Kierowcy Ubera w Polsce zarabiają fortunę? Firma podaje dokładne zarobki i potwierdza, że… wcale nie jest różowo
Po publikacji naszego tekstu o zarobkach kierowców Ubera w Polsce i Norwegii, zgłosili się do nas przedstawiciele firmy PR reprezentującej Ubera w Polsce i podali nam dokładne informacje na temat zarobków w tej firmie, ponieważ ich zdaniem te przedstawione w naszym tekście nie odpowiadały realiom.
Przypomnijmy: w naszym tekście pisaliśmy m.in. że kierowcy Ubera skarżą się na kiepskie zarobki. Wielu z nich, którzy byli od początku działalności firmy w Polsce, już przestało jeździć dla Ubera. Inni chcieliby zrobić to samo, ale wzięli duże kredyty na zakup auta i teraz muszą je spłacać. Tak jak pan Andrzej, z którym rozmawialiśmy – jak nam tłumaczył, w dobrym miesiącu na rękę zostaje mu maksymalnie 3000 PLN, ale tylko pod warunkiem, że jeździ przez cały tydzień po 12 godzin w tygodniu lub więcej.
Natomiast według Ubera kierowcy żyją jak pączki w maśle. W przesłanej nam tabeli z badania Instytutu Sobieskiego i Milliward Brown, możecie zobaczyć, ile zarabiają kierowcy w podziale na poszczególne miasta, w których działa firma. I faktycznie – wynika z niej, że zarobki (zwłaszcza dla kierowców jeżdżących powyżej 40 godzin tygodniowo) faktycznie są super. I to niezależnie od miasta, bo 7375 PLN brutto we Wrocławiu czy 8459 PLN brutto w Warszawie to dość dobre pieniądze. Niezłą kasę zarabiają też kierowcy, którzy na Uberze tylko sobie dorabiają i jeżdżą głównie w weekendowe nocki.

Jednak już tu pojawiają się pierwsze wątpliwości. Po pierwsze – ile to jest powyżej 40 godzin w tygodniu? Z naszych rozmów z warszawskimi kierowcami Ubera wynika, że aby zarobić w miarę sensowne pieniądze trzeba jeździć przeciętnie po 12-14 godzin na dobę i to praktycznie codziennie. Co daje nam liczbę ponad 70-80 godzin w tygodniu. Czy przy takim rozkładzie pracy te wynagrodzenie wciąż wygląda atrakcyjnie?
Od przedstawionych w tabeli zarobków musimy też dodatkowo odjąć prowizję Ubera, która wynosi 20-25 proc. od każdego kursu (zależy od tego, kiedy dany kierowca zaczął jeździć w tej firmie).
Oprócz tego, pamiętajmy, że jest to kwota brutto, a więc trzeba od niej odjąć podatek oraz 1122 PLN stawki ZUS (zakładając, że nie jest to nowa działalność, dzięki której można płacić niższą składkę).
No i w wielu przypadkach dochodzi rata kredytowa na auto, bo wielu kierowców wstępujących do Ubera kupiło sobie nowe samochody, które mają zachęcić klientów do korzystania z ich usług. I to faktycznie działa, bo jak mówią kierowcy, gorsze auto oznacza słabsze oceny pasażerów, a gorzej oceniane auta rzadziej są wybierane przez pasażerów.
A są przecież jeszcze inne koszty: zwykła amortyzacja auta i koszt paliwa, który też jest horrendalny. Bo, jeśli z badania Millward Brown wynika, że „etatowy” kierowca Ubera wyjeżdża miesięcznie ponad 4000 kilometrów, to koszt paliwa idzie już nie w setki, ale tysiące złotych.
Ile zostaje na rękę? Piszący o zarobkach kierowców „Dziennik Gazeta Prawna” wyliczył, że najlepsi (czyli jeżdżący najwięcej) mogą wyciągać maksymalnie do 3,5 tys. złotych na rękę. Obliczenia gazety nie uwzględniają jednak ewentualnego kredytu lub leasingu auta. A nie są to małe pieniądze – z naszych rozmów z taksówkarzami wynika, że jeśli kierowca decydował się na leasing auta od firmy związanej z Uberem, musiał płacić z tego tytułu nawet 2,2 tys. PLN miesięcznie.
Co jeszcze wiemy o kierowcach Ubera?
Z badań Millward Brown wynika, że statystyczny kierowca Ubera jeździ Skodą Fabia z 2010 roku z LPG. I oczywiście zdecydowana większość kierowców jest zadowolona ze współpracy z firmą. Ponad 70 proc. kierowców uważa też, że współpraca z Uberem poprawiła ich sytuację finansową