Fly4free.pl

5 powodów, dla których ceny biletów lotniczych mogą za kilka lat mocno wzrosnąć!

Foto: Roman Yanushevsky / Shutterstock

W te wakacje ceny biletów są wyjątkowo atrakcyjne. Ale na horyzoncie już widzimy, że ta sytuacja nie musi trwać wiecznie – w przestrzeni publicznej pojawiają się bowiem argumenty za tym, że być może wkrótce za bilet będziemy musieli zapłacić więcej. Z czego to wynika? Sprawdźmy.

Mimo zapowiedzi przewoźników, tegoroczne lato upływa pod znakiem niskich cen. Dlaczego? Choć pandemia w Europie częściowo odpuściła, sytuacja szybko zmienia się w poszczególnych krajach, a w ślad za nią także dynamicznie zmieniają się restrykcje i obostrzenia. A w sytuacji niepewności wielu ludzi woli nie ryzykować i wybiera bezpieczne opcje urlopowe, na przykład w swoich krajach. Linie lotnicze i touroperatorzy muszą więc zachęcać potencjalnych klientów, a korzystają na tym osoby, które nie mają takich obaw, bo efektem są stosunkowo tanie bilety. Jednak wiele wskazuje na to, że to eldorado kiedyś się skończy – najpewniej wraz z ustabilizowanym końcem pandemii. Z czego to wynika? Oto najważniejsze powody.

Taniej już było

Ta popularna w niektórych branżach (choćby deweloperskiej) fraza pasuje jak żadna inna do lotnictwa: to już drugi sezon wakacyjny z rzędu, gdy przewoźnicy mocno schodzą z cen biletów lotniczych. Oczywiście, nie zawsze jest tak tanio jak w ubiegłym roku, ale trend pozostaje niezmieniony: to przewoźnicy zabiegają o serca i portfele klientów, by odbudować swoje statystyki i robią to w momencie, w którym zazwyczaj zarabiali największe pieniądze. Taka sytuacja nie będzie trwała jednak wiecznie: wraz z ustabilizowaniem się sytuacji pandemicznej i powrotu do „normalności” (jakiejkolwiek by ona nie przyjęła ostatecznie formy), połączonej ze wzrostem popytu na podróże lotnicze (nie tylko te wakacyjne, jak to ma miejsce obecnie) przewoźnicy będą stopniowo podnosili ceny. Po to, by zacząć zarabiać (ostatnie kilkanaście miesięcy to miliardowe straty dla całej branży), a w przypadku linii tradycyjnych – także po to, by zacząć spłacać ogromne pożyczki udzielone przez krajowe rządy w ramach pomocy publicznej. Pozytywy? Konkurencja i presja cenowa ze strony low-costów sprawią, że podwyżki te nie będą aż tak duże, ale jest też druga strona medalu. Bo tanie linie lotnicze mogą dostać rykoszetem w wyniku krajowych planów ratowania linii tradycyjnych.

Foto: REDPIXEL.PL / Shutterstock

Walka z low-costami, czyli minimalne ceny biletów

O tym temacie było głośno bezpośrednio przed wybuchem pandemii, choć także w trakcie jej trwania kilkakrotnie powracał. Weźmy choćby przykład Austrii, która w czerwcu 2020 roku ogłosiła wprowadzenie minimalnych cen biletów lotniczych dla lotów odbywających się z tego kraju. Cena? Najmniej 40 EUR w jedną stronę. Ostatecznie nowe przepisy na razie nie weszły w życie (z powodu pandemii i wątpliwości, które wyraziła Komisja Europejska), ale idealnie wpisuje się to w nurt walki poszczególnych krajów z dominacją Ryanaira i Wizz Aira, które oferując bardzo tanie bilety, wygrywają konkurencyjną walkę z tradycyjnymi przewoźnikami narodowymi. Tak zresztą było w Austrii: decyzję o wprowadzeniu cen minimalnych ogłoszono na tej samej konferencji prasowej, na której rząd tego kraju poinformował o udzieleniu linii Austrian Airlines 600 mln EUR ratunkowej pożyczki. A Austrian jeszcze przed pandemią mocno podupadł, przegrywając na lotnisku w Wiedniu rywalizację z Wizz Airem, Laudą i innymi low-costami.

Takich pomysłów na wprowadzenie minimalnej ceny biletu lotniczego jest zresztą znacznie więcej. Pomysł taki miała m.in. Szwajcaria, a także Niemcy, gdzie wielkim orędownikiem tego typu działań jest Carsten Spohr, czyli prezes Lufthansy. Swego czasu domagał się on wprowadzenia zakazu sprzedania przez linie biletów lotniczych w cenie poniżej 10 EUR. Dlaczego akurat tyle? Pomysł jest oczywiście wymierzony w tanie linie takie jak Ryanair, które nagminnie oferują pasażerom bilety nawet za 1 EUR.

Takie pomysły w Niemczech powracają zresztą dość często – w maju politycy z niemieckiej partii SPD zapowiedzieli prace nad wprowadzeniem przepisów o minimalnej cenie biletu lotniczego.

– Żaden bilet lotniczy nie powinien być tańszy niż suma podatków i opłat lotniczych, które powinna płacić linia – powiedział Olaf Scholz, cytowany przez agencję Reuters.

Ile według polityka powinny kosztować bilety? Nie mniej niż 50-60 EUR, czyli ok. 220-270 PLN w jedną stronę.

Nowe podatki i opłaty

Kryzys pandemiczny nieco przyhamował plany wprowadzania nowych podatków pasażerskich przez wiele krajów, ale nie wszędzie się tak dzieje, a po drugie – niektóre państwa i tak zdecydowały się na nałożenie na branżę lotniczą i pasażerów nowych danin. Powód? Najczęściej chodzi o ochronę środowiska i emisję szkodliwych substancji przez samoloty. Dobrym przykładem jest choćby Portugalia, która od 1 lipca wprowadziła tzw. „podatek węglowy”, odprowadzany przez każdego pasażera lotniczego opuszczającego ten kraj. Niby nie jest on wysoki, bo stawka wynosi 2 EUR, ale z drugiej strony, jest to kolejna opłata, która podnosi cenę biletu. Do tego dochodzą wszelkiego rodzaju „opłaty COVID-owe”, które wprowadzają niektóre linie i lotniska, twierdząc, że zostaną one przeznaczone na dodatkowe środki bezpieczeństwa, niezbędne do stosowania w czasie pandemii.

Warto przy tym pamiętać o tym, że wspomniana wcześniej Portugalia to „pikuś” w porównaniu do Francji, która w ubiegłym roku chciała wprowadzić najwyższy podatek lotniczy na świecie. W jego efekcie cena biletu w klasie ekonomicznej miała wzrosnąć o 30-60 EUR (w zależności od długości lotu), a w klasie biznes (od 180 do 400 EUR). Ostatecznie prace nad projektem zarzucono, słusznie uznając, że w momencie kryzysu w branży lotniczej taka opłata byłaby pętlą zarzuconą na szyję liniom lotniczym, ale nie można wykluczyć, że gdy pandemia się uspokoi, prace zostaną wznowione. A nawet jeśli nie, to we Francji też żywa jest debata na temat ceny minimalnej biletu lotniczego, której głośnym orędownikiem jest choćby Ben Smith, prezes linii Air France-KLM.

Przypomnijmy też, że Francja planuje mocno ograniczyć podróże lotnicze na krótkich trasach, gdzie można w porównywalnym czasie dostać się szybkim pociągiem, także tłumacząc te zmiany kwestiami ochrony środowiska.

Foto: Alex Brylov / Shutterstock

4. Nowy system wypłaty odszkodowań i zwrotów za bilety

Linie lotnicze też narzekają na planowane zmiany, które być może będą efektem pandemii koronawirusa. Chodzi tu przede wszystkim o opracowanie systemu szybszych zwrotów pieniędzy za odwołane loty, a także poprawę systemu wypłaty odszkodowań za opóźnienia. Chyba wszyscy zgadzamy się, że potrzebuje on zmian, nad którymi pracuje Komisja Europejska. To tym bardziej istotne, że zeszłoroczny kryzys i zamknięcie prawie całej branży lotniczej w Europie jasno pokazały, że wydają się one konieczne. Zmian chcą zresztą także przewoźnicy, choć oczywiście na sprawę patrzą kompletnie inaczej niż konsumenci.

–  To prawdopodobnie najbardziej restrykcyjne przepisy chroniące pasażerów na świecie. I dlatego to bardzo ważne, abyśmy doprowadzili do ewolucji tych przepisów, dzięki którym staną się one bardziej realistyczne i zbalansowane – mówił niedawno Ben Smith, prezes Air France-KLM.

Propozycje dalszego liberalizowania systemu odszkdowań krytykuje też Rafał Milczarski, prezes LOT, a także przedstawiciel organizacji branżowej AIRE, czyli Airlines International Representation in Europe. Kilka dni temu przemawiał on na posiedzeniu komisji transportu w Parlamencie UE i mocno skrytykował propozycje zmian: jego zdaniem wprowadzenie szybszych zwrotów za odwołane loty sprawi, że linie obciążą dodatkowymi kosztami podatników i dodatkowo podniosą ceny biletów.

– Pasażerowie nie znali swoich praw, ponieważ nie były właściwie skodyfikowane. Złe przepisy są najgorszym rodzajem tyranii. Nie byliśmy w stanie realizować rekompensat dlatego, że nie chcieliśmy, ale z powodu braku pracowników. Nie mieliśmy tylu ludzi podczas pandemii. To było niemożliwe w takich okolicznościach. To nie było celowe działanie linii lotniczych, ale wynik katastrofalnych zdarzeń – mówił Milczarski, cytowany przez „Rynek Lotniczy”.

Prezes LOT zwrócił uwagę na nowe zalecenia, które są jego zdaniem kompletnie nierealistyczne, m.in. obowiązek refundowania biletów dla 99 procent pasażerów w ciągu 7 dni.

–  Takie prawo nie może być skuteczne. Pieniądze z dotacji byłyby zmarnowane na opłaty kosztów stałych. Weźmy też pod uwagę prawa podatników, które są równie ważne jak prawa pasażerów (…) Mamy do czynienia z sytuacją, którą trzeba starannie przemyśleć. Trzeba albo radykalnie podnieść ceny biletów, albo obciążyć podatników. Dyrektywa o podróżach w ramach pakietów jest skierowana do bardzo wąskiej grupy. Nie trzeba tworzyć rozwiązań dotyczących 0,04 proc. klientów. Mamy już nadmiar regulacji. Kto miałby za to płacić? – argumentował Milczarski.

Foto: aapsky / Skutterstock

Nowa polityka klimatyczna i unijny podatek od biletów lotniczych

Pandemia nieco przyhamowała wszelkie dyskusje dotyczące wpływu lotnictwa na środowisko naturalne, jednak wiele wskazuje na to, że temat znów odżył. W zeszłym tygodniu Komisja Europejska przyjęła tzw. pakiet klimatyczny, czyli zestaw rozwiązań legislacyjnych, które mają znacząco zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych. Jednym z jego elementów jest regulacja „ReFuelEU”  dla lotnictwa. KE stoi tu w rozkroku – z jednej strony wskazuje na to, że lotnictwo jest niezwykle ważne z powodow społecznych, bo większa mobilność oznacza lepsze warunki dla rozwoju gospodarek wszystkich krajów Unii Europejskiej. Ale z drugiej strony – jak czytamy w „Wyborczej” – spalanie paliw lotniczych jest jedną z przyczyn globalnego ocieplenia. Lotnictwo miało być w 2018 roku źródłem 3,6 proc. Emisji szkodliwych substncji w UE. W związku z tym KE proponuje nowe regulacje, które pozwolą na większy rozwój zrównoważonych paliw lotniczych (SAF),  ale także podatek od kerozyny (czyli mieszanki nafty lotniczej), który ma wejść w życie od 2023 roku i stopniowo wzrastać. Głównym zadaniem tego podatku ma być właśnie promowanie paliw typu SAF. Oczywiście sprzeciwiają się temu przewoźnicy, wskazując na to, że wymiana floty na bardziej nowoczesną i ekologiczną będzie niemożliwa dla wielu linii w stosunkowo krótkim czasie. Komisja Europejska prognozuje, że w związku z wprowadzonymi zmianami, wzrosną też ceny biletów lotniczych. Szacunki te są jednak na razie dość optymistyczne – KE wskazuje, że będzie to wzrost na poziomie poniżej 1 procenta w 2030 roku do 8 procent w 2050.

Ale ciekawszy (choć z pewnością nie dla pasażerów) wydaje się także opisywany przez „Wyborczą” wątek dotyczący dyskusji na temat wprowadzenia ogólnounijnego podatku od biletów lotniczych. Taki podatek obowiązuje już w kilku krajach, choć jego wprowadzenie może się spotkać z dużym oporem ze strony pasażerów i samych linii – KE sama przynaje, że wprowadzenie ogólnounijnej opłaty popiera bardzo niewielu Europejczyków.

Jak czytamy w „Wyborczej”, dyskusja na temat podatku obejmowała kilka scenariuszy:

  • Pierwszy to płaska stawka dla wszystkich pasażerów – 10,43 euro.
  • Drugi wariant brał pod uwagę dystans lotu: od 10,12 euro na trasach wewnątrz UE, przez 25,30 euro na trasach do 6 tys. km, aż do 45,54 euro na trasach powyżej 6 tys. km. Dokument zakłada wyjątki, np. dla lotów do zamorskich terytoriów państw Unii Europejskiej.
  • Trzeci wariant zakładał, że najbardziej opodatkowane będą bilety na trasy krótkie, czyli do 350 km – 25,30 euro od biletu. Na trasach powyżej 350 km pasażerowie mieliby płacić 10,12 euro.

Na razie jednak debata ta pozostaje tylko na papierze, choć nie można wykluczyć, że temat wkrótce wróci jak bumerang.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?


porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »