Michael O’Leary o przeniesieniu lotów na lotnisko Chopina. Zaskakująca deklaracja [TYLKO U NAS]
W zeszły piątek napisaliśmy jako pierwsi, że Ryanair chce od jesieni przenieść z Modlina na warszawskie lotnisko Chopina nie tylko loty krajowe, ale też 8 najbardziej dochodowych tras międzynarodowych, m.in.: do Paryża, Mediolanu, Madrytu czy Londynu. Biuro prasowe irlandzkiej linii nie chciało potwierdzić tej informacji, ale we wtorek w Brukseli nadarzyła się okazja, by osobiście spytać o plany Ryanaira w Warszawie jego szefa Michaela O’Leary’ego.
Na pytanie o przenosiny do Warszawy odpowiedział następująco:
– Złożyliśmy wniosek o sloty na lotnisku Chopina, bo od dawna mówiliśmy, że chcemy się rozwijać na obu warszawskich lotniskach. W przyszłym roku otrzymamy od Boeinga 50 nowych samolotów i to naturalne, że będziemy latać na większej liczbie tras. Ale to nie znaczy, że wycofujemy się z Modlina. Modlin nie straci ani jednej trasy.
– Ale od jesieni Ryanair będzie latał z Chopina na trasach międzynarodowych?
– Tak, ale Modlin nie straci żadnej trasy z tych, które znajdą się na Chopinie.
– Czy to znaczy, że np. do Londynu Stansted Ryanair będzie latał i z Chopina, i z Modlina?
– Tak, chociaż akurat Londyn jako lokalizacja od kilku dni nie jest może najlepszym przykładem – mówi O’Leary.
Jak miałoby to wyglądać w praktyce? Wróćmy do przykładu Londynu: Ryanair wystąpił o loty z Chopina na lotnisko Stansted jeden raz dziennie. Z Modlina do Londynu wykonuje obecnie 3 loty dziennie. Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że Ryanair zmniejszy liczbę rotacji z Modlina do 2 dziennie. Nie można jednak wykluczyć, że akurat Londyn (będący najlepszą trasą w siatce z Modlina) zostanie zachowany w takiej liczbie rotacji jak obecnie.
Niemal na pewno zmniejszy się za to liczba rotacji w Modlinie na pozostałych 7 międzynarodowych trasach Ryanaira, które trafią na lotnisko Chopina.
„Ten cholerny Duoport”
Wychodzi więc na to, że Ryanair na razie będzie „testował” lotnisko Chopina. Dublowanie przez Ryanaira tras na warszawskich lotniskach to trochę zaskoczenie, ale też dość logiczne rozwiązanie, bo Irlandczycy w ten sposób upieką przy jednym ogniu kilka pieczeni. Po pierwsze – nieco rozładuje kolejki w Modlinie, bo pojawienie się najpopularniejszych tras na Chopinie zapewne będzie oznaczało mniejszą liczbę rotacji.
Po drugie – zachęci do swoich usług jeszcze więcej pasażerów z Warszawy, którzy często wolą dopłacić kilka złotych więcej do biletu na Wizz Aira, byle tylko polecieć z lotniska, które mają pod nosem.
I wreszcie po trzecie – Ryanair ruszy na wojnę cenową z LOT, ale też z Wizz Airem, choć zapewne w mniejszym zakresie niż pierwotnie to się wydawało.
Największą zagadką jest stosunek Ryanaira do lotniska Chopina. Mimo zgłoszenia tak dużej liczby destynacji wiemy, że przewoźnik nie prowadzi w tej chwili żadnych rozmów z portem, a relacje obu stron od lat są co najwyżej chłodne. Dość powiedzieć, że gdy Ryanair ogłaszał niedawno przeniesienie tras krajowych z Modlina na Chopina… zapomniał o tym poinformować warszawskie lotnisko. Port nie pozostał dłużny – w krótkim komunikacie prasowym oschle powitał nowego przewoźnika słowami „Nie zabiegaliśmy o te połączenia…”.
Szef Ryanaira, który kiedyś namiętnie przekręcał nazwę stołecznego portu na „Shocking Airport”, nie pozbył się dawnych nawyków. Kiedy spytałem go we wtorek, czy w związku z pojawieniem się tak dużej liczby tras i zapowiedzią, że w przyszłym roku w Polsce Ryanair będzie bazował więcej samolotów, rozważa również zbazowanie samolotu w Warszawie, krewki Irlandczyk energiczne kiwał przecząco głową.
– Absolutnie nie, na razie nie mamy takich planów. Wciąż pozostaję przy zdaniu, że lotnisko Chopina jest zdecydowanie za drogie. Moją jedyną obawą jest to, że PPL-owi w końcu uda się przejąć kontrolę nad Modlinem i powstanie ten cholerny Duoport. Z naszej perspektywy idealny scenariusz jest taki, w którym oba lotniska są zarządzane osobno i konkurują ze sobą – powiedział O’Leary.
Stary, dobry szef Ryanaira. Zabrakło tylko jakiejś wrzutki o LOT w stylu, że np. za 12 miesięcy przestanie istnieć. Ale nie było czasu – O’Leary pogrążył się w odpowiedziach na pytania dość sporej grupki dziennikarzy.
Czy Brexit zaszkodzi liniom lotniczym?
Szef największej taniej linii w Europie przybył do stolicy Belgii na spotkanie sojuszu lotniczego Airlines4Europe (w jego skład wchodzą m.in. easyJet, Norwegian, Lufthansa, IAG i Air France). Tematem spotkania były paraliżujące Europę strajki kontrolerów powietrznych, które kosztują branżę setki milionów euro i frustrują pasażerów z powodu odwołanych i opóźnionych lotów.
Mimo tego jednym z ważniejszych tematów w czasie spotkania był Brexit i jego wpływ na kondycję branży lotniczej. Ewentualne wyjście Wielkiej Brytanii z UE jest ważne także dla Polski i całej branży lotniczej – na trasie z Wielkiej Brytanii do Polski i z powrotem w zeszłym roku podróżowało ponad 6 mln pasażerów. Jeśli zdarzy się, że Wielka Brytania wychodząc z UE ustanowi restrykcje dla zagranicznych pracowników, problem może mieć np. Ryanair. O’Leary nie wierzy w takie rozwiązanie.
– Wielka Brytania za bardzo potrzebuje rąk do pracy. Polaków i mieszkańców innych krajów Europy Środkowej. Na pewno znajdą jakiś sposób, żeby ci ludzi mogli tam pracować – powiedział O’Leary i zaraz dodał, że nie wierzy, aby ruch lotniczy na trasach do Wielkiej Brytanii miał w najbliższym czasie spaść.