Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 37 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 07 Gru 2015 22:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
Witam,

Przygotowania,a raczej ich brak.

Już przed wyjazdem postanowiłem,że podzielę sie spostrzeżeniemi po powrocie. Oto i one :) Postaram się pisać stopniowo i uwinąć się w ciągu paru dni. Jest to moja pierwsza relacja,więc chętnie przyjmę wszelkie krytyczne uwagi. W miarę możliwości odpowiem też na Wasze ewentualne pytania.
O nas. Staramy się podróżować jak najczęściej. Podczas wyjazdów nie korzystamy z przewodników. Zazwyczaj dużo jemy i pijemy :) Jeżdzimy komunikacją miejską i unikamy taksówek. Staramy się być jak najbliżej ludzi. Nie planujemy zbytnio.
Korzystaliśmy oczywiście z promocji TK. Trudno nam pracować bez jakiegoś wyjazdu w zanadrzu, więc zaraz po powrocie z Bośni zabrałem się do szukania czegoś ciekawego na najdłuższy ( a jedynie dwutygodniowy) urlop w roku. Miał to być wyjazd w miarę niskobudżetowy- gdzieś,gdzie jest taniej niż w Polsce, gdyż był to nasz szósty wyjazd w tym roku.
Myślałem o Azji (Kambodża,Wietnam) lecz po wejściu na główną stronę F4F, rzuciła się w oczy informacja o tanich lotach do Brazylii. Szybki rzut oka na konkubinę i pytanie: Lecimy? Nie zastanawiała się zbyt długo. Ponieważ urlop mieliśmy zarezerwowany wcześniej na koniec listopada/początek grudnia - właśnie na ten czas szukaliśmy biletów. Druga próba płatności kartą zakończyła się sukcesem i za mniej niż 2 tysiące złotych mieliśmy bilety dla 2 osób z Bolonii do Sao Paulo. Dopiero po jakimś czasie zacząłem się rozglądać za noclegami i samolotami w Brazylii.
Noclegi wszystkie przez Booking, z założeniem nieprzekroczenia kwoty 130 PLN za dwuosobowy pokój z łazienką i możliwością póżnego odwołania rezerwacji. Loty po dłuższym szukaniu i zastanawianiu się nad najlepsza opcją, kupiliśmy przez brazylijską stronę Expedii, mniej więcej na 2 tygodnie przed wylotem, za 1100 PLN (loty GRU-IGU i IGU-GIG dla 2 osób), więc chyba nienajgorzej. Od pewnego czasu podczas wyjazdów nie korzystamy z przewodników (zbyt często byłem rozczarowany ich zawartością), w ogóle nie przygotowujemy się zbytnio - co ma być to będzie :)

Bolonia. A raczej kuchnia w mieszkaniu znajomej.

Dlaczego z Bolonii?Mamy tam bardzo dobrą znajomą,ktora zawsze gotuje dla nas potworne ilości jedzenia,dostajemy też mnóstwo wina i ogromną ilość ciekawych opowieści, plus możliwość przebywania w typowym włoskim mieszkaniu. Poza tym,moim skromnym zdaniem Bolonia jest jednym z najbardziej niedocenionch włoskich miast. 21 listopada o 7 rano wylecieliśmy z zimnego Krakowa do równie zimniej Bolonii. K. mieszka w centrum z włoskim chłopakiem. Mimo iż mieliśmy lekkie plecaki i w przeszłości korzystaliśmy juz ze zwykłego miejskiego autobusu, tym razem zdecydowaliśmy się na linię lotniskową za 6 EUR ( dla zainteresowanych,taksówka z lotniska do centrum kosztuje ok. 15 EUR, więc przy 3 osobach już się opłaca - wiadomo,zwykły autobus miejski najtańszy). Po dotarciu na miejsce, zaczęło się obżarstwo. W kolejności: lasagne,risotto, pizza z ziemniakami etc. Do tego kilka butelek wina. Nie odchodziliśmy od stołu przez 12 godzin :)

Załącznik:
WP_20151121_009.jpg


Właśnie za to uwielbiam Włochy :D Mogliśmy sobie pozwolić na lenistwo,gdyż Bolonię już znamy.
Mama naszego kolegi jest pielęgniarką,więc pizza była krojona szpitalnymi nożycami,pesto było w pojemniku na mocz :) etc. Następnego dnia obżarstwa ciąg dalszy: tortelloni con zucca,olive all'Ascolana (koniecznie kiedyś spróbujcie - oliwki nadziewane mięsem i smażone w głębokim tłuszczu) i kolejne wina:)

Załącznik:
DSC03183.jpg


Żeby móc to wszystko zjeść i wypić, zdecydowaliśmy się pojechać na lotnisko taksówką. Lot mieliśmy mieć po 18, założyliśmy że wystarczy wyjechać 2h wcześniej. W taksówce moja dziewczyna wypowiedziała swoje pierwsze " ciekawe,gdzie jest..." O tym zdaniu mógłbym napisać całą książkę,zawsze jest tak samo. Zastanowcie się jakie rzeczy kobieta może zgubić/zostawić w podrózy i umieśćcie je na końcu zdania "ciekawe,gdzie jest mój/moja...". Tym razem zdanie brzmiało: "ciekawe,gdzie jest mój aparat?". Cóż,nie pozostało nic innego jak wracać po aparat. Skończyło sie zapłaceniem 30 euro za taksówkę na lotnisko (maoryski taryfiarz upewniał się jeszcze, czy na pewno chcemy tam jechać :) ) ale na samolot do Stambułu zdązyliśmy bez problemu - był opóźniony o godzinę.

Loty...


Opóźnienie lotu było spowodowane silnym wiatrem w Stambule. Po raz pierwszy lecieliśmy TK. Cóż,wrażenie mam mieszane: jedzenie i obsługa dobra,mało miejsca na nogi. W sumie jestem pokaźnych rozmiarów jegomościem,więc miejsca na nogi wszędzie mam mało :)
Po ponad dwóch godzinach wylądowalismy w Stambule i szybkim krokiem udaliśmy się do TK hotel desk, chcąc skorzystać z darmowego hotelu oferowanego przez linię. Wszystko trwało bardzo szybko (wiza kupiona przez internet a bagaże odprawiliśmy od razu do Sao Paulo),ok 20 minut. Hotel Colours of Istanbul na prysznic i 4 godziny snu w sam raz. O 6 rano transfer na lotnisko,szybkie śniadanie i po 3 godzinach siedzimy w samolocie do Brazylii.
Muszę to przyznać - nie znoszę długich lotów. Właściwie w ogóle nie przepadam za lataniem - samolot jest dla mnie jedynie środkiem przemieszczania się na dużych odległościach. To był najdłuższy lot w moim życiu - 14 godzin - bez dużej ilości wina chyba nie dałbym rady. Tak jak pisałem wcześniej, byłem pozytywnie zaskoczony jedzeniem w TK ( po papce zaserwowanej w zeszłym roku w Iberii podczas lotu do Limy, chyba wszystko jest lepsze :) ). Obok nas siedział ciemnoskóry pan, wnikliwie studiujący plany statków pasażerskich. Gdyby zainteresował się również planami samolotów, czułbym się trochę nieswojo :)

Załącznik:
WP_20151123_004.jpg


Brazylia.

Wylądowaliśmy ok 19.30 i nie pozostało nic innego jak czekać na kolejny lot do Foz de Iguazu,TAM-em po 23-ej. Wymiany waluty na lotnisku w hali przylotów nie polecam - zapytaliśmy jedynie z ciekawości - zaproponowali 260 reali za 100 $ :D Bankomaty w tej samej hali pobierają 20 reali prowizji.
Musieliśmy przedostać się z terminala 1 na terminal 2 - stamtąd TAM wykonuje loty wewnątrz Brazylii. Przejazd shuttle busem szybki i bezproblemowy. Niestety nie mieliśmy nawet numeru rezerwacji na lot do IGU, więc nie było możliwości odprawy samodzielnej. Obsługa linii lotniczej przepuściła nas na sam początek kolejki, dziewczyny z TAM-u śpiewały i tańczyły - wszystko szybko i profesjonalnie :D
Po dwóch godzinach jesteśmy już w samolocie. Na odlot czekaliśmy ponad godzinę - podobno w wyniku "logistycznych problemów z bagażami" - może nie mieściły sie w luku ;) Samolot wypełniony w 70%,na pokładzie przekąska i napoje bezalkoholowe. Lot minął szybko.

Foz de Iguazu.

Na lotnisku w Iguazu pusto,bagaże już na nas czekały. Jest już za późno na autobus, więc jedynym wyjściem jest taksówka do hostelu (53 reale). Spaliśmy w CLH, który z czystym sumieniem mogę polecić - dwójka za 120 BRL, z w miarę różnorodnym śniadaniem. Blisko do dworca - 5 minut.

Załącznik:
WP_20151125_001.jpg


Po śniadaniu udajemy się na dworzec i za 3,20 reala jedziemy zobaczyć brazylijską stronę wodospadów. Autobusy jeżdża często,po drodze lotnisko, na miejscu jesteśmy w 30 minut. Brazylijska strona czynna w godzinach 9-18, bilet kosztuje 56.30 reala - można płacić kartą. Wsiadamy do autobusu, który po kilku przystankach (przeznaczonych głownie dla osób zainteresowanych dodatkowymi wycieczkami etc.) wysiadamy. Polecam wysiąść na przedostatnim przystanku i powoli odkrywać uroki tego miejsca. Nam wystarczyły 4 godziny,myślę że jak ktoś ma jedynie 2, też warto jechać.
Wszędzie widoczne są informacje, by nie karmić ostronosów. Te z pozoru miłe zwierzaki potrafią rzucić sie na turystę spożywajacego posiłek (są naprawdę natarczywe).

Załącznik:
DSC03185.jpg

Załącznik:
WP_20151124_036.jpg


To zwierzę,mimo iż równie urocze jest mniej groźne.

Załącznik:
DSC03216.jpg


Pogoda niestety nie sprzyjała robieniu dobrych zdjęć,chociaż wody było mnóóóstwo.

Załącznik:
DSC03203.jpg

Załącznik:
DSC03204.jpg


Po wodospadach nadszedł czas na Park Ptaków. Wystarczy przejść 200 metrów od głownego wejścia - jeden przystanek autobusem.Wstęp 34 reale (można płacić karta a w parku darmowe wi-fi,jeśli kogoś to interesuje). Ptaki najczęściej w dużych klatkach. Wiele gatunków:tukany,papugi itp. do niektórych można podejść naprawdę blisko. W sumie mam mieszane uczucia po pobycie w tym miejscu. Gdyby nie to,że prowadzą akcję edukacyjną,zajmują się chorymi ptakami - byłbym zawiedziony.
Myślę,że na park można przeznaczyć godzinę lub dwie,w zależności od tego jak lubicie ptaki :)
Należy uważać na ptasie odchody, które lubią wylądować na głowach zwiedzajacych (zdarzyło się to sympatycznej emerytce obok nas).

Załącznik:
DSC03243.jpg

Załącznik:
DSC03270.jpg


Po wizycie w parku wrociliśmy do miasta autobusem.

Załącznik:
DSC03388.jpg

Załącznik:
DSC03392.jpg


Szybkie jedzenie (mięso z cebulą,fasola,ryż-ja i ryba z frytkami - dziewczyna plus 2 piwa za 42 reale) i zastanawiamy się jaką opcję wybrać na stronę argentyńską. Pierwotnie myślałem o samodzielnym zwiedzaniu drugiej strony wodospadów,jednak po namyśle zdecydowaliśmy się na wykupienie wycieczki z biurem. Skorzystaliśmy z usług hostelu Katharina (Rua Taroba 952 - 10 minut od dworca) i płacąc 125 reali od osoby otrzymaliśmy przejazd busem do wodospadów i bilet wstępu (sam przejazd kosztuje 50 reali - płatność wyłącznie gotówką). Można również wykupić rejs łodką - o ile dobrze pamiętam 125 reali za wersje krotszą,200 za dwugodzinną - nie skorzystaliśmy. Po załatwieniu formalności raczyliśmy się caipirinhą w barze hostelu (ładny ogródek - caipirinha 8 reali,miły właściciel, dobrze mówiący po angielsku). Wyjazd miał się rozpocząć następnego dnia o 8 rano. Nie lubimy korzystać z tego typu usług w trakcie wyjazdów,to był włąściwie chyba drugi raz po minibusowo-pieszej wyprawie na Macchu Picchu (ciekawa przygoda) ale mając mało czasu zdecydowaliśmy się na nią. Sami pewnie zorganizowalibyśmy to taniej,choć tylko wymieniając peso po kursie "blue" - po zwykłym bankowym wyszłoby tyle samo (bilet na wodospady po stronie argentyńskiej - 260 ARS).

Powiedziano nam,że wyjazd jest o godzinie 8 i że powinniśmy być pod hostelem 10 minut przed wyjazdem. Zostaliśmy poinformowani,że naszym kierowcą jest Eliseu, który odwiezie nas na miejsce i wróci po nas o 17 czasu argentyńskiego (1 godzina różnicy miedzy stroną brazylijską i argentyńską). Wyjechaliśmy ok. 8.20, z nami wyłącznie Eliseu i dwie Kostarykanki, które chyba po raz pierwszy były zagranicą. Bus na kilkanaście osób, więc miejsca dużo. Nasz kierowca, co zaskakujące, mówił po angielsku. Po 45 minutach byliśmy na miejscu. Formalności na granicy bezproblemowe - Eliseu wziął nasze paszporty,nie musieliśmy ponownie wypełniać deklaracji brazyliskiej a w paszportach pojawiają się argentyńskie pieczątki. Wodospady po stronie argentyńskiej są bardziej rozległe i należy przeznaczyć na nie więcej czasu - myśle, że 6 godzin jest w sam raz (szybko można pewnie w 4). Są 3 podstawowe trasy:dolna ścieżka - z której możemy oglądać wodospady z dołu, górna ścieżka - wodospady z góry i trasa pociągiem a raczej kolejką (można też pieszo - ok 3 km) do Garganta del Diablo. Polecam zwiedzać właśnie w tej kolejności.

Załącznik:
WP_20151125_002.jpg


Dużo chodzenia,jeszcze więcej oglądania. Koniecznie kupcie coś do jedzenia/picia przed wejściem do parku gdyż na miejscu jest bardzo drogo. Jeśli ruszacie z brazylijskiej strony najlepiej zaopatrzyć się w prowiant w supermarkecie przy dworcu autobusowym - mniej więcej 100-200 metrów w stronę przeciwną do centum Foz de Iguazu.Przykładowa cena wody: 0,5 l trochę powyzej 1 BRL w supermarkecie,1,5 l od 2 BRL. W hostelu odpowiednio 2,5 i 5 BRL. Przy wodospadach po stronie argentyńskiej powyżej 5 BRL. wszędzie można płacić peso,realami,dolarami i euro - z kartami może byc problem. Kursy 1 USD - 9,5 ARS, 1 EUR - 10,4 ARS, 1 BRL - 2,2 ARS.
Przy wodospadach można przemoknąć - my byliśmy przemoczeni bardziej po stronie brazylijskiej. Na miejscu można kupić peleryny przeciwdeszczowe - najlepiej ubierać na siebie jak najmniej rzeczy (raczej japonki,sandały - szybciej wysychają). Repelent na owady raczej niepotrzebny.
Poniżej kilka zdjęć - było mgliście i dosyć ponuro,trudno piękno tego miejsca oddać na zdjęciach. Dla mnie jeden z najpiękniejszych widoków, jakie widziałem w swoim życiu. Szczególnie "gardziel diabła" robi wrażenie. Listopad i grudzień to dobry moment na wyprawę w te rejony, gdyż wody jest bardzo dużo. Z tego też powodu Isla San Martin była zamknięta dla zwiedzających.

Załącznik:
DSC03319.jpg

Załącznik:
DSC03345.jpg

Załącznik:
DSC03372.jpg

Załącznik:
DSC03292.jpg


A tak wyglądają turyści,którzy dzień wcześniej nie poszli do parku ptaków :)

Załącznik:
DSC03385.jpg


Po zwiedzeniu strony argentyńskiej przyszedł czas na powrót. Eliseu spóźnił się 15 minut. Powrót bezproblemowy i szybki, Kostarykanki chciały zrobić sobie pare selfie na granicy, co nasz kierowca delikatnie im wyperswadował.
W Foz zrobiliśmy się głodni, czas wypróbować brazylijską churrascarię :) . W Brazylii bardzo popularne są restauracje oferujące jedzenie w formie bufetu, plus grill. Jedzenie takie kupuje się albo na kilogramy (ceny różne - najczęściej między 30 a 50 reali za kilogram) albo płacąc wcześniej kwotę stanowiącą całościową opłatę za nasz posiłek. Tutaj mieliśmy do czynienia z opcją drugą - all you can eat. Po zapłacie 28 reali, udałem się do bufetu,wybór duży i chciałem spróbować wszystkiego. Nie będąc do końca świadomym jak to działa nałożyłem sobie pokaźną porcję.

Załącznik:
WP_20151125_068.jpg


Ledwo zabrałem się do konsumpcji, zaczęli do mnie zmierzać panowie z różnymi rodzajami grillowanego mięsa (boczek,kurczak,wołowina itp.),które serwowali wprost z rożna. Wszyscy uśmiechnięci i chcący nakarmić brzuch zmęczonego zwiedzaniem gringo. Po piątej porcji zacząłem odmawiać - miny panom zrzedły, lecz ja niestety nie byłem już w stanie więcej zjeść. Wszystko smaczne i pożywne. Moja dziewczyna jest wegetarianką (jedzącą ryby), zamówiła więc pizze. Po pomyłce ze strony kelnera, który przyniósł wersję wege aż uginającą się od salami, po przeprosinach dostała właściwe zamówienie. Pizza niezbyt dobra,bardzo tłusta z ogromną ilością sera i prażonego czosnku (kosztowała 20 reali - dla jednej osoby za duża). Generalnie polecam to miejsce, tym bardziej,że znajduje się przy jednych z niewielu w mieście bankomatów. Restauracja nazywa się Churrascaria e Pizzaria Tropicana (adres znajdziecie bez problemu używając popularnej wyszukiwarki).
Po takiej ilości jedzenia i piwie, nie mieliśmy nawet siły udać się na imprezę odbywającą sie w hostelu.

Krótko o bankomatach w Foz i generalnie w Brazylii. Znajdują sie przeważnie w placówkach banków i jest ich conajmniej kilka w jednym miejscu.My zawsze mamy ze sobą kilka kart (Visa i Mastercard, debetowe i kredytowe) i dolary. W bankomatach Itau działały bardzo wybiórczo - trzeba próbować nawet kilka razy, by tranzakcja się powiodła (mastercard T-Mobile w USD i inne) lecz zawsze się udawało. W Bradesco nie było problemów i wszystko działalo za pierwszym razem. Nie we wszystkich bankomatach można wybrać pieniądze,często są zepsute albo pozwalają sprawdzić jedynie ilość środków na koncie (koszt 0,25 centa - nacisnąłem przez przypadek). Generalnie: jeśli nie udaje się Wam za pierwszym razem - nie poddawajcie się i próbujcie dalej :) Kredytówki Visy działały zawsze i bez problemu (oczywiście nie w bankomatach).

Następnego dnia, po godzinie 15 mieliśmy samolot do Rio. Troche nie uśmiechało się nam siedzenie w Foz, tym bardziej, że czekało na nas duuuże i ciekawe miasto. Gdzieś obiło mi się o uszy, że TAM nie robi problemów z wejściem na pokład wczesniejszego lotu, o ile miejsca są dostępne. Nie wierzyłem w to jednak aż tak, by udac się na lotnisko dużo wcześniej. Po jedenastej udaliśmy się na dworzec po czym autobusem na lotnisko. Mieliśmy 20 minut do wcześniejszego niż nasz lotu do GIG - dlaczego nie spróbować :D Po 10 minutach siedzieliśmy już w samolocie na miejscach przy "emergency exit",co zaowocowało dodatkowym miejscem na nogi (dla dwumetrowca ma to znaczenie). Przez myśl przeszło mi jeszcze, że pewnie skoro lecimy wcześniej i mamy miejsca w 13 rzędzie, pewnie się rozbijemy ale cóż - było za późno by wysiąść :)

Rio.

W Rio od początku zakładałem spanie w faveli:na początku miały to być cztery noce w okolicach Copacabany,skończyło sie na rezerwowaniu 2 nocy w Santa Teresa i 2 w okolicach plaży. Rio ,ogromne miasto a my mieliśmy jedynie adres naszego hostelu (znajdującego się w faveli w Santa Teresa) i krótkie wskazówki jak dostać się tam z centrum. No właśnie,centrum wielkiego miasta to nie centrum Krakowa. Co jak póżniej się okazało może być problemem. Dojazd taksówką odrzuciliśmy od razu, gdyż używamy tego środka transportu jedynie w "ostateczności" (nawet w Limie byliśmy jedynymi gringo na przystanku autobusowym z lotniska :) ). W skrócie: autobus za 12 reali do "centrum", pytanie mniej więcej 20 bardzo pomocnych osób o drogę (kierowcy autobusów,budowlańcy itp.), mnóstwo gestów i mnóstwo "obrigado" (jak się pewnie domyślacie portugalskiego nie znamy) i po ponad dwóch godzinach jesteśmy na przystanku wymienionym w wiadomości powitalnej z naszego hostelu. Brazylijczycy są bardzo pomocni i tylko dzięki ich staraniom udała się nam ta sztuka.

Załącznik:
WP_20151126_001.jpg


Jeszcze pół godziny pod górę,kilka krótkich "rozmów" z miejscowymi i spotykamy dwie europejskie twarze popijające piwo na chodniku w faveli. Po chwili okazało się, że byli to panowie (Niemiec i Fin) prowadzący nasz hostel. Niesamowicie mili i pijani zapraszaja nas na piwo a "formalnościami możemy się zająć później" :) Cóż,nie trzeba nas było długo zapraszać - po chwili również siedzimy na chodniku, popijając zimne piwko w towarzystwie nowo poznanych kolegów i kilku mieszkańców faveli ( również czworonożnych). Po kilku minutach wszystkie favelowe psy zaczęły głośno szczekać (na nas nawet nie zwracały uwagi) a naszym oczom ukazało się 5 wszechstronnie uzbrojonych brazylijskich policjantów. Ich uzbrojenie naprawdę robi wrażenie. Dla nas był to dość niecodzienny widok,tubylcy byli przyzwyczajeni,chociaż kilku z nich ulotniło się w niewiadomym kierunku. Widok policji będzie nam towarzyszył jeszcze wiele razy, policji uzbrojonej po zęby.
Po godzinie udaliśmy się do hostelu odległego od chodnika o 5 minut. Widoku z naszego tarasu nie muszę chyba opisywać :)

Załącznik:
DSC03397.jpg


Byliśmy głodni. Nasi nowi znajomi zaprowadzili nas do "restauracji" w sąsiedztwie. Ja- mięso z cebulą i frytki,dziewczyna- ryba z frytkami. Do tego standardowo dodatkowy ryż,fasola i niestandardowo makaron i oczywiście piwo. Za całość zapłaciliśmy 32 reale a jedzenie donosił nam co chwilę inny członek rodziny, która kilka metrów od nas w salonie oglądała telewizję. Nie muszę chyba mówić,że byliśmy jedynymi klientami.

Załącznik:
DSC03406.jpg


Zrobiło się późno i nie chciało się nam już przemierzać drogi do turystycznej części miasta,zakupiliśmy kilka piw (5 reali za jedno) i resztę wieczoru przesiedzieliśmy na tarasie, kontemplując nocne widoki Rio.
W nocy obudziło mnie pianie kogutów. Na początku uznałem to za miła ciekawostkę lecz po kilkudziesięciu minutach nabrałem ochoty na rosół.
Jeśli chodzi o miejsce w którym spaliśmy- w miarę czysto,wiecznie podpici i sympatyczni gospodarze. Wiadomo,bez szału - pokój ze skromną łazienka i takim samym śniadaniem za 200 reali za 2 noce (wspaniałe widoki w cenie). Pranie - 20 reali. Panowie nie mieli wydać ze stówy,więc rozmienili w sklepie, kupując piwo - w sam raz na śniadanie.

Załącznik:
DSC03424.jpg


Nie chce mi się zaczynać opisu kolejnego dnia, to może mała dygresja na temat brazyliskiego piwa :) Jest słabe i wodniste. Dominuje marki: Itaipava,Skol,Antarctica i Brahma. To ostatnie smakowało mi najbardziej. W knajpach prawie wcale nie różnią się cenowo (kosztują od 5 do 10 reali za 0.6 litra) w sklepach podobnie (najtańsze można nabyć za ok 2 reale). Piłem również Bohemie (droższa i lepsza) a w Paratach widzialem piwa craftowe ale niestety skupiony na cachace nie próbowałem. Generalnie Brazylijczycy pija bardzo dużo piwa,niejednokrotnie od wczesnych godzin porannych. Piwa w knajpach,restauracjach są podawane w butelkach - przez 10 dni nie uświadczyłem piwa lanego (może mało się starałem :) ). Dygresja do dygresji: papierosy tańsze niż w Polsce (od 5 do 8 reali). Cena w zależności od miejsca. Miejscowi palą głownie Derby,Minister - turyści droższe zagraniczne marki.
Na następny dzień zaplanowaliśmy zwiedzenie centrum Rio,Głowy Cukru i Corcovado (o ile wystarczy nam czasu) a wieczorem Lapa. Zaczęliśmy standardowo, od autobusu do centrum. Przejazd autobusem kosztuje 3,40. Oczywiście nie ma rozkładów a przystanki nie mają żadnych oznaczeń. Za każdym razem trzeba pytać (najlepiej kierowcę i jednego pasażera,kierowca może zapomnieć :) ) gdzie wysiąśc. My po paru dniach opanowaliśmy tę sztukę do perfekcji. Wsiada się wyłącznie przednimi drzwiami a wysiada pozostałymi.Tym razem było łatwo. Wysiedliśmy, gdy naszym oczom ukazał się słynny Arcos da Lapa. W okolicy jest informacja turystyczna, w której dostaliśmy darmową mapę (nie okazała się zbyt przydatna,poza tym lubimy bez mapy :)).
Zaczęliśmy od schodów Selarona, znanej chyba większości wizytówki Rio. Podziwialiśmy ogrom pracy włożony w udekorowanie schodów.

Załącznik:
DSC03428.jpg

Załącznik:
DSC03443.jpg

Załącznik:
DSC03468.jpg

Załącznik:
DSC03463.jpg

Załącznik:
WP_20151127_019.jpg

Załącznik:
WP_20151127_015.jpg

Załącznik:
WP_20151127_026.jpg

Załącznik:
WP_20151127_024.jpg


Lapa okazała się być naszą ulubioną dzielnicą Rio,choć spędziliśmy tam niewiele czasu. Kiedyś wrócimy :)
Wciąż włócząc się po centrum miasta, przemykaliśmy między zabytkowymi budynkami i biurowcami,gdyż właśnie taką kombinację tworzy centrum Rio. W porze lunchu robi sie dość tłoczno i trudno o wolny stolik w pobliskich jadłodajniach. Chodziliśmy raczej bez celu,to w jedną, to w drugą uliczkę. Na tle innych budynków zdecydowanie wyróżnia się piramidalna budowla - Katedra św. Sebastiana, jedna z najoryginalniejszych budowli sakralnych,jakie było nam dane widzieć.

Załącznik:
DSC03473.jpg

Załącznik:
DSC03467.jpg

Załącznik:
DSC03476.jpg

Załącznik:
DSC03487.jpg

Załącznik:
DSC03487.jpg


Jedna z ulic zaprowadziła nas do Parque de Santana,miejskiego parku pełnego miejskiej zwierzyny. Mozna tam odpocząć w cieniu wielkich drzew i poprzyglądać się aguti (takie większe "wiewiórki").

Załącznik:
DSC03503.jpg

Załącznik:
DSC03508.jpg


Przy parku znajduje się też bazar, na którym można zaopatrzyć się w różnego rodzaju niepotrzebne rzeczy :)

Załącznik:
DSC03513.jpg



O ile centrum Rio jest bepieczne w ciągu dnia,kiedy przebywa tam mnóstwo pracujących ludzi o tyle każdy odradzał nam wybieranie się tam w nocy. Spotykani ludzie sugerowali, żebyśmy schowali aparat a plecak nosili wyłącznie z przodu. Czuliśmy się niezagrożeni,zresztą tak w centrum Rio,jak w jakimkolwiek innym miejscu Brazylii, króre było nam dane zobaczyć.
Skierowaliśmy się w stronę "wody", docierając do Zatoki Gloria,plaży Flamengo, by przemykając obok lotniska SDU dotrzeć na Praca Quinze, skąd odpływają promy do Niteroi.

Załącznik:
WP_20151127_047.jpg

Załącznik:
WP_20151127_051.jpg

Załącznik:
DSC03546.jpg

Załącznik:
DSC03545.jpg


Kolejnym punktem zwiedzania była Głowa Cukru. Dotarliśmy z centrum autobusem nr 107. Najłatwiej dostać się tam z Botafogo, lub każdym autobusem jadącym w stronę Urca. Bilet na kolejkę (właściwie 2,po drodze jest 1 przystanek) kosztuje 71 reali. Moim zdaniem warto. Dotarliśmy tam poźniej niż zamierzaliśmy,trafiając tym samym na zachód słońca. Na górze dość dużo turystów,trzeba się wysilić by znaleźć dobre miejsce do fotografowania. W drodze powrotnej do wagoniku ustawiłą się spora kolejka. Ostatni zjeżdża o 8.40.

Załącznik:
DSC03588.jpg

Załącznik:
DSC03580.jpg


Autobusem 107 przemieściliśmy się do Lapy. Był piątek wieczorem a my znaleźliśmy się w imprezowym centrum Rio. Wokół głownie brazylijska młodzież i tutyści,mnóstwo ludzi i bardzo dużo policji. Alkohol leje się strumieniami,wokół Arcos do Lapa mnóstwo budek z jedzeniem i drinkami (półlitrowa caipirinha od 5 reali). Zjedliśmy "kiełbasę po brazylijsku", która okazała się zykła grillowaną kiełbasą i smażone słodkie ziemniaki. Nie trzeba szukać niczego do picia,panowie z tacami szotów sami Was znajdą. Przy wejściach do klubów formuja się kolejki a na ulicy muzycy wybijają rytmy na bębnach. Życie nocne toczy się tuż obok nas,na ulicy. Wchodzimy do małej knajpy, gdzie głownie starsi ludzie tańczą sambę,przyłączamy sie.

Załącznik:
DSC03624.jpg

Załącznik:
DSC03626.jpg

Załącznik:
DSC03633.jpg


Nocne życie Lapy tylko częściowo jest tym,czego się spodziewaliśmy. Za mało samby,za mało muzyki ulicy...Podobno 10-15 lat temu można było poczuć prawdziwy klimat tego miejsca.
Po godzinie drugiej decydujemy się na powrót do faveli. Ponieważ byliśmy zmęczeni i trochę pijani (było też późno) po raz pierwszy i jedyny decydujemy się jechać taksowką. Co z tego, skoro żaden taksówkarz nie chce z nami jechać. Mówią,że niebezpiecznie. Gdy piąty z nich odprawia nas z niczym,podchodzi Brazylijczyk i gdy dowiaduje się gdzie się zatrzymujemy radzi, by na tę noc wynająć hotel w Lapie i jutro rano jechąć do "naszej" faveli. "Żaden taksówkarz Was tam nie zabierze"- mówi. Próbujemy nadal. W końcu osiągamy cel i za 15 reali docieramy w okolice hostelu. Mija minuta i widzimy jak nasza taksówka wraca mrugając światłami. Ciekawe co zostawiliśmy?- okazało się,że prawie pustą paczkę papierosów. Nie jest więc chyba tak niebezpiecznie,skoro zdecydował się wrócić z tak blahego powodu :) Palący spokojnie jointy mieszkańcy faveli, mówią nam "dobry wieczór" jak starym znajomym i idziemy spać. Ledwo przytomny wstałem jeszcze przed szóstą, by zrobić zdjęcie wszchodu słońca z balkonu.

Załącznik:
WP_20151128_001.jpg


Nastęnego dnia musieliśmy się przemieśić do faveli Cantagalo,gdzie znajdował się nasz kolejny nocleg. Na Bookingu opinie były mieszane: jednym się podobało,inni uciekali po pierwszej nocy gdyż nie czuli się bezpiecznie. My zostaliśmy. Z centrum pojechaliśmy metrem (3,70 reala za bilet) na stację General Osorio - wrota do plaż Copacabana i Ipanema. Zapytaliśmy o drogę w pobliskiej kawiarni i po 20 minutach byliśmy w hostelu. Widoki znów niesamowite,przed nami favela a w dalszej odległości ocean. Od razu rzuciła nam się w oczy odmienność faveli od tej, w której spaliśmy poprzednio. Ta była głośna,gwarna,pełna ludzi. Dzieci w pieluchach uganiające się za piłką (już wiadomo,dlaczego Brazylijczycy dobrze grają w futbol), dużo śmieci i policji (50 metrów od naszego hostelu był komisariat). Czuliśmy się bezpiecznie choć nie widzeliśmy innych turystów. Mieszkańcy faveli uśmiechnięci i zajęci swoimi sprawami.

Załącznik:
DSC03720.jpg

Załącznik:
DSC03722.jpg


Po zakwaterowaniu (kontakt z recepcjonistka przez google translator) udaliśmy się na plażę. Nie lubimy się opalać i bezczynnie leżeć na plaży ale tym razem postanowiliśmy zrobić wyjątek. Było słonecznie,prawie ostatni raz podczas naszego pobytu. Wypożyczyliśmy parasol (8 reali,leżak 6 reali - tyle samo co puszkowe piwo) i oddaliśmy się błogiemu nieróbstwu. Na plaży oczywiście mnóstwo sprzedawców - można kupić wiele rzeczy: od caipirinhi,poprzez jedzenie,na ręcznikach i innych akcesoriach plażowicza kończąc.

Załącznik:
WP_20151128_022.jpg


Plaża niezbyt tłoczna,bez problemu mogliśmy znaleźć miejsce do rozłożenia. Woda ciepła a fale niewielkie. Brazylijczycy rzadko pływają,częściej wchodzą do wody po kolana lub pas a najczęściej po prostu leżą na plaży. Po kilkugodzinnym relaksie udaliśmy się na obchód okolicy. Jest kilka knajp,restauracji z jedzeniem na wagę i fast foodow.

Załącznik:
WP_20151130_015.jpg

Załącznik:
WP_20151130_010.jpg


Dużo łatwiej znaleźć bankomat niż w centrum.
Wieczorem relaks przy piwie w międzynarodowym towarzystwie, na dachu hostelu. Większość turystów których napotkaliśmy, poruszała się po mieście taksówkami. Trochę nas to zdziwiło. Holendrzy np.chcieli dostać się z Leblon do jakiejś galerii handlowej,taksówkarz obwiózł ich dookoła i wysadził w tym samym miejscu. Zapłacili ponad 30 reali ale nadal jeździli taksówkami. Cóż,każdy ma swoj sposob na podróżowanie :) . My wolimy komunikację miejską. Nie tylko ze względów oszczędnościowych. Wydaje się nam,że jeżdżąc autobusami/metrem jesteśmy bliżej miasta,bliżej ludzi.
W faveli głośno,sobota wieczorem i z każdej strony dobiega inna muzyka. Mężczyźni piją i grają w karty, co chwilę się kłócąc. Kobiety wywieszają pranie, sprzątają. Muzyka jest tak głośna,że wydaje się nam,iż nie będziemy mogli zasnąć. Dość obfity deszcz uciszył jednak wszystkich.

Plan na dzień następny zakładal Corcovado i Maracanę. Właściwie na Maracanie mieliśmy oglądać mecz ligowy Fluminense,ale pomieszaly mi się daty i nic z tego nie wyszło.
Na początku wybraliśmy się jeszcze na Ipanemę. Plaża jak to plaża:ludzie na ręcznikach,woda,mnóstwo sprzedawców. Jedynie okolica trochę inna. Wypiliśmy sok prosto z coco verde (zielony kokos - 5 reali) z jednego z mnóstwa stoisk,gdzie można kupić ten owoc. Posiedzieliśmy chwilę i udaliśmy się w stronę metra. Po drodze ze stacji metra w stronę plaży, znajduje się targ,gdzie można nabyć miedzy innymi pamiątki z Rio.

Załącznik:
WP_20151129_020.jpg

Załącznik:
WP_20151129_022.jpg

Załącznik:
WP_20151129_024.jpg

Załącznik:
DSC03649.jpg

Załącznik:
DSC03654.jpg

Załącznik:
DSC03655.jpg


Ze stacji General Osorio pojechaliśmy do Largo do Machado-miejsca skąd najłatwiej dostać się na Corcovado. Jest kilka opcji:pieszo,kolejką,minibusem. My nie chcieliśmy tracić czasu,wybraliśmy więc opcje najszybszą-minibusową. Kasy znajdują sie na wprost kościoła - blisko wyjścia ze stacji metra. Bilet na minibus i bilet wstępu na wzgórze kosztują 64 reale (27 plus 37,bus w dwie strony,należy zachować bilet na powrót). Trasa jest kręta i zajmuje ok. 15 minut. Na miejscu od razu rzuca się w oczy mnogość turystów szaleńczo robiących zdjęcia. Miejsca jest niewiele,bardzo łatwo "trafić" do czyjegoś selfie. Generalnie mieliśmy mieszane uczucia i nie wiem czy zdecydowalibyśmy się na to miejsce jeszcze raz. Wiadomo,to jedna z tych atrakcji, które trzeba zobaczyć. Na mnie Głowa Cukru wywarła jednak nieco większe wrażenie. Na górze byliśmy może 10 minut,kilka zdjęć i wracamy.

Załącznik:
DSC03661.jpg

Załącznik:
WP_20151129_037.jpg

Załącznik:
DSC03660.jpg


Postanowiliśmy coś zjeść. W Largo do Machado była restauracja,którą polecano nam w pierwszym hostelu. Siadamy przy stoliku zastanawiając się co wybrać (menu wyłącznie po portugalsku) , gdy zjawia się nasz poprzedni "gospodarz" z dziewczyną pomagając nam w wyborze. Zdecydowaliśmy się na bolinhos de bacalhau - rybno-ziemniaczane kula smażone na głębokim oleju. Smaczne i sycące. Za porcję zapłaciliśmy 50 reali - wystarczająca dla 2 osób.

Załącznik:
WP_20151129_043.jpg


Po jedzeniu i standardowym piwie,wybraliśmy się na zwiedzanie okolicy. Largo do Machado nie jest miejscem typowo turystycznym. W okolicy parę knajp,kilka sklepów,kino. Znaleźliśmy mały targ:muzyka na żywo,dużo ludzi,dużo alkoholu,lokalne produkty spożywcze i badziewne pamiątki. Podobało nam się.

Załącznik:
DSC03674.jpg

Załącznik:
DSC03678.jpg

Załącznik:
DSC03681.jpg

Załącznik:
DSC03685.jpg

Załącznik:
DSC03696.jpg

Załącznik:
DSC03701.jpg

Załącznik:
DSC03703.jpg

Załącznik:
DSC03704.jpg


Po dotarciu do plaży Flamengo postanowiliśmy wracać by udać się w stronę Maracany. Niestety zaczęło padać. Deszcz był obfity,schowaliśmy się w budynku kina. Gdy przez godzinę nie przestawało padać i zaczęliśmy przeglądać repertuar,deszcz trochę zelżał. Z Largo do Machado na Maracanę można się dostać metrem (po drodze należy słuchać komunikatów - sa po angielsku - gdyż trzeba zmienić linię). Na miejscu okazało się,że dla zwiedzających stadion jest czynny w godzinach 9.00-17.00. Spóźniliśmy się. Często zdarzają się nam takie "wpadki" (chyba za mało planujemy :)).

Załącznik:
WP_20151129_061.jpg

Załącznik:
WP_20151129_059.jpg


Z zewnątrz stadion nie prezentuje się zbyt okazale. Do dziś trochę żałuję, że nie udało nam się dostać do środka. Chodziliśmy jeszcze po okolicy, próbując znaleźć autobus w stronę Copacabany (K.było za zimno w metrze :)) ale nie do końca się nam udało.
Po powrocie kolacja w knajpie z jedzeniem na wagę w pobliżu plaży (49 reali za kilogram). Najedliśmy się za 35 (mięso,frytki,sałatki,pieczone banany etc.). Wieczorem piwo/wino na tarasie i rozmowy z nowopoznanymi podróżnikami (o dziwo, głównie z naszej części Europy). Po północy udajemy się spać,jutro czeka nas wyjazd do Paraty.
Jeśli chodzi o nasz drugi hostel to mamy mieszane uczucie. Śniadanie skromne,podobnie jak wyposażenie pokoju (trudno gdzieś powiesić mokre rzeczy). Bardzo ładny wystrój i taras ze wspaniałym widokiem na okolicę. Minusem był brak możliwości otworzenia okna, co w połączeniu z dużą wilotnościa na zewnatrz sprawiło,że szybkoschnące ręczniki nie wyschły nam przez 2 dni. Podobno w innych pokojach okna się otwierały. Za 130 złotych nie oczekiwaliśmy nic więcej.
Fawela bezpieczna,podobnie jak plaże. Spotkaliśmy kilka osób,które albo same zostały okradzione (telefon na plaży) lub znają kogoś kto był (dwie dziewczyny,którym grożono rozbitą butelką i musiały oddać plecaki - to w centrum). Fawele są bezpieczne,gdyż ich mieszkańcy nie okradają turystów na swoim terenie, gdyż mogą mieć z tego powodu większe problemy niż zyski z ewentualnej kradzieży.
Poniżej ostatnie zdjęcie z naszego tarasu:favela i pogoda,która popsuła się na szczęście dopiero w ostatnim dniu naszego pobytu w Rio.

Załącznik:
DSC03717.jpg


Po śniadaniu ok. 12 poszliśmy szukać autobusu w stronę dworca Novo Rio,gdyż właśnie stamtąd odjeżdżają autobusy w kierunku Paraty. Autobusu,gdyż jak pisałem wcześniej,dla mojej drugiej połówki w metrze było za zimno. Trochę śmiesznie to wyglądało:dziewczyna z zimnej Polski w swetrze,podczas gdy Brazylijczycy byli ubrani bardzo skąpo.
Nie interesowała nas konkretna godzina wyjazdu. Dojazd z Copacabany na dworzec zająl nam grubo ponad godzinę. Mała rada:jeśli możecie gdzieś dojechać metrem (szczególnie w godzinach szczytu), zróbcie to - autobusy jeżdżą bardzo wolno a w wielu miejscach tworzą się gigantyczne korki.
Po dotarciu na dworzec (w autobusie oczywiście pytamy gdzie wysiąść), szukamy stanowiska firmy Costa Verde (jest na samym dole dworca). Po zakupie biletu (70 reali za jeden) czekamy na autobus prawie 2 godziny, do godziny 16 (poprzedni odjechał tuż przed naszym przybyciem o godz. 14). Dworzec jest pokaźnych rozmiarów,oferuje duży wybór miejsc z jedzeniem i napojami (ceny znacznie wyższe niż w mieście).

Załącznik:
WP_20151130_020.jpg


Paraty.

Autobus wedle rozkładu miał jechać mniej więcej 4 i pół godziny. Po naszych wcześniejszych doświadczeniach z autobusami w Ameryce Południowej,zawsze dodajemy conajmniej godzinę. Nie inaczej było tym razem :). Jeśli możecie,wybierzcie miejsca po lewej stronie autobusu - dużo lepsze widoki).Po prawie 6 godzinach jazdy (2 przystanki po drodze na jedzenie,papierosa etc.w środku wygodnie i przestronnie) jesteśmy na miejscu. Nasz hostel mieści się 15 minut pieszo od dworca. Pierwszy napotkany Brazylijczyk wskazuje nam drogę. Po zakwaterowaniu postanowiliśmy poszukać czegoś do jedzenia. W okolicy kilka knajp - w jednej z nich udaje nam się zamówić pizzę (prawie zamykali). Pizza od 10 reali,bardzo smaczna,przemiłą obsługa,nie mówiąca oczywiście po angielsku. Hostel okazuje się być najlepszym (pod względem standardu) w jakim spaliśmy w Brazylii (przestronny pokój,ciepła woda,hamak na balkonie i smaczne śniadanie). Właściciel mówi nawet trochę po angielsku.Płaciliśmy 120 BRL za noc - pokój dwuosobowy z łazienką.Rzut beretem największy supermarket w mieście. Jest późno i pada,więc zwiedzanie zostawiamy na następny dzień. Jak zwykle nie mieliśmy żadnych szczególnych planów,tym bardziej,że prognoza pogody nie nastrajała optymistycznie. Wstaniemy,zjemy śniadanie i zobaczymy co będzie :)

O 10 meldujemy się na śniadaniu. Typowo dla tego typu pousad:soki,owoce (papaja,arbuz,ananas,melon),parę plasterków sera i szynki,dżem,masło,miód - czasami widzieliśmy też jajka,trzeba je sobie samemu "oporządzić". Do tego kawa i herbata w termosach.
Zadagują do nas młodzi Brazylijczycy:
-"Skąd jesteście?"
- "Z Polski"
-"Fajnie.Mamy samochód,wybierzecie się z nami na plaże w Trynidad?Albo lepiej,na pieciogodzinny rejs łodką po zatoce lub trwającą tyle samo wycieczkę jeepem?Już się dowiedzieliśmy,które biuro jest najtańsze".
Bruna i Pedro zorganizowali nam dużą część pobytu w Paraty :) Hmm,mieliśmy kłopot z wyborem. Ponieważ opcja jeepa odpadała (nie było już miejsc na ten dzień), zdecydowaliśmy się na łodkę. Mieliśmy pół godziny by dostać się do portu, a po drodze musieliśmy jeszcze udać się do agencji, by zapłacic za wycieczkę. Pod biurem Ecoturismo Paraty byliśmy o 10.45. Pierwszy pan powiedział,że nie zdążymy na statek,drugi był odmiennego zdania. Postanowiliśmy zaryzykować i na przystani byliśmy przed czasem :) Za pakiet: 5 godzin łodką w pierwszy dzień i tyle samo jeepem w dzień drugi zapłaciliśmy 60 reali. Kolejność jest dowolna,można najpierw jeepem a póżniej łodką.
Rozkładamy się wygodnie na materacach,piwko w dłoń i płyniemy. Po drodze kilka plaż,możliwosć snorklowania. Koniecznie weźcie stroje kąpielowe i maski do pływania (jeśli macie). Na pokładzie można coś zjeść,napić się caipirinhi. Jesteśmy jedynymi osobami nie mówiącymi po portugalsku. Przeszkadzało nam to w zrozumieniu historii opowiadanych po drodze przez pana,który gdy nie opowiadał umilał nam czas grą na gitarze i śpiewem (również po portugalsku).
W międzyczasie podziwiamy widoki.

Załącznik:
DSC03737.jpg

Załącznik:
DSC03753.jpg

Załącznik:
DSC03775.jpg

Załącznik:
DSC03785.jpg

Załącznik:
DSC03801.jpg


Całość warta swej ceny. Na końcu do rachunku (tego co spożyliście na pokładzie) doliczają 14 reali za oprawę artystyczną,czyli śpiewającego pana. Ujął mnie portugalską wersją "Ziggy Stardust" z repertuaru Davida Bowie,więc płaciłem z przyjemnością :)

Załącznik:
DSC03734.jpg

Załącznik:
DSC03790.jpg

Załącznik:
DSC03826.jpg

Załącznik:
DSC03831.jpg

Załącznik:
DSC03834.jpg

Załącznik:
DSC03823.jpg


Przybijamy do brzegu,jesteśmy mokrzy i głodni (na statku wypiliśmy po parę piw). Smakowała nam wczorajsza pizza,a skoro i tak zmierzamy do pousady,by się przebrać,postanawiamy zjeść w tym samym miejscu. Zamawiamy sałatkę z serca palmy i trio smażonych owoców morza (i standardowe piwo,rzecz jasna:)).
O ile na owoce morza byli przygotowani,o tyle po serca palmy kelner musiał się wybrać do pobliskiego supermarketu :) Całość bardzo smaczna a porcja zdecydowanie za duża dla dwóch osób (cena za całość ok. 100 reali).

Załącznik:
DSC03849.jpg

Załącznik:
DSC03848.jpg


Po jedzeniu wybieramy się zobaczyć stare miasto. Niska zabudowa,kamienne uliczki,kolonialna atmosfera. Do ścisłego centrum nie mogą wjeżdżać samochody. Bardzo mało turystów,w knajpach i sklepach pusto. Padający obficie deszcz sprawił,że po godzinie musieliśmy udać się do pousady.

Załącznik:
DSC03839.jpg

Załącznik:
DSC03844.jpg

Załącznik:
DSC03852.jpg


Następny dzień mieliśmy spędzić głównie na wycieczce jeepem. Nie myślcie o offroadowych klimatach - jeep jest wyłącznie po to,by zawieżć Was z miejsca na miejsce. Sami nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać. O 11 wyruszyliśmy spod biura Ecoturismo. Po dwudzestominutowej jeździe,zatrzymaliśmy się pod jedną z wytwórni cachacy. Wchodzimy do środka,gdzie słuchamy opowieści o tym,jak wygląda proces wytwarzania tego alkoholu (również po angielsku), po czym odbywa się degustacja i zakupy (dla zainteresowanych). Mi najbardziej smakowała złota cachaca,długo dojrzewająca w beczce. Destylarnia jest mała, a cała produkcja odbywa się ręcznie. Bardzo przypominało mi to wizyty w szkockich destylarniach whisky, chociaż w dużo uboższej wersji.Jestem ogromnym miłośnikiem wszelakich alkoholi, więc chyba nie muszę dodawać,że mógłbym tam siedzieć i kosztować godzinami :)

Załącznik:
WP_20151202_002.jpg

Załącznik:
DSC03860.jpg

Załącznik:
DSC03863.jpg


Po degustacji udaliśmy się do lasu. W sumie tylko po to, by po 5 minutach wędrówki wykąpać się w zimnej rzece. Można poskakać do wody z zawieszonej wśród drzew liny etc. Nasz zwariowany kierowca robił to w bardzo widowiskowy sposób. Jadł też mnóstwo liści z pobliskich drzew i częstował nimi. Gdy odmawialiśmy,mył je w rzece i częstował znowu - nie można było odmówić :)

Załącznik:
WP_20151202_011.jpg

Załącznik:
DSC03871.jpg


Póżniej niewielki wodospad i kolejna możliwość kąpieli. Z wodospadów mozna zjechąc na tyłku,plecach, brzuchu do wody. Następnie lunch w Poco do Tarzan i kolejny wodospad. Nastepnie wizyta w drugiej wytwórni cachacy (już bez zwiedzania ale z degustacją :)) i powrót do Paraty.

Załącznik:
DSC03897.jpg


W sumie wycieczka ciekawa i tania. Wiadomo, chodzi o to żeby gringo kupił cachacę, zjadł w zaprzyjaźnionej restauracji i przy okazji cieszył się ze zwiedzania. Jeśli jednak wolicie plażować - jedźcie na plażę :) Całość trwała ponad 5 godzin.

Po powrocie i przebraniu, ruszyliśmy w miasto. Wieczorem umówiliśmy się na obiad z Pedro i Bruną. Wczesniej chcielismy jeszcze trochę pochodzić, ale pogoda nie była najlepsza. Pozwiedzaliśmy troche mniej turystyczną część Paraty i raczyliśmy się caipirinhą :)
O 2030 dołączyli do nas Bruna i Pedro. Padało,więc miejsca na kolację nie szukaliśmy długo. Sącząc kolejne piwa, rozmawialiśmy o różnicach kulturowych,polityce,futbolu itp. Załowialiśmy, ze nie możemy zostać dłużej i pozwiedzać Sao Paolo z rodowitymi paulistanos. Jedliśmy moquecę - typowo brazylisjki "gulasz" rybny podawany w gorącym kociołku (supersmaczny). Cena - ok 60-70 reali - porcja na 2 osoby.

Załącznik:
DSC03911.jpg


Następnego dnia po śniadaniu udałem się na dworzec, by nabyć bilety do SP. Co dziwne, przy zakupie należy mieć paszport. Koszt - niecałe 60 reali/os. Powłoczyliśmy się jeszcze po mieście,zjedliśmy wspomniane kule rybne i wypiliśmy piwo (90 reali/2 os), pare zdjęć, powrót do pousady po bagaże i na autobus. Ponieważ wylot z GRU mieliśmy tuż po 5, postanowiliśmy spędzić pól dnia w Paraty i o 16.40 wyjechać do SP. Pogoda paskudna, znów polecam siedzeć po lewej stronie autobusu w kierunku jazdy. Tym razem było w miarę szybko (znów 2 przystanki na jedzenie,papierosa) i ok. 22.30 byliśmy na dworcu Tiete. Autobusy na lotnisko są drogie (42 reale), stawiamy więc na opcje: metro plus autobus,za niecałe 10 reali. Nawet się nie obejrzycie i już jesteście na lotnisku :). W skrócie i dla zainteresowanych:
-metro,niebieska linia do stacji Se
-przesiadka na Se w linię czerwoną w stronę stacji Tatuape
-wysiadamy na Tatuape i wsiadamy w autobus 257,który jedzie prosto na lotnisko (zatrzymuje się przy 1 i 2 terminalu. Wasz odlot będzie zapewne z 3, z 2 można tam się dostać pieszo) :)

Bilet na metro - 3,50 reala,autobus bodajże 5,15.

Na lotnisku pozostało nam jedynie parę godzin czekania. Jest self check-in ale jak się komuś nie uda, to może zrobić "normalny" ;)
Uwaga!Jeśli planujecie zakup pamiątek na lotnisku,weźcie pod uwagę, iż mimo kilku sklepów z typowo brazylisjkimi pamiątkami,są one o tak wczesnej porze zamknięte. Jest jakiś duty free i kawiarnie,w tym dosyć tani Starbucks (espresso 4,90).

Po 12,5h lądujemy w Stambule. W TK standardowo 2 posiłki - trochę mniej smaczne niż za pierwszym razem. System rozrywki oczywiście ten sam :) W Stambule, po 10 minutach przy TK hotel desk, zabierają nas do hotelu Euro Park Otel. Szkoda, że mozemy się przespać jedynie kilka godzin. Hotel znajduje się dalej od lotniska niż poprzedni. Shuttle bus o 5, śniadanie na lotnisku i lecimy do Bolonii.
A co się działo w Bolonii - chyba już się domyślacie :) Kolejne obżarstwo i opilstwo. Tym razem ruszyliśmy się nawet do miasta, by pić wino w jedynej w Bolonii knajpie prowadzonej przez głuchoniemych. Następnego dnia jeszcze lunch w Pizzerii Di Porta San Felice (bardzo polecam,smacznie i tanio).
Szybki lot Ryanairem do Wrocławia,potem 3h w Polskim Busie do Krakowa i ok. 24 jesteśmy w domu.
O 7 rano trzeba wstawać do pracy...

Mały aneks:

Ceny: podobne jak w Polsce, właściwie nie zauważyłem większej różnicy, woda - 2 reale,drogie dżemy :) Często łatwiej znaleźć drogerię (jest ich wszędzie pełno) niż sklep
Komunikacja: bilet na metro w RJ - 3,70,w SP - 3,50. Autobusy w RJ - 3,40, autobusy dalekomiejskie trochę drogie ale wygodne
Noclegi: płaciliśmy od 100 do 120 reali za dwuosobowe pokoje z łazienką (raczej skromne i nie zawsze wszystko było perfekcyjne)
Pieniądze: karty działały,nie zawsze za pierwszym razem.Bankomatów niewiele - lepiej wybierać większe ilości pieniędzy. Kantorów mało - w Paraty chyba tylko jeden. Jadąc na wodospady można płacić w realach,dolarach, euro,po stronie argentyńskiej jest jeden bankomat.
Jedzenie i alkohol :nie oszczędzaliśmy, jeździmy też po to by jeść i pić. Pizza od 10 reali/1 os,pizza dla 2os od 20, obiady w restauracjach od 50 reali/2 os - plus napitki,jedzenie na wage od 20 reali/kg,all you can eat od 28 reali.
Piwo w sklepie od 2,w knajpie od 5-6 reali, caipirinha od 5 do 15. Cachaca - ok 30 reali butelka, wino piliśmy jedynie raz, ceny wina jak w PL,nasze za 32 reale (brazylijskie - kupione po rekomendacji) dobre,bardzo owocowe.
Pamiątki typu pareo,ręcznik z Copacabany ok. 30 reali,koszulki trochę droższe, koszulki w Paraty od 15 - ale niebzyt ładne :)
Zamiast kupować coś na dworcu (drogo) przed podróżą,lepiej poczekać: za mniej niż 2h na pewno będzie przystanek na zakupy.
Częstym problemem była dla nas (nieznających portugalskiego) organizacja barów,fast foodów itp. - najpierw idziesz do kasy i mówisz co chcesz,płacisz a dopiero póżniej udajesz się po zakup. Przy kupnie większej ilości rzeczy,trzeba zapisywać :)
Bezpieczeństwo:nam nic się nie stało,czulismy się bezpiecznie. Wiele razy zwracano nam uwagę, by chować aparat. Poznaliśmy ludzi, którzy padli ofiarą kradzieży - policja podobno nie zlekceważyła zgłoszenia. Na wszelki wypadek staraliśmy się nosić przy sobie jak najmniej gotówki. Widać ludzi śpiących na ulicach, żebraków - są mniej natarczywi niż w Krakowie. Wystarczy mówić do nich po polsku,angielsku i się odczepią. W miejscach turystycznych dużo policji.

Animozje między SP i Rio jak między Krakowem a Warszawą (z zachowaniem proporcji). Mieszkąńcy SP uważają, że tylko dzięki nim kraj się rozwija, że to oni praują i zarabiają, gdy Rio się bawi. Dowcip opowiedziany nam przez Pedra:

"-Dlaczego pomnik Chrystusa w Rio ma rozpostarte ramiona?"
"-By przyklasnąć, gdy mieszkańcy tego miasta zabiorą się do pracy."

Znajomość angielskiego raczej słaba (nawet w hostelach i miejscach turystycznych), choć myśłałem,że będzie jeszcze gorzej.

Ludzie niesamowicie mili i pomocni. Naprawdę.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez igore 26 Gru 2015 13:01, edytowano w sumie 15 razy
Góra
 Relacje PM off
14 ludzi lubi ten post.
4 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 15 Gru 2015 20:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Mar 2015
Posty: 95
Loty: 90
Kilometry: 170 446
Bardzo fajna relacja, wreszcie ktoś kto może pochwalić się zdjęciami z faveli (czyt. ostał mu się po wizycie aparat) ;) Sami wybieramy się w podobne rejony w okolicach marca, więc traktujemy Twoją relację jak "prawie-live". Dodatkowo wybieramy się na Ilha Grande.

1). Czy w BR jedzenie jest urozmaicone pod względem hmm ilości kalorii (ryby?). Ja nie mam nic przeciwko kawałkowi solidnego mięsa, ale dla mojej żony może być to na dłuższą metę problem.
2). Czy zastanawialiście się nad wycieczkami trekkingowymi na Paratach lub czy kojarzycie opcje takich wycieczek w "zaprzyjaźnionym" biurze podróży? Jak było w Trindade?
3). Jak wyglądają opcje imprez w RIO? (oprócz opisanych w favelach) :)

Czekam na relację z kolejnych dni w BR!
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 15 Gru 2015 20:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
Dzięki za miłe słowa :)

1) Jedzenie (w porównaniu do np. Peru, w którym również byliśmy) jest w miarę urozmaicone. O ryby nietrudno. W knajpach typu "jedzenie na kilogramy" jest naprawdę duży wybór (sałatki etc.). Z moją dziewczyną jest ten sam problem :)

2) Nie ,mielismy za mało czasu. Zresztą Trynidade również odpuściliśmy (mimo namów nowych znajomych), decydując się tego dnia na rejs. Bardzo łatwo i tanio można się tam dostać autobusem. Trekkingu równiez nie rozważaliśmy (czas i pogoda) ale są takie możliwości, choć podobno Ilha Grande jest pod tym względem lepszym wyborem.

3) Najlepsze imprezy są w Lapie :)

Relacja powoli dobiega końca. Może dzisiaj skończę. Musze trochę dopisać i przede wszystkim dodać zdjęcia,które wcześniej mi się całkowiecie "pomieszały".
Góra
 Relacje PM off
lubietenstan uważa post za pomocny.
 
 
#4 PostWysłany: 15 Gru 2015 21:01 

Rejestracja: 22 Sie 2012
Posty: 647
Loty: 78
Kilometry: 201 975
@igore fajna relacja, widzę, że odwiedzaliśmy podobne miejsca :D
_________________
moje relacje:
http://www.fly4free.pl/forum/sztuka-ame ... ,212,81860
minirelacja-z-maxiwyspy-ilha-grande,212,96928&start=0
Góra
 Relacje PM off
igore lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 15 Gru 2015 21:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
@ara Dzięki, ja Twoją również śledzę i czekam na kolejne wpisy. Tym bardziej, że jak wszystko pójdzie po naszej myśli, za jakiś rok rzucamy robotę i udajemy się do Ameryki Południowej na kilka miesięcy. Dlatego każda relacja może być dla nas inspiracją :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 15 Gru 2015 22:33 

Rejestracja: 02 Sty 2013
Posty: 937
Loty: 4
Kilometry: 17 154
srebrny
Świetna relacja!!! Naprawdę fajnie piszesz , ciekawie i rzeczowo. Moje pytanie - czy od razu chciałeś wynajmować noclegi w fawelach czy było to podyktowane ceną?
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 15 Gru 2015 23:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
Dzięki. Fawela była planowana od początku, zawsze chciałem zobaczyć. Teraz jest tam dużo bezpieczniej, niż kilka lat temu. Popularne są wycieczki z przewodnikiem. Cena również miała znaczenie - jest tam stosunkowo tanio a i lokalizacja często bardzo dobra.
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 16 Gru 2015 19:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Mar 2015
Posty: 95
Loty: 90
Kilometry: 170 446
@igore wydaje mi się, ze jakbys nie napisal wszystkiego w jednym poście, to byś ominał limit zdjęć ... no i bylyby dostępne powiadomienia o nowych postach :) (aktualizacjach Twojej relacji)


Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 17 Gru 2015 01:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
Tak,wiem.Następnym razem rozegram to inaczej :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 17 Gru 2015 10:33 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Gru 2011
Posty: 5600
Loty: 169
Kilometry: 241 913
HON fly4free
igore napisał(a):
-wysiadamy na Tatuape i wsiadamy w autobus 257,który jedzie prosto na lotnisko (zatrzymuje się przy 1 i 3 terminalu. Wasz odlot będzie zapewne z 2, z 3 można tam przejść pieszo) :)

Jest dokładnie odwrotnie - 257 zatrzymuje się przy terminalach 1 i 2, a Turkish odlatuje z terminala 3.
_________________
Blbec je blbec a blbcem zůstane
Ja tu tylko sprzątam
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 17 Gru 2015 11:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
Masz racje. Cos mi sie pomieszalo. Nie zmienia to faktu ,ze terminale sa blisko siebie i latwo sie miedzy nimi przemieszczac,
Góra
 Relacje PM off  
 
#12 PostWysłany: 08 Lut 2016 22:48 

Rejestracja: 08 Paź 2015
Posty: 3
My lecimy do Brazylii za tydzień: 16.02 z Krakowa do Bolonii Ryanair, następnie do Stambułu TK (jesteśmy tam o 22.20, a rano o 9.05 wylot do Sao Paulo), pytanie: czy mieliście jakiś problem z darmowym hotelem w Stambule (Hotel Desk), czy trzeba to jakoś wcześniej załatwiać / zgłaszać i czy w tym hotelu zapewniali darmowe śniadanie.
Nasz plan to najpierw Paraty, a potem Rio - tam zarezerwowaliśmy przez booking hostel w faveli w Santa Teresa - hostel Pousada Favelinha - czy znacie może ten hostel i jak tam jest, czy ta dzielnica jest bezpieczna.
I na koniec pytanie o komary - czy było ich dużo podczas Waszego pobytu.
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 08 Lut 2016 23:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Gru 2011
Posty: 5600
Loty: 169
Kilometry: 241 913
HON fly4free
Hotel załatwia się na miejscu, na lotnisku. Darmowe śniadanie jest, ale jak traficie na hotel dalej od lotniska po prostu się na nie nie załapiecie, bo shuttle odjedzie przed śniadaniem. Wtedy przynajmniej powinniście dostać kanapki.
Komary pożarły moją siostrę na Ilha Grande. Mnie - wcale.
_________________
Blbec je blbec a blbcem zůstane
Ja tu tylko sprzątam
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#14 PostWysłany: 08 Lut 2016 23:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
Hotel - tak jak pisze @krasnal.
Pousada Favelinha - spałem,dzielnica hmmm...bardzo ciekawa ;)
Komary nie gryzły nas w ogóle.
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 09 Lut 2016 00:08 

Rejestracja: 08 Paź 2015
Posty: 3
Dzięki za info,
Igore my lecimy z 6 latkiem i choć ten hostel Pousada Favelinha wydaje się super - mamy pewne obawy do okolicy, czy lepiej nie zmienić na inną lokalizację?
Góra
 Relacje PM off  
 
#16 PostWysłany: 09 Lut 2016 00:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
Cóż,miejsce jest specyficzne - wszak to favela. Mimo wszystko czuliśmy się bezpiecznie. Warunki są skromne,ale ma to odzwierciedlenie w niewygórowanej cenie. W nocy taksówkarze nie chcieli tam jechać. W Rio spaliśmy wyłącznie w Pousada Favelinha i w innej faveli w rejonie Copacabany, więc innych lokum nie mogę za bardzo polecić :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#17 PostWysłany: 09 Lut 2016 01:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Mar 2015
Posty: 95
Loty: 90
Kilometry: 170 446
krasnal napisał(a):
Hotel załatwia się na miejscu, na lotnisku. Darmowe śniadanie jest, ale jak traficie na hotel dalej od lotniska po prostu się na nie nie załapiecie, bo shuttle odjedzie przed śniadaniem. Wtedy przynajmniej powinniście dostać kanapki.
Komary pożarły moją siostrę na Ilha Grande. Mnie - wcale.


Na Ilha Grande duzo komarow jest? Jak wygladaja nastroje w Brazylii w zwiazku z naglosniana ostatnio sprawa...


Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#18 PostWysłany: 09 Lut 2016 08:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Gru 2011
Posty: 5600
Loty: 169
Kilometry: 241 913
HON fly4free
Byłem w grudniu i wówczas nikt na komary nie zwracał szczególnej uwagi.
_________________
Blbec je blbec a blbcem zůstane
Ja tu tylko sprzątam
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#19 PostWysłany: 09 Lut 2016 11:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Paź 2013
Posty: 649
Zabierzcie repelenty, chrońcie sie przed komarami ale nie panikujcie


Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
Góra
 Relacje PM off  
 
#20 PostWysłany: 09 Lut 2016 11:47 

Rejestracja: 02 Sty 2013
Posty: 937
Loty: 4
Kilometry: 17 154
srebrny
Krasnal- niestety , ale kanapek, ani w jedną stronę , ani w drugą hotel nie zaoferował...W obydwu hotelach powiedzieli ,że śniadanie dostaniemy w samolocie. Hotel desk na lotnisku w Istambule znajduje się w ostatniej hali (tej z której wychodzi się już na miasto) obok kawiarni starbucks caffee.
Góra
 Relacje PM off
pawfazi lubi ten post.
pawfazi uważa post za pomocny.
 
 
 [ 37 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group