika. Czy na pewno? Jednak nie, przy samej plaży zostawili mały skrawek gdzie można rozłożyć swój ręcznik. Bardzo przykre jeśli moje spostrzeżenia są prawdziwe.
Załącznik:
plaża.JPEG
Załącznik:
plaża2.JPEG
Załącznik:
plaża3.JPEG

Powrót na Chioggię

Obróciłem się na pięcie i wróciłem na Chioggię aby zdążyć na Vaporetto. Na wyspie dell'Unione zaczęły mi majaczyć zdecydowanie ciekawsze budynki. Od razu poczułem się lepiej. I tak sobie szedłem, aż przeszedłem kanał Św. Dominika i skręciłem w prawo. Tutaj przyglądałem się kolejnym uliczkom i szedłem wzdłuż wody prawie do samego końca.
Załącznik:
droga powrotna.JPEG
Załącznik:
uliczka.jpg
Tutaj znajduje się mostek na Isola San Domenico, na której znajdziemy ostatni zabytek Chioggii (numer 20 na mapie) czyli Kościół Św. Dominika (Chiesa di San Domenico). Dawno temu mieścił się tu klasztor benedyktynów. Obecny wygląd monumentalnej świątyni uzyskano w czasie przebudowy prowadzonej w XVIII i XIX wieku. Po raz kolejny niestety odbiłem się od drzwi. Z tego co natomiast pamiętam, to tutaj wejście jest płatne.
Załącznik:
Chiesa di San Domenico.JPEG
Po Ponte di Vigo wracam Colonna di Vigo i jestem właściwie przy samym przystanku Vaporetto. Jako, że mam jeszcze dziesięć minut do odpłynięcia, to idę jeszcze wzdłuż nabrzeża. Tak naprawdę, to poszedłem usiąść na przystanku, ale siedzieli tam jacyś ludzi, których można niedyplomatycznie nazwać menelami i szczerze mówiąc, po mimo zmęczenia wolałem jednak nie spędzać z nimi czasu. To chyba jedyny przypadek kiedy spotkałem się z takimi osobami w Wenecji i okolicy.
Załącznik:
Colonna di Vigo.JPEG
Załącznik:
przy przystanku.jpg
Wsiada na Vaporetto i żegnam się z Chioggią. Wyraźnie widać tutaj sylwetkę Kościoła Św. Dominika. Następnie żegnam się z Sottomariną. Z tej perspektywy prezentuje się zdecydowanie lepiej, ale jakby to powiedzieć, to jednak jest "ten lepszy profil".
Załącznik:
pożegnanie z wyspą.JPEG
Załącznik:
widok na Sottomarine - weneckie Władysławowo.JPEG
Płynę dalej i robię zdjęcie na fort (Forte San Felice) umiejscowiony na skraju Sottomariny. Tuż za nim kolejny ważny obiekt, czyli Mojżesz, a konkretnie jeden z trzech jego elementów. Jak już wspomniałem wcześniej, choć tama jest już gotowa, to niestety nie zawsze jest w stanie obronić Wenecję przed zalaniem ze względu na swoją dużą bezwładność.
Załącznik:
fort.JPEG
Załącznik:
mojżesz.jpeg
To by było na tyle jeśli chodzi o "wszystkie" wyspy laguny weneckiej, ale mam w planach jeszcze post o Wenecji właściwej (i może Mestre) i kilku moich spostrzeżeniach oraz dodatkowo post o jednodniowym wypadzie do Padwy, która wydaje się być ważnym kierunkiem dla przynajmniej części turystów udających się do Wenecji.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 33 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group